10.07.2016

5. PUCHATA HISTORIA

            Proszę bardzo. Nowy rozdział Puchatej. Wiem, że większość (o ile nie wszyscy -_-) woleliby kolejny wpis do Zwaśnionych Rodów, ale co zrobić jak mam niemoc twórczą? Słowa w ogóle nie chcą spływać na papier. Mam jakiś cholerny zastój myślowy. Jednak na pocieszenie urodziłam to. Uważam, że odcinek całkiem przyzwoity, ale to Wy ocenicie w komentarzach.
            Nie przedłużając zapraszam do czytania i czekam z niecierpliwością na komentarze. Może one nawenują mnie jak trzeba do właściwej historii bloga. Uwaga, niebetowane.





Liv uśmiechnęła się cierpko, patrząc przez szybę na Uchihę. Chłopak wraz ze swoją drużyną grał na boisku szkolnym w koszykówkę, a stado rozmarzonych dziewcząt kibicowało mu głośno. Nawet z tej odległości, Senju była w stanie dostrzec błyszczące oczy uczennic, robiących co w ich mocy aby ten o którym marzą, chociaż zerknął w ich kierunku. Z drugiej strony cóż by to był za szkolny książę bez świty. Tak przynajmniej wszystko było na miejscu.
            Faktem pozostawało, że sprawność Uchihy budziła podziw nie tylko u jego fanek, ale również u Liv. Doskonale wyszkolony technicznie, ale i wyjątkowo szybki, należał do zawodników niemal nie do zatrzymania. Z czystym sumieniem musiała przyznać, że dostała idealnego partnera do turnieju. Inteligentny, wysportowany, a przy tym niewymownie atrakcyjny. Co prawda nie wiedziała w czym może mu się ta uroda przydać przy wykonywaniu zadań turniejowych, ale nie zamierzała narzekać. Może jakaś kobieta będzie w przydzielała punkty, a wtedy urok Itachiego będzie miał okazję się wykazać.
            Gdy mecz się zakończył, przeniosła spojrzenie na niebo. Jego błękitu nie szpeciła nawet najmniejsza chmurka, a przyjemne ciepło dało się wyczuć przez szybę. Liv odnotowała ten fakt z entuzjazmem, bo oznaczał dwie rzeczy. Nie zmarznie ani nie zmoknie w drodze do domu, a przy okazji nie będzie musiała myć Moro po spacerze. Zarówno ona jak i pies nie cierpieli tego uciążliwego obowiązku, ale tylko w ten sposób mogła zachować jako taką czystość w mieszkaniu.
            Pogrążona w rozmyślaniach, niespodziewanie wyczuła za plecami czyjąś obecność na co westchnęła mimowolnie. Żywiła szczerą nadzieję, że to jednak nie profesor Kato postanowił uraczyć ją swoją obecnością w ramach kary za nieprzyjście do składziku. Być może postępowała głupio nie wypełniając szlabanu, ale no. Naprawdę wierzyła, że zdobędzie stołek reprezentanta.
            Obróciła się na pięcie już przygotowując się na konfrontację, ale ku swojemu zdziwieniu, zamiast nielubianego wykładowcy zobaczyła Shisuiego Uchihę. Kuzyn Itachiego patrzył na nią z widoczną ciekawością, uśmiechając się łagodnie. Takiego gościa się nie spodziewała.
            — Hej.
            — Cześć… — przywitała się z wahaniem, zastanawiając się co go tu sprowadza. Niestety w skupieniu przeszkadzał fakt, że chłopak przyglądał się jej z wyjątkową uwagą co odrobinę peszyło Senju. Chyba nikt nie przepadał za tym jak ktoś się na niego jawnie gapi jak na jakiś okaz w Zoo. No, może przesadziła, bo Shisui nie patrzył na nią jak na dziwoląga. Dobre i to.
Czując na policzkach nieznośne gorąco, co dobitnie świadczyło o tym, że się zarumieniła — niech to wszyscy diabli! — zacisnęła mocno wargi, mimo wszystko hardo spoglądając w ciemne oczy bruneta. Ku jej konsternacji zamiast odwrócić wzrok szerzej się uśmiechnął. Cholera. Przeklęci Uchiha, dlaczego musieli być tacy nieprzewidywalni?
            — Nietuzinkowa — wyszeptał ledwie słyszalnie, po czym dodał już głośniej. — Przyszedłem się przywitać, ponieważ mój kuzyn jak zwykle zapomniał o manierach. Jestem Shisui Uchiha.
            — Liv Senju — odparła, wciąż patrząc na niego podejrzliwie. Wydało się Liv dziwne, że fatygował się specjalnie wyłącznie po to aby wymienić się uprzejmościami.
            — Ach, no i gratulacje.
            — Hm? — Liv uniosła w zdezorientowaniu brew, nie bardzo wiedząc o co chodzi chłopakowi. Chyba, że… — Rany, zaraz… są już wyniki?! — Zanim się zastanowiła momentalnie doskoczyła do bruneta łapiąc go za przód koszuli i wlepiła w niego roziskrzony wzrok. Ten dzień zapowiadał się wspaniale! Najpierw pogoda postanowiła okazać litość w postaci wiatru rozwiewającego deszczowe chmury, a teraz to. Zaraz jednak odepchnęła Shisuiego na bok, robiąc parę kroków w kierunku schodów. Zwyczajnie nie dowierzała w to co mówił i musiała sama przeczytać werdykt Shimury. Zresztą, nie spodziewała się, że tak szybko sprawdzi testy. — Kartki są na drzwiach gabinetu Danzo?
            —  Stój, szalona — zaśmiał się Shisui, łapiąc Senju za nadgarstek i wstrzymując od popędzenia co sił na parter. Wciąż nie puszczając jej ręki, wolną dłonią sięgnął do torby wyciągając oficjalne pismo wyłaniające kandydatów. — Miałem to dać Itachiemu, ale skoro spotkałem wcześniej ciebie… — Nie zdążył nawet dokończyć, a już kartka zniknęła mu spomiędzy palców. Kręcąc z pobłażaniem głową, oparł się ramieniem o ścianę w ciszy czekając na reakcję.
— Nie wierzę… nie wierzę… za pierwszym podejściem… bez kolejnych etapów… no nie wierzę…
            — W co tak nie wierzysz? — Itachi wszedł na ostatni stopień przeczesując wilgotne włosy po wziętym prysznicu, powoli zmierzając w stronę kuzyna i Senju. Dziewczyna wydawała się cała zaaferowana, a znowu Shisui przypominał oazę spokoju. Ogółem dziwny duet. Jakoś nie spodziewał się spotkać tej dwójki razem i nie bardzo podobał mu się ten fakt. Nie lubił jak Shisui wtrącał się w jego sprawy. Kontrolnie zerknął na podejrzanie zadowolonego z siebie przyjaciela, ale nie zdołał odgadnąć powodów tej radości.
            — Itachi? — Słysząc głos partnera z drużyny, Liv w oka mgnieniu odwróciła się do niego nie potrafiąc utrzymać powagi. Uśmiechając się szeroko, w sekundzie podbiegła bliżej i uwiesiła się na szyi chłopaka o mało nie zwalając go z nóg. Zdecydowanie nie był przygotowany na taki wybuch entuzjazmu. — Ależ masz wyczucie! Nie uwierzysz! Udało się! Zajęliśmy pierwsze miejsce!
            — Jak to? Wyniki miały być pod koniec tygodnia — zauważył logicznie, mimowolnie spoglądając na Shisuiego. Teraz już w ogóle nie rozumiał dlaczego okazywał tak dobry humor. Przecież przegrał rywalizację o stołek reprezentanta.
            — Zawsze musisz szukać drugiego dna? — burknęła Liv, lekko niezadowolona z braku spodziewanej reakcji. Mógł się chociaż trochę ucieszyć, do diaska! W końcu sporo wysiłku włożyli w te cholerne testy. Rozdrażniona odsunęła się gwałtownie i pacnęła kartką w jego pierś. — Masz. Czytaj, bo nadal nie wierzysz.
            Shisui o mało się nie roześmiał na widok dziwnych relacji łączących tę dwójkę. Senju nijak nie wpisywała się w dobrze mu znany schemat. Zamiast przypochlebiać się Itachiemu na każdym kroku, traktowała go jak każdego ucznia. No dobrze, prawie każdego. Innych zbywała obojętnością, a Uchiha wzbudzał w niej skrajne reakcje. Od radości do irytacji.
            Natomiast Itachi — ku niememu zdziwieniu Shisuiego — wydawał się darzyć ją sympatią. Nie miał nic przeciwko jej towarzystwu, a wręcz go szukał. Niejednokrotnie przyłapał kuzyna jak odprowadzał Senju wzrokiem, gdy ta przechodziła korytarzem. Tyle tylko, że nie potrafił rozszyfrować czy wyłącznie lubił dziewczynę, czy może kryło się za tym coś więcej. Itachi słynął z doskonałego maskowania uczuć, więc dowiedzenie się czegokolwiek będzie trudne, ale nie niewykonalne.
            — Czyli ty jesteś w zespole rezerwowym — odezwał się Itachi powoli cedząc słowa, podczas zwijania wyników w rulon i patrząc na Shisuiego. Chłopak uśmiechnął się przewrotnie, co wywołało niewielką zmarszczkę pomiędzy brwiami Itachiego. To znaczyło jedno. Gra się nie skończyła, a co najgorsze nie tylko na tym polu.
            — Owszem — przytaknął gładko, podążając spojrzeniem za wychylającą się przez okno Senju — Jednak, z tego co się dowiedziałem od profesora Danzo, to zawsze może się zmienić. Wszystko zależy od tego kto wyda mu się lepszy do reprezentowania szkoły.
            — Finałowa czwórka — zadumała się Liv, podpierając na łokciu i zagapiając na horyzont. Cóż, to chyba wystarczało aby być zwolnionym ze szlabanu. Och, ależ chciała zobaczyć minę Kato gdy się dowie.
            — Ciekawe czemu Shimura zrezygnował z pierwotnego planu wyłonienia czterech par do następnego etapu.
            — Podobno dyrektor interweniował.
            — Dlaczego?
            — Szukasz dziury w całym, Itachi — wtrąciła się Liv, ziewając przeciągle. Ona nie odczuwała problemu w tym, że już wszystko się wyjaśniło. Teraz mogła wreszcie odetchnąć. Koniec układania cholernych map! Koniec wycierania globusów z kurzu! Koniec znoszenia nachalnego wzroku Kato! — Dobra. Nie wiem jak wy, ale ja spadam na zajęcia.
            — Miłego dnia, Liv — odezwał się Shisui, machając odchodzącej dziewczynie i poprawiając zsuwającą się z ramienia torbę. Kiedy Senju zniknęła za zakrętem korytarza podszedł do skonsternowanego kuzyna, przerzucając rękę przez jego kark. — To co? Wracamy do domu?
            — Idź sam. Ja jeszcze muszę coś załatwić.

~oOo~

            Liv uśmiechnęła się radośnie na widok profesora Kato. Siedziała w przedostatniej ławce przy oknie, spod przymkniętych powiek obserwując mężczyznę. Przyjemnie rozluźniona, podpierała się na łokciach słuchając informacji przekazywanych przez nauczyciela. Najbardziej usatysfakcjonowało ją to jak Kato nerwowo wkroczył do sali. Dziś zajęcia z tym nauczycielem wydawały się wręcz sielanką. Po pierwsze, wykładowca wydawał się wiedzieć o awansie uczennicy, bo patrząc na Senju zaciskał gniewnie usta podczas prowadzenia wykładów. Po drugie nie zatrzymał jej po zakończeniu lekcji. Jednym słowem była wolna. Bez zastosowania drastycznych środków, uwolniła się od tego zboczeńca. Z chęcią dodałaby, że starego, ale no… Kato miał najwyżej czterdzieści lat, więc taka uwaga z pewnością nie pokrywałaby się z prawdą. I w innym wypadku — gdyby nie szlaban — Liv powiedziałaby, że jest nawet przyjemny dla oka. W sensie, nie odpychający tak jak profesor Shimura.
            Schodziła właśnie po schodach przeciągając się mocno, gdy nagle poczuła szarpnięcie. Zdezorientowana podniosła wzrok na nieznajomą dziewczynę, która bez słowa pociągnęła ją we wnękę na parterze. Ta sytuacja należała do tak dziwnych i niespodziewanych, że Liv nie przyszło nawet do głowy aby się wyrywać lub zapierać. Czuła się zaintrygowana takim rozwojem akcji.
            Gdy cisza się przedłużała, strzepnęła w końcu dłoń nieznajomej z nadgarstka i oparła się o ścianę. Spod rzęs przyjrzała się jej uważnie, ale niestety nie potrafiła odgadnąć kim jest. Cholera, nawet nie kojarzyła twarzy.
            — Domyślam się, że chciałaś o czymś ze mną porozmawiać — mruknęła zachęcająco, a dziewczyna na te słowa zarumieniła się ze złości. Widząc malujący się gniew w brązowych oczach uczennicy, Senju doszła do wniosku, że chyba wie o co chodzi. Wreszcie jedna z fanek Uchihy postanowiła działać. Cudownie. Czyli ten dzień jednak będzie miał wady.
            — Tak. Słyszałam jak ostatnio potraktowałaś moją przyjaciółkę. — Chłód w głosie nieznajomej wystarczyłby do zamrożenia całej wody w kranach szkoły, ale niespecjalnie przejął Liv. Zainteresowało Senju co innego, mianowicie o czym do cholery była mowa. Jakoś nie przypominała sobie żeby pokłóciła się z jakąś uczennicą. Ba, z żadną też nie rozmawiała.
            — Nie bardzo wiem o co ci chodzi — odezwała się zgodnie z prawdą, krzyżując ręce na piersi. Doprawdy, nie mogła walnąć prosto z mostu? Nie, bo po co. Lepiej marnować jej cenny czas i kazać się domyślać.
            — Przeszkodziłaś w wyznawaniu uczuć — warknęła zaciskając pięści, a Liv wreszcie olśniło. Tamta dziewczyna z półpiętra nasłała na nią koleżankę. Wybornie. — Wiesz jakie to dla dziewczyny ważne? Jak musiała się poczuć?
            — Po pierwsze, uważam, że wyznawanie uczuć komuś kogo nawet się nie zna jest nie w porządku. Zwyczajnie wasze uczucia nie są szczere. Wszystkie wielbicie Uchihę nawet nie zadając sobie trudu aby go poznać — syknęła, mrużąc groźnie powieki. — Ciekawe jak on musi się z tym czuć. — Och, od kiedy przejmowała się uczuciami tego barana? Skonsternowana tą myślą, szybko zepchnęła ją w otchłań umysłu, kontynuując. — Po drugie, twoja znajoma powinna zrobić to tak aby nie przeszkadzać innym. Wybacz, nie umiem fruwać, a tak jakby tarasowała przejście. Po trzecie, nie rozumiem dlaczego mam ci się tłumaczyć, ale możesz poczuć się usatysfakcjonowana ponieważ to zrobiłam. Zadowolona?
            — Czyli to prawda co o tobie mówią, jesteś bez serca Senju.
            — Być może — przytaknęła dla świętego spokoju, naprawdę mając dość tej żenującej rozmowy. — To tyle co chciałaś mi powiedzieć?
— Nie myśl, że z niego zrezygnujemy!
— Ach, liczba mnoga? Czyli ty również jesteś w nim zakochana? Jeju, Uchiha ma do dyspozycji cały harem — westchnęła ciężko Liv, przeczesując palcami grzywkę. — Zastanawia mnie, jak tę miłość znosi wasza przyjaźń. — Ledwo skończyła zdanie, gdy ku swojemu zdumieniu zauważyła, że dziewczyna unosi dłoń. Zbyt zaskoczona tą gwałtowną reakcją nawet nie drgnęła aby zablokować cios, ale na szczęście nie musiała.
— Itachi? — wyjąkała nieznajoma, odwracając się przez ramię i patrząc na chłopaka zaciskającego palce na jej nadgarstku. Speszona jego chłodnym spojrzeniem, szybko spuściła wzrok rumieniąc się mocno. Gdy tylko brunet zwolnił uścisk, ze zwieszoną głową zaczęła się wycofywać mamrotając coś pod nosem.
— Dlaczego zawsze pakujesz się w kłopoty?
— Ja? — Liv aż zamrugała szybciej na to niedorzeczne stwierdzenie Uchihy, obserwując uciekającą uczennice. — To znajomość z tobą sprowadza na mnie takie atrakcje — wymamrotała z sarkazmem, zaraz zaciskając usta. Bardzo żałowała, że się wtrącił. Już sam fakt, że razem reprezentują szkołę w turnieju był dla jego fanek trudny do zniesienia to teraz jeszcze to.
— W porządku. W takim razie wezmę za to odpowiedzialność.
— Słucham? Co przez to rozumiesz? — zapytała podejrzliwie, wyczuwając wiszące w powietrzu kłopoty.
— Pokażę prawdę o łączących nas relacjach.
— Serio? Nie ukrywam, że bardzo by to pomogło. Niektórzy zrozumieliby, że nie jestem zagrożeniem dla…
— Tak, idziemy — przerwał Liv w pół zdania i zanim zdążyła zaprotestować, została pociągnięta w kierunku głównego holu, który o tej porze zapewne pękał w szwach.
Depcząc Itachiemu po piętach, rozmyślała jak zamierzał rozwiązać ich problem. Ona niby widziała kilka niezłych rozwiązań, ale nie wiedziała czy i Uchiha o nich pomyślał. Z drugiej strony, przecież był geniuszem więc nie powinna się martwić. Raczej nie wkroczy na środek holu i nie palnie przemówienia. To dopiero byłoby żenujące.
— Tak z ciekawości… jak to załatwisz?
— Zaraz zobaczysz… albo i nie — mruknął z rozdrażnieniem, zauważając, że miejsce w którym zazwyczaj zbierali się uczniowie jest niemal puste. — No nic. Załatwimy to innym razem.
— Skoro tak mówisz… — mruknęła z powątpiewaniem, teraz dochodząc do wniosku, że to może zły pomysł aby Uchiha jakoś reagował na te zaczepki. W ten sposób tylko podjudzi swój fanklub do działania. A tak, problem rozwiąże się sam. Fanki Itachiego zrozumieją, że łączą ich tylko zawody. Tak chyba byłoby najlepiej.
— Odprowadzić cię do domu?
— Nie żartuj sobie — parsknęła rozbawiona, spoglądając na chłopaka spod oka. Czyżby się zmartwił, że  wracając ze szkoły mogą spotkać ją nieprzyjemności? Chyba tak, bo patrzył przez szklane drzwi na schody przed budynkiem, marszcząc brwi. Doprawdy urocze. — Nie potrzebuję obstawy. To do zobaczenia.

~oOo~

            Liv opadła bezwładnie na łóżko, odrzucając dokument na narzutę obok leżącej już tam koperty. Wgapiając się w biały sufit bezwiednie głaskała siedzącego na podłodze Moro, zastanawiając się po co szkoła w ogóle się fatyguje wysyłając te papiery. Przecież administracja doskonale wiedziała, że jest sierotą i mieszka sama, a jej opiekunem prawnym jest syn koleżanki matki. Jeżeli chcieli kogokolwiek informować o spotkanym Senju zaszczycie reprezentowania uczelni, to powinni wysłać powiadomienie właśnie jemu. Chociaż pewnie byłoby to zbyt kłopotliwe.
            Cóż, jutro czekała ją masa ciekawych wyzwań. Z przesłanego rozkładu zajęć wynikało, że zaczynała indywidualnymi lekcjami łucznictwa. Kiedy tylko przeczytała tę informację aż zaśmiała się pod nosem. Nigdy nie trzymała łuku w dłoni, więc  ta nowość budziła w niej niemy entuzjazm. Co prawda martwiła się, że na początku zrobi z siebie idiotkę nie trafiając w ogóle w tarcze, ale przecież będzie początkującą. Nie od razu Rzym zbudowali! Włoży dużo determinacji w to aby się nauczyć strzelać i po kłopocie. A jeżeli do tego przydzielą jej dobrego nauczyciela to już będzie tylko formalność jak stanie się w tej dziedzinie mistrzynią. Liv lubiła wszelkiego rodzaje sporty, a uczenie się tych nowych przychodziło Senju z łatwością.
            Zerknęła na psa uśmiechając się pod nosem. Kto by pomyślał, że takie antyspołeczne zwierzę zmieni się w pieszczocha. Do tej pory pamiętała jak musiała ganiać go po parkingu samochodowym jeszcze za czasów szczeniaka. Za wszelką cenę zamierzał uciec i jedynym rozwiązaniem był zakup porządnych szelek do smyczy, bo z obroży wyciągał łeb. W domu o głaskaniu psa mogła zapomnieć, bo kąsał jak szalony, a wzięty na ręce wił się jak piskorz. Jedyną formą bliskości jaka według Moro była wtedy do zniesienia to leżenie na jej ciapkach.
            Wzdychając ciężko, ostatni raz klepnęła pupila w łeb i wstała. Najwyższa pora szykować się do spania, bo jutro czeka ją moc atrakcji.

~oOo~
           
            Liv z uśmiechem na twarzy weszła do sali, szybkim spojrzeniem obrzucając stojące wyposażenie. Dojo co ciekawe jedną ze ścian miało z przesuwanych drewnianych płyt. Jak się szybko domyśliła to tam strzelano na większe odległości. W jednym kącie widziała słomiane tarcze, ale ku zdumieniu Senju niejednakowej wielkości. Co ciekawsze nie miały żadnej podziałki. Fakt ten tak zdumiał dziewczynę, że podeszła bliżej wgapiając się w cel. Chyba w tym sporcie chodziło o coś więcej niż zdobywanie najlepszego wyniku. Dumając nad tym, obróciła się na pięcie zawieszając wzrok na stojaku z łukami. Były naprawdę ogromne i teraz patrząc na nie doszła do wniosku, że jednak te treningi nie będą sielanką.
            Aż podskoczyła na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Specjalnie pojawiła się wcześniej aby móc się rozejrzeć, ale najwyraźniej jej nowy opiekun również pofatygował się przed czasem. Cóż, to nawet dobrze. Nie ma co odwlekać. Oddychając uspakajająco, odwróciła się do trenera zaraz zamierając w bezruchu. Z otwartą buzią wgapiała się w stojącego przed nią chłopaka nie dowierzając w to co widzi. Błyskawicznie wyciągnęła z kieszeni rozkład zajęć kontrolując czy się nie pomyliła i zerknęła na zegarek na nadgarstku.
            — Uchiha, teraz jest mój trening — wymamrotała z niechęcią, patrząc na niego spod oka. W kimonie i hakama wyglądał, no… wyjątkowo dobrze. Zdruzgotana tym niespodziewanym wnioskiem szybko odwróciła wzrok. Nie powinna w ogóle zwracać uwagi na prezencje bruneta, a zwyczajnie wywalić go z sali. Nie potrzebowała świadków przy trudnych początkach nauki, bo że będą trudne wiedziała na pewno. — Wynocha.
      — To ja jestem twoim mentorem, Senju — poinformował ze spokojem, obrzucając ją oceniającym spojrzeniem po czym dodał. — Domyślam się, że nie masz właściwego stroju?
            — Nie, nie mam — prychnęła z rozdrażnieniem, krzyżując ręce na piersi i łypiąc na niego podejrzliwie. — Dlaczego niby ty masz mnie uczyć? Powinien się mną zająć ktoś z doświadczeniem, a nie uczeń.
         — Czyli uważasz, że jestem niekompetentny? — zapytał ze zwodniczym spokojem, podchodząc o krok bliżej.
            — Nie neguję tego, że umiesz strzelać, ale z przekazywaniem wiedzy może być różnie.
            — Cóż, jeżeli to cię uspokoi to do zeszłego roku prowadziłem klub Kyudo.
            — Ale już nie prowadzisz…
         — Został rozwiązany. Teraz odbywają się tu treningi indywidualne przed zawodami i pokazami. — Itachi wzruszył obojętnie ramionami. — Na następne zajęcia trzeba będzie załatwić ci właściwy ubiór.
            — Nie mogę ćwiczyć w tym? Przecież masz mnie tylko nauczyć strzelać.
Itachi zamiast odpowiedzieć, zdjął z uchwytu łuk i podał lekko zdumionej dziewczynie. Widział jak z nietęgą miną zważyła go w dłoni, zaraz krzywiąc się malowniczo. Ona jeszcze nie wiedziała, że tu nie chodzi tylko o wyćwiczenia ciała.
          — Naciągnij cięciwę. — Kiedy bez szemrania wykonała polecenie, pokręcił głową stając bliżej. — Mocniej. Aż za ucho.
            — Skąd miałam wiedzieć, że tak bardzo — wymamrotała z wysiłkiem, zaraz puszczając łuk. Szybko zdjęła marynarkę i ponowiła próbę. Czując jak koszula opina się na jej plecach, westchnęła dając za wygraną. — No dobra. Zrozumiałam.
            — No właśnie. W tradycyjnym uniformie będziesz miała swobodę ruchu.
            — Niech będzie.
            — To teraz przejdźmy do teorii.
            Przez następne kilkanaście minut Itachi wyjaśniał, że Kyudo to nie tylko sport ale również sztuka. Służy jako środek do rozwoju duchowego jak i moralnego. Dzięki niemu można się odprężyć oraz oderwać od rzeczywistości. Oczywiście każdy wyciąga z Kyudo to co chce. Niektórzy skupiają się wyłącznie na trafieniu do celu, a pomijają jego właściwości medytacyjne. Tylko od Liv będzie zależało jak podejdzie do sprawy.
        — A ty? Wyłącznie ćwiczysz celność? — zapytała autentycznie zaciekawiona po tym wykładzie.
            — Właściwe strzelanie to właściwe trafianie — odparł krótko, zerkając na zegarek. — Chodź. Pokaże ci teraz właściwą pozycję strzelecką.
            Liv z zapartym tchem obserwowała jak ustawił jedną słomianą tarczę w odległości około dwóch metrów, a drugą na końcu podwórka uprzednio odsuwając mobilne ściany. Patrzyła jak staje w lekkim rozkroku, napina mocno łuk i wraz z wydechem, strzela do dalszego celu.
            — Łał — mruknęła z uznaniem, gdy strzała trafiła w sam środek tarczy. — Teraz ja!
            — Proszę, oto twój cel. — Wskazał na słomianą belę w pomieszczeniu. Widząc zachmurzoną minę Senju, uśmiechnął się pod nosem mrużąc powieki. — Coś nie tak?
            — Dlaczego ty strzelałeś w tak daleki cel, ale ja muszę w to?
            — Bo ty ćwiczysz na razie ustawienie ciała. — wyjaśnił cierpliwie, uważnie śledząc każdy jej ruch. Kiedy stanęła na macie podszedł za nią i poprawił uchwyt na łuku. Wciąż trzymając się za plecami Senju, spojrzał na cel.
            — Czyli, że się popisywałeś, cwaniaku — wyburczała, spoglądając na chłopaka przez ramię.
      — Proponuję utrzymać koncentrację i strzelać, ale nie gapić się na mnie — poradził z rozbawieniem na co z prychnięciem odwróciła głowę, szybko puszczając strzałę. Zdążył tylko sapnąć gdy dotarły do niego konsekwencje jej roztargnienia. Pośpiech w Kyudo był złym doradcą o czym prędko się przekonała Senju. Owszem, trafiła w tarczę, ale cięciwa otarła się mocno o policzek Liv tworząc mało estetyczny ślad.
           — Kontuzyjny sport — syknęła, rozcierając zaczerwienioną skórę.
       — Powinnaś bardziej uważać, głupia — warknął z naganą w głosie, łapiąc dziewczynę za podbródek i oglądając szkody. Na całe szczęście nie przecięła naskórka.
           — Nauczyciel nie powinien się tak odnosić do ucznia.
           — Masz rację. Za niesłuchanie poleceń od razu dostałabyś od niego szlaban, więc ciesz się, że nim nie jestem — stwierdził patrząc Liv w oczy.
            Dopiero teraz dotarło do niej jak blisko się znaleźli. O ile podczas ćwiczeń to było do zniesienia — jakoś musiał poprawiać jej złą technikę strzelania — to teraz poczuła się nieswojo. Świadomość, że są w pomieszczeniu sami uderzyła w nią ze zdwojoną siłą, niemal odbierając oddech. Luźna atmosfera zniknęła jak za pomocą magicznej różdżki. Teraz w pomieszczeniu unosiło się łatwo wyczuwalne napięcie od wiszących w powietrzu emocji.
Mimowolnie cała się spięła, gdy Itachi powolnym ruchem przesunął palcami po zaczerwienieniu. Nawet dotyk Uchihy wydał się Liv inny, bardziej intymny oraz elektryzujący. I chociaż rozum podpowiadał aby odepchnąć Itachiego, posyłając go do diabła, nie była w stanie się ruszyć. Zła z powodu własnej niemocy stała jak sparaliżowana, nie potrafiąc oderwać wzroku od ciemnych oczu chłopaka. Dopiero gdy opuszkiem kciuka musnął jej usta czar minął, a ona odskoczyła jak oparzona szybko odchodząc w stronę stojaka z łukami. Nie oglądając się za siebie odłożyła sprzęt, z trudem opanowując przyśpieszony oddech. O ile wcześniej niemal nie potrafiła złapać tchu, to teraz sapała jak po przebytym maratonie. Ze skrajności w skrajność.
— Idę na następne zajęcia — odezwała się przez ściśnięte gardło, za wszelką cenę unikając wzroku Uchihy. Nie chciała aby zauważył targające nią emocje. Taka oznaka słabości była poniżej godności Senju, bo to oznaczało, że nie różniła się niczym od tych zakochanych w Itachim idiotek. — Do zobaczenia. Ach, no i dzięki za dziś — rzuciła przez ramię, prawie wybiegając z dojo.

6 komentarzy:

  1. Ja tam nie mam nic przeciwko "puchatej historii" lubię ją niemniej niż "zwaśnione rody", a biorąc pod uwagę męczące mnie PMS i nieokiełznaną chęć czytania romansów, wpasowałaś się w moje oczekiwania i potrzeby wręcz idealnie ♥
    Przyznam szczerze, że ostatnią część publikowałaś tak dawno temu, że już naprawdę słabo kojarzyłam, o co w tym wszystkim chodziło ^^'' (albo to ja mam już sklerozę =.=) Pomimo to fajnie było wrócić do tego opowiadania i już po kilku wersach doznałam olśnienia xD Cieszę się, że Liv i Itachi zostali wybrani na reprezentantów, ale że przy tym także Shisui nie odpadł, a przynajmniej nie tak do końca, więc jeszcze mam nadzieję na spotkanie go w tym opowiadaniu xp Co ja zrobię, że on jest taki ciepły i miły? Po prostu lubię chłopa C: Ale nie w ten sam sposób co Itachiego. Shisui zdecydowanie może być przyjacielem, ale niech się nie wtrąca między kuzyna a Senju, bo powoli zaczyna im się jakoś układać :D Teleporter robi tutaj trochę takie małe zamieszanie, ale przez to pcha też akcję do przodu, więc go lubię. Poza tym jego postać jest u ciebie dobrze odwzorowana, podobna do oryginały przedstawionego w mandze i anime. Nie lubię, kiedy w opowiadaniach postacie fikcyjne mają wspólnego z oryginałem tylko imiona i ewentualnie wygląd zewnętrzny =.=''
    Trochę się zdziwiłam, kiedy przeczytałam, że akurat w tej serii zrobiłaś z Liv sierotę. Już przyzwyczaiłam się do tego, że Kamirama był jej ojcem C: Niemniej wydawało mi się, że w którejś z poprzednich części tego opowiadania coś tam jednak było... albo mnie znów się coś pokręciło, co jest bardzo możliwe (/.-)''
    Zaskoczył mnie też fakt, iż nauczycielem łucznictwa Senju miał być Uchiha. Serio, tego się nie spodziewałam ^^ Niemniej, czuję, że z takim nauczycielem w niedługim czasie Liv faktycznie stanie się mistrzynią xD Cóż, sama bym nie pogardziła ani takimi lekcjami, ani nauczycielem xp
    Mam nadzieję, że twoja wena niedługo wróci, choć na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że sferę blogową dopadł chyba jakiś ogólny kryzys wenowy, gdyż niemalże wszyscy jak jeden mąż piszą, że nie mają pomysłów i motywacji... ja też się w to wliczam ;_; Nie wiem czy ci to jakoś pomogło, ale mam nadzieję, że teraz przynajmniej nie czujesz się samotna w swoim problemie xD
    Życzę ci weny, weny, weny i jeszcze trochę wolnego czasu, motywacji i sprawnego komputera z internetem C: Nie trzymaj mnie długo na "głodzie" proszę i szybko wstaw coś nowego ♥

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, chociaż na Ciebie mogę liczyć w tych trudnych dla weny chwilach :"3.
      Popieram Ciebie i chętkę na romanse! Chociaż ostatnio akurat nie wybrałam najlepiej w tej dziedzinie. Wypożyczyłam sobie sagę na podstawie której powstał serial True Blood. Matko jedyna... To był błąd i nie polecam. Zraziło mnie głównie to, że niby główna bohaterka jest tak HOT, że wszyscy na nią lecą. Tia... A no i wielka mieeeełość. Niet, nie moja bajka.
      Wracając do tematu... owszem, dawno publikowałam ostatnią część tego fika. Nie dziwie się, że zgubiłas wątek XD.
      Ach, połechtałaś mnie tym spostrzeżeniem co do Teleportera <3. Przyznam, że to moja taka perełka. Pieszczę ją i pielęgnuję w tych opowiadaniach. Dziwnie to brzmi, ale tak jest.
      I dobrze zapamiętałaś! Sieroctwo Senju zostało zasugerowane w poprzedniej części podczas wizyty Uchihy^^. Brawo za spostrzegawczość:>.
      Huehuehuehue... Uchiha nauczycielem... oj ciężko byłoby mi się skupić, bo zamiast na cel gapiłabym się na niego. Jak inne uczennice się dowiedzą o tej jego fusze (tak to się odmienia? fucha? XD) to będą walić drzwiami i oknami.
      Mówisz, że wszędzie kryzysy... odrobinę poprawiło mi to humor. Przyznam, że czuję się nieswojo nie potrafiąc urodzić nawet kilku prostych scen :/.
      Dziękuję Ci za komentarz i że zawsze jesteś <3. Postaram się żeby nowy rozdział był pełen emocji. Jakich nie wiem, ale jakiś XD. Wenę i czas przygarniam, bo tego nigdy dość <3. Pozdrawiam

      Usuń
  2. dopiero znalazłam twój blog, a już mi się podoba .Tym samym biorę się do czytania.życzę weny i miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa <3. Życzę miłego czytania i mam nadzieję, że zostaniesz z moim blogiem na dłużej. Pozdrawiam :"D

      Usuń
  3. Doprawdy intrygujące, że teoretycznie nie czytam romansów, a praktycznie... XD Właściwie to Twoja wina – ,,Puchata historia''posiada właściwości lecznicze, a ja cierpię na niedobór Uchihów we krwi (zwłaszcza pana zimnego i niedostępnego)
    Także, czekam na nową część, a żeby się nie nudzić zabieram się za główne opowiadanie.
    Pozdrawiam! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Moje opowiadania przełamują opory czytelnicze! Jestem z siebie niezmiernie dumna. Ciekawe czy to można dopisać do CV XD.
      Romanse to taki typ czytadła, którego teoretycznie nikt nie lubi, nie czyta, a jednak wciąż istnieje dla niego ogromny rynek zbytu. To jest dopiero paradoks^^.
      Jeżeli poszukujesz klanu Uchiha to u mnie jest ich dosyć sporo, żeby nie powiedzieć, że od za***ania, znaczy się całe zawalenieXD.
      Polecam się na przyszłość i czekam na dalsze opinie. Pozdrawiam <3

      Usuń