Hej, Robaczki. Rozdział pojawiłby się wcześniej, ale
cudowny dostawca Internetu postanowił wysłać mnie na odwyk i mi go odciął. Tak,
jak abonent ma płacić to w terminie, ale gdy chodzi o dostarczanie usług to już
niekoniecznie trzeba się z tego wywiązywać. Skończy mi się umowa to w pizdu
zmieniam operatora. Z tym się nie da żyć.
Nie mam neta i nie będę mieć. Nic a nic. Dopiero
muszę znaleźć nowego dostawce, tak więc chwilę to potrwa… Mam nadzieję, że
poczekacie na mnie…
Wracając do wpisu… cóż, pewnie większość z Was
czekała na rozdział ZR, ale to opowiadanie też musi ruszyć z miejsca. Nie może
ciągle być odkładane na później, bo chcę wreszcie skończyć jakąś historię.
Ciężka sprawa, ale się staram.
W każdym razie, mam nadzieje, że Wam się spodoba. W
końcu Itachiego nigdy dość, nie? Czekam na komentarze i opinię, a teraz
zapraszam do czytania. Buziaki Kochani.
Ach, nie kukane przez Betę :/. (Nawet jakbym jakąś miała to ciekawe jak bym
jej to dała do czytania…)
Liv poprawiła
zsuwającą się z ramienia torbę, szybko zbiegając po schodach. Wciąż majaczyła
jej przed oczami purpurowa od gniewu twarz zastępcy dyrektora, gdy
paradoksalnie spokojnym głosem — mroźnym jak zimowy poranek — zapraszał jednego
z uczniów do swojego gabinetu. Senju nie wiedziała czym zawinił chłopak, ale
domyślała się, że mogło chodzić o coś co pokazywał innym na telefonie. Ogółem,
filmik wzbudzał wśród zgromadzanych widzów spore zainteresowanie. Z kilku osób
nagle zrobiło się całkiem liczne grono, które jak magnes ściągnęło w te okolice
Shimure. Zupełnie jakby pomontował w szkole czujniki sygnalizujące mu wszelkie
anormalne zgromadzenia młodzieży.
W każdym razie
Liv doszła do wniosku, że pewnie znowu uczniów poniosła wyobraźnia. Ostatnim
razem wśród podopiecznych placówki zaczął krążyć nagrany materiał z damskiej
szatni. Jak na dłoni dało się zobaczyć dziewczęta w samej bieliźnie, szykujące
się do zajęć fizycznych. Jakość filmu była tak zatrważająco dobra, że widzowi
nie umykał żaden szczegół.
Odgarniając z
oczu grzywkę, zatrzymała się przed tłoczącymi się przy wyjściu rówieśnikami. Pragnęła
jak najszybciej znaleźć się w domu, wziąć aspirynę i się zdrzemnąć. Irytujący
ból głowy niemal rozsadzał jej czaszkę, a powieki same się zamykały. Pewnie
dlatego, że cały dzień miała zawalony zajęciami teoretycznymi. I no cóż, to nie
była normalna nauka, a intensywne zakuwanie materiałów. Jeżeli ktokolwiek
sądził, że teraz mogą się zacząć obijać to grubo się mylił. Mimo tego, że
należała do grona reprezentantów szkoły to musiała przerabiać również normalny program
nauczania. Merytorycznym przygotowaniem laureatów testów zajmował się młody,
ambitny profesor Ebisu. Cóż, prezentował się dziwnie w okrągłych,
przeciwsłonecznych okularkach, ale posiadał dar przekazywania wiedzy i to Liv
wystarczało, aby go polubić.
Rozplątywała
właśnie kabel słuchawek, gdy niespodziewany pisk przyciągnął jej uwagę.
Rozcierając boleśnie pulsującą skroń rozejrzała się wokoło, dumając co tym
razem się stało. Czyżby mysz biegnąca korytarzem? Ale nie, przecież gdyby tak
było to jak nic wybuchłaby zbiorowa panika, a tu? Wszyscy tkwili w miejscu.
Zdecydowanie nie
była zaskoczona faktem kto okazał się źródłem zamieszania. Z pobłażaniem
zerknęła na stojącego w oddali Itachiego, kręcąc z politowaniem głową. Brunet
całkowicie ignorował zapatrzone w swoją stronę fanki, intensywnie pisząc coś na
telefonie. Cokolwiek tam robił, ku rozpaczy adoratorek, pochłaniało to całą
uwagę. Na nic się zdawały pełne zachwytu westchnienia, zalotne wachlowania
rzęsami czy wygładzanie i rozpinanie górnych guzików koszul. Niestety, Uchiha
pozostawał ślepy na wszelkie zabiegi.
— A co to za
korek?
— Nie wiem… —
Liv spojrzała na podchodzącego Shisuiego, szybko zauważając, że trzyma w ręce
komórkę. Czyżby to z nim pisał kuzyn? Wydawało się to prawdopodobne, bo sekundę
później powietrze przeciął sygnał odebranej wiadomości.
— Zdaje się, że
coś się rozsypało, bo kilka dziewczyn kuca — powiedział wyciągając szyję aby
dojrzeć powód tego zatoru ponad głowami uczniów. — Cóż, może szukają swojej
dumy? — zaśmiał się cicho, gdy jedna z desperatek przylgnęła do Itachiego. —
Och, a to coś nowego — mruknął zaintrygowany, kiwając na Liv aby i ona skupiła się
na wskazanym kierunku.
Wzdychając
ciężko dla świętego spokoju zerknęła. Jakoś nie przypuszczała żeby jakikolwiek
pomysł zrozpaczonych nastolatek ją zaskoczył. Bo co nowego mogły wymyśleć?
Czego jeszcze nie próbowały? Chyba wyłącznie śpiewania.
Spod oka patrzyła
jak jakaś smukła brunetka opiera się o ramie bruneta, wyraźnie na niego
napierając, a następnie osuwa się w dół. Niezwykła bladość dziewczyny wzbudziła
w Senju niepokój. Owszem, ostatnio panowała moda na niemal kredową cerę, ale
bez przesady. Kiedy niespodziewanie ciemne oczy uciekły pod powieki już
wiedziała, że coś jest nie tak. Z zapartym tchem obserwowała jak nieznajoma
leci w dół, ale na całe szczęście przed upadkiem uchroniła ją błyskawiczna
reakcja Itachiego. W oka mgnieniu podtrzymał dziewczynę ramieniem, a gdy ta nie
reagowała, wziął na ręce.
— Niezły refleks
— pochwalił Shisui, zaraz przepychając się w stronę kuzyna i mobilizując
uczniów do zrobienia przejścia. Kiedy bezmyślny tłum zbytnio się ociągał,
wsunął w usta dwa palce i zagwizdał przeciągle. — Z drogi!
Szepty jakie się
rozległy wokoło, szybko nabrały na sile, jak tylko uczennice zorientowały się
kto bierze udział w całej akcji. Rozstępowały się przed Itachim — jak morze
Czerwone przed Izraelczykami — i z nieskrywaną zazdrością patrzyły jak ich
oblubieniec niesie nieprzytomną — w momencie, mianowaną nową rywalką —
flankowany przez kuzyna.
Cóż, Liv daleka
była od tak skrajnych emocji, chociaż widok należał do nietypowych. Nigdy nie
widziała Itachiego tak blisko z żadną z dziewczyną, ale zważywszy na
okoliczności nie mógł postąpić inaczej. Zwłaszcza, że w okolicy nie
zlokalizowała żadnego nauczyciela.
— Liv, idziesz z
nami do gabinetu pielęgniarki?
— A na co tam
ja? Ona potrzebuje spokoju, a nie tłoku nad łóżkiem — stwierdziła Senju, machając
dłonią aby się pośpieszyli. — Was dwóch w zupełności wystarczy.
~oOo~
Liv opadła z
ulgą na kanapę, przerzucając nogi przez podłokietnik. Przez paręnaście długich
minut, leżała w ciszy wgapiając się w sufit delektując się odpoczynkiem. Potrzebowała
tej chwili spokoju, wytchnienia od narzuconych zadań oraz odrobiny samotności. Czuła
się wyczerpana nowymi obowiązkami szkolnymi. Jakoś do tej pory nie myślała, że
życie reprezentanta jest takie ciężkie. Zawsze widziała w tym więcej korzyści
oraz splendoru, który spływał na wybrańca. Wiadomo indywidualny tok nauczania,
dodatkowe zajęcia, ale przede wszystkim ogólna sympatia otoczenia. Taki
wybraniec był kimś ważnym.
Westchnęła
ciężko, pocierając palcami nasadę nosa. Słyszała jak Moro ułożył się obok na
dywanie z głośnym westchnieniem i już po kwadransie, odpłynął w sen. Senju
doskonale znała ten charakterystyczny oddech psa, podczas drzemki. Cholera,
kogo chciała oszukać. Pupil chrapał w najlepsze więc autentycznie każdy
odgadłby fakt, że zwierzak zasnął.
Przeniosła wzrok
na żyrandol, zakładając ręce za głowę i dumała jak spożytkować resztę dnia. Nie
pogardziłaby gorącą, długą kąpielą z dużą ilością bąbelków. Tak, to z pewnością
by pomogło w ukojeniu zbolałego ciała po treningach, jak i w odprężeniu umysłu.
Takie beztroskie nic nie robienie. Zdecydowanie ten pomysł należał do jednych z
najlepszych, więc z pewnością go zrealizuje. Ale co dalej? Może jakiś film? W
zasadzie już od dawna przymierzała się do obejrzenia horroru, który kupiła na
wyprzedaży. Płyta leżała na szafce już dobre półtorej miesiąca i jakoś tak
schodziło Liv, że nigdy nie miała na nią czasu albo odpowiedniego nastroju. No
nic. Coś przekąsi, później wanna pełna wody, a na koniec seans pod kocem. Tak
to były doskonałe plany na wieczór.
Gdy już wszystko
przygotowała, a nawet postarała się o miskę prażonej kukurydzy, zaczęła się
kokosić na kanapie pod kocem. Czuła się przyjemnie rozleniwiona oraz śpiąca,
ale liczyła, że ekranizacja słynnej powieści grozy zaraz odpędzi sen. W końcu
film zebrał naprawdę dobre recenzję, więc liczyła na wiele.
Zamierzała już
włączyć odtwarzanie, gdy powietrze przeciął sygnał wiadomości tekstowej. Zdekoncentrowana
zamarła z pilotem w ręce, zaraz przenosząc wzrok na leżący nieopodal telefon.
Cóż, nie spodziewała się żadnej ważnej wiadomości. Zapewne to jakaś informacja
z sieci, albo inny naciągacz chcący wyłudzić pieniądze — typu wróżbita czy co. W zasadzie w ogóle powinna zignorować
mrugającą kontrolkę, ale ciekawość zwyciężyła.
Błyskawicznie
sięgnęła po komórkę i odczytała treść sms. Kiedy dotarł do niej sens
przeczytanego komunikatu, uniosła drwiąco brwi. Tajemniczy nadawca bez ogródek
żądał otwarcia drzwi. Naprawdę? I co jeszcze? Zbyt rozbawiona nietypowym
tekstem zaśmiała się bezgłośnie. Po krótkim zastanowieniu doszła do wniosku, że
to zapewne pomyłka i nawet się nie trudziła aby odpisać. W końcu pan lub pani X
raczej sami się zorientują, że napisali do złego adresata. Bez namysłu ponownie
chwyciła za pilota i załączyła film. Wpakowała garść popcornu do ust i
beznamiętnie się gapiła na początkowe napisy, gdy niespodziewanie usłyszała
dzwonek do drzwi.
— No co za
cholera — warknęła pod nosem, gramoląc się z kanapy. Naprawdę miała ochotę
zignorować natręta, ale szalejący pod wejściem pies nie bardzo. Moro ujadał jak
szalony skacząc na klamkę, zupełnie jakby zamierzał wpuścić tajemniczego
gościa. — Spokój, łachudro — skarciła podopiecznego, niechętnie otwierając. To
kogo zobaczyła na progu sprawiło, że zamrugała w szoku. Zaraz jednak
zmarszczyła brwi, myśląc intensywnie. W oka mgnieniu przeczesała w pamięci plan
zajęć, tak dla pewności. Nie, raczej nie zapomniała o żadnych ćwiczeniach ani
dodatkowych lekcjach.
— Zamierzasz
mnie wpuścić?
— Po co?
— Nie odpowiada
się pytaniem na pytanie.
— Och,
przepraszam, o najmądrzejszy… — zakpiła z rozdrażnieniem, mrużąc groźnie
powieki. Doprawdy, tylko jego tu brakowało. Zabłądził czy jak? — Już się
poprawiam. Nie, nie zamierzam cię wpuścić.
— Okej, to sam
wejdę — odparł niewzruszenie, przemykając obok oraz ściągając buty. Poklepał
rozradowanego wizytą Moro i bez ociągania wszedł do salonu, całkowicie
ignorując głośne przekleństwo Liv. Obrzucił spojrzeniem tkwiący na podłodze
koc, a następnie go podniósł i położył na kanapie. — Musimy porozmawiać.
— Mogliśmy
pogadać w szkole… Jutro mamy razem zajęcia, przypominam tak jakbyś zapomniał. —
Senju z niezadowoloną miną weszła do pomieszczenia, zgarniając okrycie i
otulając się nim ciepło. Bez mrugnięcia powieką przyjęła fakt, że Itachi
przysiadł się do niej, po prostu dochodząc do wniosku, że nie ma sensu się
kłócić. Niech powie co ma do powiedzenia i spada.
— Wtedy musisz
być skoncentrowana na łuku — stwierdził z prostotą, sięgając po opakowanie na
płytę dvd i czytając opis filmu. Przez parę sekund milczał, po czym odłożył
etui z powrotem na stolik. — Ostatnie czego nam potrzeba to twojej kontuzji.
— Przy takim
strzelaniu jedyne co mi grozi, to nuda — prychnęła, przewracając teatralnie
oczami. — Dobrze, że chociaż zajęcia z twoim kuzynem nie są nudne.
— Przyszedłem
właśnie w tej sprawie.
— Mianowicie?
— Trzymaj się z
daleka od Shisuiego.
— Słucham?
— Myślę, że
słyszałaś — odparł beznamiętnie, odwracając się do Liv przodem i patrząc
dziewczynie w oczy.
— No chyba sobie
jaja robisz. Po pierwsze, nie masz prawa tego ode mnie żądać. Po drugie, nawet
jeśli chciałabym się przychylić to tej nietypowej prośby, tak, wspaniałomyślnie
uznam, że to prośba, to patrząc realnie… cóż, jest niewykonalna. Jest moim
mentorem.
— Może źle się
wyraziłem… — przyznał po zastanowieniu, mrużąc powieki i spoglądając na Senju
spod rzęs. — Ujmę to tak, nie obiecuj sobie zbyt wiele po waszej znajomości.
— Co chcesz
przez to powiedzieć?
— Dokładnie to
co powiedziałem — uciął temat, wtykając Liv miskę z kukurydzą i klikając play
na pilocie. — Oglądamy?
— My?
— Nie oglądałem
tego horroru.
— Nie potrzebuję
towarzystwa, Uchiha — syknęła, wciąż rozdrażniona słowami chłopaka. Czyżby
Itachi ostrzegał ją przed zakochaniem się w jego kuzynie? Nie sądziła aby to
jej groziło, ale do diabła! Nawet jakby tak się stało, w końcu wypadki chodzą
po ludziach, to jemu nic do tego!
— Po widzianych
zwiastunach śmiem twierdzić, że owszem, potrzebujesz.
— Sugerujesz, że
się przestraszę?
— Ja nic nie
sugeruję, ja stwierdzam fakt.
— Odszczekasz
to, gwarantuję — rzuciła z wyższością, dumnie unosząc podbródek. Cholera, jak
zwykle dała się sprowokować, ale no… musi temu nadętemu gogusiowi pokazać, że
nie jest mięczakiem. Co to to nie. — To ty będziesz wracać po ciemku do domu i
zapewne pokonasz całą trasę biegiem ze strachu. Mam nadzieję, że nie pogubisz
butów po drodze.
— Zobaczymy.
Liv podciągnęła
kolana pod brodę, patrząc na ekran telewizora. Przez irytującą wizytę partnera
turniejowego, czuła się dziwnie oraz nie potrafiła się w pełni wciągnąć w
fabułę. I nie mogła obwinić za to złego scenariusza lub drewnianej gry aktorów.
Motyw poszukiwań mordercy siostry głównego bohatera w równoległym świecie był
naprawdę interesujący, logicznie przedstawiony, a kreacje postaci wspaniale
oddane przez aktorów. Reżyser z wyczuciem dawkował napięcie, oczywiście nie
szczędząc widzowi mocnych scen, ale jakoś tak coś wybijało Liv z rytmu
oglądania. No dobrze, nie coś, a ktoś.
Niby wszystko
było w porządku, bo wciąż siedziała pod cieplutkim kocem, kubełek z prażoną
kukurydzą stał obok, horror trwał w najlepsze, ale była napięta niczym struna. Niemal
naprężona, niczym drapieżnik przed skokiem. Ogółem, bardzo niekomfortowa
sytuacja, a na dłuższą metę męcząca. I dlatego co trochę spoglądała na wiszący
na ścianie zegar. Żywiła szczerą nadzieję, że za chwilę Uchiha się podniesie —
jakby nie patrzeć zrobiło się już późno — i stwierdzi, że na niego już pora.
Tak, Senju wyczekiwała z niecierpliwością tego momentu.
— Czekasz na
kogoś?
— Hm? Nie, a
dlaczego? — Liv zmarszczyła nos świadoma, że została przyłapana. Cóż, ale to on
ją sprowokował do takiego zachowania. Gdyby na samym wejściu nie podniósł jej
ciśnienia to teraz nie czekałaby z wytęsknieniem aż sobie pójdzie. Proste.
— Jeszcze trochę,
a wywiercisz dziurę w cyferblacie.
— Moja tarcza,
moja sprawa. A ty zdaje się, miałeś oglądać, a nie szpiegować gdzie się gapię.
— Po prostu nie
chce aby ominęła cię jakaś kluczowa scena.
— Nie wiem czy
jest w tym filmie jakaś mocniejsza od tej, jak koleś wyrzygał po seansie
spirytystycznym płuco swojej martwej siostry.
— Fakt,
niesmaczne.
— Obrzydliwe, a
nie, niesmaczne. I przestań gadać! Przez ciebie nie mogę się skupić!
— Przepraszam,
Liv.
Senju naprawdę z
trudem się opanowała aby nie przyłożyć Itachiemu w łeb, kiedy celowo wyszeptał
to jej prosto do ucha łaskocząc je przy tym oddechem. Zamiast tego, przywołała
się do porządku, zmierzyła Uchihę spojrzeniem godnym królowej angielskiej i
powróciła do oglądania. Tak, dziś mogła być dumna ze swojej powściągliwości.
Liv ze
skrzywieniem patrzyła na ludzkie monstrum, które okazało się winne całego
zamieszania w filmie. Kobieta, która od kilku wieków powinna leżeć w grobie
obrócona w proch, wciąż funkcjonowała, a to za sprawą wiernych sług. Tajemnicza
organizacja za wszelką cenę utrzymywała ją przy życiu, wabiąc a później
mordując młode dziewczyny z współczesnego świata, dla organów do
przeszczepiania swojej władczyni. Dzięki temu gwarantowali jej niemal życie
wieczne, a jednocześnie utrzymywali otwarte przejście pomiędzy wymiarami.
Zbrodnia doskonała.
Senju aż
zmrużyła oczy, mocniej zaciskając palce na kocu gdy akcja nabrała tempa.
Wreszcie nadszedł ten kulminacyjny moment, kiedy dobro starło się ze złem. Główny
bohater właśnie rozpoczął nierówną walkę ze zwolennikami monarchini, gdy nagle
ekran zgasł. Ba, nie tylko ekran, ale pogasły wszystkie lampy, pogrążając salon
w zupełnej ciemności.
— I to by było
na tyle, jeżeli chodzi o oglądanie — westchnęła Liv, nawet nie ruszając się z
miejsca. Cóż, powoli zaczynała się przyzwyczajać do tych przerw w dostawach
prądu, ale miała nadzieję, że ta wymiana instalacji nie potrwa już długo. Bo
owszem, firma zajmująca się renowacją — dla komfortu mieszkańców — działała
głownie w nocy, to jednak dwa tygodnie to już stanowczo za długo. Człowiek
zwyczajnie był ubezwłasnowolniony we własnym domu.
— Wywaliło
korki?
— Nie… kable
zmieniają w piwnicach od kilkunastu dni.
— Włączą jeszcze
prąd?
— Nie, dopiero
rano.
— Uciążliwe.
— Ano… —
mruknęła, wygrzebując się z koca oraz przeciągnęła się mocno. Roztarła mrowiące
powieki i oświetlając sobie drogę telefonem, ruszyła do kuchni. — Uważaj, nie
rozbij kolan o jakąś szafkę, a przede wszystkim, nie podeptaj mi psa.
— W
przeciwieństwie do niektórych, ja nie poruszam się jak słoń w składzie
porcelany.
— Sugerujesz
coś? — warknęła rozeźlona, że ponownie stała się obiektem kpin. Doprawdy, czy
zawsze musiał jej dogryzać? Kręciły go takie relacje na ostrzu noża? No i
dlaczego do diabła, szedł tak blisko. Dosłownie czuła jego oddech na karku.
— Niekoniecznie.
— Uchiha,
naruszasz moją przestrzeń osobistą — wytknęła, obracając się na pięcie i
mierząc bruneta wrogim spojrzeniem. Owszem, w nikłym świetle telefonu mało co
widziała twarz Itachiego, ale żywiła nadzieję, że zrozumie niemy przekaz o
zachowaniu dystansu.
— Nie schlebiaj
sobie. Z nas dwojga, ty lepiej znasz rozmieszczenie mebli — parsknął, po czym
ściągnął z wieszaka kurtkę. Zasuwając suwak, dodał: — Jutro wyjątkowo zajęcia
od dziesiątej. Komplet do ćwiczeń załatwiła dla ciebie szkoła, więc strój
sportowy zostaw w domu.
— Dlaczego tak
późno?
— Moje treningi
z Shisuim kolidowały z jakimiś zajęciami i trzeba było je przełożyć. — Itachi
poklepał na pożegnanie łaszącego się Moro, po czym złapał za klamkę. — Dobrze
się zamknij.
— Urocze,
martwisz się o mnie — zakpiła, opierając się o ścianę. Cholera, gdyby nie to, że
nie byli sobą zainteresowani to każdy postronny uznałby ten wieczór za randkę.
Dwie godziny sam na sam przed telewizorem. Nawet nie chciała myśleć co
Itachiego fanklub by jej zrobił jakby się dowiedział o tym spotkaniu. Zapewne
ogoliłyby ją na łyso. — Nie powiedziałeś mi, jak tam ta dziewczyna co zemdlała
w szkole. Nic jej nie jest?
— Nie. Okazało
się, że zasłabła z głodu.
— Pewnie
maniaczka odchudzania.
— Nie wnikam —
stwierdził otwierając drzwi, zamierzał już wyjść gdy nagle się cofnął i
zmierzył dziewczynę oceniającym spojrzeniem. — Byłoby miło gdybyś odpisywała na
wiadomości.
— Co? To ty
pisałeś? — Liv zmarszczyła brwi, dopiero teraz uświadamiając sobie fakt, że
przecież ten sms przyszedł z numeru, który miała zapisany. Wyświetliło się
jakieś nazwisko na U, ale naiwnie je zlekceważyła. Zastanawiając się nad tym, poruszyła
się niespokojnie, bo nie wiadomo kiedy pojawiło się niemal namacalne napięcie
wytrącające z równowagi, tak pamiętne z dojo. I czy jej się wydawało, czy
Uchiha się przysunął i patrzył jakoś tak inaczej? Tak wyczekująco? Cholera,
chyba zaczynała być przewrażliwiona, pomyślała odwracając wzrok… Czuła
nieznośne gorąco na policzkach i na tę chwilę błogosławiła fachowców za brak
światła.
— Do jutra.
~oOo~
Liv weszła
właśnie przez szkolną bramę, gdy zobaczyła coś co sprawiło, że aż stanęła jak
wryta. To, że jakiś dwóch chłopaków kłóciło się ze sobą należało do widoków
normalnych. Wiadomo, różnica zdań, poglądów, buzujące hormony. Jednak fakt, że
jeden trzymał za koszulę drugiego już było niepokojące, bo wyraźnie zwiastowało
bójkę. Kiedy w następnej chwili rozpoznała jednego z nich — ustawili się bokiem
— otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Otóż, jakiś nieznany Liv uczeń, kipiąc
gniewem zaciskał pięść na ubraniu spokojnego Itachiego Uchihy. Ba, brunet
wydawał się wręcz znudzony całym zamieszaniem. O czym rozmawiali, Senju nie
wiedziała, ale coś musiało mocno rozsierdzić napastnika, bo nie odpuszczał.
Już zamierzała
interweniować, w końcu nie mogła pozwolić aby Uchiha się uszkodził przed
zawodami, gdy padły dwa silne ciosy. I oba od nieznajomego blondyna, a kretyn
Uchiha nawet się nie osłonił. Co on sobie do diabła myślał?!
Mrużąc groźnie
powieki, obserwowała jak chłopak nachyla się nad Itachim coś mu mówiąc, a
następnie odszedł do budynku. Widać było, że wciąż rozsadza go złość ponieważ
kopał wszystko po drodze. Skrzywiła się mimowolnie, gdy przewrócił kubeł na
śmieci a cała zawartość wytoczyła się na chodnik. Cóż, zapewnił dyżurnym
robotę, której nie zazdrościła. Odprowadzając go wzrokiem, mimowolnie dumała o
co się pożarli. Kiedy nieznajomy zniknął za drzwiami, westchnęła ciężko i
podeszła do poprawiającego kurtkę partnera turniejowego. Krytycznym spojrzeniem
omiotła jego rozwaloną wargę i rozcięty łuk brwiowy, zaraz zaciskając zęby.
— Chodź, trzeba
to zdezynfekować — burknęła, bez wahania łapiąc Itachiego za nadgarstek i
ciągnąc za sobą. Wyczuwając opór, skonsternowana obróciła się przez ramię. —
Uchiha…
— Nic mi nie
jest — powiedział ze spokojem, wolną dłonią ocierając spływającą po brodzie
krew.
— Oczywiście, że
nic ci nie jest — zakpiła, mocniej zaciskając palce na przegubie chłopaka. — To
przecież normalne, że krwawisz jak zarzynana świnia.
— Nie
dramatyzuj.
— Zamknij się i
rób co mówię — syknęła ostrzegawczo, zmuszając go do ruszenia się z miejsca.
Dystans do gabinetu pielęgniarskiego pokonali
w milczeniu nie niepokojeni przez nikogo. Korytarze świeciły pustkami, co można
było uznać za prawdziwy dar losu. W końcu gdyby uczennice zauważyły stan ich
oblubieńca mogłoby dojść do zbiorowej histerii.
Liv aż sapała ze
złości nad głupotą kompana, z trudem powstrzymując się od nawymyślania mu ile
wlezie. Jak mógł bezmyślnie pakować się w jakieś bójki! Naprawdę nie potrafił
olać agresora? Co by zrobili jakby przez jego nieodpowiedzialne zachowanie
wykluczyli ich z turnieju? Nawet nie chciała się nad tym zastanawiać, ale jedno
było pewne. Zgotowałaby mu małe piekło za karę.
— Siadaj —
warknęła, popychając Itachiego na leżankę, a sama podeszła do szafek aby
skompletować potrzebne akcesoria. W oka mgnieniu znalazła wodę utlenioną oraz
gaziki, a nawet udało jej się wygrzebać kilka plastrów. Nie od dziś wiedziała,
że to towar deficytowy u nich w szkole. Rozchodziły się niemal na pniu. — W
końcu, bardzo często dochodziło do przepychanek między uczniami, a nawet
uczennicami. I o ile chłopcy używali pięści to u dziewcząt w ruch szły
paznokcie. — Wszystko poustawiała na metalowej tacce i wróciła do dziwnie
cichego pacjenta. Zbyt wzburzona położyła mu ją na kolanach, w między czasie
przyciągając dla siebie krzesło i siadając naprzeciwko.
— Podnieś głowę
— wycedziła, nasączając wacik, a następnie złapała Uchihę za podbródek.
Krytycznym spojrzeniem obrzuciła jego twarz, uważnie przyglądając się
odniesionym ranom, po czym odetchnęła głębiej. — Masz szczęście, obejdzie się
bez szycia — mruknęła, oczyszczając mu skórę z zaschniętej krwi. Przysunęła się
bliżej i wolną ręką odgarnęła Itachiemu grzywkę, skupiając się na łuku
brwiowym.
— Trzeba być
kretynem, żeby dać się tak urządzić — wymamrotała, odrzucając na bok zabrudzony
gazik i biorąc nowy. — Dwa ciosy, a takie szkody…
— Biżuteria —
odparł krótko, mrużąc powieki. To wyjaśniało wszystko. Gdyby nieznajomy miał
gołe dłonie to skończyłoby się na siniakach. A tak? Błyskotki zadziałały jak
noże.
— To trzeba było
się uchylić — wytknęła mu Liv, patrząc prosto w oczy. — Oboje dobrze wiemy, że
gdybyś chciał to byś zdążył.
— W ten sposób
tylko bym go dodatkowo rozsierdził — stwierdził z prostotą, na co Senju aż
zachłysnęła się śliną. Dać się obić w imię szybszego zażegnania sporu?
Niedorzeczność. Zaraz jednak wzięła głęboki wdech, uspakajając się nieco.
Trudno, skoro takie rozwiązanie wybrał jego sprawa. W końcu mianowano go
szkolnym geniuszem, więc wiedział co robi.
— Tak z
ciekawości, to o co poszło? Ukradłeś mu zabawkę? — zakpiła, na co Itachi
zmarszczył brwi. Dostrzegając to, zaraz zdzieliła bruneta po głowie. — Nie rób
tak! Chcesz żeby znowu zaczęło krwawić? Dopiero się w miarę zasklepiło!
Liv tylko
pokręciła głową z rozbawieniem, gdy po ciosie posłał jej ostrzegawcze
spojrzenie zza zmrużonych powiek.
— Przykro mi,
Uchiha. Tym mnie nie przestraszysz — zaśmiała się złośliwie, później dodając
już całkiem poważnie. — Trzeba go było zignorować.
— Nie zawsze
można.
— Przestań być
taki tajemniczy, bo jeszcze pomyślę, że odbiłeś mu dziewczynę.
— …
— Serio?!
— Cóż…
— A ma rację?
— Tak. Bardzo
kręcą mnie nieprzytomne — warknął, dodatkowo rozdrażniony cichym śmiechem
dziewczyny.
— Czyli to
chłopak tej uczennicy z wczoraj… no, no… kto by pomyślał.
— To nie jest
zabawne.
— Tak, wyjątkowo
trzeba ci współczuć — prychnęła, odkładając na bok tace i odchylając się na
krześle. — Posiadanie grona wielbicielek to istny koszmar. Powinieneś się
zgłosić na jakąś terapię.
— Nie
zrozumiesz.
— Masz rację, to
ciężko zrozumieć.
— Wiesz,
zaczynasz mnie drażnić, Senju.
— Doprawdy?
— Tak, wyjątkowo
bardzo.
— No to teraz
wiesz jak ja się czuję — powiedziała, ponownie się przybliżając oraz dotykając
opuszkiem łuku brwiowego Itachiego. Całkowicie zignorowała fakt, że sprawia mu
dyskomfort, usprawiedliwiając się, że to dla jego dobra. Przecież sprawdzała,
czy się ładnie zasklepia. — Zresztą, nie mogłeś mu powiedzieć tego samego co
tamtej adoratorce na schodach?
— Powiedziałem,
ale chyba za mało dobitnie i zbyt późno.
— A podobno
jesteś geniuszem… — Liv zmrużyła tylko powieki, gdy chwycił za krzesło i
przysunął ją jeszcze bliżej, tak, że niemal stykali się nosami.
— Masz
wątpliwości?
— Czy wiesz, że
taka pozycja nie jest zbyt komfortowa do rozmowy? — burknęła, ignorując pytanie
i łypiąc na niego z oburzeniem.
— A skąd pomysł,
że chce rozmawiać?
— Nie rozumiem…
— Naprawdę? —
Itachi ujął kosmyk włosów Liv, powoli nawijając go na palec. Spod rzęs, uważnie
obserwował jak nagle się spięła chociaż starała się to ukryć. — A na co ci to
wygląda? Czym wyjaśniłabyś moje zachowanie?
— Gdybym była
naiwna, pomyślałabym, że mnie podrywasz — rzuciła beztrosko, usilnie ignorując
przyjemne dreszcze wywołane bliskością Uchihy. Liczyła, że tym stwierdzeniem
chociaż trochę da mu do myślenia. Że może się opamięta i przestanie naginać łączące
ich relacje. — A ponieważ nie jestem… cóż, drażnisz się. Jestem jedyną, która
nie pada ci do stóp, więc sondujesz jak daleko możesz się posunąć.
—Interesująca
analiza — stwierdził, pociągając ją lekko za włosy. — Chociaż nie bardzo podoba
mi się fakt, że uważasz mnie za dupka.
— I podłego
manipulatora.
— Pochlebstwa
się szerzą z twych ust, jestem zaszczycony.
— Przyjemność po
mojej stronie, a teraz… czy mógłbyś puścić? Zdaje się, że mamy zajęcia w dojo.
— W porządku.
Dokończymy tę rozmowę innym razem.
Liv łypnęła na
Itachego z niedowierzaniem, zaraz opuszczając wzrok na jego rękę wciąż
trzymającą podłokietnik krzesła, uniemożliwiającą ruszenie się choćby o
centymetr.
— Zapomniałbym —
rzucił jakby mimochodem, uśmiechając się pod nosem. — Dziękuję za opiekę, Liv —
wyszeptał tuż przy ustach zdębiałej Senju. Przez parę sekund delektował się
szokiem dziewczyny, a następnie odsunął ją wraz z siedziskiem i wstał. — Chodź,
mamy masę pracy.
~oOo~
Liv westchnęła z
rozdrażnieniem, przeczesując palcami grzywkę. Doprawdy, czy Itachi nie miał nic
lepszego do roboty od mieszania jej w głowie? Przecież to niczemu nie służyło,
a wręcz szkodziło! Bo co zrobią jak te jego gierki osiągnąć cel? Jeśli da się
omotać? Jak zmieni się ich współpraca? Owszem, nie wierzyła żeby przeistoczyła
się w ciepłą kluchę chodzącą krok w krok za swoim oblubieńcem, ale rozsądek
nakazywał ostrożność.
— Hej. Co to za
śnienie na jawie?
— Wybacz,
zamyśliłam się — burknęła Senju, stając w gotowości i skupiając wzrok na
przyglądającym się uważnie chłopaku. Przez irytujące zachowanie Itachiego za
cholerę nie potrafiła się skupić na Shisuim. — Możemy zaczynać trening.
— No, powiem
szczerze, że po takiej rozgrzewce, cienko to widzę…
— Żebyś się nie
zdziwił — rzuciła ze złością, mrużąc powieki. Była wkurzona. Jednak nie na
partnera sparingowego, ale na siebie. Musiała się zmobilizować i przestać dumać
o tym dupku! Nadeszła najwyższa pora, aby sto procent uwagi poświęcić drugiemu
kuzynowi.
Zaczęło się.
Ciszę panującą w pomieszczeniu zakłócały ich głośne oddechy oraz dźwięk
bambusowych kijów, gdy z hałasem odbijały się od siebie. Atak, obrona, unik i
tak w kółko. Taniec znany wojownikom od tysięcy lat. Niespodziewanie coś się
zmieniło. Oczy Shisuiego niby skierowane były na nią, ale po ich wyrazie Liv
wiedziała, że przebywa gdzieś daleko, pogrążony w myślach.
Uśmiechając się
pod nosem, zwietrzyła szansę na wygraną. Sprawnie uchyliła się przed padającym
ciosem, zaraz odpowiadając atakiem. I chociaż nie poświęcał jej pełnej uwagi,
wiedziała, że brunet nie nabierze się na pierwsze lepsze uderzenie. Dlatego
postanowiła wziąć go podstępem i ku bezbrzeżnemu zdumieniu Liv, udało się. Z uniesionymi w szoku brwiami, patrzyła jak
Shisui niezgrabnie podnosi się z maty po upadku, wygładzając przekrzywiony
strój.
Co jak co, ale
nie przypuszczała, że partner nie zdąży z obroną. Owszem żywiła nadzieję, że
chociaż raz da radę go zaskoczyć, ale od razu powalić? Mrużąc powieki
przyjrzała się chłopakowi uważniej. O czym mógł rozmyślać? Jeszcze przed chwilą
to on zarzucał jej brak skupienia… Gdy się tak nad tym zastanawiała, nagle
uderzyło w nią coś o czym niby wiedziała, ale nie zwracała na to większej
uwagi.
Kuzyn Itachiego
należał do naprawdę atrakcyjnych ludzi. Idealne rysy twarzy, nieziemski
uśmiech, a to tego ciemne, jedwabiste włosy, które aż się prosiły aby wsunąć w
nie palce. Shisui był nie tylko przystojny, ale również sympatyczny i z
poczuciem humoru. Te wszystkie cechy sprawiały, że z łatwością zdobyłby tytuł
chłopaka roku.
— Liv? Dlaczego
się tak przyglądasz? Mam coś między zębami?
— Nie. — Senju
zmarszczyła brwi, przypominając słowa jakie usłyszała od Itachiego podczas
wieczoru filmowego. Dlaczego miałaby obiecywać sobie zbyt wiele po tej
znajomości? Owszem, Shisui był miły, ale wiedziała, że on po prostu taki jest.
Ciepły i przyjazny. Z drugiej strony, nawet jeśli, to co? Co w tym złego gdyby
się nim zainteresowała na poważnie? Przecież on na pewno byłby lepszą partią
niż Itachi. Mniej zdystansowany, bardziej wygadany, a przede wszystkim
emanujący pozytywną energią.
— No to o co
chodzi? Wiesz, czuję się odrobinę niekomfortowo…
— Zabawne. Gdy
gapi się na ciebie cała szkoła to nie marudzisz, ale kiedy robię to ja…
— To co innego.
Ty się z tym nie kryjesz, a przede wszystkim… to aż widać jak trybiki w twojej
głowie pracują pełną parą. Coś knujesz!
— Ciężko się
kryć, skoro stoisz naprzeciwko — parsknęła z rozbawieniem, zaraz poważniejąc. —
Chociaż… w zasadzie, to mam pytanie. Tak z czystej ciekawości, masz dziewczynę?
— He?
— Pytam czy masz
kogoś.
— Nie… a
dlaczego? — W oczach Shisuiego nagle pojawił się figlarny błysk, a uśmiech
rozświetlił twarz. — Czyżbyś była zainteresowana? Jeśli tak, to jak najbardziej
wcisnę cię do mojego grafiku. Zawsze znajdę czas na jakąś kawkę, albo kino…
chyba, że interesują…
— Kieruje mną
wyłącznie ciekawość — parsknęła z rozbawieniem, momentalnie wchodząc mu w słowo
zanim się rozkręcił na dobre. — Spadam. Teraz mam zajęcia u profesora
Sarutobiego.
— Ach,
astronomia… — mruknął Shisui, zaraz podchodząc do odkładającej kij Liv. —
Wiesz, jakbyś potrzebowała korepetycji to uczęszczałem do skautów. Umiem
rozpalić ognisko bez zapałek, znaleźć drogę w ciemności, wyznaczyć kierunki za
pomocą gwiazd… Ha! Nawet potrafię rozpoznać większość jadalnych roślin!
— Serio? Byłeś
harcerzem? — Senju spojrzała na chłopaka z powątpiewaniem, otaksowując go od
góry do dołu.
— No… tak jakby.
— Tak jakby?
Czyli?
— Znajomy był,
ale spotykaliśmy się codziennie.
— Znajomy…
codziennie… Mhm… a znam go?
— Dokładniej to
taki dalszy znajomy.
— Jak bardzo
dalszy?
— No trochę
bardzo, ale jestem wyjątkowo pojętny! Wzrokowcy tak mają!
— Wzrokowcy?
— No dobra,
przyznaję, magia telewizji. Ale! Obejrzałem wszystkie sezony „Młodych skautów”.
Bardzo pouczający serial — stwierdził ze znawstwem, kiwając przy tym głową
jakby na potwierdzenie własnych słów.
— No, nie…
prawie ci uwierzyłam — roześmiała się Liv, ocierając łzy z kącika oka.
Doprawdy, tylko Shisui mógł uszyć taką historię na poczekaniu. — Jak będę
potrzebować pomocy to cię znajdę. — Pomachała chłopakowi na odchodne, mrucząc
pod nosem. — Rany, Uchiha miłośnikiem seriali o harcerzach. No nikt by tego nie
kupił.
Ja tam zawsze cieszę się, jak coś wstawisz i nigdy nie narzekam, więc właściwie nie dbam za bardzo o to czy to ZR, czy "puchata historia", czy jeszcze coś innego - grunt, żeby było od Dity i grunt, tak jak wspomniałaś, żeby był Itachi (oczywiście przedstawiony w mistrzowski przez ciebie sposób)! ♥
OdpowiedzUsuńPobity Uchiha? Oj, niedobrze! Coś wyczuwam, że fanclub może wziąć odwet na tym blondynie, co to rzucił się na Łasica xD
Rozbawiła mnie ta wzmianka o sms od wróżbitów xp Niemniej jednak można niemal uznać, iż Itaś w pewnym sensie zabawił się we wróżbitę, gdyż przewidział rosnące zainteresowanie Liv własnym kuzynem x''D Kto wie, może w wolnych chwilach stawia tarota jak nikt nie widzi, a potem zgrywa takiego mądrego? x''D
Napięcie rośnie, więc chce czytać się dalej - mam nadzieję, że nie będziesz nas jednak zbyt długo trzymać na "głodzie" i że znajdziesz porządnego dostawcę internetu (w dzisiejszych czasach to takie trudne, huh...) ^^''
Czekam z niecierpliwością na następny wpis, niezależnie od tego czym on będzie (choć przyznam, że niesamowicie nie mogę się również doczekać zaciśnięcia więzi z Kazamą, wejścia Madary i punktu kulminacyjnego w "puchatej historii" C: )
Weny, weny, weny i dobrego internetu~! ♥
~Kita-pon
Och, chociaż jedna która nie marudzi <3. I do tego chwali i głaska ego. Tak, tak, rób mi tak jeszcze.
UsuńWizja Itachiego wróżącego z fusów zrobiła mi dzień. I ta jego mina pełna zadumania jak nie jest pewny czy ten kleks to bardziej moneta czy już głowa XD.
Spokojna rozczochrana, Internety już mam, tylko, że jak one się pojawiły to nagle czas mi uciekł przez palce. Tak wygląda to nasze życie. Praca, dom, rodzina, sen, a na hobby już czasu tyle co nic. heh...
Dziękuję Ci za ten pozytywny komentarz. Teraz gdy mam dołek pisarski jest idealny na rozproszenie złych chmur. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam Kochana :*
Kyaaaa
OdpowiedzUsuńLubię twoje historie, czytam cała spięta z myślą co sie wydarzy .... <3
Łoj, to żebym nie nabawiła Cię nerwicy, albo jakiejś frustracji XD.
UsuńJezu... Cudo! *.*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Shisui zacznie podrywać Liv, może Itachi będzie zazdrosny ;P
Biedny Itachi... Dostał po pysku za okazanie pomocy...
Czekam na kolejny i życzę weny ;*
Huehuehue... Trójkąt miłosny Wam się marzy... kto wie, może będę tak wspaniałomyślna i Wam go ześlę... Ale nie wim, nie wim... zobaczymy. Dzięki za komentarz, wenę i pozdrawiam cieplutko <3
UsuńNo proszę, bardzo ładny rozdział :D ten rok dobrze się zapowiada :P
OdpowiedzUsuńLiv&Shisui&Itachi to świetne trio :D
Mówisz, że zrobiłam apetyty na nowy rok? Dumnam z siebie :D
UsuńBardzo dobrze się zwpowiada, szkoda, że zawsze po przeczytaniu czuję ten cholerny niedosyt
OdpowiedzUsuńTylko dzięki głodowi trzymam Cię w okolicach bloga :"D. Jakbyś raz się najadła to byś nie wróciła^^.
UsuńUwielbiam wszystko co piszesz, więc naprawdę nie liczy się dla mnie czy to kolejny rozdział ZW czy puchatej i jakiejkolwiek innej, cieszę się za każdym razem gdy wstawisz rozdział!
OdpowiedzUsuńA to opowiadanie jest taką fajną, lekką odskocznią której się potrzebuje i za to dziękuję (prawie się zrymowało).
Mam nadzieję, że szybko wstawisz następny rozdział, pozdrawiam cieplutko!
ps. durny dostawca internetu.
UsuńPolecam się na przyszłość, a raczej na zawsze jeżeli chodzi o odskocznie^^. Miło wiedzieć, że moje opowiadania poprawiają humor, a przynajmniej odwracają uwagę od szarej rzeczywistości.
UsuńDziękuję Ci za miłe słowa i pozdrawiam. Internety już mam, więc myślę że jak znajdę czas na pisanie to pójdzie z górki <3.
Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Piszesz lekko i miło, treść przyswaja się w mgnieniu oka, co jest wielkim plusem:)
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie co wyjdzie z Liv Shisui i Itachim. Wydaje mi się, że może to być bardzo interesujące ;)
Czekam na następny rozdział:)
W między czasie zapraszam do siebie:)
love-hinatanaruto-love.blog.onet.pl
Awww :3. Dziękuję za miłe słowa. Cieszy mnie, że mój styl jest przystępny dla czytelnika.
UsuńTrójkącik wzajemnej adoracji, chociaż nie tak oczywistej.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :)
Czekam pszczółeczko na coś nowego i liczę, że dostawca Internetu nie spieprzy sytuacji o wiele bardziej i pozwoli Ci na szybkie pojawienie się (u mnie czekają na Ciebie świeżutkie wpisiki :3). Więcej Itachiego, a zostanę szczęśliwa do końca życia. Buziak
OdpowiedzUsuńMam neta :"D. I no, zapomniałam odpisać na komentarz. Wybacz ;_;. Obiecuję poprawę.
UsuńNo widziałam Kochana jak szalejesz u siebie na blogu, jestem w szoku i cicho zazdroszczę samozaparcia. Mi pisanie idzie jakoś po grudzie, ale mam nadzieję, że to tylko chandra spowodowana paskudną pogodą...
Pozdrawiam cieplutko <3