Chciałabym
podziękować wszystkim moim czytelnikom, a zwłaszcza tym, którzy czytają i
komentują. Nawet nie wiecie jaką mi sprawia radość czytanie waszych opinii:).
Dzięki temu mam motywację do kontynuowania opowiadania, bo jest ktoś kogo
interesuje dalsza część mojej historii. :) Proszę o więcej.
******
Liv ze złością
uderzyła w najbliższe drzewo. Nawet nie zwróciła uwagi na obsypujące się na nią
liście, bardziej zaaferowana własnymi, niewesołymi myślami. Wciąż na nowo
roztrząsała wydarzenia ostatnich dni, usiłując je jakoś ogarnąć i przetrawić. Przez
Kazame straciła nie tylko przyjaciół, ale również grupę. Bo kto by chciał być
pod dowództwem demona? Nie będzie miała pretensji, jak po powrocie poproszą o
zmianę opiekuna. Każdy normalny człowiek tak właśnie by postąpił. Najgorsze
jednak było to, że przecież uprzedzał, że taka właśnie będzie ich reakcja, a ona
nie uwierzyła. W naiwności wierzyła, że to kim jest nie będzie dla nich
problemem.
Walcząc z
trawiącym ją rozczarowaniem uniosła twarz w do nieba, pozwalając by
deszcz swobodnie spływał po twarzy. Nie cierpiała tej wioski. Nigdy nie
potrafiłaby tu mieszkać. Powietrze przesiąknięte było wilgocią, a pogoda
ograniczała się wyłącznie do deszczu. Ta monotonia każdego wpędziłaby w
depresję. Nie rozumiała jak ludzie mogli tu żyć. Skonsternowana otaczającą
aurą, powoli powlokła się do najbliższego baru.
Itachi w
zamyśleniu wpatrywał się w zawartość szklanki. Bursztynowy, przezroczysty płyn
kołysał się zachęcająco, nęcąc wizją zapomnienia o problemach. Chwilę później
opróżnił ją jednym haustem, czując jak alkohol pali go w gardle. Siedział w tym
barze już dwie godziny i nic nie wymyślił. Sytuacja wciąż przedstawiała się
niewesoło. Grupa w rozsypce, a do tego jawny konflikt w strukturach. Kolejny
raz utwierdził się w przekonaniu, że odbywanie misji w towarzystwie Senju było
błędem. Następnym razem nie da się wmanewrować.
Odetchnął
ciężej, spod oka rozglądając się po lokalu. Ze swojego stolika miał doskonały
widok na całe pomieszczenie. Ogólnie bar wyglądał zwyczajnie, nie wyróżniał się
niczym od tych w których bywał w innych wioskach. Pod ścianą siedziała jakaś
podejrzana grupa dyskutująca o czymś przyciszonymi głosami, przy barze dwóch
mężczyzn gawędziło z barmanem, a stolik naprzeciwko Itachiego zajmowały jakieś
cztery kobiety i nie spuszczały z niego wzroku. Zauważając ich zainteresowanie,
leniwie oceniał w myślach każdą z nich.
Pierwsza na
tapecie znalazła się blondynka. Po krótkim namyśle uznał, że jest za stara, a
on nie należał do desperatów. Nawet z tej odległości widział jej naznaczoną
zmarszczkami twarz, przykrytą grubą warstwą makijażu. Jeżeli chciał się pozbyć
niechcianych myśli to potrzebował kogoś ekstra. Kogoś kto sprawi, że na nowo
wróci do swojej skorupy chłodnego shinobi, zamiast zbytnio skupiać się na
opiekunce drużyny brata.
Skupił wzrok na
towarzyszącej kobiecie brunetce. Prezentowała ciekawą, niespotykaną urodę. Oczy
hipnotyzowały spod ciemnej grzywki, a usta obiecywały niezapomniane wrażenia.
Jednak, był jeden mankament, który skutecznie wyeliminował ją z kręgu
zainteresowania. Obawiał się, że mógłby nie podołać aż tak dużej partnerce. Jej
imponujące gabaryty skutecznie ostudziły jego libidio.
Krzywiąc się
mimowolnie od razu przeniósł spojrzenie na jej koleżankę. Ruda prezentowała się
całkiem nieźle... Długie, kręcone włosy, migdałowe brązowe oczy, a do tego
zadarty nos obsypany drobnymi piegami. Słyszał, że rude są temperamentne w
sypialni. Jako bonus dostrzegł, że ma czym oddychać i na czym siedzieć, a
wszystko we właściwych proporcjach. Chyba mamy szczęśliwą zwyciężczynie,
pomyślał zerkając dla pewności na ostatnią z kobiet. Gdy upewnił się, że ta
obok to jeszcze dzieciak, poprawił się wygodniej i przeciągnął spojrzeniem po
wybranej dziewczynie. Nie musiał długo czekać by się do niego przysiadła,
zostawiając koleżanki.
— Czekasz na
kogoś? — Przeciągnęła się prowokująco, eksponując swój głęboki dekolt podczas
zabawy słomką zabranego drinka. Zerknął na nią spod oka milcząc, ale nie
odmówił sobie spojrzenia w zawartość jej bluzki. Tak to był trafny wybór.
— Być może już
się doczekałem — odpowiedział spokojnie, oceniając rysy twarzy nieznajomej.
Urodą nie powalała na kolana, ale dało się na nią popatrzeć, no i figura bez
zarzutu. Chociaż z drugiej strony, aż tak mu dopiekła Senju, że szukał lekarstwa
w knajpach? Dumając nad tą kwestią, usłyszął trzask zamykanych z hukiem drzwi.
Na sekundę przeniósł w tamtym kierunku wzrok i momentalnie przeklął pod nosem.
— Ta wioska jest
stanowczo za mała — mruknął ze zniechęceniem, obserwując jak Liv siada przy kontuarze.
Sekundę później już pochylała nad zamówionym drinkiem.
— Chyba jesteś
nietutejszy. Takiego mężczyznę z pewnością bym zapamiętała — usłyszał szept tuż
przy swoim uchu, a później poczuł jak palce rudowłosej delikatnie masują mu
udo. Widząc siedzącą za barem Liv, nie mógł się skupić na towarzyszącej mu
kobiecie. Jednym uchem słuchał jej paplania, a wzrokiem śledził każdy ruch
Senju. Bawiła się właśnie wykałaczką z oliwki, podpierając się na ręce i
leniwie obserwowała czyszczącego szkliwo barmana. Opróżniała już trzeciego
drinka, gdy zobaczył jak mężczyzna siedzący obok przysuwa się bliżej coś
mówiąc, a następnie kładzie rękę na jej ramieniu. Mhm… Zaraz poleje się krew,
przemknęło mu przez myśl, na co rozsiadł się wygodniej. Uśmiechnął się pod
nosem ze zniecierpliwieniem czekając na spektakl jaki z pewnością zapewni mu
towarzyszka z drużyny. Patrzył jak powoli odwraca się w stronę nagabującego
oraz robi coś, czego nigdy w życiu by się nie spodziewał. Uśmiechnęła się do
nagabującego ją faceta, coś mu odpowiadając, dopiła trunek i chwiejnym ruchem
podniosła się z barowego stołka. Zamrugał intensywnie z niedowierzaniem
widząc jak idzie w kierunku wyjścia razem z nieznajomym.
— Całkiem się
zalała — sapnął z niedowierzaniem i gwałtownym ruchem zerwał się z krzesła,
zapominając o siedzącej przy nim kobiecie.
— Hej, gdzie
idziesz? — Ruda poderwała się na równe nogi, łapiąc go za ramię.
— Zmiana planów
— rzucił i szybkim krokiem opuścił bar.
Liv powoli
podążała za nieznajomym, patrząc na jego plecy. Strój sugerował, że jest
miejscowy, a to jak dobrze wiedział gdzie iść potwierdzało ten wniosek. Gdy ją
zaczepił była tak pogrążona w myślach, że gdyby nie jego dłoń na ramieniu w
ogóle by nie zwróciła na niego uwagi. Może to i dobrze, że go spotkała…
Potrzebowała zapomnienia i odstresowania, a tacy idioci byli do tego najlepsi.
Przetarła zamoczoną od deszczu twarz, zerkając z irytacją w górę. Dziwiła się,
że mieszkańcy tej wioski jeszcze nie zapleśnieli od tej wilgoci albo że nie
wyrosły im skrzela. Gdyby ona musiała tu mieszkać to jak nic by się dorobiła
jednego albo drugiego, a gratis pewnie miałaby błony pławne między palcami. Na
wpół rozbawiona tymi przemyśleniami, uniosła dłonie przyglądając się im z
ciekawością. Demon morski, brzmiało nieźle.
Słysząc jak
mężczyzna co chwilę ogląda się na nią przez ramię, uśmiechnęła się zimno. Ten
mężczyzna jeszcze nie wie, że wybrał złą osobę na swoją ofiarę, ale to dobrze…
Już ona mu da lekcje jak powinno się traktować kobiety.
— No mała,
myślę, że tu nie będzie nam nikt przeszkadzał. — Zatrzymał się w ciemnej
uliczce, patrząc na Liv z lubieżnym uśmiechem. Przedstawienie czas zacząć.
— Po co mnie tu
przyprowadziłeś? — Zachwiała się lekko, podpierając o ścianę najbliższego budynku
i rozglądając dookoła. Cóż, poniekąd nie wiedziała gdzie ten baran ją
przyprowadził, ale co to za różnica.
— Teraz się
zabawimy, mała. — Zaśmiał się cicho, łapiąc Senju mocno za nadgarstek i
siłą ciągnąc w kierunku ciemnego zaułka. Mężczyzna wydawał się wręcz przekonany
o przewadze nad ofiarą, ponieważ ani myślał przyjrzeć się reakcji jaką wywołał.
Oczy Liv na
sekundę rozszerzyły się ze zdumienia by za chwilę błysnąć gniewem. Jednym
szarpnięciem wykręciła mu ręce za plecy, tak bardzo, że aż jęknął i klęknął na
ziemi.
— Zabawimy
mówisz, a w co chcesz się ze mną bawić? Bo może nie znam tej gry — wyszeptała,
a głos drżał od hamowanej furii. Niedoszły oprawca kwiknął cienko, gdy celowo
naparła na jego ciało wywołując ból w zablokowanych kończynach. — Myślałeś, że
nie zauważę tego proszku co mi wsypałeś do szklanki? Co to było?!
— Ja, nic nie
wsypywałem! — krzyknął desperacko, ale silniejszy nacisk sprawił, że od razu
zmienił zdanie. Dysząc ciężko, zazgrzytał nerwowo zębami. — Dobra, powiem, tylko
przestań! — sapnął z bólu.
— Grzeczny
chłopiec — zamruczała cicho, mrużąc powieki z zadowolenia. Lubiła pojętnych
ludzi, a ten najwyraźniej szybko się uczył. — No to słucham.
— Memoriola.
Trzymając go w
kleszczach, zastanowiła się chwilę trawiąc tę nazwę. Miała pewność, że znała
ten specyfik. Gdy tak dumała, nagle przyszło olśnienie. Nie tak dawno słyszała
rozmowę Tsunade z Shizune o tej substancji. Podobno kilka osób trafiło do
szpitala w Konoha z powodu zatrucia. Narkotyk otępiał zmysły, spowalniał
reakcje i do tego dzień w którym się go zażyło objawiał się jako biała plama.
Uświadamiając
sobie jakiego facet miał pecha trafiając właśnie na nią, uśmiechnęła się
chytrze pochylając nad nim, by dokładnie ją widział.
— Mam
nieprzyjemną wiadomość, kochasiu. Wybrałeś złą ofiarę — zacmokała z udawanym
smutkiem i na jego oczach powoli zmieniała postać. — Na demony ona nie działa —
wyjaśniła, z satysfakcją obserwując jak zaczyna drżeć ze strachu. — Co za pech,
że trafiłeś akurat na mnie i to gdy jestem w tak podłym humorze. — Uśmiechnęła
się złowieszczo.
— Kim… —
Przerażenie sprawiło, że jego głos brzmiał jak pisk panienki. Na czole
mężczyzny pojawiły się kropelki potu, kiedy desperacko zezował w stronę
najbliższej uliczki zapewne oczekując skądś ratunku.
— Możesz nazywać
mnie jak chcesz — stwierdziła ze spokojem, wyciągając kunai i przystawiając mu
do gardła. — Bądź dobrym chłopcem, a może będę łaskawa. Masz tego więcej?
— Nieee... —
Nacisk na jego gardle się wzmocnił sprawiając, że z małego nacięcia potoczyły
się pierwsze krople krwi. Liv przyglądała się im uważnie, dumając czy czasem
nie wyświadczyć społeczeństwu przysługi i nie pozbyć się takiego ewenementu.
Tym bardziej, że nawet będąc w tak parszywym położeniu próbował kłamać.
— Słucham? Chyba
się przesłyszałam… — Przekrzywiła lekko głowę, patrząc na niego uważnie.
Pionowe źrenice zwęziły się złowieszczo, dając do zrozumienia, że to ostatnie
ostrzeżenie. Gdy przełknął głośno ślinę, uśmiechnęła się drapieżnie ukazując
ostre kły. Nie, chyba jednak go nie zabije. Ale nauczkę dać może, a nawet
powinna.
— Tak. W
spodniach. — Zadrżał lekko i odetchnął z wyraźną ulgą, gdy odsunęła ostrze
grzebiąc mu kieszeniach. Po chwili, pośród nic nie znaczących papierów,
kompletu kluczy i portfela znalazła to czego szukała.
— To? — zapytała,
podstawiając mu pod nos niewielką torebeczkę.
Mimo niewielkich
rozmiarów, wiedziała, że taka ilość wystarczy do otumanienia co najmniej
kilkunastu osób. Mężczyzna bez słowa pokiwał głową, a ona tworząc małe tornado,
rozerwała ją na strzępy.
— Ojej, ale ze
mnie niezdara — wyszeptała z udawaną skruchą. Sekundę później zamarła w
bezruchu wyczuwając czyjąś obecność za plecami. Bez zastanowienia, w oka
mgnieniu odwróciła się gwałtownie przykładając ostrze do gardła intruza. Kiedy
zobaczyła z kim ma do czynienia, uniosła brwi w zdziwieniu napotykając spokojne
spojrzenie czarnych oczu. — Wszędzie robactwo — podsumowała z niechęcią i
odwróciła się do trzymanej ofiary, zastanawiając się nad karą. W końcu to, że
ten dupek się tu przypałętał nic nie zmieniało. Jak chciał to mógł sobie
popatrzeć.
— Pomóż mi, to
demon. — Niedoszły gwałciciel błagalnym wzrokiem wpatrywał się w stojącego za
nią mężczyznę, oczekując pomocy. Na widok tej nadziei pokładanej w Itachim, Liv
aż skrzywiła się mimowolnie.
— Uchiha,
mógłbyś już sobie iść? Psujesz zabawę — syknęła, zerkając na niego przez ramię.
Jednak lepiej żeby zniknął. Zdecydowanie wolała pracować bez jego irytującej
obecności dyszącej na kark.
— Senju, zawsze
wiedziałem, że jesteś głupia, ale żeby aż tak? — Itachi prychnął złośliwie,
odsuwając kobietę na bok.
Uwolniony z
mocnego uścisku mężczyzna, uśmiechnął się z satysfakcją i podniósł z kolan. Rozcierając
nadwyrężoną rękę, posłał w stronę Liv mordercze spojrzenie w którym jawiła się
obietnica rychłej zemsty. Jednak zanim zdążył zrobić chociaż krok został
chwycony przez swojego wybawiciela za gardło i przyciśnięty do ściany.
— Co jest? — Zszokowany
wpatrywał się w szkarłatne ślepia napastnika, z ledwością łapiąc oddech.
Liv tylko
westchnęła ze znudzeniem, opierając się o ścianę i obserwując całą tę scenę.
Nawet przez moment zastanawiała się czy nie interweniować, w końcu to jej
bandyta, ale odpuściła. Jakoś pogoda nie sprzyjała sprzeczkom.
— Pokazywać
swoją prawdziwą postać, gdy jest się poszukiwaną. — Uchiha pokręcił głową z
politowaniem, puszczając zboczeńca. Liv całkowicie zignorowała jego złośliwe
przytyki i zajrzała w oczy swojej niedoszłej ofiary.
— Pff...
Genjutsu — powiedziała, rozpoznając technikę towarzysza. Stwierdzając, że nic
tu po niej chciała już odejść, gdy nagle poczuła jak Itachi łapie ją za rękę
przytrzymując w miejscu. — Czego?!
Patrzył w złote
oczy Liv, ledwo hamując złość. Miał ogromną ochotę potrząsnąć tą głupią
dziewczyną. Co ona sobie wyobrażała ujawniając kim jest? Mało było kłopotów?
Dostrzegając w nich złośliwy błysk i drapieżny uśmiech wypływający na wargi
Senju, zacisnął zęby. Zdawał sobie sprawę, że coś knuła a on niekoniecznie
przejawiał ochotę aby brać w tym udział. Zachowanie Liv, zdecydowanie nie
wróżyło niczego dobrego.
Marszcząc brwi
obserwował jak zmniejsza dzielący ich dystans do minimum, opierając dłoń o na
jego torsie oraz drugą unosząc w okolicę twarzy. Posłała mu prowokujące
spojrzenie, przejeżdżając mu palcami po ustach i mrucząc cicho. Nie znał tej
gry i niekoniecznie chciał poznać, zwłaszcza czując ciepło ciała kunoichi gdy
na niego naparła.
— Uchiha, a może
masz ochotę na małe co nie co? Oboje dobrze wiemy czego szukałeś w tamtej
knajpce…
Czyli ona też go
zauważyła w barze. W sumie nie ukrywał czakry, więc ciężko się dziwić. Przez
dłuższą chwilę patrzył na nią w niemym zdziwieniu, analizując sytuację. Takiej
propozycji się nie spodziewał. Jak już minął pierwszy szok, złapał Senju za
rękę i warknął, mrużąc groźnie powieki.
— Senju, jesteś
pijana albo naćpana, to po pierwsze. Po drugie zmień postać, bo ktoś cię
zauważy!
— Wiesz ile trzeba
alkoholu żeby zwalić z nóg demona? — zapytała, gładząc go po policzku. Zaraz
jednak się odsunęła i parsknęła cicho pod nosem. — Nie rób sobie nadziei
cwaniaczku, żartowałam — zaśmiała się złośliwie. Czując jak palce Itachiego
zaciskają się mocniej na przegubie, skrzywiła się mimowolnie. — Nawet jak ktoś
mnie zauważy, to tobie nic do tego! — Próbowała wyszarpnąć dłoń z jego
stalowego uścisku, ale bezskutecznie.
Za jakie grzechy
musiał się użerać z tą pyskatą dziewczyną? Ach, tak, misja… Wzmocnił uchwyt,
wrogo się w nią wpatrując i zacisnął mocno szczęki ze złości. Po tej misji
będzie musiał odbywać sesje terapeutyczne, żeby się pozbyć traumy nabytej przez
przebywanie w jej towarzystwie. Zażąda od Piątej aby za wszystko zapłaciła
wioska bo to był ich pomysł żeby wysyłać ich razem.
Słysząc kroki
bez zastanowienia przycisnął Senju do ściany, zasłaniając własnym ciałem. Los
im zdecydowanie nie sprzyjał, a zamiast tego radośnie zrzucał przysłowiowe
kłody pod nogi. Wiedział, że jak tylko ktoś
zauważy Liv w tej formie to zrobi się zamieszanie i wybuchnie jedna wielka
panika. Aż zgrzytnął zębami, czując jak się wierci próbując go odepchnąć. Mózg
musiała wysłać na urlop skoro nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Nic
nie robiąc sobie z jej zabiegów, oparł ręce po obu stronach głowy Senju by
przechodnie nie mogli dostrzec nad kim się nachylał.
— Uchiha, odsuń
się albo nie ręczę za siebie — wyszeptała ostrzegawczo Liv, a cała wypowiedz
przypominała złowieszczy syk rozdrażnionego węża.
— Zamknij się,
głupia! — Zbliżył twarz do jej twarzy, w myślach modląc się by wreszcie ta
procesja się wreszcie skończyła. Był zły, przemoczony a do tego jeszcze musiał
znosić fochy. Po powrocie do domu, poważnie się zastanowi nad powrotem do ANBU.
Tam działał głownie sam, ewentualnie w duecie. Chociaż w ostateczności mógłby
zastrzec w kontrakcie, że on i jego grupa wykonują misję jedynie sami. Tak, to
by było dobre rozwiązanie.
Rozważając ten
pomysł, dostrzegł, że Senju ani myśli odpuścić, a wręcz już się szykuje do
wygłoszenia kolejnej, zapewne złośliwej uwagi. Nie zastanawiając się długo
zmusił ją do milczenia jedna z najbardziej skutecznych znanych mu humanitarnych
metod.
Bez ostrzeżenia
przycisnął wargi do ust zaskoczonej dziewczyny, zbyt zdumionej żeby zareagować.
Senju trwała w takim szoku, że stała oniemiała w bezruchu wlepiając w niego te
wielkie złote ślepia. Przyglądając się jej tak spod rzęs doszedł do wniosku, że
może pozwolić sobie na więcej. W końcu też chciał coś z tego mieć. Delikatnie zassał
dolną wargę Liv, przedłużając pocałunek. Z chwilą jak poczuł smak Senju,
wiedział, że popełnił błąd. Nie powinien się do niej zbliżać. Zwłaszcza, że
instynkt podpowiadał aby przycisnąć własnym ciałem i pogłębić doznania. Na całe
szczęście odezwał się zdrowy rozsadek, który przypomniał z kim ma do czynienia.
Jeżeli nie będzie ostrożny to straci język, gdy dziewczyna ocknie się z
zamroczenia. Wycofując się, spod uchylonych powiek zobaczył, że powoli wraca do
swojego ludzkiego wyglądu.
— Senju, już
wiem jak zmusić cię do milczenia. — Zaśmiał się triumfująco, próbując uspokoić
przyśpieszone bicie serca. Faktem było, że aż takich wrażeń się nie spodziewał
i w innych warunkach mogliby powtórzyć to doświadczenie. O ile nie miałby
świadomości z kim ma do czynienia.
— Kneblowanie z
tego co wiem, zawsze zdaje egzamin.
— Swoja drogą
nie wiedziałem, że masz do mnie słabość.
Zignorował jej
uwagę, z zadowoleniem dostrzegając jak mruży gniewnie powieki. Niemal z
obrzydzeniem otarła usta i splunęła pod nogi, patrząc na niego wyzywająco.
— Kto tu do kogo
ma słabość? To ty, przyssałeś się jak pijawka.
— Trzeba było
mnie nie prowokować. Nie chciałaś po dobroci…— Wzruszył obojętnie ramionami,
cofając się o krok. — Jestem tylko facetem, trafia się okazja to korzystam, a
że po przemianie wyglądasz całkiem znośnie to sprawdziłem jak to jest z
demonem. — Gdyby spojrzenie mogło zabijać to właśnie leżałby trupem.
— Idź do diabła,
Uchiha! — Odepchnęła go jak najdalej od siebie, zaciskając zęby ze złości. —
Mam nadzieję, że zaspokoiłam twoją chorą ciekawość — warknęła już ciszej, z
trudem opanowując odruch zanurzenia pazurów w twarzy Itachiego i zniknęła w ciemności.
— Senju, jesteś
bardzo interesującym przypadkiem — zauważył, uśmiechając się pod nosem.
Następnie wcisnął ręce do kieszeni i sprężystym krokiem, skierował się do
hotelu.
Liv ocknęła się
z lekkim bólem głowy, leżąc w poprzek łóżka. Wpatrując się w popękany sufit
analizowała wydarzenia poprzedniego wieczoru. Była wściekła na Uchihę, ale z
drugiej strony ten dupek miał rację. Nie powinna tak bezsensownie ujawniać kim
jest. Westchnęła ciężko, odgarniając wpadające do oczu kosmyki. Po kilku
minutach doszła do wniosku, ze najwyższa pora wstać i masując skronie, powoli
opuściła nogi na podłogę. Wlekąc się jak skazaniec na egzekucję, poczłapała do
niewielkiej łazienki. Po skończonej toalecie, opadła na materac wciągając przez
głowę wysuszoną koszulkę.
— Równie dobrze
mogłam chodzić w mokrym, tutaj to i tak nie robi żadnej różnicy — mruknęła pod
nosem, zezując na wielkie okno za którym zobaczyła rzęsisty deszcz. Siląc się
na spokój dokończyła ubieranie i wkładając buty, dostrzegła, że są jeszcze
odrobinę wilgotne. Krzywiąc się z niezadowolenia przeklęła pod nosem na
depresyjną aurę. Wszędzie czuła irytującą wilgoć, a przez to zapach pleśni. Każde
pomieszczenie w tym regionie tak pachniało. Skonsternowana tą myślą, nagle
drgnęła, zaraz szybko podchodząc do drzwi i otwierając je z rozmachem. Zmrużyła
groźnie powieki, widząc trzy kulące się za progiem postacie.
— Shion, Zaku,
jesteście do bani w wyciszaniu czakry. Yuchiro nawet ciebie wyczułam —
powiedziała z naganą w głosie, nie ukrywając dezaprobaty. Sadziła, że nauczyła
ich chociaż tego. Sekundę później machnęła dłonią, stwierdzając, że teraz to
kogoś inny problem. W końcu po powrocie do Konohy będą mieć innego opiekuna. Niech
on się martwi. — Macie mi cos ciekawego do powiedzenia, czy przyleźliście tylko
popatrzeć? — zapytała, niechętnie cofając się do pokoju i opadając na łóżko. Dostrzegając
pełną gniewu oraz rozczarowania twarz młodego Uchihy, uniosła pytająco brwi. A temu
co się stało?
— Sensei, jak
możesz nas tak zostawiać?! Obiecałaś, że będziesz nas trenować, a zamiast tego
gdzieś znikasz! — Zaku spojrzał na nią ze złością, zaciskając mocno pięści. —
Podjęłaś się opieki nad nami!
— Obiecałam,
ale... — zaczęła, ale nie dane było jej dokończyć, bo jak widać genin dopiero się
rozkręcał.
— Miałaś zrobić
ze mnie najsilniejszego shinobi!
Padło kolejne
oskarżenie na które Liv aż zamrugała gwałtownie. Nie rozumiała o co chodzi. Przecież
to logiczne, że wycofała się po ujawnieniu prawdy. Każdy zachowałby się w ten
sposób, chcąc dać podopiecznym szansę na przetrawienie niespodzianki.
— Zaku, po
pierwsze nie krzycz — westchnęła, siląc się na spokój.
— Będę krzyczał,
bo mam powód!
— Doprawdy? Masz
powód by wrzeszczeć na Jounina?!
— Tak! Może
wtedy zrozumiesz, że nie interesuje nas kim jesteś! Dla nas jesteś naszą sensei
i nie chcemy nikogo innego!
Po tych słowach
zanim się obejrzała, cała trójka przylgnęła do niej kurczowo jakby się bała, że
zaraz niknie. Zdezorientowana spojrzała w dół, na uczniów nie bardzo wiedząc co
powinna zrobić.
— Myślisz, że
jak cię leczyłam to nie wyczułam twojej aury? — Shion objęła ją mocniej,
wtulając twarz w kamizelkę opiekunki. — Przecież jestem z rodu Yuno.
— Nie
przyjmujemy do wiadomości, że nasz porzucasz!
Kiedy do Senju,
w pełni dotarł sens całego zamieszania nie mogła ukryć uśmiechu. W sercu czuła
dziwną lekkość, a świat od razu wydał się jakiś pogodniejszy, mniej szary.
— Heh... Co ja z
wami mam? — Mocno przytuliła podopiecznych, przymykając powieki i roześmiała
się głośno. — Nie mogę was oddać komuś innemu. Jesteście beznadziejni i ktoś musi
zrobić z was wojowników, a kto będzie lepszy od krwiożerczego demona.
Słysząc to
geninii parsknęli radośnie, a ona wykorzystując ich nieuwagę, szybkim ruchem obdarzyła
każdego swoją niewidoczną pieczęcią. Chciała w ten sposób mieć pewność, że
zawsze ich odnajdzie gdy będą w potrzebie lub niebezpieczeństwie.
Itachi ze skrzyżowanymi
ramionami na piersi, opierał się o ścianę i nasłuchiwał rozmowy z najbliższego
pokoju. Dzięki niedomkniętym drzwiom słyszał cały jej przebieg, łącznie ze
szczęśliwym finałem. Usatysfakcjonowany odsunął się i ruszył w kierunku
jadalni. Teraz wreszcie cała obstawa Yuuki będzie podróżować w komplecie.
Poznał kolejną
słabość Senju. Dziewczyna przywiązała się do podopiecznych bardziej niż
ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Choć zgrywała się na oschłą to nie dało
się nie zauważyć, że uczniowie mieli na nią wielki wpływ.
Dumając nad tą kwestią,
wszedł do pomieszczenia od razu kierując spojrzenie do stołu. Tak jak się
przypuszczał, to w tym miejscu zaszył się Ascot pod nieobecność Yuuki. Chłopak od
feralnego spotkania z demonami zamknął się w sobie, unikając większości
ochroniarzy księżniczki. Wyraźnie nie chciał przebywać z nimi sam na sam. Kto by
pomyślał, że należał do ludzi aż tak nietolerancyjnych. Właśnie, nad tym też
powinni popracować. Dochodząc do wniosku, że nie ma co zwlekać, zamknął drzwi
przekręcając klucz w zamku. Najwyższa pora dać do zrozumienia panu zielarzowi,
że musi się dostosować.
Super notka :D
OdpowiedzUsuńA ja widziałam, wiedziałam że gdzieś zapomniałam skomentować normalnie hańba mi. Już wyjaśniam byłam tak zabiegana ostatnio że blogi czytałam tak tylko przelotnie kiedy miałam minutkę czasu wolnego (niestety drugiej na skomentowanie nie było) ;(
Kurde znowu moje spaczenie ...
Wracając do notki jak pisałam wyżej jest super
Kiss Itasia i Liv ooo... moja pierwsza reakcja takie uuu... :D
Dobre dzieciaki nie osądzają po wyglądzie.
A teraz do tej rudej : Co się do Itasia przystawiasz on jest MÓJ i wbij to sobie do tej (...)głowy ( no ewentualnie odstąpię go Liv, ale ty wara mi od niego ) :D
Pozdrawiam, życzę duuuuużo weny, jeszcze raz sorry i czekam na następny super rozdział ^-^
Rozumiem i nic się nie dzieję:) dobrze, że co jakiś czas zaglądasz tu do mnie:)a za wenę dziękuję, na pewno się przyda :D
UsuńNo, no pocałunek xD Mało romantyczny ale jednak coś między nimi zaczyna iskrzyć. Właśnie tego potrzebowałam w tym opowiadaniu. Naprawdę cudowna notka, czekam na więcej :D
OdpowiedzUsuńMało romantyczny bo przecież oboje jak na razie tylko na siebie warczą:) Jedno dogryza drugiemu;)
UsuńSuper odcinek! w końcu doczekałam się mojej wymarzonej sceny pocałunku! <3 chodź jakiś romantyczny to on nie był ale jednak i to sie liczy! Itachiemu chyba zaczyna zależeć na Liv... Jaram sie i chce jak najszybciej kolejny odcinek! :)
OdpowiedzUsuńOboje mają trudne charaktery, chociaż Liv chyba gorszy :D
UsuńSerdecznie zapraszam po odbiór szablonu! :)
OdpowiedzUsuńdusza-anayi.blogspot.com
Boskie!!! Twoja historia jest zajebista! ;D Dużo weny życzę! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! ;] Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :3
OdpowiedzUsuńhttp://innanaruto.blogspot.com/
SSUUUPPPPEEERRRR!!!! kocham to opowiadanie!!! <3 Kiedy kolejny odcinek? oby jak najszybciej!!! <3 kocham Italiv (:D sama wymyśliłam) :D <3
OdpowiedzUsuń