21.05.2013

IX Więzi


Trochę długo przyszło czekać na ten rozdział ale na pocieszenie widać, że wyszedł nawet długi. Miłego czytania :)



Wizyta w Wiosce Ukrytej w Wodospadzie dobiegła końca. Czekała ich  czterodniowa wędrówka do Wioski Ukrytej w Deszczu. Senju w milczeniu podążała za grupą, pogrążając się myślach. Od momentu powrotu do pensjonatu starannie unikała Uchihy. Nie była pewna co o niej sądzi, ale wolała nie wchodzić mu w drogę. Nigdy nie wstydziła się tego, że jest demonem, ale wątpiła by jej drużyna oraz reszta przyjęła to z takim spokojem jak Itachi. Dobrze wiedziała jak ludzie potrafią być okrutni dla tego Bogu ducha winnego chłopaka od lisa.
Swoją drogą nie dogadali się z Uchihą w kwestii dyskrecji. Niestety znając złośliwość Uchihów nie byłaby zaskoczona, gdyby coś mu się niechcący wymsknęło. Trawiąc ten wniosek, od niechcenia spojrzała na plecy mężczyzny. 
Martwiło ją również zachowanie Kazamy. Przede wszystkim dlaczego ich nie ścigał, a po drugie jakim cudem wiedział, gdzie jej szukać. Jakby nie patrzeć, przecież przebywali z daleka od Konohy, więc prawdopodobieństwo przypadkowego spotkania malało prawie do zera. Ich znajomość urwała się dawno temu, a on wciąż z łatwością śledził jej poczynania. Jednak zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później ich drogi znów się skrzyżują.
Kazama, gdy chciał czasem potrafił być szarmancki i pociągający. Wystarczyłoby, że trochę by się postarał, a może spojrzałaby na niego łaskawszym okiem. Wiadomo jak każda chciała być kochana, ale pożądanie nie było taką złą alternatywą dla miłości. Jej demoniczna natura mocno lgnęła do Kazamy, co ten drań perfidnie wykorzystywał. Mimo wszystko w pamięci Liv, pozostało wiele dobrych wspomnień z demonem. Mężczyzna trwał przy niej, kiedy najbardziej go potrzebowała.

***

Siedząc przy ogniu obserwował Senju. Od ich rozmowy w lesie wyraźnie go unikała, nawet nie patrząc w jego stronę. Co prawda wcześniej też jakoś specjalnie mu się nie przyglądała, ale jej patrzenie na drzewo podczas wymiany instrukcji działało deprymująco. Doprawdy nie rozumiał tego całego cyrku.
Mimo że na własne oczy widział prawdziwą formę Senju to wciąż ciężko było mu uwierzyć, że jest demonem. Pewnie poniekąd dlatego, że przybierając właściwą postać niewiele się zmieniała. Rysy twarzy wciąż pozostawały takie same, a jedynie kolor oczu oraz włosów ulegał zmianie. No i te rogi… chociaż po demonie oczekiwałby się znacznie większych. Zdecydowanie spodziewał się czegoś bardziej efektownego. Kły delikatnie się wyostrzały jak u dzikiego zwierzęcia, i to by było na tyle jeżeli chodzi o wygląd oraz zmiany. Chociaż nie, pozostawały jeszcze te wzory na plecach.
— Sensei, kto pełni pierwszą wartę? — Akira brutalnie wyrwał Itachiego z własnych myśli i usiadł przy nim, czekając na instrukcję
— Ja, później ty i Miwa, Satu i Zaku, Shion z Yuchiro, a na końcu Senju — poinformował spokojnie, prostując wygodnie nogi. — Jak zwykle po dwie godziny, przekaż to wszystkim.

***

Liv siedziała na drzewie przy obozie oraz obserwowała okolicę. Las powoli budził się ze snu i słychać było pierwsze śpiewy ptaków. Słyszała cichy trzask gałęzi oraz szelest trawy, kiedy stworzenia wychodziły ze swoich kryjówek.
Spod lekko przymkniętych powiek, patrzyła na wschodzące słońce, dumając czy pogoda wciąż będzie im sprzyjać. Dziś mieli do pokonania dłuższą trasę, więc dobrą aura by nie pogardzili. Wszystko zaplanowali tak żeby po pietnastu godzinach marszu dojść do małej wioski, mniej więcej w połowie drogi do ich miejsca docelowego.
— Liv? Możesz mi pomóc?
Z powozu dobiegł ją głos Yuuki, a później głośny rumor. Z wyraźnym ociąganiem zsunęła się gałęzi, krzywiąc się malowniczo. Polubiła ich podopieczną, ale jeśli znów woła tylko po to by ją uczesać to po prostu osiwieje. Zdecydowanie nie nadawała się do usługiwania ważnym klientom. Mamrotają pod nosem, otworzyła z rozmachem drzwi zaraz stając jak wryta.
Jej oczom ukazała się Yuuki, odziana w pięknie zdobione kimono. Wyhaftowane na błękitnym tle kwiaty sakury oraz wznoszące się do lotu ptaki. Wszystko zostało oddane tak realistycznie, że Liv mimowolnie aż westchnęła z zachwytu. Najbardziej przyciągały wzrok płatki kwiatów, umieszczone przy stopach. Strój utrzymany został w jasnej kolorystyce, która wyjątkowo pasowała do córki władcy Kraju Ognia. Liv z wahaniem podeszła do podopiecznej i dotknęła błękitnego materiału.
— Co o tym myślisz? — zapytała, obracając się aby zaprezentować się w całej okazałości.
— Nieziemskie, ale nie bardzo nadaję się na podróż. Ugotujesz się w tym upale.
— Liv, nie bądź głupia. To na przyjęcie, które organizuje mój stary przyjaciel — zaśmiała się Yuuki, uśmiechając uroczo podczas wygładzania niewidocznych fałdki.
— Acha, no to jeśli tak to będzie idealne na wieczór — przytaknęła Liv, gdy w myślach zastanawiała się jakim cudem, po tak wyczerpującej podróży Yuuki będzie miała siłę i ochotę na jakieś bale. Zresztą pod dłuższych analizach doszła do wniosku, że to nie jej problem. Do opieki nad Yuuki doskonale nada się Itachi. Wkręci się jako jej partner i będzie miał kobietę na oku. Zadowolona ze swojego pomysłu wyszła z powozu.

***

Itachi rozejrzał się po padniętych uczniach. Każdy z nich opierał się gdzie tylko mógł, aby nie upaść. Co poniektórzy zrezygnowali z udawania i bezczelnie rozsiedli się ziemi przymykając z ulgą oczy. Najchętniej sam usiadłby na podłodze odpocząć, ale niestety trzeba trzymać fason. Siląc się na cierpliwość podniósł wzrok na podopieczną. Opierając się o futrynę, patrzył jak Yuuki gawędzi wesoło z właścicielem budynku. Ona jako jedyna była rześka niczym skowronek, ale co się dziwić. Każdy by był, jakby woził swoje cztery litery powozem. Wzdychając ciężko jeszcze raz upewnił się, że wszyscy są i podszedł do księżniczki.
— Daj nam tylko klucze od naszego pokoju i możesz gadać do woli. Dzieciaki muszą odpocząć — stwierdził, zerkając wymownie na Zaku, który przysnął na ramieniu Senju.
— Co? Aaa… tak, tak. — Wcisnęła mężczyźnie w rękę kilka kluczy, zaraz powracając do przerwanej rozmowy.
Itachi bez słowa dał sygnał reszcie aby ruszyli za nim.

***


Liv z westchnieniem padła na łóżko. Miała dość tej cholernej misji, a jej grupa wręcz przeciwnie. Byli zachwyceni, że będą mieli czym się chwalić po powrocie. Skonsternowana ich zachowaniem, zazgrzytała zębami zasłaniając ramieniem oczy. Na ten moment starała się maksymalnie zrelaksować. Drzymając w najlepsze, nagle poczuła jak coś zaczyna łaskotać ją w nos. Nie otwierając powiek przekręciła się na bok, machając ręką aby przepędzić intruza. Czując że cholerstwo nie odpuszcza i teraz za cel obrało jej ucho, warknęła ze złości i otworzyła oczy.
— Doprawdy Senju, jestem w szoku, że jeszcze żyjesz. Zero czujności. — Itachi siedział na parapecie i bawił się długim źdźbłem trawy. — Już trzy razy zdążyłbym cię porwać  albo poderżnąć gardło.
— Fascynujące, a teraz Uchiha radzę ci wyjść, póki jeszcze nie jestem w pełni obudzona i masz szanse na ucieczkę. — Ziewnęła szeroko, odgarniając z twarzy zabłąkane kosmyki.
— Uwierz mi, że jestem tu wbrew swojej woli. Masz iść do Yuuki się przebrać.
— Niby po co?
— Mamy być obstawą na jakimś przyjęciu.
— Co proszę? — Uniosła pytająco brwi, zaraz jednak wtuliła twarz w poduszkę mamrotając. — Uważam, że ty w zupełności wystarczysz do ochrony. Z tego co się orientuję to na takie imprezki chodzi się w parach. Trójka to nie para, a gówniarstwa nie wpuszczą. Koniec tematu. — Po tym wyczerpującym wyjaśnieniu, odwróciła się do niego plecami z zamiarem kontynuowania drzemki. Wzdychając z lubością, pociągnęła wyżej kołdrę, gdy poczuła jak jednym silnym szarpnięciem za prześcieradło zrzuca ją z łóżka. Zła jak osa zerwała się z podłogi i doskoczyła do mężczyzny, łapiąc go za przód koszulki.
— Uchiha, grabisz sobie! — Jeszcze bardziej się w niej zagotowało, kiedy zobaczyła jego drwiący uśmiech.
— Idziemy we czwórkę, więc z łaski swojej zbieraj cztery litery i do Yuuki. — Na ten komunikat dostał wrogie prychnięcie poprzedzone spojrzeniem mordercy. Dostrzegając, że Senju nie ma zamiaru się ruszyć, szybko przerzucił ją sobie przez ramię i wyniósł z pokoju.
— Uchiha, kretynie! —Ten ignorant robił się co raz gorszy. Ignoruje protesty, złość i do tego wyglądało jakby świetnie się bawił. Sam fakt, że ma do czynienia z demonem powinien go zmobilizować do używania rozumu i bycia ostrożnym w jej towarzystwie. A on co? Zachowuję się jak dawniej albo w sumie jeszcze gorzej.

***

Senju z niechęcią obejrzała się w lustrze. Gapiła się na nią jakaś obca osoba ze zwierciadła. To znaczy niby wiedziała, że to ona ale zdecydowanie nie wyglądała normalnie. Może inaczej, nie prezentowała się zwyczajnie. Burza czerwonych włosów gdzieś zniknęła, a zamiast niej pojawił się jakiś wykwintny kok z kwiatem, a na grzbiet wcisnęli jej zielone kimono. Najgorsze jednak zrobili z twarzą. Nigdy w życiu nie czuła się aż tak naszpikowana kosmetykami. Kremy, pudry i inne cuda zostały wklepane w policzki i o dziwo nie wyglądały później jak maska. Makijaż delikatnie podkreślał rysy Liv, co było niepojęte, kiedy przypominała sobie ilość użytych do niego produktów. Czary.
Gdy już wystarczająco się nagapiła na swoje odbicie, mamrotając przekleństwa wyszła za Yuuki z pokoju. Widząc czekających na nich partnerów, spiorunowała Uchihę wzrokiem i dodała:
— Radzę nie komentować ani się nie śmiać, bo będzie to ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu. — Spod groźnie zmrużonych powiek, obserwowała jak zaciska usta w wąską kreskę, a następnie bierze Yuuki pod ramię i rusza przodem.
— Liv, wyglądasz bosko — palnął z zachwytem Ascot, wpatrując się w nią jak w obrazek.
— Taaa… dzięki. — zdecydowanie nie umiała przyjmować komplementów. Jak skazaniec powlokła się za odchodzącą już parą.
Stając obok podopiecznej, Liv z nudów rozglądała się po gościach. Większość z nich to byli jacyś ważni politycy albo bogacze. Ogólnie średnia wieku wynosiła pięćdziesiąt lat, więc nikogo ciekawego. Tym bardziej, że większość z nich wyglądała jak snoby.
Rozmówca księżniczki właśnie się chwalił odziedziczonym oraz pomnażanym majątkiem sprawiając, że Senju o mało nie jęknęła z nudów. Nie rozumiała jak można się tak bezczelnie obnosić z posiadanym bogactwem. Spoko. Był bogaty, niech sobie będzie. Ale nie musiał trąbić o tym na prawo i lewo.
Czując że zaraz pęknie jej głowa od głupkowatego śmiechu Yuuki, szybko ewakuowała się na drugi koniec sali by odpocząć od tego irytującego dźwięku. Potrzebowała dystansu, aby nie walnąć czegoś głupiego. Niestety pan delegat, którego przed chwila miała okazję poznać nie zrobił na niej pozytywnego wrażenia. Powachlowała się odrobinę dłonią, próbując jakoś schłodzić twarz, gdy nagle przeszył ją zimny dreszcz. Przełykając głośno ślinę, zacisnęła mocniej palce na trzymanej szklance doskonale wiedząc kto właśnie stoi za jej plecami. Siląc się na spokój, odwróciła się do mężczyzny.
— Co tu robisz, Kazama?
— To co ty. Zostałem zaproszony — wyjaśnił, ujmując dłoń Liv i całując w palce. Omiótł wzrokiem całą jej sylwetkę, po czym uśmiechnął się z uznaniem. — No, no Liv. W takim wydaniu jeszcze cię nie widziałem.
— To się dobrze napatrz, bo więcej taka okazja się nie trafi — mruknęła, w międzyczasie spojrzeniem wędrując do swoich towarzyszy. Yuuki zajęta była flirtem z Ascotem, natomiast Uchiha patrzył prosto na nią i Kazamę. Cóż, to by było na tyle jeśli chodzi o nieujawnianie obecności demona.
— Czyli go uratowałaś — stwierdził, nachylając się nad Senju, tak, że oddechem połaskotał ją w ucho. Parsknął cicho śmiechem, kiedy błyskawicznie roztarła mrowiące miejsce.
— Jak widać — mruknęła, z niechęcią spoglądając na rozmówcę.
— Liv, jesteś uparta jak diabli — westchnął Kazama, ujmując dziewczynę za podbródek i delikatnie uniósł, aby musiała spojrzeć mu w oczy. Nachylił się tak, że ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. — Dlaczego się z nimi zadajesz? Założę się, że prawie nikt nie wie kim jesteś. Gdyby tylko wiedzieli to by cię odtrącili albo wykorzystali.
Bez słowa wpatrywała się w pobratymca, przygryzając z napięcia usta. Cała demoniczna natura, aż krzyczała żeby przyciągnęła go bliżej. Zmysły wariowały, a ona nie potrafiła oderwać wzroku od jego czerwonych tęczówek. Mogła się założyć, że on bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę jaką walkę musi stoczyć w swym wnętrzu, żeby nie dać mu wygrać.
— Nie masz pewności czy by mnie odrzucili.
— Kiedyś się przekonamy, kto ma rację. — Palcami odgarnął kosmyk z twarzy Senju i wyszeptał: — Chyba nie masz złudzeń, że ktoś może pokochać demona?
Słowa Kazamy uderzyły w najczulszy punkt. Nawet nie zauważyła jak pod ich wpływem zacisnęła z całej siły palce na trzymanym naczyniu, sprawiając, że pękła z trzaskiem boleśnie kalecząc skórę. Mężczyzna na ten widok westchnął cicho, kręcąc ze smutkiem głową. Delikatnie ujął dłoń Liv, w ciszy oczyszczając ją ze szkła.
Niczym sparaliżowana, patrzyła jak później wyjmuje z kieszeni jedwabną chustkę i okręca zranione miejsce.
— Demona prawdziwie może pokochać tylko inny demon. Do następnego spotkania Liv.
Ze zmarszczonymi brwiami, patrzyła jak znika w tłumie. Kiedy tylko straciła go całkiem z oczu w zamyśleniu spojrzała na opatrunek. Kazama miał w sobie wiele sprzeczności, ale nigdy jej jeszcze nie zawiódł.

***

Szli już kilka godzin i po każdym dało się zauważyć doskwierające zmęczenie. Sama była wykończona po wczorajszym przyjęciu, a tu jeszcze pięć godzin marszu przed nimi. Nie zastanawiając się dłużej szybkim krokiem podeszła do Uchihy.
— Zróbmy półgodziny postoju — zakomenderowała, łapiąc go za ramię by zwrócić jego uwagę. Ku swojemu zdumieniu, poczuła jak spina mięśnie od jej dotyku więc szybko cofnęła dłoń. Trochę mu zajęło uświadomienie sobie kim jest. Byli na etapie obrzydzenia czy strachu? Zaśmiała się z goryczą do własnych myśli.
— Możemy zrobić — mruknął, nie patrząc w kierunku kunoichi dał sygnał do zatrzymania.
Wyciągając z plecaka butelkę z wodą, Liv patrzyła na odpoczywających towarzyszy. Każdy szukając ucieczki od palącego słońca, siadał tam gdzie znalazł skrawek cienia. Z uniesionymi brwiami, obserwowała jak Ascot oddala się znacznie od grupy i idzie w kierunku małego zagajnika. Już otwierała usta żeby go zawołać, ale po sekundzie zrezygnowała. Może mężczyzna potrzebował samotności, albo po prostu pójść na stronę. Jednak teraz trafiał się idealny moment do ataku. Wszyscy siedzieli w znacznych odległościach od siebie aż kusząc los.
Itachi na chwilę przymknął oczy, rozmasowując obolały kark. Nie wiedział co się z nim działo. Od wczorajszego dnia wszystko go drażniło. Mięśnie miał napięte niczym struna, a dziwna ciężkość w klatce piersiowej doprowadzała do furii. Uchylając powieki zerknął na bawiącą się butelką Liv.
Do tej pory pamiętał jak go zamurowało, gdy zobaczył ją w kimonie. Gdyby nie jej zgryźliwy głos z pewnością wyszedłby na głupka, pytając kim jest. To zadziwiające jak odrobina kosmetyków potrafiła zmienić człowieka. Chociaż w sumie tu bardziej chodziło o to, że wreszcie widział ją w kobiecym wydaniu, a nie prosto i wygodnie jak przystało na ninja. W każdym razie z pewną irytacją odnotował, że na przyjęciu wzbudzała  większe zainteresowanie mężczyzn niż księżniczka. To było tak nienormalne, że mimowolnie gromił wzrokiem każdego delikwenta, który chciał się do niej zbliżyć.
Czując nasilające się symptomy, przyłożył rękę do czoła sprawdzając temperaturę. Musiał być chory skoro tyle uwagi poświęcał Senju i jej kreacji. Zdecydowanie coś było nie tak, bo przecież nie mógł być zainteresowany nią jako kobietą. Prędzej piekło zamarznie niż zbliży się do tej pyskatej dziewczyny. Z tą myślą podniósł się z miejsca i rozejrzał po reszcie towarzyszy.
Jego wzrok ponownie zawędrował do zamyślonej Senju. Marszcząc brwi patrzył jak zamarła na chwilę i nagle gwałtownie poderwała się na nogi, zrzucając z kolan plecak.
— Uchiha! Mamy towarzystwo! — krzyknęła, odbiegając na znaczną odległość od grupy.
— Kto i ilu?
— Trzech! Zbierz wszystkich w jedno miejsce i się nie wtrącaj! Oni przyszli do mnie!
To jedno zdanie wystarczyło, żeby się domyślił z kim mają do czynienia. Czego znowu mogli chcieć? Na przyjęciu wyglądało, że Senju i ten cały Kazama rozstali się w dobrej komitywie. Dla niego, aż za dobrej, ale to było mniej istotne na ten moment.
Liv zła jak diabli rozglądała się dookoła. Mogła się domyślić, że ten diabeł coś knuje. Szybko klęknęła na ziemi przywołując Chowańca.
— Moro, gdy się pojawią zajmij się tamtymi dwoma. Trzymaj ich z daleka od powozu. Kazama jest mój — rozkazała mrużąc oczy od palącego słońca. Chwilę później zwierzę ruszyło do biegu i zatrzymało się tuż przed rozglądającymi się nerwowo uczniami.
Minęło może parę sekund, gdy intruzi pojawili się nieopodal. Trzech mężczyzn utkwiło w niej spojrzenia, po czym każdy ruszył w swoją stronę. Zrezygnowana patrzyła jak Kazama zmierza w jej kierunku, sięgając po katanę.
— No, Liv. Zweryfikujmy ile są warte te ludzkie przyjaźnie i więzi. — Uniósł broń, przyglądając się jak ostrze mieni się pod wpływem światła. nagle kącik jego usta zadrgał wesoło. — Ach… wracają wspomnienia. Taki mały sparing doda nami pikanterii.
— Taa… — przytaknęła, rzucając się do ataku. Gdy tylko jej broń starła się z Kazamy, kątem oka zobaczyła, że przybyła z demonem dwójka rzuciła się na Moro.
— Hej Liv, jestem zazdrosny. — Zamachnął się mocno, zmuszając kunoichi do przejścia do obrony. — Oczekuję stuprocentowej uwagi, kochana.
— Czegokolwiek sobie zażyczysz, kochanie — warknęła z sarkazmem, odskakując w tył. Darowała sobie używanie jutsu. Walcząc z Kazamą byłoby to niepotrzebne marnowanie energii. Pozostawała katana.
— Wiesz co będzie jak za długo będziesz ze mną walczyć. Czas ucieka Liv, tik tak — zaśmiał się głośno, mocno ją odpychając.
Wiedziała, ale nie pozostawiono jej wyboru. Zagryzła wargi oraz ponowiła atak. Silnym kopniakiem posłała Kazamę na ziemię i wtedy to poczuła. Nie musiała patrzeć w lustro by mieć pewność, że towarzystwo innych demonów wpłynęło na przemianę. Tym bardziej, że wyjątkowo nie walczyła o utrzymanie ludzkiej powłoki. Zmrużyła groźnie powieki, gdy usłyszała głośne skamlenie na co momentalnie odwróciła się w kierunku Moro.
Serce jej zamarło, kiedy zobaczyła rozcięte oraz krwawiące ucho wilka. Dwa demony śmiały się głośno krążąc niczym sępy wokół ofiary z łatwością unikając ostrych jak brzytwa zębów. Chciała już biec  mu na pomoc gdy zobaczyła Susanoo Itachiego. Jednych machnięciem reki odrzucił w dal atakujących, ustawiając się przed rannym Chowańcem.
Czując ogromną ulgę odwróciła się do swojego przeciwnika i aż zachłysnęła się ze strachu. Teraz się wyjaśniło dlaczego w spokoju pozwolił żeby patrzyła w inną stronę. On żeby ją sprowokować, złapał Ascota i popchnął brutalnie na glebę. Oniemiała widziała jak dociska głowę chłopaka do ziemi i uśmiecha się drwiąco. Przyjął swoją właściwą formę by dodatkowo wystraszyć ofiarę.
— Jak ci się podoba zabawa z nami, demonami? — Śmiejąc się w głos dodał: — Twoja koleżanka Liv, jest jedną z nas. Czyż nie wygląda pięknie z tymi złotymi oczami oraz białymi włosami?
— Puść mnie ty, demonie!
— Do niej też tak mówisz? — W głosie Kazamy zabrzmiało wyraźne ostrzeżenie, gdy zbliżył twarz do jego ucha. Niestety Ascot nie wyłapał subtelnej aluzji, że ma milczeć jeśli chce żyć.
— Oboje trzymajcie się ode mnie z daleka!
— Kazama, puść go! — Liv zrobiła parę kroków w ich kierunku, nie spuszczając wzroku z zaczerwienionej od wrzasków twarzy towarzysza. Co dziwne nie wyglądał na przestraszonego, a bardziej na obrzydzonego, że taka kreatura śmie go dotykać.
— Ta więź ci się już nie przyda. Chłopak sam przyznał, że nie chce mieć nic z nami wspólnego — prychnął Chikage, unosząc miecz i zaatakował.
Nie wahając się ani chwili, Liv błyskawicznie teleportowała się przed Ascota zagarniając go ze sobą i przenosząc do grupy. Upuszczając dyszącego kompana, podniosła wzrok na przyglądającego się jej Kazamę. Wiedziała, że brakowało sekundy, a katana demona odcięłaby Ascotowi głowę. Ignorując głośny śmiech Kazamy, szybko złożyła pieczęcie i dotknęła ręką ziemi:
— Brama czasoprzestrzenna!
Żaden z jej towarzyszy nie był przygotowany do teleportacji. Jedynymi osobami, którym udało się utrzymać na nogach była wykonująca jutsu i Itachi. Liv rozejrzała się czy wszyscy się przenieśli, po czym uspokojona schyliła się nad Ascotem.
— Nic ci nie jest? — Z zatroskaniem patrzyła na jego drżące ręce. Chociaż zgrywał chojraka to sytuacja wycisnęła na nim swoje piętno.
— NIE ZBLIŻAJ SIĘ POTWORZE! — Krzyk mężczyzny sprawił, że aż podskoczyła, a wszyscy z jeszcze większą uwagą przysłuchiwali się ich rozmowie. — Jak cię znalazłem powinienem cię dobić, a nie ratować! — Odepchnął ją brutalnie sprawiając, że aż cofnęła się o parę kroków.
Liv przez chwilę wpatrywała się gniewną twarz znajomego, zaraz unosząc dłoń i wstrzymując od ataku warczącego Moro. Monstrum stało ze zjeżoną sierścią z wyraźnym mordem wgapiając się w chłopaka.
— Życie za życie — stwierdziła, mrużąc groźnie powieki. — My, demony spłacamy swoje długi.
Itachi uważnie przyglądał się Senju oraz Ascotowi. Po braku reakcji ze strony Yuuki domyślał się, że Piąta poinformowała ją kim jest dziewczyna. Nawet najmniejszym grymasem nie zdradzała zaskoczenia.
Uniósł pytająco brew, kiedy Liv z demonstracją odrzuciła na plecy długie białe włosy zmierzając w jego kierunku. Był pewien że ten mały pokaz był specjalnie na użytek Ascota. Celowo nie zmieniała postaci żeby tamten idiota był jeszcze bardziej przerażony.
— Uchiha, będę podróżować za wami, zostawiam wam Moro.
— Czekaj… — Chciał złapać Liv za nadgarstek, ale zdążyła już zniknąć.

3 komentarze:

  1. O_o Zarąbiste! Z każdym rozdziałem jest coraz ciekawiej, ale teraz wręcz wiem, że nie będę w stanie się oderwać od twojego opowiadania! ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. o gnój! doskonały odcinek! po prostu brak mi słów! kocham to i nawet nie wiesz jak bardzo... i Itaś w końcu kogoś lubi! Może jakaś romantyczna scena w następnym odcinku?... Pozdrawiam i czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. JARAM SIE NA MAXA! Kocham Liv! <3 Czekam na kolejny odcinek, oby był jak najszybciej! :)

    OdpowiedzUsuń