Trochę
długo przyszło czekać na ten rozdział ale na pocieszenie widać, że wyszedł
nawet długi. Miłego czytania :)
Wizyta w Wiosce
Ukrytej w Wodospadzie dobiegła końca. Czekała ich czterodniowa wędrówka
do Wioski Ukrytej w Deszczu. Senju w milczeniu podążała za grupą, pogrążając
się myślach. Od momentu powrotu do pensjonatu starannie unikała Uchihy. Nie
była pewna co o niej sądzi, ale wolała nie wchodzić mu w drogę. Nigdy nie
wstydziła się tego, że jest demonem, ale wątpiła by jej drużyna oraz reszta
przyjęła to z takim spokojem jak Itachi. Dobrze wiedziała jak ludzie potrafią
być okrutni dla tego Bogu ducha winnego chłopaka od lisa.
Swoją drogą nie
dogadali się z Uchihą w kwestii dyskrecji. Niestety znając złośliwość Uchihów
nie byłaby zaskoczona, gdyby coś mu się niechcący wymsknęło. Trawiąc ten
wniosek, od niechcenia spojrzała na plecy mężczyzny.
Martwiło ją
również zachowanie Kazamy. Przede wszystkim dlaczego ich nie ścigał, a po
drugie jakim cudem wiedział, gdzie jej szukać. Jakby nie patrzeć, przecież
przebywali z daleka od Konohy, więc prawdopodobieństwo przypadkowego spotkania
malało prawie do zera. Ich znajomość urwała się dawno temu, a on wciąż z
łatwością śledził jej poczynania. Jednak zdawała sobie sprawę, że prędzej czy
później ich drogi znów się skrzyżują.
Kazama, gdy
chciał czasem potrafił być szarmancki i pociągający. Wystarczyłoby, że trochę
by się postarał, a może spojrzałaby na niego łaskawszym okiem. Wiadomo jak
każda chciała być kochana, ale pożądanie nie było taką złą alternatywą dla
miłości. Jej demoniczna natura mocno lgnęła do Kazamy, co ten drań perfidnie
wykorzystywał. Mimo wszystko w pamięci Liv, pozostało wiele dobrych wspomnień z
demonem. Mężczyzna trwał przy niej, kiedy najbardziej go potrzebowała.
***
Siedząc przy
ogniu obserwował Senju. Od ich rozmowy w lesie wyraźnie go unikała, nawet nie
patrząc w jego stronę. Co prawda wcześniej też jakoś specjalnie mu się nie
przyglądała, ale jej patrzenie na drzewo podczas wymiany instrukcji działało
deprymująco. Doprawdy nie rozumiał tego całego cyrku.
Mimo że na
własne oczy widział prawdziwą formę Senju to wciąż ciężko było mu uwierzyć, że
jest demonem. Pewnie poniekąd dlatego, że przybierając właściwą postać niewiele
się zmieniała. Rysy twarzy wciąż pozostawały takie same, a jedynie kolor oczu
oraz włosów ulegał zmianie. No i te rogi… chociaż po demonie oczekiwałby się
znacznie większych. Zdecydowanie spodziewał się czegoś bardziej efektownego.
Kły delikatnie się wyostrzały jak u dzikiego zwierzęcia, i to by było na tyle
jeżeli chodzi o wygląd oraz zmiany. Chociaż nie, pozostawały jeszcze te wzory
na plecach.
— Sensei, kto
pełni pierwszą wartę? — Akira brutalnie wyrwał Itachiego z własnych myśli i
usiadł przy nim, czekając na instrukcję
— Ja, później ty
i Miwa, Satu i Zaku, Shion z Yuchiro, a na końcu Senju — poinformował
spokojnie, prostując wygodnie nogi. — Jak zwykle po dwie godziny, przekaż to
wszystkim.
***
Liv siedziała na
drzewie przy obozie oraz obserwowała okolicę. Las powoli budził się ze snu i
słychać było pierwsze śpiewy ptaków. Słyszała cichy trzask gałęzi oraz szelest
trawy, kiedy stworzenia wychodziły ze swoich kryjówek.
Spod lekko
przymkniętych powiek, patrzyła na wschodzące słońce, dumając czy pogoda wciąż
będzie im sprzyjać. Dziś mieli do pokonania dłuższą trasę, więc dobrą aura by
nie pogardzili. Wszystko zaplanowali tak żeby po pietnastu godzinach marszu
dojść do małej wioski, mniej więcej w połowie drogi do ich miejsca docelowego.
— Liv? Możesz mi
pomóc?
Z powozu dobiegł
ją głos Yuuki, a później głośny rumor. Z wyraźnym ociąganiem zsunęła się gałęzi,
krzywiąc się malowniczo. Polubiła ich podopieczną, ale jeśli znów woła tylko po
to by ją uczesać to po prostu osiwieje. Zdecydowanie nie nadawała się do
usługiwania ważnym klientom. Mamrotają pod nosem, otworzyła z rozmachem drzwi
zaraz stając jak wryta.
Jej oczom
ukazała się Yuuki, odziana w pięknie zdobione kimono. Wyhaftowane na błękitnym
tle kwiaty sakury oraz wznoszące się do lotu ptaki. Wszystko zostało oddane tak
realistycznie, że Liv mimowolnie aż westchnęła z zachwytu. Najbardziej przyciągały
wzrok płatki kwiatów, umieszczone przy stopach. Strój utrzymany został w jasnej
kolorystyce, która wyjątkowo pasowała do córki władcy Kraju Ognia. Liv z
wahaniem podeszła do podopiecznej i dotknęła błękitnego materiału.
— Co o tym
myślisz? — zapytała, obracając się aby zaprezentować się w całej okazałości.
— Nieziemskie,
ale nie bardzo nadaję się na podróż. Ugotujesz się w tym upale.
— Liv, nie bądź
głupia. To na przyjęcie, które organizuje mój stary przyjaciel — zaśmiała się
Yuuki, uśmiechając uroczo podczas wygładzania niewidocznych fałdki.
— Acha, no to
jeśli tak to będzie idealne na wieczór — przytaknęła Liv, gdy w myślach
zastanawiała się jakim cudem, po tak wyczerpującej podróży Yuuki będzie miała
siłę i ochotę na jakieś bale. Zresztą pod dłuższych analizach doszła do
wniosku, że to nie jej problem. Do opieki nad Yuuki doskonale nada się Itachi.
Wkręci się jako jej partner i będzie miał kobietę na oku. Zadowolona ze swojego
pomysłu wyszła z powozu.
***
Itachi rozejrzał
się po padniętych uczniach. Każdy z nich opierał się gdzie tylko mógł, aby nie
upaść. Co poniektórzy zrezygnowali z udawania i bezczelnie rozsiedli się ziemi
przymykając z ulgą oczy. Najchętniej sam usiadłby na podłodze odpocząć, ale
niestety trzeba trzymać fason. Siląc się na cierpliwość podniósł wzrok na
podopieczną. Opierając się o futrynę, patrzył jak Yuuki gawędzi wesoło z
właścicielem budynku. Ona jako jedyna była rześka niczym skowronek, ale co się
dziwić. Każdy by był, jakby woził swoje cztery litery powozem. Wzdychając
ciężko jeszcze raz upewnił się, że wszyscy są i podszedł do księżniczki.
— Daj nam tylko
klucze od naszego pokoju i możesz gadać do woli. Dzieciaki muszą odpocząć —
stwierdził, zerkając wymownie na Zaku, który przysnął na ramieniu Senju.
— Co? Aaa… tak, tak.
— Wcisnęła mężczyźnie w rękę kilka kluczy, zaraz powracając do przerwanej
rozmowy.
Itachi bez słowa
dał sygnał reszcie aby ruszyli za nim.
***
Liv z
westchnieniem padła na łóżko. Miała dość tej cholernej misji, a jej grupa wręcz
przeciwnie. Byli zachwyceni, że będą mieli czym się chwalić po powrocie. Skonsternowana
ich zachowaniem, zazgrzytała zębami zasłaniając ramieniem oczy. Na ten moment
starała się maksymalnie zrelaksować. Drzymając w najlepsze, nagle poczuła jak
coś zaczyna łaskotać ją w nos. Nie otwierając powiek przekręciła się na bok,
machając ręką aby przepędzić intruza. Czując że cholerstwo nie odpuszcza i
teraz za cel obrało jej ucho, warknęła ze złości i otworzyła oczy.
— Doprawdy Senju,
jestem w szoku, że jeszcze żyjesz. Zero czujności. — Itachi siedział na
parapecie i bawił się długim źdźbłem trawy. — Już trzy razy zdążyłbym cię
porwać albo poderżnąć gardło.
— Fascynujące, a
teraz Uchiha radzę ci wyjść, póki jeszcze nie jestem w pełni obudzona i masz
szanse na ucieczkę. — Ziewnęła szeroko, odgarniając z twarzy zabłąkane kosmyki.
— Uwierz mi, że
jestem tu wbrew swojej woli. Masz iść do Yuuki się przebrać.
— Niby po co?
— Mamy być
obstawą na jakimś przyjęciu.
— Co proszę? — Uniosła
pytająco brwi, zaraz jednak wtuliła twarz w poduszkę mamrotając. — Uważam, że ty
w zupełności wystarczysz do ochrony. Z tego co się orientuję to na takie
imprezki chodzi się w parach. Trójka to nie para, a gówniarstwa nie wpuszczą.
Koniec tematu. — Po tym wyczerpującym wyjaśnieniu, odwróciła się do niego
plecami z zamiarem kontynuowania drzemki. Wzdychając z lubością, pociągnęła
wyżej kołdrę, gdy poczuła jak jednym silnym szarpnięciem za prześcieradło
zrzuca ją z łóżka. Zła jak osa zerwała się z podłogi i doskoczyła do mężczyzny,
łapiąc go za przód koszulki.
— Uchiha,
grabisz sobie! — Jeszcze bardziej się w niej zagotowało, kiedy zobaczyła jego
drwiący uśmiech.
— Idziemy we
czwórkę, więc z łaski swojej zbieraj cztery litery i do Yuuki. — Na ten
komunikat dostał wrogie prychnięcie poprzedzone spojrzeniem mordercy. Dostrzegając,
że Senju nie ma zamiaru się ruszyć, szybko przerzucił ją sobie przez ramię i
wyniósł z pokoju.
— Uchiha,
kretynie! —Ten ignorant robił się co raz gorszy. Ignoruje protesty, złość i do
tego wyglądało jakby świetnie się bawił. Sam fakt, że ma do czynienia z demonem
powinien go zmobilizować do używania rozumu i bycia ostrożnym w jej
towarzystwie. A on co? Zachowuję się jak dawniej albo w sumie jeszcze gorzej.
***
Senju z
niechęcią obejrzała się w lustrze. Gapiła się na nią jakaś obca osoba ze zwierciadła.
To znaczy niby wiedziała, że to ona ale zdecydowanie nie wyglądała normalnie.
Może inaczej, nie prezentowała się zwyczajnie. Burza czerwonych włosów gdzieś
zniknęła, a zamiast niej pojawił się jakiś wykwintny kok z kwiatem, a na
grzbiet wcisnęli jej zielone kimono. Najgorsze jednak zrobili z twarzą. Nigdy w
życiu nie czuła się aż tak naszpikowana kosmetykami. Kremy, pudry i inne cuda
zostały wklepane w policzki i o dziwo nie wyglądały później jak maska. Makijaż
delikatnie podkreślał rysy Liv, co było niepojęte, kiedy przypominała sobie
ilość użytych do niego produktów. Czary.
Gdy już
wystarczająco się nagapiła na swoje odbicie, mamrotając przekleństwa wyszła za
Yuuki z pokoju. Widząc czekających na nich partnerów, spiorunowała Uchihę
wzrokiem i dodała:
— Radzę nie
komentować ani się nie śmiać, bo będzie to ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu.
— Spod groźnie zmrużonych powiek, obserwowała jak zaciska usta w wąską kreskę,
a następnie bierze Yuuki pod ramię i rusza przodem.
— Liv, wyglądasz
bosko — palnął z zachwytem Ascot, wpatrując się w nią jak w obrazek.
— Taaa… dzięki. —
zdecydowanie nie umiała przyjmować komplementów. Jak skazaniec powlokła się za
odchodzącą już parą.
Stając obok
podopiecznej, Liv z nudów rozglądała się po gościach. Większość z nich to byli
jacyś ważni politycy albo bogacze. Ogólnie średnia wieku wynosiła pięćdziesiąt
lat, więc nikogo ciekawego. Tym bardziej, że większość z nich wyglądała jak
snoby.
Rozmówca
księżniczki właśnie się chwalił odziedziczonym oraz pomnażanym majątkiem sprawiając,
że Senju o mało nie jęknęła z nudów. Nie rozumiała jak można się tak bezczelnie
obnosić z posiadanym bogactwem. Spoko. Był bogaty, niech sobie będzie. Ale nie
musiał trąbić o tym na prawo i lewo.
Czując że zaraz
pęknie jej głowa od głupkowatego śmiechu Yuuki, szybko ewakuowała się na drugi
koniec sali by odpocząć od tego irytującego dźwięku. Potrzebowała dystansu, aby
nie walnąć czegoś głupiego. Niestety pan delegat, którego przed chwila miała
okazję poznać nie zrobił na niej pozytywnego wrażenia. Powachlowała się
odrobinę dłonią, próbując jakoś schłodzić twarz, gdy nagle przeszył ją zimny
dreszcz. Przełykając głośno ślinę, zacisnęła mocniej palce na trzymanej
szklance doskonale wiedząc kto właśnie stoi za jej plecami. Siląc się na
spokój, odwróciła się do mężczyzny.
— Co tu robisz,
Kazama?
— To co ty. Zostałem
zaproszony — wyjaśnił, ujmując dłoń Liv i całując w palce. Omiótł wzrokiem całą
jej sylwetkę, po czym uśmiechnął się z uznaniem. — No, no Liv. W takim wydaniu
jeszcze cię nie widziałem.
— To się dobrze
napatrz, bo więcej taka okazja się nie trafi — mruknęła, w międzyczasie
spojrzeniem wędrując do swoich towarzyszy. Yuuki zajęta była flirtem z Ascotem,
natomiast Uchiha patrzył prosto na nią i Kazamę. Cóż, to by było na tyle jeśli
chodzi o nieujawnianie obecności demona.
— Czyli go
uratowałaś — stwierdził, nachylając się nad Senju, tak, że oddechem połaskotał
ją w ucho. Parsknął cicho śmiechem, kiedy błyskawicznie roztarła mrowiące
miejsce.
— Jak widać —
mruknęła, z niechęcią spoglądając na rozmówcę.
— Liv, jesteś
uparta jak diabli — westchnął Kazama, ujmując dziewczynę za podbródek i
delikatnie uniósł, aby musiała spojrzeć mu w oczy. Nachylił się tak, że ich
twarze dzieliły zaledwie centymetry. — Dlaczego się z nimi zadajesz? Założę
się, że prawie nikt nie wie kim jesteś. Gdyby tylko wiedzieli to by cię
odtrącili albo wykorzystali.
Bez słowa
wpatrywała się w pobratymca, przygryzając z napięcia usta. Cała demoniczna
natura, aż krzyczała żeby przyciągnęła go bliżej. Zmysły wariowały, a ona nie
potrafiła oderwać wzroku od jego czerwonych tęczówek. Mogła się założyć, że on
bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę jaką walkę musi stoczyć w swym wnętrzu,
żeby nie dać mu wygrać.
— Nie masz
pewności czy by mnie odrzucili.
— Kiedyś się
przekonamy, kto ma rację. — Palcami odgarnął kosmyk z twarzy Senju i wyszeptał:
— Chyba nie masz złudzeń, że ktoś może pokochać demona?
Słowa Kazamy
uderzyły w najczulszy punkt. Nawet nie zauważyła jak pod ich wpływem zacisnęła
z całej siły palce na trzymanym naczyniu, sprawiając, że pękła z trzaskiem boleśnie
kalecząc skórę. Mężczyzna na ten widok westchnął cicho, kręcąc ze smutkiem
głową. Delikatnie ujął dłoń Liv, w ciszy oczyszczając ją ze szkła.
Niczym
sparaliżowana, patrzyła jak później wyjmuje z kieszeni jedwabną chustkę i
okręca zranione miejsce.
— Demona
prawdziwie może pokochać tylko inny demon. Do następnego spotkania Liv.
Ze zmarszczonymi
brwiami, patrzyła jak znika w tłumie. Kiedy tylko straciła go całkiem z oczu w
zamyśleniu spojrzała na opatrunek. Kazama miał w sobie wiele sprzeczności, ale
nigdy jej jeszcze nie zawiódł.
***
Szli już kilka
godzin i po każdym dało się zauważyć doskwierające zmęczenie. Sama była
wykończona po wczorajszym przyjęciu, a tu jeszcze pięć godzin marszu przed
nimi. Nie zastanawiając się dłużej szybkim krokiem podeszła do Uchihy.
— Zróbmy
półgodziny postoju — zakomenderowała, łapiąc go za ramię by zwrócić jego uwagę.
Ku swojemu zdumieniu, poczuła jak spina mięśnie od jej dotyku więc szybko
cofnęła dłoń. Trochę mu zajęło uświadomienie sobie kim jest. Byli na etapie
obrzydzenia czy strachu? Zaśmiała się z goryczą do własnych myśli.
— Możemy zrobić —
mruknął, nie patrząc w kierunku kunoichi dał sygnał do zatrzymania.
Wyciągając z
plecaka butelkę z wodą, Liv patrzyła na odpoczywających towarzyszy. Każdy
szukając ucieczki od palącego słońca, siadał tam gdzie znalazł skrawek cienia.
Z uniesionymi brwiami, obserwowała jak Ascot oddala się znacznie od grupy i
idzie w kierunku małego zagajnika. Już otwierała usta żeby go zawołać, ale po
sekundzie zrezygnowała. Może mężczyzna potrzebował samotności, albo po prostu
pójść na stronę. Jednak teraz trafiał się idealny moment do ataku. Wszyscy
siedzieli w znacznych odległościach od siebie aż kusząc los.
Itachi na chwilę
przymknął oczy, rozmasowując obolały kark. Nie wiedział co się z nim działo. Od
wczorajszego dnia wszystko go drażniło. Mięśnie miał napięte niczym struna, a
dziwna ciężkość w klatce piersiowej doprowadzała do furii. Uchylając powieki
zerknął na bawiącą się butelką Liv.
Do tej pory
pamiętał jak go zamurowało, gdy zobaczył ją w kimonie. Gdyby nie jej zgryźliwy
głos z pewnością wyszedłby na głupka, pytając kim jest. To zadziwiające jak
odrobina kosmetyków potrafiła zmienić człowieka. Chociaż w sumie tu bardziej
chodziło o to, że wreszcie widział ją w kobiecym wydaniu, a nie prosto i
wygodnie jak przystało na ninja. W każdym razie z pewną irytacją odnotował, że
na przyjęciu wzbudzała większe
zainteresowanie mężczyzn niż księżniczka. To było tak nienormalne, że
mimowolnie gromił wzrokiem każdego delikwenta, który chciał się do niej
zbliżyć.
Czując
nasilające się symptomy, przyłożył rękę do czoła sprawdzając temperaturę.
Musiał być chory skoro tyle uwagi poświęcał Senju i jej kreacji. Zdecydowanie
coś było nie tak, bo przecież nie mógł być zainteresowany nią jako kobietą. Prędzej
piekło zamarznie niż zbliży się do tej pyskatej dziewczyny. Z tą myślą podniósł
się z miejsca i rozejrzał po reszcie towarzyszy.
Jego wzrok
ponownie zawędrował do zamyślonej Senju. Marszcząc brwi patrzył jak zamarła na
chwilę i nagle gwałtownie poderwała się na nogi, zrzucając z kolan plecak.
— Uchiha! Mamy
towarzystwo! — krzyknęła, odbiegając na znaczną odległość od grupy.
— Kto i ilu?
— Trzech! Zbierz
wszystkich w jedno miejsce i się nie wtrącaj! Oni przyszli do mnie!
To jedno zdanie
wystarczyło, żeby się domyślił z kim mają do czynienia. Czego znowu mogli
chcieć? Na przyjęciu wyglądało, że Senju i ten cały Kazama rozstali się w
dobrej komitywie. Dla niego, aż za dobrej, ale to było mniej istotne na ten
moment.
Liv zła jak
diabli rozglądała się dookoła. Mogła się domyślić, że ten diabeł coś knuje.
Szybko klęknęła na ziemi przywołując Chowańca.
— Moro, gdy się
pojawią zajmij się tamtymi dwoma. Trzymaj ich z daleka od powozu. Kazama jest
mój — rozkazała mrużąc oczy od palącego słońca. Chwilę później zwierzę ruszyło
do biegu i zatrzymało się tuż przed rozglądającymi się nerwowo uczniami.
Minęło może parę
sekund, gdy intruzi pojawili się nieopodal. Trzech mężczyzn utkwiło w niej
spojrzenia, po czym każdy ruszył w swoją stronę. Zrezygnowana patrzyła jak
Kazama zmierza w jej kierunku, sięgając po katanę.
— No, Liv. Zweryfikujmy
ile są warte te ludzkie przyjaźnie i więzi. — Uniósł broń, przyglądając się jak
ostrze mieni się pod wpływem światła. nagle kącik jego usta zadrgał wesoło. —
Ach… wracają wspomnienia. Taki mały sparing doda nami pikanterii.
— Taa… —
przytaknęła, rzucając się do ataku. Gdy tylko jej broń starła się z Kazamy,
kątem oka zobaczyła, że przybyła z demonem dwójka rzuciła się na Moro.
— Hej Liv,
jestem zazdrosny. — Zamachnął się mocno, zmuszając kunoichi do przejścia do
obrony. — Oczekuję stuprocentowej uwagi, kochana.
— Czegokolwiek
sobie zażyczysz, kochanie — warknęła z sarkazmem, odskakując w tył. Darowała
sobie używanie jutsu. Walcząc z Kazamą byłoby to niepotrzebne marnowanie
energii. Pozostawała katana.
— Wiesz co
będzie jak za długo będziesz ze mną walczyć. Czas ucieka Liv, tik tak — zaśmiał
się głośno, mocno ją odpychając.
Wiedziała, ale
nie pozostawiono jej wyboru. Zagryzła wargi oraz ponowiła atak. Silnym kopniakiem
posłała Kazamę na ziemię i wtedy to poczuła. Nie musiała patrzeć w lustro by
mieć pewność, że towarzystwo innych demonów wpłynęło na przemianę. Tym
bardziej, że wyjątkowo nie walczyła o utrzymanie ludzkiej powłoki. Zmrużyła
groźnie powieki, gdy usłyszała głośne skamlenie na co momentalnie odwróciła się
w kierunku Moro.
Serce jej
zamarło, kiedy zobaczyła rozcięte oraz krwawiące ucho wilka. Dwa demony śmiały
się głośno krążąc niczym sępy wokół ofiary z łatwością unikając ostrych jak
brzytwa zębów. Chciała już biec mu na
pomoc gdy zobaczyła Susanoo Itachiego. Jednych machnięciem reki odrzucił w dal
atakujących, ustawiając się przed rannym Chowańcem.
Czując ogromną
ulgę odwróciła się do swojego przeciwnika i aż zachłysnęła się ze strachu.
Teraz się wyjaśniło dlaczego w spokoju pozwolił żeby patrzyła w inną stronę. On
żeby ją sprowokować, złapał Ascota i popchnął brutalnie na glebę. Oniemiała
widziała jak dociska głowę chłopaka do ziemi i uśmiecha się drwiąco. Przyjął
swoją właściwą formę by dodatkowo wystraszyć ofiarę.
— Jak ci się
podoba zabawa z nami, demonami? — Śmiejąc się w głos dodał: — Twoja koleżanka
Liv, jest jedną z nas. Czyż nie wygląda pięknie z tymi złotymi oczami oraz
białymi włosami?
— Puść mnie ty,
demonie!
— Do niej też
tak mówisz? — W głosie Kazamy zabrzmiało wyraźne ostrzeżenie, gdy zbliżył twarz
do jego ucha. Niestety Ascot nie wyłapał subtelnej aluzji, że ma milczeć jeśli
chce żyć.
— Oboje
trzymajcie się ode mnie z daleka!
— Kazama, puść
go! — Liv zrobiła parę kroków w ich kierunku, nie spuszczając wzroku z
zaczerwienionej od wrzasków twarzy towarzysza. Co dziwne nie wyglądał na
przestraszonego, a bardziej na obrzydzonego, że taka kreatura śmie go dotykać.
— Ta więź ci się
już nie przyda. Chłopak sam przyznał, że nie chce mieć nic z nami wspólnego —
prychnął Chikage, unosząc miecz i zaatakował.
Nie wahając się
ani chwili, Liv błyskawicznie teleportowała się przed Ascota zagarniając go ze
sobą i przenosząc do grupy. Upuszczając dyszącego kompana, podniosła wzrok na
przyglądającego się jej Kazamę. Wiedziała, że brakowało sekundy, a katana
demona odcięłaby Ascotowi głowę. Ignorując głośny śmiech Kazamy, szybko złożyła
pieczęcie i dotknęła ręką ziemi:
— Brama
czasoprzestrzenna!
Żaden z jej
towarzyszy nie był przygotowany do teleportacji. Jedynymi osobami, którym udało
się utrzymać na nogach była wykonująca jutsu i Itachi. Liv rozejrzała się czy
wszyscy się przenieśli, po czym uspokojona schyliła się nad Ascotem.
— Nic ci nie
jest? — Z zatroskaniem patrzyła na jego drżące ręce. Chociaż zgrywał chojraka
to sytuacja wycisnęła na nim swoje piętno.
— NIE ZBLIŻAJ
SIĘ POTWORZE! — Krzyk mężczyzny sprawił, że aż podskoczyła, a wszyscy z jeszcze
większą uwagą przysłuchiwali się ich rozmowie. — Jak cię znalazłem powinienem
cię dobić, a nie ratować! — Odepchnął ją brutalnie sprawiając, że aż cofnęła
się o parę kroków.
Liv przez chwilę
wpatrywała się gniewną twarz znajomego, zaraz unosząc dłoń i wstrzymując od
ataku warczącego Moro. Monstrum stało ze zjeżoną sierścią z wyraźnym mordem
wgapiając się w chłopaka.
— Życie za życie
— stwierdziła, mrużąc groźnie powieki. — My, demony spłacamy swoje długi.
Itachi uważnie
przyglądał się Senju oraz Ascotowi. Po braku reakcji ze strony Yuuki domyślał
się, że Piąta poinformowała ją kim jest dziewczyna. Nawet najmniejszym grymasem
nie zdradzała zaskoczenia.
Uniósł pytająco
brew, kiedy Liv z demonstracją odrzuciła na plecy długie białe włosy zmierzając
w jego kierunku. Był pewien że ten mały pokaz był specjalnie na użytek Ascota.
Celowo nie zmieniała postaci żeby tamten idiota był jeszcze bardziej
przerażony.
— Uchiha, będę
podróżować za wami, zostawiam wam Moro.
— Czekaj… —
Chciał złapać Liv za nadgarstek, ale zdążyła już zniknąć.
O_o Zarąbiste! Z każdym rozdziałem jest coraz ciekawiej, ale teraz wręcz wiem, że nie będę w stanie się oderwać od twojego opowiadania! ^^
OdpowiedzUsuńo gnój! doskonały odcinek! po prostu brak mi słów! kocham to i nawet nie wiesz jak bardzo... i Itaś w końcu kogoś lubi! Może jakaś romantyczna scena w następnym odcinku?... Pozdrawiam i czekam na kolejny! :)
OdpowiedzUsuńJARAM SIE NA MAXA! Kocham Liv! <3 Czekam na kolejny odcinek, oby był jak najszybciej! :)
OdpowiedzUsuń