Dziś krótko. Rozdział długi i sycący, mam nadzieję,
że się Wam spodoba. Umieściłam w nim masę atrakcji. No i jest długo
wyczekiwany Madara Uchiha! Tak, ten pan wreszcie pojawił się na scenie^^. Czekam
na komentarze, Kochani <3.
Acha, tradycyjnie niebetowane.
Pewnie tak jak zwykle będę poprawiać na bieżąco :/.
Liv
po dłuższej chwili zeskoczyła z leśnej budy, służącej leśnikom do podglądania
zwierzyny. W sumie, przed chwilą i ona używała jej zgodnie z przeznaczeniem
tyle że nie obserwowała fauny leśnej, a człowieka. Dokładniej mówiąc shinobi
Wioski Liścia, który od jakiegoś czasu spędzał Senju sen z powiek.
Spod oka patrzyła jak chłopak zbiera
uzbrojenie z polany, pogrążony w myślach. Widać było, że każdy ruch wykonuje
automatycznie bez udziału umysłu. Wcześniej była świadkiem jak mistrzowsko
opanował rzuty kunai oraz shirukenami. Trening Itachiego wręcz przypominał
taniec, pełen gracji oraz piękna tyle że śmiercionośnego. Każdy krok, ruch
dłoni, oddech wydawał się mieć znaczenie w tym spektaklu. Liv zdawała sobie
doskonale sprawę, że nawet najbardziej zasłonięty cel nie miał szans w starciu
z precyzją Sharingana. Kekkei Genkai Uchihów należało do jednych z
najniebezpieczniejszych broni jaka kiedykolwiek istniała w świecie ninja.
Ogółem,
Senju przyznawała w duchu, że oglądała ten spektakl z przyjemnością i odrobinę
żałowała, że już dobiegł końca. Takich niezwykłych treningów nie widuje się
codziennie.
Przyglądając
się nieobecnemu spojrzeniu Uchihy, za żadną cenę nie potrafiła odgadnąć
kierunku w jakim podążały jego myśli. Czyżby dumał nad postawioną propozycją?
Tylko czyją? Jej czy Shimury? A może usiłował znaleźć jakieś wyjście bez pomocy
z zewnątrz? Cóż, jeżeli tak to się mu nie dziwiła. Kto bez szemrania pozwala
aby obcy wchodził z butami w życie klanu i jeszcze usiłował stawiać warunki? No
właśnie, nikt.
—
Potrzebujesz partnera do treningu? — zapytała od niechcenia, podnosząc wzrok na
niebo. Patrząc na niewielkie stado ptaków, kierujących się na północ doszła do
wniosku, że znajdują się wystraczająco daleko od Konohy aby nikt nie wyczuł
nowej czakry. Jakoś nie przypuszczała żeby ktoś czujnie śledził każdą jednostkę
w okolicy Wioski, zwłaszcza w czasie pokoju.
—
Właśnie skończyłem — odparł beznamiętnie, zerkając na dziewczynę i chowając
ostatni kunai do kabury na nodze.
—
Jak sobie chcesz — odparła, wzruszając obojętnie ramionami. Cóż, liczyła, że
Uchiha da się namówić i wreszcie rozrusza zastane kości, ale jak nie to nie.
Prosić się przecież nie będzie.
Wzdychając
ciężko, zmrużyła powieki spoglądając na słońce. Zadanie, które dostała było
bardziej wyczerpujące niż przypuszczała. Nie fizycznie, ale psychicznie. Odpowiedzialność
jaka na niej ciążyła odciskała palące piętno. Liv nie miała złudzeń, że jeżeli
nie podoła, a klan Uchiha zostanie zlikwidowany to wyrzuty sumienia ją
zniszczą, będzie wrakiem człowieka. Zmęczonym ruchem przeczesała grzywkę i
nagle zesztywniała, kątem oka dostrzegając ruch. Odskakując na bezpieczną
odległość z konsternacją wlepiła spojrzenie we wbity w ziemię kunai, w miejscu
gdzie jeszcze przed sekundą stała. Unosząc drwiąco brew przeniosła wzrok na
bruneta, którego oczy lśniły czerwienią od aktywowanego Sharingana.
—
Nie ładnie. Tak bez przywitania? — zacmokała karcąco, błyskawicznie związując
włosy w kitkę.
—
Skrytobójca nie ma czasu na maniery.
—
Przypomnę ci to w odpowiednim momencie, Uchiha — obiecała, podczas gdy w jej
dłoni już lśniła wyciągnięta katana.
~oOo~
— Mam cię, przyjemniaczku — zaśmiała
się ochryple, stając za plecami Itachiego z ostrzem przystawionym mu do gardła.
Sparing nie trwał może długo, ale należał do jednych z najintensywniejszych
jakie miała okazję odbyć. Partner posługujący się Sharinganem nie dawał żadnej
taryfy ulgowej, a każdy, nawet najmniejszy błąd mścił się podwójnie.
Uspakajając galopujące serce od wysiłku, wyrównała oddech.
Dmuchając na wilgotną grzywkę,
uśmiechnęła się pod nosem. Cała była mokra z wyczerpania. Koszulka przylgnęła do
niej dosłownie jak druga skóra od potu. Ale, ale… z satysfakcją zauważyła, że
przeciwnik również nie należał do najsuchszych. Owszem, troszkę mu w tym
pomogła, parę razy częstując go wodną techniką, ale szybszy oddech świadczył,
że i on musiał się wysilić w tym starciu. Tak. Liv czuła się wielce zadowolona.
Ci co mówili o geniuszu Itachiego
ani trochę nie przesadzali. Brunet należał do wąskiego grona shinobi, którzy
bez większych problemów mogli mierzyć się z kimś na poziomie Kage. Wachlarz
technik jakimi dysponował oraz inteligencja dawały mu ogromne możliwości.
Oczywiście mistrzostwo w genjutsu również robiło swoje.
— Nigdy nie chwal dnia przed
zachodem słońca.
Liv zdążyła wyłącznie mrugnąć, gdy
obezwładniony przeciwnik okazał się klonem, zmienionym w stado skrzeczących
kruków, podczas gdy prawdziwy Itachi bezceremonialnie powalił ją na ziemię.
— Winszuję sprytu — zaśmiała się bez
żalu, leżąc na trawie przygnieciona przez Uchihę. Podparty na ręce tuż obok jej
głowy w drugiej trzymał kunai, który zawiesił kilka centymetrów od szyi Liv.
Spod rzęs przyjrzała się mu dokładniej,
jako że nadarzyła się ku temu najlepsza okazja. Bez skrępowania patrzyła na
jego smukłą twarz, ale nie pociągłą jak u Fugaku. Dopiero teraz zauważyła
uderzające podobieństwo do matki. Identyczny jak u Mikoto migdałowy kształt
oczu, okalany wachlarzem gęstych rzęs. Jedyne co różniło tę dwójkę to to co w
nich można było dostrzec. Itachi z łatwością blokował wszelkie emocje,
ukrywając je przed światem, w przeciwieństwie do rodzicielki. Chociaż, może gdy
jeszcze pełniła czynną służbę ninja to również była tak opanowana? W końcu to
takie charakterystyczne dla tego klanu.
— Przyglądasz się.
— Owszem — wyszeptała bez skruchy,
mrużąc z rozbawienia powieki na widok zdziwienia Itachiego. Dlaczego spodziewał
się, że spróbuje skłamać? Ciężko nie patrzeć na kogoś, kto nachyla się tuż na
twarzą. Zwłaszcza gdy nie odrzuca brzydotą. — Przeszkadza ci to?
— Może.
— Nie jesteś bez winy, również się
przyglądałeś — wytknęła złośliwie, unosząc dłoń i opierając mu na piersi,
uśmiechnęła się przy tym chytrze.
Itachi jedynie zmarszczył brwi, gdy
w następnej sekundzie zniknęła aby pojawić się parę metrów dalej. Tego właśnie
się spodziewał i w sumie na to czekał. Bez słowa podniósł się do siadu,
obserwując jak kłania się dworsko.
— Dziękuję za niezły trening.
— Dziś nie spróbujesz przekonać mnie
do swoich racji? — zapytał od niechcenia, otrzepując kolana i stając na równe
nogi. Tak. Teraz zyskał pewność. Dziewczyna opanowała technikę Czwartego
Hokage, a nawet ją ulepszyła. Żadnych znaków, żadnych ograniczeń. Interesujące.
— A poddałbyś się?
— Zależy od argumentów.
— Dziś żadnych nie będzie — rzuciła
przez ramię, spokojnym krokiem oddalając się w przeciwną stronę niż znajdowała
się Konoha. — To była towarzyska wizyta.
~oOo~
Liv z zaciekawieniem obserwowała ze
swojej kryjówki, widowiskowy sparing. Pierwszy raz miała okazję widzieć
walczących ze sobą użytkowników Sharingana i musiała przyznać, że było na co
popatrzeć. Pojedynek przebiegał szybko, imponował efektownymi technikami, a
przede wszystkim nie wyglądał na ustawiony. Obojgu walczącym zależało na
wygranej, chociaż początek był nudny.
Jak się Senju domyślała, w
początkowej fazie walki musiało dojść do starcia w genjutsu. Dziewczyna i
chłopak stali nieruchomo, a jedynie ich Sharingany błyskały niepokojąco. Ciekawiło
ją odrobinę kto dostał w genach większy talent w technikach ocznych, ale nijak
nie miała jak się tego dowiedzieć. Chociaż co nieco sugerował fakt, że to
partnerka Itachiego sapała z wysiłku, podczas gdy on nie złapał nawet zadyszki.
W każdym razie, oboje reprezentowali
wysoki poziom jeżeli chodzi o techniki ogniowe. Jednak ciężko się temu dziwić.
Nie od dziś wiadomo, że to w tym stylu klan Uchiha był najlepszy i nie miał
sobie równych.
Po ostatnim wybuchu aż zmrużyła
powieki, gdy fala uderzeniowa o mało nie zwaliła przeciwniczki Itachiego z nóg.
Izumi — tak zwracał się do niej Uchiha — ustała, ale nie obyło się bez obrażeń.
Rozerwany rękaw koszuli zwisał smętnie wzdłuż jej ciała, a na policzku widniał
osmolony ślad. Mało tego, kunoichi nie zdążyła osłonić twarzy przed latającym
pyłem oraz drobnymi gałązkami, czego teraz Senju oglądała efekt.
Ze zmarszczonymi brwiami
przypatrywała się jak Itachi nachyla się nad partnerką, usiłując wyjąć paproch
z oka. Podtrzymywał palcami podbródek Izumi, nie pozwalając aby się zbytnio
ruszała przy zabiegu. Cóż, od chłopaka bił pełen profesjonalizm. Senju nie
wiedziała skąd, ale wytrzasnął śnieżnobiałą chustkę — tak, po intensywnej walce
ciężko o coś tak czystego, ale geniuszowi Uchiha się to jakoś udało — i już
sprawnie, oczyszczał oko.
Najciekawsza
była reakcja znajomej Itachiego. Nawet z tej odległości Liv zauważyła nagłe
spięcie ramion oraz delikatne rumieńce, spowodowane bliskością bruneta. Nie
trzeba było być wróżką aby wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Mianowicie, dziewczyna
jest zadurzona w kompanie.
Zaciekawiona
tym odkryciem, zerknęła na chłopaka. Niestety po nim nie potrafiła odczytać
żadnych sygnałów, czy to uczucie jest odwzajemnione. Wydawało się, że traktował
Izumi jak koleżankę, ale w końcu ktoś tak skryty jak Itachi, raczej się nie
afiszowałby się ze swoimi miłostkami, jeżeli nawet takowe by były. Dumając nad
tą kwestią aż się skrzywiła na widok miny brunetki — pełnej rozczarowania — gdy
Itachi zakończył zabieg i się odsunął. Tak, Izumi zdecydowanie nie ukrywała, że
liczyła na coś więcej.
Wzdychając
ciężko, poprawiła się wygodniej i oparła brodę na kolanie. W zasadzie nie
wiedziała dlaczego tu siedziała oraz szpiegowała Uchihów. To znaczy, jedną
przyczynę podałaby bez wahania. Mianowicie, nuda. Niemal umierała z nudów! Gdyby
tylko akcja nabrała tempa to byłaby uratowana. Walki, rozpoznawanie terenu,
śledzenie wroga to był żywioł Liv, a nie takie stanie w miejscu. Kochała te
zastrzyki adrenaliny towarzyszące misjom. Dla nich żyła. Niestety teraz przez
kaprys losu dostała najbardziej uciążliwe zadanie jakie się tylko dało.
Polegało ono głównie na czekaniu.
Z
roztargnieniem przeczesała palcami włosy, ponownie skupiając się na
obserwowanych obiektach. To co zobaczyła sprawiło, że aż zamrugała gwałtownie.
Ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu odnotowała, że gdy ona użalała się nad sobą
oni gdzieś zniknęli. Bezczelnie zwinęli manatki, zostawiając ją samą.
Skonsternowana aż zmieliła w ustach przekleństwo.
~oOo~
Marszcząc brwi, Liv poprawiła
soczysto zieloną yukate prostując się odrobinę bardziej. Patrząc na siebie w lustrze z
niepewną miną obciągnęła rękawy, zastanawiając się czy to rzeczywiście dobry
pomysł aby wybrała się na święto Gwiazd do Konohy. Nigdy nie przepadała za takimi imprezami, ale powoli dopadała ją desperacja.
Z
drugiej strony, przecież nie była wykluczona z życia osady, a jedynie w związku
z przyznanym przez Hokage statusem Jounina do zadań specjalnych, musiała
zamieszkać poza granicami. Takie rozwiązanie zalecały przepisy oraz tylko
dzięki temu w razie czego, Trzeci miał do dyspozycji ninja z zewnątrz, który
mógłby spojrzeć świeżym okiem na pewne sprawy. Dzięki braku więzi ze
społecznością potrafiła podjąć bezstronne decyzje oraz służyć niezależną radą.
Liv podlegała wyłącznie pod jurysdykcje głowy Wioski, a o jej istnieniu
wiedzieli nieliczni. Najbardziej zaufani ludzie Hokage, a była ich zaledwie
garstka. Owszem, kilku bardziej dociekliwych domyślało się, że jest ktoś
jeszcze poza zwykłymi podwładnymi, zanotowanymi w kartotekach ninja. W końcu zadania
nie mogły wykonywać się same. Interesował się nią przez pewien czas Korzeń —
struktura podlegająca Shimurze — ale mimo usilnych starań Danzo, nie udało się
jej wytropić. W końcu mężczyzna z braku dowodów musiał odpuścić.
Czasem
po koszarach krążyły różne plotki. O pewnych zadaniach insynuowano, że są tak
beznadziejne, że pewnie ponownie poślą po Wilka. Tak, taki pseudonim roboczy
nadał Senju Hokage. Niby nikt Wilka nie znał, nie spotkał, ale jakimś cudem
wypłynęło, że ktoś taki istnieje, przynajmniej w teorii.
Liv
westchnęła ciężko, poprawiając szpilki w koku. Cóż, jeżeli dalej będzie siedziała
w czterech ścianach to zwariuje. Poza tym, skoro już wcisnęła się w odświętny strój oraz poświęciła się na tyle aby wykonać pełny makijaż to szkoda by było teraz zrezygnować. Zresztą, Konoha odwiedzą tłumy oraz sporo
delegacji z różnych krain więc jedna osoba więcej w tym rozgardiaszu nie zrobi
różnicy. Tak, Trzeci z pewnością nie będzie miał do niej pretensji jeśli wpadnie na kilka godzin. Pocieszając
się tą myślą, ostatni raz zerknęła w lustro po czym zniknęła.
~oOo~
Itachi
z niechęcią zerknął na zadowolonego kuzyna. Do tej pory nie potrafił zrozumieć
jakim cudem zgodził się na udział w tej farsie. Przecież mógł siedzieć w domu
oraz tworzyć nowe techniki, lub udoskonalać już istniejące. Zresztą wszystko
byłoby ciekawsze od tego. Nienawidził tłumów, a teraz musiał się z nim użerać.
Do tego to uczucie bycia obserwowanym. Decydując się na przyjście na święto
Gwiazd niemal sam założył sobie pętle na szyję. Że też tego nie przemyślał
dokładniej. Przez gapiostwo, wraz z przyjacielem znalazł się na celowniku
większości mieszkanek Konohy i niezbyt mu to odpowiadało.
Wzdychając
cierpiętniczo podniósł wzrok na niebo, z konsternacją odnotowując jego
czystość. Nawet najmniejsza chmurka nie zwiastowała załamania pogody, a to
znaczyło, że za żadne skarby nie zmusi Shisuiego do powrotu. Zdecydowanie los
mu nie sprzyjał.
—
Łasic, rozluźnij się — zestrofował przyjaciela Shisui, trącając go łokciem. —
Wyglądasz jakbyś dostał szczękościsku.
—
Bo może dostałem — prychnął chłodno, zaraz oddychając głębiej na widok trzech
nastolatek wgapiających się w nich bezczelnie.
—
Stary, szkoda zębów — zaśmiał się chłopak, spod oka patrząc na towarzysza gdy
ten chował dłonie w rękawy kimona. Teraz przypominał zimny, bezosobowy posąg. —
No, a jak tam trening z Izumi? Obudziła Susanoo?
—
Nie, przerwaliśmy sparing zanim sięgnęliśmy po cięższą artylerie.
—
Oooo… a dlaczego?
—
Po co pokazywać przeciwnikowi wszystkie asy w rękawie? — zapytał retorycznie
Itachi, taktownie pomijając fakt, że Izumi na tym poziomie może jedynie
pomarzyć o posługiwaniu się Bogiem Nawałnic. Nie sugerował, że dziewczyna jest
słaba. Jedynie za słabo kontrolowała Sharingana, a bez tego ani rusz.
—
W sumie — przytaknął Shisui, zaraz uśmiechając się szerzej gdy dostrzegł
znajomą twarz w tłumie. — Patrz o wilku mowa.
Itachi
przeniósł spojrzenie na stojącą w oddali koleżankę, która w tym momencie
spisywała życzenia na niewielkiej karteczce, aby chwilę później powiesić ją na
bambusowym krzaku. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie na widok skupienia z
jakim to robiła. Tak, Izumi uwielbiała wszelkiego rodzaju festiwale i zawsze
brała w nich czynny udział.
Nagle
aż drgnął, otwierając szerzej oczy. Z trudem powstrzymał się od uszczypnięcia,
aby upewnić się czy wzrok nie płata mu figla. Po drugiej stronie bambusa stała
osoba, której spodziewał się spotkać najmniej. Zwłaszcza w takim tłumie ludzi.
Przyczyna jego mętliku w głowie, Liv. Z konsternacją przyglądał się jak
dziewczyna zawiesza życzenia na jednej z gałązek, po czym odwraca się do
swojego rozmówcy. Zbyt zdumiony dopiero po paru sekundach, rozpoznał w
mężczyźnie Trzeciego Hokage. To z nim beztrosko gawędziła Liv, uśmiechając się
łagodnie. Fakt ten tak wytrącił Itachigo z równowagi, że dopiero po chwili
zorientował się, że Shisui coś do niego powiedział.
—
Ziemia do Itachiego — zawołał Teleporter, machając kompanowi dłonią przed
nosem. Takie zawieszenie u przyjaciela było bardziej niż nietypowe. Z kpiącym
uśmiechem zerknął na dwójkę, która przyciągnęła pełną uwagę kuzyna. Hokage
rozpoznał od razu, jakby nie patrzeć miał na sobie oficjalny strój, ale
rozmawiającej z nim dziewczyny już nie. Ciekawe. Czyżby kroiło się coś o czym
nie wiedział? — Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
—
Po prostu… nie spodziewałem się Trzeciego bez obstawy — mruknął Itachi po
dłuższej chwili wahania, odprowadzając wzrokiem znikającą w tłumie Liv. — Kumo wciąż
ostrzy na nas zęby.
—
No, tak. Bezpieczeństwo ponad wszystko — sarknął Teleporter, doskonale zdając
sobie sprawę, że przyjaciel wciska mu kit i to najniższych lotów. Przecież jak
na dłoni było widać, że gapił się na nieznajomą, a nie Sarutobiego. Jej
obecność wyraźnie wyprowadziła chłopaka z równowagi i tylko ślepiec by tego nie
zauważył. Czy on miał go za głupca? I po cholerę robił z tego tajemnicę?
~oOo~
Senju uśmiechnęła się pod nosem,
zerkając na akwaria ze złotymi rybkami. Nawet z kilku metrów widziała ich
błyszczące ławice, przemykające pod powierzchnią wody. Nigdy nie przepadała za
udziałem w zabawie łapania ich papierowym sitkiem, ale z przyjemnością patrzyła
jak robią to inni. Entuzjazm dzieci był zaraźliwy. Przewróciła oczami na widok
niezadowolenia na twarzy dziewczynki, gdy „wędka” się przedziurawiła, a
towarzyszący jej rodzice odmówili kupienia nowej. Czasem potrzeba było
stanowczych decyzji aby odciągnąć pociechę od straganów.
Powoli krocząc ku południowej
bramie, bez zdziwienia odnotowała, że tłum się przerzedza. Tylko nieliczni
spacerowicze wybrali peryferia, szukając bardziej intymnej atmosfery z dala od
zgiełku. Cóż, główne atrakcje umiejscowiono w centrum wioski. Odetchnęła
głębiej zimnym, rześkim powietrzem chowając dłonie w rękawy yukaty. Nadeszła
najwyższa pora aby wracać do domu. Ledwie o tym pomyślała, a poczuła silne
szarpnięcie i została wciągnięta w ciemną, wąską uliczkę.
Zbyt zdumiona, nawet nie stawiała
oporu napastnikowi. Z cichym sapnięciem wpadła na ścianę plecami, gdy docisnął
ją do najbliższego budynku zagradzając ciałem drogę ucieczki.
— Co ty tu robisz?
— Uchiha? — W sekundzie rozpoznała
intruza, zaraz warcząc z irytacji. Czym do cholery zasłużyła sobie na takie
traktowanie? Siląc się na opanowanie, zgromiła go chłodnym spojrzeniem. — Może
najpierw ty mi wytłumaczysz, dlaczego do diabła wciągnąłeś mnie w ten ciemny
zaułek?! Cywilizowani ludzie nie zachowują się w ten sposób.
— Zachowuję dyskrecję.
— Tak? — zakpiła mrużąc powieki,
oraz zerkając chłopakowi przez ramię. Niemal każdy przechodzień dostrzegający
ich w uliczce, uśmiechał się pod nosem wyciągając własne wnioski. Tak, Senju
wiedziała co sobie myśleli. Wzięli ich za parę kochanków, obściskujących się za
winklem. — Dopiero teraz wzbudzamy zainteresowanie — prychnęła z politowaniem,
gdy jakaś grupka poszturchując się wesoło wskazywała na nich palcami.
— Owszem, ale nikt nie potrafi
rozpoznać naszych tożsamości.
— Pocieszające, nie ma co —
wymamrotała, dopiero teraz dostrzegając jak Itachi się wystroił. Ciemna, prosta
yukata doskonale współgrała z jego jasną cerą dodając mu jakiejś dziwnej powagi
sprawiając, że poczuła się onieśmielona. Uświadamiając sobie ten fakt aż
otworzyła szerzej oczy.
— Widziałem cię z Trzecim.
— I co w związku z tym?
— Powiedziałaś mu o swojej misji?
— Nie. Przecież wiesz jakby to się
skończyło — prychnęła z niechęcią, odsuwając się stanowczo gdy stanął za
blisko. Czuła się nieswojo pod bacznym spojrzeniem Itachiego, co momentalnie
obudziło w niej irytacje. Jeszcze tego brakowało żeby zaczęła się przy tym
dupku peszyć! — Mam nadzieję, że zaspokoiłam twoją niezdrową ciekawość.
— Sprawa dotyczy klanu Uchiha, więc
to logiczne, że mnie to interesuje.
— W takim razie, może dziś
przyjmiesz moją ofertę? — zapytała z nieskrywaną nadzieją, patrząc w ciemne
oczy rozmówcy. Zaczynała ją męczyć ta zabawa i coraz więcej znaków na niebie
zachęcało do przyśpieszenia biegu wydarzeń.
— Nie jest to odpowiednie miejsce,
ani czas — stwierdził stanowczo, marszcząc brwi. Niespodziewanie, zmniejszył
dzielącą ich odległość tak bardzo, że od twarzy Liv dzieliło go tylko parę
centymetrów. — Rozpoznano mnie — wyjaśnił, owiewając oddechem usta dziewczyny.
— Ta? A nie zapragnąłeś zabrać się
do amorów? — zaśmiała się cicho, całkowicie ignorując mordercze spojrzenie
jakim została uraczona. Nie zaszkodzi jeśli troszeczkę podrażni tego ważniaka. —
Kto? — wyszeptała wreszcie, siląc się na opanowanie. Aby zachować jasność
umysłu stała na wdechu, ale cóż z tego jeśli była dekoncentrowana ciepłem
drugiego ciała. Gdyby wiedziała, że ten festiwal będzie obfitował w takie
atrakcje to dwa razy by się zastanowiła zanim wyszłaby z domu.
— Jeden z pracujących w mojej
kompanii ANBU.
— Randki nie możesz mieć?
— Pewnie mogę, ale z racji urodzenia
wszystkich interesuje z kim — rzucił niechętnie, krzywiąc się przy tym
malowniczo.
— Cholera, Uchiha. Że też w takim
momencie musiała się ujawnić ta twoja popularność — sapnęła autentycznie
spanikowana, z trudem opanowując odruch aby wyjrzeć i sprawdzić któż jest
takim natrętem. Zdecydowanie wszystko szło nie po jej myśli. — Musimy zniknąć.
— Dopiero to byłoby podejrzane —
skarcił ją cicho, uginając opartą koło głowy Liv rękę. — Przecież nie będzie
stał tu całą wieczność.
— Jesteś tego pewny?
— Nie wiem… no cóż, nie ma wyjścia.
Obejmij mnie.
— Słucham?!
— Obejmij mnie — powtórzył stanowczo,
ze zdziwieniem przyglądając się jak w oczach Liv w sekundzie odmalował się bunt
do wykonania polecenia. Zupełnie jakby składał jej niemoralną propozycję.
— Chyba sobie kpisz…
— Chcesz żeby tu podlazł się
przywitać? Po twojej minie wnioskuję, że nie więc rób co mówię. — Z ulgą
odnotował, że jednak ten argument przemówił dziewczynie do wyobraźni bo z
zawahaniem objęła go za szyję i z jawną irytacją pociągnęła na siebie. — Jedyną
nadzieją jest to, że nie będzie chciał nam przeszkadzać.
— Zawsze mógłbyś potraktować go
genjutsu — wytknęła mu z sykiem, gdy nachylił się jeszcze bardziej. Teraz już
nie pozostawiali wątpliwości dla obserwatora. Milimetry dzieliły ich usta, a
elektryzująca bliskość skutecznie odebrała chęć do rozmowy. W milczeniu
patrzyli na siebie, wsłuchani we własne oddechy, czekając.
Liv nie wiedziała ile tak tkwili,
ale dla niej stanowczo zbyt długo. Ciemne oczy Itachiego wydawały się
hipnotyzować, a niewidzialna granica sama nie wiadomo kiedy zaczęła się
zacierać. Do tej pory napięci niczym struny, powoli się rozluźniali
przyzwyczajeni do nowego położenia. Niedopuszczalna w innych warunkach
bliskość, coraz mniej przeszkadzała, a wręcz zaczynała przynosić przyjemność w
postaci rozkosznego mrowienia pod skórą. Czując, że sytuacja wymyka się Liv
spod kontroli, szybko zamknęła powieki przygryzając z frustracji usta.
— Poszedł.
— I chwała mu za to — wymamrotała
gdy Itachi się wreszcie odsunął, a dookoła niej owinął się podmuch chłodnego
wiatru. Cóż, teraz ze zdwojoną siłą odczuwała niską temperaturę nocy, jednak nie
zamierzała narzekać.
Wiercąc
się pod niewygodnym spojrzeniem bruneta, szybko schowała dłonie w rękawy
yukaty. Nie chciała żeby zauważył jak drżą.
—
Spadam. Już i tak zabawiłam w Konoha za długo — rzuciła, zaraz znikając z
uliczki.
~oOo~
Liv momentalnie
odwróciła się w stronę okna, szybko zwiększając odległość pomiędzy nią, a
Uchihą. Na gwałt potrzebowała przestrzeni, a to pomieszczenie nagle zrobiło się
zbyt ciasne dla nich dwojga. I jakby ubyło tlenu? Co się z nią do diabła
działo! Jednak, nie mogła wyjść aby nie zostało to odebrane za ucieczkę. Nie
teraz, gdy wreszcie zaczynała przekonywać Itachiego do swoich racji. Cholerny
impas.
Stała
odwrócona plecami do niego i patrzyła na pejzaż za szybą, z trudem opanowując
odruch roztarcia piekącej skóry na dłoni. Miejsce w którym ręka zetknęła się z
tą należącą do Uchihy mrowiła, a elektryzujące dreszcze płynęły w głąb ciała.
Naprawdę była z siebie dumna, że zdołała utrzymać pełnie opanowania i nie
zdradziła targających nią emocji. No kto by pomyślał, że zwykłe zetknięcie może
wywołać aż takie doznania?
Zdecydowanie
źle się działo. Wbrew wszystkiemu ta znajomość zmierzała w jednym kierunku,
który przyprawiał Liv o fale zaniepokojenia i nie chciała tego nawet nazywać.
Bo jeśli to co kiełkowało między nimi zostanie ubrane w słowa to wtedy nabierze
realnych kształtów. Stanie się rzeczywistością, a na to pozwolić nie mogła.
Chociaż
tu, nie musiała się zamartwiać o wzajemność relacji. Z tego co zaobserwowała to
problem pojawił się wyłącznie po jej stronie. I na szczęście ten „problem” był
na razie jedynie niewielkim kłopotem, którego się pozbędzie najprędzej jak
potrafi. Innego wyjścia nie ma i nie będzie miała. Koniec kropka.
—
Teraz już rozumiesz cel mojej misji? — zapytała, gdy wreszcie usłyszała szum,
który świadczył o zapłonie zwoju. Wiadomość została zapieczętowana tak, aby
zaraz po zapoznaniu się z jej treścią przez adresata ulec zniszczeniu. Sprytna
technika zabezpieczająca.
—
Nadal nie mam potwierdzenia w dowodach.
No
tak. Tego właśnie się spodziewała po Itachim. Chłodna analiza faktów oraz
szybkie wyciągniecie wniosków. Geniusz Uchiha w akcji. Przewracając oczami na
tę myśl, powoli odwróciła się do przyglądającego się bacznie rozmówcy,
uśmiechając się cierpko. Teraz trzeba przejść do następnego punktu zadania. Nie
budziło to w niej entuzjazmu, ale czegóż to nie robi się dla sprawy.
Zdecydowanie powinna zażądać wyższego honorarium. Takie poświęcenie powinno być
odpowiednio wynagrodzone oraz zanotowane w aktach.
—
A od czego masz Sharingana? — Patrząc w te ciemne oczy, przemknęło Senju przez
myśl czy wniknięcie we wspomnienia boli. Żyła szczerą nadzieją, że jednak nie.
Nigdy się nad tym nie zastanawiała i w sumie wybrała sobie zły moment aby nagle
zacząć. W końcu, nie daj Boże, Uchiha jeszcze wyczuje, że się waha i co jeśli
się wycofa? Na to pozwolić nie mogła. — Co powstrzymuje cię przed wniknięciem w
mój umysł? Twoje Kekkei Genkai potrafi rozwiać każdą ułudę, czyż nie tak?
—
Owszem.
—
Zaczynaj więc, i miejmy to wreszcie z głowy — ledwo skończyła mówić kiedy
zorientowała się, że klęczy na ziemi przyciskając dłonie do twarzy. Jeszcze
przed sekundą stała dumnie wyprostowana, a teraz trzęsła się jak w febrze. Po
plecach spływał jej zimy pot, a skostniałe palce były jakby pozbawione czucia.
Nie pamiętała nic. Jedynie mignięcie czerwieni, a później pustka. Jakby na
krótką chwilę straciła kontakt z rzeczywistością. Zaciskając usta, odetchnęła
głęboko siląc się na opanowanie. Czuła się zdezorientowana oraz mało przytomna,
zupełnie jakby ktoś wyssał z niej całą energię. Doświadczenie dziwne i mało
przyjemne, ale dowiedziała się, że mimo wszystko technika Uchihy nie sprawia
bólu. Przynajmniej do czasu aż użytkownik nie zechce ci go zadać. Dobre i to.
—
Musisz odpocząć.
—
No co ty nie powiesz — wymamrotała z sarkazmem, zerkając przez palce na
pochylającego się nad nią Itachiego. Drugi raz dłużej się zastanowi zanim
pozwoli mu na użycie na sobie Sharingana. Sycząc pod nosem chwiejnie podniosła
się na równe nogi i wtedy właśnie coś do niej dotarło. Z przerażeniem spojrzała
na ręce. Nie pamiętała kombinacji znaków teleportacji! Jak tylko świadomość
tego faktu dotarła do Liv aż jęknęła żałośnie z trudem odpędzając panikę. Zaraz
jednak zmarszczyła brwi w skupieniu, bo przecież nie może tak się poddać.
Szybko przeczesała odmęty pamięci i dopiero wtedy sapnęła z przerażeniem. Nie
potrafiła sklecić żadnego jutsu! — Coś ty mi zrobił, Uchiha?
—
Proponuję odpocząć już teraz — powtórzył, zbliżając się o krok oraz wyciągając
dłoń.
—
Nie będę… — Ostatnim co zdążyła zarejestrować było muśnięcie z tyłu głowy, a
później nastała ciemność. Pochłonął ją nieprzenikniony mrok, lepki i wciągający
jak trzęsawisko, z którego za żadne skarby nie potrafiła się wyrwać.
~oOo~
Nudząc się w domu, Liv wyszła na
werandę rozsiadając się wygodnie na znajdującej się na niej huśtawce. Powoli
odpychając się nogami, wprawiła ją w ruch i podniosła spojrzenie na czyste
niebo. Pogoda wręcz zachęcała do spacerów oraz spędzania czasu na świeżym
powietrzu. Czuła na skórze przyjemne ciepło od słońca, co po wczorajszym upale
było przyjemną odmianą. Poprzedniego dnia miała wrażenie, że cały świat
zamienił się w jeden wielki piekarnik. Dosłownie nie było czym oddychać, a pot
spływał z człowieka strumieniami. Wysokość wskaźnika na termometrze aż zachęcał
do zamieszkania pod prysznicem. W każdym razie, żeby jakoś przetrwać większość
dnia spędziła w domu, starając się unikać niepotrzebnego wpuszczania tego żaru
do środka. Wzdychając ciężko, przymknęła powieki.
Od
przekazania Itachiemu wszelkich informacji, a w zasadzie od pozwolenia mu na
grzebanie w głowie za pomocą Sharingana, upłynął prawie tydzień. Od tego
momentu nie zbliżała się do granic Konohy, dając chłopakowi czas na
przetrawienie pokazanych obrazów. Nie chciała wywierać na niego presji.
Poza
tym, po obudzeniu czuła się przy nim dziwnie niezręcznie. Świadomość, że mógł
poznać jej najskrytsze myśli oraz tajemnice, deprymowała. Nikt by sobie nie
życzył aby ktoś obcy poznał marzenia i pragnienia. Żeby naruszał prywatność, i
Liv nie była wyjątkiem. Senju nie podobało się jak po wszystkim na nią patrzył.
Jakby oceniał. Gdy tylko doprowadziła się do porządku, krótko się pożegnała i
zniknęła. Potrzebowała dystansu.
Cóż,
pierwszy człon zadania wykonała. Uchiha wiedział co się stanie jeśli rozwiążą
problem na ustalonych zasadach przez Danzo. Krwawa jatka stworzy nową spiralę
nienawiści, która zaowocuje kolejną wojną. Nieciekawa perspektywa.
Teraz,
jedyne co pozostało Liv to przyglądać się jak Itachi ostudzi zapał pobratymców.
Bo to, że będzie musiał coś wymyślić nie pozostawiało żadnych wątpliwości.
Dopiero gdy wszystko się uspokoi, ich drogi ponownie się rozejdą. Ona powróci
do czynnej służby, a Itachi w pełni zaangażuje się w struktury ANBU.
~oOo~
Liv bezszelestnie wylądowała na
gałęzi, mrużąc groźnie powieki. Po kilku dniach żmudnych poszukiwań, wreszcie
się jej udało. Samodzielnie wytropiła legendarnego shinobi, współzałożyciela
Konohy, Madarę Uchihę. Mężczyznę z którego potęgą mógł się mierzyć wyłącznie
Bóg Shinobi, Hashirama Senju.
Ostrożnym ruchem ręki, odgarnęła na
bok liście zawieszając wzrok na postawnym brunecie. Przechadzał się przed
jaskinią jakby usiłował rozprostować zastane kości. Co trochę przeciągał się, lekko
pocierał ramiona, chcąc rozgrzać mięśnie. Jego ciemne, gęste włosy całkowicie
przeczyły wiekowi, zupełnie jakby dla mężczyzny czas się zatrzymał. Czyżby
udało mu się zdobyć mityczny eliksir młodości? Równocześnie z tą myślą, Senju
gwałtownie pokręciła z politowaniem głową. Nie, nie, nie. Musiało istnieć inne
wytłumaczenie tego fenomenu, bo taki nektar w ogóle nie istniał. Może to dobre
geny Uchihów zapobiegały nawet siwiźnie. Tak, to zdecydowanie miało większy
sens.
Z postawy Madary promieniowała czysta
siła oraz obezwładniająca pewność siebie, a wyczuwalny limit czakry praktycznie
każdego przyprawiłby o gęsią skórkę i Liv nie należała do wyjątków. Świadomość na kogo patrzy, z kim ma do
czynienia paraliżowała, ale również intrygowała. Bo po co ktoś tak potężny
ukrywa swoje istnienie przed światem? Oczywiście Senju — dzięki misji oraz
związanymi z nią informacjami wiedziała, ale dla postronnego człowieka było to
nielogiczne. Przecież Madara Uchiha nie musiał się nikogo obawiać.
Nagle aż drgnęła nerwowo, gdy obiekt
jej obserwacji spojrzał prosto na nią. Nie, nie wypatrzył Liv pośród zieleni, a
raczej od początku wiedział o niechcianej obecności. To była gra. Uchiha czekał
na ruch dziewczyny, a kiedy żadnego nie wykonała — wciąż nie ujawniając swoich
zamiarów, on postanowił popchnąć akcję dalej.
— Zapraszam — odezwał się z
westchnieniem, siadając na ziemi i opierając się plecami o skałę.
Z duszą na ramieniu wylądowała przed
mężczyzną, posyłając mu pełne czujności spojrzenie. Czuła się tak jakby weszła
prosto do jaskini lwa, a rzeczony król dżungli był na ostrym poście i tylko
czekał na okazję, aby skonsumować długo wyczekiwany posiłek.
Powoli, prostując się z przyklęku,
odetchnęła głęboko, uspakajająco. Potrzebowała się wyciszyć. Nie stresować, nie
panikować, ale myśleć logicznie oraz praktycznie. Skoro Madara jeszcze jej nie
zabił znaczyło, że być może jeszcze nie zapadł wyrok. A może miał wobec niej
inne plany?
— To już druga niezapowiedziana
wizyta w moich skromnych progach — stwierdził jakby w zadumie, podpierając się
na ręce. Przez dłuższą chwile jego ciemne i zimne jak noc oczy, przesuwały się
po tkwiącej w bezruchu kunoichi jakby próbując ocenić.
— Chciałam się przekonać na własne
oczy, że protoplasta klanu Uchiha rzeczywiście żyje…
— A nie wejść w jakiś układ? —
zapytał, unosząc drwiąco brwi.
— Nie mamy wspólnego interesu —
odpowiedziała Liv po dłuższym namyśle. Doskonale zdawała sobie sprawę, że w
kontaktach z tym konkretnym Uchihą trzeba być ostrożnym niczym na polu minowym.
Ważyć każde słowo, bo wystarczył jeden błąd żeby zapłaciła za niego najwyższą
cenę. A co człowiek ma najcenniejszego? Proste, życie.
— Tego nie możesz być całkowicie
pewna — zaśmiał się ponuro, odchylając do tyłu i zerkając na niebo. — No więc,
co zrobisz teraz z tą wiedzą? Poinformujesz cały Kraj Ognia, że jednak nie
spoczywam w grobie?
— Nie. Bo i tak nikt mi nie uwierzy
— stwierdziła z prostotą, podążając za jego spojrzeniem. Przez chwilę
podziwiała blady błękit nieboskłonu, po czym westchnęła. — Nikt nie chce mieć
wroga w kimś takim jak Madara Uchiha.
— Słuszna uwaga — przytaknął,
sekundę później pojawiając się tuż za plecami dziewczyny. — Najbardziej
rozsądna decyzja. Jednak, powiem ci szczerze, że twoja osoba odrobinę
komplikuje moje plany.
— Nie odważyłabym się… — Z trudem
opanowała dreszcz zaniepokojenia. Świadomość, że stoi za nią pełnoprawny rywal
Boga Shinobi niemal paraliżowała. Liv się nie łudziła. Dla Madary była
wyłącznie muchą, którą rozetrze na proch, kiedy tylko tego zapragnie.
— Doprawdy? To jak wytłumaczysz
fakt, że Itachi Uchiha zrezygnował z współpracy?
Łagodny
ton mężczyzny, całkowicie przeczył silnemu uściskowi, który po tym pytaniu
pojawił się na ramieniu Liv. Przez parę sekund trawiła usłyszane słowa po czym
skrzywiła się malowniczo, gdy dotarła do niej ponura prawda. Stało się to czego
tak bardzo się obawiała. Madara uznał ją za wroga, przeszkodę stojącą na drodze
do upragnionego celu. Z minuty na minutę położenie w jakim się znalazła stawało
się coraz gorsze. Nie do pozazdroszczenia.
— Każdy ma prawo do zmiany zdania. —
Ledwie to powiedziała, a otoczyła Liv nieprzenikniona ciemność. Zimna, mroczna,
a wisząca w niej atmosfera odbierała wszelką nadzieję na lepsze jutro. Mrok
zdawał się pochłaniać zarówno umysł, jak i ciało. Krok po kroku, wsysał
dziewczynę do środka, obejmując lepkim, nieprzyjemnym chłodem. Senju miała
wrażenie jakby sama śmierć rozpościerała dla niej ramiona, chcąc ofiarować jej
ostatni uścisk. Ostatnie pożegnanie. Zniknął cały otaczający Senju świat.
Jaskinia, drzewa, niebo, były wyłącznie bladym wspomnieniem. Absolutnie
wszystko zlało się w jedną, wielką, przerażającą otchłań.
Przełykając z trudem ślinę,
podniosła wzrok na tkwiącego w oddali Madarę. Tylko on stanowił dla Liv jakiś
punkt odniesienia w tym dziwnym świecie. Widziała go tak wyraźnie, jakby stał
na wyciągnięcie ręki. Dostrzegając wypływający na jego usta uśmiech, pełen
złych intencji, aż zbladła. Czyżby Uchiha zamierzał ją już wyeliminować? Tak
zakończy tę farsę? W ciemności? Bez żadnych szans na obronę? Cofnęła się
mimowolnie, kiedy przybliżył się o krok, zaraz chwiejąc się niebezpiecznie.
Traciła grunt pod nogami!
— Powolutku — rzucił od niechcenia,
mrużąc z rozbawienia powieki. Wydawał się upajać strachem swojej ofiary.
Delektował się wzbudzanym w niej respektem. — Chyba nie chcesz tam spaść?
Na jedną cenną sekundę mrok zniknął
ustępując miejsca innej — niemniej przerażającej — scenerii na widok której Liv
aż zachłysnęła się wciąganym powietrzem. Znalazła się na niezbyt szerokim
wierzchołku skały, a wszędzie dookoła rozciągała się bezdenna przepaść. Nawet
tlen, który spazmatycznie wciągała do płuc należał do tych z kategorii
lodowatych oraz rozcieńczonych, tak charakterystyczny dla ogromnych wysokości.
— Więc, tak mnie zabijesz? —
odezwała się po chwili wahania, gdy ciemność wróciła. Zawsze sądziła, że dzięki
technice Latającego Boga Piorunów da radę chociaż uciekać, kiedy nadejdzie kryzysowa
sytuacja, ale w tym wypadku nie bardzo miała nawet gdzie. Jedynym stałym
gruntem był ten cholerny wierzchołek góry.
— Może… to zależy wyłącznie od
ciebie — odezwał się tajemniczo, składając pieczęcie…
Liv
gwałtownie rozwarła powieki, czując silny, pulsujący ból w lewej dłoni. Dopiero
teraz dotarło do niej, że aż zipie z wysiłku, a przed oczami majaczą ciemne
plamy. Gardło wyschnięte na wiór, jakby co najmniej od kilku dni nie miała wody
w ustach. Krzywiąc się z bólu, zacisnęła zęby. Ręka paliła ją żywym ogniem,
przenikając aż do kości. Zupełnie jakby ktoś przedziurawił ją nagrzanym do
czerwoności prętem. Zdezorientowana zerknęła w tamtymi kierunku, w szoku
odnotowując, że wbiła w nią kunai, niemal przebijając ciało na wylot. Cóż,
wiele się nie pomyliła.
Wgapiając
się skapującą na ziemię krew powoli uspakajała oddech, podczas gdy do jej
umysłu zaczęły napływać kolejne obrazy. Madara przed jaskinią. Rozmowa. Zimna
ciemność, a później walka o życie. Kiedy przypomniała sobie wreszcie wszystko
aż zgięła się w pół, wymiotując na panele tarasu. Zimne dreszcze przenikały
ciało Senju tak mocno, że drżała na nogach a po czole spływały kropelki potu. Dosłownie
w ostatniej chwili wymknęła się śmierci, wyrywając się z potężnej iluzji
Madary. Znalazł ją bez trudu i zaszczuł jak zwierzę, a później się zabawił. Dopadł w bezpiecznej
przystani, w domu.
Otarła
rękawem usta, mimowolnie zaciskając pięści. Odnosiła wręcz wrażenie, że słyszy
szyderczy śmiech mężczyzny z zadowolenia, że tak łatwo dała się wyprowadzić w
pole. Niemal czuła oddech przeciwnika na uchu gdy szepcze, że nie jest godna
noszenia nazwiska Senju. Dostała pierwsze ostrzeżenie. Pierwsze, które mogło
się okazać ostatnie gdyby nie ocknęła się na czas.
Cudo ♡.♡
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że się podobało. Jestem dumna z tego rozdziału^^.
UsuńG E N I A L N E.
OdpowiedzUsuńDługo się nie odzywałam, i bardzo mi przykro, ale wiedz, że przeczytałam wszystko nie zostawiając komentarzy. Mega się cieszę, że kontynuujesz te wszystkie historie i każdy rozdział jest lepszy od następnego. A ten całkowicie mnie zauroczył.
Ogólnie to chyba moja ulubiona historia, chociaż ciężko mi wybrać, bo uwielbiam wszystkie, nawet te osadzone w realnym świecie. Piszesz coraz lepiej, naprawdę, uwielbiam Twój styl i chciałoby się czytać Twoje rozdziały godzinami. Sposób w jaki kreujesz bohaterów jest godny pozazdroszczenia. I ten Madara - wbiło mnie w fotel, naprawdę. Przy ostatniej scenie już sama zaczynałam się stresować.
Ciekawi mnie jak rozwiniesz tę historię, czy będziesz trzymać się oryginalnego pomysłu czy wpleciesz dużo własnych wątków. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybko, nieważne czy tej historii czy którejś z innych! :D
Pozdrawiam cieplutko <3
Cieszy mnie, że wciąż się orientujesz w tych moich wpisach i nie uciekłaś z krzykiem. Tak. Uważam, że tych opowiadań jest zdecydowanie za dużo XD.
UsuńOch, Twoja opinia to miód na moje serce. Kreacja bohaterów... nie na darmo tyle nad nią siedzę, skoro ktoś zauważa, że jest niezła. Przyznam, że mnie też się podoba ten fik. Jest jakiś taki bardziej kanoniczny, chociaż nie ukrywam, że zdecydowanie trudniejszy. Jednak ma to coś.
Mam nadzieję, że to co planuję dalej Cię nie nawiedzie^^. Na razie to tajemnica :"D.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
dobra, dziś nie napiszę wiele, bo mózg mi jakoś słabo funkcjonuje - z góry za to przepraszam, jak i za opóźnienie. ale... cóż, spóźniony zapłon, co tu dużo więcej mówić ^^''
OdpowiedzUsuńAkcja nabiera tempa. Zapowiada się naprawdę nieźle C: Bardzo podobał mi się pomysł z użyciem sharingana na Liv przez Itachiego, jak i iluzją Madary i niejednoznacznym miejscem akcji. To było naprawdę ciekawe - świetny zabieg stylistyczny, który myli i wciąga czytelnika :D
Podobał mi się też bardzo opis iluzji Madary... był taki przemyślany ♥ Widać, że dokładnie zaplanowałaś sobie całą akcję i spędziłaś nad nią trochę czasu :D
No i w końcu jest Madara ♥ Kocham tego gościa ♥ Już nie mogłam się go doczekać, aż tu w końcu łaskawie raczył przyjąć rolę w twoim opowiadaniu xD
Nic więcej na dziś nie wymyślę =.= Wybacz - może rozpiszę się bardziej pod następnym rozdziałem; a już w specjalności rozpiszę się tam, jeśli w następnej części również pojawi się Madara ♥♥♥
~Kita-pon
Coś jakaś zalatana Jesteś Kita. Czyżby rok akademicki/szkolny za pasem?
UsuńI widzisz? Madara się pojawił i to jakie miał wejście^^. Mam nadzieję, że czujesz się usatysfakcjonowana.
Heh... użycie Sharingana... niechże się na coś przyda ten cudowny wzrok Uchihów! Choćby do kreowania ciekawych scen XD.
Wybaczam Ci ten krótki komentarz, ale tylko tym razem. Przy kolejnym rozdziale oczekuję eseju XD. Żartuję, żartuję...
Dzięki, że Jesteś <3. Pozdrawiam cieplutko :3