28.06.2013

XII Wątpliwy zaszczyt

Liv zaciskając mocno pięści, próbowała się opanować. Wciąż usiłowała opanować buzujący w niej gniew, ale nie należało to do zadań łatwych. Miała wrażenie jakby w jej wnętrzu szalał ogień, który za moment eksploduje i zamieni ją w wielki słup ognia. Jednym słowem, była nieziemsko wkurzona.
Zza groźnie zmrużonych powiek, obserwowała Itachiego uważnie słuchającego przybyłych. Wciąż na nowo próbowała przetrawić, a przede wszystkim zrozumieć, jak ten idiota mógł sugerować, że coś ich łączyło. Ich relacje ciężko było nawet uznać za neutralne, a insynuowanie czegoś innego niż wzajemna niechęć należało do bredni najbardziej absurdalnych.
Siląc się na spokój, starała się zachować kamienny wyraz twarzy. Naprawdę z trudem opanowała pragnienie wyciągnięcia bruneta za kamizelkę z pomieszczenia i sprania na kwaśne jabłko. Już ona by mu pokazała jak mocne relacje ich łączą. Zgrzytnęła nerwowo zębami, sekundę później biorąc głęboki oddech. W końcu skoro w niedalekiej przyszłości chciała się zemścić na paniczu Uchiha to powinna zaserwować mężczyźnie niespodziankę, w końcu zasłużył. Odrobinę pocieszona tą myślą, oparła się o futrynę przyglądając całemu towarzystwu.
Wymyślając najdotkliwsze tortury, patrzyła jak Itachi sączy leniwie herbatę, siedząc i o czymś rozmawiając  z Samonem oraz Hakaze. Zmieliła w ustach przekleństwo widząc jak swobodnie rozsiadł się w fotelu, a na jego wargach błądzi ten cwaniaczkowaty uśmieszek. Musiał doskonale wiedzieć, że takim zagraniem podniesie jej ciśnienie. Starając się stłumić mordercze zapędy, przeniosła spojrzenie na swojego przyjaciela. Widząc szczery i pełen radości uśmiech Samona, odrobinę złagodniała.
Sam należał do jednych z ważniejszych osób w życiu Liv i to właśnie na niego mogła liczyć w trudnych chwilach. To w nim znalazła oparcie podczas trudnych misji w ANBU. Ich losy zapętliły się w momencie przyjęcia do tej formacji. Mężczyzna stał się przewodnikiem Liv, a także mentorem. Zawsze służył dobrą radą oraz dotrzymywał towarzystwa po zadaniach, które zakończały się fiaskiem.
Senju z przyjemnością przesunęła wzrokiem po jego długich bordowych włosach i zatrzymała się na granatowych oczach. Doskonale pamiętała jak potrafią błyszczeć radosnym blaskiem, kiedy dała się wyprowadzić w pole. Sam należał to niesamowitych kawalarzy, przez co był istnym utrapieniem dla innych członków ANBU. To aż dziwne, że człowiek o tak radosnym usposobieniu znalazł pracę jako Skrytobójca. Jego tęczówki barwą przypominały niebo nocą, a idealne rysy twarzy i wysportowana sylwetka, dawały mu miejsce w dwudziestce najprzystojniejszych mężczyzn Konohy. Oczywiście nie musiała wspominać kto zajmował czołówkę, bo przecież to jasne, że ród Uchiha.
Towarzysząca Samonowi Hakaze, ucieleśniała wszystkie męskie fantazje dotyczące kobiety. Duże oczy w kolorze bezchmurnego, letniego nieba i długie białe włosy sprawiały, że samo jej pojawienie się przyciągało uwagę płci brzydkiej. Poruszała się z niezwykłym wdziękiem o którym większość kobiet mogła tylko pomarzyć. Przypominała niewinnego, kruchego elfa przez pomyłkę uwikłanego w brutalny świat shinobi. Hakaze należała do osób raczej małomównych i zdystansowanych, roztaczając wokół siebie magnetyczną aurę tajemnicy. I pomimo wielu oblegający adoratorów, Hakaze nadal pozostawała wolnym strzelcem. Była nim nie dlatego, że nikt nie wpadł jej w oko, ale dlatego, że ten jedyny nie zwracał na nią uwagi. Kobieta w pełni skupiała się na jednym mężczyźnie, który aktualnie zajmował miejsce niedaleko niej. Serce kobiety o kilku lat biło wyłącznie dla Itachiego Uchihy, czego ten skrupulatnie zdawał się nie zauważać.
Obserwując towarzyszy, Liv przeciągnęła się mocno, zaraz drżąc z zimna. Przez złość na bruneta całkowicie zapomniała o przemoczonych ubraniach, nieprzyjemnie przylepionych do skóry. Mamrotając pod nosem odciągnęła od ud materiał spodni, krzywiąc się z niechęcią. Zdecydowanie nienawidziła tej osady. Nie żegnając się nawet słowem, opuściła pomieszczenie od razu kierując się do sypialni. Potrzebowała gorącego prysznica i suszarki. Po dłuższym namyśle, podczas ściągania ubrań doszła do wniosku, że butelką dobrego wina przed rozpalonym kominkiem również by nie pogardziła, a wręcz przyjęła z szalonym entuzjazmem.
Wzdychając z błogością, wsunęła się pod gorący strumień przymykając powieki. Tak, tego potrzebowała. To zabawne jak ciepło oraz komfort potrafiły diametralnie poprawiać humor. Przez dłuższy moment upajała się chwilą, czując jak gorąca woda rozgrzewa przyjemnie skórę. Dochodząc do wniosku, że na dziś wystarczy przyjemności, zajęła się myciem chcąc uwinąć się jak najszybciej. Skoro nie miała szans na dostanie butelki alkoholu i kominka to zadowoli się regenerującym snem.
Ogarnęła z twarzy wilgotne włosy, mrużąc powieki i przyglądając się odbiciu w zaparowanym lustrze. Jednym szybkim ruchem ręki, starła wilgotną mgiełkę żeby lepiej widzieć. Na tle zaróżowionej po prysznicu twarzy, najbardziej odznaczały się oczy. Duże, soczyście zielone łypały z zadowoleniem spod potarganej grzywki. Zanim się zorientowała co robi już dotykała palcami opuchniętych ust, które tak dobrze pamiętały intensywny nacisk innych warg. 
— Szlag! — sapnęła przerażona potokiem własnych myśli, zaraz szczypiąc się mocno w policzek odganiając natrętne wspomnienia. Przecież tu nie było nic do roztrząsania. Uchiha kolejny raz zabawił się jej kosztem i zamiast to rozpamiętywać, powinna już knuć zemstę, godną klanu Senju.
Oddychając głęboko, otworzyła z rozmachem drzwi i już chciała się rzucić na łóżko gdy ku swojej konsternacji zauważyła, że jest już zajęte. Mrużąc groźnie powieki, zacisnęła usta w wąską kreskę i spojrzała spode łba na rozłożonego wygodnie na nim mężczyznę. Brunet obserwował ją zza kurtyny ciemnych rzęs, a na jego ustach błąkał się niemal niewidoczny uśmiech, który w błyskawicznym tempie podniósł Liv ciśnienie.
— Jesteś samobójcą, skoro tu przyszedłeś — warknęła ze złością, w oka mgnieniu powalając go na plecy i unieruchamiając nadgarstki. Dla pewności, że nie umknie, ulokowała się na biodrach Itachiego, dociskając mężczyznę mocniej do posłania. Sapiąc od wstrzymywanej furii, zacisnęła mocniej palce na Uchihy skórze i nagle dotarł do Senju istotny fakt, na który w sekundzie zmarszczyła brwi. Uchiha się nie bronił, a więc to był podstęp.
— Klon? — szepnęła z obrzydzeniem, wydobywając spod poduszki kunai i uderzając ostrzem w miejsce, gdzie powinno być serce. Tak jak sądziła. W następnej sekundzie otoczyła ją horda kruków, uniemożliwiająca dostrzeżenie czegoś innego niż czarne pióra. Kiedy wreszcie znikły, z jękiem opadła na pościel wtulając twarz w poduszkę. — Kara będzie wymyślna, Uchiha. Obiecuję ci to.



Liv siedziała na polanie i usiłowała się wyciszyć. Z przymkniętymi powiekami, wdychała rześkie powietrze nasłuchując melodyjnego trelu ptaków. Potrzebowała trochę czasu dla siebie, w samotności. Wcześniej spędziła bite cztery godziny na treningu ze swoimi geninami, którzy przez cały czas marudzili na niesprzyjającą aurę.
Marszcząc nos, wsłuchała się w cichy szum deszczu. Siedząc już druga godzinę bez ruchu wreszcie to poczuła.
Od dłuższego czasu, usilnie pracowała nad wyodrębnieniem poszczególnych zalet demona. Chciała sprawdzić, czy bez przyjęcia pełnej formy może korzystać z sokolego wzroku, wyostrzonego węchu i siły. Owszem, już jako potomek Senju oraz demona wszystkie zmysły działały powyżej normy to jednak pragnęła więcej. O ile nic nie miała do zmiany wizerunku to mimo wszystko ujawnianie jej uznawała za wyjątkowo niekorzystne.
Mamrotając pod nosem wyciągnęła zza pazuchy niewielkie lusterko, przyglądając się swojemu odbiciu. Soczystą zieleń tęczówki zastąpiło płynne złoto, a źrenica się wydłużyła. Z ciężkim westchnieniem potargała włosy, krzywiąc się niewyraźnie. Owszem, rezultat był dobry, ale zajęło to zbyt długo czasu.
— Coś się stało, że próbujesz się tak skradać? — Nie obracając się, czekała aż wreszcie podejdzie. Słyszała szum jego krwi oraz spokojne bicie serca, gdy się zbliżał. W tym stadium zmysły Senju były wrażliwe na każdy bodziec.
— Pomyślałem, że przyda ci się towarzystwo — zaśmiał się głośno, siadając za Liv i pociągnął delikatnie, żeby oparła się plecami o jego pierś.
— To, że znam twoją małą tajemnicę nie znaczy, że możesz się ze mną spoufalać, Sam — zauważyła, spoglądając na mężczyznę przez ramie.
— Liv, jesteś nieznośna — mruknął w odpowiedzi i oparł brodę o czubek jej głowy. Przez kilka minut siedzieli w milczeniu, patrząc na ścianę deszczu. Oboje byli skryci pod rozłożystym drzewem, które dawało jako takie schronienie przed ulewą. — O co chodzi z Itachim?
— Dobre pytanie, Samon — stwierdziła w zamyśleniu, obserwując stworzony przez siebie niewielki tajfun. Jutsu szarpało oddalonymi zaroślami, siejąc spustoszenie. — Myślę, że próbuje zrobić sobie ze mnie swoją zabawkę. Senju popychadłem Uchihy, czy nie brzmi zachęcająco?
— A może po prostu cię lubi? — zauważył lekkim tonem, delikatnie masując ramiona Liv.
Kunoichi spojrzała na towarzysza, jak na idiotę i wybuchła głośnym niekontrolowanym śmiechem. Czując jak w oczach stają jej łzy z rozbawienia, otarła je szybkim ruchem ręki wciąż rechotając w najlepsze.
Mężczyzna bez słowa czekał, aż się uspokoi zanim kontynuował.
— No wiesz, w końcu spodziewałem się zastać przynajmniej jednego trupa, a tu? Dogadujecie się niczym stare małżeństwo.
— Sam, gdyby nie to, że tu nie ma prawie w ogóle słońca to pomyślałabym, że dostałeś udaru i bredzisz — wysapała, uśmiechając się pod nosem. — Chociaż, może od tego deszczu coś ci pod kopułką spleśniało i takie są oto efekty. Chodź lepiej do domu, bo nie daj Boże ci się pogorszy.


Dobre sobie, Uchiha nikogo nie lubi, uśmiechnęła się drwiąco do własnych myśli poprawiając się w fotelu. W oddali słyszała podekscytowane głosy towarzyszy, ale egoistycznie je zignorowała. Nie chciała wiedzieć o czym ta dysputa. Co ją obchodziły kolejne plotki? No właśnie, nic.
Przymknęła powieki, opierając się wygodnie o zagłówek. Starała się właśnie odciąć od podnieconych szeptów, gdy nagle poczuła lekkie uderzenie w twarz i coś, zsunęło się prosto na jej uda. Leniwie otworzyła jedno oko i podniosła tajemnicze coś na wysokość oczu. Tym co ją zaatakowało okazał się wąski pas materiału, który prawdopodobnie miał być mini spódniczką, ale nie dałaby sobie za to ręki uciąć. Chwyciła garderobę w obie dłonie, rozciągając do granic możliwości. No cóż, wciąż miała rozmiar chusteczki do nosa. Nawet po silnym naciągnięciu z ledwością mógłby zakryć pośladki.
— Czyje to? — Podniosła się do siadu i rozejrzała po obecnych, szukając właściciela. Odrobina ją ciekawiło, kto nosił takie fatałaszki. Przecież nikt normalny, no, poza paniami trudniącymi się nierządem, nie włożyłby tego za żadne pieniądze.
— Twoje, Liv — poinformowała Yuuki, uśmiechając się znad filiżanki kawy. Ładnie malowane naczynie, trzymała w iście dworski sposób, odginając mały palec. Liv z odrobiną drwiny zerknęła na tę niewymuszoną elegancję, zaraz przenosząc wzrok na uczniów. No cóż, oni nie mieli jej za wiele. Zaku wyglądał jak umorusany w błocie wieprz, cała przestrzeń wokół ust ulaną miał czekoladą.
— Nie noszę apaszek, ani szarf — mruknęła, zwijając strzęp materiału w kłębek i  silnym rzutem posyłając księżniczce.
— Nic z tego, Liv. To jest twój strój na obchody święta płodności i urodzaju.
— Obchody, czego?
— Nie udawaj, że nie dosłyszałaś. Wszystkie obecne kobiety mając przywdziać takie stroje i będą tańczyć w korowodzie ulicznym.
— Przykro mi, że cię rozczaruję ale... — Zerknęła na mikro spódnicę. — Myślę, że nie skorzystam.
— W takim razie będziesz musiała przebrać się w strój męski i przemieszczać razem z nimi, wzdłuż ulic.
— No i ta opcja bardziej mi odpowiada, bo tego z pewnością nie włożę. Jedno jutsu przemiany wszystko załatwi.
— I tu jest haczyk, moja droga. Musisz sama się przebrać. Tego wieczora jutsu nie działają.
— Nie ma problemu — stwierdziła z uśmiechem, zadowolona, że nie dała się w nic wkręcić. Bo co to za problem ukryć włosy?
— Skoro tak, to idź się przebrać i lecisz z nami na próbę.

Znudzona Liv, siedziała na jednym z krzeseł i obserwowała grupę kobiet. Przy dźwięcznych odgłosach bębnów, wykonywały jakieś wielce pobudzający wyobraźnię taniec. Ktokolwiek układał choreografię, wiedział co robi. Subtelne, a jednocześnie pełne erotyzmu ruchy sprawiały, że przyglądała się im z rosnącym podziwem. Ten taniec miał uwodzić i nawet Liv czuła się niczym chwycone w pułapkę zwierzę, nie mogące odwrócić wzroku.
Otrząsając się z letargu poprawiła czapkę, upewniając przy tym czy żaden ze zdradzieckich kosmyków nie wysunął się spod materiału. Bujając się na tylnych nogach mebla, spod oka zerknęła na obgadujące ją tancerki. Rzucały w jej kierunku znaczące spojrzenia, malowniczo odrzucając włosy i co chwilę wybuchając nerwowym śmiechem. Z satysfakcją musiała przyznać, że jej przebranie zdawało egzamin wydawały się ją podrywać. Zachichotała w myślach, posyłając w ich stronę spojrzenie pełne zainteresowania.
— Cholera, jaka to szkoda, że jestem hetero — parsknęła, a kącik ust Liv zadrgał wesoło, gdy wywołała głęboki rumieniec na twarzach obserwujących ją kobiet.
— Sensei? — Shion stanęła przed Senju opierając ręce na biodrach. Wyglądała na zdegustowaną.  Zwłaszcza głośne prychnięcie jakie wydała z siebie świadczyło o poirytowaniu.
— No?
— Yuuki prosiła żebyś nie podrywała i nie rozpraszała grupy.
— Przecież ja nic nie robię. Grzecznie sobie siedzę i dbam o wasze bezpieczeństwo — stwierdziła ze świętym oburzeniem, podnosząc się z krzesła i pstrykając geninkę w nos.
— Jasne — mruknęła uczennica, rozcierając zaatakowane miejsce i oddaliła się w kierunku parkietu.
— Czy to moja wina, że są napalone? Chłopa im trzeba! — mruknęła cierpiętniczo, naciągając czapkę głębiej na oczy i odchodząc w stronę okna. Sprawnym ruchem wspięła się na parapet i opierając o szybę, pogrążyła w drzemce.


— Senju, wyglądasz niezwykle męsko w tym stroju.  
Cichy szept rozległ się tuż przy uchu Liv, na co warknęła bezgłośnie. Roztarła miejsce gdzie czuła oddech bruneta, krzywiąc się malowniczo. Mogła się domyślić, że wykorzysta każdą okazję żeby z niej zadrwić.
— Zamknij się, Uchiha!
— Kiedy on ma racje. — Ciepły oddech Samona owiał jej kark, na co zazgrzytała nerwowo zębami. Okej, Uchiha to Uchiha, ale Sasmon? Po nim zdrady się nie spodziewała.
Stali tuż przy placu, gdzie tancerki dawały popis swoich umiejętności. Na obchody przyszły prawdziwe rzesze ludzi i gdyby nie przezorność Sama to teraz by się gnietli, gdzieś na tyłach tego rozentuzjazmowanego tłumu.
Liv ignorując złośliwy chichot towarzyszy, skupiła wzrok na kobietach. Wyglądały naprawdę pięknie. Siąpiący deszczyk sprawiał, że ich skóra lśniła kusząco, a migotliwy blask lampionów dodawał im tajemniczości. Słyszała pomruki zadowolenia gdy przyspieszały by za chwilę zwolnić tempo swoich ruchów. Kuse stroje, bose stopy ze złotymi bransoletami sprawiały, że wyglądały jak postacie z baśni.
Gdy pokaz się zakończył rozległy się głośne oklaski i gwizdy aprobaty. Czując niepokój obserwowała Yuuki rozmawiającą o czymś z prowadzącym imprezę. Gdy ich oczy się spotkały instynktownie wyczuła, że lepiej się ulotnić. Zaczęła się dyskretnie cofać gdy napotkała za sobą opór i tuż obok zobaczyła uśmiechniętego Samona.
— A ty gdzie? Impreza jeszcze się nie skończyła. — Z tymi słowami popchnął ją lekko do przodu.

Kątem oka obserwował Senju i tego idiotę. Opierał się właśnie o ramię dziewczyny coś jej tłumacząc, a ona zgrzytała zębami ze złości. Straciwszy nimi zainteresowanie, obojętnie powiódł wzrokiem po placu i zobaczył, że prowadzący obchody zatrzymał się tuż przed nimi. Mężczyzna uważnie przeczesywał oczami tłum jakby kogoś szukał.
— Dostałem informację, że gdzieś tu ukryła się niewinna, zabłąkana dusza.
Niewinna, dobre sobie, Itachi prychnął głośno i bezwiednie potarł ramiona w miejscach gdzie ostatnio dała mu popalić pułapka, jaką zgotowała mu dziewczyna. Mimowolnie zerknął na Senju, która uparcie patrzyła w swoje stopy, ukrywając twarz przed bacznym spojrzeniem prowadzącego.
Nagle, ku jego zaskoczeniu dziewczyna pisnęła cicho wyskakując przed szereg. Szeroki uśmiech Samona i czerwone policzki Senju powiedziały mu wszystko.
— Ach, więc mamy naszą zgubę. — Spiker zerwał czapkę z głowy Liv, pozwalając by długie włosy spłynęły swobodnie po jej plecach.
Uchiha widział jak zamrugała zaskoczona i uniosła rękę w zawahaniu próbując złapać rozpuszczone kosmyki. Nie mógł się powstrzymać by nie posłać w jej kierunku złośliwego uśmiechu na co zareagowała gniewnym prychnięciem.
— No więc już mamy kobietę do odegrania roli bogini w naszym pochodzie! — mężczyzna krzyknął do tłumu, łapiąc dziewczynę za rękę.
Zdezorientowane spojrzenie zielonych oczu przeczesywało zachwycone twarze widzów.
— Czas wybrać oblubieńca bogini! — Po tych słowach rozległ się tak ogłuszający aplauz, że Itachi aż jęknął w duchu słysząc tę rozwrzeszczaną hołotę.
— Kogo do diabła?! — Zaskoczona Liv wpatrywała się w małego grubego faceta trzymającego ją za dłoń. Miała ochotę rwać włosy z głowy sobie albo lepiej Samonowi. Zmrużyła wściekle powieki patrząc na przyjaciela, który prawie dusił się ze śmiechu unikając jej spojrzenia.

3 komentarze:

  1. Rozdział genialny! Już nie mogę doczekać się następnego! :3 Dużo weny życzę! Pozdrawiam i zapraszam do siebie! ;D
    http://innanaruto.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, świetny rozdział, dzisiaj odkryłam twojego bloga i bardzo, bardzo przypadł mi do gustu ;3 mam nadzieję, że następny rozdział niedługo się pojawi ;33 świetny jest pomysł że świętem płodności i urodzaju, ciekawi mnie ten 'oblubieniec' ;33 noo, mogę powiedzieć, że zyskalas fanke ;3 będę odwiedzać twojego bloga tak często jak dam radę ;33 gorąco pozdrawiam i życzę weny

    ~ Aoi (niebieska)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z otwartymi ramionami witam każdą nową czytelniczkę:)

      Usuń