21.02.2017

LIII NA KAŻDEGO JEST SPOSÓB

Hejo. Dzisiaj króciutko… Mam dla Was nowy, jeszcze gorący rozdział ZR. Tak, wiem, długo przyszło czekać, ale jest. Mam nadzieję, że zostanie ciepło przyjęty. To już nie zanudzam i zapraszam do czytania i komentowania. Buziaki Kochani.
Ach, nie betowane. Ale to już norma.




Itachi przysłonił dłonią oczy, patrząc na rozmiar zniszczeń poczynionych przez trzęsienie ziemi. Budynki bez dachów, ścian, a niekiedy wyłącznie gruzy, pokazywały ogrom strat jakie poczynił drgający grunt. Budowle rozpadały się jak domki z kart, co jasno sugerowało, że żaden z projektujących je architektów nie brał pod uwagę ewentualnego kataklizmu. Nie zachowano obowiązujących norm, ale z drugiej strony co się dziwić. Mimo że te tereny należały do zagrożonych trzęsieniami to ostatnie z nich miało miejsce ponad sto lat temu. Cóż, ale fakt pozostawał faktem. Tysiące rodzin zostało bez dachu nad głową, co oczywiście i tak można było uznać za dar od losu, bo przynajmniej zachowali życie. Niektórzy nie mieli tyle szczęścia.
Kiedyś ten region wyprzedzał resztę kraju w napędzaniu gospodarki, a to za sprawą prężnie prosperujących fabryk, jak i instytutów opracowujących nowe technologie. Teraz po katastrofie, miasto długo będzie musiało się podnosić z kolan. Mury, fabryki łatwo odbudować, ale zniszczone urządzenia to już inna bajka. Chociaż Itachi nie wątpił, że ci bardziej zapobiegliwi ubezpieczyli przedsiębiorstwa wraz ze sprzętem.
— Itachi Uchiha… a cóż cię tu sprowadza. — Kakashi niczym duch pojawił się za brunetem, chowając do kieszeni nieodłączną książkę. Mimo ogromnej sławy jaką zdobył Hatake — tytułowany kopiującym ninja, siejącym postrach wśród wroga — posiadał pewną słabość. Jaką? Nikt by nie zgadł. Mianowicie mężczyzna lubował się w romansach i to nie byle jakich, bo autorstwa słynnego Jiraiyi — jednego z wielkiej trójki sanninów.
Tak, Itachi wiedział na czym polegała subtelna różnica pomiędzy zwykłymi opowieściami tego gatunku, a tymi które wyszły pod pióra Ropuszego Pustelnika. Otóż ten autor pisał wyjątkowo sugestywne erotyki, nie zostawiając zbyt wiele pola dla wyobraźni. A jak się o tym dowiedział? Po prostu jako młokos bardzo podziwiał Kakashiego i traktował niczym mentora, a że tamten nie rozstawał się ze swoimi książkami to nie dziwne, że w końcu postanowił sprawdzić co w nich takiego interesującego. I pożałował. Przez swoją przeklętą ciekawość, męczyły go koszmary przez bity tydzień.
— Hokage przesyła wam te zwoje o których wspominałeś w raporcie.
— Ach, specjalne trumny zapobiegające epidemii — westchnął Kakashi, mrużąc nieosłonięte opaską oko. — Szkoda, że nie możemy się bez nich obejść.
— Znajdujecie jeszcze żywych?
— To już piąta doba.
— No tak — mruknął Itachi, doskonale świadomy, że to pierwsze siedemdziesiąt dwie godziny są najważniejsze przy poszukiwaniach. Później, z każdą minutą, szansa na wyciągnięcie kogoś żywego drastycznie spadała. To była taka złota zasada ratowników.
— Chociaż, niczego nie należy brać za pewnik. Dziś zdarzył się mały cud, co od razu podbudowało morale — rzucił Kakashi, zagapiając się na horyzont. Poczochrał szarą czuprynę, mimowolnie się uśmiechając. — Znaleźliśmy dziewczynkę. Wyziębioną, umorusaną jak nieboskie stworzenie, ale przytomną. W zasadzie, gdyby nie otarcia to nic jej nie jest.
— Rzeczywiście, cud. Potrzebujecie pomocy?
— Nie. Jest nas wystarczająco. Nie możemy osłabiać Konohy bardziej niż to konieczne. Poza tym, Suna nas hojnie wspiera.
— Piąta wspominała, że koresponduje z Kazekage, więc jest na bieżąco — stwierdził Itachi, rozmasowując kark. Przydałby mu się masaż, a jeżeli miałby precyzować to nie pogardziłby również gorącymi źródłami. Najpierw relaks w wodzie, a później ktoś zająłby się jego zmęczonym ciałem. Bez wahania wskazałby kogo widziałby w tej roli, ale no cóż. W najbliższej przyszłości musi się obejść smakiem. — Czas na mnie.
— Gdzie teraz?
— Jakiś nukenin bruździ, podszywając się pod jednego z naszych.
— Hm… nie słyszałem.
— Nie możesz mieć uszu wszędzie, Kakashi.
— Ja nie, ale moje wierne psy owszem. — Mężczyzna mrugnął do Uchihy porozumiewawczo, zaraz zmieniając temat. — Czcigodna zdecydowała co z tą sprawą w Krainie Śniegu?
— Wciąż rozważa wszelkie za i przeciw.
— Daimyo musi mocno naciskać.
— Kolejna bitwa o głupie trofeum. Szafowanie ludzkim życiem.
— Nie martw się, Tsunade nie poświęci nikogo dla błyskotki. Nawet jeśli was wyśle to da takie wsparcie, że nikt nie ośmieli się głośniej odetchnąć aby nie być wziętym za agresora.
— Ale po co to wszystko? Czy to ma sens?
— Cóż, nie wiem jak ciebie, ale mnie na ten przykład ciekawi, kto chce poznać potomków protoplastów Konohy i po co.
— Jeżeli tam trafimy to wyłącznie aby się tego dowiedzieć, a nie dla kawałka stali.
— Ten kawałek stali przytachacie tak przy okazji — zaśmiał się Kakashi, odwracając na pięcie. Kiwnął na pożegnanie Itachiemu i odszedł do swoich ludzi, już czekających na nowe rozkazy.

~oOo~

Liv zrównała się krokiem z Kazamą, wciąż niedowierzając w spryt towarzysza. No kto by przypuszczał, że wystarczyło wziąć tę małą pod włos. Odrobinę pojechać po ambicji, zdeptać ego, i ta dam. Rumi unosi się honorem, przez co de fakto, robi to czego od niej oczekują. Plan iście genialny w swej prostocie. Przy minimum wysiłku maksimum rezultatów.
Z rękami w kieszeniach, Senju patrzyła na sztywno wyprostowane plecy królewny, która wzburzona szła przodem i co jakiś czas wyrzucała z siebie masę inwektyw pod adresem ignorującego ten pokaz demona. Młoda w swoim wzburzeniu, nawet nie zwracała uwagi na chwiejący się most, zbyt zaabsorbowana pyskowaniem pod nosem na Chikage. Gniewnie stawiała krok za krokiem, mocno zaciskając dłonie na linach zupełnie jakby zamierzała je porozrywać.
— Hm… spadłeś z piedestału — zakomunikowała Liv Kazamie, zerkając na niego z rozbawieniem. Chyba żadne z nich się nie spodziewało takiego obrotu spraw. Co jak co, ale myślała, że dziedziczka lawowego imperium powzdycha do demona odrobinę dłużej niż dwa dni. A tu? Koniec bajki. Przyglądając się niewzruszonemu profilowi Chikage, ciekawiło ją czy zauroczenie Rumi całkiem minęło. Jeśli tak to bez sensu byłoby zmuszać demona do towarzyszenia im w reszcie podróży. Jakoś nie przejawiała zbytniej ochoty aby stać się rozjemcą w ich sporach. Zwłaszcza gdy nie będą przynosić wymiernych korzyści.
— Specjalnie nad tym nie ubolewam — prychnął, unosząc kpiąco brew gdy księżniczka się potknęła. Na całe szczęście utrzymała równowagę, demonstracyjnie odgarniając z twarzy szarpane wiatrem włosy i bez słowa ruszyła dalej.
— Moim zdaniem potraktowałeś ją zbyt ostro — zauważyła Senju, spod oka zerkając na oglądającą się przez ramię dziewczynę. Rumi przybrała pokerową minę z której ciężko było cokolwiek wyczytać, ale jej niebieskie oczy zatrzymały się dłużej na Chikage, co sugerowało jedno. Złość złością, ale słabość do Kazamy wciąż pozostała. Czyli nic straconego.
— Akurat w tej kwestii mało interesuje mnie twoja opinia, Liv — prychnął Kazama, łypiąc na kunoichi z niechęcią.
— Już przestałbyś grać takiego pokrzywdzonego przez los — sapnęła, przewracając teatralnie oczami. — Oboje dobrze wiemy, że profity jakie dzięki temu pozyskałeś z nawiązką wynagradzają ci towarzystwo tej małej.
— Cóż, jakby się nad tym zastanowić, to w istocie… wczoraj nie odstawiłaś fuszerki — przyznał aż przymykając powieki, na wspomnienie zmysłowego dotyku na skórze. No któż by pomyślał, że Senju jest aż tak utalentowana w tej dziedzinie. Kazama po wczorajszej sesji czuł się jak młody bóg i zdawał sobie sprawę, że gdyby nie wymyślił kolejnej zachcianki do spełnienia przez Liv to z przyjemnością wróci do tej konkretnej alternatywy. Aż się uśmiechnął pod nosem, zerkając na naburmuszoną kunochi. Gdyby coś jej się poknociło w karierze ninja to zawsze mogła dorabiać jako masażystka. — Może powinnaś pomyśleć o zmianie profesji?
—  Lubisz swój język? Jeśli tak to lepiej zamilcz.
— Daleko jeszcze? Jestem głodna. — Rumi przystanęła kilka metrów za mostem, zaraz obracając się do towarzyszy przodem. Z wyższością zmierzyła wzrokiem idącego u boku Liv blondyna, mocniej zaciskając usta. Wciąż nie potrafiła zrozumieć jakim cudem pozostawał obojętny na jej adoracje. Może zabrała się do tego od złej strony? Życie przyzwyczaiło ją, że bez wysiłku, a w zasadzie na każde skinienie, mężczyźni padali je do stóp. Wielbili ziemię po której stąpała Rumi, obsypując przy tym komplementami oraz prezentami. Działo się tak absolutnie zawsze, więc teraz kiedy ktoś się opierał jej urokowi odbierała to jak potwarz.
— Rzeczywiście. Wypadałoby zrobić postój — przyznała Senju, osłaniając oczy przed palącym słońcem. Owszem, ona i Kazama spokojnie pokonaliby jeszcze kilka kilometrów bez odpoczynku, ale wolała nie nadwyrężać królewny. I nie przez wzgląd na nią, ale na siebie. Jakoś nie przejawiała ochoty na niesienie małej dłużej niż to konieczne. — Tam widzę jakiś prześwit. Chodźmy.
— Zaraz do was dołączę — stwierdził Chikage, machając ręką aby na niego nie czekały i poszły same. On w tym czasie zmarszczył brwi, odwrócił się w stronę mostu spoglądając na drugą stronę przepaści. Musiał coś sprawdzić.
Liv bez ociągania rozbiła obozowisko, szybko rozpalając ogień. Podczas tych czynności intensywnie dumała nad możliwościami przyśpieszenia ich podróży. Niby kierowali się idealnie na zachód — czyli w stronę królestwa Rumi — to jednak wciąż poruszali się zbyt wolno. Tempo było wręcz ślimacze.
Mając w perspektywie obowiązki wobec Konoha zamierzała skrócić to zadanie do minimum, ale niestety nic nie szło po jej myśli. Chikage jeśli by tylko zechciał to poprowadziłby królewnę jak po sznurku do domu. Wystarczyłoby że wyraziłby chęć zobaczenia jej imperium, a młoda pognałaby tam niemal na złamanie karku. Jednak nie, bo po co ma pomagać… Czy naprawdę tak wiele wymagała od demona?
— Idę się opłukać — poinformowała Rumi, nawet się nie kwapiąc do rozładowania ekwipunku, który przywołała ze zwoju kunoichi. Planując ucieczkę z pałacu uznała, że taka ilość sprzętu jest konieczna aby jakoś przetrwać w głuszy. Jednak po dotarciu do jaskini szybko zmieniła zdanie. Zabrała zbyt wiele, co momentalnie objawiło się w czerwonych otarciach na ramionach od niesienia. W trosce o skórę, która musiała być idealna, wiadomo status królewny zobowiązywał, uknuła rozwiązanie kłopotu. Co jak co, ale skoro już ojciec załatwił dla niej ochronę to równie dobrze mogła ona zadbać o bagaże. Po burzliwej wymianie zdań, podczas której usiłowała zrobić ze swojej opiekunki tragarza, odniosła zwycięstwo. Liv kategorycznie odmówiła przyjęcia roli muła, ale dla świętego spokoju zapieczętowała jej dobytek. Takie ustępstwo zaakceptowała bez szemrania. — Mam nadzieję, że jak wrócę jedzenie będzie gotowe.
— Powinnam zdążyć odgrzać jakąś zupę — rzuciła przez zęby Senju, siląc się na spokój. Tak, nie umknęło jej uwadze, że podopieczna oczekiwała od niej służby również w zakresie rozpakowywania bagaży. Mimo to postanowiła dać sobie na wstrzymanie. Kłótnia nie należała do najlepszych rozwiązań zwłaszcza, że zależało Liv na czasie. — A ty nie potrzebujesz ręcznika?
Z miną sfinksa zniosła piorunujące spojrzenie królewny, która chcąc nie chcąc wygrzebała z plecaka coś do osuszenia i z dumnie podniesioną głową, odeszła w stronę niewielkiego potoku. Wyłącznie rzadki zagajnik odgradzał wypływający z pęknięcia w skale strumień, co usprawiedliwiało Senju z rezygnacji towarzyszenia dziewczynie. Woda tworzyła mały wodospad w sam raz na turystyczny prysznic, chociaż co do swojej temperatury pozostawiał wiele do życzenia. Tak, Liv nabierała z niego wody to wiedziała, że jest horrendalnie lodowaty. Naprawdę podziwiała determinację Rumi, bo ona za żadne skarby by pod niego nie wlazła. Nie no, może jakby została poparzona jakąś ogniową techniką, ale to też wyłącznie podejrzenia.

~oOo~

Itachi z niezadowoleniem patrzył na dziurę w ziemi. Ciepły wiatr szarpał jego płaszczem podróżnym, gdy dumał co dalej. Chyba wykazał się zbytnią opieszałością w stosunku do tego faceta. Dostał rozkaz schwytania i doprowadzenia przed oblicze Hokage nukenina żywego, a tu? Mężczyzna wyczuwając, że nie da rady zwyciężyć w pojedynku, wolał popełnić samobójstwo. A on zamiast go skutecznie powstrzymać, mianowicie uwięzić w genjutsu, pozwolił sobie na rozluźnienie oraz walkę. Tak, schrzanił sprawę.
Mrużąc powieki z irytacji, przeniósł wzrok na horyzont. Piąta da mu popalić za tę samowolkę. Przecież wyraźnie dała mu do zrozumienia jak ważne informacje dla Konohy posiadał zdrajca. Z tego co się orientowali zdążył zawrzeć masę interesujących znajomości ze świata przestępczego, a i lokalizacje ich kryjówek z pewnością by się przydały. Chłop zwiedził masę krajów, błyskawicznie zdobywając kolejne kontakty. Informacja z kim się zwąchał była bezcenna, a on zwyczajnie jej nie zdobył. Fakt, nie zdążył, ale wyłącznie z własnej winy.
Odetchnął głęboko, dla ukojenia podniesionego ciśnienia. Stało się, i już nie cofnie czasu. Teraz powinien skupić się na czymś innym. Na czymś co skutecznie utrudniło mu spokojny sen. Krzywiąc się malowniczo, mimowolnie wrócił myślami do rozmowy z kuzynem. Wiadomość, że ktoś wyłapywał pobratymców Senju należała do tych z kategorii niepokojących. Owszem, Ropuszy Pustelnik zaznaczył, że te informacje nie są poparte twardymi dowodami, jednak to, że Kazama osobiście pofatygował się w tamte rejony sugerowało, że coś jest na rzeczy. Czyżby uaktywnili się Łowcy? Byłoby to wielce zastanawiające skoro po ostatnim pokazie Senju — jak wybiła prawie cały klan, nadużywający mocy oraz nieprzestrzegający reguł — nagle wszyscy zrezygnowali z polowań. Ba, miało się wrażenie, że ta nacja przestała istnieć.
Zastanawiając się nad tym, przeczesał palcami grzywkę. Świadomość, że Chikage towarzyszy Senju mimowolnie spychała wszystko inne na dalszy plan. I chociaż w życiu nie przyznałby się do tego głośno to jednak obawiał się pomysłów demona. Nie należał do głupców i nie miał złudzeń, że Kazama właśnie umacniał swoją pozycję w relacjach z Liv. Zapewne czerpał z tej podróży pełnymi garściami, bazując na więzi krwi. On natomiast, wciąż tkwił w ciemnym lesie, bez pomysłu na ciąg dalszy.
Co gorsza czasem łapał się na tym, że sam nie wiedział czego chce. A w zasadzie czego pragnie bardziej. Udusić dziewczynę gołymi rękami za to, że działa na niego niczym płachta na byka, czy może zedrzeć z niej ubranie. Wzdychając ciężko potarł nasadę nosa, drugą ręką bezwiednie musnął wiszący na piersi medalion.

~oOo~

Liv odgarnęła z twarzy włosy, patrząc na sporą wioskę w dolinie. Tempo mieli imponujące, ale to chyba głownie za sprawą Kazamy, który znowu wszedł na ambicje małolacie. Głośno stwierdził, że lubi silne oraz wytrzymałe kobiety, co przyniosło wymierny skutek. Senju nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczała, że uda im się dotrzeć aż tu. Po postoju na jedzenie wędrowali kilka ładnych godzin, podczas których królewna zmieniła taktykę w stosunku do demona. Teraz zamiast się naprzykrzać, szła u jego boku w milczeniu, a gdy dochodziło do sporów pomiędzy nim a Liv, trzymała stronę Chikage. Tak zamierzała wkupić się w łaski blondyna. Nie, kunoichi nie miała nic przeciwko takiemu podejściu Rumi. Do czasu jak posuwali się naprzód, a dystans do pałacu się zmniejszał była zadowolona.
— Chyba powinniśmy pomyśleć o noclegu — stwierdziła pod nosem, wzrokiem odnajdując wydrążone w skale schody prowadzące do osady. — Rumi, to twoje okolice… chcesz spędzić noc w konkretnym ośrodku, czy ci wszystko jedno?
— Dostosuje się.
Liv na te słowa mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, zerkając na dziewczynę. Nie dało się nie zauważyć, że po tym komunikacie młoda spojrzała na Chikage jakby zamierzała się upewnić, że usłyszał jaka jest zgodna. Tak, towarzystwo demona zaczynało wyciągać na wierzch tę lepszą stronę córki władcy krainy Lawy.
— Ta wioska to istne zagłębie turystyczne, więc nie dziwne, że królewna nie ma zastrzeżeń — prychnął Kazama, i nie czekając na towarzyszki ruszył w stronę doliny. — Tu są tak wysokie standardy, że nawet w stajni jest luksusowo.
Senju słysząc to zacisnęła mocniej usta. Doprawdy, co w niego wstąpiło. Okej, nie tolerował ludzi, ale czy za wszelką cenę musiał prowokować Rumi? Naprawdę tak wysoko cenił sobie kłótnie?
— Dlaczego, nawet gdy się nie odzywam traktujesz mnie jak wroga?
Na pozór spokojny głos dobiegł zza pleców Liv, jednak kunoichi z  łatwością wyłapała w nim płaczliwą nutę na co aż sapnęła ze zgrozą. Cholera, tylko nie to. Rozgniewana wbiła wzrok w plecy pobratymca, w myślach dobrze mu radząc aby zdołał załagodzić sprawę.
— Razi mnie obłuda. Oboje dobrze wiemy, że teraz grasz.
— Staram się dostosować! Ale ciebie nijak nie da się zadowolić!
Senju aż przymknęła powieki, z jednej strony zadowolona, że Rumi zbyt rozsierdzona zapomniała o płaczu, z drugiej rozżalona, że Kazama koncertowo spieprzył resztę wieczoru. A mogło być tak miło. Cicho, spokojnie…
— Uspokójcie się — westchnęła bez wielkiej nadziei na rezultat.
— Nie, mogę tego dłużej tolerować. Można mnie nie lubić, ale z racji urodzenia zasługuję na szacunek!
— Ja pomyślę o okazaniu ci szacunku, gdy ty okażesz go mnie się nie naprzykrzając. Ja posiadam tytuł króla, a nie, jak niektórzy gówniarze, czerpię profity z pozycji ojca.
— Jak śmiesz?! — Rumi aż spurpurowiała od gniewu, zaciskając pięści. Zrównała się krokiem z Senju, nie przestając krzyczeć. — Skoro jesteś mi równy, wytłumacz dlaczego pomiatasz wyłącznie mną?! Nie potrafię znaleźć tu żadnej logiki! Ona jest zwykłym żołnierzem, stworzonym do służenia takim jak my, a jednak traktujesz ją o niebo lepiej.
— Bardzo nierozsądne słowa, królewno — odezwał się ze zwodniczym spokojem Kazama, odwracając się do dziewczyny. Jednak zanim zdążył zrobić chociaż krok w jej stronę, tuż przed nosem wyrosła jak spod ziemi Liv, kładąc mu dłoń na piersi, drugą ręką blokując katanę.
— Uspokój się… A ty Rumi, zważaj na słowa.
— Nie masz prawa mnie pouczać.
— Cholera — sapnęła Liv, kiedy po tych słowach Kazama rozpłynął się w powietrzu, zaraz pojawiając się przed Rumi. Starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, powoli odwróciła się w ich stronę czekając na dalszy rozwój wypadków. Wierzyła, ze Chikage nie postawi jej w kłopotliwej sytuacji.
Spod groźnie zmrużonych powiek, czujnie obserwowała jak demon nachyla się do ucha zamarłej w szoku dziewczyny coś do niej szepcząc. Co ciekawe robił to tak cicho, że nawet doskonały zmysł słuchu nie pomógł Liv w rozszyfrowaniu słów pobratymca. I chociaż Senju wiedziała, że zapewne dawał młodej ostatnie ostrzeżenie, to jakoś wątpiła aby przyniosło ono skutek. Następczyni tronu była tak wytrącona z równowagi bliskością Kazamy, że wydawała się całkiem nieobecna. Przygryzała z nerwów usta, oddychając z trudem przez nos. A kiedy demon pozornie łagodnym ruchem odgarnął jej z oka zabłąkany kosmyk wywołując na policzkach potężny rumieniec, Senju postawiła śmiałą tezę, że królewna zaraz zemdleje z wrażenia.

~oOo~

Liv co chwilę zerkała na nieobecną królewnę, zastanawiając się czy aby czasem demon jej nic nie zrobił. Dziewczyna zachowywała się dziwnie. Od momentu jak usiadły przy stoliku milczała, wyraźnie bujając w obłokach. Skąd Senju to wiedziała? Po niepoprawnym uśmiechu jaki co chwilę pojawiał się na twarzy dziedziczki tronu i nieobecnym spojrzeniu.
— Rumi, co chcesz zjeść?
— A co zamówił Kazama?
— Hm? — Liv niechętnie zerknęła na demona, siedzącego przy barze. Chikage bez słowa szybko opuścił ich towarzystwo, od razu kierując kroki do barmana. Samym spojrzeniem zdołał przegonić innego gościa z upatrzonego stołka i teraz delektował się jakimś nieokreślonym alkoholem, ze znudzeniem obserwując gości lokalu. — Owoce morza — mruknęła po krótkim namyśle, decydując się skłamać. Młoda musiała jeść, a że Kazama najwyraźniej zrezygnował z kolacji, nie chciała aby Rumi poszła za jego przykładem. Tylko tego brakowało żeby została zmuszona do budzenia kucharza po nocach, bo królewnę męczy głód.
— Afrodyzjaki — szepnęła pod nosem dziewczyna, uśmiechając się delikatnie. Podniosła zamglony wzrok na kunoichi i zaraz kiwnęła na kelnerkę zamawiając to samo.
Senju naprawdę nie wiedziała co ukluło się w tej niemądrej łepetynie, ale wolała nie wnikać. Niech królewna żyje sobie tymi swoimi marzeniami, skoro dzięki temu jest jako taki spokój.
— Dla pani?
— Mitarashi dango — odpowiedziała beznamiętnie pracownicy lokalu, podpierając się na łokciu. Kiedy tamta zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni, postanowiła poruszyć interesujący ją temat. — Rumi, ojciec na pewno za tobą tęskni.
— Mhm…
— A ty za nim nie tęsknisz?
— Nie wiem, może...
— A znajomi? Tutaj musisz się trochę nudzić.
— Nie narzekam.
Słysząc taką odpowiedź, Liv aż zazgrzytała nerwowo zębami. Głupia smarkula, czy nie mogła nawet przez chwilę skupić się na czymś innym niż Kazama? Tak, nie umknęło uwadze Senju jak po tych słowach zerknęła na blondyna. Mrużąc gniewnie powieki, nagle doznała olśnienia. Skoro mała tak bardzo zadurzyła się w demonie to czemu tego nie wykorzystać w odpowiedni sposób. Aż uśmiechnęła się szatańsko do tej myśli.
— Nasz towarzysz wydaje się znudzony — powiedziała jakby do siebie, doskonale zdając sobie sprawę, że Rumi czujnie nadstawiła uszu. — To tylko kwestia czasu jak nas pewnie opuści… Wielka szkoda, że nie po drodze ci do domu.
— Dlaczego?
— Słyszałam, że twój pałac słynie z ośmiu wyjątkowych gorących źródeł w swych podziemiach — zauważyła ignorując pytanie i kiwając w podziękowaniu obsłudze, gdy podano zamówienie. — Dziewiąte z płynną lawą służy do ogrzewania całej budowli, prawda? Jestem pod wrażeniem naukowca, który wymyślił jak wykorzystywać i przetwarzać tę energię. Niesamowita technologia.
— Najtęższe umysły opracowywały ten system.
— Jesteście fenomenem na skalę światową w tej dziedzinie.
— Owszem. I co w związku z tym?
— Nic. — Liv wzruszyła obojętnie ramionami, spoglądając na Chikage. Już osiągnęła cel, młoda złapała haczyk. Teraz tylko kwestia czasu jak sama zaproponuje powrót. — Chociaż, Kazama ma słabość do ośrodków z gorącymi źródłami. I zapewne nie pogardziłby taką atrakcją.

~oOo~

Itachi z pewną dozą niedowierzania zerknął na nowe zlecenie, zaraz podnosząc wzrok na przyglądającą mu się Hokage. Cos mu nie grało. Po pierwsze, po przyznaniu się do zawalenia zadania nie dostał bury. Wchodząc do gabinetu spodziewał się wręcz, że posmakuje żelaznej pięści Piątej, ale nie… Tsunade przyjęła wiadomość ze stoickim spokojem. Ba, kiwnęła głową na znak, że zrozumiała i podsunęła mu nowy zwój, a jego zdany raport wrzuciła do szuflady. Cicho, sprawnie i bez zbędnych komentarzy.
Ponownie spojrzał na nowy przydział, marszcząc brwi. W zastępstwie za kuzyna ma udać się do Krainy Lawy. W porządku, tyle, że jest tam oddelegowany na wyraźną prośbę Senju, co już wzbudza podejrzenia. Jednak pismo raczej nie kłamało w tej sprawie, ale jak wiadomo papier przyjmie wszystko.
— Dlaczego Shisui nie może tam dotrzeć?
Na pytanie Itachiego, kobieta rozsiadła się wygodniej w fotelu, oparła brodę na splecionych dłoniach i przyglądała mu się z nieodgadnioną miną. Gdy już myślał, że nie uzyska żadnej odpowiedzi, Piąta zdecydowała się odezwać.
— Teleporter tropi Danzo w Kiri — ucięła krótko, świdrując Uchihę wzrokiem. — Nie wysyłałabym cię, gdyby nie nowa sytuacja. Z braku wiadomości od Senju wnioskuję, że już nie potrzebuje wsparcia przy aktualnym zadaniu, ale może nie podołać temu co tkwi w lochach pałacu. I chociaż mam ją na miejscu, to jednak wolę żeby ktoś z Sharinganem rzucił na to okiem.
— Brzmi poważnie…
— Owszem. Zwłaszcza, że jakiś żartowniś zapieczętował w kapłanie duszę demona.
— Słucham?
— Tak twierdzą władze, ale moim zdaniem to jakieś dziwne genjutsu. Mężczyzna zamknął się w celi i nikogo nie wpuszcza — stwierdziła, masując nasadę nosa i zerkając przez ramię na okno. Nad Konohą wciąż wisiały ciężkie, ciemne chmury zwiastujące gwałtowną ulewę, ale od kilku godzin nie spadła nawet kropla. Tsunade nie miała nic przeciwko deszczowej aurze, ale mrok jaki zapadał tuż przed burzą irytował. Człowiek odnosił wrażenie, że nadszedł wieczór. A już nie wspomni o oczywistym fakcie, jak mocno taka ciemność wpływała na pacjentów z depresją. Normalnie byli mało stabilni psychicznie, ale przy burzach następowało istne apogeum objawów. Personel oddziału psychiatrycznego uwijał się jak w ukropie.
— Objawy?
— Młody niedoświadczony kapłan, ma rozdwojenie jaźni. Raz jest świętym, a raz rozpuszczonym demonem. Zamordował człowieka, a kiedy się ogarnął, płakał kilka dni nad ciałem i nie pozwolił go ruszyć, chyba, że pozwolą mu wyprawić pogrzeb.
— Może jest zwyczajnie chory.
— Badali go najlepsi medycy i psychiatrzy. I to takie nazwiska, z którymi nawet ja muszę się liczyć — westchnęła wyjaśniająco, unosząc brew gdy usłyszała ciche puknięcie o parapet. Och, no wreszcie. Kto wie, może jeszcze dziś mieszkańcy zobaczą słońce. — W każdym razie… idź do domu się przygotować, a ja pomyślę o transporcie dla ciebie.
— Jeżeli to takie pilne to mogę wyruszyć nawet zaraz.
— Nie, pieszo wędrowałbyś kilka dni. Teleportuję cię prawdopodobnie za pomocą Katsuyu — mruknęła w zamyśleniu, mimowolnie uśmiechając się kpiąco. — Jest jeszcze opcja aby ściągnąć tu Liv aby cię zabrała, ale myślę, że bardziej ucieszy się z niespodzianki.
— Senju nie lubi niespodzianek.
— Och, co ty nie powiesz, Uchiha — sarknęła Piąta, zerkając na bruneta spod oka. — W każdym razie, zapraszam do gabinetu za godzinę.


13 komentarzy:

  1. uuuuuuuuuuuuuuuuuuu <3
    jezu tyle czekania, a tak szybko dobiegło końca i znowu trzeba czekać :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się pośpieszyć, ale Wena czasem ma w nosie moje plany. Neguje każde postanowienie o przyśpieszeniu historii :/

      Usuń
  2. Ja cię po prostu jakoś wyczułam - wchodzę na bloggera, a tu nowy rozdział ♥
    Opisy Jirayi nie pozostawiały nic dla wyobraźni, ale twoje pozostawiają xD I to dlatego tak je kocham - bo niedopowiedzenia tworzą przestrzeń dla czytelnika, tworzą pytania, na które potem stopniowo odpowiadasz... albo i czasem nie xp
    Z jakiejś racji podobał mi się tu przedstawiony charakter Kakashiego C: Był taki... realny. Da się lubić chłopa :D
    Kazama ma coś w ostatnich dniach muchy w nosie i nic innego mu w głowie jak gorące źródła i sake x''D No, i może jeszcze masaże Liv xp Ciekawa jestem, co tam nagadał Rumi do ucha C;
    Itachi chyba stanął na jakiś życiowym zakręcie i trochę zaczął się łamać... znaczy w sumie to może i dobrze, bo to pokazuje jego bardziej "człowieczą" stronę... Ponad to w jakiś sposób poczułam się z nim związana w tym rozdziale, bo ostatnio towarzyszył mi podobny humor jak Łasicowi >.<''
    Tak, Senju nie lubi niespodzianek, więc może być dość burzliwie w następnych rozdziałach ^^'' Ale tego przecież oczekujemy, prawda? Główni bohaterowie muszą się skonfrontować, żeby fabuła ruszyła z kopyta x''p
    Podoba mi się pomysł z klechą opętanym przez demona. Brzmi interesująco. Mam nadzieję, że poświęcisz mu trochę czasu i rozwiniesz go ♥
    Weny, weny, weny i pisz szybciutko następny rozdział~! ♥♥♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuwasz... na moje oko, Ty mnie szpiegujesz xD.
      Twory Zboczonego Pustelnika są dla ludzi o mocnych nerwach XD. Nawet Itachi nie podołał^^.
      Kazama... oj. no. Chłopak może się wstydzi XD. Tak jawnie być podrywanym przez księżniczkę to nie byle co. Jakby marzył o posagu to by się obłowił, zapewniając dostatnie życie kilku pokoleniom demonów w przód XD.
      Itachi duuuużo myśli. Czasem wydaje mi się, że za dużo. Chociaż w jego wykonaniu gwałtowne działania są tak nie na miejscu, że aż ciężko kontynuować ten wątek L&I. Jak się wkurzę to któres uśmierce i będzie spokój z tym lovestory shinobi. Kunai w głowę i do piachu^^.
      Klecha... tak, to będzie ciekawe^^.
      Dziękuję za komentarz. Wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko <3. Oby następny wpis urodził mi się szybciej i w mniejszym bólu XD

      Usuń
  3. Niech się spotkają w końcu i pogadają jak dorośli ludzie :D tasiemiec się już robi haha
    Wreszcie pojawił się Kakashi! Najlepszy bohater z naruto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tasiemiec... to samo pomyślałam o tej historii... ;_;... chyba powinnam wymordować wszystkich i zakończyć to opowiadanie

      Usuń
  4. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału jak Liv i Itachi się spotkają :D A jeszcze lepiej jakby Itachi i Kazama się spotkali ;p

    Teraz liczę na rozdział Puchatej Historii, która o dziwo mega mnie wciągnęła :D

    Powodzenia w pisaniu i weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heuhuehue... Magiczny trójkąt znowu w komplecie. Aż strach się bać i pytanie czy pałac Lawy przetrwa to spotkanie. Oby, oby... inaczej Tsunade lekko by się zdenerwowała XD.
      Puchata... hn... coś tam kreśle, ale szału ni ma. Liczę na jakiś napływ weny...
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło <3

      Usuń
  5. Hura, notka! Zadzieram kiecę i lecę czytać.

    Pozdrowienia,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, nie dość że miałam problemy z opublikowaniem poprzedniego komentarza to jeszcze odkryłam że mój komentarz pod poprzednią notką zniknął. Blogspot chyba mnie nie lubi

      Usuń
    2. Ej, ja się tak nie bawię. Nie zgadzam się aby ktoś usuwał Ci komentarze bo to je moje cenne pigułki dla Wena :/.
      Pisz w Wordzie a później publikuj, taka moja rada. Sama tak robię dla pewności.

      Usuń