Moi Drodzy Czytelnicy!
Chciałam Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z
okazji Świąt! Wesołego Alleluja, samczego jajka, oraz mokrego Dyngusa. Oby
święta upłynęły Wam spokojnie i miło w rodzinnym gronie. Życzę też żeby Lany
Poniedziałek był ciepły, a tym co Was zmoczy nie był jedynie zimny deszcz :x. (Sobie
też tego życzę…). Tak więc, wszystkiego dobrego.
Okej, w ramach wstępu o wpisie powiem, że wstawiam
ten rozdział na gorąco. Niedawno skończyłam pisać, a że nie chcę Was trzymać
tak bez niczego na święta, to postanowiłam się zlitować. A i się pochwale…
Urodziłam tu 4000 słów, a to spory sukces jak na kogoś kto nie ma na nic czasu
XD. Doceńcie^^.
Co mogę powiedzieć o rozdziale… hmm… nie wiem. Może
tyle, że intencje Itachiego powoli się klarują? Chociaż może nie? Może to
wszystko magia chwili i nieoczekiwanej sytuacji? Któż to wie…
W każdym razie, mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Pozdrawiam gorąco i zapraszam do czytania. Czekam z niecierpliwością na Wasze
komentarze <3.
Liv z cichym
trzaskiem otworzyła szafkę z butami, zaraz marszcząc brwi. Cóż, jak tylko
rozpoczęła współpracę z Itachim wiedziała, że prędzej czy później to się
wydarzy, ale liczyła na większą inwencję Uchihowego fanklubu. Ten brak polotu
ją rozczarował. Bardzo. Spodziewała się zemsty stulecia, a tu? Adoratorki tego
barana postawiły na stary, wyświechtany schemat. Jaki mianowicie? Banalne
pinezki.
— Litości —
mruknęła pod nosem, wysypując zawartość tenisówek na rękę. Ważąc je w dłoni
dumała właśnie czy się do czegoś nie przydadzą, gdy kątem oka dostrzegła
stojąca obok dziewczynę. Podejrzane. Czyżby jakaś z zakochanych uczennic
zdecydowała się na frontalny atak?
— Stary poczciwy
numer — odezwała się nieznajoma, opierając bokiem o drzwiczki następnej szafki.
— Jak ci nie są potrzebne, to chętnie je przygarnę. Zawsze nam brakuje przy
robieniu tablic informacyjnych.
— Są twoje. —
Liv podała dziewczynie narzędzie zbrodni, czujnie ją obserwując. Jak przez mgłę
kojarzyła jej twarz z jakiegoś apelu, ale kim była dokładniej, nie wiedziała.
Zresztą tych przeczących grawitacji warkoczy ciężko nie zapamiętać. Doprawdy,
jak one tak sterczały? Żaden lakier by nie podołał takiemu ekstremalnemu
zadaniu i jedyna opcja jaka wchodziła w rachubę to druty. O ile w ogóle używa
się czegoś takiego do usztywniania fryzur.
— Dzięki. A
skoro już przełamałyśmy pierwsze lody to się przedstawię. Shinko Inari,
redaktorka szkolnej gazetki. Ty nie musisz, bo odkąd partnerujesz Itachiemu
wszyscy cię znają.
— Super.
— Nie denerwuj
się — parsknęła Shinko, odgarniając niesforny włos wchodzący do oka. — Taka
jest cena popularności. A skoro już przy niej jesteśmy to najwyższa pora umówić
się na wywiad.
— Jaki znowu
wywiad?
— Taka tradycja.
Szkoła chce aby uczniowie lepiej poznali reprezentantów i stąd te wywiady.
Kiedyś były prowadzone na żywo przez radiowęzeł w porze obiadowej, ale się nie
sprawdziło. Dlatego teraz preferują formę papierową.
— Ale to
konieczne? Nie wystarczy jedna osoba z drużyny? — Liv spojrzała z nadzieją na
Inari, już układając w głowie plan jak wrobić w tę „przyjemność” Itachiego.
Bycie w centrum uwagi to jego żywioł, więc niech się wykaże.
— Nie. Wywiad z
samym Uchihą byłby nudny — prychnęła dziewczyna, przewracając teatralnie
oczami. — On posługuje się monosylabami, ewentualnie suchymi faktami. —
Dostrzegając zaskoczony wzrok Liv, westchnęła ciężko. — Jestem z nim w klasie,
to wiem.
— Może i nie byłoby
zbyt treściwie, ale z pewnością znalazłaby się masa czytelniczek chcących
czytać wyłącznie o nim — zauważyła Senju, mrużąc powieki i otaksowując Shinko
wzrokiem. Niezaprzeczalnie dużo gadała, to raz. Dwa, wydawała się odporna na
urok Itachiego, co stanowiło swoisty ewenement. Trzy, płynęło od niej dziwne
ciepło, taka przyjazna aura. Co prawda mogły być to tylko pozory, ale zapowiadało
się interesująco.
— Obrażasz mnie.
Nie mam zwyczaju pisać pod publikę — sapnęła autentycznie zirytowana.
— Bierzesz to
bardzo na poważnie.
— Planuję w tym
kierunku moją przyszłość, więc logiczne,
że ćwiczę warsztat.
— Dobra już
dobra.
— Okej, tu masz
mój numer. — Shinko pogrzebała chwilę w przepastnej torbie i później, wręczyła
Liv skrawek papieru. — Dajcie znać jak się dogadacie. No tak, zapomniałabym…
Będą też mi potrzebne zdjęcia. Czuj się uprzedzona. — Dodała na odchodne i bez
ociągania ruszyła w stronę schodów na piętro.
— Pięknie… —
mruknęła Senju, patrząc na rząd drobnych cyferek. O żadnej z tych atrakcji nie
wspominał ani dyrektor ani nikt z nauczycieli. A przecież to ważne.
Przynajmniej dla niej. Cóż, trochę się nagimnastykuje, ale może uda się zrzucić
ciężar rozmowy na partnera. Niech on się uzewnętrznia przed napalonymi
czytelnikami, a ona poprzygląda się temu z boku.
~oOo~
Liv westchnęła
ciężko, wciągając strój do ćwiczeń w dojo. Po wcześniejszym treningu z Shisuim
czuła zakwasy w ramionach oraz w nogach. Każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał
Senju trudność, ale dzielnie zaciskała zęby. Tak, chłopak znacznie podniósł
poprzeczkę, zmuszając ją do cięższej pracy. Cholera, naprawdę uwijała się jak w
ukropie unikając ciosów, które tylko cudem nie docierały do celu.
Teraz żywiła
poważne wątpliwości co do swojej efektywności w zajęciach Kyudo. Oczywiście nie
łudziła się, że Itachi da jej taryfę ulgową — niestety on nie był z tych
litościwych. Wyjątkowo poważnie podchodził do prowadzonych zajęć, ale może to i
dobrze? Przecież im obojgu powinno zależeć na jak najlepszych wynikach.
Ale jedno
pozostawało faktem, cholernie ciężko naciągało się cięciwę tradycyjnych łuków,
a już teraz wiedziała, że z powodu bólu będzie z tym spory problem. Naprawdę
nie mogli popracować na zwykłych, sportowych? Jeden dzień, o nic więcej nie
prosiła. Aż odetchnęła głęboko pocierając zdrętwiałe nadgarstki i przymykając
powieki. Przetrwa tę farsę. Zaciśnie zęby i odbębni te półtorej godziny. W
końcu nie jest mięczakiem. Znając życie Itachi znowu będzie ją krytykował,
głuchy na wszelkie uwagi, że przecież jest początkująca i powinien się odwalić,
ale trudno. Zignoruje to.
Ostatnimi
ruchami poprawiła nogawki hakame — nigdy chyba nie przyzwyczai się do ich
szerokości — i weszła do sali. No tak. Tymczasowy trener już na nią czekał,
oparty o łuk. Cholerny perfekcjonista, pomyślała z niechęcią całkowicie lekceważąc
wbite w siebie ciemne ślepia i podchodząc do sprzętu.
— Spóźniłaś się.
— Zajęcia z
Shisuim się przeciągnęły — westchnęła, nawet nie siląc się na żadną ciętą
ripostę. Oceniła wzrokiem wybrany łuk, zaraz krzywiąc się malowniczo. Oj, to
będzie ciężki dzień.
— Powinien
trzymać się ustalonych godzin — wytknął beznamiętnie Itachi, odsuwając panel i
wskazując słomiany cel na zewnątrz. — Dziś strzelasz tam.
— Nie ćwiczymy
już postawy? — Liv uniosła pytająco brwi, przenosząc spojrzenie na bladoniebieskie
niebo. Gdyby nie wyczerpanie to byłaby zachwycona zmianą odległości. Bo ileż
można strzelać do czegoś postawionego na
wyciągnięcie ręki? Żadnej zabawy. Jednak dziś ta zmiana wiązała się z
konsekwencjami.
— Będziemy
korygować na bieżąco — stwierdził, stając za Liv i wsuwając kolano pomiędzy jej
nogi, co zmusiło ją do większego rozkroku. — Stabilna pozycja, pamiętaj.
— Ta… —
wymamrotała skonsternowana takim traktowaniem, sięgając po pierwszą strzałę.
Mniej więcej w
połowie zajęć Liv wiedziała, że nic już nie zwojuje. Dłoń trzymająca strzałę
drżała jak u starej kobiety i nawet ogromna siła woli wzmacniana determinacją,
nie pomagała nad tym zapanować. Po prostu zwyczajnie przegrała z własną
słabością.
Tłumiąc buzujący
pod skórą gniew, opuściła łuk mrużąc powieki i omiatając spojrzeniem trawnik
przy słomianym celu. Na wypuszczonych kilkanaście strzał, wbiła zaledwie cztery.
Nie popisała się.
— Mogłaś
powiedzieć, że potrzebujesz przerwy. — Uchiha przez większość treningu
wyłącznie obserwował Senju, doskonale świadomy słabej formy dziewczyny. Czasem
tylko podchodził i w milczeniu poprawiał palce na cięciwie, gdy zbyt skupiona
na celu odsłaniała policzek. Jakby tego nie zrobił to tym razem nie skończyłoby
się wyłącznie na śladzie. Jak nic polałaby się krew.
Patrząc na tę
walkę ze zmęczeniem, już kilka razy w ostatniej chwili powstrzymał się od odebrania
jej sprzętu. Hamowała go ciekawość, ile jeszcze zamierzała terroryzować organizm,
nieprzywykły do aż takich przeciążeń. — Takim podejściem prosisz się o
kontuzję.
— To
przejściowe. W końcu wskoczę na właściwe obroty. — Liv z sapnięciem usiadła na
podłodze, przytulając czoło do łuku. Musiała złapać oddech, a przynajmniej
zmobilizować się do dalszej walki. Naprawdę czuła się wyczerpana do cna. A może
to nie zasługa wyłącznie treningu? Może złapała jakieś choróbsko? Grypa, albo
coś w ten deseń? Nie, niemożliwe… Aż skrzywiła się na tę ewentualność.
— Z kim jeszcze masz
zajęcia? — zapytał Itachi, odbierając od Senju sprzęt i odkładając na miejsce.
Zerknął przez ramię na prostującą się dziewczynę, zaraz wzdychając ciężko. Tak,
znał te symptomy. Każdy prędzej czy później, przechodzi taki kryzysowy dzień.
Człowiek odczuwa ogólne zniechęcenie oraz zmęczenie, a do tego jest boleśnie
świadomy każdego nawet najmniejszego mięśnia w ciele.
— Z profesorem Ebisu
— mruknęła, pocierając powieki i zasuwając ściankę. Odwróciła się właśnie z
zamiarem odejścia, gdy niespodziewanie znalazła się nos w nos z Uchihą. I o ile
w innym wypadku ponownie powiedziałaby mu do słuchu za to zachodzenie od tyłu
to dziś odpuściła. Tyle razy zwracała mu uwagę aby się tak nie skradał, a on
wciąż swoje. Po co w ogóle strzępiła język? — Co jest?
— Sprawdzam czy
się nie przeziębiłaś — wyjaśnił, i na potwierdzenie swoich słów przyłożył Liv
dłoń do czoła. — Hm… temperatura raczej w normie.
— Och, daj
spokój — prychnęła, szybko strącając rękę bruneta i odwracając wzrok. Cholera,
czy zawsze musiał naruszać jej przestrzeń osobistą? Przecież rozmawiali o tym.
— Nic mi nie jest.
— W moim
interesie jest abyś była w pełni formy — zauważył, błyskawicznie łapiąc Senju
za nadgarstek kiedy próbowała go wyminąć. — Chodź.
— Gdzie niby? —
Liv zmrużyła powieki nieufnie, lekko się zapierając. — Poza tym, chyba
powinniśmy się przebrać, to raz. A dwa, zaraz mam zajęcia. A nie mam ochoty się
spóźnić.
— Porozmawiam z
profesorem.
— Nie, nie
porozmawiasz, bo nigdzie z tobą nie idę — sapnęła, teraz już jawnie stając
okoniem. Po porannej akcji z pinezkami nie zamierzała dawać pretekstu
adoratorkom Uchihy. Na razie ich pomysły należały do tych z kategorii
niegroźnych, i lepiej żeby takie pozostały. Jakoś nie przejawiała ochoty na
otwartą wojnę z uczennicami. — Zresztą, jak przypuszczam ty też masz jakieś
ćwiczenia.
— Owszem, ale
teraz mam nieprzewidziane okienko. Jakby nie patrzeć, ty również.
— Które każdy
może spożytkować według własnego uznania — stwierdziła stanowczo Liv, zaciskając
gniewnie usta.
— Nic bardziej
mylnego. Ten czas co nam pozostał, należy do mnie.
— Słucham?
— Oboje dobrze
wiemy, że nie masz problemów ze słuchem — prychnął, popychając dziewczynę do
niewielkiej szatni. — Zaczekam na korytarzu.
Naprawdę była w
kiepskiej formie skoro zamiast zaryglować drzwi, przebrała się i wyszła do
czekającego chłopaka. Oczywiście zamknięcie w szatni miało swoje wady, ale to
nie one przekonały ją do porzucenia absurdalnego planu. Otóż Liv jakoś nie
wierzyła, że Uchiha nie posiada zapasowego klucza. To logiczne, skoro często tu
trenował. Zresztą takie zachowanie należałoby do tych z kategorii wyjątkowo
dziecinnych, dlatego po chwili namysłu się poddała.
— Szybki jesteś
— wymamrotała niechętnie, obrzucając spojrzeniem szkolny mundurek Itachiego. —
To, gdzie teraz?
— Idziemy na
pływalnie. Basen dobrze wpływa na obolałe mięśnie.
— Zamiast
jednych ćwiczeń, drugie… — westchnęła ze zrezygnowaniem, mimowolnie zerkając na
zegarek. — Opłaca się w ogóle? Przecież zostało niewiele czasu…
— Już
kontaktowałem się z profesorami. Mamy dwie godziny.
— No, nie
posiadam się z radości — sarknęła, łypiąc na towarzysza z irytacją. Dlaczego
nawet nauczyciele poddawali się jego woli? Tak działała magia nazwiska Uchiha,
czy co? To zakrawało o pewnego rodzaju korupcje! — A tak na marginesie, nie
zapytałeś czy umiem pływać, geniuszu.
— Ciężko nie potrafić
będąc w drużynie reprezentacji szkoły — zakpił, przypominając Liv jej krótki
epizod sportowy na pierwszym roku.
— Przerażasz —
sapnęła, autentycznie zdumiona, że o tym wiedział. Trwało to tak krótko iż
sądziła, że nikt nie zanotował tego w pamięci. Kariera pływacka Liv zakończyła
się równie szybko jak się zaczęła. Okazało się, że nie jest w stanie pogodzić
obowiązków domowych z częstymi wyjazdami na zawody. Niestety, posiadanie psa
wiązało się z pewnymi konsekwencjami.
~oOo~
Liv naprawdę się
starała nie patrzeć na Itachiego szykującego się do skoku ze startera. I o ile
zawsze myślała, że w czepku nie można prezentować się normalnie — każdy według
niej wyglądał przypałowo — to jemu jakoś się to udawało. Mało tego, ktoś tak
blady jak Uchiha nie miał prawa dobrze wyglądać w negliżu! Ale, niestety ku
frustracji Senju, i tu było całkiem odwrotnie. Ten konkretny przypadek
łamał wszelkie stereotypy. Postawiłaby każde pieniądze na to, że jakby zobaczył
go teraz jego zbzikowany fanklub, to jak nic, dziewczyny sikałyby po nogach z
ekscytacji.
Westchnęła
ciężko, przekręcając się na plecy i wgapiając w sufit. Żałowała, że to akurat
Itachi był jej partnerem turniejowym. Zbyt częste kontakty niezbyt sprzyjały
zachowaniu wobec Uchihy dystansu, a nie chciała skończyć jako kolejna zakochana
w nim idiotka. Owszem, nie okłamywała się, że nie działał na nią jego urok. Nie
dość, że przystojny to do tego miał to coś. Ten otaczający go mrok oraz pewnego
rodzaju tajemnica, którą człowiek chciał zgłębić. Przekonać się czy w bliższych
kontaktach zyskuje, czy może traci?
W każdym razie
już teraz musiała się nieźle gimnastykować żeby utrzymać pozory. Kiedy stali na
brzegu, spojrzeniem zwiedziła każdy kąt pływalni aby tylko nie podziwiać
prezencji tego dupka, aby nie dać mu satysfakcji. Bo, no cóż. Uchiha wyglądał
dobrze, zarówno w ubraniu jak i bez niego.
Paradoksalnie to
co ją w Itachim pociągało, jednocześnie nakazywało Liv trzymać się od niego z
daleka, a niestety nie należało to do zadań łatwych. Zwłaszcza, że on nic sobie
nie robił ze stawianych przez nią granic.
— Ramiona,
Senju.
— Ta… —
mruknęła, doskonale wiedząc co chciał przez to powiedzieć. Otóż idąc na
łatwiznę prawie nie machała rękami, całą pracę utrzymania na wodzie zwalając na
nogi. I o ile w normalnym wypadku kazałaby Itachiemu pocałować się w nos za
cenne rady, to teraz niechętnie zmusiła pozostałe kończyny do wysiłku.
Wyłącznie w ten sposób porozciąga obolałe mięsnie.
Po przepłynięciu
kilku długości basenów, kontrolnie spojrzała na wiszący na ścianie zegar.
Pozostało pół godziny do następnych zajęć i nadeszła najwyższa pora aby się
zbierać. Raz, że musiała się przebrać, a dwa, miała świadomość, że przy suszeniu
włosów trochę zejdzie. Niestety takie były uroki posiadania długiej grzywy.
Nawet się nie
kłopotała informowaniem kompana, że wychodzi i z wysiłkiem wspięła się po
drabince, boleśnie świadoma nieubłagalnej grawitacji. W wodzie człowiek czuł
się lekki jak piórko i późniejsze przestawienie się przychodziło z pewnym
trudem, a o poruszaniu się z gracją można było zapomnieć. Znajdując się na
twardym gruncie, zawsze odnosiła wrażenie, że nasiąkła jak gąbka. I chociaż ten
pomysł był absurdalny to mimo wszystko czuła jakby nagle przybrała na wadze
przynajmniej z dziesięć kilo.
— Słyszałeś, że
czekają nas jakieś wywiady? — Liv niedbałym ruchem ręki zdjęła czepek, palcami
rozczesując wilgotne włosy. Kątem oka obserwowała jak Uchiha podpływa do brzegu
i sięga po leżący tam telefon.
— Tak, coś mi
się obiło o uszy — powiedział, zawieszając wzrok na ekranie i marszcząc brwi w
skupieniu. Widząc to Senju doszła do wniosku, że chyba dostał jakąś ważną
wiadomość bo ledwie ją odczytał, a wyskoczył z wody jak oparzony. — Pogadamy o
tym innym razem. — Zanim zdążyła zareagować, zniknął za drzwiami męskiej szatni
zostawiając ją samą.
— Okej… —
mruknęła pod nosem, zdumiona zachowaniem kompana. Bo no cóż, Uchiha nie należał
do ludzi zachowujących się gwałtownie. On z punktu widzenia Senju, był raczej
typem stratega. Najpierw opracowywał plan, a później działał. Zdziwiona tą
anomalią zamierzała już odejść, gdy z przebieralni wrócił Itachi — jakimś
bliżej niewyjaśnionym cudem, już przebrany! Jedynie mokre włosy świadczyły o
kąpieli — i wetknął Liv w ręce obiecany wcześniej ręcznik.
— Proszę, tak
jak się umawialiśmy.
— Dzięki. —
Senju drgnęła nerwowo powieka, gdy odrobinę dłużej niż to konieczne go
przytrzymał, lustrując przy tym jej sylwetkę. I chociaż uważała, że nie ma się
czego wstydzić to poczuła się niekomfortowo. Jakby nie patrzeć była prawie
naga, a spojrzenie Uchihy się zmieniło. Dało się dostrzec w ciemnych oczach
jakieś napięcie, które wprawiło ją w dziwne skrępowanie. — Przestań.
— Co, przestać?
— Przestań się
gapić — warknęła rozkazująco, zarzucając na ramiona ręcznik, aby się jakoś
osłonić. Dostrzegając jak na ten gest kąciki ust zadrgały mu wesoło, aż
zazgrzytała zębami. — Nie śpieszyłeś się gdzieś?
— Owszem, ale
mnie zatrzymujesz.
— Słucham?!
— Do jutra, Liv
— parsknął z rozbawieniem na widok oburzenia dziewczyny i ruszył do wyjścia. —
Zajęcia o normalnej porze.
— Tak, tak.
— Oczekuję, że
będziesz w pełni formy.
— A jeśli nie? —
zakpiła, mrużąc powieki.
— To
przetestujemy drugą metodę na zakwasy. Mianowicie, masaż.
— A idź w
cholerę, Uchiha — sapnęła, rzucając w bruneta zwiniętym czepkiem, ale niestety
zdążył uniknąć trafienia, znikając za drzwiami. Zamiast w niego, mokry silikon
z głośnym plaśnięciem, pacnął w szybę zostawiając na niej wilgotny ślad.
Rozczarowana niepowodzeniem z nerwami poszła po prowizoryczny pocisk,
błyskawicznie podniosła go z posadzki i energicznie wparowała do przebieralni.
Doprawdy, ten
człowiek wzbudzał w niej skrajne emocje. Od złości, irytacji, do znudzenia czy
skrajnego rozbawienia. Owszem, tego rozbawienia bywało mniej, ale jednak się
zdarzało. Tak jak wtedy gdy użalał się na ciężki los szkolnego amanta. No
dobrze, może się nie użalał, ale narzekał.
Prychając wygładziła
dłonią puchaty materiał ręcznika, mimowolnie uśmiechając się lekko. Wystarczył
szybki rzut oka żeby odnotowała na ciemnym materiale symbol korporacji Uchiha,
identyczny jak na pożyczonym kiedyś parasolu. Patrząc na wypromowane logo
wachlarza, zaciekawiła się jakie jeszcze materiały reklamowe posiadała
korporacja jego rodziny, i iloma z nich dysponuje Itachi. Jakoś nie wątpiła, że
chłopak posiadał na własność jeszcze kilka.
W każdym razie, porzucając te niedorzeczne
rozmyślania, szczerze cieszyła się że nie zapomniał przynieść tego ręcznika.
Gdyby tak było to musiałaby wciągnąć ubranie na mokrą skórę, a to nie należało
do najprzyjemniejszych doznań, że już nie wspomni o możliwości przeziębienia.
Co ciekawe, ze strojem do pływania nie miała problemu. Bo o ile na pływalni
postawiono automat z kostiumami sportowymi oraz czepkami, to z ręcznikami już
nie. Zabawne, bo zapomnienie tej właśnie rzeczy bywało najbardziej kłopotliwe.
Podobno ich kraj słynął z automatów z najbardziej ekscentrycznymi gadżetami, a
tu brakowało zwykłego, praktycznego.
~oOo~
Itachi lekko
przystanął, dostrzegając czekającego w umówionym miejscu bruneta. Opary o filar
z słuchawkami w uszach, spod przymkniętych powiek obserwował uczniów. Wyglądało
to dziwnie. On bezmyślnie patrzący na bezosobowy tłum, a obecne uczennice
dyskretnie śledzące spojrzeniami jego. Każda z obecnych dziewcząt marzyła, że
być może to ona zwróci uwagę jednego z Uchiha. Że wstąpi w szeregi elity,
ogrzeje się w blasku popularności Teleportera. Jednak nie to było najważniejsze
dla Itachiego. Bardziej zastanawiało go, co Shisui tu robił. To nie z nim miał
się spotkać. Dumając nad tym zatrzymał wzrok na podrzucanym przez przyjaciela
przedmiocie.
— Hej, młody
kazał ci to przekazać — odezwał się Shisui, rzucając Itachiemu pęk kluczy.
— A dlaczego on
się nie zjawił? — Wyłącznie dzięki ponadprzeciętnemu refleksowi zdążył złapać
pocisk, zanim ugodził go w twarz. I jakoś nie łudził się, że kuzyn zrobił to
niechcący. Wszelkie działania tego barana były celowe. Absolutnie wszystkie. Zaraz
jednak porzucił myślenie o tym niespodziewanym ataku. Bardziej zastanawiało
Itachiego dlaczego stał tu sam. Dziwne. Sasuke najpierw gnębi go o pośpiech, a
później nawet się nie fatyguje. Naprawdę zbawiłoby go to pięć minut?
— Był, ale czas
naglił. Podobno jakaś spontaniczna impreza się kroi.
— Mój brat i
imprezy… to się nie klei. Jak nic, jedzie z kumplem na termy.
— Nie wiem, nie
wnikam — zaśmiał się Shisui, wyciągając z plecaka butelkę z wodą.
— Po co się w
ogóle fatygował… — prychnął Itachi, poważnie rozważając możliwość powrotu na
pływalnie. Mógłby wysuszyć włosy, dzięki zainstalowanym tam suszarkom. Teraz
tylko wzbudzały niepotrzebne zainteresowanie uczennic. Tak, nie był ślepy i
widział jak się nachalnie gapią. Po chwili namysłu, w końcu machnął ręką
stwierdzając, że same wyschną.
— Już tłumaczę…
Waszym rodzicom wypadła jakaś niespodziewana delegacja, czytaj wolna chata, a
podobno ty nie zabrałeś kluczy. Ot, cała historia — rzucił wesoło Teleporter.
Kiedy nie usłyszał żadnego komentarza, wzruszył obojętnie ramionami i wziął
spory łyk z butelki. Sekundę później o mało nie przypłacił tego życiem. Bo to,
co zobaczył sprawiło, że momentalnie się zakrztusił i dopiero z pomocą
Itachiego odzyskał oddech.
— Tak się kończy
mędrkowanie — zawyrokował z kpiną, obserwując jak kuzyn ociera łzy z twarzy.
— Nie wiem czy
za chwilę wciąż będziesz taki cwany — zadrwił Shisui, łapiąc przyjaciela za
ramiona i zmuszając do obrócenia. Sekundę później aż zmrużył powieki z
zadowolenia. Malujące się na twarzy Itachiego emocje sprawiły, że błyskawicznie
pożałował, że tego nie uwiecznia. Cholera, taka wiekopomna chwila, a on jak
ostatni leszcz nie nagrywał. Co z nim nie tak? Złe wychowanie czy co? Przecież
młodzież w jego wieku nie rozstawała się z kamerą, rejestrując wszystko i
wszystkich. A on jak zwykle nie nadążał.
— Czy ona jest
nienormalna?!
— Hm… nie sądzę.
Swoją drogą, korporacja Uchiha już dawno nie miała tak dobrej reklamy —
parsknął, ignorując mordercze spojrzenie kuzyna.
— Lepiej
zamilcz.
~oOo~
Liv stawiała dziarskie
kroki, wciąż zapewniając się w myślach, że podjęła słuszną decyzję, ruszając
się z pływalni. Z dumnie uniesioną głową
szła głównym korytarzem, za wszelką cenę patrząc przed siebie. Chłodne powietrze
wywoływało gęsią skórkę na ciele, ale to nie było najważniejsze. Ba, w zasadzie
zimno należało do najmniej istotnych spraw. Otóż, po akcji pinezkowej,
adoratorki Itachiego sięgnęły po cięższą artylerię. Chociaż, w zasadzie powinna
to nazwać zamachem na godność. Otóż, kiedy spłukiwała pod prysznicem chlor,
ktoś zakradł się do szatni i ukradł jej ubrania. Akcja łatwa do przeprowadzenia
ponieważ leżały na ławce, a nie w zamykanej szafce. Cóż, błąd Senju. Jednak
przewrotowcowi to nie wystarczyło, bo później, postanowił skradzione mienie
wrzucić do basenu. Tym sposobem, po krótkich poszukiwaniach, Liv musiała z dna
wyławiać swój dobytek. Do listy strat — na której widniały już ubrania — dopisała
zniszczony telefon, który zamiast schować do torby, nieopatrznie wsadziła do
kieszeni bluzki.
Zacisnęła mocniej
zęby mrużąc powieki. Tak, nie dało się nie zauważyć jaką wywołała reakcję wśród
uczniów. Najpierw aż dzwoniąca w uszach cisza, a później ten szum. Niczym w
ulu. Zaraz jednak się zreflektowała, skupiona na obmyślonym planie. Musiała się
dostać do dojo i pożyczyć strój do ćwiczeń, aby dłużej nie paradować w stroju
biblijnej Ewy. Im szybciej, tym lepiej.
— Czemu łazisz
nago?! Zgłupiałaś? — Itachi wyrósł przed nią jak spod ziemi, sztyletując przy
tym wzrokiem.
— Nie… odkrywam
w sobie naturę ekshibicjonisty — wymamrotała z sarkazmem, odgarniając z oka
niesforny kosmyk. Nie przypuszczała, że tak szybko się natknie na Uchihę, ale
może to i dobrze? Grali w jednej drużynie, więc powinni się wspierać w kłopotach.
Logiczne. Gdy Itachi w odpowiedzi skrzyżował ręce na piersi i zmarszczył brwi, westchnęła.
— Utopiłam ubrania.
— Jak to „utopiłaś”?
— Normalnie,
wpadły mi do wody. — Liv jakoś nie kwapiła żeby wtajemniczać Itachiego w
żałosne działania jego fanklubu. Jeśli nie będzie reagować to może same
zrezygnują. Poza tym, trochę się obawiała ewentualnej interwencji Uchihy. Coś przypuszczała,
że zamiast zażegnać konflikt to dodatkowo go rozjątrzy.
— Trzeba było
zadzwonić to coś bym ci przyniósł — warknął, ściągając kurtkę i zarzucając
dziewczynie na ramiona. Przy tym geście zmroził spojrzeniem najbliższych
uczniów, na co ci zaczęli się szybko rozchodzić.
— Telefon też
przepadł.
— Nawet nie
skomentuję — wycedził, siląc się na opanowanie. Nigdy by nie przypuszczał, że z
Senju taka fajtłapa. Zresztą, co się stało to się nie odstanie, a teraz wypadałoby
nie wzbudzać sensacji. — A można wiedzieć, gdzie zmierzałaś?
— Po strój do Kyudo.
Lepsze to niż chodzenie nago.
— To jakiś plan
— przytaknął, pociągając ją za sobą i mimowolnie zerkając na tenisówki Liv. —
Dziwne, że ich nie utopiłaś.
— Zapomniałam.
— Zabawne.
Idziemy.
— Przepraszam,
że się wtrącam… — Shisui niespodziewanie pojawił się u boku kuzyna, uśmiechając
się łagodnie do wyraźnie skonsternowanej Liv. Nie planował się wcinać, ale
widząc gdzie się kierują, postanowił lojalnie uprzedzić przyjaciela. W końcu żadnemu
z nich nie zależało aby o incydencie dowiedzieli się nauczyciele. To mogłoby
zepsuć ich rywalizację przedturniejową. Och, Teleporter nawet zadbał aby nikt z
uczniów nie kamerował zajścia. Wystarczyło, że brutalnie odebrał jeden z telefonów,
a reszta nadgorliwców, jak na komendę schowała swoje. — Korytarz przy
strzelnicy patroluje profesor Kato.
— Cholera, on
jest ostatnim z nauczycieli, których chciałbym spotkać. — Itachi zatrzymał się
jak wryty, palcami masując nasadę nosa. Doprawdy, zboczony belfer padłby na
zawał z wrażenia na widok prawie nagiej uczennicy. Zwłaszcza tej, którą
nagabywał od początku roku.
— Przestańcie
rozmawiać jakby mnie tu nie było — syknęła Liv, łypiąc nieprzyjaźnie na brunetów.
— Niech któryś z was przyniesie mi ten strój i po sprawie. Ja poczekam w sali telewizyjnej.
— Nie możesz
zostać sama — zauważył przytomnie Shisui, przekrzywiając głowę i patrząc
przeciągle na Senju. — Nie wszyscy potrafią utrzymać ręce przy sobie, a w
ręczniku ciężko się bronić.
— Och, przestań.
Robisz…
— Postanowione.
Teleporter, jazda po strój. Wiesz gdzie nas szukać — zadecydował Itachi, w oka
mgnieniu obejmując partnerkę w pasie i prowadząc do sali.
— Okej. — Shisui
na odchodne posłał Liv rozbrajający uśmiech, a następnie zniknął za zakrętem.
— Ale… — Tylko
wizja zgubienia ręcznika powstrzymywała Senju od wyrwania się z objęć chłopaka
i uświadomienia mu, że nie jest marionetką, posiada własne zdanie i powinien je
uszanować. A przynajmniej pytać co sądzi o jego ewentualnym pomyśle.
— Same kłopoty z
tobą.
— Nie prosiłam
się o pomoc — zaperzyła się Senju, z rozmachem otwierając drzwi. Naprawdę czuła
się jak dama w opałach, a przecież by sobie poradziła! Nie potrzebowała
niczyjej łaski.
— I tu jest
problem — prychnął Itachi, opierając się o futrynę i obserwując wzburzoną Liv
zza rzęs. — Jesteś w gorącej wodzie kąpana. Nie myślisz, a działasz.
— Nie wszyscy
mają w żyłach lód, zamiast krwi!
— Na przykład teraz,
nieświadomie rzucasz mi wyzwanie — kontynuował niewzruszenie, odsuwając się i
powoli idąc w stronę towarzyszki. — I chociaż rozsądek nakazuje nie dać się
sprowokować, to mam ochotę go zignorować.
— A rób co
chcesz — wymamrotała Liv, przysiadając na brzegu ławki i demonstracyjnie śledząc
wzrokiem chmury za oknem. Wyłącznie gniew pozwalał zapomnieć o nagości przy
Itachim. To on dawał siłę aby zapanować nad zawstydzeniem oraz powstrzymać niezdrowe
zapędy głupiego serca, gdy partner był zbyt blisko.
— Nie wiesz o
czym mówię, prawda? — zapytał, palcami ujmując podbródek dziewczyny i
odwracając w swoją stronę. Ciemne oczy wpatrywały się ze spokojem w te zielone,
w których aż kipiała złość.
— Jakoś
niespecjalnie się zagłębiam w twoje przemyślenia.
— Szkoda — zaśmiał
się bez wesołości, wsuwając jej palce we włosy tak aby nie mogła się odsunąć i
oparł czoło o czoło Liv.
Skonsternowana
tą bliskością Senju, przymknęła powieki oddychając ciężko przez nos. Naprawdę wiele
wysiłku ją kosztowało ignorowanie zachowania Uchihy. Dla niego to nic nie
znaczyło, a ona ku swojej frustracji zaczynała reagować emocjonalnie.
— Znowu to
robisz…
— Co takiego? —
zainteresował się Itachi prostując, ale nie cofając wplątanej we włosy dłoni.
— Utrudniasz
rozmowę.
— Najwyższa pora
zmienić formę naszego dialogu.
— Niby na jaką?
Nie znam innej.
— Nauczę cię.
Liv mimowolnie
otworzyła oczy na usłyszany szept, zdumiona słowami Itachiego. Nie bardzo
rozumiała co chciał przez to powiedzieć, ale jednym z czynników utrudniającym
logiczne myślenie była bliskość i oddech chłopaka, który parzył w wargi. Jak sparaliżowana
patrzyła jak się zbliża, niezdolna do żadnego ruchu. W zasadzie nawet nie
bardzo wiedziała co zrobić. Jednocześnie miała świadomość co zaraz się stanie, jeśli
nie zareaguje. Że przekroczą niewidzialną granice, zza której nie będzie już
powrotu. Że wszystko się zmieni…
Nagle oboje aż
podskoczyli, gdy dotarł do nich niespodziewany głośny trzask otwieranych
drzwi i wesoły głos kuzyna Itachiego. Chłopak nieświadomy złego wyczucia czasu,
zasalutował zabawnie mrużąc oczy z uciechy.
— Shisui Uchiha
melduje, że misja zdobycia uniformu zakończyła się sukcesem!
Hahah xD Nieźle. Fanki zaczynają działać. Jestem ciekawa reakcji Itachiego, gdy się o tym dowie :D
OdpowiedzUsuńShisui zawsze genialne wyczucie czasu, ale to było do przewidzenia, przecież nie pójdzie Itachiemu na rękę ;p
Czekam na kolejny rozdział Puchatej Historii i życzę dużo czasu i weny ;*
No musiałam wreszcie dać Fankom Uchihy wolną rękę. Bo jak to tak, że Senju nie beknie za to przywłaszczenie szkolnego amanta. Nie ma tak.
UsuńNo Teleporter zdecydowanie nie ułatwia kuzynowi sytuacji. Niby pomocny, ale jak to się mówi... Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu XDDD.
Dziękuję za komentarz, wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko.
hahhahahahahahhahahahahahahhahahahahahahahahhaha
OdpowiedzUsuń:)
Usuńhahahaha Shisui jest genialny :D rozkreca się akcja tylko czekać na następny rozdział :D
OdpowiedzUsuńPrawda? Uwielbiam tę postać. Jest taki pocieszny :"D
UsuńTen rozdział był absolutnie genialny w dosłownie kazdym aspekcie i pod kazdym względem! ♥ Uwielbiam cię ♥♥♥ Uratowałaś moje święta, których tak szczerze nienawidzę C'':
OdpowiedzUsuńOd samego początku 'nastroiłaś' mnie pozytywnie bardzo fajnie wykreowaną postacią Shinko :D W końcu jakaś postać zeńska (oprócz Liv), która potrafi się jakoś zachować! Świetnie! ;D
Sprawa z wywiadami jest równie interesująca. Podoba mi się, jak tworzysz tę historię. Nie jest ona przerysowana i wciaz zachowuje jakieś szkolne standardy (no moze nie do końca takie, z jakimi my się mozemy identyfikować i wspominać, ale... no wiesz, o co mi chodzi, nie? W końcu na tym świecie mogą być gdzieś takie wypasione szkoły x''p)
Ponad to w istocie intencje Itachiego zaczynają się klarować; robi się ekscytująco ^^ Zastanawia mnie tylko postawa, a moze nawet sama postać Sasuke, który jest raczej nieobecny w twoich opowiadaniach. Czy zamierzasz uwzględnić go w tej historii? O.o Wydaje mi się, ze ten mógłby tu nieźle namieszać xD
Z początku w ogóle myślałam, ze fanki Itachiego wrzuciły Liv śmieci do szafki z butami, a nie pinezki - w sumie dałaś jej ten bardziej łaskawy scenariusz, bo gnijące szczątki organiczne w butach nie są zbyt przyjemnym widokiem o poranku ^^'' Niemniej jednak akcja z 'utopionymi' ubraniami i lataniem nago po szkole będąc jedynie zakrytą przez ręcznik z logo Uchihów wygrało wszystko! xp No po prostu myślałam, ze padnę, jak o tym przeczytałam! xDDD
No to teraz akcja ruszy z kopyta~! ♥ Nie mogę się juz doczekać następnego wpisu (właściwie to jak zawsze C'': ) ♥
Dziękuję ci za ten rozdział, którym poprawiłaś mi humor C:
~Kita-pon
Cieszę się, że uratowałam Ci święta. Mów mi geniusz z idealnym wyczuciem czasu XD.
UsuńCo do Shinko... doszłam do wniosku, że najwyższa pora wyciągnąć trochę postaci z oryginału. A co. Niby fajnie się tworzy własnych bohaterów, ale przecież to fanfik!
Motyw zawodów jest baaaardzo obiecujący pod względem kreowania fabuły. Tyle wątków można umieścić i nic nie jest koloryzowane! To jest fajne przy pisaniu. W końcu tacy zawodnicy to celebryci szkoły. Jeszcze nie fotografowani z ukrycia, ale nie mówmy hop XD.
Sasuke... Itachi nie jest jedynakiem i o raczej logiczne, że gdy zacznie się spotykać z Liv częściej (tak, tak... ucząc się i ćwicząc do turnieju... mhm... przecież o to chodzi chłopakowi) to siłą rzeczy natknie się na brata. Mieszkanie pod jednym dachem ma swoje plusy i minusy.
Och... a mówią, że to ja jestem okrutna. Mi nawet do głowy nie przyszło aby zaatakować Senju odpadkami. Serio, przerażasz XD.
Dziękuję Ci za ten wyczerpujący komentarz i jak zwykle nie mogę się doczekać następnego :"D. Powiem Ci, że inspirujesz moje fiki.
Pozdrawiam cieplutko <3
Super rozdział też liczę że Sasuke się pojawi chciałbym też żeby pojawił się Naruto z jakim tekstem np. "Itachi to twoja nowa dziewczyna" gdy gdzieś będzie z Liv
OdpowiedzUsuń-K
Ooo... powiem szczerze, że rzeczywiście to byłoby w jakiś sposób ciekawe, ale martwię się, że znowu zgubiłabym wątek. Naruto i Sasuke są tak ekspresyjnymi postaciami (no dobra, Sasuke dużo mniej niż Uzumaki xD), że wpuszczenie ich na chwilę do fika kończy się przejęciem przez nich całego opowiadania.
UsuńNo, ale... w końcu Itachi nie jest jedynakiem i kiedyś MUSI dojść do spotkania. O to się nie martw^^. Już widzę ten szalony entuzjazm XD.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :D.
Naruto też mógłby być kuzynem Liv
UsuńTakiej możliwości nie biorę pod uwagę, gdyż pokrewieństwo jest baaardzo dalekie. Jakby Karin była w opowiadaniu to z pewnością zrobiłabym z niej bardzo daleką rodzinę Naruto. Ale Senju... niet. Namikaze i Uzumaki mają zbyt daleko do głownej gałęzi Senju. Tak wygląda moje rozumowanie. Chociaż nie zaprzeczam, że pierwiastek Hashiramy jest w Uzumakim :"D.
UsuńNext plissssss..... ;-)
OdpowiedzUsuńWena musi się odbudować :"3
UsuńEj mam taką słabość do tej historii, serio, straszną, i mega mi się spodobał ten rozdział! Jak dla mnie najlepszy z puchatej!
OdpowiedzUsuńJak zawsze czytało się tak płynnie i przyjemnie, że nawet nie zauważyłam, a rozdział się skończył. Musisz pomyśleć o dłuższych notkach, bo seeerio, aż chce sie więcej! Chociaż pewnie jesteś taka zabiegana, że brakuje ci czasu :(
Ogólnie polubiłam tę nową laseczkę, ogarnięta i bezpośrednia - to lubię! Jakaś opanowana dziewczyna oprócz Liv w opowiadaniu? Jestem w szoku :D
Lubię strasznie to w relacji Liv i Itachiego, że kiedy Liv czuje sie zmęczona i po prostu źle się czuje, to Itachi nie skacze wokół niej i nie rozpacza nad jej stanem albo nie nosi jej na rękach. To, że zostawia dla siebie swoje przemyślenia bardzo pasuje do jego oryginalnego charakteru i ogólnie kurde, no, lubię go takiego.
Akcja z basenem i ręcznikiem - m i s t r z o w s k a. Serio, zastanawiałam sie dlaczego zwróciłaś uwagę na to logo i czy to ma jakies głębsze znaczenie i w sumie dlaczego psychofanki Uchihy nie są aż tak bardzo psycho... ale szybko się dowiedziałam XDD
No i Shisui, uwielbiaaaam go. Kreujesz go tak cudownie, chyba najlepiej ze wszystkich.
Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, dużo weny i wolnego czasu! Buziaki!
Cukierkowe historie mają to coś, co cholernie uzależnia. Rozumiem, bo sama mam ten nałóg XD.
UsuńRany, rany... staram się pracować nad długością, ale nie chcę też zapychać rozdziałów. I tak źle i tak niedobrze.
Shinko rządzi! Wiedziałam, że się spodoba :"D.
Heh... Itachi jest... no dobrze. Nie jest księciem z bajki, który wzdycha i nosi panne na rękach. Co prawda nieokrzesanym chamem też nie jest, ale w jakiś zakręcony sposób... łączy te dwa typy... Uchihy nie da się ogarnąć rozumem. Take moje zdanie.
Logo korporacji Uchiha dostało darmową reklamę. Ciekawe co prawo na to, że wykorzystano nieletnią modelkę XDDD.
Shisui... to moja perełka. Chłopak, który w zasadzie sam się pisze :"D.
Dziękuję za ten sycący komentarz i czekam z niecierpliwością na kolejny. Tak, rozpieszczaj mnie komentarzami, a ja będę notkami. W miarę możliwości XD. Pozdrawiam <3