1.08.2013

XIV Inwestycja w przyszłość


Dziękuję bardzo za nominację Sadie Miyura ale teraz jak mam ograniczony dostęp do internetu to nie mam czasu się na to bawić. Mimo wszystko dziękuję za docenienie mojej pracy.
I chciałabym wszystkich przeprosić, że tak długo trzeba czekać na rozdziały. Teraz mogę pisać tylko w domu (tak, tak, zła ja, zamiast pracować wrzucałam nowe notki w pracy:D)

Hana— chan — bardzo się cieszę, że podoba Ci się moje historia, a co do modernizacji komentarzy to mam ustawione, żeby nie modernizować, więc nie wiem o co może chodzić. Cóż, zawsze wiedziałam, że jestem lewa do tych spraw.

Dusty — No cóż, Liv ma charakterek i Sam może gorzko pożałować swojego psikusa. Dwa demony na łańcuchu to nietypowa sytuacja ;) A Ascot jest postacią ukazującą ludzkie uprzedzenia i strach przed nieznanym. 

 Aoinasza droga Liv nie mogła wyglądać źle, skoro dostała jej się fucha bogini :D (ja to nie wiem, ja na jej miejscu czułabym się doceniona xD)


To nie przedłużając zapraszam na dalszy ciąg przygód naszej postrzelonej pannicy:D


********************


            Ciche odgłosy muzyki i śpiewów niósł się z daleka. Piękne głosy kobiet i urzekające dźwięki instrumentów, wprawiały wrażliwe dusze w drżenie. Każdy miłośnik sztuki, znalazłby w tym święcie coś dla siebie. Pochodnie rozświetlały budynek świątyni nadając nocy klimatycznego nastroju. Wszystkie oczy widzów zwrócone były w kierunku pary, siedzącej na złotym tronie. Mężczyzna z delikatnym uśmiechem — nie obejmującym oczu — obserwował otaczających go ludzi. Jego czerwone, migdałowe oczy błyszczały tajemniczo w blasku ognia gdy rozglądał się dookoła. Towarzysząca mu kobieta natomiast podpierała się na łokciu, ze znudzeniem wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. Każdy kto patrzył na nią nie posiadał złudzeń, że gdyby tylko miała jak uciec to by to zrobiła.
— Liv, okaż trochę szacunku i entuzjazmu. — szepnął, nachylając się w stronę towarzyszki. Spod rzęs zerknął na jej naburmuszoną minę, kwitując ją lekkim kręceniem głowy. Nie przypuszczał, że dziewczyna jest aż tak aspołeczna. Sądził, że po zerwaniu z nim kontaktów nawiąże wreszcie więzi z innymi członkami osady.
— Okazuję szacunek, nie śpię. — warknęła w odpowiedzi, odwracając się gwałtownie. Zmarszczyła groźnie brwi, wbijając spojrzenie w rozbawiony tłum mamrotając pod nosem ciche przekleństwa. — Ale entuzjazmu się nie spodziewaj. 
—  W ogóle nie umiesz się bawić — podsumował rozbawiony, prostując się i kładąc rękę za plecami Liv. Udał, że nie widzi poirytowanego wzroku gdy chwilę później objął ją ramieniem.
Liv mierzyła go przez kilka sekund nieprzychylnym spojrzeniem, a po chwili wróciła do poprzedniej pozycji. Miała ogromną ochotę strzepnąć ramie Kazamy, ale postanowiła wytrwać. W końcu za niedługo te durne obchody dobiegną końca, a ona będzie mogła zniknąć zapominając o całej sprawie. A poza tym, to doskonały trening cierpliwości. Mimowolnie obrzuciła wzrokiem bransoletę na nadgarstku mężczyzny. Wyglądała na solidną, ale istniała jeszcze inna opcja. Gdyby pozbawiła go kończyny, to wtedy ten przeklęty łańcuch nie stanowiłby problemu. Ciekawe czy bardzo jest do niej przywiązany? Kątem oka czujnie obserwowała Kazamę. Przecież miał jeszcze drugą w zapasie. Uśmiechnęła się złowieszczo do swoich myśli.

***

W lekkim oddaleniu od podium, stała zwarta grupa czujnie obserwując wydarzenia. Na twarzach malowały się różne emocje, ale dominowała w nich głównie ciekawość. Każdego interesowało jak to święto przeżyje Liv, a przede wszystkim kiedy braknie jej cierpliwości. Jak na razie dawała radę.
— Widzicie ten uśmiech? — Samon aż zadrżał widząc minę koleżanki. Nie dało się nie zauważyć jak zielone oczy zmrużyły się złowróżbnie, a zza lekko uchylonych ust zabłyszczały same koniuszki zębów. — Nie wróży niczego dobrego…
— Coś się szykuje — przytaknęła Hakaze i przeczesała palcami białe włosy. — Pamiętam ten grymas. Widziałam go tylko raz i wtedy mało brakowało, a doszłoby do czyjejś śmierci.
— Uśmiech jak uśmiech — podsumował Akira, wzruszając ramionami. Wydawał się w ogóle nie wzruszony wydarzeniami na scenie. — Sensei, możemy już iść? Nudno tu.
— Wszyscy? — Itachi uniósł brwi, patrząc pytająco na swoją grupę. Spodziewał się, że będzie musiał wyciągać z tej imprezy młodzież siłą, a oni sami chcieli wracać. Podejrzane.
— Mamy jutro wyruszyć, więc trzeba się wyspać — wyjaśniła Miwa ziewając demonstracyjnie, a następnie uśmiechając się szeroko złapała Akirę i Satu, ciągnąc ich do wyjścia.
— My też możemy odejść? — Shion nie czekając na pozwolenie, zaczęła wlec zszokowanych członków drużyny za znikającą grupą Itachiego. Zgromiła każdego z nich spojrzeniem gdy chcieli się odezwać, a następnie machając opiekunom, zniknęła w wąskiej uliczce.
Dorośli patrzyli w zamyśleniu za znikającymi młodzikami. Nikt nie miał wątpliwości, że zachowywali się więcej niż podejrzanie. 
— Coś kombinują — mruknął Itachi, mrużąc powieki.
— Albo przeczuwają zbliżający się kataklizm. — Sam nerwowo przestąpił z nogi na nogę, zerkając przez ramie na tkwiącą obok Kazamy Liv.
— Hakaze, kiedy widziałaś ten uśmiech u Liv? — zapytała Yuuki i spojrzała ciekawie na stojącą obok kobietę. Polubiła towarzyszy i bardzo jej zależało na poznaniu ich bliżej, niestety ku jej frustracji z racji bycia shinobi, należeli do bardzo skrytych ludzi. Przynajmniej co poniektórzy.
— Gdy Samon przegrał zakład — wyjaśniła Hakaze i zaśmiała się głośno, odgarniając grzywkę. — Pamiętasz, sprinterze? Chyba nigdy tak szybko nie uciekałeś.
— Kobieto, jak mogę nie pamiętać? Prawie słyszałem chóry anielskie, gdy prawie mnie dopadła.
— No cóż, po dzisiejszej akcji być może jeszcze będziesz błagał o śmierć. — Yuuki błysnęła zębami w uśmiechu, opierając się o milczącego Ascota.

***

Ostatnie nuty melodycznego fletu zakończyły śpiew chóru, wywołując głośny aplauz widowni. Zgromadzony tłum był zachwycony stworzonym spektaklem, a głośne brawa zagłuszały wszystko.
— Moi drodzy, uroczystości dobiegły końca. Czas się rozejść! — Tubalny głos rozszedł się po świątyni, kiedy prowadzący imprezę wstał ze swojego miejsca i pokłonił się zgromadzonym. — Czas zanieść błogosławieństwo do waszych domów!
— No, wreszcie. — Liv przewróciła teatralnie oczami, zrywając się z miejsca. Przeciągnęła się lekko i stanęła przed organizatorem tej całej szopki. Patrząc mu w oczy, wyciągnęła rękę w oczekiwaniu.
— Eee… — zająknął się mężczyzna, rozluźniając kołnierzyk i cofając się o krok. —To może zaprowadzę was do komnat na tyłach świątyni.
— Po co? — Senju złapała go za przedramię, stanowczo przytrzymując w miejscu. Och, nie pozwoli mu teraz uciec. Uśmiechając się złowieszczo, wysyczała: — Rozkuj nas tutaj.
— To… — Oczy mężczyzny wędrowały z kąta w kąt, szukając drogi ewakuacji. Gdy zauważył spokojną minę stojącego z boku blondyna, szybko wyrwał się z uścisku i stanął za jego plecami. — Łańcuchy otworzą się dopiero jutro, wraz ze wschodem słońca.
Liv zamarła w bezruchu, gapiąc się na spikera jak na idiotę. Zaraz westchnęła ciężko i przymknęła powieki, siląc się na spokój.
— Muszę być zmęczona, bo umysł płata mi figle — szepnęła cicho, pocierając skroń. To pewnie przez ten hałasujący tłum źle zrozumiała wypowiedz tego faceta. — Mógłbyś powtórzyć?
— Uspokój się — rozkazał Kazama, błyskawicznie przyciągając do siebie Liv. Niewzruszony pozwolił jej szamotać się w swoich ramionach, zerkając kątem oka na pobladłego mężczyznę, ukrywającego się za jego plecami. — Nic nie poradzimy, to jakieś starożytne jutsu, trzeba przeczekać.
— Dobrze gada. — Grubas wstawił śmiało głowę zza swojego obrońcy, sądząc, że zagrożenie minęło. Dopiero widok chęci mordu w zielonych oczach, sprawił, że przełknął głośno ślinę wlepiając spojrzenie w podłogę. 
Liv chcąc nie chcąc, zacisnęła mocno zęby i pozwoliła zaprowadzić się na tyły świątyni. Wlokąc nogę za nogą, weszła do pięknie zdobionego holu prowadzącemu do okazałego salonu. Nie zwracając uwagi na przykuwające wzrok zdobienia, sztywno pomaszerowała do białej leżanki i opadła na nią z jęknięciem. Przykryła ramieniem oczy i zgrzytając zębami ze złości, słuchała jak towarzysz wymienia uprzejmości ze służkami. Doprawdy, nie mogła znieść tego przymilnego tonu dziewcząt mizdrzących się do Chikage. Zero wstydu. Gdy po paru minutach usłyszała upragnioną ciszę, westchnęła z ulgą. 
— No już, nie bocz się tak — wyszeptał Kazama, siadając przy niej i z zainteresowaniem rozglądając się po pomieszczeniu.
— Do cholery! Jak mam się nie boczyć? Może dla ciebie szczytem marzeń jest bycie uziemionym przez łańcuch, ale na pewno nie dla mnie! — warknęła, gwałtownie zrywając się do siadu. Zmierzyła demona spojrzeniem pełnym pogardy, krzywiąc się malowniczo. — Powinnam być teraz ze swoją grupą!
— Ile ludzi uleczyłaś swoją krwią?
— Co?! — Zdezorientowana podniosła wzrok na opanowane oblicze Kazamy. Była tak rozstrojona nagłą zmianą tematu, że aż zamrugała zaskoczona.
— Ilu? — Ponowił pytanie, wwiercając w nią spojrzenie rubinowych ślepi, pod którym poruszyła się niespokojnie.
— Czy to istotne? — Mruknęła z niechęcią, kiedy minął pierwszy szok. — Mam ważniejszy problem! Jak przetrwać do rana i cię nie zabić! A uwierz mi, dałeś mi wystarczający powód tam na polanie! — Złapała brutalnie przód szaty Kazamy i przyciągnęła do siebie, sprawiając że stykali się nosami. Oddychając głośno od hamowanej furii, zmrużyła powieki. — Nie uważasz, że to bardziej naglący problem?!
— Odpowiedz! — warknął, a jego czerwone oczy zalśniły ostrzegawczo w półmroku.
— Rany, ale trudne pytania zadajesz — prychnęła, zaraz odpychając go lekko. Zbyt mały dystans pomiędzy nią, a Kazamą nie służył elokwentnej rozmowie. Okej, kłótni. — Było tego trochę…
— Teraz już wiem dlaczego twoje rany nie goją się tak błyskawicznie jak moje. — Przeczesał palcami złote włosy, zerkając na nią spod oka.
— Po pierwsze twoje rany jako lidera, zawsze goiły się najszybciej. Po drugie, nie rozumiem czemu to cię interesuje…
— Zamierzasz coś z tym zrobić?
— Niby co? — Nie patrząc na niego, powoli i skrupulatnie uwalniała włosy od nadmiaru wsuwek. Gdy wreszcie spływały luźno po plecach, spojrzała na Kazamę podejrzliwie.
— No wiesz. Ja, jestem demonem, ty, jesteś demonem. Mógłbym ci pomóc.
— Kazama, ty nie robisz nic bezinteresownie. Obawiam się, że zapłata jaka ci chodzi po głowie nie wchodzi w grę.
— Powiedzmy, że to moja inwestycja w przyszłość. 
— Ach... Ty ciągle masz złudzenia — prychnęła, uśmiechając się pod nosem. Doskonale pamiętała obietnice złożoną w lesie koło Konohy. Najwyraźniej demon również nie zapomniał. — Skoro tak stawiasz sprawę, to byłabym nierozsądna nie korzystając z twojej pomocy.
— Lubię jak jesteś rozsądna — roześmiał się głośno, popychając ją na plecy. Podpierając się nad nią na rękach, posłał Senju tajemnicze spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs.
— Mam wrażenie, że za bardzo się napalasz — westchnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Wiesz, że oczekuję wymiany? Połączenie będzie silniejsze.
— No proszę, a jednak był haczyk. Ile?
— Pięć.
— Nie ma mowy, dwie.
— Cztery.
— Trzy i ani minuty dłużej… — Nie zdążyła nawet dokończyć zdania jak już poczuła bolesne ugryzienie na szyi. Sapnęła cicho i szybko nakłuła zębami miejsce tuż koło barku Kazamy, powoli spijając jego krew.
Czytała w starych księgach o takich wymianach pomiędzy demonami. Pamiętała, że takie zabiegi  miały nie tylko właściwości regeneracyjne, ale też odurzające. Nawet teraz czuła jak przez jej ciało przebiega fala przyjemności, zamraczając umysł. Mruknęła zadowolona, jednocześnie zerkając na zegarek wiszący na ścianie. Było cholernie dobrze, ale zamierzała trzymać się wcześniej ustalonych reguł. 
— Kazama, stop! — rozkazała, łapiąc szybko oddech i odsunęła mężczyznę na odległość wyciągniętych ramion.
— Nie masz ochoty kontynuować zabawy? — Ochrypły głos demona drażnił najwrażliwsze punkty w ciele Liv, skłaniając aby uległa namowom. — Przecież słyszę jak twoja natura mnie woła.
— Niech sobie woła — syknęła, podnosząc się do siadu i poprawiając dziwnie wymiętoszoną spódnicę. Kiedy to się do diabła stało? — Mieliśmy umowę — zauważyła oschle, odsuwając się jak najdalej od przyglądającego się jej mężczyzny. Musiała się szybko oddalić inaczej całe zgromadzone samozaparcie szlag trafi.
— Ciekawy jestem, jak długo zamierzasz uciekać. — Ziewając lekko, obserwując jak nerwowo spaceruje po pomieszczeniu. — Ale jak chcesz, ja mam dużo czasu. Poczekam — stwierdził, rozkładając się wygodniej i krzyżując ramiona pod głową.
— Cierpliwość zawsze należała do twoich głównych atutów.
— Zabawne. A zapamiętałaś inne, Liv?
—Hn.
— Oczywiście, że pamiętasz. — Kazama uśmiechnął się pod nosem, gdy dostrzegł jak na twarz Senju powoli wypełza lekki rumieniec. —Zdaje się, że mamy gości — stwierdził ze znudzeniem, przymykając powieki.
— Hej, mała! — Samon wpadł jak burza do pomieszczenia, szczerząc się radośnie. Zaraz jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, ustępując ostrożności. — Przyszliśmy dotrzymać ci towarzystwa i zapobiec... — Spojrzał na twarz koleżanki, jąkając się lekko. — ... rozlewowi krwi. Ale na to chyba już za późno…
— O czym ty znowu gadasz? — westchnęła ciężko Liv, z zaskoczeniem odnotowując, że prócz niego w świątyni pojawił się również Uchiha. Po kiego grzyba przyszli tu obaj?
— Masz krew na twarzy, on też — wyjaśnił Samon, naślinił palec i ostrożnie ruszył w kierunku Senju. 
— Sam — warknęła, ostrzegawczo aż zapowietrzając się z oburzenia. Nie dość, że wpakował ją w ten syf to jeszcze chciał potraktować jak umorusanego smarkacza. — Radzę ci nie podchodzić chyba, że to twoją krew mam mieć na twarzy. Jeszcze nie zapomniałam kto mnie w to bagno wpakował.
— Spokojnie — jęknął cicho, widząc jak zbliża się do niego z gniewną miną. Dostrzegając, że to nie przelewki, szybko skoczył za bruneta, chowając się za jego plecami. — Uchiha, broń mnie!
— Jeszcze czego. — Itachi zerknął na Samona z politowaniem, opierając się o najbliższy filar. — Co tam? Przeszkodziliśmy wam w małym tete a tete?
— Goń się, Uchiha!
— Oczywiście, cokolwiek rozkażesz.
— Nawet jeśli, to nie twój interes — wtrącił się Kazama, a oczy rozbłysły mu groźnie, gdy powoli się podniósł do siadu. Zaraz jednak uśmiechnął się kpiąco. — Zachowujesz się jakbyś był zazdrosny.
— O Senju? Proszę cię… O każdego można być zazdrosnym, ale nie o nią. — Uchiha zatrzymał wzrok na purpurowiejącej z gniewu kunoichi, uśmiechając się kpiąco. Skoro jeszcze żaden kunai nie poleciał w jego stronę, znaczyło, że pod tym wdziankiem Liv nie miała żadnego. Bezbronna Senju stanowiła nielada gratkę. — Prędzej zainteresowałbym się tobą — uściślił, dolewając oliwy do ognia.
— Ooo... Jesteś gejem? — Samon w momencie odwrócił się do towarzysza, o mało nie tracąc równowagi. Spojrzał w szoku na towarzysza, wyraźnie zainteresowany poruszonym tematem.
— A co? Zainteresowany?
— Możee… — Puścił oko Itachiemu i zajął się oglądaniem łańcucha. Macając ogniwa, szarpnął je mocno. — Solidna rzecz.
— Gdyby nie była solidna to już by mnie tu nie było. 
— I nie skorzystałabyś z mojej pomocy, już zapomniałaś? — Kazama łypnął z politowaniem na Senju, krzywiąc się malowniczo.
— Uwierz, że pamiętam. — Liv odruchowo potarła miejsce ugryzienia, z westchnieniem opadając na posadzkę.
— No to co robimy? — Samon usiadł naprzeciwko kunoichi wlepiając w nią intensywne spojrzenie.
— My?
— No, wpakowałem cię w to bagno, więc wspaniałomyślnie dotrzymam ci w nim towarzystwa.
— Och, jakiś ty uprzejmy…
— Widzisz? A ty mnie tak niedoceniasz…
— A co z grupami? — zapytała, lekceważąc dalszą wypowiedz Samona. Nie zamierzała okazywać wdzięczności temu baranowi, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć to przez niego się tu znalazła.
— Hakaze jest z nimi.
— Chociaż jedno odpowiedzialne — westchnęła ciężko, pocierając skronie. — I wiesz co? Nie mogę uwierzyć, że pojawiłeś się na przebłaganie bez wkupnego — mruknęła cicho.
— Błąd! Mam coś dobrego — zaśmiał się głośno, wyciągając butelki zza pazuchy. Na ziemię wypad również jakiś zwój, który momentalnie przyciągnął uwagę wszystkich obecnych. — Tak, tak. Dobrze kminicie, zapieczętowałem tego więcej. A w swoim geniuszu, nawet załatwiłem sobie obstawę na powrót. — Wskazał placem na milczącego Uchihe.
— On nie jest typem dobrego samarytanina, co mu obiecałeś? — Liv posłała w stronę przyjaciela podejrzliwe spojrzenie, pełna złych przeczuć.
— A tam. — Samon machnął lekceważąco ręką, jakby oganiał się od natrętnej muchy. — Przysługę i tyle.
— Jesteś głupcem — stwierdziła ze zgrozą i klepnęła go lekko w czoło. — Jeżeli mam wytrzymać z wami do rana to lepiej już polej.
— Tak jest!
— To będzie długa i ciężka noc — szepnęła pod nosem, patrząc na otaczających ją mężczyzn. Samon biegał po pomieszczeniu szukając szklanek, podczas gdy Uchiha sztyletował się wzrokiem z Kazamą, od czasu do czasu rzucając jej niemniej przychylne spojrzenia. 

***

Sześć zamaskowanych postaci leżało płasko na dachu, obserwując z ukrycia wnętrze świątyni. Każdy z nich starał się znaleźć jak najwygodniejszą pozycję, jednocześnie nie zdradzającą ich obecności. Było to zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Ale ku frustracji większości, udało się to nielicznym.
— Niewygodnie mi…
— Cicho, Zaku!
— Przesuń się…
— Jak nas zauważą to zabiją.
— Akira, mogłeś zostać.
— Nie mogłem, później nic bym nie wiedział.
— To nie marudź i obserwuj! — Następnie rozległ się cichy odgłos uderzenia i niewyraźny jęk poszkodowanego.
— Miwa, ty też zamknij jadaczkę.
— Shion, jak nas sensei zauważy, a na pewno nas zauważy, to będziemy mieć przechlapane.
— Moim zdaniem, ona już wie.
— Zaku, nie kracz.
— Hej, patrzcie… Czy to nie sake?
— Super, oni się bawią, a my mamy gnić w pokojach.
— Jakbyś nie zauważył to oni są dorośli, debilu.
— Jak ty do mnie powiedziałeś? Zaraz to odszczekasz!
— Cicho!

***

Cała czwórka siedziała w kółku na podłodze, pochylona nad swoimi szklankami. Wszyscy wgapiali się podejrzliwie w bursztynowy płyn, nie do końca wierząc, że pochodzi z pewnego źródła. Stanowczo był za mocny i gryzł w gardło jak diabli.
— Hej, Sam. Skąd wytrzasnąłeś ten alkohol? — Liv niepewnie stanęła na nogi, naprawdę walcząc o zachowanie równowagi.
— Co ty sobie myślałaś? Że przyjdę nieprzygotowany? — zaśmiał się pijacko w odpowiedzi, obejmując ramieniem blondyna. Całkowicie zignorował wrogie prychnięcie Kazamy, zaraz grzebiąc za pazuchą kamizelki. — Trzy buteleczki załatwiłem specjalnie dla was, moje demonki.
— Widzę — przyznała, chwiejnym krokiem ruszając w stronę korytarza. Czuła się jak na diabelskim młynie i miała szczerą nadzieję, że jednak obędzie się bez malowniczego pawia. Cokolwiek to było, zadziałało równie dobrze na demona. Nagle wyczuwając opór rozejrzała się w poszukiwaniu przeszkody. Gdy spojrzała na nadgarstek aż zachłysnęła się z frustracji przypominając sobie, że jest więźniem.
— A ty gdzie? — Złośliwy uśmiech rozświetlił usta Kazamy, kiedy zerknął na nią spod oka. — Została nam jeszcze jedna butelka, na dwoje. — Poruszył znacząco brwiami i szarpnął ręką sprawiając, że dziewczyna runęła na ziemię z hukiem.
— Kazama! — warknęła podnosząc się do siadu, oraz masując obolałe przedramię na którym się wsparła. — Przeginasz! To, że pakt zabrania mi cię zabić nie znaczy, że nie mogę połamać.
— Liv, nie gorączkuj się tak. Spójrz na Itasia, nie kłóci się, jest spokojny. — Samon musiał mieć już nieźle w czubie, ponieważ bez wahania podpełzł na czworakach do Uchihy i siadł tak blisko, że prawie stykali się nosami. — Bierz z niego przykład.
— Nie masz za grosz instynktu samozachowawczego, Sam — zaśmiała się lekko, zatrzymując się obok milczącego kompana i zaglądając mu w twarz. — Nie no, masz więcej szczęścia niż rozumu. Nie aktywował Sharingana.
— Odsuń się od niego. Przeszkadzasz nam w nawiązaniu bardziej intymnych… — Samon czknął lekko, zanim kontynuował. — … relacji.
— Czego? — Z gardła Liv wyrwał się niekontrolowany rechot, a chwilę później już śmiała się otwarcie aż mrużąc powieki z uciechy. — No, no… nie podejrzewałam, że to twój typ. Kazama, wychodzimy — zadecydowała, uśmiechając się cwaniacko. Przez dłuższą chwilę przyglądała się twarzy bruneta żeby zaraz odwrócić się i odejść, wlokąc za sobą pobratymca. 
— Senju, a ty dokąd?
— Uchiha, zostawiam was samych, na małe tete a tete — odpowiedziała ze słodyczą, odwracając się do niego przez ramię. Dostrzegając mord w jego oczach mimowolnie na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. — Macie kwadrans.
— Jejku, Liv. Tylko tyle? Nie zdążę go nawet rozgrzać…
— Żebym ja cię zaraz nie rozgrzał, moim katonem!

***

— O jaaa… Co się w ogóle tam dzieję? — Zaku odkleił się od szkła i spojrzał na towarzyszy.
— Mnie ciekawi dlaczego tych dwoje aż tak się nie lubi?
— Nie wiem, Miwa. On jest zupełnie inny przy sensei. — Zaku podrapał się zamyślony po głowie, marszcząc zabawnie nos. — Dla wszystkich jest miły, uprzejmy i nawet momentami zabawny, a jak dochodzi do ich spotkania to mam wrażenie, że wstępuje w niego jakiś zły demon.
— A ja chyba wiem o co chodzi. — Yuchiro przeczesał palcami grzywkę, wzdychając cicho. — Oboje mają twarde charaktery i to jest między innymi powodem konfliktu. Żadne nie chce ustąpić. Jednocześnie źródłem zgrzytów pozostaje historia waszych rodów. Od zawsze te dwa klany nie mogły się dogadać i prędzej czy później dochodziło do starć. To jest źródło problemu. Te rody zwyczajnie nie umieją żyć w zgodzie i już.
— Niechętnie to przyznam, ale chyba masz rację. — Zaku zerknął w okno i znów przylgnął do szyby. — Patrzcie, wracają.

***

— No i co, gołąbeczki? Dobrze było? — Liv stanęła nad towarzyszami, podpierając się pod boki. Z rozbawieniem odnotowała jak Samon zerka tęsknie na Uchihę, wzdychając ze smutkiem.
— Kobieto, przy takim czasie to nawet ubrań nie opłaca się zdejmować. — Samon prychnął obrażony, układając się na ramieniu Itachiego. 
— Nadużywasz cierpliwości… — syknął brunet i szybko strzepnął niewygodny ciężar.
— Czyli Uchiha nie jest tak utalentowany jak się mówi w wiosce — zacmokała głośno, spoglądając na rywala spod rzęs. — No nic. Zawsze wiedziałam, że plotki są mocno przesadzone...
— Nie prowokuj mnie, Senju! Chyba, że chcesz się przekonać na własnej skórze, ile prawdy jest w każdej plotce.
— Nie produkuj się. Jestem zbyt spokojna żeby dać się wciągnąć w twoją kolejną grę — stwierdziła ze znudzeniem. Odchodząc na leżankę, zerknęła na niego przez ramię i dodała: — Chyba, że chcesz mi coś pokazać na jedynym chętnym w tym pokoju. Wtedy może rzucę okiem jak sobie radzisz.
W odpowiedzi usta Itachiego zacisnęły się w wąską kreskę i tylko spojrzał na nią spode łba. 
— Szczeniaki, do łóżek! Koniec widowiska! — warknęła zgarniając z mebla poduszkę i rzucając w stronę okna. W momencie jak uderzyła o szybę, usłyszeli ciche piski i tupot uciekających geninów.
— Łoo... Nawet po pijaku ich wyczułaś. Respekt! — Samon zaklaskał głośno i po chwili osunął się na podłogę. Nie minęła nawet minuta, jak rozległo się głośne chrapanie świadczące, że jako pierwszy odpadł z improwizowanej popijawy.
— Twój kolega dużo gada, ale głowę ma słabą — podsumował Kazama, obrzucając śpiącego zdegustowanym spojrzeniem.
— Samon to… Samon. Jego nie można zrozumieć, trzeba zwyczajnie zaakceptować — wymamrotała podczas ziewania, gdy układała się na posłaniu. — Dobra panowie, ja też odpadam.

4 komentarze:

  1. Hehehehehe... Liv jest yaoistką?! To ja z nią! ;]Notka świetna! Czekam na next! Pozdrawiam i dużo weny życzę! ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurde ja uwielbiam Itachiego dlatego jest głównym bohaterem na moim opowiadaniu :D
    Notka długa i fajnie mi sie ja czytało :D
    Byłam sina jak wbiła mu kły w szyje i sie tym rozkoszowała :D Itacho jest gejem ?! xD Nieeeeeeeeeeeeee xD
    Jestem ciekawa następnej notki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam Twoje opowiadanie i muszę powiedzieć,że jest niezłe. Świetnie ci wychodzą dialogi i słowne przepychanki Liv i Itachiego, nieźle się uśmiałam.
    Przeczytałam Twoje opowiadanie, bo mamy troszkę podobnych bohaterów, dlatego chce być szczera i mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe.
    Niezbyt podoba mi się motyw demonów, uważam, że sama obecność osób z tak wielkich klanów i ich silnych charakterów jest wystarczającą atrakcją i świetnym pomysłem na opowiadanie. Jednak to Twoje opowiadanie i Twój pomysł na fabułę i akcję i na razie świetnie sobie radzisz.
    Uwielbiam Itachiego, wręcz go ubóstwiam łącznie z jego urodą i hipnotyzującym charakterem. Adres bloga wskazuje, że to będzie chyba tekst o Itachim i Liv, żałowałam więc troszkę, ze to Kazama,a nie Itachi był uwięziony z Liv. Czekam na kolejną pikantna scenę z tą dwójką ;).
    Życzę Ci dużo weny i pomysłów i by kolejna notka była dłuższa i jak najszybciej :))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha xD no świetny rozdzialik, nie powiem xD a Sam to tak na serio woli chłopców? W nawet jak nie to i tak scena z Itasiem wymiata *tryb yaoistki* xD a mam jeszcze jedno pytanie... Może nie bardzo w temacie, ale ile masz lat? XD nurtują mnie dziwne rzeczy, wieem xD

    OdpowiedzUsuń