3.12.2016

LII ŻYCIE TO SŁUŻBA, CZEMUŚ ALBO KOMUŚ

Mam dla Was nowy, ciepły rozdział w sam raz na te zimne wieczory. Mam nadzieję, że się ucieszycie na ten przyśpieszony prezent mikołajkowy. U mnie w życiu wciąż zawirowania, chociaż powolutku jakby nadchodził spokój. Nie chcę zapeszać.
W każdym razie dziękuję Wam za słowa wsparcia. Jesteście Kochani i jedyni w swoim rodzaju <3.
Teraz zapraszam do czytania, Robaczki :3.

Niebetowane.


Itachi z rozdrażnieniem otarł krew z brody, patrząc na stertę kamieni. Jeszcze przed chwilą ta kupa gruzu posiadała własną jaźń, zmysł taktyczny oraz pałała przytłaczającą chęcią mordu, obierając go za cel. Potężne golemy — jak się domyślał strażnicy tego przybytku — były wymagającym przeciwnikiem. Wyjątkowo odporne na obrażenia, agresywne, a do tego nie przebierające w środkach. Nie ważne jak, ale miał być martwy.
Zaklęta w nich moc wystarczyła do zrównania z ziemią całego budynku i wyłącznie dzięki przytomności umysłu, Itachi w ferworze walki, zdążył pochwycić znalezione zwoje tuż przed zawaleniem się dachu. Cóż, w innym wypadku, teraz zamiast odpoczywać i regenerować siły po starciu, musiałby przekopywać ruiny w poszukiwaniu spuścizny mieszkańców wioski Wiru. Niezbyt zachęcająca perspektywa spędzania czasu.
W każdym razie, skoro już pozbył się problemu, teraz zamierzał przyjrzeć się uważniej czego te przeklęte stwory tak zaciekle broniły. Tak, zdecydowanie golemy napsuły mu krwi. Uchiha miał irytującą świadomość, że gdyby nie refleks strażnika zapieczętowanego przez Senju, skończyłby nadziany na pal niczym krwisty szaszłyk. Wystarczyła chwila nieuwagi, a najbardziej niepozorny ze zgrai zakradł się od tyłu, odczekał aż dezaktywuje Suzanoo i zaatakował.
Dosłownie w ostatniej chwili, jak spod ziemi wyrósł złoty, człekokształtny  demon o głowie wilka, blokując cios kamiennego golema. Biła od niego czysta zwierzęca siła, gdy tak trwał w bezruchu pod naporem napastnika, mierząc go złowrogim spojrzeniem. Następnie, z cichym, groźnym pomrukiem kłapnął potężną szczęką i sekundę później pozbawił stwora głowy. I chociaż Itachi widział strażnika już drugi raz, wciąż z trudem akceptował jego obecność. Przypominał mu gniewny żywioł. Porywczy, nieprzewidywalny, a przede wszystkim bezkompromisowy. W żaden sposób nie potrafił przejąć nad nim kontroli. Stwór wykonywał konkretne zadanie nastawiony wyłącznie na sukces, a później znikał nie zaszczycając Uchihy nawet spojrzeniem.
Itachi otrzepał z ramion resztki pyłu i nieśpiesznie ruszył przed siebie. Wciąż ważył w dłoni znalezione zwoje, dumając nad ich zawartością. Oczywiście zamierzał się z nimi zapoznać przed wręczeniem Hokage. Nie, nie dlatego, że był wścibski, ale chciał się upewnić co do zawartości. Raczej Piąta nie piałaby z zachwytu gdyby dostała jakieś śmieci.
Gdy już oddalił się wystarczająco od zrujnowanego budynku, rozsiadł się wygodnie na trawie i otworzył jeden ze zwojów. Na pierwszy ogień poszedł ten najbardziej rzucający się w oczy. Z cichym kliknięciem otworzył bogato zdobiony pojemnik, zaraz odrzucając go na bok. Nie miał czasu na zachwycanie się grawerem, ani cennym kruszcem z którego był zrobiony. Bardziej interesowała Itachiego jego zawartość.
Aż sapnął urywanie gdy z szelestem rozwinął rulon i wlepił wzrok w trzymany papier. Nie mogąc uwierzyć w to co widzi zamrugał kilkakrotnie, upewniając się czy oczy nie płatały mu figla, ale niestety. Zwój nadal był pusty, nieskalany nawet jednym żałosnym znakiem.
Dużo, naprawdę dużo samozaparcia kosztowało Uchihę aby nie rzucić znaleziskiem w najbliższe drzewo, a miał na to cholerną ochotę. Patrzeć jak z łoskotem uderza o korę, rozpadając się w drobny mak. Owszem, byłoby to zachowanie dziecinne, ale przynajmniej przyniosłoby mu jako taką satysfakcję.
Kiedy sięgnął po dwa pozostałe zwoje, zmrużył groźnie powieki zastanawiając się czy jak i one będą puste, nie ulżyć czającej się pod skórą irytacji. Spopieli je widowiskowo, tak na poprawę humoru. W końcu i jemu coś się należało od życia. Te szczeniackie pragnienia usprawiedliwiał przed sobą, że są wynikiem zmęczenia. Nawał zleconych zadań wyprułby z sił i cierpliwości każdego. Ogółem Itachi czuł się wyczerpany oraz niewyspany, a to mocno nadwyrężyło jego słynną cierpliwość i klanową powściągliwość jakimi do niedawna się szczycił. Każdy po takim maratonie miałby gorszy dzień.
Wzdychając ciężko, bez entuzjazmu rozwinął kolejny. Cóż, ten przynajmniej nie raził pustką, ale co z tego jeżeli do niczego się im nie przyda. Miniaturowa mapa świata ninja nie należała do najcenniejszych znalezisk tym bardziej, że była mocno nieaktualna. Przedstawione granice już dawno się zmieniły, tak jak i nazwy krain. Wniosek nasuwał się jeden, zgniło zielony rulon również wyląduje w śmieciach. No, chyba że jednak zabierze go dla jakiegoś muzeum i przekaże jako eksponat. Przemyśli tę opcję w drodze powrotnej.
Przez dłuższą chwilę wgapiał się w ostatnią zdobycz, zanim zdecydował się sprawdzić czy nie został wystrychnięty na dutka. Bitwa jaką stoczył z tymi piekielnymi golemami przypominała małą wojnę, a teraz mogło się okazać, że cały wysiłek prawdopodobnie poszedł na marne.

~oOo~

Liv westchnęła  ciężko, patrząc na rozmawiającego z obsługą demona. Obserwowała jego atrakcyjny profil, dumając czy aby na pewno dobrze zrobiła namawiając go do współpracy. Jeżeli sądziła, że Kazama pomoże we wpłynięciu na Rumi to srogo się pomyliła. Mało że nie pomagał to jeszcze warczał i strofował dziewczynę na każdym kroku. Teraz na przykład demonstracyjnie się odsunął od królewny, jakby chcąc dobitnie zaznaczyć, że jej nie zna.
Jednak co ciekawe, takie zachowanie Chikage ani odrobinę nie zniechęcało smarkuli. Senju niemal odnosiła wrażenie, że zamiast studzić zapał to jeszcze mocniej ją mobilizował. Mimo ciągłego lekceważenia oraz jawnej niechęci, wciąż się nie poddawała uparcie dążąc do celu. A jaki to był cel? Liv mogła się jedynie domyślać, że  Rumi marzy o ogrzaniu łoża demona, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. W końcu małolata miała dopiero czternaście wiosen na karku.
— Liv?
Senju aż drgnęła nerwowo, wyrwana z rozmyślań i zerknęła pytająco na Kazamę. Blondyn opierał się nonszalancko o kontuar, przy którym recepcjonistka rejestrowała ich pobyt i prześwietlał ją wzrokiem jakby nad czymś dumając.
Tak, właśnie dotarli do najsłynniejszego ośrodka z gorącymi źródłami w tej części kraju. I Liv z niechęcią przyznawała, że miejsce zdecydowanie zasługiwało na tak dobrą renomę jaka krążyła po świecie. Obsługa kulturalna, dyskretna, a przede wszystkim nastawiona na klientów. Niemal czuło się przez skórę, że dadzą z siebie wszystko aby zapewnić maksimum satysfakcji z pobytu. Do tego dochodziły bajeczne wnętrza. Wszędzie jak okiem sięgnąć położono marmury o najbardziej niespotykanych barwach, jednocześnie dbając o spójność kompozycji. Do tego łukowate sklepienia, piękne witraże w oknach. No i miękkie, puszyste dywany w dalszej części korytarza aż prosiły się o zrzucenie butów. Tak, Senju z wielką chęcią pospacerowałaby się po nich bosą stopą.
 W każdym razie, ośrodek należał do tych z kategorii wyjątkowo luksusowych i nawet Rumi nie znalazła niczego do czego mogłaby się przyczepić. Całe szczęście, że cały pobyt zapisze na rachunek ojca królewny. W innym wypadku , gdyby to szło z jej kieszeni, to jak nic poszłaby z torbami.
— Ty i twoja podopieczna zajmiecie jeden pokój?
— To…
— Oczywiście, że nie. — Rumi bezceremonialnie weszła Liv w słowo, władczym ruchem odgarniając na plecy długie włosy. Zupełnie się nie przejęła, że to nie do niej skierowano to pytanie i zacmokała z pogardą. — Potrzebuję prywatności.
— Tego się właśnie spodziewałem — mruknął z zadowoleniem Kazama, na co Senju przewróciła teatralnie oczami. Nie musiała być jasnowidzem żeby wiedzieć, że ten szarlatan coś knuł. Zapewne już wymyślił kolejną formę spłaty zaciągniętego przez nią długu i Liv nie miała złudzeń, że za tę konkretną przysługę nie wypłaci się do końca życia. Zadośćuczynienie za traumę obcowania z człowiekiem jest ciężkie do oszacowania zwłaszcza, że tu chodziło o Kazamę. Demona, który gardził ludźmi i uważał ich za najniższą formę życia.
Kunoichi aż zmrużyła groźnie powieki, gdy zauważyła jak się nachyla nad kontuarem i do jej uszu doleciała prośba Chikage. Dzięki wyostrzonemu słuchowi, dotarło do niej każde słowo jakie wyszeptał do recepcjonistki, o czym ten diabeł doskonale wiedział.
Zamiast patrzeć na notującą, skupił wzrok na Liv, jakby zamierzał się upewnić, że jest świadoma wszelkich konsekwencji tej wyprawy. Tak, zdecydowanie była.

~oOo~

Liv westchnęła z zadowolenia, gdy zsunęła się do gorącej, parującej wody. Oparła się wygodniej o brzeg zbiornika, mimowolnie poprawiając owinięty ręcznik żeby czasem się z nie zsunął. Co jak co, ale nie zamierzała świecić golizną. Ciepło otaczające ciało, momentalnie rozluźniło napięte mięśnie przynosząc zbawienną ulgę. Do tego momentu nawet nie przypuszczała, że jest aż tak zmęczona. Dopiero teraz dotarło do niej jak mocno wyczerpany był jej organizm nawałem zleceń. I chociaż płynęła w niej demoniczna krew to jak każdy, posiadała swój limit. Nie była ze stali.
Kiedy już upewniła się, że Rumi nie molestuje Kazamy, a grzecznie siedzi w południowej części zbiornika i tylko pożera demona wzrokiem, przymknęła powieki. Na początku miała poważne wątpliwości czy ośrodek stawiający na koedukację jest czymś dobrym dla nastolatki, zwłaszcza takiej w której buzują hormony. Ustąpiła dopiero gdy Chikage zarezerwował źródło na wyłączność. Nie, Liv się nie łudziła, że Kazama zrobił to przez wzgląd na królewnę. Raczej chciał w ten sposób ograniczyć kontakt z ludźmi do minimum, a Rumi potraktował jako zło konieczne.
Gdy niespodziewanie poczuła na ustach chłodny powiew powietrza, odetchnęła głęboko leniwie otwierając oczy. Tuż przed nią stał Kazama i no cóż, wyraźnie nie tryskał dobrym humorem. Nie wiedziała jak mu się udało podejść tak blisko nie wzburzając wody, ale doszła do wniosku, że dla niego nic nie jest niemożliwe. I po namyśle, musiała przyznać, że prezentował się wyjątkowo interesująco z wilgotnymi włosami opadającymi na czoło do których aż świerzbiły ją palce, aby je odgarnąć.
— Liv? — Z chmurną miną oparł dłonie o brzeg po obu stronach jej ciała, zaraz zaciskając mocno zęby.
— No? — Z ogromnym wysiłkiem oderwała wzrok od kropli i zignorowała to jak spływała mu powoli wzdłuż szyi, klatki piersiowej, a następnie brzucha aby zakończyć swoją wędrówkę w przepasanym wokół pasa ręczniku. — Coś się stało?
— Prócz tego, że muszę stawiać barierę przed napaloną nastolatką, to nic.
— Nie dramatyzuj — prychnęła z rozbawieniem, zerkając stronę Rumi. Dziewczyna stała jakieś pięć metrów dalej i z niezrozumieniem wpatrywała się w niewidzialną ścianę, która uniemożliwiała podejście bliżej. — Myślę, że jedno twoje wrogie spojrzenie by wystarczyło.
— Być może, ale wtedy postanowiła pozbyć się okrycia — wysyczał, nachylając się bardziej nad rozbawioną Liv. — Zamierzałem okazać łaskę, odpuścić. Nie wykorzystywać sytuacji. Jednak dzięki twojej podopiecznej zmieniłem zdanie. Po kolacji zapraszam cię do mojego pokoju.

~oOo~

Liv z pewną obawą nacisnęła klamkę i weszła do apartamentu zajmowanego przez Kazamę. Już po paru krokach stwierdziła, że Chikage wybrał prawdopodobnie jeden z najdroższych pokoi w ośrodku. Z wielkim tarasem, a jakby tego było mało to jeszcze cała zewnętrzna ściana zbudowana była ze szkła, zza którego rozpościerał się bajeczny widok na najbliższe wzgórza. Wysokie, smukłe lampy, teraz porozświecane, tworzyły intymną atmosferę, a wygodne dwie kanapy aż zachęcały do odpoczynku. Pomiędzy nimi ustawiono niski stolik, na którym stało otwarte wino wraz z czekającym pustym kieliszkiem. Wystrój utrzymano w kolorach bieli, przełamanej różnymi odcieniami szarości. Subtelny minimalizm. Jednym słowem, elegancja aż biła po oczach.
Senju od razu zauważyła opierającego się o barierkę na tarasie demona i bez ociągania stanęła u jego boku. Bez słowa wpatrzyła się w małe, świecące punkciki na horyzoncie od razu rozpoznając w nich fruwające świetliki. Owady buszowały ponad lasami, przyozdabiając drzewa swoim światłem i wyglądały przy tym jak żywe lampki.
— Nie wiem ile mam czasu — odezwała się Liv, niechętnie zakłócając ciszę. — Nastolatki mają absurdalne pomysły i wolę nie zostawiać królewny zbyt długo samej.
— Nie musisz dziś już jej niańczyć — stwierdził Kazama stanowczo, odwracając się do Senju. Z lekkim uśmiechem spojrzał na trzymany w ręku kieliszek i podał go towarzyszce. — Prześpi całą noc.
— Ta, jasne. Pewnie teraz knuje jak zakraść się do twojej sypialni — prychnęła, wąchając trunek. Czując ulotny przyjemny aromat, zmrużyła powieki. Tak, Chikage od zawsze gustował w winach o zapachach kwiatowych. I no cóż, jeszcze się nie zdarzyło aby wybrany przez niego rodzaj jej nie smakował. Demon znał się na rzeczy i tyle.
— Zaufaj mi.
— Czyżbyś dosypał coś Rumi do kolacji?
— Owszem.
— Słucham? — Liv aż się zakrztusiła słysząc tę rewelację. Przez chwilę w ciszy wgapiała się w kompana, niepewna czy aby nie żartuje. Jednak gdy ten przymknął oczy z zadowolenia już wiedziała, że mówił całkiem serio. Doprawdy nie przypuszczała, że Kazama posunie się do tak drastycznych kroków. Chociaż z drugiej strony, przecież tu chodziło o Chikage, który ludzi miał za nic. — Dlaczego?
— Cierpliwość nie jest moją mocną stroną, Liv — przypomniał z rozbawieniem, obejmując ją w pasie i prowadząc do salonu. — Odpręż się. Dzięki mnie masz odrobinę spokoju.
— Łatwo ci mówić — mruknęła ze znużeniem, wywijając się z uścisku i opadając na kanapę. Żywiła szczerą nadzieję, że nikt się nie dowie o ingerencji demona, bo inaczej to ona za wszystko zapłaci. W końcu król jasno zaznaczył, że jego córuni nie można niczym szprycować.
— Spokojnie, nikt nic nie wykryje — zapewnił Kazama, w lot domyślając się co gnębi towarzyszkę. — Nie da się wykryć czegoś co nie istnieje.
— Jak to?
— Cóż, użyłem jednego z moich licznych talentów — parsknął, przysiadając na okrągłym szarym pufie i zsuwając z ramion yukatę. — A teraz zapraszam do spłaty pierwszej raty.
— Demonie, nie wiesz co czynisz — zadrwiła szybko dopijając resztę alkoholu. Sekundę później pojawiła się za Chikage i spod rzęs spojrzała na jego nagie plecy. Cóż, skoro tego właśnie chciał to czemu nie. Spodziewała się o innych, bardziej kłopotliwych życzeń, ale skoro zwykły masaż satysfakcjonował Kazamę to przecież nie będzie narzekać. Przez dłuższą chwilę ważyła w ręce niewielką buteleczkę z olejkiem, po czym z cichym westchnieniem wylała odrobinę na dłoń.
Rozcierając go na palcach, zerknęła tęsknie na opróżniony kieliszek. Cholera, przydałoby się więcej znieczulacza, żeby choć odrobinę wytłumić bodźce jakie zaleją jej ciało. Macanie irytująco atrakcyjnego demona każdego wyprowadziłoby z równowagi, tym bardziej, że mogła się założyć, że będzie wychodził ze skóry aby wprawić ją w zakłopotanie.
Gdy już chciała dotknąć Chikage, ten nagle się spiął oglądając się na nią przez ramię. Zdumiona, uniosła pytająco brew nie bardzo rozumiejąc w czym problem. Czyżby za słabo rozgrzała ręce?
— Nie tak. Nie w tej formie. — W czasie gdy powiadał te słowa, zrzucał ludzką powłokę lustrując ją złotymi ślepiami.
— Dlaczego? — Aż zazgrzytała zębami w irytacji, mrużąc groźnie powieki. Naprawdę, po jego słowach naszła ją dzika ochota żeby zacisnąć mu palce na szyi i odciąć dopływ tlenu. Coraz mocniej drażniło Liv to jak usiłował odseparować od siebie otrzymane po ojcu dziedzictwo. Owszem, była demonem, ale po Kamiramie Senju otrzymała  geny oraz czakrę. Coś co napawało ją dumą. — Czymś się różni mój dotyk w ludzkim ciele? Jest nie do zniesienia? Sorry, Kazama, ale to twój problem. To ty zażyczyłeś sobie czegoś tak absurdalnego jak masaż.
— Nie, Liv. Tak bardzo się mylisz… — zaśmiał się cicho, przenosząc spojrzenie na oszkloną ścianę. Przez parę sekund podziwiał nocną panoramę, po czym kontynuował wątek. — Zrozum, że mnie prowokuje. Jest jak wyzwanie. Wyzwanie które kusi, aby przycisnąć cię do ściany i różnymi metodami, wyciągnąć na wierzch tę tlącą się w tobie demoniczną iskrę.
— Hn.
— Poza tym, sądzisz że nie wyczuwam twojego zmęczenia? Dosłownie słaniasz się na nogach. Resztki energii marnujesz na opieranie się mojej woli, a sama doskonale wiesz, że jako demon szybciej odzyskałabyś siły.
 — Ty i te twoje argumenty — prychnęła w końcu odpuszczając, a później w oka mgnieniu zacisnęła palce na włosach Chikage zmuszając go do odchylenia głowy. — Zadowolony?
— Owszem — przytaknął, omiatając spojrzeniem jej odmienioną twarz. — A teraz, koniec gadania. Bierz się do roboty.

~oOo~

Itachi ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w płonące przed nim ognisko, wciąż na nowo analizując zaistniałą sytuację. Oparty o pień drzewa, przyglądał się strzelającym w ciemne niebo iskrom, spychając na skraj świadomości fakt, że już dawno powinien wrócić do Konohy. Przecież zakończył zadanie.
Jednak było coś co go powstrzymywało od powrotu. To coś ściskał w dłoni za każdym razem mocniej, gdy uświadamiał sobie tkwiącą w tym potęgę. Kawałek papieru, który zmieniał bezpowrotnie znany im świat. Rujnował fundamenty.
Ostatni ze zwojów skrywał tak destrukcyjną technikę, że Uchiha miał poważne wątpliwości czy świat ninja dorósł do jej odkrycia. Umiejętność pozbawiania kogoś na zawsze czakry oraz możliwość jej przechowywania, prowadziła do nadużyć. Czy nie byłoby wygodniej pozbawić cały kraj czakry aby uniknąć rebelii, a samemu wejść w posiadanie bomby ze zgromadzoną mocą? Siać terror i strach? Uchiha trzymał w garści idealny mechanizm dla dyktatury.
Nie, Itachi nie posądzał o takie zapędy panującej Hokage. Co jak co, ale Tsunade należała do ludzi rozsądnych. Co prawda wiele do życzenia pozostawiali doradcy Piątej, ale doskonale wiedział, że jak trzeba to potrafiła ich postawić do pionu.
Jednak ściany miały uszy i pogłoska o potężnej broni jaką niespodziewanie pozyskał Ukryty Liść szybko dotarłaby do każdego przywódcy. Zapewne większość wiosek zapragnęłaby przechwycić tajemnicę zwoju. W końcu taka siła kusiłaby każdego, przez co w konsekwencji osada zaroiłoby się od aktywnych szpiegów gotowych na wszystko. Oczywiście nie wykluczał też pojedynczych jednostek, zaślepionych wizją władzy jaką ta technika dawała.
Najchętniej wrzuciłby kłopotliwe znalezisko do ognia, a następnie czekał aż zostanie z niego wyłącznie popiół. Tak nakazywał rozsądek. Natomiast wiara w Konohe podpowiadała aby dać szansę udowodnienia panującej Hokage, że walka dla niej ma sens. Że wyznają podobne wartości. Że jest na świecie coś cenniejszego od władzy i potęgi. A co mianowicie? Oczywiście, że pokój. Kruchy i ulotny jak liść na wietrze. Uchiha liczył, że Piąta go nie zawiedzie.

~oOo~

Liv spod oka obserwowała siedzącą naprzeciwko Rumi. Młoda elegantka, włożyła sporo wysiłku w uwydatnienie swojej atrakcyjności. Bo tego, że była ładna, a nawet śliczna, kunoichi nie negowała. Uroda królewny zwracała uwagę. Symetryczna twarz, wielkie niewinne ślepia, drobny nos, no i pełne wargi. Dziś migdałowe, błękitne oczy podkreśliła ciemną kredką, porcelanową cerę rozświetliła czymś na policzkach — ni to brokat, ni róż, jak zauważyła Senju — a na usta nałożyła brzoskwiniowy błyszczyk. Subtelny minimalizm, robiący piorunujące wrażenie.
Senju ze stoickim spokojem tolerowała, że większość mężczyzn przechodzących obok zawieszało na smarkuli pełne uznania spojrzenia. Do czasu jak nie posuwali się dalej niż patrzenie, ignorowała ich zachwyty. W końcu marzenia nic nie kosztują. Chociaż ten, aktualnie oglądający się za siebie grubas wzbudzał w Liv nieme obrzydzenie. Bo to już podchodziło pod skrajną pedofilie.
Jednak Senju nurtowało coś innego. Rumi w żaden widoczny sposób nie wyrażała zaniepokojenia czarną plamą, jaką musiała się jawić noc w ośrodku. W zasadzie, zachowywała się tak jakby nic się nie stało. Na sam początek, gdy Liv zrobiła jej pobudkę wyniośle oznajmiła, że nie życzy sobie aby ktoś bez pozwolenia decydował o której będzie jeść. Jako córka króla posiada ten przywilej, że to wszyscy mają się dostosowywać do niej. Później nie omieszkała skrytykować kucharza, gdy zbyt długo czekała na posiłek, całkowicie ignorując fakt, że nie jest jedyną, którą trzeba obsłużyć. Teraz z nadętą miną pałaszowała jakiegoś rogalika z czekoladą, popijając go kawą. Oczywiście wciąż wodziła oczami za Kazamą, który dla świętego spokoju postanowił spożyć śniadanie przy innym stoliku.
— Czy Kazama jest ranny?
— Dlaczego? Skąd tak absurdalny pomysł? — Liv uniosła pytająco brew, przyglądając się z zainteresowaniem nowej emocji na twarzy królewny. Smutek oraz zmartwienie tak nie pasowało do tej nadętej smarkuli, że z trudem powstrzymywała się od uszczypnięcia. Chyba się zbliżał koniec świata, skoro ten snobistyczny bachor przejmował się kimś innym prócz siebie.
— Nosi na przedramionach opatrunki i nie zdjął ich nawet do kąpieli.
— Ach, o tym mówisz… — mruknęła Senju, mimowolnie zerkając w kierunku demona, który ze znudzeniem obserwował panoramę za oknem. Sama już przestała zwracać uwagę na pasy zakrywające piętno poświęcenia Chikage. Symbole więzi, a raczej uczuć jakimi darzył ją Kazama, ukryte pod bandażami, stały się nieodłączną częścią towarzysza. — Większość wojowników bandażuje kończyny, aby sprawniej walczyć — wymyśliła na poczekaniu, zmęczonym gestem przecierając powieki. Cóż, żywiła szczerą nadzieję, ze takie wyjaśnienie wystarczy młodej i przestanie drążyć temat.
— Czyli, on jest wojownikiem… — rzuciła Rumi rozmarzonym tonem i Liv już wiedziała, że myśli królewny powędrowały na inne tory. Teraz pewnie wyobrażała sobie Kazamę jako romantycznego kochanka na białym koniu, walczącego ze złem.
Aż parsknęła pod nosem na tak niedorzeczną wizję. Co jak co, ale Chikage posiadał bardzo elastyczne poglądy dotyczące dobra, zła, moralności. Z punktu widzenia Liv, bliżej mu było do złego smoka, niż do szlachetnego wojaka, służącego wyłącznie światłu. Ale to też miało swój urok.

~oOo~

Itachi w milczeniu wpatrywał się w zamyśloną Hokage, oczekując na dalsze instrukcje. Zdążył już zrelacjonować cały przebieg ostatniej misji, pokazać zwój z tajemną techniką Wioski Wiru i wydać opinię na jej temat.
Nie, nie zrobił tego z własnej woli. Jakoś niespecjalnie poczuwał się do pouczania Piątej, co taka moc może zrobić ze światem. W końcu to ona była głową osady i najlepiej wiedziała co będzie najkorzystniejsze dla Konohy. Jednak gdy zapytała o ocenę sytuacji, zrobił to. Podzielił się trawiącymi go wątpliwościami.
Co ciekawe, Tsunade zrezygnowała z wtajemniczania w temat swoich doradców. I o ile starszyzna z pewnością bardziej by zaszkodziła niż pomogła, to już geniusz Shikaku Nary z pewnością by nie zaszkodził. Ten klan obfitował w geniuszy taktycznych, a talent do znajdowania wyjść z trudnych sytuacji przekazywany mieli w genach. Z drugiej strony, Uchiha doskonale rozumiał co w ten sposób planowała osiągnąć Hokage. Postawiła na maksimum bezpieczeństwa, ograniczając wiedzę o zwoju do ich dwojga. Jeżeli pojawiłby się przeciek to byłoby jasne kto zdradził.
W pokoju panowała pełna napięcia cisza, przerywana wyłącznie nerwowym pstrykaniem długopisu. Piąta zbyt zaabsorbowana problemem, nawet nie zdawała sobie sprawy, że przy intensywnym rozmyślaniu maltretuje niewinny przedmiot. Mocno wyprostowana wpatrywała się w ścianę z portretami poprzednich przywódców, jakby szukała od nich natchnienia. Rozważała wszelkie za i przeciw, świadoma potęgi techniki jak i wiążących się z nią konsekwencji.
Itachi należał do wyjątkowo cierpliwych ludzi, dlatego spokojnie czekał na decyzję. W zasadzie, nawet odrobinę się dziwił, że Tsunade nie zamierzała się wstrzymać z wyrokiem do jutra. Może przespanie się z problemem, spojrzenie na niego świeżym okiem, pozwoliłoby odkryć nowe, lepsze rozwiązanie. Jednak Czcigodna postanowiła inaczej zakładając, że zwlekanie nic nie da.
Gdy brązowe oczy spotkały się z jego, już wiedział. Nie potrzebował usłyszeć słów, aby pojąć co trzeba zrobić, jakie dostał zadanie. Bez mrugnięcia powieką, przyjął werdykt skłaniając się z szacunkiem i zniknął z gabinetu.
Niczym duch pojawił się w dawno zapomnianej siedzibie ANBU. Dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły znajdował się na peryferiach Konohy, już od kilku miesięcy czekając na rozbiórkę. Uchiha pamiętał jeszcze to lokum z lat świetności, ale nie wdawał się we wspominki. Stęchłe powietrze oraz woń pleśni nie zachęcały do pozostania tu zbyt długo, a jego i tak czas naglił. Przez zabite dechami okna przedostawało się niewiele światła księżyca, ale Itachiemu to nie przeszkadzało. Panujący wokoło mrok idealnie pasował do misji jaką mu zlecono. Zachowanie dyskrecji było sprawą priorytetową.
Ignorując zalegający na posadzce kurz — jasno sugerujący, że od dłuższego czasu nikt tu nie zaglądał — przyklęknął, wyciągając zza pazuchy feralny zwój. Przez parę sekund patrzył na niepozorna tubę, po czym położył ją przed sobą przymykając lewą powiekę.
Amaterasu, technika klanu Uchiha nie znała litości. Wywoływała we wrogich shinobi strach, respekt oraz natychmiastową chęć ucieczki. Jeżeli ktokolwiek znalazł się pod jej wpływem to już nie było dla niego ratunku. Czekała go straszna śmierć w męczarniach. Teraz natomiast, justu pochłaniało znalezisko z Wiru. Czarne, siejące zniszczenie płomienie trawiły zwój aż pozostał po nim jedynie popiół. Tajemna sztuka ninja bezpowrotnie przestała istnieć.

~oOo~

Kazama spojrzał beznamiętnie na rozciągającą się przed nim przepaść, zaraz skupiając wzrok na wiszącym moście. Drewniana konstrukcja na linach, pozostawiała wiele do życzenia, a przynajmniej sprzyjała wyobraźni do podsuwania wizji różnych katastrof. Stare deski, spłowiałe grube sznury nie wyglądały zachęcająco, a przynajmniej budziły wątpliwości. Z drugiej strony zamieszkająca te tereny ludność od lat korzystała z tej drogi i jak dotąd obyło się bez wypadku.
— Chyba sobie żartujesz!
Słysząc oburzony krzyk za plecami, westchnął ciężko kręcąc z politowaniem głową. Doprawdy, coraz częściej dochodził do wniosku, że przystanie na propozycje Senju było błędem. Co z tego, że czerpał z niej profity, skoro teraz musiał znosić tę smarkulę. Najpierw marudziła, że powinni wynająć jakiś transport jak cywilizowani ludzie. Potem, skoro nie ustąpili, kazała się nosić. Jako argument podała, że nie chce zniszczyć sobie delikatnych stóp. Kiedy Liv kategorycznie odmówiła przyjęcia roli muła, zaczęła demonstracyjnie mdleć. I chociaż kunoichi doskonale wiedziała, że młoda odstawia teatrzyk, to dla świętego spokoju wzięła ją na plecy. Oboje mieli serdecznie dość narzekania królewny i Liv wybrała mniejsze zło, doskonale świadoma morderczych zapędów demona.
Oczywiście Kazama nie był głupcem. Ten pokaz Rumi przygotowała specjalnie dla niego, aby zmiękczyć jego zimne serce. Naiwnie padała mu do stóp, przekonana, że jako dżentelmen pomoże jej wstać, a później zaoferuje pomoc. Jednak dziewczyna srogo się zawiodła. Kiedy niby straciła przytomność na dłużej, tarasując mu drogę, zwyczajnie przeszedł nad nią. Potraktował Rumi jak zwalony pień zagradzający trasę. I to by było na tyle, jeżeli chodziło o genialny plan wpakowania się mu na ręce. Po tej akcji królewna trochę się uspokoiła. Przynajmniej aż do teraz.
— To jedyna droga — odparła Liv, stając obok milczącego Chikage i spoglądając w przepaść. W dole majaczyła błękitna wstęga rzeki, która aż się pieniła od rwącego nurtu. Ktokolwiek by tam spadł już byłby skończony. Jeżeli nieszczęśnika nie zabiłaby wysokość to zrobiłaby to rzeka. Tak silny prąd utopiłby nawet najlepszego pływaka. — Ruszajmy zanim wzejdzie wyżej słońce.
— Ja nie idę.
— Nie zostaniesz tu sama, a nie ma innej trasy.
— Nie wejdę na to wątpliwej konstrukcji coś!
— Liv, odpuść. Nic na siłę  — prychnął Kazama, mrużąc groźnie powieki. Nie zaszczycając królewny nawet spojrzeniem, powoli wkroczył na most całkowicie ignorując bujanie. — W końcu to jeszcze dzieciak. Może trzeba wziąć ją za rączkę — powiedział na głos w zamyśleniu, doskonale świadomy efektu. I cóż, zadziałało. Zanim zdążył się odsunąć, młoda przebiegła obok niego, zaraz zagradzając mu przejście. Spod potarganej wiatrem grzywki, łypały na Chikage  kipiące gniewem błękitne ślepia.
— Jak śmiesz nazywać mnie dzieciakiem! Po pierwsze mam już czternaście lat, a w tym wieku, kobiety w moim kraju, wychodzą już za mąż i rodzą dzieci! Po drugie, znacznie ważniejsze, jestem córką króla i zasługuję na szacunek!
— Jak słusznie zauważyłaś, na szacunek trzeba zasłużyć — wysyczał, bezceremonialnie ją wymijając. — I interesującą reklamę robisz tatusiowi. Córunia, która nie zna podstaw etykiety, taktu, o dobrym wychowaniu nie wspominając.
— Kazama… proszę cię…
— Ach, zapomniałbym o ogładzie. Ona też ci jest obca — dodał, nonszalancko poprawiając rękawy yukaty.
— Ty! Arogancki bucu!
— Piękne słownictwo, córko króla — rzucił sarkastycznie Kazama, oglądając się przez ramię. Przez chwilę podziwiał purpurową ze złości Rumi, a następnie uśmiechnął się zwycięsko gdy uciekła wzrokiem w bok.
Liv na tę wymianę zdań tylko westchnęła głośno, zmęczonym ruchem przecierając twarz. Doprawdy, ta dwójka była niemożliwa. O ile towarzysz nie zachowywał się w sposób nowy ani szczególny, to Rumi już tak. Kto by przypuszczał, że podniesie głos na swojego oblubieńca. Całe szczęście, że nie przeszli do rękoczynów. Chociaż tego czy królewna jednak nie zdecyduje się spoliczkować Chikage, nie była pewna. W końcu, pewnie w całym życiu, nikt jej tak nie obraził jak demon.

~oOo~

Itachi przymknął na moment powieki, ściskając palcami grzbiet nosa. Wciąż nie doszedł do siebie po nawale misji i nawet gorąca, długa kąpiel nie pomogła w rozluźnieniu napiętych mięśni. Wyczerpane ciało niemal błagało o odpoczynek, a on — ku ogromnej frustracji — nie potrafił zasnąć. Dostał jedną noc — przed nowymi zleceniami — na regenerację, a wciąż był na czuwaniu. Przed oczami ciągle majaczyły mu wspomnienia z wypełnionych zadań, uniemożliwiając kojący sen.
— Psyt, Łasic. Śpisz?
— Już nie — burknął w niezadowoleniu, zastanawiając się dlaczego kuzyn znajdował tak niedorzeczne pory na wizyty.
— To dobrze.
— Jak dla kogo — zauważył z irytacją Itachi, przykrywając oczy ramieniem i całkowicie ignorując przysiadającego obok Shisuiego. Jednak, było coś co go w sumie interesowało. — Nie powinieneś być na misji?
— Wolna noc przed kolejnym maratonem — rzucił wyjaśniająco, opadając na plecy. — Na szczęście, dzięki pomocy kapitana Yamato, sytuacja na południu kraju już jest opanowana. Dziś dotarł na miejsce i zaczęła się odbudowa miasta.
— No tak. Jego styl drewna jest bardzo przydatny.
— Owszem.
— Przyszedłeś tylko po to aby mi to zakomunikować?
— W zasadzie tak, ale mam coś jeszcze…
— No…
— Tęskniłem.
— Kretyn.
— Jesteś bez serca… a już miałem ci powiedzieć o tajemniczych zniknięciach demonów. Ale skoro tak mnie traktujesz…
— Mów co wiesz — syknął Itachi momentalnie rozbudzonym głosem. Wizja snu odeszła bezpowrotnie, gdy jak na zawołanie jego myśli powędrowały do odbywającej misję Liv. Co jeśli się znów w coś wpakuje?
— Spokojnie, Łasic — zaśmiał się Shisui, zerkając spod oka na kuzyna. — Twoja dziewczyna umie o siebie zadbać, a nawet jeśli… cóż, to jest gorsza wiadomość. Chikage już sprawdza ten trop i prawdopodobnie właśnie teraz ma baczenie na Senju. Przynajmniej tak donoszą moje źródła.
Itachi nic nie odpowiedział na dalszą część usłyszanych rewelacji, pogrążony w myślach. Cóż, wybitnie nie podobał mu się fakt, że Kazama towarzyszy Senju, ale z drugiej strony, nikt nie zapewni jej lepszej ochrony niż demon, kiedy on ma inne zobowiązania.
— Skąd masz te informacje?
— Spotkałem czcigodnego Jiraiye. Oczywiście jasno zaznaczył, że to mogą być zwykłe plotki.
— Rozumiem.

20 komentarzy:

  1. W końcu *.* Codziennie sprawdzam bloga i w końcu się doczekałam :D

    Liczyłam na jakieś wątki romantyczne, że wydarzy się coś więcej w sypialni Kazamy, a tu tylko masaż... Ale i tak rozdział cudny :D Czekam na kolejny. Weny i powodzenia ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no... Kazama nie lubi działać na łapu capu XD. To człowiek ze zmysłem taktycznym. Krok po kroku, a do celu :"D.

      Usuń
  2. Dlaczego radujesz nas tymi podarunkami tak rzadko? (oczywiście to sarkazm, wiem dlaczego... ;c)

    Mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie ułoży Kochana. Chciałabym także abyś miała więcej czasu na dopieszczenie nas ♥ Życzę weny, buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa oraz wsparcie. To dla mnie w tym gorącym czasie bardzo ważne <3.

      Usuń
  3. Super rozdzial. Liczę że w kolejnej części Itachi wyruszy do Liv.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesującą propozycja... tyle, że gdyby wyruszył to jasno i dobitnie pokazałby, że mu zależy, a nie wiadomo czy jest na to gotowy :"D

      Usuń
    2. Może dostanie rozkaz od hokage

      Usuń
    3. Na wszystko macie odpowiedź XD

      Usuń
  4. Dlaczego takie krótkie???????!!!!!!!!
    ogólnie dobre jak zawsze^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótkie? Kurna... już dawno nie opublikowałam tak długiego wpisu, a tu ciagle mało... Normalnie jak narkomani blogowi,ciągle na głodzie XD.

      Usuń
  5. uwielbiam to opowiadanie ale jak dla mnie za krótko.
    czekam z niecierpliwością na kolejny rozdzialik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli się pisze, chociaż teraz przyszedł czas na Puchatą. Mam nadzieję, że ona też zadowoli. Pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  6. Jeja!!! Nowy rozdzialik!
    Umieścic Liv ze świtą w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli, a Itachiego zostawić w jakiś zatęchłych ruinach?...podoba mi się ten pomysł. Do tego "Spopieli je widowiskowo"- stwierdzenie miesiąca, rozwaliło system 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mówi, raz na wozie, raz pod wozem. Uchiha nie może być wiecznie traktowany jak król XD. Niech i Liv ma coś z życia :"D. Chociaż przyznaję, Itachi zirytowany jest uroczy :"D

      Usuń
  7. Piszr z telefonu, wiec docen to poswiecenie (。>ㅅ<。)💦
    Zirytowany Itachi? A to nowosc xD Tego jeszcze nie bylo, ale przynajmniej jest ciekawie C: W sumie dobrze ze zniszczyl te technike z Wioski Wiru bo zachowanie jej nie byloby dobrym pomyslem ^^'' choc musze przyznac ze sam pomysl na nowa, super grozna technike to mialas przedni (`Δ´)! Uklony za to (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞
    Szczerze powiedziawszy to myslalam ze miedzy Liv i Kazama dojdzie do czegos wiecej w zrodlach... ale nie zawiedziesz mnie, prawda? Miedzy ta dwojka jeszcze cos sie stanie, prawda? W koncu to poswiecenie i bandaze Kazamy o czyms swiadcza i cos mu sie za to nalezy, prawda? PRAWDA?! XD
    Niesamowicie intryguje mnie sprawa znikajacych demonow i ciekawa jestem jak to rozwiniesz i wyjasnisz (*Ü*) Nie mam poki co nawet zadnej teorii spiskowej (nie no, dobra, cos tam niucham x''p), dlatego intryguje mnie ta zagadka jeszcze bardziej ⸜( ´ ꒳ ` )⸝♡
    Rozdzial jak zwykle cudowny (。•̀ᴗ-)و ̑̑✧ Nie moge juz doczekac sie nastepnego (´ ˘ `∗)

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, no i bym zapomniala. Jak dla mnie rozdzial wygral dzis Shisui i jego:
      - Czego chcesz?
      - TESKNILEM.
      Padlam, jak to przeczytalam xDDDDD

      Usuń
    2. Ależ ja doceniam :"D. Ja zawsze doceniam :D.
      No cóż, musi się coś dziać, prawda? W końcu to świat shinobi i niech będzie akcja! Co prawda niewielka, ale zawsze jakaś XD.
      Jeju... ależ łakniesz łóżkowych pieleszy... dejże Kazamie czas uwodzić Liv. Nie może przecież pchnąć ją na ścianę i... a właściwie, czemu nie? Uchiha mógł XD. Nie no, Kazama takie sprawy załatwia jak wilk, zapędzając zwierzynę w pułapkę :"D.
      Ach, znikanie demonów będzie wyjasnione. Wszystko w swoim czasie^^.
      Dziękuję Ci za komentarz. I POPIERAM ŻE SHISUI JEST GENIALNY XD. Taki, nieszablonowy :"D. Pozdrawiam cieplutko <3

      Usuń
  8. Hej, dodaje komentarz po długiej przerwie. Nie powiem trochę mi z tego powodu wstyd... Czytam to opowiadanie regularnie, często czytając je od początku. Za każdym razem gdy wchodzę na bloggera i widzę nowy rozdział, to mam banana na ustach przez cały dzień... Życzę weny, a nawet całą jej masę. Pozdrawiam Akuma Iri. :3
    PS. Już nie mogę się doczekać, jak Itachi rozpali ponownie ogień w Liv i czy w ogóle to zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm... co by tu powiedzieć, witaj córko marnotrawna^^.
    Mimo długiej nieobecności cieszę się, że znalazłaś chwilkę żeby skrobnąć choć parę słów. Do tego juz sam fakt, że jesteś na bieżąco z wydarzeniami Cię w pewien sposób usprawiedliwia. Tak więc wybaczam, ale oczekuję poprawy :>.
    Dziękuję za wenę, bardzo chętnie przyganiam. Ostatnio cierpię na jej deficyt. Buziaki <3.
    Ach, co do ognia... no cóż, w końcu Uchiha są znani ze swojego Katon, więc o ile nie spopieli biednej Senju to będzie okej^^.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej kiedy następna notka bo już doczekać się nie mogę, chyba popadam w naug przez twoje opowiadanie

    OdpowiedzUsuń