28.05.2013

X Po każdej burzy wstaje słońce.

Chciałabym podziękować wszystkim moim czytelnikom, a zwłaszcza tym, którzy czytają i komentują. Nawet nie wiecie jaką mi sprawia radość czytanie waszych opinii:). Dzięki temu mam motywację do kontynuowania opowiadania, bo jest ktoś kogo interesuje dalsza część mojej historii. :) Proszę o więcej.

 ******



Liv ze złością uderzyła w najbliższe drzewo. Nawet nie zwróciła uwagi na obsypujące się na nią liście, bardziej zaaferowana własnymi, niewesołymi myślami. Wciąż na nowo roztrząsała wydarzenia ostatnich dni, usiłując je jakoś ogarnąć i przetrawić. Przez Kazame straciła nie tylko przyjaciół, ale również grupę. Bo kto by chciał być pod dowództwem demona? Nie będzie miała pretensji, jak po powrocie poproszą o zmianę opiekuna. Każdy normalny człowiek tak właśnie by postąpił. Najgorsze jednak było to, że przecież uprzedzał, że taka właśnie będzie ich reakcja, a ona nie uwierzyła. W naiwności wierzyła, że to kim jest nie będzie dla nich problemem.
Walcząc z trawiącym ją rozczarowaniem uniosła twarz w do  nieba, pozwalając by deszcz swobodnie spływał po twarzy. Nie cierpiała tej wioski. Nigdy nie potrafiłaby tu mieszkać. Powietrze przesiąknięte było wilgocią, a pogoda ograniczała się wyłącznie do deszczu. Ta monotonia  każdego wpędziłaby w depresję. Nie rozumiała jak ludzie mogli tu żyć. Skonsternowana otaczającą aurą, powoli powlokła się do najbliższego baru.
Itachi w zamyśleniu wpatrywał się w zawartość szklanki. Bursztynowy, przezroczysty płyn kołysał się zachęcająco, nęcąc wizją zapomnienia o problemach. Chwilę później opróżnił ją jednym haustem, czując jak alkohol pali go w gardle. Siedział w tym barze już dwie godziny i nic nie wymyślił. Sytuacja wciąż przedstawiała się niewesoło. Grupa w rozsypce, a do tego jawny konflikt w strukturach. Kolejny raz utwierdził się w przekonaniu, że odbywanie misji w towarzystwie Senju było błędem. Następnym razem nie da się wmanewrować.
Odetchnął ciężej, spod oka rozglądając się po lokalu. Ze swojego stolika miał doskonały widok na całe pomieszczenie. Ogólnie bar wyglądał zwyczajnie, nie wyróżniał się niczym od tych w których bywał w innych wioskach. Pod ścianą siedziała jakaś podejrzana grupa dyskutująca o czymś przyciszonymi głosami, przy barze dwóch mężczyzn gawędziło z barmanem, a stolik naprzeciwko Itachiego zajmowały jakieś cztery kobiety i nie spuszczały z niego wzroku. Zauważając ich zainteresowanie, leniwie oceniał w myślach każdą z nich.
Pierwsza na tapecie znalazła się blondynka. Po krótkim namyśle uznał, że jest za stara, a on nie należał do desperatów. Nawet z tej odległości widział jej naznaczoną zmarszczkami twarz, przykrytą grubą warstwą makijażu. Jeżeli chciał się pozbyć niechcianych myśli to potrzebował kogoś ekstra. Kogoś kto sprawi, że na nowo wróci do swojej skorupy chłodnego shinobi, zamiast zbytnio skupiać się na opiekunce drużyny brata.
Skupił wzrok na towarzyszącej kobiecie brunetce. Prezentowała ciekawą, niespotykaną urodę. Oczy hipnotyzowały spod ciemnej grzywki, a usta obiecywały niezapomniane wrażenia. Jednak, był jeden mankament, który skutecznie wyeliminował ją z kręgu zainteresowania. Obawiał się, że mógłby nie podołać aż tak dużej partnerce. Jej imponujące gabaryty skutecznie ostudziły jego libidio.
Krzywiąc się mimowolnie od razu przeniósł spojrzenie na jej koleżankę. Ruda prezentowała się całkiem nieźle... Długie, kręcone włosy, migdałowe brązowe oczy, a do tego zadarty nos obsypany drobnymi piegami. Słyszał, że rude są temperamentne w sypialni. Jako bonus dostrzegł, że ma czym oddychać i na czym siedzieć, a wszystko we właściwych proporcjach. Chyba mamy szczęśliwą zwyciężczynie, pomyślał zerkając dla pewności na ostatnią z kobiet. Gdy upewnił się, że ta obok to jeszcze dzieciak, poprawił się wygodniej i przeciągnął spojrzeniem po wybranej dziewczynie. Nie musiał długo czekać by się do niego przysiadła, zostawiając koleżanki.
— Czekasz na kogoś? — Przeciągnęła się prowokująco, eksponując swój głęboki dekolt podczas zabawy słomką zabranego drinka. Zerknął na nią spod oka milcząc, ale nie odmówił sobie spojrzenia w zawartość jej bluzki. Tak to był trafny wybór.
— Być może już się doczekałem — odpowiedział spokojnie, oceniając rysy twarzy nieznajomej. Urodą nie powalała na kolana, ale dało się na nią popatrzeć, no i figura bez zarzutu. Chociaż z drugiej strony, aż tak mu dopiekła Senju, że szukał lekarstwa w knajpach? Dumając nad tą kwestią, usłyszął trzask zamykanych z hukiem drzwi. Na sekundę przeniósł w tamtym kierunku wzrok i momentalnie przeklął pod nosem.
— Ta wioska jest stanowczo za mała — mruknął ze zniechęceniem, obserwując jak Liv siada przy kontuarze. Sekundę później już pochylała nad zamówionym drinkiem.
— Chyba jesteś nietutejszy. Takiego mężczyznę z pewnością bym zapamiętała — usłyszał szept tuż przy swoim uchu, a później poczuł jak palce rudowłosej delikatnie masują mu udo. Widząc siedzącą za barem Liv, nie mógł się skupić na towarzyszącej mu kobiecie. Jednym uchem słuchał jej paplania, a wzrokiem śledził każdy ruch Senju. Bawiła się właśnie wykałaczką z oliwki, podpierając się na ręce i leniwie obserwowała czyszczącego szkliwo barmana. Opróżniała już trzeciego drinka, gdy zobaczył jak mężczyzna siedzący obok przysuwa się bliżej coś mówiąc, a następnie kładzie rękę na jej ramieniu. Mhm… Zaraz poleje się krew, przemknęło mu przez myśl, na co rozsiadł się wygodniej. Uśmiechnął się pod nosem ze zniecierpliwieniem czekając na spektakl jaki z pewnością zapewni mu towarzyszka z drużyny. Patrzył jak powoli odwraca się w stronę nagabującego oraz robi coś, czego nigdy w życiu by się nie spodziewał. Uśmiechnęła się do nagabującego ją faceta, coś mu odpowiadając, dopiła trunek i chwiejnym ruchem podniosła się z barowego stołka. Zamrugał intensywnie z  niedowierzaniem widząc jak idzie w kierunku wyjścia razem z nieznajomym.
— Całkiem się zalała — sapnął z niedowierzaniem i gwałtownym ruchem zerwał się z krzesła, zapominając o siedzącej przy nim kobiecie.
— Hej, gdzie idziesz? — Ruda poderwała się na równe nogi, łapiąc go za ramię.
— Zmiana planów — rzucił i szybkim krokiem opuścił bar.

Liv powoli podążała za nieznajomym, patrząc na jego plecy. Strój sugerował, że jest miejscowy, a to jak dobrze wiedział gdzie iść potwierdzało ten wniosek. Gdy ją zaczepił była tak pogrążona w myślach, że gdyby nie jego dłoń na ramieniu w ogóle by nie zwróciła na niego uwagi. Może to i dobrze, że go spotkała… Potrzebowała zapomnienia i odstresowania, a tacy idioci byli do tego najlepsi. Przetarła zamoczoną od deszczu twarz, zerkając z irytacją w górę. Dziwiła się, że mieszkańcy tej wioski jeszcze nie zapleśnieli od tej wilgoci albo że nie wyrosły im skrzela. Gdyby ona musiała tu mieszkać to jak nic by się dorobiła jednego albo drugiego, a gratis pewnie miałaby błony pławne między palcami. Na wpół rozbawiona tymi przemyśleniami, uniosła dłonie przyglądając się im z ciekawością. Demon morski, brzmiało nieźle. 
Słysząc jak mężczyzna co chwilę ogląda się na nią przez ramię, uśmiechnęła się zimno. Ten mężczyzna jeszcze nie wie, że wybrał złą osobę na swoją ofiarę, ale to dobrze… Już ona mu da lekcje jak powinno się traktować kobiety.
— No mała, myślę, że tu nie będzie nam nikt przeszkadzał. — Zatrzymał się w ciemnej uliczce, patrząc na Liv z lubieżnym uśmiechem. Przedstawienie czas zacząć.
— Po co mnie tu przyprowadziłeś? — Zachwiała się lekko, podpierając o ścianę najbliższego budynku i rozglądając dookoła. Cóż, poniekąd nie wiedziała gdzie ten baran ją przyprowadził, ale co to za różnica.
— Teraz się zabawimy, mała. — Zaśmiał się cicho,  łapiąc Senju mocno za nadgarstek i siłą ciągnąc w kierunku ciemnego zaułka. Mężczyzna wydawał się wręcz przekonany o przewadze nad ofiarą, ponieważ ani myślał przyjrzeć się reakcji jaką wywołał.
Oczy Liv na sekundę rozszerzyły się ze zdumienia by za chwilę błysnąć gniewem. Jednym szarpnięciem wykręciła mu ręce za plecy, tak bardzo, że aż jęknął i klęknął na ziemi.
— Zabawimy mówisz, a w co chcesz się ze mną bawić? Bo może nie znam tej gry — wyszeptała, a głos drżał od hamowanej furii. Niedoszły oprawca kwiknął cienko, gdy celowo naparła na jego ciało wywołując ból w zablokowanych kończynach. — Myślałeś, że nie zauważę tego proszku co mi wsypałeś do szklanki? Co to było?!
— Ja, nic nie wsypywałem! — krzyknął desperacko, ale silniejszy nacisk sprawił, że od razu zmienił zdanie. Dysząc ciężko, zazgrzytał nerwowo zębami. — Dobra, powiem, tylko przestań! — sapnął z bólu.
— Grzeczny chłopiec — zamruczała cicho, mrużąc powieki z zadowolenia. Lubiła pojętnych ludzi, a ten najwyraźniej szybko się uczył. — No to słucham.
— Memoriola.
Trzymając go w kleszczach, zastanowiła się chwilę trawiąc tę nazwę. Miała pewność, że znała ten specyfik. Gdy tak dumała, nagle przyszło olśnienie. Nie tak dawno słyszała rozmowę Tsunade z Shizune o tej substancji. Podobno kilka osób trafiło do szpitala w Konoha z powodu zatrucia. Narkotyk otępiał zmysły, spowalniał reakcje i do tego dzień w którym się go zażyło objawiał się jako biała plama.
Uświadamiając sobie jakiego facet miał pecha trafiając właśnie na nią, uśmiechnęła się chytrze pochylając nad nim, by dokładnie ją widział.
— Mam nieprzyjemną wiadomość, kochasiu. Wybrałeś złą ofiarę — zacmokała z udawanym smutkiem i na jego oczach powoli zmieniała postać. — Na demony ona nie działa — wyjaśniła, z satysfakcją obserwując jak zaczyna drżeć ze strachu. — Co za pech, że trafiłeś akurat na mnie i to gdy jestem w tak podłym humorze. — Uśmiechnęła się złowieszczo.
— Kim… — Przerażenie sprawiło, że jego głos brzmiał jak pisk panienki. Na czole mężczyzny pojawiły się kropelki potu, kiedy desperacko zezował w stronę najbliższej uliczki zapewne oczekując skądś ratunku.
— Możesz nazywać mnie jak chcesz — stwierdziła ze spokojem, wyciągając kunai i przystawiając mu do gardła. — Bądź dobrym chłopcem, a może będę łaskawa. Masz tego więcej?
— Nieee... — Nacisk na jego gardle się wzmocnił sprawiając, że z małego nacięcia potoczyły się pierwsze krople krwi. Liv przyglądała się im uważnie, dumając czy czasem nie wyświadczyć społeczeństwu przysługi i nie pozbyć się takiego ewenementu. Tym bardziej, że nawet będąc w tak parszywym położeniu próbował kłamać.
— Słucham? Chyba się przesłyszałam… — Przekrzywiła lekko głowę, patrząc na niego uważnie. Pionowe źrenice zwęziły się złowieszczo, dając do zrozumienia, że to ostatnie ostrzeżenie. Gdy przełknął głośno ślinę, uśmiechnęła się drapieżnie ukazując ostre kły. Nie, chyba jednak go nie zabije. Ale nauczkę dać może, a nawet powinna.
— Tak. W spodniach. — Zadrżał lekko i odetchnął z wyraźną ulgą, gdy odsunęła ostrze grzebiąc mu kieszeniach. Po chwili, pośród nic nie znaczących papierów, kompletu kluczy i portfela znalazła to czego szukała.
— To? — zapytała, podstawiając mu pod nos niewielką torebeczkę.
Mimo niewielkich rozmiarów, wiedziała, że taka ilość wystarczy do otumanienia co najmniej kilkunastu osób. Mężczyzna bez słowa pokiwał głową, a ona tworząc małe tornado, rozerwała ją na strzępy.
— Ojej, ale ze mnie niezdara — wyszeptała z udawaną skruchą. Sekundę później zamarła w bezruchu wyczuwając czyjąś obecność  za plecami. Bez zastanowienia, w oka mgnieniu odwróciła się gwałtownie przykładając ostrze do gardła intruza. Kiedy zobaczyła z kim ma do czynienia, uniosła brwi w zdziwieniu napotykając spokojne spojrzenie czarnych oczu. — Wszędzie robactwo — podsumowała z niechęcią i odwróciła się do trzymanej ofiary, zastanawiając się nad karą. W końcu to, że ten dupek się tu przypałętał nic nie zmieniało. Jak chciał to mógł sobie popatrzeć.
— Pomóż mi, to demon. — Niedoszły gwałciciel błagalnym wzrokiem wpatrywał się w stojącego za nią mężczyznę, oczekując pomocy. Na widok tej nadziei pokładanej w Itachim, Liv aż skrzywiła się mimowolnie.
— Uchiha, mógłbyś już sobie iść? Psujesz zabawę — syknęła, zerkając na niego przez ramię. Jednak lepiej żeby zniknął. Zdecydowanie wolała pracować bez jego irytującej obecności dyszącej na kark.
— Senju, zawsze wiedziałem, że jesteś głupia, ale żeby aż tak? — Itachi prychnął złośliwie, odsuwając kobietę na bok.
Uwolniony z mocnego uścisku mężczyzna, uśmiechnął się z satysfakcją i podniósł z kolan. Rozcierając nadwyrężoną rękę, posłał w stronę Liv mordercze spojrzenie w którym jawiła się obietnica rychłej zemsty. Jednak zanim zdążył zrobić chociaż krok został chwycony przez swojego wybawiciela za gardło i przyciśnięty do ściany.
— Co jest? — Zszokowany wpatrywał się w szkarłatne ślepia napastnika, z ledwością łapiąc oddech.
Liv tylko westchnęła ze znudzeniem, opierając się o ścianę i obserwując całą tę scenę. Nawet przez moment zastanawiała się czy nie interweniować, w końcu to jej bandyta, ale odpuściła. Jakoś pogoda nie sprzyjała sprzeczkom.
— Pokazywać swoją prawdziwą postać, gdy jest się poszukiwaną. — Uchiha pokręcił głową z politowaniem, puszczając zboczeńca. Liv całkowicie zignorowała jego złośliwe przytyki i zajrzała w oczy swojej niedoszłej ofiary.
— Pff... Genjutsu — powiedziała, rozpoznając technikę towarzysza. Stwierdzając, że nic tu po niej chciała już odejść, gdy nagle poczuła jak Itachi łapie ją za rękę przytrzymując w miejscu. — Czego?!
Patrzył w złote oczy Liv, ledwo hamując złość. Miał ogromną ochotę potrząsnąć tą głupią dziewczyną. Co ona sobie wyobrażała ujawniając kim jest? Mało było kłopotów? Dostrzegając w nich złośliwy błysk i drapieżny uśmiech wypływający na wargi Senju, zacisnął zęby. Zdawał sobie sprawę, że coś knuła a on niekoniecznie przejawiał ochotę aby brać w tym udział. Zachowanie Liv, zdecydowanie nie wróżyło niczego dobrego.
Marszcząc brwi obserwował jak zmniejsza dzielący ich dystans do minimum, opierając dłoń o na jego torsie oraz drugą unosząc w okolicę twarzy. Posłała mu prowokujące spojrzenie, przejeżdżając mu palcami po ustach i mrucząc cicho. Nie znał tej gry i niekoniecznie chciał poznać, zwłaszcza czując ciepło ciała kunoichi gdy na niego naparła.
— Uchiha, a może masz ochotę na małe co nie co? Oboje dobrze wiemy czego szukałeś w tamtej knajpce…
Czyli ona też go zauważyła w barze. W sumie nie ukrywał czakry, więc ciężko się dziwić. Przez dłuższą chwilę patrzył na nią w niemym zdziwieniu, analizując sytuację. Takiej propozycji się nie spodziewał. Jak już minął pierwszy szok, złapał Senju za rękę i warknął, mrużąc groźnie powieki.
— Senju, jesteś pijana albo naćpana, to po pierwsze. Po drugie zmień postać, bo ktoś cię zauważy!
— Wiesz ile trzeba alkoholu żeby zwalić z nóg demona? — zapytała, gładząc go po policzku. Zaraz jednak się odsunęła i parsknęła cicho pod nosem. — Nie rób sobie nadziei cwaniaczku, żartowałam — zaśmiała się złośliwie. Czując jak palce Itachiego zaciskają się mocniej na przegubie, skrzywiła się mimowolnie. — Nawet jak ktoś mnie zauważy, to tobie nic do tego! — Próbowała wyszarpnąć dłoń z jego stalowego uścisku, ale bezskutecznie.
Za jakie grzechy musiał się użerać z tą pyskatą dziewczyną? Ach, tak, misja… Wzmocnił uchwyt, wrogo się w nią wpatrując i zacisnął mocno szczęki ze złości. Po tej misji będzie musiał odbywać sesje terapeutyczne, żeby się pozbyć traumy nabytej przez przebywanie w jej towarzystwie. Zażąda od Piątej aby za wszystko zapłaciła wioska bo to był ich pomysł żeby wysyłać ich razem.
Słysząc kroki bez zastanowienia przycisnął Senju do ściany, zasłaniając własnym ciałem. Los im zdecydowanie nie sprzyjał, a zamiast tego radośnie zrzucał przysłowiowe kłody pod nogi. Wiedział, że  jak tylko ktoś zauważy Liv w tej formie to zrobi się zamieszanie i wybuchnie jedna wielka panika. Aż zgrzytnął zębami, czując jak się wierci próbując go odepchnąć. Mózg musiała wysłać na urlop skoro nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Nic nie robiąc sobie z jej zabiegów, oparł ręce po obu stronach głowy Senju by przechodnie nie mogli dostrzec nad kim się nachylał.
— Uchiha, odsuń się albo nie ręczę za siebie — wyszeptała ostrzegawczo Liv, a cała wypowiedz przypominała złowieszczy syk rozdrażnionego węża.
— Zamknij się, głupia! — Zbliżył twarz do jej twarzy, w myślach modląc się by wreszcie ta procesja się wreszcie skończyła. Był zły, przemoczony a do tego jeszcze musiał znosić fochy. Po powrocie do domu, poważnie się zastanowi nad powrotem do ANBU. Tam działał głownie sam, ewentualnie w duecie. Chociaż w ostateczności mógłby zastrzec w kontrakcie, że on i jego grupa wykonują misję jedynie sami. Tak, to by było dobre rozwiązanie.
Rozważając ten pomysł, dostrzegł, że Senju ani myśli odpuścić, a wręcz już się szykuje do wygłoszenia kolejnej, zapewne złośliwej uwagi. Nie zastanawiając się długo zmusił ją do milczenia jedna z najbardziej skutecznych znanych mu humanitarnych metod.
Bez ostrzeżenia przycisnął wargi do ust zaskoczonej dziewczyny, zbyt zdumionej żeby zareagować. Senju trwała w takim szoku, że stała oniemiała w bezruchu wlepiając w niego te wielkie złote ślepia. Przyglądając się jej tak spod rzęs doszedł do wniosku, że może pozwolić sobie na więcej. W końcu też chciał coś z tego mieć. Delikatnie zassał dolną wargę Liv, przedłużając pocałunek. Z chwilą jak poczuł smak Senju, wiedział, że popełnił błąd. Nie powinien się do niej zbliżać. Zwłaszcza, że instynkt podpowiadał aby przycisnąć własnym ciałem i pogłębić doznania. Na całe szczęście odezwał się zdrowy rozsadek, który przypomniał z kim ma do czynienia. Jeżeli nie będzie ostrożny to straci język, gdy dziewczyna ocknie się z zamroczenia. Wycofując się, spod uchylonych powiek zobaczył, że powoli wraca do swojego ludzkiego wyglądu.
— Senju, już wiem jak zmusić cię do milczenia. — Zaśmiał się triumfująco, próbując uspokoić przyśpieszone bicie serca. Faktem było, że aż takich wrażeń się nie spodziewał i w innych warunkach mogliby powtórzyć to doświadczenie. O ile nie miałby świadomości z kim ma do czynienia.
— Kneblowanie z tego co wiem, zawsze zdaje egzamin.
— Swoja drogą nie wiedziałem, że masz do mnie słabość.
Zignorował jej uwagę, z zadowoleniem dostrzegając jak mruży gniewnie powieki. Niemal z obrzydzeniem otarła usta i splunęła pod nogi, patrząc na niego wyzywająco.
— Kto tu do kogo ma słabość? To ty, przyssałeś się jak pijawka.
— Trzeba było mnie nie prowokować. Nie chciałaś po dobroci…— Wzruszył obojętnie ramionami, cofając się o krok. — Jestem tylko facetem, trafia się okazja to korzystam, a że po przemianie wyglądasz całkiem znośnie to sprawdziłem jak to jest z demonem. — Gdyby spojrzenie mogło zabijać to właśnie leżałby trupem.
— Idź do diabła, Uchiha! — Odepchnęła go jak najdalej od siebie, zaciskając zęby ze złości. — Mam nadzieję, że zaspokoiłam twoją chorą ciekawość — warknęła już ciszej, z trudem opanowując odruch zanurzenia pazurów w twarzy Itachiego i zniknęła w ciemności.
— Senju, jesteś bardzo interesującym przypadkiem — zauważył, uśmiechając się pod nosem. Następnie wcisnął ręce do kieszeni i sprężystym krokiem, skierował się do hotelu.

Liv ocknęła się z lekkim bólem głowy, leżąc w poprzek łóżka. Wpatrując się w popękany sufit analizowała wydarzenia poprzedniego wieczoru. Była wściekła na Uchihę, ale z drugiej strony ten dupek miał rację. Nie powinna tak bezsensownie ujawniać kim jest. Westchnęła ciężko, odgarniając wpadające do oczu kosmyki. Po kilku minutach doszła do wniosku, ze najwyższa pora wstać i masując skronie, powoli opuściła nogi na podłogę. Wlekąc się jak skazaniec na egzekucję, poczłapała do niewielkiej łazienki. Po skończonej toalecie, opadła na materac wciągając przez głowę wysuszoną koszulkę.
— Równie dobrze mogłam chodzić w mokrym, tutaj to i tak nie robi żadnej różnicy — mruknęła pod nosem, zezując na wielkie okno za którym zobaczyła rzęsisty deszcz. Siląc się na spokój dokończyła ubieranie i wkładając buty, dostrzegła, że są jeszcze odrobinę wilgotne. Krzywiąc się z niezadowolenia przeklęła pod nosem na depresyjną aurę. Wszędzie czuła irytującą wilgoć, a przez to zapach pleśni. Każde pomieszczenie w tym regionie tak pachniało. Skonsternowana tą myślą, nagle drgnęła, zaraz szybko podchodząc do drzwi i otwierając je z rozmachem. Zmrużyła groźnie powieki, widząc trzy kulące się za progiem postacie.
— Shion, Zaku, jesteście do bani w wyciszaniu czakry. Yuchiro nawet ciebie wyczułam — powiedziała z naganą w głosie, nie ukrywając dezaprobaty. Sadziła, że nauczyła ich chociaż tego. Sekundę później machnęła dłonią, stwierdzając, że teraz to kogoś inny problem. W końcu po powrocie do Konohy będą mieć innego opiekuna. Niech on się martwi. — Macie mi cos ciekawego do powiedzenia, czy przyleźliście tylko popatrzeć? — zapytała, niechętnie cofając się do pokoju i opadając na łóżko. Dostrzegając pełną gniewu oraz rozczarowania twarz młodego Uchihy, uniosła pytająco brwi. A temu co się stało?
— Sensei, jak możesz nas tak zostawiać?! Obiecałaś, że będziesz nas trenować, a zamiast tego gdzieś znikasz! — Zaku spojrzał na nią ze złością, zaciskając mocno pięści. — Podjęłaś się opieki nad nami!
— Obiecałam, ale... — zaczęła, ale nie dane było jej dokończyć, bo jak widać genin dopiero się rozkręcał.
— Miałaś zrobić ze mnie najsilniejszego shinobi!
Padło kolejne oskarżenie na które Liv aż zamrugała gwałtownie. Nie rozumiała o co chodzi. Przecież to logiczne, że wycofała się po ujawnieniu prawdy. Każdy zachowałby się w ten sposób, chcąc dać podopiecznym szansę na przetrawienie niespodzianki.
— Zaku, po pierwsze nie krzycz — westchnęła, siląc się na spokój.
— Będę krzyczał, bo mam powód!
— Doprawdy? Masz powód by wrzeszczeć na Jounina?!
— Tak! Może wtedy zrozumiesz, że nie interesuje nas kim jesteś! Dla nas jesteś naszą sensei i nie chcemy nikogo innego!
Po tych słowach zanim się obejrzała, cała trójka przylgnęła do niej kurczowo jakby się bała, że zaraz niknie. Zdezorientowana spojrzała w dół, na uczniów nie bardzo wiedząc co powinna zrobić.
— Myślisz, że jak cię leczyłam to nie wyczułam twojej aury? — Shion objęła ją mocniej, wtulając twarz w kamizelkę opiekunki. — Przecież jestem z rodu Yuno.
— Nie przyjmujemy do wiadomości, że nasz porzucasz!
Kiedy do Senju, w pełni dotarł sens całego zamieszania nie mogła ukryć uśmiechu. W sercu czuła dziwną lekkość, a świat od razu wydał się jakiś pogodniejszy, mniej szary.
— Heh... Co ja z wami mam? — Mocno przytuliła podopiecznych, przymykając powieki i roześmiała się głośno. — Nie mogę was oddać komuś innemu. Jesteście beznadziejni i ktoś musi zrobić z was wojowników, a kto będzie lepszy od krwiożerczego demona.
Słysząc to geninii parsknęli radośnie, a ona wykorzystując ich nieuwagę, szybkim ruchem obdarzyła każdego swoją niewidoczną pieczęcią. Chciała w ten sposób mieć pewność, że zawsze ich odnajdzie gdy będą w potrzebie lub niebezpieczeństwie.
Itachi ze skrzyżowanymi ramionami na piersi, opierał się o ścianę i nasłuchiwał rozmowy z najbliższego pokoju. Dzięki niedomkniętym drzwiom słyszał cały jej przebieg, łącznie ze szczęśliwym finałem. Usatysfakcjonowany odsunął się i ruszył w kierunku jadalni. Teraz wreszcie cała obstawa Yuuki będzie podróżować w komplecie.
Poznał kolejną słabość Senju. Dziewczyna przywiązała się do podopiecznych bardziej niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Choć zgrywała się na oschłą to nie dało się nie zauważyć, że uczniowie mieli na nią wielki wpływ.
Dumając nad tą kwestią, wszedł do pomieszczenia od razu kierując spojrzenie do stołu. Tak jak się przypuszczał, to w tym miejscu zaszył się Ascot pod nieobecność Yuuki. Chłopak od feralnego spotkania z demonami zamknął się w sobie, unikając większości ochroniarzy księżniczki. Wyraźnie nie chciał przebywać z nimi sam na sam. Kto by pomyślał, że należał do ludzi aż tak nietolerancyjnych. Właśnie, nad tym też powinni popracować. Dochodząc do wniosku, że nie ma co zwlekać, zamknął drzwi przekręcając klucz w zamku. Najwyższa pora dać do zrozumienia panu zielarzowi, że musi się dostosować.

9 komentarzy:

  1. Super notka :D
    A ja widziałam, wiedziałam że gdzieś zapomniałam skomentować normalnie hańba mi. Już wyjaśniam byłam tak zabiegana ostatnio że blogi czytałam tak tylko przelotnie kiedy miałam minutkę czasu wolnego (niestety drugiej na skomentowanie nie było) ;(
    Kurde znowu moje spaczenie ...
    Wracając do notki jak pisałam wyżej jest super
    Kiss Itasia i Liv ooo... moja pierwsza reakcja takie uuu... :D
    Dobre dzieciaki nie osądzają po wyglądzie.
    A teraz do tej rudej : Co się do Itasia przystawiasz on jest MÓJ i wbij to sobie do tej (...)głowy ( no ewentualnie odstąpię go Liv, ale ty wara mi od niego ) :D
    Pozdrawiam, życzę duuuuużo weny, jeszcze raz sorry i czekam na następny super rozdział ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i nic się nie dzieję:) dobrze, że co jakiś czas zaglądasz tu do mnie:)a za wenę dziękuję, na pewno się przyda :D

      Usuń
  2. No, no pocałunek xD Mało romantyczny ale jednak coś między nimi zaczyna iskrzyć. Właśnie tego potrzebowałam w tym opowiadaniu. Naprawdę cudowna notka, czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało romantyczny bo przecież oboje jak na razie tylko na siebie warczą:) Jedno dogryza drugiemu;)

      Usuń
  3. Super odcinek! w końcu doczekałam się mojej wymarzonej sceny pocałunku! <3 chodź jakiś romantyczny to on nie był ale jednak i to sie liczy! Itachiemu chyba zaczyna zależeć na Liv... Jaram sie i chce jak najszybciej kolejny odcinek! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje mają trudne charaktery, chociaż Liv chyba gorszy :D

      Usuń
  4. Serdecznie zapraszam po odbiór szablonu! :)
    dusza-anayi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie!!! Twoja historia jest zajebista! ;D Dużo weny życzę! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! ;] Pozdrawiam i zapraszam do siebie. :3
    http://innanaruto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. SSUUUPPPPEEERRRR!!!! kocham to opowiadanie!!! <3 Kiedy kolejny odcinek? oby jak najszybciej!!! <3 kocham Italiv (:D sama wymyśliłam) :D <3

    OdpowiedzUsuń