Itachi krążył
nerwowo przy brzegu urwiska patrząc w dół i zastanawiając się co dalej. Gdyby
nie to, że dał się wciągnąć do powozu to nic by się nie stało. Teraz
prawdopodobnie siedzieliby w obozowisku i opatrywali rany. Nie umiał logicznie
wytłumaczyć co go podkusiło by wejść do Yuuki przed sprawdzeniem terenu.
Wystarczyło, że spojrzała na niego z tą bezradną miną i nie mógł odmówić.
Odetchnął głęboko odgarniając włosy. Nie mieli szans zejść na dół tą drogą.
Muszą obejść urwisko, jeżeli chcieli dotrzeć do Liv. Odwrócił wzrok od
przepaści i zerknął na podopiecznych. Każdy wbijał w niego spojrzenie w
oczekiwaniu na dalsze instrukcje. Przerażenie malujące się na twarzy brata
było, aż nad to widoczne.
— Yuchiro,
wyczuwasz ją? — przywołał podopiecznego Liv. Młody sensor w mgnieniu oka
znalazł się przy nim i stając na baczność.
— Tak, słabo bo
słabo ale wyczuwam — odpowiedział szybko. Co chwilę nerwowo przecierał spocone
czoło i zerkał ku krawędzi za nimi. Widać, że był podenerwowany całą sytuacją.
— Dobra, powiedz
wszystkim, że ruszamy. Jeżeli przeżyła to sobie poradzi — tymi słowami próbował
przekonać nie tylko otaczających geninów, ale i siebie.
Liv wolno
rozwarła powieki i skrzywiła się mimowolnie. Ze wszystkich stron otaczał ją
mrok. Było jej zimno i ogólnie czuła się jak przepuszczona przez maszynkę
do mięsa. Nie miała siły ruszyć nawet palcami, a co dopiero wstać.
Wirowanie w głowie zaczynało się wzmagać, na co warknęła cicho. Wiedziała, że
jest na granicy omdlenia i tylko sekundy dzieliły ją od stracenia przytomności.
Wszyscy szli w
milczeniu z nisko opuszczonymi głowami. Itachi słyszał jak Shion wypłakuję się
w ramie Zaku. Na ten dźwięk mocniej zacisnął zęby. Jego grupa była o dwa lata
starsza, ale i po nich widział, że są przestraszeni. Z tego co usłyszał, to Liv
zmiotło jak skoczyła ratować jego brata. Faktem było, że tylko ona mogła
błyskawicznie przemieszczać się z miejsca na miejsce, ale gdyby nie siedział w
powozie to z pewnością nie spadłaby z urwiska.
— Mistrzu
Itachi. — Yuchiro wpatrywał się w niego z niepewną miną.
— Co jest? —
Marszcząc brwi, patrzył jak chłopak nerwowo wykręca ręce. Nie podobało mu się
to zachowanie, nie wróżyło nic dobrego.
— Bo mistrzyni
się przemieszcza — odpowiedział, intensywnie patrząc na swoje stopy.
Uchiha na te
słowa gwałtownie się zatrzymał. Jego umysł zalała masa niepokojących myśli,
sprawiając, że aż zakuło go w skroniach. Jak może się przemieszczać? Z takiej
wysokości przeżycie można uznać za cud, ale żeby się jeszcze poruszać? Nawet
ród Senju nie jest tak potężny.
— Kontroluj
gdzie się zatrzyma. Pewnie kieruje się w waszą stronę. — Westchnął ciężko pocierając
pulsujące skronie .
— W tym problem,
że się od nas oddala. — Yuchiro skulił się w sobie po wypowiedzeniu tej
informacji.
Przymknął oczy. Cholera. Jeżeli się oddala
to na pewno nie jest sama.
— Słuchajcie
uważnie. Kierujemy się do Wioski Ukrytej w Wodospadzie — podniósł głos by
wszyscy usłyszeli wyraźnie to co ma im do przekazania. Zauważając, że brat chce
coś powiedzieć uniósł rękę uciszając szumy. — Jeżeli wasza sensei przeżyła, to
nas dogoni, jeśli nie, to nadal mamy misję do wykonania.
— Itachi, parę
dni zwłoki nie zrobi mi różnicy, więc spokojnie możemy poszukać Liv — wtrąciła
się Yuuki podchodząc do bruneta. Na jej słowa wszystkim geninom rozbłysły oczy
z wdzięczności.
— Nie ma
potrzeby. Ja zawsze wywiązuję się z zadań — tym zdaniem Itachi, zakończył
dalszą dyskusję.
— JAK MOŻESZ!
SENSEI Z PEWNOŚCIĄ RUSZYŁABY CI NA POMOC! — Twarz młodszego Uchihy była
czerwona od hamowanej złości.
— Ja, nie jestem
waszą kochaną niańką, w stylu Liv — warknął, miażdżąc spojrzeniem brata. — I
gdybyś bardziej uważał to nie musiałaby cię ratować. To przez twoją nieuwagę,
stało się jak się stało.
— Ty! — Chłopiec
już miał skoczyć na mężczyznę, gdy poczuł jak ktoś kładzie mu uspokajająco rękę
na ramieniu. Ze złością obejrzał się za siebie i strząsnął dłoń stojącej za nim
Shion. Wiedział, że chciała dobrze, ale miał zamiar przyłożyć temu głupkowi.
Czasem miał ochotę trząsnąć Itachiego, za jego sztywne zasady, które tak namiętnie
wyznawał.
Liv powoli
otworzyła oczy. Leżała w jakimś dużym łóżku w jasnym pokoju. Czuła jak jej całe
ciało oplatają bandaże, uciskając obolałe mięśnie. Nie miała odwagi się
poruszyć by nie uwolnić obezwładniającego bólu. Ostrożnie spojrzała w bok, rozglądając
się po pomieszczeniu. Obok jej posłania stała duża dębowa toaletka z ogromnym
zdobionym lustrem. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie trzeba było być detektywem by
wiedzieć, że pokój należał z pewnością do kobiety. Zacisnęła zęby i wolno
podciągnęła się do góry żeby móc oprzeć się plecami o zagłówek. Ku jej
zaskoczeniu nie zabolało tak bardzo jak się spodziewała. Szczerze mówiąc to
bolało znacznie mniej niż wtedy jak wracała poturbowana z misji. Przymknęła
oczy i skupiła się na celu. Była oddalona od nich o jakieś 40 km. Heh... nie
dobrze. Nie miała pewności czy udało jej się na tyle zregenerować siły by móc
skorzystać z Latającego Boga Piorunów. Słysząc skrzypienie otwieranych drzwi
spojrzała w ich kierunku i ujrzała na progu stojącego chłopaka. Zauważając, że
się obudziła podszedł bliżej i przysiadł na skraju łóżka obserwując ją z uwagą.
— Masz ogromne
szczęście, że żyjesz. Mogłaś się wykrwawiłaś się na śmierć. — Przyłożył palce
do jej nadgarstka mierząc puls. — No, ale mimo wszystko jestem w szoku. Tak
szybko zregenerować siły i odzyskać przytomność?
— To ty mnie
uratowałeś? — Przyjrzała mu się krytycznie. — Jesteś ninja?
Chłopak nie ukrywał zdziwienia tym
pytaniem. Po chwili wybuchnął głośnym niekontrolowanym śmiechem.
— Broń Boże. Ja
i walka, dobre sobie... — Przejechał dłonią po swoich i tak potarganych
włosach. — Matka uczyła mnie leczenia i zbierania ziół. Dzięki tej wiedzy
jesteś w jednym kawałku.
— Mieszkasz sam?
— zapytała, rozglądając się czujnie po pomieszczeniu. Nie było wątpliwości, że
pokój należał do kobiety, ale brakowało w nim poustawianych bibelotów.
— Mieszkałem z
matką. Pół roku temu umarła — zamilkł na chwilę patrząc w swoje dłonie.
— Przykro mi —
szepnęła i ostrożnie dotknęła jego ręki.
— Nie ma się co
martwić, przecież teraz mam ciebie, nie? — Uśmiechnął się wygładzając fałdy na
łóżku. Gdy dotarło do Liv co właśnie powiedział, zbaraniała. Jak to ją? Coś mu
się w głowie pokiełbasiło.
— Eee... bardzo
dziękuję za pomoc i w ogóle, ale nie mogę z tobą zostać. Mam do wykonania misję.
— Powoli
wyczołgiwała się z łóżka. Musiała się stąd jak najszybciej wydostać.
Chłopak przyglądał się jej poczynaniom z
uśmiechem.
— Dobrze, więc
dokończymy tę twoją misję razem. — Podał jej z szafy mały tobołek. — Proszę, tu
są ubrania po mojej matce. Twoje niestety były w takim stanie, że do niczego
innego się nie nadawały poza spaleniem. — Stanął w drzwiach i uśmiechnął się
wesoło. — Ty się przebierz, a ja przygotuję jakiś posiłek.
Gdy tylko zostawił ją samą pomyślała ze
smutkiem o swoich ubraniach. Był to jej ulubiony komplet. Z ociąganiem rozpakowała
podany pakunek i z wrażenia aż usiadła na brzegu łóżka.
— Jego matką
była z pewnością kunoichi. — Obejrzawszy wszystko dokładnie, rozwinęła bandaże
i szybko się umyła. Na jej ciele nie było nawet jednego zadraśnięcia. Co prawda
lewa ręka odmawiała współpracy, ale tym już zajmie się Shion. Wciągnęła na
siebie krótkie obcisłe spodenki. Pasowały jak ulał. Leżały na niej jak druga
skóra, a mimo to w ogóle nie krępowały ruchów. Krótki top tak samo dobrze leżał,
zupełnie jakby wszystko było szyte na miarę. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Na
wszystko zarzuciła szarą kamizelkę i przejrzała się w lustrze. — No proszę,
chyba robię się próżna. — Uśmiechnęła się do swojego odbicia i przywiązała na
udzie pojemnik na kunaie i shurikeny. Sięgnęła po swoją katanę i przymocowała
ją do pleców. Poczuła jak jej żołądek wydaje żałosne odgłosy domagając się
pożywienia. — Najwyższy czas coś zjeść. — Wyszła z pokoju.
Na moim blogu pojawił się właśnie nowy rozdział! :3
OdpowiedzUsuńZapraszam serdecznie:
sasuke-i-erin.blog.pl
Hmmm... ciekawe, ciekawe :) podoba mi się twój blog i czekan na następne notki pozdrawiam ;D
OdpowiedzUsuń