Dziś mały wstęp. Przedstawiam nowy, gorący rozdział.
Mam nadzieję, że się spodoba, tym bardziej, że mam plan! Haahahaha… dobra. Jeszcze
druga sprawa, że nie wiadomo czy go zrealizuję, ale no… staram się dążyć do
wyznaczonego celu, bez zbaczania z trasy. Trzymajcie kciuki, Kochani.
Pozdrawiam cieplutko i czekam na komentarze <3.
Ach, i zapomniałam dodać... nie kukane przez Betę, ale to raczej widać.
Kazama z
roztargnieniem potarł linię szczęki, patrząc na grupę demonów. Siedzieli przy
długim stole, przekładając jakieś papiery i szepcząc między sobą. Już dawno nie
widział ich wszystkich w komplecie, ale jakoś specjalnie nie tęsknił za tą
bandą idiotów. Doskonale wiedział o niektórych machlojkach w jakich brali
czynny udział — np. o handlu ich unikalną krwią — ale póki co nie zamierzał się
tym zajmować. Do czasu jak nie sprzymierzali się z żadną z wielkich Wiosek,
milczał. Ale wszystko ma swój kres.
Czując pod
palcami kiełkujący zarost, skrzywił się odrobinę. Ostatnia sytuacja w
rezydencji Senju tak mocno wytrąciła go z równowagi, że zapomniał się ogolić
przed wizytą w siedzibie demonów. I nie, nie chodziło tu o próżność, ale
zwyczajnie ta poranna czynność była swego rodzaju rutyną, która pozwalała mu na
przemyślenia. Taki rodzaj medytacji z maszynką w ręku.
Westchnął
ciężko, przymykając na moment powieki. Zdecydowanie powinien nabrać dystansu.
Przebywanie tak długo w towarzystwie Liv mąciło jego zdrowy rozsądek, zwłaszcza
że odczuwał irytujący oddech konkurencji na karku. Nie, nie bał się porażki w
starciu z Uchihą. Miał świadomość swojej niebywałej przewagi nad brunetem,
mianowicie Senju powoli poddawała się płynącej w niej demonicznej krwi, która
ciągnęła ich ku sobie. Jednak Kazama nie należał do naiwniaków. Jeżeli teraz pozwoli
aby dziewczyna zadziałała pod wpływem chwili, albo co gorsza on się nie
powstrzyma to nic nie uzyska. Burzące krew w żyłach wspomnienie do kolekcji i
nic ponad to.
Otworzył oczy,
wyczuwając na sobie czyjeś spojrzenie. Bez trudu zlokalizował demona, bezczelnie
zakłócającego jego rozmyślania. Obserwujący go delikwent zaraz się speszył,
ponownie skupiając się na trzymanych notatkach. Cóż, nawet dobrze się stało, że
jednak zawitał w kryjówce. Wiszące w powietrzu niezadowolenie co poniektórych
oraz jawne rozczarowanie obecnością Chikage, nasuwało na myśl jedno. Zamierzali
knuć przeciwko niemu, a teraz zwyczajnie nie mieli jak. Pojawiając się
pomieszał tym durniom szyki. Mimowolnie się uśmiechnął, dostrzegając nerwowe
spięcie ramion najbliżej usadowionych pobratymców. Tak, chyba nadeszła
odpowiednia pora aby odrobinę odświeżyć im pamięć, dlaczego to jego nazywano
Demonicznym Królem.
~oOo~
Liv z trudno
skrywaną pogardą, zmierzyła wzrokiem Hakaze. Kunoichi zastąpiła jej drogę gdy
wracała ze spotkania z uczniami i teraz zamiast powiedzieć o co chodzi, stała
wlepiając w Senju spojrzenie godne bazyliszka. No cóż, najwyraźniej sympatia
jaką ją do niedawno darzyła, umarła wraz z narzeczeństwem Amai. Trudno,
przecież nie będzie rozpaczać. W każdym razie zainteresowało Liv co innego.
Na pierwszy rzut
oka, Hakaze prezentowała się tak jakby się wybierała na randkę. Białe, długie
włosy upięła w wysoki, wymuskany kok odsłaniający złote kolczyki. Delikatny
makijaż podkreślał migdałowy kształt oczu, a do tego sukienka w kolorze ognistej
czerwieni. Tak obcisła, że Liv zastanawiała się jak można w niej spokojnie
oddychać.
— Idę na
spotkanie z Itachim — poinformowała z wyższością, robiąc krok w stronę Senju.
Podparła ręce na biodrach, prostując się dumnie i unosząc podbródek. Wyglądała
jak laureatka jakiegoś konkursu w którym zdobyła główną wygraną.
— I co w związku
z tym? — zapytała Liv, nie kryjąc znudzenia. Doprawdy, czy wraz z ujawnieniem
uczuć jakimi darzyła Uchihę, Hakaze straciła cały rozum? Puszyła się tak jakby
co najmniej już została synową Fugaku. Zresztą, naprawdę sądziła, że to jest
wiadomość bez której nie można się obejść? — Oczekujesz błogosławieństwa?
— Nie. Chciałam
ci uświadomić, że przegrałaś i żebyś z godnością to zaakceptowała — zacmokała z
jawną satysfakcją, mrużąc powieki.
— Okej… — Senju
z pewną dozą rozbawienia, zmierzyła szpilki kunoichi na niebotycznych obcasach,
dumając jak w takim czymś można spokojnie chodzić. Ona z pewnością wyłożyłaby
się jak długa już po paru metrach, ewentualnie założyła tylko po to aby w nich
usiąść. — A czy Uchiha wie o tym spotkaniu? Bo spędzając u mnie poranek, nie
wyglądał jakby mu się gdzieś spieszyło… — wymruczała, nie mogąc sobie darować
tej odrobiny złośliwości. To było zwyczajnie silniejsze od niej. Na swoje
usprawiedliwienie miała to, że Hakaze sama ją sprowokowała.
— Kłamiesz.
— Możesz go
zapytać — zaśmiała się Senju, spoglądając na towarzyszkę spod rzęs i aż się
zdziwiła, że Hakaze nagle zbladła jak ściana. Czyżby naprawdę uwierzyła w niemą
sugestię o jej gorącym poranku z Itachim? Och, chyba powinna się zastanowić nad
karierą aktorską.
— O, właśnie tu
idzie — wyszeptała konspiracyjnie, wskazując na zbliżającego się bruneta. Mało
się nie roześmiała, gdy z obojętnością omiótł Hakaze spojrzeniem nawet na
sekundę nie zatrzymując wzroku, po czym skupił się na niej. Aż poruszyła się
niespokojnie pod świdrującymi czarnymi jak węgiel ślepiami. Poczuła się
zdecydowanie nieswojo pod taką ilością Uchihowskiej uwagi.
— Itachi, pamiętasz
o naszym spotkaniu?
Liv na te słowa
zmarszczyła odrobinę brwi. Do tej pory przypuszczała, że z tą randką Hakaze
zwyczajnie blefuje, ale najwyraźniej się przeliczyła. Uchiha nie zareagował
zdziwieniem na wspomnienie o nim, a to świadczyło, że rzeczywiście mieli się
dziś zobaczyć.
— Pamiętam.
Senju aż skrzywiła
się mimowolnie, zaraz odwracając się na pięcie do odejścia. Nie zamierzała stać
tu jak kołek i słuchać omawiania randkowych planów. Zdecydowanie nie
pretendowania do ludzi o skłonnościach masochistycznych. Bolesne kłucie w sercu
nie należało do najprzyjemniejszych przeżyć, więc lepiej się było z godnością
oddalić.
— Niestety nie
dam rady — stwierdził Itachi, w końcu zerkając na pełną nadziei kunoichi. Faktem
było, że ostatnim o czym marzył to zostanie sam na sam z Hakaze i gdyby nie
polecenie samej Piątej to zwyczajnie by zaproszenie zignorował. Na całe
szczęście Tsunade zgodziła się na zastępstwo w przeszukiwaniu biblioteki
przodków jej klanu, gdy wyłuszczył kobiecie doświadczenie kuzyna. — Jednak,
Shisui wpadnie rzucić okiem na notatki twojego dziadka. On jest bardziej
doświadczony, jeżeli chodzi o rozszyfrowywanie tekstów za pomocą Sharingana.
— Ale…
— Przykro mi —
uciął stanowczo, za nic mając rozczarowaną minę kobiety. No cóż, gdyby nie ta
pamiętna akcja z ciążą to być może chociażby rozważył zerknięcie w te papiery,
a tak, nic z tego.
Liv z trudem
opanowała śmiech pełen ulgi. Owszem, Hakaze nie skłamała ze spotkaniem, ale
przemilczała dosyć istotny fakt, mianowicie, że będzie ono miało charakter
służbowy. I choć Senju nikomu by się do tego nie przyznała — nawet na ciężkich
torturach — to po poznaniu prawdy, poczuła jakby ktoś wyciągnął jej z serca
bolesną drzazgę.
Okej, wiedziała,
że jeżeli Uchiha pojawiłby się w domu zakochanej po uszy kunoichi to ta z
pewnością dołożyłaby wszelkich starań aby ta wizyta nie przebiegała formalnie. Najdobitniej
świadczył o tym ubiór adoratorki Itachiego, który czynił z niej chodzącą pokusę.
Oczyma wyobraźni
niemal widziała tę masę atrakcji oraz pułapek czekających na bruneta.
Przystrojone, klimatycznie przyciemnione mieszkanie, łagodna muzyka w tle, a na
stole kolacja dla dwojga. Oczywiście, Hakaze jako osoba zapobiegliwa, pewnie
dla niepoznaki przystosowała odpowiednio również gabinet z czekającym tam
zwojem. Notatki przeglądaliby przy kieliszku wina, w świetle płonącego kominka.
Czyż nie nastrojowo?
Rozmyślając nad
tym, nagle kątem oka dostrzegła znikającego w alejce ucznia. Chłopak co dziwne,
jak tylko ją zobaczył momentalnie zawrócił. I to tak bezczelnie, że aż gryzło w
oczy. Dostrzegając Senju, stanął jak wryty, zbladł, a później wykonał szybki w
tył zwrot i chodu. Nie pozostawił złudzeń, że za wszelką cenę zamierza uniknąć
spotkania. Uwadze Liv nie umknęło również pełne uzbrojenie Yuchiro. To już
zdecydowanie było podejrzane. Owszem, podopieczny Senju mógł wybierać się na
pole treningowe, ale w takim razie dlaczego uciekł? Gdyby czegoś nie kombinował
to najzwyczajniej w świecie by się przywitał przechodząc obok, a nie specjalnie
zmieniał trasę. Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że zawrócił do domu bo
czegoś zapomniał, ale umówmy się… Yuchiro to nie roztrzepany Zaku, który
zapomniałby własnej głowy gdyby nie to, że została umocowana solidnie na karku.
W zadumie
zmrużyła powieki, w sekundzie lokalizując przemieszczającą się czakrę chłopaka.
Tak jak przypuszczała, nie biegł do mieszkania, ale do północnej bramy.
— Senju? — Aż
podskoczyła, gdy poczuła chłodny dotyk na ramieniu wyrywający ją z transu.
Zdekoncentrowana spojrzała na przyglądającego się jej uważnie Uchihę.
— Co jest? —
mruknęła, wciąż mimochodem śledząc przemieszczającego się ucznia. Nie
zamierzała smarkacza zgubić, skoro nadarzyła się idealna okazja aby się
dowiedzieć co knuje. Tyle tylko, że ten przebrzydły małolat chyba się domyślił,
że jest kontrolowany bo zatrzymał się przy budce ze strażnikami i po kilku
minutach zawrócił do domu. Żeby to cholera wzięła!
— Dobrze widzę?
Liv? O rany, ale wyrosłaś…
— Eeee… pani
Mikoto? — Senju aż zdębiała, gdy dostrzegła zmierzającą do nich pewnym krokiem
matkę Itachiego. W rękach dzierżyła dwie wielkie torby z zakupami, które
natychmiast zostały przechwycone przez jej syna. Kobieta wyróżniała się pośród
tłumu chłodną urodą, która z pewnością by onieśmielała gdyby nie ciepłe, pełne
dobroci oczy.
Mikoto z
wdzięcznością pogłaskała po policzku swoją najstarsza latorośl, po czym
ponownie skupiła się na jego towarzyszce.
— Jak te lata
lecą… — westchnęła ciężko, odgarniając za ucho niepokorny kosmyk i uśmiechnęła
się. — Opowiadaj, co tam u ciebie?
— W zasadzie…
bez zmian, pani Mikoto. Wciąż w czynnej służbie — odparła Liv po krótkim
namyśle, odwzajemniając uśmiech. Już jako dziecko szczerze i bezwarunkowo
pokochała żonę Fugaku za ofiarowaną namiastkę matczynej miłości. Pamiętała jaka
czuła się wyjątkowa za każdym razem gdy wpadali do rezydencji Uchiha. Pani
Mikoto poświęcała jej masę cennej uwagi, traktując nie gorzej niż własne dzieci.
Często przytulała oraz obdarowywała czułością.
Do tej pory Liv nie
zapomniała jak czuwała nad nią w pierwszych miesiącach od śmierci ojca. Niby
przypadkiem zaglądała do posiadłości pod byle pretekstem, upewniając się czy u niej
wszystko w porządku. Co ciekawe zawsze przynosiła garczek zupy czy innej
potrawy — stanowczo zaprzeczające, że to było niezaplanowane przybycie —
ewentualnie robiła nalot na lodówkę i na szybko gotowała jakiś nieskomplikowany
obiad. Później wszystko się rozwiało. Senju trafiła w szeregi ANBU a pani
Mikoto poświęciła się opiece nad dziećmi.
— W każdym
razie, masz jakieś plany na wieczór?
— Raczej nie… —
przyznała Liv w zamyśleniu, drapiąc się po brodzie. Mimowolnie zerknęła na
stojącego za matką Itachiego, zaraz uśmiechając się chytrze. — Dziś cała moja
drużyna awansowała na Chuuninów, więc ponownie jestem wolnym strzelcem czekającym
na zlecenie — rzuciła z dumą, bezczelnie gapiąc się na reakcję bruneta. Cóż,
sukcesami trzeba się chwalić, zwłaszcza jak się przegoniło geniusza Uchiha.
Tyle że rzeczony fenomen nijak nie przejął się tym skierowanym w niego jawnym
przytykiem.
— Och, to
cudownie — zawołała pani Mikoto, aż klaskając w dłonie. — Gratuluję. Takie
sukcesy trzeba świętować i celebrować w odpowiedni sposób.
Itachi spojrzał
kontrolnie na matkę, zaraz wzdychając ciężko. Tak, sprawa została przesądzona.
Niemal widział trybiki pracujące w jej głowie, a niczego nieświadoma Liv
jeszcze ją podjudzała.
— Chyba tak — odparła ostrożnie Senju, nagle
wyczuwając podstęp. Zbytni entuzjazm pani Mikoto nie wróżył dobrze.
— Wspaniale, że
się zgadzamy. W takim razie zapraszamy cię do nas, prawda Itachi? Usiądziemy
przy kawie, pogadamy, upiekę ciasto… Jabłecznik to twoje ulubione, dobrze
pamiętam, Liv? Oczywiście, że tak… Obowiązkowo posypane kruszonką — snuła na
głos świetlistą wizję, łapiąc dziewczynę za dłonie i uśmiechając się
promiennie. — W takim razie jesteśmy umówieni, godzina osiemnasta u nas.
— Ale… nie wiem
czy to…
— Do zobaczenia,
Liv — błyskawicznie weszła kunoichi w słowo, przerywając wszelkie wykręty. Na
odchodne uszczypnęła Senju w policzek i nie czekając na nic, złapała syna pod
ramię szybkim krokiem ruszając do rezydencji.
— Cholera…
~oOo~
Liv aż
wstrzymała na kilka sekund oddech, wpatrując się w rezydencję Uchiha. Utrzymana
w klasycznym budownictwie, wydawała się górować nad pięknym ogrodem i każdy
obywatel Konohy — w odróżnieniu do Senju — byłby zachwycony zaproszeniem do
posiadłości. Klan Uchiha należał do najstarszych rodzin wielopokoleniowych w
Wiosce Liścia i absolutnie wszyscy mieszkańcy chcieliby uchylić rąbka tajemnicy
o ich hermetycznej społeczności. Niestety ta dzielnica była zamknięta dla
wszystkich spoza rodu, a nawet jeśli ktoś już uzyskał do niej przepustkę to i
tak czuł się jak intruz.
Wzdychając
ciężko, Liv powoli ruszyła do drzwi wejściowych. Z każdym krokiem bolesny
uścisk w żołądku zdawał się nasilać, podczas gdy rozum gorąco zachęcał do
taktycznego odwrotu. Ignorując natarczywy głos w głowie, postanowiła się skupić
na wspaniale utrzymanej posesji. Każdą rabatę z kwiatami, krzew czy drzewo
posadzono z wielkim rozmysłem nic nie pozostawiając przypadkowi. Kolorowe
trawy, karłowate wierzby czy poukładane schludnie kamienie tworzące skalniaki
sprawiały, że człowiek miał wrażenie, że patrzy na małe dzieło sztuki. Zdrowe
bujne rośliny cieszyły oko, a szum wartkiego strumyka płynącego przez posesję
koił zmysły.
Liv aż drgnęła
nerwowo, gdy dostrzegła przed nosem solidne drzwi. Nawet się nie zorientowała
jak do nich dotarła i tylko cud uchronił ją od przywalenia w nie czołem czyniąc
ją właścicielką gigantycznego guza. Wpatrując się w ciemne drewno, nerwowym
ruchem przeczesała grzywkę ostatni raz rzucając krytyczne spojrzenie na ubiór.
Cóż, z racji
tego, że została zaproszona wyłącznie na kawę z drobnym poczęstunkiem — tak, aż
się zaśliniła na myśl o placku — nie stroiła się wybitnie. No dobrze, kogo
chciała oszukać… Przegrzebała całą garderobę w poszukiwaniu tego zestawu.
Wydawał się idealny na to wyjście. Zbyt wyszukany na co dzień, ale i
równocześnie za mało elegancki na oficjalne przyjęcie. Tak, Senju uważała, że
dokonała trafnego wyboru podczas wygładzania niewidocznych fałdek materiału na
biodrach. Zielona sukienka została uszyta z przewiewnej tkaniny, a dzięki temu
że posiadała dwa długie rozcięcia po bokach, nie przeszkadzała w ewentualnej
walce. Jednym słowem, była bardzo uniwersalna. Uspokojona podniosła wzrok na
wejście, już chcąc zapukać gdy to niespodziewanie się otwarło, a ona została
dosłownie wciągnięta do środka.
Zanim się
zorientowała co dokładnie się dzieje już posadzono ją na miękkiej kanapie,
przed nią na niskim stoliku czekała parująca kawa, a na środku patera z
ciastami. Zamrugała zaskoczona podnosząc wzrok na siedzących naprzeciwko
gospodarzy. Mikoto uśmiechała się do niej ciepło znad filiżanki, podczas gdy
Fugaku rozparł się wygodniej w fotelu odpalając drewnianą fajkę.
— Odrobinę mi
przykro, że w ogóle nas nie odwiedzałaś przez te lata — wytknęła pani domu,
wrzucając do napoju kostkę cukru. I o ile Liv jeszcze nie doszła do siebie po
tym nietypowym wejściu, to Mikoto zachowywała się jakby nic się nie stało. —
Zawsze byłaś tu mile widziana.
— Po śmierci
taty skupiłam się na karierze — wyznała Liv, czując się wyjątkowo niezręcznie
na ten wyrzut. Czy Mikoto nie wiedziała o niezdrowej rywalizacji jaka
zakiełkowała pomiędzy Itachim a nią? Jak w takim razie miała ich odwiedzać,
nawet jeśli by chciała? Dumając nad tym aż poruszyła się nieswojo, wyczuwając
czujne spojrzenie Fugaku. Mężczyzna nie wyglądał tak jakby zamierzał zabrać
głos, ale uważnie słuchał co trochę wypuszczając kłąb tytoniowego dymu z ust.
— To pozwoliło
mi szybko dorosnąć.
— Rzeczywiście,
ale kiedyś nadchodzi taki dzień, kiedy wypadałoby zwolnić — zauważyła logicznie
Mikoto. — Przez kolejne szczeble kariery przemknęłaś jak strzała. Oczywiście
nie twierdzę, że to źle że jesteś ambitna. W końcu to dzięki tobie, nasz Zaku
tak prędko zdobył rangę chunnina, o czym nie pozwala nikomu zapomnieć —
zaśmiała się ciepło, kładąc dłoń na ramieniu męża. — Jesteśmy z niego tacy
dumni.
— Cóż, Zaku jest
wyjątkowy — przyznała Liv, opierając się wygodniej o kanapę. Tak, o tym mogła
rozmawiać. To były bezpieczne tereny. — To tylko kwestia czasu jak zostanie
powołany do jakiejś elitarnej formacji. Z tego co wiem już kilka go obserwuje.
— Nie dziwne.
Każdy mądry dowódca pragnie mieć wśród żołnierzy kogoś z naszego klanu —
stwierdził prosty fakt Fugaku, zakładając nogę na nogę. Liv chciałaby zarzucić
mężczyźnie próżność, ale powiedział szczerą prawdę. Umiejętności członków rodu
Uchiha klasyfikowały ich jako śmietankę wśród najlepszych shinobi Konohy.
— Tak, państwa
dzieci geniusz chyba mają zapisany w genach.
Słysząc to
Mikoto aż się zaśmiała perliście, a Liv zamarła w skonsternowaniu. Ona to miała
pierońskie szczęście… A dlaczego? Bo właśnie ten właśnie moment wybrał Itachi
aby wejść do pomieszczenia i Senju się nie łudziła, że umknęła mu ta ostatnia
uwaga. Doprawdy, dlaczego w najgorszych chwilach ujawnia się jej brak wyczucia
aby się zamknąć? Widziała na ustach bruneta jakże irytujący, lekki uśmiech, gdy
pocałował krótko matkę w policzek na przywitanie.
— Jestem —
zakomunikował biorąc jeden kawałek ciasta i siadając u boku Liv. Zerknął kątem
oka na napiętą niczym struna towarzyszkę, nieomieszkając otaksować stroju. W końcu
nie co dzień się widzi Senju w sukience, do tego tak eleganckiej i nie dziwne,
że zwróciło to jego uwagę.
— Spóźniłeś się.
— Mówiłem, że
nie wiem ile mi zejdzie u kapitana.
— Ważne, że
przyszedłeś — załagodziła Mikoto, nalewając z czajniczka kawy i stawiając przed
synem. — Liv, więc jakie masz plany na przyszłość? Wracasz do ANBU?
— Cóż, dostałam
kilka ofert, zarówno do pracy tu jak i poza granicami kraju Ognia… ale, jeszcze
się nad tym nie zastanawiałam. Prawdopodobnie zdam się na osąd Hokage, niech Czcigodna
zdecyduje gdzie jestem najbardziej potrzebna. — Wzruszyła ramionami, zaraz się
wzdrygając gdy niechcący dotknęła siedzącego obok bruneta. Jak to się stało, że
znalazł się tak blisko?!
Uśmiechając się
z przymusem upiła łyk kawy, dumając kiedy może uciec aby nie obrazić
gospodarzy. Ta wizyta była zdecydowanie dziwna. Senju czuła przez skórę, że
matka Itachiego wyraźnie ją sonduje, ale o co dokładnie chodziło, nie miała
bladego pojęcia.
— A może czas
pomyśleć o ustatkowaniu? Tylu miłych i przystojnych shinobi jest do wzięcia…
Słysząc to Liv
aż się zachłysnęła, z trudem opanowując kaszel. Przyciskając dłoń do ust, przez
łzy spojrzała na panią Uchiha w niedowierzaniu. Doprawdy, czy ona się nie
przesłyszała? Naprawdę nie sądziła, że zagalopują się w jej życie prywatne ale
najwyraźniej się pomyliła. Czyli do tego był ten długi wstęp… żeby to cholera
wzięła.
A jakby tego
było mało to jeszcze nie umknął Senju śmiech Itachiego. Tak, brunet chichotał w
najlepsze maskując to siorpaniem kawy. Niech no tylko nadarzy się odpowiednia
okazja, a ona już się postara o to aby śpiewał baranim głosem.
— Mikoto myślę,
że to nie nasza sprawa… — Fugaku zerknął na żonę kontrolnie, po czym odetchnął
głęboko podnosząc się z fotela. — Chociaż popieram twoje obawy, że Konoha bardzo
wiele by straciła gdyby użytkownik Latającego Boga Piorunów zniknął z osady…
Senju aż
zmarszczyła brwi, przenosząc wzrok na mężczyznę. Doskonale zrozumiała aluzję.
Nie trzeba było być geniuszem aby wyczytać między wierszami, niemą sugestię o
jej zacieśnieniu więzi z demonami. Kto jak kto, ale Fugaku Uchiha z pewnością
wiedział o Kazamie, który prawie się zadomowił w rezydencji klanu Senju.
— Wracam do
pracy. Do widzenia, Liv.
— Do widzenia —
mruknęła, zaciskając usta podczas odprowadzania spojrzeniem starszego Uchihy.
Naprawdę dziwne tematy poruszano w tym domu. Kiedy tylko dotarły do niej coraz
bardziej oddalające się kroki mężczyzny, uśmiechnęła się groźnie. Przypomniała
sobie o zaplanowanej, a raczej obiecanej w myślach zemście na Itachim za
naśmiewanie się z niekomfortowego kierunku rozmowy. Chyba nadeszła odpowiednia
pora, aby to on się trochę poirytował. — Cóż, pani syn również nie pali się do
ożenku, mimo mnogości ofert.
Aż zmrużyła oczy
z uciechy, gdy do jej uszu doleciała najwspanialsza muzyka. Teraz do Itachi
walczył o oddech, pokasłując w zaciśniętą pięść. Zemsta jest rozkoszą bogów.
— Wiem. — Mikoto
zmroziła syna wzrokiem, po chwili jednak wzdychając ciężko. — Szkoda, że nie
dogadali się z Amai… to taka miła dziewczyna. Wymarzona synowa.
— Zgadzam się,
ma zadatki na idealną żonę.
— Z drugiej
strony, jak każda matka wolałabym żeby moje dziecko wzięło ślub z miłości —
stwierdziła pani Uchiha, posyłając ciepły uśmiech synowi. — W tych burzliwych
czasach to ona gwarantuje szczęśliwy dom.
— Mamo, proszę
cię… — odezwał się sam zainteresowany, odkładając filiżankę na stół. — Nie mamy
ciekawszych tematów?
— Jakie niby?
Praca?
— Na przykład.
— O nie, mój
pierworodny synu…
Liv całkowicie
się wyłączyła z rozmowy, skupiając na widoku za oknem. Świadomość doskonałych
relacji Itachiego z matką, dziwnie ją poruszyła. A w zasadzie sprawiła, że
mocniej zatęskniła za przeszłością. Za milczącą, trochę chłodną obecnością
ojca. Nie, Kamirama nie był wylewny w uczuciach jak Mikoto Uchiha. Jednak, to
dzięki niemu dom był domem. Miejscem gdzie wracała, bo ktoś na nią czekał.
— Liv? Coś się
stało?
— Słucham? —
Senju spojrzała prosto w ciemne oczy pani Mikoto, bez trudu dostrzegając w nich
troskę. To aż dziwne, że członek klanu Uchiha posiadał w sobie aż tyle empatii,
której nie ukrywał. Przecież ten ród hamowanie emocji miał zapisany praktycznie
w genach. — Przepraszam, zamyśliłam się — odezwała się po dłuższej chwili,
podnosząc się z kanapy. — Najwyższy czas na mnie.
— Tak szybko?
— Pora uporać
się z zaległymi raportami, bo jeszcze trochę, a Piąta żywcem mnie obedrze ze
skóry i powiesi jako trofeum nad biurkiem — wyjaśniła, z trudem ignorując pełen
rozczarowania wzrok matki Uchihy. Nie, tym razem nie ulegnie tym sarnim oczom. —
Dziękuję za kawę i pyszne ciasto. Bardzo miło było się znowu z panią zobaczyć.
— Och, Liv… —
Zanim zdążyła odskoczyć, pani Mikoto zamknęła ją w mocnym uścisku przytulając
do piersi. I chociaż za żadne skarby nie przyznałaby się do tego głośno, to ten
gest sprawił jej przyjemność. — Masz wpadać częściej, rozumiemy się? Pamiętaj o
tym, że jesteś dla mnie jak rodzona córka.
— Tak, tak… —
westchnęła przewracając oczami, gdy wreszcie mogła się odsunąć.
— Itachi,
odprowadzisz naszego gościa?
— Oczywiście.
— Pani Mikoto,
po co ta fatyga — sapnęła Liv, starając się za wszelką cenę wyciszyć nerwowy
ton pobrzmiewający w głosie. Cholera, nie potrzebowała asysty, a już
szczególnie tej Itachiego.
— Bo tak wypada
— stwierdziła stanowczo, popychając ich do wyjścia. Gdy już stanęli na progu,
zmrużyła groźnie powieki mrożąc każde z osobna spojrzeniem od góry do dołu. — I
bez żadnych sztuczek, kochani.
Liv naprawdę nie
dowierzała, że się na to zgodziła. Po prostu chyba została potraktowana
genjutsu przez Mikoto, bo wyłącznie to
tłumaczyło fakt, że Itachi rzeczywiście odprowadzał ją do domu. Szli ramię w
ramię pustymi uliczkami Konohy, nie zamieniając nawet słowa. Zupełnie jak po
jakiejś randce, na której miała okazję poznania przyszłych teściów. Zaraz, co?
O czym ona w ogóle pomyślała… Jaka randka? Jacy teściowie? Te jabłka w tym
placku musiały być sfermentowane, skoro takie głupoty przychodzą jej do głowy.
W każdym razie,
wisząca pomiędzy nimi cisza nie należała do tych z kategorii ciężkich. Po
prostu, oboje oddali się rozmyślaniu. O czym dumał geniusz Uchiha? Tego Liv nie
wiedziała. Maska bez emocji nic nie zdradzała, tak samo jak ciemne oczy.
Wzdychając ciężko, przeniosła spojrzenie na niebo.
— Wyzywam cię na
pojedynek, Senju…
— Co? — Aż się
potknęła na tę niespodziewaną propozycję, zaraz wlepiając wzrok w przyglądającego
się jej uważnie Uchihę. Skąd u diabła ten nagły pomysł? Szaleju się najadł, czy
jak? — Tu i teraz? — sarknęła, unosząc drwiąco brwi.
— Tak, teraz. I
nie, nie tu. W Dolinie Końca.
— Okej… —
mruknęła z zawahaniem, teraz już nic nie rozumiejąc. Dobrze, od zawsze tliła
się w nich smykałka do rywalizacji. Spoko, chociaż to zazwyczaj ona bardziej
dążyła do konfrontacji, ale niech będzie. Może Itachiemu się odmieniło. Jednak
pytanie zasadnicze brzmiało, dlaczego chciał walki akurat tam? — A co jeśli się
nie zgodzę? No wiesz… termin mi na przykład nie leży…
— Pomyślę, że
się boisz porażki.
— Tak? A co
jeśli zaprezentuję ci logiczne wytłumaczenie?
— A masz takie,
które zabrzmi dość przekonująco?
— Owszem. Wybierając
się na spotkanie z twoją matką nie zbroiłam się jak na wojnę — prychnęła,
kręcąc w niedowierzaniu głową. Liv instynktownie czuła, że przystanie na
propozycje pojedynku z Itachim będzie miało nieodwracalne konsekwencje. Jakie
dokładnie, nie wiedziała, ale intuicja podpowiadała aby tym razem się wycofać. Przeczekać.
— W zasadzie, to nic nie mam.
— Kłamiesz.
Senju aż się
cofnęła w zdezorientowaniu, gdy podszedł bliżej patrząc na nią spod rzęs.
Ciemne oczy Uchihy niemal hipnotyzowały, sprawiając, że zamarła w bezruchu. Unikalny
zapach Itachiego bezpardonowo zaatakował zmysły, wywołując pustkę w głowie.
Każda kiełkująca myśl zanikała, zanim się w pełni uformowała.
Dopiero po
chwili udało się jej pokonać dziwny paraliż ciała i zmusić się do działania.
Czuła się zaszczuta atakującymi bodźcami. Wyczuwała przez skórę promieniujące
ciepło, oddech, a nawet napięcie mięśniowe bruneta co tylko mocniej ją
wytrącało z równowagi. W oka mgnieniu położyła mu dłoń na piersi próbując odsunąć,
ale ku frustracji Senju nie drgnął nawet o milimetr. Zupełnie jakby wrósł w
ziemię.
— Jesteś za
blisko — wysyczała ostrzegawczo, mrużąc groźnie powieki. Sekundę później aż
wstrzymała oddech, gdy chłodne palce przesunęły się wzdłuż rozcięcia na udzie
drażniąc dotykiem nagą skórę. Bez wahania wkroczył w jej przestrzeń intymną,
naruszając ją fizycznym kontaktem. — Co ty…
— Myślałaś, że
nie zauważę kabury? — wyszeptał, unosząc brew i zmysłowo zaczepiając paznokciem
o skórzaną obręcz, ciasno opinającą nogę Liv.
— To… trochę
mało, jak na walkę… z geniuszem. — Wykrztuszenie tych pourywanych słów,
kosztowało Senju naprawdę wiele wysiłku oraz samozaparcia. Skonstruowanie
logicznej wypowiedzi w takich ekstremalnych warunkach graniczyło z cudem i za
dokonanie tego zasługiwała na złoty medal. Ba, co tam medal, żądała pomnika! Z
trudem przełknęła ślinę, usiłując zapanować nad drżeniem wywołanym przez
elektryzujący dotyk. A już myślała, że uporała się z tą niezdrową fascynacją…
— To już drugi
raz.
— Co, drugi raz?
— Bardzo, ale to bardzo pragnęła się odsunąć. I najchętniej by to zrobiła,
gdyby nie cholerna duma. Krok w tył oznaczałby porażkę.
— Przyznałaś, że
jestem geniuszem — zaśmiał się ochryple, owiewając gorącym oddechem wargi Senju
podczas gdy jego dłoń przesuwała się w kierunku biodra kunoichi.
— Hn. — Liv w
konsternacji zacisnęła zęby, naprawdę starając się nie patrzeć na usta Uchihy,
bo jedyne co kołatało się w jej głowie to to aby go pocałować. Przyciągnąć
bliżej i … Cholera, kogo chciała oszukać… uczucie jakim go darzyła, nie umarło
a zostało jedynie zepchnięte na dalszy plan. Wystarczyło, że Itachi szarpnął za
odpowiednie struny, a znowu się pojawił się ten okropny bałagan uczuciowy. Ten żar.
To pragnienie, to tlące się pod skórą podniecenie kuszące do wyciągnięcia
ramion i…
— Przyjmujesz
wyzwanie?
Słowa
wypowiadane przez Uchihę nie miały większego znaczenia. One były tylko
pretekstem. Powodem, dającym pretekst do spotkania sam na sam. Ich zadaniem
była prowokacja, ale prawdziwy cel pozostawał w ukryciu. Niedopowiedziany, a jednak
wyczuwalny jak napięcie tlące się w ich ciałach.
Całkowicie
zignorowała szept Itachiego, wgapiając się w zaciśnięte palce na jego ubraniu.
I chociaż pierwotny plan zakładał odepchnięcie bruneta, to teraz bez udziału
woli, trzymała go żeby czasem nie uciekł.
— Ja…
Niespodziewany
krzyk jastrzębia sprawił, że aż drgnęli nerwowo zaraz spoglądając na niebo.
Wielki, brązowo złoty ptak krążył niecierpliwie nad ich głowami co trochę
zniżając lot i nawołując, jakby w ponagleniu.
~oOo~
Tsunade
siedziała przy biurku, intensywnie masując pulsujące skronie. Ostatnia wiadomość
przesłana przez grupę zwiadowczą z południowych granic dosłownie wyrwała ją z
łóżka, w oka mgnieniu odpędzając senność. Sytuacja w tamtym regionie
prezentowała się gorzej niż źle. Było fatalnie.
Zostały wdrożone
już pierwsze procedury postępowania w takich przypadkach, ale to wciąż za mało.
Liczba dostępnych shinobi dosłownie topniała z chwili na chwilę, a przecież
zlecania na misje wciąż napływały. Zawieszenie ich nie wchodziło w grę. To oznaczałoby,
że Konoha osłabła.
Tsunade
westchnęła ciężko, zaglądając do szuflady. Tak, powinna się domyślić, że coś
się wydarzy. Przecież wygrała w lokalnej loterii. Ona, pechowiec jakich mało. Zacisnęła
ze złości usta, zamykając palce na wyciągniętym kuponie.
Klan Inuzuka
oraz Hyuuga już podjęły współpracę z Shizune, która przewodziła oddziałom
ratunkowym. Byakugan i doskonały węch psów, usprawni akcję ratunkową, a
przynajmniej zwiększy szansę na znalezienie żywych ludzi.
Z zamyślenia
wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi, na co gwałtownie uniosła głowę. Przez
dłuższą chwilę wpatrywała się w stojącą przed nią dwójkę, dumając czy aby na
pewno nie są potrzebni w miejscu kataklizmu. Sharingan może by się i przydał,
ale Latający Bóg Piorunów już niekoniecznie.
— Czcigodna?
— Misje mam dla
was — mruknęła, nerwowym gestem przeczesując włosy. Tak dużo zleceń, tak mało
dostępnych shinobi. Dlaczego to musiało się wydarzyć w tak gorącym okresie… I
dlaczego nie zastanowiła się dłużej przed objęciem funkcji Hokage. — Od razu
uprzedzam pytania, że bierzecie wszystko jak leci i bez grymaszenia.
— Ale…
— Powiedziałam!
Bez marudzenia — warknęła Piąta, wskazując na dwa zgrabne stosiki zwojów. —
Prawy Uchihy, lewy twój, Senju.
— Ale…
— Naprawdę, nie
jestem w nastroju na dyskusję, Senju… — Tsunade spod groźnie zmrużonych oczu,
obserwowała jak Itachi powoli przegląda zlecenia wystukując długopisem nerwowy
rytm o blat biurka. I chociaż nie drgnęła mu nawet powieka, to widziała, że
niektóre misje go zaskoczyły.
— Czcigodna,
zasługuję na jakieś wyjaśnienia — odezwał się po chwili milczenia, zgarniając dokumenty
pod pachę.
— Nie, no… Piąta
kpi z nas w biały dzień — wymamrotała Liv, gdy już przejrzała swój stosik. —
Połowę z tego powinni wykonywać genini!
Tsunade
podniosła się z fotela i podeszła do okna. Cóż, po prawdzie nie spodziewała się
innej reakcji. Dziewczyna miała rację.
— Owszem, ale
oni zostali oddelegowani do odbudowy miasta niedaleko granic z Suną. Wszystkie
możliwe siły Konoha skupione są na pomocy ludności cywilnej pozostawionej bez
dachu nad głową po wczorajszym trzęsieniu ziemi — rzuciła przez ramię, wciąż
nie spuszczając wzroku z kamiennych głów Hokage. — Oni są tam bardziej
potrzebni niż wy.
— Ale…
— Oczekuję po
was szybkości, skuteczności i gotowości do podjęcia następnych działań. Do dyspozycji
zostali mi nieliczni, dlatego musicie się uwinąć z tymi misjami jak
najszybciej. Liczy się każdy dzień. Koniec rozmowy, ruszajcie.
Wyzwanie: Kto wykona swoje zadania szybciej Itaś czy Liv? hahahah już widzę tą rywalizacje i późniejsze zmęczenie.
OdpowiedzUsuńA poza tym niech już zacznie się coś między nimi dziać do cholery XD ileś można czekać? ;c
Rywalizacja to coś co tygryski lubią najbardziej XD. I och, zmęczenie... Po takim gradzie misji z pewnością żadne z nich nie będzie tryskać humorem... ale nie wyprzedzajmy faktów :"D.
UsuńCo masz na myśli mówiąc "coś"? No dobra, pisząc XD. Dzięki za komentarz, pozdrawiam <3
Hahaha Mikoto bawi się w swatke? xD Liczyłam, że rozmowa przy ciastku będzie ciut dłuższa, ale i tak wyszło świetnie :D
OdpowiedzUsuńMisja na poziomie genina dla najlepszych shinobi Konohy? Coś Ty wymyśliła, że oni muszą znosić takie katusze? xD
Czekam na next'a. I ślę dużooo weny ;*
Mikoto jest spoko i fajnie się ją kreowało. Taka ciepła, serdeczna postać... prawdziwa matula^^.
UsuńHuehuehuehuehue... to zemsta za Uchihowy charakter, muahahaha... No, ciężko sie kreuje tego bęcwała :/. Tylko nie wim dlaczego Liv oberwała rykoszetem... no, ale jest wojna, są straty XD.
Dzięki za komentarz, wenę przygarniam i pozdrawiam cieplutko <3.
Z misjami na genina to naprawde namieszałaś.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że w końcu zaczną ze sobą być a ten król demonów da se siana z liv.
Pozdrawiam i weny życzę. ;-)
Jestem złym człowiekiem, co poradzę... taki mamy klimat, no XD.
UsuńKról Demonów to ciężki zawodnik :"D. Ale kto wieeee... Może Uchiha go zdeklasuje... nigdy nic nie wiadomo^^.
Dzięki za komentarz i wenę, pozdrawiam <3.
Cudowny rozdział~! ♥ Uwielbiam to, jak kreujesz napięcie między Liv i Itachim :D To takie... uzależniające C:
OdpowiedzUsuńSpotkanie z "teściami" podczas kawy i ciasteczka? Genialny pomysł! Podczas ich rozmowy mało nie poplułam się ze śmiechu xD Ach te przytyki Liv i Itachiego i te ich gierki, które prowadzą ♥ To moja miłość C:
Miło, że Liv pomimo straty ojca ma wciąż kogoś takiego jak pani Mikoto :D W ogóle pani Mikoto w tej części wygrała wszystko xD Bardzo spodobało mi się to, jak wykreowałaś tę postać. Pani Mikoto była ciepła i troskliwa jak na matkę przystało, ale przy tym potrafiła też być nieustępliwa i miała w sobie coś z zaciekłości prawdziwego shinobi, co sprawia, że w ogólnym rozliczeniu wspaniale wpisuje się w realia świata ninja C: Pełne ukłony za to :D Ciekawa jestem, kiedy w końcu będę mogła obsypać laptopa ryżem, czytając o ślubie dwójki głównych bohaterów xp
Ciekawi mnie, co tam kombinuje Yuchiro. Z jakiś względów wydaje mi się, że może wymykać się z wioski na treningi z Madarą... albo po prostu moja wyobraźnia wybiegła zbyt daleko ze względu na miłość, jaką żywię do protoplasty rodu Uchiha ♥ Nie mogę się już doczekać, kiedy ponownie się pojawi (to może chociaż trzęsienie ziemi ma z nim coś wspólnego? C: ). W ogóle to zauważyłam, że postępujesz trochę jak Tarantino - trzęsienie ziemi, powódź, a potem już emocje tylko wzrastają xDDD Zapowiadałaś, że złamiesz tę sielankę, w której Liv i Itaś mieli przez chwilę okazję się powylegiwać i coś czuję, że to trzęsienie ziemi będzie preludium do kłopotów, które nad nimi zawistną (mam rację, prawda? Prawda?). Wyczuwam także, że to nie była taka sobie zwyczajna katastrofa naturalna (PRAWDA?! XD)
Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału. Mam nadzieję, że dodasz go szybko :D Życzę ton weny ♥
~Kita-pon
PS Dzięki tobie dowiedziałam się, że nie jestem robo-kopem ani nawet zapracowanym człowiekiem - ja jestem po prostu shinobi i to dlatego nie mam czasu na sen xDDD Dziękuję, że mnie w tym uświadomiłaś xp Jakoś poprawiło mi to humor xD
Ależ mam poślizg z odpowiadaniem... Tak, mam deficyt czasu (zwłaszcza tego wolnego :/). Doba jest stanowczo za krótka, a wysypiać się człowiek powinien już po czterech do sześciu godzin. Czcze marzenia...
UsuńBardzo się cieszę, że podoba Ci się fragment z wizytą w rezydencji Uchiha. Tak, trzeba przyznać, że pani Mikoto bezpardonowo zepchnęła męża na dalszy plan, dominując. Ale, serio... przyjemnie się kreowało tę postać. Mikoto to taka wdzięczna, ciepła osóbka, która wręcz pisze się sama. Dusza człowiek.
Chcesz rzucać ryżem? Widzisz jako dobry autor trochę to odwlekam. Po co masz mieć tyle sprzątania XD. Znaj me dobre serce :"D.
Madara... huehuehue... niezła wizja. Nauczyciel i uczeń na wojennej ścieżce... interesujące.
Och, jaka Ty jesteś podejrzliwa... naprawdę, jestem tak przewidywalna? Trzeba to zmienić XD.
Dziękuję Ci za ten budujący komentarz i wenę, na pewno się przyda. Czasem też bym nie pogardziła :"D.
I co do snu... Sen jest dla słabych XD.
Fajnie zrobiona postać Mikoto - taki powiew świeżości po tylu rozdziałach :D co do odwiedzin Liv u Itachiego myślałem ze coś więcej będzie :|
OdpowiedzUsuńDobra wiadomość jest taka ze Liv wpadła i chyba zaczyna dostrzegać że Itachi nie jest jej obojętny :D
Hakaze i Shisui? jakoś tego nie widze haha
No i jeszcze ten dzieciak od Liv - Yuchiro zawsze mi się nie podobał.
PS. Kiedy ja tu ostatnio komentowałem? :D :D
Judah... Ciebie to trzeba przywiązać do komputera, bo się lenisz! Na czacie pomykasz, ale komentarz od Ciebie wyrwać graniczy z cudem. Będziesz bity XD.
UsuńI nie rozumiem dlaczego sądzisz, że Shisui nie będzie współpracował z panienką Hakaze... Ja w niego wierzę XD.
Naprawdę uwielbiam tą historię i normalnie rozpływam się przy tym jak oni wokół siebie krążą 😍. Z niecierpliwością czekam na nexta, pozdrawiam 😉
OdpowiedzUsuńBardzo miło mi to czytać :"D. Rozpływanie się czytelników świadczy o dobrze wykonanej robocie XD. Tak będę trzymać.
UsuńDzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.