23.07.2016

XLIX DOPÓKI WALCZYSZ, JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ

Okej… moi Drodzy Państwo przedstawiam Wam nowy rozdział XD. Oficjalnie zabrzmiało, nie? Teraz spuśćmy z tonu, bo jednak tak się gadać nie da, przynajmniej nie na dłuższą metę… Co mogę powiedzieć o wpisie… Nie pisało się go łatwo, to na pewno. Czy jest ciekawy? Nie mnie oceniać^^. Jednak w pewnym momencie się troszkę podjarałam tekstem, ale no… może tylko mnie się wydaję, że wyszła niezła atmosfera. Wiadomo, samozachwyt autora XD.
Tradycyjnie nie patrzone przez Betę. Tak więc przy czytaniu proszę pozostać czujnym aby nie oberwać jakimś nadliczbowym przecinkiem, albo innym wybrykiem tekstowym. Kryć się kto może! Pocieszam się, że nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi. To takie moje motto przewodnie przy tworzeniu :3.
Nie przedłużając, zapraszam do czytania i komentowania. Pamiętajcie że Wasze wsparcie działa pobudzająco na Wenę. Chyba nie chcecie dać mi wymówki do braku zapału? XD Nie no, tak se żartuję (potem będą marudzić, że bierę ich pod włos.. ech). Czytajta i radujta się <3.





— Uchiha, nie mogłeś się wstrzymać z przeglądaniem tych dokumentów do jakiejś ludzkiej godziny? — wymamrotała Liv, rozcierając powieki. — Na przykład do zebrania opiekunów grup? Popołudnie wydaje się adekwatne.
— Nie — uciął oschle, nawet nie zaszczycając kunoichi spojrzeniem znad kartkowanych stron. Wydawał się wyjątkowo zaangażowany w poszukiwania interesujących go informacji.
Ten fakt dodatkowo doprowadzał Senju do furii. Każdy inny obywatel Konoha byłby choć odrobinę skruszony tym, że został zmuszony do wtargnięcia do kogoś o tak wczesnej porze. Kajałby się i emanował uprzejmością. Niestety takie niuanse nie dotyczyły Uchihów. Przecież ich powinno się witać z otwartymi ramionami i najlepiej w towarzystwie czerwonego dywanu, a wizytę tego rodu traktować niczym święto narodowe.
Niewzruszona mina kompana tylko dolewała oliwy do ognia. Liv z trudem powstrzymywała się od zgrzytania zębami, a ręka aż świerzbiła żeby sięgnąć po jeden z grubszych tomów i przyłożyć nim w ten głupi, Uchihowski ceban.
— Nic tam nie znajdziecie — poinformował niespodziewanie Kazama, materializując się w gabinecie i opadając na fotel przy kominku. Z wyraźnym zadowoleniem poprawił rękawy yuukaty, usadawiając się wygodniej. Zmierzył wzrokiem wyraźnie spiętego bruneta, uśmiechając się z satysfakcją. Cóż, cokolwiek knuł ten człowiek teraz musiało ulec modyfikacji.
Równocześnie z tą myślą, zerknął na Senju. Nie wyglądała na entuzjastycznie nastawioną do poszukiwań. Chikage wręcz odnosił wrażenie, że tylko minuty dzielą ją od przyśnięcia nad notatkami ojca.
— Kamirama w żadnej z części nie wspomina o Krainie Śniegu — uściślił, ponownie zawieszając spojrzenie na Itachim. Aktywowany Sharingan mężczyzny niemal prześwietlał go jak rentgen co nie należało do najprzyjemniejszych przeżyć, ale dzielnie przetrwał tę małą niewygodę. W końcu pojawiając się tu nie spodziewał się radosnego powitania, przynajmniej po tym panu.
— Skąd wiesz? — Liv z ulgą odrzuciła na bok zapiski ziewając przeciągle. Zmęczonym ruchem potarła nasadę nosa, wyciągając wygodniej nogi. Od siedzenia na podłodze powoli zaczynał ją boleć kręgosłup oraz pośladki. Teraz naprawdę żałowała, że nie wzięła żadnej poduszki pod tyłek.
— A jak sądzisz? — odpowiedział Kazama ironicznie, przymrużając powieki. Dopiero teraz dotarło do Senju, że przecież demon na pewno zdążył zapoznać się z całym księgozbiorem w rezydencji. Gdy wpadał z wizytą i dokuczała mu bezsenność to bardzo często właśnie tu zabijał czas. Logiczne.
— Uchiha, możesz sobie darować — zwrócił się do bruneta, prychając z politowaniem kiedy ten wciąż kartkował pamiętniki. — No chyba, że chcesz podkraść jakieś techniki to proszę. Tego akurat w tym konkretnym tomie jest sporo.
— Słucham?
— Nie daj się podpuścić, Senju — syknął Itachi, z trzaskiem zamykając książkę i łypiąc złowrogo na Chikage. — Ja nie mam tendencji po sięganie po coś co nie należy do mnie.
— Czyżbyś coś mi zarzucał?
— Zgadnij.
— O czym wy do cholery mówicie? — Liv wpatrywała się zdezorientowana w stojących naprzeciwko siebie mężczyzn. Po pierwsze nie wiedziała o co im chodzi, a po drugie wyraźnie tylko włos dzielił ich od rękoczynów. Mierzyli się takim wzrokiem, że aż ją przeszły dreszcze i mimowolnie wstała rozcierając ramiona. Czuła się przytłoczona niechęcią tej dwójki. No, dobrze. Nigdy za sobą nie przepadali, ale litości. Skąd ta nagła agresja? Ktoś komuś zabawki ruszył, czy jak? Jakąś wskazówką były słowa Itachiego, ale nie umiała rozszyfrować stawianych Chikage zarzutów. Nic nie przychodziło jej do głowy.
Nie widząc innej rady — jakoś nie uśmiechało się Liv remontowanie domu po takim gwałtownym starciu jakie się szykowało — zdecydowała się interweniować, wciskając się pomiędzy nich i rozsuwając na odległość rozłożonych ramion.
— Pewnie szanowny pan Uchiha pomyślał, że zamierzam to zatrzymać — mruknął po dłuższej chwili Kazama, wyciągając zza pazuchy mały, srebrny sztylet.
— Hę? — Oczy Senju zrobiły się wielkie jak spodki, gdy zobaczyła przyczynę sporu. Zwyczajnie ją zamurowało. O mało nie zrównali z ziemią rezydencji o takie głupstwo. Jednak, zaraz zmarszczyła brwi, bo kto jak kto, ale chyba Uchiha nie pyskowałby tak o zwykły scyzoryk do ziemniaków. W niedowierzaniu gapiła się na niewielkie ostrze, usiłując odgadnąć jego znaczenie. Bo musiało w nim być coś niezwykłego skoro, wywołał takie larum. — Okej, poddaję się… niech mi ktoś wyjaśni… ooo — sapnęła za zdumieniem, gdy Kazama obrócił broń w palcach a ona zmieniła się z znajomą lancę.
— Senju, zamknij usta — poradził Itachi, krzyżując ręce na piersi. On nie wydawał się zdumiony zaprezentowanym przez demona spektaklem. Zupełnie jakby manipulujący czakrą osobnik, który jej defakto nie posiadał należał do codzienności.
— Mam tyko jedno zasadnicze pytanie, jak to możliwe? Jesteś przecież demonem.
— Dzięki za przypomnienie, Liv — rzucił z sarkazmem Kazama, przesuwając otwartą dłonią po trzonku lancy aby ta chwilę później zmieniła się w długi, srebrzysty bat. — Znam tego kto to stworzył, na czyje zlecenie i wiem dla kogo to zostało wykonane. A że nie dla mnie, to mogę tego używać w bardzo ograniczonym zakresie.
— Do kogo należy?
— Aleś ty tępa, Senju — westchnął Itachi, przykładając rękę do czoła. — Pozwól, że cię oświecę bo mam dość. To wyrób twojej rasy. Jak się dobrze przyjrzeć to na rękojeści jest symbol demona.
— Gdzie? Ja nic nie zauważyłam — stwierdziła, szybko podchodząc do Kazamy i dokładnie oglądając broń. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegła malusieńką pieczęć, którą z pewnością by przeoczyła gdyby nie wiedziała czego szuka. — Czyli, że… hm… ja jestem demonem z czakrą… znaczy się, że to stworzono specjalnie dla mnie?
— Owszem, na rozkaz Aiki — przytaknął Chikage, wręczając bat Liv. Spokojnie przyglądał się jak dziewczyna gładzi oręż, dumając nad czymś intensywnie. Czuł przez skórę jej podekscytowanie poznanymi faktami. Zapewne nie spodziewała się takich rewelacji tyle lat od śmierci matki.
— To jak w takim razie znalazła się w tamtej świątyni?
— Została skradziona.
— Przez tego człowieka co zostawił list?
— Nie można tego wykluczyć — powiedział ostrożnie Kazama, dostrzegając jakiś niepokojący błysk w oku Liv. — Ale też jest duże prawdopodobieństwo, że wędrowała z rąk do rąk. Zapadła się pod ziemię na kilkanaście lat i nie sądzę żeby w tym czasie miała tylko jednego właściciela.
— Taka broń jest zbyt unikatowa żeby się z nią obnosić, jak i zbyt cenna żeby o niej zapominać — wtrącił niespodziewanie Itachi, doskonale wiedząc co chodzi po głowie Senju. Mógł z niej czytać niemal jak z otwartej księgi i bynajmniej pomysł jaki wyklarował się w jej umyśle, nie przypadł mu do gustu. Ostatnim czego im teraz potrzeba to żeby węszyła próbując coś odkryć. — Raczej ktoś inny ją tam ukrył.
— Skoro tak mówisz… — wymamrotała z powątpiewaniem, przeczesując palcami grzywkę.
— Wracając do tematu… Uchiha, jak widzisz twoja obecność jest tu zbędna. Nie ma żadnych wskazówek o panu X, więc możesz iść i przekazać to Hokage. — Mówiąc to Kazama niespodziewanie złapał Liv za podbródek, nakłaniając aby spojrzała mu w oczy. Kiedy to zrobiła, uśmiechnął się prowokacyjnie — kątem oka obserwując zamarłego w bezruchu Uchihę — i dmuchnął chłodnym powietrzem w usta, w reakcji na co zarumieniła się wściekle przybierając formę demona. — Tego widoku mi brakowało — wyszeptał, błyskawicznie się nachylając i przyszczypując zębami dolną wargę dziewczyny.
— Kretyn — fuknęła Senju, odpychając śmiejącego się cicho Chikage oraz szybko opuszczając pomieszczenie.
— Czyli w ten sposób zamierzasz to rozegrać? — odezwał się Itachi, mrużąc groźnie powieki. Chociaż nie chciał tego przyznać głośno to jednak spanikował. Gniew aż go zamroczył na widok spektaklu wyreżyserowanego specjalnie dla niego. I chociaż doskonale wiedział, że Chikage zrobił to celowo aby go sprowokować, to dosłownie w ostatnim momencie powstrzymał się przed interwencją.
Faktem pozostawało jedno, relacje Kazamy i Liv wyraźnie się pogłębiły i jeżeli nic nie zrobi to będzie za późno.
— Uchiha, Uchiha… — demon parsknął dobrodusznie, kręcąc z politowaniem głową. — Nie jesteś dla mnie godnym przeciwnikiem. Już nie. Nie po tym jak mnie nie doceniłeś i popełniłeś taki karygodny błąd. Przykro mi.
— Owszem, popełniłem błąd — przyznał w zamyśleniu brunet, odchodząc w stronę okna. Przez dłuższą chwilę obserwował krajobraz za szybą, po czym odwrócił się do Chikage. — Jednak, pozwól, że cię ostrzegę… coś co raz zapłonęło może rozpalić się ponownie. Gwałtowniej i mocniej, jeżeli tylko dostanie szansę.
— Czcze marzenia, chłopczyku…
— Doprawdy? — Itachi z leniwym uśmiechem spojrzał na Kazame, a następnie ruszył do drzwi. Idealnie wyczuł moment wejścia Senju aby spotkać się z nią w progu, oko w oko. Do tej pory nie miał zbyt wiele okazji żeby móc się przyglądać Liv w formie demona i teraz nie zamierzał się spieszyć. Powoli omiatał spojrzeniem jej odmienioną twarz, opierając się dłonią o ścianę za nią. Oczy w kolorze płynnego złota z pionową źrenicą patrzyły na niego nieufnie, a jednocześnie nie pozwalały odwrócić wzroku, hipnotyzując.
— Czy mógłbyś przestać się na mnie gapić? — zapytała zgryźliwie, a Itachi z zadowoleniem stwierdził, że oddech rozmówczyni zdecydowanie się spłycił. Ignorując położoną na piersi dłoń, znacznie zmniejszył dzielący ich dystans, z satysfakcją zauważając jak wciągnęła ze świstem powietrze. — Uchiha…
Kątem oka zerknął na obserwującego go demona, który sądząc po minie zrozumiał przekazany komunikat. Żar się nie wypalił, a teraz potrzebna była wyłącznie iskra. Moment nieuwagi, opuszczona garda, a wszystko pochłonie pożoga.
— Spotkanie Jouninów zostało przełożone na południe — poinformował szeptem Liv, a następnie odsunął się i skierował się do wyjścia z rezydencji. Pośpiech nie był dobrym doradcą. Już raz popełnił błąd, teraz — nauczony doświadczeniem — musiał wykazać się cierpliwością oraz sprytem.

~oOo~

Liv z rozdrażnieniem poprawiła uniform Jounina, wgapiając się w odbicie w lustrze i z nerwami zasunęła suwak kamizelki o mało nie przyszczypując skóry na szyi. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Uchiha swoim zachowaniem tuż przed wyjściem planował rozdrażnić Kazamę. Chciał zagrać mu na nosie. I cholera, pomogła osiągnąć temu draniowi cel! Mamrotając pod nosem przekleństwa, zawiązała na ramieniu opaskę Konohy i przymknęła powieki. Oddychając głęboko usiłowała się uspokoić, ale zamiast wyciszyć emocje odnosiła skutek całkiem odwrotny.
Zanim się zorientowała co najlepszego robi, uderzyła pięścią w lustro. Nie pofatygowała się nawet żeby zerknąć na rozmiar zniszczeń. Dłoń przed skaleczeniem chroniła rękawica z ochraniaczem, więc nie musiała się martwić, że ukrwawi posadzkę. Nad potłuczonym zwierciadłem również nie ubolewała. Pewnie na poddaszu wala się ich mnóstwo.
Zamiast tego doskwierał Liv inny problem. Czakra niemal w niej pulsowała, domagając się uwolnienia, a złość aż gotowała krew w żyłach. Bała się, że przy najbliższym spotkaniu zmasakruje Uchihę. Opcja nie miała racji bytu, bo Hokage z pewnością nie puściłaby jej tego płazem. Morderstwo w biały dzień ciężko zachować w tajemnicy, a jakoś się nie łudziła, że Itachi wyzionie ducha bez walki. Chociaż wizja była wyjątkowo kusząca…
— Liv?
— Słucham? — Momentalnie otworzyła oczy, dostrzegając w popękanym odbiciu stojącego w drzwiach Chikage. Omiótł wzrokiem poczynione przez nią szkody po czym westchnął ciężko.
— Twoja energia tak kipi, że aż dziwne, że jeszcze nie wpadł tu oddział ANBU flankowany przez Piątą. — Pokonał dzielącą ich odległość i powoli, odprężająco zaczął masować ramiona Senju. — Uspokój się.
— Robię co mogę, ale…. To silniejsze ode mnie — wywarczała przez zęby, intensywnie pocierając skronie.
— Jestem zazdrosny — mruknął, zatrzymując się w pół ruchu i mocniej zaciskając palce na ramionach Liv. Wpatrzył się w jej szeroko rozwarte ze zdziwienia oczy, gdy nie zrozumiała w czym rzecz.
— Jesteś zazdrosny, że chce go rozszarpać na strzępy?
— Nie… — Obrócił Senju przodem, musnął palcami policzki, a następnie oparł czoło o jej, oddychając głębiej i zaciągając się niepowtarzalnym zapachem dziewczyny. — Jestem zazdrosny o emocje. Uchiha dostaje cały pakiet…
— Kazama… uważam… — Zszokowana zamknęła usta, gdy przyłożył do nich palec nakazując milczenie i wlepiła wzrok w nagle poważnego Chikage.
— Pozwól mi je wyciszyć.
— Co wyciszyć?
— Emocje. Pozwól.
Liv przez dłuższą chwilę parzyła w nagle pociemniałe oczy Kazamy, dopiero teraz zauważając, że trzyma w palcach przód jego yuukaty. Rozluźniła uścisk, powoli przesuwając opuszkami po jedwabistym materiale i niepewnie przełknęła ślinę. Czuła ciepło promieniujące od demona elektryzujące skórę oraz pobudzające zakończenia nerwowe w całym ciele. Przyjemne dreszcze przebiegały wzdłuż kręgosłupa Liv, jakby przygotowując ją na to co miało się wkrótce wydarzyć. Chemia pomiędzy demonami była tak silna, że nie potrafiła opanować jawnego drżenia. Samo spojrzenie lidera ich gatunku — jeśli tylko tego zapragnął — wystarczyło aby przełamać wszelkie opory. Hierarchia wymuszała pewnego rodzaju podporzadkowanie, ale Senju zdawała sobie sprawę, że Chikage nie musi sięgać po tak drastyczne środki. Nie on. Nie gdy łączyło ich tak wiele. Z trudem powstrzymując westchnienie, zawiesiła spojrzenie na wargach towarzysza.
Aż sapnęła gdy w oka mgnieniu wsunął dłonie w jej włosy, przyciskając ją do potłuczonego lustra. Napierał na nią całym ciałem, podczas gdy ona nie wiadomo kiedy wsunęła ręce pod jego szatę. Napięte do granic możliwości mięśnie, drżały tuż pod skórą kiedy badała każdą ich krzywiznę. Demon był wspaniale zbudowany.
Czuła gorący oddech Kazamy na ustach, podczas gdy z przyjemnością gładziła opuszkami rozgrzaną skórę. Widziała swoje odbicie w oczach Chikage i jak już myślała, że wreszcie ją pocałuje naprawdę — nie jakieś przyjacielskie cmoknięcia, ale będzie to pocałunek pełen żaru oraz tłumionych od lat pragnień — ten odskoczył niczym oparzony, przeklinając cicho.
— Spóźnisz się na zebranie — rzucił przez ramię, odchrząkując aby pozbyć się niespodziewanej chrypki. Następnie nie patrząc na Liv, błyskawicznie wycofał się z pomieszczenia.
~oOo~

Liv w zamyśleniu stukała palcami o blat, spod oka patrząc na leżące przed nią uniformy. Siedziała przy biurku w niewielkim biurze, pozostawiona sama sobie przez innych Jouninów prowadzących. Wcześniej w tym pomieszczeniu odbyło się oficjalne zebranie oraz przedstawienie wyników egzaminu na Chuunina, zakończone kieliszkiem musującego szampana jako ukoronowanie wysiłków włożonych w przygotowanie turnieju. Oczywiście przed wyjściem każdy pogratulował Liv wspaniałego osiągnięcia jakim było wyszkolenie całej drużyny na Chuuninów. Owszem, uczniowie Senju nie byli jedynymi jacy dostąpili awansu, ale jakoś nikomu do tej pory nie udało się wypromować na raz całej trójki podopiecznych. I choć wiedziała, że powinna przepełniać ją radość i duma to jednak wydarzenia z dzisiejszego poranka skutecznie odbierały jej humor.
Całkowicie zaskoczyło Senju zachowanie Chikage. Nigdy by nie przypuszczała, że kiedy wreszcie ulegnie czarowi demona, ten się wycofa. Było to tak dziwne i nienaturalne, że aż nie potrafiła tego zaakceptować. Ta sprawa tak mocno wytrąciła Liv z równowagi, że nawet nie radował jej awans podopiecznych. Owszem, odczuwała satysfakcję z dobrze wykonanego zadania — mianowicie wyszkolenia nowego pokolenia ninja — ale… No właśnie, co?
Zmęczonym ruchem przetarła twarz, zaraz zerkając na wejście. Z pewną dozą niedowierzania wpatrywała się w lakierowane drewno, zdziwiona cierpliwością uczniów. Gdy wysyłała im notkę o spotkaniu raczej przypuszczała, że po o trzymaniu wiadomości przybiegną pełnym pędem, a na dokładkę wejdą z drzwiami.
— Proszę — zaprosiła uczniów do środka, uprzednio chowając kamizelki do szuflady. Nie zaszkodzi jak trochę potrzyma ich w niepewności.
— Sensei, wzywałaś — odezwała się Shion, opadając na najbliższe krzesło, a reszta drużyny poszła za jej przykładem. To znaczy Yuchiro znalazł sobie jakiś taboret, a Zaku w pełni zadowolił się kawałkiem podłogi.
— Owszem. Mam dla was kilka informacji — przytaknęła gładko, doskonale zdając sobie sprawę z napięcia jakie tliło się tuż pod skórą geninów. Opierając brodę na splecionych dłoniach, westchnęła. Czas na wykład. — Życie shinobi to ciężki kawałek chleba, a do tego nie jest sprawiedliwe…

~oOo~

            Shisui ze zdziwienia aż przystanął, dostrzegając siedzącego w oddali przyjaciela. Patrząc na jego zamyślony profil, bezbłędnie odgadł, że coś się stało. Itachi od lat nie przychodził na skarpę nad rzeką i zastanie go tu graniczyło z cudem. Wiadomo, obowiązki, misje oraz opieka nad grupami nie dawały nawet grama wolnego czasu, a jak już jakiś się trafiał to każdy rozsądny człowiek wykorzystywał go na odpoczynek. Dokładniej rzecz biorąc na sen.
            Dumając nad tą kwestią, powoli zbliżył się do kompana i bez słowa opadł na miejsce obok, wystawiając twarz do słońca. Przymknął powieki czując jak przyjemne ciepło ogrzewa mu skórę, czekając cierpliwie aż Itachi postanowi się odezwać. Nie byłoby dobrym wyjściem naciskanie na mężczyznę, bo wtedy jak nic ponownie zamknąłby się w swojej skorupie.
            — Miałeś rację.
            — W sensie…?
            — Z Senju.
            — Ach… — mruknął Shisui pod nosem, wreszcie rozumiejąc o co chodzi. Mimowolnie rozwarł jedną powiekę, kontrolnie sprawdzając czy na horyzoncie nie ma żadnej komety albo asteroidy pędzącej ku ziemi. Westchnął z niewysłowioną ulgą zauważając czysty, nieskalany chmurami błękit. Dotychczas tylko widmo rychłej śmierci mogło zmusić — ale niekoniecznie — tego konkretnego osobnika do przyznania się głośno, że zawalił sprawę. Takie rzeczy nie zdarzają się często, a mianowicie nigdy, ale kto by się tam wdawał w szczegóły. Wypadało radować się faktem, że Itachi po tak długim czasie postanowił przejrzeć na oczy, chociaż jak widać odrobinę się spóźnił.
 — No, i co teraz? — zapytał, gdy przyjaciel jakoś nie kwapił się do rozwinięcia tematu. Doprawdy, powoli się męczył tymi zawirowaniami w życiu uczuciowym kuzyna. Dla Shisuiego sprawa była prosta. Kochasz albo nie kochasz. Chcesz być z tą osobą lub nie.
            — Nie wiem… pierwszy raz w życiu nie wiem co zrobić — przyznał Itachi, w zamyśleniu spoglądając na znak na nadgarstku, którego złoty kolor mienił się pod wpływem padającego na niego światła.
            Shisui patrząc na przyjaciela oraz jego nietęgą minę, nie wytrzymał. Głośno rechotając, opadł plecami na trawę zakrywając ramieniem oczy. Po policzkach spływały mu łzy, gdy aż się zanosił ze śmiechu i w ogóle nie mógł przestać. Czuł na sobie mordercze spojrzenie, ale sytuacja była tak absurdalna, że inaczej zareagować się nie dało.
            — Wybacz — wykrztusił po kilku minutach, kiedy jako tako udało mu się uspokoić. Siląc się na powagę, zerknął na skonsternowanego Itachiego po czym, wymamrotał: — Nijak mi nie pasujesz do roli bezradnej panienki. Sorry, Uchiha. — Przerzucił ramię przez kark kompana przytrzymując go mocniej, gdy zaczął się wyrywać i wolną dłonią poczochrał mu włosy. — Po pierwsze, zapomniałeś o jednym istotnym fakcie. My Uchiha, działamy na kobiety jak lep na muchy. Na geny nic nie poradzisz, ale możesz je wykorzystać. Wystarczy odrobinę chęci.
            — Ta rozmowa jest żenująca…
            — Sam ją zacząłeś… — parsknął Shisui, nachylając się niżej żeby spojrzeć przyjacielowi w oczy. — To co? Dziś piżama party u ciebie? Pomalujemy paznokcie, skonsumujemy po ciepłym kakao, pozjadamy kubełki lodów i omówimy plan…
            — Ani słowa więcej.

~oOo~

Liv z cichym sykiem rozwarła powieki, wgapiając się w biały sufit. Czuła się jak przepuszczona przez maszynkę do mięsa, a do tego nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. Mogła tylko biernie — jakby miała jakiś wybór — pozwolić się wlec za nogę po posadzce. Tak, żaden z napastników nawet się nie pofatygował aby zacierać ślady. Wydawali się wyjątkowo pewni, że cała akcja ujdzie im płazem co potwierdzali wesoło rozmawiając. Cóż, Senju też tak pomyślała. W końcu nikogo nie poinformowała o wycieczce do Świątyni Ognia, a nawet jakby powiedziała to przecież tam nie dotarła. Zachciało jej zajrzeć do przeklętego pałacu w pobliskiej osadzie, no to ma teraz wycieczkę krajoznawczą…
Z ogromnym wysiłkiem odchyliła się do tyłu, zerkając za siebie. Na drewnianych panelach zostawiała krwawą smugę, przy czym włosy Liv w tym wypadku przypominały nasączony pędzel. Nawet ich kolor pasował do obrazka. Co ciekawsze, o dziwo nie czuła bólu, a raczej powinna sądząc po ilości krwi. Może podali jej jakiś narkotyk znieczulający? Cóż, zawsze istniało takie prawdopodobieństwo. Swoją drogą czy aby oprawcy nie byli za pewni swego? Przecież jak ktoś tu wlezie i zobaczy rozmazaną na posadzce juchę to raczej się zainteresuje… ale w sumie, co ją to obchodziło. Trafiła na idiotów, a to może nawet lepiej. Zaciskając zęby, ponownie spojrzała na sufit. Chociaż, jakimś cudem udało im się zneutralizować funkcję mowy Liv. Otwierała oraz zamykała usta — pewnie podczas tych prób przypominała przeklętą rybę wyrzuconą na brzeg — ale głos wciąż zamierał w krtani, nie wydostając się na zewnątrz. Mimo ogromnych wysiłków nie potrafiła wydać z siebie żadnego dźwięku, nawet jęknięcia. Czyli jednak zależało im na dyskrecji, skoro zrobili z niej niemowę.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie dali Liv najmniejszych szans aby się osłonić. Z czystym sumieniem przyznawała, że nieźle to wymyślili — tak, nawet debil może mieć jednorazowy przypływ geniuszu. Wzięli ją na litość, używając do tego przynęty. Postawili na drodze Senju kalekę o kulach, a kiedy zaoferowała pomoc bo mężczyzna się przewrócił, niehonorowo zaatakowali od tyłu. Prosto, prędko i skutecznie.
W każdym razie, teraz bardziej frapowało dziewczynę co innego. Skąd Łowcy, bo to z nimi miała do czynienia, wiedzieli o tym kim jest. Nie zrzuciła ludzkiej powłoki nawet na moment, więc jak? Zupełnie jakby dostali cynk od kogoś, że zmierza w ich kierunku demon. Dumając nad tą kwestią, zatrzymała wzrok na zakrwawionej dłoni. Czuła w niej nikłe mrowienie, a to znaczyło, że powoli wracała do normalności. Jeszcze parę minut, a paraliż minie. Tylko co dalej? Czy naprawdę jest sens tak się szarpać z życiem? Dwoista natura wyjątkowo męczyła oraz nieraz dawała popalić. Polowano na takich jak ona niczym na zwierzynę, a przecież już dola kunoichi nie należała do najłatwiejszych. To ciągłe oglądanie się przez ramię, czy aby śmierć nie podeszła zbyt blisko.
Z drugiej strony, takim rozmyślaniem nie przysporzyłaby ojcu powodów do dumy. Już samo to, że dała się tak podejść — jak jakiś żółtodziób — zasłużył na dezaprobatę. Do tego ten lekceważący stosunek do własnego życia… Klan Senju nigdy się nie poddawał, walczył do końca, a ona wahała się czy w ogóle podjąć walkę. Jak nic Kamirama przewracał się w grobie. Skonsternowana tym wnioskiem, zmarszczyła brwi.
— Kretyni, zaatakowaliście jakąś niewinną dziewczynę!
Liv nadstawiła czujnie uszu, gdy się zatrzymali. Ktoś nowy postanowił dołączyć do bandytów i najwyraźniej poddawał pod wątpliwość czy złapali kogo trzeba. Cóż, nie dziwota. Wyglądała jak zwykła kunoichi Konohy. Tak, opaska z symbolem liścia wciąż radośnie oplatała jej ramię. Napastnicy ponownie nie wykazali się inteligencją. Przecież w tej okolicy na pewno kręciło się co najmniej kilku shinobi z wioski Senju — to ich rodzime tereny — i raczej nie zignorowaliby faktu, że swój — znaczy się członek osady — jest w tarapatach. Wola Ognia i te sprawy. Ale co ona tam mogła wiedzieć…
— Nie. To o niej nam mówiono. Ruda? Ruda. Wszystko się zgadza.
Skrzywiła się z irytacją, gdy uścisk na kostce zniknął i jej noga z cichym łupnięciem uderzyła o podłogę. Nie dość, że lebiegi, to jeszcze takie graślawe. Zero szacunku dla kobiety!
— No nie wiem… — Nieznajomy niespodziewanie pojawił się tuż nad nią i nachylił się, łapiąc za twarz i przyglądając się Senju uważnie. Podczas tych oględzin łypała na niego z trudno hamowaną furią, naprawdę żałując, że jeszcze nie ma pełni władzy we wszystkich kończynach. Chętnie by go zapoznała ze swoim prawym sierpowym.
Nowoprzybyły nadal nie wydawał się przekonany, ale właśnie wtedy Liv usłyszała nowe kroki. Ich dźwięk wywołał w niej dziwne podniecenie, a dziąsła zamrowiły gwałtownie. Chyba się domyślała kto postanowił wpaść na to nietypowe przyjęcie i szczerze zaczęła współczuć swoim katom. Nie mogli trafić gorzej.
— Witam… — Wystarczył tembr jego głosu, a wszystkie dolegliwości zniknęły, zupełnie jak za dotknięciem magicznej różdżki. Poczuła jak po ciele rozlewa się przyjemne ciepło, zupełnie jakby ktoś okrył ją grubym kocem zapewniając bezpieczeństwo. Jednak najistotniejsze było to, że odzyskała władzę nad własnym ciałem z czego skrzętnie skorzystała, podpierając się na łokciach.
No cóż, ponownie zbyt wiele nie zobaczyła. Sprawa została załatwiona tak prędko, że zauważyła tylko błysk ostrza katany, a później trzy ciała runęły z hukiem na ziemię. Tak, jej wybawca nie marnował czasu. Po wszystkim nonszalancko poprawił rękawy yuukaty, schował miecz do pochwy przy pasie i powoli okrążył walające się po posadzce truchła. Patrzyła jak pochyla się nad jednym, łapiąc za ramię oraz odsłaniając nadgarstek. Przez minutę go badał, po czym upuścił kończynę na ziemię.
Zdążyła tylko sapnąć gdy w oka mgnieniu pojawił się przed nią i bez ociągania chwycił na ręce, prostując się bez wysiłku. Przylegając do jego piersi, spojrzała prosto w zmrużone groźnie rubinowe oczy. Nie wyglądał na zadowolonego.
— Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę co by się stało jakbym nie zdążył? — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
— Owszem. Umarłabym — odparła beznamiętnie, przypatrując się gwałtownej przemianie Kazamy. Niemal wyczuła płonącą w nim chęć mordu po usłyszanym komunikacie, ale jakoś specjalnie się nie przejęła.
— Tak bardzo spieszy ci się do ojca?
— Co? — Aż zamrugała na to niedorzeczne stwierdzenie, zaraz wzdychając cierpiętniczo. Chikage nie poznał się na sarkazmie, ale z drugiej strony ciężko mu się dziwić. Zastał ją leżącą w kałuży krwi. — Wrzuć na luz. Zapomniałeś, że przeklęta klanowa duma nie pozwala mi tak po prostu umrzeć.
— I chwała jej za to.


16 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że nie każesz czekać równie długo na nowy rozdział, bo jestem niezmiernie ciekawa co będzie działo się dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię co mogę, ale życie nie daje mi taryfy ulgowej. Zresztą tak jak praca...

      Usuń
  2. Uwielbiam!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaaaa co tak długo ?! Nie każ mi tyle czekać. Rozdział jak zawsze palce lizać. Jako członka team Itachi przeraziła mnie scena Liv i Kazamy, już naprawdę myślałam ze dojdzie do czegoś więcej. Ale przynajmniej Uchiha poszedł po rozum do głowy, lepiej późno niż wcale. Shisui jak zwykle bezbłędny 😜 Liv ma powód do dumy ze swoich uczniów. Strasznie krótki wydał mi się ten rozdział, może dlatego że liczyłam na więcej akcji miedzy Liv i Itachim. Serio, całkiem lubię Kazamę, ale zdecydowanie wolę kiedy rzadziej się pojawia 😜 Zawsze jak widzę że jest nowy rozdział wpadam w zachwyt, ale zaraz jak tylko przeczytam, to już się tak nie cieszę bo wiem że teraz znowu trzeba będzie długo czekać. Błagam pisz szybciej, bo nie mogę się doczekać. Przesyłam Ci dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. A czekając, po raz kolejny przeczytam wszystkie poprzednie rozdziały ( XXXIV chyba po raz setny ☺️)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huehuehuehue... tak przypuszczałam, że po przeczytaniu sceny Kazama&Liv serca teamu Itachiego nagle przestaną bić na parę chwil XD. Jestem złym człowiekiem.
      Chciałabym być bardziej płodną autorką, ale no... praca wysysa ze mnie wszelką energię. Po powrocie z niej marzę wyłącznie o śnie... Ale, ale... robię co mogę. Nie jest tak, że nic nie piszę. Klepię rozdział, ale powoli... cierpliwości Kochana <3. Miłej lektury - skoro zamierzasz odświeżyć historię Liv i Itachiego - bo trochę tego jest do czytania XD.

      Usuń
  4. Musze przyznac ze akcja naprawde nabrala tempa (^_-)-☆ Strasznie podoba mi sie, ze Kazama wkroczyl do akcji - wlasciwie to glownie na to czekalam, wiec moge teraz juz ze spokojem wrzasnac: 'WRESZCIE SIE WZIALES DO ROBOTY!" xD No, lepiej mi teraz xp Z dalszej perspektywy wyglada mi to tak, jakby Kazama wrecz zostawial pewne pole do popisu dla Uchihy, ale kiedy ten wszystko kacertowo zrabal, Chikage w koncu postanowil wyjsc z cienia i zaczac dzialac ╰(*´︶`*)╯
    Dalej trzymam team Kazamy, wiec licze, ze podobne sytuacje jeszcze beda mialy miejsce (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞ Choc musze przyznac, ze tak samo jak i Liv nie spodziewalam sie, ze Chikage najpierw sie zblozy, a potem... niejako ucieknie ( ^ิ,_^ิ)Koniec koncow jednak jak to przemyslalam to chyba tak jest lepiej, bo jednak takie bezposrednie dzialania nie sa w jego stylu, a poza tym niejako cala akcja tego opowiadania kreci sie wokol podobnego bawienia sie w kotka i myszke (๑ ิټ ิ) Nie moze byc przeciez tak latwo i przyjemnie, nie? (; ╯= ϖ =╰ )
    Swietny rozdzial ci wyszedl _(┐「ε:)_❤_(:3 」∠)_ Teraz z niecierpliwoscia czekam na nastepny i na Madare (mam nadzieje, ze ten szanowny jegomosc pojawi sie juz niedlugo (*Ü*)
    Nie kaz czekac nam dlugo, bo zamiast Liv to ja tu cos rozniose (╯‵□′)╯︵┻━┻  xD
    Weny, weny, weny i jeszcze raz weny!

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazama podwinął rękawy i wziął się do roboty, nie? Bądźmy dumne z tego amanta^^. Itachi zaczął trząść portkami ze strachu XD.
      Kazama ma własny kodeks moralny i tym trzeba tłumaczyć to nagłe wycofanie się :"D.
      Ach... Madara... no tak. Pamiętam o tym panu. Spoko, loko... będzie będzie. Jest mi potrzebny w tamtym opku. W końcu ja nie lubię lukru i niedługo przyjdzie pora aby to udowodnić^^. Trzymaj kciuki żebym tego nie spieprzyła D:.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  5. Zaczynam nadrabiać po powrocie! Ajajaj chyba będzie sie działo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki jest plan XD. Ale Wena to najkapryśniejsza z Muz:/.

      Usuń
  6. Kochana, dasz mi namiar na siebie? Sprawa zawodowa że tak to ujmę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kazama jest jak książę na białym koniu, o którym marzy chyba każda dziewczyna. Za to Uchiha jest tym złym chłopcem, który ma w sobie magnes. Zastanawia mnie tylko, jaki typ bardziej odpowiada Senju. Ciężki wybór.
    Panowie zaczęli otwartą rywalizację. Kazama ma kodeks moralny a Uchiha geny. Nie mogę się doczekać następnej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazama to trochę taki krwawy książę, który ma dosyć ograniczoną moralność. Niby nie morderca, ale gdy nadchodzi czas to nie zaprowadza przeciwnika przed sąd^^.
      Uchiha... heh, co tu dużo mówić. On ma to coś jak wszyscy potomkowie Madary. Tego nie pojmiesz rozumem XD.
      Cieszy mnie, że zaintrygowało Cię starcie tytanów. Co prawda bez użycia pięści (chociaż kto wie :"D), ale równie emocjonujące.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Cały czas mam na uwadze główne opowiadanie, ale co zrobić jeśli Wena akurat tego fika skrzętnie omija. Trzeba przeczekać i spisywać pomysły na inne opka. Na Zwaśnione Rody przyjdzie pora jak pojawi się olśnienie XD.

      Usuń