14.11.2016

LI BLASKI I CIENIE

Ta dam! Oto nowy, jeszcze gorący wpis. Mam nadzieję, że się cieszycie :D. Wymieszałam w tym rozdziale kilka perspektyw i ciekawa jestem jak Wam się to spodoba. Mnie pisało się całkiem nieźle.
Druga sprawa… musicie się uzbroić w cierpliwość. Mało że mam bardzo mało czasu na pisanie, to jeszcze problemy rodzinne wyprowadzają mnie z odpowiedniego rytmu. Wena pojawia się i znika, ale nawał spraw nie pozwala mi jej odpowiednio wykorzystać.
Bardzo proszę Was o wsparcie i wyrozumiałość. Dobra, już nie smęcę i zapraszam na rozdział. Pozdrawiam cieplutko i czekam na opinię.
Ach, niebetowane :/.


Liv z rozdrażnieniem potarła mrowiące powieki, odznaczając kolejny punkt na feralnej liście. Na szczęście ostatni. Zadania były tak beznadziejne, że nawet nie miała siły ich komentować. Znalezienie zaginionego kota, posprzątanie ogrodu czy śledzenie niewiernego kochanka to tylko niektóre, które musiała wykonać. I nawet fakt, że Uchiha dostał zapewne równie obciachowe zlecenia nie osładzał jej wysiłków.
Chociaż tyle, że dzięki technice teleportacji nie musiała biegać od kraju do kraju. Tak, teraz siedziała pod jakimś wielkim liściem niedaleko Wioski Trawy i żyła nadzieją, że nie przylezie równie gigantyczny robal. To dopiero byłoby traumatyczne przeżycie.
W każdym razie do tych regionów nie miała zastrzeżeń. Nie było tu zbyt mokro jak w Ame czy zbyt gorąco i piaszczyście jak w Sunie. Można powiedzieć, że panował tu klimat zbliżony do tego w Konoha, czyli umiarkowany. No może poza tym, że człowiek czuł się tu jak liliput. Flora tak się rozszalała, że urosła do niebotycznych rozmiarów. Kwiaty, drzewa, wszystko tu było ogromne i przytłaczające.
Wzdychając cierpiętniczo zerknęła na niebo. Na całe szczęście uporała się już z tymi najbardziej żenującymi zadaniami i teraz przyszedł czas na te z wyższej półki. Z konsternacją przysiadła pod drzewem, wyciągając kolejny zwój. Niedbałym ruchem ręki wygrzebała z kieszeni proteinowe kulki, podczas zgłębiania tekstu. Pogryzając je, uśmiechnęła się pod nosem. Tak, ta misja prezentowała się ciekawiej.

~oOo~

            Tsunade aż podskoczyła, wyczuwając za plecami czyjąś obecność. Właśnie próbowała — dyskretnie — upić choć mały łyk, schowanej na czarną godzinę sake, gdy ktoś bezczelnie wtargnął do gabinetu, nawet nie czekając na pozwolenie. Cóż, chyba miała do czynienia z potencjalnym samobójcą, skoro zjawiał się bez zapowiedzi, pomyślała z nieskrywaną niechęcią. Siląc się na spokój, jakby nigdy nic schowała butelkę do rękawa i odwróciła się do intruza. Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła czekającą Senju.
To jak dziewczyna się prezentowała, wprawiło kobietę w nieme osłupienie. Aż musiała zamrugać intensywnie, żeby się upewnić czy to aby nie złudzenie optyczne. Ale nie, jednak wzrok nie płatał Tsunade figla. Cała uwalana w błocie, potargana i podrapana Liv, nie wyglądała kwitnąco.
            — Okej, sytuacja przedstawia się następująco — rzuciła dziewczyna znudzonym głosem, odgarniając do tyłu grzywkę. Nie siliła się na żadne wstępy, zbyt wyczerpana nawałem zleceń. — Znalazłam zgubę, ale potrzebujemy podstępu aby doprowadzić ją na miejsce spotkania.
            — Zaraz, po kolei… — Tsunade aż przysiadła na fotelu, usiłując odgadnąć o którym zadaniu była mowa. W końcu ona i Uchiha dostali po tuzinie, a więc miała w czym wybierać. Dopiero błysk bogato zdobionego zwoju w ręce kunoichi, odświeżył jej pamięć. — Ach, księżniczka, Rumi.
            Hokage co nieco słyszała o córce króla Krainy Lawy. O ile mężczyzna należał do najcieplejszych i najbardziej życzliwych ludzi jakich spotkała to jego córka już niekoniecznie. Czternastolatka była apodyktyczna, uparta, a do tego nie znająca takiego pojęcia jak takt. Ogółem, nie budziła w człowieku sympatii. Ba, przy niej prawie każdy przejawiał mordercze zapędy, ale nikt nie przyznawał się do tego głośno.
            — No właśnie, księżniczka — burknęła Liv, obrażonym tonem łypiąc spode łba na przełożoną. — Mam nadzieję, że to jedynie zbieg okoliczności, że jakimś cudem w moich zadaniach zawsze muszą się przewijać ludzie z wyższych sfer. I o ile do córki Władcy Kraju Ognia nic nie miałam, to ta dziewczyna jest tak… arogancka, że aż w człowieku się gotuje. W każdym razie, zanim przejdziemy do konkretów… Uchiha już wrócił?
            — Nie, jesteś pierwsza.
            — Cudownie — ziewnęła Senju, a Tsunade nie umknęło, że ta wiadomość odrobinę poprawiła jej humor. — Potrzebuję wsparcia.
            — Nie możesz sobie poradzić z jedną zbuntowaną nastolatką?
            — Hokage doskonale wie, że w tym cholernym zleceniu jest kruczek zabraniający użycia przymusu bezpośredniego. Mam związane ręce…
            — Czego potrzebujesz?
            — Nie czego, a kogo… potrzebny mi Shisui Uchiha.
            — Przecież genjutsu też odpada…
            — Owszem, ale nie urok osobisty Uchihów. Za tym przeklętym klanem, głupie baby pójdą w ogień.
            — Plan dobry, ale niestety… wszyscy spełniający kryteria Uchiha są w terenie. Musisz poradzić sobie sama…
           
~oOo~

            Liv z grobową miną patrzyła na siedzącą po drugiej stronie ogniska blondynkę, dumając jak nakłonić ją do powrotu do domu. Najprostszym rozwiązaniem byłoby przeniesienie za pomocą Boga Piorunów. Zanim dziewczyna by się zorientowała o co chodzi, już stałaby przed obliczem ojca, a ona miałaby spokój bo zadanie zostałoby wykonane. Jednak nie, bo co to za misja która jest tak prosta. Bez komplikacji nie ma zabawy. Zleceniodawca nakazał traktować swoją niepokorną córunię niczym kruchy kwiat i zamiast siły, użyć argumentów słownych. Przetłumaczyć smarkuli, że ucieczką niczego nie rozwiąże. Tyle że do tego powinni przydzielić jakiegoś psychologa, a nie żołnierza.
            Siląc się na opanowanie podparła się na dłoni, śledząc wzrokiem jak palcami rozczesuje długie pasma włosów przeglądając się w niewielkim lusterku. Tak, Liv przebywała z tą szlachcianką dopiero kilka godzin, a już zdążyła sobie wyrobić o niej pełne zdanie. Próżna, arogancka, zbyt pewna siebie, bezczelna, a do tego pyskata. Tak w telegraficznym skrócie wyglądała charakterystyka smarkuli.
            — Jestem głodna, ugotuj coś — rozkazała, unosząc dumnie podbródek i przykrywając się szczelniej grubym śpiworem.
Cóż, trzeba przyznać, że się przygotowała na koczowanie w dziczy. Przynajmniej jeżeli chodzi o wygodny odpoczynek, bo z pożywieniem, a raczej jego zdobywaniem już niekoniecznie. Chociaż, patrząc na rozmiary bagażu to może zabrała ze sobą jakieś konserwy. Tego Liv nie potrafiła stwierdzić, bo nie miała okazji zrobić rewizji.
W każdym razie teraz siedziały w jaskini, ukryte przed siąpiącym delikatnie deszczem. I o ile Senju uważała, że porządne przemoknięcie być może nakłoniłoby dziewczynę do powrotu do domu to nie mogła pozwolić aby zostały na noc bez schronienia. Zapewne tatuś niezbyt by się ucieszył na wieść o przeziębieniu ukochanej latorośli
            — Nie umiem gotować — wymamrotała Senju, przeklinając los, że nie może wziąć tej małej głodem. Dlatego chcąc nie chcąc, a bardziej nie chcąc, rzuciła jej sakiewkę z kulkami proteinowymi. Pożywienie mało smaczne, ale skutecznie zapychające żołądek.
            — Nie będę tego jadła.
            — Wolna wola — parsknęła Liv, chwytając odrzucony poczęstunek.
            — Idź coś upolować. — Rumi przekrzywiła głowę, przymykając powieki i spoglądając na kunoichi spod ciemnych, rzęs. — Nie jestem jaroszem, lubię mięso. Chcę dziś zjeść dziczyznę.
            — W tych lasach nie ma zwierzyny — prychnęła Senju, uśmiechając się złośliwie. Doprawdy, ta mała usiłowała z niej zrobić swojego sługusa. Dobre.
            — Nic mnie to nie obchodzi.
            — Wiesz, chyba powinnam ci coś wyjaśnić… — Liv zmierzyła podopieczną od góry do dołu, a następnie podniosła się na równe nogi. — Moim zadaniem jest utrzymać cię przy życiu. Nic ponad to. Tak więc te swoje życzenia możesz zachować dla siebie, bo ja ich nie zamierzam spełniać.
            — Gdy mój ojciec się o tym dowie…
            — To co? Przecież z własnej, nieprzymuszonej woli uciekłaś z domu, gdzie nadskakiwano ci na każdym kroku. Wybrałaś ciemny, nieprzyjazny las, zamiast ciepłego pokoju ze wszystkimi wygodami na jakie zasługuje osoba o twoim statusie.
            — Ty nic nie rozumiesz.
            — Ta, pewnie nie tylko ja, ale cały świat… — rzuciła z sarkazmem Liv, naprawdę żałując, że to w jej stosie znalazł się ten cholerny zwój. Itachi załatwiłby to raz dwa i nie dlatego że był geniuszem. Genetyka zrobiłaby za niego wszystko. Łypnąłby tym swoim czarnym okiem i już, dziewczyna poszłaby za nim w ogień.
A może by tak użyć Henge i podszyć się pod któregoś z Uchiha? Nie, to zły pomysł. Co z tego, że zmieni wygląd jak nie umie czarować takich damulek… Beznadziejny impas! Nic tylko rwać włosy z głowy.
            — Traktują mnie tam jak małą dziewczynkę!
            — A nie jesteś nią? — Liv uniosła pytająco brwi, dorzucając kilka gałęzi do ognia. — Udowodniłaś, że mają rację uważając cię za rozkapryszonego dzieciaka. Kto normalny pryska z domu, bo ojciec chce na nowo się ożenić? Ile lat żył w samotności?
Dzięki dokumentom zadania, Senju znała dokładnie sytuację rodziny królewny. Matka zmarła zaraz przy porodzie tej małej, a ojciec w pełni poświęcił się jej wychowaniu. Zrezygnował z własnego życia, rozpieszczając córkę od najmłodszych lat, starając się za wszelką cenę wynagrodzić brak jednego rodzica. Nigdy nie myślał o sobie aż do teraz. I smarkula zamiast się cieszyć, że tatuś będzie wreszcie szczęśliwy, uznała, że nadszedł kres jej władzy.
— Dałaś mu w ogóle dojść do słowa? Na pewno nie, bo ty nie umiesz rozmawiać. Jesteś uparta i apodyktyczna, a do tego urodzona egoistka. Ma być zgodnie z twoją wolą, albo wcale.
            — Jak śmiesz?!
            — Mówię tylko prawdę.
            — Nie znasz, nie oceniaj.
            — I to jest ta twoja dorosłość — stwierdziła z politowaniem Senju, za nic mając gromy sypiące się oczu dziewczyny.
            — Do diabła, on chce się ożenić z moją guwernantką!
            — I w czym tkwi tu problem? To zła kobieta?
            — Nie, ale…
            — Źle cię traktowała?
            — Nie! Była dla mnie jak matka! Ale uważam…
            — Za krótko ją zna?
            — Jest z nami odkąd pamiętam, ale…
            — I tymi krótkimi pytaniami doszliśmy do jednego, słusznego wniosku. Buntujesz się, bo ojciec nie zapytał cię w tej kwestii o zdanie. Nie dasz mu błogosławieństwa, bo…
            — Jeśli oni się zejdą, to zapomną o mnie!
            Och, czyli nie będzie już pępkiem świata. Czyli to tak bardzo bolało tę małą, stwierdziła w myślach Liv mrużąc powieki.
            — A nie pomyślałaś, że oni byli już razem zanim ci powiedzieli? W sensie, skoro ta kobieta jest tyle lat przy tobie to już coś było na rzeczy? I co? Odczułaś jakiś brak? Jakąś zmianę w relacjach? Po twojej bezbłędnie zdumionej minie, wnioskuję, że nie. — Liv otrzepała dłonie z resztek kory i ruszyła bez słowa w stronę wyjścia z jaskini. Musiała ochłonąć.
            — A ty gdzie?!
            — Idę po wodę — prychnęła z niechęcią, zerkając na dziewczynę przez ramię. Czy jej się wydawało, czy usłyszała w głosie królewny panikę? Tak, na krótką chwilę na twarzy widziała u niej strach, który bardzo szybko przeszedł w ulgę gdy dowiedziała się, że nie odchodzi na długo. Rumi wyraźnie uspokojona po tej informacji zagrzebała się głębiej w śpiworze, przymykając powieki. — Zaraz wrócę.
            Nie oglądając się za siebie, nieśpiesznie wyszła na deszcz. Z rozpoznania terenu wiedziała, że kilometr dalej jest niewielkie źródełko zasilane górską wodą i tam skierowała swoje kroki. Nie bała się zostawić dziewczyny samej. Już wcześniej przeczesała całą okolicę w poszukiwaniu intruzów, ale nie znalazła żywego ducha. Były same w tej głuszy, skazane na siebie.
            Mrużąc powieki przed lecącą z nieba mżawką, dotknęła mijanej skały. Przesunęła palcami po płytkich żłobieniach dumając co mogą znaczyć. Z tego co zauważyła w tych regionach bardzo wiele z nich miało wyryte nieznane symbole. Dziwne kręgi, zawijasy… Znalezienie kamienia bez znaków wręcz graniczyło z cudem. Cóż, najwyraźniej to było normą dla tej krainy jak to, że w Kiri cały czas występowała mgła. Może to jakiś rodzaj wiatru nawiedzający te tereny tak żłobi skały.
            Tknięta nagłym przeczuciem, wpuściła trochę czakry w dotykaną powierzchnie czekając na rezultat. Nie, Liv nie miała konkretnych pomysłów jaki to niby mogło przynieść efekt, ale… cóż, chciała spróbować. Może coś się stanie? Ożyją, albo coś w ten deseń… Rozbawiona tym wnioskiem uśmiechnęła się pod nosem. Chyba zaczyna wariować skoro takie nonsensy przychodziły jej do głowy.
            W każdym razie tak jak przypuszczała, eksperyment nie przyniósł żadnych rezultatów. Nic się nie stało, nic się nie wydarzyło. Wzruszając obojętnie ramionami, ponowiła chód. W końcu nie powinna się włóczyć bez końca po tym borze.

~oOo~

Liv z rozdrażnieniem potarła mrowiący kark od spania w niewygodnej pozycji. Nie lubiła koczować w takich warunkach. Wilgoć, przeciągi, a do tego zimno ciągnące od skał skutecznie zepsuły jej humor już na samym starcie dnia. Owszem, czasem misje zmuszały do noclegu w takich prymitywnych warunkach, ale dzięki odpowiedniemu zaplanowaniu trasy można było tego uniknąć albo zredukować do minimum. W końcu praktycznie przy każdej drodze znajdował się jakiś większy lub mniejszy zajazd.
Przeklinając pod nosem, zmrużyła powieki i zerknęła na wciąż śpiącą księżniczkę. Ta jakby nigdy nic, spała w najlepsze zagrzebana głęboko w śpiworze w ogóle nieświadoma ile kłopotu przysparza innym.
Ojciec i guwernantka zapewne odchodzą od zmysłów, zamartwiając się o smarkulę. Kobieta pewnie się obwinia o całą sytuację płacząc po nocach, podczas gdy król usiłuje znaleźć właściwe rozwiązanie tego konfliktu. Liv nie byłaby zaskoczona gdyby przez wybryk młodej, dumali nad zrezygnowaniem ze swojego szczęścia.
Trzecią niezbyt zadowoloną osobą z takiego obrotu sprawy była oczywiście Senju. To jej przypadła zaszczytna rola opiekunki tej rozkapryszonej pannicy i mogła się założyć o każdą kwotę, że jak tylko młoda otworzy oczy to bez zbędnych ceregieli — czyli uprzejmego dzień dobry — rzuci rozkazem. Będzie to żądanie wystawnego śniadania. Dziczyzna, owoce morza albo w przypływie rozsądku jajecznica, ale, ale… żeby nie było zbyt prosto to z przepiórczych jaj. W końcu szlachetne podniebienie zobowiązuje.
Patrząc na zarumienioną twarz dziewczyny, westchnęła cierpiętniczo, w myślach złorzecząc Itachiemu. Bo na pewno Tsunade również została omotana przez tego szarlatana. I dlatego nie przydzieliła mu tej kłopotliwej misji! Piąta nie chciała nadwyrężać lokalnego amanta albo boi się jego gniewu. Że Uchiha poczuje się urażony, gdy zostanie wysłany na taką wyprawę. Że to niegodne członka tak wspaniałego klanu.
Tak, Liv wiedziała, że odrobinę dramatyzuje — no dobra, bardzo się zagalopowała — w tych oskarżeniach przełożonej, ale wyłącznie te myśli powstrzymywały ją od rzucenia wszystkiego w diabły.  W końcu sam pomysł, że czcigodna Tsunade może się kogokolwiek bać był nonsensem.
— Dlaczego jedzenie jeszcze nie gotowe? — Nosowy głos wyrwał kunoichi z rozmyślań, podczas gdy błękitne oczy łypały na Senju oskarżycielsko, spod potarganej grzywki. — Nawet ogień się nie pali!
— Nie pilnowałaś to zgasł — stwierdziła Liv, za nic mając humorki podopiecznej. Jeżeli ktokolwiek sadził, że będzie się cackała z Rumi to srogo się przeliczył.
— Jak miałam pilnować skoro spałam?!
— Wystarczyło czuwać w nocy.
Rumi przez chwilę analizowała usłyszane informacje, po czym krzywiąc się z niezadowolenia usiadła prosto. Przyglądając się królewnie, Liv mimowolnie parsknęła pod nosem. Nastolatka wyglądała jak słupek soli i zapewne właśnie zastanawiała się jak odparować zarzut.
— To twoja rola. Zostałaś wynajęta aby zapewnić mi bezpieczeństwo — wytknęła, krzyżując ramiona na piersi i wbijając w Liv bazyliszkowaty wzrok.
— Owszem. I zadanie jak na razie wypełniam bez zarzutu. Nic cię nie zjadło w nocy — zauważyła Senju, uśmiechając się złośliwie i dla świętego spokoju jednak rozpalając ponownie ogień. Nie, nie dla księżniczki, ale dla siebie. Po pierwsze miała ochotę na kawę, a po drugie słuchanie ciągłych marudzeń było ponad jej siły. A tak, istniało prawdopodobieństwo, że smarkula się zamknie.

~oOo~

            Kazama z roztargnieniem odgarnął do tyłu włosy, zagapiając się na powoli jaśniejące niebo. Chłodne, wilgotne powietrze zwiastowało nadchodzący świt, a on wciąż nie wiedział czy zasłyszane plotki są prawdziwe. Owszem, faktycznie kilka demonów podróżujących po tych terenach zniknęło, ale nikt nie znalazł trupów, a czarny rynek w magiczny sposób nie zapełnił się fiolkami z demoniczną krwią. Czyli niekoniecznie stała im się krzywda. Może postanowili żyć samotnie z dala od innych? Albo założyli rodziny z ludźmi — tak, wyjątkowo naciągana teoria, żeby nie powiedzieć, że idiotyczna z punktu widzenia Kazamy — i wyrzekli się swojej prawdziwej natury. Cuda się zdarzają.
            Chikage zmarszczył brwi, w niezadowoleniu. Sam fakt, że szlaja się po jakiejś głuszy nie napawał entuzjazmem, ale tylko to pozwoliło mu odciąć się na dłużej od tej bandy idiotów, potocznie nazywanej poddanymi. Pogardzał nimi za niewiarygodne tchórzostwo. Czuł, że nie są zadowoleni, że to on jest liderem, ale kiedy dał im szansę walki o władzę podkulili ogony. Tym stracili tę resztkę szacunku jakim ich darzył. Dlatego też ponieśli surową karę. Aż się uśmiechnął na myśl o tej panice, której był świadkiem. Uciekali jak szczury z tonącego okrętu, chowając się przed jego gniewem. Tak, za tę odrobinę rozrywki ich nie zabił, a w sumie powinien bo to jedyny skuteczny sposób na buntowników.
            W każdym razie, skoro już odbębnił obowiązki, to teraz nadeszła odpowiednia pora na przyjemniejszą stronę tej wycieczki. Równocześnie z tą myślą, bezszelestnie zniknął udając się w inny rejon świata.

~oOo~

Itachi z pewną dozą niepokoju spojrzał na starą, zaniedbaną twierdzę. Łuszczące się ściany, potłuczone i powyłamywane okna nie prezentowały się zachęcająco, a już z pewnością nie zachęcały do wkroczenia do środka. A na pewno odpychał widok zdezelowanego dachu, którego wątpliwa konstrukcja trzeszczała złowieszczo przy każdym, nawet najmniejszym podmuchu wiatru.
            Uchiha znajdował się w zniszczonej oraz opuszczonej wiosce Wiru, nieopodal Konohy. Jego zadanie polegało na odnalezieniu zwojów pieczętowania, zanim wpadną w niepowołane ręce oraz przekazanie ich Hokage. Co ciekawe, gdyby nie notatki Danzo nie wiedzieliby nawet o ich istnieniu, sądząc że wszystko zostało rozgrabione. Owszem, mieszkańcy tych regionów byli znani z potężnych technik pieczętujących, ale nikt nie przypuszczał, że zostały one spisane, a do tego przetrwały najazd wroga. Dziwnym trafem obywatele tej osady lubowali się w przekazywaniu wiedzy ustnie, zamiast ją spisywać dla przyszłych pokoleń, ale Konoha i tak należała do jednej z najbardziej uprzywilejowanych wiosek w tym temacie. W końcu żony Pierwszego oraz Czwartego Hokage pochodziły z tych regionów i szczodrze podzieliły się swoimi umiejętnościami.
Itachi westchnął ciężko, przechodząc nad potłuczoną kamienną płytą i odgarnął na bok pajęczynę, wkraczając do środka. Bez entuzjazmu szedł ciemnym korytarzem, dumając jakie zadania tkwiły w kupce przeznaczonej dla Senju. Sądząc po reakcji pewnie równie ciekawe jak jego, pomyślał z sarkazmem. Do tej pory pamiętał to niedowierzanie malujące się w zielonych oczach po odczytaniu zadań. Liv wyglądała tak jakby ktoś kazał jej zjeść bryłkę węgla i jeszcze zapewniać, że to najsmaczniejsza rzecz jaką miała w ustach.
Obstawiał, że zapewne została wysłana w dalekie regiony świata w związku z tym, że posługiwała się biegle Bogiem Piorunów. On krążył wokół osady, a ona zwiedzała dalekie kraje. Nie, nie czuł z tego powodu zazdrości. Takie rozwiązanie należało do najrozsądniejszych zwłaszcza, że liczyła się każda minuta. Z leniwą, kocią gracją odskoczył w bok, unikając uderzenia nagle oberwanym sufitem. Tak, jedynym plusem jaki znalazł było to, że ta misja zajmowała ostatnią pozycję na jego liście. Na całe szczęście, bo już miał dość. Tak uwłaczających dumie zadań jeszcze nie wykonywał i tłumaczenie sobie, że to sytuacja przejściowa, siła wyższa i tak dalej, nie pomagało w wyciszeniu ogarniającej go irytacji.
Szczytem wszystkiego okazało się piąte zlecenie. I o ile znakowanie oraz szczepienie bydła nie należało do najbardziej hańbiących czynności to sprzątanie obory już tak. W takim syfie jeszcze się w życiu nie babrał, do tego, jakby tego było mało, to odnosił wrażenie, że panujący w tamtym przybytku smród wniknął w jego skórę na stałe.
Zaciskając mocno zęby niespodziewanie się zatrzymał, dostrzegając coś ciekawego. Bez zastanowienia przykucnął bezszelestnie, przyglądając się uważnie prawie niezauważalnej szczelinie w posadzce. Po pobieżnych oględzinach, zdmuchnął zalegający kurz i oczom Itachiego ukazała się masywna kamienna klapa, aczkolwiek bez uchwytu. Już chciał temu zaradzić podważając wieko ostrzem broni, gdy dostrzegł maleńką pieczęć w prawym dolnym rogu płyty.
— Interesujące — mruknął sam do siebie, chowając broń i opuszkami palców dotykając znaku. Kształtem przypominał mu jakieś zwierzę, jednak żłobienia znacznie się spłyciły wraz z upływem lat, niemal uniemożliwiając odgadnięcie co to za stworzenie. Mógł jedynie strzelać, że być może chodziło o królika bo to coś miało długie, sterczące uszy.
W każdym razie, biorąc pod uwagę umiejętności mieszkańców, powinien zachować ostrożność. W końcu nie chciał wypuszczać jakiegoś zapieczętowanego potwora.

~oOo~

            Kazama niczym duch pojawił się przed siedzącą pod drzewem Liv. Dziewczynie nawet nie drgnęła brew na jego widok, gdy opierała się o pień patrząc na niego spod przymkniętych powiek. Wyglądała na wyjątkowo znudzoną, kiedy tak bawiła się trzymanym w dłoni kunai co trochę nim obracając.
            Bez słowa obrzucił ją oceniającym spojrzeniem, łatwo dostrzegając ślady zmęczenia. Cienie pod oczami mocno odznaczały się na bladej cerze Senju, jasno sugerując, że ma spore zaległości w śnie.
            — Zabłądziłeś?
            Mimowolnie się uśmiechnął słysząc w głosie jawne rozdrażnienie. Chyba nie była zadowolona z wizyty zwłaszcza, że nie umknęło uwadze Kazamy jak nerwowo zerknęła przez ramię na taplającą się w jeziorze nastolatkę. Czyżby się wstydziła misji jaką wykonywała? Chikage wystarczyła krótka analiza faktów aby zrozumieć jaką rolę pełniła Senju… została zdegradowana do niańki.
            — Niekoniecznie — odpowiedział na wcześniej zadane pytanie, unosząc twarz do słońca i rozkoszując się tym jak ogrzewało mu skórę. Te tereny należały do zdecydowanie cieplejszych niż te które zwiedził ostatnio. Była to miła odmiana. — Długo będziesz zabawiać tego bachora?
            — Do czasu aż zmądrzeje — wymamrotała niechętnie, teraz dla odmiany strugając ostrzem znalezioną gałąź. Liv doskwierała nuda, ale nie wyszukiwała na siłę zajęcia pochłonięta nadzieją, że królewna zatęskni za wystawnym życiem i postanowi wrócić do domu.
Kazama zmarszczył nos w zamyśleniu. Dziewczyna musiała dać Senju mocno w kość, skoro nie stosowała żadnych uników a powiedziała wprost co sądzi o całej sytuacji. Dumając nad tym faktem, popatrzył na jej podopieczną. Teraz zajmowała się wylegiwaniem na trawie, w pełni oddając się kąpieli słonecznej.
— Czyli niezbyt prędko wrócisz do domu — podsumował, leniwie odgarniając do tyłu włosy. Cóż, skoro tak się sprawy miały nic tu po nim. Najwyższa pora wracać, bo jakoś nie przejawiał ochoty na towarzyszenie Liv podczas zabawiania tej małej. Tak, zdecydowanie jeszcze nie zwariował.
— Mam gościa?!
Aż się skrzywił malowniczo na dźwięk jaki wydała z siebie zmora Senju. Siląc się na spokój zerknął na Liv oczekując wyjaśnień, ale ta tylko wzruszyła ramionami nie przestając ciosać kołka. Robiła to z takim zaangażowaniem jakby od tego kawałka drewna zależały losy świata, albo przynajmniej kraju.
Wzdychając cierpiętniczo skupił się na młodej i z konsternacją zauważył, że wlepiła w niego wielkie niebieskie ślepia, zupełnie jakby zobaczyła ducha, a później błyskawicznie narzuciła na kostium sukienkę już drepcząc w ich stronę.
— Witaj, nie uprzedzono mnie, że ktoś złoży mi wizytę — przywitała się kurtuazyjnie, jednocześnie mrożąc wzrokiem wciąż milczącą Senju. Następnie uśmiechnęła się kokieteryjnie, spoglądając na Kazame spod wachlarza długich rzęs. — Jestem Rumi, córka króla Krainy Lawy.
— Fascynujące — mruknął z niechęcią Chikage, w końcu nie wytrzymując oraz wyrywając Liv z rąk jej dzieło. To milczenie dziwnie nie pasowało do kunoichi i nie zamierzał tego tolerować.
— Ej, jeszcze nie skończyłam!
— Jak dla mnie już wykona swoją robotę — prychnął, muskając opuszkiem ostry czubek i z niemym zainteresowaniem skupił się na klatce piersiowej podopiecznej Liv. Tak, mógłby uwolnić Senju od tej ignorantki raz na zawsze. Jeden ruch ręką, a problem zniknie. Zakończy ten nic niewarty człowieczy żywot.
— Ani się waż. Konoha nie potrzebuje do szczęścia wojny — syknęła, w lot rozumiejąc intencje Kazamy. Trzeba byłoby być ślepym żeby nie zauważyć pogardy z jaką patrzył na Rumi.
— Nie dramatyzujmy. Jeden nieszczęśliwy wypadek nie sprowokuje konfliktu zbrojnego — zbagatelizował, ważąc w dłoni zrobioną broń.
— Nie zamierzam sprawdzać, więc daruj sobie — stanowczo ucięła tę jałową dyskusję, dopiero teraz z zaciekawieniem przyglądając się tkwiącej w bezruchu dziewczynie. Rumi nie odrywała oczu od Kazamy, a co bardziej interesujące milczała.
— Jak uważasz — odpuścił z niechęcią Chikage, wręczając Liv kołek i powoli odchodząc w stronę najbliższej osady. Cóż, skoro Senju jeszcze wykonywała zlecone zadanie to nic nie stało na przeszkodzie aby się trochę odprężył. On też zasługiwał na odrobinę luksusu i zamierzał go sobie zapewnić. Słyszał, że w tych okolicach znajdują się popularne na cały świat gorące źródła z bogactwem drogocennych minerałów. Nigdy z nich nie korzystał i szkoda by było zmarnować taką okazję. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
— Kazama, czekaj.
Zaintrygowany obejrzał się przez ramię dostrzegając biegnąca za nim Liv. Jej oczy podejrzanie błyszczały, a na twarzy malowała się aż oślepiająca nadzieja, która tylko wzmogła czujność demona. Tak, Senju coś knuła i najwyraźniej planowała wciągnąć w to pobratymca.
— Tak bardzo nie chcesz się ze mną rozstać? — zakpił, krzyżując ręce na piersi i unosząc brew.
— Na pewno jesteś lepszym towarzyszem niż ta szlachcianka, ale ja nie o tym… — zaczęła, nerwowym ruchem przeczesując włosy i zerkając na obserwującą ich z pewnej odległości Rumi. — Potrzebuję przysługi.
— Tego już domyśliłem się sam.
— Widzisz… moja misja polega na tym, że mam tę małą oddelegować bezpiecznie do domu, ale bez użycia siły. I śmiem przypuszczać, że kluczem do sukcesu jesteś właśnie ty — wyjaśniła, wygładzając mu przód jukaty.
— Z niecierpliwością czekam na puentę tej jakże interesującej historii. — Kazama ziewnął demonstracyjnie, spoglądając w bok. Cóż, nie należał do głupców. Doskonale wiedział, że właśnie usiłowano nim manipulować, ale postanowił cierpliwie wytrwać.
— Dotrzymaj nam towarzystwa. Dziewczyna wyraźnie jest tobą zauroczona, więc może… może właśnie ty przekonasz ją do powrotu.
— Chyba sobie ze mnie kpisz — prychnął z niedowierzaniem, robiąc krok w tył i uważnie lustrując wzrokiem twarz Liv. Przecież wiedziała, że każdy człowiek nie warty był dla niego nawet funta kłaków, a ona prosiła aby spróbował wpłynąć na zbuntowaną małolatę. Niedorzeczność.
— Proszę…
— Nie.
— Ale… posłuchaj…
— Kategoryczne, nie.
— Masz rację, proszenie cię o negocjacje z nią było głupotą, ale wystarczyłoby że będziesz z nami podróżował. Nie musiałbyś nic robić, a jedynie być — wyszeptała gorączkowo, łapiąc go za nadgarstek. — Tak zaplanuję trasę, że najdalej za parę dni wylądujemy prosto w pałacu jej ojca. A jeżeli szczęście będzie nam sprzyjać to może nawet jutro wieczorem.
Kazama przez dłuższą chwilę analizował przedstawioną ofertę, patrząc na czekającą w napięciu Senju. Cóż, ostatnim na co miał ochotę to spędzać czas w towarzystwie człowieka, ale przychylenie się do prośby Liv dawało pewne przywileje jakie warto było rozważyć.
— W porządku — ustąpił z niechęcią, gdy korzyści znacząco przeważyły szalę. Jednak gdy tylko zwycięski uśmiech rozświetlił usta towarzyszki, błyskawicznie ujął ją za podbródek unosząc nieco do góry. — Ale nie ma nic za darmo. Nie w tym wypadku.
— Rozumiem. Czego oczekujesz?
— Na początku, wymiany krwi. Bez limitów. Reszty dowiesz się w swoim czasie.
— Okej.
— Ach, i dla jasności… nie zamierzam zabawiać tej małej. — Kazama już na początku postanowił pozbawić złudzeń Liv, żeby później nie było niedomówień. Już i tak wykazał się wyjątkowym poświęceniem zgadzając się na tolerowanie obecności człowieka.
— Nawet nie brałam tego pod uwagę.
— I dobrze. Poza tym, dziś zaplanowałem wizytę w gorących źródłach, a skoro mamy trzymać się razem radzę wam się pakować. Nie mam zwyczaju czekać.

~oOo~

Itachi wyprostował się z kucek, czujnym spojrzeniem omiatając owalne pomieszczenie. Co ciekawe, tyle co wylądował po skoku, znajdujące się w komnacie pochodnie zapłonęły, całkowicie rozpraszając mrok. Cóż, nie miał nic przeciwko takim ułatwieniom.
Pierwszym co zwróciło jego uwagę to regały na książki i zwoje. Teraz stały prawie puste, ale zajmowały całą powierzchnię ścian. Nie musiał być geniuszem, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Właśnie znalazł się w tajemnej bibliotece Wioski Wiru i najwyraźniej mieszkańcy zadbali żeby ich wiedza przepadła na zawsze. Dlaczego od razu posądził obywateli o opróżnienie pomieszczenia? Ponieważ gdyby to była robota włamywaczy to nie obyłoby się bez zniszczeń, a tu żadnych nie znalazł. Co zastanawiające nie doszukał się nawet kłębka kurzu, o pajęczynach nie wspominając. Kamienna posadzka z kolorowej mozaiki błyszczała w świetle płomieni, jakby dopiero co została wyfroterowana, a ze stojącego w centralnej części biurka mógłby jeść prosto z blatu.
Dumając nad tymi anomaliami, ze zmarszczonymi brwiami podszedł do trzech zwojów, jedynych jakie dostrzegł w pomieszczeniu. Różniły się wielkością, barwą i zdobieniami. Najbardziej masywny był biały ze złotymi rzeźbieniami. Wyglądał jak misterne dzieło sztuki.
Drugi i trzeci nie zwracały uwagi. Zgniła zieleń oraz wyblakły brąz opakowań niemal odpychał, co automatycznie wzbudziło zainteresowanie Uchihy. Zazwyczaj to co na pierwszy rzut oka odrzucało skrywało największą wartość.
Kierując się tą myślą, sięgnął po jeden z nich i właśnie wtedy to poczuł. Z lekkim zdziwieniem spojrzał na nadgarstek na którym znajdowała się pieczęć nałożona przez Senju. Nagle stała się tak wyraźna, że nawet pod długim rękawem by jej nie ukrył. Wzór jarzył się na złoto, pulsując ostrzegawczo.
— I to by było na tyle, jeśli chodzi o tę łatwą część — mruknął pod nosem, błyskawicznym ruchem wyciągając kunai.

10 komentarzy:

  1. Ciekawe co spowoduje ten znak na ręce itahiego.
    Naprawdę czekam na kloejny rozdział :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, udało mi się zaintrygować :"D. Chociaż z drugiej strony, moim zdaniem łatwo zgadnąć co planuję. Cóż, okaże się po nowym rozdziale czy spodziewaliście się czegoś bardziej widowiskowego.
      Pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  2. Cudo *.*
    Myślałam, że Kazama zażąda czegoś bardziej absurdalnego ;P
    Czekam na kolejny, powodzenia ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehue... Po co Kazama ma tak prosto z mostu straszyć Liv. Te bardziej absurdalne z pewnością będzie wymyślał na poczekaniu :"D.
      Dzięki za wsparcie, pozdrawiam <3.

      Usuń
  3. Uhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhu..... *zabrakło mi powietrza x''D* Robi się ciekawie! Nie powiem, wyobrażenie Itachiego sprzątającego oborą było rozbrajające x''p Niemniej, bardziej interesujące było zakończenie ^^'' Akcja z Rumi poskutkowała uwolnieniem rzeźnickich zapędów i u mnie, a więc całe szczęście, że Kazama pojawił się w czas :D Mówiłam już, że go uwielbiam? Lepiej, kocham? ♥ Taaaak, team Kazama forever xDDD
    Mimo wszystko myślę, że Chikage wykorzysta do cna przywilej posiadania roszczeń względem Liv :D I dobrze, niech akcja się rozkręca! ~(^-^)~
    Znikające demony trochę mnie zaniepokoiły. Serio, przejęłam się ich losem i zrobiło mi się smutno, więc jestem bardzo ciekawa, jak dalej pociągniesz ten wątek - najwyraźniej sama czuję jakąś więź z tą rasą (nie wspomnę już o tym, że w ostatnim czasie wszędzie widzę demony. WSZĘDZIE. ^^'') Ciekawi mnie też, jak rozwiniesz wątek ze zwojami znalezionymi przez Uchihę. Wnioskuję, że znaleziska z Wioski Wiru muszą się jakoś łączyć ze sprawą, nad którą pracuje Kazama, więc będę siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na następny rozdział :D
    Mam nadzieję, że pomimo braku czasu i problemów rodzinnych znajdziesz jednak czas, aby "wyżyć się artystycznie" i "dokarmić" swoich (maniakalnych x''p) czytelników (takich jak ja C: )
    Weny, weny, weny i jeszcze raz weny! ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta... Odpowiadanie na komentarze na raty, nie jest fajne, ale co poradzić? Jak czas, a później dostawca neta człowieka robi w lolo.
      W każdym razie, Kita czy Ty to widzisz? Kazama jest, specjalnie for You :"D. Co tam, że pasował do fabuły XD.
      Ach, pamiętna obora... cóż, czasem i tak szlachetna krew musi się pobrudzić ^^. Panicz Uchiha z widłami po kostki w gnoju... tak, przyznaję się. Zeszmaciłam bożyszcze XD.
      Hm... zwoje. Cóż, zapewne Cię rozczaruję :/. Mój plan jest płytszy... Mam nadzieję, że mimo wszystko nie będzie bardzo bolał ten pomysł czytelnika.
      Znikanie Demonów... Ha! Co do tego mam głębszy plan! Chociaż tu się wykażę...
      Co do wyżywania się artystycznie, cóż... chyba dobrze mi idzie bo już prawie cztery tysiące słów, a jeszcze końca rozdziału nie widać. Tak więc, myślę, że będzie sycący^^. Dziękuję za komentarz, Wena się przyda i pozdrawiam Cię cieplutko <3. Buziaki

      Usuń
  4. Kocham to!
    Oby wszystko się u Ciebie ułożyło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby nie ten rozdział, to dzisiaj popełniłabym chyba samobójswo, wiec Niebiosom niech będą dzięki za ciebie, twój geniusz i mistrzowskie wyczucie czasu, naprawdę coraz bardziej się wkręcam, bo robi się coraz bardziej gorąco. Ale dlaczego Kazama! Dlaczego to nie mógł być Itachi?! (Pytanie oczywiście retoryczne- wrefy byłoby zbyt pięknie) Ale to nic jestem pewna że szykujesz jakąś niespodziankę. Pozdrowionka i weny, weny, weny życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie samobójstwo? Jakim prawem chcesz pozbawić mnie czytelnika? He? Nie wolno Ci umierać, nie pozwalam :3.
      Miód na me serce lejesz słowami, że historia Cię wciaga coraz mocniej. Tak, tak! jeszcze trochę a będę rządzić blogosferą! Huehuehuehuheuheuhehuhe... Dobra, Dita bez szaleństw.
      Dlaczego Kazama? Hm... dobre pytanie. Jedyną dobrą odpowiedzią jest, że Uchiha ma robotę do wykonania XD. Nie może niańczyć Senju... chociaż pewnie by chciał^^. Oczywiście nie przyznałby się do tego głośno, ale no... nie pogardziłby XD.
      Dziękuję Ci za komentarz i mam nadzieje, że nie zawiodę pomysłem. Wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń