Patrzyła na
stojącego przed nią Uchihę. Wyprostowała się gotowa do walki. Nogi lekko
ugięte, by w każdej chwili móc zaatakować lub zrobić unik. Od ich ostatniego
starcia minęło sporo czasu więc z przyjemnością sprawdzi refleks geniusza
Uchihów.
W milczeniu
mierzyli się wzrokiem niczym drapieżnicy, czekając kto wykona pierwszy ruch.
Liv nie bała się klanowej specjalności bruneta, sharingana. Itachin żył w
błogiej nieświadomości, że genjutsu w jej przypadku jest bezradne.
Powoli krążyli
po okręgu nie spuszczając oczu z przeciwnika. Zmrużyła delikatnie powieki, gdy
mężczyzna sięgnął po katanę. Cwaniaczek. Ona swojej nie miała, więc kunai
będzie musiał wystarczyć w tym starciu. Wyciągnęła ostrze przed siebie i
zacisnęła palce na rękojeści, uśmiechając się przebiegle. Nagle, jak na
umówiony sygnał równocześnie ruszyli do ataku.
Liv
błyskawicznie obróciła się w miejscu, kopniakiem odpychając Uchihę, gdy pojawił się tuż za nią. Itachi
wyraźnie za cel obrał jej plecy, a akurat tamtego miejsca nie mogła mu pokazać. Zwłaszcza nie teraz.
Nie kiedy walczy i wszystko widać jak na tacy. Zamachnęła się dziko,
tylko o milimetry mijając jego pierś, kiedy zrobił unik.
Itachi
momentalnie wyprowadził kontrę, ale atak był zbyt wolny żeby zaskoczyć
dziewczynę. Ostrza ponownie zwarły się w powietrzu, wydając metaliczny odgłos, a oni łypali na siebie groźnie znad zblokowanych broni. Zanim
Liv zdążyła wykonać kolejny ruch, zobaczyła jak Uchiha gwałtownie wyskakuje w
powietrze przykładając palce do ust.
— Kwiecista
technika feniksa!
W kierunku Liv pomknęła cała chmara ognistych pocisków, które tylko cudem można
było uniknąć. Prychnęła głośno i teleportowała się w inną część polany, z dala
od śmiercionośnych płomieni.
— Znam tę technikę Uchiha i nie dam się
złapać! Eksplodująca fala wody! — Z satysfakcją patrzyła jak ogromna stworzona przez nią fala zwala
z nóg Uchihę, porywając go w swoje odmęty. Jednak zanim zdążyła krzyknąć z
radości, ku swojej frustracji dostrzegła wzbijające się w niebo kruki.
—
A niech cię, klon. — Skupiła się przez chwilę i pomknęła w miejsce, gdzie ukrył się przeciwnik. W biegu unikała fruwających w powietrzu kunai, szybko i
sprawnie składając pieczęcie, dokładnie wycelowała. — Laserowe kręgi! — Promienie
popędziły prosto w stronę chłopaka.
Z podziwem obserwowała uniki Itachiego, dochodząc do wniosku, że nawet to robi z właściwą dla Uchihów elegenacją. Po chwili na twarzy Liv pojawił się wyraz triumfu, a oczy
zabłyszczały znacząco. Ślizgając się na rozmiękniętej ziemi Itachi nie dał rady
w pełni uniknąć ostatniego światła. Syknęła cicho widząc paskudną ranę, która
pojawiła się na ramieniu bruneta, krwawiąc obficie. Sam widok ją bolał, a co dopiero musiał czuć Itachi? Gdy zbyt mocno skupiła się na
rozciętej skórze, Itachi to wykorzystał żeby zniknąć Liv sprzed nosa. Dosłownie w
ostatniej chwili, dostrzegła go za swoimi plecami, kiedy zaatakował z zaskoczenia. Obracając się w miejscu
uniknęła ciosu, z niezadowoleniem zauważając jak Itachi posyła jej spojrzenie
pełne wyższości.
— Senju, nie opuszczaj gardy! — Zaśmiał
się gardłowo mrużąc oczy.
Ach, więc teraz próbujemy technik ocznych, pomyślała Liv. Czuła jak do umysłu stara wedrzeć się iluzja, więc zatrzymała się na moment przekrzywiając lekko głowę. Spokojnie czekała na efekty i reakcję rywala. Uśmiechnęła się z kpiną, gdy zobaczyła jak rozszerza powieki ze zdziwienia i robi krok w tył.
Ach, więc teraz próbujemy technik ocznych, pomyślała Liv. Czuła jak do umysłu stara wedrzeć się iluzja, więc zatrzymała się na moment przekrzywiając lekko głowę. Spokojnie czekała na efekty i reakcję rywala. Uśmiechnęła się z kpiną, gdy zobaczyła jak rozszerza powieki ze zdziwienia i robi krok w tył.
— Co tam, Uchiha? Nie wyszło? — Gdy
kończyła wymawiać to zdanie, poczuła na skórze zimne dreszcze. To sprawiło, że szybko straciła
zainteresowanie stojącym przed nią Uchihą, rozglądając się nerwowo. Przesuwając wzrokiem po lesie nie zauważyła,
że przeciwnik nie złożył broni, a tylko czekał aż się zdekoncentruje. Wykorzystując
sytuację błyskawicznie do niej doskoczył i sprawnym ruchem, odciął połowę
koszulki na plecach Liv.
— Koniec zabawy, musimy się zwijać —
powiedziała, całkowicie ignorując wpatrującego się w jej odkrytą skórę
Itachiego. Zaskoczony, przyglądał się złotym wzorom, które skrywało ubranie.
— Co to jest? — zapytał i marszcząc brwi
przejechał palcem po rysunku, jakby dla sprawdzenia czy to nie farba.
— Nie teraz — fuknęła rozeźlona, że nie
rozumie powagi sytuacji. Odwróciła się łapiąc go za rękę i próbowała poprowadzić w stronę
lasu. Gdy wyczuła jak się opiera, zaklęła szpetnie, mając szczerą ochotę go zostawić na pastwę losu, ale na
swoje nieszczęście nie mogła.
— Czekam na wyjaśnienia, Senju. — Wyrwał
dłoń z uścisku i zaplatając ramiona na piersi, posłał Liv ponaglające
spojrzenie.
— Będziesz je miał, jak tylko dotrzemy
do zajazdu — wyrzuciła z siebie, ponownie zaciskając palce na jego ubraniu i
próbując zmusić do ruszenia się z miejsca. Na ten moment obiecałaby mu wszystko
byle stąd zniknąć.
— No to słucham, teraz… mnie się nigdzie
nie śpieszy…
O mało nie jęknęła widząc niewzruszoną postawę Itachiego, który najwyraźniej nie był świadomy zagrożenia. Zazgrzytała zębami, łypiąc na niego nieprzyjaźnie.
O mało nie jęknęła widząc niewzruszoną postawę Itachiego, który najwyraźniej nie był świadomy zagrożenia. Zazgrzytała zębami, łypiąc na niego nieprzyjaźnie.
— A powinno zacząć ci się śpieszyć,
Uchiha — wysyczała, zaraz biorąc głęboki oddech i trochę spuszczając z tonu. Obejrzała się przez
ramię, wyjaśniając: — Zrozum, to naprawdę długa historia, a teraz nie ma na to
czasu. Ruszaj się...
Aż przymknęła powieki, gdy wyczuła, że już za późno na ucieczkę.
— No i to by było na tyle… — burknęła poirytowanym tonem do Itachiego, powoli odwracając się w stronę polany.
Aż przymknęła powieki, gdy wyczuła, że już za późno na ucieczkę.
— No i to by było na tyle… — burknęła poirytowanym tonem do Itachiego, powoli odwracając się w stronę polany.
Tak jak się spodziewała, stał tam razem
ze swoimi dwoma kompanami. Nic się nie zmienił od ich ostatniego spotkania. No
może tyle, że zmężniał, a jego rysy twarzy stały się wyjątkowo ostre i
przyciągające wzrok. Nadal był najprzystojniejszym mężczyzną jakiego miała
okazję spotkać. Byłby prawdziwym ideałem, gdyby nie oczy. Czerwone tęczówki
przeszywały człowieka na wylot, a lód w spojrzeniu przyprawiał o gęsią skórkę. Nonszalancko
potargał swoje złote włosy i ruszył w ich kierunku. Doskonale znając poglądy
przybysza, stanęła pomiędzy nim a Uchihą.
— Moja droga, Liv — przywitał się, a
uśmiech na ustach wyraźnie się poszerzył. Zatrzymał się jakieś dziesięć metrów
od nich, mierząc ją uważnym spojrzeniem. — Muszę przyznać, brakowało mi twojego
widoku i miło cię wreszcie spotkać.
— Doprawdy? To miłe, że za mną tęskniłeś
Kazama. Zwłaszcza po tym numerze, który chciałeś mi wykręcić. — odpowiedziała
oschle, w myślach oceniając szanse na szybką ucieczkę. — I to spotkanie
oczywiście nie ma związku z tym, że osiągnęłam właściwy wiek?
— Przestań, łamiesz mi serce — jęknął
teatralnie, błyskawicznie pojawiając się przy Liv. Ujął ją za podbródek i
uniósł twarz, zmuszając by spojrzała mu w oczy. Liv cała się spięła, czując
palący dotyk na skórze. — Widzę, że charakterek ostry jak zawsze.
— Kazama, daruj sobie. — Odepchnęła jego
dłonie, mierząc nieprzychylnym spojrzeniem, kiedy zainteresował się Uchihą.
Cofnął się parę kroków, by mieć lepszy widok na całą sytuację.
— Widzę, że nie zmieniłaś przyzwyczajeń
i wciąż trzymasz z ludźmi — zauważył cicho, skupiając się na towarzyszącym jej brunecie.
Itachi bez słowa przysłuchiwał się ich
rozmowie. Dziewczyna była wyraźnie zdenerwowana obecnością przybysza i czuł
przez skórę, że ma to jakiś związek z tymi tajemniczymi wzorami. Kiedy oni byli
zajęci pogawędką, zdążył dokładnie obejrzeć broń zawieszoną przy pasie
mężczyzny. Unikatowy oręż, mogących przebić użytkownika schowanego za tarczą
Susano. To pierwszy raz, gdy mógł zobaczyć go na własne oczy. Do tej pory
widywał ich ryciny jedynie w książkach i to nie wszystkich. Broń legenda.
Uwagę Itachiego przyciągnął ruch ręki,
jak blondyn sięgnął po swój miecz. W odpowiedzi jego dłoń automatycznie
powędrowała w stronę katany, a on już czujniej obserwował mężczyznę.
— Kazama schowaj miecz, nie ma potrzeby
walczyć. Chyba, że planujesz mnie zabić…
—
Kto mówi, że chcę cię zabić? — zapytał szczerze zdziwiony, po czym złapał Liv za nadgarstek i brutalnie
pociągnął na bok, odsłaniając jej towarzysza. — Nigdy nie walczyłem z
sharinganem i chciałbym sprawdzić te wszystkie dotyczące go plotki. Chociaż
mówiąc, że to będzie walka zachowuje się jak niepoprawny optymista. — Roześmiał
się głośno, kręcąc w niedowierzaniu głową. — Czy jeden z Uchihów, podejmie moje
wyzwanie?
Itachi uśmiechem zamaskował zdziwienie
na wieść, że znajomy Liv wie kim jest. Było to o tyle ciekawe, że jeszcze nie
aktywował mocy swoich oczu, więc wniosek nasuwał się sam. Mężczyzna miał
umiejętność wyczuwania zdolności przeciwnika. Ukłonił się dworsko przed Kazamą,
ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku.
— Z wielką przyjemnością. — Zrobił krok
w jego kierunku, gdy nagle został zatrzymany przez mocny uścisk Liv. Dziewczyna
zaciskała mocno zęby, wręcz delikatnie wibrowała od hamowanych emocji. Tylko
jakich? Uniósł lekko brwi, gdy posłała mu spojrzenie pełne napięcia.
— Stój. Nie masz pojęcia z kim chcesz
walczyć.
Bez
słowa uwolnił się z jej ramion i stanął prze intruzem.
— Pokaż ile jest wart klan Uchiha. — Drwiący
uśmieszek błąkał się na ustach Kazamy, gdy zapraszał go gestem żeby szedł za
nim.
Liv bezradnie patrzyła na obu mężczyzn,
szykujących się do walki. Nie podobało jej się to, oj nie podobało. Kazama był
niekwestionowanym mistrzem miecza. Kiedyś się z nim parokrotnie mierzyła i już
wtedy nie potrafiła go pokonać. Teraz po kilku latach jego umiejętności mogły
tylko jeszcze bardziej wzrosnąć, co nie dawało wielkich szans rywalowi. Itachi
to geniusz genjutsu, ale z takim przeciwnikiem to się nie przyda. Jedyna jego
nadzieja pozostawała w technikach.
Zmieliła w ustach przekleństwo widząc
jak ruszają do ataku. Nerwowo zaciskała pięści patrząc jak z zabójczą prędkością
nacierają na siebie. Szczęk mieczy wypełnił polanę, a ona aż zmrużyła oczy zaklinając
rzeczywistość. Miała bardzo złe przeczucia. Choć Uchiha dwoił się i troił nie
mógł w żaden sposób dosięgnąć przeciwnika. Mimo że mimika Itachiego nie
wyrażała żadnych emocji, to miała niemal pewność, Kazama go zaskoczył. Z gracją
kota unikał każdej pułapki, a Itachi powoli się męczył i coraz ciężej było mu
się poruszać z pełną prędkością. Widziała, że wkładał w tę walkę całe swoje
serce, ale walcząc z Kazamą trzeba było znacznie więcej niż tylko
nieprzeciętnych umiejętności. Chikage miał w sobie coś o czym Uchiha nie miał
pojęcia. Może gdyby wiedział… to potrafiłby wykorzystać to na swoją korzyść. Mało
się nie zachłysnęła wciąganym powietrzem, gdy zauważyła charakterystyczny ruch Kazamy
świadczący o zniecierpliwieniu i nudzie. Gdy przeciwnik nie podołał pokładanym
w nim nadziei, Kazama nie miał litości. Zakańczał jego żywot z morderczą
precyzją, pojawiając się za plecami ofiary. Obrócił w palcach miecz, składając
się do ciosu.
— Nie — syknęła przez zęby błyskawicznie
teleportując się przed Uchihę zasłaniając go przed nadchodzącym ciosem. Patrzyła
w twarz zaskoczonego Kazamy i widziała jak czerwone tęczówki rozszerzają się z
przerażenia, a sekundę później grymas wściekłości. Dotarło do niego, że nie ma
najmniejszych szans aby wyhamować cios. Zbyt dużo siły w włożył, by teraz go
zatrzymać.
Wyczuł mordercze intencje Kazamy, miał
się właśnie ułożyć tak, żeby ostrze ugodziło go w najbezpieczniejszy obszar,
ale wtedy kątem oka dostrzegł czerwone włosy Liv. Głupia teleportowała się
przed niego zasłaniając przed mieczem.
— Nic z tego, Senju. — Silnym szarpnięciem
obrócił się z nią w miejscu. Czuł jak ostrze z gładkością głęboko się wsuwa się
w ciało, sprawiając że z gardła wyrwało mu się głuche stęknięcie. Przed oczami
mu zawirowało, a plecy stały się zadziwiająco szybko wilgotne. Mężczyzna musiał
uszkodzić mu jakąś sporą żyłę, albo tętnice. Ostatnim obrazem jaki
zarejestrował — tuż przed utratą przytomności — było wystraszone spojrzenie Liv,
kiedy złapała go gdy osuwał się na ziemię.
Liv aż przykucnęła pod ciężarem
nieprzytomnego Itachiego. Z przerażeniem wpatrywała się w jego bladą twarz, a
pod palcami czuła, że jego całe plecy spływają krwią.
— Lepiej on niż ty — skwitował Kazama,
siląc się na obojętność. Jednak każdy uważny obserwator dostrzegłby, że jak
wycierał ostrze z krwi i chował do pochwy, to odetchnął z niemałą ulgą. Liv
zbyt zajęta tamowaniem krwi towarzysza, nie zauważyła jak dłonie Chikage lekko
drżą, a on zaciska powieki pod wpływem własnych myśli. Kilka sekund później, spojrzał
na dziewczynę sycząc wściekle: — Nie wiem co ty sobie wyobrażałaś, wskakując
pomiędzy nas! Mało brakowało, a bym cię zabił!
Liv bez słowa uniosła głowę, mierząc
blondyna nienawistnym spojrzeniem i zniknęła razem z Uchihą. Kazama ze
zmarszczonymi brwiami wpatrywał się z puste miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą
siedzieli, a jego palce wystukiwały nerwowy rytm na rękojeści miecza.
— Mamy ruszyć za nią?
Męski
głos wyrwał go z zamyślenia, zmuszając do podniesienia wzroku. Całkowicie zapomniał,
że nie jest sam, a towarzyszący mu mężczyźni czekają na instrukcję. Zmęczonym gestem
przeczesał włosy, po czym ruszył w stronę lasu.
— Nie.
Liv przyklękła przed rannym i szybkim ruchem
rozerwała koszulę, oglądając dokładnie powstałą ranę. Widok sporych rozmiarów dziury
na wylot sprawił, że lekko ją zemdliło. Już dawno nie widziała takich
paskudnych obrażeń. Zaciskając zęby zastanawiała się co zrobić. Miała świadomość,
że Shion mimo niewątpliwego talentu medycznego nie da rady tego uleczyć.
— Chyba nie ma innego wyboru, Uchiha. — Całkiem
zignorowała fakt, że gada do siebie i oparła nieprzytomnego o drzewo, sięgając
po swojego kunaia. — Masz u mnie dług ty dupku, racz o tym pamiętać — burknęła,
sprawnych ruchem rozcinając skórę na ręce i patrząc na spływającą krew.
Skupiona na wykonywanych czynnościach
nawet nie zauważyła, że jej pacjent ją obserwuje spod uchylonych powiek.
Nachyliła się, przywierając wargami do nadgarstka i nabierając w usta spory
łyk. Czując metaliczny smak — mimowolnie się skrzywiła. Delikatnie ujęła twarz
Uchihy w swoje dłonie, odchylając ją lekko w tył. Ostrożnie dotknęła jego ust, zachęcając
by je rozchylił, a kiedy wreszcie to zrobił wlała mu w usta swoją krew i
uniosła mu podbródek zmuszając do połknięcia. Niewzruszona patrzyła jak się
krztusi i parska, jednocześnie nie pozwalając żeby zwrócił podaną substancję. Kiedy
wreszcie się uspokoił, odetchnęła głęboko.
Doskonale zdając sobie sprawę z
konsekwencji wykonanego zabiegu, przytrzymała się pobliskiego drzewa — czując
jak świat przed oczami zaczyna jej wirować — i w skupieniu patrzyła jak rana
powoli się zasklepia. Widząc, że proces regeneracji dobiegł końca z jękiem
usiadła na trawie. Miała wrażenie, że cała energia z niej ulatuje. Przymknęła powieki
i doczołgała się dalej by móc się spokojnie oprzeć i przeczekać najgorszy
moment.
Itachi czuł przyjemne ciepło, otaczające
jego ciało, a do uszu dobiegał trzask palącego się drewna. Najchętniej by jeszcze
pospał, ale instynkt nakazywał otwarcie powiek. Z ociąganiem go posłuchał, od
razu dostrzegając przed sobą sporych rozmiarów ognisko. Po drugiej stronie
płomieni widział Liv, wpatrującą się w zamyśleniu w wzbijające się w niebo
płomienie. Nagle, jakby wyczuwając, że się obudził, spojrzała prosto na niego.
— No wreszcie — rzuciła z ulgą, a on zafascynowany
przyglądał się jak w jej zielonych oczach odbijały się pomarańczowe ogniki. Wyglądała
jakoś inaczej, tajemniczo i groźnie. Na to porównanie o mało nie parsknął śmiechem.
Senju groźna, dobre sobie. Zaraz jego myśli powędrowały do tego co się
wydarzyło, a on momentalnie spoważniał. Wciąż czuł metaliczny smak krwi i nie
wiedział co o tym wszystkim sądzić.
— Uchiha chciałeś usłyszeć wyjaśnienia,
więc się skup — rzuciła zmęczonym głosem, bawiąc się małym patyczkiem i
grzebiąc w ogniu. Pod wpływem tego zabiegu sprawiając w niebo wzbijały się małe
drobinki żaru. — Co wiesz o demonach?
— To co wszyscy. Jest ich dziewięć i
jednego ma Konoha. — Odrobine zaskoczyła go tak dziwnym pytaniem, zwłaszcza, że
nie potrafił określić do czego zmierza.
— A co jeśli ci powiem, że są ludzie i
demony? I nie mam na myśli ogoniastych?
— Uzumaki jest demonem — odpowiedział
automatycznie i nawet nie zauważył, kiedy znalazła się przy nim i mocnym szarpnięciem
uniosła lekko do góry.
— Uzumaki jest człowiekiem, w którym
zamknięto demona a to różnica. — Gdy to mówiła miał wrażenie, że jej oczy na
jedną krótką chwilę zalśniły złotem. — Zapamiętaj to Uchiha, nie toleruje uproszczeń!
— Pozwoliła mu opaść na trawę, a sama wróciła na miejsce. — Wy, ludzie
jesteście ślepi — westchnęła,
podpierając się na ręce i spojrzała na niego badawczo. — Siedzi przed
tobą prawdziwy demon w ludzkiej skórze, a ty nawet swoim sharinganem mnie nie
dostrzegłeś.
Po tych słowach zapadła głucha cisza
przerywana jedynie trzaskiem płomieni.
Itachi
patrząc na nią oceniał, czy może mówić prawdę. Wyglądała normalnie, długie
czerwone włosy, porcelanowa cera, duże soczysto zielone oczy. Jednym słowem
wszystko na miejscu, w normie. Rysy typowe dla człowieka. Anomalią były te
złote wzory na skórze pojawiające się przy kumulowaniu czakry, ale to też można
by było łatwo wyjaśnić. W końcu nie takie przypadłości, umiejętności, charakterystyczne
znaki mieli shinobi.
— Jesteś z Senju, tam nie ma demonów —
stwierdził z całą stanowczością, krzyżując ramiona na piersi.
— Hmm... Jestem z rodu Senju, ale...
Zresztą, nie musisz znać szczegółowo mojego życia. — Liv stanęła wyprostowana
przy ogniu, uśmiechając się delikatnie. — Bez dowodów nie uwierzysz, ale to
zostawimy na deser. Nie uśmiecha mi się ganiać za tobą po lesie jak będziesz
uciekał z krzykiem. — Zaśmiała się cicho, na samo wyobrażenie takiej sytuacji.
— Może teraz odpowiesz, kim byli tamci
ludzie w lesie? — Całkowicie zignorował insynuacje, że uważa go za tchórza
zajmując się bardziej frapującą go kwestią.
— Łowcy. Moja rasa jest na wymarciu, a
czysta krew bardzo poszukiwana. Ma unikalne właściwości — powiedziała, a jej
wzrok padł na jego rozerwane ubranie. Nie musiała nic dodawać, zrozumiał.
— A tamci trzej? — Na wzmiankę o spotkanych dzisiaj mężczyznach,
dłonie Liv zacisnęły się w pięści, a ona sama zazgrzytała zębami.
— Kazama i jego psy? Oni są tacy jak ja —
poinformowała go, z westchnieniem siadając po drzewem. — Walczyłeś z liderem
mojego gatunku, chociaż wcześniej zmierzyłeś się już z najsilniejszym
przedstawicielem demonów.
— Sugerujesz, że ty jesteś potężniejsza
od tamtego? — Usta Itachiego wykrzywił drwiący uśmiech, kiedy spojrzał na
dziewczynę spod oka. — To nie dziwie się, że wymieracie. — Ku jego ogromnemu zaskoczeniu
zignorowała tę jawną zaczepkę.
— Widzę, że się dobrze bawisz —
wyszeptała, gdy oniemiały patrzył jak jej włosy powoli stają się białe, oczy
przybierają barwę płynnego złota, a na czole pojawiają się małe rogi. — No
Uchiha, powiedz coś jeszcze. — Słowa
jakie wydobyły się z gardła Senju, były cichym pomrukiem. Przybliżyła twarz do
jego twarzy i uśmiechnęła się z ironią.
Czuł jak przez jego ciało przebiega
zimny dreszcz strachu, ale było też coś innego. Od karku, aż do nasady
kręgosłupa przeleciała iskra rozpalając jego wnętrzności. Gdy wpatrywał się w
jej pionowe źrenice miał ochotę uciekać, ale jednocześnie zostać. Rozumiał tę
pierwszą potrzebę, była całkiem logiczna w momencie, gdy staje się oko w oko z
demonem. Ale zostać? Patrząc na nią nie odczuwał wstrętu, a zamiast tego do umysłu
Itachiego wdarło się wspomnienie dotyku jej ust. Widział jak uważnie go
obserwuje, a później marszczy brwi zauważając jego reakcję. Nagle w oczach Liv
pojawiło się zrozumienie. Jęknęła cicho odsuwając się od niego na bezpieczną
odległość, kręcąc głową.
— Sorry Uchiha, tego nie przewidziałam —
stwierdziła, palcami przeczesała swoje białe włosy. — Moja krew działa też jak
afrodyzjak i teraz pewnie ci się wydaje, że cię pociągam. Zaczyna działać już
półgodziny po podaniu, ale jakieś parę minut powinno minąć. Na szczęście cała
moc skupiła się wokół rany.
Słysząc to zamyślił się na chwilę.
Półgodziny po podaniu? Ten dziwny prąd i żar przeszedł go zanim podała mu krew.
Gdy tylko dotknęła jego twarzy pojawiły się te zadziwiające symptomy i to one
sprawiły, że pozwolił jej działać. Powoli podniósł na nią wzrok — decydując w
myślach, że nic o tym nie powie — zauważył, że wróciła do swojego ludzkiego
wyglądu.
— No Uchiha, myślę że tyle informacji cię
satysfakcjonuje. — Kucnęła przy nim i z wahaniem położyła dłoń na jego
ramieniu, jakby się bała, że odsunie się z wstrętem.
— Nie powiedziałaś czego chcieli tamci
trzej — zarzucił jej, dokładnie przyglądając się twarzy Liv.
— Aż tak bardzo cię to ciekawi? Kazama
chce odbudować naszą rasę i potrzebuje partnerki czystej krwi — odpowiedziała,
nie patrząc mu w oczy zalała ognisko wodą. — Na moje nieszczęście kobiet
demonów jest bardzo mało, a on chce najpotężniejszego potomka. Wniosek nasuwa
się sam. — Zaśmiała się cicho, w końcu zerkając na Itachiego. — Widzisz? Mam
alternatywę żeby nie zostać starą panną, jak mi to wywróżyłeś. — Mocniej
zacisnęła palce na jego ramieniu, zmuszając go do podniesienia się na nogi. —
Czas wracać.
Notka super Liv demonem uuu... Itaś się zakocha ooo... ^-^ czekam na dalszą część tej historii, pozdrawiam i życzę duuużo weny ;D
OdpowiedzUsuńNo, no...i kto by pomyślał, że nasza zadziorna Li będzie najsilniejszą "demonicą" ;) Aż mnie z ciekawości skręca, co też przygotujesz dla nas w następnym rozdziale. Czekam niecierpliwie i życzę duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny i czasu
OdpowiedzUsuńS.
Łał! Super! Całkowite zaskoczenie! Akcja toczy się w ciekawy sposób. Podoba mi sie :) Czekaam na kolejny odcinek! :)
OdpowiedzUsuńUhuhuhu! Dużo informacji, dużo sie dzieje! Wyobrażam sobie Itachiego z Liv w związku... dwie super postacie... mmmm! Póki co czekam nexta! :)
OdpowiedzUsuńhahahahha dokładnie xd Ich kłótnie są słodkie :D Liv demonicą? Dla mnie spoko :)
OdpowiedzUsuńFajny odcinek! Czekam na więcej! :)
OdpowiedzUsuń