29.04.2017

LV PORAŻKI KSZTAŁTUJĄ ZWYCIĘZCÓW

Okej, nowy rozdział. Jeszcze parzy i mam nadzieję, że z radością go pochłoniecie. Przyznam, że nawet dobrze się pisało. Troszkę faktów ujawniłam, a może bardziej zamieszałam. Oj, tam. Nieważne.
Tradycyjnie niebetowane, ale co zrobić.
Dziękuję za komentarze. Wszystkie przeczytałam i poczułam się dzięki nim miło podbudowana. Jesteście cudowni. Znajdę wolną chwilę to na każdy odpowiem. Obiecuję <3.
To, co? zapraszam do czytania.





Liv w zamyśleniu patrzyła na siedzącego na podłodze mężczyznę. Oparty o ścianę z przymkniętymi oczami odmawiał szeptem modlitwę, przesuwając palcami po drewnianych koralikach różańca. Schludnie uczesane włosy odsłaniały wychudzoną twarz, która nosiła wyraźne ślady zmęczenia, a kilkudniowy zarost dodawał mu lat. Zamiast silnego trzydziestolatka — Senju zdobyła fotografię księdza oraz zapoznała się z jego życiorysem — widziała przed sobą wiekowego pana, udręczonego przerastającymi go problemami. Jak się dowiedziała od strażników, od czasu potraktowania go Sharinganem wyraźnie się uspokoił, a i częściej był przy rozumie. Podobno nawet sam król złożył mu wizytę, miło zaskoczony poprawą zachowania więźnia.
— Dlaczego tak mi się przyglądasz?
— Dumam jak się tutaj znalazłeś — odparła Liv, przekrzywiając głowę i dając znak żołnierzom aby wpuścili ją do środka.
— Nie powinnaś tu wchodzić… — sapnął, momentalnie zaciskając dłonie na różańcu. Wystraszonym wzrokiem zmierzył odchodzących wartowników, przełykając głośno ślinę. — Jestem niebezpieczny. Odejdź. A przynajmniej stań za wrotami!
— Och, daj spokój… skupmy się na konkretach. Jak dotarłeś do zamku?
— Sam przyszedłem.
— Nie, nie… źle zrozumiałeś, chociaż oboje dobrze wiemy, że to kłamstwo. Miałam na myśli to co się wydarzyło wcześniej.
— Hm…
— Przeprowadziłam małe śledztwo. — Senju usiadła pod kratami, wyciągając wygodnie nogi i krzyżując w kostkach. — Od roku prowadzisz parafię na południu królestwa, na terenie wielu fabryk…
— Owszem.
— Pracowity region. Ludzie prości, trochę oschli, ale w gruncie rzeczy dobrzy.
— Skąd wiesz?
— Wpadłam tam z wizytą. Bardzo malownicza okolica. — Liv przemilczała fakt, że parafianie klechy to wyjątkowo małomówny lud. Wraz z Moro sporo musiała się nachodzić, a i tak prawie wszędzie zamykano jej drzwi przed nosem. Każdy patrzył z podejrzliwością na obcą, interesującą się ich kapłanem. Nieufni, niezbyt chętni do udzielania jakichkolwiek informacji, ale kluczem okazał się sam duchowny. Bo kiedy tylko wyjawiła, że przybyła tu z jego powodu, nagle się otworzyli i zasypali gradem pytań. Wyrażali ogromne zainteresowanie stanem zdrowia przewodnika duchowego, a przy tym żywili głęboką nadzieję, że niedługo do nich powróci.
— Nic nie wiesz…
— To mnie oświeć.
— Nie mogę.
— Tak walczyłeś o tych ludzi… a teraz chcesz oddać to wszystko walkowerem? Oni tęsknią za tobą i wciąż potrzebują pasterza. — Gdy na te słowa nie zareagował, westchnęła ciężko pocierając skroń. — Naprawdę nie przypuszczałam, że będę musiała wytoczyć ciężkie działa. Dla księdza informacji, ucięłam sobie interesującą pogawędkę z gospodynią pracującą u pana… — Jęk jaki wydobył się z gardła mężczyzny sprawił, że o mało się nie roześmiała. — Taa… pani Lao ma wyjątkowy dar mówienia.
— Nie znajdziesz tej bandy. Są nieuchwytni — zapłakał cicho, chowając twarz w dłoniach. — To co mi zrobili, jest ostrzeżeniem.
— Nie doceniasz żołnierzy Konohy, klecho — prychnęła Liv, podnosząc się z posadzki. — A to czego się tak boisz… już zniknęło. Wyłącznie twój strach trzyma cię w tej celi. Do zobaczenia.

~oOo~

Liv usiadła pod drzewem trawiąc otrzymane informacje. Patrząc na dym unoszący się znad kominów fabryk mimochodem głaskała białą grzywę Chowańca, który z zadowolenia mrużył powieki. Cieszyła się, że ściągnęła Moro do towarzystwa, bo jak się później okazało potrzebowała również jego czujnego nosa. W każdym razie, to co tu odkryła podniosło jej tak mocno ciśnienie, że będzie mogła zrezygnować z kawy co najmniej na tydzień. Z cukru zresztą też, bo jej informatorka poczęstowała ją takimi bombami kalorycznymi, że na samo wspomnienie bolały Senju zęby.
Okazywało się, że sprawa opętanego księdza łączyła się ze sprawą Yuchiro. Może nie bezpośrednio, ale ogniwem spajającym okazywali się ludzie. Mianowicie bandyci, którzy doprowadzili do katastrofy naturalnej w chłopaka regonie grasowali teraz tu. Zamiast napadać na właścicieli kopalni, zastraszali ludność. Nielegalny hazard, porwania, a także prostytucja, to nowe pomysły na biznes tej szajki. Wyczuli ogromny potencjał w Krainie Lawy i postanowili przenieść działalność na ciekawsze tereny. W końcu panował tu ogólny dobrobyt, więc byłoby na kim się wzbogacać.
Niestety w swoim geniuszu nie przewidzieli jednego. Otóż na ich drodze stanął młody, ambitny ksiądz. Człowiek wykształcony, charyzmatyczny, a przede wszystkim nie naiwny. Nie uwierzył w świetlany pomysł przejęcia jednej z fabryk, który mafia przedstawiała jako dar z nieba dla mieszkańców. Obiecywali ludziom szybkie bogactwo, prestiż oraz inne gruszki na wierzbie, ale kapłan nie nabrał się na czcze gadanie. Błyskawicznie przejrzał ich plan prania brudnych pieniędzy i z ambony przemawiał do parafian aby nie dali się nabrać. Ostrzegał przed pazernością, a jako że mieszkańcy bardziej wierzyli swojemu niż jakimś obcym, zaprzestali rozmów o wejściu w spółkę. A to z czasem się zemściło.
Pani Lao opowiadała, że było ciężko i nawet ona zaczynała się bać tych ludzi. Z początku pojawiły się groźby, ale kapłan wydawał się na nie głuchy. Po kilku razach, gdy słowa nie przynosiły efektu, zaczęło się podrzucanie martwych zwierząt do kościoła. Psy, koty, ptaki lądowały na ołtarzu strasząc wiernych, ale i to nie złamało klechy. Ze stoickim spokojem sprzątał ślady działalności szajki, a później bez zająknięcia przechodził do porządku dziennego. Ktoś mógłby powiedzieć, że był bezduszny, ale to nie prawda. Pani Lao nie jeden raz widziała jak przy zakopywaniu zwierząt, załamywał ręce nad tak zniszczonym dziełem Boga. Modlił się cicho nad każdym znalezionym stworzeniem oddając je pod opiekę Pana.
Łatwo się domyślić, że w końcu zmienili strategię. Po długiej ciszy, — która dla pani Lao jawiła się jak cisza przed burzą — podjęli się próby zniszczenia kapłana w oczach wiernych. Wytrzasnęli jakąś dziewczynę, która utrzymywała, że świadczyła księdzu usługi seksualne. Że była jego utrzymanką.
To dogłębnie wstrząsnęło wiernymi zwłaszcza, że młoda wtargnęła do kościoła w trakcie kazania, przerywając je i wykrzykując swoje brednie. Wmawiała nawet, że mają nieślubne dziecko! Co ciekawe, proboszcz w milczeniu słuchał tych oskarżeń, w żaden sposób nie zareagował ani nie próbował się bronić. Jednak kiedy wreszcie skończyła, spokojnie zszedł z ambony i stanął przed nastolatką uśmiechając się dobrodusznie. I to wystarczyło. Wyłącznie spojrzał na nieznajomą, a ta rozpłakała się jak dziecko, zaprzeczając wszystkiemu co powiedziała. Łkała wtulona w jego stopy, przepraszając i opowiadając jak ją zastraszyli. Grozili, że zabiją jeśli tego nie zrobi. Działanie mafii miało na celu zniszczyć wiarę w księdza oraz w jego kapłaństwo, a zamiast tego je wyłącznie umocniło. Teraz ludzie stali za nim murem, co niezbyt się obcym spodobało. Widząc, że już nikogo nie nastawią przeciwko niemu postanowili podpalić kaplice.
Owszem, ksiądz czuł się niepocieszony takim rozwojem sytuacji, ale po dłuższych przemyśleniach doszedł do wniosku, że może i dobrze się stało. Stary budynek lata świetności miał za sobą, a teraz dostaną dofinansowanie na nowy z królestwa. Może nawet król ufunduje parafialną stołówkę dla dzieci, w końcu monarcha słynął ze swej dobroci. Ta myśl przyświecała kapłanowi podczas odprawiania mszy na świeżym powietrzu i pani Lao, nie miała wątpliwości, że to głęboka wiara dawała kapłanowi siłę do walki z tymi przeciwnościami. W każdym razie, gdy już sądzili, że bandyci dali sobie spokój, ksiądz został porwany, a później podrzucony na dworze.
W każdym razie, Senju wiedziała na pewno, że szajka opuściła te okolice. Wraz z Moro przeszukali bardzo duży obszar i Chowaniec potwierdził przypuszczenia kunoichi, że bandyci odeszli szukać szczęścia gdzieś indziej. Osoba kapłana miała być ostrzeżeniem dla innych, którym przyszłoby do głowy opieranie się ich woli.

~oOo~

            Kazama poprawił rękawy yukaty, zatrzymując się na dłuższą chwilę pod daszkiem alejki, prowadzącej do pałacowego ogrodu. Skrywając się w cieniu, dumał po co właściwie się fatyguje. Powinien zignorować zaproszenie, ale coś zmusiło go do opuszczenia komnaty. Jego wrażliwy węch wyłapywał eksplozję zapachów za sprawą bogactwa kwiatostanów tego miejsca, podczas gdy czujne oczy przeczesywały najbliższą okolicę. Tak, już po sekundzie dostrzegł Rumii siedzącą na skąpanej w słońcu ławeczce. Biała sukienka mocno odznaczała się na tle tylu barw, ładnie komponując się z otoczeniem.
            — Chciałaś mnie widzieć — odezwał się demon, powoli podchodząc do dziewczyny która pochylała głowę nad jakimś płótnem. Okazało się, że dziedziczka tronu haftuje i mimo całej niechęci Chikage do niej, musiał przyznać, że radzi sobie całkiem nieźle. Rudawo – złoty feniks wyglądał jak żywy.
            — Nie chciałbyś mi towarzyszyć? Możemy posiedzieć w ciszy, więc nie czuj się zobowiązany do zabawiania mnie rozmową.
            — Skoro tak — mruknął Kazama, przysiadając na brzegu ławki i śledząc wzrokiem ptaki, kąpiące się w płytkiej fontannie. Zdecydowanie pałac i okolice zamkowe należały do jednych z najpiękniejszych, jakie miał okazję odwiedzić. Aż dziwne, że nie był tu wcześniej. Opuszczając Lawę postara się zostawić dobre wrażenie, nie na tej małej, ale na królu, to może jeszcze tu wpadnie z wizytą. Po co palić mosty? — Podziękuj ojcu za wino. Naprawdę udany rocznik.
            — Sam możesz to zrobić — zauważyła, z trudem opanowując uśmiech. Tak, mikstura działała skoro blondyn zaczął mówić. Trochę się obawiała czy powinna zapraszać mężczyznę do ogrodu, ale najwyraźniej dobrze postąpiła. Mało, że się stawił to jeszcze emanował jakimś takim ciepłem, a nie wrogą postawą jak dotychczas.
            — Dlaczego feniks?
            — To symbol naszych ziem.
            — Lawa, ogień, popiół, nowe życie… ciekawe.
            — Nasze baseny termalne sprostały twoim wymaganiom? — odważyła zapytać, odrobinę się przysuwając do Chikage. Nie, nie zamierzała przeciągać struny, ale… On naprawdę jej się podobał. Inni uważali, że jest w nim coś niepokojącego. Otaczająca go aura niemal zmuszała każdego do posłuszeństwa, ale dla niej było to podniecające. Takie, niesamowite. Silny, bezkompromisowy, inteligentny, a przy tym arogancki. I chociaż ta ostatnia z cech dawała w kość, to bez niej wiele by stracił. Najbardziej urzekły Rumii oczy mężczyzny. Przypominały szlachetne rubiny, które teraz dodatkowo mieniły się pod wpływem słońca, które wydobywało z nich pełnie piękna.
            — Nie dziwne, że są chlubą kraju. — Kazama podniósł wzrok na najwyższą z wież, marszcząc brwi. Zza otwartego okna wydobywał się kłębiasty, szary dym, ale nikt zdawał się nie zwracać na to uwagi. Zupełnie jakby to było normalne. — Chyba się pali.
            — Nie, nie… to siedziba naszych alchemików — zaśmiała się Rumi, czując jak serce niemal próbuje wyrwać się z piersi. Całe to spotkanie wyglądało tak jak sobie to wymarzyła. Prawie jak randka. — Pewnie znowu eksperymentują.
            — Coś konkretnego próbują wynaleźć, albo odkryć?
            — Nie wiem czy powinnam mówić… — Królewna przygryzła usta w zdenerwowaniu, mimowolnie zerkając na wieżę. Prace alchemików objęto klauzulą tajności i wyłącznie król wiedział czego dotyczą. To znaczy, ona też została wtajemniczona, ale wydarzyło się to przez przypadek. Zwyczajnie znalazła się w złym miejscu, o złej porze i podsłuchała jak naukowcy zdają relacje ojcu z postępów.
Nie spodziewała się, że wraz z Kazamą zejdą na takie tematy, ale… właśnie stała przed jedyną szansą aby się zbliżyć do Chikage. Jeżeli go odpowiednio zainteresuje to może wyciągnie z tej znajomości znacznie więcej niż zakładała.
— Badają specyfik, który odpędza śmierć. — Niemal się zarumieniła, gdy Kazama po usłyszeniu tej informacji momentalnie się wyprostował i odwrócił, spoglądając jej prosto w oczy.
— Istnieje coś takiego?
— Sama byłam świadkiem jak człowiek, który stał prawie nad grobem, po jej zażyciu ozdrowiał.
— Niesamowite… — mruknął jakby pod nosem, wciąż nie spuszczając wzroku z dziewczyny. — Możecie uratować wielu ludzi…
— Niezupełnie. W naszym posiadaniu jest niestety wyłącznie jedna fiolka i dlatego prowadzimy intensywne badania, aby odkryć czym jest. Jak poznamy skład to może uda się ją produkować na większą skalę. To byłoby światowe odkrycie w dziedzinie medycyny.
— Taki eliksir długowieczności… — Chikage zmrużył powieki, posyłając królewnie spojrzenie zza rzęs. — A można wiedzieć, skąd to macie?
— Nasza straż rozbiła nielegalny biznes, dwie wioski dalej. Handlowali naprawdę strasznymi rzeczami. — Rumi aż się wzdrygnęła ze wstrętem.
— A co zrobili z tymi ludźmi? Wtrącili do lochu?
— Nie. Woleli śmierć niż dać się złapać.
Demon zamilkł, pogrążając się w myślach. Przez dłuższą chwilę patrzył jak palce Rumi doskonalą zarys ptaka, gdy królewna niespodziewanie się zakuła. Już miał nie reagować na syki małej, kiedy przyszedł mu do głowy pewien plan. Cóż, jeżeli chciał go w pełni zrealizować to musiał się poświęcić.
Tłumiąc niechęć, szarmancko ujął dłoń królewny aby obejrzeć skaleczenie. Całkowicie ignorował purpurę — jaka pojawiła się na policzkach Rumi, gdy wolną ręką usilnie się wachlowała aby doprowadzić się do jako takiego porządku — skupiając się na niewielkim czerwonym punkciku. Wciąż utrzymując na twarzy pełnie opanowania, nachylił się i zlizał krwawą kropkę — nie umknęło uwadze Chikage jak królewna wciągnęła ze świtem powietrze pod wpływem dotyku — a następnie przewiązał ranę wyciągniętą zza pazuchy jedwabną chustką. Wyłącznie wizja celu do jakiego zmierzał powstrzymała demona od wyplucia posoki, przy akompaniamencie barwnych przekleństw.
— Czy nie zechciałabyś mi towarzyszyć podczas zwiedzania wieży alchemików?
— Och… ależ, oczywiście.

~oOo~
                                                      
            — Mamy do pogadania — warknęła Liv, pojawiając przy siedzącym na brzegu studni Itachim. Zmierzyła bruneta niezadowolonym spojrzeniem, krzyżując ręce na piersi. Znajdowali się w pałacowych ogrodach, w ich chyba najbardziej malowniczym zakątku. Urocze oczka wodne ze stojącymi dookoła rzeźbami tworzyły magiczny klimat, który wprawiłby w zachwyt nie jednego romantyka. Piękne lica nimf wodnych przyciągały wzrok i obserwator niemal odnosił wrażenie, że jak tylko się odwróci to ożyją, aby śmiać się i tańczyć wokół niewielkich wodospadów. Jakby tego było mało, ogród jeszcze mienił się feerią barw, za sprawą idealnie utrzymanych rabat kwiatowych oraz bujnych krzewów. Ktokolwiek doglądał tego miejsca musiał wkładać w swoją pracę całe serce. Liv nigdy w życiu nie widziała tak pięknych roślin i wyłącznie pilna potrzeby rozmowy z Uchihą, powstrzymywała ją od spaceru po tych włościach.
            — Zamilkłaś.
            — Zamyśliłam się — prychnęła, odgarniając ze złością włosy. — Dlaczego zataiłeś historię klechy? Nie możesz tak ważnych informacji zostawiać dla siebie.
            — Już wiesz? — Itachi zmrużył powieki od palącego słońca, a następnie zerwał jedną z róż, oplatających daszek studni.
            — Tak. I to nie od ciebie, a podobno mieliśmy działać w duecie — wycedziła, śledząc poczynania jego dłoni gdy gładził palcami płatki kwiatu.
            — Musiałem najpierw opowiedzieć wszystko królowi, a później zdać relację Hokage.
            — A w czym przeszkadzało, żebym wiedziała co się dzieje? W niczym. To był wyłącznie twój kaprys — mruknęła z rozdrażnieniem, zaraz mrugając zaskoczona. Z pewnym niedowierzaniem wpatrywała się w wyciągniętą w swoją stronę różę, nie bardzo wiedząc jak zareagować. Uchiha nie należał do romantyków i takie zachowanie do niego nie pasowało. A może i pasowało, ale przyzwyczaił ją do oschłej natury?
            — Zamierzałem ci powiedzieć dziś, ale zniknęłaś — odparł, a kiedy wciąż nieufnie patrzyła na roślinę wstał, szybkim ruchem pozbawił łodygę kolców, skrócił i wsunął Senju za ucho. — Czeka nas nowe zlecenie od władcy Lawy. Mamy wytropić tę szajkę, osądzić, a następnie wtrącić do więzienia.
            — Klasa zlecenia? — Bardzo, ale to bardzo starała się ignorować opuszki Itachiego, które teraz zakładały jej włosy za ucho. Ten gest całkiem wytrącił ją z równowagi, rujnując całe opanowanie. Stojąc prawie na bezdechu, modliła się aby Uchiha nie usłyszał jej szaleńczo bijącego serca.
            — Póki co B. Chociaż nie ma co się łudzić, że ewoluuje w A, a być może nawet S.
            Aż sapnęła ze strachem kładąc mu dłonie na piersi i stanowczo odsuwając, kiedy instynktownie wyczuła, że zamierzał się nachylić. Nie, nie, nie. Rozmawiali o tym. Unikając palącego wzroku Itachiego, odwróciła się na pięcie i podeszła do najbliższego oczka.
            — W porządku — przytaknęła, dla uspokojenia spoglądając na pływające w wodzie kolorowe karpie. Uchiha taką zmianą w zachowaniu cholernie Senju przeraził. Potrafiła sobie jako tako radzić z jego mrocznym magnetyzmem, ale w sytuacjach gdy zaczynał się otwierać czuła się bezradna. Miękka i uległa.
            — Jutro wyruszamy.
            — A co z misją w Krainie Śniegu?
            — Odroczona. Okazuje się, że władca Lawy przyjaźni się z Daimyo i ten zgodził się poczekać na Młot.
            — Och, życie ludzkie postawił wyżej niż błyskotkę. Cuda się zdarzają.
            — Raczej wakacje na prywatnej wyspie odwróciły chwilowo jego uwagę.
            — Rujnujesz go w moich oczach na nowo.
            — Po co masz się łudzić? Ludzie się tak szybko nie zmieniają.

~oOo~

            Liv z konsternacją patrzyła w ciemne oczy Uchihy, boleśnie świadoma niechcianej bliskości. Z takiej odległości miała idealny widok na twarz mężczyzny i po raz kolejny uderzyło ją piękno, którym szczycił się każdy pochodzący z tego rodu. Perfekcyjne rysy, niczym spod dłuta utalentowanego rzeźbiarza, przekazywane z pokolenia na pokolenie wraz z unikalnymi umiejętnościami. Coś o czym inni mogli wyłącznie marzyć.
            I no cóż, kiedy Itachi był tak blisko, Liv odczuwała dyskomfort. Podczas gdy wisiał nad nią w bezruchu, przez głowę przemykały niezbyt atrakcyjne myśli. Próżne. Takich których w życiu nie wypowiedziałaby na głos. Mianowicie? Czy to co widzi uważa za pociągające, a może porównuje Senju do innych. Czy może dostrzega każdy defekt urody? Zła za te trapiące nonsensy poruszyła się niespokojnie, ale ku własnemu rozczarowaniu nie odzyskała wolności. Wciąż tkwiła w kleszczach Uchihy kolan, podczas gdy palce zawarły się na amen na nadgarstkach.
            — Długo zamierzasz się tak wpatrywać? To irytujące.
            — Tak długo jak będzie trzeba. Liv, teraz porozmawiamy.
            — W porządku — wymamrotała niechętnie, odwracając demonstracyjnie głowę. — Zejdź.
            — Nie.
            — Jak to nie? Uchiha, w tych warunkach ciężko o cywilizowaną rozmowę.
            — Wyłącznie w ten sposób nie uciekniesz.
            — Och, Uchiha… a przed czym lub przed kim mam uciekać? Przed tobą?
            — Przed prawdą.
            — A cóż to za prawda?
            Itachi zamilkł na chwilę i wyłącznie przyglądał się poirytowanej kunoichi, aż w końcu westchnął.
            — Liv… nigdy nie byłem mistrzem słowa. Tak, możesz sobie prychać, ale taka jest prawda. Geniusz, jak mnie nazywają, nie jest idealny, a wybrakowany w uczuciach. — Uśmiechnął się chłodno, a następnie unieruchomił nadgarstki Senju jedną ręką, a drugą złapał za podbródek zmuszając aby patrzyła na niego. — Zawsze uważałem, że to czyny więcej znaczą. Mówić można wszystko, ale ciało, pierwszy odruch, zawsze zdradza prawdziwe intencje…
— Przestań, nie chce tego słuchać — sapnęła Senju, przymykając powieki. Naprawdę, teraz kiedy wreszcie wszystko sobie poukładała, on to rujnował. A przynajmniej chwiał w posadach.
— Zdaję sobie sprawę, że koncertowo to spieprzyłem. — Itachi oparł czoło o ramię Liv, również zamykając oczy. — Jednak… chcę żebyś wiedziała. Nie było moim celem aby cię zranić. Najzwyczajniej w świecie, zbyt długo zwlekałem z powiedzeniem pewnych rzeczy głośno, a to się zemściło.
— I teraz uważasz, że cofnie się czas kiedy to zrobisz? Jak to sobie wyobrażasz?
— Nie wiem. Są kwestie, które trzeba wypowiedzieć bez względu na koszty czy korzyści. Zrozumiałem to.
— Fascynujące, Uchiha. Ale teraz pozwól, że ja przedstawię swoje. — Senju spojrzała na bogato zdobiony sufit komnaty. Już było Liv obojętne, czy się obnaży przed Itachim. Nie musiała się chronić, skoro już i tak podjęła decyzję. Prawda oczyszczała, a tego na ten moment potrzebowała. — Upokorzyłeś mnie, potraktowałeś jak zabawkę. Ty jak nikt inny, doskonale wiesz jak po śmierci ojca zamknęłam się na innych. Żadnych więzi. Miłość boli, dlatego unikałam jej jak ognia. A jednak, w twoim wypadku podjęłam ryzyko. I jak to się skończyło?
— Została odwzajemniona.
— Nie, nie, nie… ty najpierw ją odrzuciłeś, a później wszystko sobie przemyślałeś. Nie zamierzam się zagłębiać w to co cię zmusiło do zmiany zdania. To najmniej istotne. Faktem pozostaje, że nigdy otwarcie nie dałeś do zrozumienia ile znaczę. A teraz, już za późno.
— Wystraszyłaś się i uciekasz.
— Nie. To nie ucieczka, a zwyczajne przegrupowanie oraz przeliczenie korzyści. Nie jesteś warty aby przełknąć rodową dumę. Owszem, nie będę kłamać… nadal... jesteś ważny. Coś tam się tli, ale nie jestem zwolenniczką samookaleczeń. Potrafię to zignorować.
— To…
— Czekaj, nie skończyłam. Od teraz na pierwszym miejscu jest wioska oraz służba. Najwyższa pora abym z godnością przyjęła brzemię własnego nazwiska. Moi przodkowie zbudowali Konohę od podstaw, walczyli o nią. Teraz nadszedł ten czas na mnie. Dom, rodzina, zniknęły bezpowrotnie z listy priorytetów, a nie ukrywam, że nigdy nie zajmowały czołowych pozycji. Dobrze żebyś zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ wiem, jak ważne dla Uchihów jest powiększanie klanu.
— Przedłużanie rodu nie jest u mnie na pierwszym miejscu.
— Uważam, że już wszystko wyjaśniliśmy — mruknęła Liv, spoglądając na drzwi. — Ktoś tu idzie.
— W każdym kryzysie ukryta jest szansa, a ja swoją wykorzystam.

~oOo~

Kazama zmierzył wzrokiem rozpartego na dachu mężczyznę, marszcząc brwi. Brunet wspiął się naprawdę wysoko w poszukiwaniu spokoju od wścibskich spojrzeń i tylko doskonały wzrok demona, dawał szansę aby go zauważyć. Dla innych Uchiha stał się prawie niewidzialny, gdyż ciemny uniform idealnie zlewał się z dachówkami budynku. Przypominał wyłącznie złowrogi cień.
Dziedzic Sharingana wydawał się całkowicie oderwany od rzeczywistości. Zamyślony spoglądał na horyzont, obracając w palcach jakąś błyskotkę. To coś, z pewnością było owalne oraz niezbyt duże. Na oko Chikage, promienie słońca odbijały się od złotego medalionu zawieszonego na szyi Itachiego. Kiedyś właśnie taka biżuteria mignęła mu na piersi u chłopaka, ale nie wnikał. Nie ciekawiło Kazamy czy postawiona teza należała do trafnych. W końcu co go obchodziły ozdobniki tego osobnika. Jak dla niego, mógł nawet zafundować sobie kolczyki w nosie.
Demona trapiło coś znacznie innego. Coś co paradoksalnie powinien hucznie świętować, ale jakoś nie potrafił. Otóż, odniósł miażdżące zwycięstwo nad Uchihą. Zdetronizował wioskowego amanta. Tak, to nie brzmiało dumnie, ale co poradzić, skoro Liv wybrała mu takiego rywala. Nic. Burza hormonów, z tym nie wygrasz. W każdym razie, dziewczyna wyraźnie odcinała się od bruneta i tylko ślepiec by tego nie zauważył. Więc dlaczego nie celebrował tej chwili?
Odpowiedź była prozaiczna. Cierpienie Senju było jego cierpieniem. Każda wylana przez nią łza, paliła mu duszę. I właśnie przez to, złamie nieme przyrzeczenie. Nadszedł czas odkupienia.

~oOo~

            Młoda, atrakcyjna kobieta siedziała na parapecie okna, ze znudzeniem obserwując główną ulicę miasteczka. Sporo ludzi wybrało się na obchody dni Sakury, przez co na deptaku panował niesamowity ścisk. Generowany przez ten tłum hałas wyrwał obserwatorkę z drzemki, z czego specjalnie zadowolona nie była. Pośród licznych straganów spacerowały głównie rodziny z małymi dziećmi, które przy każdej nadarzającej się okazji znikały rodzicom z oczu. To gównie ich podniesione głosy przebijały się ponad ulicę. Nie rozumiała motywów ojców czy matek zabierających pociechy w takie miejsca. Żadna rozrywka pilnować małych nicponi w tak niesprzyjających warunkach.
Długie, smukłe palce trzymały tlącego się papierosa, który dawno został zapomniany, podczas gdy ona skupiała się na widocznych przy skwerze kilku shinobi. Obecność żołnierzy w tej okolicy była anomalią. Od dawien dawna nie zaglądali w te okolice, jako że nie słynęły one z misji, które dawały możliwość zarobku. W zasadzie, wszystko osiągano tu własnymi rękoma, bez wyręczania się ninja.
Patrząc na ich plecaki podróżne, doszła do wniosku, że musieli być przejazdem. Niemożliwe żeby miasteczko słynące z uprawiania bawełny przyciągnęło tych mężczyzn w celach turystycznych. Dumając nad tym, niedbałym ruchem ręki zgasiła niedopałek w stojącej obok popielniczce i mimowolnie zerknęła na drzwi, gdy dotarło do niej nieśmiałe pukanie.
— Przyniosłam herbatę, tak jak pani sobie życzyła. — Ruda, piegowata nastolatka uśmiechała się rozbrajająco od progu, z trudem opanowując ciekawość aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Nie zamierzała być niegrzeczna. Nietypowy gość przy meldowaniu nie posiadał żadnych bagaży, co już na wstępie zaciekawiło dziewczynę. Taki ktoś powinien mieć co najmniej kilka bagaży, zapełnionych po brzegi pięknymi yukatami. A tajemnicza nieznajoma nie przywiozła niczego, nawet najmniejszego tobołka. Do tego podróżowała samotnie! Siląc się na opanowanie, utkwiła brązowe oczy w kobiecie mocniej zaciskając palce na spodeczku filiżanki. Nie mogła zrazić do siebie pani Aiki.
— Dziękuję, postaw na stole.
— Życzy sobie pani czegoś jeszcze? — Nastolatka w myślach dziękowała ojcu, że to ją, a nie starszą siostrę wysłał do tej damy. Nigdy nie widziała tak pięknej osoby i żywiła nadzieję, że jeszcze długo u nich zabawi. Pragnęła się nasycić urodą nieznajomej, która aż onieśmielała. Perfekcyjna, bez skazy.
— Nie. Na razie wystarczy, możesz odejść. — Aika poprawiła szpilki podtrzymujące włosy, powracając do obserwacji. Niestety, ze zdumieniem odnotowała, że grupa żołnierzy zniknęła.

~oOo~

Aika podparła się o blat biurka, chwytając gwałtownie powietrze. Dłonią masowała wydatny brzuch, przymykając powieki i mamrotając z niezadowolenia. Naprawdę, to robiło się coraz bardziej irytujące. Jako demon spodziewała się, że ciążę zniesie ze stoickim spokojem, nie tak jak ludzkie kobiety. Niestety się pomyliła. Owszem, przebieg był łagodniejszy, bo nie odczuwała żadnych dolegliwości, ale ostatnie tygodnie pozostawiały wiele do życzenia. Wzdychając ciężko, wyprostowała się i ruszyła do drzwi. Organizm ani buzujące hormony nie będą nią rządziły. Skoro niedługo wyda na świat nowe życie, trzeba je odpowiednio zabezpieczyć.
Z tą myślą opuściła bezpieczne mury rezydencji, kierując się do starego przyjaciela. Wyłącznie on — dzięki unikalnym zdolnościom — da radę sprostać wyzwaniu. Potrzebowała unikalnego orężu. Wiedziała, że z racji pochodzenia dziecko z pewnością będzie wojownikiem, więc coś takiego na pewno mu się przyda. Zwłaszcza, że ta wykuwana przez mistrza Teno, szybko zyskiwała status legendarnej. Używał do jej produkcji najcenniejszych substancji, dostępnych dla nielicznych. Unikatowe, dopasowane do konkretnego użytkownika.
Niespełna parę godzin później, weszła do siedziby rady wielce usatysfakcjonowana. Mistrz w lot zrozumiał mgliste instrukcje, przyjmując wyzwanie. Jak do tej pory wykonywał broń dla nielicznych pobratymców — przyjmując zlecenia wyłącznie od tych, których najbardziej szanował oraz cenił, a takich była zaledwie garstka — i nawet się uradował na nowe doświadczenie. W końcu jak sam wyczuł, potomek Aiki będzie kimś wyjątkowym.
Z tą myślą kobieta złapała za klamkę od wrót, gdy niespodziewanie zamarła w pół ruchu, nasłuchując. Rozmowa obecnych w pomieszczeniu demonów momentalnie wzbudziła w niej ogromny gniew. Tak wielki, że wyłącznie wizja lęku o dziecko, powstrzymała Aikę od wparowania do środka i wytłumaczenia — dość dobitnie — że życie rozwijające się u niej pod sercem, należy wyłącznie do matki. Rasa demonów nie ma do niego żadnych praw, a już na pewno nie stanie się narzędziem w ich rękach.
Oddychając głęboko, opuściła wzrok na brzuch zaraz zaciskając usta. Od początku trapiło Aikę przeczucie, że niemowlę nie powinno się wychowywać wśród swoich. Że jego miejsce jest z ojcem, z daleka od tego wszystkiego. Tu każdy pragnąłby wykorzystać moc jaka płynęła mu w żyłach. I nie łudziła się, że to tylko złe przeczucia. Widoczne to było w oczach każdego, kto zawieszał spojrzenie na jej łonie. Nagle, uwydatniało się w nich silne pragnienie władzy oraz zemsty, za zmuszenie do urywania własnego istnienia. Za tułanie się po świecie. Dziecko w brzuchu Aiki dawało szansę na zdetronizowanie ludzi.
Cóż, miała mniej czasu niż zakładała. Trzeba zadbać o prawne zabezpieczenie maleństwa, ale najpierw musiała się spotkać z dawną przyjaciółką. Wyłącznie Aya ją zrozumie i wesprze w przygotowaniach. Znały się odkąd pamiętała. Koleżanka również pochodziła z pradawnego radu, bo to spośród członków jej rodziny zawsze wyłaniano lidera ich rasy. Dziadek, ojciec, brat… Zapewne teraz przyjdzie pora na syna Ayi. Gdy będzie starszy to on przejmie tę funkcję. Ale to daleka przyszłość, a teraz mają do unormowania teraźniejszość.
 Ich rodziny zawsze się wspierały i nie łudziła się, że gdyby poprosiła o bezpieczny azyl to by go dostała. Ale ten sączący się dookoła jad, mógłby zatruć niewinność potomka jej krwi. Dlatego razem opracują plan, jak zniweczyć żałosne marzenie rady. Ochroni to życie, nawet za cenę własnego. Już i tak, maleństwo będzie dźwigać na swych drobnych barkach brzemię dziedzictwa swojego ojca i jej.

~oOo~

— Aika, to dziewczynka! Słyszysz? Masz piękną córkę. — Aya ramieniem podtrzymywała noworodka, wolną dłonią ocierając łzy wzruszenia. Po kilku ciężkich godzinach, wreszcie doszło do rozwiązania. Wszystko odbywało się w ścisłej tajemnicy, gdyż żadna z nich nie chciała aby pobratymcy dowiedzieli się o porodzie. Oficjalnie wybrały się do letniej rezydencji Ayi, aby przyszła matka mogła naładować baterie przed ciężkim porodem.
— Pokaż mi ją — wysapała zmęczona Aika, wyciągając ręce po niewielkie zawiniątko. Kiedy tylko poczuła ciężar dziecka na piersi, spłynęła na nią ogromna ulga. Ciepło oraz miłość wypełniło serce, gdy utkwiła wzrok w drobnej twarzyczce. Tak, Aya nie kłamała. Mała była idealna.
— Mamo?
— Kazama, chcesz zobaczyć mały cud? — Aya obejrzała się na stojącego niepewnie w drzwiach syna. Odkąd tylko dowiedział się o ciąży jej przyjaciółki wydawał się wyjątkowo zainteresowany tematem. Zadawał mnóstwo pytań o dziecko. Jak je, oddycha, czy słyszy to co się do niego mówi? Kiedyś nawet przyłapała małego, gdy gadał do brzucha drzemiącej Aiki.
— Nie chcę…
— Kazama… podejdź — rzuciła ponaglająco Aika, przywołując chłopca gestem. Zmęczonym ruchem odgarnęła z czoła grzywkę, uśmiechając się pod nosem. — Poznaj moją córkę, Liv.
Z pewnym rozbawieniem odnotowała, że na widok dziewczynki Kazama aż zaniemówił, ostrożnie dotykając opuszkiem różowego policzka małej.
— Witaj.
Chłopiec wydawał się urzeczony nowym życiem. Zaraz jednak się zreflektował, cofając dłoń i podnosząc wzrok na przyjaciółkę matki. Wyglądała na wyczerpaną, ale szczęśliwą.
— Chodź. Dajmy im się przespać.

~oOo~

            — Masz wszystko?
            — Tak. I jeszcze raz dziękuję. — Aika przytuliła zdenerwowaną przyjaciółkę, w między czasie czochrając czuprynę stojącego obok chłopca. — Kazama, pilnuj mamy.
            — Nie chcę abyście odchodziły, ochroniłbym was — odezwał się, marszcząc zabawnie nos. Przez te parę dni zdążył się przyzwyczaić do obecność pani Aiki, jak i niemowlęcia. Lubił słuchać śpiewu kobiety, gdy ta kołysała małą na rękach. Sprawiało mu radość, spędzanie czasu z Liv i patrzenie na jej miny. Teraz dom bez nich będzie nudny i zbyt cichy.
            — Wiem, kochanie, ale tak trzeba. — Aika przykucnęła przy niezadowolonym chłopcu, spoglądając głęboko w oczy. — Nie odchodzę na zawsze i wierzę, że jeszcze się spotkamy.
            — A mi to wygląda na pożegnanie.
            — Nie bądź, głuptasem. Ktoś musi opiekować się Liv, a kto to zrobi lepiej od ciebie? — Aika pocałowała syna przyjaciółki w nos, zaraz się prostując. Gdy upewniła się, że młody nie usłyszy, szepnęła. — Upewnij się, że o moim zniknięciu dowiedzą się jak najpóźniej.
            — Możesz na mnie liczyć.

21 komentarzy:

  1. dodano nowy wpis - 20 minut temu; to się nazywa wyczucie czasu! Zajmuję sobie najlepszą miejscówkę - w końcu będę pierwsza! Jeszcze tu wrócę! ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, wracam zwycięsko po lekturze. Muszę przyznać, ze faktycznie bardziej zamieszałaś niz wyjaśniłaś pewne kwestie. Sprawa klechy wciąz nie została rozwiązana, bo nie rozumiem, co szajka mu zrobiła (albo zwyczajnie jestem mniej inteligentna niz początkowo zakładałam i czegoś tu nie załapałam >.<''), Itachi w bezpośredni sposób (!) zaczął się zalecać do Liv, co pasuje mi do niego jak świni siodło... a więc jest urokliwe, na swój sposób artystyczne, jeśli wieprzek jest umyty, ładny i rózowiotóki, ale cóz... niezaleznie od tego wciąz pozostaje on dość mało funkcjonalny. Do siodła potrzebuję konia. Jestem staroświecka w tym kwestiach. I juz.
      Nie widzę sensu w tym, dlaczego Itachi nie zdradził wszystkich informacji na temat księdza Liv. Czy przypadkiem nie była to jego powinność, jakiej nie wypełnił jako shinobi? W końcu, jakby nie patrzeć, pozostawiając partnerkę w niewiedzy przynajmniej teoretycznie stawiał ją w zagrozeniu - i z resztą nie tylko ją. Jako zołnierz powinien być sumienny i taka kapryśność trochę nie pasuje mi do Uchihy.
      Ponad to wzmianki o matce Liv i Kazamy niewiele wyjaśniają. Wydaje mi się, ze są swoistym preludium do dalszych wydarzeń, bo póki co za ich sprawą udało ci się tylko mocno ugruntować we mnie przekonanie, ze Senju i Chikage są mocno ze sobą związani, ale nic poza tym.
      Ponad to Liv równiez otwarcie przyznała się do uczuć zywionych względem Łasica, co mocno mną wstrząsnęło. Od kiedy to ta dwójka gra w otwarte karty?
      A, wiedziałam, ze o czymś jeszcze zapomniałam! Nie bardzo potrafię połączyć zaniepokojoną postawę Yuchiro z szajką bandytów i klechą. Potrzebuję tu jakiejś klaryfikacji... albo nowej zawartości tkwiącej między moimi wiecznie zatkanymi słuchawkami uszami ^^''
      A tak w ogóle to... GDZIE MADARA?! Czekam na jego wejście smoka z niecierpliwością! x''D

      W tym rozdziale pojawiło się nieco więcej błędów ortograficznych ("ogonki", pisownia partykuły "nie" etc - ta, wiem, odezwała się ta, co ma problemy z polskimi znakami; wybacz mi to, ale jak ma się angielski OS, to laptop czasem nie bardzo chce współpracować z naszym wspaniałym, bogatym i za cholerę trudnym językiem polskim - nie mówiąc juz o tym, kiedy uzywam telefonu [gdzie z kolei posługuję się japońską klawiaturą] albo laptopem mojego chłopaka =.='') i ortograficznych, ale nie przeszkadzało to jakoś nad wyraz w czytaniu - niemniej jednak straszna ze mnie s%^a, więc musiałam się czegoś uczepić; wybacz ^^''
      Muszę jednak pochwalić cię za trzymanie tempa, gdyz nowy rozdział pojawił się wyjątkowo szybko, co mnie niezmiernie cieszy C: Mam nadzieję, ze następny pojawi się równie szybko :D
      Kontynuując tę salwę zachwytów pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o naprawdę dopracowanych opisach otoczeń - ogrodu króla Lawy etc. Te dziś wyjątkowo działały na moją wyobraźnię i przypadły mi do gustu ♥
      Jak zwykle - zyczę nieprzebranych pokładów Weny i wolnego czasu~! ♥

      ~Kita-pon

      Usuń
    2. Taaa... błędy. Wiem, i kajam się, no. Może jest ich tyle, że dużo fragmentów pisałam na gorąco, w sensie w jeden wieczór. Tak to jest gdy cierpi się na brak czasu :x. Troszkę je poprawiłam, ale wiadomo... wszystkiego sama nie wyłapię bo autor jest z natury ślepy...
      Co do wątpliwości... Klecha jeszcze się pojawi jak i wyjaśnienia. Spokojna rozczochrana. A Itachi, cóż... geniusz uznał, że pełna wiedza nie jest na ten moment Liv potrzebna. Z doskonałym umysłem się nie dyskutuje, chociaż to irytujace :/. I czy to był znowu taki kaprys? Uchiha rzeczywiście jest sumiennym shinobi i nic nie robi bez celu.
      A wieprzkiem mnie zabiłaś XD. Spuściłaś całe powietrze z ego Itachiego. Po tym tekście chyba będzie trzeba zafundować mu jakąś terapię.
      I... co do wspomnień, a raczej przeszłości. Kurna, myślałam, że jako tako zasugerowałam co się stało z Aiką. Chyba zrobiłam to nieudolnie XD. No, nic... trzeba to zrobić BARDZIEJ dosadnie^^.
      Co do wątpliwości grania w otwarte karty... Ja to widzę tak... Liv jest zmęczona. Ma dość gry, manipulacji oraz intryg. W pewnym momencie każdy przelicza opłacalność interesu i albo w niego wchodzi, albo rezygnuje. I biorąc pod uwagę błędy Itachiego to nie dziwne, że Liv tak zadecydowała. A głupia nie jest i zdaje sobie sprawę, że kłamstwo wyłącznie by się zemściło. W sensie, po cholerę twierdzić, że jest nikim dla niej? Szybka weryfikacja tej tezy i leży. Coś na tej zasadzie...
      Sprawa ucznia, gangu i klechy... nie bądź taka w goracej wodzie kompana. Tu na razie nakreśliłam, rozmiary ich działaności. A w zasadzie bezkarności. Biegają i zatruwają życie innym i nikt ich nie zwalcza.
      Dziękuję za jakże sycący komentarz, mam nadzieję, że uda mi się wstawić coś szybko (cokolwiek XD). Wenę przygarniam i pozdrawiam <3.

      Usuń
  2. W końcu notka! Lecę czytać.
    Znowu nie mogę dodać komentarza... Blogspot chyba mnie nie lubi.

    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie cierpie wspomnień, a trn rozdział był nimi naszpikowany, ale i tak miło się czytało :D

    Chce Teleportera ;p

    Liczyłam na to, że Kazama i Itachi będą, na siebie warczeć, a tu cicho i spokojnie :D

    Czekam na kolejny rozdział, życze czasu i weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia mają swoich zwolenników i przeciwników. Co poradzić, chociaż się nie dziwię. Bo sama chciałabym czytać wyłącznie o GŁOWNYCH bohaterach, a nie jakieś tam płotki XD.
      Teleprter czeka na odpowiedni moment na wielkie wejście smoka.
      Co do interakcji pewnych panów... to taka cisza przed burzą :"D.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  4. Właśnie odkryłam, że zjadło mój komentarz pod poprzednim rozdziałem Puchatej Historii. Cieszę się, że spełniłaś prośbę swoich fanów i jednak zamieściłaś ułamek rozmowy Liv i Itachi 'ego o tym co ich łączy. Tylko przykro, że Uchiha za bardzo zranił pewną kunoichi, a ta w efekcie się od niego odsuwa, co raczej nie pomoże im zostać parą. Jak nic przydałby się tu Shisui, bo już zdążyłam się za nim stęsknić. Ciekawi mnie historia owego księdza, ale jakoś dziwne mi czytać o religii, którą szerzy. Jakoś mi nie pasuje do kontekstu. Jestem ciekawa jak pozbędą się demona, który w nim mieszka, jak wytropią, upolują i ukarzą członków mafii i co z tą bronią, stowrzoną dla Liv, którą gdzieś wcięło i kto ją w ogóle zabrał. Może znowu pojawi się członkini klanu kobiety, która nawiedzała tamte ruiny? Miło, że w końcu pojawia się więcej faktów o Aice, bo do tej pory była dość tajemniczą postacią. Poza tym nadal nam nie zdradziłaś jak zginęła. Pierwsze spotkanie Liv i Kazamy było słodkie, chociaż ona nie może go pamiętać. Jestem ciekawa co się stało z Ayą. I mogłabyś podać trochę więcej faktów o tym demonicznym mistrzu broni. Może on potrafiłby namierzyć swoje dzieło? I generalnie to ktoś mógłby pomóc pewnej czerwonowłosej kunoichi wezwać pewnego smoka, obdarzonego niezbyt przyjemnym charakterem. Kazama mógłby się zająć sprawą złotookiego ufoludka z Wioski Chmury. Dawno nie było też przyjaciela Liv i największej fanki Itachi 'ego. No i pewna demonica zadurzona w królu demonów dawno się nie odzywała. i tęsknię za Moro. Tutaj był ledwie wspomniany. A Rumi ma się odczepić od Kazamy. I dlaczego wszyscy zapomnieli o pewnym starym pryku, znanym jako Danzo? Generalnie bardzo się cieszę, że tak szybko dadałaś nową notkę i mam nadzieję, że jeszcze szybciej dodasz kolejną. Wiem, że to spore wymaganie, ale wierzę, że dasz radę. ;P Jeszcze za wcześnie, żebym podzieliła się swoimi teoriami, bo a nóż widelec zmienisz wtedy zdanie. Oczywiście, życzę mnóstwo weny.

    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój sposób na komentarze? Pisać zawsze w Wordzie i później kopiować. Blogger menda nie skasuje, a jak nawet to mam kopię :"D.
      Ano, opisałam rozmowę i jak widać, cóż... Uchiha nie będzie miał łatwego życia jeśli chce coś jeszcze ugrać.
      Ksiądz, kapłan, religia... huehuehuehue... tu wykazałam się przenikliwością. Ale, cicho... wyjdzie w praniu i mam nadzieję, że już nie będzie tak kąsało w oczy XD.
      Broń... eee... przecież Kazama ją oddał Senju. Tak było w rozdziale, kiedy przeszukiwali dzienniki jej ojca. I no cóż... pewnie średnio to nakresliłam, ale ta broń to ta co znalazła w ruinach :/. W końcu Kazama powiedział, że została stworzona specjalnie dla niej.
      O rany... sporo tych tęsknot do postaci, ale akcja powoli zmienia miejsce więc kto wie kogo spotkają^^.
      Dziękuję za wyczerpujący komentarz i pozdrawiam cieplutko. Mam nadzieję, że utrzymam dobre tempo :"D.

      Usuń
    2. Co do broni to mi chodziło o to, co z nią dalej będzie. Liv ma ją w swoich rękach, ale jak na razie jeszcze jej nie użyła. Poza tym nie wierzę, że poddała się jeśli chodzi o odkrycie historii tej broni. Poza tym Hokage zdawała się mieć chrapkę na tą uroczą zabawkę. No i ktoś mógłby dokładniej wyjaśnić historię tego ducha

      Yuxuki

      Usuń
    3. Aaaaa... widzisz. Dogadałyśmy się jak ślepy z głuchym XDDD. No nic, zdarza się najlepszym.
      Serio, duch zdeptany przez Uchiha Cie interesuje? Hm... pomyślimy XD.

      Usuń
  5. Dobra, miałam być tu wcześniej ale niestety czas mi nie pozwolił. Oddam wszystko za kilka dodatkowych godzin xD
    Jeśli do tej pory byłam rozdarta między Kazamą, a Itachim w tej chwili śmiało zasilam swoją skromną osobą grono fanklubu demona xD Uchiha tą rozmową się tylko pogrążył. Zdobył się na nią zdecydowanie za późno, zwłaszcza, że doskonale wiedział jak bardzo zranił Liv.
    Na jej miejscu też nie potrafiłabym mu tak zaufać, nie kiedy tak ją potraktował. To przykre ale Itachi zachowuje się czasem jak taki głaz, którego nic nie rusza, no i wyczucie to ma jak słoń w składzie porcelany :X
    Ksiądz! Ciekawy człowiek i to z jakim powołaniem! :D Takich to ze świecą szukać, tylko dalej nie wiem co mu zrobili, że aż w więzieniu wylądował.
    Kazama i Rumi. Tego się nie spodziewałam. Demon czasami mnie tak zaskakuje, ale uwodzić biedną małolatę? Chociaż.. Nie, jednak nie żal mi jej. Alchemicy, nie wiem dlaczego ale ta tajemnicza substancja… Czy to nie przypadkiem krew demona? Czy moja skleroza znów coś pomieszała :X
    Aika nie miała łatwo.. Dobrze że miała obok siebie przyjaciółkę, która jej pomogła. Ach, no i mały Kazama był taki uroczy. Chciał je obronić <3 Zrobiła to specjalnie? Upozorowała swoje zniknięcie? Wydaje mi się, czy w tym czasie zdążyła udać się do ojca małej Liv?
    Dużo weny życzę! ^^
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :"D.
      Z tego co widzę to team Kazamy gromadzi już małą armię, a ten Uchihy składa się jedynie z niedobitków XD. Cóż za hańba na honorze tak znakomitego klanu :3.
      I nie ma co tu kryć, Itachi spadł z piedestału na własne życzenie. Nie można oczekiwać stałego uwielbienia, samemu robiąc wszystko aby je zaprzepaścić. Nikt nie wytrzyma ciągłego wystawiania na próbę.
      Klecha ma coś w sobie, nie? Taki dusza człowiek, w niezbyt fajnym położeniu.
      Huehuehue... Kazama jest perfidny, ale z drugiej strony, cel uświęca środki. I dobrze pamiętasz, krew demona jest substancją dającą cudowne rezultaty. Jakby nie patrzeć, dzięki niej Uchiha żyje po walce Chikage. A czy to jest w wieży alchemików... zobaczysz w nowym rozdziale :"D.
      Och, ile ciekawych pytań o matkę Liv :"D. Czuję się usatysfakcjonowana. Postaram się wsio wyjaśnić w kolejnych wpisach.
      Dziękuję za ten wyczerpujący komentarz, mam nadzieję, że zostaniesz u mnie na dłużej. Pozdrawiam cieplutko i przyganiam ofiarowaną wenę:"D. Buziaki.

      Usuń
  6. Kiedy następny rozdział
    K

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem tak cudowne opowiadanie trafilam tu wczoraj i przeczytalam juz niemal wczystko co napisalas(zegnaj nieprzespana nocy :-) ) masz talent szczerze trafilam na niewiely autorow ktorzy nie zniechecaja sie po roku max 2 za co bardzo cie szanuje cudownie piszesz historia jest rzeczywiscie fascynujaca nie moge doczekac sie dalszej czesci zycze duzo weny i trzymaj sie
    ~Anonimka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach... lejesz miód ma moje zbolałe serce. Naprawdę miło czytać takie komentarze :"D.
      Nie wiem, które wiatry Cię tu do mnie przygnały, ale mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Tak, tak, im więcej nas tu tym weselej :"3. Dzięki za zostawienie po sobie śladu <3.

      Usuń
  8. Jak tam twoja wena, bo już długo rozdziału nie było ~K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wena ledwo zipie jeśli mam być szczera :/. Potrzebuję jakiegoś turnusu wenotwórczego...

      Usuń
  9. O, matko. Wypadało po przeczytaniu każdego rozdziału coś dłuższego naskrobać, co nie? Zabieram się do tego już kolejny raz, ale za każdym razem coś mi nie pasuje, a chciałabym żeby ten komentarz zawarł wszystko, co po mojej głowie chodzi.

    Zacznę może od tego, że to jest pierwsze ff o takiej tematyce. Dzięki koleżance zaczęłam się w ogóle interesować anime " Naruto ". Wcześniej tylko oglądałam " Death Note " i " Another" - 2 lata temu, więc stwierdziłam, zabiorę się i za to. Skończyło się jak zwykle - gdy coś mnie wciągnie, szukam jak to widzą inni w formie różnego ff. Muszę przyznać, jestem wdzięczna losowi, że trafiłam na tak dobre opowiadanie.


    Cały świat, postacie - przede wszystkim główni bohaterowie, mogę się zachwycać godzinami. Naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty. Niejednokrotnie rozbawiłaś do łez samymi dialogami. Na dodatek chyba jestem tak rozdarta, jeśli chodzi o za którym z chłopaków jestem. Bo do tej pory moje serce jest rozdarte pomiędzy Kazamą a Uchihą. Itachi, póki nie zepsuł i nie zranił Liv, to był na prowadzeniu. Teraz - chyba bym stanęła z Kazamą. Chyba bliżej jemu do mojego ideału mężczyzny. W każdym razie, czuję mocne powiązanie z matką Liv - zbyt dużo pytań, za mało odpowiedzi. Nie mogę się doczekać, co wymyśliłaś.

    Jak zwykle, połowa rzeczy, o których chciałam napisać mi umknęły. Niemniej jednak, zyskałaś kolejną czytelniczkę, która jest zachwycona tym opowiadaniem. Zakochałam się w tej opowieści. Czekam na dalszy ciąg.

    Przy okazji, życzę dużoooo weny. Sama wiem, że ona uwielbia znikać i uciekać, dlatego życzę jej jak najwięcej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, witaj w moich skromnych progach :"D. Miło, że zabłądziłaś w tak skrajne otchłani internetów i wpadłaś do mnie. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej, a raczej na zawsze.
      Cieszy mnie, że historia znalazła Twoje uznanie. Sporo czasu wkładam w ten blog i nie ukrywam, że cieszą mnie opinie pod rozdziałami. Cóż, wena lubi być karmiona komentarzami. Nie ma co ściemniać.
      Huehuehue... każdego pochłania team Kazamy. Nie masz co się przejmować XD. Jednak, nie mówmy hop. Może Itachi odbuduje swoją pozycję? Jakby nie patrzeć jest geniuszem, więc może coś wymyśli.
      Dziękuję Ci za ten jakże wyczerpujący komentarz i liczę, że rzeczywiście się u mnie rozgościsz. Wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały wrzucę szybciej co by nie terroryzować Ciebie i reszty czytelników :"D. Do napisania.

      Usuń