Liv podpierając
się na ręce, patrzyła na Miwę i Akirę. Lubiła słuchać przekomarzania tej dwójki.
Chłopakowi sprawiało wyraźną przyjemność dokuczanie dziewczynie, ale ona nie
pozostawała mu dłużna. Cięte riposty śmigały z szybkością błyskawicy
sprawiając, że każdy z niecierpliwością wyczekiwał na te codzienne spektakle
przy śniadaniu. Senju gdy słuchała tych walk na słowa aż czasem żałowała, że
tego nie notuje. Ich porównania bywały naprawdę zaskakujące.
Tłumiąc
ziewanie, przeniosła wzrok na Ascota i Yuuki. Od momentu jak się wydało kim
jest, wyjątkowo zbliżyli się do siebie. Stali się niemal jak papużki
nierozłączki. I o ile podopiecznej się nie dziwiła — w końcu od początku jak
tylko zielarz dołączył do ich grupy była nim zauroczona — to zachowanie
chłopaka zaskoczyło. Do tej pory wydawał się niezainteresowany Yuuki, ale jak
widać czas oraz pewne sytuacje zmieniały wszystko.
Ale Liv nie
zamierzała narzekać. Księżniczka traktowała ją jak dawniej, a nawet lepiej gdy
odpadła z rywalizacji o serce ukochanego. Ascot natomiast jawnie ignorował Liv
i tylko co chwilę rzucał nerwowe spojrzenia w kierunku starszego Uchihy.
Obserwując to
Liv przez jakiś czas głowiła się co mogło miedzy nimi zajść, ale po dłuższym
namyśle stwierdziła, że to nie jej problem. Kłótnie między mężczyznami miały to
do siebie, że szybko rozchodziły się po kościach.
Uwagę Liv
przyciągnęło wrogie prychnięcie, wydobywające się z ust Zaku. Młody Uchiha
debatował o czyś po cichu z Yuchiro i jak się domyślała, nie potrafili dojść do
konsensusu. I o ile jeden podchodził do sytuacji ze stoickim spokojem to ten
drugi był aż zarumieniony z niezadowolenia. Widząc to nie potrafiła opanować
uśmiechu. Chociaż różnili się jak ogień i woda, to nie znalazłaby lepiej
uzupełniającego się duetu. Wzajemna rywalizacja sprawiała, że szybkość z jaką
robili postępy była piorunująca. Jeden napędzał drugiego, motywując do
działania.
Nie mogła zapomnieć
o uczennicy. Shion swoją wiedzą i umiejętnościami, przewyższała niejednego
medycznego ninja. Każdy z podopiecznych Liv przejawiał talenty w innej
dziedzinie.
Yuchiro posiadał
doskonałą pamięć która sprawiała, że zapamiętywał najbardziej skomplikowany układ
pieczęci, a do tego analityczny umysł pomagający w rozgryzieniu skomplikowanych
sytuacji.
Zaku mimo że
najbardziej roztrzepany z całej grupy był na dobrej drodze by spełnić swoje
marzenia. Klanowe techniki ognia opanował w stopniu lepszym niż zadowalająco.
Senju nie miała wątpliwości, że w przyszłości będzie jednym z głównych filarów
obrony wioski.
— Yuuki, masz
dziś jakieś spotkania? — Podniosła się z fotela i założyła na siebie kamizelkę.
Szybko przeniosła spojrzenie na okno, zaraz krzywiąc się mimowolnie. Czego się
spodziewała jak nie deszczu w tym rejonie.
— Nie, dziś mam
wolne — odpowiedziała szybko, rumieniąc się lekko i zerknęła na Ascota. —
Zamierzam trochę odpocząć…
— Rozumiem —
przytaknęła, zasuwając suwak uniformu. — Uchiha, chciałabym zabrać swoich uczniów
i poćwiczyć. Zostaniesz?
Mężczyzna nawet
nie podniósł wzroku znad trzymanego zwoju tylko mruknął coś pod nosem. Liv wzruszyła
obojętnie ramionami uznając to za zgodę i kiwnęła na swoją drużynę ruszając do
wyjścia.
Senju stała na
środku polany i patrzyła na przemoczonych geninów. Przebywali na zewnątrz
dopiero pięć minut, a już każdy z nich wyglądał jak po spotkaniu z wiadrem
wody. Wzdychając na niesprzyjającą aurę, związała włosy w niedbałego kucyka i
poprawiła kołnierzyk.
— Trochę was
zaniedbywałam, ale od teraz to się zmieni — zakomunikowała, podnosząc wzrok na
ciemne chmury przetaczające się po niebie. Żywiła nadzieję, że jednak burzy nie
doświadczą. Może i umykanie przed grzmotami byłoby niezłym treningiem, ale rozsądek
podpowiadał, że lepiej nie ryzykować.
— Hurra! —
Zaku mimo że przypominał zmokła kurę nie tracił entuzjazmu, w sumie jako jedyny
z towarzyszy. Dziewczyna po długich walkach z zamoczoną grzywką, poddała się i
związała ją na czubku głowy, a Yuchiro z markotną miną odklejał od pleców
podkoszulkę. Ogółem wyglądał jak zbity pies, wystawiony za karę za drzwi.
— Shion, jak
wiesz, będąc medykiem musisz umieć uniknąć każdego ataku. Dlatego zamierzam
wycisnąć z ciebie siódme poty zwiększając twój refleks oraz ucząc twojego ciała
instynktownych uników. Ma być to nawyk i odruch bezwarunkowy.
— A my? A my? —
Zaku prawie wydeptał dziurę w ziemi niecierpliwie przebierając nogami. Nawet
parszywa pogoda wydawała się go nie zniechęcać do działania.
— Sensei, zaraz
przejdzie i do nas. — Yuchiro załamał ręce nad swoim niecierpliwym kompanem,
łypiąc na niego spod oka.
— Wy, moje
waleczne potworki, zmierzycie się między sobą. — Uśmiechnęła się widząc ich
rozdziawione buzie, oraz pełne niepokoju spojrzenia. — Tak, tak, nie przesłyszeliście
się. Później całą trójką zaatakujecie mnie. Wiem, będziecie wyczerpani ale
jestem ciekawa na ile was stać gdy padacie ze zmęczenia.
Po
czterogodzinnym treningu, Liv była usatysfakcjonowana. Patrząc na swoją grupę,
aż drżała z zadowolenia na myśl ile zdążyli się nauczyć. Nie miała wątpliwości,
że podczas egzaminu na Chunina rozniosą konkurencję w pył. Byli niesamowici.
Dziewczynie niewiele brakowało do perfekcji, a chłopcy to urodzeni wojownicy.
Serce rosło na ich widok. Teraz co prawda wyglądali jak siedem nieszczęść, ale
co mogła poradzić? Chciała wycisnąć z nich wszystko co umieją. Uśmiechając się
półgębkiem, odepchnęła się od drzewa i stanęła nad leżącymi dzieciakami.
— Nie było
najgorzej — podsumowała, przyglądając się ubłoconym geninom. Szczerze to
powinna powiedzieć, że jest z nich dumna, ale nie zamierzała ich rozpieszczać. Czasem
warto powiedzieć mniej niż za dużo. — Marsz do pokoi odpocząć, a jutro powtórka
z rozrywki.
— Sensei, nie
masz litości. — Shion ledwie podniosła się do pół siadu, wlepiając w Liv
załamany wzrok.
— Zobaczysz sensei,
jutro cię trafię! — Zaku skoczył na równe nogi, celując w Senju palcem. Mimo
ogólnego wyczerpania wydawał się najbardziej żywotny z całej drużyny.
Liv w jego
oczach dostrzegła upór i wytrwałość. Widząc to nie miała wątpliwości, że dopnie
swego oraz będzie kimś wielkim. Kręcąc z rozbawiania głową stuknęła go palcami
w czoło, odchodząc w stronę ziającego Yuchiro. Pochyliła się nad nim kładąc
rękę na jego ramieniu i potrząsając lekko. Chłopak z wysiłkiem uniósł powieki,
wlepiając w nią zmęczone spojrzenie.
— Zasada numer
jeden, gdy masz okazję to się nie wahaj. Drugiej możesz nie dostać. —
Poczochrała włosy ucznia, pomagając zaraz wstać.
Skinieniem głowy
pożegnała każdego z nich, popędzając do odejścia. Nie chciała żeby osłabieni
przebywali na deszczu dłużej niż to konieczne. Może i byli ninja, ale o
przeziębienia nietrudno. Tym bardziej, że z planów Yuuki wynikało, że zabawią
tu jeszcze trochę. Wciąż nie odbyła wszystkich spotkań z ważnymi politykami.
Z założonymi
ramionami na piersi, obserwowała jak wloką się w kierunku wioski. Kiedy zniknęli
jej całkowicie z oczu, a ich czakra znacząco się oddaliła, przyklęknęła na
ziemi wzywając Chowańca.
— Zero spokoju —
warknął, pojawiając się przed Liv i usiadł patrząc na nią z byka. Zaraz uniósł
łeb w górę z dezaprobatą zerkając w niebo. — Czego?
— Cóż za miłe
powitanie — zaśmiała się Senju, ocierając rękawem twarz. —Zapraszam cię na
trening.
— Żartujesz? W
taką pogodę? — Moro spojrzał na kunoichi jakby była niespełna rozumu, a następnie
prychnął. — Wiesz co? Myślę, że jednak spasuję.
Odwracał się
właśnie by odejść, gdy teleportowała się tuż przed niego uśmiechając drwiąco. Oparła
się o psyk pupila, przeczesując palcami już przemoknięte futro.
— Czy ktoś
czasem nie składał przysięgi? — Wolną ręką podrapała się po brodzie patrząc na
niego kątem oka. — Jak to leciało? A no tak, będę chronił, pomagał, uczył i inne
takie… Ale spoko, możesz iść. Jak to się mówi wolna wola, ale nie zapomnę
wspomnieć o tym radzie.
— No chyba sobie
teraz drwisz. Próbujesz mnie szantażować?!
— A na co ci to
wygląda?
— Wygrałaś! —
Warcząc głośno stworzył ogromną kulę czakry, która pomknęła prosto na nią.
— I to się
rozumie! — zaśmiała się zwycięsko, o włos unikając ataku. Cóż, poniekąd miała
cholerne szczęście, że potrafiła używać Latającego Boga Piorunów. Gdyby nie to,
nie zostałby po niej nawet popiół. Uśmiechając się z zadowolenia, nagle
usłyszała hałas zwalających się pni i zaskoczona zerknęła za siebie.
Za jej plecami
powstała co najmniej kilometrowa przecinka wśród drzew, obrazując kipiącą złość
Moro. Obszar został całkowicie wycięty z drzew, a ziemia ogołocona do dołej
gleby. Widząc obszar zniszczeń, zagwizdała cicho i spojrzała na zwierzaka. —
Moro, ale żeś nerwowy. Czekaj rozłożę barierę, bo się nie kontrolujesz i gotowy
jesteś zniszczyć całą wioskę.
Ćwiczenia z
potworem nigdy nie należały do łatwych, ale tego właśnie Liv potrzebowała.
Chciała doprowadzić technikę Boga Piorunów do perfekcji. Czując niespodziewany
swąd spalonych włosów, rzuciła okiem na swój kucyk. Widząc, że ostatni atak
wilka popalił jej końcówki aż zazgrzytała zębami. Słysząc chichot futrzaka tylko
zerknęła na niego spode łba, obiecując wzrokiem bolesną zemstę.
— Koniec zabawy,
Liv — stwierdził, podnosząc łapę i patrząc na oblepiające ją błoto. Skrzywił się
w wyraźnym obrzydzeniem, próbując strzepać z grubsza brud. — I nie waż się
nawet na mnie skarżyć. Jestem tak wspaniałym kompanem, że nawet gratis
podrasowałem ci fryzurę — parsknął, ukazując wszystkie zęby w wilczym uśmiechu.
— Poświęciłem ci trzy godziny z mojego cennego czasu. Musi ci to na dziś
wystarczyć. — Powoli podreptał bliżej i szturchnął Liv nosem. — My zwykłe
szaraczki mamy limity czakry, nie tak jak niektórzy… — Łypnął na nią z boku.
— Mięczak —
mruknęła cicho, gładząc jego wielkie ucho. — Idź już zanim to ja, dla odmiany
ciebie podsmażę.
Nie zwlekając
Chowaniec zniknął w kłębie dymu, nawet nie oglądając się i zostawiając Liv
samą. Przez dłuższy moment kunoichi patrzyła w miejsce gdzie jeszcze przed
chwilą stał pupil, a następnie westchnęła ciężko. Moro czasem bywał nieznośny, ale
kochała go miłością bezwarunkową. Nie traktowała go tylko jak stworzenie z
traktatu, pomocne do walki. Nie, Chowaniec był dla niej jak rodzina. Otrząsając
się, szybko złożyła pieczęcie znosząc barierę.
Tyle co to
zrobiła wyczuła intruza, którego w sekundzie rozpoznała. Zaciskając mocno zęby
momentalnie chwyciła za broń, mierząc prosto w Itachiego. Mężczyzna stał przy
drzewie i nonszalancko oparty o pień obserwował jej poczynania. Dostrzegając błyszczącą
klingę miecza, uśmiechnął się ironicznie i powoli ruszył w stronę Liv. Zatrzymując
się tuż przed końcem katany, delikatnie dotknął palcami ostrza i spróbował
odsunąć na bok, ale napotkał opór.
— Senju, opuść
broń. — Widząc, że nie miała zamiaru spełnić jego żądań westchnął ciężko. —
Przecież widzisz, że to ja.
— A i owszem. I
głownie dlatego nie opuszczam. — W zielonych oczach błysnął chłód, a ostrze
drgnęło w kierunku gardła Uchihy. — Nie mam ochoty brać udziału w twoich
chorych eksperymentach.
— Nadal się
dąsasz? — Kąciki jego warg uniosły się z zadowolenia. Nie spodziewał się, że
tamta sytuacja tak bardzo wpłynęła na Senju.
— Ja się nie
dąsam, Uchiha. Ja utrzymuję zdrowy dystans. — Spod rzęs śledziła wzrokiem jak
ją okrąża, a jej dłoń z kataną, podążała w ślad za nim.
— No, no, Senju.
Ty się mnie obawiasz… — zaśmiał się triumfująco, zatrzymując się i idąc prosto
na broń. Kiedy czubek dotknął mu piersi, odnotował lekką zmarszczkę na czole
Liv, ale nie cofnęła katany.
— Ciebie? —
Roześmiała się w głos, dźgając go odrobinę i dodała: — Jesteś ostatnią
osobą, której mogę się bać.
— Martwisz się
reakcjami jakie u ciebie wywołuję, a to jest tego dowodem. — Złapał za ostrze,
sprawdzając uchwyt kunoichi. Nie oddała broni, a tylko mocniej zacisnęła palce
na rękojeści. — Kolokwialnie mówiąc, lecisz na mnie Senju. Ale nie masz co mieć
do siebie o to pretensji. Nikt nie jest w stanie się oprzeć dziedzicom klanu
Uchiha.
— Uchiha,
przestań marzyć. Jesteś mi obojętny.
— Tak? Zabawne,
mówi to osoba, która się ogania ode mnie mieczem.
Po tej uwadze, spojrzała
na swoją broń i po namyśle schowała do pochwy. Uniosła dumnie głowę, patrząc na
niego z wyższością. Nie oglądając się na towarzysza, odeszła pod koronę
rozłożystego dębu.
— Zadowolony? —
burknęła, zezując na liście i dumając czy ich ilość jest wystarczająca by
zapewnić schronienie przed deszczem. Uznała, że na ten moment wystarczy
ponieważ ulewa nie zalewała jej oczu.
— Udowodnij. —
Itachi oparł się o gruby pień, przyglądając się Liv uważnie. Widać było, że z
całych sił starała się go ignorować.
— Jaki ty jesteś
męczący — westchnęła, wznosząc wzrok ku niebu. — Co mam niby udowodnić?
— Udowodnij, że
jesteś odporna na mój urok — sprecyzował, wzruszając obojętnie ramionami jakby
nic go to nie obchodziło. W zasadzie nie wiedział dlaczego przyszło mu to do
głowy, ale nie zamierzał się wycofywać. Jakby się zastanowić to dzięki temu
zdobędzie kolejne informacje na temat dziewczyny. — No, chyba, że się boisz
Senju.
— Niczego się
nie boję — syknęła, mrużąc groźnie oczy. Błyskawicznie stanęła przed nim,
łapiąc go za przód koszuli. — Dlaczego mam niby zgodzić się na te twoje głupie
gierki? Po co ci to?
— Możesz uznać
to za kaprys — powiedział ze spokojem, zaraz jednak uśmiechnął się złośliwie. —
A bawić się w moje gierki, raczej powinnaś, bo inaczej może mi się coś wymsknąć
w wiosce…
—Czy ty mnie
szantażujesz, Uchiha? — Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Gdzieżbym
śmiał — zadrwił, kłaniając się lekko. — Inni pewnie by uznali to za przysługę,
albo wielki zaszczyt… ale ty, prawdopodobnie niekoniecznie. Taka mała ploteczka
o naszym romansie myślę, że by zaciekawiła wszystkich mieszkańców.
— Co?! — Prawie
się zapieniła ze złości. — Nie ośmielisz się!
— Chcesz się
przekonać? — zapytał cicho, nachylając się w stronę Liv. Jej gniew nie robił na
nim żadnego wrażenia.
— Co mam zrobić?
— zapytała z rezygnacją. Cholerny Uchiha, wiedziała, że byłby zdolny do
puszczenia takiej plotki w eter. Przymykając powieki, westchnęła ciężko.
— No już nie rób
takiej cierpiętniczej miny — zaśmiał się, przeczesując palcami włosy. — Od
małego buziaczka nie umrzesz. No, może nie takiego małego…
— A wiadomo z
kim się gziłeś, Uchiha? Zarazisz mnie jakimś paskudztwem i co wtedy zrobię? —
Posłała mu pełne jadu spojrzenie, przysuwając się o krok. Chwilę się wahała, a
później warcząc z bezsilności szybko cmoknęła usta i odskoczyła jak oparzona.
Ręką przetarła palące wargi, chcąc jak najszybciej się pozbyć mrowiącego
uczucia. — Usatysfakcjonowany? — Z jej gardła wydobył się złowrogi szept.
Mężczyzna
mierzył ją wzrokiem, by za chwilę ryknąć głośnym śmiechem.
— Senju, moja
babcia lepiej całuje wnuki. — Otarł załzawione oczy od śmiechu. — Mało tego
rozpowiem, że nie umiesz się całować i musiałem cię szkolić.
— Guzik mnie
obchodzi, czy będą myśleli, czy umiem lub nie. — Powoli zaczynało się w niej
gotować.
— Nadal nie
rozumiesz, wyjdzie na to że się całowaliśmy i kto wie co więcej — zaśmiał się
znacząco. — Wielka Liv Senju, pragnie swojego największego rywala — zacmokał
głośno, patrząc w zielone oczy.
— Nienawidzę cię,
Uchiha! Obiecuję, że prędzej czy później pożałujesz zabawy moim kosztem. —
Zacisnęła usta w wąską kreskę i zarzuciła mu ręce na szyję.
— Oczywiście,
Senju, oczywiście — zakpił, śledząc uważnie każdy jej ruch.
Oparła się całym
przemoczonym ciałem o niego. Czuła bijące od niego ciepło i ku swojemu
niezadowoleniu w głębi duszy musiała przyznać, że było to całkiem przyjemne.
Delikatny nacisk na karku sprawił, że nachylił się nad jej twarzą zbliżając się
do niej. Spod przymkniętych powiek spojrzała na jego twarz od której dzieliły
ją zaledwie milimetry.
Może nie będzie
tak źle? Swoją drogą musi pocałować największe bożyszcze Konohy więc zawsze
mogła trafić gorzej.
Musnęła jego
wargi delikatnie i subtelnie by za chwilę złączyć je w namiętnym pocałunku. Raz
mocniej a raz lżej pieściła jego wargi, a on nie pozostawał bierny na jej
zabiegi. Czuła jak objął ją w pasie przyciskając mocniej do swojego ciała. Ssał
i podgryzał sprawiając, że cały rozsadek wyparował z jej głowy. Został tylko
on, jego dotyk, smak, zapach, Miała wrażenie, że zamiast krwi w żyłach ma
wrzącą lawę. Jego usta były gorące, mocne i żądały od niej całkowitego
posłuszeństwa. Gorąco zalewało ją falami, a gdy obrócił się z nią w miejscu
dociskając jej plecy do drzewa zamruczała z zadowolenia. Ściągnął gumkę z jej
włosów i wplótł w nie swoje palce całując ją gwałtownie i desperacko. Nie mogąc
się powstrzymać, końcówką języka przejechała po jego wargach i uchyliła usta w
niemym zaproszeniu. Nie musiała długo czekać by się w niej zanurzył. Ich języki
złączyły się w namiętnym tańcu przyprawiając ją o dreszcze. Jej ciało ogarnął
płomień, tak mocny i gwałtowny jakby miała się spalić na popiół. Dotknęła
palcami jego włosów i zamarła w bezruchu nasłuchując.
Odskoczyli od
siebie jak oparzeni słysząc odgłos zbliżających się ludzi. Liv odwróciła się w
kierunku źródła hałasu, marszcząc w skupieniu brwi próbowała rozpoznać intruzów.
Odgadując kto do niech zmierza, uśmiechnęła się szeroko i pobiegła ile sił w
nogach rzucając się na wychodzącego mężczyznę. Impet z jakim na niego skoczyła
zwalił go z nóg, posyłając prosto na rozmiękniętą ziemię.
— Sam! — Wtuliła
się w siedzącego chłopaka. — Powoli traciłam nadzieję, że jednak do nas
dołączycie.
— Liv, gdybym
wiedział że czeka mnie takie gorące powitanie to byłbym wcześniej — zaśmiał się
głośno mocno ją przytulając.
Prawie się dusił
ze złości patrząc na Liv i tego matoła. Od zawsze go nie trawił ale to, że
pojawił się właśnie w tej chwili było jak gwóźdź do trumny. Podchodząc do nich
całą swoją siłą woli powstrzymał się od rzucenia na chłopaka. Jednym
szarpnięciem ściągnął dziewczynę z przybyłego shinobi.
— Senju, trochę
kultury. Przebyli taką drogę, a ty przygważdżasz go swoim niemałym ciężarem. —
Spojrzał na Liv ze złośliwym błyskiem w oku. Jednak ona całkowicie go
zignorowała, pomagając wstać temu przyjacielowi. Zmielił w ustach przekleństwo
i spojrzał na stojącą za Samonem, Hakaze. — Długo idziecie?
— Trzy dni, bez
przystanków. — Dziewczyna zarumieniła się lekko, spuszczając speszona wzrok.
— Bylibyśmy
wcześniej, ale misja się przedłużyła. — Samon podszedł do Liv i palcami
dotknął jej włosów. — Nie osiwiałaś! Szczerze, spodziewałem się, że jak tu
dotrzemy do jedno albo drugie będzie gryźć ziemie od spodu, a tu taka
niespodzianka. Piąta niepotrzebnie się martwiła.
— Cóż jakoś się
dogadujemy. Czasem lepiej czasem gorzej. Docieramy się. — Celowo wszedł między
nich zmuszając do puszczenia kosmyków Senju. — Można rzec, że się do siebie
zbliżyliśmy. — Uśmiechnął się swoim najbardziej dwuznacznym uśmiechem.
Z satysfakcją patrzył jak Liv rozdziawiła usta słysząc jego słowa by za chwilę zarumienić się lekko z wściekłości. — No ale koniec tych pogaduszek, jesteście zmęczeni, pokaże wam gdzie się zatrzymaliśmy.
Z satysfakcją patrzył jak Liv rozdziawiła usta słysząc jego słowa by za chwilę zarumienić się lekko z wściekłości. — No ale koniec tych pogaduszek, jesteście zmęczeni, pokaże wam gdzie się zatrzymaliśmy.
Dziękuję wszystkim za miłe komentarze. To dzięki Wam
mam motywację do kontynuowania mojej historii. Pozdrawiam gorąco :D
Świetny rozdział. Kto by pomyślał, że starszy Uchiha wyskoczy z taką propozycją. A już myślałam, że Liv go odrobinę przypiecze. Niecierpliwie czekam na dalszy rozwój sytuacji między nimi. Życzę duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny i :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńJej!!! Jak fajnie! Itachi zazdrosny?! Suuper! Czekam na next! ;D
OdpowiedzUsuń