6.06.2013

XI Dowody


Liv podpierając się na ręce, patrzyła na Miwę i Akirę. Lubiła słuchać przekomarzania tej dwójki. Chłopakowi sprawiało wyraźną przyjemność dokuczanie dziewczynie, ale ona nie pozostawała mu dłużna. Cięte riposty śmigały z szybkością błyskawicy sprawiając, że każdy z niecierpliwością wyczekiwał na te codzienne spektakle przy śniadaniu. Senju gdy słuchała tych walk na słowa aż czasem żałowała, że tego nie notuje. Ich porównania bywały naprawdę zaskakujące.
Tłumiąc ziewanie, przeniosła wzrok na Ascota i Yuuki. Od momentu jak się wydało kim jest, wyjątkowo zbliżyli się do siebie. Stali się niemal jak papużki nierozłączki. I o ile podopiecznej się nie dziwiła — w końcu od początku jak tylko zielarz dołączył do ich grupy była nim zauroczona — to zachowanie chłopaka zaskoczyło. Do tej pory wydawał się niezainteresowany Yuuki, ale jak widać czas oraz pewne sytuacje zmieniały wszystko.
Ale Liv nie zamierzała narzekać. Księżniczka traktowała ją jak dawniej, a nawet lepiej gdy odpadła z rywalizacji o serce ukochanego. Ascot natomiast jawnie ignorował Liv i tylko co chwilę rzucał nerwowe spojrzenia w kierunku starszego Uchihy.
Obserwując to Liv przez jakiś czas głowiła się co mogło miedzy nimi zajść, ale po dłuższym namyśle stwierdziła, że to nie jej problem. Kłótnie między mężczyznami miały to do siebie, że szybko rozchodziły się po kościach.
Uwagę Liv przyciągnęło wrogie prychnięcie, wydobywające się z ust Zaku. Młody Uchiha debatował o czyś po cichu z Yuchiro i jak się domyślała, nie potrafili dojść do konsensusu. I o ile jeden podchodził do sytuacji ze stoickim spokojem to ten drugi był aż zarumieniony z niezadowolenia. Widząc to nie potrafiła opanować uśmiechu. Chociaż różnili się jak ogień i woda, to nie znalazłaby lepiej uzupełniającego się duetu. Wzajemna rywalizacja sprawiała, że szybkość z jaką robili postępy była piorunująca. Jeden napędzał drugiego, motywując do działania.
Nie mogła zapomnieć o uczennicy. Shion swoją wiedzą i umiejętnościami, przewyższała niejednego medycznego ninja. Każdy z podopiecznych Liv przejawiał talenty w innej dziedzinie.
Yuchiro posiadał doskonałą pamięć która sprawiała, że zapamiętywał najbardziej skomplikowany układ pieczęci, a do tego analityczny umysł pomagający w rozgryzieniu skomplikowanych sytuacji.
Zaku mimo że najbardziej roztrzepany z całej grupy był na dobrej drodze by spełnić swoje marzenia. Klanowe techniki ognia opanował w stopniu lepszym niż zadowalająco. Senju nie miała wątpliwości, że w przyszłości będzie jednym z głównych filarów obrony wioski.
— Yuuki, masz dziś jakieś spotkania? — Podniosła się z fotela i założyła na siebie kamizelkę. Szybko przeniosła spojrzenie na okno, zaraz krzywiąc się mimowolnie. Czego się spodziewała jak nie deszczu w tym rejonie.
— Nie, dziś mam wolne — odpowiedziała szybko, rumieniąc się lekko i zerknęła na Ascota. — Zamierzam trochę odpocząć…
— Rozumiem — przytaknęła, zasuwając suwak uniformu. — Uchiha, chciałabym zabrać swoich uczniów i poćwiczyć. Zostaniesz?
Mężczyzna nawet nie podniósł wzroku znad trzymanego zwoju tylko mruknął coś pod nosem. Liv wzruszyła obojętnie ramionami uznając to za zgodę i kiwnęła na swoją drużynę ruszając do wyjścia.
Senju stała na środku polany i patrzyła na przemoczonych geninów. Przebywali na zewnątrz dopiero pięć minut, a już każdy z nich wyglądał jak po spotkaniu z wiadrem wody. Wzdychając na niesprzyjającą aurę, związała włosy w niedbałego kucyka i poprawiła kołnierzyk.
— Trochę was zaniedbywałam, ale od teraz to się zmieni — zakomunikowała, podnosząc wzrok na ciemne chmury przetaczające się po niebie. Żywiła nadzieję, że jednak burzy nie doświadczą. Może i umykanie przed grzmotami byłoby niezłym treningiem, ale rozsądek podpowiadał, że lepiej nie ryzykować.
— Hurra! —  Zaku mimo że przypominał zmokła kurę nie tracił entuzjazmu, w sumie jako jedyny z towarzyszy. Dziewczyna po długich walkach z zamoczoną grzywką, poddała się i związała ją na czubku głowy, a Yuchiro z markotną miną odklejał od pleców podkoszulkę. Ogółem wyglądał jak zbity pies, wystawiony za karę za drzwi.
— Shion, jak wiesz, będąc medykiem musisz umieć uniknąć każdego ataku. Dlatego zamierzam wycisnąć z ciebie siódme poty zwiększając twój refleks oraz ucząc twojego ciała instynktownych uników. Ma być to nawyk i odruch bezwarunkowy.
— A my? A my? — Zaku prawie wydeptał dziurę w ziemi niecierpliwie przebierając nogami. Nawet parszywa pogoda wydawała się go nie zniechęcać do działania.
— Sensei, zaraz przejdzie i do nas. — Yuchiro załamał ręce nad swoim niecierpliwym kompanem, łypiąc na niego spod oka.
— Wy, moje waleczne potworki, zmierzycie się między sobą. — Uśmiechnęła się widząc ich rozdziawione buzie, oraz pełne niepokoju spojrzenia. — Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Później całą trójką zaatakujecie mnie. Wiem, będziecie wyczerpani ale jestem ciekawa na ile was stać gdy padacie ze zmęczenia.
Po czterogodzinnym treningu, Liv była usatysfakcjonowana. Patrząc na swoją grupę, aż drżała z zadowolenia na myśl ile zdążyli się nauczyć. Nie miała wątpliwości, że podczas egzaminu na Chunina rozniosą konkurencję w pył. Byli niesamowici. Dziewczynie niewiele brakowało do perfekcji, a chłopcy to urodzeni wojownicy. Serce rosło na ich widok. Teraz co prawda wyglądali jak siedem nieszczęść, ale co mogła poradzić? Chciała wycisnąć z nich wszystko co umieją. Uśmiechając się półgębkiem, odepchnęła się od drzewa i stanęła nad leżącymi dzieciakami.
— Nie było najgorzej — podsumowała, przyglądając się ubłoconym geninom. Szczerze to powinna powiedzieć, że jest z nich dumna, ale nie zamierzała ich rozpieszczać. Czasem warto powiedzieć mniej niż za dużo. — Marsz do pokoi odpocząć, a jutro powtórka z rozrywki.
— Sensei, nie masz litości. — Shion ledwie podniosła się do pół siadu, wlepiając w Liv załamany wzrok.
— Zobaczysz sensei, jutro cię trafię! — Zaku skoczył na równe nogi, celując w Senju palcem. Mimo ogólnego wyczerpania wydawał się najbardziej żywotny z całej drużyny.
Liv w jego oczach dostrzegła upór i wytrwałość. Widząc to nie miała wątpliwości, że dopnie swego oraz będzie kimś wielkim. Kręcąc z rozbawiania głową stuknęła go palcami w czoło, odchodząc w stronę ziającego Yuchiro. Pochyliła się nad nim kładąc rękę na jego ramieniu i potrząsając lekko. Chłopak z wysiłkiem uniósł powieki, wlepiając w nią zmęczone spojrzenie.
— Zasada numer jeden, gdy masz okazję to się nie wahaj. Drugiej możesz nie dostać. — Poczochrała włosy ucznia, pomagając zaraz wstać.
Skinieniem głowy pożegnała każdego z nich, popędzając do odejścia. Nie chciała żeby osłabieni przebywali na deszczu dłużej niż to konieczne. Może i byli ninja, ale o przeziębienia nietrudno. Tym bardziej, że z planów Yuuki wynikało, że zabawią tu jeszcze trochę. Wciąż nie odbyła wszystkich spotkań z ważnymi politykami.
Z założonymi ramionami na piersi, obserwowała jak wloką się w kierunku wioski. Kiedy zniknęli jej całkowicie z oczu, a ich czakra znacząco się oddaliła, przyklęknęła na ziemi wzywając Chowańca.
— Zero spokoju — warknął, pojawiając się przed Liv i usiadł patrząc na nią z byka. Zaraz uniósł łeb w górę z dezaprobatą zerkając w niebo. — Czego?
— Cóż za miłe powitanie — zaśmiała się Senju, ocierając rękawem twarz. —Zapraszam cię na trening.
— Żartujesz? W taką pogodę? — Moro spojrzał na kunoichi jakby była niespełna rozumu, a następnie prychnął. — Wiesz co? Myślę, że jednak spasuję.
Odwracał się właśnie by odejść, gdy teleportowała się tuż przed niego uśmiechając drwiąco. Oparła się o psyk pupila, przeczesując palcami już przemoknięte futro.
— Czy ktoś czasem nie składał przysięgi? — Wolną ręką podrapała się po brodzie patrząc na niego kątem oka. — Jak to leciało? A no tak, będę chronił, pomagał, uczył i inne takie… Ale spoko, możesz iść. Jak to się mówi wolna wola, ale nie zapomnę wspomnieć o tym radzie.
— No chyba sobie teraz drwisz. Próbujesz mnie szantażować?!
— A na co ci to wygląda?
— Wygrałaś! — Warcząc głośno stworzył ogromną kulę czakry, która pomknęła prosto na nią.
— I to się rozumie! — zaśmiała się zwycięsko, o włos unikając ataku. Cóż, poniekąd miała cholerne szczęście, że potrafiła używać Latającego Boga Piorunów. Gdyby nie to, nie zostałby po niej nawet popiół. Uśmiechając się z zadowolenia, nagle usłyszała hałas zwalających się pni i zaskoczona zerknęła za siebie.
Za jej plecami powstała co najmniej kilometrowa przecinka wśród drzew, obrazując kipiącą złość Moro. Obszar został całkowicie wycięty z drzew, a ziemia ogołocona do dołej gleby. Widząc obszar zniszczeń, zagwizdała cicho i spojrzała na zwierzaka. — Moro, ale żeś nerwowy. Czekaj rozłożę barierę, bo się nie kontrolujesz i gotowy jesteś zniszczyć całą wioskę.
Ćwiczenia z potworem nigdy nie należały do łatwych, ale tego właśnie Liv potrzebowała. Chciała doprowadzić technikę Boga Piorunów do perfekcji. Czując niespodziewany swąd spalonych włosów, rzuciła okiem na swój kucyk. Widząc, że ostatni atak wilka popalił jej końcówki aż zazgrzytała zębami. Słysząc chichot futrzaka tylko zerknęła na niego spode łba, obiecując wzrokiem bolesną zemstę.
— Koniec zabawy, Liv — stwierdził, podnosząc łapę i patrząc na oblepiające ją błoto. Skrzywił się w wyraźnym obrzydzeniem, próbując strzepać z grubsza brud. — I nie waż się nawet na mnie skarżyć. Jestem tak wspaniałym kompanem, że nawet gratis podrasowałem ci fryzurę — parsknął, ukazując wszystkie zęby w wilczym uśmiechu. — Poświęciłem ci trzy godziny z mojego cennego czasu. Musi ci to na dziś wystarczyć. — Powoli podreptał bliżej i szturchnął Liv nosem. — My zwykłe szaraczki mamy limity czakry, nie tak jak niektórzy… — Łypnął na nią z boku.
— Mięczak — mruknęła cicho, gładząc jego wielkie ucho. — Idź już zanim to ja, dla odmiany ciebie podsmażę.
Nie zwlekając Chowaniec zniknął w kłębie dymu, nawet nie oglądając się i zostawiając Liv samą. Przez dłuższy moment kunoichi patrzyła w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał pupil, a następnie westchnęła ciężko. Moro czasem bywał nieznośny, ale kochała go miłością bezwarunkową. Nie traktowała go tylko jak stworzenie z traktatu, pomocne do walki. Nie, Chowaniec był dla niej jak rodzina. Otrząsając się, szybko złożyła pieczęcie znosząc barierę.
Tyle co to zrobiła wyczuła intruza, którego w sekundzie rozpoznała. Zaciskając mocno zęby momentalnie chwyciła za broń, mierząc prosto w Itachiego. Mężczyzna stał przy drzewie i nonszalancko oparty o pień obserwował jej poczynania. Dostrzegając błyszczącą klingę miecza, uśmiechnął się ironicznie i powoli ruszył w stronę Liv. Zatrzymując się tuż przed końcem katany, delikatnie dotknął palcami ostrza i spróbował odsunąć na bok, ale napotkał opór.
— Senju, opuść broń. — Widząc, że nie miała zamiaru spełnić jego żądań westchnął ciężko. — Przecież widzisz, że to ja.
— A i owszem. I głownie dlatego nie opuszczam. — W zielonych oczach błysnął chłód, a ostrze drgnęło w kierunku gardła Uchihy. — Nie mam ochoty brać udziału w twoich chorych eksperymentach.
— Nadal się dąsasz? — Kąciki jego warg uniosły się z zadowolenia. Nie spodziewał się, że tamta sytuacja tak bardzo wpłynęła na Senju.
— Ja się nie dąsam, Uchiha. Ja utrzymuję zdrowy dystans. — Spod rzęs śledziła wzrokiem jak ją okrąża, a jej dłoń z kataną, podążała w ślad za nim.
— No, no, Senju. Ty się mnie obawiasz… — zaśmiał się triumfująco, zatrzymując się i idąc prosto na broń. Kiedy czubek dotknął mu piersi, odnotował lekką zmarszczkę na czole Liv, ale nie cofnęła katany.
— Ciebie? — Roześmiała się w głos, dźgając go odrobinę i dodała:  — Jesteś ostatnią osobą, której mogę się bać.
— Martwisz się reakcjami jakie u ciebie wywołuję, a to jest tego dowodem. — Złapał za ostrze, sprawdzając uchwyt kunoichi. Nie oddała broni, a tylko mocniej zacisnęła palce na rękojeści. — Kolokwialnie mówiąc, lecisz na mnie Senju. Ale nie masz co mieć do siebie o to pretensji. Nikt nie jest w stanie się oprzeć dziedzicom klanu Uchiha.
— Uchiha, przestań marzyć. Jesteś mi obojętny.
— Tak? Zabawne, mówi to osoba, która się ogania ode mnie mieczem.
Po tej uwadze, spojrzała na swoją broń i po namyśle schowała do pochwy. Uniosła dumnie głowę, patrząc na niego z wyższością. Nie oglądając się na towarzysza, odeszła pod koronę rozłożystego dębu.
— Zadowolony? — burknęła, zezując na liście i dumając czy ich ilość jest wystarczająca by zapewnić schronienie przed deszczem. Uznała, że na ten moment wystarczy ponieważ ulewa nie zalewała jej oczu.
— Udowodnij. — Itachi oparł się o gruby pień, przyglądając się Liv uważnie. Widać było, że z całych sił starała się go ignorować.
— Jaki ty jesteś męczący — westchnęła, wznosząc wzrok ku niebu. — Co mam niby udowodnić?
— Udowodnij, że jesteś odporna na mój urok — sprecyzował, wzruszając obojętnie ramionami jakby nic go to nie obchodziło. W zasadzie nie wiedział dlaczego przyszło mu to do głowy, ale nie zamierzał się wycofywać. Jakby się zastanowić to dzięki temu zdobędzie kolejne informacje na temat dziewczyny. — No, chyba, że się boisz Senju.
— Niczego się nie boję — syknęła, mrużąc groźnie oczy. Błyskawicznie stanęła przed nim, łapiąc go za przód koszuli. — Dlaczego mam niby zgodzić się na te twoje głupie gierki? Po co ci to?
— Możesz uznać to za kaprys — powiedział ze spokojem, zaraz jednak uśmiechnął się złośliwie. — A bawić się w moje gierki, raczej powinnaś, bo inaczej może mi się coś wymsknąć w wiosce…
—Czy ty mnie szantażujesz, Uchiha? — Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Gdzieżbym śmiał — zadrwił, kłaniając się lekko. — Inni pewnie by uznali to za przysługę, albo wielki zaszczyt… ale ty, prawdopodobnie niekoniecznie. Taka mała ploteczka o naszym romansie myślę, że by zaciekawiła wszystkich mieszkańców.
— Co?! — Prawie się zapieniła ze złości. — Nie ośmielisz się!
— Chcesz się przekonać? — zapytał cicho, nachylając się w stronę Liv. Jej gniew nie robił na nim żadnego wrażenia.
— Co mam zrobić? — zapytała z rezygnacją. Cholerny Uchiha, wiedziała, że byłby zdolny do puszczenia takiej plotki w eter. Przymykając powieki, westchnęła ciężko.
— No już nie rób takiej cierpiętniczej miny — zaśmiał się, przeczesując palcami włosy. — Od małego buziaczka nie umrzesz. No, może nie takiego małego…
— A wiadomo z kim się gziłeś, Uchiha? Zarazisz mnie jakimś paskudztwem i co wtedy zrobię? — Posłała mu pełne jadu spojrzenie, przysuwając się o krok. Chwilę się wahała, a później warcząc z bezsilności szybko cmoknęła usta i odskoczyła jak oparzona. Ręką przetarła palące wargi, chcąc jak najszybciej się pozbyć mrowiącego uczucia.  — Usatysfakcjonowany? — Z jej gardła wydobył się złowrogi szept.
Mężczyzna mierzył ją wzrokiem, by za chwilę ryknąć głośnym śmiechem.
— Senju, moja babcia lepiej całuje wnuki. — Otarł załzawione oczy od śmiechu. — Mało tego rozpowiem, że nie umiesz się całować i musiałem cię szkolić.
— Guzik mnie obchodzi, czy będą myśleli, czy umiem lub nie. — Powoli zaczynało się w niej gotować.
— Nadal nie rozumiesz, wyjdzie na to że się całowaliśmy i kto wie co więcej — zaśmiał się znacząco. — Wielka Liv Senju, pragnie swojego największego rywala — zacmokał głośno, patrząc w zielone oczy.
— Nienawidzę cię, Uchiha! Obiecuję, że prędzej czy później pożałujesz zabawy moim kosztem. — Zacisnęła usta w wąską kreskę i zarzuciła mu ręce na szyję.
— Oczywiście, Senju, oczywiście — zakpił, śledząc uważnie każdy jej ruch.
Oparła się całym przemoczonym ciałem o niego. Czuła bijące od niego ciepło i ku swojemu niezadowoleniu w głębi duszy musiała przyznać, że było to całkiem przyjemne. Delikatny nacisk na karku sprawił, że nachylił się nad jej twarzą zbliżając się do niej. Spod przymkniętych powiek spojrzała na jego twarz od której dzieliły ją zaledwie milimetry.
Może nie będzie tak źle? Swoją drogą musi pocałować największe bożyszcze Konohy więc zawsze mogła trafić gorzej.
Musnęła jego wargi delikatnie i subtelnie by za chwilę złączyć je w namiętnym pocałunku. Raz mocniej a raz lżej pieściła jego wargi, a on nie pozostawał bierny na jej zabiegi. Czuła jak objął ją w pasie przyciskając mocniej do swojego ciała. Ssał i podgryzał sprawiając, że cały rozsadek wyparował z jej głowy. Został tylko on, jego dotyk, smak, zapach, Miała wrażenie, że zamiast krwi w żyłach ma wrzącą lawę. Jego usta były gorące, mocne i żądały od niej całkowitego posłuszeństwa. Gorąco zalewało ją falami, a gdy obrócił się z nią w miejscu dociskając jej plecy do drzewa zamruczała z zadowolenia. Ściągnął gumkę z jej włosów i wplótł w nie swoje palce całując ją gwałtownie i desperacko. Nie mogąc się powstrzymać, końcówką języka przejechała po jego wargach i uchyliła usta w niemym zaproszeniu. Nie musiała długo czekać by się w niej zanurzył. Ich języki złączyły się w namiętnym tańcu przyprawiając ją o dreszcze. Jej ciało ogarnął płomień, tak mocny i gwałtowny jakby miała się spalić na popiół. Dotknęła palcami jego włosów i zamarła w bezruchu nasłuchując.
Odskoczyli od siebie jak oparzeni słysząc odgłos zbliżających się ludzi. Liv odwróciła się w kierunku źródła hałasu, marszcząc w skupieniu brwi próbowała rozpoznać intruzów. Odgadując kto do niech zmierza, uśmiechnęła się szeroko i pobiegła ile sił w nogach rzucając się na wychodzącego mężczyznę. Impet z jakim na niego skoczyła zwalił go z nóg, posyłając prosto na rozmiękniętą ziemię.
— Sam! — Wtuliła się w siedzącego chłopaka. — Powoli traciłam nadzieję, że jednak do nas dołączycie.
— Liv, gdybym wiedział że czeka mnie takie gorące powitanie to byłbym wcześniej — zaśmiał się głośno mocno ją przytulając.
Prawie się dusił ze złości patrząc na Liv i tego matoła. Od zawsze go nie trawił ale to, że pojawił się właśnie w tej chwili było jak gwóźdź do trumny. Podchodząc do nich całą swoją siłą woli powstrzymał się od rzucenia na chłopaka. Jednym szarpnięciem ściągnął dziewczynę z przybyłego shinobi.
— Senju, trochę kultury. Przebyli taką drogę, a ty przygważdżasz go swoim niemałym ciężarem. — Spojrzał na Liv ze złośliwym błyskiem w oku. Jednak ona całkowicie go zignorowała, pomagając wstać temu przyjacielowi. Zmielił w ustach przekleństwo i spojrzał na stojącą za Samonem, Hakaze. — Długo idziecie?
— Trzy dni, bez przystanków. — Dziewczyna zarumieniła się lekko, spuszczając speszona wzrok.
— Bylibyśmy wcześniej, ale misja się przedłużyła. —  Samon podszedł do Liv i palcami dotknął jej włosów. — Nie osiwiałaś! Szczerze, spodziewałem się, że jak tu dotrzemy do jedno albo drugie będzie gryźć ziemie od spodu, a tu taka niespodzianka. Piąta niepotrzebnie się martwiła.
— Cóż jakoś się dogadujemy. Czasem lepiej czasem gorzej. Docieramy się. — Celowo wszedł między nich zmuszając do puszczenia kosmyków Senju. — Można rzec, że się do siebie zbliżyliśmy. — Uśmiechnął się swoim najbardziej dwuznacznym uśmiechem.
Z satysfakcją patrzył jak Liv rozdziawiła usta słysząc jego słowa by za chwilę zarumienić się lekko z wściekłości. — No ale koniec tych pogaduszek, jesteście zmęczeni, pokaże wam gdzie się zatrzymaliśmy.




Dziękuję wszystkim za miłe komentarze. To dzięki Wam mam motywację do kontynuowania mojej historii. Pozdrawiam gorąco :D

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział. Kto by pomyślał, że starszy Uchiha wyskoczy z taką propozycją. A już myślałam, że Liv go odrobinę przypiecze. Niecierpliwie czekam na dalszy rozwój sytuacji między nimi. Życzę duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny i :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej!!! Jak fajnie! Itachi zazdrosny?! Suuper! Czekam na next! ;D

    OdpowiedzUsuń