Co
by tu napisać na wstępie… Może tak, nie umarłam, żyję, funkcjonuję. Co prawda
moja głupota oraz szybkość (śpieszcie się powoli — to bardzo mądre przysłowie,
uwierzcie. Zresztą tak samo jak mądry polak po szkodzie O_O) zrobiła ze mnie tymczasową kalekę, ale najgorsze za mną. Już nie mam
ochoty odgryźć własnej dłoni, co uważam za sukces.
Ach, a teraz czas na kilka takich
moich prywatnych przemyśleń. Zawsze wszyscy mi się dziwili, że znoszę
znieczulenie u dentysty. Tyle razy słyszałam, że to niby bardziej boli niż
borowanie. No cóż, w takim razie jestem kosmitą, bo bez zastrzyku nie siadam na
fotel.
Ogółem zawsze byłam z tych z wysokim progiem bólu
(wyłączając wiertło w zębie, ale wyjątek potwierdza regułę). Ale, ale… przejdźmy
do meritum… znieczulenie prosto w ziejącą, palącą ranę to co innego. Gdybym wiedziała
co mnie czeka to chyba wolałabym żeby szyli mnie na tak zwanego żywca. Uczucie
okropne, nie polecam nikomu. I uwierzcie mi, że słowo „okropne” jest tu
eufemizmem. Opisałabym je dużo lepiej, ale nie obyłoby się bez wiązanki
przekleństw. Inaczej tego się nie da nazwać. Chociaż może to tylko palce tak
bolą? Jakby nie patrzeć są niby bardziej unerwione. W każdym razie taki wniosek
się nasuwa sam, ponieważ jak cieli mi plecy w dwóch miejscach to nie czułam, że
chcę umrzeć. Powiedziałabym, że przyjęłam to na lajcie.
I to by było na tyle jeżeli chodzi o moje wynurzenia
XD. Zapraszam w nagrodę na krótki wpis <3.
Niebecone^^
Itachi z
zadowoleniem opadł na trawę, odgarniając z czoła potarganą grzywkę. Wciąż słyszał
w uszach szum krwi, pulsującej głośno napędzanej adrenaliną. Natomiast mięśnie
rozgrzane przebytym wysiłkiem, domagały się zasłużonego odpoczynku. Uczucie siły
jakie teraz go rozpierało nie można było porównać z niczym innym, a
towarzyszyło mu zawsze po treningach z przyjacielem. Wyłącznie Shisui potrafił
dotrzymać Itachiemu kroku i zmierzyć się jak równy z równym. Ich umiejętności
balansowały na podobnym poziomie, dzięki czemu toczyli tak emocjonujące pojedynki. I chociaż najczęściej kończył jako przegrany
to jednak fakt, że pokonywał go właśnie Shisui, który był dla niego bliski
niczym brat ułatwiał przełknięcie jej goryczy. Odczuwał dumę, że kuzyn uważał
go za godnego przeciwnika.
Zaciągając
się mocno rześkim powietrzem, przekręcił się na bok obserwując leżącego
towarzysza. Chłopak z rękami pod głową ,spod rzęs patrzył na niebo obserwując
chmury. Na jego wąskich ustach błąkał się tajemniczy uśmiech, gdy rozluźniony
odpoczywał po sparingu.
Przyglądając
się profilowi Teleportera, Itachi dumał czy i on dostrzegł panujące w klanie
napięcie. Czy docierały do niego te wszystkie szepty, informacje o tajemniczych
spotkaniach? Jeśli tak, to co o nich sądził? Kiedyś o to zapyta, ale na razie nie
chciał psuć atmosfery.
—
Jestem zaskoczony — mruknął pod nosem Shisui, przymykając powieki i biorąc
głębszy oddech.
—
Czym? — zainteresował się Itachi, podnosząc do siadu. Sięgnął po leżącą obok broń
i schował do etui, zerkając na przyjaciela.
—
Nieobecnością Sasuke. Zdążyliśmy odbyć trening, odpocząć, a on jeszcze nie
wparował na polanę żeby zobaczyć swojego ukochanego braciszka w akcji — zaśmiał
się cicho, przykrywając ramieniem oczy.
—
Zajęcia w akademii absorbują mu lwią część czasu — zauważył, mimowolnie
uśmiechając się na wspomnienie jak chłopiec zawsze przybiegał aby go
dopingować. Niemal zdzierał gardło zagrzewając do boju starszego Uchihę, a po
pojedynku wyłaniał wyłącznie Itachiego jako zwycięzcę. W końcu nikt nie
dorastał do stóp jego braciszkowi.
—
No i jak ci, bez tego fanklubu? — parsknął, z dobroduszną drwiną Teleporter. —
Nie czujesz się pominięty? Chcesz może chusteczkę na otarcie łez?
—
Weź przestań.
Shisui
doskonale zdawał sobie sprawę z łączącej więzi rodzeństwo i nawet kilkakrotnie
z niej żartował. W końcu nie w każdej rodzinie zdarza się, że jedno śledzi
drugie. O ile pierwszy pragnął doścignąć drugiego w umiejętnościach, to ten
drugi pragnął przypilnować bezpieczeństwa pierwszego i tak koło się zamykało. Synowie
Fugaku — głowy klanu — musieli być wyjątkowi. Takie geny.
—
No, a jak mu idzie w szkole?
—
Urodzony prymus.
—
Nie spodziewałem się niczego innego po synu Fugaku.
—
Za to po matce odziedziczył niecierpliwość — stwierdził Itachi, na wspomnienie gdy młody skręcił nogę w kostce podczas próby powtórzenia jego ćwiczeń z kunai.
Naprawdę tylko cud uchronił chłopca przed większymi obrażeniami. Ewolucje tego
poziomu mogły skończyć się tragedią. Zdecydowanie Sasuke miał więcej szczęścia
niż rozumu.
—
I dzięki Bogu. Nie potrzeba nam takiego drugiego jak ty — prychnął Shisui, łypiąc
spod oka na zdziwionego przyjaciela. — Takie tłumienie emocji powinno być
prawnie zakazane.
—
I kto to mówi? Słynny Teleporter przed którymi drżą shinobi ze wszystkich
krain.
—
Oskarżony przyznaje się do winy — przytaknął, podrywając się do przysiadu i
świdrując wzrokiem Itachiego. — Fakt posiadania tej sławy nie napawa mnie dumą,
ale to, że służę wiernie Konoha.
~oOo~
Iatchi z
westchnieniem odsunął drzwi od pokoju, powoli wchodząc do środka. Nawet nie
drgnęła mu powieka kiedy je zamykał. Już od progu wyczuł, że nie jest w
pomieszczeniu sam, ale postanowił nie reagować. Zamiast tego zdjął maskę ANBU i
odłożył na niską szafkę, wciąż ignorując wwiercające mu się w plecy spojrzenie
intruza.
Gdy
zdążył się już pozbyć całego rynsztunku Skrytobójcy, a tajemniczy gość wciąż
milczał, postanowił się odezwać.
—
Pokój Sasuke jest od południa — poinformował beznamiętnie, zmęczonym ruchem
przecierając oczy. Czuł się zbyt wyczerpany po misji aby przejmować się kolejną
fanką brata, która źle wyliczyła okna. W końcu to nie pierwszy raz — ani pewnie
ostatni — kiedy nastolatki z osady podejmowały desperacką próbę osaczenia
młodego. Swoją drogą, nie były czasem na to za młode? Chociaż pewnie podczas
zauroczenia, wiek spełniał drugorzędną rolę. Nie raz ani nie dwa widział jak
dopingowały Sasuke na treningach w akademii. Doprawdy aż miło było popatrzyć,
że chłopiec wzbudza taką sympatię.
—
Zapamiętam na przyszłość, ale dziś mam sprawę do ciebie.
—
Nie jestem zainteresowany — odpowiedział po krótkim namyśle, w końcu się
odwracając.
O
przeciwległą ścianę opierała się dziewczyna, niewątpliwie kunoichi z ich osady
co szybko stwierdził, po zlokalizowaniu u niej na ramieniu tatuażu ANBU. Odznaczał
się wyjątkowo dobrze na jasnej skórze.
Spod
czerwonej grzywki łypały na niego czujne zielone oczy, które po jego słowach
zmrużyły się złowróżbnie. Ta jedna zmiana w mimice powiedziała mu wszystko.
Nieznajoma musiała być świeża w formacji, skoro jeszcze nie wyrobiła sobie
opanowania godnego rangi jaką posiadała. Chociaż to, że włamała się do
rezydencji niezauważona budziło szacunek.
—
Złamałbyś mi serce, gdybym je miała i rzeczywiście przyszła tu w celach
towarzyskich — prychnęła z sarkazmem, krzyżując ręce na piersi. — Ale na całe
szczęście, nie jestem. Przynoszę informacje dotyczące przyszłości twojego
klanu.
—
Nadal nie jestem zainteresowany — powtórzył, w myślach szacując wiek
rozmówczyni. Wyglądała na jego rówieśniczkę, ewentualnie dzieliła ich niewielka
różnica wieku. Dziwne, nie kojarzył żeby widział jakiegoś młodzika w organizacji.
Sprawa trąciła fermentem na odległość.
—
A powinieneś być — warknęła poirytowana, zaraz jednak biorąc uspakajający oddech.
— Okej, ujmę to inaczej. Jeżeli zależy ci na dobru brata to mnie wysłuchasz.
—
To groźba czy ostrzeżenie — wyszeptał, niespodziewanie pojawiając się tuż przed
dziewczyną z kunai, przystawionym do jej gardła oraz aktywowanym Sharinganem.
Wybrała zły cel. Sasuke był nietykalny i ktokolwiek zechce go skrzywdzić będzie
miał do czynienia z nim. Przekładał dobro brata ponad wszystko.
—
Ostrzeżenie z którego skorzystasz, albo nie — mruknęła, siląc się na opanowanie
i patrząc prosto w wirujące łezki Kekkei Genkai. Nie wyglądała ani na
wystraszoną ani zdumioną. Zauważając to Itachi uznał to za swoisty ewenement,
który skłonił go do cofnięcia ostrza.
—
Kto cię przysłał? — zapytał, wsuwając broń do etui na udzie oraz kątem oka
wciąż obserwując rozmówczynie, gdy ta odeszła w stronę okna.
—
Nie mogę powiedzieć.
—
W takim razie nic tu po tobie — stwierdził zimno, pokonując dzielącą ich
odległość i patrząc na nią z góry.
—
W porządku. Masz czas do jutra na przetrawienie tej wizyty.
—
Szkoda twojej fatygi.
—
Mam dużo wolnego czasu i zadanie do wykonania, Uchiha.
~oOo~
Irytacja to
chyba jedno z najczęstszych uczuć jakie towarzyszyło ostatnimi czasy Liv. Miała
serdecznie dość czekania na ruch lub decyzję drugiej strony, ale ku swojej
frustracji nie mogła zacząć działać samowolnie. Dostała jasne instrukcje. Pozostawało
wyłącznie trzymanie się z boku, obserwowanie oraz gotowość do błyskawicznej
interwencji. Tak, w tym była dobra. Prędkość przeprowadzanych przez nią akcji
nie posiadała sobie równych, jednak na nic się zdawała jeżeli zobligowano ją do
zwlekania.
Najchętniej zajęłaby
się czym innym, ale przełożeni uznali, że tak istotne zadanie nie może być
wykonywane przez kogoś to ma jeszcze inne zobowiązania. I tak więc, oto tym
sposobem została uziemiona oraz zdegradowana do roli anioła stróża tego
przeklętego klanu Uchiha. To też należało do ironii losu, że akurat ona dostała
to zlecenie. Wróg dziedziców Sharingana paradoksalnie miał uratować ich od
zguby. Śmieszne.
Ten ktoś —
jeżeli jest taki ktoś — kto steruje ludzkim życiem, czy to Bóg czy coś cholera
wie co, prawdopodobnie umiera ze śmiechu. Abstrahując, czy w ogóle jest
personą, bytem, zdolnym to robić.
W każdym razie,
czy nikt nie zauważył absurdu, że to akurat ona dostała tę misję? Potomkini Senju
Hashiramy, wroga numer jeden Madary Uchihy? No dobra, niby te waśnie zakończyły
się kilkadziesiąt lat temu, ale niesmak pozostał. Jakoś nie przypuszczała aby
wiedząc o jej korzeniach członkowie klanu Uchiha na poważnie brali to co ma im
do powiedzenia. Dlatego właśnie zdecydowała się nie wyjawiać swojego
pochodzenia.
Sfrustrowana tymi
rozmyślaniami, podparła się na łokciu mrużąc zaspane powieki. Nigdy nie
należała do zwolenników czekania, a teraz jak na złość Liv nie pozostawało nic
innego.
~oOo~
Liv drgnęła
nerwowo powieka, gdy zauważyła ubiór rozmówcy, a w zasadzie jego brak.
Skonfundowana momentalnie odwróciła się do chłopaka plecami, chcąc dać mu
odrobinę prywatności. Cóż, mogła się tak nie śpieszyć to nie byłaby teraz świadkiem darmowego porno. Co prawda nie
posiadała złudzeń, że z jednej strony powinna się czuć zaszczycona. Cała damska
populacja wioski oddałaby wszystko za takie widoki.
— Niezłe
wyczucie.
— Och, nie
zgrywaj takiego skromnego — prychnęła w odpowiedzi na sarkastyczny ton,
mimowolnie obserwując jego blady tors w stojącym pod ścianą lustrze. A miała na
co popatrzeć. Lata treningów ładnie wyrzeźbiły ciało bruneta, uwydatniając
każdą krzywiznę mięśnia. Ze smakiem, ale bez przesady. Tak, spokojnie mogła
odhaczyć kolejną parafkę przy liście wymogów jakie musiał spełniać każdy
rodowity Uchiha, czyli idealna sylwetka. Odznaczone. — Podjąłeś decyzję?
— Propozycja, a
raczej sugestia padła dopiero dwa dni temu — odparł, wciągając przez głowę
ciemną koszulkę. — Swoją drogą, spóźniłaś się.
— Powinieneś to docenić, więcej czasu do namysłu.
— Nie doceniłem.
— Och, naprawdę? Sądziłam, że taki geniusz jak ty zdąży już rozważyć wszelkie za i przeciw.
— Nie doceniłem.
— Och, naprawdę? Sądziłam, że taki geniusz jak ty zdąży już rozważyć wszelkie za i przeciw.
— Przykro mi, że
cię rozczarowałem.
— Raczej myślę,
że lubisz te moje niezapowiedziane wizyty — zaśmiała się kpiąco, ale tak jak
przypuszczała, Itachi nie zareagował na tę lekką prowokację. Ba, on nawet nie
zerknął w jej stronę. Zamiast tego wyciągnął z torby zwój i zaczął go
przeglądać, zupełnie jakby był w pomieszczeniu sam.
Zauważając to
Liv zacisnęła mocno usta, błyskawicznie obracając się do Uchihy. Zanim zdążyła
się zastanowić czy dobrze robi, pokonała dzielącą ich odległość i zastawiła
dłonią treść studiowanego przez chłopaka papieru. Czego jak czego, ale
nienawidziła być lekceważona. I rozpierała ją satysfakcja, bo uzyskała jakąś
reakcję. Może nie tak żywą jaką by chciała, ale zawsze coś. Od czegoś trzeba
zacząć, prawda?
Itachi powoli
przesunął wzrokiem po twarzy poirytowanej dziewczyny, a później ku jej
zdumieniu na jego ustach pojawił się nikły grymas, który od biedy można było
nazwać uśmiechem.
— Tak jak ty
lubisz mnie obserwować w odbiciu, gdy sądzisz, że nie widzę.
— Chyba
sobie...! — zawołała, purpurowiejąc.
— Nie zaprzeczaj
oczywistym faktom — mruknął ze znudzeniem, strącając rękę Liv.
— Jak nic, to
zadanie dostałam w ramach kary. Pokuta za niesubordynację — wymamrotała pod
nosem, cofając się i opadając na poduszkę obok Uchihy. Zdecydowanie ich
współpraca będzie pozostawiała wiele do życzenia.
— Taka misja to
jak wczasy — zauważył oschle, zwijając rulon i mrożąc kunoichi spojrzeniem. —
Nie dokonujesz mordu, a twoje ręce nie są splamione krwią.
— Ale będą, bo
gdy podejmiesz błędną decyzję to ja będę współwinna masakry twojego klanu —
syknęła, patrząc mu hardo w oczy.
— Posłaniec nie
ponosi odpowiedzialności za to co przekaże.
— To ciekawe
czemu tak wielu kończy skróconych o głowę — zapytała retorycznie, zaraz
wzdychając ciężko i podnosząc się do pionu. — Trudno. W takim razie zobaczymy
się kolejny raz. Może wtedy będziesz miał dla mnie odpowiedź.
— Może.
Faktycznie rola anioła stróża Uchihów dla Senju to prawdziwa przewrotność losu (czy raczej autora xp), ale mimo to czy pan Itachi nie nauczył się podczas misji, że zawsze lepiej jest wiedzieć więcej niż mniej? Cóż, mógłby chociaż wysłuchać Liv, tym bardziej, że napoczęła temat, iż chodzi o przyszłość jego planu. Nawet gdyby miałby być to głupoty, to chyba dobrze być zorientowanym w temacie, bo a nóż widelec okaże się, że jeszcze nawet bezsensownym bełkocie znajdzie się jakaś cząstka prawdy =.='' I nie, nie drogi Łasico, paradowanie bez koszuli nie usprawiedliwia cię za tę niegodną geniusza postawę ^^'' Nagim klatom wiele można wybaczyć, ale wszyscy mamy swoje limity, nie? xD No to teraz tak na przeprosiny coś więcej xp (if ju noł łot aj min)
OdpowiedzUsuńWeny i mniej bólów zębów! (cóż za dziwne życzenia x.x'')
~Kita-pon
Ach... ładne opóźnienie z odpisywaniem na komentarze (może nikt nie zauważył - rozgląda się nerwowo).
UsuńDziękuję za komentarz Kita! Na Ciebie zawsze można liczyć <3.
Pan Itachi w tym fiku ma własny, sprecyzowany jasno plan XD. Wszystko zrobię sam, a co! Kto geniuszowi zabroni^^.
Tak sądziłam, że za pozbawienie Itachiego koszuli dostanę punkty XD. Huehuehuehuehue... niecny zabieg oślepiania czytelników powiódł się w 100% XD.
A mnie się podobają takie życzenia, a co! Mniej piniędzy z kieszeni dla tych sadystów dentystów (ciekawe, że akurat to się rymuje, nie? Przypadek? Nie sądzę^^)
Buziaki <3
To doprawdy chichot losu, że akurat Senju ma pilnować Uchiha. Chociaż bardzo mi się to podoba, bo wprowadza dużo możliwości rozwinięcia fabuły- pójdziesz w kanon czy też ominiesz go szerokim łukiem?
OdpowiedzUsuńKlaty łasica nigdy za mało i podobnie jak żeńska populacja Konoha dałabym wiele ze możliwość pooglądania sobie czegoś równie apetycznego :)
Możliwości... duuuuużo możliwości... czy idziemy w cukier, czy może w pieprzy, a może pot, krew i łzy... okej, zagalopowałam się w kminieniu XD.
UsuńGoła klata rządzi :"D. I jak tu się z takim kłócić, gdy używa TAAAAKICH zagrywek? No nie da się.
Dzięki za komcia i pozdrawiam. <3
Miałam już dawno skomentować, ale pamięć nie sługa... Szczególnie z moją sklerą.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, Liv taka strażniczka... How kawaii.
Po drugie, Uchiha taki bez ubrań, kiedy Liv jest w pobliżu. (Krew z nosa)
Po trzecie, masz u mnie nominację do LBA...
http://przygody-fairytail.blogspot.com/2016/05/libster-blog-award-2.html
Powodzenia w odpowiadaniu na te "trudne" pytania...
PS. Kiedy rozdział?!
Skleroza nie boli jak to się mówi, ale może być dokuczliwa. Trzeba się nachodzić^^.
UsuńSłodko, nie? Taki pełen wiary oraz pozytywnej energii z pewnością przyda się Uchiha XD. Ten entuzjazm z pewnością zarazi Itachiego.
Co do nominacji, bardzo dziękuję, ale niestety nie biorę udziału w takich zabawach. Cieszę się, że doceniłaś moją pracę.
Rozdział na ukończeniu <3.
Dawno mnie nie było, ale już jestem. Notka bardzo mi się podoba, ale jest zdecydowanie za krótka. Skoro od wszystkich dostajesz punkty, to ja Ci ich nie dam, o! Za karę że musimy tyle czekać na next. Ja chcę wiedzieć jak Łasic przebłaga pewną demonicę...
OdpowiedzUsuńPS Pamiętasz mnie jeszcze?
Pozdrawiam, Yuzuki
Pewnie, że Cię pamiętam. Szczerze to myślałam, że porzuciłaś moja historię, a tu taka niespodzianka <3.
UsuńAch, tyle jej nie było i jeszcze pyskuje, co ja mam z Tobą za los XD.
Notka się pisze i to nawet od Zwaśnionych Rodów, więc nie krzykaj :"D.