3.01.2017

7. PUCHATA HISTORIA

Hej, Robaczki. Rozdział pojawiłby się wcześniej, ale cudowny dostawca Internetu postanowił wysłać mnie na odwyk i mi go odciął. Tak, jak abonent ma płacić to w terminie, ale gdy chodzi o dostarczanie usług to już niekoniecznie trzeba się z tego wywiązywać. Skończy mi się umowa to w pizdu zmieniam operatora. Z tym się nie da żyć.
Nie mam neta i nie będę mieć. Nic a nic. Dopiero muszę znaleźć nowego dostawce, tak więc chwilę to potrwa… Mam nadzieję, że poczekacie na mnie…
Wracając do wpisu… cóż, pewnie większość z Was czekała na rozdział ZR, ale to opowiadanie też musi ruszyć z miejsca. Nie może ciągle być odkładane na później, bo chcę wreszcie skończyć jakąś historię. Ciężka sprawa, ale się staram.
W każdym razie, mam nadzieje, że Wam się spodoba. W końcu Itachiego nigdy dość, nie? Czekam na komentarze i opinię, a teraz zapraszam do czytania. Buziaki Kochani.
Ach, nie kukane przez Betę :/. (Nawet jakbym jakąś miała to ciekawe jak bym jej to dała do czytania…)



Liv poprawiła zsuwającą się z ramienia torbę, szybko zbiegając po schodach. Wciąż majaczyła jej przed oczami purpurowa od gniewu twarz zastępcy dyrektora, gdy paradoksalnie spokojnym głosem — mroźnym jak zimowy poranek — zapraszał jednego z uczniów do swojego gabinetu. Senju nie wiedziała czym zawinił chłopak, ale domyślała się, że mogło chodzić o coś co pokazywał innym na telefonie. Ogółem, filmik wzbudzał wśród zgromadzanych widzów spore zainteresowanie. Z kilku osób nagle zrobiło się całkiem liczne grono, które jak magnes ściągnęło w te okolice Shimure. Zupełnie jakby pomontował w szkole czujniki sygnalizujące mu wszelkie anormalne zgromadzenia młodzieży.
W każdym razie Liv doszła do wniosku, że pewnie znowu uczniów poniosła wyobraźnia. Ostatnim razem wśród podopiecznych placówki zaczął krążyć nagrany materiał z damskiej szatni. Jak na dłoni dało się zobaczyć dziewczęta w samej bieliźnie, szykujące się do zajęć fizycznych. Jakość filmu była tak zatrważająco dobra, że widzowi nie umykał żaden szczegół.
Odgarniając z oczu grzywkę, zatrzymała się przed tłoczącymi się przy wyjściu rówieśnikami. Pragnęła jak najszybciej znaleźć się w domu, wziąć aspirynę i się zdrzemnąć. Irytujący ból głowy niemal rozsadzał jej czaszkę, a powieki same się zamykały. Pewnie dlatego, że cały dzień miała zawalony zajęciami teoretycznymi. I no cóż, to nie była normalna nauka, a intensywne zakuwanie materiałów. Jeżeli ktokolwiek sądził, że teraz mogą się zacząć obijać to grubo się mylił. Mimo tego, że należała do grona reprezentantów szkoły to musiała przerabiać również normalny program nauczania. Merytorycznym przygotowaniem laureatów testów zajmował się młody, ambitny profesor Ebisu. Cóż, prezentował się dziwnie w okrągłych, przeciwsłonecznych okularkach, ale posiadał dar przekazywania wiedzy i to Liv wystarczało, aby go polubić.
Rozplątywała właśnie kabel słuchawek, gdy niespodziewany pisk przyciągnął jej uwagę. Rozcierając boleśnie pulsującą skroń rozejrzała się wokoło, dumając co tym razem się stało. Czyżby mysz biegnąca korytarzem? Ale nie, przecież gdyby tak było to jak nic wybuchłaby zbiorowa panika, a tu? Wszyscy tkwili w miejscu.
Zdecydowanie nie była zaskoczona faktem kto okazał się źródłem zamieszania. Z pobłażaniem zerknęła na stojącego w oddali Itachiego, kręcąc z politowaniem głową. Brunet całkowicie ignorował zapatrzone w swoją stronę fanki, intensywnie pisząc coś na telefonie. Cokolwiek tam robił, ku rozpaczy adoratorek, pochłaniało to całą uwagę. Na nic się zdawały pełne zachwytu westchnienia, zalotne wachlowania rzęsami czy wygładzanie i rozpinanie górnych guzików koszul. Niestety, Uchiha pozostawał ślepy na wszelkie zabiegi.
— A co to za korek?
— Nie wiem… — Liv spojrzała na podchodzącego Shisuiego, szybko zauważając, że trzyma w ręce komórkę. Czyżby to z nim pisał kuzyn? Wydawało się to prawdopodobne, bo sekundę później powietrze przeciął sygnał odebranej wiadomości.
— Zdaje się, że coś się rozsypało, bo kilka dziewczyn kuca — powiedział wyciągając szyję aby dojrzeć powód tego zatoru ponad głowami uczniów. — Cóż, może szukają swojej dumy? — zaśmiał się cicho, gdy jedna z desperatek przylgnęła do Itachiego. — Och, a to coś nowego — mruknął zaintrygowany, kiwając na Liv aby i ona skupiła się na wskazanym kierunku.
Wzdychając ciężko dla świętego spokoju zerknęła. Jakoś nie przypuszczała żeby jakikolwiek pomysł zrozpaczonych nastolatek ją zaskoczył. Bo co nowego mogły wymyśleć? Czego jeszcze nie próbowały? Chyba wyłącznie śpiewania.
Spod oka patrzyła jak jakaś smukła brunetka opiera się o ramie bruneta, wyraźnie na niego napierając, a następnie osuwa się w dół. Niezwykła bladość dziewczyny wzbudziła w Senju niepokój. Owszem, ostatnio panowała moda na niemal kredową cerę, ale bez przesady. Kiedy niespodziewanie ciemne oczy uciekły pod powieki już wiedziała, że coś jest nie tak. Z zapartym tchem obserwowała jak nieznajoma leci w dół, ale na całe szczęście przed upadkiem uchroniła ją błyskawiczna reakcja Itachiego. W oka mgnieniu podtrzymał dziewczynę ramieniem, a gdy ta nie reagowała, wziął na ręce.
— Niezły refleks — pochwalił Shisui, zaraz przepychając się w stronę kuzyna i mobilizując uczniów do zrobienia przejścia. Kiedy bezmyślny tłum zbytnio się ociągał, wsunął w usta dwa palce i zagwizdał przeciągle. — Z drogi!
Szepty jakie się rozległy wokoło, szybko nabrały na sile, jak tylko uczennice zorientowały się kto bierze udział w całej akcji. Rozstępowały się przed Itachim — jak morze Czerwone przed Izraelczykami — i z nieskrywaną zazdrością patrzyły jak ich oblubieniec niesie nieprzytomną — w momencie, mianowaną nową rywalką — flankowany przez kuzyna.
Cóż, Liv daleka była od tak skrajnych emocji, chociaż widok należał do nietypowych. Nigdy nie widziała Itachiego tak blisko z żadną z dziewczyną, ale zważywszy na okoliczności nie mógł postąpić inaczej. Zwłaszcza, że w okolicy nie zlokalizowała żadnego nauczyciela.
— Liv, idziesz z nami do gabinetu pielęgniarki?
— A na co tam ja? Ona potrzebuje spokoju, a nie tłoku nad łóżkiem — stwierdziła Senju, machając dłonią aby się pośpieszyli. — Was dwóch w zupełności wystarczy.

~oOo~

Liv opadła z ulgą na kanapę, przerzucając nogi przez podłokietnik. Przez paręnaście długich minut, leżała w ciszy wgapiając się w sufit delektując się odpoczynkiem. Potrzebowała tej chwili spokoju, wytchnienia od narzuconych zadań oraz odrobiny samotności. Czuła się wyczerpana nowymi obowiązkami szkolnymi. Jakoś do tej pory nie myślała, że życie reprezentanta jest takie ciężkie. Zawsze widziała w tym więcej korzyści oraz splendoru, który spływał na wybrańca. Wiadomo indywidualny tok nauczania, dodatkowe zajęcia, ale przede wszystkim ogólna sympatia otoczenia. Taki wybraniec był kimś ważnym.
Westchnęła ciężko, pocierając palcami nasadę nosa. Słyszała jak Moro ułożył się obok na dywanie z głośnym westchnieniem i już po kwadransie, odpłynął w sen. Senju doskonale znała ten charakterystyczny oddech psa, podczas drzemki. Cholera, kogo chciała oszukać. Pupil chrapał w najlepsze więc autentycznie każdy odgadłby fakt, że zwierzak zasnął.
Przeniosła wzrok na żyrandol, zakładając ręce za głowę i dumała jak spożytkować resztę dnia. Nie pogardziłaby gorącą, długą kąpielą z dużą ilością bąbelków. Tak, to z pewnością by pomogło w ukojeniu zbolałego ciała po treningach, jak i w odprężeniu umysłu. Takie beztroskie nic nie robienie. Zdecydowanie ten pomysł należał do jednych z najlepszych, więc z pewnością go zrealizuje. Ale co dalej? Może jakiś film? W zasadzie już od dawna przymierzała się do obejrzenia horroru, który kupiła na wyprzedaży. Płyta leżała na szafce już dobre półtorej miesiąca i jakoś tak schodziło Liv, że nigdy nie miała na nią czasu albo odpowiedniego nastroju. No nic. Coś przekąsi, później wanna pełna wody, a na koniec seans pod kocem. Tak to były doskonałe plany na wieczór.
Gdy już wszystko przygotowała, a nawet postarała się o miskę prażonej kukurydzy, zaczęła się kokosić na kanapie pod kocem. Czuła się przyjemnie rozleniwiona oraz śpiąca, ale liczyła, że ekranizacja słynnej powieści grozy zaraz odpędzi sen. W końcu film zebrał naprawdę dobre recenzję, więc liczyła na wiele.
Zamierzała już włączyć odtwarzanie, gdy powietrze przeciął sygnał wiadomości tekstowej. Zdekoncentrowana zamarła z pilotem w ręce, zaraz przenosząc wzrok na leżący nieopodal telefon. Cóż, nie spodziewała się żadnej ważnej wiadomości. Zapewne to jakaś informacja z sieci, albo inny naciągacz chcący wyłudzić pieniądze — typu wróżbita czy co.  W zasadzie w ogóle powinna zignorować mrugającą kontrolkę, ale ciekawość zwyciężyła.
Błyskawicznie sięgnęła po komórkę i odczytała treść sms. Kiedy dotarł do niej sens przeczytanego komunikatu, uniosła drwiąco brwi. Tajemniczy nadawca bez ogródek żądał otwarcia drzwi. Naprawdę? I co jeszcze? Zbyt rozbawiona nietypowym tekstem zaśmiała się bezgłośnie. Po krótkim zastanowieniu doszła do wniosku, że to zapewne pomyłka i nawet się nie trudziła aby odpisać. W końcu pan lub pani X raczej sami się zorientują, że napisali do złego adresata. Bez namysłu ponownie chwyciła za pilota i załączyła film. Wpakowała garść popcornu do ust i beznamiętnie się gapiła na początkowe napisy, gdy niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi.
— No co za cholera — warknęła pod nosem, gramoląc się z kanapy. Naprawdę miała ochotę zignorować natręta, ale szalejący pod wejściem pies nie bardzo. Moro ujadał jak szalony skacząc na klamkę, zupełnie jakby zamierzał wpuścić tajemniczego gościa. — Spokój, łachudro — skarciła podopiecznego, niechętnie otwierając. To kogo zobaczyła na progu sprawiło, że zamrugała w szoku. Zaraz jednak zmarszczyła brwi, myśląc intensywnie. W oka mgnieniu przeczesała w pamięci plan zajęć, tak dla pewności. Nie, raczej nie zapomniała o żadnych ćwiczeniach ani dodatkowych lekcjach.
— Zamierzasz mnie wpuścić?
— Po co?
— Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
— Och, przepraszam, o najmądrzejszy… — zakpiła z rozdrażnieniem, mrużąc groźnie powieki. Doprawdy, tylko jego tu brakowało. Zabłądził czy jak? — Już się poprawiam. Nie, nie zamierzam cię wpuścić.
— Okej, to sam wejdę — odparł niewzruszenie, przemykając obok oraz ściągając buty. Poklepał rozradowanego wizytą Moro i bez ociągania wszedł do salonu, całkowicie ignorując głośne przekleństwo Liv. Obrzucił spojrzeniem tkwiący na podłodze koc, a następnie go podniósł i położył na kanapie. — Musimy porozmawiać.
— Mogliśmy pogadać w szkole… Jutro mamy razem zajęcia, przypominam tak jakbyś zapomniał. — Senju z niezadowoloną miną weszła do pomieszczenia, zgarniając okrycie i otulając się nim ciepło. Bez mrugnięcia powieką przyjęła fakt, że Itachi przysiadł się do niej, po prostu dochodząc do wniosku, że nie ma sensu się kłócić. Niech powie co ma do powiedzenia i spada.
— Wtedy musisz być skoncentrowana na łuku — stwierdził z prostotą, sięgając po opakowanie na płytę dvd i czytając opis filmu. Przez parę sekund milczał, po czym odłożył etui z powrotem na stolik. — Ostatnie czego nam potrzeba to twojej kontuzji.
— Przy takim strzelaniu jedyne co mi grozi, to nuda — prychnęła, przewracając teatralnie oczami. — Dobrze, że chociaż zajęcia z twoim kuzynem nie są nudne.
— Przyszedłem właśnie w tej sprawie.
— Mianowicie?
— Trzymaj się z daleka od Shisuiego.
— Słucham?
— Myślę, że słyszałaś — odparł beznamiętnie, odwracając się do Liv przodem i patrząc dziewczynie w oczy.
— No chyba sobie jaja robisz. Po pierwsze, nie masz prawa tego ode mnie żądać. Po drugie, nawet jeśli chciałabym się przychylić to tej nietypowej prośby, tak, wspaniałomyślnie uznam, że to prośba, to patrząc realnie… cóż, jest niewykonalna. Jest moim mentorem.
— Może źle się wyraziłem… — przyznał po zastanowieniu, mrużąc powieki i spoglądając na Senju spod rzęs. — Ujmę to tak, nie obiecuj sobie zbyt wiele po waszej znajomości.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
— Dokładnie to co powiedziałem — uciął temat, wtykając Liv miskę z kukurydzą i klikając play na pilocie. — Oglądamy?
— My?
— Nie oglądałem tego horroru.
— Nie potrzebuję towarzystwa, Uchiha — syknęła, wciąż rozdrażniona słowami chłopaka. Czyżby Itachi ostrzegał ją przed zakochaniem się w jego kuzynie? Nie sądziła aby to jej groziło, ale do diabła! Nawet jakby tak się stało, w końcu wypadki chodzą po ludziach, to jemu nic do tego!
— Po widzianych zwiastunach śmiem twierdzić, że owszem, potrzebujesz.
— Sugerujesz, że się przestraszę?
— Ja nic nie sugeruję, ja stwierdzam fakt.
— Odszczekasz to, gwarantuję — rzuciła z wyższością, dumnie unosząc podbródek. Cholera, jak zwykle dała się sprowokować, ale no… musi temu nadętemu gogusiowi pokazać, że nie jest mięczakiem. Co to to nie. — To ty będziesz wracać po ciemku do domu i zapewne pokonasz całą trasę biegiem ze strachu. Mam nadzieję, że nie pogubisz butów po drodze.
— Zobaczymy.
Liv podciągnęła kolana pod brodę, patrząc na ekran telewizora. Przez irytującą wizytę partnera turniejowego, czuła się dziwnie oraz nie potrafiła się w pełni wciągnąć w fabułę. I nie mogła obwinić za to złego scenariusza lub drewnianej gry aktorów. Motyw poszukiwań mordercy siostry głównego bohatera w równoległym świecie był naprawdę interesujący, logicznie przedstawiony, a kreacje postaci wspaniale oddane przez aktorów. Reżyser z wyczuciem dawkował napięcie, oczywiście nie szczędząc widzowi mocnych scen, ale jakoś tak coś wybijało Liv z rytmu oglądania. No dobrze, nie coś, a ktoś.
Niby wszystko było w porządku, bo wciąż siedziała pod cieplutkim kocem, kubełek z prażoną kukurydzą stał obok, horror trwał w najlepsze, ale była napięta niczym struna. Niemal naprężona, niczym drapieżnik przed skokiem. Ogółem, bardzo niekomfortowa sytuacja, a na dłuższą metę męcząca. I dlatego co trochę spoglądała na wiszący na ścianie zegar. Żywiła szczerą nadzieję, że za chwilę Uchiha się podniesie — jakby nie patrzeć zrobiło się już późno — i stwierdzi, że na niego już pora. Tak, Senju wyczekiwała z niecierpliwością tego momentu.
— Czekasz na kogoś?
— Hm? Nie, a dlaczego? — Liv zmarszczyła nos świadoma, że została przyłapana. Cóż, ale to on ją sprowokował do takiego zachowania. Gdyby na samym wejściu nie podniósł jej ciśnienia to teraz nie czekałaby z wytęsknieniem aż sobie pójdzie. Proste.
— Jeszcze trochę, a wywiercisz dziurę w cyferblacie.
— Moja tarcza, moja sprawa. A ty zdaje się, miałeś oglądać, a nie szpiegować gdzie się gapię.
— Po prostu nie chce aby ominęła cię jakaś kluczowa scena.
— Nie wiem czy jest w tym filmie jakaś mocniejsza od tej, jak koleś wyrzygał po seansie spirytystycznym płuco swojej martwej siostry.
— Fakt, niesmaczne.
— Obrzydliwe, a nie, niesmaczne. I przestań gadać! Przez ciebie nie mogę się skupić!
— Przepraszam, Liv.
Senju naprawdę z trudem się opanowała aby nie przyłożyć Itachiemu w łeb, kiedy celowo wyszeptał to jej prosto do ucha łaskocząc je przy tym oddechem. Zamiast tego, przywołała się do porządku, zmierzyła Uchihę spojrzeniem godnym królowej angielskiej i powróciła do oglądania. Tak, dziś mogła być dumna ze swojej powściągliwości.
Liv ze skrzywieniem patrzyła na ludzkie monstrum, które okazało się winne całego zamieszania w filmie. Kobieta, która od kilku wieków powinna leżeć w grobie obrócona w proch, wciąż funkcjonowała, a to za sprawą wiernych sług. Tajemnicza organizacja za wszelką cenę utrzymywała ją przy życiu, wabiąc a później mordując młode dziewczyny z współczesnego świata, dla organów do przeszczepiania swojej władczyni. Dzięki temu gwarantowali jej niemal życie wieczne, a jednocześnie utrzymywali otwarte przejście pomiędzy wymiarami. Zbrodnia doskonała.
Senju aż zmrużyła oczy, mocniej zaciskając palce na kocu gdy akcja nabrała tempa. Wreszcie nadszedł ten kulminacyjny moment, kiedy dobro starło się ze złem. Główny bohater właśnie rozpoczął nierówną walkę ze zwolennikami monarchini, gdy nagle ekran zgasł. Ba, nie tylko ekran, ale pogasły wszystkie lampy, pogrążając salon w zupełnej ciemności.
— I to by było na tyle, jeżeli chodzi o oglądanie — westchnęła Liv, nawet nie ruszając się z miejsca. Cóż, powoli zaczynała się przyzwyczajać do tych przerw w dostawach prądu, ale miała nadzieję, że ta wymiana instalacji nie potrwa już długo. Bo owszem, firma zajmująca się renowacją — dla komfortu mieszkańców — działała głownie w nocy, to jednak dwa tygodnie to już stanowczo za długo. Człowiek zwyczajnie był ubezwłasnowolniony we własnym domu.
— Wywaliło korki?
— Nie… kable zmieniają w piwnicach od kilkunastu dni.
— Włączą jeszcze prąd?
— Nie, dopiero rano.
— Uciążliwe.
— Ano… — mruknęła, wygrzebując się z koca oraz przeciągnęła się mocno. Roztarła mrowiące powieki i oświetlając sobie drogę telefonem, ruszyła do kuchni. — Uważaj, nie rozbij kolan o jakąś szafkę, a przede wszystkim, nie podeptaj mi psa.
— W przeciwieństwie do niektórych, ja nie poruszam się jak słoń w składzie porcelany.
— Sugerujesz coś? — warknęła rozeźlona, że ponownie stała się obiektem kpin. Doprawdy, czy zawsze musiał jej dogryzać? Kręciły go takie relacje na ostrzu noża? No i dlaczego do diabła, szedł tak blisko. Dosłownie czuła jego oddech na karku.
— Niekoniecznie.
— Uchiha, naruszasz moją przestrzeń osobistą — wytknęła, obracając się na pięcie i mierząc bruneta wrogim spojrzeniem. Owszem, w nikłym świetle telefonu mało co widziała twarz Itachiego, ale żywiła nadzieję, że zrozumie niemy przekaz o zachowaniu dystansu.
— Nie schlebiaj sobie. Z nas dwojga, ty lepiej znasz rozmieszczenie mebli — parsknął, po czym ściągnął z wieszaka kurtkę. Zasuwając suwak, dodał: — Jutro wyjątkowo zajęcia od dziesiątej. Komplet do ćwiczeń załatwiła dla ciebie szkoła, więc strój sportowy zostaw w domu.
— Dlaczego tak późno?
— Moje treningi z Shisuim kolidowały z jakimiś zajęciami i trzeba było je przełożyć. — Itachi poklepał na pożegnanie łaszącego się Moro, po czym złapał za klamkę. — Dobrze się zamknij.
— Urocze, martwisz się o mnie — zakpiła, opierając się o ścianę. Cholera, gdyby nie to, że nie byli sobą zainteresowani to każdy postronny uznałby ten wieczór za randkę. Dwie godziny sam na sam przed telewizorem. Nawet nie chciała myśleć co Itachiego fanklub by jej zrobił jakby się dowiedział o tym spotkaniu. Zapewne ogoliłyby ją na łyso. — Nie powiedziałeś mi, jak tam ta dziewczyna co zemdlała w szkole. Nic jej nie jest?
— Nie. Okazało się, że zasłabła z głodu.
— Pewnie maniaczka odchudzania.
— Nie wnikam — stwierdził otwierając drzwi, zamierzał już wyjść gdy nagle się cofnął i zmierzył dziewczynę oceniającym spojrzeniem. — Byłoby miło gdybyś odpisywała na wiadomości.
— Co? To ty pisałeś? — Liv zmarszczyła brwi, dopiero teraz uświadamiając sobie fakt, że przecież ten sms przyszedł z numeru, który miała zapisany. Wyświetliło się jakieś nazwisko na U, ale naiwnie je zlekceważyła. Zastanawiając się nad tym, poruszyła się niespokojnie, bo nie wiadomo kiedy pojawiło się niemal namacalne napięcie wytrącające z równowagi, tak pamiętne z dojo. I czy jej się wydawało, czy Uchiha się przysunął i patrzył jakoś tak inaczej? Tak wyczekująco? Cholera, chyba zaczynała być przewrażliwiona, pomyślała odwracając wzrok… Czuła nieznośne gorąco na policzkach i na tę chwilę błogosławiła fachowców za brak światła.
— Do jutra.

~oOo~

Liv weszła właśnie przez szkolną bramę, gdy zobaczyła coś co sprawiło, że aż stanęła jak wryta. To, że jakiś dwóch chłopaków kłóciło się ze sobą należało do widoków normalnych. Wiadomo, różnica zdań, poglądów, buzujące hormony. Jednak fakt, że jeden trzymał za koszulę drugiego już było niepokojące, bo wyraźnie zwiastowało bójkę. Kiedy w następnej chwili rozpoznała jednego z nich — ustawili się bokiem — otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Otóż, jakiś nieznany Liv uczeń, kipiąc gniewem zaciskał pięść na ubraniu spokojnego Itachiego Uchihy. Ba, brunet wydawał się wręcz znudzony całym zamieszaniem. O czym rozmawiali, Senju nie wiedziała, ale coś musiało mocno rozsierdzić napastnika, bo nie odpuszczał.
Już zamierzała interweniować, w końcu nie mogła pozwolić aby Uchiha się uszkodził przed zawodami, gdy padły dwa silne ciosy. I oba od nieznajomego blondyna, a kretyn Uchiha nawet się nie osłonił. Co on sobie do diabła myślał?!
Mrużąc groźnie powieki, obserwowała jak chłopak nachyla się nad Itachim coś mu mówiąc, a następnie odszedł do budynku. Widać było, że wciąż rozsadza go złość ponieważ kopał wszystko po drodze. Skrzywiła się mimowolnie, gdy przewrócił kubeł na śmieci a cała zawartość wytoczyła się na chodnik. Cóż, zapewnił dyżurnym robotę, której nie zazdrościła. Odprowadzając go wzrokiem, mimowolnie dumała o co się pożarli. Kiedy nieznajomy zniknął za drzwiami, westchnęła ciężko i podeszła do poprawiającego kurtkę partnera turniejowego. Krytycznym spojrzeniem omiotła jego rozwaloną wargę i rozcięty łuk brwiowy, zaraz zaciskając zęby.
— Chodź, trzeba to zdezynfekować — burknęła, bez wahania łapiąc Itachiego za nadgarstek i ciągnąc za sobą. Wyczuwając opór, skonsternowana obróciła się przez ramię. — Uchiha…
— Nic mi nie jest — powiedział ze spokojem, wolną dłonią ocierając spływającą po brodzie krew.
— Oczywiście, że nic ci nie jest — zakpiła, mocniej zaciskając palce na przegubie chłopaka. — To przecież normalne, że krwawisz jak zarzynana świnia.
— Nie dramatyzuj.
— Zamknij się i rób co mówię — syknęła ostrzegawczo, zmuszając go do ruszenia się z miejsca.
 Dystans do gabinetu pielęgniarskiego pokonali w milczeniu nie niepokojeni przez nikogo. Korytarze świeciły pustkami, co można było uznać za prawdziwy dar losu. W końcu gdyby uczennice zauważyły stan ich oblubieńca mogłoby dojść do zbiorowej histerii.
Liv aż sapała ze złości nad głupotą kompana, z trudem powstrzymując się od nawymyślania mu ile wlezie. Jak mógł bezmyślnie pakować się w jakieś bójki! Naprawdę nie potrafił olać agresora? Co by zrobili jakby przez jego nieodpowiedzialne zachowanie wykluczyli ich z turnieju? Nawet nie chciała się nad tym zastanawiać, ale jedno było pewne. Zgotowałaby mu małe piekło za karę.
— Siadaj — warknęła, popychając Itachiego na leżankę, a sama podeszła do szafek aby skompletować potrzebne akcesoria. W oka mgnieniu znalazła wodę utlenioną oraz gaziki, a nawet udało jej się wygrzebać kilka plastrów. Nie od dziś wiedziała, że to towar deficytowy u nich w szkole. Rozchodziły się niemal na pniu. — W końcu, bardzo często dochodziło do przepychanek między uczniami, a nawet uczennicami. I o ile chłopcy używali pięści to u dziewcząt w ruch szły paznokcie. — Wszystko poustawiała na metalowej tacce i wróciła do dziwnie cichego pacjenta. Zbyt wzburzona położyła mu ją na kolanach, w między czasie przyciągając dla siebie krzesło i siadając naprzeciwko.
— Podnieś głowę — wycedziła, nasączając wacik, a następnie złapała Uchihę za podbródek. Krytycznym spojrzeniem obrzuciła jego twarz, uważnie przyglądając się odniesionym ranom, po czym odetchnęła głębiej. — Masz szczęście, obejdzie się bez szycia — mruknęła, oczyszczając mu skórę z zaschniętej krwi. Przysunęła się bliżej i wolną ręką odgarnęła Itachiemu grzywkę, skupiając się na łuku brwiowym.
— Trzeba być kretynem, żeby dać się tak urządzić — wymamrotała, odrzucając na bok zabrudzony gazik i biorąc nowy. — Dwa ciosy, a takie szkody…
— Biżuteria — odparł krótko, mrużąc powieki. To wyjaśniało wszystko. Gdyby nieznajomy miał gołe dłonie to skończyłoby się na siniakach. A tak? Błyskotki zadziałały jak noże.
— To trzeba było się uchylić — wytknęła mu Liv, patrząc prosto w oczy. — Oboje dobrze wiemy, że gdybyś chciał to byś zdążył.
— W ten sposób tylko bym go dodatkowo rozsierdził — stwierdził z prostotą, na co Senju aż zachłysnęła się śliną. Dać się obić w imię szybszego zażegnania sporu? Niedorzeczność. Zaraz jednak wzięła głęboki wdech, uspakajając się nieco. Trudno, skoro takie rozwiązanie wybrał jego sprawa. W końcu mianowano go szkolnym geniuszem, więc wiedział co robi.
— Tak z ciekawości, to o co poszło? Ukradłeś mu zabawkę? — zakpiła, na co Itachi zmarszczył brwi. Dostrzegając to, zaraz zdzieliła bruneta po głowie. — Nie rób tak! Chcesz żeby znowu zaczęło krwawić? Dopiero się w miarę zasklepiło!
Liv tylko pokręciła głową z rozbawieniem, gdy po ciosie posłał jej ostrzegawcze spojrzenie zza zmrużonych powiek.
— Przykro mi, Uchiha. Tym mnie nie przestraszysz — zaśmiała się złośliwie, później dodając już całkiem poważnie. — Trzeba go było zignorować.
— Nie zawsze można.
— Przestań być taki tajemniczy, bo jeszcze pomyślę, że odbiłeś mu dziewczynę.
— …
— Serio?!
— Cóż…
— A ma rację?
— Tak. Bardzo kręcą mnie nieprzytomne — warknął, dodatkowo rozdrażniony cichym śmiechem dziewczyny.
— Czyli to chłopak tej uczennicy z wczoraj… no, no… kto by pomyślał.
— To nie jest zabawne.
— Tak, wyjątkowo trzeba ci współczuć — prychnęła, odkładając na bok tace i odchylając się na krześle. — Posiadanie grona wielbicielek to istny koszmar. Powinieneś się zgłosić na jakąś terapię.
— Nie zrozumiesz.
— Masz rację, to ciężko zrozumieć.
— Wiesz, zaczynasz mnie drażnić, Senju.
— Doprawdy?
— Tak, wyjątkowo bardzo.
— No to teraz wiesz jak ja się czuję — powiedziała, ponownie się przybliżając oraz dotykając opuszkiem łuku brwiowego Itachiego. Całkowicie zignorowała fakt, że sprawia mu dyskomfort, usprawiedliwiając się, że to dla jego dobra. Przecież sprawdzała, czy się ładnie zasklepia. — Zresztą, nie mogłeś mu powiedzieć tego samego co tamtej adoratorce na schodach?
— Powiedziałem, ale chyba za mało dobitnie i zbyt późno.
— A podobno jesteś geniuszem… — Liv zmrużyła tylko powieki, gdy chwycił za krzesło i przysunął ją jeszcze bliżej, tak, że niemal stykali się nosami.
— Masz wątpliwości?
— Czy wiesz, że taka pozycja nie jest zbyt komfortowa do rozmowy? — burknęła, ignorując pytanie i łypiąc na niego z oburzeniem.
— A skąd pomysł, że chce rozmawiać?
— Nie rozumiem…
— Naprawdę? — Itachi ujął kosmyk włosów Liv, powoli nawijając go na palec. Spod rzęs, uważnie obserwował jak nagle się spięła chociaż starała się to ukryć. — A na co ci to wygląda? Czym wyjaśniłabyś moje zachowanie?
— Gdybym była naiwna, pomyślałabym, że mnie podrywasz — rzuciła beztrosko, usilnie ignorując przyjemne dreszcze wywołane bliskością Uchihy. Liczyła, że tym stwierdzeniem chociaż trochę da mu do myślenia. Że może się opamięta i przestanie naginać łączące ich relacje. — A ponieważ nie jestem… cóż, drażnisz się. Jestem jedyną, która nie pada ci do stóp, więc sondujesz jak daleko możesz się posunąć.
—Interesująca analiza — stwierdził, pociągając ją lekko za włosy. — Chociaż nie bardzo podoba mi się fakt, że uważasz mnie za dupka.
— I podłego manipulatora.
— Pochlebstwa się szerzą z twych ust, jestem zaszczycony.
— Przyjemność po mojej stronie, a teraz… czy mógłbyś puścić? Zdaje się, że mamy zajęcia w dojo.
— W porządku. Dokończymy tę rozmowę innym razem.
Liv łypnęła na Itachego z niedowierzaniem, zaraz opuszczając wzrok na jego rękę wciąż trzymającą podłokietnik krzesła, uniemożliwiającą ruszenie się choćby o centymetr.
— Zapomniałbym — rzucił jakby mimochodem, uśmiechając się pod nosem. — Dziękuję za opiekę, Liv — wyszeptał tuż przy ustach zdębiałej Senju. Przez parę sekund delektował się szokiem dziewczyny, a następnie odsunął ją wraz z siedziskiem i wstał. — Chodź, mamy masę pracy.

~oOo~

Liv westchnęła z rozdrażnieniem, przeczesując palcami grzywkę. Doprawdy, czy Itachi nie miał nic lepszego do roboty od mieszania jej w głowie? Przecież to niczemu nie służyło, a wręcz szkodziło! Bo co zrobią jak te jego gierki osiągnąć cel? Jeśli da się omotać? Jak zmieni się ich współpraca? Owszem, nie wierzyła żeby przeistoczyła się w ciepłą kluchę chodzącą krok w krok za swoim oblubieńcem, ale rozsądek nakazywał ostrożność.
— Hej. Co to za śnienie na jawie?
— Wybacz, zamyśliłam się — burknęła Senju, stając w gotowości i skupiając wzrok na przyglądającym się uważnie chłopaku. Przez irytujące zachowanie Itachiego za cholerę nie potrafiła się skupić na Shisuim. — Możemy zaczynać trening.
— No, powiem szczerze, że po takiej rozgrzewce, cienko to widzę…
— Żebyś się nie zdziwił — rzuciła ze złością, mrużąc powieki. Była wkurzona. Jednak nie na partnera sparingowego, ale na siebie. Musiała się zmobilizować i przestać dumać o tym dupku! Nadeszła najwyższa pora, aby sto procent uwagi poświęcić drugiemu kuzynowi.
Zaczęło się. Ciszę panującą w pomieszczeniu zakłócały ich głośne oddechy oraz dźwięk bambusowych kijów, gdy z hałasem odbijały się od siebie. Atak, obrona, unik i tak w kółko. Taniec znany wojownikom od tysięcy lat. Niespodziewanie coś się zmieniło. Oczy Shisuiego niby skierowane były na nią, ale po ich wyrazie Liv wiedziała, że przebywa gdzieś daleko, pogrążony w myślach.
Uśmiechając się pod nosem, zwietrzyła szansę na wygraną. Sprawnie uchyliła się przed padającym ciosem, zaraz odpowiadając atakiem. I chociaż nie poświęcał jej pełnej uwagi, wiedziała, że brunet nie nabierze się na pierwsze lepsze uderzenie. Dlatego postanowiła wziąć go podstępem i ku bezbrzeżnemu zdumieniu Liv, udało się.  Z uniesionymi w szoku brwiami, patrzyła jak Shisui niezgrabnie podnosi się z maty po upadku, wygładzając przekrzywiony strój.
Co jak co, ale nie przypuszczała, że partner nie zdąży z obroną. Owszem żywiła nadzieję, że chociaż raz da radę go zaskoczyć, ale od razu powalić? Mrużąc powieki przyjrzała się chłopakowi uważniej. O czym mógł rozmyślać? Jeszcze przed chwilą to on zarzucał jej brak skupienia… Gdy się tak nad tym zastanawiała, nagle uderzyło w nią coś o czym niby wiedziała, ale nie zwracała na to większej uwagi.
Kuzyn Itachiego należał do naprawdę atrakcyjnych ludzi. Idealne rysy twarzy, nieziemski uśmiech, a to tego ciemne, jedwabiste włosy, które aż się prosiły aby wsunąć w nie palce. Shisui był nie tylko przystojny, ale również sympatyczny i z poczuciem humoru. Te wszystkie cechy sprawiały, że z łatwością zdobyłby tytuł chłopaka roku.
— Liv? Dlaczego się tak przyglądasz? Mam coś między zębami?
— Nie. — Senju zmarszczyła brwi, przypominając słowa jakie usłyszała od Itachiego podczas wieczoru filmowego. Dlaczego miałaby obiecywać sobie zbyt wiele po tej znajomości? Owszem, Shisui był miły, ale wiedziała, że on po prostu taki jest. Ciepły i przyjazny. Z drugiej strony, nawet jeśli, to co? Co w tym złego gdyby się nim zainteresowała na poważnie? Przecież on na pewno byłby lepszą partią niż Itachi. Mniej zdystansowany, bardziej wygadany, a przede wszystkim emanujący pozytywną energią.
— No to o co chodzi? Wiesz, czuję się odrobinę niekomfortowo…
— Zabawne. Gdy gapi się na ciebie cała szkoła to nie marudzisz, ale kiedy robię to ja…
— To co innego. Ty się z tym nie kryjesz, a przede wszystkim… to aż widać jak trybiki w twojej głowie pracują pełną parą. Coś knujesz!
— Ciężko się kryć, skoro stoisz naprzeciwko — parsknęła z rozbawieniem, zaraz poważniejąc. — Chociaż… w zasadzie, to mam pytanie. Tak z czystej ciekawości, masz dziewczynę?
— He?
— Pytam czy masz kogoś.
— Nie… a dlaczego? — W oczach Shisuiego nagle pojawił się figlarny błysk, a uśmiech rozświetlił twarz. — Czyżbyś była zainteresowana? Jeśli tak, to jak najbardziej wcisnę cię do mojego grafiku. Zawsze znajdę czas na jakąś kawkę, albo kino… chyba, że interesują…
— Kieruje mną wyłącznie ciekawość — parsknęła z rozbawieniem, momentalnie wchodząc mu w słowo zanim się rozkręcił na dobre. — Spadam. Teraz mam zajęcia u profesora Sarutobiego.
— Ach, astronomia… — mruknął Shisui, zaraz podchodząc do odkładającej kij Liv. — Wiesz, jakbyś potrzebowała korepetycji to uczęszczałem do skautów. Umiem rozpalić ognisko bez zapałek, znaleźć drogę w ciemności, wyznaczyć kierunki za pomocą gwiazd… Ha! Nawet potrafię rozpoznać większość jadalnych roślin!
— Serio? Byłeś harcerzem? — Senju spojrzała na chłopaka z powątpiewaniem, otaksowując go od góry do dołu.
— No… tak jakby.
— Tak jakby? Czyli?
— Znajomy był, ale spotykaliśmy się codziennie.
— Znajomy… codziennie… Mhm… a znam go?
— Dokładniej to taki dalszy znajomy.
— Jak bardzo dalszy?
— No trochę bardzo, ale jestem wyjątkowo pojętny! Wzrokowcy tak mają!
— Wzrokowcy?
— No dobra, przyznaję, magia telewizji. Ale! Obejrzałem wszystkie sezony „Młodych skautów”. Bardzo pouczający serial — stwierdził ze znawstwem, kiwając przy tym głową jakby na potwierdzenie własnych słów.
— No, nie… prawie ci uwierzyłam — roześmiała się Liv, ocierając łzy z kącika oka. Doprawdy, tylko Shisui mógł uszyć taką historię na poczekaniu. — Jak będę potrzebować pomocy to cię znajdę. — Pomachała chłopakowi na odchodne, mrucząc pod nosem. — Rany, Uchiha miłośnikiem seriali o harcerzach. No nikt by tego nie kupił.

17 komentarzy:

  1. Ja tam zawsze cieszę się, jak coś wstawisz i nigdy nie narzekam, więc właściwie nie dbam za bardzo o to czy to ZR, czy "puchata historia", czy jeszcze coś innego - grunt, żeby było od Dity i grunt, tak jak wspomniałaś, żeby był Itachi (oczywiście przedstawiony w mistrzowski przez ciebie sposób)! ♥
    Pobity Uchiha? Oj, niedobrze! Coś wyczuwam, że fanclub może wziąć odwet na tym blondynie, co to rzucił się na Łasica xD
    Rozbawiła mnie ta wzmianka o sms od wróżbitów xp Niemniej jednak można niemal uznać, iż Itaś w pewnym sensie zabawił się we wróżbitę, gdyż przewidział rosnące zainteresowanie Liv własnym kuzynem x''D Kto wie, może w wolnych chwilach stawia tarota jak nikt nie widzi, a potem zgrywa takiego mądrego? x''D
    Napięcie rośnie, więc chce czytać się dalej - mam nadzieję, że nie będziesz nas jednak zbyt długo trzymać na "głodzie" i że znajdziesz porządnego dostawcę internetu (w dzisiejszych czasach to takie trudne, huh...) ^^''
    Czekam z niecierpliwością na następny wpis, niezależnie od tego czym on będzie (choć przyznam, że niesamowicie nie mogę się również doczekać zaciśnięcia więzi z Kazamą, wejścia Madary i punktu kulminacyjnego w "puchatej historii" C: )
    Weny, weny, weny i dobrego internetu~! ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, chociaż jedna która nie marudzi <3. I do tego chwali i głaska ego. Tak, tak, rób mi tak jeszcze.
      Wizja Itachiego wróżącego z fusów zrobiła mi dzień. I ta jego mina pełna zadumania jak nie jest pewny czy ten kleks to bardziej moneta czy już głowa XD.
      Spokojna rozczochrana, Internety już mam, tylko, że jak one się pojawiły to nagle czas mi uciekł przez palce. Tak wygląda to nasze życie. Praca, dom, rodzina, sen, a na hobby już czasu tyle co nic. heh...
      Dziękuję Ci za ten pozytywny komentarz. Teraz gdy mam dołek pisarski jest idealny na rozproszenie złych chmur. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam Kochana :*

      Usuń
  2. Kyaaaa
    Lubię twoje historie, czytam cała spięta z myślą co sie wydarzy .... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoj, to żebym nie nabawiła Cię nerwicy, albo jakiejś frustracji XD.

      Usuń
  3. Jezu... Cudo! *.*
    Mam nadzieję, że Shisui zacznie podrywać Liv, może Itachi będzie zazdrosny ;P
    Biedny Itachi... Dostał po pysku za okazanie pomocy...
    Czekam na kolejny i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehue... Trójkąt miłosny Wam się marzy... kto wie, może będę tak wspaniałomyślna i Wam go ześlę... Ale nie wim, nie wim... zobaczymy. Dzięki za komentarz, wenę i pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  4. No proszę, bardzo ładny rozdział :D ten rok dobrze się zapowiada :P
    Liv&Shisui&Itachi to świetne trio :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że zrobiłam apetyty na nowy rok? Dumnam z siebie :D

      Usuń
  5. Bardzo dobrze się zwpowiada, szkoda, że zawsze po przeczytaniu czuję ten cholerny niedosyt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko dzięki głodowi trzymam Cię w okolicach bloga :"D. Jakbyś raz się najadła to byś nie wróciła^^.

      Usuń
  6. Uwielbiam wszystko co piszesz, więc naprawdę nie liczy się dla mnie czy to kolejny rozdział ZW czy puchatej i jakiejkolwiek innej, cieszę się za każdym razem gdy wstawisz rozdział!
    A to opowiadanie jest taką fajną, lekką odskocznią której się potrzebuje i za to dziękuję (prawie się zrymowało).
    Mam nadzieję, że szybko wstawisz następny rozdział, pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. durny dostawca internetu.

      Usuń
    2. Polecam się na przyszłość, a raczej na zawsze jeżeli chodzi o odskocznie^^. Miło wiedzieć, że moje opowiadania poprawiają humor, a przynajmniej odwracają uwagę od szarej rzeczywistości.
      Dziękuję Ci za miłe słowa i pozdrawiam. Internety już mam, więc myślę że jak znajdę czas na pisanie to pójdzie z górki <3.

      Usuń
  7. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Piszesz lekko i miło, treść przyswaja się w mgnieniu oka, co jest wielkim plusem:)
    Ciekawi mnie co wyjdzie z Liv Shisui i Itachim. Wydaje mi się, że może to być bardzo interesujące ;)

    Czekam na następny rozdział:)
    W między czasie zapraszam do siebie:)

    love-hinatanaruto-love.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww :3. Dziękuję za miłe słowa. Cieszy mnie, że mój styl jest przystępny dla czytelnika.
      Trójkącik wzajemnej adoracji, chociaż nie tak oczywistej.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  8. Czekam pszczółeczko na coś nowego i liczę, że dostawca Internetu nie spieprzy sytuacji o wiele bardziej i pozwoli Ci na szybkie pojawienie się (u mnie czekają na Ciebie świeżutkie wpisiki :3). Więcej Itachiego, a zostanę szczęśliwa do końca życia. Buziak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam neta :"D. I no, zapomniałam odpisać na komentarz. Wybacz ;_;. Obiecuję poprawę.
      No widziałam Kochana jak szalejesz u siebie na blogu, jestem w szoku i cicho zazdroszczę samozaparcia. Mi pisanie idzie jakoś po grudzie, ale mam nadzieję, że to tylko chandra spowodowana paskudną pogodą...
      Pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń