07.06.2017

Rozdział 5. Uważaj, nie wiesz, która szansa jest ostatnią

            No i macie ten spóźniony rozdział. Powiem szczerze, jakoś dziwnie mi się go pisało. Tak, sucho. Nie wiem czy to kwestia pogody, braku czasu, złego nastawienia, czy przewrażliwienia, ale tak mi się wydaje.
W każdym razie, to co chciałam powiedzieć to to, że akcja powoli idzie do przodu. Tak sobie myślę, że jak dobrze pójdzie to to opowiadanie zamknę w maksymalnie dziesięciu rozdziałach. Przynajmniej tak zakładam.
Co by tu… ach, dziękuję wszystkim za komentarze. Dzięki nim mam wciąż motywację do pisania. Dzięki że Jesteście ze mną, że czekacie i pytacie o kolejne wpisy. To budujące, że ktoś tu ich wygląda.
Co do treści, tradycyjnie niebetowane. Co jakiś czas pewnie będę przeglądać tekst i poprawiać wyrywkowo. Inaczej się nie da. Nie przedłużając, zapraszam na rozdział. Mam nadzieję, że choć trochę umilę Wam dzień. Buziaki.



Izumi westchnęła ciężko, zagapiając się na alkohol w kuflu. Jeszcze godzinę temu uważała, że wypad z dawno nie wiedzianą koleżanką do baru to świetny pomysł. Odprężą się, pośmieją, poobgadują ludzi z ich rocznika i będzie fajnie. Miło spędzone popołudnie. Teraz, po zaledwie godzinie, miała zgoła odmienne zdanie. Owszem, dobrze było powspominać dawne lata spędzone w akademii ninja. Poplotkowały o wykładowcach, porównały tamte nieopierzone dzieciaki, z shinobii na których wyrośli. Ilu rzeczywiście odnalazło się w trudnej pracy służenia wiosce, a ilu zrezygnowało obierając inną ścieżkę kariery.
            Jednak znalazły się i minusy tego spotkania. Od słowa do słowa, siłą rzeczy Hana musiała wspomnieć o najpopularniejszych rówieśnikach. Nie obyło się bez westchnień nad Shisuim Uchihą, który stał się dumą wioski i klanu. Że zdolny, dobrze wychowany, sympatyczny… a do tego, wolny! Kawaler do wzięcia. Tak, to najbardziej radowało koleżankę Izumi, czego zwyczajnie nie dało się nie zauważyć. Inuzuka wciąż miała słabość do Teleportera, zupełnie jak w akademii. A skoro poruszono ten temat to oczywiście nie dało się uniknąć zahaczenia o osobę jego kuzyna. I już na starcie Hana nieopatrznie wbiła Izumi sztylet w serce. Bo o czym nie omieszkała wspomnieć? Oczywiście o tajemniczej dziewczynie syna Fugaku. W swoim monologu wyraziła zaskoczenie, że to nie ona jest partnerką chłopaka, bo przecież do tej pory ich rocznik uważał, że są parą.
            Izumi aż zazgrzytała zębami na wspomnienie tej upokarzającej rozmowy. Bo cholera, Inuzuka miała rację. Ona też myślała, że jej pozycja jest niezagrożona. Że kiedy Itachi postanowi zadbać o życie prywatne — do tej pory skupiał się wyłącznie na pracy — to przypomni sobie o niej.
            — Hej, już jestem. — Hana uśmiechnęła się szeroko, rozsiadając wygodnie na kanapie. — Naprawdę, po wypiciu piwa czuję się jak moje psy. Nic tylko chodziłabym za potrzebą.
            — Pociesz się, że nie znaczysz terenu.
            — Niby tak, ale kto wie jak sytuacja rozwinie się dalej — zaśmiała się beztrosko, mrużąc oczy z rozbawienia.
            — Słuszna uwaga — odparła nieobecnym głosem Izumi, odprowadzając spojrzeniem jakąś parę trzymającą się za ręce. Ten widok uświadomił jej, że mimo swojego postanowienia stoi w miejscu. Podjęła decyzję o walce o serce Itachiego, a nic w tym kierunku nie działała. Ba, nawet odwołała wczorajszy trening, co już samo w sobie było głupotą. Walka daje przecież tyle możliwości… Można dać upust emocjom, zbliżyć się. Późniejsze wspólne odpoczywanie też jest w porządku.
            — Izumi, co jest?
            — Hm? Mówiłaś coś?
            — Całkowicie odpłynęłaś… to do ciebie niepodobne. — Hana czujnie obserwowała dziewczynę znad kufla. — Chodzi o tę nieznajomą, tak?
            — Skąd tak absurdalny…
            — Oj, już nie udawaj. Widziałam jak zbladłaś, kiedy o niej wspomniałam — wytknęła Inuzuka, kręcąc z politowaniem głową. — Zawsze twój wzrok podążał za Itachim. Nie dostrzegałaś nikogo poza nim. To on stał się twoim rywalem, celem do którego za wszelką cenę dążyłaś. Pragnęłaś być silna dla niego.
            — Hana… to aż tak bardzo widać? — Izumi w załamaniu schowała twarz w dłonie, wzdychając ciężko. — Ja, nie wiem co robię źle.
            — Jesteś dla siebie zbyt ostra. Osiągnęłaś bardzo dużo. Stałaś się przyjaciółką Itachiego, jedyną jeżeli nie liczyć Teleportera. A to już coś. Uchiha na każdą dziewczynę reagował obojętnością, a na twój widok się uśmiecha.
            — No i co z tego? Nie interesuje mnie wyłącznie przyjaźń, już nie.
            — Do czego to dochodzi… a podobno klan Uchiha generuje geniuszy. — Hana spojrzała na koleżankę z załamaniem. — Widziałaś się w ogóle w lustrze? Każdy mężczyzna się za tobą ogląda, a ty wątpisz w swoje możliwości. Gdybyś chciała, mogłabyś mieć każdego. Wystarczy, że kiwnęłabyś palcem.
            — Nie chcę każdego.
            — No cóż, z Itachim może nie pójść tak łatwo, ale nikt nie zna go tak dobrze jak ty. Wykorzystaj tę wiedzę.
            — Niby jak?
            — Przenieś wasze relacje na wyższy poziom. Naprawdę, my baby mamy zapisane to w genach.
            — Nie widzę tego… — Izumi przygryzła w konsternacji usta. — Przecież nie będę go nagabywać jak te namolne dziewczyny, które latają za wszystkimi Uchiha.
— Obie doskonale wiemy jakby to się skończyło. Izumi, rusz trochę głową, co?
— Może masz rację…
— Nie może, tylko mam. A teraz pij. Mam dość patrzenia na to jak się dołujesz.

~oOo~

Liv oparła się o barierkę tarasu, zagapiając się na rozciągającą się przed nią polanę. Ostatnie deszcze sprawiły, że otoczenie nabrało soczystych kolorów, a roślinność strzeliła do góry jak po jakimś niesamowitym nawozie. Czyste, rześkie powietrze przesiąknięte zapachem lasu z przyjemnością wciągało się w płuca. Senju nie potrzebowała dalekich wycieczek aby odpocząć od zgiełku miasta czy trudów pracy. Tu znalazła własną przystań.
            Łagodny wietrzyk poruszał zielonymi źdźbłami traw, przez co polana wyglądała jak tafla jeziora z spokojnymi falami. Patrząc na to uśmiechnęła się mimowolnie, przymykając powieki. Słońce przygrzewało naprawdę mocno i bez ciemnych okularów patrzyła na to wszystko zza rzęs. Gdzieniegdzie wśród zieleni, wyłapywała małe wysepki stokrotek które wspaniale uzupełniały piękno tego zakątka.
            Ogółem dom Senju znajdował się w głębi lasu, z daleka od jakichkolwiek domostw. Samowystarczalna siedziba. Prądotwórczy agregat, piec opalany drewnem i studnia głębinowa robiła z niej panią własnego losu. Niezależność.
Prosta budowla z naturalnych materiałów, sprytnie wkomponowana w krajobraz. Idealna kryjówka do regeneracji sił po misjach oraz ukojenie dla nerwów. Trudy niektórych zadań sprawiały, że na kilka dni stawała się robotem. Jak automat wykonywała podstawowe czynności dnia codziennego, nie zaprzątając niczym umysłu.
I chociaż żyła z daleka od wszystkich, czasem miewała gości. Nienatrętnych i zawsze mile widzianych. O kim mowa? O mieszkańcach lasu. Dzikie zwierzęta traktowały dom Liv jak element krajobrazu. Inny, trochę dziwny, ale nieprzeszkadzający w codziennym życiu.
Niejeden raz Senju podczas picia porannej kawy, zza szyby podglądała pasące się na polanie łanie. Zawsze wtedy zamierała na kilka cennych chwil, ciesząc oczy widokiem. Jak nieśpiesznie skubią trawę, w ogóle nie zwracając uwagi na cichego obserwatora. Oczywiście jelenie i sarny to tylko jeden przykład mieszkańców. Czasem zaglądały tu lisy, sobole czy łasice. Ale one żyły w większym pośpiechu niż parzystokopytne, ponieważ prawie nigdy nie zatrzymywały się na dłużej niż parę minut.
Liv potarła palcami mrowiące powieki i wycofała się do domu. Nadeszła najwyższa pora aby udała się na spoczynek, a wypadałoby jeszcze wziąć prysznic. Zamierzała jutro zawitać w Konoha aby się dowiedzieć cóż za plan opracowali kuzyni Uchiha. I czy wprowadzili go w życie. Wiadomo, bez wsparcia głowy wioski zbyt wiele nie zwojują, zwłaszcza kiedy Danzo pożąda krwi zbuntowanego klanu. Kierując się tą myślą, odgarnęła z twarzy włosy i ziewnęła szeroko. Cóż, będzie nad tym dumać jutro. Już zamierzała zdjąć koszulkę, gdy wyczuła za plecami czyjąś obecność. Nie zastanawiając się nawet sekundy, momentalnie skoczyła do przodu obracając się do intruza, w oka mgnieniu wyciągając z kabury na udzie kunai. To kogo zobaczyła sprawiło, że aż przełknęła ciężko ślinę.
— Witaj.
— Madara… — Cholera, jak to się stało, że dostał się tu niepostrzeżenie? Przecież Trzeci osobiście odpowiednio zapieczętował to miejsce, aby żądny zemsty wróg, nie potrafił go wyśledzić. Ba, czasem nawet lokowano tu świadków koronnych, ze względu na doskonałe zabezpieczenia.
— Od ostatniego spotkania nie zapomniałaś jak się nazywam, gratuluję — zakpił, oceniającym spojrzeniem omiatając niewielki salon. Skromne, ale przytulne wnętrze do którego się tęskni podczas trudnych misji w terenie. Rozbawiony tą myślą skupił się na gospodyni. Dziewczyna łypała na niego nieprzyjaźnie z drugiego końca pomieszczenia, niby od niechcenia opierając dłoń o blat stołu. I chociaż siliła się na spokój to widział tlący się u niej tuż pod skórą strach, na co uśmiechnął się półgębkiem. — Tęskniłaś?
— Niekoniecznie.
— I słusznie — zaśmiał się przebiegle, powoli idąc w jej stronę. — Wiesz co mnie sprowadziło?
— Niedokończone sprawy? — Senju aż nadto pamiętała ostatnią wizytę Uchihy, gdy o włos uniknęła śmierci. Czyżby dzisiaj zamierzał to naprawić?
— Nie, Liv. Przygnała mnie tu zwykła, ludzka ciekawość. — Bez zbędnych uprzejmości odsunął z hałasem krzesło, z westchnieniem je zajmując. Wyglądał jak zmęczony wędrowiec, który wreszcie może dać odpocząć nogom. — Usiądź. Porozmawiamy.
— Nie dziękuję, postoję.
— Doprawdy? — W ciemnych ślepiach mężczyzny pojawił się złowieszczy błysk, który nie wróżył niczego dobrego.
Nim się obejrzała, nie wiadomo skąd w kończynach Liv pojawił się tak oszałamiający ból, że aż sapnęła. Jakby ktoś łamał prętem kości. Ciało płonęło żywym ogniem, wyciskając spod zaciśniętych powiek łzy podczas, gdy ona dostała szczękościsku nie chcąc dać Madarze satysfakcji. Ostatkiem sił złapała za oparcie krzesła, chwiejąc się od takiej dawki cierpienia i właśnie wtedy, przed oczami stanęły Senju ciemne plamy. Rozumiejąc że nie ma wyboru, bardzo niechętnie usiadła. Zresztą, i tak dłużej nie ustałaby na nogach.
— Dobry wybór — pochwalił z satysfakcją, rozpierając się wygodniej. — Jak chłopcom spodobał się mój prezent? Nie, nie odpowiadaj. Niech sam zgadnę… Spodziewali się go?
— Nie.
— Och… — zdziwił się, a Liv aż się wzdrygnęła kiedy przez sekundę mignęła jej czerwień Sharingana. — Nie trafił do adresata… Hm… cóż, zdarza się. Trudno. Ale, że chłopak się nie obronił? Dziwne… Rozczarowujące.
— Wyeliminujesz ich? — Na samą myśl, aż poczuła że jej niedobrze. Jeśli tak, musi ich ostrzec żeby uciekali, albo chociaż byli gotowi. Może we dwóch mieliby jakąś szansę z tym szarlatanem.
— Byłoby to zwykłe marnotrawstwo. On i Itachi najlepiej rokują dla klanu Uchiha.
— A co ze mną?
— Hm… — Mężczyzna zadumał się na chwilę, przenosząc spojrzenie na okno. Gdy już sądziła, że nie dostanie żadnej odpowiedzi, nagle pokręcił z rozbawieniem głową. — Nie taka jest twoja rola. Będziesz żyć. Jestem człowiekiem wyjątkowo elastycznym, łatwo dostosowującym się do sytuacji, lubiącym nowe wyzwania. I dzięki tobie, dostałem niepowtarzalną szansę na stworzenie spektaklu stulecia. Chyba nawet powinienem powiedzieć, dziękuję. — Dostrzegł pozostawioną przez dziewczynę niedopitą kawę i bez krępacji pociągnął niewielki łyk. — Paskudztwo, które aż przywołuje wspomnienia. Hashiramo nawet twoi potomkowie lubują się takiej lurze. W każdym razie… pozwól, że tu się pożegnamy. Najwyższa pora aby mistrz ceremonii skupił się na pierwszym akcie.
Po tym komentarzu, Senju aż zadrżała. Nie potrafiła nadążyć za tokiem rozumowania rozmówcy i to ją niepokoiło. Żaden z rozważanych scenariuszy nie zakładał, że protoplasta Uchihów całkowicie usunie się w cień aby  stamtąd pociągać za sznurki. Nie gdy wlazła z buciorami na jego terytorium.

~oOo~

Itachi usiadł na molo, unosząc twarz do słońca. Czuł się wielce usatysfakcjonowany rozmową z Hokage, a przede wszystkim naprawdę uwierzył, że można jeszcze uratować klan Uchiha. Widać było, że Trzeci pragnie za wszelką cenę uniknąć unicestwienia tak starego rodu Konohy. Nie chciał aby ulice spłynęły krwią, zwłaszcza gdy nie wykorzystali wszystkich możliwości dojścia do kompromisu. Wysoko cenił ich umiejętności jak i inteligencje, a tracąc takich ludzi nic tylko osłabia się wioskę.
Oczywiście, to było dopiero pierwsze spotkanie. Sprawa należała do tych z kategorii delikatnych, a jednocześnie wyjątkowo pilnych. Jeden nieprzemyślany krok, a Fugaku odrzuci ofertę. Duma będzie ważniejsza. Dlatego na następnym posiedzeniu ma pojawić się Shikaku Nara, który pomoże udoskonalić stworzone przez niego oraz Shisuiego założenia. Mężczyzna słynął z błyskotliwego umysłu i nawet Itachi uznawał jego geniusz.
— Hej.
Z ociąganiem odwrócił się za przez ramię, z lekkim uśmiechem odnotowując obecność Izumi. Ostatnim odwołaniem treningu trochę go zmartwiła. Po krótkich analizach pomyślał wtedy, że po poprzednich ćwiczeniach zniechęciła się i zrezygnowała z prób obudzenia Suzanoo. Jednak zaraz zbył tę możliwość. Izumi należała do najambitniejszych osób jakie znał, więc coś takiego spokojnie powinien wykluczyć. To w końcu ona wierciła mu przysłowiową dziurę w brzuchu, aby jej pomógł obudzić, a później żeby nauczył kontrolować Boga Nawałnic. Idąc tym tokiem rozumowania, w końcu wysnuł inną tezę. Izumi mieszkała tylko z matką, więc możliwe, że to obowiązki domowe zatrzymały ją w domu. Tak, to już brzmiało sensowniej.
— Nie usiądziesz? — odezwał się łagodnie, poklepując miejsce obok.
— Miałam nadzieję, że dziś nadrobimy tamten trening.
— Teraz? — Itachi zmierzył uważnym spojrzeniem nietypowy jak dla przyjaciółki strój, po chwili wzruszając obojętnie ramionami. Cóż, nic mu do tego skoro chciała ćwiczyć w jasnej, ciasnej sukience, która pewnie tylko będzie przeszkadzać, krępować ruchy… Niezbyt to widział w praktyce, ale… jej wybór. A może to jakieś nowe utrudnienie?
— A dlaczego nie? Mam chwilę wolnego…
— W porządku.
— Super — zaśmiała się Izumi, okręcając się wokół własnej osi i spoglądając na chodnik na wzniesieniu. — Pójdziemy przez centrum? Chciałabym odebrać ze sklepu nowy kunai.
— Dobrze.
Izumi uśmiechała się pod nosem, idąc ramię w ramię z Itachim przez wioskę. Splotła ręce za plecami, co trochę zerkając na chłopaka. Od pierwszego spotkania wiedziała, że jest tym jedynym. To na widok Itachiego szybciej biło jej serce, a dłonie nerwowo drżały. Pragnęła być zawsze blisko. Oczywiście te bardziej krępujące symptomy z początku skrzętnie ukrywała, aż z czasem minęły. Czuła się taka szczęśliwa, że obdarzył ją sympatią i zaakceptował oferowaną przyjaźń. Nikomu prócz kuzyna nie pozwolił na taką bliskość, więc nie dziwne, że Izumi rozpierała duma.
Odetchnęła głęboko, spoglądając na bezchmurne niebo doskonale świadoma, że są obserwowani. Sprawiały jej przyjemność spojrzenia przechodniów, którzy na ich widok szeptali coś do siebie. Tak właśnie miało być. Chciała wszystkim pokazać, że mimo incydentu z nieznajomą, Itachi wciąż ceni jej towarzystwo. Chociaż szli w ciszy, to ten brak rozmowy jej nie przeszkadzał. Towarzysz nigdy nie należał do gawędziarzy i to też w nim kochała.
— Gdzie zamówiłaś broń? U pana Mori?
— Oczywiście, że u niego — przytaknęła, przeczesując palcami targane wiatrem włosy. — Przecież wszyscy wiedzą, że sprowadza najlepszy sprzęt ninja.
— Nadal nie przekonałaś się do sklepu w naszej dzielnicy?
— Przecież tam też kupuję, ale nie widzę sensu w ograniczania się do jednego sprzedawcy — prychnęła, doskonale rozumiejąc co sugeruje Itachi. Otóż, większość ich pobratymców twierdziła, że powinni wspierać wyłącznie własnych handlarzy z ich dzielnicy, a nie nabijać pieniądze obcym. Taka nielojalność wobec rodu. Tylko, o jakich obcych tu mowa! Przecież wszyscy, Uchiha i inni obywatele byli mieszkańcami Konohy. Płonie w nich ta sama wola ognia!
— Nawet nie zaczynaj.
— Nie zamierzałam — wytknęła towarzyszowi, gdy ten w lot przejrzał jej zamiar. Tak, ponownie miała ochotę wygłosić wyświechtaną już mowę o jedności obywateli.
— Oczywiście.

~oOo~

Shisui zaplótł ręce za głową poprawiając się wygodniej na gałęzi, spod rzęs obserwując poczynania przyjaciół. Cóż, pierwszy raz w życiu był świadkiem tak dziwnego treningu. Już parę razy dla rozrywki podglądał tę dwójkę i zawsze, absolutnie zawsze wyglądało to inaczej. I z początku nie bardzo rozumiał o co chodzi, w czym tkwi problem, aż do chwili kiedy Izumi po raz kolejny założyła włosy za ucho. To w tamtym momencie doznał oświecenia. Gdzieś pomiędzy jedną, a drugą techniką, ona usiłowała uwodzić Itachiego! Rany, jak to do niego dotarło to o mało nie spadł z drzewa.
To stąd tak absurdalny strój! Olśniony swoim geniuszem, parsknął mimowolnie śmiechem. Plotka o randce Itachiego musiała dotrzeć również do niej, co spowodowało, że poczuła się zagrożona. Tak, Shisui nie był ślepy i wiedział, że dziewczyna od lat kochała się w jego kuzynie. Najwyraźniej teraz postanowiła działać. Wziąć sprawy w swoje ręce.
— Nic się nie odezwiesz? — zapytał z uśmiechem, spoglądając w górę na Liv. Opierała się ramieniem o pień, z umiarkowanym zainteresowaniem patrząc na farsę treningu. W sumie nawet ostatnio o niej sporo myślał. Zastanawiało go głównie kiedy znowu się pojawi. Bo tego, że przybędzie był akurat pewien. W końcu na pewno chciałaby wiedzieć jak idą negocjacje z władzą. Jakby nie patrzeć to ona zainicjowała całą akcję. Wprawiła machinę w ruch.
— A co mam mówić? Czekałam aż mnie zauważysz — prychnęła, w końcu odrywając wzrok od walczącej dwójki. —A tamci, co? Kpiny sobie urządzają, czy jak? Ostatnio wyglądało to o niebo lepiej.
— Szpiegujesz ich? — zainteresował się Shisui, aż śmiejąc się cicho na widok miny rozmówczyni. Czyżby trafił w sedno?
— Zabijam czas — mruknęła grobowym głosem, sztyletując Teleportera spojrzeniem.
— Hm… cóż, w takim razie powiem ci, że ten trening wygląda tak a nie inaczej przez ciebie.
— Słucham? Co ja niby mam z tym wspólnego?
— A to, że plotka o randkującym Itachim rozeszła się po wiosce jak plaga.
— I dlatego oni…? Och — sapnęła Liv, w końcu rozumiejąc co sugerował Shisui i zerknęła ponownie na walczących. — A mówiłam mu, że to niezbyt trafne posunięcie.
— Itachi postawił na taką taktykę?
— No przecież logiczne, że nie ja.
— Hm… — Shisui zamyślił się głęboko, zaraz wpadając na pewien pomysł. Owszem, należał do tych z kategorii ryzykownych, ale od zawsze pasjonowało go ludzkie zachowanie. Lubił prowadzić badania reakcji na nietypowe sytuacje, a najlepszym obiektem tych eksperymentów był oczywiście kuzyn.
W sekundzie pojął decyzję, pojawiając się obok Liv i zapobiegawczo zacisnął palce na jej nadgarstku. Nie chciał aby uciekła. Tym bardziej, że miał plan! Nie kierował się wyłącznie własnym egoizmem polegającym na zaspokojeniu ciekawości. Wniosek, sumienie będzie czyste. — Hej, Łasic! Nie uwierzysz kogo spotkałem!
            Ledwie skończył mówić, a poczuł bolesne łupnięcie w tył głowy. Tak, jeden oddźwięk swoich działań uzyskał od razu. Liv niezbyt się spodobało, że ujawnił ich obecność na polanie. Oj, tam… nie kumają głębi jego geniuszu, ale jeszcze mu podziękują.
            — Shisui? Co ty tu… — Itachi na jedną krótką chwilę zamarł, zaraz jednak przybierając minę sfinksa. Machnął na zaintrygowaną Izumi, powoli idąc w ich stronę.
            — Powinnam była ciąć głębiej przy pierwszym spotkaniu — wysyczała Liv szeptem, spode łba patrząc na Teleportera.
            — Kto wie, a teraz się skup — mruknął, stając plecami do idących towarzyszy i aktywując Sharingan. Trwało to tyle co mrugniecie powieką, ale wystarczyło aby w sposób cichy, dyskretny, a przede wszystkim niewerbalny przekazać plan Liv. I o ile później nie wydawała się zbyt przekonana do przedstawionego pomysłu, to przynajmniej jawnie nie protestowała.
            — Hej, Shisui… nie przedstawisz nam swojej znajomej? — Izumi uśmiechnęła się uprzejmie do milczącej dziewczyny. Tym co zwróciło jej uwagę to kolor oczu nieznajomej. Pierwszy raz widziała tak intensywną barwę tęczówki i aż westchnęła cicho z zazdrości. Bijąca od nich zieleń aż hipnotyzowała i nie zdziwiłaby się, gdyby to właśnie to spojrzenie zwróciło uwagę Shisuiego. W każdym razie, bardzo lubiła kuzyna Itachiego i życzyła mu jak najlepiej.
            — W zasadzie to znajoma Itachiego — odparł beztrosko Shisui, za nic mając wrogie łypnięcie kuzyna. Ba, w zasadzie ten moment gdy Izumi w pełni skupiła się na Łasicu, wykorzystał aby przekazać mu wizję opracowanego planu. I tak jak się spodziewał, nie otrzymał w ramach podziękowań nawet uśmiechu.
            — Liv, to moja przyjaciółka Izumi. Opowiadałem ci o niej.
            — Miło mi cię poznać. — Osłaniając oczy przed palącym słońcem, Liv westchnęła ciężko. — Wybacz, że się tyle nie odzywałam — usprawiedliwiła się, podejmując grę zesłanymi przez Teleportera kartami. — Budowa studni w Sunie przedłużyła się bardziej, niż przypuszczałam.
            — Mówiłem ci, że tak będzie. W końcu to pustynia.

~oOo~

            — Nie uważam żeby twój plan był aż tak doskonały, że warto ryzykować — wytknął kuzynowi Itachi, spoglądając na niego przez ramię. Teraz, gdy Izumi wróciła do domu, mieli szanse normalnie porozmawiać i przedyskutować plan Shisuiego. Owszem, dzięki Sharinganowi Teleporter w kilka sekund przekazał mu idee całego przedsięwzięcia, ale to nie zmieniło jego postawy. Wszystko robiło się jeszcze bardziej zagmatwane. A przecież już i tak mieli o czym myśleć. Ratowanie klanu Uchiha, to był ich główny cel.
            — Naprawdę? A jak byś inaczej tłumaczył Fugaku te swoje zniknięcia?
            — Obowiązkami w ANBU.
            — Tak, i twój ojciec z czasem niczego nie zacząłby podejrzewać. — Shisui od niechcenia rzucił kunai, który już po chwili tkwił w samym centrum tarczy do ćwiczeń, namalowanej na pniu drzewa. Znajdowali się w swoim ulubionym miejscu za wioską, przy skarpie nad rzeką.
            — Trzeci z pewnością dałby mi odpowiednie alibi.
            — Ale nie uniknąłbyś wypytywania, a tak, Fugaku zachowa się jak każdy ojciec. Zignoruje sprawę, gdyż ma ważniejsze sprawy na głowie.
            — W tym szaleństwie jest metoda — odezwała się milcząca jak do tej pory Liv. Kiedy wreszcie przetrawiła pomysł kuzyna Itachiego, zaczęła dostrzegać w nim potencjał. — Zwłaszcza, że swoim zachowaniem na święcie gwiazd dałeś fundament temu fortelowi.
            — Nie miałem wyjścia.
            — Oboje dobrze wiemy, że znalazłoby się kilka. Wybrałeś najprostsze.
            — Rodzące mniej pytań.
            — Skoro wolisz tak twierdzić… — prychnęła, zerkając na Uchihę z politowaniem. Zaraz jednak odetchnęła głęboko, obracając twarz w kierunku słońca i przymykając powieki. Cóż, przybyła tu w innym celu i chyba przyszła najwyższa pora aby go ujawniła. Lepiej żeby Shisui i Itachi mieli się na baczności. — Parę dni temu, ponownie złożono mi niezapowiedzianą wizytę.
            — Madara? — zainteresował się Shisui, z pewnym rozbawieniem dostrzegając gniewnie ściągnięte brwi kuzyna. — Czego chciał tym razem?
            — W zasadzie tylko poinformował, że to na razie ostatnie spotkanie.
            — Pokaż całość — rozkazał cicho Itachi, łapiąc dziewczynę za rękę i zmuszając aby na niego spojrzała. Wystarczyło parę sekund, a dzięki Kekkei Genkai miał pełny wgląd we wspomnienia Liv, które niezbyt mu się spodobały.
            — Nienawidzę jak to robisz… — wytknęła, wyszarpując dłoń spomiędzy palców Uchihy i masując skronie. Zdecydowanie za dużo sobie pozwalał, ale jeśli mieli mieć szanse z Madarą to niestety, ale musiał wiedzieć wszystko.

~oOo~

Izumi przygryzła usta, przysiadając na brzegu łóżka. Dopiero niedawno wróciła do domu po nietypowym spotkaniu i wciąż na nowo analizowała relacje jakie łączyły Itachiego z tą dziewczyną. Owszem, nie był zbyt wylewny jak inni zakochani, których do tej pory miała okazję widzieć — tak, przyjęła to z prawdziwą ulgą — ale coś się tliło. Często no nią zerkał, uważnie słuchał, chociaż paradoksalnie nie szukał bliskości. Co ciekawe, Liv również jej nie szukała. A mimo to, dało się wyczuć tlące się między tą dwójką napięcie. W każdym razie, gdyby Izumi randkowała z Itachim to z pewnością wykorzystałaby szansę, choćby na trzymanie go za rękę. Chociaż, jakby się tak głębiej zastanowić, to nie usłyszała nic co by sugerowało jakieś intymniejsze relacje. Jakby nie zasłyszana plotka, to Izumi pomyślałaby, że to tylko jakaś znajoma Itachiego.
Zmęczona tymi analizami, opadła plecami na materac wgapiając się w sufit. Nawet jeśli domniemana randka nie miała miejsca to i tak, Liv stanowiła zagrożenie. Izumi czuła, że nieznajoma fascynuje przyjaciela.

16 komentarzy:

  1. ♥♥♥
    Nieważne jakie opowiadanie czytam w Twoim wykonaniu, naprawdę, bo wszystko mega mi się podoba. Wszystko tutaj ze sobą współgra, każda z Twoich historii ma w sobie coś innego i no uwielbiam, ale powtarzam to już z dziesiąty raz.
    Powtórzę jeszcze raz, że kocham Twoje Shisuiego, może kiedyś nawet pokusisz się na jakieś opowiadanie z nim w roli głównej? ;>
    Podoba mi się domek Liv, takie odosobnienie i faktycznie ma to sens, bo po stresie w ich codziennej pracy takie miejsce zawsze się przyda. I ten Madaraaa, kurde, też super go kreujesz.
    Ciekawi mnie jak poprowadzisz to opowiadanie, czy skupisz się bardziej na tym nieudanym romansie Izumi czy na masakrze - albo jej braku - klanu.
    Więcej weny, jakiejś inspiracji i dużo odpoczynku! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ach... normalnie aż się rumienię. Ty wiesz jak łechtać wybujałe ego autora :"D.
      Shisui to tak wdzięczna postać, ze piszę się go z przyjemnością. Wystarczy wymyślić wątek, a dalej już samo leci^^.
      Czytając komentarze dochodzę do wniosku, że tworzy mi się tu nowy fanklub. Jaki? Oczywiście, że Madary XD. No, ale z drugiej strony jak nie lubić tego popaprańca. Inteligentny, bezczelny, butny... mroczny. Tak, za za to kochamy protoplastę Uchihów XD.
      Dziękuję Ci za komentarz i pozdrawiam gorąco. Udanych wakacji.

      Usuń
  2. W końcu! *,* Z utęsknieniem czekam na Puchatą Historię, ale to też może być. Ważne, że Twoje :D
    Cudo jak zawsze ;*
    Życzę weny i czekam na kolejne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i polecam się na przyszłość. Cóż, nowy rozdział się powoli pisze. Buziaki :"D

      Usuń
  3. Hura, w końcu udało nam się wyprosić notkę! Strasznie długo na nią czekaliśmy. Liczyłam na to, że pojawi się coś w moje urodziny albo w dzień dziecka, a tu klapa. Cieszę się, że jest, no i lecę czytać! W ogóle nieważne, że miałam dokończyć pracę zaliczeniową.

    Pozdrawiam, życzę weny i odezwę się jeszcze,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieeeeeem, że długo trzeba czekać na notki. Ale no... patrzcie jakie długie dodaję, a nie tak jak niektórzy XD. Na taką ilość trzeba poczekać<3.
      Ach i wszystkiego dobrego moja droga. Oby Ci się w każdym aspekcie życia układało i piniędzy, a no i czasu :"D. Ogółem wszystkiego co najlepsze. I weny przy pisaniu pracy, prawie bym zapomniała :3. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  4. Swietny rozdzialik ciekawa jestem co teraz zrobi Izumi moze byc ciekawie (ma wlasne pomysly jak dzieki niej sprowadzic na wszystkich katastrofe buahahahaha) troche nie rozumiem jaki wplyw ma Madara na ta historie ale wierze ze niedlugo zrozumiem domek Liv tez chce taki :-) po prostu marzenie choc nwm czy nie balabym sie zwierzat ktore co i rusz sie przy nim kreca ale co tam prawie bajkowy opis ;-)
    ~Anonimka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izumi... cóż, pochodzenie z klanu Uchiha zobowiązuje, więc raczej nie postąpi zbyt nieroztropnie. Chociaż z drugiej w grę wchodzą uczucia, a to sporo zmienia...
      Cieszy mnie, że domostwo Senju zostało przyjęte z takim entuzjazmem <3. Raduje się moje serce.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  5. Hańba mi, tyle się spóźnić z przeczytaniem rozdziału... >.<'' No nic, przynajmniej ostatecznie jednak do niego dotarłam C'':
    Tak, skleroza nie boli, znów zaczęło się niemal już standardowego pytania: "Ale co ja tak właściwie czytam?" x.x Całe szczęście pamięć mi potem wróciła C'':
    O panie, ależ się ucieszyłam na widok (dźwięk? Jak to określić? ^^'') Madary~! ♥ Tak, wiem, mam jakieś spaczenie na tym punkcie, ale co poradzisz? Najwyraźniej moja miłość do protoplasty rodu Uchiha przewyższa nawet miłość do Łasica xD Serce nie sługa, nie? xp Podobało mi się, jak "od tak" po prostu wparował sobie Liv do salonu, siadł na krześle i zaczął pić jej kawę xD Zachowuje się zupełnie nieskrępowany, jak przy najlepszej psiapsiułce, przy której nie musi niczego udawać i przy której może sobie na wszystko pozwolić :D Uwielbiam tego aroganckiego dupka ♥
    Niemniej uwielbiam także Shisuiego - z każdym rozdziałem obojętnie którego z twoich opowiadań lubię chłopa coraz bardziej! ♥ Ten to ma łeb! Wyjaśnić zniknięcia Itachiego randkowaniem - no po prostu geniusz, nie człowiek! Najbardziej rozwalił mnie tekst o Fugaku: "Zachowa się, jak każdy ojciec, czyli nie przejmie się tym wcale, bo będzie miał ważniejsze sprawy na głowie". So true xp Idealne alibi - lepszego sam Trzeci by nawet nie znalazł C:
    Dobrze też, że Izumi wzięła się do roboty. Spięcie (czy raczej powinnam napisać "spięcie") między nią a Liv może napędzić nieco akcję - w odmienny sposób, w jaki robi to Madara i jego niecne plany xp Pchnie to bardziej opowiadanie w stronę romansu ♥
    Swoją drogą miałam wrażenie, że albo coś ważnego mi umknęło, albo jestem mniej inteligentna niż o sobie myślałam, bo nie skumałam do końca planów Madary, ale uspokoiłam się w momencie, kiedy wyznałaś, że i Liv nie była do końca ze wszystkim na bieżąco - całe szczęście ^^'' To znaczy, że nie tylko ja tu jestem do tyłu i nasz czarny charakter ma najzwyczajniej w świecie jeszcze więcej asów w rękawie niżbyśmy mogli przypuszczać na początku - a to z kolei oznacza, że będzie ciekawie! Nie mogę się już doczekać, żeby o tym przeczytać~! ♥
    Jak zwykle życzę hurtowych ilości pokładów weny i czasu na pisanie~! Wstawiaj szybko następny rozdział (czymkolwiek by on nie był xp)

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Kita, Kita... Ostatni będą pierwszymi i tego się trzymajmy XD.
      Załamujesz mnie tym gubieniem wątku. Chyba muszę bardziej nakreślać sytuację, skoro długo trzeba ogarniać :"D.
      Tak, jaraj się Madarą. Pozwalam^^.
      Ach, i zgadzam się w zachwycie nad Shisuim i jego łebskim pomysłem. No diabeł nie człowiek. Dać taką ŻELAZNĄ wymówkę kuzynowi, a ten nie docenia. Ja nie wiem... Po stopach powinien chłopaka całować.
      Huehuehuehue... to opko jako romans trochę grzęźnie gdzieś po drodze, ale żyję nadzieją, że mi wybaczysz. Nie jestem z tych którzy atakują czytelnika tonami różu, lukru i innych uroczych zdarzeń. Nie moje klimaty, więc pewnie wszystko znowu będzie soft XD.
      I nie za dużo od siebie wymagasz? Naprawdę nikt poniżej stołka Hashiramy nie potrafił ogarnąć planów Madary, więc jak Ty chcesz niby od razu zgadnąć co knuje. No nie da się. Dlatego w odpowiedniej chwili skocz po popcorn i ciesz się akcją :"D.
      Och, wenę przyganiam bo jej nigdy dość. Oj nigdy, tak jak zresztą czasu. Matko, doba powinna trwać 48h, a nie...
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  6. Hej jak tam twoja wena bo już się nie mogę doczekać następnego odcinka
    ~K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przyzwoicie nawet. Rozdział się pisze, więc jest progres :"D.

      Usuń
  7. Hej nie dawno odnalazłam Twojego bloga. Przeczytałam już prawie wszystkie opowiadania, wciągają mnie całą. Mam nadzieję że dokonczysz to historię bo juz się nie mogę doczekać nastepnego rozdziału😉 kiedy będzie? Pozdrawiam serdecznie Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że Internet wypluł Cię akurat na mojego bloga :"D. Każdy nowy Czytelnik, Czytelniczka jest mile widziana i przyjmowana z otwartymi ramionami.
      Informacja, że przedarłaś się już przez wszystkie moje wpisy raduje moje notkotwórcze serce<3.
      Co do pytana... oczywiście, że dokończę. Ta historia jest w zasadzie najkrótsza w moim zamyśle, więc finał zapewne niedługo^^.
      A kiedy wpis? Właśnie kończę go szlifować.
      Pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń