Prolog
Dochodził późny
wieczór. Konoha powoli szykowała się do snu, a ruch uliczny stopniowo zamierał.
Matki nawoływały niesforne dzieci, bawiące się na podwórkach, a
ostatni maruderzy szybkim krokiem zmierzali do swoich domostw na zasłużony
odpoczynek po ciężkim dniu. Gdzieniegdzie można było dostrzec
pojedynczych shinobi kierujących się do głównej siedziby Hokage lub medyczne
kunoichi spieszące do pobliskiego szpitala. Temu
codziennemu zjawisku przyglądała się siedząca w ukryciu na drzewie postać. Gęsto
rosnące pąki sakury skutecznie maskowały obecność, cichego obserwatora wioski.
Tylko uważny przechodzień zauważyłby jego obecność na tle ciemnego nieba.
Osobnik zmienił pozycję, opierając się o gruby pień patrzył w stronę księżyca.
Wyprostowaną sylwetkę zalewała srebrna poświata satelity, odkrywając profesje
intruza. Był to jeden z żołnierzy elitarnej grupy ANBU podległej Hokage. Maska
wilka zasłaniała mu twarz ukrywając tożsamość skrytobójcy, a delikatny wietrzyk
bawił się długimi włosami. Nagle drgnął i rozpłynął się w powietrzu.
********
1.
********
1.
Sporych rozmiarów
kawalerka zagracona była do granic możliwości. Wszędzie poniewierały się
rozrzucone ubrania, zwoje czy uzbrojenie. Ogółem wetrze mieszkania wyglądało
tak jakby przeszło przez nie tornado. Przez ten imponujący bałagan próbowała
się przebić młoda kunoichi.
— Boże! Dlaczego
jestem taką bałaganiarą! — wrzasnęła, potykając się i w złości kopnęła w
najbliższy tobołek. Za półtorej godziny miała spotkanie na polu treningowym ze
swoją grupą, a była w przysłowiowym proszku. Do tego to Liv pierwsza grupa
geninów, więc pewnie będą patrzyć jej na ręce, pomyślała zniesmaczona. Z rozmachem
otworzyła drzwi do łazienki aby się przygotować.
Na polu
treningowym pojawiła się pół godziny przed czasem. Bez zbędnych ceregieli, usadowiła
się na trawie pod drzewem i czekała. Zapowiadał się wyjątkowo słoneczny dzień,
więc z przyjemnością spędzi go na zewnątrz zamiast w domu. Wsłuchana w cichy
szum wiatru spojrzała na horyzont.
Jak każdy
opiekun przyszłych geninów, zapoznała się z informacjami o przydzielonych jej
podopiecznych. Wiedziała, że w swojej grupie ma posiadacza słynnego Sharingana.
W sumie o chłopcu nie wiedziała za wiele, prócz tego, że należał piekielnie
zdolnych uczniów Akademii oraz, że był młodszym bratem rywala Liv.
Drugim uczniem
jakiego dostała pod swoje skrzydła był nowy obywatel Konohy. On i jego cała
rodzina przenieśli się do wioski po ogromnym kataklizmie, który nawiedził ich
ojczyznę. Z tego co słyszała to doszło w tamtym regionie do ogromnego pożaru,
który strawił doszczętnie pobliskie tereny.
Stawkę zamykała
młoda dziedziczka medycznych umiejętności klanu Yuno. Ten ród stosunkowo
niedługo zamieszkiwał Konohę, przenosząc się z północnych terenów Kraju Ognia. Jednak
już zdążył zapuścić solidne korzenie w osadzie oraz wspierać ją swoimi umiejętnościami
leczniczymi.
— Kto wie, ile
ta mała już potrafi? — mruknęła pod nosem, rozmyślając nad dziewczyną. Nigdy jakoś
nie miała okazji poznać nikogo z tego tajemniczego klanu. Ta rodzina trzymała
się raczej z boku, nie angażując specjalnie w politykę, ale zawsze nie
odmawiała pomocy. Chętnie dzielili się wiedzą, co pozwoliło na silne rozwinięcie medycyny w regionie.
Dumając nad tym
fantem, za plecami usłyszała dźwięk otwieranej furtki i tupot małych stóp. Z pewną
dozą ociągania się odwróciła i ujrzała swoich podopiecznych. Cała trójka dyszała
ciężko — zapewne po szybkim biegu — spoglądając na nią odrobinę niepewnie.
—Sensei,
przepraszamy… — Uroczy blondynek pokłonił się nisko, zaraz łapiąc za czuprynę
towarzysza i jego też zmuszając do pokłonu.
— Mam nadzieję,
że to wasze ostatnie spóźnienie. Teraz siadać i słuchać — warknęła, z
zadowoleniem patrząc, jak szybko wykonali polecenie. Mogłaby się
przyzwyczaić do takiej władzy. Zazwyczaj na respekt trzeba było sobie zasłużyć,
tego nauczyła się pracując w ANBU. — Mam na imię Liv Senju. Hobby w zasadzie nie
mam, ale lubię rywalizację z innymi. Kocham zwierzęta, a nienawidzę snobów i
egoistów. W zasadzie to tyle co chcę wam powiedzieć o sobie. Teraz wasza kolej.
— Ja, ja,
pierwszy! Mam na imię Zaku z klanu Uchiha. Chcę zostać najpotężniejszym ninja
jaki chodzi po ziemi. — Młody brunet wypiął dumnie pierś, szczerząc się od ucha
do ucha. Po swojej deklaracji zerknął na kolegę, mrugając wesoło.
Ambitnie,
pomyślała Liv w reakcji na te słowa. Przyjrzała się uważniej się chłopakowi i
po krótkim zastanowieniu stwierdziła, że nie ma co się dziwić. W końcu należał
do rodu Uchiha, a oni zawsze mieli duże aspiracje. Kiwnęła głową i wskazała następną
osobę do prezentacji.
— Ja, nazywam
się Yuchiro Hino.
Chcę zdobyć przyjaciół — szepnął jasnowłosy genin i spojrzał na swoje dłonie. Przez
dłuższy moment zaciskał oraz prostował palce, jakby zastanawiając się co jeszcze
powinien dodać. — Marzę o świecie bez walki i przemocy.
Gdy drugi
podopieczny okazał się pacyfistą, Liv aż przewróciła oczami na taką
mieszankę. Doprawdy, misje będą ciekawe z taką ekipą. Coś czuła, że nie pozwolą
jej się nudzić. Co prawda na pocieszenie zawsze było to, że chociaż należeli do
uzdolnionych wojowników. To sprawiało, że nie powinna aż tak się zamartwiać, że
coś im się stanie już na pierwszej misji.
— Zostałam tylko
ja, nazywam się Shion Yuno. Uwielbiam pomagać innym, chcę zostać najlepszym
medycznym ninja. Podziwiam Księżniczkę Tsunadę i liczę na to, że kiedyś jej
dorównam.
No cóż, obyło
się bez niespodzianek. Uchiha tak jak sądziła Senju, palił się do wojaczki.
Nowy obywatel oczekiwał jedynie spokoju, a dziewczyna była urodzoną altruistką.
Liv podniosła się z trawy, przyglądając się na swoich podopiecznych.
— Okej. Skoro
już się trochę poznaliśmy to przejdźmy do testu. Jedyne co musicie zrobić, to
mnie odnaleźć, macie czas do zachodu słońca. To paa. — Pomachała im na pożegnanie
i zniknęła w kłębach dymu.
— Ooo jaaa, taki
egzamin to pestka! — krzyknął uradowany Zaku, zrywając się z miejsca.
— Ale się nam
trafiło. — Shion szturchnęła Yuchiro.
— Dobra załoga,
to do dzieła! — krzyknął uradowany Uchiha, biegnąc na poszukiwania i ciągnąc za
sobą nowych towarzyszy broni.
Liv przycupnęła
na kamiennych głowach Hokage, mrużąc oczy od palącego słońca. Spokojnym
spojrzeniem przeczesywała tętniącą życiem wioskę. Widziała biegające dzieciaki,
wymachujące patykami. Z krzyków wywnioskowała, że zabawiają się w rycerzy albo
shinobi. Te garnki na głowie były mylące. Plotkujące staruszki obsiadły najbliższą
ławkę i nawet z tej odległości dostrzegała ich karcące spojrzenia, wbijające
się rozwrzeszczaną hałastrę. Uśmiechnęła się lekko, gdy jedna ze starowinek
zaczęła wygrażać dwójce z maluchów, na co ci tylko roześmiali się głośno.
Przymknęła oczy, rozmyślając o swoim zespole. Była pewna swojej przewagi.
Wykryć ją mógł tylko świetnie przeszkolony sensoryczny ninja. Z tą myślą
przewróciła się na plecy, uchylając powieki. Spod rzęs patrzyła na leniwie
przesuwające się chmury. Trafiła jej się wyjątkowa gromadka, każdy
reprezentował inne wartości i zainteresowania. Mimo to, była niemal pewna, że w
walce ich praca zespołowa będzie na najwyższym poziomie. Nawet jeśli Zaku
wyglądał na osobę nadpobudliwą i wyjątkowo żywą, to Yuchiro nie należał do osób
konfliktowych, więc spięć się nie obawiała. Najbardziej intrygował potomek
najszlachetniejszej krwi w Konoha. Wysokie mniemanie i chora ambicja była
znakiem rozpoznawczym tego klanu. Mimo wszystko młody Uchiha miło ją zaskoczył,
może zbyt pewny siebie, ale biło od niego ciepło. Z pewnością wyrośnie na
wielkiego wojownika i wspaniałego przywódcę. Przekręciła się na bok, podparła
ręką głowę i bezmyślnie gładziła palcami pasmo czerwonych włosów. Prowadząc
własne analizy na temat nowych podopiecznych nie zauważyła, jak szybko zleciał
czas. Dopiero głośne szczekanie psa, wyrwało Liv z zadumy i z zaskoczeniem
stwierdziła, że grupie została już tylko godzina na wykonanie zadania.
Przeciągając się jak kot miała już się teleportować, kiedy ktoś chwycił ją w
pasie.
— Co jest...? —
Zaskoczona spojrzała w dół.
— Mamy cię
sensei. — Z dołu patrzyła na nią uśmiechnięta buzia Yuchiro, a za nim stała
reszta grupy.
— Jak się wam to
udało? — zapytała, spoglądając na swoją zadowoloną gromadkę.
— Noo... nie
umiem tego opisać, ale wyczułem, że tu jesteś sensei. — Uśmiechnął się speszony
Yuchiro.
— Wyczułeś? Ale
ja przecież, nie aktywowałam żadnej techniki… No tak — westchnęła i walnęła się
w czoło gdy ją olśniło. Przecież użyła jutsu przywołania, by śledzić tych
małych nicponiów. — Hoho, mamy tu małego sensora. — Poczochrała chłopca po
włosach i uśmiechnęła się szeroko. — Oficjalnie ogłaszam, że należycie wszyscy
do grupy szóstej. Zbiórka jutro o dziewiątej na placu treningowym numer cztery.
No zmykać, musicie się wyspać. — Patrzyła jak śmiejąc się głośno znikają
za drzewami. — Tak, to będzie przyjemny czas — szepnęła, znikając w kłębach
dymu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz