Proszę bardzo. Nowy rozdział Puchatej. Wiem,
że większość (o ile nie wszyscy -_-) woleliby kolejny wpis do Zwaśnionych
Rodów, ale co zrobić jak mam niemoc twórczą? Słowa w ogóle nie chcą spływać na
papier. Mam jakiś cholerny zastój myślowy. Jednak na pocieszenie urodziłam to. Uważam,
że odcinek całkiem przyzwoity, ale to Wy ocenicie w komentarzach.
Nie przedłużając zapraszam do
czytania i czekam z niecierpliwością na komentarze. Może one nawenują mnie jak
trzeba do właściwej historii bloga. Uwaga, niebetowane.
Liv uśmiechnęła
się cierpko, patrząc przez szybę na Uchihę. Chłopak wraz ze swoją drużyną grał
na boisku szkolnym w koszykówkę, a stado rozmarzonych dziewcząt kibicowało mu
głośno. Nawet z tej odległości, Senju była w stanie dostrzec błyszczące oczy
uczennic, robiących co w ich mocy aby ten o którym marzą, chociaż zerknął w ich
kierunku. Z drugiej strony cóż by to był za szkolny książę bez świty. Tak
przynajmniej wszystko było na miejscu.
Faktem
pozostawało, że sprawność Uchihy budziła podziw nie tylko u jego fanek, ale
również u Liv. Doskonale wyszkolony technicznie, ale i wyjątkowo szybki,
należał do zawodników niemal nie do zatrzymania. Z czystym sumieniem musiała
przyznać, że dostała idealnego partnera do turnieju. Inteligentny,
wysportowany, a przy tym niewymownie atrakcyjny. Co prawda nie wiedziała w czym
może mu się ta uroda przydać przy wykonywaniu zadań turniejowych, ale nie
zamierzała narzekać. Może jakaś kobieta będzie w przydzielała punkty, a wtedy
urok Itachiego będzie miał okazję się wykazać.
Gdy
mecz się zakończył, przeniosła spojrzenie na niebo. Jego błękitu nie szpeciła
nawet najmniejsza chmurka, a przyjemne ciepło dało się wyczuć przez szybę. Liv
odnotowała ten fakt z entuzjazmem, bo oznaczał dwie rzeczy. Nie zmarznie ani
nie zmoknie w drodze do domu, a przy okazji nie będzie musiała myć Moro po
spacerze. Zarówno ona jak i pies nie cierpieli tego uciążliwego obowiązku, ale
tylko w ten sposób mogła zachować jako taką czystość w mieszkaniu.
Pogrążona
w rozmyślaniach, niespodziewanie wyczuła za plecami czyjąś obecność na co
westchnęła mimowolnie. Żywiła szczerą nadzieję, że to jednak nie profesor Kato
postanowił uraczyć ją swoją obecnością w ramach kary za nieprzyjście do
składziku. Być może postępowała głupio nie wypełniając szlabanu, ale no.
Naprawdę wierzyła, że zdobędzie stołek reprezentanta.
Obróciła
się na pięcie już przygotowując się na konfrontację, ale ku swojemu zdziwieniu,
zamiast nielubianego wykładowcy zobaczyła Shisuiego Uchihę. Kuzyn Itachiego
patrzył na nią z widoczną ciekawością, uśmiechając się łagodnie. Takiego gościa
się nie spodziewała.
—
Hej.
—
Cześć… — przywitała się z wahaniem, zastanawiając się co go tu sprowadza.
Niestety w skupieniu przeszkadzał fakt, że chłopak przyglądał się jej z
wyjątkową uwagą co odrobinę peszyło Senju. Chyba nikt nie przepadał za tym jak
ktoś się na niego jawnie gapi jak na jakiś okaz w Zoo. No, może przesadziła, bo
Shisui nie patrzył na nią jak na dziwoląga. Dobre i to.
Czując na
policzkach nieznośne gorąco, co dobitnie świadczyło o tym, że się zarumieniła —
niech to wszyscy diabli! — zacisnęła mocno wargi, mimo wszystko hardo
spoglądając w ciemne oczy bruneta. Ku jej konsternacji zamiast odwrócić wzrok szerzej
się uśmiechnął. Cholera. Przeklęci Uchiha, dlaczego musieli być tacy
nieprzewidywalni?
—
Nietuzinkowa — wyszeptał ledwie słyszalnie, po czym dodał już głośniej. —
Przyszedłem się przywitać, ponieważ mój kuzyn jak zwykle zapomniał o manierach.
Jestem Shisui Uchiha.
—
Liv Senju — odparła, wciąż patrząc na niego podejrzliwie. Wydało się Liv
dziwne, że fatygował się specjalnie wyłącznie po to aby wymienić się
uprzejmościami.
—
Ach, no i gratulacje.
—
Hm? — Liv uniosła w zdezorientowaniu brew, nie bardzo wiedząc o co chodzi
chłopakowi. Chyba, że… — Rany, zaraz… są już wyniki?! — Zanim się zastanowiła momentalnie
doskoczyła do bruneta łapiąc go za przód koszuli i wlepiła w niego roziskrzony
wzrok. Ten dzień zapowiadał się wspaniale! Najpierw pogoda postanowiła okazać
litość w postaci wiatru rozwiewającego deszczowe chmury, a teraz to. Zaraz
jednak odepchnęła Shisuiego na bok, robiąc parę kroków w kierunku schodów.
Zwyczajnie nie dowierzała w to co mówił i musiała sama przeczytać werdykt
Shimury. Zresztą, nie spodziewała się, że tak szybko sprawdzi testy. — Kartki
są na drzwiach gabinetu Danzo?
— Stój, szalona — zaśmiał się Shisui, łapiąc
Senju za nadgarstek i wstrzymując od popędzenia co sił na parter. Wciąż nie
puszczając jej ręki, wolną dłonią sięgnął do torby wyciągając oficjalne pismo
wyłaniające kandydatów. — Miałem to dać Itachiemu, ale skoro spotkałem wcześniej
ciebie… — Nie zdążył nawet dokończyć, a już kartka zniknęła mu spomiędzy palców.
Kręcąc z pobłażaniem głową, oparł się ramieniem o ścianę w ciszy czekając na reakcję.
— Nie wierzę…
nie wierzę… za pierwszym podejściem… bez kolejnych etapów… no nie wierzę…
—
W co tak nie wierzysz? — Itachi wszedł na ostatni stopień przeczesując wilgotne
włosy po wziętym prysznicu, powoli zmierzając w stronę kuzyna i Senju.
Dziewczyna wydawała się cała zaaferowana, a znowu Shisui przypominał oazę
spokoju. Ogółem dziwny duet. Jakoś nie spodziewał się spotkać tej dwójki razem
i nie bardzo podobał mu się ten fakt. Nie lubił jak Shisui wtrącał się w jego
sprawy. Kontrolnie zerknął na podejrzanie zadowolonego z siebie przyjaciela,
ale nie zdołał odgadnąć powodów tej radości.
—
Itachi? — Słysząc głos partnera z drużyny, Liv w oka mgnieniu odwróciła się do
niego nie potrafiąc utrzymać powagi. Uśmiechając się szeroko, w sekundzie
podbiegła bliżej i uwiesiła się na szyi chłopaka o mało nie zwalając go z nóg.
Zdecydowanie nie był przygotowany na taki wybuch entuzjazmu. — Ależ masz
wyczucie! Nie uwierzysz! Udało się! Zajęliśmy pierwsze miejsce!
—
Jak to? Wyniki miały być pod koniec tygodnia — zauważył logicznie, mimowolnie
spoglądając na Shisuiego. Teraz już w ogóle nie rozumiał dlaczego okazywał tak
dobry humor. Przecież przegrał rywalizację o stołek reprezentanta.
—
Zawsze musisz szukać drugiego dna? — burknęła Liv, lekko niezadowolona z braku
spodziewanej reakcji. Mógł się chociaż trochę ucieszyć, do diaska! W końcu
sporo wysiłku włożyli w te cholerne testy. Rozdrażniona odsunęła się gwałtownie
i pacnęła kartką w jego pierś. — Masz. Czytaj, bo nadal nie wierzysz.
Shisui
o mało się nie roześmiał na widok dziwnych relacji łączących tę dwójkę. Senju
nijak nie wpisywała się w dobrze mu znany schemat. Zamiast przypochlebiać się
Itachiemu na każdym kroku, traktowała go jak każdego ucznia. No dobrze, prawie
każdego. Innych zbywała obojętnością, a Uchiha wzbudzał w niej skrajne reakcje.
Od radości do irytacji.
Natomiast
Itachi — ku niememu zdziwieniu Shisuiego — wydawał się darzyć ją sympatią. Nie
miał nic przeciwko jej towarzystwu, a wręcz go szukał. Niejednokrotnie
przyłapał kuzyna jak odprowadzał Senju wzrokiem, gdy ta przechodziła
korytarzem. Tyle tylko, że nie potrafił rozszyfrować czy wyłącznie lubił
dziewczynę, czy może kryło się za tym coś więcej. Itachi słynął z doskonałego
maskowania uczuć, więc dowiedzenie się czegokolwiek będzie trudne, ale nie
niewykonalne.
—
Czyli ty jesteś w zespole rezerwowym — odezwał się Itachi powoli cedząc słowa, podczas
zwijania wyników w rulon i patrząc na Shisuiego. Chłopak uśmiechnął się
przewrotnie, co wywołało niewielką zmarszczkę pomiędzy brwiami Itachiego. To
znaczyło jedno. Gra się nie skończyła, a co najgorsze nie tylko na tym polu.
—
Owszem — przytaknął gładko, podążając spojrzeniem za wychylającą się przez okno
Senju — Jednak, z tego co się dowiedziałem od profesora Danzo, to zawsze może
się zmienić. Wszystko zależy od tego kto wyda mu się lepszy do reprezentowania
szkoły.
—
Finałowa czwórka — zadumała się Liv, podpierając na łokciu i zagapiając na
horyzont. Cóż, to chyba wystarczało aby być zwolnionym ze szlabanu. Och, ależ
chciała zobaczyć minę Kato gdy się dowie.
—
Ciekawe czemu Shimura zrezygnował z pierwotnego planu wyłonienia czterech par
do następnego etapu.
—
Podobno dyrektor interweniował.
—
Dlaczego?
—
Szukasz dziury w całym, Itachi — wtrąciła się Liv, ziewając przeciągle. Ona nie
odczuwała problemu w tym, że już wszystko się wyjaśniło. Teraz mogła wreszcie
odetchnąć. Koniec układania cholernych map! Koniec wycierania globusów z kurzu!
Koniec znoszenia nachalnego wzroku Kato! — Dobra. Nie wiem jak wy, ale ja
spadam na zajęcia.
—
Miłego dnia, Liv — odezwał się Shisui, machając odchodzącej dziewczynie i
poprawiając zsuwającą się z ramienia torbę. Kiedy Senju zniknęła za zakrętem
korytarza podszedł do skonsternowanego kuzyna, przerzucając rękę przez jego kark.
— To co? Wracamy do domu?
—
Idź sam. Ja jeszcze muszę coś załatwić.
~oOo~
Liv
uśmiechnęła się radośnie na widok profesora Kato. Siedziała w przedostatniej
ławce przy oknie, spod przymkniętych powiek obserwując mężczyznę. Przyjemnie
rozluźniona, podpierała się na łokciach słuchając informacji przekazywanych
przez nauczyciela. Najbardziej usatysfakcjonowało ją to jak Kato nerwowo
wkroczył do sali. Dziś zajęcia z tym nauczycielem wydawały się wręcz sielanką.
Po pierwsze, wykładowca wydawał się wiedzieć o awansie uczennicy, bo patrząc na
Senju zaciskał gniewnie usta podczas prowadzenia wykładów. Po drugie nie
zatrzymał jej po zakończeniu lekcji. Jednym słowem była wolna. Bez zastosowania
drastycznych środków, uwolniła się od tego zboczeńca. Z chęcią dodałaby, że
starego, ale no… Kato miał najwyżej czterdzieści lat, więc taka uwaga z
pewnością nie pokrywałaby się z prawdą. I w innym wypadku — gdyby nie szlaban —
Liv powiedziałaby, że jest nawet przyjemny dla oka. W sensie, nie odpychający
tak jak profesor Shimura.
Schodziła
właśnie po schodach przeciągając się mocno, gdy nagle poczuła szarpnięcie.
Zdezorientowana podniosła wzrok na nieznajomą dziewczynę, która bez słowa pociągnęła
ją we wnękę na parterze. Ta sytuacja należała do tak dziwnych i
niespodziewanych, że Liv nie przyszło nawet do głowy aby się wyrywać lub
zapierać. Czuła się zaintrygowana takim rozwojem akcji.
Gdy
cisza się przedłużała, strzepnęła w końcu dłoń nieznajomej z nadgarstka i
oparła się o ścianę. Spod rzęs przyjrzała się jej uważnie, ale niestety nie
potrafiła odgadnąć kim jest. Cholera, nawet nie kojarzyła twarzy.
—
Domyślam się, że chciałaś o czymś ze mną porozmawiać — mruknęła zachęcająco, a
dziewczyna na te słowa zarumieniła się ze złości. Widząc malujący się gniew w
brązowych oczach uczennicy, Senju doszła do wniosku, że chyba wie o co chodzi.
Wreszcie jedna z fanek Uchihy postanowiła działać. Cudownie. Czyli ten dzień
jednak będzie miał wady.
—
Tak. Słyszałam jak ostatnio potraktowałaś moją przyjaciółkę. — Chłód w głosie
nieznajomej wystarczyłby do zamrożenia całej wody w kranach szkoły, ale niespecjalnie
przejął Liv. Zainteresowało Senju co innego, mianowicie o czym do cholery była
mowa. Jakoś nie przypominała sobie żeby pokłóciła się z jakąś uczennicą. Ba, z
żadną też nie rozmawiała.
—
Nie bardzo wiem o co ci chodzi — odezwała się zgodnie z prawdą, krzyżując ręce
na piersi. Doprawdy, nie mogła walnąć prosto z mostu? Nie, bo po co. Lepiej
marnować jej cenny czas i kazać się domyślać.
—
Przeszkodziłaś w wyznawaniu uczuć — warknęła zaciskając pięści, a Liv wreszcie
olśniło. Tamta dziewczyna z półpiętra nasłała na nią koleżankę. Wybornie. —
Wiesz jakie to dla dziewczyny ważne? Jak musiała się poczuć?
—
Po pierwsze, uważam, że wyznawanie uczuć komuś kogo nawet się nie zna jest nie w
porządku. Zwyczajnie wasze uczucia nie są szczere. Wszystkie wielbicie Uchihę
nawet nie zadając sobie trudu aby go poznać — syknęła, mrużąc groźnie powieki. —
Ciekawe jak on musi się z tym czuć. — Och, od kiedy przejmowała się uczuciami
tego barana? Skonsternowana tą myślą, szybko zepchnęła ją w otchłań umysłu,
kontynuując. — Po drugie, twoja znajoma powinna zrobić to tak aby nie
przeszkadzać innym. Wybacz, nie umiem fruwać, a tak jakby tarasowała przejście.
Po trzecie, nie rozumiem dlaczego mam ci się tłumaczyć, ale możesz poczuć się
usatysfakcjonowana ponieważ to zrobiłam. Zadowolona?
—
Czyli to prawda co o tobie mówią, jesteś bez serca Senju.
—
Być może — przytaknęła dla świętego spokoju, naprawdę mając dość tej żenującej
rozmowy. — To tyle co chciałaś mi powiedzieć?
— Nie myśl, że z
niego zrezygnujemy!
— Ach, liczba
mnoga? Czyli ty również jesteś w nim zakochana? Jeju, Uchiha ma do dyspozycji
cały harem — westchnęła ciężko Liv, przeczesując palcami grzywkę. — Zastanawia
mnie, jak tę miłość znosi wasza przyjaźń. — Ledwo skończyła zdanie, gdy ku swojemu
zdumieniu zauważyła, że dziewczyna unosi dłoń. Zbyt zaskoczona tą gwałtowną
reakcją nawet nie drgnęła aby zablokować cios, ale na szczęście nie musiała.
— Itachi? —
wyjąkała nieznajoma, odwracając się przez ramię i patrząc na chłopaka
zaciskającego palce na jej nadgarstku. Speszona jego chłodnym spojrzeniem,
szybko spuściła wzrok rumieniąc się mocno. Gdy tylko brunet zwolnił uścisk, ze
zwieszoną głową zaczęła się wycofywać mamrotając coś pod nosem.
— Dlaczego
zawsze pakujesz się w kłopoty?
— Ja? — Liv aż
zamrugała szybciej na to niedorzeczne stwierdzenie Uchihy, obserwując
uciekającą uczennice. — To znajomość z tobą sprowadza na mnie takie atrakcje —
wymamrotała z sarkazmem, zaraz zaciskając usta. Bardzo żałowała, że się
wtrącił. Już sam fakt, że razem reprezentują szkołę w turnieju był dla jego
fanek trudny do zniesienia to teraz jeszcze to.
— W porządku. W
takim razie wezmę za to odpowiedzialność.
— Słucham? Co
przez to rozumiesz? — zapytała podejrzliwie, wyczuwając wiszące w powietrzu
kłopoty.
— Pokażę prawdę
o łączących nas relacjach.
— Serio? Nie
ukrywam, że bardzo by to pomogło. Niektórzy zrozumieliby, że nie jestem
zagrożeniem dla…
— Tak, idziemy —
przerwał Liv w pół zdania i zanim zdążyła zaprotestować, została pociągnięta w
kierunku głównego holu, który o tej porze zapewne pękał w szwach.
Depcząc
Itachiemu po piętach, rozmyślała jak zamierzał rozwiązać ich problem. Ona niby
widziała kilka niezłych rozwiązań, ale nie wiedziała czy i Uchiha o nich
pomyślał. Z drugiej strony, przecież był geniuszem więc nie powinna się
martwić. Raczej nie wkroczy na środek holu i nie palnie przemówienia. To
dopiero byłoby żenujące.
— Tak z
ciekawości… jak to załatwisz?
— Zaraz
zobaczysz… albo i nie — mruknął z rozdrażnieniem, zauważając, że miejsce w
którym zazwyczaj zbierali się uczniowie jest niemal puste. — No nic. Załatwimy
to innym razem.
— Skoro tak
mówisz… — mruknęła z powątpiewaniem, teraz dochodząc do wniosku, że to może zły
pomysł aby Uchiha jakoś reagował na te zaczepki. W ten sposób tylko podjudzi
swój fanklub do działania. A tak, problem rozwiąże się sam. Fanki Itachiego
zrozumieją, że łączą ich tylko zawody. Tak chyba byłoby najlepiej.
— Odprowadzić
cię do domu?
— Nie żartuj
sobie — parsknęła rozbawiona, spoglądając na chłopaka spod oka. Czyżby się
zmartwił, że wracając ze szkoły mogą
spotkać ją nieprzyjemności? Chyba tak, bo patrzył przez szklane drzwi na schody
przed budynkiem, marszcząc brwi. Doprawdy urocze. — Nie potrzebuję obstawy. To
do zobaczenia.
~oOo~
Liv
opadła bezwładnie na łóżko, odrzucając dokument na narzutę obok leżącej już tam
koperty. Wgapiając się w biały sufit bezwiednie głaskała siedzącego na podłodze
Moro, zastanawiając się po co szkoła w ogóle się fatyguje wysyłając te papiery.
Przecież administracja doskonale wiedziała, że jest sierotą i mieszka sama, a
jej opiekunem prawnym jest syn koleżanki matki. Jeżeli chcieli kogokolwiek
informować o spotkanym Senju zaszczycie reprezentowania uczelni, to powinni
wysłać powiadomienie właśnie jemu. Chociaż pewnie byłoby to zbyt kłopotliwe.
Cóż,
jutro czekała ją masa ciekawych wyzwań. Z przesłanego rozkładu zajęć wynikało,
że zaczynała indywidualnymi lekcjami łucznictwa. Kiedy tylko przeczytała tę
informację aż zaśmiała się pod nosem. Nigdy nie trzymała łuku w dłoni,
więc ta nowość budziła w niej niemy
entuzjazm. Co prawda martwiła się, że na początku zrobi z siebie idiotkę nie
trafiając w ogóle w tarcze, ale przecież będzie początkującą. Nie od razu Rzym
zbudowali! Włoży dużo determinacji w to aby się nauczyć strzelać i po kłopocie.
A jeżeli do tego przydzielą jej dobrego nauczyciela to już będzie tylko
formalność jak stanie się w tej dziedzinie mistrzynią. Liv lubiła wszelkiego
rodzaje sporty, a uczenie się tych nowych przychodziło Senju z łatwością.
Zerknęła
na psa uśmiechając się pod nosem. Kto by pomyślał, że takie antyspołeczne
zwierzę zmieni się w pieszczocha. Do tej pory pamiętała jak musiała ganiać go
po parkingu samochodowym jeszcze za czasów szczeniaka. Za wszelką cenę zamierzał
uciec i jedynym rozwiązaniem był zakup porządnych szelek do smyczy, bo z obroży
wyciągał łeb. W domu o głaskaniu psa mogła zapomnieć, bo kąsał jak szalony, a
wzięty na ręce wił się jak piskorz. Jedyną formą bliskości jaka według Moro
była wtedy do zniesienia to leżenie na jej ciapkach.
Wzdychając
ciężko, ostatni raz klepnęła pupila w łeb i wstała. Najwyższa pora szykować się
do spania, bo jutro czeka ją moc atrakcji.
~oOo~
Liv
z uśmiechem na twarzy weszła do sali, szybkim spojrzeniem obrzucając stojące wyposażenie.
Dojo co ciekawe jedną ze ścian miało z przesuwanych drewnianych płyt. Jak się
szybko domyśliła to tam strzelano na większe odległości. W jednym kącie
widziała słomiane tarcze, ale ku zdumieniu Senju niejednakowej wielkości. Co ciekawsze
nie miały żadnej podziałki. Fakt ten tak zdumiał dziewczynę, że podeszła bliżej
wgapiając się w cel. Chyba w tym sporcie chodziło o coś więcej niż zdobywanie
najlepszego wyniku. Dumając nad tym, obróciła się na pięcie zawieszając wzrok
na stojaku z łukami. Były naprawdę ogromne i teraz patrząc na nie doszła do
wniosku, że jednak te treningi nie będą sielanką.
Aż
podskoczyła na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Specjalnie pojawiła się wcześniej
aby móc się rozejrzeć, ale najwyraźniej jej nowy opiekun również pofatygował
się przed czasem. Cóż, to nawet dobrze. Nie ma co odwlekać. Oddychając uspakajająco,
odwróciła się do trenera zaraz zamierając w bezruchu. Z otwartą buzią wgapiała się
w stojącego przed nią chłopaka nie dowierzając w to co widzi. Błyskawicznie wyciągnęła
z kieszeni rozkład zajęć kontrolując czy się nie pomyliła i zerknęła na zegarek
na nadgarstku.
—
Uchiha, teraz jest mój trening — wymamrotała z niechęcią, patrząc na niego spod
oka. W kimonie i hakama wyglądał, no… wyjątkowo dobrze. Zdruzgotana tym
niespodziewanym wnioskiem szybko odwróciła wzrok. Nie powinna w ogóle zwracać
uwagi na prezencje bruneta, a zwyczajnie wywalić go z sali. Nie potrzebowała
świadków przy trudnych początkach nauki, bo że będą trudne wiedziała na pewno.
— Wynocha.
—
To ja jestem twoim mentorem, Senju — poinformował ze spokojem, obrzucając ją oceniającym
spojrzeniem po czym dodał. — Domyślam się, że nie masz właściwego stroju?
—
Nie, nie mam — prychnęła z rozdrażnieniem, krzyżując ręce na piersi i łypiąc na
niego podejrzliwie. — Dlaczego niby ty masz mnie uczyć? Powinien się mną zająć
ktoś z doświadczeniem, a nie uczeń.
—
Czyli uważasz, że jestem niekompetentny? — zapytał ze zwodniczym spokojem,
podchodząc o krok bliżej.
—
Nie neguję tego, że umiesz strzelać, ale z przekazywaniem wiedzy może być różnie.
—
Cóż, jeżeli to cię uspokoi to do zeszłego roku prowadziłem klub Kyudo.
—
Ale już nie prowadzisz…
—
Został rozwiązany. Teraz odbywają się tu treningi indywidualne przed zawodami i
pokazami. — Itachi wzruszył obojętnie ramionami. — Na następne zajęcia trzeba
będzie załatwić ci właściwy ubiór.
—
Nie mogę ćwiczyć w tym? Przecież masz mnie tylko nauczyć strzelać.
Itachi zamiast odpowiedzieć, zdjął z
uchwytu łuk i podał lekko zdumionej dziewczynie. Widział jak z nietęgą miną
zważyła go w dłoni, zaraz krzywiąc się malowniczo. Ona jeszcze nie wiedziała,
że tu nie chodzi tylko o wyćwiczenia ciała.
—
Naciągnij cięciwę. — Kiedy bez szemrania wykonała polecenie, pokręcił głową
stając bliżej. — Mocniej. Aż za ucho.
—
Skąd miałam wiedzieć, że tak bardzo — wymamrotała z wysiłkiem, zaraz puszczając
łuk. Szybko zdjęła marynarkę i ponowiła próbę. Czując jak koszula opina się na
jej plecach, westchnęła dając za wygraną. — No dobra. Zrozumiałam.
—
No właśnie. W tradycyjnym uniformie będziesz miała swobodę ruchu.
—
Niech będzie.
—
To teraz przejdźmy do teorii.
Przez
następne kilkanaście minut Itachi wyjaśniał, że Kyudo to nie tylko sport ale
również sztuka. Służy jako środek do rozwoju duchowego jak i moralnego. Dzięki niemu
można się odprężyć oraz oderwać od rzeczywistości. Oczywiście każdy wyciąga z
Kyudo to co chce. Niektórzy skupiają się wyłącznie na trafieniu do celu, a
pomijają jego właściwości medytacyjne. Tylko od Liv będzie zależało jak
podejdzie do sprawy.
—
A ty? Wyłącznie ćwiczysz celność? — zapytała autentycznie zaciekawiona po tym
wykładzie.
—
Właściwe strzelanie to właściwe trafianie — odparł krótko, zerkając na zegarek.
— Chodź. Pokaże ci teraz właściwą pozycję strzelecką.
Liv
z zapartym tchem obserwowała jak ustawił jedną słomianą tarczę w odległości
około dwóch metrów, a drugą na końcu podwórka uprzednio odsuwając mobilne
ściany. Patrzyła jak staje w lekkim rozkroku, napina mocno łuk i wraz z
wydechem, strzela do dalszego celu.
—
Łał — mruknęła z uznaniem, gdy strzała trafiła w sam środek tarczy. — Teraz ja!
—
Proszę, oto twój cel. — Wskazał na słomianą belę w pomieszczeniu. Widząc zachmurzoną
minę Senju, uśmiechnął się pod nosem mrużąc powieki. — Coś nie tak?
—
Dlaczego ty strzelałeś w tak daleki cel, ale ja muszę w to?
—
Bo ty ćwiczysz na razie ustawienie ciała. — wyjaśnił cierpliwie, uważnie
śledząc każdy jej ruch. Kiedy stanęła na macie podszedł za nią i poprawił uchwyt
na łuku. Wciąż trzymając się za plecami Senju, spojrzał na cel.
—
Czyli, że się popisywałeś, cwaniaku — wyburczała, spoglądając na chłopaka przez
ramię.
—
Proponuję utrzymać koncentrację i strzelać, ale nie gapić się na mnie —
poradził z rozbawieniem na co z prychnięciem odwróciła głowę, szybko puszczając
strzałę. Zdążył tylko sapnąć gdy dotarły do niego konsekwencje jej
roztargnienia. Pośpiech w Kyudo był złym doradcą o czym prędko się przekonała
Senju. Owszem, trafiła w tarczę, ale cięciwa otarła się mocno o policzek Liv tworząc mało estetyczny ślad.
—
Kontuzyjny sport — syknęła, rozcierając zaczerwienioną skórę.
—
Powinnaś bardziej uważać, głupia — warknął z naganą w głosie, łapiąc dziewczynę
za podbródek i oglądając szkody. Na całe szczęście nie przecięła naskórka.
—
Nauczyciel nie powinien się tak odnosić do ucznia.
—
Masz rację. Za niesłuchanie poleceń od razu dostałabyś od niego szlaban, więc
ciesz się, że nim nie jestem — stwierdził patrząc Liv w oczy.
Dopiero
teraz dotarło do niej jak blisko się znaleźli. O ile podczas ćwiczeń to było do
zniesienia — jakoś musiał poprawiać jej złą technikę strzelania — to teraz
poczuła się nieswojo. Świadomość, że są w pomieszczeniu sami uderzyła w nią ze
zdwojoną siłą, niemal odbierając oddech. Luźna atmosfera zniknęła jak za pomocą
magicznej różdżki. Teraz w pomieszczeniu unosiło się łatwo wyczuwalne napięcie
od wiszących w powietrzu emocji.
Mimowolnie cała
się spięła, gdy Itachi powolnym ruchem przesunął palcami po zaczerwienieniu. Nawet
dotyk Uchihy wydał się Liv inny, bardziej intymny oraz elektryzujący. I chociaż
rozum podpowiadał aby odepchnąć Itachiego, posyłając go do diabła, nie była w
stanie się ruszyć. Zła z powodu własnej niemocy stała jak sparaliżowana, nie potrafiąc
oderwać wzroku od ciemnych oczu chłopaka. Dopiero gdy opuszkiem kciuka musnął
jej usta czar minął, a ona odskoczyła jak oparzona szybko odchodząc w stronę
stojaka z łukami. Nie oglądając się za siebie odłożyła sprzęt, z trudem
opanowując przyśpieszony oddech. O ile wcześniej niemal nie potrafiła złapać
tchu, to teraz sapała jak po przebytym maratonie. Ze skrajności w skrajność.
— Idę na
następne zajęcia — odezwała się przez ściśnięte gardło, za wszelką cenę
unikając wzroku Uchihy. Nie chciała aby zauważył targające nią emocje. Taka oznaka
słabości była poniżej godności Senju, bo to oznaczało, że nie różniła się
niczym od tych zakochanych w Itachim idiotek. — Do zobaczenia. Ach, no i dzięki
za dziś — rzuciła przez ramię, prawie wybiegając z dojo.
Ja tam nie mam nic przeciwko "puchatej historii" lubię ją niemniej niż "zwaśnione rody", a biorąc pod uwagę męczące mnie PMS i nieokiełznaną chęć czytania romansów, wpasowałaś się w moje oczekiwania i potrzeby wręcz idealnie ♥
OdpowiedzUsuńPrzyznam szczerze, że ostatnią część publikowałaś tak dawno temu, że już naprawdę słabo kojarzyłam, o co w tym wszystkim chodziło ^^'' (albo to ja mam już sklerozę =.=) Pomimo to fajnie było wrócić do tego opowiadania i już po kilku wersach doznałam olśnienia xD Cieszę się, że Liv i Itachi zostali wybrani na reprezentantów, ale że przy tym także Shisui nie odpadł, a przynajmniej nie tak do końca, więc jeszcze mam nadzieję na spotkanie go w tym opowiadaniu xp Co ja zrobię, że on jest taki ciepły i miły? Po prostu lubię chłopa C: Ale nie w ten sam sposób co Itachiego. Shisui zdecydowanie może być przyjacielem, ale niech się nie wtrąca między kuzyna a Senju, bo powoli zaczyna im się jakoś układać :D Teleporter robi tutaj trochę takie małe zamieszanie, ale przez to pcha też akcję do przodu, więc go lubię. Poza tym jego postać jest u ciebie dobrze odwzorowana, podobna do oryginały przedstawionego w mandze i anime. Nie lubię, kiedy w opowiadaniach postacie fikcyjne mają wspólnego z oryginałem tylko imiona i ewentualnie wygląd zewnętrzny =.=''
Trochę się zdziwiłam, kiedy przeczytałam, że akurat w tej serii zrobiłaś z Liv sierotę. Już przyzwyczaiłam się do tego, że Kamirama był jej ojcem C: Niemniej wydawało mi się, że w którejś z poprzednich części tego opowiadania coś tam jednak było... albo mnie znów się coś pokręciło, co jest bardzo możliwe (/.-)''
Zaskoczył mnie też fakt, iż nauczycielem łucznictwa Senju miał być Uchiha. Serio, tego się nie spodziewałam ^^ Niemniej, czuję, że z takim nauczycielem w niedługim czasie Liv faktycznie stanie się mistrzynią xD Cóż, sama bym nie pogardziła ani takimi lekcjami, ani nauczycielem xp
Mam nadzieję, że twoja wena niedługo wróci, choć na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że sferę blogową dopadł chyba jakiś ogólny kryzys wenowy, gdyż niemalże wszyscy jak jeden mąż piszą, że nie mają pomysłów i motywacji... ja też się w to wliczam ;_; Nie wiem czy ci to jakoś pomogło, ale mam nadzieję, że teraz przynajmniej nie czujesz się samotna w swoim problemie xD
Życzę ci weny, weny, weny i jeszcze trochę wolnego czasu, motywacji i sprawnego komputera z internetem C: Nie trzymaj mnie długo na "głodzie" proszę i szybko wstaw coś nowego ♥
~Kita-pon
Och, chociaż na Ciebie mogę liczyć w tych trudnych dla weny chwilach :"3.
UsuńPopieram Ciebie i chętkę na romanse! Chociaż ostatnio akurat nie wybrałam najlepiej w tej dziedzinie. Wypożyczyłam sobie sagę na podstawie której powstał serial True Blood. Matko jedyna... To był błąd i nie polecam. Zraziło mnie głównie to, że niby główna bohaterka jest tak HOT, że wszyscy na nią lecą. Tia... A no i wielka mieeeełość. Niet, nie moja bajka.
Wracając do tematu... owszem, dawno publikowałam ostatnią część tego fika. Nie dziwie się, że zgubiłas wątek XD.
Ach, połechtałaś mnie tym spostrzeżeniem co do Teleportera <3. Przyznam, że to moja taka perełka. Pieszczę ją i pielęgnuję w tych opowiadaniach. Dziwnie to brzmi, ale tak jest.
I dobrze zapamiętałaś! Sieroctwo Senju zostało zasugerowane w poprzedniej części podczas wizyty Uchihy^^. Brawo za spostrzegawczość:>.
Huehuehuehue... Uchiha nauczycielem... oj ciężko byłoby mi się skupić, bo zamiast na cel gapiłabym się na niego. Jak inne uczennice się dowiedzą o tej jego fusze (tak to się odmienia? fucha? XD) to będą walić drzwiami i oknami.
Mówisz, że wszędzie kryzysy... odrobinę poprawiło mi to humor. Przyznam, że czuję się nieswojo nie potrafiąc urodzić nawet kilku prostych scen :/.
Dziękuję Ci za komentarz i że zawsze jesteś <3. Postaram się żeby nowy rozdział był pełen emocji. Jakich nie wiem, ale jakiś XD. Wenę i czas przygarniam, bo tego nigdy dość <3. Pozdrawiam
dopiero znalazłam twój blog, a już mi się podoba .Tym samym biorę się do czytania.życzę weny i miłej niedzieli.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa <3. Życzę miłego czytania i mam nadzieję, że zostaniesz z moim blogiem na dłużej. Pozdrawiam :"D
UsuńDoprawdy intrygujące, że teoretycznie nie czytam romansów, a praktycznie... XD Właściwie to Twoja wina – ,,Puchata historia''posiada właściwości lecznicze, a ja cierpię na niedobór Uchihów we krwi (zwłaszcza pana zimnego i niedostępnego)
OdpowiedzUsuńTakże, czekam na nową część, a żeby się nie nudzić zabieram się za główne opowiadanie.
Pozdrawiam! :3
Ha! Moje opowiadania przełamują opory czytelnicze! Jestem z siebie niezmiernie dumna. Ciekawe czy to można dopisać do CV XD.
UsuńRomanse to taki typ czytadła, którego teoretycznie nikt nie lubi, nie czyta, a jednak wciąż istnieje dla niego ogromny rynek zbytu. To jest dopiero paradoks^^.
Jeżeli poszukujesz klanu Uchiha to u mnie jest ich dosyć sporo, żeby nie powiedzieć, że od za***ania, znaczy się całe zawalenieXD.
Polecam się na przyszłość i czekam na dalsze opinie. Pozdrawiam <3