Mam dla Was nowy, ciepły rozdział w sam raz na te
zimne wieczory. Mam nadzieję, że się ucieszycie na ten przyśpieszony prezent
mikołajkowy. U mnie w życiu wciąż zawirowania, chociaż powolutku jakby nadchodził
spokój. Nie chcę zapeszać.
W każdym razie dziękuję Wam za słowa wsparcia. Jesteście
Kochani i jedyni w swoim rodzaju <3.
Teraz zapraszam do czytania, Robaczki :3.
Niebetowane.
Itachi z
rozdrażnieniem otarł krew z brody, patrząc na stertę kamieni. Jeszcze przed
chwilą ta kupa gruzu posiadała własną jaźń, zmysł taktyczny oraz pałała przytłaczającą
chęcią mordu, obierając go za cel. Potężne golemy — jak się domyślał strażnicy
tego przybytku — były wymagającym przeciwnikiem. Wyjątkowo odporne na
obrażenia, agresywne, a do tego nie przebierające w środkach. Nie ważne jak,
ale miał być martwy.
Zaklęta w nich
moc wystarczyła do zrównania z ziemią całego budynku i wyłącznie dzięki przytomności
umysłu, Itachi w ferworze walki, zdążył pochwycić znalezione zwoje tuż przed
zawaleniem się dachu. Cóż, w innym wypadku, teraz zamiast odpoczywać i
regenerować siły po starciu, musiałby przekopywać ruiny w poszukiwaniu
spuścizny mieszkańców wioski Wiru. Niezbyt zachęcająca perspektywa spędzania
czasu.
W każdym razie,
skoro już pozbył się problemu, teraz zamierzał przyjrzeć się uważniej czego te
przeklęte stwory tak zaciekle broniły. Tak, zdecydowanie golemy napsuły mu
krwi. Uchiha miał irytującą świadomość, że gdyby nie refleks strażnika
zapieczętowanego przez Senju, skończyłby nadziany na pal niczym krwisty
szaszłyk. Wystarczyła chwila nieuwagi, a najbardziej niepozorny ze zgrai
zakradł się od tyłu, odczekał aż dezaktywuje Suzanoo i zaatakował.
Dosłownie w
ostatniej chwili, jak spod ziemi wyrósł złoty, człekokształtny demon o głowie wilka, blokując cios
kamiennego golema. Biła od niego czysta zwierzęca siła, gdy tak trwał w
bezruchu pod naporem napastnika, mierząc go złowrogim spojrzeniem. Następnie, z
cichym, groźnym pomrukiem kłapnął potężną szczęką i sekundę później pozbawił
stwora głowy. I chociaż Itachi widział strażnika już drugi raz, wciąż z trudem
akceptował jego obecność. Przypominał mu gniewny żywioł. Porywczy,
nieprzewidywalny, a przede wszystkim bezkompromisowy. W żaden sposób nie
potrafił przejąć nad nim kontroli. Stwór wykonywał konkretne zadanie nastawiony
wyłącznie na sukces, a później znikał nie zaszczycając Uchihy nawet spojrzeniem.
Itachi otrzepał
z ramion resztki pyłu i nieśpiesznie ruszył przed siebie. Wciąż ważył w dłoni
znalezione zwoje, dumając nad ich zawartością. Oczywiście zamierzał się z nimi
zapoznać przed wręczeniem Hokage. Nie, nie dlatego, że był wścibski, ale chciał
się upewnić co do zawartości. Raczej Piąta nie piałaby z zachwytu gdyby dostała
jakieś śmieci.
Gdy już oddalił
się wystarczająco od zrujnowanego budynku, rozsiadł się wygodnie na trawie i
otworzył jeden ze zwojów. Na pierwszy ogień poszedł ten najbardziej rzucający
się w oczy. Z cichym kliknięciem otworzył bogato zdobiony pojemnik, zaraz
odrzucając go na bok. Nie miał czasu na zachwycanie się grawerem, ani cennym
kruszcem z którego był zrobiony. Bardziej interesowała Itachiego jego
zawartość.
Aż sapnął
urywanie gdy z szelestem rozwinął rulon i wlepił wzrok w trzymany papier. Nie mogąc
uwierzyć w to co widzi zamrugał kilkakrotnie, upewniając się czy oczy nie
płatały mu figla, ale niestety. Zwój nadal był pusty, nieskalany nawet jednym
żałosnym znakiem.
Dużo, naprawdę
dużo samozaparcia kosztowało Uchihę aby nie rzucić znaleziskiem w najbliższe
drzewo, a miał na to cholerną ochotę. Patrzeć jak z łoskotem uderza o korę,
rozpadając się w drobny mak. Owszem, byłoby to zachowanie dziecinne, ale
przynajmniej przyniosłoby mu jako taką satysfakcję.
Kiedy sięgnął po
dwa pozostałe zwoje, zmrużył groźnie powieki zastanawiając się czy jak i one
będą puste, nie ulżyć czającej się pod skórą irytacji. Spopieli je widowiskowo,
tak na poprawę humoru. W końcu i jemu coś się należało od życia. Te
szczeniackie pragnienia usprawiedliwiał przed sobą, że są wynikiem zmęczenia. Nawał
zleconych zadań wyprułby z sił i cierpliwości każdego. Ogółem Itachi czuł się
wyczerpany oraz niewyspany, a to mocno nadwyrężyło jego słynną cierpliwość i
klanową powściągliwość jakimi do niedawna się szczycił. Każdy po takim
maratonie miałby gorszy dzień.
Wzdychając
ciężko, bez entuzjazmu rozwinął kolejny. Cóż, ten przynajmniej nie raził
pustką, ale co z tego jeżeli do niczego się im nie przyda. Miniaturowa mapa
świata ninja nie należała do najcenniejszych znalezisk tym bardziej, że była
mocno nieaktualna. Przedstawione granice już dawno się zmieniły, tak jak i
nazwy krain. Wniosek nasuwał się jeden, zgniło zielony rulon również wyląduje w
śmieciach. No, chyba że jednak zabierze go dla jakiegoś muzeum i przekaże jako
eksponat. Przemyśli tę opcję w drodze powrotnej.
Przez dłuższą
chwilę wgapiał się w ostatnią zdobycz, zanim zdecydował się sprawdzić czy nie
został wystrychnięty na dutka. Bitwa jaką stoczył z tymi piekielnymi golemami
przypominała małą wojnę, a teraz mogło się okazać, że cały wysiłek
prawdopodobnie poszedł na marne.
~oOo~
Liv
westchnęła ciężko, patrząc na
rozmawiającego z obsługą demona. Obserwowała jego atrakcyjny profil, dumając
czy aby na pewno dobrze zrobiła namawiając go do współpracy. Jeżeli sądziła, że
Kazama pomoże we wpłynięciu na Rumi to srogo się pomyliła. Mało że nie pomagał
to jeszcze warczał i strofował dziewczynę na każdym kroku. Teraz na przykład
demonstracyjnie się odsunął od królewny, jakby chcąc dobitnie zaznaczyć, że jej
nie zna.
Jednak co
ciekawe, takie zachowanie Chikage ani odrobinę nie zniechęcało smarkuli. Senju
niemal odnosiła wrażenie, że zamiast studzić zapał to jeszcze mocniej ją
mobilizował. Mimo ciągłego lekceważenia oraz jawnej niechęci, wciąż się nie
poddawała uparcie dążąc do celu. A jaki to był cel? Liv mogła się jedynie
domyślać, że Rumi marzy o ogrzaniu łoża
demona, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. W końcu małolata miała
dopiero czternaście wiosen na karku.
— Liv?
Senju aż drgnęła
nerwowo, wyrwana z rozmyślań i zerknęła pytająco na Kazamę. Blondyn opierał się
nonszalancko o kontuar, przy którym recepcjonistka rejestrowała ich pobyt i
prześwietlał ją wzrokiem jakby nad czymś dumając.
Tak, właśnie
dotarli do najsłynniejszego ośrodka z gorącymi źródłami w tej części kraju. I
Liv z niechęcią przyznawała, że miejsce zdecydowanie zasługiwało na tak dobrą
renomę jaka krążyła po świecie. Obsługa kulturalna, dyskretna, a przede
wszystkim nastawiona na klientów. Niemal czuło się przez skórę, że dadzą z
siebie wszystko aby zapewnić maksimum satysfakcji z pobytu. Do tego dochodziły
bajeczne wnętrza. Wszędzie jak okiem sięgnąć położono marmury o najbardziej
niespotykanych barwach, jednocześnie dbając o spójność kompozycji. Do tego
łukowate sklepienia, piękne witraże w oknach. No i miękkie, puszyste dywany w
dalszej części korytarza aż prosiły się o zrzucenie butów. Tak, Senju z wielką
chęcią pospacerowałaby się po nich bosą stopą.
W każdym razie, ośrodek należał do tych z
kategorii wyjątkowo luksusowych i nawet Rumi nie znalazła niczego do czego
mogłaby się przyczepić. Całe szczęście, że cały pobyt zapisze na rachunek ojca
królewny. W innym wypadku , gdyby to szło z jej kieszeni, to jak nic poszłaby z
torbami.
— Ty i twoja
podopieczna zajmiecie jeden pokój?
— To…
— Oczywiście, że
nie. — Rumi bezceremonialnie weszła Liv w słowo, władczym ruchem odgarniając na
plecy długie włosy. Zupełnie się nie przejęła, że to nie do niej skierowano to
pytanie i zacmokała z pogardą. — Potrzebuję prywatności.
— Tego się
właśnie spodziewałem — mruknął z zadowoleniem Kazama, na co Senju przewróciła
teatralnie oczami. Nie musiała być jasnowidzem żeby wiedzieć, że ten szarlatan
coś knuł. Zapewne już wymyślił kolejną formę spłaty zaciągniętego przez nią
długu i Liv nie miała złudzeń, że za tę konkretną przysługę nie wypłaci się do
końca życia. Zadośćuczynienie za traumę obcowania z człowiekiem jest ciężkie do
oszacowania zwłaszcza, że tu chodziło o Kazamę. Demona, który gardził ludźmi i
uważał ich za najniższą formę życia.
Kunoichi aż
zmrużyła groźnie powieki, gdy zauważyła jak się nachyla nad kontuarem i do jej
uszu doleciała prośba Chikage. Dzięki wyostrzonemu słuchowi, dotarło do niej
każde słowo jakie wyszeptał do recepcjonistki, o czym ten diabeł doskonale
wiedział.
Zamiast patrzeć
na notującą, skupił wzrok na Liv, jakby zamierzał się upewnić, że jest świadoma
wszelkich konsekwencji tej wyprawy. Tak, zdecydowanie była.
~oOo~
Liv westchnęła z
zadowolenia, gdy zsunęła się do gorącej, parującej wody. Oparła się wygodniej o
brzeg zbiornika, mimowolnie poprawiając owinięty ręcznik żeby czasem się z nie
zsunął. Co jak co, ale nie zamierzała świecić golizną. Ciepło otaczające ciało,
momentalnie rozluźniło napięte mięśnie przynosząc zbawienną ulgę. Do tego
momentu nawet nie przypuszczała, że jest aż tak zmęczona. Dopiero teraz dotarło
do niej jak mocno wyczerpany był jej organizm nawałem zleceń. I chociaż płynęła
w niej demoniczna krew to jak każdy, posiadała swój limit. Nie była ze stali.
Kiedy już
upewniła się, że Rumi nie molestuje Kazamy, a grzecznie siedzi w południowej
części zbiornika i tylko pożera demona wzrokiem, przymknęła powieki. Na
początku miała poważne wątpliwości czy ośrodek stawiający na koedukację jest
czymś dobrym dla nastolatki, zwłaszcza takiej w której buzują hormony. Ustąpiła
dopiero gdy Chikage zarezerwował źródło na wyłączność. Nie, Liv się nie
łudziła, że Kazama zrobił to przez wzgląd na królewnę. Raczej chciał w ten
sposób ograniczyć kontakt z ludźmi do minimum, a Rumi potraktował jako zło
konieczne.
Gdy
niespodziewanie poczuła na ustach chłodny powiew powietrza, odetchnęła głęboko
leniwie otwierając oczy. Tuż przed nią stał Kazama i no cóż, wyraźnie nie
tryskał dobrym humorem. Nie wiedziała jak mu się udało podejść tak blisko nie
wzburzając wody, ale doszła do wniosku, że dla niego nic nie jest niemożliwe. I
po namyśle, musiała przyznać, że prezentował się wyjątkowo interesująco z
wilgotnymi włosami opadającymi na czoło do których aż świerzbiły ją palce, aby
je odgarnąć.
— Liv? — Z
chmurną miną oparł dłonie o brzeg po obu stronach jej ciała, zaraz zaciskając
mocno zęby.
— No? — Z
ogromnym wysiłkiem oderwała wzrok od kropli i zignorowała to jak spływała mu
powoli wzdłuż szyi, klatki piersiowej, a następnie brzucha aby zakończyć swoją
wędrówkę w przepasanym wokół pasa ręczniku. — Coś się stało?
— Prócz tego, że
muszę stawiać barierę przed napaloną nastolatką, to nic.
— Nie dramatyzuj
— prychnęła z rozbawieniem, zerkając stronę Rumi. Dziewczyna stała jakieś pięć
metrów dalej i z niezrozumieniem wpatrywała się w niewidzialną ścianę, która uniemożliwiała
podejście bliżej. — Myślę, że jedno twoje wrogie spojrzenie by wystarczyło.
— Być może, ale
wtedy postanowiła pozbyć się okrycia — wysyczał, nachylając się bardziej nad
rozbawioną Liv. — Zamierzałem okazać łaskę, odpuścić. Nie wykorzystywać
sytuacji. Jednak dzięki twojej podopiecznej zmieniłem zdanie. Po kolacji
zapraszam cię do mojego pokoju.
~oOo~
Liv z pewną
obawą nacisnęła klamkę i weszła do apartamentu zajmowanego przez Kazamę. Już po
paru krokach stwierdziła, że Chikage wybrał prawdopodobnie jeden z najdroższych
pokoi w ośrodku. Z wielkim tarasem, a jakby tego było mało to jeszcze cała
zewnętrzna ściana zbudowana była ze szkła, zza którego rozpościerał się
bajeczny widok na najbliższe wzgórza. Wysokie, smukłe lampy, teraz porozświecane,
tworzyły intymną atmosferę, a wygodne dwie kanapy aż zachęcały do odpoczynku.
Pomiędzy nimi ustawiono niski stolik, na którym stało otwarte wino wraz z
czekającym pustym kieliszkiem. Wystrój utrzymano w kolorach bieli, przełamanej
różnymi odcieniami szarości. Subtelny minimalizm. Jednym słowem, elegancja aż
biła po oczach.
Senju od razu
zauważyła opierającego się o barierkę na tarasie demona i bez ociągania stanęła
u jego boku. Bez słowa wpatrzyła się w małe, świecące punkciki na horyzoncie od
razu rozpoznając w nich fruwające świetliki. Owady buszowały ponad lasami,
przyozdabiając drzewa swoim światłem i wyglądały przy tym jak żywe lampki.
— Nie wiem ile
mam czasu — odezwała się Liv, niechętnie zakłócając ciszę. — Nastolatki mają
absurdalne pomysły i wolę nie zostawiać królewny zbyt długo samej.
— Nie musisz
dziś już jej niańczyć — stwierdził Kazama stanowczo, odwracając się do Senju. Z
lekkim uśmiechem spojrzał na trzymany w ręku kieliszek i podał go towarzyszce.
— Prześpi całą noc.
— Ta, jasne. Pewnie
teraz knuje jak zakraść się do twojej sypialni — prychnęła, wąchając trunek.
Czując ulotny przyjemny aromat, zmrużyła powieki. Tak, Chikage od zawsze
gustował w winach o zapachach kwiatowych. I no cóż, jeszcze się nie zdarzyło
aby wybrany przez niego rodzaj jej nie smakował. Demon znał się na rzeczy i
tyle.
— Zaufaj mi.
— Czyżbyś
dosypał coś Rumi do kolacji?
— Owszem.
— Słucham? — Liv
aż się zakrztusiła słysząc tę rewelację. Przez chwilę w ciszy wgapiała się w
kompana, niepewna czy aby nie żartuje. Jednak gdy ten przymknął oczy z
zadowolenia już wiedziała, że mówił całkiem serio. Doprawdy nie przypuszczała,
że Kazama posunie się do tak drastycznych kroków. Chociaż z drugiej strony,
przecież tu chodziło o Chikage, który ludzi miał za nic. — Dlaczego?
— Cierpliwość
nie jest moją mocną stroną, Liv — przypomniał z rozbawieniem, obejmując ją w
pasie i prowadząc do salonu. — Odpręż się. Dzięki mnie masz odrobinę spokoju.
— Łatwo ci mówić
— mruknęła ze znużeniem, wywijając się z uścisku i opadając na kanapę. Żywiła
szczerą nadzieję, że nikt się nie dowie o ingerencji demona, bo inaczej to ona
za wszystko zapłaci. W końcu król jasno zaznaczył, że jego córuni nie można
niczym szprycować.
— Spokojnie,
nikt nic nie wykryje — zapewnił Kazama, w lot domyślając się co gnębi
towarzyszkę. — Nie da się wykryć czegoś co nie istnieje.
— Jak to?
— Cóż, użyłem
jednego z moich licznych talentów — parsknął, przysiadając na okrągłym szarym
pufie i zsuwając z ramion yukatę. — A teraz zapraszam do spłaty pierwszej raty.
— Demonie, nie
wiesz co czynisz — zadrwiła szybko dopijając resztę alkoholu. Sekundę później
pojawiła się za Chikage i spod rzęs spojrzała na jego nagie plecy. Cóż, skoro
tego właśnie chciał to czemu nie. Spodziewała się o innych, bardziej
kłopotliwych życzeń, ale skoro zwykły masaż satysfakcjonował Kazamę to przecież
nie będzie narzekać. Przez dłuższą chwilę ważyła w ręce niewielką buteleczkę z
olejkiem, po czym z cichym westchnieniem wylała odrobinę na dłoń.
Rozcierając go
na palcach, zerknęła tęsknie na opróżniony kieliszek. Cholera, przydałoby się
więcej znieczulacza, żeby choć odrobinę wytłumić bodźce jakie zaleją jej ciało.
Macanie irytująco atrakcyjnego demona każdego wyprowadziłoby z równowagi, tym
bardziej, że mogła się założyć, że będzie wychodził ze skóry aby wprawić ją w
zakłopotanie.
Gdy już chciała
dotknąć Chikage, ten nagle się spiął oglądając się na nią przez ramię.
Zdumiona, uniosła pytająco brew nie bardzo rozumiejąc w czym problem. Czyżby za
słabo rozgrzała ręce?
— Nie tak. Nie w
tej formie. — W czasie gdy powiadał te słowa, zrzucał ludzką powłokę lustrując
ją złotymi ślepiami.
— Dlaczego? — Aż
zazgrzytała zębami w irytacji, mrużąc groźnie powieki. Naprawdę, po jego
słowach naszła ją dzika ochota żeby zacisnąć mu palce na szyi i odciąć dopływ
tlenu. Coraz mocniej drażniło Liv to jak usiłował odseparować od siebie
otrzymane po ojcu dziedzictwo. Owszem, była demonem, ale po Kamiramie Senju
otrzymała geny oraz czakrę. Coś co
napawało ją dumą. — Czymś się różni mój dotyk w ludzkim ciele? Jest nie do
zniesienia? Sorry, Kazama, ale to twój problem. To ty zażyczyłeś sobie czegoś
tak absurdalnego jak masaż.
— Nie, Liv. Tak
bardzo się mylisz… — zaśmiał się cicho, przenosząc spojrzenie na oszkloną
ścianę. Przez parę sekund podziwiał nocną panoramę, po czym kontynuował wątek.
— Zrozum, że mnie prowokuje. Jest jak wyzwanie. Wyzwanie które kusi, aby
przycisnąć cię do ściany i różnymi metodami, wyciągnąć na wierzch tę tlącą się
w tobie demoniczną iskrę.
— Hn.
— Poza tym,
sądzisz że nie wyczuwam twojego zmęczenia? Dosłownie słaniasz się na nogach.
Resztki energii marnujesz na opieranie się mojej woli, a sama doskonale wiesz,
że jako demon szybciej odzyskałabyś siły.
— Ty i te twoje argumenty — prychnęła w końcu
odpuszczając, a później w oka mgnieniu zacisnęła palce na włosach Chikage
zmuszając go do odchylenia głowy. — Zadowolony?
— Owszem —
przytaknął, omiatając spojrzeniem jej odmienioną twarz. — A teraz, koniec
gadania. Bierz się do roboty.
~oOo~
Itachi ze
zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w płonące przed nim ognisko, wciąż na nowo
analizując zaistniałą sytuację. Oparty o pień drzewa, przyglądał się
strzelającym w ciemne niebo iskrom, spychając na skraj świadomości fakt, że już
dawno powinien wrócić do Konohy. Przecież zakończył zadanie.
Jednak było coś co
go powstrzymywało od powrotu. To coś ściskał w dłoni za każdym razem mocniej,
gdy uświadamiał sobie tkwiącą w tym potęgę. Kawałek papieru, który zmieniał
bezpowrotnie znany im świat. Rujnował fundamenty.
Ostatni ze
zwojów skrywał tak destrukcyjną technikę, że Uchiha miał poważne wątpliwości
czy świat ninja dorósł do jej odkrycia. Umiejętność pozbawiania kogoś na zawsze
czakry oraz możliwość jej przechowywania, prowadziła do nadużyć. Czy nie byłoby
wygodniej pozbawić cały kraj czakry aby uniknąć rebelii, a samemu wejść w
posiadanie bomby ze zgromadzoną mocą? Siać terror i strach? Uchiha trzymał w
garści idealny mechanizm dla dyktatury.
Nie, Itachi nie
posądzał o takie zapędy panującej Hokage. Co jak co, ale Tsunade należała do
ludzi rozsądnych. Co prawda wiele do życzenia pozostawiali doradcy Piątej, ale
doskonale wiedział, że jak trzeba to potrafiła ich postawić do pionu.
Jednak ściany
miały uszy i pogłoska o potężnej broni jaką niespodziewanie pozyskał Ukryty
Liść szybko dotarłaby do każdego przywódcy. Zapewne większość wiosek
zapragnęłaby przechwycić tajemnicę zwoju. W końcu taka siła kusiłaby każdego, przez
co w konsekwencji osada zaroiłoby się od aktywnych szpiegów gotowych na
wszystko. Oczywiście nie wykluczał też pojedynczych jednostek, zaślepionych
wizją władzy jaką ta technika dawała.
Najchętniej
wrzuciłby kłopotliwe znalezisko do ognia, a następnie czekał aż zostanie z
niego wyłącznie popiół. Tak nakazywał rozsądek. Natomiast wiara w Konohe
podpowiadała aby dać szansę udowodnienia panującej Hokage, że walka dla niej ma
sens. Że wyznają podobne wartości. Że jest na świecie coś cenniejszego od
władzy i potęgi. A co mianowicie? Oczywiście, że pokój. Kruchy i ulotny jak
liść na wietrze. Uchiha liczył, że Piąta go nie zawiedzie.
~oOo~
Liv spod oka obserwowała
siedzącą naprzeciwko Rumi. Młoda elegantka, włożyła sporo wysiłku w
uwydatnienie swojej atrakcyjności. Bo tego, że była ładna, a nawet śliczna,
kunoichi nie negowała. Uroda królewny zwracała uwagę. Symetryczna twarz,
wielkie niewinne ślepia, drobny nos, no i pełne wargi. Dziś migdałowe, błękitne
oczy podkreśliła ciemną kredką, porcelanową cerę rozświetliła czymś na
policzkach — ni to brokat, ni róż, jak zauważyła Senju — a na usta nałożyła
brzoskwiniowy błyszczyk. Subtelny minimalizm, robiący piorunujące wrażenie.
Senju ze
stoickim spokojem tolerowała, że większość mężczyzn przechodzących obok
zawieszało na smarkuli pełne uznania spojrzenia. Do czasu jak nie posuwali się
dalej niż patrzenie, ignorowała ich zachwyty. W końcu marzenia nic nie kosztują.
Chociaż ten, aktualnie oglądający się za siebie grubas wzbudzał w Liv nieme
obrzydzenie. Bo to już podchodziło pod skrajną pedofilie.
Jednak Senju
nurtowało coś innego. Rumi w żaden widoczny sposób nie wyrażała zaniepokojenia
czarną plamą, jaką musiała się jawić noc w ośrodku. W zasadzie, zachowywała się
tak jakby nic się nie stało. Na sam początek, gdy Liv zrobiła jej pobudkę
wyniośle oznajmiła, że nie życzy sobie aby ktoś bez pozwolenia decydował o
której będzie jeść. Jako córka króla posiada ten przywilej, że to wszyscy mają
się dostosowywać do niej. Później nie omieszkała skrytykować kucharza, gdy zbyt
długo czekała na posiłek, całkowicie ignorując fakt, że nie jest jedyną, którą
trzeba obsłużyć. Teraz z nadętą miną pałaszowała jakiegoś rogalika z czekoladą,
popijając go kawą. Oczywiście wciąż wodziła oczami za Kazamą, który dla
świętego spokoju postanowił spożyć śniadanie przy innym stoliku.
— Czy Kazama
jest ranny?
— Dlaczego? Skąd
tak absurdalny pomysł? — Liv uniosła pytająco brew, przyglądając się z
zainteresowaniem nowej emocji na twarzy królewny. Smutek oraz zmartwienie tak
nie pasowało do tej nadętej smarkuli, że z trudem powstrzymywała się od
uszczypnięcia. Chyba się zbliżał koniec świata, skoro ten snobistyczny bachor
przejmował się kimś innym prócz siebie.
— Nosi na
przedramionach opatrunki i nie zdjął ich nawet do kąpieli.
— Ach, o tym
mówisz… — mruknęła Senju, mimowolnie zerkając w kierunku demona, który ze
znudzeniem obserwował panoramę za oknem. Sama już przestała zwracać uwagę na pasy
zakrywające piętno poświęcenia Chikage. Symbole więzi, a raczej uczuć jakimi
darzył ją Kazama, ukryte pod bandażami, stały się nieodłączną częścią
towarzysza. — Większość wojowników bandażuje kończyny, aby sprawniej walczyć —
wymyśliła na poczekaniu, zmęczonym gestem przecierając powieki. Cóż, żywiła
szczerą nadzieję, ze takie wyjaśnienie wystarczy młodej i przestanie drążyć
temat.
— Czyli, on jest
wojownikiem… — rzuciła Rumi rozmarzonym tonem i Liv już wiedziała, że myśli
królewny powędrowały na inne tory. Teraz pewnie wyobrażała sobie Kazamę jako
romantycznego kochanka na białym koniu, walczącego ze złem.
Aż parsknęła pod
nosem na tak niedorzeczną wizję. Co jak co, ale Chikage posiadał bardzo
elastyczne poglądy dotyczące dobra, zła, moralności. Z punktu widzenia Liv, bliżej
mu było do złego smoka, niż do szlachetnego wojaka, służącego wyłącznie
światłu. Ale to też miało swój urok.
~oOo~
Itachi w
milczeniu wpatrywał się w zamyśloną Hokage, oczekując na dalsze instrukcje.
Zdążył już zrelacjonować cały przebieg ostatniej misji, pokazać zwój z tajemną
techniką Wioski Wiru i wydać opinię na jej temat.
Nie, nie zrobił
tego z własnej woli. Jakoś niespecjalnie poczuwał się do pouczania Piątej, co
taka moc może zrobić ze światem. W końcu to ona była głową osady i najlepiej
wiedziała co będzie najkorzystniejsze dla Konohy. Jednak gdy zapytała o ocenę
sytuacji, zrobił to. Podzielił się trawiącymi go wątpliwościami.
Co ciekawe,
Tsunade zrezygnowała z wtajemniczania w temat swoich doradców. I o ile
starszyzna z pewnością bardziej by zaszkodziła niż pomogła, to już geniusz
Shikaku Nary z pewnością by nie zaszkodził. Ten klan obfitował w geniuszy
taktycznych, a talent do znajdowania wyjść z trudnych sytuacji przekazywany
mieli w genach. Z drugiej strony, Uchiha doskonale rozumiał co w ten sposób
planowała osiągnąć Hokage. Postawiła na maksimum bezpieczeństwa, ograniczając
wiedzę o zwoju do ich dwojga. Jeżeli pojawiłby się przeciek to byłoby jasne kto
zdradził.
W pokoju
panowała pełna napięcia cisza, przerywana wyłącznie nerwowym pstrykaniem
długopisu. Piąta zbyt zaabsorbowana problemem, nawet nie zdawała sobie sprawy,
że przy intensywnym rozmyślaniu maltretuje niewinny przedmiot. Mocno
wyprostowana wpatrywała się w ścianę z portretami poprzednich przywódców, jakby
szukała od nich natchnienia. Rozważała wszelkie za i przeciw, świadoma potęgi
techniki jak i wiążących się z nią konsekwencji.
Itachi należał
do wyjątkowo cierpliwych ludzi, dlatego spokojnie czekał na decyzję. W
zasadzie, nawet odrobinę się dziwił, że Tsunade nie zamierzała się wstrzymać z
wyrokiem do jutra. Może przespanie się z problemem, spojrzenie na niego świeżym
okiem, pozwoliłoby odkryć nowe, lepsze rozwiązanie. Jednak Czcigodna
postanowiła inaczej zakładając, że zwlekanie nic nie da.
Gdy brązowe oczy
spotkały się z jego, już wiedział. Nie potrzebował usłyszeć słów, aby pojąć co
trzeba zrobić, jakie dostał zadanie. Bez mrugnięcia powieką, przyjął werdykt
skłaniając się z szacunkiem i zniknął z gabinetu.
Niczym duch pojawił
się w dawno zapomnianej siedzibie ANBU. Dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły
znajdował się na peryferiach Konohy, już od kilku miesięcy czekając na
rozbiórkę. Uchiha pamiętał jeszcze to lokum z lat świetności, ale nie wdawał
się we wspominki. Stęchłe powietrze oraz woń pleśni nie zachęcały do pozostania
tu zbyt długo, a jego i tak czas naglił. Przez zabite dechami okna
przedostawało się niewiele światła księżyca, ale Itachiemu to nie
przeszkadzało. Panujący wokoło mrok idealnie pasował do misji jaką mu zlecono.
Zachowanie dyskrecji było sprawą priorytetową.
Ignorując
zalegający na posadzce kurz — jasno sugerujący, że od dłuższego czasu nikt tu
nie zaglądał — przyklęknął, wyciągając zza pazuchy feralny zwój. Przez parę
sekund patrzył na niepozorna tubę, po czym położył ją przed sobą przymykając lewą powiekę.
Amaterasu,
technika klanu Uchiha nie znała litości. Wywoływała we wrogich shinobi strach,
respekt oraz natychmiastową chęć ucieczki. Jeżeli ktokolwiek znalazł się pod
jej wpływem to już nie było dla niego ratunku. Czekała go straszna śmierć w męczarniach.
Teraz natomiast, justu pochłaniało znalezisko z Wiru. Czarne, siejące
zniszczenie płomienie trawiły zwój aż pozostał po nim jedynie popiół. Tajemna
sztuka ninja bezpowrotnie przestała istnieć.
~oOo~
Kazama spojrzał
beznamiętnie na rozciągającą się przed nim przepaść, zaraz skupiając wzrok na
wiszącym moście. Drewniana konstrukcja na linach, pozostawiała wiele do
życzenia, a przynajmniej sprzyjała wyobraźni do podsuwania wizji różnych
katastrof. Stare deski, spłowiałe grube sznury nie wyglądały zachęcająco, a
przynajmniej budziły wątpliwości. Z drugiej strony zamieszkająca te tereny
ludność od lat korzystała z tej drogi i jak dotąd obyło się bez wypadku.
— Chyba sobie
żartujesz!
Słysząc oburzony
krzyk za plecami, westchnął ciężko kręcąc z politowaniem głową. Doprawdy, coraz
częściej dochodził do wniosku, że przystanie na propozycje Senju było błędem.
Co z tego, że czerpał z niej profity, skoro teraz musiał znosić tę smarkulę.
Najpierw marudziła, że powinni wynająć jakiś transport jak cywilizowani ludzie.
Potem, skoro nie ustąpili, kazała się nosić. Jako argument podała, że nie chce
zniszczyć sobie delikatnych stóp. Kiedy Liv kategorycznie odmówiła przyjęcia
roli muła, zaczęła demonstracyjnie mdleć. I chociaż kunoichi doskonale
wiedziała, że młoda odstawia teatrzyk, to dla świętego spokoju wzięła ją na
plecy. Oboje mieli serdecznie dość narzekania królewny i Liv wybrała mniejsze
zło, doskonale świadoma morderczych zapędów demona.
Oczywiście
Kazama nie był głupcem. Ten pokaz Rumi przygotowała specjalnie dla niego, aby
zmiękczyć jego zimne serce. Naiwnie padała mu do stóp, przekonana, że jako
dżentelmen pomoże jej wstać, a później zaoferuje pomoc. Jednak dziewczyna srogo
się zawiodła. Kiedy niby straciła przytomność na dłużej, tarasując mu drogę,
zwyczajnie przeszedł nad nią. Potraktował Rumi jak zwalony pień zagradzający
trasę. I to by było na tyle, jeżeli chodziło o genialny plan wpakowania się mu
na ręce. Po tej akcji królewna trochę się uspokoiła. Przynajmniej aż do teraz.
— To jedyna
droga — odparła Liv, stając obok milczącego Chikage i spoglądając w przepaść. W
dole majaczyła błękitna wstęga rzeki, która aż się pieniła od rwącego nurtu. Ktokolwiek
by tam spadł już byłby skończony. Jeżeli nieszczęśnika nie zabiłaby wysokość to
zrobiłaby to rzeka. Tak silny prąd utopiłby nawet najlepszego pływaka. —
Ruszajmy zanim wzejdzie wyżej słońce.
— Ja nie idę.
— Nie zostaniesz
tu sama, a nie ma innej trasy.
— Nie wejdę na
to wątpliwej konstrukcji coś!
— Liv, odpuść. Nic
na siłę — prychnął Kazama, mrużąc
groźnie powieki. Nie zaszczycając królewny nawet spojrzeniem, powoli wkroczył
na most całkowicie ignorując bujanie. — W końcu to jeszcze dzieciak. Może trzeba
wziąć ją za rączkę — powiedział na głos w zamyśleniu, doskonale świadomy efektu. I cóż, zadziałało. Zanim zdążył się odsunąć, młoda przebiegła obok
niego, zaraz zagradzając mu przejście. Spod potarganej wiatrem grzywki, łypały
na Chikage kipiące gniewem błękitne ślepia.
— Jak śmiesz nazywać
mnie dzieciakiem! Po pierwsze mam już czternaście lat, a w tym wieku, kobiety w
moim kraju, wychodzą już za mąż i rodzą dzieci! Po drugie, znacznie ważniejsze,
jestem córką króla i zasługuję na szacunek!
— Jak słusznie
zauważyłaś, na szacunek trzeba zasłużyć — wysyczał, bezceremonialnie ją
wymijając. — I interesującą reklamę robisz tatusiowi. Córunia, która nie zna
podstaw etykiety, taktu, o dobrym wychowaniu nie wspominając.
— Kazama… proszę
cię…
— Ach,
zapomniałbym o ogładzie. Ona też ci jest obca — dodał, nonszalancko poprawiając
rękawy yukaty.
— Ty! Arogancki bucu!
— Piękne
słownictwo, córko króla — rzucił sarkastycznie Kazama, oglądając się przez
ramię. Przez chwilę podziwiał purpurową ze złości Rumi, a następnie uśmiechnął
się zwycięsko gdy uciekła wzrokiem w bok.
Liv na tę
wymianę zdań tylko westchnęła głośno, zmęczonym ruchem przecierając twarz. Doprawdy,
ta dwójka była niemożliwa. O ile towarzysz nie zachowywał się w sposób nowy ani
szczególny, to Rumi już tak. Kto by przypuszczał, że podniesie głos na swojego
oblubieńca. Całe szczęście, że nie przeszli do rękoczynów. Chociaż tego czy
królewna jednak nie zdecyduje się spoliczkować Chikage, nie była pewna. W końcu,
pewnie w całym życiu, nikt jej tak nie obraził jak demon.
~oOo~
Itachi przymknął
na moment powieki, ściskając palcami grzbiet nosa. Wciąż nie doszedł do siebie
po nawale misji i nawet gorąca, długa kąpiel nie pomogła w rozluźnieniu
napiętych mięśni. Wyczerpane ciało niemal błagało o odpoczynek, a on — ku
ogromnej frustracji — nie potrafił zasnąć. Dostał jedną noc — przed nowymi
zleceniami — na regenerację, a wciąż był na czuwaniu. Przed oczami ciągle
majaczyły mu wspomnienia z wypełnionych zadań, uniemożliwiając kojący sen.
— Psyt, Łasic.
Śpisz?
— Już nie —
burknął w niezadowoleniu, zastanawiając się dlaczego kuzyn znajdował tak
niedorzeczne pory na wizyty.
— To dobrze.
— Jak dla kogo —
zauważył z irytacją Itachi, przykrywając oczy ramieniem i całkowicie ignorując
przysiadającego obok Shisuiego. Jednak, było coś co go w sumie interesowało. —
Nie powinieneś być na misji?
— Wolna noc
przed kolejnym maratonem — rzucił wyjaśniająco, opadając na plecy. — Na szczęście,
dzięki pomocy kapitana Yamato, sytuacja na południu kraju już jest opanowana. Dziś
dotarł na miejsce i zaczęła się odbudowa miasta.
— No tak. Jego styl
drewna jest bardzo przydatny.
— Owszem.
— Przyszedłeś
tylko po to aby mi to zakomunikować?
— W zasadzie
tak, ale mam coś jeszcze…
— No…
— Tęskniłem.
— Kretyn.
— Jesteś bez
serca… a już miałem ci powiedzieć o tajemniczych zniknięciach demonów. Ale skoro
tak mnie traktujesz…
— Mów co wiesz —
syknął Itachi momentalnie rozbudzonym głosem. Wizja snu odeszła bezpowrotnie,
gdy jak na zawołanie jego myśli powędrowały do odbywającej misję Liv. Co jeśli
się znów w coś wpakuje?
— Spokojnie, Łasic
— zaśmiał się Shisui, zerkając spod oka na kuzyna. — Twoja dziewczyna umie o
siebie zadbać, a nawet jeśli… cóż, to jest gorsza wiadomość. Chikage już
sprawdza ten trop i prawdopodobnie właśnie teraz ma baczenie na Senju. Przynajmniej
tak donoszą moje źródła.
Itachi nic nie
odpowiedział na dalszą część usłyszanych rewelacji, pogrążony w myślach. Cóż, wybitnie
nie podobał mu się fakt, że Kazama towarzyszy Senju, ale z drugiej strony, nikt
nie zapewni jej lepszej ochrony niż demon, kiedy on ma inne zobowiązania.
— Skąd masz te
informacje?
— Spotkałem
czcigodnego Jiraiye. Oczywiście jasno zaznaczył, że to mogą być zwykłe plotki.
— Rozumiem.
W końcu *.* Codziennie sprawdzam bloga i w końcu się doczekałam :D
OdpowiedzUsuńLiczyłam na jakieś wątki romantyczne, że wydarzy się coś więcej w sypialni Kazamy, a tu tylko masaż... Ale i tak rozdział cudny :D Czekam na kolejny. Weny i powodzenia ;*
Oj, no... Kazama nie lubi działać na łapu capu XD. To człowiek ze zmysłem taktycznym. Krok po kroku, a do celu :"D.
UsuńDlaczego radujesz nas tymi podarunkami tak rzadko? (oczywiście to sarkazm, wiem dlaczego... ;c)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wszystko się u Ciebie ułoży Kochana. Chciałabym także abyś miała więcej czasu na dopieszczenie nas ♥ Życzę weny, buźka
Dziękuję Ci za miłe słowa oraz wsparcie. To dla mnie w tym gorącym czasie bardzo ważne <3.
UsuńSuper rozdzial. Liczę że w kolejnej części Itachi wyruszy do Liv.
OdpowiedzUsuńInteresującą propozycja... tyle, że gdyby wyruszył to jasno i dobitnie pokazałby, że mu zależy, a nie wiadomo czy jest na to gotowy :"D
UsuńMoże dostanie rozkaz od hokage
UsuńNa wszystko macie odpowiedź XD
UsuńDlaczego takie krótkie???????!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńogólnie dobre jak zawsze^^
Krótkie? Kurna... już dawno nie opublikowałam tak długiego wpisu, a tu ciagle mało... Normalnie jak narkomani blogowi,ciągle na głodzie XD.
Usuńuwielbiam to opowiadanie ale jak dla mnie za krótko.
OdpowiedzUsuńczekam z niecierpliwością na kolejny rozdzialik.
Powoli się pisze, chociaż teraz przyszedł czas na Puchatą. Mam nadzieję, że ona też zadowoli. Pozdrawiam cieplutko <3
UsuńJeja!!! Nowy rozdzialik!
OdpowiedzUsuńUmieścic Liv ze świtą w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli, a Itachiego zostawić w jakiś zatęchłych ruinach?...podoba mi się ten pomysł. Do tego "Spopieli je widowiskowo"- stwierdzenie miesiąca, rozwaliło system 😂
Jak to się mówi, raz na wozie, raz pod wozem. Uchiha nie może być wiecznie traktowany jak król XD. Niech i Liv ma coś z życia :"D. Chociaż przyznaję, Itachi zirytowany jest uroczy :"D
UsuńPiszr z telefonu, wiec docen to poswiecenie (。>ㅅ<。)💦
OdpowiedzUsuńZirytowany Itachi? A to nowosc xD Tego jeszcze nie bylo, ale przynajmniej jest ciekawie C: W sumie dobrze ze zniszczyl te technike z Wioski Wiru bo zachowanie jej nie byloby dobrym pomyslem ^^'' choc musze przyznac ze sam pomysl na nowa, super grozna technike to mialas przedni (`Δ´)! Uklony za to (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞
Szczerze powiedziawszy to myslalam ze miedzy Liv i Kazama dojdzie do czegos wiecej w zrodlach... ale nie zawiedziesz mnie, prawda? Miedzy ta dwojka jeszcze cos sie stanie, prawda? W koncu to poswiecenie i bandaze Kazamy o czyms swiadcza i cos mu sie za to nalezy, prawda? PRAWDA?! XD
Niesamowicie intryguje mnie sprawa znikajacych demonow i ciekawa jestem jak to rozwiniesz i wyjasnisz (*Ü*) Nie mam poki co nawet zadnej teorii spiskowej (nie no, dobra, cos tam niucham x''p), dlatego intryguje mnie ta zagadka jeszcze bardziej ⸜( ´ ꒳ ` )⸝♡
Rozdzial jak zwykle cudowny (。•̀ᴗ-)و ̑̑✧ Nie moge juz doczekac sie nastepnego (´ ˘ `∗)
~Kita-pon
A, no i bym zapomniala. Jak dla mnie rozdzial wygral dzis Shisui i jego:
Usuń- Czego chcesz?
- TESKNILEM.
Padlam, jak to przeczytalam xDDDDD
Ależ ja doceniam :"D. Ja zawsze doceniam :D.
UsuńNo cóż, musi się coś dziać, prawda? W końcu to świat shinobi i niech będzie akcja! Co prawda niewielka, ale zawsze jakaś XD.
Jeju... ależ łakniesz łóżkowych pieleszy... dejże Kazamie czas uwodzić Liv. Nie może przecież pchnąć ją na ścianę i... a właściwie, czemu nie? Uchiha mógł XD. Nie no, Kazama takie sprawy załatwia jak wilk, zapędzając zwierzynę w pułapkę :"D.
Ach, znikanie demonów będzie wyjasnione. Wszystko w swoim czasie^^.
Dziękuję Ci za komentarz. I POPIERAM ŻE SHISUI JEST GENIALNY XD. Taki, nieszablonowy :"D. Pozdrawiam cieplutko <3
Hej, dodaje komentarz po długiej przerwie. Nie powiem trochę mi z tego powodu wstyd... Czytam to opowiadanie regularnie, często czytając je od początku. Za każdym razem gdy wchodzę na bloggera i widzę nowy rozdział, to mam banana na ustach przez cały dzień... Życzę weny, a nawet całą jej masę. Pozdrawiam Akuma Iri. :3
OdpowiedzUsuńPS. Już nie mogę się doczekać, jak Itachi rozpali ponownie ogień w Liv i czy w ogóle to zrobi.
Hm... co by tu powiedzieć, witaj córko marnotrawna^^.
OdpowiedzUsuńMimo długiej nieobecności cieszę się, że znalazłaś chwilkę żeby skrobnąć choć parę słów. Do tego juz sam fakt, że jesteś na bieżąco z wydarzeniami Cię w pewien sposób usprawiedliwia. Tak więc wybaczam, ale oczekuję poprawy :>.
Dziękuję za wenę, bardzo chętnie przyganiam. Ostatnio cierpię na jej deficyt. Buziaki <3.
Ach, co do ognia... no cóż, w końcu Uchiha są znani ze swojego Katon, więc o ile nie spopieli biednej Senju to będzie okej^^.
Hej kiedy następna notka bo już doczekać się nie mogę, chyba popadam w naug przez twoje opowiadanie
OdpowiedzUsuń