Huehuehue….
Mam dla Was niespodziankę :”D. TAK! Nowy wpis. Tadam! Pewnie Jesteście
zdziwieni, że tak szybko. Cóż, w tajemnicy Wam powiem, że jak też jestem
zdziwiona XD. Jakoś tak szybko poszło. Ale to chyba dobrze, nie? Co prawda
byłoby dobrze jakbym utrzymała takie tempo na stałe, ale no… nie gwarantuję :3.
Chęci są, ale możliwości nie zawsze pozwalają.
Czekam
niecierpliwie na Wasze komentarze, Robaczki. Pamiętajcie to Wy karmicie moją
wenę^^. Buziaki i miłego czytania.
Tradycyjnie,
nie paczone przez betę :/. Uwaga na ślepia.
Itachi oparł się
o pień drzewa, z zamyśleniem spoglądając w niebo. Ładna pogoda aż zachęcała do
spacerów, czego dowodem byli przechadzający się w oddali ludzie. Park Konoha
przeżywał prawdziwe oblężenie. I chociaż włożył dużo wysiłku w znalezienie
jakiegoś spokojnego zakątka, to nawet z tej odległości z łatwością słyszał
rozmowy spacerowiczów, a wszystko dzięki zupełnemu braku wiatru. Dostrzegając
na horyzoncie spory klucz kaczek westchnął ciężko, masując nagle pulsującą
dokuczliwie skroń. Stało się to czego spodziewał się od dawna. Ojciec nakazał
szpiegowanie działań przywódców wioski dla klanu. Miał stać się oczami i uszami
Fugaku w ANBU, co nie napawało go entuzjazmem. Zdecydowanie źle się działo, a
powierzenie takiego zadania rozwiewało wszelkie nadzieje, że planowany przez
Uchiha bunt jest tylko plotką. Niebezpieczna oraz ryzykowana misja nie
wzbudziła żadnego zastrzeżenia również u jego matki, co jasno sugerowało, że w
pełni popiera ambicje męża. Czy nie wiedziała na co skazuje własnego syna? Jaki
wielki ciężar zrzuca na młode barki? Najwyraźniej i w jej mniemaniu cel
uświęcał środki.
Męczyła Itachiego
również inna sprawa. Wciąż na nowo analizował wszelkie fakty próbując podjąć
najwłaściwszą decyzję. Bo co powinien począć z niezwykłą propozycją tamtej
dziewczyny? W końcu włamała się do rezydencji Uchiha co niekoniecznie
świadczyło o dobrych zamiarach. Co jeśli była nukeninem? Tyle tylko, że nie
znalazł jej wizerunku w księdze Bingo, a udało mu się zdobyć najnowsze wydanie.
Czy można jej zaufać? Z drugiej strony zapoznanie się z tym co miała do
powiedzenia z pewnością by nie zaszkodziło. Informacja była na wagę złota i wyłącznie
głupiec rezygnowałby z niej kategorycznie. Musi to dokładnie przemyśleć. Bo jakoś
nie chciało mu się wierzyć, że ktoś tak sam, z nieprzymuszonej woli pragnie
pomóc staczającemu się klanowi Uchiha. Coś musiało się za tym kryć.
— Hej, gotowy na
łomot?
— Marzysz na
jawie — odparł z rozbawieniem, odwracając się do czekającego już Teleportera. Wspólne
treningi stawały się powoli normą oraz wyznacznikiem ich codziennego życia. Taki
rytuał, którego nie mogło nic zmącić.
Idąc za Shisuim
na polane, mimowolnie powrócił wspomnieniami do ostatniego spotkania z
tajemniczą kunoichi. Czyżby przewidziała polecenie Fugaku? Przed tym chciała go
ostrzec? Tylko co to ma wspólnego z Sasuke?
~oOo~
Unosząc twarz do
słońca, przymknęła powieki zaciągając się świeżym powietrzem. Z przyjemnością
wsłuchała się w ptasi trel oddając się błogiemu relaksowi. Wiosna w Konoha była
w pełnym rozkwicie i zewsząd do nozdrzy Senju dochodziły zapachy kwiatów oraz
niedawno skoszonej trawy. Wyczuwała, że większość mieszkańców wyległa z domów
aby cieszyć się ciepłem dnia. Na szczęście miejsce, które wybrała na spoczynek
nie należało do obleganych. Obywatele Konohy raczej go unikali ze względu na
złe wspomnienia. To tutaj rozegrał się krwawy pojedynek pomiędzy Czwartym
Hokage a Kyuubim. To tu śmierć zebrała krwawe żniwo.
Wylegując się na
wzgórzu, Liv z lekkim uniesieniem brwi, odnotowała powrót Itachiego do osady. Chociaż
nie mogła go zobaczyć to wyczuwała jego czakrę powoli zmierzającą w kierunku
siedziby Hokage, zapewne po to żeby złożyć raport z odbytej misji. Kolejna
rzecz irytująca w Uchiha, obowiązkowość. Liv dałaby sobie rękę uciąć, że
notatki Itachiego składają się z kilku stron i do tego są bardzo szczegółowe
oraz zapisane stylowym maczkiem, kiedy zwyczajny shinobi zawarłby wszystko w
jednej kartce.
O
ile Senju nie interesowało zadanie Uchihy to to z kim się spotkał po jego
wykonaniu już tak. Świadomość z kim miał styczność niemal odbierała Liv oddech,
a pod skórą czaiła się panika. Owszem, cały czas próbowała sobie wmawiać, że
Itachi to najbardziej rozsądny ninja jakiego poznała, a do tego posiadał głowę
nie od parady. Nie należał do ludzi, którzy dadzą się zmanipulować oraz
wykorzystać do własnych celów. Dlatego też powinna czuć się bezpiecznie. Nic
też dziwnego w tym, że sprawdzał wszelkie możliwości rozwiązania kiełkującego
problemu Konohy. Każdy rozsądny człowiek tak właśnie by postąpił.
Jednak
to, że jednym z wyjść awaryjnych miał być sam Madara Uchiha, słynny rywal
pierwszego Hokage jakoś się Liv nie podobało, a przynajmniej nie uważała tego
za dobre rozwiązanie. Dzięki faktom, które pozwolono jej poznać wiedziała, że
współpraca z tym mężczyzną doprowadzi do katastrofy, ale ku własnej frustracji
wciąż nie mogła tego pokazać Itachiemu. On wciąż i wciąż odmawiał zapoznania
się z kartami przyszłości jakie zapisano w umyśle Senju.
~oOo~
Itachi
z hałasem zatrzasną szafkę w siedzibie ANBU, przymykając powieki. Mógł sobie
pozwolić na chwilę rozluźnienia z racji tego, że został sam. Reszta
Skrytobójców już dawno wyszła do domów, zaraz po odbyciu zebrania. O ile takie
zgromadzenia nie zdarzały się zbyt często to jakoś nikt za nimi nie przepadał.
Towarzysze Uchihy traktowali je jak zło konieczne, czmychając z nich zaraz po
zakończeniu. Zupełnie jakby przebywanie pod tym dachem dłużej niż to potrzebne
było poniżej ich możliwości.
Zaciskając usta
zagłębił się w myślach. Powoli czuł się zmęczony prowadzoną grą. Bycie podwójnym
agentem nakładało na jego barki ciężar, który powoli odciskał swoje piętno. Wybudował
wokoło niewidzialny mur aby odseparować się od innych. O ile to znosił
zadziwiająco dobrze to jednak najbardziej bolało izolowanie się od brata.
Kochał Sasuke i chociaż usilnie tłumaczył sobie, że robi to wszystko dla dobra
chłopaka to to nie umniejszało uścisku w klatce piersiowej. Do tego pełen
rozczarowania wzrok młodego, prześladował go po nocach. Przed wstąpieniem do
formacji łączyła ich wyjątkowo silna więź, a teraz kruszyła się w oczach. Nie
pomagał również wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością wobec Konohy, a tą
wobec klanu.
—
Przemyślałeś sobie to i owo?
Słysząc
natrętny głos tuż przy uchu zmarszczył brwi, błyskawiczne odwracając się do
intruza. A jakże, znowu ona. Przyglądała mu się tymi zielonymi ślepiami,
czekając na odpowiedź co dodatkowo wzbudzało w Itachim irytacje. Dla niej
wszystko wydawało się takie proste. Przekazać informacje i zniknąć. Reszta dylematów
przecież jej nie dotyczyła. Do tego ta irytująca zdolność włamywania się do
najbardziej strzeżonych budowli… Zaskakiwała go na każdym kroku. Pojawiała się
niczym duch.
—
Jak tu weszłaś?
—
Tajemnica — zacmokała słodko, pusząc się dumnie. Sekundę później spoważniała,
wciskając ręce w kieszenie spodni. — Machina zniszczenia ruszyła i mamy coraz
mniej czasu. Czy już jesteś gotowy mnie wysłuchać?
—
Dlaczego komuś tak bardzo zależy na uratowaniu mojego klanu?
—
Bo od tego wszystko się zacznie. Reakcja domina i te sprawy — mruknęła z
westchnieniem, odchodząc do stojącej pod ścianą ławki oraz przysiadając na jej
brzegu. Zerknęła kontrolnie na drzwi od szatni, po czym ponownie skupiła się na
rozmówcy. — Im dłużej będziesz zwlekać tym gorzej.
—
Powinnaś iść z tymi informacjami do Hokage, a nie do mnie — zauważył, podczas
gdy ona na te słowa skrzywiła się malowniczo. Ta jedna mina wystarczyła aby
zrozumiał, że rozważała takie zgranie, ale została zobligowana aby tego nie
robić. Zastanawiające.
—
Zbyt duże ryzyko — wymamrotała niechętnie, podnosząc się i spacerując nerwowo
po pomieszczeniu. Dopiero teraz dała poznać po sobie, że cała ta misja nie jest
jednak sielanką. Wyglądała jak drapieżnik zatrzaśnięty w ciasnej klatce,
niezdolny do żadnego działania. — Zostałabym uciszona zanim otworzyłabym usta.
—
Czyli dla kogoś zagłada Uchiha jest na rękę.
—
Jesteście niepokornym rodem z dużymi aspiracjami, a to jest niebezpieczne dla
władzy — wyjaśniła ponuro, nagle zatrzymując się w pół kroku oraz odwracając
się do drzwi. — Muszę…
Nie
zdążyła dokończyć zdania, gdy poczuła silne szarpnięcie i uderzyła plecami o
ścianę. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to Uchiha wepchnął ją we wnękę w
rogu gdzie pozostawała niewidoczna. Chłodna powierzchnia powodowała pewien
dyskomfort, ale dzielnie postanowiła wytrzymać. Zamiast się uskarżać zszokowała
spojrzała na Itachiego, który dłonią zasłaniał jej usta wzrokiem nakazując
milczenie. Cóż, musiała mu przyznać, że szybkość reakcji ma pierwszorzędną,
chociaż mógł być delikatniejszy.
—
Hej, nie widziałeś tu czapki? Taka z daszkiem…
—
Baku jakąś znalazł i zaniósł do biura — odezwał się beznamiętnym tonem, nie
spuszczając oka z zamarłej w bezruchu dziewczyny. Wyraźnie pobladła, napięta
niczym struna, podczas gdy jemu nie drgnęła nawet powieka. Lata pracy w ANBU
zahartowały nie tylko ciało, ale i umysł do błyskawicznego dostosowywania się
do sytuacji. Zresztą jakby ktoś wykazywał zbytnią dociekliwość wnętrzem szatni
to zawsze pozostawał plan B, mianowicie użycie Sharingana.
—
Acha, no dobra.
Gdy
usłyszeli trzask zamykanych drzwi Liv aż westchnęła z ulgą, przymykając
powieki. Doprawdy mało brakowało. Gdy tylko to do niej dotarło zaraz warknęła
złowrogo, strącając kneblującą ją dłoń.
—
Czyś ty oszalał?! Wiesz co by się stało gdybym została złapana?!
—
Mam jeszcze trochę pytań…
—
Chyba nie rozumiesz powagi sytuacji, Uchiha…
—
Rozumiem i dlatego nie chciałem aby nam przeszkodzono.
—
Świetnie. Chętnie na te pytania odpowiem, gdy zapoznasz się z tym co dla ciebie
mam — syknęła, posyłając mu pełne rozdrażnienia spojrzenie. Gdy nie
odpowiedział, a zamiast tego przyglądał się jej uważnie, z roztargnieniem potargała palcami grzywkę, drugą ręką napierając na pierś bruneta i zmuszając
go do cofnięcia się o krok. — Jednak po twoim wzroku wnioskuję, że dziś na
pewno tego nie zrobisz. Wciąż mi nie ufasz.
—
Ciężko zaufać komuś komu nawet nie wiem jak na imię.
—
Mój błąd — parsknęła, uśmiechając się krzywo. Rzeczywiście w ferworze walki z
podejrzliwością Itachiego zapomniała dokonać właściwej prezentacji, ale nic
straconego. — Mów mi Liv. Skoro już je ujawniłam to teraz powinno być z górki,
czyż nie?
—
Zobaczymy.
—
Ach, jak ja kocham tę waszą rodową cechę jaką jest powściągliwość. Człowiek aż
ma ochotę was uściskać, do utraty tchu — sarknęła, zerkając na mężczyznę spod
rzęs. — W każdym razie… słuchaj uważnie. Niedługo wszystko się zmieni, dlatego
nie zgadzaj się na propozycję Shimury. To bardzo ważne.
—
Jaką…? — Itachi aż zmarszczył brwi w konsternacji gdy dziewczyna
niespodziewanie zniknęła. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu niczym kamfora.
Powoli zaczynało go to drażnić. Pojawiała się i znikała, pozostawiając Uchihę
zawsze z większa ilością pytań niż odpowiedzi.
~oOo~
Liv spojrzała na
powoli zachodzące słońce, dumając nad dalszymi krokami. Siedziała na gałęzi
oparta o gruby pień, pozwalając aby lekki wietrzyk bawił się jej włosami gdy
ona rozmyślała. Ze zdobytych informacji wiedziała, że Danzo już zdążył
przekonać do swojego planu starszyznę i eksterminacja Uchihów była wyłącznie
kwestią czasu. Doradcy Trzeciego knuli za jego plecami obmyślając rzeź. Coraz częściej
spotykali się w biurze Shimury, dopinając na ostatni guzik wyeliminowanie
Uchihów. Oczywiście zamierzali dokonać jej cudzymi rękami aby samemu pozostać
bez skazy.
Owszem, Hiruzen
na gwałt szukał innego rozwiązania konfliktu, ale presja wywierana przez
Shimurę oraz resztę członków dawnej drużyny drugiego Hokage nie pomagała.
Zaczęła się nierówna walka z czasem, a Liv ku własnej frustracji miała związane
ręce. Gdyby tylko mogła spotkać się z Sarutobim i pokazać jak zgubna może być
decyzja o wprowadzeniu w życie planu tego szarlatana. Metody dążenia Danzo do
celu zawsze pozostawiały sporo do życzenia, ale ten pomysł o zbiorowym mordzie
należał chyba do najbardziej katastrofalnych dla Konohy. Gdyby trzeba było to nawet
poddałaby się badaniu wykrywacza kłamstw albo technice klanu Yamanaka byle powstrzymać to szaleństwo.
Jednak to nie
ona rozdawała karty. Sprowadzono ją do roli posłańca, co nie bardzo Liv
pasowało. Wszystko leżało w rękach Itachiego i od niego zależała przyszłość
całej osady. I to było najgorsze, bo on wciąż zwlekał. Pytanie brzmiało, kiedy
wreszcie postanowi jej zaufać aby mogła mu udowodnić, że to co mówi jest
prawdą. Czas płynął nieubłaganie.
~oOo~
Itachi
siedział na molo, beznamiętnie wpatrując się w wodę. Spokojna, gładka tafla
nijak nie obrazowała tego co działo się w jego umyśle. Neurony w mózgu
pracowały pełną parą, podczas gdy analizował swoje dalsze poczynania.
Od bardzo dawna
trafił mu się prawdziwy dzień wolny, ale nie bardzo się z tego cieszył. Czuł się
niczym ryba wyjęta z wody, szamocząca się na piasku. Misje pozwalały mu choć na
moment odciąć się od dylematów jakie postawił przed nim ojciec. Wykonując
zadania zmieniał się w maszynę bez uczuć, nastawioną na wykonanie polecenia przełożonych. Natomiast teraz, odpoczywając na moście, nie widział co począć z tak dużą ilością wolnego czasu.
Shisui był na
misji, Sasuke w szkole — co i tak nic by nie zmieniło jakby nawet był w domu. Przecież
nie po to budował miedzy nimi mur żeby teraz go burzyć. Desperacja desperacją, ale na takie coś nie mógł sobie pozwolić. Wzdychając ciężko, uniósł
twarz przymykając powieki. Ciepłe promienie słońca przyjemnie muskały jego
skórę, pomagając się odprężyć. Do tego do uszu Itachiego dochodził cichy śpiew ptaków z
najbliższego zagajnika, co również wpływało na niego kojąco. Ta symbioza z
przyrodą przynosiła mu ulgę. Jakby na moment zatrzymał się czas. Tyle co pomyślał, że samotność nie musi być taka
zła — usłyszał kroki. I to by było na tyle
jeżeli chodziło o ukrycie się przed innymi. Świat nie miał litości dla przyszłych zdrajców.
— Itachi, nie
śpij.
— Nie śpię —
odparł, uchylając oko oraz zerkając na przysiadającą się dziewczynę. Izumi
Uchiha, daleka kuzynka, którą poznał jeszcze w akademii. Mimo młodego wieku,
udało jej się przebudzić Sharingana przed nim co z początku wywoływało w nim
dziką zazdrość. Jednak gdy zrozumiał jaką cenę trzeba zapłacić za otrzymanie
tej umiejętności, zmienił zdanie. Gdyby tylko się dało to wolałby żyć bez niej.
Izumi stała się mimowolnym świadkiem śmierci ojca, on natomiast przyjaciela z drużyny. Nic
nie jest warte takie ceny jaka przyszła im zapłacić.
Odkąd pamiętał
kunoichi kręciła się blisko, co mu w sumie nie przeszkadzało. W zasadzie nawet
darzył ją sympatią. Nie zachowywała się natrętnie jak inne mieszkanki Konohy. Należała do osób wyjątkowo inteligentnych i można było z nią porozmawiać na ciekawe tematy. Jedynym mankamentem było to, że ślepo wierzyła w ich klan. Nie dostrzegała wad swoich pobratymców. Zupełnie jakby nie chciała ich widzieć.
Długie ciemne włosy zebrała dzisiaj z koński ogon, odsłaniając ładne rysy twarzy. Ciemne, ciepłe oczy patrzyły na Itachiego z nieskrywaną troską gdy rozsiadała się wygodniej u jego boku. Tak, Izumi według niego należała do jednych z najładniejszych jego rówieśniczek.
Długie ciemne włosy zebrała dzisiaj z koński ogon, odsłaniając ładne rysy twarzy. Ciemne, ciepłe oczy patrzyły na Itachiego z nieskrywaną troską gdy rozsiadała się wygodniej u jego boku. Tak, Izumi według niego należała do jednych z najładniejszych jego rówieśniczek.
— Przyniosłam ci
onigiri — wyjaśniła, rozkładając na kolanach trzymany tobołek. Do Itachiego
doleciał smakowity zapach od którego natychmiast do ust zebrała mu się ślina.
Izumi dobrze wiedziała o słabości bruneta do tej przekąski i często mu ją
przynosiła. Matka dziewczyny robiła je naprawdę wyśmienite.
— Nie musisz
zawsze zjawiać się z czymś do jedzenia — westchnął, mimo wszystko sięgając po
jedną porcję. Przecież nie mogło się zmarnować. Odgryzając spory kęs odetchnął z ukontentowaniem stwierdzając, że
tak jak sądził, było domowej roboty.
— Ostatnio mnie
unikasz… zresztą, separujesz się od wszystkich — powiedziała smutno, odwracając
się do bruneta i przyglądając się jego profilowi. Kochała Itachiego od zawsze. Ta
miłość rosła oraz rozwijała się wraz z nią od akademickich lat. Jednak znając
spokojny styl życia chłopaka w pokorze trwała u jego boku i czekała aż raczy
dostrzec jej uczucie. Pragnęła wzajemności, ale była cierpliwa. Wiedziała, że już
i tak osiągnęła bardzo dużo. Zbudowała z Uchihą relacje o jakich inna
dziewczyna mogłaby tylko pomarzyć.
— Służba w ANBU
angażuje mnie bardziej niż przypuszczałem — odparł wymijająco, otrzepując
dłonie nad wodą. Gdy odpowiedziało mu milczenie spojrzał na towarzyszkę
kontrolnie. Ku jego zdumieniu Izumi dusiła się ze śmiechu. — Co jest?
— Masz ryż na
twarzy — wymamrotała, ocierając łzy rozbawienia. — Bożyszcze Konohy przestało być
takie nieskazitelne.
— Przestań, nie
nazywaj mnie w ten sposób — sapnął z rozdrażnieniem, ocierając policzki
przedramieniem. Gdy skończył podniósł na Izumi pytająco wzrok, na co ta
pokręciła przecząco głową.
— Czekaj, pomogę
ci — zaoferowała, nachylając się w stronę Itachiego. Gdy ich twarze znalazły
się naprawdę blisko, palcem starła drobinki z kącika jego ust. — Już —
wyszeptała, patrząc mu w oczy.
Ta bliskość była
dla Itachiego nowością. Nigdy jakoś nie znaleźli się w podobnej sytuacji, ale
ku swojemu zdziwieniu nie czuł się niekomfortowo. Co więcej, nawet nie przyszło
mu do głowy aby się odsunąć. Zapanowało pomiędzy nimi dziwne napięcie, nie nerwowe,
ale pełne oczekiwania. Zupełnie jakby w ich relacjach miał nastąpić jakiś
przełom.
— Itachi…
Jak w zwolnionym
tempie, obserwował spod rzęs jak zbliża się do niego przymykając odrobinę
powieki. Widział łagodną linię ust Izumi oraz błysk ciemnych tęczówek. Czuł jej
ciepły oddech na wargach i mignęła mu myśl, że może powinien jakoś zareagować. Jednak, po namyśle, jakoś specjalnie nie roztrząsał tej koncepcji.
Nagle coś się
zmieniło. Niespodziewanie tuż przed oczami stanęło mu wspomnienie twarzy tej nieznajomej
dziewczyny sprawiając, że aż wyprostował się gwałtownie. Mrugając intensywnie
odsunął się od zdumionej Izumi, przenosząc spojrzenie na zachmurzone niebo. Cholera, co to miało być?
— Przepraszam — powiedział
cicho, kątem oka dostrzegając jak towarzyszka poderwała się z miejsca. Szybko zawinęła
resztę jedzenia i położyła pakunek u jego boku, uśmiechając się z przymusem.
— Nie
przepraszaj, to moja wina — westchnęła, odwracając się do odejścia. —
Niepotrzebnie na ciebie naciskam. Idę. Mama na mnie czeka.
Czyżbym zawitała pierwsza? D: Nie wierzę...
OdpowiedzUsuńDzisiaj mnie blogger kocha, może to wpływ weekendu?
Nareszcie Itaś gadał troszkę z Liv, ale to za mało! XD
Do momentu z ich rozmową właśnie tak myślałam. Za to przez całą drugą część rozdziału, moje wewnętrzne ja krzyczało.
"NIE RÓB TEGO! UCHIHAHAHAHAHHA, DON'T!!!"
Cóż :') Izumi, get out. Itaś jest tylko jednej osoby! No, może dwóch... Ale ty Izu, do nich nie należysz!
Chyba zbyt agresywnie zareagowałam w stosunku do niej, bo to nie jej wina, że Itachi jest bóstwem XD
Błędów nie widziałam (bo jestem ślepa, ale ciiii) i ogólnie nie było tak źle...
Czekam na następny rozdział.
Pozdrawiam :v
PS. I ślę kawę oraz dietetyczne ciastka, bo lato już blisko XD
Zgarnęłaś główną nagrodę^^. Gratulację <3
UsuńPogadanka Liv i Itachiego... cóż, kiedyś to musiało nastąpić. W końcu jakoś musza współpracować, chociaż Uchiha ma jeszcze opory^^.
Odkąd dowiedziałam się o istnieniu Izumi aż mnie świerzbiło żeby wprowadzić ją do opka. Taka gratka żeby wsio łączyło się ładnie z kanonem:3.
I no cóż, rzeczywiście nikt nie jest wstanie sie oprzeć urokowi Itachiego. Takie po prostu jest życie.
Dzięki za podarunki <3, a z racji lata to ja choruję. Tak, tak... Dita złapała paskudne grypsko przez które mało co nie wypluje płuc. Brawo ja :/.
Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło :"D
Hura, w końcu coś napisałaś! Chociaż szczerze mówiąc, wolałabym następny rozdział właściwej historii. To miło, że nawet tutaj Itachi i Liv są sobie przeznaczeni. Trochę za krótka ta notka. No, ale miło się czytało. Zauważyłam trochę błędów interpunkcyjnych. Wiem, czepia jestem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Yuzuki
No, nie... takich to ciężko zadowolić XD. Mają wpis, ale nieeee... bo nie ten. Trzymajta mnie w pięciu.
UsuńMówisz, że Liv i Itachi są sobie przeznaczeni? So sweet XD. Ale nie mówmy hop XD.
Błędy... wiem, ale no... jako autor jestem ślepa :"D.
Buziaki
Izumi Uchiha? Chyba czytamy jedne blogi odnosnie anime xD wlasnie niedawno dowiedzialam sie o jej istnieniu, a tu teraz dziewuszka pojawia sie w moim ulubionym opowiadaniu ^^ niemniej, jej samej w sobie nie pokochalam (choc tylko o niej czytalam a nie widzialam jej w anime czy w novel), ale tutaj wydaje sie byc mila, kochana dziewczyna... co nie zmienia fakty, ze Liv i tak pozostaje lepsza C: preferuje takie wybuchowe charaktery (:
OdpowiedzUsuńSwoja droga troche nie rozumiem tego zwlekania - i ze strony Lasica i ze strony Liv. Moglaby go jakos przycisnac nie? Albo on szanownie moglby sie zdecydowac racja? Mozliwe ze nie czaje tu czegos ze wzgledu na technike przekazywania informacji etc no ale czas leci... no to trzeba sie sprezac z podejmowaniem decyzji nie? ^^''
A co do tych rozmyslan Liv odnosnie Itachiego... no rzeczy jednak nie sa takie proste nie? Rozumiem, wola ognia itd ale z drugiej strony on ma caly klan, w dodatku klan w ktorym panuja dosc rystrykcyjne zasady, wiec chlopak zostal postawiony przed nie lada dykematem. Nie mozna jasno stwierdzic ze z cala pewnoscia wybierze Konohe zamiast klanu.
Ciekawi mnie co ma z tym wszystkim wspolnego Madara (i BARDZO licze na to ze on tez sie pojawi w opowiadaniu bo go lubie C:). Mam nadzieje tez ze wena ci bedzie dalej dopisywac i niedlugo znow cos dodasz C:
Ps sorry za brak polskich znakow i bledy ale pisze z telefonu (つд⊂)イナイ
~Kita-pon
Staram się uaktualniać swoją wiedzę na temat mangi i anime na bieżąco^^. Dobrze jest trzymać rękę na pulsie. Zawsze jakieś ciekawe postacie można wprowadzić prosto z uniwersum^^.
UsuńI zgadzam się z Tobą! Izumi jest miła i sympatyczna, ale no... czegoś jej brak. Chociaż jakby się zastanowić to pasowałaby do Shisuiego... Tak mi jakoś przyszło do głowy XD.
Chyba choroba nie służy mi w pisaniu... jak napisałaś o przyciskaniu Itachiego przez Liv to pomyślałam, że mogłaby to zrobić w pozycji horyzontalnej XDDDD. Boru, boru... gdzie te moje tabletki od gorączki :"D.
Madara! Huehuehuehue... to jest dopiero ciekawy pan. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to jeszcze go zobaczymy^^. Trzymaj kciuki co bym nie spieprzyła koncepcji.
Pisz z czego Ci pasuje moja droga^^. Może być nawet z kalkulatora byle bym wiedziała, że Jesteś i trwasz przy moim blogu :3. Całuski <3
Faktycznie Izumi pasowalaby do Shisuiego. Wydaje sie ze to talie dwie, slodkie duszki, ktorym toszke brakuje tego 'pazura' w charakterze (╥ω╥`) Izumi wydaje sie byc mila, ale nijaka zarazem...
UsuńO dobra Kannon ty tam sie serio lecz XD a myslalam ze to tylko ja jestem taka zdolna, zeby zlapac zapalenie oskrzeli w srodku lata ^^''
A propos Madary... TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK! Dodaj Madare do opowiadania, pieknie prosze! (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞ Ja to zawsze jestem po tej 'ciemnej stronie mocy' wiec swego czasu polubilam go chyba bardziej niz Itachiego (coz jego sila tez przemawia na jego korzysc... i dlugie wlosy _(┐「ε:)_❤_(:3 」∠)_ kocham wszystkich facetow w dlugich wlosach xp). W takim razie trzymam kciiki - ale jak sobie paliczki polamie to bedzie twoja wina, bo naprawde chcialabym, zeby Madara sie pojawil C;
Ty mi sie tu nie nabijaj z kalkulatorow! Ostatnio musialam kupic scientific kalkulator przed testem i obracam swoje cholendernie drogie casio, a tam co z tulu? "Computer casio, made in Japan (...)'... komputer! Nie zartuje! Ten kalkulator jest wrecz niemozliwie skaplilowany i prawie inteligentny! Jeszcze nie ogarnelam wszystkich funkcji, ale jak juz obczaje jak wysylac z niego wiadomosci to bedziesz pierwsza osoba, ktora otrzyma komemtarz z kalkulatora xD
~Kita-pon
Hej, jakby się zastanowić to jesteśmy "Wybrańcami" XD. Chorować w lato też trzeba umieć^^.
UsuńMadara... kto wie... może wpadnie do opka...
Huehuehuehue... to ja czekam na tego komcia z Twojego Casio. Ty uważaj żeby on nie miał sztucznej inteligencji, bo kiedyś wleziesz do pokoju, a on wygłosi Ci wykład na temat bólu istnienia w samotności (że go tak zostawiasz, zamiast zabierać d ludzi XD).
Dobra. Nie zanudzam. Czas się pakować, bo jadę na wakacje!!! Buziaki <3