16.03.2017

LIV KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE

Łala:3. Czytajta, radujta się, bo oto się stało XD. Nowy rozdział jeszcze ciepły, a wręcz gorący. Powiem, że nawet, nawet się pisało. Słowa płynęły, koncepcja była, czyli rozdział powinien być zjadliwy^^. Ale, ale… przecież to nie mnie oceniać, bo od tego to ja mam Was <3.
Dlatego zapraszam serdecznie do czytania i komentowania. Tak, czekam na Wasze opinie z niecierpliwością. Kurna, cały dzień w pracy będę dumać jak Wam się podobało XD.
W każdym razie, nie przedłużając już się zamykam. Do następnego wpisu :”D.

Acha, nie sprawdzane przez nikogo :/. Uwaga na byki -_-.



Tyle co się pojawili na kamiennych schodach, a wielkie, zdobione złotem wrota pałacu rozwarły się z głośnym skrzypieniem, a zza nich wyszedł załzawiony ze wzruszenia król. Postawny mężczyzna utkwił spojrzenie w zamarłej w bezruchu latorośli, a następnie wymamrotał coś pod nosem zerkając w niebo. Wyłącznie ślepiec nie dostrzegłby na jego obliczu malującej się ulgi.
W ślad za nim, niczym duch, szła jakaś niepozorna kobieta, mocno zaciskając dłonie na kremowej, haftowanej chustce i co trochę ocierała nią policzki. Liv nie musiała być wróżbitą aby się domyślić, że to zapewne guwernantka smarkuli. Dziewczyna najpewniej nawet nie zdawała sobie sprawy co swoim wybrykiem wyrządziła tej dwójce. Oboje bladzi, zmęczeni, z ciemnymi śladami pod oczami od niewyspania, nie prezentowali się kwitnąco. Dni jakie spędzili z daleka od Rumi pewnie jawiły im się jak istny horror.
Liv mimowolnie skupiła się na kobiecie. Ciekawiła ją ta nauczycielka. W końcu usidliła monarchę potężnego kraju. Po pierwszych oględzinach, Senju poczuła się trochę rozczarowana. Brunetka cechowała się nienachalną urodą, w zasadzie — mówiąc dobitniej — to nijaką. Na ulicach można spotkać mnóstwo takich kobiet. Jednak było coś jeszcze. Coś co uważnego obserwatora zatrzymałoby w pół kroku. Uroku dodawała jej dobroć jaka emanowała z dużych, brązowych oczu. Patrzyła z takim uczuciem na tę małą, że nikt nie miałby wątpliwości że ją kocha jak własne dziecko.
Kiedy oderwała spojrzenie od opiekunki Rumi, zorientowała się, że są otoczeni przez straże. Mężczyźni coś poszeptywali między sobą wydając ostatnie instrukcje, ale nie wyczuwała zagrożenia. Krótki rzut oka wystarczył aby zrozumieć, że szykują się do jakiejś salwy honorowej. Jak tylko o tym pomyślała, skrzywiła się malowniczo z trudem hamując jęk. Że też dała im czas na takie przygotowania. Tak, Senju wysłała chowańca z informacją do krainy Lawy, że najpóźniej w południe będą na miejscu. Oczywiście najpierw się upewniła, że małolata nagle nie zmieni zdania. Wiadomo, ten wiek cechował się brakiem odpowiedzialności, głupotą, a przede wszystkim nieprzewidywalnością.
Liv westchnęła cierpiętniczo na pierwszy dźwięk nadwornego trębacza. No i jak tę małą oduczyć snobizmu, gdy ojciec zamiast kary, gotuje jej przyjęcie godne króla? Nie umknęły kunoichi również szepty gawiedzi o planowanym na wieczór przyjęciu. Monarcha pragnął podzielić się szczęściem z powrotu córki ze wszystkimi. Szykował się wystawny bal na który zaproszono wszystkich mieszkańców.
Prychając pod nosem, z trudem wyhamowała cisnący się na usta uśmiech, gdy patrzyła jak Rumi wpada w rozłożone szeroko ramiona ojca. Przygotowana otoczka z pewnością wprawiła królewnę w doskonały nastrój. Wiadomo, to styl godny tej aroganckiej pannicy. Jednak, Senju dostrzegła coś jeszcze. Chociaż dziewczyna nigdy nie przyznałaby się do tego głośno, najwyraźniej i ona zatęskniła za rodzicielem. Można to było dostrzec po tym jak wtuliła nos w jego pierś, dyskretnie zaciągając się zapachem. Liv wiedziała co ta mała czuła. Tak pachniało bezpieczeństwo.
— Długo będzie trwać ta szopka? — mruknął Kazama, zerkając z niedowierzaniem na baszty obronne  z których zaczęły wystrzeliwać sztuczne ognie. Pióropusze ognia strzelały w niebo najróżniejszą feerią barw, zyskując masę widzów nagradzających każdy wybuch oklaskami i wiwatami.
— Nie wiem. A co, śpieszy ci się gdzieś? — Łypnęła na towarzysza, krzyżując ramiona na piersi. — Nikt cię nie trzyma, możesz iść.
— Niezła próba, Liv. — Chikage zaśmiał się cicho, a następnie objął ją ramieniem i nachylił się tak, aby patrzeć prosto w  oczy. — Nadal jesteś moją dłużniczką.
— Dostałeś wczoraj krew — syknęła, mimowolnie się spinając na wspomnienie doznań jakie zapewnił jej demon. Emocjonalny rollercoaster. Każdy nerw niemal płonął, gdy ciało błagało o dotyk czy choćby muśnięcie. Jednak Chikage był bezlitosny. Zaserwował Liv tortury, podczas których stoczyła prawdziwą batalię ze swoim demonicznym dziedzictwem. I no cóż, prawie przegrała. Na szczęście właśnie wtedy, pojawiła się waląca w drzwi Rumii.
Mimo to, naprawdę zasłużyła na medal za opanowanie. Tak długo się opierać w takich ekstremalnych warunkach… nawet święty by uległ. Chyba opatrzność nad nią czuwała, że nie rzuciła się na Kazamę. Chociaż, z drugiej strony, jakby tak się stało, to każdy sąd by ją uniewinnił. Bo ileż można? Każdy ma swoje granice.
Te wszystkie wizje jakie atakowały Senju, zalewając umysł obrazami oraz doznaniami. Znalazła się w alternatywnej rzeczywistości, podczas gdy fizycznie demon ograniczył się wyłącznie do picia krwi. A to wystarczyło aby prawie spłonęła.
— Zamyśliłaś się — zauważył z zadowoleniem, mrużąc powieki.
— Sądziłam, że jak tylko odprowadzimy dziewczynę to znikniesz — zauważyła, zmieniając błyskawicznie temat aby uniknąć żenującej sytuacji w której czerwieni się jak piwonia.
— Chyba troszkę tu zabawię… — mruknął, prostując się i omiatając pałac zamyślonym wzrokiem oraz uśmiechając się pod nosem. Dotarły do niego ciekawe plotki na temat królestwa Lawy i korzystając z okazji, postanowił się odrobinę rozejrzeć.
— No nie wierzę… — zakpiła Liv, z całej siły próbując zignorować palce Chikage muskające skórę na karku. Pod wpływem elektryzującego dotyku, czuła przyjemne ciarki przebiegające ciało spływające wzdłuż kręgosłupa. Wrażenie niesamowite, ale według Senju takie gierki powinien Kazama zostawić sobie do alkowy. Gdyby nie opanowanie wyćwiczone latami treningów, to teraz mruczałaby jak kot domagając się więcej. A tak, zamiast tego zacisnęła mocno usta.
Żeby to cholera wzięła. Kiedy nareszcie podjęła satysfakcjonującą decyzję na temat tego co dalej począć z adoracją demona oraz tematem Uchihy, nic nie szło zgodnie z planem. No, przynajmniej Kazama nie ułatwiał. A co dokładnie postanowiła? Otóż, zamierzała wstrzymać się z wpakowaniem w związek z Chikage — na marginesie, to nie wiedziała czy on uznawał coś takiego jak randki i te sprawy — zanim nie otrząśnie się po Itachim. Ostatnia wspólna misja jasno udowodniła, że to jeszcze zbyt świeża sprawa i puki co, nie ma co działać pochopnie. Pozostawało faktem, że głupie serce wciąż rwało się do tego przeklętego geniusza.
Zapewne gdyby pytać o zdanie Kazamy to stwierdziłby, że jemu to nie przeszkadza. A wręcz zacząłby się śmiać. Później, gdy już by się uspokoił, z właściwą dla siebie butą dałby do zrozumienia, że po chłopaczku, przyszła pora na prawdziwego mężczyznę. — Jakkolwiek by to nie brzmiało w ustach demona. — Jednak tu chodziło o coś innego. Owszem, Chikage wiele razy zaszedł Liv za skórę, ale nie aż tak żeby zasłużyć na to żeby stać się formą pocieszenia po synu Fugaku. Nie, nie, nie. Póki jeszcze miała tu coś do powiedzenia, nigdy się na to nie zgodzi.
— Nie boisz się romantycznych zapędów królewny? — zapytała, w końcu odsuwając się od towarzysza i rozcierając mrowiącą skórę. Tak, mogła gadać co sobie chciała, ale ciało wiedziało swoje.
— Tatuś ostudzi zapał córki.
— Żebyś się nie zdziwił.
~oOo~

Liv z westchnieniem ulgi opadła na kremowy, bogato zdobiony fotel. Miękkie, pikowane siedzisko oraz wygodnie wyprofilowane oparcie czyniło z niego najlepszego przyjaciela zmęczonego człowieka. Oczywiście swoimi gabarytami przytłaczał — pomijając, że bardzo niewiele wnętrz wyglądałoby dobrze z takim meblem — a człowiek czuł się jak karzeł, ale to były drugorzędne sprawy.
Senju aż przymknęła powieki, podpierając się na łokciu i masując nasadę nosa. Wreszcie mogła odhaczyć zadanie doprowadzenia królewny do domu i wrzucić do szuflady z pieczęcią „wykonane”. Wspaniale, cudowanie. Jednak istniało jedno zasadnicze „ale”. Otóż władca krainy Lawy wymusił na niej obecność na balu. Na nic zdały się tłumaczenia, że Konoha jej potrzebuje, że jest wyczerpana podróżą, czy że czeka na nią Hokage. Niestety, król zapadł na chwilową głuchotę. A gdy w desperacji rzuciła, że nie ma żadnego odpowiedniego stroju godnego uroczystości na dworze królewskim i skompromituje nie tylko siebie, ale również wioskę, monarcha błyskawicznie znalazł rozwiązanie. I to nie takie o jakim myślała główna zainteresowana. Otóż, przysłano do niej krawca. Szach mat.
Mało tego, Kazama niby tak sceptycznie nastawiony do ludzi, a jednak dał się namówić ojcu Rumi na zwiedzanie pałacowych winnic. Tak, Liv wiedziała, że ta wyprawa to była sprężyna królewny. Jakoś nie przypuszczała aby król z własnej woli wychodził ze skóry aby zatrzymać jak najdłużej jakiegoś anonimowego mężczyznę. Cokolwiek mała wyznała tatusiowi, przyniosło zdumiewający efekt.
Ziewając szeroko, zamrugała intensywnie. Cóż, nie zdziwiła się zbytnio, że zasnęła. Ten fotel plus zmęczenie, równało się snem na siedząco. Na całe szczęście bez konsekwencji. Mebel nie tylko prezentował się jak dzieło sztuki, ale i wypoczynkowo spełniał wszelkie wymogi norm. Przeciągnęła się rozkosznie, rzucając okiem na okno. Mrok za szybą nieubłaganie świadczył, że drzemała kilka ładnych godzin. Wniosek nasuwał się jeden. do przyjęcia zostało niewiele czasu, bo w to, że je przespała jakoś wątpiła. Na pewno by ją obudziła guwernantka Rumi. Kobieta wyjątkowo entuzjastycznie podeszła do pomysłu króla o balu na ich cześć, tak w ramach podziękowań. O zdanie nikt nie zapytał najbardziej zainteresowanych, ale co tam. Dziwna forma zapłaty, ale Liv już się nauczyła, że najgłupszym wyjściem było się szarpać. Zwyczajnie to przetrwa. Skoro wytrzymała towarzystwo niestabilnej emocjonalne nastolatki, która przejawiała apodyktyczne zapędy to nic jej nie złamie. Równocześnie z tą budującą myślą podniosła się z fotela, odgarniając z czoła niesforną grzywkę. Właśnie przy tej czynności, wzrok Senju padł na położoną na narzucie łóżka suknie.
— Szlag.

~oOo~

Kazama ze znudzeniem patrzył na krzątających się na dziedzińcu ludzi. Kobiety, mężczyźni, a nawet dzieci uwijali się jak w ukropie zamiatając pozostałości po salwie honorowej dla królewny. Co ciekawe, wydawali się naprawdę szczęśliwi z powrotu dziewczyny.  Wnioskował to po ich zadowolonych minach oraz żartach rzucanych podczas pracy. Interesujący fenomen, bo znając charakter smarkuli, on na ich miejscu, błagałby los aby nie wracała jak najdłużej albo wcale.
Dumając nad tym, oparł się plecami o otwarte okno i przeniósł wzrok na horyzont. Instynktownie czuł, że coś wisiało w powietrzu. Coś nadchodziło i przyniesie ze sobą znaczące zmiany. Będzie niszczyć, plątać, komplikować, a przede wszystkim udaremni wszelkie plany. Zrujnuje to co osiągnięte. Jednym słowem, nadchodził kataklizm.
Chikage uśmiechnął się drapieżnie i niedbałym ruchem przeczesał palcami włosy, mrużąc powieki. Domyślał się kto postanowił ich odwiedzić. Wyłącznie jedna osoba mogła zagrozić jego pozycji i najwyraźniej zebrała się w sobie, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Cóż, wiedział, że prędzej czy później nastąpi ta chwila, więc element zaskoczenia nie zadziałał. Zresztą, krew płynąca w tych, konkretnych żyłach nie zwykła do biernego czekania. Natury wojownika nie oszukasz. Czy się obawiał? Nie. Kazama był świadomy własnej wartości i ktoś taki jak Uchiha nie da rady zaprzepaścić tego co osiągnął. Chociaż nie należał do durniów lekceważących przeciwnika. Dziedzic Sharingana z pewnością napsuje mu krwi, a już na pewno zagwarantuje niespokojny sen.

~oOo~

Król z uśmiechem ulgi patrzył na wirującą w tańcu córkę, wreszcie odczuwając tak upragniony spokój. Strach jaki poznał gdy zniknęła z pałacu omal go nie zabił. Stare ciało nie wytrzymało wstrząsu, po przekazanej wiadomości od strażników. I chociaż stan zdrowia nie pozwalał na osobiste nadzorowanie poszukiwań to nie potrafił usiedzieć w spokoju. Medycy zaaplikowali mu końską dawkę lekarstw, a mimo to wciąż odczuwał bolesne kołatania serca. Jego jedyne, ukochane dziecko zapadło się pod ziemię. Dosłownie znikła jak kamfora i nikt nie potrafił stwierdzić gdzie mogła się udać.
Całe szczęście, że Konoha niezwłocznie przyjęła zlecenie. Wybór padł na nią z racji posiadania w swych szeregach licznych shinobi, wyjątkowo uzdolnionych w tropieniu. Do uszu króla dotarły pogłoski o specjalnie skompletowanych drużynach śledzących. Nikt nie potrafił im umknąć. Chodziły nawet plotki, że wioska Liścia była najpotężniejsza ze wszystkich nacji. I potwierdziła swoją wielkość.
Przysłana kunoichi w oka mgnieniu zlokalizowała niesforną latorośl, zaraz przesyłając uspakajającą wiadomość. Zagwarantowała mu przespaną noc i jako taką nadzieję, że córka wróci bezpiecznie do domu.
Król odetchnął głęboko, przenosząc wzrok na tymczasową opiekunkę Rumi. Stała po przeciwległej stronie sali oparta o filar, znad kieliszka obserwując tancerzy. Czujne zielone oczy błyszczały intrygująco pod wpływem migoczącego światła, gdy uważnie śledziły ruchy gości. Krawiec doskonale się spisał w tak krótkim czasie tworząc kreację jakby stworzoną dla niej. Prosta linia idealnie pasowała do figury kunoichi, a jednocześnie pozostawała wytworna oraz szykowna. Długa aż do ziemi, a przy tym lekka w kroju podkreślająca każdą krzywiznę kobiecego ciała. Przyjemnie patrzyło się jak podarowana suknia obleka ciało przedstawicielki Konohy i nawet niektórzy z obecnych biesiadników, najwyraźniej popierali zdanie władcy. Tylko ślepiec by nie zauważył zaciekawionych spojrzeń jakie poddani rzucali w stronę kunoichi. Trzeba będzie sowicie wynagrodzić krawca, bo wykonał kawał dobrej roboty i do tego pod presją czasu.
Zerknął na niepokorną córkę… Cóż, ulokowała uczucia z zdecydowanie dziwnym mężczyźnie. Na pewno silnej osobowości, bo to — z racji piastowanej pozycji — król potrafił ocenić od razu. Raczej małomównym, ale jednocześnie konkretnym. A przede wszystkim, dało się w nim wyczuć dziwną arogancję. Nie, nie… nie ujawniał jej wprost. Emanował przytłaczającą pewnością siebie. Roztaczał wokół aurę dziwnej wyższości, jakby spoglądając na wszystkich z góry.
Prawdą pozostawało, że odetchnął z ulgą gdy uzyskał pewność, że w żaden sposób blondyn nie jest zainteresowany królewną. Ba, on wręcz stanowczo się odżegnywał od możliwości zostawienia z nią sam na sam. Po wyprawie do winnic na propozycję skonsumowania deseru w ogrodzie, zwyczajnie nie zareagował. Jakby nie usłyszał słów Rumi, skinął im na pożegnanie i ruszył do przydzielonej komnaty. Monarcha niemal otarł pot z twarzy, dziękując losowi, że oszczędzi mu takiego zięcia. Oczywiście, nie mógł odmówić blondynowi atrakcyjnej powierzchowności. Niesforne blond włosy, wyraziste rysy twarzy, słuszna postura, a to wszystko okraszone niepokornym spojrzeniem. Taki ktoś podobał się kobietom.
A jego córka? Bardzo kochał swoje dziecię, ale trudno. Mała przełknie gorzką pigułkę odrzucenia i będzie żyła dalej. Jeszcze nie raz się rozczaruje. Miłości nie można kupić, a poza tym… to ciężko nazywać miłością. Szczenięce zauroczenie kimś nowym, ot co. Taką przynajmniej miał nadzieję.
Niespodziewanie do umysłu króla napłynęło wspomnienie mężczyzny za kratami lochu w podziemiach pałacu. Zmęczonej twarzy, zniszczonych szat oraz drżącego głosu. Krzyku pełnego rozpaczy, gdy wszystko wracało do normy i stawał się ponownie sobą. Błędne spojrzenie prześladowało go po nocach, a w uszach wciąż na nowo rozbrzmiewała mu gorąca prośba o skazanie na śmierć.
Stojąca nieopodal guwernantka zerknęła pytająco na zgarbionego króla. Nagle jakby uleciało z niego całe powietrze, a on postarzał się o kilkanaście lat. Zniknął żwawy, doświadczony wiekiem władca, zastąpiony przez starca, a dobre, zawsze wesołe niebieskie oczy, niespodziewanie straciły cały blask, stając się matowe oraz nieprzystępne. Kobieta z trudem powstrzymała się od położenia dłoni na ramieniu monarchy, gdy na jego obliczu pojawiła się głęboka zmarszczka na czole, oznaczająca zmartwienie.

~oOo~

— A mówiłaś, że nie spotka mnie już nigdy więcej taki zaszczyt.
Szept Kazamy wyrwał Liv z zadumy, gdy gorącym oddechem połaskotał ją w ucho. W ostatniej chwili powstrzymała się przed roztarciem mrowiącej skóry, jedynie zerkając na pobratymca z pobłażaniem. Nie chciała pokazywać jak mocno takie małe gesty na nią działają. Już i tak demon był zbyt pewny siebie po wczorajszym.
Dostrzegając w co jest ubrany aż uniosła brwi. Nigdy w życiu nie widziała Kazamy w smokingu i no cóż, była więcej niż zaskoczona. Prezentował się naprawdę dobrze. Nawet więcej niż dobrze, a wnioskowała to po łakomych spojrzeniach innych kobiet. Och, co tu kryć, gdyby nie duma sama pewnie zaśliniłaby podłogę patrząc na demona.
Westchnęła cicho, przenosząc wzrok na tańczącą Rumi. Do królewny co chwilę podchodzili nowi partnerzy, aby zmienić tych poprzednich, podczas gdy pod sceną ustawiła się niemała kolejka oczekujących. Wirując w tak muzyki dziewczyna niemal promieniała zadowoleniem. Znalazła się w centrum uwagi wszystkich. Patrząc na to, Liv łatwo się domyśliła, że wybujałe ego córki króla zapewne przeżywa prawdziwą ekstazę.
Westchnęła cicho, spoglądając na zamyślonego pobratymca. Oczywiście domyślała się, że prędzej czy później Chikage ujawni swoją obecność, ale po cichu liczyła, że może zrezygnuje z przyjęcia. Każdy może od czasu do czasu pokarmić się złudzeniami, prawda?
— Jaki konkretnie? Przyjęcie w elitarnym gronie? — zakpiła, dopijając alkohol oraz odstawiając kieliszek na tacę przechodzącej w pobliżu kelnerki.
— Nie, Liv. Widok ciebie w stroju wieczorowym — odparł swobodnie, przechodząc przed Liv i wyciągnął zachęcająco dłoń. — Dlatego posuńmy się o krok dalej, można?
— A mogę odmówić?
— Zależy. Jeżeli chcesz nagle znaleźć się w centrum zainteresowania, to owszem.
— Czyli nie — mruknęła z westchnieniem, ujmując oferowaną rękę i dając się poprowadzić na parkiet.

~oOo~

Senju odetchnęła ciężko, otwierając drzwi od komnaty i podchodząc do ogromnego łoża. Patrząc na śnieżnobiałą narzutę oparła się pokusie rzucenia twarzą w pościel, ale wyłącznie ze względu na szpilki podtrzymujące fryzurę. Jakoś nie wyobrażała sobie, że w tak upiętym koku można wygodnie spać, a nie miała zamiaru całą noc przewracać się z boku na bok. Kierując się tą logiką z westchnieniem uwolniła włosy, pozwalając im swobodnie spływać po nagich ramionach. Uśmiechnęła się pod nosem. Uważała się za szczęściarę. Dzięki nieudolnej próbie podrywu Kazamy zyskała szansę aby wymiksować się z balu z czego skrzętnie skorzystała.
Otóż, kiedy orkiestra zrobiła krótką przerwę na przestrojenie instrumentów, podpłynęła do nich królewna wraz ze swoim partnerem. Mężczyzna wydawał się spijać każde słowo z ust przyszłej monarchini, ale ona całkowicie skupiła się na demonie. Może nienachalnie, ale podjęła się trudnego zadania kokietowania Kazamy na co Liv z trudem powstrzymywała uśmiech pełen politowania. Propozycje wspólnego zwiedzania pałacowych włości rzucała w powietrze łudząc się, że blondyn złapie haczyk. Najwyraźniej jednego się nauczyła. Musiała najpierw zainteresować Chikage będąc w szerszym gronie, aby uśpić jego czujność. Tak postępuje się z twardym zawodnikiem.
Plan dobry, ale nieskuteczny. Niestety demon okazał się głuchy oraz ślepy na wszelkie zabiegi małej. Ba, Liv przypuszczała, że nawet udało mu się urazić jej kobiecą dumę. Jak? W bardzo prosty sposób. Nie zaszczycił spojrzeniem głębokiego dekoltu sukienki, kiedy Rumi usilnie bawiła się złotym wisiorkiem usiłując właśnie tam zwrócić jego uwagę. Świadomość własnego ciała w połączeniu z seksapilem  bardzo wiele potrafi zdziałać, zwłaszcza gdy chce się przekonać do czegoś opornego faceta. Stała się kluczem do sukcesu mnóstwa kobiet, ale żeby odpowiednio wykorzystać atuty ofiarowane przez matkę naturę trzeba mieć doświadczenie. Niestety Rumi w tym temacie była zielona, jak młoda trawa na wiosnę.
Rozczesując palcami włosy przeniosła wzrok na wiszące na przeciwległej ścianie lustro. Patrząc na odbicie uśmiechnęła się mimowolnie, zaraz kręcąc głową z politowaniem za nonsensowne myśli. Otóż przyszło Liv na myśl, że prezentuje się tak nietypowo — wiadomo, na co dzień nosi strój kunoichi, a on stawia przede wszystkim na wygodę oraz funkcjonalność, dlatego przejmowanie się wyglądem jest zwykłą głupotą —  że powinna to jakoś uwiecznić, tak na pamiątkę jaka z niej atrakcyjna babka. Udokumentować tę przemianę dla potomnych. Zaśmiała się bezgłośne, muskając palcami długie, złote kolczyki z perłami w kształcie łez, pożyczone z królewskiej biżuterii. Wyłącznie one dopełniały strój, ponieważ jakaś znawczyni zdecydowała, że ta kreacja wymaga minimalizmu. Cóż, Senju nie oponowała. Nie znała się na trendach, a to co widziała w odbiciu wyglądało dobrze. Tak, nawet ona czasem przejawiała odrobinę narcyzmu.
— Witaj.
— Co? — Liv nie zdążyła nawet mrugnąć, gdy niespodziewanie została popchnięta na materac. Zbyt zaskoczona żeby się odezwać, w szoku wpatrywała się we wspartego na rękach mężczyznę, który zapobiegawczo zacisnął palce na jej nadgarstkach.
— Tęskniłaś?
— Co ty tu robisz?!

~oOo~

Liv z frustracją potargała grzywkę, wciąż na nowo rozważając słowa Itachiego. Po pierwsze, trudno jej było zaakceptować fakt, że przewrotny los sprowadził go aż do Lawy. Tak na marginesie mógł z tym poczekać aż ona się stąd wyniesie. No, ale już się przekonała, że co jak co, ale z górki nigdy nie będzie.
Po drugie, to co powiedział… co dokładnie przez to rozumiał? Okej, już niby wspominał coś o nich w tych pamiętnych śmierdzących podziemiach na ostatniej misji. Jednak wtedy z łatwością potrafiła to zignorować. Natomiast teraz, coś się zmieniło. Sposób w jaki na nią patrzył, a także ton głosu sugerował, że żarty się skończyły. Kości zostały rzucone, decyzja zapadła…
Wzdychając ciężko, wbiła wzrok w plecy bruneta zaciskając wargi. Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Czuła się jak ślepiec poruszający się po nieznanym terenie, gdzie na dodatek ktoś dla zabawy rozłożył miny. Jeden nieostrożny krok i bum. Wszystko spieprzone. Powoli dochodziła do wniosku, że jakby to nie brzmiało, nie umiała relacji męsko — damskich. Zwyczajnie nie ogarniała tematu.
— Skoro już uparłaś się aby mi towarzyszyć, to chociaż nie przeszkadzaj — odezwał się Uchiha, dając znak dwóm strażnikom do otworzenia kraty.
— Genjutsu to twoja działka — mruknęła, spod oka obserwując straż, która przed włożeniem klucza w zamek porozumiała się wzrokiem. Dziwne. Owszem Itachi wtajemniczył ją odrobinę w sprawę, ale to nie tłumaczyło zachowania mężczyzn strzegących wejścia. W końcu klecha nie przejawiał ochoty aby uciec, a przynajmniej nie wtedy gdy był przy pełni władz umysłowych.
— I dlatego trzymaj się za mną — poradził, wchodząc przodem.
Senju na te słowa przewróciła teatralnie oczami, jednak nie zamierzała wychodzić przed szereg. Nie tym razem. Sztuka iluzji nigdy nie należała to najmocniejszych stron Liv. Owszem, umiała się z niej uwolnić, ale o uwięzieniu w ten sposób przeciwnika mogła wyłącznie pomarzyć. Dlatego też nie używała genjutsu w walce.
— Kim jesteście? — Z głębi pomieszczenia dotarł do nich szept zmęczonego człowieka, który stracił wszelką nadzieję. Cichy, ochrypły, a przede wszystkim pełen niechęci. Łatwo było wywnioskować, że niezbyt się raduje ze złożonej wizyty. — Wynoście się stąd.
Kierując się instynktem, Liv wbiła wzrok w miejsce, gdzie jej zdaniem ukrywał się ksiądz. Ze strzępów informacji dostanych od partnera niewiele się dowiedziała, ale wystarczyło aby zaintrygować. Ciekawiło Senju z kim dokładnie mają do czynienia, a przede wszystkim jak komuś udało się coś w kapłanie zapieczętować. Oczywiście o ile w ogóle coś w nim siedziało. Niestety ku frustracji kunoichi, mężczyzna ukrywał się w cieniu, z daleka od światła padającego z korytarza gdzie stali strażnicy.
— Potrzebuję światła. — Ledwie Itachi zdążył się odezwać, a w lochu rozbłysło. Zdumiona Liv wlepiła oczy w dziwne kanaliki w murach z których biło to ciepłe, pomarańczowe światło. Wyglądało to tak jakby łączenia pomiędzy kamieniami świeciły. Dumając nad tym, nagle przyszło olśnienie i szybko odgadła co w nich płynie. To znaczy, do czasu gdy nie zaglądnie do środka niby nie miała pewności, ale wiedząc z czego słynie to królestwo nie powinna się mylić. Lochy rozświetlała płynna lawa.
Liv aż westchnęła, podpierając się pod boki i skupiając w końcu na tkwiącym na kozetce mężczyźnie. Wpatrywał się w nich z łatwo dostrzegalną konsternacją, zaciskając dłonie na zwiniętym na podołku kocu.
— Król was przysłał?
— Owszem — przyznał Itachi, mrużąc powieki gdy więzień wstał. Bardzo uważnie śledził mimikę klechy oraz każdy, nawet najmniejszy ruch. Nie chciał dać się zaskoczyć. W końcu zabił człowieka. Na razie śmiał twierdzić, że stoi przed nimi ktoś to liczy na pomoc. Czyli rozmawiają z księdzem, a nie potworem który podobno w nim siedzi.
— Przybyliśmy aż z Konohy aby pomóc.
Uchiha mimowolnie się skrzywił, słysząc zapewnienie Senju. Zupełnie zapomniał zakazać jej się odzywać. Miał gdzieś, że być może rozbudziła w księdzu fałszywą nadzieję. Jego niechęć wzbudziło coś innego. Mianowicie zwróciła na siebie uwagę. Paradoksalnie to zadziało jak katalizator objawów. Nie, póki co mężczyzna nawet nie drgnął, ale wprawne oko Itachiego wyłapało subtelne zmiany. Wzrok stał się zimny, mroczny i nieprzenikniony, rysy stężały, a pomieszczenie wypełniła ciężka atmosfera. Znikąd pojawił się chłodny powiew, chociaż nie było żadnego okna.
— Pomóc… mordercy?
— A to ty zabiłeś?
— Tak… i zrobię to znów.
Następne wydarzenia potoczyły się tak szybko, że Senju nie zdążyła nawet mrugnąć, jednak Itachi był przygotowany. Spodziewał się tego od chwili gdy dostrzegł chytry błysk w oczach kapłana. W sekundzie jak pojawił się tuż przed Liv chwycił go za gardło, brutalnie dociskając do ściany. Z aktywowanym Sharinganem patrzył na krztuszącego się klechę, nic nie robiąc sobie z wbitych w nadgarstek paznokci.
Trochę to trwało zanim złamał opór, ale później już było z górki. Czuł jak pod wpływem działania Kekkei Genkai, niedoszły oprawca Senju, opada z sił. Ramona mu opadły, a ciało zwiotczało przez co z trudem trzymał się na nogach. Jednak, Itachi już wiedział wszystko. Atakując mężczyzna całkowicie się obnażył, dzięki czemu z łatwością wniknął w jego umysł.
— Już po wszystkim?
— Tak i nie — rzucił zagadkowo Uchiha, rozluźniając uścisk i przyglądając się jak ksiądz osuwa się po cegłach. Tego się nie spodziewał. Ze zmarszczonymi brwiami patrzył na skulonego faceta, rozważając pozyskane informacje.
— No powiedz coś — sapnęła Liv, niezbyt zadowolona z powściągliwości towarzysza. Naprawdę, dlaczego zawsze zmuszał ją do ciągnięcia go za język. To uwłaczało godności, ale kurde, przecież to były sprawy ważne. Zlecenie dostała Konoha, a przecież również w interesie Senju leżało aby zadanie zakończyło się sukcesem. Pozytywnie wykonane misje umacniały reputacje wioski.
— Muszę to przemyśleć.
— Ale co takiego?
— Rozpakuj bagaże. Jutro jeszcze nie wrócimy do domu — odparł, całkowicie ignorując pytanie Liv i kierując się do wyjścia. Dziś kapłan już nie będzie sprawiał problemów, zadbał o to. Popchnął kratę, a następnie zwrócił się do czekających żołnierzy. — Przenieście go na łóżko. I tym razem mocniej przymocujcie łańcuch do ściany. Ten wyrwał.

~oOo~

Rumi z uśmiechem na twarzy wlała kilka kropel do złotego pucharu z winem. Patrząc na ciemny burgund najlepszego trunku jakim dysponował jej ojciec, odetchnęła głęboko dodając sobie odwagi. Owszem, uważała, że to desperacki krok aby sięgać po miksturę od pałacowego maga, ale nie miała wyjścia. Wszelkie inne próby zawiodły.
Biorąc się w garść szybko postawiła kielich na tacę i zawołała służącą. Nie była głupia. Gdyby sama podała to blondynowi to jak nic nabrałby podejrzeń, a już z pewnością by odmówił.
— Zanieś to panu Kazamie.
— Tak jest, jaśnie panienki. — Młoda dziewczyna skłoniła się uniżenie, a następnie bezszelestnie zniknęła za drzwiami.
Tak, teraz pozostawało czekać na efekty. Królewna nie spodziewała się cudów. Ten wywar miał jedynie sprawić żeby mężczyzna spojrzał na nią łaskawszym okiem. O resztę już sama zadba.

~oOo~

Kazama przechadzał się po podziemiach pałacu, z rozczarowaniem mijając grobowce poprzednich władców. Cóż, zdecydowanie za wiele sobie obiecywał po tej wizycie. Otóż do uszu Chikage dotarło, że niby jeden z demonów podszył się pod człowieka i kilkadziesiąt lat temu władał tym królestwem. Za jego panowania Lawa znacznie powiększyła swoje tereny, a skarbiec pękał w szwach od złota i drogocennych kamieni. Niestety rzeczywistość okazała się zgoła inna. Tak jak przypuszczał ta informacja była wyssaną z palca brednią. Nie wyczuł tu żadnego pobratymca żywego czy martwego. Jedyne demony w tych okolicach to on oraz Liv. Krótkim spojrzeniem obrzucił mijany posąg, a następnie popchnął wrota. Koniec zwiedzania.
Wspinał się właśnie po schodach, gdy w pobliżu wyczuł obecność Uchihy. Hm… czyli przeszli do rzeczy. Aż zmrużył powieki w oczekiwaniu na konfrontacje. Tak, wiedział, że prędzej czy później do niej dojdzie. Oczywiście to nie tak, że brunet dopiero przyjechał. Dotarł w samą porę na przyjęcie, a Kazama już zadbał o to aby czekało na niego ciekawe widowisko. Między innymi dlatego wyciągnął Liv na parkiet. Nigdy nie należał do zwolenników tańca, ale przed taką publiką grzechem byłoby tego nie zrobić. Zwłaszcza, że przeciwnik tak ładnie reagował na spektakl. Uśmiechając się pod nosem wyszedł na słabo oświetlony korytarz i ku swojemu zdumieniu, ujrzał tam czekającą służącą. Stała z tacą w rękach, patrząc na niego wyczekująco.

17 komentarzy:

  1. UUUUUUUUUUUUUU
    Będzie się działo

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego zawsze w najlepszym momencie koniec? ;D
    Cudowny rozdział, jak każdy wychodzący z pod Twojego pióra.
    Życzę weny i czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dziękować, dziękować. Polecam się na przyszłość <3.
      Wenę przygarniam i już powoli skrobię następny rozdział :"D.

      Usuń
  3. W końcu nocia! Ale jakaś krótka, no... Ja chcę już następną!!! Przekonałam się do Kazamy i lubię sceny z nim i z Liv, ale jakoś za mało mi tu Itachi 'ego. Fajnie, że w końcu się spotkali, ale gdzie ta rozmowa, podczas której omówią wszystko co się między nimi wydarzyło?

    pozdrawiam i życzę weny,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Itachi ustępuje pola Kazamie. Czy tylko mi się wydaje jakiś taki nijaki w starciu z demonem? Jakoś tak stracił polot. Niechże se przypomni, że jest z cholernych Uchiha! Kobiety padają mu do stóp, mężczyźni zazdroszczą! Madara jak to widzi to załamuje ręce XD.
      Dzięki za wenę i pozdrawiam.
      Co do rozmowy... nie przekazałam jej dosłownie. Taki był plan. Trochę domysłów Wam nie zaszkodzi :3

      Usuń
    2. O nie, nic z tego, nie zdradzę moich domysłów, bo wtedy zmienisz zamysł i nic z tego. mogłabyś chociaż opisać jak któreś z nich wspomina tą rozmowę, jak się potoczyła i w ogóle. Poza tym tęsknię za Shisuim. To jak dogryza Itachi ;emu jest urocze. No i ciekawa jestem co u exnarzeczonej największego ciacha Konohy i jej chłopakiem od ptaków, bo chyba czymś takim się zajmował. No i brakuje mi postaci z kilku wcześniejszych notek. Ciekawi mnie wątek z księdzem, ale wolę zdecydowanie broń Aiki. W ogóle czemu my tak mało wiemy o niej? I przydałby się powrót smoka. Stęskniłam się za Tsunade. Jej rozmowy z Liv są takie odprężające. A Danzo to gdzie wcięło? Powinien poważnie oberwać za przehandlowanie Liv. Irytuje mnie ta księżniczka. I niech Itachiemu przypomni się, że jest Uchihą do diabłą! Albo niech kuzyn go oświeci. Chyba,że sobie odpuścił...Chciałabym pośmiać się jeszcze z Chakaze. Liv dawno nie przywoływała swojego Chowańca. Co z tymi Łowcami? Oni nie mieli czegoś knuć? Uważam, że święta wielkanocne powinny być dłuższe, w sensie wolne od czwartku. Czemu wszyscy pracodawcy są do bani? Dobra, lepiej skończę ten komentarz, bo zaczyna robić się bez sensu. W sumie wyszedł z niego koncert życzeń. Poprawiłabym go, ale nie mam siły, jestem zmęczona, miałam ciężki dzień, jest późno i tak dalej...

      Przesyłam kopa z weną, pozdrawiam i dobranoc,
      Yuzuki

      Usuń
  4. Kazama jest przezajebisty. Serio. I chyba - chyba - przechodzę na jego stronę.
    No bo cholera, on sie tak stara o tą Liv a mimo wszystko nie naciska i to się po prostu wydaje takie.. właściwe. A Itachi przychodzi teraz jak zbity pies znaczy no, niecałkiem, ale wiesz o co chodzi.
    Co do rozdziału to mimo, że dłuższy, to i tak mi nie wystarczyło. Ten ksiądz mnie przeraża, serio i mam złe przeczucia. Poza tym jak zwykle pozachwycam sie trochę nad twoim stylem pisania, g e n i a l n y.
    Czekam na następny, buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykreowałam potwora (Kazama). Kradnie mi tu całe show XDDD.
      No, ale przyznaję. Itachi zachowuje się trochę jak dziecko we mgle. Miota się... A Kazama? Luuuuuz. Powoli, subtelnie, a do celu. Ksiądz - ostać klucz do wydarzeń. Mam nadzieję, że tego nie spieprzę. Ta akcja ma potencjał.
      Dziękuję za pochlebstwa, mój Wen czuje się miło połechtany^^. Pozdrawiam i produkuję się powoli z nowym wpisem. Oby pióro się nie stępiło :"D. Buziaki

      Usuń
  5. A ja czuję niedosyt..... Bo tak długo czekam na konfrontację ale taką twarzą w twarz z rękoczynami między Kazamą a Itachim, a tu tylko rozmowy... ( i oczywiście trzymam kciuki za Kazame)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałaś na wojnę? Huehuehuehuehue... cierpliwości. Buzuje testosteron, a więc burza wisi w powietrzu :"D.

      Usuń
  6. Huh, no tym razem to cię zupełnie nie wyczułam, dlatego komentuję tak późno... albo raczej zwyczajnie nie miałam czasu przeczytać posta wcześniej, nawet jeśli zauważyłam, że coś się pojawiło na blogu ^^''
    Czytałam to wczoraj, więc... trochę już wiedzy ze mnie uleciało >.<'' W każdym razie pamiętam, że ucieszyłam się na wzmiankę o Itachim, który wziął się (wreszcie) do roboty C: Ekscytująco zapowiada się akcja z nawiedzonym księdzem wyrywającym łańcuchy ze ścian xp Ciekawa jestem, co z tego stworzysz i czy ten faktycznie będzie opętany przez demona czy jednak nie (a może przez coś innego? O.o) Starcie Kazamy z Uchihą też wisi w powietrzu i już nie mogę doczekać się, aż do czegoś między nimi dojdzie ^^''
    Pisz szybciutko następny rozdział~! ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stała czujność, Kita. Nie słuchałaś profesora Moody?^^
      Cieszy mnie, że jeszcze pamiętasz o co tu chodzi... naprawdę z tego opka robi mi się cholerny tasiemiec. Trzeba przyśpieszyć akcję i zakończyć to. Bo ileż można Was męczyć XD.
      Dzięki za komcia, mam nadzieję, że następny rozdział (cokolwiek to będzie) Cię nie rozczaruje^^. Buziaki

      Usuń
  7. Dita, gdzie zniknęłaś?!!!!

    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem... ale mam maraton w pracy. Wolne dopiero w święta. Niestety taki ciąg nie sprzyja pisaniu, bo po powrocie zwyczajnie padam na pysk :/

      Usuń
  8. Jak tam nowa notka bo już nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli, z trudem, niczym lokomotywa z wiersza, się pisze...

      Usuń