Witam. Przyznaję
się bez bicia. Tamten rozdział był do kitu i aż mi się coś robi, że w ogóle coś
takiego napisałam. Za to z tego jestem zadowolona, czuję napływ nowej siły i
weny :D Mam nadzieję, że nie tylko mi się spodobał ;) To co, zapraszam to
czytania i komentowania. Tak tak, pamiętajcie, że komentarze karmią wenę :D
*************
Liv siedziała sfrustrowana
na jednym z krzeseł i patrzyła na biegające wokół kobiety. Jedna z nich przycupnęła
na małym taboreciku przed nią i tworzyła skomplikowany wzór z henny na jej
lewej łydce. Podobny rysunek pokrywał już wewnętrzną część przedramienia i
rozciągał się od nadgarstka do łokcia. Sapnęła cicho, gdy poczuła silne
pociągnięcia grzebienia, formującego misternego koka z jej włosów.
— Przepraszam? —
Nie mogąc się nawet ruszyć, złapała za rękę przechodzącą obok dziewczynę. Ci ludzie
traktowali ją jak lalkę. — Te wzory, da radę zmyć?
— Same po jakimś
czasie zejdą — wyjaśniła nieznajoma, z lekkim uśmiechem dostrzegając niewesołą
minę Senju. Brązowe duże oczy nie kryły podekscytowania całą sytuacją w reakcji
na co Liv skrzywiła się malowniczo.
— Po jakimś
czasie? Czyli po jakim? — dopytywała dalej, nawet nie chcąc słyszeć o jakimś
dalszym terminie. Jeżeli będzie trzeba to w desperacji zacznie szorować to
pumeksem. Jakoś niewyobrażana sobie, że będzie paradować z tymi mazajami.
— Około
miesiąca? Tak plus minus. — Poklepała pocieszająco kunoichi po policzku i
wyszła z namiotu.
Skonsternowana
takim traktowaniem Liv, z niedowierzaniem patrzyła jak jej rozmówczyni znika na
zewnątrz. Wprost nie umiała logicznie wytłumaczyć jakim cudem nie odgryzła
rozmówczyni kończyny, a o wszczęciu dzikiej awantury nie wspominając. Oddychając
głęboko, przymknęła powieki licząc w myślach do pięciu.
— Sam, zapłacisz
mi za to — wywarczała pod nosem oraz ignorując rozbawione kobiety, potarła
pulsujące boleśnie skronie.
Gdy poczuła, że
udało jej się oddalić w czasie wybuch, otworzyła oczy i zerknęła na siebie w
wielkim lustrze. Nie wiedziała czym ją natarli, ale przy każdym ruchu skóra
mieniła się drobinkami złota. I o ile efekt należał do całkiem ładnych to
wolałaby teraz spać we własnym łóżku. Dotknęła palcami wąskiego pasa materiału,
przewiązanego na biuście a następnie przeniosła krytyczne spojrzenie na dziwną
spódnicę. Z lekko prześwitującego materiału.
Powieka Liv
zadrgała nerwowo gdy zdała sobie sprawę, że w tym skromnym, żeby nie powiedzieć
wyzywającym stroju, będzie musiała wyjść przed tłum napalonych mężczyzn. Zdecydowanie
nie tak wyobrażała sobie misję ochraniania księżniczki. Spodziewała się
zapierających dech w piersiach walk, rozlewu krwi, napadów i rozbojów a nie,
udział w jakiś durnych festynach.
Zaciskając zęby
ze złości, bez słowa nakładała złote bransolety na nadgarstki, które brzęczały
wesoło dodatkowo irytując ich tymczasową właścicielkę. Podobne ozdoby zapinano
Liv na kostkach u stóp, przez co pomyślała, że czuje się jak więzień w
kajdanach. Westchnęła cierpiętniczo gdy w uszy wpięto jej złote kolczyki, a od
lewego poprowadzono łańcuszek i zapięto przy płatku od nosa.
— Świetnie.
Uchiha zdechnie ze śmiechu, gdy mnie z tym czymś zobaczy.
— Długo jeszcze?
— zapytała Shion, patrząc niepewnie w kierunku namiotu. Przepełniały ją złe
przeczucia i nawet nie chciała się zastanawiać jaka atmosfera panuje w środku. Co
prawda wychodzące spod plandeki kobiety wciąż się uśmiechały, ale jakoś
wątpiła, że to za sprawą mistrzyni. Do plusów należało zaliczyć to, że jeszcze
nikt nie wyskoczył namiotu z krzykiem.
— Muszą ją
namaścić, ubrać i oznakować — wyjaśniła Yuuki, a jej oczy zalśniły tajemniczo w
blasku najbliższej pochodni. Uśmiechając się jak zadowolony kot, podeszła do
Ascota i oparła się o jego ramię,
— Oznakować? —
Sam powtórzył jak echo słowa córki Władcy Kraju Ognia, przełykając głośno
ślinę. Mimowolnie otworzył szerzej powieki i zadrżał ze strachu przed
straszliwą zemstą przyjaciółki. Nie wątpił, że taka właśnie będzie. — Przecież
ona po czymś takim, obedrze mnie żywcem ze skóry!
— To czemu ją
wydałeś? — Hakaze spojrzała na kompana z wyraźnym niedowierzaniem, jakby
zdegustowana, że nie przewidział takiego rozwoju wypadków.
— Miało być
trochę śmiechu — wyszeptał niepewnie, drapiąc się nerwowo po karku.
— Masz jakieś
specjalne życzenia, odnośnie śmierci albo pogrzebu? — Akira i Satu wzięli
Samona pod boki, uśmiechając się przy tym złośliwie. Nawet uczniowie Uchihy
wiedzieli o gwałtownym charakterze Senju i już cieszyli się na szykujące się w
niedalekiej przyszłości widowisko.
— Szybka i
bezbolesna śmierć — wyrzucił bez zająknięcia, a w jego głosie brzmiała
autentyczna rozpacz. Zdenerwowanym wzrokiem, powiódł po rozbawionych twarzach
geninów zastanawiając się skąd ta znieczulica. Przecież tu chodziło o ludzkie
życie!
— Yuuki, a teraz
co się dzieję? — Zaku stanął na palcach, wychylając się na głowami tłumu. Na środku
placu ustawiano grupę mężczyzn, każdy z nich został ubrany w białe spodnie oraz
pozbawiony butów. Stali w szeregu, wyraźnie na coś czekając.
— Wybierany jest
oblubieniec, dla naszej uroczej Liv.
— Po co? — Zaku
czując jak bolą go palce i kark od wyciągania szyi nie namyślając się długo,
błyskawicznie wspiął się na plecy Yuchiro, który tylko westchnął ciężko, ale
nie zrobił nic aby zrzucić kolegę.
— Taka jest
tradycja. — Kobieta zachichotała dźwięcznie i dodała: — A najlepsze, czeka nas
po północy.
— Co wtedy
będzie? — Młody Uchiha oderwał wzrok od kandydatów i spojrzał czujnie na
kobietę. Ci ludzie igrali ze śmiercią drażniąc Senju. Raz był świadkiem gniewu
mistrzyni i nigdy więcej nie miał ochoty tego oglądać.
— Mały bonus. — Yuuki
podeszła do załamanego Samona i poklepała go pocieszająco po policzku, na co
spojrzał na nią spode łba. — Wyślę najdroższe kwiaty na twoją smutną
uroczystość.
— Wielkie dzięki
o pani. — Głos mężczyzny ociekał jawnym sarkazmem, kiedy skłonił się dworsko. —
I radziłbym nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Liv z pewnością wie, kto
był głównym twórcą intrygi.
— Kochanie, jak
się ma kontakty i znajomości to jest się nie do ruszenia — zacmokała głośno,
mrugając do niego wesoło.
Mamrotają pod
nosem nad niesprawiedliwością losu, przysiadł na krawężniku ukrywając twarz w
dłoniach. Nie usiedział tak nawet pięciu minut bo już poderwał się jak
oparzony, olśniony genialnym pomysłem. Uśmiechając się jak słoneczko, spojrzał
na zaintrygowanych towarzyszy.
— Wiem!
Wystartuję w eliminacjach na towarzysza Liv. Ona z pewnością doceni, że
uratowałem ją przed jakimś obcym baranem. Jestem genialny! — zawołał triumfalnie
i zatarł z uciechy ręce.
— No tak, lepszy
swój baran niż obcy — skwitował Itachi, uśmiechając się złośliwie by za chwilę
kontynuować. — No, ale muszę cię rozczarować. Właśnie zakończono eliminację. — Brutalnie
odarł z nadziei Samona i wskazał ręką na stojących niedaleko mężczyzn. — Tak
więc nici z twojego genialnego placu.
— Niemożliwe!
Jak to się stało?!
— Było minęło, a
teraz cisza! Teraz będzie najciekawsze, bo ostatecznego wyboru dokona Liv. To
ciekawe kogo wybierze z tej dziesiątki. — Yuuki aż promieniała ekscytacją, a
jej oczy błyszczały niczym szlachetne kamienie. — Chodźcie bliżej, zaraz
powinna wyjść.
Zachowując
kamienny wyraz twarzy, Liv stąpała ostrożnie po miękkim dywanie z kwiatów. Przyjemna
faktura pod stopami ani trochę nie poprawiała kunoichi humoru, a tym bardziej
unoszący się w powietrzu zapach. O ile się nie myliła to wśród intensywanego
aromatu kwiatów wyłapywała nuty jakiegoś kadzidła, które zdecydowanie pasowało do kompozycji. Biorąc głęboki oddech zebrała się w sobie, bez wahania
ruszając wzdłuż tłumu. Czuła się naprawdę niekomfortowo. Przez ten strój czuła
się prawie naga i miała ochotę zawrócić żeby schronić się za bezpiecznymi
ścianami namiotu. Swoją drogą w ogóle by z niego nie wyszła, gdyby nie jedna z
kobiet która siłą wypchnęła ją na zewnątrz.
Zaciskając
mocnej zęby, uniosła dumnie podbródek i skierowała stanowcze kroki w kierunku
podium. Starając się nie spuszczać wzroku z tego miejsca, próbowała się odciąć
od otaczającego ją zgiełku. Nienadawana się do takich zabaw. Niespodziewanie poczuła
jak coś łapię ją za kostkę zatrzymując w miejscu. Zdezorientowana powoli się
odwróciła i ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, zobaczyła klęczącego przed nią mężczyznę.
Na oko dobiegał trzydziestki i bełkotał coś w zapamiętaniu, co trochę bijąc
pokłony. Zażenowana takim zachowaniem, szybko złapała go za ramiona i postawiła
do pionu. Wielkie brązowe oczy spojrzały na nią w szoku, jakby niedowierzając w
to co się stało. Gdy już oprzytomniał uśmiechnął się niczym wariat sprawiając,
że Liv aż odrobinę się cofnęła. Zanim nieznajomego zabrała straż, zdążył
wycałować dłonie kunoichi i oferować wierną służbę.
Po tym
incydencie, już bez ociągania wspięła się na podium stwierdzając, że ma dość
wrażeń. Zmrużyła powieki, starając się dostrzec przygotowanych dla niej
partnerów. Co prawda nie rozumiała po co jej oni, ale jak zdążyła się zorientować
protest nic nie da.
Przez nikłe
światło ognia nie była w stanie się im przyjrzeć, co skwitowała lekkim
zaciśnięciem ust. Przywołując najbardziej obojętny wyraz twarzy, stanęła przy
niskim pulchnym człowieczku, który dzisiejszego wieczoru miał być jej katem. Ach,
gdyby tylko jutsu działało…
— Przywitajmy
owacjami naszą piękną reinkarnację bogini! — Na to hasło z tłumu wydobył się
głośny krzyk aprobaty, który tylko pogłębił czarny humor Liv.
Zerknęła na spikera
z politowaniem. Czy on wiedział co to w ogóle znaczyło reinkarnacja? Na jej
oko, zdecydowanie nie. Miała dość tej maskarady i gdyby nie to, że żadne jutsu
nie działa, a sprawdziła to bardzo skrupulatnie, to już by jej tu nie było.
Starszy Uchiha
opierał się o jedną z kolumn i obserwował Senju. Po jej minie widział, że gdyby
tylko mogła to zaraz by się ulotniła z imprezy. Przyglądając się jak zaciska
usta w wąską kreskę, uśmiechnął się pod nosem. Jedno trzeba było przyznać,
prezentowała się nienajgorzej. W przygotowanym stroju i biżuterii, naprawdę
wyglądała jak mistyczna bogini wyciągnieta prosto z jakiś starożytnych mitów i
legend. Nawet ten kolczyk w nosie nie wyglądał śmiesznie, a dziwnie pasował do
całej otoczki mistycznej.
Dochodząc do
wniosku, że na dziś wystarczy oględzin poirytowanej kunoichi, przeczesał
wzrokiem tłum. Ludzie wyglądali na zachwyconych, a wręcz odurzonych widowiskiem.
Zwłaszcza ten mężczyzna wparowujący na środek sceny robił wrażenie. Gdy przechodziła
obok, niektórzy wyciągali ręce próbując dotknąć gładkiej, ozdobionej rysunkami
skóry Liv. Zachowywali się zupełnie jakby zapomnieli, że mają do czynienia ze
zwykłym śmiertelnikiem, a to tylko zabawa.
Wróć, może nie
takim znowu zwykłym. W końcu to demon. Na chwilę oczy jego i Liv się spotkały,
ale nie potrafił nic z nich wyczytać. Dziewczyna odgrodziła się murem
obojętności od otaczającej ją rzeczywistości. Cóż, biorąc pod uwagę sytuację to
było najlepsze rozwiązanie.
— Czas na
dokonanie wyboru oraz odnowienie więzi, łączącej naszą boginię z jej ziemskim
kochankiem! Ale przedtem, pozbawimy jednego ze zmysłów naszą wszechmogącą. — Spiker
kiwnął na dwie kobiety, a one przewiązały Liv oczy złotą szarfą. — Za pomocą
jedynie dotyku, nasza pani odnajdzie reinkarnację kochanka!
Ignorując złowrogie
prychnięcia Liv, poprowadzono ją do pierwszego z mężczyzn. Powoli i ostrożnie
przejechała palcami po jego dłoniach. Jego skóra była szorstka w dotyku. Brak
jędrności dobitnie świadczył, że jej właściciel lata świetności miał dawno za
sobą. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej zrobiła krok ku następnemu z
kandydatów. Opuszkami palców badała jego delikatną twarz. Ostrożnie przejechała
po kościach policzkowych i przesunęła się na linię szczęk. Przejeżdżając
kciukiem po linii żuchwy, aż sapnęła cicho pod nosem.
Co oni nawet
dzieciaki biorą do takich zabaw? Mimo że był jej wzrostu, rozpoznała, że był w
wieku grupy Itachiego. Delikatnie pstryknęła chłopaka w czubek nosa czym
zasłużyła sobie na jego cichy chichot.
Badanie następnego
osobnika rozpoczęła od szerokich ramion. Powoli przesuwała dłonie po ładnie
wyrzeźbionej klatce piersiowej i przez moment wyczuła przyśpieszone bicie serca.
Jednym palcem przejechała po umięśnionym brzuchu i poczuła jak zadrżał pod tym
dotykiem poruszając się nerwowo. Uśmiechając się lekko, kciukiem pogładziła
jego brew by za chwilę musnąć delikatnie rozchylone wargi. Usłyszała jak
wciągnął ze świstem powietrze.
Ach, jaka
szkoda. Byłby idealny gdyby nie to, że aż tak napalony. Prawie czuła jego
palące spojrzenie przesuwające się po ciele. Gdy przeszła dalej usłyszała jego
głęboki pomruk niezadowolenia. Stała chwilę nieruchomo zastanawiając się czy na
pewno dobrze robi. Może trzeba było dać mu szansę? Nie, dokonała trafnego
wyboru. Lepiej nie wybierać napaleńca gdy nie wiadomo jakie atrakcje jeszcze
przed nimi. Wyciągnęła rękę do następnego z pretendentów. Gdy tylko ich skóra
się zetknęła, odskoczyła zaskoczona gwałtownie zrywając opaskę z twarzy.
— Kazama! —
Oczami wielkimi jak spodki, wpatrywała się w łagodnie uśmiechniętego znajomego.
Wprost nie potrafiła uwierzyć, że stoi przed nią nie kto inny jak Kazama
Chikage, demon, pobratymiec, który jeszcze nie tak dawno zmusił ją do
ujawnienia prawdy o sobie.
— Witaj.
— Nasza bogini
wybrała! — Aż drgnęła nerwowo gdy zza
jej pleców rozległ się ogłuszający aplauz, na co obróciła się gwałtownie.
— Co?! Ja go nie
wybrałam! — wrzasnęła na całe gardło, ale krzyk tłumu był zbyt silny. Oddychając
spazmatycznie, przeniosła wzrok na milczącego demona.
— To chyba
przeznaczenie ciągnie nas ku sobie — zauważył swobodnie, a kącik jego ust
zadrgał wesoło.
— Chciałeś
powiedzieć kara boska — warknęła w odpowiedzi, unosząc dłoń do czoła. Miała wrażenie,
że głowa jej zaraz eksploduje. W życiu by się nie spodziewała, że w takim
miejscu go spotka i do tego w takich okolicznościach.
— Nikt ci nie
powiedział, że jak tylko się odezwiesz lub zdejmiesz opaskę, to dokonasz
wyboru? — całkowicie zignorował kąśliwą uwagę Liv, a jego czerwone oczy
zalśniły tajemniczo.
— Akurat to
przemilczeli — jęknęła, intensywniej masując skronie.
— Nie ma tego
złego, co by na dobre nie wyszło. — Chwycił nadgarstek Liv i pocałował lekko
opuszki placów. Zanim zdążyła powiedzieć słowo, dotknął czołem jej czoła, a ból
zniknął jak ręką odjął.
— Jak to
zrobiłeś?
— Tajemnica.
Liv zagryzła
mocno wargi, patrząc na przystojną twarz Kazamy. Na ustach błądził mu uśmiech
pełen satysfakcji zwłaszcza, że się nie odsunęła. Była tak otumaniona tym co
się stało, że refleks zadziałał zbyt wolno. Nim zdążyła zareagować, założono
jej grubą złotą bransoletę i kątem oka zarejestrowała, że taka sama ozdoba
wylądowała na nadgarstku towarzysza.
Zmarszczyła brwi
zastanawiając się po kiego grzyba kolejne błyskotki, ale postanowiła się tym
nie przejmować. W końcu miała większe zmartwienie. Już otwierała usta by wylać
kolejny potok przekleństw i żalów, gdy usłyszała podejrzane kliknięcie.
Jak w zwolnionym
tempie, obejrzała się przez ramię na Kazamę. Do nadgarstka przymocowano mu
długi kosztowny łańcuch, który mienił się łagodnie w blasku ognia. Uśmiechnęła
się triumfująco wyobrażając, że pewnie przymocowali go do jakiegoś słupa
rytualnego i mężczyzna będzie musiał spędzić tam całe obchody.
Gdy posłała Chikage
swój najbardziej zwycięski uśmiech z zaskoczeniem stwierdziła, że i on wydaję
się zadowolony z tego uziemienia. Coś jej nie grało. Przecież nikt by się nie
cieszył z przymocowania do słupa. Z tą myślą powoli powiodła wzrokiem wzdłuż
uwięzi, zastanawiając się do czego może być przymocowany drugi koniec, że ten
gamoń jest taki zadowolony.
Kiedy dotarło do
niej czego, a raczej do kogo został przypięty aż jęknęła. Gdy tylko dotarła do
niej brutalna prawda, wrzasnęła sfrustrowana szarpiąc mocno ręką.
— Bez jaj! Co to
do cholery ma być?! W tej chwili ma to zniknąć!
Towarzysze Liv stali
oniemiali i patrzyli jak dziewczyna wykrzykuje coś do niskiego mężczyzny,
odpowiedzialnego za ten cały spektakl. Nawet z tej odległości doskonale wyczuwali
buzujący w niej gniew.
Gdy ona
przypominała kipiący furią wulkan, to jej towarzysz dla odmiany przypominał
oazę spokoju. Uśmiechał się jedynie drwiąco, obserwując Liv z pobłażaniem. W
tej chwili właśnie unieruchomił ją w żelaznym uścisku, gdy chciała się rzucić
na biednego prowadzącego, który uciekł ile sił w nogach.
— Wdepnęliśmy w
niezłe gó.. — Samon zająknął się chwilę, dostrzegając groźne spojrzenie Hakaze.
— znaczy się… bagno — dokończył dość nieporadnie.
— Czy to nie
czasem ten mężczyzna co walczył z nami na polanie? — Miwa oparła się na Akirze,
stając na placach żeby lepiej widzieć.
— Taa… Czyli
poznaliście Kazame. — Samon zacisnął mocniej pięści i spojrzał spode łba na
mężczyznę trzymającego Liv.
— Demony
unieruchomione łańcuchem, szkoda, że nie ma tu żadnego Łowcy. — Oczy Ascota
zabłysły nieskrywaną nadzieją, gdy rozglądał się wokoło jakby szykając wrogów
rasy Senju.
— Z
przyjemnością pozbędę się takiego idioty jak ty. — Samon błyskawicznie dobył
katany i przystawił chłopakowi do gardła.
— Sam, uspokój
się. — Yuuki delikatnie pogłaskała mężczyznę po ramieniu i dając znać, że ona
to załatwi. — A ty Ascot, pilnuj się. — Spojrzała na niego groźnie, dumnie
unosząc podbródek. — Jeszcze jeden taki komentarz, a pozwolę im porachować
twoje kości. Czy ci się to podoba czy nie, Liv jest moją przyjaciółką, to raz. A
dwa, jestem osobą wysoko postawioną i moja świta również należy do ludzi o
szlachetnych korzeniach.
Zgłosiłaś naszego bloga do spisu i tak z ciekawości na niego weszłam i sobie czytałam rozdziały. Przyznam, ze bardzo spodobała mi się historia:) Jak przeczytałam opis i zobaczyłam, że w opowiadaniu jest Itachi to, aż weszłam tutaj :) I nie żałuje tego. Szkoda, ze wszystkie rozdziały już przeczytałam -.- I chce więcej jestem ciekawa dalszych rozdziałów. Z miłą chęcią będę obserwować bloga :)
OdpowiedzUsuńps. Wyłącz moderacje komentarzy bo źle sie komentuje :)
W wolnym czasie zapraszam równiez do siebie :)
in-world-of-darkness.blogspot.com/
Zostałaś przeze mnie nominowana do nagrody The Versatile Blogger, informacje na moim blogu
OdpowiedzUsuń-http://be-butler.blogspot.com/
-http://hope-and-friends.blogspot.com/
-http://jestem-otaku.blogspot.com/
:3
Odkąd tylko zaczęłam czytać pierwszy rozdział, nie mogłam się oderwać od tego opowiadania. :) Także Od jakiegoś czasu siedzę i z szeroko otwartymi oczami czytam jeden za drugim. Najgorsze jest to, że nie ma już więcej! A tak mi się spodobało, że już nie mogę doczekać się kontynuacji! ^^ (i to wcale nie prawda, że tamten rozdział był do kitu! mnie się podobał! :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Liv, Itachiego i to, jak się ze sobą drażnią. Ich podopieczni też są fantastyczni, szczególnie Ci Liv, no bo o nich jest troszkę więcej. :)
Strasznie podoba mi się pomysł z demonami oraz to, że główna bohaterka jest jednym z nich. Ciekawa jestem jak dalej potoczą się jej losy...No, ale jak na razie to współczuję jej przywiązania (dosłownego) do Kazumy ^^ To chyba nie może być zbyt miłe ;p Jak nic zabije biednego Sama kiedy się uwolni. W sumie, zasłużył sobie ;p
Troszkę zawiodłam się na Ascocie, bo początkowo bardzo go polubiłam. A tu tak się zachował...rozczarował mnie, niedobry.
Ciekawa jestem też tego, czy Itachi pomoże jakoś Liv...swoją drogą, całkiem fajnie muszą wyglądać te obchody xD
No cóż, chyba nie mam wyboru jak tylko uzbroić się w cierpliwość ^^ Twoje opowiadanie jest świetne i czekam z niecierpliwością na rozdział 14! :D
Pozdrawiam!
Aaach, świetny rozdział! Długo nie musiałam czekać co mnie bardzo cieszy ;3 jak zwykle humor mnie rozbroil ;33 ostatnie zdanie Mr. Ita mogłoby się odnosić i do mnie - też ciągle pakuje się w kłopoty, ale nigdy jeszcze nie byłam przykuta do demona, który jest na mnie napalony xD no i doskonale wiem, co czuje biedny Sam - zazwyczaj od wściekłych koleżanek ratował mnie przypadek, a do grobu było już blisko ;33 jak np. wylałam na jedną całą tubke pasty do zębów, jak spala, ale oczywiście jak wychodzilam z jej pokoju to wywalilam się ja twarz x.x no i oczywiście zaczęłam wiać, a ekipa, która była że mną też, ale przylapal nas na korytarzu nauczyciel (bo to działo się na wycieczce dwudniowej) no i tylko dlatego jeszcze zyje. Dziękować panu wuefiscie! xD ale wracając do rozdziału, to zgadzam się z Dusty, też zawiodłam się na Ascocie, a miałam do niego słabość, jak zazwyczaj do uroczych blondynow ;3 no i bronił Liv przed panem Itackim, jak nazywał ją sucharem (tak po mojemu) no i przez to miałam do niego słabość, a tu taka dupa wołowa z niego x.x a Kazama nieźle sobie gra z panną Liv, tak po wrednemu x.x a za to panna Liv w tym stroju... Myryryryry ;3 musiała nieźle wyglądać. I te obchody... Chcialabym coś takiego zobaczyć ;33 no to na koniec pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny
OdpowiedzUsuń~ Aoi