14.07.2018

ROZDZIAŁ 8. UWAŻAJ, NIE WIESZ, KTÓRA SZANSA JEST OSTATNIĄ


 Hej, Kochani.

Wiem, że na ten wpis przyszło czekać wyjątkowo długo, ale nic nie poradzę, że słowa nie chcą płynąć. Zdania się nie kleją, a dialogi nie piszą się same. W takim wypadku nie ma sensu na siłę czegoś produkować. A dlaczego? Bo to będzie żadna jakość. Nie poziom do jakiego przyzwyczaiłam.
Łudzę się, że ten zastój jest spowodowany latem, wakacjami, urlopem. Jednak nie zdziwię się, że to po prostu minęła pewna epoka, trzeba pakować manatki i wracać do prawdziwego życia, bo tu już nie ma czego szukać. Przynajmniej w sensie tworzenia. Smutne, ale tak może być. Taki syndrom wypalenia. Oby nie.
W każdym razie zapraszam Was na wpis Szansy. Na razie to opowiadanie najbardziej rusza moją wenę, więc na nim się skupię. Co prawda nie znaczy to, że rozdziały będą pojawiać się regularnie, ale przynajmniej piszę… a to już coś.
Pozdrawiam wszystkich którzy nie stracili nadziei i jeszcze tu ze mną są. Buziaczki i czekam na Wasze komentarze, wnioski. Serio, one mają magiczną moc dla Weny.





Liv z trudem utrzymała pion, gdy miażdżący uścisk na ramieniu zniknął. Spod zmrużonych powiek patrzyła na protoplastę klanu Uchiha za wszelką cenę próbując odgadnąć powody zmiany zachowana. Jeszcze przed sekundą pochłaniała go w pełni walka, a teraz nagle się wyciszył.
Skrzywiła się mimowolnie, lekko skonsternowana. Uciec nie mogła — chociaż to nakazywał rozsądek — a to za sprawą jednego małego szczegółu. Klinga broni Madary wciąż tkwiła w jej boku i żywiła szczerą nadzieję, że mężczyzna o niej zapomni. Jakoś niezbyt podobała się Liv perspektywa wyszarpnięcia tego żelastwa przez właściciela, bo sama zrobiłaby to delikatniej, a przynajmniej czyniąc przy tym mniej szkód.
Zaciskając mocno zęby, wciągnęła z sykiem powietrze gdy na twarzy przeciwnika pojawił się uśmiech oscylujący pomiędzy rozbawieniem, a zaciekawieniem. Zaintrygowanie aż biło z czarnych ślepi tego szarlatana, kiedy skupił się ponownie na Senju pocierając palcami podbródek. Cokolwiek kłębiło się w myślach Madary zwiastowało jedno, mianowicie kłopoty.
— Jesteś rozchwytywaną zwierzyną — stwierdził w zadumie i nim zdążyła się przygotować, wyciągnął ostrze. Całkiem zignorował skierowane w swoją stronę głośne przekleństwo, palcem ścierając ze stali krew. — Fascynujące.
— Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz — wysapała z trudem, przyciskając dłoń do rany aby choć trochę zatamować krwawienie. Jeżeli Madara planował takie zabawy co jakiś czas, to chyba rzeczywiście powinna przemyśleć sens uciekania przez śmiercią. — Podobno spełniam kryteria.
— Och, spełniasz, spełniasz… nie musisz się zamartwiać — potwierdził tonem chwalącego dziecko rodzica, który jest z niego dumny. Aż się skrzywiła z obrzydzenia gdy zlizał z opuszków jej krew, przymykając przy tym powieki z zadowolenia. — Wykaż odrobinę cierpliwości. Senju nie przystoi umierać bez blasku chwały, w ciszy, bez świadków. Z szacunku do Hashiramy nie mogę na to pozwolić.
— Jaka ulga…
— Spodoba ci się — zapewnił Liv robiąc krok bliżej, a obłąkańczy błysk w jego oczach się pogłębił. Poklepał dziewczynę po głowie niczym niesfornego podlotka, po czym przymocował broń do pasa. — Czas na mnie. Do zobaczenia.
— Mhm… — Kiedy zniknął, Senju z wahaniem się wyprostowała, zaraz przeklinając siarczyście. — Tak, już tęsknie — wymamrotała z sarkazmem, wbijając mordercze spojrzenie w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał Madara. Walka z nim całkowicie ją wyczerpała. Różnica poziomów była zatrważająca. — Głupi, stary cap, zaślepiony zemstą.
Ostrożnie podeszła do najbliższego kamienia, powoli się na niego osuwając. Doprawdy, skoro Uchiha w ten sposób okazywał sympatię to aż się bała pomyśleć jak wyglądała nienawiść.
Dłuższą chwilę wpatrywała się w przesiąkniętą krwią koszulkę, zaraz porzucając pomysł oderwania jej od skóry. Co jak co, ale to tylko przywołałoby nową falę bólu, a tak było znośnie. Wzdychając ciężko poniosła wzrok i aż zamarła, zapominając o oddechu. Tuż przy lesie stał Itachi. Dumnie wyprostowany, niemal przygważdżający spojrzeniem do podłoża, przez co poczuła się tak jak zwierzę złapane w pułapkę. Dobre parę sekund wgapiali się w siebie w milczeniu, podczas gdy w głowie Liv panował istny chaos. Autentycznie nie wiedziała co robić. Uciekać? Udawać, że nic się nie stało? A może zwyczajnie zlekceważyć niespodziewanego gościa.
Dopiero lekkie drgnięcie policzka wyrwało ją z transu, zmuszając do ruszenia się z miejsca. Nim zdążyła pomyśleć, już siedziała na przewróconym chłopaku przyciskając dłoń do jego oczu. I wiedziała, że jako utalentowany użytkownik Sharingana potrafił sobie poradzić z taką blokadą — tak, widziała jak jednym palcem zamykał przeciwnika z genjutsu — to żywiła nadzieję, że da jej coś powiedzieć zanim zacznie działać.
— Nie możesz — wysapała przez zęby, mocniej napierając na tymczasową ofiarę. Owszem, może nazywanie Itachiego ofiarą było dużym niedomówieniem, ale w zasadzie napadła na niego zanim on wprowadził swój plan w życie. — Chcesz coś wiedzieć, zapytaj, a nie szczujesz Kekkei Genkai. I nawet nie udawaj, że nie zamierzałeś tego zrobić — prychnęła z politowaniem. — To skrajnie irytujące, Uchiha. Jeszcze trochę i zwariuję, rozumiesz? Powoli przestaję odróżniać rzeczywistość od fikcji.
Nie zwracając uwagi na ciszę po tym wyznaniu pozwoliła sobie na chwilę luksusu i nie zsunęła się z bioder Itachiego, chłonąc płynące od niego ciepło oraz spokój. Delektowała się tym, w międzyczasie analizując odniesione obrażenia. Cóż, do plusów należało zaliczyć, że rany nie były śmiertelne. Pocieszające. Jednak gdy uświadamiał sobie człowiek fakt, że było tak tylko dzięki unikalnemu dziedzictwu Pierwszego to radość jakoś bladła. Gdyby nie genetyka to jak nic przez pół roku nie wyściubiłaby nosa z kliniki Konoha.
Madara chyba odrobinę popłynął z nurtem w tej walce. Wypierał się chęci mordu, a poczęstował Liv takim arsenałem niebezpiecznych technik, że zlecenia w ANBU wydawały się zabawą przedszkolaków. Dziecinnymi igraszkami
— Trzeba cię opatrzyć.
— Co? — Zerknęła na leżącego Uchihę, dopiero teraz przypominając sobie o jego obecności. Marszcząc brwi, patrzyła prosto w czarne oczy Itachiego usiłując odgadnąć co takiego powiedział. Bo no cóż, zbyt późno ogarnęła, że gada do niej. Chyba mówił coś o patrzeniu…
— Krwawisz. — Uściślił i zawiesił sugestywne spojrzenie na zaplamionej koszulce.
— Już nie.
— Senju czy Namikaze?
— He? Ale, że co? — Naprawdę chyba nie nadążała za tokiem rozumowania syna Fugaku. Dobrze, uznawała fakt, że jest super inteligentny, ale ogarnięcie o co mu w tej chwili chodziło graniczyło z cudem. Autentycznie czuła się jak półgłówek.
— Czyli Senju — podsumował ze znawstwem, wyraźnie usatysfakcjonowany odkryciem zagadki i podniósł się do siadu. Teraz znajdowali się nos w nos.
Liv dłuższą chwilę w milczeniu patrzyła w ciemne oczy towarzysza, dumając dlaczego czuła się aż tak nieswojo z tą bliskością. Może powodem było to, że Uchiha należał do naprawdę atrakcyjnych osobników płci męskiej. Miał to coś, co człowieka odrobinę onieśmielało. Jeszcze ta pamiętna sytuacja z rezydencji, kiedy pierwszy raz zapoznał się z przyniesionymi wieściami…
— Geniusz równa się wariat, udowodniona teoria — prychnęła po namyśle, wydając ostateczny osąd z trudem odwracając wzrok od hipnotyzującego spojrzenia. W międzyczasie usiłowała palcami odkleić od skóry zakrwawiony materiał, ale kiedy okazało się że przywarł na amen, z westchnieniem zrezygnowała.
— Słucham?
— Pytałam czy ci nie ciężko. — Uśmiechnęła się uroczo, mrugając zalotnie do wciąż niezbyt ogarniającego temat Itachiego. Kiedy Uchiha nie zareagował na tę jawną prowokację, przewróciła teatralnie oczami i wstała. Cóż, chyba powinna doprowadzić się do stanu używalności. Popatrzyła na szumiący wodospad, niespiesznie ruszając do doliny. — Bądź tak uprzejmy i skołuj jakieś ubranie, a ja w tym czasie się ogarnę. Potem pogadamy.

~oOo~

Itachi pogrążony w zadumie niespiesznie zeskoczył z gałęzi, bezszelestnie lądując na trawie. Nie wiedział dlaczego ponownie pojawił się koło monumentów Madary i Hashiramy. Co zamierzał osiągnąć spotykając się ponownie z Liv. Już żadna tajemnica jej nie otaczała, odkrył to co nurtowało go najbardziej. Pochodziła z klanu założycieli, zagadka rozwikłana. Koniec tematu. Teraz powinien się skupić na ratowaniu klanu Uchiha. Opracowywać plan, szpiegować najbliższych współpracowników ojca… a mimo to, tkwił tu, na obrzeżach wioski z tobołkiem własnych ubrań pod pachą.
Owszem, ciekawiło Itachiego co takiego się wydarzyło na krótko przed jego przybyciem do Doliny Końca. Miał swoje domysły, ale chciał się upewnić. Lubił wiedzieć. Uważał, że każda informacja jest cenna, trzeba tylko użyć jej w odpowiednim momencie. Wyczekać na dogodny moment.
Słysząc głośny plusk wody, mimowolnie zerknął w stronę zbiornika. Odruchowo skontrolował najbliższą okolicę, dopiero później skupiając się na Liv. I to był cholerny błąd. Kiedy uświadomił sobie na co dokładnie patrzy aż drgnął nerwowo tłumiąc w ustach barwne przekleństwo, błyskawicznie przenosząc wzrok na ścianę lasu. Wiedzy jak dziewczyna wygląda pod ubraniem zdecydowanie nie potrzebował. Nie znajdowało się to na liście priorytetów, ale stało się i nic nie mógł poradzić.
— Nie masz za grosz wstydu? — Po prostu… wyrzuci ten obraz z pamięci.
— Mam — przytaknęła gładko, śmiejąc się cicho na dźwięk wrogiego warknięcia, gdy bezceremonialnie rzucił w nią koszulką. I Liv musiała przyznać, że Uchiha nawet na ślepo idealnie trafiał w cel. Wciąż uśmiechając się pod nosem, wciągnęła oferowaną odzież i stanęła obok skonsternowanego Itachiego. — No weź przestań… Chyba nie będziesz się boczył o takie głupstwo.
— Czego chciał Madara?
Liv uniosła kpiąco brew na tę szybką zmianę tematu, ale nie oponowała. W zasadzie po co zagłębiać się w najwyraźniej drażliwy temat dla Uchihy. Swoją drogą, kto by przypuszczał, że najgorętszy kawaler Knohy jest aż tak wrażliwy na nagość. Z jego reputacją wśród płci pięknej powinien raczej być przyzwyczajony do takich akcji. A wręcz rozczarowany, że nie przygniotła go do ziemi próbując czegoś więcej.
— Tego co zawsze… — odparła, odgarniając do tyłu włosy i przysiadając na trawie. Po chwili namysłu, dla wygody, podwinęła odrobinę rękawy koszuli. — Okazuje się, że ostatnia moja misja zazębiła się z jego planami, co niezbyt go uradowało.
— Chciałbym zobaczyć… jej przebieg. Proszę.
Senju spojrzała w oczy czekającego na pozwolenie Uchihy. To był pierwszy raz gdy miała wybór. Chłopak czekał na zgodę aby wtargnąć do jej głowy i wiedziała, że nawet jeśli mu odmówi to nic się nie stanie. Nie będzie obrazy majestatu. Już zamierzała go spławić, gdy niespodziewanie dla samej siebie skinęła na zgodę. Wbrew wcześniejszym planom znowu dała mu wolną rękę. Porażona tym wnioskiem aż zaśmiała się głośno kręcąc w niedowierzaniu głową, mimowolnie pocierając palcami powieki.
— Uchiha… wpłynąłeś na moją decyzję? — Wiedziała, że nic przy niej nie majstrował, ale musiała usłyszeć to od niego. Po prostu musiała.
— Nie.
— Och, okej… — Lekko zaskoczona pozwoliła się ująć za podbródek, gdy skupi się w pełni na niej. Tym razem mignięcie Sharingana trwało może tyle co mrugniecie powieką i z pewnością było o wiele bardziej subtelne niż ich pierwszy raz. W zasadzie Liv twierdziłaby, że Itachi zrobił to teraz jeszcze łagodniej niż Shisui. Ingerencja w jej wspomnienia była jak odurzająca pieszczota.
Ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu czuła łagodne dreszcze przyjemności przemykające tuż pod skórą, które mimowolnie wyrwały z niej westchnienie zadowolenia. Co tu kryć, teraz, Shisui mógł Itachiemu buty czyścić. To było niesamowite doświadczenie, takie elektryzujące, niemal odurzające.
— O rany. — Tylko tyle była w stanie wykrztusić kiedy się odsunął, a ona odzyskała jasność umysłu. Skonsternowana nowym doświadczeniem z trudem się wyprostowała, nerwowym gestem pocierając policzek i spod przymrużonych powiek śledząc każdą zmianę na twarzy Itachiego. Teraz on wydawał się oderwany od rzeczywistości. Patrzył na nią, ale Liv mogła się założyć o wszystko, że jej nie wiedział. Analizował zobaczone obrazy i po drgającym policzku wnioskowała, że niezbyt mu się podobało to czego się dowiedział.
— Nie można lekceważyć Madary.
— Raczej nie musimy się nim przejmować, przynajmniej aż do finału naszego przedsięwzięcia — mruknęła pogodnie, patrząc w niebo. — Wtedy zrobi wejście smoka.
— Mówię poważnie.
— W tym problem, że ja też. — Uśmiechnęła się przekornie to towarzysza, a kiedy to nie pomogło złagodzić miny Uchihy, westchnęła. — Itachi, nie pozostaje nam nic innego jak czekać na jego ruch. Róbmy swoje. Wdawanie się w bezpośrednią walkę byłoby głupotą.
— Co nie znaczy, że nie należy zachować ostrożności — zauważył, wyraźnie nawiązując do jej niefrasobliwego zachowania w towarzystwie Madary.
— Dobrze wiesz, że jeżeli zapadnie wyrok to nic go nie cofnie.
Itachi zmarszczył brwi na tę odpowiedz, jednocześnie skonsternowany myślą, że dziewczyna ma rację. Protoplasta ich rodu nie bawił się w pół środki. Jeśli coś nie współgrało z jego planem, było zwyczajnie niszczone. Eliminowane. Czyż nie tak stało się z kolegą z drużyny? Głupia misja eskortowania Władcy Kraju Ognia, a jednak zamieniła się w piekło gdy wpadli na tego szaleńca. Co ciekawe nic nie zapowiadało tej burzy. Rozpoznanie nie ujawniało żadnych spisków przeciwko urzędnikowi.
I nie, Madary nie interesowała zawartość powozu. Najwyraźniej znaleźli się w złym miejscu o złym czasie. Albo to była taka próba sił, tylko kogo testował? Itachi nie potrafił zrozumieć jego motywów. Mężczyzna zadowolił się zabiciem gennina i odszedł. A przecież spokojnie mógł złamać ochronę i zabić Lorda Feudalnego.
— Skąd masz ten naszyjnik?
Wyrwany z niewesołych wspomnień spojrzał na przyglądającą się mu Liv, dopiero po sekundzie orientując się, o co dokładnie pytała.
— Pamiątka z podróży.
— Mogę zobaczyć?
Bez słowa odpiął biżuterię, zaraz wsuwając jej w dłoń i przeniósł wzrok na las. Czuł coraz większą presję. Powinni mocniej przycisnąć zarówno ojca jak i Hokage. Gdy oni bawili się w kurtuazję, Madara w spokoju, bez pośpiechu, doskonalił swój plan. Dlatego nasuwał się jedyny słuszny wniosek, czas nie był ich sprzymierzeńcem. Zwłoka dawała przewagę przeciwnikowi. Wetchnął ciężko, pocierając nasadę nosa.
— Irytujesz mnie — fuknęła Liv, klękając bliżej i zakładając chłopakowi wisiorek. Nie zwracając uwagi na milczenie Uchihy, prawie się na nim oparła wychylając przez ramię aby mieć dobry widok na zapięcie. — Trochę pozytywnego nastawienia cię nie zabije. Nie wiem, niech Shisui cię zarazi albo co? — Kiedy wreszcie uporała się mechanizmem, przysiadła na piętach i nie przejmując się zbytnią bliskością, pstryknęła Itachiego w nos. — Będzie dobrze. Tylko musisz w to uwierzyć.
Itachi postanowił nie odpowiadać. Nie było sensu wchodzić w dyskusję z kimś kto nie czuł na barkach odpowiedzialności nie tylko za wioskę, ale i rodzinę. Oczywiście nie negował faktu, że zależało jej na pozytywnym rozwiązaniu konfliktu, bez rozlewu krwi. Gdyby było inaczej nie siedziałaby tu z nim. A jednak, nie czuła takiej presji. Jeżeli dojdzie do wybuchu rebelii, nikt nie będzie bezpieczny. Wojna domowa bezlitośnie pochłonie Konohę zbierając krwawe żniwo.
Liv odetchnęła głębiej na widok marsowej miny Uchihy. Nie chciała aby się zadręczał, ale wiedziała, że ona będąc na jego miejscu zachowywałaby się tak samo. W dłoniach Itachiego znalazły się losy wszystkich członków klanu. Jeżeli podniosą rękę na Hokage, nic ich nie ochroni. Nie będzie litości dla dzieci, kobiet czy ludzi starszych. Wszyscy zostaną unicestwieni, bez wyjątku.
Planowała właśnie uszczypać żartobliwie Uchihę aby oderwać go od tych niewesołych analiz, gdy niespodziewanie wyczuła liczne wyładowania czakry. Zdumiona zatrzymała się w pół ruchu, marszcząc brwi w koncentracji. Gdyby nie fakt, że mimowolnie co chwilę sprawdzała okolice nic by nie zauważyła. Walka rozgrywała się dosyć daleko od granic wioski — i walczącym wyraźnie zależało na dyskrecji — ale dzięki odpowiedniemu przeszkoleniu jej echa docierały do Liv niczym jaśniejsze rozbłyski na niebie.
— Co jest?
Wytrącona z równowagi całkowicie zlekceważyła pytanie Itachiego, gwałtownie wstając i błyskawicznie składając pieczęć. Nim jednak rozpoznała walczących, wszystko ucichło. Jedyne co zdążyła się dowiedzieć to to, że walczyli obywatele Konohy. Sfrustrowana zacisnęła usta, wlepiając spojrzenie w stopy. Jak szybko starcie się zaczęło, równie prędko się skończyło. I fakt ten nie należał ani do dobrych ani złych. Bo tego, że to nie ćwiczenia, Liv była pewna.
— Ktoś się zbliża — mruknęła, bezwiednie sięgając po kunai. Nim jednak zdążyła go ułożyć w dłoni przed nimi pojawił się Shisui.
— Dobrze, że was złapałem. — Kuzyn Itachiego odetchnął ciężko podnosząc na nich wzrok. Twarz pokrywała mu krew, ale zdawał się nią w ogóle nie przejmować. Omiótł spojrzeniem kompanów, nerwowym gestem przeczesując włosy i klapnął na trawę.
— To ty walczyłeś.
— Owszem. I mam złe wieści — poinformował ze znużeniem, podpierając się na udach. — Shimura wyniuchał, że coś się dzieje.
— Danzo sięgnął po oko. — Itachi w konsternacji patrzył jak Liv bezceremonialnie łapie chłopaka za twarz szukając obrażeń. Kiedy nic nie znalazła wyraźnie odetchnęła z ulgą, podając Teleporterowi chustkę aby zmył ślady walki.
Cóż, to była tylko kwestia czasu jak zwierzchnik Korzenia ruszy do ataku. I tak zbyt długo przyglądał się bezczynnie spiskowcom oraz bezradności Trzeciego. Logiczne, że pragnął wziąć sprawy w swoje ręce. Można nie pochwalać metod Shimury, ale nie można mu odmówić walki o dobro Konohy. I tylko fakt, że zostali poinformowani o planach przejęcia i użycia Sharingana Shisuiego uchronił ich od nieszczęścia.
— Planujecie wspomnieć o tym Hokage? — Liv uważnie się przyjrzała obu chłopakom pozostawiając im podjęcie decyzji. Nie chciała się w tej sprawie wypowiadać.
Ale teraz gdy Korzeń wyciągnął szpony po jednego z Uchihów, wszystko się zmieniło. Również to jaką rolę odgrywała w całej tej grze. Los zadecydował, że dłużej nie powinna stać z boku, a czynnie wziąć udział w zapewnieniu spokoju w wiosce.
— Raczej bym tego nie wyciągał — mruknął Itachi, po dłuższych rozmyślaniach. — Jednak Danzo musi być świadomy, że drugiej szansy nie dostanie.
— Popieram.
— W porządku. Tę kwestię pozostawiam wam — zadecydowała Liv, podnosząc z ziemi zniszczony strój Skrytobójcy i zwinięty wsunęła pod ramię.
— Zaraz, a ty dokąd? — Shisui skonsternowany zmarszczył brwi.
— Złożyć raport.
— He? Z czego?
— A jesteś w stanie? — Itachi zignorował głupie pytanie kuzyna, uważniej przyglądając się dziewczynie. Cóż, nawet jak jej jeszcze coś dolegało to niczym się nie zdradzała.
— Weź mnie nie obrażaj — zaperzyła się w odpowiedzi, sztyletując go wzrokiem. — Widzimy się później.
Shisui podrapał się po brodzie w zamyśleniu. Zniknięcie Liv było mu nawet na rękę, ponieważ chciał porozmawiać z kuzynem na osobności.
— Wyznaczono termin spotkania przedstawicieli klanu z Trzecim.
— W porządku.
Teleporter aż zamrugał gwałtowniej w niedowierzaniu, zaraz przymrużając powieki. Co ja co, ale takiej reakcji się nie spodziewał. Żadnych pytań, zero dociekania, a zimna obojętność. Co tu się u licha wydarzyło przed jego przybyciem?
— Hm… Wiesz… — Shisui posłał przyjacielowi długie spojrzenie, uśmiechając się znacząco. Okej, trzeba nim wstrząsnąć. — Ja rozumiem, że możesz być rozkojarzony po tym jak zerwałeś z Liv ubranie, ale weź się już ogarnij. — Tak, zdecydowanie nie oślepł, żeby nie zauważyć, że dziewczyna paraduje w męskim stroju z logiem wachlarza.
— Sama je zdjęła — mruknął beznamiętnie Itachi, patrząc z politowaniem na towarzysza. — A teraz przejdźmy do spraw poważnych. Madara znowu się dał o sobie znać.
— Proponował coś? Jakiś układzik?
— Nie, nie… wybiera innego słuchacza…
— Ooo… Liv.
— Owszem.
Shisui zerknął na przyjaciela, uśmiechając się pod nosem. Ciekawy był czy Itachi już wie, że wpadł. No, może to za dużo powiedziane, ale nie mógł zaprzeczyć, że dziewczyna go intrygowała. I to niezadowolenie, że zadała się z Madarą. Nie, nie myślał o niczym zdrożnym, a raczej o tym, że kuzyn się o nią martwił. Itachi Uchiha się o kogoś martwił! Toż to zakrawa o cud. No dobrze, o Sasuke też się niepokoił, ale to co innego, bo przecież byli braćmi. Krew z krwi, kość z kości. A tu? Przejmował się losem nieznajomej! A znał ją raptem kilka tygodni. Teleporter aż zaśmiał się cicho.
— To chyba dobrze, że już niedługo zostaną podjęte konkretne działania. — Widząc, że te słowa nie poprawiają towarzyszowi nastroju, szturchnął go przyjaźnie w ramię. — No weź, już bliżej niż dalej.
— Zobaczysz całe zajście, a zrozumiesz mój brak entuzjazmu.
— Okej, sprawdźmy. Dawaj co tam masz.

~oOo~


Liv bezszelestnie pojawiła się w tajnym gabinecie Hokage. To w tym miejscu zdawała wszelkie raporty z misji i mimo że bywała tu częściej niż w tym oficjalnym, wciąż nie czuła się komfortowo. Nawet dwa wygodne fotele w kolorze złota nie ocieplały atmosfery tego miejsca. Bezosobowe dębowe biurko przytłaczało wielkością oraz sterylnością, ponieważ nie stało na nim nic prócz lampki z zielonym kloszem. Żadnego długopisu, kartki czy choćby notesu. Do tego brak jakiegokolwiek naturalnego światła wynikający z prostego faktu, że pomieszczenie nie miało okna, a nawet malutkiego lufcika. Pokój duchów, tak go w myślach nazywała.
Z głośniejszym westchnieniem opadła na fotel, zmęczonym gestem pocierając powieki. Już wysłała Chowańca z informacją do Trzeciego o swoim przybyciu i teraz pozostawało jej uzbroić się w cierpliwość. Wiadomo Hiruzen nie rzuci wszystkiego w diabły aby się z nią spotkać, w końcu był głową Wioski.
Podpierając się na łokciu, obojętnym spojrzeniem omiotła szarą elewacje skupiając się na nowym elemencie w wystroju wnętrza. Czcigodny zawiesił na ścianie wielką, kolorową mapę świata. Patrząc na nią poczuła się odrobinę jak na zajęciach z geografii w akademii. Tam też taka wisiała i nauczyciel terroryzował każdego adepta ninja, który nie potrafił wskazać najważniejszych Wiosek i osad. W każdym razie dzięki takiemu podejściu, wszyscy z jej rocznika znali przebieg granic niemal do perfekcji.
Zmrużyła powieki podziwiając odręcznie zaznaczone na niej kropki. Do jej głowy zaraz wpadło kilka hipotez czym one mogły być, ale nie chciała się nad tym rozwodzić. Miała inną sprawę do przemyślenia. Mianowicie taką czy rzeczywiście dobrze robi odsłaniając swój udział w akcji ratowania Uchihów Hokage.
Przecież wszystko szło w dobrą stronę. Ustalono nawet już termin obustronnych negocjacji. Po co więc ona ma się mieszać oraz wystawiać na celownik? Cóż, poniekąd liczyła, że jeśli Trzeci zobaczy to co kuzyni Uchiha, będzie bardziej zdeterminowany aby załatwić sprawę polubownie. Tak, chyba to był ten główny powód.
— Zaczynałem się już niepokoić, Liv. — Sarutobi niespodziewanie pojawił się w fotelu za biurkiem, zaraz machając dłonią aby nie wstawała. Szarobrązowe oczy przesunęły się po nietypowym stroju dziewczyny, ale najwyraźniej fakt, że siedzi w koszuli z symbolem klanu Uchiha nie wydał się Trzeciemu aż tak ważny, ponieważ skupił się na misji. — W zasadzie jestem zdziwiony, że pojawiłaś się osobiście aby zdać raport. Z pewnych źródeł wiem, że obiekt nie żyje, a więc sprawa nie wymaga żadnych większych ustaleń.
— Przychodzę z innymi wieściami, Czcigodny — odezwała się Liv, zaciskając dłonie na kolanach. — Dlatego prosiłam aby wziął Trzeci kulę.
— Hm. — Mężczyzna zasępił się odrobinę, palcem przesuwając po szklanej powierzchni przedmiotu. Był zaskoczony prośbą Liv, ale bez szemrania zabrał projektor do techniki szpiegującej. Jednak mimo swojej przenikliwości nie odgadł w jakim celu będzie ona potrzebna, bo chyba nie do podglądania kogoś.
— Pamięta Trzeci jak kiedyś po misji rozmawialiśmy o tej nowej technice? W sensie klany Yamanaka, Uchiha bez problemu wnikają do głowy ofiar, szybko odkrywając wszelkie ich tajemnice. I Czcigodny opowiedział o tym wynalazku…
— Zaraz, chwileczkę. — Hokage podniósł rękę nakazując Liv milczenie, mierząc ją surowym wzrokiem. — Dobrze zrozumiałem? Chcesz abym grzebał ci w myślach? Po co?
— Bo tylko wtedy Trzeci zrozumie wagę problemu klanu Uchiha.
— Skąd… Ach… — Hiruzen pogładził palcami brodę, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsca. Przebywanie w towarzystwie syna Fugaku nie było spowodowane wyłącznie sympatią… Tylko jak się dowiedziała o wichrzycielach w Uchiha?
— Naprawdę mamy coraz mniej czasu, Czcigodny.
— W porządku, Liv. Podaj mi dłoń.

~oOo~

Izumi spod rzęs obserwowała Itachiego, analizując dziwne zachowanie kompana. Skończyli właśnie wspólny trening i w pierwotnym założeniu planowała zaprosić chłopaka na spacer po tarasie widokowym na głowach byłych Hokage. Chciała żeby znów połączyła ich ta dawna więź, przed pojawieniem się Liv. Wtedy kiedy rozmawiali o wszystkim albo siedzieli w zgodnym milczeniu patrząc na gwiazdy. Naprawdę brakowało jej tych chwil, gdy twarz Itachiego rozświetlał nikły uśmiech — wiadomo, nigdy nie był zbytnio ekspresyjny. Westchnęła ciężko, przyciskając ręcznik do karku. Chłopak zachowywał się dziś wyjątkowo dziwnie, nawet jak na niego.
Pierwszym czynnikiem, który wywołał czujność Izumi to pokonanie towarzysza w genjutsu. Tak, Itachi przegrał z nią starcie w swojej flagowej technice! Zwycięstwo tak ją zaskoczyło, że ledwo zdążyła zrobić unik przed ogniową techniką. Później nie było lepiej. Owszem wygrał trening, ale nie w takim stylu do jakiego przyzwyczaił swoim poziomem. Izumi zawsze wiedziała, że podczas ćwiczeń z nią odrobinę się hamował. Nie sięgał po pełnie mocy, czy nie korzystał z silniejszych jutsu. Ot, raczej przyjmował jej ataki, z łatwością je odbijając raczej skupiając się na obronie. Natomiast dziś, walczył instynktownie podczas gdy myślami dryfował gdzieś daleko.
— Izumi?
— Hm? — Tak to drugi symptom, który wzbudził czujność dziewczyny. Zazwyczaj to ona ciągnęła Itachiego za język i rozpoczynała konwersacje. Po prostu dziś wszystko stanęło na głowie. Odgarnęła z twarzy potargane włosy, wpatrując się wyczekująco w towarzysza.
— Dlaczego zostałaś kunoichi?
— Chyba nie bardzo rozumiem…
— Jaka jest twoja droga ninja — doprecyzował lekko zirytowany, że musi coś takiego tłumaczyć.
— Ciężkie pytanie — odpowiedziała ostrożnie, mimowolnie zastanawiając się do czego zmierzał. Już kiedyś odbyli podobną rozmowę, ale instynktownie czuła, że dzisiejsza jest ważniejsza. Jakby ważyły się jej losy. — Chcę pomagać innym. Chronić ludzi których kocham, klan.
— Klan… — Itachi potarł ręką policzek, przymykając na dłużej powieki. Łudził się, że odpowiedz będzie inna, a przynajmniej rozwinięta, albo w innej kolejności. Że traktuje Konohę jak jeden organizm. Nie ma podziału na rody, a są mieszkańcy i ich wspólne dobro. Wszyscy są rodziną, którą łączy jedna silna Wolna Ognia.
A może źle zadał pytanie? Czuł mętlik w głowie. Chciał aby Izumi była inna. Nie zbrukana. Lecz czy i ona nie pragnęła odrodzenia oraz powrotu potęgi Uchihów? Owszem, klątwa nienawiści jej nie zniszczyła, ale czy naiwna wiara w klan nie popchnie Izumi do wparcia roszczeń wobec Konohy? Nie wiedział. Nie miał pewności.
— A ty? Jak jest z tobą?
— Nieważne — mruknął zły na siebie, że w ogóle poruszył ten temat. Nic tym nie osiągnął, a tylko dodał kolejne wątki na długiej liście pytań do czego zmierzał ród Uchiha. Wyczuwając lekkie wybuchy znajomej czakry, odwrócił się w stronę skąd dochodziły, marszcząc brwi. — Shisui trenuje w pobliżu.
— Tak? Z kim? — Izumi zaciekawiła się szczerze, po sekundzie marszcząc nos z niezadowolenia. — Ukrywa się.
— No to mamy odpowiedź. Chodź.
— Jak to? — Kiedy Itachi nie odpowiedział, prychnęła głośno mimo wszystko biegnąc za partnerem. Co jak co, ale nie zamierzała marnować okazji do przebywania w jego towarzystwie. Tym bardziej, że ostatnimi czasy spotkanie jego i Shisuiego graniczyło z cudem. Rozumiała, że mieli obowiązki i napięte grafiki jako shinobi, ale dawniej tak nie było.
Nim się obejrzała już byli na miejscu, a ona wylądowała nosem prosto między łopatkami Itachiego. I chociaż każdy dotyk chłopaka przyjmowała z zadowoleniem, to jednak dyskomfort po zderzeniu, nie pozwalał jej cieszyć się w pełni doznaniem. Co jak co, ale nie spodziewała się, że tak gwałtownie się zatrzyma. Masując nos wychyliła się przez jego ramię zerkając na walczących, a to co zobaczyła niemal odebrało jej mowę. Rozumiała, że kuzyn Itachiego potrzebował odmiany, w sensie jakiejś świeżej krwi do trenowania, ale to kogo wybrał przeczyło wszelkiej logice. Bo dlaczego ze wszystkich możliwych osób w osadzie wybrał akurat dziewczynę Itachiego?

~oOo~

Liv uśmiechnęła się drwiąco na tanie zagranie Shisuiego, błyskawicznie znikając aby po sekundzie pojawić się za nim. Jednak trofeum umknęło jej jeszcze szybciej. Zanim zdążyła choćby musnąć zawieszony na szyi Teleportera rzemyk już go nie było. Zmrużyła powieki, zaciskając wciąż pustą dłoń. W zasadzie sama nie wiedziała jak doszło do tego treningu, ale nie żałowała. W końcu to frajda mierzyć się z kimś kto jest równie szybki. Dzięki temu miała szanse udoskonalić technikę. Zasada pojedynku była zaskakująco prosta. Wygrywa ten kto zerwie drugiemu z karku tani, kolorowy sznurek, wypatrzony na jednym ze straganów. I no cóż, od półgodziny trwała zażarta walka o kawałek rzemyka i nikt nie zamierzał odpuścić.
Wyczuwając dłuższy bezruch Shisuiego, bezczelnie pojawiła się naprzeciwko niemal na niego napierając. Z chytrym uśmieszkiem skoczyła wieszając mu się na szyi i przewróciła na trawę. Nie czuła się winna, ponieważ on też stosował różne fortele. Szok malujący się w oczach chłopaka był tego warty.
— Wygrałam — zacmokała z satysfakcją, machając mu tuż przed nosem zdobyczą.
— Szczęście nowicjusza.
— Skoro tak twierdzisz — zakpiła, podnosząc się i obwiązując zdobycz wokół nadgarstka. Pogwizdując cicho z zadowolenia, wyciągnęła przed siebie rękę oglądając nietypową ozdobę. Cóż, prezentowała się całkiem nieźle, więc może zatrzyma ją na pamiątkę?
— Itachi?! Izumi?!
Aż podskoczyła na krzyk Shisuiego, zaraz czując pod skórą czającą się panikę. Nie wiedziała dlaczego, ale dowiadując się o obecności Itachiego w pierwszym odruchu chciała uciec. Zwyczajnie rzucić się w las. Z ociąganiem odwróciła się w stronę cichych obserwatorów, zaciskając usta. Patrząc w ciemne oczy Itachiego, czuła się źle, nieswojo. Dziwne poczucie winy niemal odebrało jej oddech, a serce zdwoiło rytm. Przycisnęła dłoń do piersi, nie rozumiejąc skąd ta nerwowość. Jakby go w jakiś sposób zdradziła, co było niedorzeczne! Przecież nic złego nie zrobiła, to raz. A dwa, cholera, nie jego sprawa z kim trenuje czy się spotyka.
— Co tak stoicie? — Teleporter przywołał ich gestem, uśmiechając się zachęcająco. — Zapraszamy.
— Tak, tak, zapraszamy — mruknęła cicho Liv, osłaniając oczy od rażącego słońca. Nie spodziewała się tego spotkania. Zresztą, nie spodziewała się natknąć na żadnego z Uchiha. Prawda wyglądała tak, że zwyczajnie obserwowała sługusów Danzo i wtedy wpadła na Teleportera. I tak, od słowa do słowa wylądowali tu, na leśnej polanie, ćwicząc.
— Nie chcemy przeszkadzać. — Izumi mimowolnie zerknęła na milczącego Itachiego. Zaskoczył ją ten brak powitania wobec Liv, ale z drugiej strony i ucieszył. Bo patrzenie jak okazują sobie ewentualną bliskość byłoby ciężkie do zniesienia.
— Och, przecież w grupie weselej — zapewnił gorąco Shisui, przeczesując palcami rozwichrzone włosy. Zaraz zaśmiał się głośno, mrużąc powieki i kiwając na Itachiego. — I wiem, że on tylko czeka aby mi dogadać na temat porażki.
— Co tu komentować — prychnął sam zainteresowany, stając u boku skonsternowanej Liv. — Porwałeś się z motyką na słońce.
— Taa…? — Teleporter zmarszczył nos, jednak po chwili znowu się uśmiechnął. Poklepując przyjaciela po ramieniu, stwierdził. — No cóż, ty byś nie miał nawet co startować.
— Nie wiedziałam, że jesteś kunoichi — odezwała się Izumi, wchodząc w słowo szykującemu się do riposty Itachiemu. — Myślałam, że jesteś architektem albo geologiem…
— Nie, nie… — Liv zerknęła kontrolnie na dziewczynę, szybko domyślając się skąd te wnioski. — Wtedy na pustyni potrzebowali pomocy przy wyszukiwaniu źródła, albo raczej żyły wodnej.
— Jesteś w stanie znaleźć wodę? — Izumi aż otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. — To imponujące.
— No nie wiem, ja tego tak nie widzę… Dzięki mnie tylko wiedzą gdzie kopać. Najgorsza robota pozostaje reszcie. — Liv podrapała się po policzku, usiłując ostudzić podziw kunoichi. — W zasadzie przez moją ingerencje mają jeszcze więcej pracy. Wybijająca woda podmywa teren, ludzie i sprzęt grzęzną w błocie. No, w tym konkretnym wypadku w piachu…
— Ale i tak, dzięki temu przynajmniej wiedzą, gdzie dokonywać odwiertów.
— Heh… musiałabyś to zobaczyć żeby zrozumieć.
— To nam pokaż — zaproponował Shisui zaintrygowany, czy rzeczywiście Liv potrafi to zrobić. Wiedział, że historia z pustynią to kit, ale ciekawy był jak wybrnie z trudnej sytuacji.
— Nie bądź niepoważny — wtrącił się Itachi, niebyt zachwycony pomysłem Teleportera. Nie miał pojęcia dlaczego kuzyn z taką lubością testował ludzi. Tym bardziej, że Liv grała po ich stronie, a teraz przyjaciel z radosnym uśmiechem pakował ją na przysłowiową minę. — Nie chcemy tworzyć tu bagna.
— Spokojnie, znajdziemy jakieś miejsce, gdzie przydałaby się jakaś rzeczka, czy oczko wodne.
— Może tamten las w okolicach Tanzaku? — Izumi zerknęła nieśmiało na Itachiego, szukając aprobaty. Jednak to Shisui postanowił jej odpowiedzieć.
— Hm… brzmi najrozsądniej.
Liv na razie w milczeniu przysłuchiwała się tej wymianie zdań, dumając po co to wszystko. Skąd to zainteresowanie. Technika nie należała do widowiskowych. Ba, w zasadzie trąciła nudą.
— Ranga techniki?
— Mój wynalazek, więc chyba S — mruknęła, wzdychając cicho. Okej, nie zaszkodzi pokazać tego tworu większej publice. Z fartem, że w tworzonej historyjce nie zdała się na zbytnią fantazję. Wtedy dopiero byłby kłopot. — W porządku, niech będzie martwy las.
Dotarcie im na miejsce nie zabrało wiele czasu, ani wysiłku. Skorzystali z justu czasoprzestrzennego i już po chwili stali na jałowej, wysuszonej ziemi. Ich oczom ukazywał się smutny widok marniejących drzew, poskręcanych niczym kończyny starca męczonego bolesnym reumatyzmem. Korzenie wystawały nad glinianą spękaną glebę jakby tylko czekając aby pochwycić nieostrożnego piechura. Szary, depresyjny krajobraz wprawiał obserwatora w stan niepokoju skutecznie zniechęcając do pozostania tu dłużej niż konieczne.
— Odsuńcie się — poleciła Liv dotykając pnia i marszcząc brwi. Nie wiedziała czy słusznie robią zakłócając ten ekosystem. W końcu te tereny od lat trwały w niezmienionym kształcie, a teraz ona miała to zmienić. Oczywiście o ile płynęła tu jakaś żyła wodna. Mamrotając pod nosem ciche przekleństwo, przykucnęła przytykając otwartą dłoń do podłoża i zamykając powieki. Były to czasochłonne i żmudne poszukiwania. Niczym igły w stogu siana. Ale Liv nie działa na ślepo. Pochodzenie z klanu założycieli, potężnego rodu Senju wiele ułatwiało. Przyswajanie technik, tworzenie i doskonalenie ich było żywiołem każdego ninja w którego żyłach płynęła krew Hashiramy.
— Mam — wymruczała, bardziej do siebie niż do przyglądających się towarzyszy, mocniej zaciskając usta. Flagowym żywiołem Liv zawsze była woda i instynktownie ją wyczuwała. Wiadomo przy potężniejszych technikach warto mieć pod ręką jakiś większy zbiornik, aby nie marnować czakry na tworzenie jej od zera. I ta sytuacja aż tak bardzo się nie różniła. Co prawda kosztowała więcej wysiłku, bo tu tylko pozostawało wyciągnięcie wody na powierzchnie. Przyciągniecie do siebie jak magnes, wprost z wnętrza ziemi.

~oOo~

Itachi z ukrycia przyglądał się ojcu czytającemu wezwanie od Hokage. Nareszcie nadszedł ten dzień, kiedy wszystko się wyjaśni. Gdy Uchiha okaże swoją prawdziwą wartość oraz lojalność wobec Konohy. Opierając się o pień, bacznie obserwował mimikę Fugaku, usiłując odgadnąć myśli. Czy jest zaskoczony propozycją spotkania czy raczej spodziewał się takiego obrotu sprawy? Mężczyzna siedział sztywno wyprostowany na ławce przed rezydencją, i ku frustracji syna, nawet jedno drgnięcie mięśnia nie zdradziło co sądzi o liście Trzeciego. Spokojnym ruchem zamknął zwój kładąc go na kolana i patrzył jak Sasuke czyści oraz poleruje kunai po treningu w akademii.
Itachi zastanawiał się czy przed wizytą u Hokage, ojciec wspomni o niej reszcie członków klanu. Czy może zaczeka, aby później poinformować o konkretach, mianowicie czego dokładnie chciał stary Sarutobi.
Chłopak westchnął cicho, kiedy Fugaku wreszcie się podniósł i chowając list za pazuchę uniformu wszedł do domu. Cóż, i to by było na tyle jeżeli chodzi o śledzenie poczynań rodziciela.

~oOo~

Izumi po raz kolejny wertowała kartoteki ninja, szukając informacji o dziewczynie Itachiego. Owszem, wiedziała, że to głupie i małostkowe, ale nie dawało jej to spokoju. Niczym irytująca zadra w palcu. Zaciskając mocno usta odłożyła gruby segregator, podpierając się na łokciu i smętnie zagapiła w okno. Zdawała sobie sprawę, że przebywa w archiwum jedynie dzięki uprzejmości pani Shiwa. To dobra znajoma jej matki i proste tłumaczenie o pisaniu eseju dla młodych geninów z Akademii wystarczało. Jednak, fakt faktem, każdy kto tu grzebał potrzebował przepustki administracyjnej, a i tak za wiele by się nie dowiedział. Sporo kartotek ninja było umieszczonych w głównym budynku gdzie urzędował Hokage. Tam skatalogowano wyższych stopniem shinobi oraz tych utajnionych. O ile ich dokumenty w ogóle istniały w formie papierowej.
— Kochanie, skończyłaś? — Opiekunka tego przybytku wetknęła głowę między regały, uśmiechając się życzliwie do skonsternowanej niepowodzeniem dziewczyny.
— Tak, tak… już wychodzę. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
— Nie ma o czym mówić, drogie dziecko. — Kobieta poklepała Izumi po ramieniu, mimowolnie zerkając na dział w jakim się znajdowały. — Cieszy mnie, że młodzi interesują się Wioską i mieszkańcami.
— Tak, różnorodność ninja Liścia jest fascynująca — odparła Uchiha ogólnikowo, odgarniając za ucho włosy. — Mama kazała przypomnieć pani o sobotniej herbacie.
— Och, ja nigdy nie zapominam o wizycie na ploteczki — roześmiała się cicho, machając gościowi na pożegnanie.
Izumi westchnęła ciężko wlepiając wzrok w zamknięte drzwi, a następnie poczłapała ciężko w kierunku centrum. Naprawdę, chyba dostawała obsesji na punkcie Liv. I nie wiedziała czy to z powodu zazdrości o Itachiego czy po prostu coś jej nie pasowało w niej. Wciąż w pamięci miała widok tego co zrobiła przy nich w martwym lesie. I może nie wyglądało to spektakularnie w końcowej fazie, to niedowierzanie na twarzy kuzynów Uchiha robiło swoje. Shisui nie krył się z reakcją. Jego oczy wielkie jak spodki mówiły wszystko, że nie spodziewał się powodzenia zadania. Zresztą, pewnie ona też wyglądała na zaskoczoną. Każdy by był jakby wyczuł takie morze czakry, które aż wywoływało ciarki na skórze. Jednak to nie Teleporter pochłonął uwagę Izumi. Paradoksalnie chłodna reakcja Itachiego wzbudziła w niej ogromną niechęć do dziewczyny. Bo owszem, nie wiwatował jak Shisui gdy woda wytrysnęła jak gejzer, ale w ciemnych oczach pojawił błysk zainteresowania wymieszany z jasno dostrzegalnym szacunkiem.
Izumi nie należała do osób mściwych, ale… Czuła, że jeszcze trochę, a zacznie nienawidzić Liv. Za to jak łatwo przyciągała uwagę Itachiego oraz za jego drobne gesty wobec niej. To jak na nią patrzył.