Okej… moi Drodzy Państwo przedstawiam Wam nowy
rozdział XD. Oficjalnie zabrzmiało, nie? Teraz spuśćmy z tonu, bo jednak tak
się gadać nie da, przynajmniej nie na dłuższą metę… Co mogę powiedzieć o
wpisie… Nie pisało się go łatwo, to na pewno. Czy jest ciekawy? Nie mnie
oceniać^^. Jednak w pewnym momencie się troszkę podjarałam tekstem, ale no…
może tylko mnie się wydaję, że wyszła niezła atmosfera. Wiadomo, samozachwyt
autora XD.
Tradycyjnie nie patrzone przez Betę. Tak więc przy
czytaniu proszę pozostać czujnym aby nie oberwać jakimś nadliczbowym
przecinkiem, albo innym wybrykiem tekstowym. Kryć się kto może! Pocieszam się,
że nie popełnia błędów tylko ten co nic nie robi. To takie moje motto
przewodnie przy tworzeniu :3.
Nie przedłużając, zapraszam do czytania i
komentowania. Pamiętajcie że Wasze wsparcie działa pobudzająco na Wenę. Chyba
nie chcecie dać mi wymówki do braku zapału? XD Nie no, tak se żartuję (potem
będą marudzić, że bierę ich pod włos.. ech). Czytajta i radujta się <3.
— Uchiha, nie
mogłeś się wstrzymać z przeglądaniem tych dokumentów do jakiejś ludzkiej
godziny? — wymamrotała Liv, rozcierając powieki. — Na przykład do zebrania
opiekunów grup? Popołudnie wydaje się adekwatne.
— Nie — uciął
oschle, nawet nie zaszczycając kunoichi spojrzeniem znad kartkowanych stron.
Wydawał się wyjątkowo zaangażowany w poszukiwania interesujących go informacji.
Ten fakt
dodatkowo doprowadzał Senju do furii. Każdy inny obywatel Konoha byłby choć
odrobinę skruszony tym, że został zmuszony do wtargnięcia do kogoś o tak
wczesnej porze. Kajałby się i emanował uprzejmością. Niestety takie niuanse nie
dotyczyły Uchihów. Przecież ich powinno się witać z otwartymi ramionami i
najlepiej w towarzystwie czerwonego dywanu, a wizytę tego rodu traktować niczym
święto narodowe.
Niewzruszona
mina kompana tylko dolewała oliwy do ognia. Liv z trudem powstrzymywała się od
zgrzytania zębami, a ręka aż świerzbiła żeby sięgnąć po jeden z grubszych tomów
i przyłożyć nim w ten głupi, Uchihowski ceban.
— Nic tam nie
znajdziecie — poinformował niespodziewanie Kazama, materializując się w
gabinecie i opadając na fotel przy kominku. Z wyraźnym zadowoleniem poprawił
rękawy yuukaty, usadawiając się wygodniej. Zmierzył wzrokiem wyraźnie spiętego
bruneta, uśmiechając się z satysfakcją. Cóż, cokolwiek knuł ten człowiek teraz
musiało ulec modyfikacji.
Równocześnie z
tą myślą, zerknął na Senju. Nie wyglądała na entuzjastycznie nastawioną do
poszukiwań. Chikage wręcz odnosił wrażenie, że tylko minuty dzielą ją od
przyśnięcia nad notatkami ojca.
— Kamirama w
żadnej z części nie wspomina o Krainie Śniegu — uściślił, ponownie zawieszając
spojrzenie na Itachim. Aktywowany Sharingan mężczyzny niemal prześwietlał go
jak rentgen co nie należało do najprzyjemniejszych przeżyć, ale dzielnie
przetrwał tę małą niewygodę. W końcu pojawiając się tu nie spodziewał się
radosnego powitania, przynajmniej po tym panu.
— Skąd wiesz? —
Liv z ulgą odrzuciła na bok zapiski ziewając przeciągle. Zmęczonym ruchem
potarła nasadę nosa, wyciągając wygodniej nogi. Od siedzenia na podłodze powoli
zaczynał ją boleć kręgosłup oraz pośladki. Teraz naprawdę żałowała, że nie
wzięła żadnej poduszki pod tyłek.
— A jak sądzisz?
— odpowiedział Kazama ironicznie, przymrużając powieki. Dopiero teraz dotarło
do Senju, że przecież demon na pewno zdążył zapoznać się z całym księgozbiorem
w rezydencji. Gdy wpadał z wizytą i dokuczała mu bezsenność to bardzo często
właśnie tu zabijał czas. Logiczne.
— Uchiha, możesz
sobie darować — zwrócił się do bruneta, prychając z politowaniem kiedy ten
wciąż kartkował pamiętniki. — No chyba, że chcesz podkraść jakieś techniki to
proszę. Tego akurat w tym konkretnym tomie jest sporo.
— Słucham?
— Nie daj się
podpuścić, Senju — syknął Itachi, z trzaskiem zamykając książkę i łypiąc
złowrogo na Chikage. — Ja nie mam tendencji po sięganie po coś co nie należy do
mnie.
— Czyżbyś coś mi
zarzucał?
— Zgadnij.
— O czym wy do
cholery mówicie? — Liv wpatrywała się zdezorientowana w stojących naprzeciwko
siebie mężczyzn. Po pierwsze nie wiedziała o co im chodzi, a po drugie wyraźnie
tylko włos dzielił ich od rękoczynów. Mierzyli się takim wzrokiem, że aż ją
przeszły dreszcze i mimowolnie wstała rozcierając ramiona. Czuła się
przytłoczona niechęcią tej dwójki. No, dobrze. Nigdy za sobą nie przepadali,
ale litości. Skąd ta nagła agresja? Ktoś komuś zabawki ruszył, czy jak? Jakąś
wskazówką były słowa Itachiego, ale nie umiała rozszyfrować stawianych Chikage
zarzutów. Nic nie przychodziło jej do głowy.
Nie widząc innej
rady — jakoś nie uśmiechało się Liv remontowanie domu po takim gwałtownym
starciu jakie się szykowało — zdecydowała się interweniować, wciskając się
pomiędzy nich i rozsuwając na odległość rozłożonych ramion.
— Pewnie
szanowny pan Uchiha pomyślał, że zamierzam to zatrzymać — mruknął po dłuższej
chwili Kazama, wyciągając zza pazuchy mały, srebrny sztylet.
— Hę? — Oczy
Senju zrobiły się wielkie jak spodki, gdy zobaczyła przyczynę sporu. Zwyczajnie
ją zamurowało. O mało nie zrównali z ziemią rezydencji o takie głupstwo.
Jednak, zaraz zmarszczyła brwi, bo kto jak kto, ale chyba Uchiha nie pyskowałby
tak o zwykły scyzoryk do ziemniaków. W niedowierzaniu gapiła się na niewielkie
ostrze, usiłując odgadnąć jego znaczenie. Bo musiało w nim być coś niezwykłego
skoro, wywołał takie larum. — Okej, poddaję się… niech mi ktoś wyjaśni… ooo —
sapnęła za zdumieniem, gdy Kazama obrócił broń w palcach a ona zmieniła się z
znajomą lancę.
— Senju, zamknij
usta — poradził Itachi, krzyżując ręce na piersi. On nie wydawał się zdumiony
zaprezentowanym przez demona spektaklem. Zupełnie jakby manipulujący czakrą
osobnik, który jej defakto nie posiadał należał do codzienności.
— Mam tyko jedno
zasadnicze pytanie, jak to możliwe? Jesteś przecież demonem.
— Dzięki za
przypomnienie, Liv — rzucił z sarkazmem Kazama, przesuwając otwartą dłonią po
trzonku lancy aby ta chwilę później zmieniła się w długi, srebrzysty bat. —
Znam tego kto to stworzył, na czyje zlecenie i wiem dla kogo to zostało
wykonane. A że nie dla mnie, to mogę tego używać w bardzo ograniczonym
zakresie.
— Do kogo należy?
— Aleś ty tępa,
Senju — westchnął Itachi, przykładając rękę do czoła. — Pozwól, że cię oświecę
bo mam dość. To wyrób twojej rasy. Jak się dobrze przyjrzeć to na rękojeści
jest symbol demona.
— Gdzie? Ja nic
nie zauważyłam — stwierdziła, szybko podchodząc do Kazamy i dokładnie oglądając
broń. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegła malusieńką pieczęć, którą z
pewnością by przeoczyła gdyby nie wiedziała czego szuka. — Czyli, że… hm… ja
jestem demonem z czakrą… znaczy się, że to stworzono specjalnie dla mnie?
— Owszem, na
rozkaz Aiki — przytaknął Chikage, wręczając bat Liv. Spokojnie przyglądał się
jak dziewczyna gładzi oręż, dumając nad czymś intensywnie. Czuł przez skórę jej
podekscytowanie poznanymi faktami. Zapewne nie spodziewała się takich rewelacji
tyle lat od śmierci matki.
— To jak w takim
razie znalazła się w tamtej świątyni?
— Została
skradziona.
— Przez tego
człowieka co zostawił list?
— Nie można tego
wykluczyć — powiedział ostrożnie Kazama, dostrzegając jakiś niepokojący błysk w
oku Liv. — Ale też jest duże prawdopodobieństwo, że wędrowała z rąk do rąk.
Zapadła się pod ziemię na kilkanaście lat i nie sądzę żeby w tym czasie miała
tylko jednego właściciela.
— Taka broń jest
zbyt unikatowa żeby się z nią obnosić, jak i zbyt cenna żeby o niej zapominać —
wtrącił niespodziewanie Itachi, doskonale wiedząc co chodzi po głowie Senju.
Mógł z niej czytać niemal jak z otwartej księgi i bynajmniej pomysł jaki
wyklarował się w jej umyśle, nie przypadł mu do gustu. Ostatnim czego im teraz
potrzeba to żeby węszyła próbując coś odkryć. — Raczej ktoś inny ją tam ukrył.
— Skoro tak
mówisz… — wymamrotała z powątpiewaniem, przeczesując palcami grzywkę.
— Wracając do
tematu… Uchiha, jak widzisz twoja obecność jest tu zbędna. Nie ma żadnych
wskazówek o panu X, więc możesz iść i przekazać to Hokage. — Mówiąc to Kazama
niespodziewanie złapał Liv za podbródek, nakłaniając aby spojrzała mu w oczy.
Kiedy to zrobiła, uśmiechnął się prowokacyjnie — kątem oka obserwując zamarłego
w bezruchu Uchihę — i dmuchnął chłodnym powietrzem w usta, w reakcji na co zarumieniła
się wściekle przybierając formę demona. — Tego widoku mi brakowało — wyszeptał,
błyskawicznie się nachylając i przyszczypując zębami dolną wargę dziewczyny.
— Kretyn —
fuknęła Senju, odpychając śmiejącego się cicho Chikage oraz szybko opuszczając
pomieszczenie.
— Czyli w ten
sposób zamierzasz to rozegrać? — odezwał się Itachi, mrużąc groźnie powieki.
Chociaż nie chciał tego przyznać głośno to jednak spanikował. Gniew aż go
zamroczył na widok spektaklu wyreżyserowanego specjalnie dla niego. I chociaż
doskonale wiedział, że Chikage zrobił to celowo aby go sprowokować, to
dosłownie w ostatnim momencie powstrzymał się przed interwencją.
Faktem
pozostawało jedno, relacje Kazamy i Liv wyraźnie się pogłębiły i jeżeli nic nie
zrobi to będzie za późno.
— Uchiha,
Uchiha… — demon parsknął dobrodusznie, kręcąc z politowaniem głową. — Nie
jesteś dla mnie godnym przeciwnikiem. Już nie. Nie po tym jak mnie nie
doceniłeś i popełniłeś taki karygodny błąd. Przykro mi.
— Owszem,
popełniłem błąd — przyznał w zamyśleniu brunet, odchodząc w stronę okna. Przez
dłuższą chwilę obserwował krajobraz za szybą, po czym odwrócił się do Chikage.
— Jednak, pozwól, że cię ostrzegę… coś co raz zapłonęło może rozpalić się
ponownie. Gwałtowniej i mocniej, jeżeli tylko dostanie szansę.
— Czcze marzenia,
chłopczyku…
— Doprawdy? —
Itachi z leniwym uśmiechem spojrzał na Kazame, a następnie ruszył do drzwi.
Idealnie wyczuł moment wejścia Senju aby spotkać się z nią w progu, oko w oko. Do
tej pory nie miał zbyt wiele okazji żeby móc się przyglądać Liv w formie demona
i teraz nie zamierzał się spieszyć. Powoli omiatał spojrzeniem jej odmienioną
twarz, opierając się dłonią o ścianę za nią. Oczy w kolorze płynnego złota z
pionową źrenicą patrzyły na niego nieufnie, a jednocześnie nie pozwalały
odwrócić wzroku, hipnotyzując.
— Czy mógłbyś
przestać się na mnie gapić? — zapytała zgryźliwie, a Itachi z zadowoleniem
stwierdził, że oddech rozmówczyni zdecydowanie się spłycił. Ignorując położoną
na piersi dłoń, znacznie zmniejszył dzielący ich dystans, z satysfakcją
zauważając jak wciągnęła ze świstem powietrze. — Uchiha…
Kątem oka
zerknął na obserwującego go demona, który sądząc po minie zrozumiał przekazany
komunikat. Żar się nie wypalił, a teraz potrzebna była wyłącznie iskra. Moment
nieuwagi, opuszczona garda, a wszystko pochłonie pożoga.
— Spotkanie
Jouninów zostało przełożone na południe — poinformował szeptem Liv, a następnie
odsunął się i skierował się do wyjścia z rezydencji. Pośpiech nie był dobrym
doradcą. Już raz popełnił błąd, teraz — nauczony doświadczeniem — musiał
wykazać się cierpliwością oraz sprytem.
~oOo~
Liv z
rozdrażnieniem poprawiła uniform Jounina, wgapiając się w odbicie w lustrze i z
nerwami zasunęła suwak kamizelki o mało nie przyszczypując skóry na szyi.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że Uchiha swoim zachowaniem tuż przed wyjściem
planował rozdrażnić Kazamę. Chciał zagrać mu na nosie. I cholera, pomogła
osiągnąć temu draniowi cel! Mamrotając pod nosem przekleństwa, zawiązała na
ramieniu opaskę Konohy i przymknęła powieki. Oddychając głęboko usiłowała się
uspokoić, ale zamiast wyciszyć emocje odnosiła skutek całkiem odwrotny.
Zanim się
zorientowała co najlepszego robi, uderzyła pięścią w lustro. Nie pofatygowała
się nawet żeby zerknąć na rozmiar zniszczeń. Dłoń przed skaleczeniem chroniła
rękawica z ochraniaczem, więc nie musiała się martwić, że ukrwawi posadzkę. Nad
potłuczonym zwierciadłem również nie ubolewała. Pewnie na poddaszu wala się ich
mnóstwo.
Zamiast tego doskwierał
Liv inny problem. Czakra niemal w niej pulsowała, domagając się uwolnienia, a
złość aż gotowała krew w żyłach. Bała się, że przy najbliższym spotkaniu
zmasakruje Uchihę. Opcja nie miała racji bytu, bo Hokage z pewnością nie
puściłaby jej tego płazem. Morderstwo w biały dzień ciężko zachować w
tajemnicy, a jakoś się nie łudziła, że Itachi wyzionie ducha bez walki. Chociaż
wizja była wyjątkowo kusząca…
— Liv?
— Słucham? —
Momentalnie otworzyła oczy, dostrzegając w popękanym odbiciu stojącego w
drzwiach Chikage. Omiótł wzrokiem poczynione przez nią szkody po czym westchnął
ciężko.
— Twoja energia
tak kipi, że aż dziwne, że jeszcze nie wpadł tu oddział ANBU flankowany przez
Piątą. — Pokonał dzielącą ich odległość i powoli, odprężająco zaczął masować
ramiona Senju. — Uspokój się.
— Robię co mogę,
ale…. To silniejsze ode mnie — wywarczała przez zęby, intensywnie pocierając
skronie.
— Jestem
zazdrosny — mruknął, zatrzymując się w pół ruchu i mocniej zaciskając palce na
ramionach Liv. Wpatrzył się w jej szeroko rozwarte ze zdziwienia oczy, gdy nie
zrozumiała w czym rzecz.
— Jesteś
zazdrosny, że chce go rozszarpać na strzępy?
— Nie… — Obrócił
Senju przodem, musnął palcami policzki, a następnie oparł czoło o jej,
oddychając głębiej i zaciągając się niepowtarzalnym zapachem dziewczyny. —
Jestem zazdrosny o emocje. Uchiha dostaje cały pakiet…
— Kazama… uważam…
— Zszokowana zamknęła usta, gdy przyłożył do nich palec nakazując milczenie i
wlepiła wzrok w nagle poważnego Chikage.
— Pozwól mi je
wyciszyć.
— Co wyciszyć?
— Emocje.
Pozwól.
Liv przez
dłuższą chwilę parzyła w nagle pociemniałe oczy Kazamy, dopiero teraz
zauważając, że trzyma w palcach przód jego yuukaty. Rozluźniła uścisk, powoli przesuwając
opuszkami po jedwabistym materiale i niepewnie przełknęła ślinę. Czuła ciepło
promieniujące od demona elektryzujące skórę oraz pobudzające zakończenia
nerwowe w całym ciele. Przyjemne dreszcze przebiegały wzdłuż kręgosłupa Liv,
jakby przygotowując ją na to co miało się wkrótce wydarzyć. Chemia pomiędzy
demonami była tak silna, że nie potrafiła opanować jawnego drżenia. Samo
spojrzenie lidera ich gatunku — jeśli tylko tego zapragnął — wystarczyło aby
przełamać wszelkie opory. Hierarchia wymuszała pewnego rodzaju
podporzadkowanie, ale Senju zdawała sobie sprawę, że Chikage nie musi sięgać po
tak drastyczne środki. Nie on. Nie gdy łączyło ich tak wiele. Z trudem
powstrzymując westchnienie, zawiesiła spojrzenie na wargach towarzysza.
Aż sapnęła gdy w
oka mgnieniu wsunął dłonie w jej włosy, przyciskając ją do potłuczonego lustra.
Napierał na nią całym ciałem, podczas gdy ona nie wiadomo kiedy wsunęła ręce
pod jego szatę. Napięte do granic możliwości mięśnie, drżały tuż pod skórą
kiedy badała każdą ich krzywiznę. Demon był wspaniale zbudowany.
Czuła gorący
oddech Kazamy na ustach, podczas gdy z przyjemnością gładziła opuszkami
rozgrzaną skórę. Widziała swoje odbicie w oczach Chikage i jak już myślała, że
wreszcie ją pocałuje naprawdę — nie jakieś przyjacielskie cmoknięcia, ale będzie
to pocałunek pełen żaru oraz tłumionych od lat pragnień — ten odskoczył niczym
oparzony, przeklinając cicho.
— Spóźnisz się
na zebranie — rzucił przez ramię, odchrząkując aby pozbyć się niespodziewanej
chrypki. Następnie nie patrząc na Liv, błyskawicznie wycofał się z
pomieszczenia.
~oOo~
Liv w zamyśleniu
stukała palcami o blat, spod oka patrząc na leżące przed nią uniformy.
Siedziała przy biurku w niewielkim biurze, pozostawiona sama sobie przez innych
Jouninów prowadzących. Wcześniej w tym pomieszczeniu odbyło się oficjalne
zebranie oraz przedstawienie wyników egzaminu na Chuunina, zakończone
kieliszkiem musującego szampana jako ukoronowanie wysiłków włożonych w
przygotowanie turnieju. Oczywiście przed wyjściem każdy pogratulował Liv
wspaniałego osiągnięcia jakim było wyszkolenie całej drużyny na Chuuninów.
Owszem, uczniowie Senju nie byli jedynymi jacy dostąpili awansu, ale jakoś
nikomu do tej pory nie udało się wypromować na raz całej trójki podopiecznych.
I choć wiedziała, że powinna przepełniać ją radość i duma to jednak wydarzenia
z dzisiejszego poranka skutecznie odbierały jej humor.
Całkowicie
zaskoczyło Senju zachowanie Chikage. Nigdy by nie przypuszczała, że kiedy wreszcie
ulegnie czarowi demona, ten się wycofa. Było to tak dziwne i nienaturalne, że
aż nie potrafiła tego zaakceptować. Ta sprawa tak mocno wytrąciła Liv z
równowagi, że nawet nie radował jej awans podopiecznych. Owszem, odczuwała
satysfakcję z dobrze wykonanego zadania — mianowicie wyszkolenia nowego
pokolenia ninja — ale… No właśnie, co?
Zmęczonym ruchem
przetarła twarz, zaraz zerkając na wejście. Z pewną dozą niedowierzania
wpatrywała się w lakierowane drewno, zdziwiona cierpliwością uczniów. Gdy
wysyłała im notkę o spotkaniu raczej przypuszczała, że po o trzymaniu
wiadomości przybiegną pełnym pędem, a na dokładkę wejdą z drzwiami.
— Proszę —
zaprosiła uczniów do środka, uprzednio chowając kamizelki do szuflady. Nie
zaszkodzi jak trochę potrzyma ich w niepewności.
— Sensei,
wzywałaś — odezwała się Shion, opadając na najbliższe krzesło, a reszta drużyny
poszła za jej przykładem. To znaczy Yuchiro znalazł sobie jakiś taboret, a Zaku
w pełni zadowolił się kawałkiem podłogi.
— Owszem. Mam
dla was kilka informacji — przytaknęła gładko, doskonale zdając sobie sprawę z
napięcia jakie tliło się tuż pod skórą geninów. Opierając brodę na splecionych
dłoniach, westchnęła. Czas na wykład. — Życie shinobi to ciężki kawałek chleba,
a do tego nie jest sprawiedliwe…
~oOo~
Shisui
ze zdziwienia aż przystanął, dostrzegając siedzącego w oddali przyjaciela.
Patrząc na jego zamyślony profil, bezbłędnie odgadł, że coś się stało. Itachi
od lat nie przychodził na skarpę nad rzeką i zastanie go tu graniczyło z cudem.
Wiadomo, obowiązki, misje oraz opieka nad grupami nie dawały nawet grama
wolnego czasu, a jak już jakiś się trafiał to każdy rozsądny człowiek
wykorzystywał go na odpoczynek. Dokładniej rzecz biorąc na sen.
Dumając
nad tą kwestią, powoli zbliżył się do kompana i bez słowa opadł na miejsce
obok, wystawiając twarz do słońca. Przymknął powieki czując jak przyjemne
ciepło ogrzewa mu skórę, czekając cierpliwie aż Itachi postanowi się odezwać.
Nie byłoby dobrym wyjściem naciskanie na mężczyznę, bo wtedy jak nic ponownie
zamknąłby się w swojej skorupie.
—
Miałeś rację.
—
W sensie…?
—
Z Senju.
—
Ach… — mruknął Shisui pod nosem, wreszcie rozumiejąc o co chodzi. Mimowolnie
rozwarł jedną powiekę, kontrolnie sprawdzając czy na horyzoncie nie ma żadnej
komety albo asteroidy pędzącej ku ziemi. Westchnął z niewysłowioną ulgą zauważając
czysty, nieskalany chmurami błękit. Dotychczas tylko widmo rychłej śmierci
mogło zmusić — ale niekoniecznie — tego konkretnego osobnika do przyznania się
głośno, że zawalił sprawę. Takie rzeczy nie zdarzają się często, a mianowicie
nigdy, ale kto by się tam wdawał w szczegóły. Wypadało radować się faktem, że Itachi
po tak długim czasie postanowił przejrzeć na oczy, chociaż jak widać odrobinę
się spóźnił.
— No, i co teraz? — zapytał, gdy przyjaciel
jakoś nie kwapił się do rozwinięcia tematu. Doprawdy, powoli się męczył tymi
zawirowaniami w życiu uczuciowym kuzyna. Dla Shisuiego sprawa była prosta.
Kochasz albo nie kochasz. Chcesz być z tą osobą lub nie.
—
Nie wiem… pierwszy raz w życiu nie wiem co zrobić — przyznał Itachi, w
zamyśleniu spoglądając na znak na nadgarstku, którego złoty kolor mienił się
pod wpływem padającego na niego światła.
Shisui
patrząc na przyjaciela oraz jego nietęgą minę, nie wytrzymał. Głośno
rechotając, opadł plecami na trawę zakrywając ramieniem oczy. Po policzkach
spływały mu łzy, gdy aż się zanosił ze śmiechu i w ogóle nie mógł przestać.
Czuł na sobie mordercze spojrzenie, ale sytuacja była tak absurdalna, że
inaczej zareagować się nie dało.
—
Wybacz — wykrztusił po kilku minutach, kiedy jako tako udało mu się uspokoić. Siląc
się na powagę, zerknął na skonsternowanego Itachiego po czym, wymamrotał: —
Nijak mi nie pasujesz do roli bezradnej panienki. Sorry, Uchiha. — Przerzucił
ramię przez kark kompana przytrzymując go mocniej, gdy zaczął się wyrywać i
wolną dłonią poczochrał mu włosy. — Po pierwsze, zapomniałeś o jednym istotnym
fakcie. My Uchiha, działamy na kobiety jak lep na muchy. Na geny nic nie
poradzisz, ale możesz je wykorzystać. Wystarczy odrobinę chęci.
—
Ta rozmowa jest żenująca…
—
Sam ją zacząłeś… — parsknął Shisui, nachylając się niżej żeby spojrzeć
przyjacielowi w oczy. — To co? Dziś piżama party u ciebie? Pomalujemy
paznokcie, skonsumujemy po ciepłym kakao, pozjadamy kubełki lodów i omówimy
plan…
—
Ani słowa więcej.
~oOo~
Liv z cichym sykiem rozwarła powieki, wgapiając się
w biały sufit. Czuła się jak przepuszczona przez maszynkę do mięsa, a do tego
nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. Mogła tylko biernie — jakby miała
jakiś wybór — pozwolić się wlec za nogę po posadzce. Tak, żaden z napastników
nawet się nie pofatygował aby zacierać ślady. Wydawali się wyjątkowo pewni, że
cała akcja ujdzie im płazem co potwierdzali wesoło rozmawiając. Cóż, Senju też
tak pomyślała. W końcu nikogo nie poinformowała o wycieczce do Świątyni Ognia,
a nawet jakby powiedziała to przecież tam nie dotarła. Zachciało jej zajrzeć do
przeklętego pałacu w pobliskiej osadzie, no to ma teraz wycieczkę krajoznawczą…
Z ogromnym wysiłkiem odchyliła się do tyłu, zerkając
za siebie. Na drewnianych panelach zostawiała krwawą smugę, przy czym
włosy Liv w tym wypadku przypominały nasączony pędzel. Nawet ich kolor pasował
do obrazka. Co ciekawsze, o dziwo nie czuła bólu, a raczej powinna sądząc po
ilości krwi. Może podali jej jakiś narkotyk znieczulający? Cóż, zawsze istniało
takie prawdopodobieństwo. Swoją drogą czy aby oprawcy nie byli za pewni swego?
Przecież jak ktoś tu wlezie i zobaczy rozmazaną na posadzce juchę to raczej się
zainteresuje… ale w sumie, co ją to obchodziło. Trafiła na idiotów, a to może
nawet lepiej. Zaciskając zęby, ponownie spojrzała na sufit. Chociaż, jakimś
cudem udało im się zneutralizować funkcję mowy Liv. Otwierała oraz zamykała
usta — pewnie podczas tych prób przypominała przeklętą rybę wyrzuconą na brzeg
— ale głos wciąż zamierał w krtani, nie wydostając się na zewnątrz. Mimo ogromnych
wysiłków nie potrafiła wydać z siebie żadnego dźwięku, nawet jęknięcia. Czyli jednak
zależało im na dyskrecji, skoro zrobili z niej niemowę.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie dali Liv
najmniejszych szans aby się osłonić. Z czystym sumieniem przyznawała, że nieźle
to wymyślili — tak, nawet debil może mieć jednorazowy przypływ geniuszu. Wzięli
ją na litość, używając do tego przynęty. Postawili na drodze Senju kalekę o
kulach, a kiedy zaoferowała pomoc bo mężczyzna się przewrócił, niehonorowo
zaatakowali od tyłu. Prosto, prędko i skutecznie.
W każdym razie, teraz bardziej frapowało dziewczynę
co innego. Skąd Łowcy, bo to z nimi miała do czynienia, wiedzieli o tym kim
jest. Nie zrzuciła ludzkiej powłoki nawet na moment, więc jak? Zupełnie jakby
dostali cynk od kogoś, że zmierza w ich kierunku demon. Dumając nad tą kwestią,
zatrzymała wzrok na zakrwawionej dłoni. Czuła w niej nikłe mrowienie, a to
znaczyło, że powoli wracała do normalności. Jeszcze parę minut, a paraliż
minie. Tylko co dalej? Czy naprawdę jest sens tak się szarpać z życiem? Dwoista
natura wyjątkowo męczyła oraz nieraz dawała popalić. Polowano na takich jak ona
niczym na zwierzynę, a przecież już dola kunoichi nie należała do
najłatwiejszych. To ciągłe oglądanie się przez ramię, czy aby śmierć nie
podeszła zbyt blisko.
Z drugiej strony, takim rozmyślaniem nie
przysporzyłaby ojcu powodów do dumy. Już samo to, że dała się tak podejść — jak
jakiś żółtodziób — zasłużył na dezaprobatę. Do tego ten lekceważący stosunek do
własnego życia… Klan Senju nigdy się nie poddawał, walczył do końca, a ona
wahała się czy w ogóle podjąć walkę. Jak nic Kamirama przewracał się w grobie.
Skonsternowana tym wnioskiem, zmarszczyła brwi.
— Kretyni, zaatakowaliście jakąś niewinną
dziewczynę!
Liv nadstawiła czujnie uszu, gdy się zatrzymali.
Ktoś nowy postanowił dołączyć do bandytów i najwyraźniej poddawał pod
wątpliwość czy złapali kogo trzeba. Cóż, nie dziwota. Wyglądała jak zwykła
kunoichi Konohy. Tak, opaska z symbolem liścia wciąż radośnie oplatała jej
ramię. Napastnicy ponownie nie wykazali się inteligencją. Przecież w tej
okolicy na pewno kręciło się co najmniej kilku shinobi z wioski Senju — to ich
rodzime tereny — i raczej nie zignorowaliby faktu, że swój — znaczy się członek
osady — jest w tarapatach. Wola Ognia i te sprawy. Ale co ona tam mogła
wiedzieć…
— Nie. To o niej nam mówiono. Ruda? Ruda. Wszystko
się zgadza.
Skrzywiła się z irytacją, gdy uścisk na kostce
zniknął i jej noga z cichym łupnięciem uderzyła o podłogę. Nie dość, że
lebiegi, to jeszcze takie graślawe. Zero szacunku dla kobiety!
— No nie wiem… — Nieznajomy niespodziewanie pojawił
się tuż nad nią i nachylił się, łapiąc za twarz i przyglądając się Senju
uważnie. Podczas tych oględzin łypała na niego z trudno hamowaną furią, naprawdę
żałując, że jeszcze nie ma pełni władzy we wszystkich kończynach. Chętnie by go
zapoznała ze swoim prawym sierpowym.
Nowoprzybyły nadal nie wydawał się przekonany, ale
właśnie wtedy Liv usłyszała nowe kroki. Ich dźwięk wywołał w niej dziwne
podniecenie, a dziąsła zamrowiły gwałtownie. Chyba się domyślała kto postanowił
wpaść na to nietypowe przyjęcie i szczerze zaczęła współczuć swoim katom. Nie
mogli trafić gorzej.
— Witam… — Wystarczył tembr jego głosu, a wszystkie
dolegliwości zniknęły, zupełnie jak za dotknięciem magicznej różdżki. Poczuła
jak po ciele rozlewa się przyjemne ciepło, zupełnie jakby ktoś okrył ją grubym
kocem zapewniając bezpieczeństwo. Jednak najistotniejsze było to, że odzyskała
władzę nad własnym ciałem z czego skrzętnie skorzystała, podpierając się na
łokciach.
No cóż, ponownie zbyt wiele nie zobaczyła. Sprawa
została załatwiona tak prędko, że zauważyła tylko błysk ostrza katany, a
później trzy ciała runęły z hukiem na ziemię. Tak, jej wybawca nie marnował
czasu. Po wszystkim nonszalancko poprawił rękawy yuukaty, schował miecz do
pochwy przy pasie i powoli okrążył walające się po posadzce truchła. Patrzyła jak
pochyla się nad jednym, łapiąc za ramię oraz odsłaniając nadgarstek. Przez minutę
go badał, po czym upuścił kończynę na ziemię.
Zdążyła tylko sapnąć gdy w oka mgnieniu pojawił się
przed nią i bez ociągania chwycił na ręce, prostując się bez wysiłku. Przylegając
do jego piersi, spojrzała prosto w zmrużone groźnie rubinowe oczy. Nie wyglądał
na zadowolonego.
— Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę co by się
stało jakbym nie zdążył? — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
— Owszem. Umarłabym — odparła beznamiętnie,
przypatrując się gwałtownej przemianie Kazamy. Niemal wyczuła płonącą w nim
chęć mordu po usłyszanym komunikacie, ale jakoś specjalnie się nie przejęła.
— Tak bardzo spieszy ci się do ojca?
— Co? — Aż zamrugała na to niedorzeczne
stwierdzenie, zaraz wzdychając cierpiętniczo. Chikage nie poznał się na
sarkazmie, ale z drugiej strony ciężko mu się dziwić. Zastał ją leżącą w kałuży
krwi. — Wrzuć na luz. Zapomniałeś, że przeklęta klanowa duma nie pozwala mi tak
po prostu umrzeć.
— I chwała jej za to.
Mam nadzieję, że nie każesz czekać równie długo na nowy rozdział, bo jestem niezmiernie ciekawa co będzie działo się dalej!
OdpowiedzUsuńRobię co mogę, ale życie nie daje mi taryfy ulgowej. Zresztą tak jak praca...
UsuńUwielbiam!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńCieszy mnie to bardzo <3
UsuńAaaaaaa co tak długo ?! Nie każ mi tyle czekać. Rozdział jak zawsze palce lizać. Jako członka team Itachi przeraziła mnie scena Liv i Kazamy, już naprawdę myślałam ze dojdzie do czegoś więcej. Ale przynajmniej Uchiha poszedł po rozum do głowy, lepiej późno niż wcale. Shisui jak zwykle bezbłędny 😜 Liv ma powód do dumy ze swoich uczniów. Strasznie krótki wydał mi się ten rozdział, może dlatego że liczyłam na więcej akcji miedzy Liv i Itachim. Serio, całkiem lubię Kazamę, ale zdecydowanie wolę kiedy rzadziej się pojawia 😜 Zawsze jak widzę że jest nowy rozdział wpadam w zachwyt, ale zaraz jak tylko przeczytam, to już się tak nie cieszę bo wiem że teraz znowu trzeba będzie długo czekać. Błagam pisz szybciej, bo nie mogę się doczekać. Przesyłam Ci dużo weny i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. A czekając, po raz kolejny przeczytam wszystkie poprzednie rozdziały ( XXXIV chyba po raz setny ☺️)
OdpowiedzUsuńHuehuehuehue... tak przypuszczałam, że po przeczytaniu sceny Kazama&Liv serca teamu Itachiego nagle przestaną bić na parę chwil XD. Jestem złym człowiekiem.
UsuńChciałabym być bardziej płodną autorką, ale no... praca wysysa ze mnie wszelką energię. Po powrocie z niej marzę wyłącznie o śnie... Ale, ale... robię co mogę. Nie jest tak, że nic nie piszę. Klepię rozdział, ale powoli... cierpliwości Kochana <3. Miłej lektury - skoro zamierzasz odświeżyć historię Liv i Itachiego - bo trochę tego jest do czytania XD.
Musze przyznac ze akcja naprawde nabrala tempa (^_-)-☆ Strasznie podoba mi sie, ze Kazama wkroczyl do akcji - wlasciwie to glownie na to czekalam, wiec moge teraz juz ze spokojem wrzasnac: 'WRESZCIE SIE WZIALES DO ROBOTY!" xD No, lepiej mi teraz xp Z dalszej perspektywy wyglada mi to tak, jakby Kazama wrecz zostawial pewne pole do popisu dla Uchihy, ale kiedy ten wszystko kacertowo zrabal, Chikage w koncu postanowil wyjsc z cienia i zaczac dzialac ╰(*´︶`*)╯
OdpowiedzUsuńDalej trzymam team Kazamy, wiec licze, ze podobne sytuacje jeszcze beda mialy miejsce (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞ Choc musze przyznac, ze tak samo jak i Liv nie spodziewalam sie, ze Chikage najpierw sie zblozy, a potem... niejako ucieknie ( ^ิ,_^ิ)Koniec koncow jednak jak to przemyslalam to chyba tak jest lepiej, bo jednak takie bezposrednie dzialania nie sa w jego stylu, a poza tym niejako cala akcja tego opowiadania kreci sie wokol podobnego bawienia sie w kotka i myszke (๑ ิټ ิ) Nie moze byc przeciez tak latwo i przyjemnie, nie? (; ╯= ϖ =╰ )
Swietny rozdzial ci wyszedl _(┐「ε:)_❤_(:3 」∠)_ Teraz z niecierpliwoscia czekam na nastepny i na Madare (mam nadzieje, ze ten szanowny jegomosc pojawi sie juz niedlugo (*Ü*)
Nie kaz czekac nam dlugo, bo zamiast Liv to ja tu cos rozniose (╯‵□′)╯︵┻━┻ xD
Weny, weny, weny i jeszcze raz weny!
~Kita-pon
Kazama podwinął rękawy i wziął się do roboty, nie? Bądźmy dumne z tego amanta^^. Itachi zaczął trząść portkami ze strachu XD.
UsuńKazama ma własny kodeks moralny i tym trzeba tłumaczyć to nagłe wycofanie się :"D.
Ach... Madara... no tak. Pamiętam o tym panu. Spoko, loko... będzie będzie. Jest mi potrzebny w tamtym opku. W końcu ja nie lubię lukru i niedługo przyjdzie pora aby to udowodnić^^. Trzymaj kciuki żebym tego nie spieprzyła D:.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
Zaczynam nadrabiać po powrocie! Ajajaj chyba będzie sie działo ;)
OdpowiedzUsuńTaki jest plan XD. Ale Wena to najkapryśniejsza z Muz:/.
UsuńKochana, dasz mi namiar na siebie? Sprawa zawodowa że tak to ujmę :D
OdpowiedzUsuńMówisz i masz^^.
UsuńKazama jest jak książę na białym koniu, o którym marzy chyba każda dziewczyna. Za to Uchiha jest tym złym chłopcem, który ma w sobie magnes. Zastanawia mnie tylko, jaki typ bardziej odpowiada Senju. Ciężki wybór.
OdpowiedzUsuńPanowie zaczęli otwartą rywalizację. Kazama ma kodeks moralny a Uchiha geny. Nie mogę się doczekać następnej części.
Kazama to trochę taki krwawy książę, który ma dosyć ograniczoną moralność. Niby nie morderca, ale gdy nadchodzi czas to nie zaprowadza przeciwnika przed sąd^^.
UsuńUchiha... heh, co tu dużo mówić. On ma to coś jak wszyscy potomkowie Madary. Tego nie pojmiesz rozumem XD.
Cieszy mnie, że zaintrygowało Cię starcie tytanów. Co prawda bez użycia pięści (chociaż kto wie :"D), ale równie emocjonujące.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko <3.
Kiedy będzie nowa notka?
OdpowiedzUsuńCały czas mam na uwadze główne opowiadanie, ale co zrobić jeśli Wena akurat tego fika skrzętnie omija. Trzeba przeczekać i spisywać pomysły na inne opka. Na Zwaśnione Rody przyjdzie pora jak pojawi się olśnienie XD.
Usuń