25.04.2013

V Gorączka

Itachi siedział na drzewie i wpatrywał się w niebo. Rozstawił wokół obozowiska pułapki i oddawał się rozmyślaniu. Misja nie przebiegała tak łatwo jak zakładał. Przede wszystkim nie przewidział sytuacji gdzie jeden z członków drużyny znika. Minęło już trzy dni jak ta złośnica zaginęła i nie dawała żadnych oznak życia. Widział, że jej podopieczni odzywają się do niego tylko dlatego, że jest przywódcą i nie mają innego wyboru. Mieli mu za złe, że zostawił Liv na pastwę losu. Dziwiła go jednak reakcja jego grupy, wyczuwał że oni też mieli do niego o to żal. Czy oni nie rozumieją, że ona jest z Senju? Oni zawsze spadają na cztery łapy. Czasem miał wrażenie, że mają więcej żyć niż normalni ludzie.
Z tą myślą zeskoczył z konaru i spojrzał na śpiących gninów. Cała ta akcja wykończyła ich psychicznie i dopiero sen przynosił im jako taką ulgę.  Pocieszył się, że jutro powinni dotrzeć do wioski, a tam w natłoku zajęć nie będą mieli czasu na rozpamiętywanie ostatnich wydarzeń. Klepnął w ramie mijanego Akire i wskoczył do śpiwora.
Wciąż ziewając zasypywał ślady ogniska. Musiał przyznać, że trafiło im się bardzo nudne zadanie. Niebezpieczne to fakt, ale nudne.
— Dobra towarzystwo, zbiórka. — Przyjrzał się smętnym minom swoich podwładnych. Stanowczo mu się nie podobało ich negatywne nastawienie i zamierzał ich doprowadzić do porządku. Już otwierał usta by wygłosić jakąś mowę motywującą, gdy nagle poczuł, że coś zwala go z nóg. Leżąc na ziemi, zaskoczony patrzył prosto w oczy przygniatającej go Liv, zaś na niej leżał jakiś chłoptaś i głupkowato chichotał.
— Wybacz, chyba jeszcze w pełni nie zregenerowałam sił, skoro latam w cały świat — uśmiechnęła się wesoło. Odgarnęła z twarzy zabłąkany kosmyk, próbując się podnieść.
— Nie zauważyłem różnicy. — Wykrzywił usta w pogardliwym uśmiechu za co spiorunowała go wzrokiem. Zaraz jednak zmrużyła oczy przebiegle, szykując z pewnością jakąś ciętą ripostę.
— Uchiha mógłbyś trochę poćwiczyć, bo twoja tkanka tłuszczowa skutecznie zamortyzowała upadek. Nie to, że narzekam, ale wiesz… taki elitarny żołnierz, a tu oponka — zachichotała złośliwie, celowo wbijając mu łokieć pod żebra.
— Dla mnie przynajmniej jest nadzieja. Ty na zawsze zostaniesz kościstą starą panną. Zero kobiecych kształtów, a że o zachowaniu nie wspomnę — wystękał, wkładając w swoją wypowiedź jak najwięcej jadu. Z przyjemnością odnotował fakt, że dziewczyna aż zaczerwieniła się ze złości. Gdy już chciał triumfować swoje zwycięstwo niespodziewanie nad nimi rozległ się  wesoły głos:
— Chyba masz coś nie tak z czuciem kolego. Wylądowałem na całkiem przyjemnym atrybucie kobiecości. Mogę cię też zapewnić, że widziałem ją bez ubrań i ma wszystko na miejscu.
Całkiem zapomniał o dodatkowym balaście. Miał już całkiem niezłą odpowiedź , ale ze słysząc głośne plaśnięcie zamknął usta ciekawy co dalej. Szybko się domyślił, że na potwierdzenie swoich słów, nieznajomy klepnął dziewczynę w tyłek. Mało nie parsknął śmiechem gdy Liv poderwała się z niego jak oparzona, zrzucając brutalnie chłopaka na ziemię.
— Nigdy więcej tak nie rób! — wywarczała przez zęby, celując w towarzysza wyciągniętym palcem i aż sapiąc od hamowanego gniewu.
— Sensei! — Liv poczuła jak mały huragan prawie zwala ją z nóg. Spojrzała w dół i zobaczyła uśmiechnięte oblicza swojej grupy z podejrzanie błyszczącymi oczami.
— No już dobrze moje potworki, żyję — Potargała każde z nich po włosach, łapiąc spojrzenie uczennicy. — Shion mogę cię prosić na słówko?
— Oczywiście! — Dziewczynka przytaknęła ochoczo i odbiegła za odchodzącą opiekunką.
Liv rozejrzała się czujnie i przysiadła pod drzewem wyciągając do uczennicy rękę.
— Nie jestem pewna ale to chyba trucizna. Mogłabyś coś z tym zrobić? Nie mogę składać pieczeci.
— Już patrzę.
Liv przyglądała się jak Shion grzebie w torbie i smaruje jej rękę jakąś niebieską mazią. Szybko i sprawnie wykonywała skomplikowane pieczęcie nad jej skórą. Nagle wyczuwając na sobie czyjś wzrok, szybko spojrzała w bok chcąc przepędzić intruza.  Zauważając, że to Itachi przygląda im się czujnie aż zazgrzytała zębami.
— O nie mój drogi, nic się nie dowiesz. — Stworzyła ścianę wody by odgrodzić się od wścibskich oczu mężczyzny.
— Sensei, zrobiłam wszystko co mogłam. Teraz pozostaje czekać, aż organizm zwalczy resztki trucizny. Potrwa to jakiś tydzień. — Spojrzała na nią przepraszająco, chowając wyciągnięte przybory medyczne.
— Aż tydzień? No trudno… — Podniosła się z ziemi i dezaktywowała barierę. Miała nadzieję, że szybciej się pozbędzie pamiątki jaką podarowali jej bandyci, ale widać nie była to pierwsza lepsza trucizna. — Chodź, trzeba ruszać dalej.
Podeszła do starszego Uchihy, patrząc cały czas na odchodzącą w stronę grupy uczennice. Widziała jak reszta jej drużyny obstąpiła ją ciasnym kółkiem, próbując się dowiedzieć co takiego chciała od niej mistrzyni. Westchnęła ciężko gdy Zaku zaczął żywo gestykulować wyrażając swoje niezadowolenie, spowodowane milczeniem koleżanki.
— Ten chłopak to Ascot, uratował mi życie. Może się nam przydać. — Zerknęła kątem oka na stojącego obok mężczyznę, sprawdzając czy jej słucha. Najwyraźniej tak, bo przyglądał się przybyszowi ze zmarszczonymi brwiami i widocznym niezadowoleniem na twarzy.
— Czy naprawdę musisz przegarniać wszystkie przybłędy?
— Nie mogłam go zostawić. Jestem mu coś winna. — Również przeniosła spojrzenie na Ascota, który dyskutował o czymś zawzięcie z Shion. Dziewczyna kiwała na coś potakująco głową i zaczęła grzebać w swoim plecaku. — Zresztą, może trochę pomóc, ucząc moją uczennice tego co wie. A wie całkiem sporo.
— Jasne — prychnął Itachi, odwracając się na pięcie. — Tylko go sobie pilnuj.


Liv wolno wędrowała po wiosce, spacerując pomiędzy budynkami. Yuuki cały dzień spędzała na spotkaniach z ważniejszymi politykami, a oni mieli czas wolny. Niepewnie krążyła po wąskich uliczkach, próbując spożytkować nadmiar wolnego czasu. Została sama, gdy Shion i Ascot udali się do jakiejś apteki zielarskiej, żeby uzupełnić zapasy młodej medyczki. Grupa Itachiego pilnowała księżniczki, a jej roztrzepani chłopcy pognali do baru z ramen. Przetarła przedramieniem spocone czoło, przystając w miejscu i biorąc kilka głębszych oddechów. Czuła jak jej ciało trawi gorączka. Zdawała sobie sprawę, że takie są skutki walki organizmu z trucizną, ale miała serdecznie dość swojej słabości. Przez myśl jej przemknęło, że na całe szczęście nie ma jeszcze omamów ani majaków. Tylko tego jej brakowało do szczęścia. Zachwiała się gwałtownie i oparła o ścianę najbliższego domu.
— Niech to szlag jasny trafi! — sapnęła cicho pod nosem i kucnęła, starając się powstrzymać wirowanie w głowie. Gdy lekko ustały podniosła się z ziemi, mrugając intensywnie i próbując wyostrzyć spojrzenie. Obraz przed jej oczami był trochę zamazany, zupełnie jakby patrzyła na świat zza brudnej szyby. Prychając z niezadowolenia uniosła głowę i tuż przed sobą zobaczyła stojącego Uchihe. Zaśmiała się ironicznie, pocierając skronie i przymykając powieki. — Pięknie, czyli mam do tego omamy.
— Jakie omamy? — Gdy usłyszała przyjemnie niski głos, uśmiechnęła się cierpko.
— Świetnie, nie tylko wzrokowe, ale też słuchowe. Lepiej być nie mogło. — Zacisnęła powieki i po chwili znów je otworzyła, jednak stojąca przed nią postać, uparcie nie znikała. Zmarszczyła nos w konsternacji. — Cóż, po prostu je zignoruje. — Zamruczała sama do siebie, chwiejąc się na nogach starała się go ominąć. Gdy już się zrównała z wytworem swojego rozpalonego umysłu, ten nagle złapał ją za chore przedramię zatrzymując ją w pół kroku. Zanim fala bólu pozbawiła ją przytomności, zdążyła pomyśleć, że jednak ten przeklęty dupek był prawdziwy.
Itachi ze zmarszczonymi brwiami patrzył na trzymaną na rękach dziewczynę. Już od jakiegoś czasu, czujnie obserwował jej zachowanie. W ogóle się nie skarżyła, ale wiedział, że jest coś nie tak. Widział jak chwieje się na nogach idąc przez wioskę. Kiedy już chciał się zapytać co jest, ta zemdlała. Trzymając ją w ramionach czuł jak jej skóra parzy jego palce i aż zawarczał ze złości. Ta idiotka, zamiast się położyć to włóczyła się po mieście z taką gorączką. Oczywiście nie umknęło jego uwadze, że to z bólu straciła przytomność. Odleciała w momencie, gdy tylko dotknął miejsca przy którym rano majstrowała jej uczennica. Obejrzy sobie tę rękę Senju z bliska. Przeskakując po dachach dotarł do pensjonatu i położył na łóżku nieprzytomną Liv. Delikatnie, by jej nie urazić zaczął odwijać bandaże. Tak, nie miał już teraz wątpliwości. Odczuwała skutki trucizny w organizmie, ale zamiast odpoczywać szlajała się po mieście. Westchnął ciężko. Musiał poszukać Shion by zajęła się raną.


4 komentarze:

  1. Fajne czekam na następny rozdział kocham cudnego Itasia ;D pozdrawiam :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Również czekam z niecierpliwością :) Notka cudowna !

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero trafiłam na ten blog. Po przeczytaniu tego rozdziału, przyznam, że z chęcią będę zaglądać tu częściej. Czekam na więcej i pozdrawiam :D
    Sylena

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham twoje opowiadanie <3 Życzę dużo weny i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń