31.08.2016

6. PUCHATA HISTORIA

Dziś króciutko wstęp. Oto świeży i gorący rozdział. Cóż, mam nadzieję, że docenicie mój wysiłek komentarzami, bo naprawdę to był ciężki poród tekstu. Nie wiem, mam jakiś cholerny zastój. W każdym razie, miłego czytania. Tradycyjnie niebetowane. Buziaki.




Senju powoli szła korytarzem, usiłując wyciszyć targające nią emocje. Jako reprezentantka szkoły miała indywidualny tok nauczania, przez co nie dotyczyły jej przerwy ani dzwonki. Teraz na przykład wszyscy byli w klasach, odbywając zajęcia i tylko ona pałętała się samotnie po holu. To sprzyjało rozmyślaniu. Wsłuchując się w dźwięk swoich kroków, wlepiała wzrok w posadzkę i intensywnie wypierała z umysłu wspomnienia z niedawnego treningu. Zajęcia z Itachim zdecydowanie wymknęły się spod kontroli. Bo cholera, kto by pomyślał, że pojawi się między nimi jakaś chemia? Okej, burza hormonów to normalna rzecz dla nastolatków, ale przecież aż do tego momentu wszelkie iskry zduszała w zarodku. Uchiha należał do tego typu ludzi, którzy przekraczali niewidzialne granice, ale taki mieli po prostu sposób życia. Styl, który można było źle odebrać. Niewinne, teoretycznie nic nie znaczące gesty dla niego, burzyły krew innym. To oni nadinterpretowali ich znaczenie, co owocowało niemym uwielbieniem oraz rzeszą fanów i fanek. Przykład? Ofiarowana pomoc. To normalne, że każdy by pomógł w sytuacji gdy komuś wypadnie masa notatek i rozsypią się po korytarzu. Zrobi to zwyczajny uczeń, pada podziękowanie od fajtłapy i sprawa jest zakończona. Jednak, gdy pozbiera je szkolne bożyszcze to już nie jest tak prosto. Rzeczona fajtłapa tworzy sobie niesamowitą historię wokół wybawcy i ta dam! Rodzi się kolejna zakochana, wielbiąca Itachiego Uchihę dusza. Tak właśnie działał ten system.
W każdym razie, idąc tym tokiem rozumowania Liv nie przykładała wielkiej wagi do zachowania Uchihy. Wiadomo, lowelas. Jednak, coś się niespodziewanie posypało. Zaczęła na niego reagować. A najgorsze było to, że nie wiedziała kogo powinna za to obwiniać. Bo Uchiha w zwyczajnych warunkach nie robił na niej specjalnego wrażenia. No, dobra. Nie odmawiała chłopakowi uroku oraz dziwnego magnetyzmu, który odrobinę wytrącał z równowagi, ale no bez przesady. Nie mdlała, ani nie piała z zachwytu. Cóż, może to była zwyczajna wpadka przy pracy. Zdarza się najlepszym, prawda? Usatysfakcjonowana tym wyjaśnieniem, Liv wzięła kilka głębszych oddechów i nacisnęła klamkę.
Po zajęciach z Itachim kompletnie nie wiedziała czego się spodziewać. To znaczy niby wiedziała, że nie powinna wykazywać zaskoczenia na widok ucznia w roli mentora, ale to było silniejsze od niej. To kto tym razem na nią czekał przeczyło logicznemu myśleniu. Bo jak niby rywal mógł ją czegokolwiek nauczyć. Przecież to jemu jak nikomu innemu powinno — i pewnie zależało, aby zawaliła sprawę i wypadła z gry. Bez sensu.
— No wreszcie jesteś — zauważył Shisui, uśmiechając się szeroko oraz ważąc w dłoni bambusowy kij.
— Naprawdę w tej szkole jest aż tak mało nauczycieli? — jęknęła cierpiętniczo, nawet nie kwapiąc się do sprawdzania planu zajęć. Skoro jeden Uchiha mógł być trenerem to dlaczego nie drugi. — Niech pomyślą o zwiększeniu liczby etatów.
— Hm… a myślałem, że się ucieszysz, że to ja a nie profesor Shimura, będę twoim opiekunem — mruknął chłopak w zamyśleniu, drapiąc się po brodzie. — Jeżeli chcesz to możesz poprosić o zmianę.
— Co? Alternatywą jest Danzo? To zmienia postać rzeczy — sapnęła Liv, machając gwałtownie rękami zaraz zmieniając podejście. Zdecydowanie wolała trenować pod okiem Shisuiego, zamiast zastępcy dyrektora. O ile Shimurze nie zarzucałaby sabotażowania jej treningów — wiadomo, jako nauczycielowi zależało mu na dobrym wyniku placówki w turnieju — to już stosowane przez niego metody ćwiczeń, pozostawiały wiele do życzenia. — Chłopie, zgodziłabym się nawet na dwugłowego smoka, jeżeliby miałoby mi to pomóc w uniknięciu zajęć z tym panem.
— Dzięki. Ty to człowieka umiesz dowartościować.
— Och, proszę cię. Jesteś Uchihą. Twojego ego nie trzeba niczym reperować. Jest pancerne.
Na te słowa Shisui zaśmiał się szczerze, kręcąc w niedowierzaniu głową. Podobał mu się ten napływ świeżości. Żadna ze znanych mu dziewcząt nigdy nie odważyłaby się odezwać w ten sposób do niego albo Itachiego. Za bardzo by się bały ewentualnych konsekwencji, a mianowicie zaprzepaszczenia szansy zaciśnięcia więzi. Natomiast Liv mówiła bez ogródek, nie patyczkowała się. Wciąż na wpół rozbawiony, zerknął spod oka na zdegustowaną dziewczynę. Doprawdy Senju była wyjątkowa. Partnerka jego kuzyna łamała wszelkie utarte schematy. Inne uczennice w szkole dałyby się pokroić za możliwość ćwiczeń w jego towarzystwie albo Itachiego, a Liv krzywiła się tak jakby zjadła cytrynę.
— Nie ciekawi cię czego będę cię uczyć?
— Pewnie Kendo — stwierdziła, wskazując na trzymany przez Shisuiego bambusowy kij.
— Owszem, ale nie do końca. Jednak brawo za spostrzegawczość — przytaknął z zadowoleniem, mimowolnie zawieszając wzrok na jej zaczerwienionym policzku. Ślad sugerował bliskie spotkanie z cięciwą zwłaszcza, że jak zauważył, Senju należała do osób praworęcznych. Takie otarcia były chlebem codziennym dla nowicjuszy w Kyudo. Oczywiście mogło też być od uderzenia, ale jakoś nie przypuszczał żeby Itachi posunął się do rękoczynów. Tak, tę teorię mógł spokojnie odrzucić. — Powinnaś posmarować to maścią.
— Co posmarować?
— Ślad na twarzy.
— Aaaa… to. Już o tym zapomniałam. Zwykła bzdura. — Machnęła z lekceważeniem ręką, przewracając oczami. Gdy Shisui bez słowa odszedł do stojącej na parapecie apteczki i wygrzebał z niej niewielkie, metalowe pudełeczko, westchnęła. — Nie dramatyzujmy, przecież nic się nie stało.
— Mój kuzyn to kretyn — wymamrotał chłopak, podchodząc do Senju i z bliska przyglądając się zranieniu. Chłodnymi palcami zbadał jego rozległość, a następnie zanim zdążyła zaprotestować, nałożył na zaczerwienienie odrobinę preparatu dezynfekującego oraz wspomagającego gojenie się ran i otarć. — Powinien to odkazić.
— Wiesz, być może cię zaskoczę, ale od tego się nie umiera — rzuciła Liv konspiracyjnym szeptem, patrząc na bruneta z politowaniem. Cholera. Obchodził się z nią jak z jajkiem. Najpierw wielkie larum podniósł Itachi, a teraz Shisui wczuł się w rolę pielęgniarza. O co do diabła, chodziło tej przeklętej rodzinie.
            — Potrafisz to zagwarantować? — zakpił, nachylając się nad Liv i unosząc drwiąco brew. Z pewną dozą rozbawienia odnotował jak szybko się odsunęła na bezpieczną odległość, zaciskając gniewnie usta. Obserwując minę Senju doszedł do wniosku chyba nie lubiła jak ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą. Ciekawe.
            — Udowodnię ci to zjawiając się jutro w szkole. A teraz, czy możemy wreszcie przejść do zajęć?
            — Okej. W takim razie zaczynamy od tego. — Sięgnął po oparte o ścianę dwa długie, bambusowe kije i jeden z nich rzucił Liv.
            — To naprawdę mi potrzebne do tych zawodów? Będziemy się naparzać z konkurentami bambusami?
            — Te ćwiczenia usprawnią motorykę twojego ciała oraz wyćwiczą refleks. A to może ci się przydać w kolejnych etapach — powiedział cierpliwie Shisui, wprawiając kij w ruch.
            — Skoro tak mówisz…

~oOo~

            Uśmiechając się szeroko, odgarnęła z twarzy mokrą grzywkę. Zajęcia z Shisuim należały nie tylko do bardziej wyczerpujących niż te z Itachim, ale również zabawniejszych. Pozytywna atmosfera treningu sprawiała, że aż nie mogła się doczekać następnego. Podczas walk chłopak opowiadał różne ciekawe anegdoty, które dosłownie bawiły do łez. Wizja niesfornego łobuza podkradającego kadzidła, skutecznie poprawiała humor na cały dzień. Od kuzyna Itachiego biło niesamowite ciepło, które przyciągało. Człowiek aż chciał się ogrzać w blasku pozytywnej energii chłopaka, zaczerpnąć tej radości życia i naładować akumulatory przez zderzeniem z szarą rzeczywistością. Shisui miał to coś i aż dziwne, że to jego kuzyn a nie on cieszył się większą popularnością.
            Stojąc pod ciepłym prysznicem, westchnęła ciężko. Teraz czekały na nią zajęcia z dyrektorem. I o ile lubiła profesora Sarutobiego to to czego miał ją nauczyć to już niekoniecznie. Dlaczego? Ponieważ astronomia była dla niej czarną magią. Nie potrafiła zrozumieć jakim cudem ktoś jest w stanie zauważyć jakiś konkretny gwiazdozbiór, a do tego go nazwać. Ona widziała wyłącznie pojedyncze silniej świecące punkty na niebie — pośród całej chmary — i czasem od biedy umiała wskazać gwiazdozbiór Panny.
            Liczyła, że te zajęcia będą miały stronę praktyczną. Mianowicie jak wyznaczyć godzinę z położenia Słońca, czy wskazywanie kierunków według jakiś konkretnych gwiazd. To byłaby w stanie sobie przyswoić. Chyba.

~oOo~

            Liv z westchnieniem, cicho zamknęła za sobą drzwi od gabinetu dyrektora poprawiając zsuwającą się z ramienia torbę. Nigdy w życiu by nie przypuszczała, że w szkolenie kandydatów zaangażuje się cała kadra nauczycielska nie wyłączając bibliotekarki. Pani Koharu wraz z Sarutobim, postawiła sobie za cel nauczenie jej posługiwania się mapą oraz wyznaczania kierunków wyłącznie za pomocą gwiazd. O ile opowiadała ciekawie — Senju nawet nie przysypiała — to jednak mimo usilnych starań nie potrafiła w miarę logicznie, a przynajmniej jakoś obrazowo wytłumaczyć jak odszukać konstelacje na nieboskłonie. W końcu załamana niewiedzą, a raczej ignorancją dziewczyny oznajmiła, że ma dość i musi napić się rumiankowej herbaty przed spotkaniem z kolejnym uczniem. Tylko to mogło ukoić nerwy bibliotekarki przed starciem z niewiedzą nastolatków.
            — Panno Senju.
Liv aż podskoczyła słysząc łagodny głos dyrektora, momentalnie odwracając się do niego przodem. Stał w uchylonych drzwiach, przyglądając się podopiecznej uważnie jakby chciał prześwietlić. Jego ciemne oczy czujnie świdrowały twarz dziewczyny, a głębsza zmarszczka pomiędzy brwiami sugerowała, że nad czymś intensywnie dumał.
— Słucham profesorze. — Odrobinę czuła się nieswojo pod tym niewygodnym spojrzeniem profesora Hiruzena, ale dzielnie zacisnęła zęby cierpliwie czekając aż powie o co chodzi. Zawsze darzyła mężczyznę ogromnym szacunkiem zwłaszcza za to, że wszystkich traktował jednakowo. Nikogo nie faworyzował oraz wkładał wiele wysiłku w stały kontakt z podopiecznymi, wsłuchując się uważnie w problemy młodzieży. To dzięki niemu powstało tak wiele kółek zainteresowań i zajęć wyrównawczych dla słabszych uczniów.
— Zwołaj wszystkich kandydatów i poinformuj ich, żeby stawili się pod szkołą tuż przed zachodem słońca. Zorganizujemy lekcję w plenerze aby utrwalić waszą wiedzę, a później bezpiecznie odstawimy każdego do domu.
— Zrozumiałam. — Jeżeli Liv sądziła, że życie reprezentanta będzie sielanką to się najwyraźniej srogo pomyliła. Kto by pomyślał, że również czas wolny odda do dyspozycji szkole. Chyba za dobrze nie przemyślała tego zgłoszenia. Żeby to szlag.
— Możesz odejść.
— Do widzenia, panie profesorze.

~oOo~

Shisui rozsiadł się wygodniej na ławce pod ścianą, spod rzęs obserwując szkolny tłum. Dziwnie kolorowy, biorąc pod uwagę sztywny szkolny regulamin. Dopiero po bliższym przyjrzeniu zrozumiał czemu to zwróciło jego uwagę. Dziewczęta musiały odkryć jakąś nową modę, ponieważ absolutnie każda zrezygnowała z obowiązujących białych podkolanówek na rzecz kolorowych, z drobnej siateczki. Co poniektóre pokusiły się nawet o noszenie dwóch różnych. Cóż, nie wnikał. Nie znał się na panujących trendach i nie zamierzał się poznawać.
Całkowicie zignorował gapiące się na niego jawnie uczennice, skupiając się na stojących nad wejściem do budynku pucharach. Ich ilość wprawiała w zazdrość inne placówki edukacyjne. Konoha spod swoich skrzydeł wydała w świat bardzo wiele młodych talentów i ten turniej był doskonałą okazją aby pokazać, że wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Takie prężenie muskułów oraz dobra reklama dla rodziców, szukających odpowiedniej uczelni dla ich pociech.
Wyczuwając wiszącą w powietrzu dziwną atmosferę, oderwał wzrok od trofeów. Błyskawicznie przeczesał wzrokiem tłum, szybko rozumiejąc powód tego napięcia. Tak. To partnerka Itachiego wzbudzała takie emocje wśród gawiedzi szkolnej. O ile uczennice patrzyły na dziewczynę z nieskrywaną zazdrością i niechęcią, to już męska część populacji placówki okazywała ciekawość. Można powiedzieć, że kontakty z Itachim podniosły notowania Senju w szkolnej hierarchii, ale w zamian za to została ograbiona z cennej anonimowości. I zdawała sobie w pełni z tego sprawę. Nie wydawała się tym zachwycona o czym dobitnie świadczyła jej mina.
— Szukasz kogoś? — zapytał z lekkim rozbawieniem, gdy po krótkich wewnętrznych debatach zdecydowała się do niego podejść.
— Właśnie znalazłam — mruknęła z niechęcią, nerwowo przeczesując palcami włosy. — Profesor Sarutobi kazał mi przekazać informacje, że dziś odbędzie się grupowa lekcja w plenerze dla kandydatów. Zbiórka przed zachodem słońca, przed wejściem do szkoły.
— A to coś nowego — przyznał w zamyśleniu, rozsiadając się wygodniej oraz poklepując miejsce obok na ławeczce. — Może usiądziesz?
— Nie jest to dobry pomysł — westchnęła, zerkając na grupkę dziewcząt bezczelnie podsłuchujących tę wymianę zdań. Wyglądały jak harpie na polowaniu i Liv była więcej niż pewna, że one również pojawią się na spotkaniu z dyrektorem. Na potwierdzenie tej tezy, kilka z nich wyjęło telefony i odwoływało swoje wcześniejsze plany. — Przekażesz kuzynowi?
— Czemu ty mu nie powiesz?
— Bo zapadł się gdzieś pod ziemię, a ja nie mam ani czasu ani ochoty na poszukiwania.
— Pewnie jest jeszcze w dojo, albo pod prysznicem — stwierdził, zaraz uśmiechając się złośliwie gdy obok nich rozległ się głośny pisk i spora grupa uczennic pognała w stronę męskich szatni przy salach sportowych.
— Jesteś okrutny — parsknęła Senju, obserwując ten widowiskowy sprint uczennic. Nie łudziła się, że Shisui powiedział to niezamierzenie.
— Dlaczego? Bo spełniam marzenia?
— Ja to widzę tak, że bawisz się ich kosztem. Pewnie tam w ogóle Itachiego nie ma.
— Błąd w myśleniu. Jestem więcej niż pewny, że tam jest — odpowiedział stanowczo, mrużąc ze śmiechu powieki. — I zapewne doceni mój prezent.
Słysząc to Liv aż zamrugała szybciej w niedowierzaniu. Shisui właśnie przyznał, że z nieprzymuszonej woli rzucił kuzyna na pożarcie fankom. A do tego nie odczuwał żadnej skruchy. Ba. On wydawał się zachwycony rozwojem sytuacji.
— Nie masz za grosz litości, co?
— Liv, tak wygląda brutalna, męska przyjaźń. — Shisui mrugnął do niej łobuzersko, w międzyczasie wygrzebując z kieszeni komórkę. — Patrz i ucz się.
Senju z lekkim uniesieniem brwi przyglądała się jak chłopak sprawnie wybiera numer, a następnie spokojnie czeka na połączenie. Palcami wystukiwał jakiś tylko sobie znany rytm, spod oka patrząc prosto w jej oczy z aparatem przy uchu. Gdy w końcu ktoś odebrał, rozpromienił się jak słoneczko i zanim zdążyła się odsunąć, złapał ją za dłoń zmuszając aby usiadła u jego boku.
— Hej, Łasic — przywitał się i przysunął do towarzyszki tak, aby i ona mogła słyszeć rozmowę. — Co masz na sobie?
— Spadaj, perwersie. Co chciałeś?
— Ach, zepsułeś piękny wstęp — westchnął Shisui z załamaniem, przerzucając ramie przez plecy Liv. — Ale za to słyszę szum prysznica, więc jest obiecująco — zaśmiał się cicho, poruszając znacząco brwiami i zerkając na skonsternowaną Senju. — W każdym razie, proponuję ci zamknąć szatnie na klucz jeżeli nie chcesz przeżyć traumy.
— Czyżbyś zamierzał wpakować mi się do kabiny?
— Och, nie rób sobie nadziei, bo wiem, że skrycie o tym marzysz.
— Oczywiście. W dzień i w nocy.
— Cieszę się, że masz w sobie na tyle odwagi aby się przyznać, ale ja nie o tym. Właśnie biegnie do ciebie tłum napalonych dziewic, tak więc wiesz... strzeż się.
— Co?! Już nie żyjesz, Shisui. — Syk jaki wydobył się z słuchawki, przypominał głos rozdrażnionej kobry gotowej do ataku. — Jeżeli jakaś mi tu wlezie, to popamiętasz.
— A co jeśli to będzie, Liv? — zapytał przekornie chłopak, zawczasu zatykając dziewczynie dłonią usta. — Ją też przegonisz? — Całkowicie zignorował gromy sypiące się z zielonych ślepi, skupiając się na dziwnie milczącym kuzynie. Cisza jaka zapadła po tych słowach była aż dzwoniąca i wzbudziła w Shisuim nieme zainteresowanie tematem.
— Dlaczego tak niespodziewanie wspominasz o niej? Niech zgadnę… zrobiłeś z niej publikę dla swojego aktualnego show?
— Przenikliwy jak zawsze — parsknął, uwalniając Senju i mrużąc powieki na widok gniewnej miny towarzyszki. — Wybacz. Ty tam dzielnie walcz o cnotę, a ja mam zadanie do wykonania. Muszę jakoś udobruchać twoją partnerkę, narka. — Bez wahania rozłączył się z kuzynem, skupiając w pełni na Liv.
— Shisui…
— Moja droga, chodź… — Bez wahania pomógł Liv wstać, łagodnie prowadząc w stronę schodów na piętro. — Pogadamy w jakimś spokojniejszym miejscu.
— Uważam…
— Poczekaj. Zaraz ci wszystko wyjaśnię, a później jeżeli będziesz chciała to możesz stłuc mnie na kwaśne jabłko. Okej? Sprawiedliwy układ.

~oOo~

Ziewając szeroko, Liv odpięła smycz od obroży Moro i rzuciła na szafkę w przedpokoju. Czuła się wykończona zarówno fizycznie jak i psychicznie. W głowie szumiało jakby zamknięto jej tam co najmniej rój pszczół, a organizm błagał o sen. Nie miała złudzeń, że na tę chwilę przypomina chodzące Zombie i najlepszym wyjściem z sytuacji będzie drzemka. Marzyła tylko o padnięciu twarzą na materac.
To zajęcia z logiki oraz biologii wykończyły ją dokumentnie, wysysając całkowicie z energii. Profesor Tsunade nie przejawiała krzty litości zmuszając Liv do zapoznania się z najważniejszymi zagadnieniami, które uznała za niezbędne do wygrania turnieju. I okej, Senju rozumiała, że kadra nauczycielska robiła co mogła aby przygotować ich jak najlepiej do zmagań testowych, ale bez przesady. Tsunade oczekiwała, że za jednym posiedzeniem zapamięta tom grubości porządnej encyklopedii.
Odetchnęła głęboko, człapiąc do kuchni i mimowolnie zerknęła za wiszący na ścianie zegar. Cóż, do zachodu słońca zostało jeszcze sporo czasu, więc nic nie stało na przeszkodzie aby rzeczywiście położyła się na chwilę. Poklepała psa po łbie, nalała mu świeżej wody do miski i powlekła się do sypialni.
Jak kłoda padła na posłanie, przykrywając ramieniem oczy. Powoli odpływając w sen, przypomniała sobie rozmowę z Shisuim. Chłopak zrobił na niej pozytywne wrażenie szczerością oraz otwartością. Nie kręcił, ale prosto i zwięźle opowiedział o rywalizacji jaka od zawsze łączyła go z Itachim. Każdy przytyk czy złośliwość miała głębszy sens o którym nie wiedział nawet sam zainteresowany. Wiadomo, takie traktowanie poniekąd było elementem prawdziwej męskiej przyjaźni, ale nie robił tego wyłącznie dlatego żeby utrzeć kuzynowi nosa. Również po to, żeby nie zmienił się w sztywniaka pokroju własnego ojca. Bez szemrania zaakceptowała to wytłumaczenie. Rozmyślając nad tym, nawet się nie zorientowała kiedy usnęła.
Skoczyła jak oparzona, czując coś zimnego na czole. Mrużąc oczy w półmroku dostrzegła siedzącego przy łóżku Moro i zaraz odgadła, że to wilgotny nos psa wyrwał ją z drzemki. Na wpół śpiąco roztarła mokry ślad na skórze i wtedy ją olśniło. Nagle aż poderwała się do siadu uświadamiając sobie, że coś nie tak. Ciemność w pokoju sugerowała jedno, zaspała!
Złorzecząc pod nosem zeskoczyła z materaca o mało nie lądując twarzą na panelach. Wszystkiemu winien okazał się być koc, którym musiała się owinąć podczas snu. Teraz już jawnie przeklinając wyplątała się spod przykrycia i pognała do łazienki aby się jako tako ogarnąć.

~oOo~

Sapiąc od wyczerpującego biegu, Liv zatrzymała się tuż obok niewielkiej grupki osób. Trzymając się za pierś, oparła dłonie powyżej kolan i nie mogąc jeszcze nic wykrztusić, jedynie zamachała dłonią aby kontynuowano lekcję. Z tego co sprawdziła w telefonie to słońce zaszło nie dalej niż pół godziny temu, więc żywiła nadzieję, że profesor Sarutobi przymknie oko na to spóźnienie. No i na to, że nie przyszła sama.
— Witam, panno Senju.
— Dobry wieczór, profesorze i przepraszam za spóźnienie — powiedziała, prostując się wreszcie i mocniej zaciskając rękę na smyczy zadowolonego Moro. Futrzak wydawał się zachwycony przebieżką, bo z widoczną radością, rozglądał się po otaczających go ludziach merdając wesoło ogonem.
Liv nie miała wyboru. Musiała go zabrać z racji tego, że jeśli wyszłaby z nim na spacer — a to była jego pora — to jak nic, na zajęcia by nie zdążyła. A że lekcje miały się odbywać na świeżym powietrzu to uznała, że Moro nikomu nie powinien przeszkadzać. To znaczy, taką żywiła nadzieję, że nie będzie. Łypnęła na pupila, który przysiadł na ziemi w oczekiwaniu na dalsze atrakcje.
Całkowicie ignorowała resztę grupy, w pełni skupiając się na nauczycielu. Owszem czuła na sobie morderczy wzrok partnera turniejowego, ale w tej chwili było to mało istotne. Ewentualne fochy Itachiego musiały poczekać.
Profesor zmierzył uważnym spojrzeniem zwierzaka, po czym uśmiechnął się dobrodusznie. Najwyraźniej ocena wypadła pozytywnie, bo klepnął Moro w łeb — na co ten zmrużył z zadowolenia powieki — i kontynuował wykład.
— Skoro wreszcie jesteśmy w komplecie, możemy przejść na wzgórze za budynkiem. Tam wyjaśnię wszystko jeszcze raz, ale posługując się przykładami.
Oddychając głębiej z ulgi, wzmocniła uchwyt na smyczy i ruszyła za oddalającym się nieśpiesznie wykładowcą. Całe szczęście, że te zajęcia prowadził stary, poczciwy Hiruzen. Gdyby to był ktoś inny, to jak nic za spóźnienie nieźle by oberwała, a na dodatek  musiałaby się pozbyć Moro. Jakoś nie przypuszczała żeby Danzo należał do ludzi równie wyrozumiałych.
— Gdzieżeś ty się podziewała? — Itachi zrównał się z nią krokiem, mimochodem głaskając przymilającego się psa. — Chcesz wylądować na liście rezerwowej?
— Zaspałam — mruknęła wyjaśniająco, wzdychając z politowaniem gdy wymijający ich Shisui poczochrał jej włosy. Nie zastanawiając się ani chwili, w odwecie łupnęła chłopaka w tył głowy, zaraz uśmiechając się z satysfakcją. Itachi uniósł odrobinę brwi na widok tej niespodziewanej poufałości, ale nie skomentował.
— Gdybym wiedział to bym cię obudził.
— Nie masz mojego numeru — zauważyła logicznie Liv, odciągając psa od jakiegoś wyjątkowo interesującego krzaka i podchodząc bliżej do dyrektora. Zamierzała jak najwięcej wynieść z tej lekcji.
Cóż, Senju musiała przyznać, że taka lekcja w terenie jest o wiele bardziej skuteczna niż w klasie. Znacznie więcej zapamiętała, ale też dużo się nauczyła. Czyste, ciemne niebo sprzyjało szukaniu gwiazdozbiorów, co do tej pory jawiło się Senju jako sztuczki magiczne. Owszem, widziała gwiazdy, ale żeby odnaleźć jakieś zbudowane z nich kształty to już cięższa sprawa. Hiruzen tak całe ćwiczenie obmyślił, że była to fajna zabawa edukacyjna i wreszcie bez problemów odnalazła gwiazdę Polarną oraz konstelacje Skorpiona. Tak, odczuwała z tego powodu niemą dumę.
Przemycona przez nauczyciela masa ciekawostek, niemal wryła się w umysł Liv. Bo kto by pomyślał, że dzięki ściętemu drzewu można się dowiedzieć gdzie jest północ? Albo to, że wejścia do ptasich dziupli zazwyczaj są od wschodniej strony? Tak samo, że Magiczna Rzeka przez inne kraje jest nazywana Drogą Mleczną? Dziwne, ale prawdziwe.
— Chodź, Moro. Spadamy do domu — mruknęła, lekko pociągając psa za smycz i zasuwając suwak swojej bluzy. Zrobiło się już naprawdę późno i reszta towarzystwa zdążyła się zmyć do domów wraz z dyrektorem. Ona jako że przyszła wraz z pupilem, grzecznie odmówiła podwózki. Oczywiście to nie tak, że pedagog tak bez szemrania przystał na tę propozycję. Dopiero po małej demonstracji, jak groźny potrafi być jej czworonożny przyjaciel, odpuścił. — No chodź, uparciuchu — sapnęła, odwracając się do odejścia i właśnie wtedy aż wrzasnęła ze strachu zauważając, że nie jest sama. Moro jak na komendę zjeżył sierść rozglądając się nerwowo, ale ku zdumieniu Senju całkiem zignorował cień oparty o najbliższe drzewo.
— Uspokój się, to tylko ja.
Omal nie zemdlała z ulgi na widok wyłaniającego się z cienia Itachiego. Zaraz jednak wzięła się w garść i przeklinając pod nosem, szybko pokonała dzielącą ich odległość. Nie zastanawiając się nad tym co robi, ze złością uderzyła chłopaka w pierś.
— Czyś  ty oszalał?! Chcesz żebym na zawał zeszła?!
— Nie chciałem żebyś sama wracała do domu, po ciemku.
— To trzeba było się odezwać, a nie skradać jak duch! — wykrzyczała, i czując szarpanie smyczy wysyczała. — Moro, przestań skakać!
— Nie skradałem się. Pies mnie jakoś zauważył.
— Nie drażnij się ze mną, Uchiha…
— Powinnaś być zadowolona, że leży mi na sercu twoje bezpieczeństwo.
— Co z tego jeżeli sam stanowisz zagrożenie — fuknęła, cofając się o krok gdy pochylił się za blisko. Wciąż nie spuszczając z Itachiego rozgniewanego spojrzenia, zacisnęła mocno usta dając wyraz swojemu niezadowoleniu. Cholera, za kogo on się miał? Zamierzała już odejść i zostawić tego dupka samego, gdy nagle wyczuła wbijającą się w łydkę taśmę mocno ograniczającą jej ruchy. — Co jest, do diaska?
— Co tam mamrotasz?
— Czekaj, nie ruszaj się. Moro zaplątał…
Nie dane było Liv dokończyć, ponieważ pies uwieńczając dzieło zniszczenia, skoczył prosto na plecy Uchihy popychając go na zdębiałą w szoku Senju. Nawet nie miała czasu zareagować, gdy już leżała jak długa na trawniku, a nad nią wisiał Itachi. Dosłownie w ostatniej chwili zdążył się podeprzeć na rękach, unikając zwalenia się na dziewczynę całym ciężarem.
— Masz bardzo kreatywnego psa — stwierdził Itachi po dłuższym namyśle, mrużąc oczy, a na jego ustach błąkał się delikatny, tak niepodobny do niego uśmiech. Wyglądał na rozbawionego zaistniałą sytuacją.
— Ta… — burknęła Liv, wiercąc się niespokojnie. Uchiha był stanowczo za blisko. Czuła emanujące od niego ciepło oraz unikatowy, przyjemny zapach. Bała się, że aura nocy przywoła atmosferę z dojo. Tutaj, pod Itachim, znalazła się w pułapce z jego ramion i nie łudziła się, że jeśli coś się wydarzy to żadne z nich nie wykaże ani krzty rozsądku żeby się temu przeciwstawić. — Czy mógłbyś ze mnie zejść?
— Zimno ci? — Zmarszczył brwi, kiedy zadrżała, niechętnie spoglądając mu w oczy.
— Nocna rosa przemięka mi przez ubranie — wyjaśniła krótko na jednym wdechu, tylko odrobinę naginając prawdę. W końcu naprawdę było wilgotno, a to że połaskotał ją oddechem w szyję w ogóle nie miało związku z dreszczami. A jeśli nawet, to Uchiha nie musiał o tym wiedzieć, a wręcz nie powinien.

10 komentarzy:

  1. Dobra muzyka + Puchata Historia = udany wieczór.
    Mam nadzieję, że od jutra pójdzie mi równie dobrze z matematyką. XD
    W każdym razie nowy rozdział Puchatej poprawił mi humor i urozmaicił wieczorne nic nierobienie.
    ,,Naprawdę w tej szkole jest aż tak mało nauczycieli?'' Poczekaj rok, Senju, wyślemy Ci polskich bezrobotnych belfrów z naszych gimnazjów. Będzie zabawnie.
    Ciekawy pomysł z uczeniem się nawzajem i zastanawiam się, czy Liv też będzie coś wykładać.
    Oczywiście scena na końcu miód malina, choć niepokoi mnie anormalna inteligencja tego psa. Psy nie mogą być takie mądre, zgłaszam sprzeciw. To koty rządzą światem. ;3;
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, nie odpowiedziałam na komentarz. Wybacz, na starość ślepota i skleroza się pogłębia XD.
      Och i chciałam Ci podziękować za połechtanie mojego ego :"D. Udany wieczór z Puchatą... tak będę reklamować to opowiadanie XD.
      Myślę, że Liv stanowczo by odmówiła przyjęciu polskiego nauczyciela. Tych z pasją jest tyle co kot napłakał, a cała reszta aż zachęca do wagarów. Tak właśnie wygląda brutalna prawda :/.
      Huehuehueue... Liv wykładowcą... interesujący pomysł i w sumie jak najbardziej logiczny. Skoro wszyscy to czemu nie ona?
      Ach ta wieczna wojna, pies kontra kot. Pytanie kto wygra?
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  2. Jak zwykle genialny tekst i jak zwykle się nie zawiodłam. Dziękuję Ci za to że tak mi umilasz życie swoimi opowiadaniami! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Dzięki takim komentarzom wciąż mam motywację aby pisać i się nie poddawać, gdy słowa nie chcą płynąć :"D. Dziękuję.

      Usuń
  3. O jejku *.* W końcu coś się dzieje. Mam nadzieję, że Itachi będzie zazdrosny o kuzyna i jego dobre relacje z Liv :D

    Cudny rozdział nic dodać nic ująć. Cieszę się, że nie opisywałaś szczegółowo każdej lekcji :3

    Pozdrawiam i ślę wiadro weny ;* ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem zwolennikiem opisów (pewnie dlatego, że nie ich nie umiem, ale ciii... xD). Cieszy mi się, że udało mi się Ciebie usatysfakcjonować. I kto wie? Może Itachi dostrzeże w kuzynie rywala^^.
      Dziękują za komentarz i pozdrawiam :3.

      Usuń
  4. No, to tego... eee... Znów spóźniona jestem, co? ^^''
    Musze przyznać, że Konoha to fajna szkoła xD Na własną nie mogę narzekać, ale serio, zazdroszczę im przedmiotów i takich kreatywnych nauczycieli :D
    Shisui odegrał fajną rolę w tym rozdziale :D Jego okrucieństwo nie zna granic ♥ Kupił tym sobie moje serducho ^^
    Z Itachiego, wychodzi na to, że wcale nie jest taki zły gość C: Jest charyzmatyczny, przebiegły, nieco złośliwy, ale jednocześnie całkiem przyjemny - bardzo fajnie go tutaj wykreowałaś :D Teraz to ciężko o takiego fajnego, przemyślanego bohatera T^T
    Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie nadejdzie czas turniej ♥ Jestem ciekawa, jak to się wtedy wszystko potoczy i jak ostatecznie Liv i Itachi zejdą się razem C:
    Dobra, dzisiaj jakoś tak krótko wyszło, bo nie mam wany na komentarz ;_; Wybacz (/.-)''
    Tradycyjnie i standardowo życzę weny~! ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, Kita, Kita. Późno, nie późno, ważne, że jesteś <3.
      I ja też zazdroszczę takiej szkoły! Cholera, trzeba gdzieś złożyć petycję aby wszelkie placówki dydaktyczne zaczęły się inspirować takimi lekcjami i zaczęły organizować własne XD.
      Shisui to Shisui... Diabeł o złotym sercu :"D.
      Łoooo... ale mi posłodziłaś <3. Normalnie aż się zarumieniłam czytając, że Itachi wyszedł mi taki no, jak piszesz :">. No kurde, aż się napuszyłam z dumy.
      Mam nadzieję, że dalsza część tego opka Cie nie zawiedzie <3.
      Dziękuję za pamięć, komentarz, wenę i wsio. Dzięki, że Jesteś :"D.

      Usuń
  5. Matko noc!
    Jakie jest to wspaniałe XD I teraz nie wiem czego nie mogę doczekać się bardziej, Zwaśnionych czy tego. Jak możesz nie znać litości kobieto ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehue... lubię się znęcać nad czytelnikami. Nie no, bardzo jestem zadowolona, że udało mi się Cię wkręcić w moją historie. To dla mnie dużo znaczy. Dzięki za komentarz i pozdrawiam <3.

      Usuń