6.02.2017

Rozdział 4. Uważaj, nie wiesz, która szansa jest ostatnią

Dziś bez przedmowy :”D. Czytajta i radujta się, że jest. Dziękuję za wszystkie komentarze (czekam na jeszcze, taka jestem pazerna, a co) i zapraszam na dalsze losy Szansy :3. Buziaki




Itachi odłożył na bok trzymany zwój, podnosząc wzrok na idącą do niego Izumi. Dziewczyna prezentowała się naprawdę mizernie z tymi cieniami pod oczami oraz brakiem życia w ruchach. Zniknął znajomy entuzjazm oraz pogoda ducha, którą potrafiła zarazić cały świat. Czyżby powróciły koszmary z atakującym wioskę Dziewięcioogoniastym? Przecież podobno już sobie poradziła z przeszłością.
Dumając nad tym, zmrużył powieki gdy mocniejszy promień słońca niemal go oślepił. Jednak, nie narzekał. To ładna, słoneczna pogoda wyciągnęła go z czterech ścian na molo. Stęskniony za ciepłem oraz suchym powietrzem, postanowił rozwikłać rodową technikę wsłuchany w szum wiatru. Była to miła odmiana po ulewach jakie w ostatnich dniach nawiedziły Konohę. Odnosiło się wręcz wrażenie, że wiatry przygnały te deszczowe obłoki wprost z Amegakure. Wszystko zaczęło się feralnego popołudnia. Od czasu jak zapoznał się z niewesołą przyszłością klanu Uchiha padał deszcz, a niebo zaścielały grube, ciemne chmury, pogrążające wioskę w szarości. Wyglądało to tak jakby aura podzielała rozpacz jaka zapanowała jego w sercu.
— Itachi, mogę się przysiąść?
— Naprawdę musisz pytać? — Zerknął na stojącą nad nim Izumi, momentalnie zauważając w jej twarzy napięcie. Dziwna emocja tliła się w oczach dziewczyny, której za żadne skarby nie potrafił rozpoznać, nazwać. Nigdy takiej u niej nie widział. — Coś się stało?
— Spotkałam naszą starą znajomą z akademii — odparła wymijająco, siadając obok i wpatrując się w gładką taflę jeziora. — Jej brat jest z tobą w ANBU.
— Mhm… — Itachi zwinął zwój, powoli się domyślając co takiego dotarło do uszu przyjaciółki. W końcu znosił szepty przez cały ubiegły tydzień. Siedziba Skrytobójców aż huczała od puszczonej w eter informacji o domniemanej randce słynnego Itachiego Uchihy, syna wielkiego Fugaku. Oczywiście nikt nie miał odwagi zapytać go o nic wprost, ale ze strzępów rozmów jakie do niego dotarły już wiedział, że plotka zaczęła żyć własnym życiem. Niektórzy podobno nawet widzieli go na kolacji z tajemniczą nieznajomą i prześcigali się w domysłach o jej pochodzeniu. Doprawdy, kto by przypuszczał, że ma w formacji takich plotkarzy. Mężczyźni trudniący się bajami, wspaniale.
— Wiesz, zawsze sądziłam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
— Skąd wniosek, że coś ukrywam? — Zamilkł na sekundę rozważając czy nie powiedzieć Izumi, że to co wygadują ludzie to zwykłe brednie. Z drugiej strony, może lepiej zostawić sobie taką furtkę w zanadrzu? W razie wpadki, będzie łgać, że to zwykłe towarzyskie spotkania, a nie knucie intrygi stulecia. Cel uświęcał środki. — Po prostu… to na razie nic poważnego.
— Ach… — Dziewczyna odchyliła się do tyłu, przymykając powieki podczas walki z cisnącymi się do oczu łzami. Nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Niespodziewany ból w piersi, niemal pozbawił ją tchu. Czy takie są objawy złamanego serca? Jak to się stało, że przegapiła swój moment? Tyle lat czekała aż Itachi wreszcie ją zauważy, a teraz okazuje się, że zaspała. Ktoś inny zaabsorbował jego uwagę. — Zdradzisz coś więcej?
— Mianowicie? Izumi, to była dopiero pierwsza randka — westchnął, już żałując podjętej decyzji. Lepiej było wmawiać wszystkim, że z kimś go pomylili.
— No tak…
— Lepiej mi powiedz skąd te cienie. — Błyskawicznie zmienił temat, kładąc brunetce rękę na ramieniu. — Znowu dręczą cię koszmary?
— Ciężka misja w Kiri. — Izumi uspokojona odwróciła się do Itachiego, przekrzywiając głowę. Teraz gdy podjęła ważną decyzję, poczuła się odrobinę lepiej. Zawsze myślała, że jest urodzoną altruistką, a tu? Niespodzianka. Życie samo zweryfikowało ten pogląd. — A ty nie myśl, że dam się spławić. Przyjaźnimy się czy nie? — Trudno, może będzie okropną przyjaciółką, ale zawalczy o tę miłość. W końcu sam powiedział, że to nic poważnego więc wciąż istnieją szanse.

~oOo~


Liv w mgnieniu oka pojawiła się na polanie tuż przed Itachim, nonszalancko podrzucając w dłoni zielone jabłko. Właśnie musiał skończyć samotny trening z bronią, ponieważ jeszcze kilka kunai tkwiło w tarczach umocowanych w koronach najbliższych drzew, podczas gdy on spokojnie ocierał twarz ręcznikiem. Już kilka raz była świadkiem jego wyczynów z shurikenami i innymi atrybutami ninja, więc wiedziała jakie skomplikowane ewolucje chłopak wykonuje w powietrzu. Zawsze gdy miała okazję to widzieć, dusiła ją czysta, nieskrywana zawiść. Liv zdawała sobie sprawę, że nawet jakby poświęciła na treningi cały wolny czas oraz włożyła masę determinacji to i tak nigdy nie dorówna brunetowi. Klanowi Uchiha taką walkę zapisano w genach wraz z genjutsu.
Porzucając rozmyślania na ten temat skupiła wzrok na Itachim. Nie dostrzegając nawet najmniejszego zdziwienia w ciemnych oczach chłopaka, mimowolnie zacisnęła usta. Opanowanie tego typka zdecydowanie działało na nerwy Liv, ale cóż mogła poradzić? Nic.
— Tęskniłeś? — Bez ociągania przysiadła na powalonym pniu, obserwując Uchihę spod rzęs. Odrobinę ciekawiło ją co takiego porabiał w czasie jej nieobecności, jednak nie zamierzała być wścibska. Kto wie, może nawet był na randce z tą całą swoją kuzynką Izumi? Dziewczyna wydawała się naprawdę zainteresowana pogłębieniem znajomości.
— Na długo zapadłaś się pod ziemię — zauważył sucho, odkładając obok niej ręcznik i sięgając po butelkę z wodą.
— Powinieneś uznać to za przysługę — mruknęła Liv, przekroiła owoc na pół i po krótkim namyśle, wyciągnęła jedną część w stronę Uchihy. Czy jej się tylko wydawało czy rzeczywiście wyłapała w jego słowach wyrzut? Czyżby miał jej za złe to niespodziewane zniknięcie? Dlaczego? Może pomyślał, że uciekła gdy pozbyła się ciężaru odpowiedzialności za klan. Tak, to by wszystko wyjaśniało. W sumie nikt nie byłby zachwycony takim zachowaniem. Analizując to, mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem gdy bez zawahania odebrał zaoferowane jabłko. Och, chyba zbudowali nikłą nić zaufania skoro nie przyszło mu do głowy, że owoc może być zatruty. — Dałam ci czas do namysłu.
— Hn.
— No już nie fukaj, bo jeszcze dojdę do wniosku, że serio ci brakowało mojej skromnej osoby — zaśmiała się cicho, mrużąc z rozbawienia powieki. Kiedy tak patrzyła na rozmówce, niespodziewanie poczuła się nieswojo, a serce zdwoiło rytm. Jak na zawołanie, przed oczami Liv stanęła twarz Madary spowita uśmiechem mrożącym krew w żyłach. Nim zdążyła zablokować resztę wspomnień zadrżała, momentalnie łapiąc się za obandażowany pod ubraniem bok. Tak, wczoraj odkryła kolejną niesamowitą umiejętność protoplasty klanu Uchiha. Mężczyzna zdolny był poparzyć przeciwnika nie posiadając fizycznej postaci. Wystarczało mu do tego potężne genjutsu.
Zaciskając mocno zęby, odetchnęła głęboko przez nos. Powinna się uspokoić. Nie zdradzać słabości. Mimo odziedziczonej po Pierwszym Hokage sztuce błyskawicznej regeneracji — bez użycia pieczęci — powidok bólu pozostał. Ciało wciąż pamiętało.
— Zbladłaś.
— Źle spałam w nocy — odparła wymijająco, nawet się nie łudząc, że ktoś tak spostrzegawczy jak Itachi nie zauważył grymasu jaki zapewne pojawił się na jej twarzy. Żywiła jednak nadzieję, że brunet nie będzie drążył tematu. Incydent z Madarą zamierzała zachować w tajemnicy. Ta rozgrywka toczyła się wyłącznie pomiędzy nią, a nim. Walka Senju kontra Uchiha, reaktywowana po latach. Jeszcze tylko tego brakowało żeby wyszło, że się poskarżyła. — Wymyśliłeś jak rozwiązać problem buntu?
— Tak. Mam już pewną koncepcję — stwierdził, marszcząc brwi. Itachi nie należał do ludzi naiwnych i nie kupił tej bajki o złej nocy. Gruby opatrunek na ręce nie wziął się znikąd. Coś się wydarzyło, ale na razie, zgodnie z wolą Liv, odpuścił. Dziś nie poruszy niewygodnego tematu, ale wrócą do niego w odpowiedniej chwili. — Chodź.

~oOo~

Itachi w milczeniu zaprowadził dziewczynę do świątyni Naka, położonej w dzielnicy klanu Uchiha. Już od jakiegoś czasu zastanawiał się nad dobrym miejscem do omawiania strategii ratowania pobratymców i to właśnie ten budynek spełniał większość warunków na tajną siedzibę. Raz, że o komnacie pod podłogą prawie nikt nie wiedział, dzięki czemu stanowiła doskonałą kryjówkę, dwa, dzięki wygodnej lokalizacji, bez zbędnych podejrzeń mógł spędzać w niej długie godziny na planowaniu wyjścia z opresji. Dokładniej rzecz biorąc nawet do plusów zaliczało się to, że świątynia należała wyłącznie do ich klanu i nikt z zewnątrz nie miał do niej dostępu. W razie czego żadna osoba postronna nie ucierpi.
Dumając nad tym, zerknął na ukrytą w cieniu towarzyszkę. Choć bez słowa dotrzymywała mu kroku to wiedział, że staje się coraz bardziej spięta. Wyczuwał w niej nerwowe napięcie, jakby gotowość do błyskawicznych działań. Zapewne obawiała się, że ktoś ich przyłapie. Owszem, Itachi zachowywał pewne środki ostrożności, ale szansa, że dadzą się złapać była znikoma. Cóż, ona nie zdawała sobie sprawy, że Fugaku zwołał kolejne zebranie i prawie wszyscy członkowie klanu są teraz w siedzibie żandarmerii Konohy pod pretekstem analizy map wioski. Podwładni ojca zajmowali się wytypowaniem najbardziej niebezpiecznych dzielnic gdzie powinno się podwoić patrole. Oczywiście w rzeczywistości zamiast tego, omawiali sytuacje na szczeblach władzy w osadzie.
Cóż. Jego też tam oczekiwano, ale na szczęście wymyślił wiarygodną wymówkę, dlaczego nie będzie mógł się pojawić. Zasłonił się obowiązkami ANBU i jakimś bliżej niewyjaśnionym cudem, Fugaku mu uwierzył. Fakt ten należał do wielce zastanawiających, ale nie zamierzał wnikać w szczegóły. Najwyraźniej los mu sprzyjał. Co najzabawniejsze, w ogóle nie połączył faktu, że również drugi bardzo ważny członek klanu wymigał się od zebrania.
            Wkrótce po poznaniu ewentualnych losów rodu Uchiha, Itachi doszedł do wniosku, że potrzebuje wsparcia. Długo się zastanawiał czy aby dobrze postępuje wciągając w to kogoś jeszcze, ale nie pozostawiono mu wyboru. Tu nie chodziło wyłącznie o dobro Sasuke. Na szali znalazły się życia wielu ludzi — w tym dzieci — a odpowiedzialność za nie była zbyt wielka żeby poradził sobie ze wszystkim sam. Ryzykowałby zbyt dużo. Zachowałby się wyjątkowo nieodpowiedzialnie nie korzystając z pomocy.
— No wreszcie.
            Kiedy znaleźli się w tajemnej komnacie, w progu powitał ich znajomy głos Shisuiego, na co towarzysząca mu Liv momentalnie stanęła jak wryta. Itachi nie musiał się odwracać żeby wiedzieć jaką miała minę. Zapewne niedowierzanie malowało się z szokiem, aby w końcowym efekcie przejść sprawnie w złość. Może powinien ją wcześniej uprzedzić? Cóż, nikt mu nie nakazywał zachowywać jakiejś szczególnej tajemnicy, więc nie powinna mieć za złe, że wciągnął w temat kuzyna. W końcu i jemu zależało na dobru wioski oraz klanu.
            — Trochę nam zeszło… — odparł flegmatycznie, wciąż czujnie obserwując dziewczynę. W razie czego nie zamierzał pozwolić jej uciec. Jakby nie patrzeć to ona wiedziała najwięcej o sprawie.
            — Co to ma znaczyć? — Liv zmrużyła gniewnie powieki, wpatrując się wilkiem w swojego przewodnika. Cholera, tego nie przewidziała. Podejmując się tej misji, dostała polecenie pozostania się duchem, widmem. Nikt prócz Itachiego nie powinien wiedzieć, że maczała palce w intrydze poskromienia Fugaku. Wszystko miało zostać przypisane Itachiemu. Ot dobra wola chłopaka aby uratować ród Uchiha przed zgubą, a przede wszystkim zbyt wygórowanymi ambicjami.
            — Ach… — Shisui zmierzył wzrokiem towarzyszkę kuzyna, łatwo rozpoznając w niej nieznajomą z festynu. Tak, nie mógł się mylić. Takiej ognistej barwy włosów się nie zapomina. To wyjaśniało dlatego Łasic był tak wytracony z równowagi jej widokiem, a później zniknął bez słowa. — Witaj. Miło wreszcie poznać przyczynę migren oraz nieprzespanych nocy przyjaciela — zaśmiał się cicho, mrugając łobuzersko do wciąż zdystansowanej dziewczyny.
            — Mogłeś uprzedzić o swoich zamiarach.
            — Sprawa jest zbyt poważna aby odrzucać pomoc jaką może zaoferować Shisui — stwierdził Itachi, całkowicie ignorując złośliwy przytyk kuzyna.
            — To jest wyłącznie twój wybór i skoro mu ufasz, ja się nie wtrącam — wymamrotała Liv, krzyżując ręce na piersi i łypiąc na Itachiego złowrogo. — Jednak byłabym ci wdzięczna gdybyś więcej nie stawiał mnie w tak niekomfortowej sytuacji. Jakbyś zapomniał to jest ściśle tajne zadanie.
            — Spokojnie, potrafię zachować dyskrecję — wtrącił się Shisui, zeskakując z kamiennej tablicy. Czuł wiszącą w powietrzu kłótnie i nie zamierzał pozwolić aby z nieporozumienia wybuchła prawdziwa awantura. Jeszcze tylko tego im brakowało. — Poza tym… nie uważasz, że skoro można zapobiec bezsensownemu rozlewowi krwi to lepiej zgromadzić jak najwięcej sprzymierzeńców?
            — Wystawiając przy okazji mnie na odstrzał? Tak, genialny plan. W zasadzie Itachi już wydał na mnie wyrok, wciągając do tej świątyni. Co jeśli ty, tak naprawdę jesteś w zmowie z Fugaku? Jeśli popierasz przejęcie władzy siłą? Teraz dostałbyś idealną szansę od losu aby zamknąć mi usta na zawsze.
            — Naprawdę uważasz, że przyprowadziłbym cię tu na śmierć? Nie upewniając się uprzednio co do poglądów kuzyna?
— W rodzinie bardzo prosto ukryć prawdziwe zamiary — wytknęła Itachiemu, cofając się o krok gdy pod wpływem irytacji zbytnio się zbliżył. Cholera, czasem zapominała, że stoi przed człowiekiem bezwzględnym, który bez mrugnięcia powieką potrafi wyrżnąć całą dzielnicę ludzi.
— Zachowanie wszystkiego w tajemnicy gwarantuje bezpieczeństwo również mnie, przynajmniej jako takie. Z informacjami jakimi dysponuje, jestem niewygodna. I jeżeli wypłynie mój udział w spisku, jak nic trafię na celownik. Znasz realia panujące w tym świecie. Nie ma informatora nie ma sprawy. — Liv niechętnie spojrzała rozmówcom w oczy, krzywiąc się malowniczo. W porządku, jedna osoba wtajemniczona to jeszcze nie katastrofa. Przynajmniej żywiła taką nadzieję. — Wam również powinno zależeć na braku rozgłosu. Im mniej osób wie o próbie stłumienia rebelii, a w zasadzie na przechytrzeniu przewrotowców, tym mniejsze szanse na przeciek.
— W porządku. Ona ma trochę racji, Łasic — przyznał Shisui, kładąc uspakajająco dłoń na ramieniu przyjaciela.
— Cieszę się, że to dostrzegłeś — burknęła, siląc się na spokój.
— Nie przedłużając… zacznijmy od ustalenia faktów. Ojciec Itachiego planuje przejęcie władzy w Konoha siłą, w zemście za spychanie nas na boczny tor, liczne pomówienia oraz inwigilacje. Poniekąd niektóre z zarzutów są prawdziwe, ale nie tędy droga. Tu trzeba rozmawiać, a nie sięgać po katane. — Shisui zaczął spacerować od ściany do ściany, głośno analizując sytuację. — Shimura natomiast już całkowicie leci po bandzie. Pragnąc chronić osadę, Danzo zamierza wybić naszych co do nogi. I o ile Trzeci jest po naszej stronie i robi wszystko aby uniknąć drastycznych posunięć, to jednak presja doradców wraz z przełożonym Korzenia, robi swoje.
— Cóż, tak to wygląda w telegraficznym skrócie — westchnęła Liv, podchodząc do pomnika na środku pomieszczenia i musnęła opuszkami palców wyryte na nim napisy. Nie znała tego języka, ale nie powinna się dziwić. Zapewne te znaki ujawniały swoje znaczenie wyłącznie wtajemniczonym, mianowicie dziedzicom Sharingana. Ten klan lubował się w dyskrecji.
— Liv? Czy mogłabyś mi pokazać to co Itachiemu?
— Nie bardzo wiem co masz na myśli — odparła ostrożnie, niechętnie odwracając się do Shisuiego przodem. Och, kogo chciała oszukać. Doskonale wiedziała, co chłopak przez to rozumiał. Oczekiwał pozwolenia na grzebanie jej w głowie. Cudownie.
— Obiecuję, że obejdzie się bez przykrych konsekwencji — zapewnił, robiąc krok w stronę Liv.
Tego co się zdarzyło później, żadne z nich nie przewidziało. W chwili jak tylko oczy Shisuiego zabarwiły się krwistą czerwienią, w dłoni Liv zmaterializował się ostry jak brzytwa kunai, którym przecięła mu ubranie na piersi gwałtownie odskakując w tył.
Na parę długich sekund, jakby świat się zatrzymał. W pomieszczeniu zaległa ciężka, krępująca cisza, podczas której oczy obu Uchihów zatrzymały się na pobladłej twarzy dziewczyny, która zamarła w szoku.
— Szlag — warknęła Liv z niedowierzaniem, wpatrując się szkody jakie poczyniła, zaraz upuszczając broń na posadzkę. Ciało zadziałało bez udziału jej woli, zupełnie jakby ktoś nią sterował. Na krótką chwilę stała się marionetką, kukłą.
I chyba nawet wiedziała kto był odpowiedzialny za ten wybryk. Kiedy sobie to uświadomiła, oparła się ramieniem o ścianę przymykając powieki i mieląc w ustach barwne przekleństwo.
— Interesujące — mruknął Shisui, zsuwając z ramion ubranie i oglądając ranę. Draśniecie na szczęście okazało się wyłącznie powierzchowne o czym przekonał się ścierając krew z piersi. — Chciałabyś nam o czymś powiedzieć?
— Niekoniecznie — westchnęła, doskonale wiedząc, że nie uniknie wyjaśnień. Jakby nie patrząc zasługiwali na jakieś, w końcu rzuciła się na nich z bronią. No dobra, na jednego, ale jednak. Przebrzydły Madara i jego sztuczki.
— Wolisz żeby Shisui zobaczył to w twoich wspomnieniach? — odezwał się Itachi, wkładając ręce do kieszeni. Miał złe przeczucia.
— I tak zobaczy — mruknęła Liv, prostując się i po chwili zawahania podeszła do kuzyna chłopaka. Czuła się winna. Unikając jego bacznego spojrzenia, zazgrzytała zębami tłumiąc frustrację. — Wybacz. To ostrzeżenie nie było skierowane do ciebie. Tak mniemam. — Wokół dłoni zgromadziła zieloną, leczniczą czakrę i przytknęła palce do poranionego ciała. Znała wyłącznie podstawy medycznego jutsu, ale na szczęście, na opatrzenie tego cięcia okazały się wystarczające. Chociaż w ten sposób mogła się zrehabilitować.
— Ostrzeżenie?
— Ano. Chyba niezbyt się podoba Madarze fakt, że Itachi nie jest już zainteresowany współpracą — wyjaśniła, wzdychając głęboko.
— Spotkałeś się z tym szaleńcem? Zaraz… a on w ogóle jeszcze żyje? Przecież… podania mówią, że zginął w walce z Pierwszym — sapnął Shisui, patrząc ponad głową Liv na przyjaciela. Co jeszcze ten przebrzydły manipulator ukrywał? Czy nie wie, że z kimś pokroju Madary Uchihy nie wolno wchodzić w żadne układy?
— Upozorował własną śmierć. — Itachi uciął szybko temat, skupiając się na bardziej frapującym szczególe. — Jak go znalazłaś? Śledziłaś mnie?
— To on odszukał mnie — prychnęła, zerkając na bruneta z politowaniem. Czy naprawdę przypuszczał, że shinobi tego pokroju dałby się odnaleźć gdyby sam tego nie pragnął? Nie po to uknuł całą intrygę i wprowadził cały świat w błąd udając trupa, żeby teraz każdy potrafił zagościć w jego kryjówce. Zapewne to, że wyszedł z cienia wynikało tylko z chęci zemsty na klanie Uchiha, którą mógł ziścić za pomocą Itachiego. A teraz? Ona wszystko zepsuła.
Dumając nad tym zmarszczyła brwi, wyczuwając łagodny dotyk na brodzie. Okazało się, że to Shisui w ten subtelny sposób zwracał uwagę na siebie. Zezując na trzymające ją palce, w końcu spojrzała mu w oczy i nim się obejrzała, zatonęła w otchłani wirującego Sharingana.

~oOo~

            Liv westchnęła ciężko, ściskając w dłoniach gorący kubek z kawą oraz zagapiając się na widok za oknem. Po kolejnej sesji terapii Sharinganem szybko ewakuowała się do domu, zostawiając problem Itachiemu i Shisuiemu. Obaj najlepiej wiedzieli co usatysfakcjonuje ich pobratymców, więc uznała, że nic tam po niej. Nie zamierzała wchodzić im w paradę. I cóż, musiała przyznać jedno. Grzebanie w umyśle przez kuzyna Itachiego odbyło się w subtelniej, a przede wszystkim trwało krócej. W zasadzie zajęło mu tyle co mrugnięcie powieką
Dumając nad tym faktem, nie potrafiła odgadnąć czy Shisui ma zwyczajnie większą wprawę od Itachiego we wnikaniu w umysł, czy może syn Fugaku potraktował ją po macoszemu. Tylko czym mu zawiniła, jeśli to było celowe działanie?
W każdym razie, odrobinę Liv ciekawiło co takiego wymyślą kuzyni. Sprawa należała do wyjątkowo delikatnych i sukces zależał wyłącznie od dobrej woli obu stron. Pytanie brzmiało czego Uchiha pragną bardziej. Pokoju poprzez kompromis, wraz z nowymi przywilejami? Czy władzy absolutnej zdobytej szturmem?

~oOo~

— No to chyba mamy wszystko — mruknął Shisui z satysfakcją, przeczesując palcami rozwichrzone włosy. Od kilku godzin wraz z kuzynem ślęczeli nad możliwymi ustępstwami ze strony rządzących wobec Uchihów, jednocześnie dbając aby wraz z nowymi przywilejami nie zachłysnęli się władzą. Zadanie trudne, ale nie niewykonalne. — Nie wiem jak ty, ale ja już zdrętwiałem od tego siedzenia na betonie.
— Następnym razem trzeba zorganizować jakiś koc, albo przynajmniej szmatę. — Itachi rozmasował zastane mięśnie, sprawnie podnosząc się do pionu.
— Nie będzie następnego razu — stwierdził stanowczo Teleporter, zwijając notatki w rulon. — Nasze pomysły są zbyt dobre aby je odrzucić, a do tego poparte argumentami. Przypuszczam, że jak Danzo się o nich dowie to pęknie mu jakaś żyłka z nerwów.
— To lepiej żeby nie dotarły do niego za wcześnie — zauważył Itachi, mrużąc powieki. — On już wydał wyrok na nasz klan i to nie tylko z politycznych pobudek.
— Wiem. Też słyszałem, że zwąchał się z Orochimaru — westchnął Shisui, rozmasowując skroń. Doskonale zdawał sobie sprawę z niezdrowej fascynacji jaką obaj mężczyźni żywili wobec dziedziców Sharingana. Odkąd pamiętał w oczach ucznia Hiruzena dostrzegał niemą zazdrość pomieszaną z zawiścią, wynikającą z unikalnego Kekkei Genkai Uchihów. Słyszał nawet o nielegalnych eksperymentach jakich się dopuścili, pragnąć pozyskać moc Sharingana dla siebie, ale nigdy nie udało się im nic udowodnić. Według wężowego sannina to moc ich oczu sprawiała, że byli idealnymi żołnierzami. Nie praca nad sobą, ale właśnie uwarunkowanie genetyczne, spuścizna jaką otrzymali po Madarze, jedynym równym rywalu Boga Shinobi — Hashiramie Senju.
— Chodź, najwyższa pora coś zjeść. Ja stawiam — stwierdził Shisui, chowając zwój za pazuchę.
— Chyba o czymś zapomniałeś — prychnął Itachi, patrząc z politowaniem na przyjaciela. Doprawdy, jak tak genialny shinobi mógł być tak roztrzepany. Dostrzegając niezrozumienie na jego twarzy, pokręcił z westchnieniem głową. — Wykpiliśmy się od zebrania innymi obowiązkami. Ja w ANBU, a ty zdaje się palnąłeś coś o misji w Sunie.
— Och. No tak… No i co ja bym bez ciebie zrobił? No zginął marnie, jak nic — zaśmiał się serdecznie Shisui, obejmując kuzyna ramieniem. — Robimy tak. Teraz każdy wraca grzecznie do domu, a później widzimy się w naszej ulubionej knajpce.
— Naszej?
— No dobra. Mojej. Co i tak nic nie zmienia. Punkt dwudziesta w lokalu.
— W porządku.

6 komentarzy:

  1. W końcu! Jak zwykle świetna robota. Teraz tylko czekamy na kolejny rozdział Puchatej Historii bądź głównego opowiadania :D
    Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie^^. Cieszy mnie, że trzymam poziom XD. Wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  2. O dobry Hashiramo, czy ja mam już taką sklerozę, czy faktycznie nie publikowałaś tego opowiadania od tak dawna, że wszystko wyleciało mi z tego farbowanego łba? ^^'' Niezależnie od tego, co jest prawdą, z początku byłam mocno skonsternowana, bo nie wiedziałam, co czytam x''D A jak już doszłam do momentu "randkowania" Itachiego to o mało nie spadłam z krzesła x.x Łasic chodzi na randki? Umawia się z kimś?! O matko, to ile ja tu opuściłam i przegapiłam?! O.O''
    A potem pamięć mi wróciła. Całe szczęście C'':
    Z początku myślałam, że zrobisz z Izumi taką durną dziewuszkę, co to będzie płakać teraz całymi nocami, bo jej wybranek serca zainteresował się kimś innym. Całe szczęście jednak nie spisałaś jej na straty i dałaś jej szansę, pozwalając jej zawalczyć o serce Itachiego C: Starcie między zakochaną Izumi a Liv mogłoby być interesujące xD Oczywiście Izumi nie jest tak charakterna (a przy tym tak interesująca i fajna) jak Senju, więc nie kibicowałabym jej, ale... byłoby emocjonalnie, prawda? xp Szczególnie, kiedy Liv próbowałaby ukryć swoje zainteresowanie Łasicem, a Izumi desperacko próbowałaby zatrzymać go przy swoim boku, podczas gdy Itaś starałby się być jak zwykle niewzruszony, ale nie mógłby zaprzeczyć, że ciągnęłoby go do Senju ♥
    MADARA~! ♥ MADARA, MADARA, MADARA~!!! ♥♥♥ TAK! W końcu jest Madara i mrok jego postaci rzuca swój cień na to opowiadanie xD Matko, jak ja go uwielbiam~! Krzywdzi ludzi bez formy fizycznej, jedynie przy użyciu genjutsu, blokuje działanie sharingana na innych, a więc w pewien sposób uodparnia delikwenta na działanie własnego kekkei genkai na pewnym poziomie (czyt. na takim, który nie dorównuje jego) - genialne. Po prostu genialne. Kocham cię i to jak kreujesz jego przytłaczającą siłę. Jak tylko widzę gdzieś słowo "Madara", to od razu ogarnia mnie jakaś taka mentalna słabość i bezsilność, i zaczynam myśleć coś w stylu: "Po co w ogóle coś robić? Przecież jest Madara. Po prostu podporządkujmy się jego woli." x''D I nie wiem dlaczego, ale wciąż uwielbiam to myślenie (chyba wyszła ze mnie moje niewolnicze poddanie ^^'').
    Dobrze, że Shisui został włączony do akcji - jego również uwielbiam w twojej wersji :D Jest po prostu tak szczery i pocieszny, że aż nie da się go nie kochać xp No i trzeba mu przyznać, że jest czynnikiem rozładowującym stres - z tej racji apeluję do ciebie, żebyś go nie zabijała i nie wydłubywała mu oczu; bardzo ładnie proszę, nie rób tego, bo będę płakać T^T
    Ciekawa jestem reakcji Shimury na pomysły Shisuiego i Itachiego (tak, mogłaby mu tam jakaś żyłka pęknąć i wszystkim nam żyłoby się lepiej >.<''), ale jeszcze bardziej jestem ciekawa reakcji Madary - bo nie da się ukryć, że teraz większość rzeczy nie idzie już po jego myśli ^^'' Trzeba interweniować! I na tą właśnie interwencję czekam z zapartym tchem! ♥
    Rozdział, jak zwykle, świetny; mam nadzieję, że już niedługo wstawisz coś nowego do poczytania C:
    Weny, weny, weny i jeszcze raz weny - no i może jeszcze Madary x''p Muhahaha (gorzej mi z tej radości ^^'''')

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, ależ entuzjazm. Czy nie uważasz, że to juz podchodzi pod jakieś zboczenie^^? Madara i Madara, a poza tym MADARA XD. Ale spoko, każdy ma jakieś skrzywienia. W końcu to nie możliwe aby takie zryte berety jak my były normalne :"D.
      Kurna, zaskoczyłaś mnie, że straciłas wątek... skoro Ty się pogubiłaś to jak inni. Trzeba pomyśleć o mocniejszym zarysowywaniu poprzednich wydarzeń XD.
      I Twój pomysł o cichej rywalizacji o serce Itachiego jest niezmiernie ciekawy. Idealnie odzwierciedliłaś jak by to wyglądało i aż sama to zobaczyłam przed oczami. Ciekawy wątek, nie powiem. Jednak, ostatnio doznałam olśnienia w innej kwestii, ale nic nie powiem! Nic a nic! Powiem tylko, że jestem dumna.
      Prośba o oszczędzenie kuzyna Itachiego.. cóż, nie mogę nic zdradzić bo zepsuję. Tak więc, bądź gotowa na wszystko.
      Dzięki za komentarz Kochana i pozdrawiam cieplutko. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę w kolejnym rozdziale. Buziaki

      Usuń
  3. Hura, w końcu nowa notka,a ja mam sekundkę,żeby zostawić komentarz. Fajnie się czytało, ale zdecydowanie za krótko. Pomyśl ile teraz musimy czekać na następną? I takie małe pytanie: czy ten Madara to Madara Madara czy Madara Tobi/Obito?

    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko, krótko... to słowo uznaje za zakazane XD.
      No wiem, wiem, że trza czekać, ale jestem wyłącznie człowiekiem i to bez czakry :/. Trza mi dać czas na wyklarowanie rozdziału w umyśle, a jeszcze wklepanie do kompa... robię co mogiem.
      Co do Twojego pytania... Madara to Madara^^.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam <3

      Usuń