Hej
Milusińscy <3. Wiem, długo trzeba czekać na wpisy, ale co zrobić…
Powiem tak, cieszcie się, że jeszcze piszę. I nie,
to nie jest groźba, ani szantaż… po prostu zwyczajne stwierdzenie faktu. Dorastam.
W moim życiu dokonują się zmiany i no cóż, kiedyś nadejdzie chwila kiedy będzie
trzeba wybierać. Wiadomo, trzeba się skupić na tym co ważniejsze. Chyba każdy
tak ma i rozumie, że czasem trzeba porzucić zabawę i skupić się na
rzeczywistości niewirtualnej. Trzeba zrozumieć swoje priorytety. Chociaż się
nie łudzę, że wciąż będę pisać. Pewnie wtedy do zeszytu, bo najłatwiej i
najszybciej XD, ale no.
Okej, skoro jako tako Was
poinformowałam o ewentualnej ścieżce życiowej, to jednak się nie zamartwiajcie.
Jeszcze trochę tu pobędę, więc nie spisujcie mnie na straty. (Kto wie, może
nawet jak zniknę to po paru latach zrobię spektakularny powrót?) No, ale co
będziemy gdybać… Może życie mnie zaskoczy innym, lepszym scenariuszem^^.
Nie przedłużając zapraszam na wpis i czekam na Wasze
opinie, za które zresztą serdecznie dziękuję. Czytanie Waszych komentarzy,
domysłów, jest wielce satysfakcjonujące. Dziękuję. Buziaki i do napisania :”D.
Kazama spod oka
patrzył na kroczącego majestatycznym krokiem wilka, uśmiechając się pod nosem.
Doskonale znał powód wizyty monstrum i nie była to tęsknota za towarzystwem
Chikage. W ramach kary za bójkę z Uchihą, Senju podesłała Moro na przeszpiegi
żeby się upewnił, że przeżył to starcie. Już sama insynuacja, że użytkownik
Sharingana mógł mu cokolwiek poważnego zrobić należała do obraźliwych, ale no
cóż. Skoro tak zamierzała uspokoić sumienie to niech będzie.
—
Żyję, możesz odejść — mruknął po dłuższej chwili, kiedy kreatura nijak nie
śpieszyła się do zabrania głosu. Zamiast tego mierzyła go tymi żółtymi
ślepiami, jakby próbowała prześwietlić. Chikage westchnął cicho, przymykając
powieki i poprawiając się wygodniej na zajmowanej skalnej półce. Na ten moment
potrzebował ciszy oraz samotności, co sprzyjało koncentracji. Rana w boku już
się zasklepiła przestając krwawić, ale wybity bark wciąż szwankował. Takie
urazy leczyły się dłużej, nawet u króla demonów.
—
Przybyłem aby ci złożyć pozdrowienia, o wielki władco.
—
Jestem pod wrażeniem, dowcip ci się wyostrzył — zauważył Kazama, aż nadto
wyczuwając kpinę. Wprawdzie może nie prezentował się kwitnąco, ale przeciwnik
odniósł o wiele bardziej satysfakcjonujące obrażenia. Tak, to było coś co
skutecznie poprawiało humor Chikage. — Lata u boku Liv ci służą.
—
Nie przeczę, ale ja nie o tym. Cytuję: „Doskonale wiem czyj to pomysł, i poinformuj
tę łachudrę, że jak go spotkam…”, barwna i wyjątkowo imponująca wiązanka
przekleństw… a tak w skrócie, to jesteś zdany na siebie. — Moro usiadł na
trawie, spoglądając w kierunku pałacu. Usytuowany na wzgórzu, górował nad
okolicą przyciągając wzrok.
—
Dzień w którym znajdę się na czyjejkolwiek łasce jeszcze nie nadszedł —
prychnął Kazama zgorszony pomysłem, że potrzebuje pomocy. Chwilę później jednak
uśmiechnął się buńczucznie. — Chyba, że oferujesz mi swoje usługi, jako swojemu
władcy.
—
Nie jesteś użytkownikiem kontraktu. Zresztą, na własne życzenie.
—
I nadal uważam tę decyzję za słuszną — stwierdził poważniejąc i skupiając
pełnie uwagi na Chowańcu. — Mów co masz do powiedzenia i wracaj. Moja
desperacja nie sięga tak daleko żeby tolerować twoją obecność.
—
Skoro tak ładnie prosisz — parsknął wilk, przekrzywiając w zaciekawieniu wielki
łeb. — Zawsze mnie zastanawiało… dlaczego w negocjacjach z moim ojcem
wytargowałeś tak mało, oferując tak wiele.
—
Naprawdę nie wiesz, czy po prostu chcesz to usłyszeć.
—
Demony to dziwne stworzenia — podsumował Moro, puszczając słowa Chikage mimo
uszu. — Zdobyłeś dla niej ten kontrakt, a nie zagwarantowałeś nic dla siebie
ani twoich pobratymców. Ubiłeś kiepski interes.
—
Moja rasa nie potrzebuje was.
—
Logicznie rzecz biorąc, ona również jest twoją rasą…
—
Logika i praktyka nie zawsze idą w parze.
—
Owszem, ale… — Moro westchnął głośno nad demonem. Czasem się zastanawiał czy ta
rasa nie jest przeklęta przez los. Prawie bogowie. Szybcy, wytrzymali, silni,
sprytni… Doskonali w każdym calu, a jednocześnie tak usidłani przez własną
naturę. Kiedy jakiś przedstawiciel tego gatunku obdarzał uczuciem był stracony.
Namiętność trawiła ciało nieszczęśnika, stając się kajdanami, trwałymi i
niezniszczalnymi, pętającymi delikwenta. Tyle w teorii. Bo jakby nie patrzeć,
Chikage nie wyglądał w tym układzie na ofiarę, chociaż Moro nie łudził się, że
to co demon żywił do Liv, z pewnością nie ułatwiało życia. Niewolnik miłości.
Stale za maskami, które ratowały dumę.
— Po prostu
uważam, że niepotrzebnie pakowałeś się w ten układ.
— Wiele rzeczy
robię niepotrzebnie — powiedział cicho Chikage, przenosząc wzrok na oddalone
królestwo. — To moje przekleństwo. A teraz, jeśli pozwolisz, chcę zostać sam.
~oOo~
Liv z zmęczonym
ruchem przetarła twarz. Czuła się do cna wyczerpana psychicznie, a w głowie
panował jej istny mętlik. Dopiero skończyli przesłuchania i najwyraźniej nikt
nie pomagał kapłanowi w opuszczeniu tego świata. Pod ogniem pytań żaden z
żołnierzy nie poddał pod wątpliwość przedstawianej wersji ani swojego alibi na
ten konkretny wieczór. Żadnych dziur w zeznaniach, ani wahania w głosie
zeznających. Co frustrujące nawet Sharingan nie odkrył żadnego świadczenia
nieprawdy. Jednym słowem, najważniejszy, a dosłownie mówiąc jedyny, kluczowy
świadek wykitował. I to dosłownie tuż pod ich nosem. Cudownie. Nawet nie
chciała się zastanawiać w jakim to ich świetle stawiało.
— Uchiha… —
Senju aż przystanęła, kiedy przyszła jej do głowy pewna myśl. — Czy to możliwe
aby klecha miał w sobie zapieczętowaną technikę, ale z opóźnionym zapłonem?
Albo, że jakiś czynnik musiał ją uruchomić?
— Już się nad
tym zastanawiałem — przyznał Itachi, zatrzymując się przy szerokim oknie i
spoglądając na nocne niebo. — Wczoraj była bezksiężycowa noc. Zwróciłaś uwagę?
— Zauważyłam,
ale… — Dopiero teraz dotarło do Liv jak bardzo mizernie prezentował się
towarzysz. Owszem, z racji pochodzenia nie grzeszył opalenizną, ale teraz
wydawał się wręcz siny. Aż zmrużyła powieki, spoglądając na niego z uwagą.
Chyba walka z Chikage dała mu w kość bardziej niż gotów był się przyznać.
Jeszcze te kilka godzin przesłuchań, gdy używał Sharingana… A żeby szlag trafił
tę Uchihowską dumę. Zbyt pochopnie dała się spławić po zaoferowaniu pomocy. —
Myślisz, że taki mógłby być mechanizm? Katalizator?
— Czysto
hipotetycznie, tak. Jednak nabierzemy pewności, kiedy przyjdą wyniki sekcji z
Konohy.
— Rzeczywiście,
chyba lepiej poczekać z hipotezami — mruknęła, przeczesując palcami grzywkę. —
Idziesz…
— Jestem
zmęczony. — Itachi bezpardonowo wszedł jej w słowo, momentalnie ruszając z
miejsca. Nie odwracając się za siebie, szybkim krokiem ruszył do zajmowanych
komnat zupełnie jakby po piętach deptał mu sam demon, a jakby nie patrzeć Senju
nawet nie drgnęła.
Zamiast tego wyłącznie
obserwowała tę ucieczkę partnera, łatwo domyślając się powodu takiego
postępowania. Zapewne któraś z ran właśnie się otworzyła — to sugerował grymas
malujący się na twarzy Uchihy tuż przed ewakuacją — i nie chciał aby to
widziała.
~oOo~
Dlaczego
wszyscy, znani jej faceci — koniec końców — okazywali się kretynami? Czy wraz z
chromosomem Y dostawali w gratisie brak rozumu? W życiu płodowym następowało
jakieś zniekształcenie w mózgu, przez co ich inteligencja była jedynie śladowa?
Takie pozory?
Rozmyślając nad
tym, Liv uniosła do ust kryształowy puchar upijając łyk wina. I musiała to
przyznać, Kraina Lawy produkowała naprawdę przednie trunki. Ładna, intensywna
barwa, wyrazisty smak i przyjemny zapach. Owszem, nie należała do znawców, ale
berbeluchę łatwo by rozpoznała.
Cholera, że też
nie potrafiła się skupić na jedzeniu. Odstawiając naczynie na stół, westchnęła
ciężko. Zagapiła się na mięso na talerzu bez apetytu. Gdyby miała lepszy humor
to z pewnością bardziej doceniłaby wysiłki pałacowych kucharzy. Danie wyglądało
jak małe dzieło sztuki i w innym wypadku — jakby nie była zaabsorbowana głupim
Uchihą — to aż by się ośliniła na sam widok. A teraz? Mimo dokuczliwego głodu,
zjadła może z pół porcji i już nic więcej nie była w stanie przełknąć. A wciąż nie
czuła się syta. Taki chrzaniony paradoks. Wymamrotała pod nosem barwne
przekleństwo dźgając widelcem stek.
Już postanowiła,
że po kolacji odwiedzi tego przeklętego dziedzica Sharingana aby się przekonać
jak dokładnie prezentuje się sytuacja. A jeżeli będzie stawiał opór to
zwyczajnie go unieruchomi. Dostanie wybór, dobrowolnie pozwolić na badanie albo
przy użyciu argumentu siły. Okej, pierwotne założenia były takie, że żaden z
nich nie dostanie od niej pomocy, tak w ramach kary za głupotę. Ale co tu dużo
mówić… Kazama należał do grupy uprzywilejowanych. Jego ciało regenerowało się w zasadzie samo,
a Uchihy to już inna bajka. Poza tym, robiła to dla dobra śledztwa. Ot co.
Senju z hałasem
odstawiła sztućce, gwałtownie podrywając się z miejsca czym wystraszyła obecną
w pomieszczeniu pokojówkę. Ignorując pytające spojrzenie dziewczyny, zacisnęła
pięści ruszając bez słowa do drzwi. Koniec. Dała Itachiemu wystarczająco dużo
czasu na ogarniecie się. Teraz czy tego chciał czy nie, ona sobie zerknie jakie
szkody poczynił pojedynek z Chikage. Z tym mocnym postanowieniem, w mgnieniu
oka pojawiła się pod sypialnią Uchihy i — zanim się rozmyśliła — bez pukania,
pewnie wkroczyła do środka. Jednak widok, który zastała w sprawił, że aż
zamarła w bezruchu.
Itachi siedział
na brzegu ogromnego łoża jedynie w luźnych, ciemnych spodniach opuszczonych
nisko na biodrach i wydawał się dumać nad leżącym na ziemi bandażem. Biel
opatrunku ostro odznaczała się na tle czerwono złotego dywanu, wyglądając
wyjątkowo nie na miejscu. Ale to nie ten widok w pełni skupił wzrok Liv.
Ona wprost nie potrafiła oderwać spojrzenia od nagiej klatki piersiowej bruneta
i to bynajmniej nie z powodu zachwytu. Otóż, konia z rzędem temu kto znalazłby
na ciele Uchihy skrawek skóry bez siniaka lub rozcięcia. Niewiele myśląc,
zacisnęła zęby zatrzaskując za sobą drzwi. Nie potrzebowali świadków.
— I ciebie
opatrzono metką geniusza — mruknęła z przekąsem, zmieniając się w demona.
Itachi na te słowa wyłącznie zerkną na nią spod oka z umiarkowanym
zainteresowaniem, więcej uwagi poświęcając opatrunkowi. Widząc to Liv jedynie
pokręciła z irytacją głową i bez ostrzeżenia zbliżyła się do partnera,
popychając go na materac. Nie kłopocząc się żadnymi wyjaśnieniami przesunęła
palcami po brzuchu Uchihy, w zadumie nad uszkodzeniami tkanek. Żywiła nadzieję,
że jednak prócz silnych stłuczeń nie doszło do jakiś poważniejszych obrażeń. W
każdym razie, patrząc na bruneta doszła do wniosku, że Chikage odrobinę
poniosło.
— Niepotrzebnie
się fatygowałaś.
— Oczywiście —
mruknęła na odczepnego, aż krzywiąc się malowniczo dostrzegając gruby, zakrwawiony
bandaż na udzie gdy podwinęła mu nogawkę. — Jak dziecko…
— Przecież
powiedziałem…
— Uparty jak
dziecko — sprecyzowała z jadem, sztyletując mężczyznę wzrokiem. — Słuchaj
uważnie, bo nie zamierzam powtarzać. Masz do wyboru dwie opcje. Pierwsza, przyjmiesz
moją krew z godnością godną klanu Uchiha, albo druga, że siłą ci ją wleję do
gardła.
— Jesteś
niepoprawną optymistką skoro sądzisz, że jesteś w stanie mnie zmusić do
czegokolwiek.
— Doprawdy? —
zakpiła uśmiechając prowokująco, z impetem siadając Itachiemu na biodrach, co
wyrwało z jego ust głuchy jęk, zarówno zaskoczenia jak i bólu. W międzyczasie
dłonią zasłoniła mu oczy, a drugą uformowała pieczęć. — Naprawdę uważałeś, że
znak na twoim nadgarstku nie ma dla mnie ukrytej korzyści? Niespodzianka, paniczu
Uchiha.
— Dobrze ci
radzę…
— Tak, tak…
zabijesz mnie później — westchnęła znudzonym tonem, skupiając się na bardziej
frapującej ją kwestii. — Jaka decyzja?
— …
— Nie słyszę… —
Och, domyślała się, że Uchiha potrzebuje chwili na przetrawienie opcji, kiedy
to ciało odmawia mu posłuszeństwa. Teraz, bez jej zgody nie mógł poruszyć nawet
palcem u stopy. To dopiero ból dla ego.
— Zgoda.
— I nie można
było tak od razu? — rzuciła kpiąco, błyskawicznie schodząc z niego i
rozglądając się po pokoju. Gdy poczuła jak złapał ją za nadgarstek, uniosła
pytająco brew oglądając się przez ramię. — To jak? Masz jakiś pucharek, albo
inne naczynie?
— Po co zmieniać
zwyczaje?
Liv aż zmrużyła
powieki, patrząc w ciemne oczy Uchihy doskonale świadoma do czego zmierzał.
— Teraz nie
jesteś na skraju śmierci — odparła wymijająco, aż sapiąc z zaskoczenia gdy
błyskawicznie wstał i wsunął palce w jej włosy, zaraz je na nich zaciskając.
Ten gest nie wywoływał bólu, ale poczuła się dziwnie zdominowana, jakby złapana
w pułapkę. Niechętnie podniosła wzrok na przyglądającego się Uchihę aż nazbyt
świadoma jego bliskości. Na skraju
świadomości odnotowała, że zdecydowanie poruszał się zbyt szybko jak na skalę
odniesionych obrażeń.
— Pamiętaj, że
zaakceptowałem formę pomocy i należałoby abyś teraz ty poszła na kompromis.
Chyba, że zapominamy o całej sprawie…
— Potrzebny mi w
pełni sprawny shinobi, a nie kaleka — wymamrotała przez zaciśnięte zęby
doskonale świadoma, że zapędził ją pod ścianę.
— Ja odrzuciłem
ofertę, to ty do mnie przyszłaś. Miej pretensję do siebie.
— Dobrze, już
dobrze. — Zmarszczyła z niezadowolenia nos, macając się po kieszeniach. —
Postaraj się nie ssać nadgarstka, bo wbrew pozorom to sprawia dyskomfort.
— Hm… — Itachi
zamyślił się na chwilę, łapiąc Liv za rękę gdy wreszcie wyciągnęła kunai. —
Dawka jest zawsze taka sama? Niezależnie od obrażeń?
— Nie… na moje
oko, wszystko załatwi kilka kropel. Ale nie łudzę się, że tak szybko mnie
puścisz. Mówiłam ci, że moja krew ma właściwości narkotyczne…
— To wszystko co
chciałem wiedzieć.
~oOo~
Liv czerwona jak
burak wypadła za drzwi, zamykając je z hałasem i oparła się o nie całym ciałem.
Sapała jak po przebytym maratonie i w żaden sposób nie potrafiła uspokoić
oddechu. Naprawdę, jak mogła nie przewidzieć do czego zmierzała ta rozmowa.
Była głupia czy naiwna? I cholera, nawet jak już mleko zostało już rozlane to
potrzebowała aż tak długo żeby się ogarnąć?
Przyłożyła dłoń
do piersi, gdzie wciąż szalało galopujące serce. Chociaż zarzekała się jak żaba
błota, to wciąż Itachi miał nad nią władzę. Może nie taką jak nad tymi
wszystkimi zakochanymi w nim idiotkami w wiosce, ale jednak. Nadal Uchihy dotyk
rozpalał, a usta pozbawiały tchu. Pocałunek wystarczał aby jej mózg wyparował,
a ona topniała jak wosk w jego ramionach. Aż zadrżała na samo wspomnienie,
nerwowo przejeżdżając językiem po nagle wyschniętych wargach. I nawet fakt, że
ten drań ją ugryzł — nowy kreatywny sposób korzystania z leczniczej krwi — nie
potrafił w niej obudzić odpowiedniej ilości gniewu. Westchnęła ciężko,
pocierając palcami przymknięte powieki. Już sama nie wiedziała kogo chciała
ukarać swoim zachowaniem. Gubiła się w tym wszystkim i czuła się jak dziecko we
mgle. Owszem, Itachi zrobił z niej idiotkę zatajając plany matrymonialne, a ona
z racji urażonej dumy zbudowała odgradzający od niego mur. Ale jak widać, miał
cholernie wielkie dziury w konstrukcji. Budowlaniec z niej żaden.
Niespodziewanie
straciła oparcie i gdyby nie szybka interwencja Uchihy, jak nic wylądowałaby na
podłodze. Z urażoną miną zerknęła na podtrzymującego ją partnera, aż mrużąc
oczy na widok lekkiego uśmiechu malującego się na jego ustach.
— Ochłonęłaś?
Przybył posłaniec z Konohy. Domyślam się, że chciałabyś być przy tym.
— Mhm —
burknęła, odsuwając się i bez słowa wchodząc z powrotem do pokoju, z którego
jeszcze nie dawno uciekła jakby się paliło.
— Katsuyu, mów.
— Czcigodna
Tsunade nakazała wam wracać. — Bezskorupowy ślimak, wielkości bochenka chleba
siedział na toaletce patrząc na nich wyłupiastymi oczami. — Z wiarygodnych
źródeł wiemy, że grupa o której wspominaliście w ostatnich raportach zatrzymała
się w Tanzaku. Już śledzimy każdy jej krok.
— Co z ciałem
klechy? — zapytała Liv, skupiając się w pełni na Chowańcu Piątej Hokage.
Nakazała sobie wyparcie z umysłu niedawnego incydentu z Uchihą, co nie przyszło
z łatwością, ale fakt pojawienia się posłańca odrobinę to usprawnił.
— Wszystko jest
w raporcie, który przetransportowałam — mruknął bezkręgowiec, powoli pełznąc do
końca blatu. — W skrócie, nikt fizycznie nie przyczynił się do śmierci denata.
Samobójstwo, bez udziału osób trzecich.
— A co z zawartą
w umyśle sugestią?
— Nie chcę się
wdawać w szczegóły, które są umieszczone w zwoju.
— A co z ciałem?
Ludzie, dla których był przewodnikiem duchowym pewnie chcieliby go pochować —
stwierdziła Liv aż nazbyt dobrze pamiętając jak bardzo wierni kapłana się z nim
zżyli. Cholera, ciekawe czy ktokolwiek pamiętał aby przekazać im wiadomość o
jego śmierci.
— Jutro
przybędzie do Lawy już przygotowane do godnego pogrzebu — poinformował
Chowaniec, zaraz oddychając głęboko na wiszące w powietrzu niezadane pytanie. —
Dziś nie byłam w stanie go przenieść. Dopiero zakończyły się ostatnie działania
na terenach objętych trzęsieniem ziemi i wciąż, większa część mnie pracuje w
prowizorycznym szpitalu.
— Kakashi już
opanował sytuację?
— Odbudowa
budynków poszła sprawnie. Przynajmniej na tyle żeby zapewnić każdemu dach nad
głową. Ludzie potrzebują spokoju oraz stabilizacji, a to zapewniają
przeszkoleni psychologowie. Muszą uporać się z traumą jaką mają obywatele
zniszczonych terenów. — Katsuyu westchnęła ciężko. — Trzeba im zapewnić zwykłą
codzienność. Praca, szkoła, dom… żeby znowu wpadli w uspakajającą rutynę.
— Rozumiem —
przytaknął Itachi, sięgając po zwój z raportem.
— Osobna
informacja o waszym niezwłocznym opuszczeniu Lawy już dotarła do króla — rzucił
na odchodne Chowaniec i już po chwili zniknął, pozostawiając po sobie jedynie
mało estetyczny ślad na drewnie.
— Co wolisz,
rozmowę z monarchą czy bezpośrednim zwierzchnikiem armii? — odezwała się Liv,
spoglądając na towarzysza. Musieli się podzielić zadaniami żeby zdążyć do rana,
co znaczyło, że czeka ich cholernie długa, nieprzespana noc.
Dopiero teraz
dotarło do niej, że lecznicza moc jej krwi już zrobiła swoje. Na ciele
Itachiego nie było najmniejszego śladu po walce z demonem. Wszelkie siniaki,
cięcia, otarcia zasklepiły się pozostawiając gładką, bladą skórę. A skąd to
wiedziała? Otóż Uchiha wciąż nie miał na sobie koszulki. Otrząsając się z rozmyślań
wyciągnęła wyczekująco dłoń po zwój pozostawiony przez Katsuyu.
— Jakby nie
patrzeć powinniśmy przed opuszczeniem Lawy zadbać aby uszczelnili wszelkie luki
w ochronie. Uczulić na co powinni zwracać szczególną uwagę.
— Porozmawiam z
żołnierzami.
— W porządku. Ja
idę do króla.
~oOo~
Liv odgarnęła
włosy z twarzy, zatrzymując się na skąpanym w nocnej poświacie tarasie. Oparła się
o barierkę, spod rzęs patrząc na spacerujących po ogrodach strażników szepczących
coś między sobą. Dopiero wyszła z komnat króla i dumała nad przeczytanym
raportem. Zwłoki klechy przebadała Shizune, prawa ręka Hokage. Ta informacja
potwierdzała teorię, że Konoha potraktowała sprawę poważnie. Kobieta miała
długoletnie doświadczenie w pracy nad zmarłymi więc, Senju nie poddawała pod
wątpliwość jej osądu. Skoro stwierdziła brak udziału osób trzecich — fizyczne
zmuszenie do samobójstwa — to Liv w to wierzyła.
Natomiast ta
część raportu o przejęciu śledztwa przez Inoichego już była bardziej
niepokojąca. Mężczyzna pochodził z potężnego klanu Yamanaka, który techniki
związane z umysłem opanował do perfekcji. Potrafił w krótkim czasie odczytać z
mózgu cały życiorys denata, a nawet wykryć najdrobniejsze zmiany jakie mógł
nałożyć w nim intruz. Był też biegły w omijaniu mentalnych blokad. W każdym
razie, spostrzeżenia mężczyzny należały do niejasnych. Owszem, Inoichi
dostrzegł, że ktoś maczał palce w głowie klechy, ale jutsu należało do tak
skomplikowanych, że mimo prób nie był w stanie stwierdzić co dokładnie twórca
wyznaczył na katalizator. Bo jakiś wybrano, co do tego nie miał wątpliwości. Zapis
emocji, pór dnia, brzmienia wyrazów plątał się ze sobą, tworząc dla każdego
niewtajemniczonego niezrozumiały bełkot. W każdym razie, końcowa konkluzja
brzmiała następująco. Kapłan w założeniu miał prędzej czy później umrzeć, tego
pragnął twórca techniki.
Aż podskoczyła
ze strachu, czując jak coś opadła na jej ramiona, a ciepły oddech musnął w kark.
Zdumiona, błyskawicznie odwróciła się do intruza przystawiając mu kunai do
gardła, zaraz marszcząc brwi.
— Ciepło nocy
jest zdradliwe, Liv.
— Kazama… —
westchnęła z ulgą, chowając broń i poprawiając narzucone na plecy haori. Kiedy
tak patrzyła w jego rubinowe oczy, momentalnie przypomniała sobie o pojedynku
jaki stoczył z Uchihą, na co zacisnęła usta. Tylko czy powinna się nad nim
wytrząsać skoro zamiast ukarać obu, faworyzowała Itachiego dając mu krew?
Owszem, wytłumaczenie miała niezłe, bo misja i musi być w pełni sił, ale…
kierując się sprawiedliwością powinna uleczyć obu.
— Przyszedłem
się pożegnać. — Chikage oparł się bokiem o balustradę, spoglądając w nocne
niebo.
— Coś się stało?
— Nic, po prostu
obowiązki wzywają — stwierdził, przemilczając fakt, że należałoby poinformować
resztę demonów o niebezpieczeństwie. Co prawda, nie zyskał namacalnych dowodów,
że ktoś poluje na ich rasę — i nie myśli tu o Łowcach — ale faktem pozostawało
zniknięcie kilku osobników bez śladu. Powinni wdrożyć środki bezpieczeństwa. —
Słyszałem, że wy też nie zabawicie tu długo.
— Jutro wracamy
do Konohy — mruknęła, łypiąc na poważnego demona. — W zasadzie… to skąd to
wiesz?
— Spotkałem
twojego partnera.
— Och. — To
jedno zdanie wystarczyło aby z zawstydzeniem wbiła wzrok w kamienną posadzkę. I
chociaż nie prawił jej morałów, to wyczuwała w nim lekkie rozczarowanie. Jakby niewypowiedziany
żal za zdradę. Cholera, tak po prawdzie się łudziła, że Kazama się nie dowie o
uzdrowieniu Uchihy, a tu? Ledwie wrócił do pałacu, a już wszystko wiedział. To znaczy,
żywiła szczerą nadzieję, że akurat formy podania krwi nie znał.
— Przestań.
Doskonale zdawałem sobie sprawę, że mu pomożesz — prychnął, a Liv ze zdumieniem
podniosła spojrzenie na jego twarz. Spoglądał na nią z nieskrywaną wyższością,
a potem westchnął ciężko, przygarniając ją do piersi. Ujął w palce podbródek,
łagodnie unosząc aby mógł swobodnie na nią patrzeć. — I nie mam żalu.
— Przestań mnie
wybielać. Powinnam…
— Chcesz
odpokutować?
— Tego nie
powiedziałam — wymamrotała aż nazbyt świadoma, zmiany w zachowaniu Chikage.
Atmosfera
zrobiła się niesamowicie elektryzująca, a noc jakby zamilkła w szacunku, z
niecierpliwością czekając na działania jakie podejmie demon. Jakby świat
wstrzymał oddech w zaciekawieniu czy wreszcie ulegnie dręczącej go pokusie.
Jednak Kazama
się nie śpieszył. Powoli muskał opuszkami palców linię ust Liv, doskonale
świadomy jak taki dotyk na nią działa. Została złapana w pułapkę chociaż on
prawie nie zrobił nic, bo wyłącznie patrzył. Patrzył i sycił się widokiem lekko
rozchylonych warg, zaróżowionych policzków, szybciej unoszącej się piesi. Delektował
się tym wszystkim, trzymając ja w ramionach. Przesunął dłoń na policzek Senju,
nachylając się i mocniej przyciskając ją do siebie.
Z satysfakcją
odnotował, że oddech Liv stał się odrobinę płytszy, a palce mocniej zacisnęły
się na przodzie jego szaty, jakby dla pewności, że nie ucieknie. Zatraciła się w
doznaniach, odchylając głowę kiedy nosem przejechał po jej odsłoniętej szyi. Zaciągając
się zapachem kobiety, czuł jak drży oblizując spierzchnięte usta. Zamglony wzrok
jaki mu posłała zza kurtyny gęstych rzęs chwilę później, sprawił, że aż zamarł.
I przeklinając się w duchu od głupców, ostatnim wysiłkiem woli odsunął ją od
siebie. Trzymając Liv za ramiona czekał aż się otrząśnie, uśmiechając się przy
tym cierpko. I tak, z łowcy stał się ofiarą.
— Co ty…
— Wkrótce sama
do mnie przyjdziesz, a ja będę czekać.
— Kazama…
Słysząc
zachrypnięty głos szepczący jego imię, postanowił ukraść coś z tej chwili dla
siebie. Na ponure, samotne, zimne noce w pustym łożu. Tyle lat oczekiwania
chyba usprawiedliwiało, że pragnął coś uszczknąć z tego momentu. Namacalnego.
Zasłużył na godne pożegnanie. Tak. Z tą pokrzepiającą myślą, wplątał dłoń we
włosy Liv popychając ją na barierkę i całując tak, jak powinien wtedy u niej w
domu. Zachłannie, na pograniczu brutalności, a przy tym tak odurzająco.
Wreszcie jest!!!! Lecę czytać, odezwę się później.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Yuzuki
Widzę^^...
UsuńHej, co to ma znaczysz, że niedługo nas znikniesz?!!! Ja rozumiem, że prawdziwe życie jest ważniejsze, ale przecież dorośli też mogą pisać. Nie rób nam tego. Większość fajnych blogerek rezygnuje z pisania i naprawdę powoli nie ma już czego czytać. Nie opuszczaj nas na zawsze.
OdpowiedzUsuńYuzuki
Nie jestem w stanie powiedzieć jak to będzie. Na razie nie martwmy się jutrem, a cieszmy się dniem dzisiejszym. Trzymaj kciuki aby wszystko się w razie co ułożyło. Pozdrawiam <3
UsuńItachi zaczyna mnie już irytować. Mam nadzieję, że Liv kopnie go w dupę i wybierze Kazamę. Jeśli masz w planach wywinąć jakiś numer i uśmiercić demona, to mimo tego, kibicuję, aby Liv nie była z Itachim. Uchiha jest beznadziejny, podstępnie wykorzystuje sytuacje i odnoszę wrażenie, że nie liczy się z Liv. Za swoje całościowe zachowanie zasługuje na bycie z jedną z jego fanek, aby uprzykrzała mu życie każdego dnia. Twój Itaś z tego opowiadania kojarzy mi się z insektem, którego najlepiej było by rozgnieść, aby więcej nie mieszał. Niestety miłość jest ślepa i obawiam się, że Liv również choruje na tą ślepotę.
OdpowiedzUsuńHuehuehue... a sądziłam, że w tym rozdziale przypadnie Ci do gustu. Był arogancki, taki typowy Uchiha.. No, ale team Kazamy zobowiązuje :"D. Boru, boru... Itachi porównany do insekta, kobito, jego fanki by Cię zjadły XD.
UsuńNo cóż, miłość jest ślepa słusznie zauważyłaś jednak nie wszyscy dają się wodzić za nos. Ale takie wyjątki zdarzają się wyjątkowo rzadko...
O ja pierdolę ♥
OdpowiedzUsuńTelegraficzny skrót myślowy widzę XD
UsuńMyślałam, że nie dożyję kolejnego rozdziału! Z niecierpliwością dzielnie sprawdzałam codziennie twojego bloga, aż w końcu się doczekałam. Rozdział jak zwykle świetny. Jestem ciekawa kogo ostatecznie wybierze Liv. Którego by nie wybrała - mi wciąż się będzie podobać. Obydwoje mają w sobie to coś, dlatego ich uwielbiam. Jestem pewna, że jeszcze nie raz się zetrą i wejdą w drogę, aby chociaż trochę być bliżej Liv od rywala. Końcówka była boska, dlatego nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Jestem ciekawa odczuć Liv po tym namiętnym pożegnaniu :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny ^^
Cierpliwość jest cnotą, ale pocieszę Cię, że ja również nie jestem nią obdarzona XD.
UsuńHuehuehue... kasting na męża Senju uważam za otwarty. Nie no, sama kandydatka pewnie byłaby nimi zmęczona gdyby wprost zaczęli rywalizować. I w końcowym efekcie, aby oczyścić atmosferę, posłałaby obu do diabła :"D.
Dziękuję za komentarz, wenę i ślę dużo uścisków. Mam nadzieję, że uda mi się wstawić coś wcześniej niż za miesiąc :3.
krótko :-( i jeszcze mówisz że chcesz nas opuścić tyle smutku w 1 rozdziale tyle dobrego że rozdział się jednak w końcu pojawił nie mogłam się doczekać a teraz czuję taki niedosyt chciałabym by sytuacja się wyklarowała w końcu bo choć Kazama zdaje się być zakochany w Liv w taki sposób że zrobi dla niej wszystko to mam wrażenie że jednak chce ją po części wykorzystać nwm czemu tak mi się wydaje może jeszcze się do niego nie przekonałam z drugiej str Itachi musi nauczyć się choć trochę pokory bo wg mn wykazuje się zbyt rozbudowanym ego i ogromną pychą oraz dumą mam cichą nadzieje że nas nie opuścisz niewiele blogów wartych czytania pozostało a przynajmniej ciężko mi takie znaleźć z doświadczenia wiem że jeśli blog jest zawieszony przez okres ok 2 lat ja przestaję na niego wchodzić bo nie mam już nadziei na to że nadarzy się wielki powrót jestem ciekawa jak na pocałunek zareaguje Liv i jak wpłynie to na jej dalsze wybory czy Itachi się o tym dowie i jeśli tak to jak zareaguje życze duuuuuużo czasu weny chęci i czasu
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ~anonimka :-)
Boru, boru... na jednym tchu czytałam Twój komentarz XD. Taki bez kropek, ale, ale... nie marudzę! Cieszę się, że napisałaś coś od siebie, nieważne w jakiej formie:3.
UsuńTaki mam ogólny apel, nie martwcie się zbytnio moim zniknięciem. Sprawa nie jest przesadzona, więc nie ma co się przejmować na wyrost.
Cóż co do Twoich podejrzeń o wykorzystywaniu Senju... Obaj panowie mają swoje motywy i jakby tak spojrzeć obiektywnie to również obaj mają wiele za uszami. Kazama bez zgody dziewczyny ujawnił jej tajemnicę, a Uchiha... cóż, zachował się jak dupek. A to tylko wierzchołki gór lodowych. Z drugiej strony obaj panowie mieli dobre chwile, kiedy dawali coś z siebie. Tak więc, nic nie jest czarne ani białe, są też tak ważne w życiu szarości.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :D.
Hańba mi! Tak się spóźnić! A przecież sprawdzałam bloggera codziennie właśnie po to, żeby nie przepuścić niczego nowego od Dity, która trzymała mnie od dłuższego czasu na głodzie i co? - i stało się, przegapiłam odcinek >.<''
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie odnieść się wpierw do wstępu, zanim w ogóle zacznę czytać wpis (bo później zapomnę, co chciałam napisać ^^'') - dokładnie rozumiem, jak się czujesz T_T Dorastanie z jednej strony jest smutne, gdyż wymaga od nas czasem przecież wcale niebanalnych poświęceń i wyrzeczeń, ale jednocześnie w innych aspektach daje nam swobodę niezależności i wiele innych dogodnych rzeczy, na które nie mogliśmy pozwolić sobie jako dzieci - myślę jednak, że wiele bloggerek powinno zmienić ich tok myślenia odnośnie ich hobby. Po pierwsze, w życiu da się robić to, co się lubi i można nawet na tym zarabiać. Wiem, jest mało osób, które zarabiają na swojej pasji, ale w gruncie rzeczy uważam, że jest tak tylko i dlatego, że większość z nas myśli, że to tylko puste słowa i zamiast spełniać marzenia wtapia się w szarą masę rzeczywistości, zajmując się "poważnymi" sprawami. Po drugie pisanie wcale nie jest dziecinne - czy ktoś tu słyszał o takim zawodzie jak pisarz? Ponad to sama uważam, że polscy pisarze, szczególnie w gatunku fantasy absolutnie wymiatają, więc może zamiast zbaczać z tej drogi, powinnaś pójść nią dalej, jeszcze dalej, co oznaczałoby, że może to czas na kreowanie własnych rzeczywistości i bohaterów w zamian za używanie tych stworzonych przez kogoś innego? Nie wiem, może masz swoje autorskie opowiadania, które nigdy nie ujrzały światła dziennego albo opublikowane są gdzieś indziej, ale ja się do nich nie dokopałam - w każdym razie polecam wydawnictwo Fabryka Słów, które moim zdaniem zajmuje się patronowaniem najlepszych polskich i nie tylko pisarzy. Ponad to można się z nimi skontaktować za pomocą maila, przesłać swoje wypociny i a nuż widelec będą oni zainteresowani twoją twórczością? Warto spróbować, prawda? Ale nawet jeśli ich odpowiedź będzie grzecznościowym "nie, dziękuję", to wciąż jeszcze nie koniec świata, racja? Jest jeszcze masa innych wydawnictw, które pomaga debiutantom, jest masa magazynów, do których można wysyłać swoje prace. Po trzecie, nie poddawaj się, bo przed sobą na biurku mamwłaśnie książkę Patricka Rothfuss'a "The Wise Man's Fear", która początkowo była publikowana częściami NA BLOGU - a obecnie, tak jak już wspomniałam, leży sobie na moim biureczku w wersji papierowej, takie malutkie, króciutkie 1347 stron C:
Po czwarte, miło by było gdybyś z nami została i szczerze odradzam zniknięcia i wielkie powroty, gdyż... zazwyczaj są one niewypałami >.< Sama w ostatnim czasie publikowałam coś raz na kilka miesięcy i przez nawał pracy oraz brak weny nie miałam jak oraz o czym pisać, co bardzo odbiło się na moich statystykach, a przede wszystkim na odzewie pod nowymi postami, który jest praktycznie zerowy. No i co z tego, że wciąż niby mam te ponad sto obserwatorów? Gdzie oni są? Ano przez moją nieobecność zapewne uznali, że blog umarł śmiercią naturalną, dlatego przestali się już nim interesować - a to jednak boli. Publikowanie w eter boli, szczególnie jeśli już przyzwyczaiłaś się do tego dobrobytu, że ktoś zawsze pisze, że komentuje, motywuje, życzy weny, wyczekuje...
Ech, rozgadałam się jak niemowa w sądzie - no, ale przynajmniej teraz mi lżej :D To teraz spadam i biorę się za czytanie i potem skomentuję jeszcze samą treść nowego rozdziału ♥
~Kita-pon
TTTTTTTTTAAAAAAAAAAAAAAKKKKKKKKKKKKKK~!!!!!!!!!!♥♥♥♥♥
UsuńZdajesz sobie sprawę, że cię kocham, prawda?! ♥♥♥ (prawdopodobnie bardziej niż Itachi i Kazama Liv razem wzięci x''D)
Po pierwsze to uwielbiam to, jak bardzo cyniczne, a przy tym zabawne dialogi potrafisz układać xp Serio, powinnaś pisać scenariusze do jakiś filmów - a jeśli już jakiś kiedyś napiszesz, to błagam, błagam na kolanach daj mi chociażby jakąś minimalną robotę do przyczynienia się do twojego sukcesu ♥ Uwielbiam taki styl, bo dzięki temu kreowane przez ciebie postacie nie są płytkie i "kartonowe", ale mają prawdziwe charaktery, które można pokochać ♥♥♥ (coś tu dużo dziś serduszkuję... x''p) Ponad to lubię też sposób, w jaki odkrywasz przed nami przeszłość Liv i Chikage i sposoby, na jakie ci są ze sobą połączeni - subtelnie, niby przypadkiem, tak naturalnie i niewymuszenie. Nie lubię, kiedy autor po prostu wali długi blok informacji niczym kawałek encyklopedii wyjaśniający dane zjawisko. Tutaj wszystko jest dozowane tak... ze smakiem C:
Tak, zgadza się, wciąż jestem w teamie Kazama, ale podobała mi się scena z Itachim :D Niemniej jednak ty już wiesz, co... prawda? C:
TAK, W KOŃCU DOCZEKAŁAM SIĘ RUCHU ZE STRONY CHIKAGE - TTTTAAAAAKKKKK, TYLE WYGRAĆ! YOU MADE MY DAY~! ♥ ...or, to be exact, my evening... and the whole, fallowing day :DDD
To, jak wspomniałaś o tym, jak Kazama czekał tyle lat w zimnym, samotnym łóżku jakoś ujęło mnie za serce C'': Myślałam, że po prostu zostawisz go takiego niewynagrodzonego jak zawsze, a tu - BUM! W końcu coś się zadziało między nim a Liv!
Od dziś to mój ulubiony rozdział ♥ Coś czuję, że będę do niego wracać, kiedy mnie też będzie smutno, zimno i samotnie - będę do niego wracać z kocykiem i kubkiem kakao :''D
Dziękuję ci za ten cudowny wpis ♥ Jestem absolutnie wniebowzięta ♥♥♥ Teraz chyba z tych emocji nie zasnę xp
Pisz szybciutko następny rozdział i rozwijaj akcję między Kazamą a Liv, bo jestem bardzo ciekawa, co też się między nimi zadzieje C: A, tak swoją drogą to nawet nie jestem zła, że przerwałaś w takim momencie, gdyż był to absolutnie najlepszy moment, żeby zakończyć rozdział, więc ani długość mi nie przeszkadza, ani w ogóle nic mi nie przeszkadza, BO KAZAMA WZIĄŁ SIĘ DO ROBOTY ♥♥♥
Dobra, czas odtańczyć dziki taniec radości, a potem siusiu, pacierzyk i spać, bo rano trza znów wstać x''D
~Kita-pon
Kita, tak kilka dni rozważałam Twoje słowa. I powiem Ci szczerze, że nie wiem czy nadawałabym się do napisania książki i ogólnego zaangażowania w hobby, aby przestało być ono wyłacznie rozrywką a stało się sposobem na życie.
UsuńOwszem, widzę niektóre pozycje w księgarniach, które aż rodzą pytania w głowie, kto to wydał i dlaczego do cholery, bo jest tak beznadziejne. Czyta się źle, jest oklepane, a przede wszystkim... nudne. I tak, te właśnie twory na rynku dają nadzieję, że nawet ja mogłabym się z czymś przebić XDDD.
Ale, moje drugie Ja, stwierdza stanowczo, że raczej jestem tworem piszącym sezonowo. Nie wiem czy jestem na siłach stworzyć coś od fundamentu. Żebym nie musiała się tego wstydzić. Nie wiem...
I w drugim pewnie masz racje, powrót byłby trudny. Blog istnieje własnie dzięki Wam. To Wasze wpisy mnie mobilizują,a interakcja między nami pobudza wyobraźnie. Gdybym zniknęła, zapewne moja pozycja drastycznie by spadła, żeby nie powedzieć, że wypadłabym z obiegu. A to by cholernie bolało i zniechęcało.
Sprawa wymaga głębszej analizy, taka prawda. Ale, ale... o tym wydawnictwie zapisałam sobie w magicznym kajecie. Kto wie, może kiedyś coś urodzę w pełni i tam prześle? Nie trzeba niczego wykluczać XD.
Teraz czas na odniesienie do drugiego komentarza... Awwww... mówisz, że miałabym szansę układać dialogi? Huehuehue... gdybym karierę zrobiła to nie zapomniałabym o Tobie mój dobry duchu^^.
UsuńBohaterowie... cóż, chyba nikt nie spodziewał się, że Itachi nie wykorzysta sytuacji. Skoro Liv sama oferowała usługę, to czemu nie czerpać pełni korzyści^^.
A Kazama...heh, ileż można się znęcać nad demonem. Przecież nawet święty by nie wytrzymał XD. Zresztą, kochać to nie grzech, kochać to nie rozpusta... czy jakoś tak :"D.
Nawet nie wiesz ile radości mi dał Twój wpis, tyle pozytywnych wibracji mi wysłałaś, że przez kilka dni się nimi zaciągałam XD.
Pozdrawiam Cię cieplutko i mam nadzieję, że kolejny wpis Cię nie zawiedzie^^. Buziaki
Dajesz Kazama! Itachi niech spada na drzewo... Super rozdzialik ;D
OdpowiedzUsuńŻyczę weny i czekam na kolejny ;*
I team Kazamy fetuje XDDD. Dobrze, niechaj i Wy macie coś z życia :"D. Dzięki za wenę i również pozdrawiam <3
Usuń