13.05.2013

VIII Demon

Pod ostatnim postem widziałam, że marzy się wam mała romantyczna scena. Kto wie, kto wie :D będę miała to na uwadze. Ale tu też jest  fajna scena :) miłego czytania.





Patrzyła na stojącego przed nią Uchihę. Wyprostowała się gotowa do walki. Nogi lekko ugięte, by w każdej chwili móc zaatakować lub zrobić unik. Od ich ostatniego starcia minęło sporo czasu więc z przyjemnością sprawdzi refleks geniusza Uchihów.
W milczeniu mierzyli się wzrokiem niczym drapieżnicy, czekając kto wykona pierwszy ruch. Liv nie bała się klanowej specjalności bruneta, sharingana. Itachin żył w błogiej nieświadomości, że genjutsu w jej przypadku jest bezradne.
Powoli krążyli po okręgu nie spuszczając oczu z przeciwnika. Zmrużyła delikatnie powieki, gdy mężczyzna sięgnął po katanę. Cwaniaczek. Ona swojej nie miała, więc kunai będzie musiał wystarczyć w tym starciu. Wyciągnęła ostrze przed siebie i zacisnęła palce na rękojeści, uśmiechając się przebiegle. Nagle, jak na umówiony sygnał równocześnie ruszyli do ataku.
Liv błyskawicznie obróciła się w miejscu, kopniakiem odpychając Uchihę, gdy pojawił się tuż za nią. Itachi wyraźnie za cel obrał jej plecy, a akurat tamtego miejsca nie mogła mu pokazać. Zwłaszcza nie teraz. Nie kiedy walczy i wszystko widać jak na tacy. Zamachnęła się dziko, tylko o milimetry mijając jego pierś, kiedy zrobił unik.
Itachi momentalnie wyprowadził kontrę, ale atak był zbyt wolny żeby zaskoczyć dziewczynę. Ostrza ponownie zwarły się w powietrzu, wydając metaliczny odgłos, a oni łypali na siebie groźnie znad zblokowanych broni. Zanim Liv zdążyła wykonać kolejny ruch, zobaczyła jak Uchiha gwałtownie wyskakuje w powietrze przykładając palce do ust.
— Kwiecista technika feniksa!
W kierunku Liv pomknęła cała chmara ognistych pocisków, które tylko cudem można było uniknąć. Prychnęła głośno i teleportowała się w inną część polany, z dala od śmiercionośnych płomieni.
— Znam tę technikę Uchiha i nie dam się złapać! Eksplodująca fala wody! — Z satysfakcją patrzyła jak ogromna stworzona przez nią fala zwala z nóg Uchihę, porywając go w swoje odmęty. Jednak zanim zdążyła krzyknąć z radości, ku swojej frustracji dostrzegła wzbijające się w niebo kruki.
— A niech cię, klon. — Skupiła się przez chwilę i pomknęła w miejsce, gdzie ukrył się przeciwnik. W biegu unikała fruwających w powietrzu kunai, szybko i sprawnie składając pieczęcie, dokładnie wycelowała. — Laserowe kręgi! — Promienie popędziły prosto w stronę chłopaka.
Z podziwem obserwowała uniki Itachiego, dochodząc do wniosku, że nawet to robi z właściwą dla Uchihów elegenacją. Po chwili na twarzy Liv pojawił się wyraz triumfu, a oczy zabłyszczały znacząco. Ślizgając się na rozmiękniętej ziemi Itachi nie dał rady w pełni uniknąć ostatniego światła. Syknęła cicho widząc paskudną ranę, która pojawiła się na ramieniu bruneta, krwawiąc obficie. Sam widok ją bolał, a co dopiero musiał czuć Itachi? Gdy zbyt mocno skupiła się na rozciętej skórze, Itachi to wykorzystał żeby zniknąć Liv sprzed nosa. Dosłownie w ostatniej chwili, dostrzegła go za swoimi plecami, kiedy zaatakował z zaskoczenia. Obracając się w miejscu uniknęła ciosu, z niezadowoleniem zauważając jak Itachi posyła jej spojrzenie pełne wyższości.
— Senju, nie opuszczaj gardy! — Zaśmiał się gardłowo mrużąc oczy.
Ach, więc teraz próbujemy technik ocznych, pomyślała Liv. Czuła jak do umysłu stara wedrzeć się iluzja, więc zatrzymała się na moment przekrzywiając lekko głowę. Spokojnie czekała na efekty i reakcję rywala. Uśmiechnęła się z kpiną, gdy zobaczyła jak rozszerza powieki ze zdziwienia i robi krok w tył.
— Co tam, Uchiha? Nie wyszło? — Gdy kończyła wymawiać to zdanie, poczuła na skórze zimne dreszcze. To sprawiło, że szybko straciła zainteresowanie stojącym przed nią Uchihą, rozglądając się nerwowo.  Przesuwając wzrokiem po lesie nie zauważyła, że przeciwnik nie złożył broni, a tylko czekał aż się zdekoncentruje. Wykorzystując sytuację błyskawicznie do niej doskoczył i sprawnym ruchem, odciął połowę koszulki na plecach Liv.
— Koniec zabawy, musimy się zwijać — powiedziała, całkowicie ignorując wpatrującego się w jej odkrytą skórę Itachiego. Zaskoczony, przyglądał się złotym wzorom, które skrywało ubranie.
— Co to jest? — zapytał i marszcząc brwi przejechał palcem po rysunku, jakby dla sprawdzenia czy to nie farba.
— Nie teraz — fuknęła rozeźlona, że nie rozumie powagi sytuacji. Odwróciła się łapiąc go za rękę i próbowała poprowadzić w stronę lasu. Gdy wyczuła jak się opiera, zaklęła szpetnie, mając szczerą ochotę go zostawić na pastwę losu, ale na swoje nieszczęście nie mogła.
— Czekam na wyjaśnienia, Senju. — Wyrwał dłoń z uścisku i zaplatając ramiona na piersi, posłał Liv ponaglające spojrzenie.
— Będziesz je miał, jak tylko dotrzemy do zajazdu — wyrzuciła z siebie, ponownie zaciskając palce na jego ubraniu i próbując zmusić do ruszenia się z miejsca. Na ten moment obiecałaby mu wszystko byle stąd zniknąć.
— No to słucham, teraz… mnie się nigdzie nie śpieszy…
O mało nie jęknęła widząc niewzruszoną postawę Itachiego, który najwyraźniej nie był świadomy zagrożenia. Zazgrzytała zębami, łypiąc na niego nieprzyjaźnie.
— A powinno zacząć ci się śpieszyć, Uchiha — wysyczała, zaraz biorąc głęboki oddech i trochę spuszczając z tonu. Obejrzała się przez ramię, wyjaśniając: — Zrozum, to naprawdę długa historia, a teraz nie ma na to czasu. Ruszaj się... 
Aż przymknęła powieki, gdy wyczuła, że już za późno na ucieczkę. 
— No i to by było na tyle… — burknęła poirytowanym tonem do Itachiego, powoli odwracając się w stronę polany.
Tak jak się spodziewała, stał tam razem ze swoimi dwoma kompanami. Nic się nie zmienił od ich ostatniego spotkania. No może tyle, że zmężniał, a jego rysy twarzy stały się wyjątkowo ostre i przyciągające wzrok. Nadal był najprzystojniejszym mężczyzną jakiego miała okazję spotkać. Byłby prawdziwym ideałem, gdyby nie oczy. Czerwone tęczówki przeszywały człowieka na wylot, a lód w spojrzeniu przyprawiał o gęsią skórkę. Nonszalancko potargał swoje złote włosy i ruszył w ich kierunku. Doskonale znając poglądy przybysza, stanęła pomiędzy nim a Uchihą.
— Moja droga, Liv — przywitał się, a uśmiech na ustach wyraźnie się poszerzył. Zatrzymał się jakieś dziesięć metrów od nich, mierząc ją uważnym spojrzeniem. — Muszę przyznać, brakowało mi twojego widoku i miło cię wreszcie spotkać.
— Doprawdy? To miłe, że za mną tęskniłeś Kazama. Zwłaszcza po tym numerze, który chciałeś mi wykręcić. — odpowiedziała oschle, w myślach oceniając szanse na szybką ucieczkę. — I to spotkanie oczywiście nie ma związku z tym, że osiągnęłam właściwy wiek?
— Przestań, łamiesz mi serce — jęknął teatralnie, błyskawicznie pojawiając się przy Liv. Ujął ją za podbródek i uniósł twarz, zmuszając by spojrzała mu w oczy. Liv cała się spięła, czując palący dotyk na skórze. — Widzę, że charakterek ostry jak zawsze.
— Kazama, daruj sobie. — Odepchnęła jego dłonie, mierząc nieprzychylnym spojrzeniem, kiedy zainteresował się Uchihą. Cofnął się parę kroków, by mieć lepszy widok na całą sytuację.
— Widzę, że nie zmieniłaś przyzwyczajeń i wciąż trzymasz z ludźmi — zauważył cicho, skupiając się na towarzyszącym jej brunecie.

Itachi bez słowa przysłuchiwał się ich rozmowie. Dziewczyna była wyraźnie zdenerwowana obecnością przybysza i czuł przez skórę, że ma to jakiś związek z tymi tajemniczymi wzorami. Kiedy oni byli zajęci pogawędką, zdążył dokładnie obejrzeć broń zawieszoną przy pasie mężczyzny. Unikatowy oręż, mogących przebić użytkownika schowanego za tarczą Susano. To pierwszy raz, gdy mógł zobaczyć go na własne oczy. Do tej pory widywał ich ryciny jedynie w książkach i to nie wszystkich. Broń legenda.
Uwagę Itachiego przyciągnął ruch ręki, jak blondyn sięgnął po swój miecz. W odpowiedzi jego dłoń automatycznie powędrowała w stronę katany, a on już czujniej obserwował mężczyznę.
— Kazama schowaj miecz, nie ma potrzeby walczyć. Chyba, że planujesz mnie zabić…
— Kto mówi, że chcę cię zabić? — zapytał szczerze zdziwiony, po czym  złapał Liv za nadgarstek i brutalnie pociągnął na bok, odsłaniając jej towarzysza. — Nigdy nie walczyłem z sharinganem i chciałbym sprawdzić te wszystkie dotyczące go plotki. Chociaż mówiąc, że to będzie walka zachowuje się jak niepoprawny optymista. — Roześmiał się głośno, kręcąc w niedowierzaniu głową. — Czy jeden z Uchihów, podejmie moje wyzwanie?
Itachi uśmiechem zamaskował zdziwienie na wieść, że znajomy Liv wie kim jest. Było to o tyle ciekawe, że jeszcze nie aktywował mocy swoich oczu, więc wniosek nasuwał się sam. Mężczyzna miał umiejętność wyczuwania zdolności przeciwnika. Ukłonił się dworsko przed Kazamą, ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku.
— Z wielką przyjemnością. — Zrobił krok w jego kierunku, gdy nagle został zatrzymany przez mocny uścisk Liv. Dziewczyna zaciskała mocno zęby, wręcz delikatnie wibrowała od hamowanych emocji. Tylko jakich? Uniósł lekko brwi, gdy posłała mu spojrzenie pełne napięcia.
— Stój. Nie masz pojęcia z kim chcesz walczyć.
Bez słowa uwolnił się z jej ramion i stanął prze intruzem.
— Pokaż ile jest wart klan Uchiha. — Drwiący uśmieszek błąkał się na ustach Kazamy, gdy zapraszał go gestem żeby szedł za nim.
Liv bezradnie patrzyła na obu mężczyzn, szykujących się do walki. Nie podobało jej się to, oj nie podobało. Kazama był niekwestionowanym mistrzem miecza. Kiedyś się z nim parokrotnie mierzyła i już wtedy nie potrafiła go pokonać. Teraz po kilku latach jego umiejętności mogły tylko jeszcze bardziej wzrosnąć, co nie dawało wielkich szans rywalowi. Itachi to geniusz genjutsu, ale z takim przeciwnikiem to się nie przyda. Jedyna jego nadzieja pozostawała w technikach.
Zmieliła w ustach przekleństwo widząc jak ruszają do ataku. Nerwowo zaciskała pięści patrząc jak z zabójczą prędkością nacierają na siebie. Szczęk mieczy wypełnił polanę, a ona aż zmrużyła oczy zaklinając rzeczywistość. Miała bardzo złe przeczucia. Choć Uchiha dwoił się i troił nie mógł w żaden sposób dosięgnąć przeciwnika. Mimo że mimika Itachiego nie wyrażała żadnych emocji, to miała niemal pewność, Kazama go zaskoczył. Z gracją kota unikał każdej pułapki, a Itachi powoli się męczył i coraz ciężej było mu się poruszać z pełną prędkością. Widziała, że wkładał w tę walkę całe swoje serce, ale walcząc z Kazamą trzeba było znacznie więcej niż tylko nieprzeciętnych umiejętności. Chikage miał w sobie coś o czym Uchiha nie miał pojęcia. Może gdyby wiedział… to potrafiłby wykorzystać to na swoją korzyść. Mało się nie zachłysnęła wciąganym powietrzem, gdy zauważyła charakterystyczny ruch Kazamy świadczący o zniecierpliwieniu i nudzie. Gdy przeciwnik nie podołał pokładanym w nim nadziei, Kazama nie miał litości. Zakańczał jego żywot z morderczą precyzją, pojawiając się za plecami ofiary. Obrócił w palcach miecz, składając się do ciosu.
— Nie — syknęła przez zęby błyskawicznie teleportując się przed Uchihę zasłaniając go przed nadchodzącym ciosem. Patrzyła w twarz zaskoczonego Kazamy i widziała jak czerwone tęczówki rozszerzają się z przerażenia, a sekundę później grymas wściekłości. Dotarło do niego, że nie ma najmniejszych szans aby wyhamować cios. Zbyt dużo siły w włożył, by teraz go zatrzymać.
Wyczuł mordercze intencje Kazamy, miał się właśnie ułożyć tak, żeby ostrze ugodziło go w najbezpieczniejszy obszar, ale wtedy kątem oka dostrzegł czerwone włosy Liv. Głupia teleportowała się przed niego zasłaniając przed mieczem.
— Nic z tego, Senju. — Silnym szarpnięciem obrócił się z nią w miejscu. Czuł jak ostrze z gładkością głęboko się wsuwa się w ciało, sprawiając że z gardła wyrwało mu się głuche stęknięcie. Przed oczami mu zawirowało, a plecy stały się zadziwiająco szybko wilgotne. Mężczyzna musiał uszkodzić mu jakąś sporą żyłę, albo tętnice. Ostatnim obrazem jaki zarejestrował — tuż przed utratą przytomności — było wystraszone spojrzenie Liv, kiedy złapała go gdy osuwał się na ziemię.
Liv aż przykucnęła pod ciężarem nieprzytomnego Itachiego. Z przerażeniem wpatrywała się w jego bladą twarz, a pod palcami czuła, że jego całe plecy spływają krwią.
— Lepiej on niż ty — skwitował Kazama, siląc się na obojętność. Jednak każdy uważny obserwator dostrzegłby, że jak wycierał ostrze z krwi i chował do pochwy, to odetchnął z niemałą ulgą. Liv zbyt zajęta tamowaniem krwi towarzysza, nie zauważyła jak dłonie Chikage lekko drżą, a on zaciska powieki pod wpływem własnych myśli. Kilka sekund później, spojrzał na dziewczynę sycząc wściekle: — Nie wiem co ty sobie wyobrażałaś, wskakując pomiędzy nas! Mało brakowało, a bym cię zabił!
Liv bez słowa uniosła głowę, mierząc blondyna nienawistnym spojrzeniem i zniknęła razem z Uchihą. Kazama ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się z puste miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedzieli, a jego palce wystukiwały nerwowy rytm na rękojeści miecza.
— Mamy ruszyć za nią? 
Męski głos wyrwał go z zamyślenia, zmuszając do podniesienia wzroku. Całkowicie zapomniał, że nie jest sam, a towarzyszący mu mężczyźni czekają na instrukcję. Zmęczonym gestem przeczesał włosy, po czym ruszył w stronę lasu.
— Nie.

Liv przyklękła przed rannym i szybkim ruchem rozerwała koszulę, oglądając dokładnie powstałą ranę. Widok sporych rozmiarów dziury na wylot sprawił, że lekko ją zemdliło. Już dawno nie widziała takich paskudnych obrażeń. Zaciskając zęby zastanawiała się co zrobić. Miała świadomość, że Shion mimo niewątpliwego talentu medycznego nie da rady tego uleczyć.
— Chyba nie ma innego wyboru, Uchiha. — Całkiem zignorowała fakt, że gada do siebie i oparła nieprzytomnego o drzewo, sięgając po swojego kunaia. — Masz u mnie dług ty dupku, racz o tym pamiętać — burknęła, sprawnych ruchem rozcinając skórę na ręce i patrząc na spływającą krew.
Skupiona na wykonywanych czynnościach nawet nie zauważyła, że jej pacjent ją obserwuje spod uchylonych powiek. Nachyliła się, przywierając wargami do nadgarstka i nabierając w usta spory łyk. Czując metaliczny smak — mimowolnie się skrzywiła. Delikatnie ujęła twarz Uchihy w swoje dłonie, odchylając ją lekko w tył. Ostrożnie dotknęła jego ust, zachęcając by je rozchylił, a kiedy wreszcie to zrobił wlała mu w usta swoją krew i uniosła mu podbródek zmuszając do połknięcia. Niewzruszona patrzyła jak się krztusi i parska, jednocześnie nie pozwalając żeby zwrócił podaną substancję. Kiedy wreszcie się uspokoił, odetchnęła głęboko.
Doskonale zdając sobie sprawę z konsekwencji wykonanego zabiegu, przytrzymała się pobliskiego drzewa — czując jak świat przed oczami zaczyna jej wirować — i w skupieniu patrzyła jak rana powoli się zasklepia. Widząc, że proces regeneracji dobiegł końca z jękiem usiadła na trawie. Miała wrażenie, że cała energia z niej ulatuje. Przymknęła powieki i doczołgała się dalej by móc się spokojnie oprzeć i przeczekać najgorszy moment.

Itachi czuł przyjemne ciepło, otaczające jego ciało, a do uszu dobiegał trzask palącego się drewna. Najchętniej by jeszcze pospał, ale instynkt nakazywał otwarcie powiek. Z ociąganiem go posłuchał, od razu dostrzegając przed sobą sporych rozmiarów ognisko. Po drugiej stronie płomieni widział Liv, wpatrującą się w zamyśleniu w wzbijające się w niebo płomienie. Nagle, jakby wyczuwając, że się obudził, spojrzała prosto na niego.
— No wreszcie — rzuciła z ulgą, a on zafascynowany przyglądał się jak w jej zielonych oczach odbijały się pomarańczowe ogniki. Wyglądała jakoś inaczej, tajemniczo i groźnie. Na to porównanie o mało nie parsknął śmiechem. Senju groźna, dobre sobie. Zaraz jego myśli powędrowały do tego co się wydarzyło, a on momentalnie spoważniał. Wciąż czuł metaliczny smak krwi i nie wiedział co o tym wszystkim sądzić.
— Uchiha chciałeś usłyszeć wyjaśnienia, więc się skup — rzuciła zmęczonym głosem, bawiąc się małym patyczkiem i grzebiąc w ogniu. Pod wpływem tego zabiegu sprawiając w niebo wzbijały się małe drobinki żaru. — Co wiesz o demonach?
— To co wszyscy. Jest ich dziewięć i jednego ma Konoha. — Odrobine zaskoczyła go tak dziwnym pytaniem, zwłaszcza, że nie potrafił określić do czego zmierza.
— A co jeśli ci powiem, że są ludzie i demony? I nie mam na myśli ogoniastych?
— Uzumaki jest demonem — odpowiedział automatycznie i nawet nie zauważył, kiedy znalazła się przy nim i mocnym szarpnięciem uniosła lekko do góry.
— Uzumaki jest człowiekiem, w którym zamknięto demona a to różnica. — Gdy to mówiła miał wrażenie, że jej oczy na jedną krótką chwilę zalśniły złotem. — Zapamiętaj to Uchiha, nie toleruje uproszczeń! — Pozwoliła mu opaść na trawę, a sama wróciła na miejsce. — Wy, ludzie jesteście ślepi — westchnęła,  podpierając się na ręce i spojrzała na niego badawczo. — Siedzi przed tobą prawdziwy demon w ludzkiej skórze, a ty nawet swoim sharinganem mnie nie dostrzegłeś.
Po tych słowach zapadła głucha cisza przerywana jedynie trzaskiem płomieni.
Itachi patrząc na nią oceniał, czy może mówić prawdę. Wyglądała normalnie, długie czerwone włosy, porcelanowa cera, duże soczysto zielone oczy. Jednym słowem wszystko na miejscu, w normie. Rysy typowe dla człowieka. Anomalią były te złote wzory na skórze pojawiające się przy kumulowaniu czakry, ale to też można by było łatwo wyjaśnić. W końcu nie takie przypadłości, umiejętności, charakterystyczne znaki mieli shinobi.
— Jesteś z Senju, tam nie ma demonów — stwierdził z całą stanowczością, krzyżując ramiona na piersi.
— Hmm... Jestem z rodu Senju, ale... Zresztą, nie musisz znać szczegółowo mojego życia. — Liv stanęła wyprostowana przy ogniu, uśmiechając się delikatnie. — Bez dowodów nie uwierzysz, ale to zostawimy na deser. Nie uśmiecha mi się ganiać za tobą po lesie jak będziesz uciekał z krzykiem. — Zaśmiała się cicho, na samo wyobrażenie takiej sytuacji.
— Może teraz odpowiesz, kim byli tamci ludzie w lesie? — Całkowicie zignorował insynuacje, że uważa go za tchórza zajmując się bardziej frapującą go kwestią.
— Łowcy. Moja rasa jest na wymarciu, a czysta krew bardzo poszukiwana. Ma unikalne właściwości — powiedziała, a jej wzrok padł na jego rozerwane ubranie. Nie musiała nic dodawać, zrozumiał.
— A tamci trzej? —  Na wzmiankę o spotkanych dzisiaj mężczyznach, dłonie Liv zacisnęły się w pięści, a ona sama zazgrzytała zębami.
— Kazama i jego psy? Oni są tacy jak ja — poinformowała go, z westchnieniem siadając po drzewem. — Walczyłeś z liderem mojego gatunku, chociaż wcześniej zmierzyłeś się już z najsilniejszym przedstawicielem demonów.
— Sugerujesz, że ty jesteś potężniejsza od tamtego? — Usta Itachiego wykrzywił drwiący uśmiech, kiedy spojrzał na dziewczynę spod oka. — To nie dziwie się, że wymieracie. — Ku jego ogromnemu zaskoczeniu zignorowała tę jawną zaczepkę.
— Widzę, że się dobrze bawisz — wyszeptała, gdy oniemiały patrzył jak jej włosy powoli stają się białe, oczy przybierają barwę płynnego złota, a na czole pojawiają się małe rogi. — No Uchiha, powiedz coś jeszcze. —  Słowa jakie wydobyły się z gardła Senju, były cichym pomrukiem. Przybliżyła twarz do jego twarzy i uśmiechnęła się z ironią.
Czuł jak przez jego ciało przebiega zimny dreszcz strachu, ale było też coś innego. Od karku, aż do nasady kręgosłupa przeleciała iskra rozpalając jego wnętrzności. Gdy wpatrywał się w jej pionowe źrenice miał ochotę uciekać, ale jednocześnie zostać. Rozumiał tę pierwszą potrzebę, była całkiem logiczna w momencie, gdy staje się oko w oko z demonem. Ale zostać? Patrząc na nią nie odczuwał wstrętu, a zamiast tego do umysłu Itachiego wdarło się wspomnienie dotyku jej ust. Widział jak uważnie go obserwuje, a później marszczy brwi zauważając jego reakcję. Nagle w oczach Liv pojawiło się zrozumienie. Jęknęła cicho odsuwając się od niego na bezpieczną odległość, kręcąc głową.
— Sorry Uchiha, tego nie przewidziałam — stwierdziła, palcami przeczesała swoje białe włosy. — Moja krew działa też jak afrodyzjak i teraz pewnie ci się wydaje, że cię pociągam. Zaczyna działać już półgodziny po podaniu, ale jakieś parę minut powinno minąć. Na szczęście cała moc skupiła się wokół rany.
Słysząc to zamyślił się na chwilę. Półgodziny po podaniu? Ten dziwny prąd i żar przeszedł go zanim podała mu krew. Gdy tylko dotknęła jego twarzy pojawiły się te zadziwiające symptomy i to one sprawiły, że pozwolił jej działać. Powoli podniósł na nią wzrok — decydując w myślach, że nic o tym nie powie — zauważył, że wróciła do swojego ludzkiego wyglądu.
— No Uchiha, myślę że tyle informacji cię satysfakcjonuje. — Kucnęła przy nim i z wahaniem położyła dłoń na jego ramieniu, jakby się bała, że odsunie się z wstrętem.
— Nie powiedziałaś czego chcieli tamci trzej — zarzucił jej, dokładnie przyglądając się twarzy Liv.
— Aż tak bardzo cię to ciekawi? Kazama chce odbudować naszą rasę i potrzebuje partnerki czystej krwi — odpowiedziała, nie patrząc mu w oczy zalała ognisko wodą. — Na moje nieszczęście kobiet demonów jest bardzo mało, a on chce najpotężniejszego potomka. Wniosek nasuwa się sam. — Zaśmiała się cicho, w końcu zerkając na Itachiego. — Widzisz? Mam alternatywę żeby nie zostać starą panną, jak mi to wywróżyłeś. — Mocniej zacisnęła palce na jego ramieniu, zmuszając go do podniesienia się na nogi. — Czas wracać.

6 komentarzy:

  1. Notka super Liv demonem uuu... Itaś się zakocha ooo... ^-^ czekam na dalszą część tej historii, pozdrawiam i życzę duuużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. No, no...i kto by pomyślał, że nasza zadziorna Li będzie najsilniejszą "demonicą" ;) Aż mnie z ciekawości skręca, co też przygotujesz dla nas w następnym rozdziale. Czekam niecierpliwie i życzę duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny i czasu
    S.

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał! Super! Całkowite zaskoczenie! Akcja toczy się w ciekawy sposób. Podoba mi sie :) Czekaam na kolejny odcinek! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uhuhuhu! Dużo informacji, dużo sie dzieje! Wyobrażam sobie Itachiego z Liv w związku... dwie super postacie... mmmm! Póki co czekam nexta! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahahha dokładnie xd Ich kłótnie są słodkie :D Liv demonicą? Dla mnie spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny odcinek! Czekam na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń