8.04.2013

I grupa


Prolog

Dochodził późny wieczór. Konoha powoli szykowała się do snu, a ruch uliczny stopniowo zamierał. Matki nawoływały niesforne dzieci, bawiące się na podwórkach,  a ostatni maruderzy szybkim krokiem zmierzali do swoich domostw na zasłużony odpoczynek po ciężkim dniu.  Gdzieniegdzie można było dostrzec pojedynczych shinobi kierujących się do głównej siedziby Hokage lub medyczne kunoichi spieszące do pobliskiego szpitala.  Temu codziennemu zjawisku przyglądała się siedząca w ukryciu na drzewie postać. Gęsto rosnące pąki sakury skutecznie maskowały obecność, cichego obserwatora wioski. Tylko uważny przechodzień zauważyłby jego obecność na tle ciemnego nieba. Osobnik zmienił pozycję, opierając się o gruby pień patrzył w stronę księżyca. Wyprostowaną sylwetkę zalewała srebrna poświata satelity, odkrywając profesje intruza. Był to jeden z żołnierzy elitarnej grupy ANBU podległej Hokage. Maska wilka zasłaniała mu twarz ukrywając tożsamość skrytobójcy, a delikatny wietrzyk bawił się długimi włosami. Nagle drgnął i rozpłynął się w powietrzu. 

********
 1.

Sporych rozmiarów kawalerka zagracona była do granic możliwości. Wszędzie poniewierały się rozrzucone ubrania, zwoje czy uzbrojenie. Ogółem wetrze mieszkania wyglądało tak jakby przeszło przez nie tornado. Przez ten imponujący bałagan próbowała się przebić młoda kunoichi.
— Boże! Dlaczego jestem taką bałaganiarą! — wrzasnęła, potykając się i w złości kopnęła w najbliższy tobołek. Za półtorej godziny miała spotkanie na polu treningowym ze swoją grupą, a była w przysłowiowym proszku. Do tego to Liv pierwsza grupa geninów, więc pewnie będą patrzyć jej na ręcepomyślała zniesmaczona. Z rozmachem otworzyła drzwi do łazienki aby się przygotować.
Na polu treningowym pojawiła się pół godziny przed czasem. Bez zbędnych ceregieli, usadowiła się na trawie pod drzewem i czekała. Zapowiadał się wyjątkowo słoneczny dzień, więc z przyjemnością spędzi go na zewnątrz zamiast w domu. Wsłuchana w cichy szum wiatru spojrzała na horyzont.
Jak każdy opiekun przyszłych geninów, zapoznała się z informacjami o przydzielonych jej podopiecznych. Wiedziała, że w swojej grupie ma posiadacza słynnego Sharingana. W sumie o chłopcu nie wiedziała za wiele, prócz tego, że należał piekielnie zdolnych uczniów Akademii oraz, że był młodszym bratem rywala Liv.
Drugim uczniem jakiego dostała pod swoje skrzydła był nowy obywatel Konohy. On i jego cała rodzina przenieśli się do wioski po ogromnym kataklizmie, który nawiedził ich ojczyznę. Z tego co słyszała to doszło w tamtym regionie do ogromnego pożaru, który strawił doszczętnie pobliskie tereny.
Stawkę zamykała młoda dziedziczka medycznych umiejętności klanu Yuno. Ten ród stosunkowo niedługo zamieszkiwał Konohę, przenosząc się z północnych terenów Kraju Ognia. Jednak już zdążył zapuścić solidne korzenie w osadzie oraz wspierać ją swoimi umiejętnościami leczniczymi.
— Kto wie, ile ta mała już potrafi? — mruknęła pod nosem, rozmyślając nad dziewczyną. Nigdy jakoś nie miała okazji poznać nikogo z tego tajemniczego klanu. Ta rodzina trzymała się raczej z boku, nie angażując specjalnie w politykę, ale zawsze nie odmawiała pomocy. Chętnie dzielili się wiedzą, co pozwoliło na silne  rozwinięcie medycyny w regionie.
Dumając nad tym fantem, za plecami usłyszała dźwięk otwieranej furtki i tupot małych stóp. Z pewną dozą ociągania się odwróciła i ujrzała swoich podopiecznych. Cała trójka dyszała ciężko — zapewne po szybkim biegu — spoglądając na nią odrobinę niepewnie.
—Sensei, przepraszamy… — Uroczy blondynek pokłonił się nisko, zaraz łapiąc za czuprynę towarzysza i jego też zmuszając do pokłonu.
— Mam nadzieję, że to wasze ostatnie spóźnienie. Teraz siadać i słuchać — warknęła, z zadowoleniem  patrząc, jak szybko wykonali polecenie. Mogłaby się przyzwyczaić do takiej władzy. Zazwyczaj na respekt trzeba było sobie zasłużyć, tego nauczyła się pracując w ANBU. — Mam na imię Liv Senju. Hobby w zasadzie nie mam, ale lubię rywalizację z innymi. Kocham zwierzęta, a nienawidzę snobów i egoistów. W zasadzie to tyle co chcę wam powiedzieć o sobie. Teraz wasza kolej.
— Ja, ja, pierwszy! Mam na imię Zaku z klanu Uchiha. Chcę zostać najpotężniejszym ninja jaki chodzi po ziemi. — Młody brunet wypiął dumnie pierś, szczerząc się od ucha do ucha. Po swojej deklaracji zerknął na kolegę, mrugając wesoło.
Ambitnie, pomyślała Liv w reakcji na te słowa. Przyjrzała się uważniej się chłopakowi i po krótkim zastanowieniu stwierdziła, że nie ma co się dziwić. W końcu należał do rodu Uchiha, a oni zawsze mieli duże aspiracje. Kiwnęła głową i wskazała następną osobę do prezentacji.
— Ja, nazywam się Yuchiro Hino. Chcę zdobyć przyjaciół — szepnął jasnowłosy genin i spojrzał na swoje dłonie. Przez dłuższy moment zaciskał oraz prostował palce, jakby zastanawiając się co jeszcze powinien dodać. — Marzę o świecie bez walki i przemocy.
Gdy drugi podopieczny okazał się pacyfistą, Liv aż  przewróciła oczami na taką mieszankę. Doprawdy, misje będą ciekawe z taką ekipą. Coś czuła, że nie pozwolą jej się nudzić. Co prawda na pocieszenie zawsze było to, że chociaż należeli do uzdolnionych wojowników. To sprawiało, że nie powinna aż tak się zamartwiać, że coś im się stanie już na pierwszej misji.
— Zostałam tylko ja, nazywam się Shion Yuno. Uwielbiam pomagać innym, chcę zostać najlepszym medycznym ninja. Podziwiam Księżniczkę Tsunadę i liczę na to, że kiedyś jej dorównam.
No cóż, obyło się bez niespodzianek. Uchiha tak jak sądziła Senju, palił się do wojaczki. Nowy obywatel oczekiwał jedynie spokoju, a dziewczyna była urodzoną altruistką. Liv podniosła się z trawy, przyglądając się na swoich podopiecznych.
— Okej. Skoro już się trochę poznaliśmy to przejdźmy do testu. Jedyne co musicie zrobić, to mnie odnaleźć, macie czas do zachodu słońca. To paa. — Pomachała im na pożegnanie i zniknęła w kłębach dymu.
— Ooo jaaa, taki egzamin to pestka! — krzyknął uradowany Zaku, zrywając się z miejsca.
— Ale się nam trafiło. — Shion szturchnęła Yuchiro.
 Dobra załoga, to do dzieła! — krzyknął uradowany Uchiha, biegnąc na poszukiwania i ciągnąc za sobą nowych towarzyszy broni.

Liv przycupnęła na kamiennych głowach Hokage, mrużąc oczy od palącego słońca. Spokojnym spojrzeniem przeczesywała tętniącą życiem wioskę. Widziała biegające dzieciaki, wymachujące patykami. Z krzyków wywnioskowała, że zabawiają się w rycerzy albo shinobi. Te garnki na głowie były mylące. Plotkujące staruszki obsiadły najbliższą ławkę i nawet z tej odległości dostrzegała ich karcące spojrzenia, wbijające się rozwrzeszczaną hałastrę. Uśmiechnęła się lekko, gdy jedna ze starowinek zaczęła wygrażać dwójce z maluchów, na co ci tylko roześmiali się głośno. Przymknęła oczy, rozmyślając o swoim zespole. Była pewna swojej przewagi. Wykryć ją mógł tylko świetnie przeszkolony sensoryczny ninja. Z tą myślą przewróciła się na plecy, uchylając powieki. Spod rzęs patrzyła na leniwie przesuwające się chmury. Trafiła jej się wyjątkowa gromadka, każdy reprezentował inne wartości i zainteresowania. Mimo to, była niemal pewna, że w walce ich praca zespołowa będzie na najwyższym poziomie. Nawet jeśli Zaku wyglądał na osobę nadpobudliwą i wyjątkowo żywą, to Yuchiro nie należał do osób konfliktowych, więc spięć się nie obawiała. Najbardziej intrygował potomek najszlachetniejszej krwi w Konoha. Wysokie mniemanie i chora ambicja była znakiem rozpoznawczym tego klanu. Mimo wszystko młody Uchiha miło ją zaskoczył, może zbyt pewny siebie, ale biło od niego ciepło. Z pewnością wyrośnie na wielkiego wojownika i wspaniałego przywódcę. Przekręciła się na bok, podparła ręką głowę i bezmyślnie gładziła palcami pasmo czerwonych włosów. Prowadząc własne analizy na temat nowych podopiecznych nie zauważyła, jak szybko zleciał czas. Dopiero głośne szczekanie psa, wyrwało Liv z zadumy i z zaskoczeniem stwierdziła, że grupie została już tylko godzina na wykonanie zadania. Przeciągając się jak kot miała już się teleportować, kiedy ktoś chwycił ją w pasie.
— Co jest...? — Zaskoczona spojrzała w dół.
— Mamy cię sensei. — Z dołu patrzyła na nią uśmiechnięta buzia Yuchiro, a za nim stała reszta grupy.
— Jak się wam to udało? — zapytała, spoglądając na swoją zadowoloną gromadkę.
— Noo... nie umiem tego opisać, ale wyczułem, że tu jesteś sensei. — Uśmiechnął się speszony Yuchiro.
— Wyczułeś? Ale ja przecież, nie aktywowałam żadnej techniki… No tak — westchnęła i walnęła się w czoło gdy ją olśniło. Przecież użyła jutsu przywołania, by śledzić tych małych nicponiów. — Hoho, mamy tu małego sensora. — Poczochrała chłopca po włosach i uśmiechnęła się szeroko. — Oficjalnie ogłaszam, że należycie wszyscy do grupy szóstej. Zbiórka jutro o dziewiątej na placu treningowym numer cztery. No zmykać, musicie się wyspać. —  Patrzyła jak śmiejąc się głośno znikają za drzewami. — Tak, to będzie przyjemny czas — szepnęła, znikając w kłębach dymu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz