Hejo, Robaczki <3. Oto kolejny rozdział Zwaśnionych
i nie kryję nadziei, że się ucieszycie^^. Ja się cieszę, że go napisałam, bo to
irytujące też dla mnie, że cała historia tak wisi w powietrzu.
Wydarzenia odrobinę przyspieszyły, jednym słowem coś
się dzieje. Może nie ma widowiskowych walk, ale postacie się rozwijają, a nie
stoją w miejscu jak dawniej XD. Co by tu jeszcze…
Niebetowane. jak zwykle zresztą. Chyba musze się
pogodzić z myślą, że moja beta nie wróci… no, ale cóż, życie.
Ach, mam cichą nadzieję, że dokarmicie mi Wenę komentarzami
<3. Liczę na Was.
Kazama rozsiadł
się wygodniej na zajmowanej ławce, obojętnym wzrokiem przesuwając po tłumie.
Stadion Konoha dosłownie pękał w szwach, a hałas jaki tworzyli
rozentuzjazmowani kibice boleśnie ranił mu uszy. Zresztą nie tylko demoniczny
słuch dawał się we znaki, ale i pozostałe zmysły. Najchętniej zastosowałby
jakieś korki do uszu — nie pogardziłby też klapkami na oczy — ale niestety
żadnymi nie dysponował. Doprawdy, do tej pory zastanawiał się jakim cudem dał
się namówić na udział w tej imprezie. Przecież gardził takimi turniejami, jak i
spędami ludzi, więc dobrowolne spędzenie czasu wśród nich można uważać za
ewenement. Ten fakt ponownie wywoływał w nim niesmak, bo kolejny raz pokazał,
że ma miękkie serce. Zbyt często ulegał niemym prośbą zielonych ślepi co coraz
częściej go niepokoiło. Cóż, na pocieszenie obiecywał sobie w myślach, że to
pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej.
Patrząc na
różnorakie emocje malujące się na twarzach zarówno uczestników jak i
obserwatorów, westchnął ciężko. Prawdopodobnie był jedynym osobnikiem w
najbliższym otoczeniu, niezainteresowanym toczącym się w dole pojedynkiem. Tak,
siedział pośród tego plebsu jako jeden z widzów egzaminu na Chunnina i niebyt
był z tego faktu zadowolony. Chociaż świadomość na czyją prośbę tu tkwił,
odrobinę osładzała to poświęcenie.
Mimowolnie
zerknął na towarzyszkę, uśmiechając się kpiąco. Napięta niczym struna
obserwowała widowisko, nawet na moment nie odrywając wzroku od areny.
Całkowicie odpłynęła myślami, zbyt skupiona na podziwianiu walk. Zapewne
analizowała każdy ruch geninów, rozmyślając nad poziomem własnych uczniów. Milcząca
Senju stanowiła niesamowity obrazek zwłaszcza dla kogoś kto doskonale znał jej
żywiołowy temperament. Jednak, Kazama nie miał złudzeń, że to opanowanie potrwa
długo. Jeszcze paręnaście minut i zniknie jak kamfora. Wystarczy, że któryś z
podopiecznych Liv wkroczy na plac, a emocje wezmą górę.
Wyczuwając na
sobie czyjś wzrok, odwrócił się w stronę intruza zakłócającego mu spokój. To,
że ktoś gapił się na niego zamiast na bitwę było zastanawiające. Przecież w
końcu ludzie po to przyłazili na trybuny aby brać udział w widowisku, a nie.
Któż jeszcze nie
śledził pojedynków? No tak. Akurat zainteresowanie tego człowieka nie dziwiło
Kazamy. W sumie nawet był zadowolony, że został przez niego dostrzeżony. Rozpoznając
opierającego się o kolumnę mężczyznę, zmarszczył brwi. Cóż, to drugi powód
dlaczego pozwolił się zaciągnąć na turniej. Itachi Uchiha. Ten, który ośmielił
się sięgnąć po coś na co nie zasługiwał, a później jeszcze miał czelność nie
docenić łaski jaka go spotkała. Przeklęty dziedzic Sharingana. Że też ten ród nie
wymarł dawno temu. Dlatego nie zaszkodzi jak trochę poobserwuje silne relacje
łączące go z Liv. Taki kubeł zimnej wody z pewnością przyda się temu
żółtodziobowi.
— Dawaj, Zaku!
Kiedy do jego
uszu wdarł się krzyk Senju, błyskawicznie stracił zainteresowanie brunetem. Co
jak co, ale wolał patrzeć na siedzącą obok Liv niż na niego. Zdecydowanie była
przyjemniejsza dla oka. Po chwili z lekkim pobłażaniem pokręcił głową, gdy w
emocjach złapała go za rękę ściskając mocno.
— Ha! Widziałeś
to? Zuch chłopak! — zaśmiała się triumfalnie, odwracając się do Chikage,
podczas gdy oczy błyszczały jej z radości. Duma jaką promieniowała aż oślepiała
jak rozglądała się sprawdzając reakcję widzów na prezentowane przez chłopaka
techniki. Zaraz jednak zapomniała o delektowaniu się sukcesem, ponownie ze
skupieniem śledząc walkę.
Widząc to Kazama
westchnął cierpiętniczo, zawieszając spojrzenie na tablicy z rozpiskami bitew.
Zostały jeszcze cztery pojedynki, a on już czuł się zmęczony. Doskwierał mu
nadmiar decybeli, atakujący zewsząd kwaśny zapach ludzkiego potu oraz
naruszanie przestrzeni osobistej. Co trochę czuł dotyk na ramieniu siedzącej obok nieznajomej i
tylko niechęć do rozmowy powstrzymywała go od powiedzenia wprost, że albo
siądzie dalej, albo jej w tym pomoże.
Sfrustrowany
zacisnął usta w gniewną kreskę, przenosząc wzrok na błękitne niebo. Jedynym
rozwiązaniem jakie przychodziło mu do głowy to takie, że aby przetrwać tę
masakrę, znaczy turniej, to musi się zająć czymś innym. Najlepiej medytacją i
to najlepiej natychmiast.
~oOo~
Liv aż
promieniała z zadowolenia, nucąc pod nosem wesołą melodię. Dziś był ten dzień,
gdzie nic nie było w stanie zepsuć jej humoru. Prawie tak jakby patrzyła na
świat przez różowe okulary i wszystko wydawało się piękniejsze. Idąc wraz z
Kazamą wąskimi uliczkami Konoha, miała ochotę śpiewać na całe gardło, aby
wszyscy wiedzieli o rozpierającej ją euforii. Nie potrafiła zapanować nad
ustami, które same układały się do promiennego uśmiechu i zapewne dla
niewtajemniczonych wyglądała niczym wariatka. W końcu nie często prezentowała
się światu w tak wyśmienitym nastroju.
Rozbawiona tym
spostrzeżeniem, zerknęła na poważnego towarzysza. Domyślała się, że pójście z nią
na turniej był dla niego nie lada wyzwaniem. Znała jego poglądy na temat rasy
ludzkiej i tego typu imprez, dlatego w pełni doceniała poświęcenie. Żywiła
nadzieję, że Kazama nie nabawi się jakiejś traumy.
Tyle, że
obserwując niewzruszoną minę demona aż ją korciło żeby wyprowadzić go z
równowagi. Tak, pomysł był z pewnością dziecinny, ale dziś czuła się jak
dziecko. Najchętniej zrobiłaby coś szalonego. Może kąpiel w fontannie? Pełny
rozbieg, a później widowiskowy skok i chlup do wody. Aż zachichotała pod nosem
na wyobrażenie reakcji Chikage. Cóż, raczej się na to nie pokusi, bo trzeba
trzymać fason, ale mina Kazamy z pewnością byłaby bezbłędna.
Przyglądając się
profilowi demona, westchnęła ciężko. Dumnie wyprostowany, prezentował sobą
klasę oraz styl, podczas gdy chłodnym wzrokiem omiatał mijających ich
przechodniów. I prawdopodobnie taka postawa podobała się kobietom, ponieważ
każda która przechodziła obok otaksowywała Kazamę od góry do dołu z wyraźną
aprobatą. Nieliczne, mianowicie te odważniejsze, usiłowały złowić jego
spojrzenie na dłużej, ale niestety z góry były skazane na porażkę. Po pierwsze
nie znały poglądów demona o ludzkiej rasie, a poza tym jakoś nigdy Liv nie
przyłapała go na zainteresowaniu jakąś przedstawicielką płci pięknej. Tyle, że
one o tym nie wiedziały dalej marnując czas na intensywniejsze wachlowanie rzęsami
i zwalnianie kroku, aby wyraźniej zaznaczyć kołysanie biodrami. Nagle uliczki
Konohy aż po brzegi wypełniły się wibrującym w powietrzu seksapilem.
Liv tylko
uśmiechnęła się pod nosem, widząc te wszystkie zagrywki oraz przechodząc do
ataku. To, że zrezygnowała z publicznej kąpieli nie znaczy, że porzuciła plan
rozruszania towarzysza. Wlepiła w demona ckliwe spojrzenie, przylegając do jego
boku i wsuwając pod ramię dłoń. Nawet się postarała o to aby otrzeć się
subtelnie — oczywiście w granicach rozsądku — biustem o rękę Kazamy. Niestety
ku własnemu zdziwieniu, Chikage nawet nie drgnęła powieka na to nietypowe
zachowanie. Bo w końcu nie codziennie się zdarza, że z własnej nieprzymuszonej
woli lepi się do niego jak rzep. Każdy inny szukałby zmierzającej ku ziemi
asteroidy albo innego kataklizmu, ale nie on. Zamiast tego, poprawił sobie
wygodniej jej rękę spokojnie kontynuując chód.
Gdy doszła do
wniosku, że na tę chwilę lepiej odpuścić oparła na Kazamie głowę spoglądając w
niebo. Turniej zakończył się dla niej ogromnym sukcesem. Wszyscy podopieczni
zaprezentowali się na najwyższym poziomie i tylko ślepiec nie mianowałby ich
chunninami. Nie tylko pokazali, że posiadają umiejętności godne podwyższenia
rangi, ale i nie obce im stosowanie rozwiązań taktycznych, często
nieszablonowych.
Liv najbardziej
zaskoczyła Shion. W tak krótkim czasie opanowała sporą liczbę jutsu stylu
ziemi, że aż nie potrafiła wyjść z podziwu. Zresztą, co tu kryć. Cała arena
zamarła dostrzegając tkwiący w dziewczynie potencjał.
— Chyba ktoś cię
woła. — Głos Kazamy brutalnie wyrwał Senju z zamyślenia, na co uniosła pytająco
brwi. Gdy ponownie usłyszała swoje imię zatrzymała się w pół kroku, obracając
przez ramię. W ich stronę gnała Amai, zarumieniona od wysiłku, a w ślad za nią
leciał sporych rozmiarów sokół. Zaintrygowana tym nietypowym duetem,
przekrzywiła głowę.
— Liv, myślałam,
że cię nie dogonię — wysapała, zatrzymując się tuż przed nimi, a ptak z
wyjątkową łagodnością usadowił się na ramieniu dziewczyny.
— Coś się stało?
— Dopiero teraz do Senju dotarło co nie pasowało jej w Azumie. Narzeczona
Uchihy miała na sobie pełny strój sokolnika. Ciemny uniform mocniej uwydatniał
porcelanową cerę, a kolor oczu nabrał niesamowitej głębi. Już nie prezentowała
się tak krucho jak zazwyczaj. Przypominała wojownika. Niezbyt rosłego, ale
jednak. Prawe ramie zdobiła duża, skórzana rękawica, a bark równie solidny
ochraniacz.
— Chciałam
zapytać kiedy masz trochę wolnego czasu. Dawno nie rozmawiałyśmy — dodała Amai
jakby dla wyjaśnienia i dopiero wtedy dostrzegła tkwiącą pod ramieniem Chikage
dłoń Senju. Szybko wyciągnęła właściwe wnioski, przenosząc wzrok na twarz
mężczyzny. Liv niemal widziała trybiki pracujące pełną parą w jej głowie, na co
o mało nie jęknęła. — Och, ty musisz być Kazama. Wiele o tobie słyszałam.
— Doprawdy? —
Brew demona odrobinę drgnęła na tę niespodziewaną informację, a spojrzenie
momentalnie powędrowało do skonfundowanej Liv, która prychnęła demonstracyjnie.
— Shisui nie
omieszkał się podzielić wiedzą, że mam lokatora — wyjaśniła, palcami muskając
piórka sokoła. Cóż, żywiła szczerą nadzieję, że Azuma postanowi nie drążyć
tematu przy Chikage, bo to, że zaatakuje ją później doskonale wiedziała.
Dziewczyna była zbyt romantyczna z natury, żeby odpuścić taki łakomy kąsek.
Zmrużyła
powieki, patrząc na drapieżnika. Szare upierzenie niesamowicie mieniło się w
promieniach słońca, sprawiając wrażenie jakby zwierzę było ze stali.
— Ty mi lepiej
powiedz, skąd go masz i jakim cudem Fugaku zgodził się trzymać go w domu.
— To jest
prezent. — Amai uśmiechnęła się delikatnie, podsuwając pupilowi przedramię z
czego skrzętnie skorzystał. Najwyraźniej barki pani wydały mu się zbyt wątłe
aby móc swobodnie posiedzieć. — I nie mieszkam już w rezydencji. Wyprowadziłam
się.
— Słucham?
— Uff… ciężki
jesteś — sapnęła z wysiłkiem brunetka, podrzucając sokoła w niebo. Przez chwilę
obserwowali jego majestatyczny lot, każde pogrążone we własnych myślach. Ptak
zatoczył nad nimi spore koło, pożegnał się z charakterystycznym piśnięciem i
odleciał do ptaszarni. — Sporo się u mnie pozmieniało — wyjaśniła, podejmując
przerwany wątek i odgarnęła z twarzy poburzone przez wiatr włosy.
— Sporo to duże
niedopowiedzenie — wytknęła Liv, puszczając Chikage i robiąc krok w stronę
Azumy. Uważnie przyjrzała się błyszczącym radośnie oczom, po czym westchnęła
ciężko, pocierając nagle pulsującą skroń. — Zrobiłaś to.
— Owszem —
przytaknęła z zadowoleniem, zaraz łypiąc na wciąż przysłuchującego się rozmowie
Kazamie. — To jak? Znajdziesz dla mnie chwile? No, może dwie?
— W porządku,
Liv — odezwał się niespodziewanie demon, dostrzegając wahanie Senju. Bez
ociągania nachylił się nad zdumioną kunoichi, muskając ustami skórę na jej
szyi. — Sam trafię do rezydencji.
— Ale…
— Baw się dobrze
— odparł odsuwając się, i zanim którakolwiek zdążyła coś powiedzieć zniknął.
— Chyba nigdy
się do tego nie przyzwyczaję — stwierdziła Azuma, a Liv domyśliła się, że
dziewczyna uznała sztuczkę demona za jutsu. Cóż, nie zamierzała wyprowadzać
jej z błędu. Tak było nawet lepiej.
— Mieszkasz w
najpotężniejszej wiosce ninja, więc lepiej przywyknij — podsumowała Senju,
masując miejsce gdzie jeszcze czuła powidok elektryzującego dotyku Kazamy.
Każdy jego gest powoli kruszył stawiany opór i aż się bała, co się stanie gdy
wreszcie odpuści.
— Jesteś z nim
wyjątkowo blisko, Liv.
— To gdzie masz
ochotę pójść? — Całkowicie zignorowała wypowiedź Azumy, bezbłędnie wyłapując w
niej nutę nagany. Nie zamierzała się nikomu tłumaczyć ze swoich działań i Amai
nie była tutaj wyjątkiem. Ona nigdy nie zrozumie jak to jest, gdy walczą w
tobie dwie natury. Jak demon walczy z człowiekiem, a szala balansuje to na
jedną to na drugą stronę.
— Nie lekceważ
mnie…
— Okej, w takim
razie ja zdecyduję.
~oOo~
Itachi w milczeniu szedł korytarzem, beznamiętnym
spojrzeniem omiatając mijających go shinobi. Patrząc na ich rozluźnienie oraz
pozytywny nastrój, dumał jakim cudem potrafią się aż tak odciąć od tego czym
się zajmują. Zastanawiał się czy tak jak on, inni miewają wyrzuty sumienia czy
może już całkowicie się go wyrzekli. Czy potrafią spać spokojnie w nocy ze
świadomością ile istnień zniszczyli? Kiedy zamienią się w potwory bez serca? A może
już nimi są? I co najważniejsze, czy nie jest hipokrytą skoro sam wstąpił do
takiej a nie innej formacji?
Zostali przeszkoleni na cichych morderców i tym
właśnie się trudnili. ANBU nie brało jeńców. Owszem, czasem przydawali się do
zdobycia istotnych informacji, ale po przesłuchaniu czekał ich ten sam,
parszywy los co innych schwytanych. Kiedy przestawali być pomocni byli
likwidowani. Istniało nawet niewypowiedziane motto jakie znał każdy komu
Skrytobójcy dyszeli na kark, zabij albo zostaniesz zabity.
Nacisnął klamkę i wyszedł z siedziby
organizacji, z konsternacją zauważając niewielki tłumek w oddali. Błyskawicznie
domyślił się czym on jest spowodowany, co nie sprawiło mu wiele trudności. Zapewne
starzy wyjadacze dorwali kolejnego nowicjusza i sprawdzali jego umiejętności
oraz kwalifikacje. Taki wewnętrzny chrzest bojowy o którym teoretycznie wiedzieli
wszyscy, ale w praktyce to już inna bajka. Ogółem, plebejskie zabawy łaknących
rozrywki żołnierzy.
Faktem pozostawało, że i Itachi
kiedyś znalazł się na celowniku oraz musiał przez to przejść. O ile cała
sytuacja należała do wyjątkowo upierdliwych, to świadomość utarcia nosa
wyzywającemu ANBU odrobinę wynagradzała dyskomfort brania udziału w tak zwanej
inicjacji. Nagle, do jego uszu dotarły strzępki rozmów podnieconych wodzów.
— Szybka jest.
— Ciekawe jak długo zamierza się tak
bawić…
— Byk już powoli traci cierpliwość,
nie? Patrzcie jak chaotycznie rzuca.
— Mhm… oby się nie wkurzył, bo
będzie kiepsko…
Słysząc to Uchiha tylko cudem
powstrzymał się przed przewróceniem oczami. Mógł się domyślić, że to akurat ten
ANBU wyzwie nowego. Najroślejszy w formacji i najbardziej skory do bitki,
zawsze wiódł prym w takich akcjach.
Kiedy tłum się odrobinę przerzedził,
mimowolnie zerknął na walczących. Ot zaspokojenie ciekawości. Pojedynek
przypominał bardziej bawienie się w kotka i myszkę, ale nie zamierzał tego
analizować. Widocznie świeżak nie chciał wdawać się w bezpośrednią walkę. Cóż,
może tak było lepiej. Byk wyjątkowo kiepsko znosił porażki o czym przekonał się
kilkanaście miesięcy wcześniej. Przypominając sobie tę konkretną sytuację uśmiechnął
się pod nosem.
Niespodziewanie jego wzrok spotkał się ze
spojrzeniem zielonych ślepi, obserwujących go zza maski wilka. Zaintrygowany zatrzymał
się w pół kroku i wtedy to się stało. Nowicjusz za długo stał w jednym miejscu
co błyskawicznie wykorzystał Byk. Jednym, celnym rzutem kunai strącił z twarzy
nieznajomego kamuflaż odsłaniając oblicze.
Itachi w momencie, rozpoznał w nowym Skrytobójcy
córkę nieżyjącego przyjaciela ojca. W końcu w pewnym okresie widywali się dosyć
często, a nawet toczyli pojedynki pod czujnym okiem rodzicieli. Jednak wszystko
się skończyło wraz ze śmiercią Kamiramy Senju. Przyglądając się dziewczynie, w jego
umyśle pojawił się obraz jaki zapamiętał z ich ostatniego spotkania przy pomniku
bohaterów. To tam odbyły się uroczystości pogrzebowe Kamiramy, którym
przewodził Hokage. Senju, blada oraz milcząca wpatrująca się w wyryty w
kamieniu napis. Niereagująca w żaden sposób na słowa żałobników w tym jego
ojca, który zaproponował jej opiekę. Zupełnie jakby przebywała w innym świecie.
Doskonale pamiętał ten dzień, to uczucie gorąca oraz ogólną duchotę,
zwiastującą gwałtowne załamanie pogody. Burza dosłownie wisiała w powietrzu, a
oni stali w pełnym słońcu oddając hołd Kamiramie.
Zamrugał szybko, otrząsając się z tych wspomnień i
ponownie skupił na dziewczynie. Podnosiła właśnie z trawy maskę, a stojący obok
Byk puszył się dumnie. Ta pustka emocjonalna nie była podobna do Liv. Zawsze kojarzyła
mu się z nieujarzmionym żywiołem tylko czekającym aby pochłonąć nieszczęśnika,
który odważył się wejść mu w drogę.
— Senju, tak dać się podejść… wstyd — odezwał się
karcąco, zanim zdążył ugryźć się w język. Doprawdy, jakim cudem pozwolił aby te
słowa same wymknęły się z ust? Wystarczyło ponowne spotkanie, a już jego
stoicyzm szlag trafiał? Niedobrze.
— Nie martw się, Uchiha. Przy tobie tego błędu nie popełnię
— prychnęła, podczas gdy Itachi uśmiechnął się lekko dostrzegając w jej oku
błysk rozdrażnienia. Tak, taka postawa pasowała do starej, wybuchowej Liv, tej
małej dziewczynki, która walczyła z nim do utraty tchu.
— Człowiek niby uczy się na błędach, ale uwierz, że
popełnisz inny — stwierdził, odwracając się na pięcie i odchodząc do domu. Cóż,
nadszedł najwyższy czas aby potrząsnąć Senju. Wystarczająco długo celebrowała
żałobę. Najwyższa pora odzyskać zawziętego rywala jakim była w przeszłości. Od tego
zależał jego dalszy rozwój.
~oOo~
Liv podparła się
na łokciu, ze znudzeniem przyglądając się siedzącej naprzeciwko Amai. Zabrała
dziewczynę do jednego z najbardziej obleganych przez shinobi lokalów Konohy, co
teraz uznawała za kiepski pomysł. Bo o ile ona czuła się tu jak ryba w wodzie,
to Azuma niekoniecznie. Przede wszystkim dziewczyna nie potrafiła się na niczym
skupić. Jej wzrok uciekał za każdym przechodzącym obok ich boksu ninja, a
stojąca przed nią kawa stygła w najlepsze. Co trochę uchylała usta ze zdumienia
na widok uzbrojenia pałętających się po lokalu klientów lub nie pierwszej
świeżości noszonych ubrań. Niektórzy zaraz po misjach wpadali na szybki
kieliszek aby odreagować trudy zadania, a to że byli cali umazani w krwi lub
brudzie uznawali na sprawę drugorzędną. W końcu przebywali wśród samych swoich.
— Nie gap się
tak — zestrofowała Amai, kiedy jakiś mężczyzna warknął ostrzegawczo
dostrzegając jej wbite w niego spojrzenie. — Nikt nie lubi być traktowany jak
jakiś okaz w zoo.
— Ja… po prostu
to mój pierwszy raz, gdy znajduję się pośród tylu żołnierzy — wymamrotała,
zatrzymując wzrok na filiżance z kawą. Wzięła parę głębokich oddechów, po czym
skupiła się na Liv. — Nie masz mi nic do powiedzenia? Żadnego kazania albo co?
Spodziewałam się ciosania kołków na głowie od samego wejścia do baru.
— Po co?
Zrobiłaś tak jak uważałaś — stwierdziła Senju, łypiąc spod oka na Azume i
pociągając spory łyk z kieliszka z winem. Sukces podopiecznych postanowiła
świętować czymś bardziej ekskluzywnym od piwa, a że nie należała do zwolenników
szkockiej czy szampana, wybór okazał się prosty. Łagodnym ruchem nadgarstka
zamieszała alkohol i patrząc na jego burgundowy kolor, uśmiechnęła się
złośliwie. — W zasadzie ciekawi mnie wyłącznie jedno, mianowicie reakcja
Fugaku.
— Och… — Amai
przeczesała nerwowo włosy, intensywniej wiosłując łyżeczką wsypany właśnie
cukier. — Nie było tak źle. Zupełnie jakby się tego spodziewał.
— Dziwne.
Najpierw aranżuje małżeństwo, a potem pozwala synowej zwiać…
— Ja tam się
cieszę, że obyło się bez kłótni — podsumowała brunetka, upijając już chłodnej
kawy. — Nie czuję już tej cholernej presji. Mam wrażenie jakbym zrzuciła z
barków ogromny ciężar.
— Dziwnie się
tego słucha gdy mam świadomość, że wszystkie kobiety w wiosce dałyby się
pokroić za szansę jaką ty dostałaś, oraz bezczelnie zmarnowałaś — parsknęła
Senju, odchylając się na kanapie i uśmiechając złośliwie. — Zostanie panią
Uchiha to cel większości z nich.
— Nie
zazdroszczę tej, która nią zostanie. Praktyka małżeństw bez miłości powinna być
prawnie zakazana — powiedziała z mocą, zaciskając zęby.
— Dobrze, już
dobrze. Nie emocjonuj się tak — roześmiała się Liv, dostrzegając buzujący w
towarzyszce gniew. Widać było, że ten temat wciąż należy do drażliwych. —
Ponownie jesteś panią własnego losu, gratuluję.
— Nie wiesz
jakie to wspaniałe uczucie odzyskać kontrolę nad własnym życiem.
— Powinnyśmy za
to wypić, ale zepsułaś sprawę zamawiając to coś. — Machnęła ręką w stronę
napoju Amai. — No, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. — Z
tymi słowami stuknęła kieliszkiem o jej filiżankę, i opróżniła go do dna. — No,
a teraz, co dalej zamierzasz?
— Będę
obrzydliwie szczęśliwa — stwierdziła Amai z uporem, marszcząc uroczo nos. — Mam
nową pasję, dostałam etat w szpitalu, a na dodatek moje życie uczuciowe
kwitnie. Żyć nie umierać.
— Trafiła ci się
prawdziwa kumulacja… — przyznała z zamyśleniem, patrząc w błyszczące oczy
rozmówczyni. Kto jak kto, ale Azuma zasługiwała na szczęście. Oddana innym,
pomocna, serdeczna, po prostu dusza człowiek. — Czyli jednak przeprowadzka do
Konohy nie okazała się takim złym posunięciem.
— Dzięki niej
poznałam Sanosuke, więc zdecydowanie nie — powiedziała, a Liv nie umknął
wściekły rumieniec jaki pojawił się na jej twarzy po tych słowach.
— Miłość, co ona
robi z ludźmi — parsknęła z politowaniem, mrużąc powieki. Przyglądając się Amai,
zastanawiała się czy i ona dałaby się tak ogłupić. Czy chodziłaby z głową w
chmurach, myśląc wyłącznie o swojej drugiej połówce? Tęskniła za nią przy
każdej rozłące? Chociaż z drugiej strony tylko głupiec porównywałby ich położone.
Liv nie posiadała tego komfortu, że mogła rzucić wszystko dla uczucia. Dać się
mu porwać, zapominając o konsekwencjach.
— Liv?
— No? — Wyrwana
z zamyślenia, spojrzała pytająco na Azumę i dostrzegając poważny wzrok
dziewczyny westchnęła ciężko. Już wiedziała co zaraz się zacznie. A żyła
nadzieją, że skupią się na szczęściu Amai.
— A co z tobą?
— Chciałaś
zapytać chyba, co słychać u mnie — poprawiła automatycznie, opadając na
oparcie. — Wspaniale się układa. Moja grupa zmiażdżyła konkurencję w egzaminie
na Chunnina i tylko patrzeć jak zaczną działać w osobnych formacjach. Kolejny
krok w karierze, gdzie będą się spełniać dowodząc drużynami. Owszem ciężki
kawałek chleba, bo spadnie na nich również duża odpowiedzialność, ale i tak serce
rośnie z dumy. Przecież jeszcze nie tak dawno byli nawet nie opierzeni, a tu
taki progres…
— Nie pytałam o
życie zawodowe.
— To o które?
Innego tak jakby nie mam.
— No właśnie.
— Co właśnie?
— Nie uważasz, że
to najwyższa pora na uporządkowanie relacji z Itachim?
— Czekaj,
czekaj… A niby dlaczego? Bo narzeczona go rzuciła? Nie jest to przekonujący
powód — prychnęła Liv ze znużeniem, przeczesując palcami włosy. Stanowczo zbyt
mało wypiła żeby gadać o tym beznadziejnym przypadku faceta.
— Znowu unosisz
się dumą.
— Raczej wiem
czego chcę. Oczekuję, że mój ewentualny partner będzie chłopem z jajami, a nie
jakąś popierdółką.
— Jesteś
okrutna.
— Bo stawiam
sprawę jasno? Okej, w takim razie jestem okrutna — przytaknęła gładko, nie chcąc
się wdawać w jałowe dyskusje i sięgnęła po butelkę dolewając sobie szczodrze wina.
Nie musiała być prorokiem żeby wiedzieć, że dziewczyna nie odpuści. Na trzeźwo
tego nie zniesie. Chociaż zakładanie, że podawany tu alkohol chociaż odrobinę
ją rozluźni było niepoprawnym optymizmem.
— Ten twój
przyjaciel jest wyjątkowo przystojny — zaczęła Amai konwersacyjnym tonem, na co
Liv zerknęła na nią spod oka.
Drugi, długo
oczekiwany punkt programu w trakcie realizacji, pomyślała Senju uśmiechając się
kpiąco.
— Nie przeczę,
jest atrakcyjny. I skoro już to ustaliłyśmy to teraz powiedz do czego
zmierzasz.
— Długo się
znacie?
— Czy to ma
jakieś znaczenie?
— Szykuję sobie
grunt do właściwej przemowy.
— Uwierz, że
zauważyłam. Dlatego sobie jej oszczędźmy. Poproszę szybko oraz treściwie.
— Przyjaźń
pomiędzy mężczyzną a kobietą, nie istnieje — walnęła Azuma prosto z mostu,
świdrując towarzyszkę spojrzeniem. Wyglądało to tak jakby próbowała wniknąć w
jej umysł, starając się odszyfrować łączące ją relację z Kazamą.
— Owszem, w tym
konkretnym przypadku masz rację — przyznała Liv, podpierając się na łokciu.
Mina Amai po usłyszeniu tej informacji należała do tych z kategorii bezcennych
oraz wartych uchylenia tajemnicy. Oczy wielkie jak spodki w których malował się
ciężki szok, podczas gdy usta robiły przysłowiową rybkę. Wyborny widok.
— Ale… że jak
to?
— Zwyczajnie, co
jednak wciąż nic nie zmienia — ucięła stanowczo, kiwając na kelnera oraz
pokazując na migi żeby przyniósł do ich boksu butelkę wina. — Teraz moja droga,
opijemy sukces moich podopiecznych. I nie masz prawa powiedzieć nie, bo taka
jest rola przyjaciółki. W końcu skoro ja tobie poświęciłam chwilę to to działa
też w drugą stronę, czyż nie?
Wieczór
okazał się interesujący i nawet nie przypuszczała, że Amai po odrobinie
procentów jest taka żywiołowa. Gdy już miała nieźle w czubie, wparowała na
parkiet porywając jakiś nieznanych shinobi do tańca. Oczywiście wszystko z
właściwą dla niej gracją. Wywijała na parkiecie ze śmiechem nie wykazując nawet
krzty zmęczenia. Mężczyźni wydawali się zachwyceni węsząc łatwy łup, ale Azuma
mimo podchmielenia, szybko oraz taktownie gasiła ich matrymonialne zapędy. Nikt
nie został urażony, a co poniektórzy byli pod wrażeniem takiej wiernej
narzeczonemu partnerki. Mało tego Senju zanim się obejrzała już siedziała wśród
fanów Amai, niczym cichy widz obserwując jej gwałtowną przemianę. Ich lożę
wypełniały śmiechy, a później śpiew gdy cała ta menażeria postanowiła wziąć
udział w karaoke.
Oczywiście
po takie ilości atrakcji oraz morza drinków, Azuma nie była w stanie sama
trafić do mieszkania, a co dopiero dojść do niego bez pomocy. Chcąc nie chcąc
Liv musiała jej pomóc. Owszem, kilku dżentelmenów z baru zaoferowało swą pomoc,
ale Senju wolała dmuchać na zimne. Kto wie, czy na rauszu posłuchaliby
stanowczej odmowy Amai na podryw. Tym sposobem spadł na nią obowiązek
odholowania dziewczyny do domu, ale nie narzekała. Gdy się wreszcie pozbyła
upierdliwego balastu — tak na powietrzu brunetka trochę przetrzeźwiała i
podjęła wątek Itachiego — bez ociągania ruszyła do rezydencji. Nadeszła najwyższa
pora na spoczynek, bo w końcu jutro — o ile dopisze im szczęście — dowiedzą się
kto awansował na Chunnina.
Po
pierwsze, po powrocie do domu nie natknęła się nigdzie na Kazamę, co było zastanawiające.
Szczerze, spodziewała się, że powita ją w progu próbując wybadać o co chodziło
Azumie, a tu taka niespodzianka. W rezydencji zamiast niego przywitała Liv cisza
oraz ciemność. Oczywiście nie zadała sobie trudu aby sprawdzić jego sypialnie,
bo doszła do wniosku, że sen jest bardziej kuszący. Owszem, nie wyczuwała w
pobliżu aury demona, ale wiedziała, że gdy chciał to potrafił się doskonale
ukryć. Powiedziałaby nawet, że opanował tę sztukę do mistrzostwa. Zresztą po
traumatycznym przeżyciu jakim było się uczestnictwo w imprezie ninja, nie
zdziwiłaby się gdyby przepadł gdzieś na parę dni. Z tą myślą opadła na
posłanie, zaraz zasypiając.
Poranek okazał
się wyjątkowo ciężki, bo nadszedł stanowczo zbyt szybko. Mało że Liv
obudziły irytujące promienie słońca wpadające przez niezasłonięte okno, to
jeszcze ktoś postanowił złożyć jej poranną wizytę. Przez parę sekund rozważała
zignorowanie intruza, ale szybko zrezygnowała. Zawsze mogło się okazać, że to
coś ważnego.
Słysząc ponowne
pukanie — przeklęty demoni słuch — Senju niechętnie zwlekła się z łóżka,
palcami odgarniając z twarzy włosy. Czuła się odrobinę wymięta po spaniu w
ubraniu, ale nic nie mogła na to poradzić. Zwłaszcza, że intruz nie zamierzał
grzecznie czekać.
— Już idę! — wrzasnęła i złorzecząc pod nosem, poczłapała
do frontowych drzwi otwierając je z rozmachem. Aż zmrużyła powieki od
oślepiającego słońca, drżąc z zimna gdy otuliło ją chłodne powietrze. Przez
dłuższy moment gość pozostawał dla Liv jedynie cieniem, ale kiedy wzrok
wreszcie się przyzwyczaił do zmiany oświetlenia aż jęknęła. — Naprawdę? Wizyty
o tej godzinie, Uchiha?
Po takiej zapowiedzi z Twojej strony na starcie, liczyłam na nieco inny rozdział. No dobra, niby pojawił się Uchiha i mogło się coś tam wyjaśnić, ale Ty postanowiłaś zrobić koniec, a my znowu musimy żyć nie wiedząc jak planujesz rozwiązać sytuację z Itachim. Kazama owszem jest fajny i życzę mu jak najlepiej, ale nie wierzę, że to z nim zeswatasz Liv. Co do Uchihy, to faktycznie gdzieś po drodze najwyraźniej odpadły mu jaja i może cały czas ich szuka, dlatego nie działa jak należy :)) Mogłabym teraz wyczekiwać kolejnego rozdziału z nadzieją, że sytuacja się rozwiąże. Poczekam jednak w spokoju, bo z Tobą to nic nie wiadomo. Może Itachi przyszedł tylko po to, aby przekazać informację, że z Kazamą coś się stało i muszą mu czym prędzej pospieszyć mu z pomocą :D
OdpowiedzUsuńMim wszystko rozdział fajny, chociaż jakoś szybko (a nawet za szybko) się go czytało :) to oznacza, że już chciałoby się następny.
Weny, czasu i chęci na pisanie ;)
Moja zapowiedź chyba rozbudziła apetyty, ale niezupełnie je zaspokoiła... cóż, chciałam dobrze, ale wyszło jak zawsze XD.
UsuńPowiem szczerze, że chciałam odrobinę przesunąć akcję, bo jakoś do tej pory ciągnęła się ona "do egzaminów na Chunnina", ale teraz wreszcie dotarłam do momentu "po egzaminie". Właśnie o to mi chodziło :"D. Nie wiem czemu, zupełnie jakby ten kolejny próg szkolenia geninów Liv mnie blokował XD.
A skoro się go pozbyłam to może teraz dla odmiany będzie z górki? Bardzo na to liczę :3.
Cieszę się, że mimo wszystko się podobało. Dziękuję za komentarz, wenę przyganiam i pozdrawiam cieplutko <3.
OdpowiedzUsuńA mnie sie podobalo :D. Moja jedyna prosba brzmi.. : Wiecej Itasia i Liv blagam Cie! Piszesz zarabiscie, swietny pomysl na bloga, cudo cudo cudoo! Wiecej takich blogow i opowiadan! Juz nie moge sie doczekac next noci,co do kazamy lubie go ale i tak moim guru jest Itaś <33 czekam na dalszy rozwoj histori ;3 Pozdrawiam =)
Och, jak to dobrze czytnąć komentarz bez zastrzeżeń, to tak łechcze autorską dumę :"D.
UsuńItachiego postaram się nie dawkować jak na lekarstwo, chociaż nie gwarantuję, bo jakoś ostatni ta postać jest wyjątkowo sztywna do pisania. Nie wiem o co chodzi :/.
W każdym razie robię co mogę. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam <3
Jej, opublikowałaś notkę w mojej urodziny! Hura! To najlepszy prezent jaki na razie dostałam, (nieważne że innych nie dostałam). Żeby było jasne, to za długo kazałaś nam czekać na następny rozdział i skończyłaś w najlepszym momencie! Pisz szybko co dalej, bo ja chcę wiedzieć o czym rozmawiali.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia, Yuzuki
Cóż, przed chwilą odkryłam że mój komentarz pod poprzednią notką zniknął. W każdym razie mam nadzieję że mnie pamiętasz
UsuńYuzuki
Hej, co się z Tobą dzieje? Zero odpowiedzi na komentarze, zero kontaktu. Wracaj do nas,no. Chociaż za kończenia w takich momentach powinnaś dostać karę.
UsuńHej, no... nie nerwować się, że tak wolno odpowiadam na komcie. Dzielenie mojego życia na to w sieci i rzeczywistości boli, ale muszę za coś płacić neta XD. Obiecuję poprawę.
UsuńWidzisz? Krzyczysz na mnie, a notka wypadła na Twoje urodziny... gdzie wdzięczność się pytam XD. Nie ma, kurdę. I weź tu flaki wypruwaj, a później i tak Cię objadą... nie no, żartuję. W każdym razie sto lat <3.
Co do komentarza co niby zniknął... to ja mam go przy notce, bo nawet na niego odpowiadałam, więc nie wim o jakim mówisz. Chyba, że był też jakiś inny, którego wessało zanim blogger zdążył mnie powiadomić. Czaaaary.
Bardzo dziękuję Ci za komentarz Yuzuki i nie bój żaby. Ja mam dobrą pamięć :"D.
Pozdrawiam cieplutko <3
Znowu kochana skończyłaś w okropnym momencie ;c
OdpowiedzUsuńTyle kazałaś czekać i jeszcze tak skończyć, no wiesz! Wstydź się :P
Rozdział super, oczekuje na kolejny ;)
Wstydzę się tak bardzo, że aż do sieci nie zaglądam XD.
UsuńRozdział się pisze i mam nadzieję, że zostanie lepiej przyjęty^^. Pozdrawiam <3
Wybacz za opoznienie, ale nie mialam dojscia do internetu ze wzgledu na wyjazd do Polszy (witaj, Ojczyzno! ^^''). Pisze z telefonu, wiec z gory przepraszam tez za wszystkie bledy ( ^ิ,_^ิ)
OdpowiedzUsuńBardzo podobala mi sie pierwsza czesc wpisu pisana tak bardziej z punktu widzenia Kazamy (fanclub Kazama-team _(┐「ε:)_❤_(:3 」∠)_). Mam jednak nadzieje ze nasz Kazu nie zwieje z trauma na kolejne kilka rozdzialow, bo tego bym nie przezyla 。゚(゚´Д`゚)゚。 co jak co, ale Chikage musi by xD w ogole to zdziwil mnie jego brak reakcji na zachowanie Liv. Jak tak Itachi ich obserwowal to myslalam, ze odwali jalis 'show' pt. "Paczaj, jelopie, jak sie rwie dziewczyny' czy cos a on tu taki statyczny pozostal... wnioskuje za tym, zeby Kazama zaczal brac wiekszy udzial w opowiadaniu! (Nie tylko jako postac poboczna, ktora kreci sie kolo Liv, ale jako jej glowny amant xp)
Poza tym jak Uchiha wparowal do Liv o poranku to licze na jakas konfrontacje z Kazama - np. Wychodzi soboe po prysznicu rozneglizowany, mlody bog... znaczy demon xD i wtedy odstawi 'show' jak sie patrzy! XD wiem, ze para przewodnia tego bloga maja byc Liv i Itas, ale takie wtracenie, macenie byloby ciekawe (〃・ิ-・ิ)ゞ★
Weny! ╰(*´︶`*)╯
~Kita-pon
To Ty zagraniczne dziewcze... no, no, no... ach, pisanie i czytanie z telefonu jest zuem.
UsuńKazama jest cierpliwym osobnikiem, więc pewnie czekał na odpowiednią chwilę aby lepiej podkręcić obroty Itachiemu. Nie zapominajmy, że i on odznacza się swojego rodzaju geniuszem, więc Uchiha powinien się mieć na baczności, przynajmniej o ile choć trochę przysłuchuje się temu co ględzi mu za uchem kuzyn.
Hehehe... cóż za postulat (rzuca pismo biurko) , powiem krótko, że rozważymy zaproponowaną sugestię^^. Kazama jako amant z pewnością doskonale by się sprawdził, ale już grając pierwsze skrzypce, w zupełności.
Wiesz Kita, bardzo zue pomysły mi sugerujesz. Dziwię się, że team Itachiego nie odpowiada Ci na komcie XDDD. Kto wie, może trafisz z tym show demona.
Dzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko. Obyś nie uciekła za szybko z kraju^^.
Kiedy Blogger cię nie kocha i nie ukazuje powiadomień z nowymi rozdziałami... :')
OdpowiedzUsuńKazama. Toleruję gościa bo robi dobrą robotę, podbijając do Liv i wkurzając Itasia. Po prostu kocham Uchihę, który jest wytrącony z równowagi.
Zgadzam się z Kita-pon, Kazama powinien wyskoczyć z jakimś 'show' i pokazać Itasiowi, że jest porządnym konkurentem.
Itaś... Nic nie robił, oprócz retrospekcji, więc wybaczam mu za ten taktyczny odwrót.
W każdym razie, postaram się przy następnym rozdziale tyle nie zwlekać z komentarzem ;-;
Ślę ciastka, wenę, kawę i pozdrowienia!
~Marika
Heh... uwierz mi, że ja też tak często mam. Blogger oszukuje! No, ale prócz tego mankamentu jest chyba najwygodniejszą platformą blogową. No, przynajmniej dla mnie.
UsuńKrótko, zwięźle i rzeczowo. Uchiha z pewnością byłby dumny z takiego komentarza XD.
Cóż, panowie Kazama i Itachi nie złapali się za łby, ale kto wie może kogoś temperament poniesie (chociaż bardzo w to wątpię -_-, cholerne Uchihowe opanowanie).
W każdym razie, Marika lepiej późno niż wcale z tym kometarzem. Tak więc nie przejmuj się.
CIASTKA są inspirujące ponieważ Wenon już oszamał i dziękuje, kawa dla mnie oraz również pozdrawiam <3.
Kiedy ten rozdział?! ja tęsknie za tą historią !
OdpowiedzUsuńMiło mi takie coś słyszeć, a raczej czytać <3
Usuń