27.05.2016

Rozdział 2. Uważaj, nie wiesz, która szansa jest ostatnią

Huehuehue…. Mam dla Was niespodziankę :”D. TAK! Nowy wpis. Tadam! Pewnie Jesteście zdziwieni, że tak szybko. Cóż, w tajemnicy Wam powiem, że jak też jestem zdziwiona XD. Jakoś tak szybko poszło. Ale to chyba dobrze, nie? Co prawda byłoby dobrze jakbym utrzymała takie tempo na stałe, ale no… nie gwarantuję :3. Chęci są, ale możliwości nie zawsze pozwalają.
Czekam niecierpliwie na Wasze komentarze, Robaczki. Pamiętajcie to Wy karmicie moją wenę^^. Buziaki i miłego czytania.

Tradycyjnie, nie paczone przez betę :/. Uwaga na ślepia.



Itachi oparł się o pień drzewa, z zamyśleniem spoglądając w niebo. Ładna pogoda aż zachęcała do spacerów, czego dowodem byli przechadzający się w oddali ludzie. Park Konoha przeżywał prawdziwe oblężenie. I chociaż włożył dużo wysiłku w znalezienie jakiegoś spokojnego zakątka, to nawet z tej odległości z łatwością słyszał rozmowy spacerowiczów, a wszystko dzięki zupełnemu braku wiatru. Dostrzegając na horyzoncie spory klucz kaczek westchnął ciężko, masując nagle pulsującą dokuczliwie skroń. Stało się to czego spodziewał się od dawna. Ojciec nakazał szpiegowanie działań przywódców wioski dla klanu. Miał stać się oczami i uszami Fugaku w ANBU, co nie napawało go entuzjazmem. Zdecydowanie źle się działo, a powierzenie takiego zadania rozwiewało wszelkie nadzieje, że planowany przez Uchiha bunt jest tylko plotką. Niebezpieczna oraz ryzykowana misja nie wzbudziła żadnego zastrzeżenia również u jego matki, co jasno sugerowało, że w pełni popiera ambicje męża. Czy nie wiedziała na co skazuje własnego syna? Jaki wielki ciężar zrzuca na młode barki? Najwyraźniej i w jej mniemaniu cel uświęcał środki.
Męczyła Itachiego również inna sprawa. Wciąż na nowo analizował wszelkie fakty próbując podjąć najwłaściwszą decyzję. Bo co powinien począć z niezwykłą propozycją tamtej dziewczyny? W końcu włamała się do rezydencji Uchiha co niekoniecznie świadczyło o dobrych zamiarach. Co jeśli była nukeninem? Tyle tylko, że nie znalazł jej wizerunku w księdze Bingo, a udało mu się zdobyć najnowsze wydanie. Czy można jej zaufać? Z drugiej strony zapoznanie się z tym co miała do powiedzenia z pewnością by nie zaszkodziło. Informacja była na wagę złota i wyłącznie głupiec rezygnowałby z niej kategorycznie. Musi to dokładnie przemyśleć. Bo jakoś nie chciało mu się wierzyć, że ktoś tak sam, z nieprzymuszonej woli pragnie pomóc staczającemu się klanowi Uchiha. Coś musiało się za tym kryć.
— Hej, gotowy na łomot?
— Marzysz na jawie — odparł z rozbawieniem, odwracając się do czekającego już Teleportera. Wspólne treningi stawały się powoli normą oraz wyznacznikiem ich codziennego życia. Taki rytuał, którego nie mogło nic zmącić.
Idąc za Shisuim na polane, mimowolnie powrócił wspomnieniami do ostatniego spotkania z tajemniczą kunoichi. Czyżby przewidziała polecenie Fugaku? Przed tym chciała go ostrzec? Tylko co to ma wspólnego z Sasuke?

~oOo~

Unosząc twarz do słońca, przymknęła powieki zaciągając się świeżym powietrzem. Z przyjemnością wsłuchała się w ptasi trel oddając się błogiemu relaksowi. Wiosna w Konoha była w pełnym rozkwicie i zewsząd do nozdrzy Senju dochodziły zapachy kwiatów oraz niedawno skoszonej trawy. Wyczuwała, że większość mieszkańców wyległa z domów aby cieszyć się ciepłem dnia. Na szczęście miejsce, które wybrała na spoczynek nie należało do obleganych. Obywatele Konohy raczej go unikali ze względu na złe wspomnienia. To tutaj rozegrał się krwawy pojedynek pomiędzy Czwartym Hokage a Kyuubim. To tu śmierć zebrała krwawe żniwo.
Wylegując się na wzgórzu, Liv z lekkim uniesieniem brwi, odnotowała powrót Itachiego do osady. Chociaż nie mogła go zobaczyć to wyczuwała jego czakrę powoli zmierzającą w kierunku siedziby Hokage, zapewne po to żeby złożyć raport z odbytej misji. Kolejna rzecz irytująca w Uchiha, obowiązkowość. Liv dałaby sobie rękę uciąć, że notatki Itachiego składają się z kilku stron i do tego są bardzo szczegółowe oraz zapisane stylowym maczkiem, kiedy zwyczajny shinobi zawarłby wszystko w jednej kartce.
            O ile Senju nie interesowało zadanie Uchihy to to z kim się spotkał po jego wykonaniu już tak. Świadomość z kim miał styczność niemal odbierała Liv oddech, a pod skórą czaiła się panika. Owszem, cały czas próbowała sobie wmawiać, że Itachi to najbardziej rozsądny ninja jakiego poznała, a do tego posiadał głowę nie od parady. Nie należał do ludzi, którzy dadzą się zmanipulować oraz wykorzystać do własnych celów. Dlatego też powinna czuć się bezpiecznie. Nic też dziwnego w tym, że sprawdzał wszelkie możliwości rozwiązania kiełkującego problemu Konohy. Każdy rozsądny człowiek tak właśnie by postąpił.
            Jednak to, że jednym z wyjść awaryjnych miał być sam Madara Uchiha, słynny rywal pierwszego Hokage jakoś się Liv nie podobało, a przynajmniej nie uważała tego za dobre rozwiązanie. Dzięki faktom, które pozwolono jej poznać wiedziała, że współpraca z tym mężczyzną doprowadzi do katastrofy, ale ku własnej frustracji wciąż nie mogła tego pokazać Itachiemu. On wciąż i wciąż odmawiał zapoznania się z kartami przyszłości jakie zapisano w umyśle Senju.

~oOo~

            Itachi z hałasem zatrzasną szafkę w siedzibie ANBU, przymykając powieki. Mógł sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia z racji tego, że został sam. Reszta Skrytobójców już dawno wyszła do domów, zaraz po odbyciu zebrania. O ile takie zgromadzenia nie zdarzały się zbyt często to jakoś nikt za nimi nie przepadał. Towarzysze Uchihy traktowali je jak zło konieczne, czmychając z nich zaraz po zakończeniu. Zupełnie jakby przebywanie pod tym dachem dłużej niż to potrzebne było poniżej ich możliwości.
Zaciskając usta zagłębił się w myślach. Powoli czuł się zmęczony prowadzoną grą. Bycie podwójnym agentem nakładało na jego barki ciężar, który powoli odciskał swoje piętno. Wybudował wokoło niewidzialny mur aby odseparować się od innych. O ile to znosił zadziwiająco dobrze to jednak najbardziej bolało izolowanie się od brata. Kochał Sasuke i chociaż usilnie tłumaczył sobie, że robi to wszystko dla dobra chłopaka to to nie umniejszało uścisku w klatce piersiowej. Do tego pełen rozczarowania wzrok młodego, prześladował go po nocach. Przed wstąpieniem do formacji łączyła ich wyjątkowo silna więź, a teraz kruszyła się w oczach. Nie pomagał również wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością wobec Konohy, a tą wobec klanu.
            — Przemyślałeś sobie to i owo?
            Słysząc natrętny głos tuż przy uchu zmarszczył brwi, błyskawiczne odwracając się do intruza. A jakże, znowu ona. Przyglądała mu się tymi zielonymi ślepiami, czekając na odpowiedź co dodatkowo wzbudzało w Itachim irytacje. Dla niej wszystko wydawało się takie proste. Przekazać informacje i zniknąć. Reszta dylematów przecież jej nie dotyczyła. Do tego ta irytująca zdolność włamywania się do najbardziej strzeżonych budowli… Zaskakiwała go na każdym kroku. Pojawiała się niczym duch.
            — Jak tu weszłaś?
            — Tajemnica — zacmokała słodko, pusząc się dumnie. Sekundę później spoważniała, wciskając ręce w kieszenie spodni. — Machina zniszczenia ruszyła i mamy coraz mniej czasu. Czy już jesteś gotowy mnie wysłuchać?
            — Dlaczego komuś tak bardzo zależy na uratowaniu mojego klanu?
            — Bo od tego wszystko się zacznie. Reakcja domina i te sprawy — mruknęła z westchnieniem, odchodząc do stojącej pod ścianą ławki oraz przysiadając na jej brzegu. Zerknęła kontrolnie na drzwi od szatni, po czym ponownie skupiła się na rozmówcy. — Im dłużej będziesz zwlekać tym gorzej.
            — Powinnaś iść z tymi informacjami do Hokage, a nie do mnie — zauważył, podczas gdy ona na te słowa skrzywiła się malowniczo. Ta jedna mina wystarczyła aby zrozumiał, że rozważała takie zgranie, ale została zobligowana aby tego nie robić. Zastanawiające.
            — Zbyt duże ryzyko — wymamrotała niechętnie, podnosząc się i spacerując nerwowo po pomieszczeniu. Dopiero teraz dała poznać po sobie, że cała ta misja nie jest jednak sielanką. Wyglądała jak drapieżnik zatrzaśnięty w ciasnej klatce, niezdolny do żadnego działania. — Zostałabym uciszona zanim otworzyłabym usta.
            — Czyli dla kogoś zagłada Uchiha jest na rękę.
            — Jesteście niepokornym rodem z dużymi aspiracjami, a to jest niebezpieczne dla władzy — wyjaśniła ponuro, nagle zatrzymując się w pół kroku oraz odwracając się do drzwi. — Muszę…
            Nie zdążyła dokończyć zdania, gdy poczuła silne szarpnięcie i uderzyła plecami o ścianę. Dopiero po chwili dotarło do niej, że to Uchiha wepchnął ją we wnękę w rogu gdzie pozostawała niewidoczna. Chłodna powierzchnia powodowała pewien dyskomfort, ale dzielnie postanowiła wytrzymać. Zamiast się uskarżać zszokowała spojrzała na Itachiego, który dłonią zasłaniał jej usta wzrokiem nakazując milczenie. Cóż, musiała mu przyznać, że szybkość reakcji ma pierwszorzędną, chociaż mógł być delikatniejszy.
            — Hej, nie widziałeś tu czapki? Taka z daszkiem…
            — Baku jakąś znalazł i zaniósł do biura — odezwał się beznamiętnym tonem, nie spuszczając oka z zamarłej w bezruchu dziewczyny. Wyraźnie pobladła, napięta niczym struna, podczas gdy jemu nie drgnęła nawet powieka. Lata pracy w ANBU zahartowały nie tylko ciało, ale i umysł do błyskawicznego dostosowywania się do sytuacji. Zresztą jakby ktoś wykazywał zbytnią dociekliwość wnętrzem szatni to zawsze pozostawał plan B, mianowicie użycie Sharingana.
            — Acha, no dobra.
            Gdy usłyszeli trzask zamykanych drzwi Liv aż westchnęła z ulgą, przymykając powieki. Doprawdy mało brakowało. Gdy tylko to do niej dotarło zaraz warknęła złowrogo, strącając kneblującą ją dłoń.
            — Czyś ty oszalał?! Wiesz co by się stało gdybym została złapana?!
            — Mam jeszcze trochę pytań…
            — Chyba nie rozumiesz powagi sytuacji, Uchiha…
            — Rozumiem i dlatego nie chciałem aby nam przeszkodzono.
            — Świetnie. Chętnie na te pytania odpowiem, gdy zapoznasz się z tym co dla ciebie mam — syknęła, posyłając mu pełne rozdrażnienia spojrzenie. Gdy nie odpowiedział, a zamiast tego przyglądał się jej uważnie, z roztargnieniem potargała palcami grzywkę, drugą ręką napierając na pierś bruneta i zmuszając go do cofnięcia się o krok. — Jednak po twoim wzroku wnioskuję, że dziś na pewno tego nie zrobisz. Wciąż mi nie ufasz.
            — Ciężko zaufać komuś komu nawet nie wiem jak na imię.
            — Mój błąd — parsknęła, uśmiechając się krzywo. Rzeczywiście w ferworze walki z podejrzliwością Itachiego zapomniała dokonać właściwej prezentacji, ale nic straconego. — Mów mi Liv. Skoro już je ujawniłam to teraz powinno być z górki, czyż nie?
            — Zobaczymy.
            — Ach, jak ja kocham tę waszą rodową cechę jaką jest powściągliwość. Człowiek aż ma ochotę was uściskać, do utraty tchu — sarknęła, zerkając na mężczyznę spod rzęs. — W każdym razie… słuchaj uważnie. Niedługo wszystko się zmieni, dlatego nie zgadzaj się na propozycję Shimury. To bardzo ważne.
            — Jaką…? — Itachi aż zmarszczył brwi w konsternacji gdy dziewczyna niespodziewanie zniknęła. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu niczym kamfora. Powoli zaczynało go to drażnić. Pojawiała się i znikała, pozostawiając Uchihę zawsze z większa ilością pytań niż odpowiedzi.

~oOo~

Liv spojrzała na powoli zachodzące słońce, dumając nad dalszymi krokami. Siedziała na gałęzi oparta o gruby pień, pozwalając aby lekki wietrzyk bawił się jej włosami gdy ona rozmyślała. Ze zdobytych informacji wiedziała, że Danzo już zdążył przekonać do swojego planu starszyznę i eksterminacja Uchihów była wyłącznie kwestią czasu. Doradcy Trzeciego knuli za jego plecami obmyślając rzeź. Coraz częściej spotykali się w biurze Shimury, dopinając na ostatni guzik wyeliminowanie Uchihów. Oczywiście zamierzali dokonać jej cudzymi rękami aby samemu pozostać bez skazy.
Owszem, Hiruzen na gwałt szukał innego rozwiązania konfliktu, ale presja wywierana przez Shimurę oraz resztę członków dawnej drużyny drugiego Hokage nie pomagała. Zaczęła się nierówna walka z czasem, a Liv ku własnej frustracji miała związane ręce. Gdyby tylko mogła spotkać się z Sarutobim i pokazać jak zgubna może być decyzja o wprowadzeniu w życie planu tego szarlatana. Metody dążenia Danzo do celu zawsze pozostawiały sporo do życzenia, ale ten pomysł o zbiorowym mordzie należał chyba do najbardziej katastrofalnych dla Konohy. Gdyby trzeba było to nawet poddałaby się badaniu wykrywacza kłamstw albo technice klanu Yamanaka  byle powstrzymać to szaleństwo.
Jednak to nie ona rozdawała karty. Sprowadzono ją do roli posłańca, co nie bardzo Liv pasowało. Wszystko leżało w rękach Itachiego i od niego zależała przyszłość całej osady. I to było najgorsze, bo on wciąż zwlekał. Pytanie brzmiało, kiedy wreszcie postanowi jej zaufać aby mogła mu udowodnić, że to co mówi jest prawdą. Czas płynął nieubłaganie.

~oOo~

            Itachi siedział na molo, beznamiętnie wpatrując się w wodę. Spokojna, gładka tafla nijak nie obrazowała tego co działo się w jego umyśle. Neurony w mózgu pracowały pełną parą, podczas gdy analizował swoje dalsze poczynania.
Od bardzo dawna trafił mu się prawdziwy dzień wolny, ale nie bardzo się z tego cieszył. Czuł się niczym ryba wyjęta z wody, szamocząca się na piasku. Misje pozwalały mu choć na moment odciąć się od dylematów jakie postawił przed nim ojciec. Wykonując zadania zmieniał się w maszynę bez uczuć, nastawioną na wykonanie polecenia przełożonych. Natomiast teraz, odpoczywając na moście, nie widział co począć z tak dużą ilością wolnego czasu.
Shisui był na misji, Sasuke w szkole — co i tak nic by nie zmieniło jakby nawet był w domu. Przecież nie po to budował miedzy nimi mur żeby teraz go burzyć. Desperacja desperacją, ale na takie coś nie mógł sobie pozwolić. Wzdychając ciężko, uniósł twarz przymykając powieki. Ciepłe promienie słońca przyjemnie muskały jego skórę, pomagając się odprężyć. Do tego do uszu Itachiego dochodził cichy śpiew ptaków z najbliższego zagajnika, co również wpływało na niego kojąco. Ta symbioza z przyrodą przynosiła mu ulgę. Jakby na moment zatrzymał się czas. Tyle co pomyślał, że samotność nie musi być taka zła  usłyszał kroki. I to by było na tyle jeżeli chodziło o ukrycie się przed innymi. Świat nie miał litości dla przyszłych zdrajców.
— Itachi, nie śpij.
— Nie śpię — odparł, uchylając oko oraz zerkając na przysiadającą się dziewczynę. Izumi Uchiha, daleka kuzynka, którą poznał jeszcze w akademii. Mimo młodego wieku, udało jej się przebudzić Sharingana przed nim co z początku wywoływało w nim dziką zazdrość. Jednak gdy zrozumiał jaką cenę trzeba zapłacić za otrzymanie tej umiejętności, zmienił zdanie. Gdyby tylko się dało to wolałby żyć bez niej. Izumi stała się mimowolnym świadkiem śmierci ojca, on natomiast przyjaciela z drużyny. Nic nie jest warte takie ceny jaka przyszła im zapłacić.
Odkąd pamiętał kunoichi kręciła się blisko, co mu w sumie nie przeszkadzało. W zasadzie nawet darzył ją sympatią. Nie zachowywała się natrętnie jak inne mieszkanki Konohy. Należała do osób wyjątkowo inteligentnych i można było z nią porozmawiać na ciekawe tematy. Jedynym mankamentem było to, że ślepo wierzyła w ich klan. Nie dostrzegała wad swoich pobratymców. Zupełnie jakby nie chciała ich widzieć. 
Długie ciemne włosy zebrała dzisiaj z koński ogon, odsłaniając ładne rysy twarzy. Ciemne, ciepłe oczy patrzyły na Itachiego z nieskrywaną troską gdy rozsiadała się wygodniej u jego boku. Tak, Izumi według niego należała do jednych z najładniejszych jego rówieśniczek.
— Przyniosłam ci onigiri — wyjaśniła, rozkładając na kolanach trzymany tobołek. Do Itachiego doleciał smakowity zapach od którego natychmiast do ust zebrała mu się ślina. Izumi dobrze wiedziała o słabości bruneta do tej przekąski i często mu ją przynosiła. Matka dziewczyny robiła je naprawdę wyśmienite.
— Nie musisz zawsze zjawiać się z czymś do jedzenia — westchnął, mimo wszystko sięgając po jedną porcję. Przecież nie mogło się zmarnować. Odgryzając spory kęs odetchnął z ukontentowaniem stwierdzając, że tak jak sądził, było domowej roboty.
— Ostatnio mnie unikasz… zresztą, separujesz się od wszystkich — powiedziała smutno, odwracając się do bruneta i przyglądając się jego profilowi. Kochała Itachiego od zawsze. Ta miłość rosła oraz rozwijała się wraz z nią od akademickich lat. Jednak znając spokojny styl życia chłopaka w pokorze trwała u jego boku i czekała aż raczy dostrzec jej uczucie. Pragnęła wzajemności, ale była cierpliwa. Wiedziała, że już i tak osiągnęła bardzo dużo. Zbudowała z Uchihą relacje o jakich inna dziewczyna mogłaby tylko pomarzyć.
— Służba w ANBU angażuje mnie bardziej niż przypuszczałem — odparł wymijająco, otrzepując dłonie nad wodą. Gdy odpowiedziało mu milczenie spojrzał na towarzyszkę kontrolnie. Ku jego zdumieniu Izumi dusiła się ze śmiechu. — Co jest?
— Masz ryż na twarzy — wymamrotała, ocierając łzy rozbawienia. — Bożyszcze Konohy przestało być takie nieskazitelne.
— Przestań, nie nazywaj mnie w ten sposób — sapnął z rozdrażnieniem, ocierając policzki przedramieniem. Gdy skończył podniósł na Izumi pytająco wzrok, na co ta pokręciła przecząco głową.
— Czekaj, pomogę ci — zaoferowała, nachylając się w stronę Itachiego. Gdy ich twarze znalazły się naprawdę blisko, palcem starła drobinki z kącika jego ust. — Już — wyszeptała, patrząc mu w oczy.
Ta bliskość była dla Itachiego nowością. Nigdy jakoś nie znaleźli się w podobnej sytuacji, ale ku swojemu zdziwieniu nie czuł się niekomfortowo. Co więcej, nawet nie przyszło mu do głowy aby się odsunąć. Zapanowało pomiędzy nimi dziwne napięcie, nie nerwowe, ale pełne oczekiwania. Zupełnie jakby w ich relacjach miał nastąpić jakiś przełom.
— Itachi…
Jak w zwolnionym tempie, obserwował spod rzęs jak zbliża się do niego przymykając odrobinę powieki. Widział łagodną linię ust Izumi oraz błysk ciemnych tęczówek. Czuł jej ciepły oddech na wargach i mignęła mu myśl, że może powinien jakoś zareagować. Jednak, po namyśle, jakoś specjalnie nie roztrząsał tej koncepcji.
Nagle coś się zmieniło. Niespodziewanie tuż przed oczami stanęło mu wspomnienie twarzy tej nieznajomej dziewczyny sprawiając, że aż wyprostował się gwałtownie. Mrugając intensywnie odsunął się od zdumionej Izumi, przenosząc spojrzenie na zachmurzone niebo. Cholera, co to miało być?
— Przepraszam — powiedział cicho, kątem oka dostrzegając jak towarzyszka poderwała się z miejsca. Szybko zawinęła resztę jedzenia i położyła pakunek u jego boku, uśmiechając się z przymusem.
— Nie przepraszaj, to moja wina — westchnęła, odwracając się do odejścia. — Niepotrzebnie na ciebie naciskam. Idę. Mama na mnie czeka.

8 komentarzy:

  1. Czyżbym zawitała pierwsza? D: Nie wierzę...
    Dzisiaj mnie blogger kocha, może to wpływ weekendu?
    Nareszcie Itaś gadał troszkę z Liv, ale to za mało! XD
    Do momentu z ich rozmową właśnie tak myślałam. Za to przez całą drugą część rozdziału, moje wewnętrzne ja krzyczało.
    "NIE RÓB TEGO! UCHIHAHAHAHAHHA, DON'T!!!"
    Cóż :') Izumi, get out. Itaś jest tylko jednej osoby! No, może dwóch... Ale ty Izu, do nich nie należysz!
    Chyba zbyt agresywnie zareagowałam w stosunku do niej, bo to nie jej wina, że Itachi jest bóstwem XD
    Błędów nie widziałam (bo jestem ślepa, ale ciiii) i ogólnie nie było tak źle...
    Czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam :v
    PS. I ślę kawę oraz dietetyczne ciastka, bo lato już blisko XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgarnęłaś główną nagrodę^^. Gratulację <3
      Pogadanka Liv i Itachiego... cóż, kiedyś to musiało nastąpić. W końcu jakoś musza współpracować, chociaż Uchiha ma jeszcze opory^^.
      Odkąd dowiedziałam się o istnieniu Izumi aż mnie świerzbiło żeby wprowadzić ją do opka. Taka gratka żeby wsio łączyło się ładnie z kanonem:3.
      I no cóż, rzeczywiście nikt nie jest wstanie sie oprzeć urokowi Itachiego. Takie po prostu jest życie.
      Dzięki za podarunki <3, a z racji lata to ja choruję. Tak, tak... Dita złapała paskudne grypsko przez które mało co nie wypluje płuc. Brawo ja :/.
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam ciepło :"D

      Usuń
  2. Hura, w końcu coś napisałaś! Chociaż szczerze mówiąc, wolałabym następny rozdział właściwej historii. To miło, że nawet tutaj Itachi i Liv są sobie przeznaczeni. Trochę za krótka ta notka. No, ale miło się czytało. Zauważyłam trochę błędów interpunkcyjnych. Wiem, czepia jestem.

    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie... takich to ciężko zadowolić XD. Mają wpis, ale nieeee... bo nie ten. Trzymajta mnie w pięciu.
      Mówisz, że Liv i Itachi są sobie przeznaczeni? So sweet XD. Ale nie mówmy hop XD.
      Błędy... wiem, ale no... jako autor jestem ślepa :"D.
      Buziaki

      Usuń
  3. Izumi Uchiha? Chyba czytamy jedne blogi odnosnie anime xD wlasnie niedawno dowiedzialam sie o jej istnieniu, a tu teraz dziewuszka pojawia sie w moim ulubionym opowiadaniu ^^ niemniej, jej samej w sobie nie pokochalam (choc tylko o niej czytalam a nie widzialam jej w anime czy w novel), ale tutaj wydaje sie byc mila, kochana dziewczyna... co nie zmienia fakty, ze Liv i tak pozostaje lepsza C: preferuje takie wybuchowe charaktery (:
    Swoja droga troche nie rozumiem tego zwlekania - i ze strony Lasica i ze strony Liv. Moglaby go jakos przycisnac nie? Albo on szanownie moglby sie zdecydowac racja? Mozliwe ze nie czaje tu czegos ze wzgledu na technike przekazywania informacji etc no ale czas leci... no to trzeba sie sprezac z podejmowaniem decyzji nie? ^^''
    A co do tych rozmyslan Liv odnosnie Itachiego... no rzeczy jednak nie sa takie proste nie? Rozumiem, wola ognia itd ale z drugiej strony on ma caly klan, w dodatku klan w ktorym panuja dosc rystrykcyjne zasady, wiec chlopak zostal postawiony przed nie lada dykematem. Nie mozna jasno stwierdzic ze z cala pewnoscia wybierze Konohe zamiast klanu.
    Ciekawi mnie co ma z tym wszystkim wspolnego Madara (i BARDZO licze na to ze on tez sie pojawi w opowiadaniu bo go lubie C:). Mam nadzieje tez ze wena ci bedzie dalej dopisywac i niedlugo znow cos dodasz C:

    Ps sorry za brak polskich znakow i bledy ale pisze z telefonu (つд⊂)イナイ

    ~Kita-pon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się uaktualniać swoją wiedzę na temat mangi i anime na bieżąco^^. Dobrze jest trzymać rękę na pulsie. Zawsze jakieś ciekawe postacie można wprowadzić prosto z uniwersum^^.
      I zgadzam się z Tobą! Izumi jest miła i sympatyczna, ale no... czegoś jej brak. Chociaż jakby się zastanowić to pasowałaby do Shisuiego... Tak mi jakoś przyszło do głowy XD.
      Chyba choroba nie służy mi w pisaniu... jak napisałaś o przyciskaniu Itachiego przez Liv to pomyślałam, że mogłaby to zrobić w pozycji horyzontalnej XDDDD. Boru, boru... gdzie te moje tabletki od gorączki :"D.
      Madara! Huehuehuehue... to jest dopiero ciekawy pan. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to jeszcze go zobaczymy^^. Trzymaj kciuki co bym nie spieprzyła koncepcji.
      Pisz z czego Ci pasuje moja droga^^. Może być nawet z kalkulatora byle bym wiedziała, że Jesteś i trwasz przy moim blogu :3. Całuski <3

      Usuń
    2. Faktycznie Izumi pasowalaby do Shisuiego. Wydaje sie ze to talie dwie, slodkie duszki, ktorym toszke brakuje tego 'pazura' w charakterze (╥ω╥`) Izumi wydaje sie byc mila, ale nijaka zarazem...
      O dobra Kannon ty tam sie serio lecz XD a myslalam ze to tylko ja jestem taka zdolna, zeby zlapac zapalenie oskrzeli w srodku lata ^^''
      A propos Madary... TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK! Dodaj Madare do opowiadania, pieknie prosze! (╭☞´ิ∀´ิ)╭☞ Ja to zawsze jestem po tej 'ciemnej stronie mocy' wiec swego czasu polubilam go chyba bardziej niz Itachiego (coz jego sila tez przemawia na jego korzysc... i dlugie wlosy _(┐「ε:)_❤_(:3 」∠)_ kocham wszystkich facetow w dlugich wlosach xp). W takim razie trzymam kciiki - ale jak sobie paliczki polamie to bedzie twoja wina, bo naprawde chcialabym, zeby Madara sie pojawil C;
      Ty mi sie tu nie nabijaj z kalkulatorow! Ostatnio musialam kupic scientific kalkulator przed testem i obracam swoje cholendernie drogie casio, a tam co z tulu? "Computer casio, made in Japan (...)'... komputer! Nie zartuje! Ten kalkulator jest wrecz niemozliwie skaplilowany i prawie inteligentny! Jeszcze nie ogarnelam wszystkich funkcji, ale jak juz obczaje jak wysylac z niego wiadomosci to bedziesz pierwsza osoba, ktora otrzyma komemtarz z kalkulatora xD

      ~Kita-pon

      Usuń
    3. Hej, jakby się zastanowić to jesteśmy "Wybrańcami" XD. Chorować w lato też trzeba umieć^^.
      Madara... kto wie... może wpadnie do opka...
      Huehuehuehue... to ja czekam na tego komcia z Twojego Casio. Ty uważaj żeby on nie miał sztucznej inteligencji, bo kiedyś wleziesz do pokoju, a on wygłosi Ci wykład na temat bólu istnienia w samotności (że go tak zostawiasz, zamiast zabierać d ludzi XD).
      Dobra. Nie zanudzam. Czas się pakować, bo jadę na wakacje!!! Buziaki <3

      Usuń