Łala:3. Czytajta, radujta się, bo oto się stało XD.
Nowy rozdział jeszcze ciepły, a wręcz gorący. Powiem, że nawet, nawet się
pisało. Słowa płynęły, koncepcja była, czyli rozdział powinien być zjadliwy^^.
Ale, ale… przecież to nie mnie oceniać, bo od tego to ja mam Was <3.
Dlatego zapraszam serdecznie do czytania i
komentowania. Tak, czekam na Wasze opinie z niecierpliwością. Kurna, cały dzień
w pracy będę dumać jak Wam się podobało XD.
W każdym razie, nie przedłużając już się zamykam. Do
następnego wpisu :”D.
Acha, nie sprawdzane przez nikogo :/. Uwaga na byki
-_-.
Tyle co się
pojawili na kamiennych schodach, a wielkie, zdobione złotem wrota pałacu
rozwarły się z głośnym skrzypieniem, a zza nich wyszedł załzawiony ze
wzruszenia król. Postawny mężczyzna utkwił spojrzenie w zamarłej w bezruchu
latorośli, a następnie wymamrotał coś pod nosem zerkając w niebo. Wyłącznie
ślepiec nie dostrzegłby na jego obliczu malującej się ulgi.
W ślad za nim, niczym
duch, szła jakaś niepozorna kobieta, mocno zaciskając dłonie na kremowej,
haftowanej chustce i co trochę ocierała nią policzki. Liv nie musiała być
wróżbitą aby się domyślić, że to zapewne guwernantka smarkuli. Dziewczyna
najpewniej nawet nie zdawała sobie sprawy co swoim wybrykiem wyrządziła tej
dwójce. Oboje bladzi, zmęczeni, z ciemnymi śladami pod oczami od niewyspania,
nie prezentowali się kwitnąco. Dni jakie spędzili z daleka od Rumi pewnie
jawiły im się jak istny horror.
Liv mimowolnie
skupiła się na kobiecie. Ciekawiła ją ta nauczycielka. W końcu usidliła
monarchę potężnego kraju. Po pierwszych oględzinach, Senju poczuła się trochę
rozczarowana. Brunetka cechowała się nienachalną urodą, w zasadzie — mówiąc
dobitniej — to nijaką. Na ulicach można spotkać mnóstwo takich kobiet. Jednak było
coś jeszcze. Coś co uważnego obserwatora zatrzymałoby w pół kroku. Uroku
dodawała jej dobroć jaka emanowała z dużych, brązowych oczu. Patrzyła z takim
uczuciem na tę małą, że nikt nie miałby wątpliwości że ją kocha jak własne
dziecko.
Kiedy oderwała
spojrzenie od opiekunki Rumi, zorientowała się, że są otoczeni przez straże.
Mężczyźni coś poszeptywali między sobą wydając ostatnie instrukcje, ale nie
wyczuwała zagrożenia. Krótki rzut oka wystarczył aby zrozumieć, że szykują się
do jakiejś salwy honorowej. Jak tylko o tym pomyślała, skrzywiła się malowniczo
z trudem hamując jęk. Że też dała im czas na takie przygotowania. Tak, Senju
wysłała chowańca z informacją do krainy Lawy, że najpóźniej w południe będą na
miejscu. Oczywiście najpierw się upewniła, że małolata nagle nie zmieni zdania.
Wiadomo, ten wiek cechował się brakiem odpowiedzialności, głupotą, a przede
wszystkim nieprzewidywalnością.
Liv westchnęła
cierpiętniczo na pierwszy dźwięk nadwornego trębacza. No i jak tę małą oduczyć
snobizmu, gdy ojciec zamiast kary, gotuje jej przyjęcie godne króla? Nie
umknęły kunoichi również szepty gawiedzi o planowanym na wieczór przyjęciu.
Monarcha pragnął podzielić się szczęściem z powrotu córki ze wszystkimi.
Szykował się wystawny bal na który zaproszono wszystkich mieszkańców.
Prychając pod
nosem, z trudem wyhamowała cisnący się na usta uśmiech, gdy patrzyła jak Rumi
wpada w rozłożone szeroko ramiona ojca. Przygotowana otoczka z pewnością
wprawiła królewnę w doskonały nastrój. Wiadomo, to styl godny tej aroganckiej
pannicy. Jednak, Senju dostrzegła coś jeszcze. Chociaż dziewczyna nigdy nie
przyznałaby się do tego głośno, najwyraźniej i ona zatęskniła za rodzicielem.
Można to było dostrzec po tym jak wtuliła nos w jego pierś, dyskretnie
zaciągając się zapachem. Liv wiedziała co ta mała czuła. Tak pachniało
bezpieczeństwo.
— Długo będzie
trwać ta szopka? — mruknął Kazama, zerkając z niedowierzaniem na baszty
obronne z których zaczęły wystrzeliwać
sztuczne ognie. Pióropusze ognia strzelały w niebo najróżniejszą feerią barw, zyskując
masę widzów nagradzających każdy wybuch oklaskami i wiwatami.
— Nie wiem. A
co, śpieszy ci się gdzieś? — Łypnęła na towarzysza, krzyżując ramiona na
piersi. — Nikt cię nie trzyma, możesz iść.
— Niezła próba,
Liv. — Chikage zaśmiał się cicho, a następnie objął ją ramieniem i nachylił się
tak, aby patrzeć prosto w oczy. — Nadal
jesteś moją dłużniczką.
— Dostałeś
wczoraj krew — syknęła, mimowolnie się spinając na wspomnienie doznań jakie
zapewnił jej demon. Emocjonalny rollercoaster. Każdy nerw niemal płonął, gdy
ciało błagało o dotyk czy choćby muśnięcie. Jednak Chikage był bezlitosny.
Zaserwował Liv tortury, podczas których stoczyła prawdziwą batalię ze swoim
demonicznym dziedzictwem. I no cóż, prawie przegrała. Na szczęście właśnie
wtedy, pojawiła się waląca w drzwi Rumii.
Mimo to, naprawdę
zasłużyła na medal za opanowanie. Tak długo się opierać w takich ekstremalnych
warunkach… nawet święty by uległ. Chyba opatrzność nad nią czuwała, że nie
rzuciła się na Kazamę. Chociaż, z drugiej strony, jakby tak się stało, to każdy
sąd by ją uniewinnił. Bo ileż można? Każdy ma swoje granice.
Te wszystkie wizje
jakie atakowały Senju, zalewając umysł obrazami oraz doznaniami. Znalazła się w
alternatywnej rzeczywistości, podczas gdy fizycznie demon ograniczył się
wyłącznie do picia krwi. A to wystarczyło aby prawie spłonęła.
— Zamyśliłaś się
— zauważył z zadowoleniem, mrużąc powieki.
— Sądziłam, że
jak tylko odprowadzimy dziewczynę to znikniesz — zauważyła, zmieniając
błyskawicznie temat aby uniknąć żenującej sytuacji w której czerwieni się jak
piwonia.
— Chyba troszkę
tu zabawię… — mruknął, prostując się i omiatając pałac zamyślonym wzrokiem oraz
uśmiechając się pod nosem. Dotarły do niego ciekawe plotki na temat królestwa
Lawy i korzystając z okazji, postanowił się odrobinę rozejrzeć.
— No nie wierzę…
— zakpiła Liv, z całej siły próbując zignorować palce Chikage muskające skórę
na karku. Pod wpływem elektryzującego dotyku, czuła przyjemne ciarki
przebiegające ciało spływające wzdłuż kręgosłupa. Wrażenie niesamowite, ale
według Senju takie gierki powinien Kazama zostawić sobie do alkowy. Gdyby nie
opanowanie wyćwiczone latami treningów, to teraz mruczałaby jak kot domagając
się więcej. A tak, zamiast tego zacisnęła mocno usta.
Żeby to cholera wzięła.
Kiedy nareszcie podjęła satysfakcjonującą decyzję na temat tego co dalej począć
z adoracją demona oraz tematem Uchihy, nic nie szło zgodnie z planem. No,
przynajmniej Kazama nie ułatwiał. A co dokładnie postanowiła? Otóż, zamierzała
wstrzymać się z wpakowaniem w związek z Chikage — na marginesie, to nie
wiedziała czy on uznawał coś takiego jak randki i te sprawy — zanim nie
otrząśnie się po Itachim. Ostatnia wspólna misja jasno udowodniła, że to
jeszcze zbyt świeża sprawa i puki co, nie ma co działać pochopnie. Pozostawało
faktem, że głupie serce wciąż rwało się do tego przeklętego geniusza.
Zapewne gdyby
pytać o zdanie Kazamy to stwierdziłby, że jemu to nie przeszkadza. A wręcz
zacząłby się śmiać. Później, gdy już by się uspokoił, z właściwą dla siebie
butą dałby do zrozumienia, że po chłopaczku, przyszła pora na prawdziwego
mężczyznę. — Jakkolwiek by to nie brzmiało w ustach demona. — Jednak tu
chodziło o coś innego. Owszem, Chikage wiele razy zaszedł Liv za skórę, ale nie
aż tak żeby zasłużyć na to żeby stać się formą pocieszenia po synu Fugaku. Nie,
nie, nie. Póki jeszcze miała tu coś do powiedzenia, nigdy się na to nie zgodzi.
— Nie boisz się
romantycznych zapędów królewny? — zapytała, w końcu odsuwając się od towarzysza
i rozcierając mrowiącą skórę. Tak, mogła gadać co sobie chciała, ale ciało
wiedziało swoje.
— Tatuś ostudzi
zapał córki.
— Żebyś się nie
zdziwił.
~oOo~
Liv z
westchnieniem ulgi opadła na kremowy, bogato zdobiony fotel. Miękkie, pikowane
siedzisko oraz wygodnie wyprofilowane oparcie czyniło z niego najlepszego
przyjaciela zmęczonego człowieka. Oczywiście swoimi gabarytami przytłaczał —
pomijając, że bardzo niewiele wnętrz wyglądałoby dobrze z takim meblem — a
człowiek czuł się jak karzeł, ale to były drugorzędne sprawy.
Senju aż
przymknęła powieki, podpierając się na łokciu i masując nasadę nosa. Wreszcie
mogła odhaczyć zadanie doprowadzenia królewny do domu i wrzucić do szuflady z
pieczęcią „wykonane”. Wspaniale, cudowanie. Jednak istniało jedno zasadnicze
„ale”. Otóż władca krainy Lawy wymusił na niej obecność na balu. Na nic zdały
się tłumaczenia, że Konoha jej potrzebuje, że jest wyczerpana podróżą, czy że
czeka na nią Hokage. Niestety, król zapadł na chwilową głuchotę. A gdy w
desperacji rzuciła, że nie ma żadnego odpowiedniego stroju godnego uroczystości
na dworze królewskim i skompromituje nie tylko siebie, ale również wioskę,
monarcha błyskawicznie znalazł rozwiązanie. I to nie takie o jakim myślała
główna zainteresowana. Otóż, przysłano do niej krawca. Szach mat.
Mało tego,
Kazama niby tak sceptycznie nastawiony do ludzi, a jednak dał się namówić ojcu
Rumi na zwiedzanie pałacowych winnic. Tak, Liv wiedziała, że ta wyprawa to była
sprężyna królewny. Jakoś nie przypuszczała aby król z własnej woli wychodził ze
skóry aby zatrzymać jak najdłużej jakiegoś anonimowego mężczyznę. Cokolwiek
mała wyznała tatusiowi, przyniosło zdumiewający efekt.
Ziewając
szeroko, zamrugała intensywnie. Cóż, nie zdziwiła się zbytnio, że zasnęła. Ten
fotel plus zmęczenie, równało się snem na siedząco. Na całe szczęście bez
konsekwencji. Mebel nie tylko prezentował się jak dzieło sztuki, ale i
wypoczynkowo spełniał wszelkie wymogi norm. Przeciągnęła się rozkosznie,
rzucając okiem na okno. Mrok za szybą nieubłaganie świadczył, że drzemała kilka
ładnych godzin. Wniosek nasuwał się jeden. do przyjęcia zostało niewiele czasu,
bo w to, że je przespała jakoś wątpiła. Na pewno by ją obudziła guwernantka
Rumi. Kobieta wyjątkowo entuzjastycznie podeszła do pomysłu króla o balu na ich
cześć, tak w ramach podziękowań. O zdanie nikt nie zapytał najbardziej
zainteresowanych, ale co tam. Dziwna forma zapłaty, ale Liv już się nauczyła,
że najgłupszym wyjściem było się szarpać. Zwyczajnie to przetrwa. Skoro
wytrzymała towarzystwo niestabilnej emocjonalne nastolatki, która przejawiała
apodyktyczne zapędy to nic jej nie złamie. Równocześnie z tą budującą myślą
podniosła się z fotela, odgarniając z czoła niesforną grzywkę. Właśnie przy tej
czynności, wzrok Senju padł na położoną na narzucie łóżka suknie.
— Szlag.
~oOo~
Kazama ze
znudzeniem patrzył na krzątających się na dziedzińcu ludzi. Kobiety, mężczyźni,
a nawet dzieci uwijali się jak w ukropie zamiatając pozostałości po salwie
honorowej dla królewny. Co ciekawe, wydawali się naprawdę szczęśliwi z powrotu
dziewczyny. Wnioskował to po ich
zadowolonych minach oraz żartach rzucanych podczas pracy. Interesujący fenomen,
bo znając charakter smarkuli, on na ich miejscu, błagałby los aby nie wracała
jak najdłużej albo wcale.
Dumając nad tym,
oparł się plecami o otwarte okno i przeniósł wzrok na horyzont. Instynktownie
czuł, że coś wisiało w powietrzu. Coś nadchodziło i przyniesie ze sobą znaczące
zmiany. Będzie niszczyć, plątać, komplikować, a przede wszystkim udaremni
wszelkie plany. Zrujnuje to co osiągnięte. Jednym słowem, nadchodził kataklizm.
Chikage
uśmiechnął się drapieżnie i niedbałym ruchem przeczesał palcami włosy, mrużąc
powieki. Domyślał się kto postanowił ich odwiedzić. Wyłącznie jedna osoba mogła
zagrozić jego pozycji i najwyraźniej zebrała się w sobie, aby wziąć sprawy w
swoje ręce. Cóż, wiedział, że prędzej czy później nastąpi ta chwila, więc
element zaskoczenia nie zadziałał. Zresztą, krew płynąca w tych, konkretnych
żyłach nie zwykła do biernego czekania. Natury wojownika nie oszukasz. Czy się
obawiał? Nie. Kazama był świadomy własnej wartości i ktoś taki jak Uchiha nie
da rady zaprzepaścić tego co osiągnął. Chociaż nie należał do durniów
lekceważących przeciwnika. Dziedzic Sharingana z pewnością napsuje mu krwi, a
już na pewno zagwarantuje niespokojny sen.
~oOo~
Król z uśmiechem
ulgi patrzył na wirującą w tańcu córkę, wreszcie odczuwając tak upragniony
spokój. Strach jaki poznał gdy zniknęła z pałacu omal go nie zabił. Stare ciało
nie wytrzymało wstrząsu, po przekazanej wiadomości od strażników. I chociaż stan
zdrowia nie pozwalał na osobiste nadzorowanie poszukiwań to nie potrafił
usiedzieć w spokoju. Medycy zaaplikowali mu końską dawkę lekarstw, a mimo to
wciąż odczuwał bolesne kołatania serca. Jego jedyne, ukochane dziecko zapadło
się pod ziemię. Dosłownie znikła jak kamfora i nikt nie potrafił stwierdzić
gdzie mogła się udać.
Całe szczęście,
że Konoha niezwłocznie przyjęła zlecenie. Wybór padł na nią z racji posiadania
w swych szeregach licznych shinobi, wyjątkowo uzdolnionych w tropieniu. Do uszu
króla dotarły pogłoski o specjalnie skompletowanych drużynach śledzących. Nikt
nie potrafił im umknąć. Chodziły nawet plotki, że wioska Liścia była
najpotężniejsza ze wszystkich nacji. I potwierdziła swoją wielkość.
Przysłana
kunoichi w oka mgnieniu zlokalizowała niesforną latorośl, zaraz przesyłając
uspakajającą wiadomość. Zagwarantowała mu przespaną noc i jako taką nadzieję,
że córka wróci bezpiecznie do domu.
Król odetchnął
głęboko, przenosząc wzrok na tymczasową opiekunkę Rumi. Stała po przeciwległej
stronie sali oparta o filar, znad kieliszka obserwując tancerzy. Czujne zielone
oczy błyszczały intrygująco pod wpływem migoczącego światła, gdy uważnie
śledziły ruchy gości. Krawiec doskonale się spisał w tak krótkim czasie tworząc
kreację jakby stworzoną dla niej. Prosta linia idealnie pasowała do figury
kunoichi, a jednocześnie pozostawała wytworna oraz szykowna. Długa aż do ziemi,
a przy tym lekka w kroju podkreślająca każdą krzywiznę kobiecego ciała.
Przyjemnie patrzyło się jak podarowana suknia obleka ciało przedstawicielki
Konohy i nawet niektórzy z obecnych biesiadników, najwyraźniej popierali zdanie
władcy. Tylko ślepiec by nie zauważył zaciekawionych spojrzeń jakie poddani
rzucali w stronę kunoichi. Trzeba będzie sowicie wynagrodzić krawca, bo wykonał
kawał dobrej roboty i do tego pod presją czasu.
Zerknął na
niepokorną córkę… Cóż, ulokowała uczucia z zdecydowanie dziwnym mężczyźnie. Na
pewno silnej osobowości, bo to — z racji piastowanej pozycji — król potrafił
ocenić od razu. Raczej małomównym, ale jednocześnie konkretnym. A przede
wszystkim, dało się w nim wyczuć dziwną arogancję. Nie, nie… nie ujawniał jej
wprost. Emanował przytłaczającą pewnością siebie. Roztaczał wokół aurę dziwnej
wyższości, jakby spoglądając na wszystkich z góry.
Prawdą
pozostawało, że odetchnął z ulgą gdy uzyskał pewność, że w żaden sposób blondyn
nie jest zainteresowany królewną. Ba, on wręcz stanowczo się odżegnywał od
możliwości zostawienia z nią sam na sam. Po wyprawie do winnic na propozycję
skonsumowania deseru w ogrodzie, zwyczajnie nie zareagował. Jakby nie usłyszał
słów Rumi, skinął im na pożegnanie i ruszył do przydzielonej komnaty. Monarcha
niemal otarł pot z twarzy, dziękując losowi, że oszczędzi mu takiego zięcia.
Oczywiście, nie mógł odmówić blondynowi atrakcyjnej powierzchowności. Niesforne
blond włosy, wyraziste rysy twarzy, słuszna postura, a to wszystko okraszone
niepokornym spojrzeniem. Taki ktoś podobał się kobietom.
A jego córka?
Bardzo kochał swoje dziecię, ale trudno. Mała przełknie gorzką pigułkę
odrzucenia i będzie żyła dalej. Jeszcze nie raz się rozczaruje. Miłości nie
można kupić, a poza tym… to ciężko nazywać miłością. Szczenięce zauroczenie
kimś nowym, ot co. Taką przynajmniej miał nadzieję.
Niespodziewanie
do umysłu króla napłynęło wspomnienie mężczyzny za kratami lochu w podziemiach
pałacu. Zmęczonej twarzy, zniszczonych szat oraz drżącego głosu. Krzyku pełnego
rozpaczy, gdy wszystko wracało do normy i stawał się ponownie sobą. Błędne
spojrzenie prześladowało go po nocach, a w uszach wciąż na nowo rozbrzmiewała
mu gorąca prośba o skazanie na śmierć.
Stojąca
nieopodal guwernantka zerknęła pytająco na zgarbionego króla. Nagle jakby
uleciało z niego całe powietrze, a on postarzał się o kilkanaście lat. Zniknął
żwawy, doświadczony wiekiem władca, zastąpiony przez starca, a dobre, zawsze
wesołe niebieskie oczy, niespodziewanie straciły cały blask, stając się matowe
oraz nieprzystępne. Kobieta z trudem powstrzymała się od położenia dłoni na
ramieniu monarchy, gdy na jego obliczu pojawiła się głęboka zmarszczka na
czole, oznaczająca zmartwienie.
~oOo~
— A mówiłaś, że
nie spotka mnie już nigdy więcej taki zaszczyt.
Szept Kazamy
wyrwał Liv z zadumy, gdy gorącym oddechem połaskotał ją w ucho. W ostatniej
chwili powstrzymała się przed roztarciem mrowiącej skóry, jedynie zerkając na
pobratymca z pobłażaniem. Nie chciała pokazywać jak mocno takie małe gesty na
nią działają. Już i tak demon był zbyt pewny siebie po wczorajszym.
Dostrzegając w
co jest ubrany aż uniosła brwi. Nigdy w życiu nie widziała Kazamy w smokingu i
no cóż, była więcej niż zaskoczona. Prezentował się naprawdę dobrze. Nawet
więcej niż dobrze, a wnioskowała to po łakomych spojrzeniach innych kobiet.
Och, co tu kryć, gdyby nie duma sama pewnie zaśliniłaby podłogę patrząc na
demona.
Westchnęła
cicho, przenosząc wzrok na tańczącą Rumi. Do królewny co chwilę podchodzili
nowi partnerzy, aby zmienić tych poprzednich, podczas gdy pod sceną ustawiła
się niemała kolejka oczekujących. Wirując w tak muzyki dziewczyna niemal
promieniała zadowoleniem. Znalazła się w centrum uwagi wszystkich. Patrząc na to,
Liv łatwo się domyśliła, że wybujałe ego córki króla zapewne przeżywa prawdziwą
ekstazę.
Westchnęła
cicho, spoglądając na zamyślonego pobratymca. Oczywiście domyślała się, że
prędzej czy później Chikage ujawni swoją obecność, ale po cichu liczyła, że
może zrezygnuje z przyjęcia. Każdy może od czasu do czasu pokarmić się
złudzeniami, prawda?
— Jaki
konkretnie? Przyjęcie w elitarnym gronie? — zakpiła, dopijając alkohol oraz
odstawiając kieliszek na tacę przechodzącej w pobliżu kelnerki.
— Nie, Liv.
Widok ciebie w stroju wieczorowym — odparł swobodnie, przechodząc przed Liv i
wyciągnął zachęcająco dłoń. — Dlatego posuńmy się o krok dalej, można?
— A mogę
odmówić?
— Zależy. Jeżeli
chcesz nagle znaleźć się w centrum zainteresowania, to owszem.
— Czyli nie —
mruknęła z westchnieniem, ujmując oferowaną rękę i dając się poprowadzić na
parkiet.
~oOo~
Senju odetchnęła
ciężko, otwierając drzwi od komnaty i podchodząc do ogromnego łoża. Patrząc na
śnieżnobiałą narzutę oparła się pokusie rzucenia twarzą w pościel, ale
wyłącznie ze względu na szpilki podtrzymujące fryzurę. Jakoś nie wyobrażała
sobie, że w tak upiętym koku można wygodnie spać, a nie miała zamiaru całą noc
przewracać się z boku na bok. Kierując się tą logiką z westchnieniem uwolniła
włosy, pozwalając im swobodnie spływać po nagich ramionach. Uśmiechnęła się pod
nosem. Uważała się za szczęściarę. Dzięki nieudolnej próbie podrywu Kazamy
zyskała szansę aby wymiksować się z balu z czego skrzętnie skorzystała.
Otóż, kiedy
orkiestra zrobiła krótką przerwę na przestrojenie instrumentów, podpłynęła do
nich królewna wraz ze swoim partnerem. Mężczyzna wydawał się spijać każde słowo
z ust przyszłej monarchini, ale ona całkowicie skupiła się na demonie. Może
nienachalnie, ale podjęła się trudnego zadania kokietowania Kazamy na co Liv z
trudem powstrzymywała uśmiech pełen politowania. Propozycje wspólnego
zwiedzania pałacowych włości rzucała w powietrze łudząc się, że blondyn złapie
haczyk. Najwyraźniej jednego się nauczyła. Musiała najpierw zainteresować
Chikage będąc w szerszym gronie, aby uśpić jego czujność. Tak postępuje się z
twardym zawodnikiem.
Plan dobry, ale
nieskuteczny. Niestety demon okazał się głuchy oraz ślepy na wszelkie zabiegi
małej. Ba, Liv przypuszczała, że nawet udało mu się urazić jej kobiecą dumę.
Jak? W bardzo prosty sposób. Nie zaszczycił spojrzeniem głębokiego dekoltu
sukienki, kiedy Rumi usilnie bawiła się złotym wisiorkiem usiłując właśnie tam
zwrócić jego uwagę. Świadomość własnego ciała w połączeniu z seksapilem bardzo wiele potrafi zdziałać, zwłaszcza gdy
chce się przekonać do czegoś opornego faceta. Stała się kluczem do sukcesu mnóstwa
kobiet, ale żeby odpowiednio wykorzystać atuty ofiarowane przez matkę naturę
trzeba mieć doświadczenie. Niestety Rumi w tym temacie była zielona, jak młoda
trawa na wiosnę.
Rozczesując
palcami włosy przeniosła wzrok na wiszące na przeciwległej ścianie lustro.
Patrząc na odbicie uśmiechnęła się mimowolnie, zaraz kręcąc głową z
politowaniem za nonsensowne myśli. Otóż przyszło Liv na myśl, że prezentuje się
tak nietypowo — wiadomo, na co dzień nosi strój kunoichi, a on stawia przede
wszystkim na wygodę oraz funkcjonalność, dlatego przejmowanie się wyglądem jest
zwykłą głupotą — że powinna to jakoś
uwiecznić, tak na pamiątkę jaka z niej atrakcyjna babka. Udokumentować tę
przemianę dla potomnych. Zaśmiała się bezgłośne, muskając palcami długie, złote
kolczyki z perłami w kształcie łez, pożyczone z królewskiej biżuterii.
Wyłącznie one dopełniały strój, ponieważ jakaś znawczyni zdecydowała, że ta
kreacja wymaga minimalizmu. Cóż, Senju nie oponowała. Nie znała się na
trendach, a to co widziała w odbiciu wyglądało dobrze. Tak, nawet ona czasem
przejawiała odrobinę narcyzmu.
— Witaj.
— Co? — Liv nie
zdążyła nawet mrugnąć, gdy niespodziewanie została popchnięta na materac. Zbyt
zaskoczona żeby się odezwać, w szoku wpatrywała się we wspartego na rękach
mężczyznę, który zapobiegawczo zacisnął palce na jej nadgarstkach.
— Tęskniłaś?
— Co ty tu
robisz?!
~oOo~
Liv z frustracją
potargała grzywkę, wciąż na nowo rozważając słowa Itachiego. Po pierwsze,
trudno jej było zaakceptować fakt, że przewrotny los sprowadził go aż do Lawy.
Tak na marginesie mógł z tym poczekać aż ona się stąd wyniesie. No, ale już się
przekonała, że co jak co, ale z górki nigdy nie będzie.
Po drugie, to co
powiedział… co dokładnie przez to rozumiał? Okej, już niby wspominał coś o nich
w tych pamiętnych śmierdzących podziemiach na ostatniej misji. Jednak wtedy z
łatwością potrafiła to zignorować. Natomiast teraz, coś się zmieniło. Sposób w
jaki na nią patrzył, a także ton głosu sugerował, że żarty się skończyły. Kości
zostały rzucone, decyzja zapadła…
Wzdychając
ciężko, wbiła wzrok w plecy bruneta zaciskając wargi. Dlaczego to wszystko jest
takie skomplikowane? Czuła się jak ślepiec poruszający się po nieznanym
terenie, gdzie na dodatek ktoś dla zabawy rozłożył miny. Jeden nieostrożny krok
i bum. Wszystko spieprzone. Powoli dochodziła do wniosku, że jakby to nie
brzmiało, nie umiała relacji męsko — damskich. Zwyczajnie nie ogarniała tematu.
— Skoro już
uparłaś się aby mi towarzyszyć, to chociaż nie przeszkadzaj — odezwał się
Uchiha, dając znak dwóm strażnikom do otworzenia kraty.
— Genjutsu to
twoja działka — mruknęła, spod oka obserwując straż, która przed włożeniem
klucza w zamek porozumiała się wzrokiem. Dziwne. Owszem Itachi wtajemniczył ją
odrobinę w sprawę, ale to nie tłumaczyło zachowania mężczyzn strzegących
wejścia. W końcu klecha nie przejawiał ochoty aby uciec, a przynajmniej nie
wtedy gdy był przy pełni władz umysłowych.
— I dlatego
trzymaj się za mną — poradził, wchodząc przodem.
Senju na te
słowa przewróciła teatralnie oczami, jednak nie zamierzała wychodzić przed
szereg. Nie tym razem. Sztuka iluzji nigdy nie należała to najmocniejszych
stron Liv. Owszem, umiała się z niej uwolnić, ale o uwięzieniu w ten sposób
przeciwnika mogła wyłącznie pomarzyć. Dlatego też nie używała genjutsu w walce.
— Kim jesteście?
— Z głębi pomieszczenia dotarł do nich szept zmęczonego człowieka, który
stracił wszelką nadzieję. Cichy, ochrypły, a przede wszystkim pełen niechęci.
Łatwo było wywnioskować, że niezbyt się raduje ze złożonej wizyty. — Wynoście
się stąd.
Kierując się
instynktem, Liv wbiła wzrok w miejsce, gdzie jej zdaniem ukrywał się ksiądz. Ze
strzępów informacji dostanych od partnera niewiele się dowiedziała, ale
wystarczyło aby zaintrygować. Ciekawiło Senju z kim dokładnie mają do
czynienia, a przede wszystkim jak komuś udało się coś w kapłanie zapieczętować.
Oczywiście o ile w ogóle coś w nim siedziało. Niestety ku frustracji kunoichi,
mężczyzna ukrywał się w cieniu, z daleka od światła padającego z korytarza
gdzie stali strażnicy.
— Potrzebuję
światła. — Ledwie Itachi zdążył się odezwać, a w lochu rozbłysło. Zdumiona Liv
wlepiła oczy w dziwne kanaliki w murach z których biło to ciepłe, pomarańczowe
światło. Wyglądało to tak jakby łączenia pomiędzy kamieniami świeciły. Dumając
nad tym, nagle przyszło olśnienie i szybko odgadła co w nich płynie. To znaczy,
do czasu gdy nie zaglądnie do środka niby nie miała pewności, ale wiedząc z
czego słynie to królestwo nie powinna się mylić. Lochy rozświetlała płynna
lawa.
Liv aż
westchnęła, podpierając się pod boki i skupiając w końcu na tkwiącym na kozetce
mężczyźnie. Wpatrywał się w nich z łatwo dostrzegalną konsternacją, zaciskając
dłonie na zwiniętym na podołku kocu.
— Król was
przysłał?
— Owszem —
przyznał Itachi, mrużąc powieki gdy więzień wstał. Bardzo uważnie śledził
mimikę klechy oraz każdy, nawet najmniejszy ruch. Nie chciał dać się zaskoczyć.
W końcu zabił człowieka. Na razie śmiał twierdzić, że stoi przed nimi ktoś to
liczy na pomoc. Czyli rozmawiają z księdzem, a nie potworem który podobno w nim
siedzi.
— Przybyliśmy aż
z Konohy aby pomóc.
Uchiha
mimowolnie się skrzywił, słysząc zapewnienie Senju. Zupełnie zapomniał zakazać
jej się odzywać. Miał gdzieś, że być może rozbudziła w księdzu fałszywą
nadzieję. Jego niechęć wzbudziło coś innego. Mianowicie zwróciła na siebie
uwagę. Paradoksalnie to zadziało jak katalizator objawów. Nie, póki co
mężczyzna nawet nie drgnął, ale wprawne oko Itachiego wyłapało subtelne zmiany.
Wzrok stał się zimny, mroczny i nieprzenikniony, rysy stężały, a pomieszczenie
wypełniła ciężka atmosfera. Znikąd pojawił się chłodny powiew, chociaż nie było
żadnego okna.
— Pomóc…
mordercy?
— A to ty
zabiłeś?
— Tak… i zrobię
to znów.
Następne
wydarzenia potoczyły się tak szybko, że Senju nie zdążyła nawet mrugnąć, jednak
Itachi był przygotowany. Spodziewał się tego od chwili gdy dostrzegł chytry
błysk w oczach kapłana. W sekundzie jak pojawił się tuż przed Liv chwycił go za
gardło, brutalnie dociskając do ściany. Z aktywowanym Sharinganem patrzył na
krztuszącego się klechę, nic nie robiąc sobie z wbitych w nadgarstek paznokci.
Trochę to trwało
zanim złamał opór, ale później już było z górki. Czuł jak pod wpływem działania
Kekkei Genkai, niedoszły oprawca Senju, opada z sił. Ramona mu opadły, a ciało
zwiotczało przez co z trudem trzymał się na nogach. Jednak, Itachi już wiedział
wszystko. Atakując mężczyzna całkowicie się obnażył, dzięki czemu z łatwością
wniknął w jego umysł.
— Już po
wszystkim?
— Tak i nie —
rzucił zagadkowo Uchiha, rozluźniając uścisk i przyglądając się jak ksiądz
osuwa się po cegłach. Tego się nie spodziewał. Ze zmarszczonymi brwiami patrzył
na skulonego faceta, rozważając pozyskane informacje.
— No powiedz coś
— sapnęła Liv, niezbyt zadowolona z powściągliwości towarzysza. Naprawdę,
dlaczego zawsze zmuszał ją do ciągnięcia go za język. To uwłaczało godności,
ale kurde, przecież to były sprawy ważne. Zlecenie dostała Konoha, a przecież
również w interesie Senju leżało aby zadanie zakończyło się sukcesem.
Pozytywnie wykonane misje umacniały reputacje wioski.
— Muszę to
przemyśleć.
— Ale co
takiego?
— Rozpakuj
bagaże. Jutro jeszcze nie wrócimy do domu — odparł, całkowicie ignorując
pytanie Liv i kierując się do wyjścia. Dziś kapłan już nie będzie sprawiał
problemów, zadbał o to. Popchnął kratę, a następnie zwrócił się do czekających
żołnierzy. — Przenieście go na łóżko. I tym razem mocniej przymocujcie łańcuch
do ściany. Ten wyrwał.
~oOo~
Rumi z uśmiechem
na twarzy wlała kilka kropel do złotego pucharu z winem. Patrząc na ciemny
burgund najlepszego trunku jakim dysponował jej ojciec, odetchnęła głęboko
dodając sobie odwagi. Owszem, uważała, że to desperacki krok aby sięgać po
miksturę od pałacowego maga, ale nie miała wyjścia. Wszelkie inne próby
zawiodły.
Biorąc się w
garść szybko postawiła kielich na tacę i zawołała służącą. Nie była głupia.
Gdyby sama podała to blondynowi to jak nic nabrałby podejrzeń, a już z
pewnością by odmówił.
— Zanieś to panu
Kazamie.
— Tak jest, jaśnie
panienki. — Młoda dziewczyna skłoniła się uniżenie, a następnie bezszelestnie
zniknęła za drzwiami.
Tak, teraz
pozostawało czekać na efekty. Królewna nie spodziewała się cudów. Ten wywar
miał jedynie sprawić żeby mężczyzna spojrzał na nią łaskawszym okiem. O resztę
już sama zadba.
~oOo~
Kazama
przechadzał się po podziemiach pałacu, z rozczarowaniem mijając grobowce
poprzednich władców. Cóż, zdecydowanie za wiele sobie obiecywał po tej wizycie.
Otóż do uszu Chikage dotarło, że niby jeden z demonów podszył się pod człowieka
i kilkadziesiąt lat temu władał tym królestwem. Za jego panowania Lawa znacznie
powiększyła swoje tereny, a skarbiec pękał w szwach od złota i drogocennych
kamieni. Niestety rzeczywistość okazała się zgoła inna. Tak jak przypuszczał ta
informacja była wyssaną z palca brednią. Nie wyczuł tu żadnego pobratymca
żywego czy martwego. Jedyne demony w tych okolicach to on oraz Liv. Krótkim
spojrzeniem obrzucił mijany posąg, a następnie popchnął wrota. Koniec
zwiedzania.
Wspinał się
właśnie po schodach, gdy w pobliżu wyczuł obecność Uchihy. Hm… czyli przeszli
do rzeczy. Aż zmrużył powieki w oczekiwaniu na konfrontacje. Tak, wiedział, że
prędzej czy później do niej dojdzie. Oczywiście to nie tak, że brunet dopiero
przyjechał. Dotarł w samą porę na przyjęcie, a Kazama już zadbał o to aby
czekało na niego ciekawe widowisko. Między innymi dlatego wyciągnął Liv na
parkiet. Nigdy nie należał do zwolenników tańca, ale przed taką publiką
grzechem byłoby tego nie zrobić. Zwłaszcza, że przeciwnik tak ładnie reagował
na spektakl. Uśmiechając się pod nosem wyszedł na słabo oświetlony korytarz i
ku swojemu zdumieniu, ujrzał tam czekającą służącą. Stała z tacą w rękach,
patrząc na niego wyczekująco.
UUUUUUUUUUUUUU
OdpowiedzUsuńBędzie się działo
Będzie zabawa! XD
UsuńDlaczego zawsze w najlepszym momencie koniec? ;D
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział, jak każdy wychodzący z pod Twojego pióra.
Życzę weny i czekam na kolejny ;*
Ach, dziękować, dziękować. Polecam się na przyszłość <3.
UsuńWenę przygarniam i już powoli skrobię następny rozdział :"D.
W końcu nocia! Ale jakaś krótka, no... Ja chcę już następną!!! Przekonałam się do Kazamy i lubię sceny z nim i z Liv, ale jakoś za mało mi tu Itachi 'ego. Fajnie, że w końcu się spotkali, ale gdzie ta rozmowa, podczas której omówią wszystko co się między nimi wydarzyło?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i życzę weny,
Yuzuki
Itachi ustępuje pola Kazamie. Czy tylko mi się wydaje jakiś taki nijaki w starciu z demonem? Jakoś tak stracił polot. Niechże se przypomni, że jest z cholernych Uchiha! Kobiety padają mu do stóp, mężczyźni zazdroszczą! Madara jak to widzi to załamuje ręce XD.
UsuńDzięki za wenę i pozdrawiam.
Co do rozmowy... nie przekazałam jej dosłownie. Taki był plan. Trochę domysłów Wam nie zaszkodzi :3
O nie, nic z tego, nie zdradzę moich domysłów, bo wtedy zmienisz zamysł i nic z tego. mogłabyś chociaż opisać jak któreś z nich wspomina tą rozmowę, jak się potoczyła i w ogóle. Poza tym tęsknię za Shisuim. To jak dogryza Itachi ;emu jest urocze. No i ciekawa jestem co u exnarzeczonej największego ciacha Konohy i jej chłopakiem od ptaków, bo chyba czymś takim się zajmował. No i brakuje mi postaci z kilku wcześniejszych notek. Ciekawi mnie wątek z księdzem, ale wolę zdecydowanie broń Aiki. W ogóle czemu my tak mało wiemy o niej? I przydałby się powrót smoka. Stęskniłam się za Tsunade. Jej rozmowy z Liv są takie odprężające. A Danzo to gdzie wcięło? Powinien poważnie oberwać za przehandlowanie Liv. Irytuje mnie ta księżniczka. I niech Itachiemu przypomni się, że jest Uchihą do diabłą! Albo niech kuzyn go oświeci. Chyba,że sobie odpuścił...Chciałabym pośmiać się jeszcze z Chakaze. Liv dawno nie przywoływała swojego Chowańca. Co z tymi Łowcami? Oni nie mieli czegoś knuć? Uważam, że święta wielkanocne powinny być dłuższe, w sensie wolne od czwartku. Czemu wszyscy pracodawcy są do bani? Dobra, lepiej skończę ten komentarz, bo zaczyna robić się bez sensu. W sumie wyszedł z niego koncert życzeń. Poprawiłabym go, ale nie mam siły, jestem zmęczona, miałam ciężki dzień, jest późno i tak dalej...
UsuńPrzesyłam kopa z weną, pozdrawiam i dobranoc,
Yuzuki
Kazama jest przezajebisty. Serio. I chyba - chyba - przechodzę na jego stronę.
OdpowiedzUsuńNo bo cholera, on sie tak stara o tą Liv a mimo wszystko nie naciska i to się po prostu wydaje takie.. właściwe. A Itachi przychodzi teraz jak zbity pies znaczy no, niecałkiem, ale wiesz o co chodzi.
Co do rozdziału to mimo, że dłuższy, to i tak mi nie wystarczyło. Ten ksiądz mnie przeraża, serio i mam złe przeczucia. Poza tym jak zwykle pozachwycam sie trochę nad twoim stylem pisania, g e n i a l n y.
Czekam na następny, buziaki!
Wykreowałam potwora (Kazama). Kradnie mi tu całe show XDDD.
UsuńNo, ale przyznaję. Itachi zachowuje się trochę jak dziecko we mgle. Miota się... A Kazama? Luuuuuz. Powoli, subtelnie, a do celu. Ksiądz - ostać klucz do wydarzeń. Mam nadzieję, że tego nie spieprzę. Ta akcja ma potencjał.
Dziękuję za pochlebstwa, mój Wen czuje się miło połechtany^^. Pozdrawiam i produkuję się powoli z nowym wpisem. Oby pióro się nie stępiło :"D. Buziaki
A ja czuję niedosyt..... Bo tak długo czekam na konfrontację ale taką twarzą w twarz z rękoczynami między Kazamą a Itachim, a tu tylko rozmowy... ( i oczywiście trzymam kciuki za Kazame)
OdpowiedzUsuńCzekałaś na wojnę? Huehuehuehuehue... cierpliwości. Buzuje testosteron, a więc burza wisi w powietrzu :"D.
UsuńHuh, no tym razem to cię zupełnie nie wyczułam, dlatego komentuję tak późno... albo raczej zwyczajnie nie miałam czasu przeczytać posta wcześniej, nawet jeśli zauważyłam, że coś się pojawiło na blogu ^^''
OdpowiedzUsuńCzytałam to wczoraj, więc... trochę już wiedzy ze mnie uleciało >.<'' W każdym razie pamiętam, że ucieszyłam się na wzmiankę o Itachim, który wziął się (wreszcie) do roboty C: Ekscytująco zapowiada się akcja z nawiedzonym księdzem wyrywającym łańcuchy ze ścian xp Ciekawa jestem, co z tego stworzysz i czy ten faktycznie będzie opętany przez demona czy jednak nie (a może przez coś innego? O.o) Starcie Kazamy z Uchihą też wisi w powietrzu i już nie mogę doczekać się, aż do czegoś między nimi dojdzie ^^''
Pisz szybciutko następny rozdział~! ♥
~Kita-pon
Stała czujność, Kita. Nie słuchałaś profesora Moody?^^
UsuńCieszy mnie, że jeszcze pamiętasz o co tu chodzi... naprawdę z tego opka robi mi się cholerny tasiemiec. Trzeba przyśpieszyć akcję i zakończyć to. Bo ileż można Was męczyć XD.
Dzięki za komcia, mam nadzieję, że następny rozdział (cokolwiek to będzie) Cię nie rozczaruje^^. Buziaki
Dita, gdzie zniknęłaś?!!!!
OdpowiedzUsuńYuzuki
Wiem, wiem... ale mam maraton w pracy. Wolne dopiero w święta. Niestety taki ciąg nie sprzyja pisaniu, bo po powrocie zwyczajnie padam na pysk :/
UsuńJak tam nowa notka bo już nie mogę się doczekać
OdpowiedzUsuńPowoli, z trudem, niczym lokomotywa z wiersza, się pisze...
Usuń