Itachi wszedł do
pokoju Liv i oparł się o futrynę. Przy łóżku zastał czekającą na niego Shion.
— Nic więcej nie
mogę zrobić. Organizm sam musi to zwalczyć. Dobrze by było jakby ktoś nad nią
czuwał bo prawdopodobnie już ma omamy.
— Spokojnie, ja
się tym zajmę. Możesz iść spać. — Odczekał aż Shion wyjdzie z pomieszczenia i
skierował się do łazienki. Więc o tym mówiła Senju na ulicy. Wzięła go za
majaki, spowodowane wysoką temperaturą. Skorzystał z prysznica w jej pokoju i
odświeżony usiadł przy łóżku. Zauważając, że dziewczyna spokojnie śpi
stwierdził, że nic się nie stanie jak przeniesie się do własnego lokum. W końcu
zajmowali pokoje naprzeciwko siebie. Zostawił otwarte drzwi i przesunął swoje
łóżko bliżej wyjścia by w razie czego słyszeć co się dzieję w drugim
pomieszczeniu. Rozłożył się wygodnie na posłaniu. Miał zamiar tylko drzemać,
ale nawet nie poczuł jak zmorzył go twardy sen.
Słysząc głośny
huk poderwał się szybko na nogi. Rozejrzał się zdezorientowany, zaraz sobie
przypominając, że miał czuwać nad Senju. Momentalnie przeniósł swoje spojrzenie
w tamtym kierunku i ku swojemu przerażeniu zobaczył, że łóżko Liv jest puste.
— Cholera! —
warknął pod nosem i tak jak stał wybiegł przed budynek. Rozglądając się za
czerwoną czupryną zauważył ciężkie, burzowe chmury. Znikąd zerwał się mocny
wiatr szarpiąc jego ubraniem. — Pięknie! Jeszcze burzy brakuje!
Skacząc po
dachach dziękował w myślach za mały rozmiar tej wioski. Warunki pogodowe nie
zachęcały do wyściubienia choćby nosa z domu, a on musiał szukać członka swojej
grupy. Przez myśl mu przeszło, że jakby nie zasnął to by wcale nie musiał, ale
zepchnął tę myśl na sam koniec świadomości. Sapnął cicho gdy na dworze
rozpętało się prawdziwe piekło. Z nieba lało się jak z wiadra, a dookoła
trzaskały pioruny.
— Świetnie! —
Przemoczony do suchej nitki wreszcie ją zauważył. Biegła tak szybko, jakby
gonił ją sam diabeł, sprawnie lawirując pomiędzy budynkami. Chwilę to rwało
zanim ją dogonił i złapał, czując jak próbuje mu się wyrwać, zacisnął mocniej
ramiona. — Cholera! Uspokój się, to ja! — Przyciągnął jej przemoczone i zimne
ciało do siebie, jednocześnie łapiąc za podbródek i zmuszając by spojrzała mu w
twarz.
— Uchiha? Jak…
Cokolwiek chciała powiedzieć więcej, nie
zdążyła. Straciła przytomność. Zły jak diabli, wziął ją na ręce i pognał do
pensjonatu. Pod nosem mruczał najgorsze inwektywy pod adresem Hokagę, za to że
wpakowała go w misję z tą dziewczyną. Ona wręcz przyciągała kłopoty.
— Wykończysz
mnie kobieto — syknął z frustracją i położył ją na łóżku przykrywając kołdrą.
Widząc jak drży, chcą nie chcąc, ściągnął z niej koszulkę i przykrył szczelnie.
Gdy zauważył, że to nie przynosi żadnych rezultatów jęknął głośno. Wyglądało na
to, że nie ma innego wyboru jak podzielić się z nią ciepłem. Przyszło mu do
głowy, że najlepszym sposobem byłoby ją wpakować pod ciepły prysznic, jednak
zaraz odepchnął ten pomysł. Jeszcze by go oskarżyła o molestowanie, to raz, a
dwa nie miał ochoty znaleźć się z nią w tak dwuznacznej sytuacji. Wybrał więc
bezpieczniejszą opcję i poszedł się przebrać w suche ubrania.
— Robię to tylko
dlatego, że nie chcę żebyś dostała hipotermii — poinformował ją zgryźliwie i
delikatnie wsunął się obok, pod przykrycie. Jakoś umknął mu fakt, że dziewczyna
raczej go nie słyszy. Zadrżał gdy dotknęło go jej lodowate ciało i aż zacisnął
zęby by to wytrzymać. Czuł jak dreszcze stopniowo ustają, a jej ciało powoli
zaczyna się ogrzewać. Usłyszał jeszcze jak mruknęła cicho i wtuliła twarz w
jego szyję, przytulając się mocno. Musiał przyznać, że było to całkiem
przyjemne uczucie. — Ten cały Ascot jednak mówił prawdę, nie jesteś koścista —
mruknął wtulając twarz w jej włosy.
Uchylił powieki
i przed nosem zobaczył burzę czerwonych włosów. Jak błyskawica przed oczami
przeleciały mu wydarzenia zeszłej nocy. Ostrożnie się odsunął i przyjrzał
twarzy dziewczyny sprawdzając czy wszystko w porządku. Jej sen był spokojny i
wyglądało na to, że gorączka spadła.
—Spłaciłem dług
za uratowanie brata - przykrył ją szczelnie i poszedł do swojego pokoju. Nie
chciał by ktoś wiedział, że spędził noc w pokoju Liv, a tym bardziej na jednym
łóżku.
Liv ostrożnie otworzyła oczy. Leżąc pod
kołdrą wdychała znajomy i jednocześnie nieznajomy zapach. Jak przez mgłę
pamiętała wydarzenia poprzedniego wieczoru. Była szczerze zaskoczona postawą
Uchihy. Kreował się na zimnego drania, a nawet on posiadał ludzkie odruchy.
Powinna mu podziękować za opiekę, ale to pewnie tylko go rozdrażni.
— No nic,
decyzję o podziękowaniach podejmę po ocenie jego zachowania. — Podniosła się z
posłania i zerknęła na swoje ubranie. Uchiha musiał z niej zdjąć wierzchnią
część garderoby. Westchnęła ciężko i podziękowała w duchu, że ograniczył się
jedynie do tego. Spłonęła by ze wstydu gdyby widział ją nago.
Przeskakując z
drzewa na drzewo myślała o ostatnich dniach. Uchiha był tak samo uprzejmy jak
zawsze, czyli ich spotkania i rozmowy kończyły się wybuchem jego albo jej.
Miała powyżej uszu bezcelowego włóczenia się po wiosce i dlatego wybrała się na
samotny zwiad po lesie. Zostały jej jeszcze trzy dni i znów będzie w pełni
sprawna. Nagle poczuła się obserwowana, przysiadła na grubej gałęzi rozglądając
się dookoła. Na niewielkiej polance zauważyła klęczącą Shion i jakiegoś rosłego
mężczyznę.
— Co ona tu do
cholery robi? Miała być z chłopakami przy Yuuki — mruknęła cicho. Zauważając
jak oprych przykłada jej nóż do gardła, aż zachwiała się ze strachu o
uczennice. Nie tracąc cennego czasu skoczyła na ziemię i stanęła przed
osiłkiem. Mrużąc oczy wyjęła katanę i ustawiła się w gotowości.
— Puść ją —
rozkazała, zaciskając mocniej palce na rękojeści miecza. Czuła obecność innych
zbirów. Tamci musieli poukrywać się w lesie i czekać na sygnał.
Itachi ukrył się
wśród liści i z daleka obserwował rozwój sytuacji. Bez ostrzeżenia Liv rzuciła
się do ataku, dopadając do stojącego przed nią mężczyzny. Widział jak szybko i
sprawnie pozbawia broni napastnika i powala go na ziemię. Łapie za ramię Shion,
ale ta zamienia się w słomianą kukłę.
— No tak,
pułapka — mruknął do siebie i poprawił się na gałęzi.
Dziewczyna
ryknęła ze złości i miotała wszystkim co miała na wychodzących bandytów. Z
niechęcią musiał przyznać, że ród Senju posiadał bardzo szeroki wachlarz
umiejętności. Bez składania pieczęci stworzyła ogromną falę i zmiotła
wychodzących opryszków. Z uznaniem zauważył, że większość z nich potopiła się
od ilości powstałej wody i będących w niej wirów.
Gdy już podnosiła
dłoń by zaatakować ich kolejną techniką, nagle upadła i złapała się za chore
ramie. Trzech opryszków tylko na to czekało, bo w sekundzie pojawili się za
nią. Wykręcili jej ręce i przygwoździli do ziemi, zaśmiewając się głośno i
przybijając sobie piątki.
Itachi
zmarszczył brwi na ten widok i już miał zeskoczyć z gałęzi i jej pomóc, ale się
zawahał. Zachowanie bandytów sprawiło, że zatrzymał się w pół ruchu śledząc
uważnie każdy ich ruch. Patrzył jak podciągnęli jej kamizelkę oraz bluzkę,
oglądając coś na plecach.
— Tak to ona!
— Interesujące —
wyszeptał. Szykował się właśnie do spektakularnego wejścia, gdy usłyszał krzyk
Liv.
— MORO!
Ze zdumieniem
obserwował jak spomiędzy drzew wybiega ogromny wilk. Monstrum miało w kłębie
przynajmniej ze cztery metry, śnieżnobiała sierść lśniła od promieni słońca.
Jednym kłapnięciem wyrzucił w powietrze trzymających dziewczynę mężczyzn.
Reszta opryszków widząc tak ogromną bestię uciekła w popłochu.
— Jak zawsze
trzeba ratować ci skórę — głośny warkot wydobywający się z gardła potwora
sprawił, że aż zatrzęsła się gałąź na której przykucnął Uchiha.
— Zamknij się! —
Liv podniosła się z ziemi i poprawiła ubranie. Widać było, że jest zła i
sfrustrowana zaistniałą sytuacją. — Gdyby nie trucizna nie musiałabym cię
fatygować!
Itachi patrzył jak wilk podchodzi do
niej i wącha jej chore przedramię. Zaintrygowany przysłuchiwał się dalszej
wymianie zdań.
— Mogłaś tak od
razu.
Spod rzęs
obserwował jak zwierzę schyliło do niej wielki łeb. Czyby planował odgryźć Senju
ramię? Cóż, w każdym szaleństwie jest metoda, ale on takiej nie polecał. Shinobi
najczęściej potrzebowali obu dłoni do formowania pieczęci. Przysunął się
odrobinę bliżej żeby lepiej widzieć.
— Dobrze wiesz,
że tego nie cierpię! — Liv mimowolnie cofnęła się od swojego pupila, łypiąc na
niego nieprzyjaźnie.
— Przestań
skamleć — wywarczał rozkazująco wilk, a następnie błyskawicznie oblizał
ogromnym jęzorem całe ramie dziewczyny. Na ten widok Itachi aż skrzywił się z
obrzydzeniem. Zdecydowanie kiedyś musi podrzucić Senju książkę o sposobie
zachowania higieny u zwierząt, zwłaszcza tych psowatych.
Nie minęło parę
sekund jak Liv padła na trawę krzycząc z bólu. Jej wrzask przeniknął całe ciało
Itachiego przyprawiając go o zimne dreszcze. Jeżeli kiedykolwiek by sobie
wyobrażał krzyk agonii w katuszach to tak właśnie by brzmiał.
Gdy już myślał, że to koniec atrakcji, a
głos Liv przeszedł w cichy szloch, gigantyczny wilk złapał ją w zęby i wyrzucił
wysoko w górę.
Cokolwiek się tu
działo niezbyt to rozumiał. Czuł się zagubiony, ponieważ jak do tej pory uważał
się za dosyć przenikliwego człowieka ale tym razem nie bardzo potrafił wyjaśnić
cel działań takich zabiegów. Zmrużył oczy obserwując dalszy rozwój sytuacji. W końcu
tylko to mu na tę chwilę pozostało. Patrzył uważnie jak dziewczyna spadała
prosto na swojego Chowańca. Widział jak kontroluje lot, balansując ciałem by
być skierowaną nogami do ziemi.
Kątem oka
dostrzegł jak potwór podniósł pysk w stronę Senju i wydał z siebie głośny
rozdzierający ryk. Siła głosu oraz podmuchu przytrzymał ją na moment w
powietrzu, niczym w jakimś tunelu powietrznym. Na ten czas Liv osłoniła twarz
przed uderzeniem wiatru i po chwili zniknęła. Gdy tylko to zrobiła, Itachi
szybko rozejrzał się po polanie szukając jej sylwetki.
— Nienawidzę cię,
Moro — usłyszał jej drżący głos. Siedziała na końcu polanki.
— Nie musisz
dziękować.
Itachi stał oniemiały i patrzył, jak
powoli wspinała się na grzbiet Chowańca układając się pomiędzy jego łopatkami.
Nie minęła sekunda, a zniknęli mu z oczu.
— Interesujące —
powtórzył niemal niedosłyszalnie, marszcząc brwi. To czego właśnie był
świadkiem sprawiło, że aż zapałał niezdrową ochotą aby odkryć tajemnicę Senju. Z
tą myślą odbił się od gałęzi i skierował się do wioski. Musiał dokładnie to przemyśleć.
Osom notka czekam na dalszy rozwój tej historii ;D pozdrawiam i życzę duuużo weny :)
OdpowiedzUsuńOj słodko się zrobiło :p Naprawdę historia jest niesamowita. Bardzo zaskakująca nie mówiąc o tym, iż z każdą kolejną notką coraz lepsza :D Pisz, pisz, pisz bo masz talent :) Z niecierpliwością wyczekuje ciąg dalszy i mam nadzieje,że nie będziesz kazała mi długo czekać.
OdpowiedzUsuńSuuuuuuuuper :D Normalnie nie wiem co powiedzieć. Poza tym, że zgadzam się z poprzedniczkami. Czekam na więcej i pozdrawiam Serdecznie
OdpowiedzUsuńS.
Genialne opowiadanie! Czekam na kolejny odcinek!! <3
OdpowiedzUsuńChciałam cię poinformować że twój blog został przeze mnie nominowany do The Versatile Blogger Award więcej informacji na http://mery-mors-historie-pani-w-czerni.blogspot.com/ pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńMasz super opowiadanie! Uwielbiam je czytać! Masz fajny styl pisania i ciekawą wyobraźnie! Mam nadzieje że następna notka ukaże się w najbliższym czasie! :)
OdpowiedzUsuń