Hej! Jak
spędzacie wakacje? Ja już niestety po wczasach, a co zabawniejsze teraz — naiwnie
myślałam, że sezon wakacyjny będzie jakiś taki spokojny w pracy, mało ludzi w
mieście bo może gdzieś wyjechali odpocząć… mhm, jasne — zapierniczam za dwie.
Tak, tak… nie ma sielanki.
Podoba Wam się
nowa szata bloga? Mnie bardzo <3. Już dawno się czaiłam na zmiany, ale jakoś
tak zeszło. Zawsze kapitulowałam. A to, że za dużo tłumaczenia komuś co chcę…
że „moja” Szabloniarka już nie robi zamówień, że ten stary nie jest taki zły,
że boję się zmian, bo później może być gorzej… tak, jestem geniuszem wymyślania
wymówek i mogę z tego prowadzić wykłady XD.
Teraz pewnie
kminicie jak, z taką ilością wątpliwości w końcu się na to zdecydowałam. Otóż,
tamten szablon co trochę się psuł i siłą rzeczy musiałam coś zrobić. Tak, Dita
została postawiona pod ścianą i tak oto jest nowy szablon. Można powiedzieć, że
blog podjął decyzję za mnie XD. Tym sposobem, dzięki łaskawości Vanes mam tę
piękność.
No dobra, jak
już sobie pogadałam to teraz trzeba nakreślić parę słów o rozdziale. I tu
zaczynają się schody… Czy zbliżamy się do końca? Nie mam pojęcia. Znaczy wiem
co chcę, ale zawsze w trakcie o czymś jeszcze sobie przypominam i tak się jakoś
przedłuża. No cóż, musicie być cierpliwi w stosunku do moich bohaterów. Nie ma
wyjścia :”D.
Tradycyjnie nie
sprawdzane, tak więc szukać czerwonej płachty i jak matador, robić uniki przed
bykami. Miłej zabawy :”3. Buziaki.
Kazama
z uwagą śledził poczynania królewskich alchemików, puszczając mimo uszu gadanie
Rumi. Jak tylko wkroczyli do środka stracił zainteresowanie dziewczyną,
skupiając się na naukowcach. Patrząc się na ich krzątaninę jedno słowo
przychodziło mu do głowy, mianowicie: precyzja. Każdy ruch wydawał się
wyjątkowo przemyślany, nic nie działo się przypadkowo. Cierpliwie przelewali
badane substancje z jednych pojemników do drugich, poddając je różnym
eksperymentom. Podgrzewali, chłodzili, odparowywali, a każdy zaobserwowany
wynik skrzętnie notowali w wielkiej księdze przy parapecie.
Mężczyźni zbyt
skupieni na pracy nawet nie zwrócili na nich uwagi, co w sumie było demonowi na
rękę. Dzięki temu zachowywali się swobodnie, a przede wszystkim nic nie
ukrywali. Ewentualne przeszukiwanie pomieszczenia nie napawało Kazamy
entuzjazmem, ale jeżeli wyłącznie w ten sposób będzie mógł się dowiedzieć co za
eliksir zdobyli to się poświęci. Cel uświęcał środki,
Cóż, teraz kiedy
już znalazł się w wieży mógł przestać udawać zainteresowanie królewną. Zrobiła
to czego od niej oczekiwał i tu ich zacieśnianie znajomości się kończyło.
Zresztą czuł się odrobinę zmęczony całym tym cyrkiem. Rumi chyba sporo sobie
naobiecywała podczas tego spotkania ponieważ robiła się coraz śmielsza, co
tylko irytowało Chikage.
— Och, witaj
królewno. — Najstarszy z obecnych mężczyzn wreszcie ich zauważył, posyłając
dziewczynie życzliwe spojrzenie zza okularów. Pobieżnie omiótł Kazamę wzrokiem,
a następnie klepnął w ramię towarzysza, aby i ten przywitał się z gośćmi.
— Witaj, Osamu —
przywitała się pogodnie dziedziczka tronu, podchodząc do księgi. — Przyciągnął
nas dym. Jak idą badania?
— Bez zmian —
odparł chudy jak patyk okularnik, drapiąc się po brodzie. — Byłoby łatwiej
gdybyśmy wiedzieli skąd i co w zasadzie testujemy.
— Ojcu wyjątkowo
zależy na tym projekcie.
— Daje nam to do
zrozumienia przy każdej wizycie.
Kazama w
milczeniu słuchał tej wymiany zdań, cierpliwie czekając na efekty. Żywił
nadzieję, że Rumi sama wpadnie na pomysł aby pokazać mu fiolkę z życiodajną
substancją. Jakby nie patrzeć to gwarantowałoby, że znowu zwróciłby na nią
uwagę. Przynajmniej na chwilę.
— Królewna Rumi?
— Zza regałów książek wyszedł potargany, niski staruszek o wyjątkowo bystrym
spojrzeniu. Podpierając się na drewnianej lasce, powoli kuśtykał w stronę gości
głośno szurając nogami. Pod pachą dzierżył opasłe tomiszcze, które zdawało się
wyjątkowo mu ciążyć, ale co dziwne reszta współpracowników nawet nie drgnęła
aby mu pomóc.
Patrząc na
mężczyznę, Kazama już wiedział, że ten człowiek zrobi wszystko aby utrudnić mu
zdobycie informacji. Podejrzliwość aż zionęła z bladoniebieskich oczu.
— Znasz zasady.
Nie wolno tu wprowadzać obcych.
— Wiem. My tylko
na chwileczkę.
— To nic nie
zmienia. Wynocha moja panno.
— Ale… to ninja
Konohy. Ubliżasz panującej Hokage podejrzewając, że skradną nasze patenty —
wytknęła dziewczyna, nadymając z niezadowolenia usta.
Kazama na tę
wzmiankę aż zakasłał gwałtownie, tłumiąc śmiech. On shinobi? Dobre sobie. Za
nic w świecie nie przyjąłby fuchy najemnika, ale skoro dzięki temu kłamstwu ten
stary dziad ich nie wyrzuci, to niech będzie. Chociaż ciekawiło go czy
ktokolwiek z tu obecnych zwrócił uwagę, że nie ma żadnych symboli na ubraniu,
które utożsamiałyby go wioską.
— Tego nie
powiedziałem — prychnął staruch, odkładając tom na blat dębowego stołu. — Jednak
będziecie nam przeszkadzać w pracy.
— Tylko pięć
minut — jęknęła błagalnie Rumi, wlepiając spojrzenie w mężczyznę. — Nic nie
będziemy ruszać. Popatrzymy z daleka i zaraz pójdziemy. — Obiecała gorliwie,
szukając wzrokiem wsparcia u Chikage.
Demon nawet nie
drgnął, całkiem ignorując towarzyszkę. Co jak co, ale nie zamierzał się prosić
ani tym bardziej nic obiecywać. Kiedy tylko zlokalizuje naczynie z tajemniczą
substancją z pewnością nie omieszka się jej dokładnie przyjrzeć.
— Pięć minut i
ani sekundy dłużej — skapitulował alchemik, kręcąc z westchnieniem głową.
~oOo~
Kazama przeczesał
palcami grzywkę dumając co dalej w milczeniu idąc po schodach. Zatracił się w
rozmyślaniach, całkowicie lekceważąc Rumi co i tak pewnie by robił w normalnych
warunkach. Był dla niej miły wyłącznie z jednego powodu i już go osiągnął.
Tak, jak
przypuszczał, tajemnicza substancja okazała się krwią demona. Każdy
przedstawiciel ich rasy potrafił to stwierdzić już na pierwszy rzut oka. I
kiedy tylko się co do tego upewnił aż dostał szczękościsku, z trudem opanowując
odruch stłuczenia pojemnika. Zdecydowanie nie podobał mu się fakt, że ludzie
przy niej majstrowali.
Z drugiej strony
może wtedy skończyłyby się polowania na nich? Skoro udałoby się stworzyć
syntetyk to Łowcy straciliby cenne źródło dochodów. Jednak, Chikage nie należał
do naiwniaków. Nawet jeżeli udałoby się rozpracować ich krew to wytworzenie
sztucznej zapewne zajmowałoby masę czasu, jak i pochłaniało od groma pieniędzy.
A złapanie żywego przedstawiciela demonów byłoby szybsze oraz tańsze.
Wtedy jak nic,
informacja o cudownych właściwościach demonicznej krwi przysporzyłaby im masę
wrogów. Staliby się cenną zwierzyną dla osób chcących się szybko wzbogacić, a
także wzmocnić swoją pozycję na arenie światowej. Teraz natomiast ich istnienie
było tajemnicą. Byli istotami z legend i podań. Mało kto wierzył, że nie są
wytworem wyobraźni. A i samym Łowcą zależało na utrzymaniu wszystkiego w
sekrecie. Bo po cóż im konkurencja? Tak to tylko klany polujące na demony znały
prawdę.
— Kazama? — Rumi
w desperackiej próbie zwrócenia na siebie uwagi, złapała towarzysza za
przedramię. Coś poszło nie tak. Spotkanie w ogrodach przebiegało w przyjemnej
atmosferze, a teraz Chikage ponownie się na nią zamknął. Czyżby zrobiła coś źle
w wieży? — Nie zgłodniałeś? Zaraz powinni podać obiad.
— Nie. — Siląc
się na cierpliwość strząsnął dłoń dziewczyny. Chyba nadeszła najwyższa pora aby
co nieco jej wyjaśnił. Chociaż może, jeśli jest mądra, to sama się wycofa i da
mu spokój. Oszczędziłaby jemu fatygi, a sobie przykrości albo wstydu.
— To może chcesz
jeszcze coś zobaczyć? Mamy wspaniałą kolekcję dzieł sztuki.
— Nie jestem
zainteresowany.
— To… — Rumi
nerwowo przeczesywała odmęty pamięci w poszukiwaniu czegoś co zainteresowałoby
Kazamę. Przecież pałac i okolice słynęły z zabytkowych budowli, a także
ciekawych wytworów natury. Ludzie z całego świata przybywali do nich aby się
nimi zachwycać. Może powinna zaprosić go na przejażdżkę po karłowatym lesie,
albo do doliny wodospadów. Tak, to jest myśl! — Widziałeś już…
— Nadużywasz
mojej cierpliwości. — Chikage bezceremonialnie wszedł w słowo dziewczynie,
mrużąc gniewnie oczy. — W zasadzie, usiłowałaś zrobić ze mnie głupca.
— Nie rozumiem…
w życiu bym tak nie postąpiła — sapnęła autentycznie spanikowana. Niemal
zabrakło jej tchu, słysząc te oskarżenia.
— Tak? To co
masz do powiedzenia na temat wina z wkładką?
— Słucham? —
Rumi aż zamarła w szoku, wpatrując się w Kazamę. Nigdy nie przypuszczała, że
jej niewielka intryga się wyda. Jak to się mogło stać? — Ja…
— Och, nie
udawaj — prychnął demon, patrząc z góry na zaczerwienioną ze wstydu królewnę. —
Naprawdę łudziłaś się, że nie zauważę?
— To nie tak.
— A jak?
Zresztą, nie chcę wiedzieć. Żegnam.
— To miało tylko
wprawić cię w dobry humor! Nic więcej — krzyknęła ze łzami w oczach, za
odchodzącym towarzyszem. Naprawdę była naiwna. Przecież takiego człowieka jak
on nie da się przechytrzyć. Co ona sobie najlepszego myślała?
— Doprawdy?
Zabawne. Mieszkańcy Lawy mają wyjątkowo specyficzne metody umilania czasu
gościom — rzucił przez ramię, wychodząc do ogrodów. Tak, zdecydowanie załatwił
to w miarę subtelnie. Nikt nie zarzuci mu, że obraził królewskie dziecię. Jakby
nie patrzeć sama ukręciła na siebie bat.
Teraz potrzebował
chwili samotności aby dokładnie przemyśleć co zrobić z krwią w rękach
alchemików. Zniszczyć próbkę czy pozwolić eksperymentować? Trudny wybór.
~oOo~
Liv rozparła się
wygodnie przymykając z lubością powieki i delektując się ciepłem. Wreszcie i
ona postanowiła zawitać w tych słynnych na cały świat termach dochodząc do
wniosku, że szkoda by było nie skorzystać z okazji. Jakoś nie przypuszczała aby
w przyszłości ponownie zawitała na te tereny. Życie żołnierza bywało bezlitosne
i żadne planowania nie miały sensu. Wyruszasz tam gdzie pośle cię wioska. Tak
to wygląda w praktyce. Chociaż, jakby dostała jakiś dłuższy urlop to może
odwiedziłaby te rejony. Okolice Lawy naprawdę należały do malowniczych.
W
każdym razie teraz, upajając się chwilą dla siebie nie próżnowała. Potrzebowała
pomyśleć a podziemia pałacu idealnie się nadawały do tego celu. Nic nie
rozpraszało Senju, nikt jej nie nachodził ani nie zaczepiał — tak, zdecydowanie
myślała tu o Rumii, która dziwnie zapałała do niej nagłą sympatią. Cóż,
możliwe, że z powodu Uchihy. Królewna przyłapała ich kilkakrotnie razem —
nieważne, że omawiali ewentualne możliwości przebywania wroga, czyli nudna
praca shinobii — i wysnuła własny wniosek. Liv przestała być przeszkodą na
drodze do serca Kazamy, bo umawiała się z innym! Tak, tę hipotezę Rumi miała
niemal wypisaną na twarzy. Mała nawet sugerowała, że mogłaby porozmawiać z
ojcem aby przydzielono im wspólną komnatę. Ten pomysł był tak niedorzeczny, że
Senju zamiast się oburzyć zwyczajnie zaczęła się śmiać.
W
każdym razie, teraz dumała nad czymś innym. Chciałaby wykazać się
profesjonalizmem i powiedzieć, że analizuje kolejne kroki w celu pochwycenia
działającej na terenie kraju Ognia szajki, ale byłoby to perfidne kłamstwo.
Otóż, umysł Liv zaprzątała ostatnia poważna rozmowa z Uchihą. Słowa Itachiego
poruszyły jej serce, ale cóż z tego skoro rozsądek nakazywał aby je olać i
trzymać się pierwotnego planu. Skupić się na służeniu wiosce, bo jakby nie
patrzeć znalazła wiele priorytetów do wykonania. Obserwacja kariery uczniów to
wyłącznie jedna pozycja na dość obszernej liście, ale najbliższa sercu. Powinna
też zastanowić się nad tym zdrajcą Danzo — zdecydowanie nie zapomniała piekła
jakie zgotowali jej Łowcy po dostanym błogosławieństwie od szefa Korzenia —
oraz nad zaproszeniem do Krainy Śniegu. Chociaż może już ktoś coś wiedział o
Shimurze, a ona z racji przebywania w terenie nie została poinformowana. Tak
też mogło być, zwłaszcza że stworzono i przydzielono osobną formację do
wytropienia tego starego dziada. I dział w niej tak łebski facet jak Shisui. Co
jak co, ale on wygrzebie tego szaleńca nawet spod ziemi.
A co do
spotkania z panem X na jego terenie, to akurat zależało wyłącznie od Piątej.
Bez jej polecenia, Liv nie miała prawa nawet ruszyć palcem w bucie. Ech, czasem
wykonywanie, a raczej czekanie na rozkazy było frustrujące. Senju należała do
ludzi czynu.
~oOo~
Demon rozejrzał
się po starym, nieużywanym gmachu. Łuszcząca farba odpadała płatami od ścian, a
kamienna posadzka przypominała ser z dziurami, ale to w żaden sposób nie
odstręczało Kazamy. Owszem, lata świetności budynek miał już za sobą, ale
biorąc pod uwagę co zamierzał w nim robić idealnie się do tego nadawał. Raz, że
znajdował się na peryferiach królewskiego grodu — czyli nikt niepowołany nie
wparuje do środka — a dwa został zabezpieczony odpowiednimi technikami ninja
aby nic co wydarzy się pod tym dachem nie wydostało się na zewnątrz i nie
zagroziło okolicznym terenom. Taka pancerna, zdezelowana puszka, która
cechowała się wyjątkową odpornością na zniszczenia. Owszem, Chikage lubował się
w tym co piękne, ale dziś postawił na praktyczność.
Mrużąc powieki,
utkwił spojrzenie w sklepieniu, które kiedyś musiało być interesującym freskiem.
Cóż, patrząc na ten obraz nędzy i rozpaczy, ponownie zastanowił się czy dach
wytrzyma takie przeciążenia oraz nie spadnie mu na głowę. W końcu niezbyt
zadowolony byłby z faktu jakby został tu pogrzebany żywcem. I chociaż groźba
zawalenia wydawała się całkiem realna to jednak nie zamierzał się wycofać. Co
jak co, ale i tak już zbyt długo czekał na tę chwilę.
Zaalarmowany
cichym skrzypieniem wrót, powoli odwrócił się do przybysza. Bez emocji
obserwował jak idzie przez pomieszczenie, nie spuszczając z niego wzroku. Tak,
poświęcał mu pełną uwagę, ale nie dziwne. W końcu każdy by tak postąpił gdyby
został zaproszony do tej rudery. Intuicja jak oraz racjonalizm podpowiadał, że
spotkania w takich miejscach nie polegały na pogaduszkach przy kawie i
ciasteczkach. A czego by nie mówić o użytkowniku Sharingana, nie należał on do
głupców. Przynajmniej w pewnym sensie.
Itachi Uchiha
bezpowrotnie wpisał się na listę ludzi, których powinno się wyeliminować. I
Kazama doskonale zdawał sobie sprawę, że zabić Uchihy nie może. No dobrze, niby
mógłby ale to skomplikowałoby relacje zarówno z Senju jak i z Konohą. A tego
nie chciał — przynajmniej na tym etapie. Mimo wszystko, nie zamierzał pozwolić
aby ten człowiek nie dostał żadnej nauczki. Nikt nie miał prawa bawić się
uczuciami Liv. Nie gdy on miał coś do powiedzenia w tej materii.
Już na starcie
nie było szans na zostanie przyjaciółmi — w końcu Chikage gardził ludźmi — ale
to co zrobił Uchiha później, bezpowrotnie przekreśliło jakąkolwiek formę
relacji, inną niż tę o natężeniu negatywnym. Zniknął minimalny szacunek — w
porządku, ciekawość — wobec potęgi Suzanoo oraz Sharingana. Teraz potomek
Madary przeobraził się w karalucha, którego wypadałoby zgnieść. Wymazać
istnienie z kart historii.
— A więc jestem
— odezwał się Itachi, zatrzymując kilka kroków od demona. Nie potrafił nic
wyczytać z twarzy Chikage, ale od jakiegoś czasu czuł, że ich drogi się
skrzyżują na innym, bardziej grząskim gruncie. — Skąd to zaproszenie?
— Przypuszczam,
że jesteś na tyle inteligentny, że wiesz — odparł Kazama, zerkając na zamknięte
drzwi. Ostatnim o czym marzył to niezapowiedziani goście.
— Domyślam się.
Jednak jestem ciekawy jak to rozegrasz, a raczej utrzymasz w tajemnicy. Senju
jest sensorem — przypomniał od niechcenia, krzyżując ręce na piersi. Cóż, dla
niego to nie problem, że Liv się dowie o tym starciu. Zbyt długo iskrzyło i
trudno się spodziewać żeby napięcie panujące między nimi wreszcie nie znalazło
ujścia.
— Nie masz do
czynienia z głupcem, Uchiha. — Chikage spojrzał z wyższością na przeciwnika. —
A Liv się nie przejmuj, ma ciekawsze zajęcie.
— Skoro tak
twierdzisz…
— Ale teraz,
pozwól, że skupimy się na tobie. Nie wypada lekceważyć mocy klanu Uchiha i
dlatego pozwól, że zdejmę z ciebie brzemię.
Zanim Itachi
zdążył się zastanowić nad słowami demona, poczuł bolesne ugryzienie w okolicy
barku. Zbyt zdumiony, wpatrywał się w tkwiącego naprzeciwko Chikage dopiero po
chwili rozumiejąc co się stało. Ślady krwi na zębach oraz kpiący uśmiech
powiedziały mu wszystko.
— Pozbyłeś się
strażnika… — Uchiha zerknął pobieżnie na nadgarstek. Cóż, złoty tatuaż nie
zniknął, ale wyglądał dziwnie blado. Jakby wtopił się pod skórę. Pieczęć
nałożona przez Senju symbolizowała dla niego nie tylko ochronę, ale również
pamiętną noc. Stanowiła realny, namacalny dowód, że dał dojść do głosu sercu i
rzeczywiście trzymał Liv w ramionach.
— Mhm… — Kazama
splunął pod nogi, marszcząc z niezadowolenia nos. — Tylko by nam przeszkadzał w
zabawie.
— Cóż, chyba
powinienem ci podziękować. Stanowiła pewną uciążliwość.
— Nie ciesz się
przedwcześnie. Nawet król demonów nie ma takiej mocy aby ją usunąć. — Chikage sięgnął po wiszący u pasa miecz. —
A teraz, koniec rozmów.
— Jak sobie
życzysz.
~oOo~
Liv spod
zmrużonych powiek patrzyła na układane na posadzce zwłoki. No cóż, tego się
zdecydowanie nie spodziewała. Kiedy dostała wiadomość, że natychmiast powinna
przyjść do lochów pomyślała, że klecha znowu rozrabia. Że jakimś cudem wyrwał
się spod działania Sharingana uprzykrzając życie strażników. Sprawa niepojętna,
ale może Uchiha zwyczajnie nie docenił pieczętującego oraz założył zbyt słabe
blokady w umyśle księdza. Dziwne, niesłychane, ale pomyłki zdarzają się
najlepszym. Może partnera zgubiła rutyna. Niestety na miejscu okazało się, że
żadna z wysnutych hipotez nie pokrywała się z prawdą. Stawiając się w celi, Liv
znalazła się oko w oko ze śmiercią.
Zacisnęła gniewnie
usta. Całkowicie nie rozumiała dlaczego klecha tak postąpił. Co zyskał dzięki
takiemu zagraniu. Rozmawiała z nim i nie wyglądał na osobę zdolną do targnięcia
się na własne życie. Wydawał się rozsądnym człowiekiem, nie impulsywnym.
Zresztą, z tego co się orientowała to bardzo wiele religii piętnowało
samobójców.
Dwóch żołnierzy
wpatrywało się tępo w trupa, który — wnioskując po minie — wreszcie odnalazł
upragniony spokój. Ten który wcześniej odcinał wiszącego na powiązanym
prześcieradle mężczyznę, przykucnął i domknął księdzu powieki.
Jak to się mogło
do diaska stać? Przecież przebywał w celi, a pod kratami całą dobę przebywali
wartownicy. Powinni usłyszeć coś niepokojącego. Jakby nie patrzeć człowiek w
konwulsjach robi sporo hałasu. Chyba, że klecha nawet się nie szarpał, co
byłoby dziwne. Z drugiej strony nie przeszła pełnego szkolenia z zakresu
medycyny, więc wszystko to na czym się opierała to czysta logika oraz
przypuszczenia. Dumając nad tą kwestią, podeszła bliżej. Całe zajście wyglądało
na samobójstwo, ale co jeśli nim nie było? Może bandyci już się dowiedzieli, że
Konoha przyjęła na nich zlecenie i zaczęli zacierać ślady? Jeśli tak, to jakim
cudem niezauważeni wtargnęli do pałacu?
— Skoro Liść
oficjalnie zajmuje się sprawą, przejmujemy ciało — poinformowała właśnie
wchodzącego króla. Najwyraźniej już zdążono go powiadomić ponieważ nie wydawał
się zaskoczony zastanym widokiem.
— Jeżeli
istnieje taka konieczność to nie widzę przeciwskazań. — Władca zmierzył
wzrokiem żołnierzy, a następnie nakazał im gestem aby opuścili pomieszczenie.
Gdy upewnił się, że odeszli wystarczająco daleko wyszeptał. — Ktoś jest za to
odpowiedzialny?
— Nie chcę
zgadywać — mruknęła Liv, przykucając i rozkładając specjalny zwój. Uformowała
pieczęć i już po sekundzie, z płótna wystrzeliły pasy bandaża szczelnie
okrywając zwłoki. — Specjalna grupa medyków zrobi szczegółową sekcję. Kiedy
przyślą wyniki zyskamy pewność.
— Przekaż aby
potraktowano tę sprawę priorytetowo — zażądał władca, zaplatając dłonie za
plecami i patrząc na kunoichi z góry. Czuł się wytrącony z równowagi. Jeżeli
księdza zamordowano w pałacu tuż pod nosem strażników to znak, że ktoś z jego
ludzi został przekupiony albo mają szpiega w szeregach. Sam nie wiedział co
gorsze. — Trzeba…
— Mój partner
zajmie się przesłuchaniem żołnierzy — weszła mu w słowo Liv, doskonale
rozumiejąc obawy króla. Całe to zajście stawiało pod wielkim znakiem zapytania
bezpieczeństwo rodziny królewskiej oraz poddanych. — Teraz najważniejsza jest
dyskrecja. Jeżeli to możliwe to chciałabym porozmawiać z kimś kogo darzysz
panie największym zaufaniem. Jego pomoc oraz spostrzeżenia mogą okazać się
bezcenne.
— Natychmiast go
tu przyślę.
~oOo~
Tsunade
opierała się wygodnie na fotelu, obserwując panoramę zza okna. Bezchmurne niebo
w pełnej krasie ujawniało swój ciemny granat, gęsto usiany gwiazdami. Niczym
drogocenne diamenty błyszczały na nieboskłonie przyciągając wzrok. Co ciekawe,
dzisiejsza noc była bezksiężycowa. Wyjątkowo rzadkie zjawisko w tych oklicach
Kraju Ognia, można powiedzieć, że anomalia.
Grupka naukowców
od paru dni nie mówiła o niczym innymi aż w końcu Piąta wydała pozwolenie na
pracę w terenie. I nie zrobiła tego dla nich, ale dla siebie. Zwyczajnie miała
dość patrzenia na ich błagalne miny i słuchania aluzji. Czym się tu do diaska
podniecać? Zjawisko jak wiele innych, które niezbyt wiele wnoszą do codziennego
życia. No może tyle, że nic nie oświetla w nocy drogi poza miastem. Naprawdę
miała ważniejsze rzeczy na głowie niż jednorazowy brak księżyca.
Niebawem została
poinformowana o zorganizowanym na wzgórzach spotkaniu astronomów, którzy w
fascynacji przyglądali się temu fenomenowi. Oczywiście została na nie
zaproszona, ale prędko odmówiła. Z ciepłego gabinetu również dobrze się
patrzyło na gwiazdy. Uśmiechając się pod nosem, skrzyżowała ręce na piersi. Konoha
powoli zasypiała snem sprawiedliwego i tylko nieliczni przechodnie pojawiali
się na ulicach. Przemykali cichaczem spiesząc się do domu na zasłużony
odpoczynek. Tak, ona też powinna pójść już do łóżka.
— Czcigodna…
— Mów — poleciła
bez zaskoczenia, nawet się nie odwracając do przybyłego shinobi. Nie spóźnił
się nawet o minutę, jak zawsze zresztą. Podziwiała tę jego punktualność dzięki
której można było spokojnie regulować zegarki.
— Raport już
leży na biurku, tam uwzględniłem szczegóły wraz z wymienionymi znaleziskami.
— Zapoznam się z
nim jutro. Dziś chciałaby usłyszeć ogólną ocenę sytuacji. — Z ociąganiem
odwróciła się do czekającego podwładnego, mrużąc powieki. — Co dla mnie masz,
Shisui?
— Potencjalna
kryjówka w górach okazała się zwykłym nieporozumieniem. Ślady wskazują, że od
dobrych kilkunastu lat nikt tam nie zaglądał. Kiedyś może służyła Korzeniowi,
ale oczyszczono ją do gołych ścian. Baa… przyroda ponownie ją zaadoptowała i
teraz to siedziba niedźwiedzi. — Teleporter zdjął z twarzy maskę, ocierając z
niej brud przedramieniem. — Natomiast podziemne labirynty na granicy z Krajem
Herbaty to już inna bajka. Z całą stanowczością możemy stwierdzić, że po
ucieczce z Konoha Danzo tam zajrzał. I z jakiegoś powodu wyjątkowo szybko ją
opuścił. Śmiem twierdzić, że to był tylko przystanek na jego drodze do celu.
— Wiemy gdzie
zmierza?
— Możemy
wyłącznie przypuszczać. Ja, sądząc po zgromadzonych materiałach, obstawiałbym
Kraj Bagien.
— Umotywuj.
— Ostatnimi
czasy dochodziły do moich uszu pogłoski o zacieśnianiu więzi pomiędzy Shimurą,
a jednym z przedstawicieli tamtejszej monarchii. Dziwne, zwłaszcza, że z racji
łączących nas relacji handlowych to im bardziej powinno zależeć na nas, a nie
odwrotnie. A jednak to Danzo wychodził z inicjatywą.
— Rozumiem.
Możesz odejść.
— Mam informować
ludzi o nowym celu podróży?
— Nie. Na razie
macie kilka dni odpoczynku — mruknęła Tsunade, masując skroń i zerkając tęsknie
na szafkę za plecami Uchihy. Tam ukryła butelkę sake, która teraz jak nigdy by
się przydała na rozluźnienie. Oczyszczenie umysłu. — Muszę skonsultować się z
Narą w sprawie Kraju Bagien.
— Przyjąłem. —
Shisui skinął głową, doskonale rozumiejąc dylemat Hokage. W tamtych okolicach
niezbyt akceptowano intruzów, a już niezbyt tolerowano węszących shinobi z
innych wiosek. Panujące tam władze we wszystkim widziały spisek mający na celu
odsunięcie ich od władzy oraz przejęcie terytorium. Zdobycie pozwolenia na
wejście na ich tereny graniczyło z cudem, co dotychczas nie stanowiło problemu.
Konoha jakoś specjalnie nie zabiegała o wizyty w tym dziwnym oraz specyficznym
kraju. Liść nie miał w tym żadnego interesu aż do teraz.
~oOo~
Liv spod groźnie
zmrużonych brwi, patrzyła na idącego korytarzem Uchihę. Jakby nigdy nic przywitał
się z obecnymi żołnierzami oraz zamienił z nimi kilka słów. Na ten widok z
trudem powstrzymała się przed złapaniem partnera za kołnierz i zbesztaniem ile
wlezie. Bo jak to tak? Sytuacja kryzysowa, a on nieuchwytny! Normalnie zapadł
się na kilka godzin pod ziemię i dopiero Chowańcom udało się go wytropić.
Zdecydowanie nadużywał jej cierpliwości, a powinien wiedzieć, że u niej to
towar deficytowy. Nie wiedziała gdzie ten dupek się szlajał, ale wybrał na to
najgorszy czas.
— Uchiha… —
Sztyletując mężczyznę spojrzeniem, zacisnęła dłonie w pieści. — Mam nadzieję,
że masz dobrą wymówkę.
— Nie mam.
— Słucham?! —
wysyczała, mrużąc gniewnie powieki. Bezczelność aż biła Liv po oczach, na co
zazgrzytała nerwowo zębami. Pozbawiono ich świadka koronnego, a ten arogant nie
wykazywał najmniejszej skruchy za zniknięcie bez słowa. Co prawda zapewne to
nie uratowałoby klechy, ale przynajmniej śledztwo już by trwało. A tak? Stała w
miejscu, bo niestety do przesłuchania świadków najlepszy był Sharingan. Już
przymierzała się do zmieszania Itachiego z błotem, kiedy coś zauważyła.
— Gdzie żeś ty
się szlajał, Uchiha. — W oka mgnieniu złapała go za brodę, oglądając obrażenia.
Zasinienie koło ust, dopiero co zasklepione zacięcie na policzku, obandażowana
ręka. Tak, zdecydowanie brał udział w walce. Do tego to utykanie.
— Nie ważne. —
Odwrócił się do Senju plecami, mocniej obciągając rękaw. — Która sala została
przeznaczona do przesłuchań?
— Lochy. Dobrze,
że jesteś chociaż w temacie — mruknęła z ociąganiem, analizując sytuację.
Itachi w walce posługiwał się głównie genjutsu i bardzo rzadko sięgał po
taijutsu. Uwięzienie przeciwnika w iluzji zwykle przesądzało cały pojedynek,
chyba że miał do czynienia z kimś… Och, jak mogła nie pomyśleć o tym od razu. —
Gdzie Kazama?
— Będziesz mi
towarzyszyć podczas rozmowy z żołnierzami? — Itachi puścił pytanie mimo uszu, ruszając
do podziemi. Oszczędzając poturbowaną nogę, ostrożnie schodził po schodach
rozmyślając o pojedynku. Niestety przez nagłe pojawienie się wilka Senju, walka
nie została rozstrzygnięta. W zasadzie, dobrze się stało. Żaden z nich nie
zbliżył się nawet o krok do unieruchomienia na tyle drugiego, aby uznać to za
zwycięstwo. I pewnie nawet kolejne godziny by nie przyniosły rozwiązania, więc
byłoby to zwykłe marnowanie czasu.
— Tak. Jakby cię
to interesowało to ciało już jest w Konoha — poinformowała Uchihę, idąc za nim.
Ciekawiło ją jakim cudem nie wyczuła ich pojedynku. Przecież czakra powinna aż
buchać w przestrzeń, że już nie wspomni o mocy demona. Gdzie ci dwaj durnie się
zaszyli żeby w spokoju trzaskać się po pyskach. Logika podpowiadała, że daleko
raczej nie odeszli, a więc w grę wchodziła jakaś nałożona bariera. To znaczy
żywiła nadzieję, że się zabezpieczyli i nie zrujnowali krajobrazu. I no cóż,
nie łudziła się. Zapewne prowodyrem tej uroczej akcji był Chikage.
— To jak,
powiesz mi gdzie Kazama?
— Nie wiem i
mało mnie to obchodzi — stwierdził, otwierając wrota. Zaraz jednak zerknął na
Liv przez ramię. — Nie zatrzymuję cię, możesz iść go poszukać.
— Niezła próba —
prychnęła z irytacją, mrużąc gniewnie powieki. Czy Uchiha naprawdę sądził, że
przedłoży opatrywanie ran Chikage nad obowiązki wobec wioski? Jak się dał
poturbować to niech teraz cierpi. Przynajmniej przez jakiś czas. — Listę zmieniających
się wartowników masz na biurku. Niedługo powinien się pojawić pierwszy.
— W porządku.
— Dasz radę
używać Sharingana?
— Czy mi się
wydaję, czy właśnie mnie obrażasz?
— Po prostu się
martwię, że…
— Teraz dla
odmiany łechtasz moje ego. O coś ci chodzi, Liv? — Uchiha przysiadł na brzegu
blatu, krzyżując ręce na piersi.
— Gdybyś dał mi
dojść do głosu to byś wiedział o co, ty arogancki bucu — wysyczała gniewnie,
łapiąc Itachiego za przedramię i odsłaniając nadgarstek z odnawiającym się
znakiem. — Dla dobra śledztwa oferuję ci pomoc. Nie potrzebna nam tu fuszerka.
— Znowu ten ton…
— parsknął z niedowierzaniem, ale nie cofnął dłoni z uścisku partnerki. —
Dziękuję za ofertę, ale nie skorzystam.
— Och przestań,
przecież widzę i czuję, że jesteś wyczerpany — wytknęła beznamiętnie, na
sekundę dłużej przymykając w powieki. Tak, mieli wystarczająco dużo czasu zanim
ktoś tu przyjdzie.
— Jednak nie na
tyle, żeby dobrowolnie się zgadzać abyś zadawała sobie ból — stwierdził
stanowczo, blokując rękę Liv zanim zdążyła kunai rozciąć skórę. Patrząc Senju
prosto w oczy, wolno wyartykułował. — Dam sobie radę.
~oOo~
Kazama zmrużył powieki, wyłapując prześwit
pomiędzy gęsto rosnącym bluszczem. Po wejściu głębiej w las, natknął się na tę
dziwną zaporę i z braku innej alternatywy szedł wzdłuż, dumając czy w ogóle kiedyś
się kończy. Po kilkunastu kilometrach, skrzywił się z niezadowolenia. Żywił szczerą
nadzieję, że nie będzie musiał sprawdzać jak daleko się ciągnie i na szczęście
się nie pomylił. Uśmiechnął się pod nosem. Swoją drogą ciekawy mur wymyśliły sobie
wilki.
Bez wahania odsunął na bok pędy, przechodząc przez
szczelinę. Kiedy znalazł się po drugiej stronie, błyskawicznie poprawił rękawy
yuukaty prostując się dumnie. Dobrze, że wreszcie je odnalazł. bo już powoli
zaczynał się niecierpliwić. Planując tę wędrówkę zdecydowanie zaniżył czas
potrzebny na wytropienie watahy. Cóż, podszedł do tego zbyt entuzjastycznie.
Omiótł spojrzeniem wszystkie obecne wilki na rozległej
polanie. Młode bawiły się między sobą nieświadome obecności Kazamy, ale te
starsze od razu go dostrzegły. Jednak nawet nie drgnęły ze swoich legowisk,
ograniczając się do łypania zza niedomkniętych powiek. Zwykłego śmiertelnika
przytłaczałaby zatrważająca liczebność drapieżników, ale nie demona. On nie lękał
się nikogo i niczego. Pojęcie strachu było mu całkowicie obce.
Wyławiając wzrokiem najpotężniejszego basiora, bez
wahania ruszył w jego kierunku. Błyszczące brązowe ślepia stwora, uważnie
śledziły każdy ruch przybysza podczas podnoszenia się do siadu.
— Witaj o potężny, Kami. — Kazama skłonił w szacunku
głowę.
— Szybko przybyłeś, demonie.
— Bóstwom nie wypada kazać czekać, nieprawdaż? —
odparł kurtuazyjnie, w żaden sposób nie reagując na nowego osobnika, który
przysiadł się do jego rozmówcy. Śnieżnobiała sierść aż raziła w oczy i wydawała
się nie na miejscu w otoczeniu takiej ilości zieleni. Drapieżnik tej maści
bardziej pasował do surowego klimatu mroźnych krain. — Przemyślałeś moją
propozycję?
— Owszem i ją odrzuciłem.
Kazamie nawet nie drgnęła powieka na tę odpowiedź. Poniekąd
takiej właśnie się spodziewał i był przygotowany. W negocjacjach trzeba być
zawsze o krok przed przeciwnikiem.
— Jednak… — Samiec alfa zerknął na białego
towarzysza, uśmiechając się z pobłażaniem. — Ktoś przekonał mnie do zmiany
zdania. Sojusz z demonami, a także z najpotężniejszą z wiosek ninja to nie byle
co. Nazwisko ewentualnego użytkownika kontraktu również znacząco wpłynęło na
to, że ponownie rozważyłem postawioną propozycję.
— Rozumiem.
— Zwój już czeka gotowy i tylko od ciebie demonie
zależy czy przyjmiesz nasze warunki.
— Jestem więcej niż pewien, że dojdziemy do
porozumienia — stwierdził stanowczo Chikage, ponownie się kłaniając.
O, matko. Mam nadzieję, że w tym komentarzu ujmę to, co chcę napisać i nie pozapominam większości, jak w poprzednim komentarzu pod poprzednim rodziałem.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, wygląd bloga mi się bardzo podoba. Jest przejrzysty i nie przytłacza. Naprawdę odwalono kawał dobrej roboty :)
A teraz przejdę do rozdziału. Wiedziałam, że tam musi być krew demona. Kazama ma jednak dobrego nosa. Do tego wreszcie się pozbył księżniczki, która swoją drogą nieco mnie irytowała... Pomijając fakt, że nie zrobił tego zbytnio delikatnie, ale kto by tutaj się szczędził na delikatność :D? Do tego chyba sprawił, że Uchiha będzie miał znowu trudność z Liv... No, jestem ciekawa rozwinięcia tego.
A co do końcówka.. No to ona najbardziej zaszokowała i zaciekawiła. Tylko pozostaje czekać na kolejny rozdział!
Życzę przede wszystkim wypoczynku i weny, bo to chyba się najbardziej przyda.
Pozdrawiam!<3
Cieszę się, że szablon zyskał aprobatę. Powiem szczerze, że tamtym byłam zmęczona. A poza tym zdołowało mnie jak znalazłam na innym blogu podobny.
UsuńEj, no. Kazama BYŁ delikatny. Przecież on nie cierpi ludzi, a do królewny wyrażał się oględnie. Powiedziałabym, że jak na niego to były szczyty dyplomacji.
Czy ja wiem czy Itachi będzie miał trudności z Liv? Powiedziałabym, że sytuacja będzie na moje oko bez zmian, i jak ktoś miałby oberwać to Kazama. Senju nie jest głupia i wie kto zainicjował pojedynek. Zwłaszcza, że Strażnik pieczęci został zablokowany.
Dzięki za wenę i czas, na pewno się przydadzą. Chętnie też bym przygarnęła basem, leżak parasol i drinki. Tak, to moje marzenia przy tej aurze XD. Pozdrawiam Kochana <3
Dobra, zacznę nieco banalnie, bo od kontemplowania szablonu. Jest w porządku, ale bardziej podobał mi się stary ^^'' Niemniej jednak, jeśli tamten był problematyczny, to trzeba było go zmienić. W pierwszej chwili jak zobaczyłam nową szatę, to aż się zdziwiłam i zaczęłam się zastanawiać, gdzie też ja zawędrowałam w tych internetach... x''p Grunt, że łatwo się czyta, bo czcionka jest jasna i czytelna, choć nie mogę powiedzieć tego samego o tekście komentarzy - kolor mógłby być jaśniejszy, żeby łatwiej się czytało.
OdpowiedzUsuńN to teraz przejdźmy do części właściwej: długo nie pisałaś, a ja tęskniłam strasznie, jednak doskonale cię rozumiem, bo sama pracuję i właściwie wakacje są najgorszym okresem w ciągu roku, bo wszyscy biorą urlopy, jesteśmy "short of staff" i najlepiej człowieku, żebyś się rozdwoił albo roztroił, żeby wyrobić się ze wszystkim na czas T_T Szczęśliwie jednak udało ci się znaleźć trochę czasu, żeby coś dla nas wysmarować ♥
Najbardziej z tego wszystkiego utkwiła mi w pamięci opiekuńczość Kazamy względem Liv i jej uczuć :D To było takie kochane, słodkie i urocze, że aż nie powstrzymałam się od głośnego "aaahh" x''p
Nie ma to jak dać upust buzującemu testosteronowi przez nawalanie się po mordach xp Zachowanie godne króla okolicznych spelun a nie demonów, ale cóż... nie będę przecież krytykować Chikage - moja miłość względem jego osoby mi na to nie pozwala xD
Cosik wydaje mi się, że to samobójstwo klechy to wcale nie było samobójstwo i niecierpliwie czekam na rozwinięcie tego wątku. Podobnie zainteresowało mnie zniknięcie księżyca, gdyż wydaje mi się, że to wcale nie musi być znowu taka oczywista sprawa, a ponad to w pamięci wciąż mam plan "Księżycowe Oko", toteż pozwolę sobie wmieszać w tę sprawę Madarę - czy moje myśli idą we właściwym kierunku? Czy Madara faktycznie ma z tym coś wspólnego? O.O
Bardzo zainteresowała mnie też koalicja demonów z wilczymi bóstwami i mam nadzieję, że w następnej części zdradzisz nam nieco więcej na ten temat, gdyż zapowiada się naprawdę ciekawie. Mam też nadzieję, że Danzo w końcu się znajdzie i ktoś wypruje mu flaki - nie znoszę gościa, no, nic nie poradzę... >.<''
Notka jak zwykle świetna ♥ Czekam na kontynuację, a tym czasem przesyłam pokłady weny i wolnego czasu (którego sama nie posiadam ^^'') ♥♥♥
~Kita-pon
A powiem Ci, że zgodzę się z Tobą na temat komentarzy. No, ale nie chcę już męczyć Vanes, bo i tak wyświadczyła mi dużą przysługę, że w ogóle się podjęła. Tak więc cieszmy się z tego co mamy XD.
UsuńPrawda? Kazama zachował się trochę jak starszy brat, który wziął delikwenta na stronę, bo złamał serduszko jego młodszej siostry :"D. Teraz mi tak przyszło do głowy, że tak to wygląda. No, ale... można go zrozumieć, bo zawsze miał na uwadze dobro Liv, nawet kosztem własnego.
Wiesz co? Chyba musisz iść gdzieś na odwyk od tego mrocznego Madary. Widzisz go wszędzie XD. Aż zaczynam się bać.
Tu jest małe wyjaśnienie co do pewnego wątku poruszonego wcześniej. Konia z rzędem temu kto się jarnie do czego nawiązuje ta rozmowa Kazamy z bóstwami lasu. Liczę na gimnastykę umysłu i, że ktoś podoła :"D. A jak nie, to cóż. Mocniej nakreślę w nowym wpisie^^.
Dziękuję Ci za ten pełen emocji wpis i mam nadzieję, że niedługo urodzę coś nowego. Trzymaj kciuki. Buziaki Kochana <3
Ej, ta notka jest zdecydowanie za krótka, biorąc pod uwagę fakt ile na nią czekaliśmy...
OdpowiedzUsuńZwłaszcza, że tak mało się w niej dzieje. Żal mi opętanego klechy, nieważne czy sam zdecydował się na odrobinę drastyczny krok rozwiązujący jego sytuację czy ktoś mu pomógł. Cieszę się z powrotu Shisuiego. To urocze, że Kazama i Itachi się bili. Na miejscu Liv ponabijałabym się z nich trochę. Z drugiej strony to ich starcie trochę się kupy nie trzyma, no przecież o tym z którym z nich się zwiąże zdecyduje pewna czerwonowłosa kunoichi, a nie jakieś głupie pojedynki, przez które panowie nie są w stanie wykonywać swoich obowiązków. Rumi strasznie mnie wkurza i nie będę za nią tęsknić, jak wreszcie zniknie. Zaczyna się robić za bardzo męcząca. Nie wiem czy chcę, żeby znaleźli Danzo, bo nie toleruję gadziny i wolałabym, żeby zniknął, z drugiej strony fajnie by było, gdyby ktoś odpłacił mu za to jak potraktował Liv. I Kakashi mógłby pochwalić się wynikami swojej misji, o ile jakiekolwiek są. Szkoda, że obecność pewnego wilka została tylko wspomniana, bo trochę za nim tęskniłam. No i lubię jego przekomarzania z jego... właścicielką? Mógłby też ktoś pomóc Senju przywołać takiego jednego smoka, bo dawno go nie było. Śmierć ojca Liv jest zbyt tajemnicza, podobnie jak śmierć jej matki. Wiem, wiem, nie wszystko na raz, ale co ja poradzę, że niecierpliwa jestem? Niepokoi mnie trochę kontakt Kazamy z bytami nieziemskimi, bo nie przypominam sobie, żeby było coś wspominane o jakichkolwiek sojuszach z Konohą. Tak w ogóle to skąd się ten osobnik wziął? Bo mam pewne podejrzenia co on robi w tej historii i nie wiem czy mi się to podoba czy nie. Zaczynam tęsknić za romantycznymi scenami Liv z Itasiem, bo jakoś dawno ich nie było. oczywiście życzę duuuuuużo czasu wolnego i jeszcze więcej weny, bo ja chcę już nową notkę.
Pozdrawiam,
Yuzuki
Cieszy mnie Twoja ciężka rozkmina tego rozdziału <3. W końcu po to piszę :"D.
UsuńMasz rację, bójka nic naszym panom nie dała. No może poza wyładowaniem testosteronu i frustracji. Ale to też ważne. Chłopy lubią ręczne rozmowy^^. Schodzi z nich ciśnienie.
Yuzuki... dużo wątków chcesz, nawet bardzo. Ale mogę Cię pocieszyć, że kilka na pewno poruszę. A co do interesie Kazamy z Bóstwami. Jak już napisałam wcześniej Kicie, kto spostrzegawczy (albo nieprzeciętnie domyślny, z genem wróżbity XDD) to się może jarnie skąd to spotkanie demona. A jak nie, to wyjaśnię w nowym wpisie. Tak czy siak, nowy rozdział rozwiąże wszelkie wątpliwości.
Lubię jak Jesteś niecierpliwa. To sprawia, że czuję się szczęśliwa. Po to właśnie autor pisze aby wzbudzać skrajne emocje.
Dziękuję za wenę i czas, mam nadzieję, że uda mi się jeszcze Cię zaskoczyć :"D. Pozdrawiam cieplutko <3.
To ciągle jest takie zajebiste ♥
OdpowiedzUsuńCieszy mnie to :"D
UsuńDamn, trzy dni. Przez trzy dni w każdej wolnej chwili czytałam Twojego bloga i szczerze mówiąc - zrobiłabym to ponownie. xD
OdpowiedzUsuń*no dobra, oprócz sugar story, ale sama nazwa daje mi cukrzycę, a nie lubię mieć cukrzycy*
Tak naprawdę trafiłam tu w poszukiwaniu Shisuiego, bo to cudowny człowiek, z którym nie ma ŻADNEGO, ale serio, ŻADNEGO ff. I patrzę, klan Uchiha, dobra, może będzie jako drugoplanowy, przynajmniej tyle. I jest. Może mało, ale zawsze coś. xD Chociaż szczerze przyznam, że jego braku jakoś specjalnie nie odczuwam, tak pochłonęła mnie Twoja historia. Fakt faktem, na początku myślałam "dlaczego ten Itachi jest taki nie-Itachi", ale potem przyzwyczaiłam się i nawet... nawet go polubiłam. xD Wcześniej jakoś obojętny mi był. xD
Główna bohaterka ma wspaniały charakter, uwielbiam ją, chociaż denerwuje mnie jej wszechpotężność. To umie, w tym mistrzyni, tu jest zajebista i fakt są tam jakieś cechy rzucone na przeciwwagę, ale dalej jej umiejętności bitewne są... no nie wiem, dla mnie przesadzone. xD
I pewnie jestem tu jakąś mniejszością, ale postać Kazamy jakoś mi nie leży. xD
Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co wymyśliłaś w sprawie tajemniczego X. Czuje, że będzie to ten punkt zwrotny w ich relacji, tak jak ten medalion.
Nie wiem, co jeszcze mogę napisać, więc po prostu życzę Ci dużo wolnego czasu i weny, niecierpliwie czekając na dalszą akcję!
Pozdrawiam,
Y.
Awwww... takie wyznania ochładzają ten skwar :"D.
UsuńTeż zauważyłam te braki! Nikt nie chce pisać o Shisuim. A przecież on jest taką wdzięczną postacią. Dającą tyle możliwości. A na pewno łatwiej się go pisze niż Itachiego. Starszy Uchiha w kanonie jest taki... trudny. Chociaż wydaje mi się, że w Szansie oddałam go nieźle. Przynajmniej najbliżej mu kanonu.
Wszechpotężny bohater... ta... wiem, ciężko strawne. Jednak na usprawiedliwienie mam, że jest z Senju, a tam nie ma przeciętniaków. I no cóż, dałam jej wodę, teleport i sensoryczność. Demon być może to za dużo, ale takie jest po prostu to opowiadanie. Mam inne, gdzie Liv jest tylko kunoichi. Zdolną, bo geny zobowiązują. Ale demon wypada z gry.
Dzięki za komentarz, Twoje uwagi są dla mnie bardzo cenne. Cieszy mnie, że tu zabłądziłaś. Witaj i rozgość się na stałe. Wenę przygarniam i czas, bo to deficyt. Dzięki i buziaki <3