22.04.2013

IV Pomoc

Itachi krążył nerwowo przy brzegu urwiska patrząc w dół i zastanawiając się co dalej. Gdyby nie to, że dał się wciągnąć do powozu to nic by się nie stało. Teraz prawdopodobnie siedzieliby w obozowisku i opatrywali rany. Nie umiał logicznie wytłumaczyć co go podkusiło by wejść do Yuuki przed sprawdzeniem terenu. Wystarczyło, że spojrzała na niego z tą bezradną miną i nie mógł odmówić. Odetchnął głęboko odgarniając włosy. Nie mieli szans zejść na dół tą drogą. Muszą obejść urwisko, jeżeli chcieli dotrzeć do Liv. Odwrócił wzrok od przepaści i zerknął na podopiecznych. Każdy wbijał w niego spojrzenie w oczekiwaniu na dalsze instrukcje. Przerażenie malujące się na twarzy brata było, aż nad to widoczne.
— Yuchiro, wyczuwasz ją? — przywołał podopiecznego Liv. Młody sensor w mgnieniu oka znalazł się przy nim i stając na baczność.
— Tak, słabo bo słabo ale wyczuwam — odpowiedział szybko. Co chwilę nerwowo przecierał spocone czoło i zerkał ku krawędzi za nimi. Widać, że był podenerwowany całą sytuacją.
— Dobra, powiedz wszystkim, że ruszamy. Jeżeli przeżyła to sobie poradzi — tymi słowami próbował przekonać nie tylko otaczających geninów, ale i  siebie.

Liv wolno rozwarła powieki i skrzywiła się mimowolnie. Ze wszystkich stron otaczał ją mrok. Było jej  zimno i ogólnie czuła się jak przepuszczona przez maszynkę do mięsa. Nie miała siły ruszyć nawet palcami, a co dopiero  wstać. Wirowanie w głowie zaczynało się wzmagać, na co warknęła cicho. Wiedziała, że jest na granicy omdlenia i tylko sekundy dzieliły ją od stracenia przytomności.

Wszyscy szli w milczeniu z nisko opuszczonymi głowami. Itachi słyszał jak Shion wypłakuję się w ramie Zaku. Na ten dźwięk mocniej zacisnął zęby. Jego grupa była o dwa lata starsza, ale i po nich widział, że są przestraszeni. Z tego co usłyszał, to Liv zmiotło jak skoczyła ratować jego brata. Faktem było, że tylko ona mogła błyskawicznie przemieszczać się z miejsca na miejsce, ale gdyby nie siedział w powozie to z pewnością nie spadłaby z urwiska.
— Mistrzu Itachi. — Yuchiro wpatrywał się w niego z niepewną miną.
— Co jest? — Marszcząc brwi, patrzył jak chłopak nerwowo wykręca ręce. Nie podobało mu się to zachowanie, nie wróżyło nic dobrego.
— Bo mistrzyni się przemieszcza — odpowiedział, intensywnie patrząc na swoje stopy.
Uchiha na te słowa gwałtownie się zatrzymał. Jego umysł zalała masa niepokojących myśli, sprawiając, że aż zakuło go w skroniach. Jak może się przemieszczać? Z takiej wysokości przeżycie można uznać za cud, ale żeby się jeszcze poruszać? Nawet ród Senju nie jest tak potężny.
— Kontroluj gdzie się zatrzyma. Pewnie kieruje się w waszą stronę. — Westchnął ciężko pocierając pulsujące skronie .
— W tym problem, że się od nas oddala. — Yuchiro skulił się w sobie po wypowiedzeniu tej informacji.
Przymknął oczy. Cholera. Jeżeli się oddala to na pewno nie jest sama.
— Słuchajcie uważnie. Kierujemy się do Wioski Ukrytej w Wodospadzie — podniósł głos by wszyscy usłyszeli wyraźnie to co ma im do przekazania. Zauważając, że brat chce coś powiedzieć uniósł rękę uciszając szumy. — Jeżeli wasza sensei przeżyła, to nas dogoni, jeśli nie, to nadal mamy misję do wykonania.
— Itachi, parę dni zwłoki nie zrobi mi różnicy, więc spokojnie możemy poszukać Liv — wtrąciła się Yuuki podchodząc do bruneta. Na jej słowa wszystkim geninom rozbłysły oczy z wdzięczności.
— Nie ma potrzeby. Ja zawsze wywiązuję się z zadań — tym zdaniem Itachi, zakończył dalszą dyskusję.
— JAK MOŻESZ! SENSEI Z PEWNOŚCIĄ RUSZYŁABY CI NA POMOC! — Twarz młodszego Uchihy była czerwona od hamowanej złości.
— Ja, nie jestem waszą kochaną niańką, w stylu Liv — warknął, miażdżąc spojrzeniem brata. — I gdybyś bardziej uważał to nie musiałaby cię ratować. To przez twoją nieuwagę, stało się jak się stało.
— Ty! — Chłopiec już miał skoczyć na mężczyznę, gdy poczuł jak ktoś kładzie mu uspokajająco rękę na ramieniu. Ze złością obejrzał się za siebie i strząsnął dłoń stojącej za nim Shion. Wiedział, że chciała dobrze, ale miał zamiar przyłożyć temu głupkowi. Czasem miał ochotę trząsnąć Itachiego, za jego sztywne zasady, które tak namiętnie wyznawał.

Liv powoli otworzyła oczy. Leżała w jakimś dużym łóżku w jasnym pokoju. Czuła jak jej całe ciało oplatają bandaże, uciskając obolałe mięśnie. Nie miała odwagi się poruszyć by nie uwolnić obezwładniającego bólu. Ostrożnie spojrzała w bok, rozglądając się po pomieszczeniu. Obok jej posłania stała duża dębowa toaletka z ogromnym zdobionym lustrem. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie trzeba było być detektywem by wiedzieć, że pokój należał z pewnością do kobiety. Zacisnęła zęby i wolno podciągnęła się do góry żeby móc oprzeć się plecami o zagłówek. Ku jej zaskoczeniu nie zabolało tak bardzo jak się spodziewała. Szczerze mówiąc to bolało znacznie mniej niż wtedy jak wracała poturbowana z misji. Przymknęła oczy i skupiła się na celu. Była oddalona od nich o jakieś 40 km. Heh... nie dobrze. Nie miała pewności czy udało jej się na tyle zregenerować siły by móc skorzystać z Latającego Boga Piorunów. Słysząc skrzypienie otwieranych drzwi spojrzała w ich kierunku i ujrzała na progu stojącego chłopaka. Zauważając, że się obudziła podszedł bliżej i przysiadł na skraju łóżka obserwując ją z uwagą.
— Masz ogromne szczęście, że żyjesz. Mogłaś się wykrwawiłaś się na śmierć. — Przyłożył palce do jej nadgarstka mierząc puls. — No, ale mimo wszystko jestem w szoku. Tak szybko zregenerować siły i odzyskać przytomność?
— To ty mnie uratowałeś? — Przyjrzała mu się krytycznie. — Jesteś ninja?
Chłopak nie ukrywał zdziwienia tym pytaniem. Po chwili wybuchnął głośnym niekontrolowanym śmiechem.
— Broń Boże. Ja i walka, dobre sobie... — Przejechał dłonią po swoich i tak potarganych włosach. — Matka uczyła mnie leczenia i zbierania ziół. Dzięki tej wiedzy jesteś w jednym kawałku.
— Mieszkasz sam? — zapytała, rozglądając się czujnie po pomieszczeniu. Nie było wątpliwości, że pokój należał do kobiety, ale brakowało w nim poustawianych bibelotów.
— Mieszkałem z matką. Pół roku temu umarła — zamilkł na chwilę patrząc w swoje dłonie.
— Przykro mi — szepnęła i ostrożnie dotknęła jego ręki.
— Nie ma się co martwić, przecież teraz mam ciebie, nie? — Uśmiechnął się wygładzając fałdy na łóżku. Gdy dotarło do Liv co właśnie powiedział, zbaraniała. Jak to ją? Coś mu się w głowie pokiełbasiło.
— Eee... bardzo dziękuję za pomoc i w ogóle, ale nie mogę z tobą zostać. Mam do wykonania misję.
— Powoli wyczołgiwała się z łóżka. Musiała się stąd jak najszybciej wydostać.
Chłopak przyglądał się jej poczynaniom z uśmiechem.
— Dobrze, więc dokończymy tę twoją misję razem. — Podał jej z szafy mały tobołek. — Proszę, tu są ubrania po mojej matce. Twoje niestety były w takim stanie, że do niczego innego się nie nadawały poza spaleniem. — Stanął w drzwiach i uśmiechnął się wesoło. — Ty się przebierz, a ja przygotuję jakiś posiłek.
Gdy tylko zostawił ją samą pomyślała ze smutkiem o swoich ubraniach. Był to jej ulubiony komplet. Z ociąganiem rozpakowała podany pakunek i z wrażenia aż usiadła na brzegu łóżka.
— Jego matką była z pewnością kunoichi. — Obejrzawszy wszystko dokładnie, rozwinęła bandaże i szybko się umyła. Na jej ciele nie było nawet jednego zadraśnięcia. Co prawda lewa ręka odmawiała współpracy, ale tym już zajmie się Shion. Wciągnęła na siebie krótkie obcisłe spodenki. Pasowały jak ulał. Leżały na niej jak druga skóra, a mimo to w ogóle nie krępowały ruchów. Krótki top tak samo dobrze leżał, zupełnie jakby wszystko było szyte na miarę. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Na wszystko zarzuciła szarą kamizelkę i przejrzała się w lustrze. — No proszę, chyba robię się próżna. — Uśmiechnęła się do swojego odbicia i przywiązała na udzie pojemnik na kunaie i shurikeny. Sięgnęła po swoją katanę i przymocowała ją do pleców. Poczuła jak jej żołądek wydaje żałosne odgłosy domagając się pożywienia. — Najwyższy czas coś zjeść. — Wyszła z pokoju.

2 komentarze:

  1. Na moim blogu pojawił się właśnie nowy rozdział! :3
    Zapraszam serdecznie:
    sasuke-i-erin.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... ciekawe, ciekawe :) podoba mi się twój blog i czekan na następne notki pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń