8.07.2013

XIII Wybraniec


Witam. Przyznaję się bez bicia. Tamten rozdział był do kitu i aż mi się coś robi, że w ogóle coś takiego napisałam. Za to z tego jestem zadowolona, czuję napływ nowej siły i weny :D Mam nadzieję, że nie tylko mi się spodobał ;) To co, zapraszam to czytania i komentowania. Tak tak, pamiętajcie, że komentarze karmią wenę :D


*************

Liv siedziała sfrustrowana na jednym z krzeseł i patrzyła na biegające wokół kobiety. Jedna z nich przycupnęła na małym taboreciku przed nią i tworzyła skomplikowany wzór z henny na jej lewej łydce. Podobny rysunek pokrywał już wewnętrzną część przedramienia i rozciągał się od nadgarstka do łokcia. Sapnęła cicho, gdy poczuła silne pociągnięcia grzebienia, formującego misternego koka z jej włosów.
— Przepraszam? — Nie mogąc się nawet ruszyć, złapała za rękę przechodzącą obok dziewczynę. Ci ludzie traktowali ją jak lalkę. — Te wzory, da radę zmyć?
— Same po jakimś czasie zejdą — wyjaśniła nieznajoma, z lekkim uśmiechem dostrzegając niewesołą minę Senju. Brązowe duże oczy nie kryły podekscytowania całą sytuacją w reakcji na co Liv skrzywiła się malowniczo.
— Po jakimś czasie? Czyli po jakim? — dopytywała dalej, nawet nie chcąc słyszeć o jakimś dalszym terminie. Jeżeli będzie trzeba to w desperacji zacznie szorować to pumeksem. Jakoś niewyobrażana sobie, że będzie paradować z tymi mazajami.
— Około miesiąca? Tak plus minus. — Poklepała pocieszająco kunoichi po policzku i wyszła z namiotu.
Skonsternowana takim traktowaniem Liv, z niedowierzaniem patrzyła jak jej rozmówczyni znika na zewnątrz. Wprost nie umiała logicznie wytłumaczyć jakim cudem nie odgryzła rozmówczyni kończyny, a o wszczęciu dzikiej awantury nie wspominając. Oddychając głęboko, przymknęła powieki licząc w myślach do pięciu.
— Sam, zapłacisz mi za to — wywarczała pod nosem oraz ignorując rozbawione kobiety, potarła pulsujące boleśnie skronie.
Gdy poczuła, że udało jej się oddalić w czasie wybuch, otworzyła oczy i zerknęła na siebie w wielkim lustrze. Nie wiedziała czym ją natarli, ale przy każdym ruchu skóra mieniła się drobinkami złota. I o ile efekt należał do całkiem ładnych to wolałaby teraz spać we własnym łóżku. Dotknęła palcami wąskiego pasa materiału, przewiązanego na biuście a następnie przeniosła krytyczne spojrzenie na dziwną spódnicę. Z lekko prześwitującego materiału.
Powieka Liv zadrgała nerwowo gdy zdała sobie sprawę, że w tym skromnym, żeby nie powiedzieć wyzywającym stroju, będzie musiała wyjść przed tłum napalonych mężczyzn. Zdecydowanie nie tak wyobrażała sobie misję ochraniania księżniczki. Spodziewała się zapierających dech w piersiach walk, rozlewu krwi, napadów i rozbojów a nie, udział w jakiś durnych festynach.
Zaciskając zęby ze złości, bez słowa nakładała złote bransolety na nadgarstki, które brzęczały wesoło dodatkowo irytując ich tymczasową właścicielkę. Podobne ozdoby zapinano Liv na kostkach u stóp, przez co pomyślała, że czuje się jak więzień w kajdanach. Westchnęła cierpiętniczo gdy w uszy wpięto jej złote kolczyki, a od lewego poprowadzono łańcuszek i zapięto przy płatku od nosa.
— Świetnie. Uchiha zdechnie ze śmiechu, gdy mnie z tym czymś zobaczy.


— Długo jeszcze? — zapytała Shion, patrząc niepewnie w kierunku namiotu. Przepełniały ją złe przeczucia i nawet nie chciała się zastanawiać jaka atmosfera panuje w środku. Co prawda wychodzące spod plandeki kobiety wciąż się uśmiechały, ale jakoś wątpiła, że to za sprawą mistrzyni. Do plusów należało zaliczyć to, że jeszcze nikt nie wyskoczył namiotu z krzykiem.
— Muszą ją namaścić, ubrać i oznakować — wyjaśniła Yuuki, a jej oczy zalśniły tajemniczo w blasku najbliższej pochodni. Uśmiechając się jak zadowolony kot, podeszła do Ascota i oparła się o jego ramię,
— Oznakować? — Sam powtórzył jak echo słowa córki Władcy Kraju Ognia, przełykając głośno ślinę. Mimowolnie otworzył szerzej powieki i zadrżał ze strachu przed straszliwą zemstą przyjaciółki. Nie wątpił, że taka właśnie będzie. — Przecież ona po czymś takim, obedrze mnie żywcem ze skóry!
— To czemu ją wydałeś? — Hakaze spojrzała na kompana z wyraźnym niedowierzaniem, jakby zdegustowana, że nie przewidział takiego rozwoju wypadków.
— Miało być trochę śmiechu — wyszeptał niepewnie, drapiąc się nerwowo po karku.
— Masz jakieś specjalne życzenia, odnośnie śmierci albo pogrzebu? — Akira i Satu wzięli Samona pod boki, uśmiechając się przy tym złośliwie. Nawet uczniowie Uchihy wiedzieli o gwałtownym charakterze Senju i już cieszyli się na szykujące się w niedalekiej przyszłości widowisko.
— Szybka i bezbolesna śmierć — wyrzucił bez zająknięcia, a w jego głosie brzmiała autentyczna rozpacz. Zdenerwowanym wzrokiem, powiódł po rozbawionych twarzach geninów zastanawiając się skąd ta znieczulica. Przecież tu chodziło o ludzkie życie!
— Yuuki, a teraz co się dzieję? — Zaku stanął na palcach, wychylając się na głowami tłumu. Na środku placu ustawiano grupę mężczyzn, każdy z nich został ubrany w białe spodnie oraz pozbawiony butów. Stali w szeregu, wyraźnie na coś czekając.
— Wybierany jest oblubieniec, dla naszej uroczej Liv.
— Po co? — Zaku czując jak bolą go palce i kark od wyciągania szyi nie namyślając się długo, błyskawicznie wspiął się na plecy Yuchiro, który tylko westchnął ciężko, ale nie zrobił nic aby zrzucić kolegę.
— Taka jest tradycja. — Kobieta zachichotała dźwięcznie i dodała: — A najlepsze, czeka nas po północy.
— Co wtedy będzie? — Młody Uchiha oderwał wzrok od kandydatów i spojrzał czujnie na kobietę. Ci ludzie igrali ze śmiercią drażniąc Senju. Raz był świadkiem gniewu mistrzyni i nigdy więcej nie miał ochoty tego oglądać.
— Mały bonus. — Yuuki podeszła do załamanego Samona i poklepała go pocieszająco po policzku, na co spojrzał na nią spode łba. — Wyślę najdroższe kwiaty na twoją smutną uroczystość.
— Wielkie dzięki o pani. — Głos mężczyzny ociekał jawnym sarkazmem, kiedy skłonił się dworsko. — I radziłbym nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Liv z pewnością wie, kto był głównym twórcą intrygi.
— Kochanie, jak się ma kontakty i znajomości to jest się nie do ruszenia — zacmokała głośno, mrugając do niego wesoło.
Mamrotają pod nosem nad niesprawiedliwością losu, przysiadł na krawężniku ukrywając twarz w dłoniach. Nie usiedział tak nawet pięciu minut bo już poderwał się jak oparzony, olśniony genialnym pomysłem. Uśmiechając się jak słoneczko, spojrzał na zaintrygowanych towarzyszy.
— Wiem! Wystartuję w eliminacjach na towarzysza Liv. Ona z pewnością doceni, że uratowałem ją przed jakimś obcym baranem. Jestem genialny! — zawołał triumfalnie i zatarł z uciechy ręce.
— No tak, lepszy swój baran niż obcy — skwitował Itachi, uśmiechając się złośliwie by za chwilę kontynuować. — No, ale muszę cię rozczarować. Właśnie zakończono eliminację. — Brutalnie odarł z nadziei Samona i wskazał ręką na stojących niedaleko mężczyzn. — Tak więc nici z twojego genialnego placu.
— Niemożliwe! Jak to się stało?!
— Było minęło, a teraz cisza! Teraz będzie najciekawsze, bo ostatecznego wyboru dokona Liv. To ciekawe kogo wybierze z tej dziesiątki. — Yuuki aż promieniała ekscytacją, a jej oczy błyszczały niczym szlachetne kamienie. — Chodźcie bliżej, zaraz powinna wyjść.

Zachowując kamienny wyraz twarzy, Liv stąpała ostrożnie po miękkim dywanie z kwiatów. Przyjemna faktura pod stopami ani trochę nie poprawiała kunoichi humoru, a tym bardziej unoszący się w powietrzu zapach. O ile się nie myliła to wśród intensywanego aromatu kwiatów wyłapywała nuty jakiegoś kadzidła, które zdecydowanie pasowało do kompozycji. Biorąc głęboki oddech zebrała się w sobie, bez wahania ruszając wzdłuż tłumu. Czuła się naprawdę niekomfortowo. Przez ten strój czuła się prawie naga i miała ochotę zawrócić żeby schronić się za bezpiecznymi ścianami namiotu. Swoją drogą w ogóle by z niego nie wyszła, gdyby nie jedna z kobiet która siłą wypchnęła ją na zewnątrz.
Zaciskając mocnej zęby, uniosła dumnie podbródek i skierowała stanowcze kroki w kierunku podium. Starając się nie spuszczać wzroku z tego miejsca, próbowała się odciąć od otaczającego ją zgiełku. Nienadawana się do takich zabaw. Niespodziewanie poczuła jak coś łapię ją za kostkę zatrzymując w miejscu. Zdezorientowana powoli się odwróciła i ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, zobaczyła klęczącego przed nią mężczyznę. Na oko dobiegał trzydziestki i bełkotał coś w zapamiętaniu, co trochę bijąc pokłony. Zażenowana takim zachowaniem, szybko złapała go za ramiona i postawiła do pionu. Wielkie brązowe oczy spojrzały na nią w szoku, jakby niedowierzając w to co się stało. Gdy już oprzytomniał uśmiechnął się niczym wariat sprawiając, że Liv aż odrobinę się cofnęła. Zanim nieznajomego zabrała straż, zdążył wycałować dłonie kunoichi i oferować wierną służbę.
Po tym incydencie, już bez ociągania wspięła się na podium stwierdzając, że ma dość wrażeń. Zmrużyła powieki, starając się dostrzec przygotowanych dla niej partnerów. Co prawda nie rozumiała po co jej oni, ale jak zdążyła się zorientować protest nic nie da.
Przez nikłe światło ognia nie była w stanie się im przyjrzeć, co skwitowała lekkim zaciśnięciem ust. Przywołując najbardziej obojętny wyraz twarzy, stanęła przy niskim pulchnym człowieczku, który dzisiejszego wieczoru miał być jej katem. Ach, gdyby tylko jutsu działało…
— Przywitajmy owacjami naszą piękną reinkarnację bogini! — Na to hasło z tłumu wydobył się głośny krzyk aprobaty, który tylko pogłębił czarny humor Liv.
Zerknęła na spikera z politowaniem. Czy on wiedział co to w ogóle znaczyło reinkarnacja? Na jej oko, zdecydowanie nie. Miała dość tej maskarady i gdyby nie to, że żadne jutsu nie działa, a sprawdziła to bardzo skrupulatnie, to już by jej tu nie było.

Starszy Uchiha opierał się o jedną z kolumn i obserwował Senju. Po jej minie widział, że gdyby tylko mogła to zaraz by się ulotniła z imprezy. Przyglądając się jak zaciska usta w wąską kreskę, uśmiechnął się pod nosem. Jedno trzeba było przyznać, prezentowała się nienajgorzej. W przygotowanym stroju i biżuterii, naprawdę wyglądała jak mistyczna bogini wyciągnieta prosto z jakiś starożytnych mitów i legend. Nawet ten kolczyk w nosie nie wyglądał śmiesznie, a dziwnie pasował do całej otoczki mistycznej.
Dochodząc do wniosku, że na dziś wystarczy oględzin poirytowanej kunoichi, przeczesał wzrokiem tłum. Ludzie wyglądali na zachwyconych, a wręcz odurzonych widowiskiem. Zwłaszcza ten mężczyzna wparowujący na środek sceny robił wrażenie. Gdy przechodziła obok, niektórzy wyciągali ręce próbując dotknąć gładkiej, ozdobionej rysunkami skóry Liv. Zachowywali się zupełnie jakby zapomnieli, że mają do czynienia ze zwykłym śmiertelnikiem, a to tylko zabawa.
Wróć, może nie takim znowu zwykłym. W końcu to demon. Na chwilę oczy jego i Liv się spotkały, ale nie potrafił nic z nich wyczytać. Dziewczyna odgrodziła się murem obojętności od otaczającej ją rzeczywistości. Cóż, biorąc pod uwagę sytuację to było najlepsze rozwiązanie.
— Czas na dokonanie wyboru oraz odnowienie więzi, łączącej naszą boginię z jej ziemskim kochankiem! Ale przedtem, pozbawimy jednego ze zmysłów naszą wszechmogącą. — Spiker kiwnął na dwie kobiety, a one przewiązały Liv oczy złotą szarfą. — Za pomocą jedynie dotyku, nasza pani odnajdzie reinkarnację kochanka!
Ignorując złowrogie prychnięcia Liv, poprowadzono ją do pierwszego z mężczyzn. Powoli i ostrożnie przejechała palcami po jego dłoniach. Jego skóra była szorstka w dotyku. Brak jędrności dobitnie świadczył, że jej właściciel lata świetności miał dawno za sobą. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej zrobiła krok ku następnemu z kandydatów. Opuszkami palców badała jego delikatną twarz. Ostrożnie przejechała po kościach policzkowych i przesunęła się na linię szczęk. Przejeżdżając kciukiem po linii żuchwy, aż sapnęła cicho pod nosem.
Co oni nawet dzieciaki biorą do takich zabaw? Mimo że był jej wzrostu, rozpoznała, że był w wieku grupy Itachiego. Delikatnie pstryknęła chłopaka w czubek nosa czym zasłużyła sobie na jego cichy chichot.
Badanie następnego osobnika rozpoczęła od szerokich ramion. Powoli przesuwała dłonie po ładnie wyrzeźbionej klatce piersiowej i przez moment wyczuła przyśpieszone bicie serca. Jednym palcem przejechała po umięśnionym brzuchu i poczuła jak zadrżał pod tym dotykiem poruszając się nerwowo. Uśmiechając się lekko, kciukiem pogładziła jego brew by za chwilę musnąć delikatnie rozchylone wargi. Usłyszała jak wciągnął ze świstem powietrze.
Ach, jaka szkoda. Byłby idealny gdyby nie to, że aż tak napalony. Prawie czuła jego palące spojrzenie przesuwające się po ciele. Gdy przeszła dalej usłyszała jego głęboki pomruk niezadowolenia. Stała chwilę nieruchomo zastanawiając się czy na pewno dobrze robi. Może trzeba było dać mu szansę? Nie, dokonała trafnego wyboru. Lepiej nie wybierać napaleńca gdy nie wiadomo jakie atrakcje jeszcze przed nimi. Wyciągnęła rękę do następnego z pretendentów. Gdy tylko ich skóra się zetknęła, odskoczyła zaskoczona gwałtownie zrywając opaskę z twarzy.
— Kazama! — Oczami wielkimi jak spodki, wpatrywała się w łagodnie uśmiechniętego znajomego. Wprost nie potrafiła uwierzyć, że stoi przed nią nie kto inny jak Kazama Chikage, demon, pobratymiec, który jeszcze nie tak dawno zmusił ją do ujawnienia prawdy o sobie.
— Witaj.
— Nasza bogini wybrała! — Aż drgnęła nerwowo  gdy zza jej pleców rozległ się ogłuszający aplauz, na co obróciła się gwałtownie.
— Co?! Ja go nie wybrałam! — wrzasnęła na całe gardło, ale krzyk tłumu był zbyt silny. Oddychając spazmatycznie, przeniosła wzrok na milczącego demona.
— To chyba przeznaczenie ciągnie nas ku sobie — zauważył swobodnie, a kącik jego ust zadrgał wesoło.
— Chciałeś powiedzieć kara boska — warknęła w odpowiedzi, unosząc dłoń do czoła. Miała wrażenie, że głowa jej zaraz eksploduje. W życiu by się nie spodziewała, że w takim miejscu go spotka i do tego w takich okolicznościach.
— Nikt ci nie powiedział, że jak tylko się odezwiesz lub zdejmiesz opaskę, to dokonasz wyboru? — całkowicie zignorował kąśliwą uwagę Liv, a jego czerwone oczy zalśniły tajemniczo.
— Akurat to przemilczeli — jęknęła, intensywniej masując skronie.
— Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. — Chwycił nadgarstek Liv i pocałował lekko opuszki placów. Zanim zdążyła powiedzieć słowo, dotknął czołem jej czoła, a ból zniknął jak ręką odjął.
— Jak to zrobiłeś?
— Tajemnica.
Liv zagryzła mocno wargi, patrząc na przystojną twarz Kazamy. Na ustach błądził mu uśmiech pełen satysfakcji zwłaszcza, że się nie odsunęła. Była tak otumaniona tym co się stało, że refleks zadziałał zbyt wolno. Nim zdążyła zareagować, założono jej grubą złotą bransoletę i kątem oka zarejestrowała, że taka sama ozdoba wylądowała na nadgarstku towarzysza.
Zmarszczyła brwi zastanawiając się po kiego grzyba kolejne błyskotki, ale postanowiła się tym nie przejmować. W końcu miała większe zmartwienie. Już otwierała usta by wylać kolejny potok przekleństw i żalów, gdy usłyszała podejrzane kliknięcie.
Jak w zwolnionym tempie, obejrzała się przez ramię na Kazamę. Do nadgarstka przymocowano mu długi kosztowny łańcuch, który mienił się łagodnie w blasku ognia. Uśmiechnęła się triumfująco wyobrażając, że pewnie przymocowali go do jakiegoś słupa rytualnego i mężczyzna będzie musiał spędzić tam całe obchody.
Gdy posłała Chikage swój najbardziej zwycięski uśmiech z zaskoczeniem stwierdziła, że i on wydaję się zadowolony z tego uziemienia. Coś jej nie grało. Przecież nikt by się nie cieszył z przymocowania do słupa. Z tą myślą powoli powiodła wzrokiem wzdłuż uwięzi, zastanawiając się do czego może być przymocowany drugi koniec, że ten gamoń jest taki zadowolony.
Kiedy dotarło do niej czego, a raczej do kogo został przypięty aż jęknęła. Gdy tylko dotarła do niej brutalna prawda, wrzasnęła sfrustrowana szarpiąc mocno ręką.
— Bez jaj! Co to do cholery ma być?! W tej chwili ma to zniknąć!

Towarzysze Liv stali oniemiali i patrzyli jak dziewczyna wykrzykuje coś do niskiego mężczyzny, odpowiedzialnego za ten cały spektakl. Nawet z tej odległości doskonale wyczuwali buzujący w niej gniew.
Gdy ona przypominała kipiący furią wulkan, to jej towarzysz dla odmiany przypominał oazę spokoju. Uśmiechał się jedynie drwiąco, obserwując Liv z pobłażaniem. W tej chwili właśnie unieruchomił ją w żelaznym uścisku, gdy chciała się rzucić na biednego prowadzącego, który uciekł ile sił w nogach.
— Wdepnęliśmy w niezłe gó.. — Samon zająknął się chwilę, dostrzegając groźne spojrzenie Hakaze. — znaczy się… bagno — dokończył dość nieporadnie.
— Czy to nie czasem ten mężczyzna co walczył z nami na polanie? — Miwa oparła się na Akirze, stając na placach żeby lepiej widzieć.
— Taa… Czyli poznaliście Kazame. — Samon zacisnął mocniej pięści i spojrzał spode łba na mężczyznę trzymającego Liv.
— Demony unieruchomione łańcuchem, szkoda, że nie ma tu żadnego Łowcy. — Oczy Ascota zabłysły nieskrywaną nadzieją, gdy rozglądał się wokoło jakby szykając wrogów rasy Senju.
— Z przyjemnością pozbędę się takiego idioty jak ty. — Samon błyskawicznie dobył katany i przystawił chłopakowi do gardła.
— Sam, uspokój się. — Yuuki delikatnie pogłaskała mężczyznę po ramieniu i dając znać, że ona to załatwi. — A ty Ascot, pilnuj się. — Spojrzała na niego groźnie, dumnie unosząc podbródek. — Jeszcze jeden taki komentarz, a pozwolę im porachować twoje kości. Czy ci się to podoba czy nie, Liv jest moją przyjaciółką, to raz. A dwa, jestem osobą wysoko postawioną i moja świta również należy do ludzi o szlachetnych korzeniach.

4 komentarze:

  1. Zgłosiłaś naszego bloga do spisu i tak z ciekawości na niego weszłam i sobie czytałam rozdziały. Przyznam, ze bardzo spodobała mi się historia:) Jak przeczytałam opis i zobaczyłam, że w opowiadaniu jest Itachi to, aż weszłam tutaj :) I nie żałuje tego. Szkoda, ze wszystkie rozdziały już przeczytałam -.- I chce więcej jestem ciekawa dalszych rozdziałów. Z miłą chęcią będę obserwować bloga :)

    ps. Wyłącz moderacje komentarzy bo źle sie komentuje :)

    W wolnym czasie zapraszam równiez do siebie :)
    in-world-of-darkness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś przeze mnie nominowana do nagrody The Versatile Blogger, informacje na moim blogu
    -http://be-butler.blogspot.com/
    -http://hope-and-friends.blogspot.com/
    -http://jestem-otaku.blogspot.com/

    :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Odkąd tylko zaczęłam czytać pierwszy rozdział, nie mogłam się oderwać od tego opowiadania. :) Także Od jakiegoś czasu siedzę i z szeroko otwartymi oczami czytam jeden za drugim. Najgorsze jest to, że nie ma już więcej! A tak mi się spodobało, że już nie mogę doczekać się kontynuacji! ^^ (i to wcale nie prawda, że tamten rozdział był do kitu! mnie się podobał! :)
    Uwielbiam Liv, Itachiego i to, jak się ze sobą drażnią. Ich podopieczni też są fantastyczni, szczególnie Ci Liv, no bo o nich jest troszkę więcej. :)
    Strasznie podoba mi się pomysł z demonami oraz to, że główna bohaterka jest jednym z nich. Ciekawa jestem jak dalej potoczą się jej losy...No, ale jak na razie to współczuję jej przywiązania (dosłownego) do Kazumy ^^ To chyba nie może być zbyt miłe ;p Jak nic zabije biednego Sama kiedy się uwolni. W sumie, zasłużył sobie ;p
    Troszkę zawiodłam się na Ascocie, bo początkowo bardzo go polubiłam. A tu tak się zachował...rozczarował mnie, niedobry.
    Ciekawa jestem też tego, czy Itachi pomoże jakoś Liv...swoją drogą, całkiem fajnie muszą wyglądać te obchody xD
    No cóż, chyba nie mam wyboru jak tylko uzbroić się w cierpliwość ^^ Twoje opowiadanie jest świetne i czekam z niecierpliwością na rozdział 14! :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaach, świetny rozdział! Długo nie musiałam czekać co mnie bardzo cieszy ;3 jak zwykle humor mnie rozbroil ;33 ostatnie zdanie Mr. Ita mogłoby się odnosić i do mnie - też ciągle pakuje się w kłopoty, ale nigdy jeszcze nie byłam przykuta do demona, który jest na mnie napalony xD no i doskonale wiem, co czuje biedny Sam - zazwyczaj od wściekłych koleżanek ratował mnie przypadek, a do grobu było już blisko ;33 jak np. wylałam na jedną całą tubke pasty do zębów, jak spala, ale oczywiście jak wychodzilam z jej pokoju to wywalilam się ja twarz x.x no i oczywiście zaczęłam wiać, a ekipa, która była że mną też, ale przylapal nas na korytarzu nauczyciel (bo to działo się na wycieczce dwudniowej) no i tylko dlatego jeszcze zyje. Dziękować panu wuefiscie! xD ale wracając do rozdziału, to zgadzam się z Dusty, też zawiodłam się na Ascocie, a miałam do niego słabość, jak zazwyczaj do uroczych blondynow ;3 no i bronił Liv przed panem Itackim, jak nazywał ją sucharem (tak po mojemu) no i przez to miałam do niego słabość, a tu taka dupa wołowa z niego x.x a Kazama nieźle sobie gra z panną Liv, tak po wrednemu x.x a za to panna Liv w tym stroju... Myryryryry ;3 musiała nieźle wyglądać. I te obchody... Chcialabym coś takiego zobaczyć ;33 no to na koniec pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny

    ~ Aoi

    OdpowiedzUsuń