Hejo. Dzisiaj króciutko… Mam dla Was nowy, jeszcze
gorący rozdział ZR. Tak, wiem, długo przyszło czekać, ale jest. Mam nadzieję,
że zostanie ciepło przyjęty. To już nie zanudzam i zapraszam do czytania i
komentowania. Buziaki Kochani.
Ach, nie betowane. Ale to już norma.
Itachi
przysłonił dłonią oczy, patrząc na rozmiar zniszczeń poczynionych przez
trzęsienie ziemi. Budynki bez dachów, ścian, a niekiedy wyłącznie gruzy,
pokazywały ogrom strat jakie poczynił drgający grunt. Budowle rozpadały się jak
domki z kart, co jasno sugerowało, że żaden z projektujących je architektów nie
brał pod uwagę ewentualnego kataklizmu. Nie zachowano obowiązujących norm, ale
z drugiej strony co się dziwić. Mimo że te tereny należały do zagrożonych
trzęsieniami to ostatnie z nich miało miejsce ponad sto lat temu. Cóż, ale fakt
pozostawał faktem. Tysiące rodzin zostało bez dachu nad głową, co oczywiście i
tak można było uznać za dar od losu, bo przynajmniej zachowali życie. Niektórzy
nie mieli tyle szczęścia.
Kiedyś ten
region wyprzedzał resztę kraju w napędzaniu gospodarki, a to za sprawą prężnie
prosperujących fabryk, jak i instytutów opracowujących nowe technologie. Teraz
po katastrofie, miasto długo będzie musiało się podnosić z kolan. Mury, fabryki
łatwo odbudować, ale zniszczone urządzenia to już inna bajka. Chociaż Itachi
nie wątpił, że ci bardziej zapobiegliwi ubezpieczyli przedsiębiorstwa wraz ze
sprzętem.
— Itachi Uchiha…
a cóż cię tu sprowadza. — Kakashi niczym duch pojawił się za brunetem, chowając
do kieszeni nieodłączną książkę. Mimo ogromnej sławy jaką zdobył Hatake —
tytułowany kopiującym ninja, siejącym postrach wśród wroga — posiadał pewną
słabość. Jaką? Nikt by nie zgadł. Mianowicie mężczyzna lubował się w romansach
i to nie byle jakich, bo autorstwa słynnego Jiraiyi — jednego z wielkiej trójki
sanninów.
Tak, Itachi
wiedział na czym polegała subtelna różnica pomiędzy zwykłymi opowieściami tego
gatunku, a tymi które wyszły pod pióra Ropuszego Pustelnika. Otóż ten autor
pisał wyjątkowo sugestywne erotyki, nie zostawiając zbyt wiele pola dla
wyobraźni. A jak się o tym dowiedział? Po prostu jako młokos bardzo podziwiał
Kakashiego i traktował niczym mentora, a że tamten nie rozstawał się ze swoimi
książkami to nie dziwne, że w końcu postanowił sprawdzić co w nich takiego
interesującego. I pożałował. Przez swoją przeklętą ciekawość, męczyły go
koszmary przez bity tydzień.
— Hokage
przesyła wam te zwoje o których wspominałeś w raporcie.
— Ach, specjalne
trumny zapobiegające epidemii — westchnął Kakashi, mrużąc nieosłonięte opaską
oko. — Szkoda, że nie możemy się bez nich obejść.
— Znajdujecie
jeszcze żywych?
— To już piąta
doba.
— No tak —
mruknął Itachi, doskonale świadomy, że to pierwsze siedemdziesiąt dwie godziny
są najważniejsze przy poszukiwaniach. Później, z każdą minutą, szansa na
wyciągnięcie kogoś żywego drastycznie spadała. To była taka złota zasada
ratowników.
— Chociaż,
niczego nie należy brać za pewnik. Dziś zdarzył się mały cud, co od razu
podbudowało morale — rzucił Kakashi, zagapiając się na horyzont. Poczochrał
szarą czuprynę, mimowolnie się uśmiechając. — Znaleźliśmy dziewczynkę.
Wyziębioną, umorusaną jak nieboskie stworzenie, ale przytomną. W zasadzie,
gdyby nie otarcia to nic jej nie jest.
— Rzeczywiście,
cud. Potrzebujecie pomocy?
— Nie. Jest nas
wystarczająco. Nie możemy osłabiać Konohy bardziej niż to konieczne. Poza tym,
Suna nas hojnie wspiera.
— Piąta
wspominała, że koresponduje z Kazekage, więc jest na bieżąco — stwierdził
Itachi, rozmasowując kark. Przydałby mu się masaż, a jeżeli miałby precyzować
to nie pogardziłby również gorącymi źródłami. Najpierw relaks w wodzie, a
później ktoś zająłby się jego zmęczonym ciałem. Bez wahania wskazałby kogo
widziałby w tej roli, ale no cóż. W najbliższej przyszłości musi się obejść
smakiem. — Czas na mnie.
— Gdzie teraz?
— Jakiś nukenin
bruździ, podszywając się pod jednego z naszych.
— Hm… nie
słyszałem.
— Nie możesz
mieć uszu wszędzie, Kakashi.
— Ja nie, ale
moje wierne psy owszem. — Mężczyzna mrugnął do Uchihy porozumiewawczo, zaraz
zmieniając temat. — Czcigodna zdecydowała co z tą sprawą w Krainie Śniegu?
— Wciąż rozważa
wszelkie za i przeciw.
— Daimyo musi
mocno naciskać.
— Kolejna bitwa
o głupie trofeum. Szafowanie ludzkim życiem.
— Nie martw się,
Tsunade nie poświęci nikogo dla błyskotki. Nawet jeśli was wyśle to da takie
wsparcie, że nikt nie ośmieli się głośniej odetchnąć aby nie być wziętym za
agresora.
— Ale po co to
wszystko? Czy to ma sens?
— Cóż, nie wiem
jak ciebie, ale mnie na ten przykład ciekawi, kto chce poznać potomków
protoplastów Konohy i po co.
— Jeżeli tam
trafimy to wyłącznie aby się tego dowiedzieć, a nie dla kawałka stali.
— Ten kawałek
stali przytachacie tak przy okazji — zaśmiał się Kakashi, odwracając na pięcie.
Kiwnął na pożegnanie Itachiemu i odszedł do swoich ludzi, już czekających na
nowe rozkazy.
~oOo~
Liv zrównała się
krokiem z Kazamą, wciąż niedowierzając w spryt towarzysza. No kto by
przypuszczał, że wystarczyło wziąć tę małą pod włos. Odrobinę pojechać po
ambicji, zdeptać ego, i ta dam. Rumi unosi się honorem, przez co de fakto, robi
to czego od niej oczekują. Plan iście genialny w swej prostocie. Przy minimum
wysiłku maksimum rezultatów.
Z rękami w
kieszeniach, Senju patrzyła na sztywno wyprostowane plecy królewny, która
wzburzona szła przodem i co jakiś czas wyrzucała z siebie masę inwektyw pod
adresem ignorującego ten pokaz demona. Młoda w swoim wzburzeniu, nawet nie zwracała
uwagi na chwiejący się most, zbyt zaabsorbowana pyskowaniem pod nosem na
Chikage. Gniewnie stawiała krok za krokiem, mocno zaciskając dłonie na linach
zupełnie jakby zamierzała je porozrywać.
— Hm… spadłeś z
piedestału — zakomunikowała Liv Kazamie, zerkając na niego z rozbawieniem.
Chyba żadne z nich się nie spodziewało takiego obrotu spraw. Co jak co, ale
myślała, że dziedziczka lawowego imperium powzdycha do demona odrobinę dłużej
niż dwa dni. A tu? Koniec bajki. Przyglądając się niewzruszonemu profilowi
Chikage, ciekawiło ją czy zauroczenie Rumi całkiem minęło. Jeśli tak to bez
sensu byłoby zmuszać demona do towarzyszenia im w reszcie podróży. Jakoś nie
przejawiała zbytniej ochoty aby stać się rozjemcą w ich sporach. Zwłaszcza gdy
nie będą przynosić wymiernych korzyści.
— Specjalnie nad
tym nie ubolewam — prychnął, unosząc kpiąco brew gdy księżniczka się potknęła.
Na całe szczęście utrzymała równowagę, demonstracyjnie odgarniając z twarzy
szarpane wiatrem włosy i bez słowa ruszyła dalej.
— Moim zdaniem
potraktowałeś ją zbyt ostro — zauważyła Senju, spod oka zerkając na oglądającą
się przez ramię dziewczynę. Rumi przybrała pokerową minę z której ciężko było
cokolwiek wyczytać, ale jej niebieskie oczy zatrzymały się dłużej na Chikage,
co sugerowało jedno. Złość złością, ale słabość do Kazamy wciąż pozostała.
Czyli nic straconego.
— Akurat w tej
kwestii mało interesuje mnie twoja opinia, Liv — prychnął Kazama, łypiąc na
kunoichi z niechęcią.
— Już przestałbyś
grać takiego pokrzywdzonego przez los — sapnęła, przewracając teatralnie
oczami. — Oboje dobrze wiemy, że profity jakie dzięki temu pozyskałeś z
nawiązką wynagradzają ci towarzystwo tej małej.
— Cóż, jakby się
nad tym zastanowić, to w istocie… wczoraj nie odstawiłaś fuszerki — przyznał aż
przymykając powieki, na wspomnienie zmysłowego dotyku na skórze. No któż by
pomyślał, że Senju jest aż tak utalentowana w tej dziedzinie. Kazama po
wczorajszej sesji czuł się jak młody bóg i zdawał sobie sprawę, że gdyby nie
wymyślił kolejnej zachcianki do spełnienia przez Liv to z przyjemnością wróci
do tej konkretnej alternatywy. Aż się uśmiechnął pod nosem, zerkając na
naburmuszoną kunochi. Gdyby coś jej się poknociło w karierze ninja to zawsze
mogła dorabiać jako masażystka. — Może powinnaś pomyśleć o zmianie profesji?
— Lubisz swój język? Jeśli tak to lepiej
zamilcz.
— Daleko
jeszcze? Jestem głodna. — Rumi przystanęła kilka metrów za mostem, zaraz
obracając się do towarzyszy przodem. Z wyższością zmierzyła wzrokiem idącego u
boku Liv blondyna, mocniej zaciskając usta. Wciąż nie potrafiła zrozumieć jakim
cudem pozostawał obojętny na jej adoracje. Może zabrała się do tego od złej
strony? Życie przyzwyczaiło ją, że bez wysiłku, a w zasadzie na każde
skinienie, mężczyźni padali je do stóp. Wielbili ziemię po której stąpała Rumi,
obsypując przy tym komplementami oraz prezentami. Działo się tak absolutnie
zawsze, więc teraz kiedy ktoś się opierał jej urokowi odbierała to jak potwarz.
— Rzeczywiście.
Wypadałoby zrobić postój — przyznała Senju, osłaniając oczy przed palącym
słońcem. Owszem, ona i Kazama spokojnie pokonaliby jeszcze kilka kilometrów bez
odpoczynku, ale wolała nie nadwyrężać królewny. I nie przez wzgląd na nią, ale
na siebie. Jakoś nie przejawiała ochoty na niesienie małej dłużej niż to
konieczne. — Tam widzę jakiś prześwit. Chodźmy.
— Zaraz do was
dołączę — stwierdził Chikage, machając ręką aby na niego nie czekały i poszły
same. On w tym czasie zmarszczył brwi, odwrócił się w stronę mostu spoglądając
na drugą stronę przepaści. Musiał coś sprawdzić.
Liv bez
ociągania rozbiła obozowisko, szybko rozpalając ogień. Podczas tych czynności
intensywnie dumała nad możliwościami przyśpieszenia ich podróży. Niby kierowali
się idealnie na zachód — czyli w stronę królestwa Rumi — to jednak wciąż
poruszali się zbyt wolno. Tempo było wręcz ślimacze.
Mając w
perspektywie obowiązki wobec Konoha zamierzała skrócić to zadanie do minimum,
ale niestety nic nie szło po jej myśli. Chikage jeśli by tylko zechciał to
poprowadziłby królewnę jak po sznurku do domu. Wystarczyłoby że wyraziłby chęć
zobaczenia jej imperium, a młoda pognałaby tam niemal na złamanie karku. Jednak
nie, bo po co ma pomagać… Czy naprawdę tak wiele wymagała od demona?
— Idę się
opłukać — poinformowała Rumi, nawet się nie kwapiąc do rozładowania ekwipunku,
który przywołała ze zwoju kunoichi. Planując ucieczkę z pałacu uznała, że taka
ilość sprzętu jest konieczna aby jakoś przetrwać w głuszy. Jednak po dotarciu
do jaskini szybko zmieniła zdanie. Zabrała zbyt wiele, co momentalnie objawiło
się w czerwonych otarciach na ramionach od niesienia. W trosce o skórę, która
musiała być idealna, wiadomo status królewny zobowiązywał, uknuła rozwiązanie
kłopotu. Co jak co, ale skoro już ojciec załatwił dla niej ochronę to równie
dobrze mogła ona zadbać o bagaże. Po burzliwej wymianie zdań, podczas której
usiłowała zrobić ze swojej opiekunki tragarza, odniosła zwycięstwo. Liv
kategorycznie odmówiła przyjęcia roli muła, ale dla świętego spokoju
zapieczętowała jej dobytek. Takie ustępstwo zaakceptowała bez szemrania. — Mam
nadzieję, że jak wrócę jedzenie będzie gotowe.
— Powinnam
zdążyć odgrzać jakąś zupę — rzuciła przez zęby Senju, siląc się na spokój. Tak,
nie umknęło jej uwadze, że podopieczna oczekiwała od niej służby również w
zakresie rozpakowywania bagaży. Mimo to postanowiła dać sobie na wstrzymanie.
Kłótnia nie należała do najlepszych rozwiązań zwłaszcza, że zależało Liv na
czasie. — A ty nie potrzebujesz ręcznika?
Z miną sfinksa zniosła
piorunujące spojrzenie królewny, która chcąc nie chcąc wygrzebała z plecaka coś
do osuszenia i z dumnie podniesioną głową, odeszła w stronę niewielkiego
potoku. Wyłącznie rzadki zagajnik odgradzał wypływający z pęknięcia w skale
strumień, co usprawiedliwiało Senju z rezygnacji towarzyszenia dziewczynie.
Woda tworzyła mały wodospad w sam raz na turystyczny prysznic, chociaż co do
swojej temperatury pozostawiał wiele do życzenia. Tak, Liv nabierała z niego
wody to wiedziała, że jest horrendalnie lodowaty. Naprawdę podziwiała
determinację Rumi, bo ona za żadne skarby by pod niego nie wlazła. Nie no, może
jakby została poparzona jakąś ogniową techniką, ale to też wyłącznie
podejrzenia.
~oOo~
Itachi z
niezadowoleniem patrzył na dziurę w ziemi. Ciepły wiatr szarpał jego płaszczem
podróżnym, gdy dumał co dalej. Chyba wykazał się zbytnią opieszałością w
stosunku do tego faceta. Dostał rozkaz schwytania i doprowadzenia przed oblicze
Hokage nukenina żywego, a tu? Mężczyzna wyczuwając, że nie da rady zwyciężyć w
pojedynku, wolał popełnić samobójstwo. A on zamiast go skutecznie powstrzymać,
mianowicie uwięzić w genjutsu, pozwolił sobie na rozluźnienie oraz walkę. Tak,
schrzanił sprawę.
Mrużąc powieki z
irytacji, przeniósł wzrok na horyzont. Piąta da mu popalić za tę samowolkę.
Przecież wyraźnie dała mu do zrozumienia jak ważne informacje dla Konohy
posiadał zdrajca. Z tego co się orientowali zdążył zawrzeć masę interesujących
znajomości ze świata przestępczego, a i lokalizacje ich kryjówek z pewnością by
się przydały. Chłop zwiedził masę krajów, błyskawicznie zdobywając kolejne
kontakty. Informacja z kim się zwąchał była bezcenna, a on zwyczajnie jej nie
zdobył. Fakt, nie zdążył, ale wyłącznie z własnej winy.
Odetchnął
głęboko, dla ukojenia podniesionego ciśnienia. Stało się, i już nie cofnie
czasu. Teraz powinien skupić się na czymś innym. Na czymś co skutecznie
utrudniło mu spokojny sen. Krzywiąc się malowniczo, mimowolnie wrócił myślami
do rozmowy z kuzynem. Wiadomość, że ktoś wyłapywał pobratymców Senju należała
do tych z kategorii niepokojących. Owszem, Ropuszy Pustelnik zaznaczył, że te
informacje nie są poparte twardymi dowodami, jednak to, że Kazama osobiście
pofatygował się w tamte rejony sugerowało, że coś jest na rzeczy. Czyżby
uaktywnili się Łowcy? Byłoby to wielce zastanawiające skoro po ostatnim pokazie
Senju — jak wybiła prawie cały klan, nadużywający mocy oraz nieprzestrzegający
reguł — nagle wszyscy zrezygnowali z polowań. Ba, miało się wrażenie, że ta
nacja przestała istnieć.
Zastanawiając
się nad tym, przeczesał palcami grzywkę. Świadomość, że Chikage towarzyszy
Senju mimowolnie spychała wszystko inne na dalszy plan. I chociaż w życiu nie
przyznałby się do tego głośno to jednak obawiał się pomysłów demona. Nie
należał do głupców i nie miał złudzeń, że Kazama właśnie umacniał swoją pozycję
w relacjach z Liv. Zapewne czerpał z tej podróży pełnymi garściami, bazując na
więzi krwi. On natomiast, wciąż tkwił w ciemnym lesie, bez pomysłu na ciąg
dalszy.
Co gorsza czasem
łapał się na tym, że sam nie wiedział czego chce. A w zasadzie czego pragnie
bardziej. Udusić dziewczynę gołymi rękami za to, że działa na niego niczym
płachta na byka, czy może zedrzeć z niej ubranie. Wzdychając ciężko potarł
nasadę nosa, drugą ręką bezwiednie musnął wiszący na piersi medalion.
~oOo~
Liv odgarnęła z
twarzy włosy, patrząc na sporą wioskę w dolinie. Tempo mieli imponujące, ale to
chyba głownie za sprawą Kazamy, który znowu wszedł na ambicje małolacie. Głośno
stwierdził, że lubi silne oraz wytrzymałe kobiety, co przyniosło wymierny
skutek. Senju nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczała, że uda im się
dotrzeć aż tu. Po postoju na jedzenie wędrowali kilka ładnych godzin, podczas
których królewna zmieniła taktykę w stosunku do demona. Teraz zamiast się
naprzykrzać, szła u jego boku w milczeniu, a gdy dochodziło do sporów pomiędzy
nim a Liv, trzymała stronę Chikage. Tak zamierzała wkupić się w łaski blondyna.
Nie, kunoichi nie miała nic przeciwko takiemu podejściu Rumi. Do czasu jak
posuwali się naprzód, a dystans do pałacu się zmniejszał była zadowolona.
— Chyba
powinniśmy pomyśleć o noclegu — stwierdziła pod nosem, wzrokiem odnajdując
wydrążone w skale schody prowadzące do osady. — Rumi, to twoje okolice… chcesz
spędzić noc w konkretnym ośrodku, czy ci wszystko jedno?
— Dostosuje się.
Liv na te słowa
mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, zerkając na dziewczynę. Nie dało się nie
zauważyć, że po tym komunikacie młoda spojrzała na Chikage jakby zamierzała się
upewnić, że usłyszał jaka jest zgodna. Tak, towarzystwo demona zaczynało
wyciągać na wierzch tę lepszą stronę córki władcy krainy Lawy.
— Ta wioska to
istne zagłębie turystyczne, więc nie dziwne, że królewna nie ma zastrzeżeń —
prychnął Kazama, i nie czekając na towarzyszki ruszył w stronę doliny. — Tu są
tak wysokie standardy, że nawet w stajni jest luksusowo.
Senju słysząc to
zacisnęła mocniej usta. Doprawdy, co w niego wstąpiło. Okej, nie tolerował
ludzi, ale czy za wszelką cenę musiał prowokować Rumi? Naprawdę tak wysoko
cenił sobie kłótnie?
— Dlaczego,
nawet gdy się nie odzywam traktujesz mnie jak wroga?
Na pozór
spokojny głos dobiegł zza pleców Liv, jednak kunoichi z łatwością wyłapała w nim płaczliwą nutę na co
aż sapnęła ze zgrozą. Cholera, tylko nie to. Rozgniewana wbiła wzrok w plecy
pobratymca, w myślach dobrze mu radząc aby zdołał załagodzić sprawę.
— Razi mnie
obłuda. Oboje dobrze wiemy, że teraz grasz.
— Staram się
dostosować! Ale ciebie nijak nie da się zadowolić!
Senju aż
przymknęła powieki, z jednej strony zadowolona, że Rumi zbyt rozsierdzona
zapomniała o płaczu, z drugiej rozżalona, że Kazama koncertowo spieprzył resztę
wieczoru. A mogło być tak miło. Cicho, spokojnie…
— Uspokójcie się
— westchnęła bez wielkiej nadziei na rezultat.
— Nie, mogę tego
dłużej tolerować. Można mnie nie lubić, ale z racji urodzenia zasługuję na
szacunek!
— Ja pomyślę o
okazaniu ci szacunku, gdy ty okażesz go mnie się nie naprzykrzając. Ja posiadam
tytuł króla, a nie, jak niektórzy gówniarze, czerpię profity z pozycji ojca.
— Jak śmiesz?! —
Rumi aż spurpurowiała od gniewu, zaciskając pięści. Zrównała się krokiem z
Senju, nie przestając krzyczeć. — Skoro jesteś mi równy, wytłumacz dlaczego
pomiatasz wyłącznie mną?! Nie potrafię znaleźć tu żadnej logiki! Ona jest
zwykłym żołnierzem, stworzonym do służenia takim jak my, a jednak traktujesz ją
o niebo lepiej.
— Bardzo
nierozsądne słowa, królewno — odezwał się ze zwodniczym spokojem Kazama,
odwracając się do dziewczyny. Jednak zanim zdążył zrobić chociaż krok w jej
stronę, tuż przed nosem wyrosła jak spod ziemi Liv, kładąc mu dłoń na piersi,
drugą ręką blokując katanę.
— Uspokój się… A
ty Rumi, zważaj na słowa.
— Nie masz prawa
mnie pouczać.
— Cholera — sapnęła
Liv, kiedy po tych słowach Kazama rozpłynął się w powietrzu, zaraz pojawiając
się przed Rumi. Starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, powoli
odwróciła się w ich stronę czekając na dalszy rozwój wypadków. Wierzyła, ze
Chikage nie postawi jej w kłopotliwej sytuacji.
Spod groźnie zmrużonych
powiek, czujnie obserwowała jak demon nachyla się do ucha zamarłej w szoku
dziewczyny coś do niej szepcząc. Co ciekawe robił to tak cicho, że nawet
doskonały zmysł słuchu nie pomógł Liv w rozszyfrowaniu słów pobratymca. I
chociaż Senju wiedziała, że zapewne dawał młodej ostatnie ostrzeżenie, to jakoś
wątpiła aby przyniosło ono skutek. Następczyni tronu była tak wytrącona z
równowagi bliskością Kazamy, że wydawała się całkiem nieobecna. Przygryzała z
nerwów usta, oddychając z trudem przez nos. A kiedy demon pozornie łagodnym
ruchem odgarnął jej z oka zabłąkany kosmyk wywołując na policzkach potężny
rumieniec, Senju postawiła śmiałą tezę, że królewna zaraz zemdleje z wrażenia.
~oOo~
Liv co chwilę
zerkała na nieobecną królewnę, zastanawiając się czy aby czasem demon jej nic
nie zrobił. Dziewczyna zachowywała się dziwnie. Od momentu jak usiadły przy
stoliku milczała, wyraźnie bujając w obłokach. Skąd Senju to wiedziała? Po
niepoprawnym uśmiechu jaki co chwilę pojawiał się na twarzy dziedziczki tronu i
nieobecnym spojrzeniu.
— Rumi, co
chcesz zjeść?
— A co zamówił
Kazama?
— Hm? — Liv
niechętnie zerknęła na demona, siedzącego przy barze. Chikage bez słowa szybko
opuścił ich towarzystwo, od razu kierując kroki do barmana. Samym spojrzeniem
zdołał przegonić innego gościa z upatrzonego stołka i teraz delektował się jakimś
nieokreślonym alkoholem, ze znudzeniem obserwując gości lokalu. — Owoce morza —
mruknęła po krótkim namyśle, decydując się skłamać. Młoda musiała jeść, a że
Kazama najwyraźniej zrezygnował z kolacji, nie chciała aby Rumi poszła za jego
przykładem. Tylko tego brakowało żeby została zmuszona do budzenia kucharza po
nocach, bo królewnę męczy głód.
— Afrodyzjaki —
szepnęła pod nosem dziewczyna, uśmiechając się delikatnie. Podniosła zamglony
wzrok na kunoichi i zaraz kiwnęła na kelnerkę zamawiając to samo.
Senju naprawdę
nie wiedziała co ukluło się w tej niemądrej łepetynie, ale wolała nie wnikać.
Niech królewna żyje sobie tymi swoimi marzeniami, skoro dzięki temu jest jako
taki spokój.
— Dla pani?
— Mitarashi
dango — odpowiedziała beznamiętnie pracownicy lokalu, podpierając się na
łokciu. Kiedy tamta zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni, postanowiła
poruszyć interesujący ją temat. — Rumi, ojciec na pewno za tobą tęskni.
— Mhm…
— A ty za nim
nie tęsknisz?
— Nie wiem,
może...
— A znajomi?
Tutaj musisz się trochę nudzić.
— Nie narzekam.
Słysząc taką
odpowiedź, Liv aż zazgrzytała nerwowo zębami. Głupia smarkula, czy nie mogła
nawet przez chwilę skupić się na czymś innym niż Kazama? Tak, nie umknęło uwadze
Senju jak po tych słowach zerknęła na blondyna. Mrużąc gniewnie powieki, nagle
doznała olśnienia. Skoro mała tak bardzo zadurzyła się w demonie to czemu tego
nie wykorzystać w odpowiedni sposób. Aż uśmiechnęła się szatańsko do tej myśli.
— Nasz towarzysz
wydaje się znudzony — powiedziała jakby do siebie, doskonale zdając sobie
sprawę, że Rumi czujnie nadstawiła uszu. — To tylko kwestia czasu jak nas
pewnie opuści… Wielka szkoda, że nie po drodze ci do domu.
— Dlaczego?
— Słyszałam, że
twój pałac słynie z ośmiu wyjątkowych gorących źródeł w swych podziemiach —
zauważyła ignorując pytanie i kiwając w podziękowaniu obsłudze, gdy podano
zamówienie. — Dziewiąte z płynną lawą służy do ogrzewania całej budowli,
prawda? Jestem pod wrażeniem naukowca, który wymyślił jak wykorzystywać i
przetwarzać tę energię. Niesamowita technologia.
— Najtęższe
umysły opracowywały ten system.
— Jesteście
fenomenem na skalę światową w tej dziedzinie.
— Owszem. I co w
związku z tym?
— Nic. — Liv
wzruszyła obojętnie ramionami, spoglądając na Chikage. Już osiągnęła cel, młoda
złapała haczyk. Teraz tylko kwestia czasu jak sama zaproponuje powrót. —
Chociaż, Kazama ma słabość do ośrodków z gorącymi źródłami. I zapewne nie
pogardziłby taką atrakcją.
~oOo~
Itachi z pewną
dozą niedowierzania zerknął na nowe zlecenie, zaraz podnosząc wzrok na
przyglądającą mu się Hokage. Cos mu nie grało. Po pierwsze, po przyznaniu się
do zawalenia zadania nie dostał bury. Wchodząc do gabinetu spodziewał się
wręcz, że posmakuje żelaznej pięści Piątej, ale nie… Tsunade przyjęła wiadomość
ze stoickim spokojem. Ba, kiwnęła głową na znak, że zrozumiała i podsunęła mu
nowy zwój, a jego zdany raport wrzuciła do szuflady. Cicho, sprawnie i bez
zbędnych komentarzy.
Ponownie
spojrzał na nowy przydział, marszcząc brwi. W zastępstwie za kuzyna ma udać się
do Krainy Lawy. W porządku, tyle, że jest tam oddelegowany na wyraźną prośbę
Senju, co już wzbudza podejrzenia. Jednak pismo raczej nie kłamało w tej
sprawie, ale jak wiadomo papier przyjmie wszystko.
— Dlaczego
Shisui nie może tam dotrzeć?
Na pytanie
Itachiego, kobieta rozsiadła się wygodniej w fotelu, oparła brodę na
splecionych dłoniach i przyglądała mu się z nieodgadnioną miną. Gdy już myślał,
że nie uzyska żadnej odpowiedzi, Piąta zdecydowała się odezwać.
— Teleporter
tropi Danzo w Kiri — ucięła krótko, świdrując Uchihę wzrokiem. — Nie
wysyłałabym cię, gdyby nie nowa sytuacja. Z braku wiadomości od Senju
wnioskuję, że już nie potrzebuje wsparcia przy aktualnym zadaniu, ale może nie
podołać temu co tkwi w lochach pałacu. I chociaż mam ją na miejscu, to jednak
wolę żeby ktoś z Sharinganem rzucił na to okiem.
— Brzmi
poważnie…
— Owszem.
Zwłaszcza, że jakiś żartowniś zapieczętował w kapłanie duszę demona.
— Słucham?
— Tak twierdzą
władze, ale moim zdaniem to jakieś dziwne genjutsu. Mężczyzna zamknął się w
celi i nikogo nie wpuszcza — stwierdziła, masując nasadę nosa i zerkając przez
ramię na okno. Nad Konohą wciąż wisiały ciężkie, ciemne chmury zwiastujące
gwałtowną ulewę, ale od kilku godzin nie spadła nawet kropla. Tsunade nie miała
nic przeciwko deszczowej aurze, ale mrok jaki zapadał tuż przed burzą irytował.
Człowiek odnosił wrażenie, że nadszedł wieczór. A już nie wspomni o oczywistym
fakcie, jak mocno taka ciemność wpływała na pacjentów z depresją. Normalnie byli
mało stabilni psychicznie, ale przy burzach następowało istne apogeum objawów. Personel
oddziału psychiatrycznego uwijał się jak w ukropie.
— Objawy?
— Młody
niedoświadczony kapłan, ma rozdwojenie jaźni. Raz jest świętym, a raz
rozpuszczonym demonem. Zamordował człowieka, a kiedy się ogarnął, płakał kilka
dni nad ciałem i nie pozwolił go ruszyć, chyba, że pozwolą mu wyprawić pogrzeb.
— Może jest
zwyczajnie chory.
— Badali go
najlepsi medycy i psychiatrzy. I to takie nazwiska, z którymi nawet ja muszę
się liczyć — westchnęła wyjaśniająco, unosząc brew gdy usłyszała ciche
puknięcie o parapet. Och, no wreszcie. Kto wie, może jeszcze dziś mieszkańcy
zobaczą słońce. — W każdym razie… idź do domu się przygotować, a ja pomyślę o
transporcie dla ciebie.
— Jeżeli to
takie pilne to mogę wyruszyć nawet zaraz.
— Nie, pieszo
wędrowałbyś kilka dni. Teleportuję cię prawdopodobnie za pomocą Katsuyu —
mruknęła w zamyśleniu, mimowolnie uśmiechając się kpiąco. — Jest jeszcze opcja
aby ściągnąć tu Liv aby cię zabrała, ale myślę, że bardziej ucieszy się z
niespodzianki.
— Senju nie lubi
niespodzianek.
— Och, co ty nie
powiesz, Uchiha — sarknęła Piąta, zerkając na bruneta spod oka. — W każdym razie,
zapraszam do gabinetu za godzinę.
uuuuuuuuuuuuuuuuuuu <3
OdpowiedzUsuńjezu tyle czekania, a tak szybko dobiegło końca i znowu trzeba czekać :C
Postaram się pośpieszyć, ale Wena czasem ma w nosie moje plany. Neguje każde postanowienie o przyśpieszeniu historii :/
UsuńJa cię po prostu jakoś wyczułam - wchodzę na bloggera, a tu nowy rozdział ♥
OdpowiedzUsuńOpisy Jirayi nie pozostawiały nic dla wyobraźni, ale twoje pozostawiają xD I to dlatego tak je kocham - bo niedopowiedzenia tworzą przestrzeń dla czytelnika, tworzą pytania, na które potem stopniowo odpowiadasz... albo i czasem nie xp
Z jakiejś racji podobał mi się tu przedstawiony charakter Kakashiego C: Był taki... realny. Da się lubić chłopa :D
Kazama ma coś w ostatnich dniach muchy w nosie i nic innego mu w głowie jak gorące źródła i sake x''D No, i może jeszcze masaże Liv xp Ciekawa jestem, co tam nagadał Rumi do ucha C;
Itachi chyba stanął na jakiś życiowym zakręcie i trochę zaczął się łamać... znaczy w sumie to może i dobrze, bo to pokazuje jego bardziej "człowieczą" stronę... Ponad to w jakiś sposób poczułam się z nim związana w tym rozdziale, bo ostatnio towarzyszył mi podobny humor jak Łasicowi >.<''
Tak, Senju nie lubi niespodzianek, więc może być dość burzliwie w następnych rozdziałach ^^'' Ale tego przecież oczekujemy, prawda? Główni bohaterowie muszą się skonfrontować, żeby fabuła ruszyła z kopyta x''p
Podoba mi się pomysł z klechą opętanym przez demona. Brzmi interesująco. Mam nadzieję, że poświęcisz mu trochę czasu i rozwiniesz go ♥
Weny, weny, weny i pisz szybciutko następny rozdział~! ♥♥♥
~Kita-pon
Wyczuwasz... na moje oko, Ty mnie szpiegujesz xD.
UsuńTwory Zboczonego Pustelnika są dla ludzi o mocnych nerwach XD. Nawet Itachi nie podołał^^.
Kazama... oj. no. Chłopak może się wstydzi XD. Tak jawnie być podrywanym przez księżniczkę to nie byle co. Jakby marzył o posagu to by się obłowił, zapewniając dostatnie życie kilku pokoleniom demonów w przód XD.
Itachi duuuużo myśli. Czasem wydaje mi się, że za dużo. Chociaż w jego wykonaniu gwałtowne działania są tak nie na miejscu, że aż ciężko kontynuować ten wątek L&I. Jak się wkurzę to któres uśmierce i będzie spokój z tym lovestory shinobi. Kunai w głowę i do piachu^^.
Klecha... tak, to będzie ciekawe^^.
Dziękuję za komentarz. Wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko <3. Oby następny wpis urodził mi się szybciej i w mniejszym bólu XD
Niech się spotkają w końcu i pogadają jak dorośli ludzie :D tasiemiec się już robi haha
OdpowiedzUsuńWreszcie pojawił się Kakashi! Najlepszy bohater z naruto :D
Tasiemiec... to samo pomyślałam o tej historii... ;_;... chyba powinnam wymordować wszystkich i zakończyć to opowiadanie
UsuńNie mogę się doczekać następnego rozdziału jak Liv i Itachi się spotkają :D A jeszcze lepiej jakby Itachi i Kazama się spotkali ;p
OdpowiedzUsuńTeraz liczę na rozdział Puchatej Historii, która o dziwo mega mnie wciągnęła :D
Powodzenia w pisaniu i weny! ;*
Heuhuehue... Magiczny trójkąt znowu w komplecie. Aż strach się bać i pytanie czy pałac Lawy przetrwa to spotkanie. Oby, oby... inaczej Tsunade lekko by się zdenerwowała XD.
UsuńPuchata... hn... coś tam kreśle, ale szału ni ma. Liczę na jakiś napływ weny...
Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło <3
Hura, notka! Zadzieram kiecę i lecę czytać.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia,
Yuzuki
Kurcze, nie dość że miałam problemy z opublikowaniem poprzedniego komentarza to jeszcze odkryłam że mój komentarz pod poprzednią notką zniknął. Blogspot chyba mnie nie lubi
UsuńEj, ja się tak nie bawię. Nie zgadzam się aby ktoś usuwał Ci komentarze bo to je moje cenne pigułki dla Wena :/.
UsuńPisz w Wordzie a później publikuj, taka moja rada. Sama tak robię dla pewności.
Czekam na nexta ;-)
OdpowiedzUsuńPiszę, cały czas piszę XD
Usuń