Ta dam! Oto nowy, jeszcze gorący wpis. Mam nadzieję,
że się cieszycie :D. Wymieszałam w tym rozdziale kilka perspektyw i ciekawa
jestem jak Wam się to spodoba. Mnie pisało się całkiem nieźle.
Druga sprawa… musicie się uzbroić w cierpliwość. Mało
że mam bardzo mało czasu na pisanie, to jeszcze problemy rodzinne wyprowadzają
mnie z odpowiedniego rytmu. Wena pojawia się i znika, ale nawał spraw nie
pozwala mi jej odpowiednio wykorzystać.
Bardzo proszę Was o wsparcie i wyrozumiałość. Dobra,
już nie smęcę i zapraszam na rozdział. Pozdrawiam cieplutko i czekam na
opinię.
Ach, niebetowane :/.
Liv z
rozdrażnieniem potarła mrowiące powieki, odznaczając kolejny punkt na feralnej
liście. Na szczęście ostatni. Zadania były tak beznadziejne, że nawet nie miała
siły ich komentować. Znalezienie zaginionego kota, posprzątanie ogrodu czy
śledzenie niewiernego kochanka to tylko niektóre, które musiała wykonać. I
nawet fakt, że Uchiha dostał zapewne równie obciachowe zlecenia nie osładzał
jej wysiłków.
Chociaż tyle, że
dzięki technice teleportacji nie musiała biegać od kraju do kraju. Tak, teraz
siedziała pod jakimś wielkim liściem niedaleko Wioski Trawy i żyła nadzieją, że
nie przylezie równie gigantyczny robal. To dopiero byłoby traumatyczne
przeżycie.
W każdym razie
do tych regionów nie miała zastrzeżeń. Nie było tu zbyt mokro jak w Ame czy
zbyt gorąco i piaszczyście jak w Sunie. Można powiedzieć, że panował tu klimat
zbliżony do tego w Konoha, czyli umiarkowany. No może poza tym, że człowiek
czuł się tu jak liliput. Flora tak się rozszalała, że urosła do niebotycznych
rozmiarów. Kwiaty, drzewa, wszystko tu było ogromne i przytłaczające.
Wzdychając
cierpiętniczo zerknęła na niebo. Na całe szczęście uporała się już z tymi
najbardziej żenującymi zadaniami i teraz przyszedł czas na te z wyższej półki.
Z konsternacją przysiadła pod drzewem, wyciągając kolejny zwój. Niedbałym
ruchem ręki wygrzebała z kieszeni proteinowe kulki, podczas zgłębiania tekstu.
Pogryzając je, uśmiechnęła się pod nosem. Tak, ta misja prezentowała się
ciekawiej.
~oOo~
Tsunade
aż podskoczyła, wyczuwając za plecami czyjąś obecność. Właśnie próbowała —
dyskretnie — upić choć mały łyk, schowanej na czarną godzinę sake, gdy ktoś
bezczelnie wtargnął do gabinetu, nawet nie czekając na pozwolenie. Cóż, chyba
miała do czynienia z potencjalnym samobójcą, skoro zjawiał się bez zapowiedzi,
pomyślała z nieskrywaną niechęcią. Siląc się na spokój, jakby nigdy nic schowała
butelkę do rękawa i odwróciła się do intruza. Jakie było jej zdziwienie, gdy zobaczyła
czekającą Senju.
To jak
dziewczyna się prezentowała, wprawiło kobietę w nieme osłupienie. Aż musiała
zamrugać intensywnie, żeby się upewnić czy to aby nie złudzenie optyczne. Ale
nie, jednak wzrok nie płatał Tsunade figla. Cała uwalana w błocie, potargana i
podrapana Liv, nie wyglądała kwitnąco.
—
Okej, sytuacja przedstawia się następująco — rzuciła dziewczyna znudzonym
głosem, odgarniając do tyłu grzywkę. Nie siliła się na żadne wstępy, zbyt
wyczerpana nawałem zleceń. — Znalazłam zgubę, ale potrzebujemy podstępu aby
doprowadzić ją na miejsce spotkania.
—
Zaraz, po kolei… — Tsunade aż przysiadła na fotelu, usiłując odgadnąć o którym
zadaniu była mowa. W końcu ona i Uchiha dostali po tuzinie, a więc miała w czym
wybierać. Dopiero błysk bogato zdobionego zwoju w ręce kunoichi, odświeżył jej
pamięć. — Ach, księżniczka, Rumi.
Hokage
co nieco słyszała o córce króla Krainy Lawy. O ile mężczyzna należał do
najcieplejszych i najbardziej życzliwych ludzi jakich spotkała to jego córka
już niekoniecznie. Czternastolatka była apodyktyczna, uparta, a do tego nie
znająca takiego pojęcia jak takt. Ogółem, nie budziła w człowieku sympatii. Ba,
przy niej prawie każdy przejawiał mordercze zapędy, ale nikt nie przyznawał się
do tego głośno.
—
No właśnie, księżniczka — burknęła Liv, obrażonym tonem łypiąc spode łba na
przełożoną. — Mam nadzieję, że to jedynie zbieg okoliczności, że jakimś cudem w
moich zadaniach zawsze muszą się przewijać ludzie z wyższych sfer. I o ile do
córki Władcy Kraju Ognia nic nie miałam, to ta dziewczyna jest tak… arogancka,
że aż w człowieku się gotuje. W każdym razie, zanim przejdziemy do konkretów…
Uchiha już wrócił?
—
Nie, jesteś pierwsza.
—
Cudownie — ziewnęła Senju, a Tsunade nie umknęło, że ta wiadomość odrobinę
poprawiła jej humor. — Potrzebuję wsparcia.
—
Nie możesz sobie poradzić z jedną zbuntowaną nastolatką?
—
Hokage doskonale wie, że w tym cholernym zleceniu jest kruczek zabraniający
użycia przymusu bezpośredniego. Mam związane ręce…
—
Czego potrzebujesz?
—
Nie czego, a kogo… potrzebny mi Shisui Uchiha.
—
Przecież genjutsu też odpada…
—
Owszem, ale nie urok osobisty Uchihów. Za tym przeklętym klanem, głupie baby
pójdą w ogień.
—
Plan dobry, ale niestety… wszyscy spełniający kryteria Uchiha są w terenie.
Musisz poradzić sobie sama…
~oOo~
Liv
z grobową miną patrzyła na siedzącą po drugiej stronie ogniska blondynkę,
dumając jak nakłonić ją do powrotu do domu. Najprostszym rozwiązaniem byłoby
przeniesienie za pomocą Boga Piorunów. Zanim dziewczyna by się zorientowała o
co chodzi, już stałaby przed obliczem ojca, a ona miałaby spokój bo zadanie
zostałoby wykonane. Jednak nie, bo co to za misja która jest tak prosta. Bez
komplikacji nie ma zabawy. Zleceniodawca nakazał traktować swoją niepokorną
córunię niczym kruchy kwiat i zamiast siły, użyć argumentów słownych.
Przetłumaczyć smarkuli, że ucieczką niczego nie rozwiąże. Tyle że do tego
powinni przydzielić jakiegoś psychologa, a nie żołnierza.
Siląc
się na opanowanie podparła się na dłoni, śledząc wzrokiem jak palcami
rozczesuje długie pasma włosów przeglądając się w niewielkim lusterku. Tak, Liv
przebywała z tą szlachcianką dopiero kilka godzin, a już zdążyła sobie wyrobić
o niej pełne zdanie. Próżna, arogancka, zbyt pewna siebie, bezczelna, a do tego
pyskata. Tak w telegraficznym skrócie wyglądała charakterystyka smarkuli.
—
Jestem głodna, ugotuj coś — rozkazała, unosząc dumnie podbródek i przykrywając
się szczelniej grubym śpiworem.
Cóż, trzeba
przyznać, że się przygotowała na koczowanie w dziczy. Przynajmniej jeżeli
chodzi o wygodny odpoczynek, bo z pożywieniem, a raczej jego zdobywaniem już
niekoniecznie. Chociaż, patrząc na rozmiary bagażu to może zabrała ze sobą
jakieś konserwy. Tego Liv nie potrafiła stwierdzić, bo nie miała okazji zrobić
rewizji.
W każdym razie
teraz siedziały w jaskini, ukryte przed siąpiącym delikatnie deszczem. I o ile
Senju uważała, że porządne przemoknięcie być może nakłoniłoby dziewczynę do
powrotu do domu to nie mogła pozwolić aby zostały na noc bez schronienia.
Zapewne tatuś niezbyt by się ucieszył na wieść o przeziębieniu ukochanej
latorośli
—
Nie umiem gotować — wymamrotała Senju, przeklinając los, że nie może wziąć tej
małej głodem. Dlatego chcąc nie chcąc, a bardziej nie chcąc, rzuciła jej
sakiewkę z kulkami proteinowymi. Pożywienie mało smaczne, ale skutecznie
zapychające żołądek.
—
Nie będę tego jadła.
—
Wolna wola — parsknęła Liv, chwytając odrzucony poczęstunek.
—
Idź coś upolować. — Rumi przekrzywiła głowę, przymykając powieki i spoglądając
na kunoichi spod ciemnych, rzęs. — Nie jestem jaroszem, lubię mięso. Chcę dziś
zjeść dziczyznę.
—
W tych lasach nie ma zwierzyny — prychnęła Senju, uśmiechając się złośliwie.
Doprawdy, ta mała usiłowała z niej zrobić swojego sługusa. Dobre.
—
Nic mnie to nie obchodzi.
—
Wiesz, chyba powinnam ci coś wyjaśnić… — Liv zmierzyła podopieczną od góry do
dołu, a następnie podniosła się na równe nogi. — Moim zadaniem jest utrzymać
cię przy życiu. Nic ponad to. Tak więc te swoje życzenia możesz zachować dla
siebie, bo ja ich nie zamierzam spełniać.
—
Gdy mój ojciec się o tym dowie…
—
To co? Przecież z własnej, nieprzymuszonej woli uciekłaś z domu, gdzie
nadskakiwano ci na każdym kroku. Wybrałaś ciemny, nieprzyjazny las, zamiast
ciepłego pokoju ze wszystkimi wygodami na jakie zasługuje osoba o twoim statusie.
—
Ty nic nie rozumiesz.
—
Ta, pewnie nie tylko ja, ale cały świat… — rzuciła z sarkazmem Liv, naprawdę
żałując, że to w jej stosie znalazł się ten cholerny zwój. Itachi załatwiłby to
raz dwa i nie dlatego że był geniuszem. Genetyka zrobiłaby za niego wszystko. Łypnąłby
tym swoim czarnym okiem i już, dziewczyna poszłaby za nim w ogień.
A może by tak
użyć Henge i podszyć się pod któregoś z Uchiha? Nie, to zły pomysł. Co z tego,
że zmieni wygląd jak nie umie czarować takich damulek… Beznadziejny impas! Nic
tylko rwać włosy z głowy.
—
Traktują mnie tam jak małą dziewczynkę!
—
A nie jesteś nią? — Liv uniosła pytająco brwi, dorzucając kilka gałęzi do
ognia. — Udowodniłaś, że mają rację uważając cię za rozkapryszonego dzieciaka. Kto
normalny pryska z domu, bo ojciec chce na nowo się ożenić? Ile lat żył w
samotności?
Dzięki
dokumentom zadania, Senju znała dokładnie sytuację rodziny królewny. Matka
zmarła zaraz przy porodzie tej małej, a ojciec w pełni poświęcił się jej
wychowaniu. Zrezygnował z własnego życia, rozpieszczając córkę od najmłodszych
lat, starając się za wszelką cenę wynagrodzić brak jednego rodzica. Nigdy nie
myślał o sobie aż do teraz. I smarkula zamiast się cieszyć, że tatuś będzie
wreszcie szczęśliwy, uznała, że nadszedł kres jej władzy.
— Dałaś mu w
ogóle dojść do słowa? Na pewno nie, bo ty nie umiesz rozmawiać. Jesteś uparta i
apodyktyczna, a do tego urodzona egoistka. Ma być zgodnie z twoją wolą, albo
wcale.
—
Jak śmiesz?!
—
Mówię tylko prawdę.
—
Nie znasz, nie oceniaj.
—
I to jest ta twoja dorosłość — stwierdziła z politowaniem Senju, za nic mając
gromy sypiące się oczu dziewczyny.
—
Do diabła, on chce się ożenić z moją guwernantką!
—
I w czym tkwi tu problem? To zła kobieta?
—
Nie, ale…
—
Źle cię traktowała?
—
Nie! Była dla mnie jak matka! Ale uważam…
—
Za krótko ją zna?
—
Jest z nami odkąd pamiętam, ale…
—
I tymi krótkimi pytaniami doszliśmy do jednego, słusznego wniosku. Buntujesz
się, bo ojciec nie zapytał cię w tej kwestii o zdanie. Nie dasz mu
błogosławieństwa, bo…
—
Jeśli oni się zejdą, to zapomną o mnie!
Och,
czyli nie będzie już pępkiem świata. Czyli to tak bardzo bolało tę małą,
stwierdziła w myślach Liv mrużąc powieki.
—
A nie pomyślałaś, że oni byli już razem zanim ci powiedzieli? W sensie, skoro
ta kobieta jest tyle lat przy tobie to już coś było na rzeczy? I co? Odczułaś
jakiś brak? Jakąś zmianę w relacjach? Po twojej bezbłędnie zdumionej minie,
wnioskuję, że nie. — Liv otrzepała dłonie z resztek kory i ruszyła bez słowa w
stronę wyjścia z jaskini. Musiała ochłonąć.
—
A ty gdzie?!
—
Idę po wodę — prychnęła z niechęcią, zerkając na dziewczynę przez ramię. Czy
jej się wydawało, czy usłyszała w głosie królewny panikę? Tak, na krótką chwilę
na twarzy widziała u niej strach, który bardzo szybko przeszedł w ulgę gdy
dowiedziała się, że nie odchodzi na długo. Rumi wyraźnie uspokojona po tej
informacji zagrzebała się głębiej w śpiworze, przymykając powieki. — Zaraz
wrócę.
Nie
oglądając się za siebie, nieśpiesznie wyszła na deszcz. Z rozpoznania terenu wiedziała,
że kilometr dalej jest niewielkie źródełko zasilane górską wodą i tam
skierowała swoje kroki. Nie bała się zostawić dziewczyny samej. Już wcześniej
przeczesała całą okolicę w poszukiwaniu intruzów, ale nie znalazła żywego
ducha. Były same w tej głuszy, skazane na siebie.
Mrużąc
powieki przed lecącą z nieba mżawką, dotknęła mijanej skały. Przesunęła palcami
po płytkich żłobieniach dumając co mogą znaczyć. Z tego co zauważyła w tych
regionach bardzo wiele z nich miało wyryte nieznane symbole. Dziwne kręgi,
zawijasy… Znalezienie kamienia bez znaków wręcz graniczyło z cudem. Cóż,
najwyraźniej to było normą dla tej krainy jak to, że w Kiri cały czas
występowała mgła. Może to jakiś rodzaj wiatru nawiedzający te tereny tak żłobi
skały.
Tknięta
nagłym przeczuciem, wpuściła trochę czakry w dotykaną powierzchnie czekając na
rezultat. Nie, Liv nie miała konkretnych pomysłów jaki to niby mogło przynieść
efekt, ale… cóż, chciała spróbować. Może coś się stanie? Ożyją, albo coś w ten
deseń… Rozbawiona tym wnioskiem uśmiechnęła się pod nosem. Chyba zaczyna
wariować skoro takie nonsensy przychodziły jej do głowy.
W
każdym razie tak jak przypuszczała, eksperyment nie przyniósł żadnych
rezultatów. Nic się nie stało, nic się nie wydarzyło. Wzruszając obojętnie
ramionami, ponowiła chód. W końcu nie powinna się włóczyć bez końca po tym
borze.
~oOo~
Liv z
rozdrażnieniem potarła mrowiący kark od spania w niewygodnej pozycji. Nie
lubiła koczować w takich warunkach. Wilgoć, przeciągi, a do tego zimno ciągnące
od skał skutecznie zepsuły jej humor już na samym starcie dnia. Owszem, czasem
misje zmuszały do noclegu w takich prymitywnych warunkach, ale dzięki
odpowiedniemu zaplanowaniu trasy można było tego uniknąć albo zredukować do
minimum. W końcu praktycznie przy każdej drodze znajdował się jakiś większy lub
mniejszy zajazd.
Przeklinając pod
nosem, zmrużyła powieki i zerknęła na wciąż śpiącą księżniczkę. Ta jakby nigdy
nic, spała w najlepsze zagrzebana głęboko w śpiworze w ogóle nieświadoma ile
kłopotu przysparza innym.
Ojciec i
guwernantka zapewne odchodzą od zmysłów, zamartwiając się o smarkulę. Kobieta
pewnie się obwinia o całą sytuację płacząc po nocach, podczas gdy król usiłuje
znaleźć właściwe rozwiązanie tego konfliktu. Liv nie byłaby zaskoczona gdyby
przez wybryk młodej, dumali nad zrezygnowaniem ze swojego szczęścia.
Trzecią niezbyt
zadowoloną osobą z takiego obrotu sprawy była oczywiście Senju. To jej
przypadła zaszczytna rola opiekunki tej rozkapryszonej pannicy i mogła się
założyć o każdą kwotę, że jak tylko młoda otworzy oczy to bez zbędnych
ceregieli — czyli uprzejmego dzień dobry — rzuci rozkazem. Będzie to żądanie
wystawnego śniadania. Dziczyzna, owoce morza albo w przypływie rozsądku
jajecznica, ale, ale… żeby nie było zbyt prosto to z przepiórczych jaj. W końcu
szlachetne podniebienie zobowiązuje.
Patrząc na zarumienioną
twarz dziewczyny, westchnęła cierpiętniczo, w myślach złorzecząc Itachiemu. Bo
na pewno Tsunade również została omotana przez tego szarlatana. I dlatego nie
przydzieliła mu tej kłopotliwej misji! Piąta nie chciała nadwyrężać lokalnego
amanta albo boi się jego gniewu. Że Uchiha poczuje się urażony, gdy zostanie
wysłany na taką wyprawę. Że to niegodne członka tak wspaniałego klanu.
Tak, Liv
wiedziała, że odrobinę dramatyzuje — no dobra, bardzo się zagalopowała — w tych
oskarżeniach przełożonej, ale wyłącznie te myśli powstrzymywały ją od rzucenia
wszystkiego w diabły. W końcu sam
pomysł, że czcigodna Tsunade może się kogokolwiek bać był nonsensem.
— Dlaczego
jedzenie jeszcze nie gotowe? — Nosowy głos wyrwał kunoichi z rozmyślań, podczas
gdy błękitne oczy łypały na Senju oskarżycielsko, spod potarganej grzywki. —
Nawet ogień się nie pali!
— Nie pilnowałaś
to zgasł — stwierdziła Liv, za nic mając humorki podopiecznej. Jeżeli
ktokolwiek sadził, że będzie się cackała z Rumi to srogo się przeliczył.
— Jak miałam
pilnować skoro spałam?!
— Wystarczyło
czuwać w nocy.
Rumi przez
chwilę analizowała usłyszane informacje, po czym krzywiąc się z niezadowolenia
usiadła prosto. Przyglądając się królewnie, Liv mimowolnie parsknęła pod nosem.
Nastolatka wyglądała jak słupek soli i zapewne właśnie zastanawiała się jak
odparować zarzut.
— To twoja rola.
Zostałaś wynajęta aby zapewnić mi bezpieczeństwo — wytknęła, krzyżując ramiona
na piersi i wbijając w Liv bazyliszkowaty wzrok.
— Owszem. I
zadanie jak na razie wypełniam bez zarzutu. Nic cię nie zjadło w nocy —
zauważyła Senju, uśmiechając się złośliwie i dla świętego spokoju jednak
rozpalając ponownie ogień. Nie, nie dla księżniczki, ale dla siebie. Po
pierwsze miała ochotę na kawę, a po drugie słuchanie ciągłych marudzeń było
ponad jej siły. A tak, istniało prawdopodobieństwo, że smarkula się zamknie.
~oOo~
Kazama
z roztargnieniem odgarnął do tyłu włosy, zagapiając się na powoli jaśniejące
niebo. Chłodne, wilgotne powietrze zwiastowało nadchodzący świt, a on wciąż nie
wiedział czy zasłyszane plotki są prawdziwe. Owszem, faktycznie kilka demonów
podróżujących po tych terenach zniknęło, ale nikt nie znalazł trupów, a czarny
rynek w magiczny sposób nie zapełnił się fiolkami z demoniczną krwią. Czyli
niekoniecznie stała im się krzywda. Może postanowili żyć samotnie z dala od
innych? Albo założyli rodziny z ludźmi — tak, wyjątkowo naciągana teoria, żeby
nie powiedzieć, że idiotyczna z punktu widzenia Kazamy — i wyrzekli się swojej
prawdziwej natury. Cuda się zdarzają.
Chikage
zmarszczył brwi, w niezadowoleniu. Sam fakt, że szlaja się po jakiejś głuszy
nie napawał entuzjazmem, ale tylko to pozwoliło mu odciąć się na dłużej od tej
bandy idiotów, potocznie nazywanej poddanymi. Pogardzał nimi za niewiarygodne tchórzostwo.
Czuł, że nie są zadowoleni, że to on jest liderem, ale kiedy dał im szansę
walki o władzę podkulili ogony. Tym stracili tę resztkę szacunku jakim ich darzył.
Dlatego też ponieśli surową karę. Aż się uśmiechnął na myśl o tej panice,
której był świadkiem. Uciekali jak szczury z tonącego okrętu, chowając się
przed jego gniewem. Tak, za tę odrobinę rozrywki ich nie zabił, a w sumie
powinien bo to jedyny skuteczny sposób na buntowników.
W
każdym razie, skoro już odbębnił obowiązki, to teraz nadeszła odpowiednia pora
na przyjemniejszą stronę tej wycieczki. Równocześnie z tą myślą, bezszelestnie
zniknął udając się w inny rejon świata.
~oOo~
Itachi z pewną
dozą niepokoju spojrzał na starą, zaniedbaną twierdzę. Łuszczące się ściany,
potłuczone i powyłamywane okna nie prezentowały się zachęcająco, a już z
pewnością nie zachęcały do wkroczenia do środka. A na pewno odpychał widok
zdezelowanego dachu, którego wątpliwa konstrukcja trzeszczała złowieszczo przy
każdym, nawet najmniejszym podmuchu wiatru.
Uchiha
znajdował się w zniszczonej oraz opuszczonej wiosce Wiru, nieopodal Konohy.
Jego zadanie polegało na odnalezieniu zwojów pieczętowania, zanim wpadną w
niepowołane ręce oraz przekazanie ich Hokage. Co ciekawe, gdyby nie notatki
Danzo nie wiedzieliby nawet o ich istnieniu, sądząc że wszystko zostało
rozgrabione. Owszem, mieszkańcy tych regionów byli znani z potężnych technik
pieczętujących, ale nikt nie przypuszczał, że zostały one spisane, a do tego
przetrwały najazd wroga. Dziwnym trafem obywatele tej osady lubowali się w
przekazywaniu wiedzy ustnie, zamiast ją spisywać dla przyszłych pokoleń, ale
Konoha i tak należała do jednej z najbardziej uprzywilejowanych wiosek w tym
temacie. W końcu żony Pierwszego oraz Czwartego Hokage pochodziły z tych
regionów i szczodrze podzieliły się swoimi umiejętnościami.
Itachi westchnął
ciężko, przechodząc nad potłuczoną kamienną płytą i odgarnął na bok pajęczynę,
wkraczając do środka. Bez entuzjazmu szedł ciemnym korytarzem, dumając jakie
zadania tkwiły w kupce przeznaczonej dla Senju. Sądząc po reakcji pewnie równie
ciekawe jak jego, pomyślał z sarkazmem. Do tej pory pamiętał to niedowierzanie
malujące się w zielonych oczach po odczytaniu zadań. Liv wyglądała tak jakby
ktoś kazał jej zjeść bryłkę węgla i jeszcze zapewniać, że to najsmaczniejsza
rzecz jaką miała w ustach.
Obstawiał, że
zapewne została wysłana w dalekie regiony świata w związku z tym, że
posługiwała się biegle Bogiem Piorunów. On krążył wokół osady, a ona zwiedzała
dalekie kraje. Nie, nie czuł z tego powodu zazdrości. Takie rozwiązanie
należało do najrozsądniejszych zwłaszcza, że liczyła się każda minuta. Z leniwą,
kocią gracją odskoczył w bok, unikając uderzenia nagle oberwanym sufitem. Tak,
jedynym plusem jaki znalazł było to, że ta misja zajmowała ostatnią pozycję na
jego liście. Na całe szczęście, bo już miał dość. Tak uwłaczających dumie zadań
jeszcze nie wykonywał i tłumaczenie sobie, że to sytuacja przejściowa, siła
wyższa i tak dalej, nie pomagało w wyciszeniu ogarniającej go irytacji.
Szczytem
wszystkiego okazało się piąte zlecenie. I o ile znakowanie oraz szczepienie
bydła nie należało do najbardziej hańbiących czynności to sprzątanie obory już
tak. W takim syfie jeszcze się w życiu nie babrał, do tego, jakby tego było
mało, to odnosił wrażenie, że panujący w tamtym przybytku smród wniknął w jego
skórę na stałe.
Zaciskając mocno
zęby niespodziewanie się zatrzymał, dostrzegając coś ciekawego. Bez
zastanowienia przykucnął bezszelestnie, przyglądając się uważnie prawie
niezauważalnej szczelinie w posadzce. Po pobieżnych oględzinach, zdmuchnął
zalegający kurz i oczom Itachiego ukazała się masywna kamienna klapa,
aczkolwiek bez uchwytu. Już chciał temu zaradzić podważając wieko ostrzem broni,
gdy dostrzegł maleńką pieczęć w prawym dolnym rogu płyty.
— Interesujące —
mruknął sam do siebie, chowając broń i opuszkami palców dotykając znaku.
Kształtem przypominał mu jakieś zwierzę, jednak żłobienia znacznie się spłyciły
wraz z upływem lat, niemal uniemożliwiając odgadnięcie co to za stworzenie.
Mógł jedynie strzelać, że być może chodziło o królika bo to coś miało długie,
sterczące uszy.
W każdym razie,
biorąc pod uwagę umiejętności mieszkańców, powinien zachować ostrożność. W
końcu nie chciał wypuszczać jakiegoś zapieczętowanego potwora.
~oOo~
Kazama
niczym duch pojawił się przed siedzącą pod drzewem Liv. Dziewczynie nawet nie
drgnęła brew na jego widok, gdy opierała się o pień patrząc na niego spod
przymkniętych powiek. Wyglądała na wyjątkowo znudzoną, kiedy tak bawiła się
trzymanym w dłoni kunai co trochę nim obracając.
Bez
słowa obrzucił ją oceniającym spojrzeniem, łatwo dostrzegając ślady zmęczenia.
Cienie pod oczami mocno odznaczały się na bladej cerze Senju, jasno sugerując,
że ma spore zaległości w śnie.
—
Zabłądziłeś?
Mimowolnie
się uśmiechnął słysząc w głosie jawne rozdrażnienie. Chyba nie była zadowolona
z wizyty zwłaszcza, że nie umknęło uwadze Kazamy jak nerwowo zerknęła przez
ramię na taplającą się w jeziorze nastolatkę. Czyżby się wstydziła misji jaką
wykonywała? Chikage wystarczyła krótka analiza faktów aby zrozumieć jaką rolę
pełniła Senju… została zdegradowana do niańki.
—
Niekoniecznie — odpowiedział na wcześniej zadane pytanie, unosząc twarz do
słońca i rozkoszując się tym jak ogrzewało mu skórę. Te tereny należały do
zdecydowanie cieplejszych niż te które zwiedził ostatnio. Była to miła odmiana.
— Długo będziesz zabawiać tego bachora?
—
Do czasu aż zmądrzeje — wymamrotała niechętnie, teraz dla odmiany strugając
ostrzem znalezioną gałąź. Liv doskwierała nuda, ale nie wyszukiwała na siłę
zajęcia pochłonięta nadzieją, że królewna zatęskni za wystawnym życiem i
postanowi wrócić do domu.
Kazama zmarszczył
nos w zamyśleniu. Dziewczyna musiała dać Senju mocno w kość, skoro nie
stosowała żadnych uników a powiedziała wprost co sądzi o całej sytuacji.
Dumając nad tym faktem, popatrzył na jej podopieczną. Teraz zajmowała się
wylegiwaniem na trawie, w pełni oddając się kąpieli słonecznej.
— Czyli niezbyt
prędko wrócisz do domu — podsumował, leniwie odgarniając do tyłu włosy. Cóż,
skoro tak się sprawy miały nic tu po nim. Najwyższa pora wracać, bo jakoś nie
przejawiał ochoty na towarzyszenie Liv podczas zabawiania tej małej. Tak,
zdecydowanie jeszcze nie zwariował.
— Mam gościa?!
Aż się skrzywił
malowniczo na dźwięk jaki wydała z siebie zmora Senju. Siląc się na spokój
zerknął na Liv oczekując wyjaśnień, ale ta tylko wzruszyła ramionami nie
przestając ciosać kołka. Robiła to z takim zaangażowaniem jakby od tego kawałka
drewna zależały losy świata, albo przynajmniej kraju.
Wzdychając
cierpiętniczo skupił się na młodej i z konsternacją zauważył, że wlepiła w
niego wielkie niebieskie ślepia, zupełnie jakby zobaczyła ducha, a później
błyskawicznie narzuciła na kostium sukienkę już drepcząc w ich stronę.
— Witaj, nie
uprzedzono mnie, że ktoś złoży mi wizytę — przywitała się kurtuazyjnie,
jednocześnie mrożąc wzrokiem wciąż milczącą Senju. Następnie uśmiechnęła się
kokieteryjnie, spoglądając na Kazame spod wachlarza długich rzęs. — Jestem
Rumi, córka króla Krainy Lawy.
— Fascynujące —
mruknął z niechęcią Chikage, w końcu nie wytrzymując oraz wyrywając Liv z rąk
jej dzieło. To milczenie dziwnie nie pasowało do kunoichi i nie zamierzał tego
tolerować.
— Ej, jeszcze
nie skończyłam!
— Jak dla mnie
już wykona swoją robotę — prychnął, muskając opuszkiem ostry czubek i z niemym
zainteresowaniem skupił się na klatce piersiowej podopiecznej Liv. Tak, mógłby
uwolnić Senju od tej ignorantki raz na zawsze. Jeden ruch ręką, a problem
zniknie. Zakończy ten nic niewarty człowieczy żywot.
— Ani się waż.
Konoha nie potrzebuje do szczęścia wojny — syknęła, w lot rozumiejąc intencje
Kazamy. Trzeba byłoby być ślepym żeby nie zauważyć pogardy z jaką patrzył na
Rumi.
— Nie dramatyzujmy.
Jeden nieszczęśliwy wypadek nie sprowokuje konfliktu zbrojnego —
zbagatelizował, ważąc w dłoni zrobioną broń.
— Nie zamierzam
sprawdzać, więc daruj sobie — stanowczo ucięła tę jałową dyskusję, dopiero
teraz z zaciekawieniem przyglądając się tkwiącej w bezruchu dziewczynie. Rumi
nie odrywała oczu od Kazamy, a co bardziej interesujące milczała.
— Jak uważasz —
odpuścił z niechęcią Chikage, wręczając Liv kołek i powoli odchodząc w stronę
najbliższej osady. Cóż, skoro Senju jeszcze wykonywała zlecone zadanie to nic
nie stało na przeszkodzie aby się trochę odprężył. On też zasługiwał na
odrobinę luksusu i zamierzał go sobie zapewnić. Słyszał, że w tych okolicach
znajdują się popularne na cały świat gorące źródła z bogactwem drogocennych
minerałów. Nigdy z nich nie korzystał i szkoda by było zmarnować taką okazję.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
— Kazama,
czekaj.
Zaintrygowany
obejrzał się przez ramię dostrzegając biegnąca za nim Liv. Jej oczy podejrzanie
błyszczały, a na twarzy malowała się aż oślepiająca nadzieja, która tylko
wzmogła czujność demona. Tak, Senju coś knuła i najwyraźniej planowała wciągnąć
w to pobratymca.
— Tak bardzo nie
chcesz się ze mną rozstać? — zakpił, krzyżując ręce na piersi i unosząc brew.
— Na pewno
jesteś lepszym towarzyszem niż ta szlachcianka, ale ja nie o tym… — zaczęła,
nerwowym ruchem przeczesując włosy i zerkając na obserwującą ich z pewnej
odległości Rumi. — Potrzebuję przysługi.
— Tego już
domyśliłem się sam.
— Widzisz… moja
misja polega na tym, że mam tę małą oddelegować bezpiecznie do domu, ale bez
użycia siły. I śmiem przypuszczać, że kluczem do sukcesu jesteś właśnie ty —
wyjaśniła, wygładzając mu przód jukaty.
— Z
niecierpliwością czekam na puentę tej jakże interesującej historii. — Kazama
ziewnął demonstracyjnie, spoglądając w bok. Cóż, nie należał do głupców.
Doskonale wiedział, że właśnie usiłowano nim manipulować, ale postanowił
cierpliwie wytrwać.
— Dotrzymaj nam
towarzystwa. Dziewczyna wyraźnie jest tobą zauroczona, więc może… może właśnie
ty przekonasz ją do powrotu.
— Chyba sobie ze
mnie kpisz — prychnął z niedowierzaniem, robiąc krok w tył i uważnie lustrując
wzrokiem twarz Liv. Przecież wiedziała, że każdy człowiek nie warty był dla
niego nawet funta kłaków, a ona prosiła aby spróbował wpłynąć na zbuntowaną małolatę.
Niedorzeczność.
— Proszę…
— Nie.
— Ale…
posłuchaj…
— Kategoryczne,
nie.
— Masz rację,
proszenie cię o negocjacje z nią było głupotą, ale wystarczyłoby że będziesz z
nami podróżował. Nie musiałbyś nic robić, a jedynie być — wyszeptała
gorączkowo, łapiąc go za nadgarstek. — Tak zaplanuję trasę, że najdalej za parę
dni wylądujemy prosto w pałacu jej ojca. A jeżeli szczęście będzie nam sprzyjać
to może nawet jutro wieczorem.
Kazama przez
dłuższą chwilę analizował przedstawioną ofertę, patrząc na czekającą w napięciu
Senju. Cóż, ostatnim na co miał ochotę to spędzać czas w towarzystwie
człowieka, ale przychylenie się do prośby Liv dawało pewne przywileje jakie
warto było rozważyć.
— W porządku —
ustąpił z niechęcią, gdy korzyści znacząco przeważyły szalę. Jednak gdy tylko
zwycięski uśmiech rozświetlił usta towarzyszki, błyskawicznie ujął ją za
podbródek unosząc nieco do góry. — Ale nie ma nic za darmo. Nie w tym wypadku.
— Rozumiem.
Czego oczekujesz?
— Na początku,
wymiany krwi. Bez limitów. Reszty dowiesz się w swoim czasie.
— Okej.
— Ach, i dla
jasności… nie zamierzam zabawiać tej małej. — Kazama już na początku postanowił
pozbawić złudzeń Liv, żeby później nie było niedomówień. Już i tak wykazał się
wyjątkowym poświęceniem zgadzając się na tolerowanie obecności człowieka.
— Nawet nie
brałam tego pod uwagę.
— I dobrze. Poza
tym, dziś zaplanowałem wizytę w gorących źródłach, a skoro mamy trzymać się
razem radzę wam się pakować. Nie mam zwyczaju czekać.
~oOo~
Itachi
wyprostował się z kucek, czujnym spojrzeniem omiatając owalne pomieszczenie. Co
ciekawe, tyle co wylądował po skoku, znajdujące się w komnacie pochodnie
zapłonęły, całkowicie rozpraszając mrok. Cóż, nie miał nic przeciwko takim
ułatwieniom.
Pierwszym co
zwróciło jego uwagę to regały na książki i zwoje. Teraz stały prawie puste, ale
zajmowały całą powierzchnię ścian. Nie musiał być geniuszem, aby wyciągnąć odpowiednie
wnioski. Właśnie znalazł się w tajemnej bibliotece Wioski Wiru i najwyraźniej mieszkańcy
zadbali żeby ich wiedza przepadła na zawsze. Dlaczego od razu posądził
obywateli o opróżnienie pomieszczenia? Ponieważ gdyby to była robota włamywaczy
to nie obyłoby się bez zniszczeń, a tu żadnych nie znalazł. Co zastanawiające
nie doszukał się nawet kłębka kurzu, o pajęczynach nie wspominając. Kamienna
posadzka z kolorowej mozaiki błyszczała w świetle płomieni, jakby dopiero
co została wyfroterowana, a ze stojącego w centralnej części biurka mógłby jeść
prosto z blatu.
Dumając nad tymi
anomaliami, ze zmarszczonymi brwiami podszedł do trzech zwojów, jedynych jakie
dostrzegł w pomieszczeniu. Różniły się wielkością, barwą i zdobieniami. Najbardziej
masywny był biały ze złotymi rzeźbieniami. Wyglądał jak misterne dzieło sztuki.
Drugi i trzeci
nie zwracały uwagi. Zgniła zieleń oraz wyblakły brąz opakowań niemal odpychał,
co automatycznie wzbudziło zainteresowanie Uchihy. Zazwyczaj to co na pierwszy
rzut oka odrzucało skrywało największą wartość.
Kierując się tą
myślą, sięgnął po jeden z nich i właśnie wtedy to poczuł. Z lekkim zdziwieniem
spojrzał na nadgarstek na którym znajdowała się pieczęć nałożona przez Senju.
Nagle stała się tak wyraźna, że nawet pod długim rękawem by jej nie ukrył. Wzór
jarzył się na złoto, pulsując ostrzegawczo.
— I to by było
na tyle, jeśli chodzi o tę łatwą część — mruknął pod nosem, błyskawicznym
ruchem wyciągając kunai.
Ciekawe co spowoduje ten znak na ręce itahiego.
OdpowiedzUsuńNaprawdę czekam na kloejny rozdział :-)
Ach, udało mi się zaintrygować :"D. Chociaż z drugiej strony, moim zdaniem łatwo zgadnąć co planuję. Cóż, okaże się po nowym rozdziale czy spodziewaliście się czegoś bardziej widowiskowego.
UsuńPozdrawiam cieplutko <3.
Cudo *.*
OdpowiedzUsuńMyślałam, że Kazama zażąda czegoś bardziej absurdalnego ;P
Czekam na kolejny, powodzenia ;*
Huehuehue... Po co Kazama ma tak prosto z mostu straszyć Liv. Te bardziej absurdalne z pewnością będzie wymyślał na poczekaniu :"D.
UsuńDzięki za wsparcie, pozdrawiam <3.
Uhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhuhu..... *zabrakło mi powietrza x''D* Robi się ciekawie! Nie powiem, wyobrażenie Itachiego sprzątającego oborą było rozbrajające x''p Niemniej, bardziej interesujące było zakończenie ^^'' Akcja z Rumi poskutkowała uwolnieniem rzeźnickich zapędów i u mnie, a więc całe szczęście, że Kazama pojawił się w czas :D Mówiłam już, że go uwielbiam? Lepiej, kocham? ♥ Taaaak, team Kazama forever xDDD
OdpowiedzUsuńMimo wszystko myślę, że Chikage wykorzysta do cna przywilej posiadania roszczeń względem Liv :D I dobrze, niech akcja się rozkręca! ~(^-^)~
Znikające demony trochę mnie zaniepokoiły. Serio, przejęłam się ich losem i zrobiło mi się smutno, więc jestem bardzo ciekawa, jak dalej pociągniesz ten wątek - najwyraźniej sama czuję jakąś więź z tą rasą (nie wspomnę już o tym, że w ostatnim czasie wszędzie widzę demony. WSZĘDZIE. ^^'') Ciekawi mnie też, jak rozwiniesz wątek ze zwojami znalezionymi przez Uchihę. Wnioskuję, że znaleziska z Wioski Wiru muszą się jakoś łączyć ze sprawą, nad którą pracuje Kazama, więc będę siedzieć jak na szpilkach w oczekiwaniu na następny rozdział :D
Mam nadzieję, że pomimo braku czasu i problemów rodzinnych znajdziesz jednak czas, aby "wyżyć się artystycznie" i "dokarmić" swoich (maniakalnych x''p) czytelników (takich jak ja C: )
Weny, weny, weny i jeszcze raz weny! ♥
~Kita-pon
Ta... Odpowiadanie na komentarze na raty, nie jest fajne, ale co poradzić? Jak czas, a później dostawca neta człowieka robi w lolo.
UsuńW każdym razie, Kita czy Ty to widzisz? Kazama jest, specjalnie for You :"D. Co tam, że pasował do fabuły XD.
Ach, pamiętna obora... cóż, czasem i tak szlachetna krew musi się pobrudzić ^^. Panicz Uchiha z widłami po kostki w gnoju... tak, przyznaję się. Zeszmaciłam bożyszcze XD.
Hm... zwoje. Cóż, zapewne Cię rozczaruję :/. Mój plan jest płytszy... Mam nadzieję, że mimo wszystko nie będzie bardzo bolał ten pomysł czytelnika.
Znikanie Demonów... Ha! Co do tego mam głębszy plan! Chociaż tu się wykażę...
Co do wyżywania się artystycznie, cóż... chyba dobrze mi idzie bo już prawie cztery tysiące słów, a jeszcze końca rozdziału nie widać. Tak więc, myślę, że będzie sycący^^. Dziękuję za komentarz, Wena się przyda i pozdrawiam Cię cieplutko <3. Buziaki
Kocham to!
OdpowiedzUsuńOby wszystko się u Ciebie ułożyło!
Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam <3.
UsuńGdyby nie ten rozdział, to dzisiaj popełniłabym chyba samobójswo, wiec Niebiosom niech będą dzięki za ciebie, twój geniusz i mistrzowskie wyczucie czasu, naprawdę coraz bardziej się wkręcam, bo robi się coraz bardziej gorąco. Ale dlaczego Kazama! Dlaczego to nie mógł być Itachi?! (Pytanie oczywiście retoryczne- wrefy byłoby zbyt pięknie) Ale to nic jestem pewna że szykujesz jakąś niespodziankę. Pozdrowionka i weny, weny, weny życzę...
OdpowiedzUsuńJakie samobójstwo? Jakim prawem chcesz pozbawić mnie czytelnika? He? Nie wolno Ci umierać, nie pozwalam :3.
UsuńMiód na me serce lejesz słowami, że historia Cię wciaga coraz mocniej. Tak, tak! jeszcze trochę a będę rządzić blogosferą! Huehuehuehuheuheuhehuhe... Dobra, Dita bez szaleństw.
Dlaczego Kazama? Hm... dobre pytanie. Jedyną dobrą odpowiedzią jest, że Uchiha ma robotę do wykonania XD. Nie może niańczyć Senju... chociaż pewnie by chciał^^. Oczywiście nie przyznałby się do tego głośno, ale no... nie pogardziłby XD.
Dziękuję Ci za komentarz i mam nadzieje, że nie zawiodę pomysłem. Wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko <3.