Liv zaciskając
mocno pięści, próbowała się opanować. Wciąż usiłowała opanować buzujący w niej
gniew, ale nie należało to do zadań łatwych. Miała wrażenie jakby w jej wnętrzu
szalał ogień, który za moment eksploduje i zamieni ją w wielki słup ognia. Jednym
słowem, była nieziemsko wkurzona.
Zza groźnie
zmrużonych powiek, obserwowała Itachiego uważnie słuchającego przybyłych. Wciąż
na nowo próbowała przetrawić, a przede wszystkim zrozumieć, jak ten idiota mógł
sugerować, że coś ich łączyło. Ich relacje ciężko było nawet uznać za
neutralne, a insynuowanie czegoś innego niż wzajemna niechęć należało do bredni
najbardziej absurdalnych.
Siląc się na
spokój, starała się zachować kamienny wyraz twarzy. Naprawdę z trudem opanowała
pragnienie wyciągnięcia bruneta za kamizelkę z pomieszczenia i sprania na kwaśne
jabłko. Już ona by mu pokazała jak mocne relacje ich łączą. Zgrzytnęła nerwowo
zębami, sekundę później biorąc głęboki oddech. W końcu skoro w niedalekiej
przyszłości chciała się zemścić na paniczu Uchiha to powinna zaserwować
mężczyźnie niespodziankę, w końcu zasłużył. Odrobinę pocieszona tą myślą,
oparła się o futrynę przyglądając całemu towarzystwu.
Wymyślając
najdotkliwsze tortury, patrzyła jak Itachi sączy leniwie herbatę, siedząc i o
czymś rozmawiając z Samonem oraz Hakaze. Zmieliła w ustach przekleństwo
widząc jak swobodnie rozsiadł się w fotelu, a na jego wargach błądzi ten
cwaniaczkowaty uśmieszek. Musiał doskonale wiedzieć, że takim zagraniem
podniesie jej ciśnienie. Starając się stłumić mordercze zapędy, przeniosła
spojrzenie na swojego przyjaciela. Widząc szczery i pełen radości uśmiech Samona,
odrobinę złagodniała.
Sam należał do
jednych z ważniejszych osób w życiu Liv i to właśnie na niego mogła liczyć w
trudnych chwilach. To w nim znalazła oparcie podczas trudnych misji w ANBU. Ich
losy zapętliły się w momencie przyjęcia do tej formacji. Mężczyzna stał się
przewodnikiem Liv, a także mentorem. Zawsze służył dobrą radą oraz dotrzymywał
towarzystwa po zadaniach, które zakończały się fiaskiem.
Senju z przyjemnością
przesunęła wzrokiem po jego długich bordowych włosach i zatrzymała się na
granatowych oczach. Doskonale pamiętała jak potrafią błyszczeć radosnym
blaskiem, kiedy dała się wyprowadzić w pole. Sam należał to niesamowitych
kawalarzy, przez co był istnym utrapieniem dla innych członków ANBU. To aż
dziwne, że człowiek o tak radosnym usposobieniu znalazł pracę jako Skrytobójca.
Jego tęczówki barwą przypominały niebo nocą, a idealne rysy twarzy i
wysportowana sylwetka, dawały mu miejsce w dwudziestce najprzystojniejszych
mężczyzn Konohy. Oczywiście nie musiała wspominać kto zajmował czołówkę, bo
przecież to jasne, że ród Uchiha.
Towarzysząca
Samonowi Hakaze, ucieleśniała wszystkie męskie fantazje dotyczące kobiety. Duże
oczy w kolorze bezchmurnego, letniego nieba i długie białe włosy sprawiały, że
samo jej pojawienie się przyciągało uwagę płci brzydkiej. Poruszała się z
niezwykłym wdziękiem o którym większość kobiet mogła tylko pomarzyć.
Przypominała niewinnego, kruchego elfa przez pomyłkę uwikłanego w brutalny
świat shinobi. Hakaze należała do osób raczej małomównych i zdystansowanych,
roztaczając wokół siebie magnetyczną aurę tajemnicy. I pomimo wielu oblegający
adoratorów, Hakaze nadal pozostawała wolnym strzelcem. Była nim nie dlatego, że
nikt nie wpadł jej w oko, ale dlatego, że ten jedyny nie zwracał na nią uwagi.
Kobieta w pełni skupiała się na jednym mężczyźnie, który aktualnie zajmował
miejsce niedaleko niej. Serce kobiety o kilku lat biło wyłącznie dla Itachiego
Uchihy, czego ten skrupulatnie zdawał się nie zauważać.
Obserwując
towarzyszy, Liv przeciągnęła się mocno, zaraz drżąc z zimna. Przez złość na
bruneta całkowicie zapomniała o przemoczonych ubraniach, nieprzyjemnie
przylepionych do skóry. Mamrotając pod nosem odciągnęła od ud materiał spodni,
krzywiąc się z niechęcią. Zdecydowanie nienawidziła tej osady. Nie żegnając się
nawet słowem, opuściła pomieszczenie od razu kierując się do sypialni.
Potrzebowała gorącego prysznica i suszarki. Po dłuższym namyśle, podczas
ściągania ubrań doszła do wniosku, że butelką dobrego wina przed rozpalonym kominkiem
również by nie pogardziła, a wręcz przyjęła z szalonym entuzjazmem.
Wzdychając z
błogością, wsunęła się pod gorący strumień przymykając powieki. Tak, tego
potrzebowała. To zabawne jak ciepło oraz komfort potrafiły diametralnie
poprawiać humor. Przez dłuższy moment upajała się chwilą, czując jak gorąca
woda rozgrzewa przyjemnie skórę. Dochodząc do wniosku, że na dziś wystarczy
przyjemności, zajęła się myciem chcąc uwinąć się jak najszybciej. Skoro nie
miała szans na dostanie butelki alkoholu i kominka to zadowoli się
regenerującym snem.
Ogarnęła z
twarzy wilgotne włosy, mrużąc powieki i przyglądając się odbiciu w zaparowanym
lustrze. Jednym szybkim ruchem ręki, starła wilgotną mgiełkę żeby lepiej
widzieć. Na tle zaróżowionej po prysznicu twarzy, najbardziej odznaczały się
oczy. Duże, soczyście zielone łypały z zadowoleniem spod potarganej grzywki. Zanim
się zorientowała co robi już dotykała palcami opuchniętych ust, które tak
dobrze pamiętały intensywny nacisk innych warg.
— Szlag! —
sapnęła przerażona potokiem własnych myśli, zaraz szczypiąc się mocno w
policzek odganiając natrętne wspomnienia. Przecież tu nie było nic do
roztrząsania. Uchiha kolejny raz zabawił się jej kosztem i zamiast to
rozpamiętywać, powinna już knuć zemstę, godną klanu Senju.
Oddychając
głęboko, otworzyła z rozmachem drzwi i już chciała się rzucić na łóżko gdy ku
swojej konsternacji zauważyła, że jest już zajęte. Mrużąc groźnie powieki,
zacisnęła usta w wąską kreskę i spojrzała spode łba na rozłożonego wygodnie na
nim mężczyznę. Brunet obserwował ją zza kurtyny ciemnych rzęs, a na jego ustach
błąkał się niemal niewidoczny uśmiech, który w błyskawicznym tempie podniósł
Liv ciśnienie.
— Jesteś
samobójcą, skoro tu przyszedłeś — warknęła ze złością, w oka mgnieniu powalając
go na plecy i unieruchamiając nadgarstki. Dla pewności, że nie umknie,
ulokowała się na biodrach Itachiego, dociskając mężczyznę mocniej do posłania. Sapiąc
od wstrzymywanej furii, zacisnęła mocniej palce na Uchihy skórze i nagle dotarł
do Senju istotny fakt, na który w sekundzie zmarszczyła brwi. Uchiha się nie
bronił, a więc to był podstęp.
— Klon? —
szepnęła z obrzydzeniem, wydobywając spod poduszki kunai i uderzając ostrzem w
miejsce, gdzie powinno być serce. Tak jak sądziła. W następnej sekundzie
otoczyła ją horda kruków, uniemożliwiająca dostrzeżenie czegoś innego niż
czarne pióra. Kiedy wreszcie znikły, z jękiem opadła na pościel wtulając twarz
w poduszkę. — Kara będzie wymyślna, Uchiha. Obiecuję ci to.
Liv siedziała na
polanie i usiłowała się wyciszyć. Z przymkniętymi powiekami, wdychała rześkie
powietrze nasłuchując melodyjnego trelu ptaków. Potrzebowała trochę czasu dla
siebie, w samotności. Wcześniej spędziła bite cztery godziny na treningu ze
swoimi geninami, którzy przez cały czas marudzili na niesprzyjającą aurę.
Marszcząc nos, wsłuchała
się w cichy szum deszczu. Siedząc już druga godzinę bez ruchu wreszcie to
poczuła.
Od dłuższego
czasu, usilnie pracowała nad wyodrębnieniem poszczególnych zalet demona. Chciała
sprawdzić, czy bez przyjęcia pełnej formy może korzystać z sokolego wzroku, wyostrzonego
węchu i siły. Owszem, już jako potomek Senju oraz demona wszystkie zmysły
działały powyżej normy to jednak pragnęła więcej. O ile nic nie miała do zmiany
wizerunku to mimo wszystko ujawnianie jej uznawała za wyjątkowo niekorzystne.
Mamrotając pod
nosem wyciągnęła zza pazuchy niewielkie lusterko, przyglądając się swojemu
odbiciu. Soczystą zieleń tęczówki zastąpiło płynne złoto, a źrenica się
wydłużyła. Z ciężkim westchnieniem potargała włosy, krzywiąc się niewyraźnie. Owszem,
rezultat był dobry, ale zajęło to zbyt długo czasu.
— Coś się stało,
że próbujesz się tak skradać? — Nie obracając się, czekała aż wreszcie
podejdzie. Słyszała szum jego krwi oraz spokojne bicie serca, gdy się zbliżał.
W tym stadium zmysły Senju były wrażliwe na każdy bodziec.
— Pomyślałem, że
przyda ci się towarzystwo — zaśmiał się głośno, siadając za Liv i pociągnął
delikatnie, żeby oparła się plecami o jego pierś.
— To, że znam
twoją małą tajemnicę nie znaczy, że możesz się ze mną spoufalać, Sam — zauważyła,
spoglądając na mężczyznę przez ramie.
— Liv, jesteś
nieznośna — mruknął w odpowiedzi i oparł brodę o czubek jej głowy. Przez kilka
minut siedzieli w milczeniu, patrząc na ścianę deszczu. Oboje byli skryci pod
rozłożystym drzewem, które dawało jako takie schronienie przed ulewą. — O co
chodzi z Itachim?
— Dobre pytanie,
Samon — stwierdziła w zamyśleniu, obserwując stworzony przez siebie niewielki
tajfun. Jutsu szarpało oddalonymi zaroślami, siejąc spustoszenie. — Myślę, że
próbuje zrobić sobie ze mnie swoją zabawkę. Senju popychadłem Uchihy, czy nie
brzmi zachęcająco?
— A może po
prostu cię lubi? — zauważył lekkim tonem, delikatnie masując ramiona Liv.
Kunoichi spojrzała
na towarzysza, jak na idiotę i wybuchła głośnym niekontrolowanym śmiechem. Czując
jak w oczach stają jej łzy z rozbawienia, otarła je szybkim ruchem ręki wciąż
rechotając w najlepsze.
Mężczyzna bez
słowa czekał, aż się uspokoi zanim kontynuował.
— No wiesz, w
końcu spodziewałem się zastać przynajmniej jednego trupa, a tu? Dogadujecie się
niczym stare małżeństwo.
— Sam, gdyby nie
to, że tu nie ma prawie w ogóle słońca to pomyślałabym, że dostałeś udaru i
bredzisz — wysapała, uśmiechając się pod nosem. — Chociaż, może od tego deszczu
coś ci pod kopułką spleśniało i takie są oto efekty. Chodź lepiej do domu, bo
nie daj Boże ci się pogorszy.
Dobre sobie,
Uchiha nikogo nie lubi, uśmiechnęła się drwiąco do własnych myśli poprawiając
się w fotelu. W oddali słyszała podekscytowane głosy towarzyszy, ale
egoistycznie je zignorowała. Nie chciała wiedzieć o czym ta dysputa. Co ją
obchodziły kolejne plotki? No właśnie, nic.
Przymknęła
powieki, opierając się wygodnie o zagłówek. Starała się właśnie odciąć od
podnieconych szeptów, gdy nagle poczuła lekkie uderzenie w twarz i coś, zsunęło
się prosto na jej uda. Leniwie otworzyła jedno oko i podniosła tajemnicze coś
na wysokość oczu. Tym co ją zaatakowało okazał się wąski pas materiału, który
prawdopodobnie miał być mini spódniczką, ale nie dałaby sobie za to ręki uciąć.
Chwyciła garderobę w obie dłonie, rozciągając do granic możliwości. No cóż,
wciąż miała rozmiar chusteczki do nosa. Nawet po silnym naciągnięciu z
ledwością mógłby zakryć pośladki.
— Czyje to? —
Podniosła się do siadu i rozejrzała po obecnych, szukając właściciela. Odrobina
ją ciekawiło, kto nosił takie fatałaszki. Przecież nikt normalny, no, poza
paniami trudniącymi się nierządem, nie włożyłby tego za żadne pieniądze.
— Twoje, Liv — poinformowała
Yuuki, uśmiechając się znad filiżanki kawy. Ładnie malowane naczynie, trzymała
w iście dworski sposób, odginając mały palec. Liv z odrobiną drwiny zerknęła na
tę niewymuszoną elegancję, zaraz przenosząc wzrok na uczniów. No cóż, oni nie
mieli jej za wiele. Zaku wyglądał jak umorusany w błocie wieprz, cała
przestrzeń wokół ust ulaną miał czekoladą.
— Nie noszę
apaszek, ani szarf — mruknęła, zwijając strzęp materiału w kłębek i silnym rzutem posyłając księżniczce.
— Nic z tego,
Liv. To jest twój strój na obchody święta płodności i urodzaju.
— Obchody,
czego?
— Nie udawaj, że
nie dosłyszałaś. Wszystkie obecne kobiety mając przywdziać takie stroje i będą
tańczyć w korowodzie ulicznym.
— Przykro mi, że
cię rozczaruję ale... — Zerknęła na mikro spódnicę. — Myślę, że nie skorzystam.
— W takim razie
będziesz musiała przebrać się w strój męski i przemieszczać razem z nimi,
wzdłuż ulic.
— No i ta opcja
bardziej mi odpowiada, bo tego z pewnością nie włożę. Jedno jutsu przemiany
wszystko załatwi.
— I tu jest
haczyk, moja droga. Musisz sama się przebrać. Tego wieczora jutsu nie działają.
— Nie ma
problemu — stwierdziła z uśmiechem, zadowolona, że nie dała się w nic wkręcić. Bo
co to za problem ukryć włosy?
— Skoro tak, to
idź się przebrać i lecisz z nami na próbę.
Znudzona Liv, siedziała
na jednym z krzeseł i obserwowała grupę kobiet. Przy dźwięcznych odgłosach
bębnów, wykonywały jakieś wielce pobudzający wyobraźnię taniec. Ktokolwiek układał
choreografię, wiedział co robi. Subtelne, a jednocześnie pełne erotyzmu ruchy
sprawiały, że przyglądała się im z rosnącym podziwem. Ten taniec miał uwodzić i
nawet Liv czuła się niczym chwycone w pułapkę zwierzę, nie mogące odwrócić
wzroku.
Otrząsając się z
letargu poprawiła czapkę, upewniając przy tym czy żaden ze zdradzieckich
kosmyków nie wysunął się spod materiału. Bujając się na tylnych nogach mebla,
spod oka zerknęła na obgadujące ją tancerki. Rzucały w jej kierunku znaczące
spojrzenia, malowniczo odrzucając włosy i co chwilę wybuchając nerwowym śmiechem.
Z satysfakcją musiała przyznać, że jej przebranie zdawało egzamin wydawały się
ją podrywać. Zachichotała w myślach, posyłając w ich stronę spojrzenie pełne
zainteresowania.
— Cholera, jaka
to szkoda, że jestem hetero — parsknęła, a kącik ust Liv zadrgał wesoło, gdy
wywołała głęboki rumieniec na twarzach obserwujących ją kobiet.
— Sensei? —
Shion stanęła przed Senju opierając ręce na biodrach. Wyglądała na
zdegustowaną. Zwłaszcza głośne prychnięcie
jakie wydała z siebie świadczyło o poirytowaniu.
— No?
— Yuuki prosiła żebyś
nie podrywała i nie rozpraszała grupy.
— Przecież ja
nic nie robię. Grzecznie sobie siedzę i dbam o wasze bezpieczeństwo —
stwierdziła ze świętym oburzeniem, podnosząc się z krzesła i pstrykając geninkę
w nos.
— Jasne —
mruknęła uczennica, rozcierając zaatakowane miejsce i oddaliła się w kierunku
parkietu.
— Czy to moja
wina, że są napalone? Chłopa im trzeba! — mruknęła cierpiętniczo, naciągając
czapkę głębiej na oczy i odchodząc w stronę okna. Sprawnym ruchem wspięła się
na parapet i opierając o szybę, pogrążyła w drzemce.
— Senju,
wyglądasz niezwykle męsko w tym stroju.
Cichy szept
rozległ się tuż przy uchu Liv, na co warknęła bezgłośnie. Roztarła miejsce
gdzie czuła oddech bruneta, krzywiąc się malowniczo. Mogła się domyślić, że
wykorzysta każdą okazję żeby z niej zadrwić.
— Zamknij się,
Uchiha!
— Kiedy on ma
racje. — Ciepły oddech Samona owiał jej kark, na co zazgrzytała nerwowo zębami.
Okej, Uchiha to Uchiha, ale Sasmon? Po nim zdrady się nie spodziewała.
Stali tuż przy
placu, gdzie tancerki dawały popis swoich umiejętności. Na obchody przyszły
prawdziwe rzesze ludzi i gdyby nie przezorność Sama to teraz by się gnietli,
gdzieś na tyłach tego rozentuzjazmowanego tłumu.
Liv ignorując
złośliwy chichot towarzyszy, skupiła wzrok na kobietach. Wyglądały naprawdę
pięknie. Siąpiący deszczyk sprawiał, że ich skóra lśniła kusząco, a migotliwy
blask lampionów dodawał im tajemniczości. Słyszała pomruki zadowolenia gdy
przyspieszały by za chwilę zwolnić tempo swoich ruchów. Kuse stroje, bose stopy
ze złotymi bransoletami sprawiały, że wyglądały jak postacie z baśni.
Gdy pokaz się
zakończył rozległy się głośne oklaski i gwizdy aprobaty. Czując niepokój
obserwowała Yuuki rozmawiającą o czymś z prowadzącym imprezę. Gdy ich oczy się
spotkały instynktownie wyczuła, że lepiej się ulotnić. Zaczęła się dyskretnie
cofać gdy napotkała za sobą opór i tuż obok zobaczyła uśmiechniętego Samona.
— A ty gdzie?
Impreza jeszcze się nie skończyła. — Z tymi słowami popchnął ją lekko do
przodu.
Kątem oka
obserwował Senju i tego idiotę. Opierał się właśnie o ramię dziewczyny coś jej
tłumacząc, a ona zgrzytała zębami ze złości. Straciwszy nimi zainteresowanie, obojętnie
powiódł wzrokiem po placu i zobaczył, że prowadzący obchody zatrzymał się tuż
przed nimi. Mężczyzna uważnie przeczesywał oczami tłum jakby kogoś szukał.
— Dostałem
informację, że gdzieś tu ukryła się niewinna, zabłąkana dusza.
Niewinna, dobre
sobie, Itachi prychnął głośno i bezwiednie potarł ramiona w miejscach gdzie
ostatnio dała mu popalić pułapka, jaką zgotowała mu dziewczyna. Mimowolnie zerknął
na Senju, która uparcie patrzyła w swoje stopy, ukrywając twarz przed bacznym
spojrzeniem prowadzącego.
Nagle, ku jego
zaskoczeniu dziewczyna pisnęła cicho wyskakując przed szereg. Szeroki uśmiech
Samona i czerwone policzki Senju powiedziały mu wszystko.
— Ach, więc mamy
naszą zgubę. — Spiker zerwał czapkę z głowy Liv, pozwalając by długie włosy
spłynęły swobodnie po jej plecach.
Uchiha widział
jak zamrugała zaskoczona i uniosła rękę w zawahaniu próbując złapać
rozpuszczone kosmyki. Nie mógł się powstrzymać by nie posłać w jej kierunku
złośliwego uśmiechu na co zareagowała gniewnym prychnięciem.
— No więc już
mamy kobietę do odegrania roli bogini w naszym pochodzie! — mężczyzna krzyknął
do tłumu, łapiąc dziewczynę za rękę.
Zdezorientowane
spojrzenie zielonych oczu przeczesywało zachwycone twarze widzów.
— Czas wybrać
oblubieńca bogini! — Po tych słowach rozległ się tak ogłuszający aplauz, że Itachi
aż jęknął w duchu słysząc tę rozwrzeszczaną hołotę.
— Kogo do
diabła?! — Zaskoczona Liv wpatrywała się w małego grubego faceta trzymającego
ją za dłoń. Miała ochotę rwać włosy z głowy sobie albo lepiej Samonowi.
Zmrużyła wściekle powieki patrząc na przyjaciela, który prawie dusił się ze śmiechu
unikając jej spojrzenia.
Rozdział genialny! Już nie mogę doczekać się następnego! :3 Dużo weny życzę! Pozdrawiam i zapraszam do siebie! ;D
OdpowiedzUsuńhttp://innanaruto.blogspot.com/
Haha, świetny rozdział, dzisiaj odkryłam twojego bloga i bardzo, bardzo przypadł mi do gustu ;3 mam nadzieję, że następny rozdział niedługo się pojawi ;33 świetny jest pomysł że świętem płodności i urodzaju, ciekawi mnie ten 'oblubieniec' ;33 noo, mogę powiedzieć, że zyskalas fanke ;3 będę odwiedzać twojego bloga tak często jak dam radę ;33 gorąco pozdrawiam i życzę weny
OdpowiedzUsuń~ Aoi (niebieska)
Z otwartymi ramionami witam każdą nową czytelniczkę:)
Usuń