15.04.2017

8. PUCHATA HISTORIA

Moi Drodzy Czytelnicy!
Chciałam Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt! Wesołego Alleluja, samczego jajka, oraz mokrego Dyngusa. Oby święta upłynęły Wam spokojnie i miło w rodzinnym gronie. Życzę też żeby Lany Poniedziałek był ciepły, a tym co Was zmoczy nie był jedynie zimny deszcz :x. (Sobie też tego życzę…). Tak więc, wszystkiego dobrego.

Okej, w ramach wstępu o wpisie powiem, że wstawiam ten rozdział na gorąco. Niedawno skończyłam pisać, a że nie chcę Was trzymać tak bez niczego na święta, to postanowiłam się zlitować. A i się pochwale… Urodziłam tu 4000 słów, a to spory sukces jak na kogoś kto nie ma na nic czasu XD. Doceńcie^^.
Co mogę powiedzieć o rozdziale… hmm… nie wiem. Może tyle, że intencje Itachiego powoli się klarują? Chociaż może nie? Może to wszystko magia chwili i nieoczekiwanej sytuacji? Któż to wie…
W każdym razie, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pozdrawiam gorąco i zapraszam do czytania. Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze <3.




Liv z cichym trzaskiem otworzyła szafkę z butami, zaraz marszcząc brwi. Cóż, jak tylko rozpoczęła współpracę z Itachim wiedziała, że prędzej czy później to się wydarzy, ale liczyła na większą inwencję Uchihowego fanklubu. Ten brak polotu ją rozczarował. Bardzo. Spodziewała się zemsty stulecia, a tu? Adoratorki tego barana postawiły na stary, wyświechtany schemat. Jaki mianowicie? Banalne pinezki.
— Litości — mruknęła pod nosem, wysypując zawartość tenisówek na rękę. Ważąc je w dłoni dumała właśnie czy się do czegoś nie przydadzą, gdy kątem oka dostrzegła stojąca obok dziewczynę. Podejrzane. Czyżby jakaś z zakochanych uczennic zdecydowała się na frontalny atak?
— Stary poczciwy numer — odezwała się nieznajoma, opierając bokiem o drzwiczki następnej szafki. — Jak ci nie są potrzebne, to chętnie je przygarnę. Zawsze nam brakuje przy robieniu tablic informacyjnych.
— Są twoje. — Liv podała dziewczynie narzędzie zbrodni, czujnie ją obserwując. Jak przez mgłę kojarzyła jej twarz z jakiegoś apelu, ale kim była dokładniej, nie wiedziała. Zresztą tych przeczących grawitacji warkoczy ciężko nie zapamiętać. Doprawdy, jak one tak sterczały? Żaden lakier by nie podołał takiemu ekstremalnemu zadaniu i jedyna opcja jaka wchodziła w rachubę to druty. O ile w ogóle używa się czegoś takiego do usztywniania fryzur.
— Dzięki. A skoro już przełamałyśmy pierwsze lody to się przedstawię. Shinko Inari, redaktorka szkolnej gazetki. Ty nie musisz, bo odkąd partnerujesz Itachiemu wszyscy cię znają.
— Super.
— Nie denerwuj się — parsknęła Shinko, odgarniając niesforny włos wchodzący do oka. — Taka jest cena popularności. A skoro już przy niej jesteśmy to najwyższa pora umówić się na wywiad.
— Jaki znowu wywiad?
— Taka tradycja. Szkoła chce aby uczniowie lepiej poznali reprezentantów i stąd te wywiady. Kiedyś były prowadzone na żywo przez radiowęzeł w porze obiadowej, ale się nie sprawdziło. Dlatego teraz preferują formę papierową.
— Ale to konieczne? Nie wystarczy jedna osoba z drużyny? — Liv spojrzała z nadzieją na Inari, już układając w głowie plan jak wrobić w tę „przyjemność” Itachiego. Bycie w centrum uwagi to jego żywioł, więc niech się wykaże.
— Nie. Wywiad z samym Uchihą byłby nudny — prychnęła dziewczyna, przewracając teatralnie oczami. — On posługuje się monosylabami, ewentualnie suchymi faktami. — Dostrzegając zaskoczony wzrok Liv, westchnęła ciężko. — Jestem z nim w klasie, to wiem.
— Może i nie byłoby zbyt treściwie, ale z pewnością znalazłaby się masa czytelniczek chcących czytać wyłącznie o nim — zauważyła Senju, mrużąc powieki i otaksowując Shinko wzrokiem. Niezaprzeczalnie dużo gadała, to raz. Dwa, wydawała się odporna na urok Itachiego, co stanowiło swoisty ewenement. Trzy, płynęło od niej dziwne ciepło, taka przyjazna aura. Co prawda mogły być to tylko pozory, ale zapowiadało się interesująco.
— Obrażasz mnie. Nie mam zwyczaju pisać pod publikę — sapnęła autentycznie zirytowana.
— Bierzesz to bardzo na poważnie.
— Planuję w tym kierunku moją przyszłość, więc  logiczne, że ćwiczę warsztat.
— Dobra już dobra.
— Okej, tu masz mój numer. — Shinko pogrzebała chwilę w przepastnej torbie i później, wręczyła Liv skrawek papieru. — Dajcie znać jak się dogadacie. No tak, zapomniałabym… Będą też mi potrzebne zdjęcia. Czuj się uprzedzona. — Dodała na odchodne i bez ociągania ruszyła w stronę schodów na piętro.
— Pięknie… — mruknęła Senju, patrząc na rząd drobnych cyferek. O żadnej z tych atrakcji nie wspominał ani dyrektor ani nikt z nauczycieli. A przecież to ważne. Przynajmniej dla niej. Cóż, trochę się nagimnastykuje, ale może uda się zrzucić ciężar rozmowy na partnera. Niech on się uzewnętrznia przed napalonymi czytelnikami, a ona poprzygląda się temu z boku.

~oOo~

Liv westchnęła ciężko, wciągając strój do ćwiczeń w dojo. Po wcześniejszym treningu z Shisuim czuła zakwasy w ramionach oraz w nogach. Każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał Senju trudność, ale dzielnie zaciskała zęby. Tak, chłopak znacznie podniósł poprzeczkę, zmuszając ją do cięższej pracy. Cholera, naprawdę uwijała się jak w ukropie unikając ciosów, które tylko cudem nie docierały do celu.
Teraz żywiła poważne wątpliwości co do swojej efektywności w zajęciach Kyudo. Oczywiście nie łudziła się, że Itachi da jej taryfę ulgową — niestety on nie był z tych litościwych. Wyjątkowo poważnie podchodził do prowadzonych zajęć, ale może to i dobrze? Przecież im obojgu powinno zależeć na jak najlepszych wynikach.
Ale jedno pozostawało faktem, cholernie ciężko naciągało się cięciwę tradycyjnych łuków, a już teraz wiedziała, że z powodu bólu będzie z tym spory problem. Naprawdę nie mogli popracować na zwykłych, sportowych? Jeden dzień, o nic więcej nie prosiła. Aż odetchnęła głęboko pocierając zdrętwiałe nadgarstki i przymykając powieki. Przetrwa tę farsę. Zaciśnie zęby i odbębni te półtorej godziny. W końcu nie jest mięczakiem. Znając życie Itachi znowu będzie ją krytykował, głuchy na wszelkie uwagi, że przecież jest początkująca i powinien się odwalić, ale trudno. Zignoruje to.
Ostatnimi ruchami poprawiła nogawki hakame — nigdy chyba nie przyzwyczai się do ich szerokości — i weszła do sali. No tak. Tymczasowy trener już na nią czekał, oparty o łuk. Cholerny perfekcjonista, pomyślała z niechęcią całkowicie lekceważąc wbite w siebie ciemne ślepia i podchodząc do sprzętu.
— Spóźniłaś się.
— Zajęcia z Shisuim się przeciągnęły — westchnęła, nawet nie siląc się na żadną ciętą ripostę. Oceniła wzrokiem wybrany łuk, zaraz krzywiąc się malowniczo. Oj, to będzie ciężki dzień.
— Powinien trzymać się ustalonych godzin — wytknął beznamiętnie Itachi, odsuwając panel i wskazując słomiany cel na zewnątrz. — Dziś strzelasz tam.
— Nie ćwiczymy już postawy? — Liv uniosła pytająco brwi, przenosząc spojrzenie na bladoniebieskie niebo. Gdyby nie wyczerpanie to byłaby zachwycona zmianą odległości. Bo ileż można strzelać do czegoś  postawionego na wyciągnięcie ręki? Żadnej zabawy. Jednak dziś ta zmiana wiązała się z konsekwencjami.
— Będziemy korygować na bieżąco — stwierdził, stając za Liv i wsuwając kolano pomiędzy jej nogi, co zmusiło ją do większego rozkroku. — Stabilna pozycja, pamiętaj.
— Ta… — wymamrotała skonsternowana takim traktowaniem, sięgając po pierwszą strzałę.
Mniej więcej w połowie zajęć Liv wiedziała, że nic już nie zwojuje. Dłoń trzymająca strzałę drżała jak u starej kobiety i nawet ogromna siła woli wzmacniana determinacją, nie pomagała nad tym zapanować. Po prostu zwyczajnie przegrała z własną słabością.
Tłumiąc buzujący pod skórą gniew, opuściła łuk mrużąc powieki i omiatając spojrzeniem trawnik przy słomianym celu. Na wypuszczonych kilkanaście strzał, wbiła zaledwie cztery. Nie popisała się.
— Mogłaś powiedzieć, że potrzebujesz przerwy. — Uchiha przez większość treningu wyłącznie obserwował Senju, doskonale świadomy słabej formy dziewczyny. Czasem tylko podchodził i w milczeniu poprawiał palce na cięciwie, gdy zbyt skupiona na celu odsłaniała policzek. Jakby tego nie zrobił to tym razem nie skończyłoby się wyłącznie na śladzie. Jak nic polałaby się krew.
Patrząc na tę walkę ze zmęczeniem, już kilka razy w ostatniej chwili powstrzymał się od odebrania jej sprzętu. Hamowała go ciekawość, ile jeszcze zamierzała terroryzować organizm, nieprzywykły do aż takich przeciążeń. — Takim podejściem prosisz się o kontuzję.
— To przejściowe. W końcu wskoczę na właściwe obroty. — Liv z sapnięciem usiadła na podłodze, przytulając czoło do łuku. Musiała złapać oddech, a przynajmniej zmobilizować się do dalszej walki. Naprawdę czuła się wyczerpana do cna. A może to nie zasługa wyłącznie treningu? Może złapała jakieś choróbsko? Grypa, albo coś w ten deseń? Nie, niemożliwe… Aż skrzywiła się na tę ewentualność.
— Z kim jeszcze masz zajęcia? — zapytał Itachi, odbierając od Senju sprzęt i odkładając na miejsce. Zerknął przez ramię na prostującą się dziewczynę, zaraz wzdychając ciężko. Tak, znał te symptomy. Każdy prędzej czy później, przechodzi taki kryzysowy dzień. Człowiek odczuwa ogólne zniechęcenie oraz zmęczenie, a do tego jest boleśnie świadomy każdego nawet najmniejszego mięśnia w ciele.
— Z profesorem Ebisu — mruknęła, pocierając powieki i zasuwając ściankę. Odwróciła się właśnie z zamiarem odejścia, gdy niespodziewanie znalazła się nos w nos z Uchihą. I o ile w innym wypadku ponownie powiedziałaby mu do słuchu za to zachodzenie od tyłu to dziś odpuściła. Tyle razy zwracała mu uwagę aby się tak nie skradał, a on wciąż swoje. Po co w ogóle strzępiła język? — Co jest?
— Sprawdzam czy się nie przeziębiłaś — wyjaśnił, i na potwierdzenie swoich słów przyłożył Liv dłoń do czoła. — Hm… temperatura raczej w normie.
— Och, daj spokój — prychnęła, szybko strącając rękę bruneta i odwracając wzrok. Cholera, czy zawsze musiał naruszać jej przestrzeń osobistą? Przecież rozmawiali o tym. — Nic mi nie jest.
— W moim interesie jest abyś była w pełni formy — zauważył, błyskawicznie łapiąc Senju za nadgarstek kiedy próbowała go wyminąć. — Chodź.
— Gdzie niby? — Liv zmrużyła powieki nieufnie, lekko się zapierając. — Poza tym, chyba powinniśmy się przebrać, to raz. A dwa, zaraz mam zajęcia. A nie mam ochoty się spóźnić.
— Porozmawiam z profesorem.
— Nie, nie porozmawiasz, bo nigdzie z tobą nie idę — sapnęła, teraz już jawnie stając okoniem. Po porannej akcji z pinezkami nie zamierzała dawać pretekstu adoratorkom Uchihy. Na razie ich pomysły należały do tych z kategorii niegroźnych, i lepiej żeby takie pozostały. Jakoś nie przejawiała ochoty na otwartą wojnę z uczennicami. — Zresztą, jak przypuszczam ty też masz jakieś ćwiczenia.
— Owszem, ale teraz mam nieprzewidziane okienko. Jakby nie patrzeć, ty również.
— Które każdy może spożytkować według własnego uznania — stwierdziła stanowczo Liv, zaciskając gniewnie usta.
— Nic bardziej mylnego. Ten czas co nam pozostał, należy do mnie.
— Słucham?
— Oboje dobrze wiemy, że nie masz problemów ze słuchem — prychnął, popychając dziewczynę do niewielkiej szatni. — Zaczekam na korytarzu.
Naprawdę była w kiepskiej formie skoro zamiast zaryglować drzwi, przebrała się i wyszła do czekającego chłopaka. Oczywiście zamknięcie w szatni miało swoje wady, ale to nie one przekonały ją do porzucenia absurdalnego planu. Otóż Liv jakoś nie wierzyła, że Uchiha nie posiada zapasowego klucza. To logiczne, skoro często tu trenował. Zresztą takie zachowanie należałoby do tych z kategorii wyjątkowo dziecinnych, dlatego po chwili namysłu się poddała.
— Szybki jesteś — wymamrotała niechętnie, obrzucając spojrzeniem szkolny mundurek Itachiego. — To, gdzie teraz?
— Idziemy na pływalnie. Basen dobrze wpływa na obolałe mięśnie.
— Zamiast jednych ćwiczeń, drugie… — westchnęła ze zrezygnowaniem, mimowolnie zerkając na zegarek. — Opłaca się w ogóle? Przecież zostało niewiele czasu…
— Już kontaktowałem się z profesorami. Mamy dwie godziny.
— No, nie posiadam się z radości — sarknęła, łypiąc na towarzysza z irytacją. Dlaczego nawet nauczyciele poddawali się jego woli? Tak działała magia nazwiska Uchiha, czy co? To zakrawało o pewnego rodzaju korupcje! — A tak na marginesie, nie zapytałeś czy umiem pływać, geniuszu.
— Ciężko nie potrafić będąc w drużynie reprezentacji szkoły — zakpił, przypominając Liv jej krótki epizod sportowy na pierwszym roku.
— Przerażasz — sapnęła, autentycznie zdumiona, że o tym wiedział. Trwało to tak krótko iż sądziła, że nikt nie zanotował tego w pamięci. Kariera pływacka Liv zakończyła się równie szybko jak się zaczęła. Okazało się, że nie jest w stanie pogodzić obowiązków domowych z częstymi wyjazdami na zawody. Niestety, posiadanie psa wiązało się z pewnymi konsekwencjami.

~oOo~

Liv naprawdę się starała nie patrzeć na Itachiego szykującego się do skoku ze startera. I o ile zawsze myślała, że w czepku nie można prezentować się normalnie — każdy według niej wyglądał przypałowo — to jemu jakoś się to udawało. Mało tego, ktoś tak blady jak Uchiha nie miał prawa dobrze wyglądać w negliżu! Ale, niestety ku frustracji Senju, i tu było całkiem odwrotnie. Ten konkretny przypadek łamał wszelkie stereotypy. Postawiłaby każde pieniądze na to, że jakby zobaczył go teraz jego zbzikowany fanklub, to jak nic, dziewczyny sikałyby po nogach z ekscytacji.
Westchnęła ciężko, przekręcając się na plecy i wgapiając w sufit. Żałowała, że to akurat Itachi był jej partnerem turniejowym. Zbyt częste kontakty niezbyt sprzyjały zachowaniu wobec Uchihy dystansu, a nie chciała skończyć jako kolejna zakochana w nim idiotka. Owszem, nie okłamywała się, że nie działał na nią jego urok. Nie dość, że przystojny to do tego miał to coś. Ten otaczający go mrok oraz pewnego rodzaju tajemnica, którą człowiek chciał zgłębić. Przekonać się czy w bliższych kontaktach zyskuje, czy może traci?
W każdym razie już teraz musiała się nieźle gimnastykować żeby utrzymać pozory. Kiedy stali na brzegu, spojrzeniem zwiedziła każdy kąt pływalni aby tylko nie podziwiać prezencji tego dupka, aby nie dać mu satysfakcji. Bo, no cóż. Uchiha wyglądał dobrze, zarówno w ubraniu jak i bez niego.
Paradoksalnie to co ją w Itachim pociągało, jednocześnie nakazywało Liv trzymać się od niego z daleka, a niestety nie należało to do zadań łatwych. Zwłaszcza, że on nic sobie nie robił ze stawianych przez nią granic.
— Ramiona, Senju.
— Ta… — mruknęła, doskonale wiedząc co chciał przez to powiedzieć. Otóż idąc na łatwiznę prawie nie machała rękami, całą pracę utrzymania na wodzie zwalając na nogi. I o ile w normalnym wypadku kazałaby Itachiemu pocałować się w nos za cenne rady, to teraz niechętnie zmusiła pozostałe kończyny do wysiłku. Wyłącznie w ten sposób porozciąga obolałe mięsnie.
Po przepłynięciu kilku długości basenów, kontrolnie spojrzała na wiszący na ścianie zegar. Pozostało pół godziny do następnych zajęć i nadeszła najwyższa pora aby się zbierać. Raz, że musiała się przebrać, a dwa, miała świadomość, że przy suszeniu włosów trochę zejdzie. Niestety takie były uroki posiadania długiej grzywy.
Nawet się nie kłopotała informowaniem kompana, że wychodzi i z wysiłkiem wspięła się po drabince, boleśnie świadoma nieubłagalnej grawitacji. W wodzie człowiek czuł się lekki jak piórko i późniejsze przestawienie się przychodziło z pewnym trudem, a o poruszaniu się z gracją można było zapomnieć. Znajdując się na twardym gruncie, zawsze odnosiła wrażenie, że nasiąkła jak gąbka. I chociaż ten pomysł był absurdalny to mimo wszystko czuła jakby nagle przybrała na wadze przynajmniej z dziesięć kilo.
— Słyszałeś, że czekają nas jakieś wywiady? — Liv niedbałym ruchem ręki zdjęła czepek, palcami rozczesując wilgotne włosy. Kątem oka obserwowała jak Uchiha podpływa do brzegu i sięga po leżący tam telefon.
— Tak, coś mi się obiło o uszy — powiedział, zawieszając wzrok na ekranie i marszcząc brwi w skupieniu. Widząc to Senju doszła do wniosku, że chyba dostał jakąś ważną wiadomość bo ledwie ją odczytał, a wyskoczył z wody jak oparzony. — Pogadamy o tym innym razem. — Zanim zdążyła zareagować, zniknął za drzwiami męskiej szatni zostawiając ją samą.
— Okej… — mruknęła pod nosem, zdumiona zachowaniem kompana. Bo no cóż, Uchiha nie należał do ludzi zachowujących się gwałtownie. On z punktu widzenia Senju, był raczej typem stratega. Najpierw opracowywał plan, a później działał. Zdziwiona tą anomalią zamierzała już odejść, gdy z przebieralni wrócił Itachi — jakimś bliżej niewyjaśnionym cudem, już przebrany! Jedynie mokre włosy świadczyły o kąpieli — i wetknął Liv w ręce obiecany wcześniej ręcznik.
— Proszę, tak jak się umawialiśmy.
— Dzięki. — Senju drgnęła nerwowo powieka, gdy odrobinę dłużej niż to konieczne go przytrzymał, lustrując przy tym jej sylwetkę. I chociaż uważała, że nie ma się czego wstydzić to poczuła się niekomfortowo. Jakby nie patrzeć była prawie naga, a spojrzenie Uchihy się zmieniło. Dało się dostrzec w ciemnych oczach jakieś napięcie, które wprawiło ją w dziwne skrępowanie. — Przestań.
— Co, przestać?
— Przestań się gapić — warknęła rozkazująco, zarzucając na ramiona ręcznik, aby się jakoś osłonić. Dostrzegając jak na ten gest kąciki ust zadrgały mu wesoło, aż zazgrzytała zębami. — Nie śpieszyłeś się gdzieś?
— Owszem, ale mnie zatrzymujesz.
— Słucham?!
— Do jutra, Liv — parsknął z rozbawieniem na widok oburzenia dziewczyny i ruszył do wyjścia. — Zajęcia o normalnej porze.
— Tak, tak.
— Oczekuję, że będziesz w pełni formy.
— A jeśli nie? — zakpiła, mrużąc powieki.
— To przetestujemy drugą metodę na zakwasy. Mianowicie, masaż.
— A idź w cholerę, Uchiha — sapnęła, rzucając w bruneta zwiniętym czepkiem, ale niestety zdążył uniknąć trafienia, znikając za drzwiami. Zamiast w niego, mokry silikon z głośnym plaśnięciem, pacnął w szybę zostawiając na niej wilgotny ślad. Rozczarowana niepowodzeniem z nerwami poszła po prowizoryczny pocisk, błyskawicznie podniosła go z posadzki i energicznie wparowała do przebieralni.
Doprawdy, ten człowiek wzbudzał w niej skrajne emocje. Od złości, irytacji, do znudzenia czy skrajnego rozbawienia. Owszem, tego rozbawienia bywało mniej, ale jednak się zdarzało. Tak jak wtedy gdy użalał się na ciężki los szkolnego amanta. No dobrze, może się nie użalał, ale narzekał.
Prychając wygładziła dłonią puchaty materiał ręcznika, mimowolnie uśmiechając się lekko. Wystarczył szybki rzut oka żeby odnotowała na ciemnym materiale symbol korporacji Uchiha, identyczny jak na pożyczonym kiedyś parasolu. Patrząc na wypromowane logo wachlarza, zaciekawiła się jakie jeszcze materiały reklamowe posiadała korporacja jego rodziny, i iloma z nich dysponuje Itachi. Jakoś nie wątpiła, że chłopak posiadał na własność jeszcze kilka.
 W każdym razie, porzucając te niedorzeczne rozmyślania, szczerze cieszyła się że nie zapomniał przynieść tego ręcznika. Gdyby tak było to musiałaby wciągnąć ubranie na mokrą skórę, a to nie należało do najprzyjemniejszych doznań, że już nie wspomni o możliwości przeziębienia. Co ciekawe, ze strojem do pływania nie miała problemu. Bo o ile na pływalni postawiono automat z kostiumami sportowymi oraz czepkami, to z ręcznikami już nie. Zabawne, bo zapomnienie tej właśnie rzeczy bywało najbardziej kłopotliwe. Podobno ich kraj słynął z automatów z najbardziej ekscentrycznymi gadżetami, a tu brakowało zwykłego, praktycznego.

~oOo~

Itachi lekko przystanął, dostrzegając czekającego w umówionym miejscu bruneta. Opary o filar z słuchawkami w uszach, spod przymkniętych powiek obserwował uczniów. Wyglądało to dziwnie. On bezmyślnie patrzący na bezosobowy tłum, a obecne uczennice dyskretnie śledzące spojrzeniami jego. Każda z obecnych dziewcząt marzyła, że być może to ona zwróci uwagę jednego z Uchiha. Że wstąpi w szeregi elity, ogrzeje się w blasku popularności Teleportera. Jednak nie to było najważniejsze dla Itachiego. Bardziej zastanawiało go, co Shisui tu robił. To nie z nim miał się spotkać. Dumając nad tym zatrzymał wzrok na podrzucanym przez przyjaciela przedmiocie.
— Hej, młody kazał ci to przekazać — odezwał się Shisui, rzucając Itachiemu pęk kluczy.
— A dlaczego on się nie zjawił? — Wyłącznie dzięki ponadprzeciętnemu refleksowi zdążył złapać pocisk, zanim ugodził go w twarz. I jakoś nie łudził się, że kuzyn zrobił to niechcący. Wszelkie działania tego barana były celowe. Absolutnie wszystkie. Zaraz jednak porzucił myślenie o tym niespodziewanym ataku. Bardziej zastanawiało Itachiego dlaczego stał tu sam. Dziwne. Sasuke najpierw gnębi go o pośpiech, a później nawet się nie fatyguje. Naprawdę zbawiłoby go to pięć minut?
— Był, ale czas naglił. Podobno jakaś spontaniczna impreza się kroi.
— Mój brat i imprezy… to się nie klei. Jak nic, jedzie z kumplem na termy.
— Nie wiem, nie wnikam — zaśmiał się Shisui, wyciągając z plecaka butelkę z wodą.
— Po co się w ogóle fatygował… — prychnął Itachi, poważnie rozważając możliwość powrotu na pływalnie. Mógłby wysuszyć włosy, dzięki zainstalowanym tam suszarkom. Teraz tylko wzbudzały niepotrzebne zainteresowanie uczennic. Tak, nie był ślepy i widział jak się nachalnie gapią. Po chwili namysłu, w końcu machnął ręką stwierdzając, że same wyschną.
— Już tłumaczę… Waszym rodzicom wypadła jakaś niespodziewana delegacja, czytaj wolna chata, a podobno ty nie zabrałeś kluczy. Ot, cała historia — rzucił wesoło Teleporter. Kiedy nie usłyszał żadnego komentarza, wzruszył obojętnie ramionami i wziął spory łyk z butelki. Sekundę później o mało nie przypłacił tego życiem. Bo to, co zobaczył sprawiło, że momentalnie się zakrztusił i dopiero z pomocą Itachiego odzyskał oddech.
— Tak się kończy mędrkowanie — zawyrokował z kpiną, obserwując jak kuzyn ociera łzy z twarzy.
— Nie wiem czy za chwilę wciąż będziesz taki cwany — zadrwił Shisui, łapiąc przyjaciela za ramiona i zmuszając do obrócenia. Sekundę później aż zmrużył powieki z zadowolenia. Malujące się na twarzy Itachiego emocje sprawiły, że błyskawicznie pożałował, że tego nie uwiecznia. Cholera, taka wiekopomna chwila, a on jak ostatni leszcz nie nagrywał. Co z nim nie tak? Złe wychowanie czy co? Przecież młodzież w jego wieku nie rozstawała się z kamerą, rejestrując wszystko i wszystkich. A on jak zwykle nie nadążał.
— Czy ona jest nienormalna?!
— Hm… nie sądzę. Swoją drogą, korporacja Uchiha już dawno nie miała tak dobrej reklamy — parsknął, ignorując mordercze spojrzenie kuzyna.
— Lepiej zamilcz.

~oOo~

Liv stawiała dziarskie kroki, wciąż zapewniając się w myślach, że podjęła słuszną decyzję, ruszając się z pływalni.  Z dumnie uniesioną głową szła głównym korytarzem, za wszelką cenę patrząc przed siebie. Chłodne powietrze wywoływało gęsią skórkę na ciele, ale to nie było najważniejsze. Ba, w zasadzie zimno należało do najmniej istotnych spraw. Otóż, po akcji pinezkowej, adoratorki Itachiego sięgnęły po cięższą artylerię. Chociaż, w zasadzie powinna to nazwać zamachem na godność. Otóż, kiedy spłukiwała pod prysznicem chlor, ktoś zakradł się do szatni i ukradł jej ubrania. Akcja łatwa do przeprowadzenia ponieważ leżały na ławce, a nie w zamykanej szafce. Cóż, błąd Senju. Jednak przewrotowcowi to nie wystarczyło, bo później, postanowił skradzione mienie wrzucić do basenu. Tym sposobem, po krótkich poszukiwaniach, Liv musiała z dna wyławiać swój dobytek. Do listy strat — na której widniały już ubrania — dopisała zniszczony telefon, który zamiast schować do torby, nieopatrznie wsadziła do kieszeni bluzki.
Zacisnęła mocniej zęby mrużąc powieki. Tak, nie dało się nie zauważyć jaką wywołała reakcję wśród uczniów. Najpierw aż dzwoniąca w uszach cisza, a później ten szum. Niczym w ulu. Zaraz jednak się zreflektowała, skupiona na obmyślonym planie. Musiała się dostać do dojo i pożyczyć strój do ćwiczeń, aby dłużej nie paradować w stroju biblijnej Ewy. Im szybciej, tym lepiej.
— Czemu łazisz nago?! Zgłupiałaś? — Itachi wyrósł przed nią jak spod ziemi, sztyletując przy tym wzrokiem.
— Nie… odkrywam w sobie naturę ekshibicjonisty — wymamrotała z sarkazmem, odgarniając z oka niesforny kosmyk. Nie przypuszczała, że tak szybko się natknie na Uchihę, ale może to i dobrze? Grali w jednej drużynie, więc powinni się wspierać w kłopotach. Logiczne. Gdy Itachi w odpowiedzi skrzyżował ręce na piersi i zmarszczył brwi, westchnęła. — Utopiłam ubrania.
— Jak to „utopiłaś”?
— Normalnie, wpadły mi do wody. — Liv jakoś nie kwapiła żeby wtajemniczać Itachiego w żałosne działania jego fanklubu. Jeśli nie będzie reagować to może same zrezygnują. Poza tym, trochę się obawiała ewentualnej interwencji Uchihy. Coś przypuszczała, że zamiast zażegnać konflikt to dodatkowo go rozjątrzy.
— Trzeba było zadzwonić to coś bym ci przyniósł — warknął, ściągając kurtkę i zarzucając dziewczynie na ramiona. Przy tym geście zmroził spojrzeniem najbliższych uczniów, na co ci zaczęli się szybko rozchodzić.
— Telefon też przepadł.
— Nawet nie skomentuję — wycedził, siląc się na opanowanie. Nigdy by nie przypuszczał, że z Senju taka fajtłapa. Zresztą, co się stało to się nie odstanie, a teraz wypadałoby nie wzbudzać sensacji. — A można wiedzieć, gdzie zmierzałaś?
— Po strój do Kyudo. Lepsze to niż chodzenie nago.
— To jakiś plan — przytaknął, pociągając ją za sobą i mimowolnie zerkając na tenisówki Liv. — Dziwne, że ich nie utopiłaś.
— Zapomniałam.
— Zabawne. Idziemy.
— Przepraszam, że się wtrącam… — Shisui niespodziewanie pojawił się u boku kuzyna, uśmiechając się łagodnie do wyraźnie skonsternowanej Liv. Nie planował się wcinać, ale widząc gdzie się kierują, postanowił lojalnie uprzedzić przyjaciela. W końcu żadnemu z nich nie zależało aby o incydencie dowiedzieli się nauczyciele. To mogłoby zepsuć ich rywalizację przedturniejową. Och, Teleporter nawet zadbał aby nikt z uczniów nie kamerował zajścia. Wystarczyło, że brutalnie odebrał jeden z telefonów, a reszta nadgorliwców, jak na komendę schowała swoje. — Korytarz przy strzelnicy patroluje profesor Kato.
— Cholera, on jest ostatnim z nauczycieli, których chciałbym spotkać. — Itachi zatrzymał się jak wryty, palcami masując nasadę nosa. Doprawdy, zboczony belfer padłby na zawał z wrażenia na widok prawie nagiej uczennicy. Zwłaszcza tej, którą nagabywał od początku roku.
— Przestańcie rozmawiać jakby mnie tu nie było — syknęła Liv, łypiąc nieprzyjaźnie na brunetów. — Niech któryś z was przyniesie mi ten strój i po sprawie. Ja poczekam w sali telewizyjnej.
— Nie możesz zostać sama — zauważył przytomnie Shisui, przekrzywiając głowę i patrząc przeciągle na Senju. — Nie wszyscy potrafią utrzymać ręce przy sobie, a w ręczniku ciężko się bronić.
— Och, przestań. Robisz…
— Postanowione. Teleporter, jazda po strój. Wiesz gdzie nas szukać — zadecydował Itachi, w oka mgnieniu obejmując partnerkę w pasie i prowadząc do sali.
— Okej. — Shisui na odchodne posłał Liv rozbrajający uśmiech, a następnie zniknął za zakrętem.
— Ale… — Tylko wizja zgubienia ręcznika powstrzymywała Senju od wyrwania się z objęć chłopaka i uświadomienia mu, że nie jest marionetką, posiada własne zdanie i powinien je uszanować. A przynajmniej pytać co sądzi o jego ewentualnym pomyśle.
— Same kłopoty z tobą.
— Nie prosiłam się o pomoc — zaperzyła się Senju, z rozmachem otwierając drzwi. Naprawdę czuła się jak dama w opałach, a przecież by sobie poradziła! Nie potrzebowała niczyjej łaski.
— I tu jest problem — prychnął Itachi, opierając się o futrynę i obserwując wzburzoną Liv zza rzęs. — Jesteś w gorącej wodzie kąpana. Nie myślisz, a działasz.
— Nie wszyscy mają w żyłach lód, zamiast krwi!
— Na przykład teraz, nieświadomie rzucasz mi wyzwanie — kontynuował niewzruszenie, odsuwając się i powoli idąc w stronę towarzyszki. — I chociaż rozsądek nakazuje nie dać się sprowokować, to mam ochotę go zignorować.
— A rób co chcesz — wymamrotała Liv, przysiadając na brzegu ławki i demonstracyjnie śledząc wzrokiem chmury za oknem. Wyłącznie gniew pozwalał zapomnieć o nagości przy Itachim. To on dawał siłę aby zapanować nad zawstydzeniem oraz powstrzymać niezdrowe zapędy głupiego serca, gdy partner był zbyt blisko.
— Nie wiesz o czym mówię, prawda? — zapytał, palcami ujmując podbródek dziewczyny i odwracając w swoją stronę. Ciemne oczy wpatrywały się ze spokojem w te zielone, w których aż kipiała złość.
— Jakoś niespecjalnie się zagłębiam w twoje przemyślenia.
— Szkoda — zaśmiał się bez wesołości, wsuwając jej palce we włosy tak aby nie mogła się odsunąć i oparł czoło o czoło Liv.
Skonsternowana tą bliskością Senju, przymknęła powieki oddychając ciężko przez nos. Naprawdę wiele wysiłku ją kosztowało ignorowanie zachowania Uchihy. Dla niego to nic nie znaczyło, a ona ku swojej frustracji zaczynała reagować emocjonalnie.
— Znowu to robisz…
— Co takiego? — zainteresował się Itachi prostując, ale nie cofając wplątanej we włosy dłoni.
— Utrudniasz rozmowę.
— Najwyższa pora zmienić formę naszego dialogu.
— Niby na jaką? Nie znam innej.
— Nauczę cię.
Liv mimowolnie otworzyła oczy na usłyszany szept, zdumiona słowami Itachiego. Nie bardzo rozumiała co chciał przez to powiedzieć, ale jednym z czynników utrudniającym logiczne myślenie była bliskość i oddech chłopaka, który parzył w wargi. Jak sparaliżowana patrzyła jak się zbliża, niezdolna do żadnego ruchu. W zasadzie nawet nie bardzo wiedziała co zrobić. Jednocześnie miała świadomość co zaraz się stanie, jeśli nie zareaguje. Że przekroczą niewidzialną granice, zza której nie będzie już powrotu. Że wszystko się zmieni…
Nagle oboje aż podskoczyli, gdy dotarł do nich niespodziewany głośny trzask otwieranych drzwi i wesoły głos kuzyna Itachiego. Chłopak nieświadomy złego wyczucia czasu, zasalutował zabawnie mrużąc oczy z uciechy.
— Shisui Uchiha melduje, że misja zdobycia uniformu zakończyła się sukcesem!

16 komentarzy:

  1. Hahah xD Nieźle. Fanki zaczynają działać. Jestem ciekawa reakcji Itachiego, gdy się o tym dowie :D

    Shisui zawsze genialne wyczucie czasu, ale to było do przewidzenia, przecież nie pójdzie Itachiemu na rękę ;p

    Czekam na kolejny rozdział Puchatej Historii i życzę dużo czasu i weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No musiałam wreszcie dać Fankom Uchihy wolną rękę. Bo jak to tak, że Senju nie beknie za to przywłaszczenie szkolnego amanta. Nie ma tak.
      No Teleporter zdecydowanie nie ułatwia kuzynowi sytuacji. Niby pomocny, ale jak to się mówi... Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu XDDD.
      Dziękuję za komentarz, wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  2. hahhahahahahahhahahahahahahhahahahahahahahahhaha

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahaha Shisui jest genialny :D rozkreca się akcja tylko czekać na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Uwielbiam tę postać. Jest taki pocieszny :"D

      Usuń
  4. Ten rozdział był absolutnie genialny w dosłownie kazdym aspekcie i pod kazdym względem! ♥ Uwielbiam cię ♥♥♥ Uratowałaś moje święta, których tak szczerze nienawidzę C'':
    Od samego początku 'nastroiłaś' mnie pozytywnie bardzo fajnie wykreowaną postacią Shinko :D W końcu jakaś postać zeńska (oprócz Liv), która potrafi się jakoś zachować! Świetnie! ;D
    Sprawa z wywiadami jest równie interesująca. Podoba mi się, jak tworzysz tę historię. Nie jest ona przerysowana i wciaz zachowuje jakieś szkolne standardy (no moze nie do końca takie, z jakimi my się mozemy identyfikować i wspominać, ale... no wiesz, o co mi chodzi, nie? W końcu na tym świecie mogą być gdzieś takie wypasione szkoły x''p)
    Ponad to w istocie intencje Itachiego zaczynają się klarować; robi się ekscytująco ^^ Zastanawia mnie tylko postawa, a moze nawet sama postać Sasuke, który jest raczej nieobecny w twoich opowiadaniach. Czy zamierzasz uwzględnić go w tej historii? O.o Wydaje mi się, ze ten mógłby tu nieźle namieszać xD
    Z początku w ogóle myślałam, ze fanki Itachiego wrzuciły Liv śmieci do szafki z butami, a nie pinezki - w sumie dałaś jej ten bardziej łaskawy scenariusz, bo gnijące szczątki organiczne w butach nie są zbyt przyjemnym widokiem o poranku ^^'' Niemniej jednak akcja z 'utopionymi' ubraniami i lataniem nago po szkole będąc jedynie zakrytą przez ręcznik z logo Uchihów wygrało wszystko! xp No po prostu myślałam, ze padnę, jak o tym przeczytałam! xDDD
    No to teraz akcja ruszy z kopyta~! ♥ Nie mogę się juz doczekać następnego wpisu (właściwie to jak zawsze C'': ) ♥
    Dziękuję ci za ten rozdział, którym poprawiłaś mi humor C:

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że uratowałam Ci święta. Mów mi geniusz z idealnym wyczuciem czasu XD.
      Co do Shinko... doszłam do wniosku, że najwyższa pora wyciągnąć trochę postaci z oryginału. A co. Niby fajnie się tworzy własnych bohaterów, ale przecież to fanfik!
      Motyw zawodów jest baaaardzo obiecujący pod względem kreowania fabuły. Tyle wątków można umieścić i nic nie jest koloryzowane! To jest fajne przy pisaniu. W końcu tacy zawodnicy to celebryci szkoły. Jeszcze nie fotografowani z ukrycia, ale nie mówmy hop XD.
      Sasuke... Itachi nie jest jedynakiem i o raczej logiczne, że gdy zacznie się spotykać z Liv częściej (tak, tak... ucząc się i ćwicząc do turnieju... mhm... przecież o to chodzi chłopakowi) to siłą rzeczy natknie się na brata. Mieszkanie pod jednym dachem ma swoje plusy i minusy.
      Och... a mówią, że to ja jestem okrutna. Mi nawet do głowy nie przyszło aby zaatakować Senju odpadkami. Serio, przerażasz XD.
      Dziękuję Ci za ten wyczerpujący komentarz i jak zwykle nie mogę się doczekać następnego :"D. Powiem Ci, że inspirujesz moje fiki.
      Pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  5. Super rozdział też liczę że Sasuke się pojawi chciałbym też żeby pojawił się Naruto z jakim tekstem np. "Itachi to twoja nowa dziewczyna" gdy gdzieś będzie z Liv
    -K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... powiem szczerze, że rzeczywiście to byłoby w jakiś sposób ciekawe, ale martwię się, że znowu zgubiłabym wątek. Naruto i Sasuke są tak ekspresyjnymi postaciami (no dobra, Sasuke dużo mniej niż Uzumaki xD), że wpuszczenie ich na chwilę do fika kończy się przejęciem przez nich całego opowiadania.
      No, ale... w końcu Itachi nie jest jedynakiem i kiedyś MUSI dojść do spotkania. O to się nie martw^^. Już widzę ten szalony entuzjazm XD.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :D.

      Usuń
    2. Naruto też mógłby być kuzynem Liv

      Usuń
    3. Takiej możliwości nie biorę pod uwagę, gdyż pokrewieństwo jest baaardzo dalekie. Jakby Karin była w opowiadaniu to z pewnością zrobiłabym z niej bardzo daleką rodzinę Naruto. Ale Senju... niet. Namikaze i Uzumaki mają zbyt daleko do głownej gałęzi Senju. Tak wygląda moje rozumowanie. Chociaż nie zaprzeczam, że pierwiastek Hashiramy jest w Uzumakim :"D.

      Usuń
  6. Ej mam taką słabość do tej historii, serio, straszną, i mega mi się spodobał ten rozdział! Jak dla mnie najlepszy z puchatej!
    Jak zawsze czytało się tak płynnie i przyjemnie, że nawet nie zauważyłam, a rozdział się skończył. Musisz pomyśleć o dłuższych notkach, bo seeerio, aż chce sie więcej! Chociaż pewnie jesteś taka zabiegana, że brakuje ci czasu :(
    Ogólnie polubiłam tę nową laseczkę, ogarnięta i bezpośrednia - to lubię! Jakaś opanowana dziewczyna oprócz Liv w opowiadaniu? Jestem w szoku :D
    Lubię strasznie to w relacji Liv i Itachiego, że kiedy Liv czuje sie zmęczona i po prostu źle się czuje, to Itachi nie skacze wokół niej i nie rozpacza nad jej stanem albo nie nosi jej na rękach. To, że zostawia dla siebie swoje przemyślenia bardzo pasuje do jego oryginalnego charakteru i ogólnie kurde, no, lubię go takiego.
    Akcja z basenem i ręcznikiem - m i s t r z o w s k a. Serio, zastanawiałam sie dlaczego zwróciłaś uwagę na to logo i czy to ma jakies głębsze znaczenie i w sumie dlaczego psychofanki Uchihy nie są aż tak bardzo psycho... ale szybko się dowiedziałam XDD
    No i Shisui, uwielbiaaaam go. Kreujesz go tak cudownie, chyba najlepiej ze wszystkich.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, dużo weny i wolnego czasu! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cukierkowe historie mają to coś, co cholernie uzależnia. Rozumiem, bo sama mam ten nałóg XD.
      Rany, rany... staram się pracować nad długością, ale nie chcę też zapychać rozdziałów. I tak źle i tak niedobrze.
      Shinko rządzi! Wiedziałam, że się spodoba :"D.
      Heh... Itachi jest... no dobrze. Nie jest księciem z bajki, który wzdycha i nosi panne na rękach. Co prawda nieokrzesanym chamem też nie jest, ale w jakiś zakręcony sposób... łączy te dwa typy... Uchihy nie da się ogarnąć rozumem. Take moje zdanie.
      Logo korporacji Uchiha dostało darmową reklamę. Ciekawe co prawo na to, że wykorzystano nieletnią modelkę XDDD.
      Shisui... to moja perełka. Chłopak, który w zasadzie sam się pisze :"D.
      Dziękuję za ten sycący komentarz i czekam z niecierpliwością na kolejny. Tak, rozpieszczaj mnie komentarzami, a ja będę notkami. W miarę możliwości XD. Pozdrawiam <3

      Usuń