Dziękuję bardzo za nominację Sadie Miyura ale teraz jak mam ograniczony dostęp do internetu
to nie mam czasu się na to bawić. Mimo wszystko dziękuję za docenienie mojej
pracy.
I chciałabym wszystkich przeprosić, że tak długo
trzeba czekać na rozdziały. Teraz mogę pisać tylko w domu (tak, tak, zła ja,
zamiast pracować wrzucałam nowe notki w pracy:D)
Hana— chan — bardzo się cieszę, że podoba Ci się moje historia,
a co do modernizacji komentarzy to mam ustawione, żeby nie modernizować, więc
nie wiem o co może chodzić. Cóż, zawsze wiedziałam, że jestem lewa do tych
spraw.
Dusty — No cóż, Liv ma charakterek i Sam może gorzko
pożałować swojego psikusa. Dwa demony na łańcuchu to nietypowa sytuacja ;) A
Ascot jest postacią ukazującą ludzkie uprzedzenia i strach przed
nieznanym.
Aoi — nasza
droga Liv nie mogła wyglądać źle, skoro dostała jej się fucha bogini :D (ja to
nie wiem, ja na jej miejscu czułabym się doceniona xD)
To nie przedłużając zapraszam na
dalszy ciąg przygód naszej postrzelonej pannicy:D
********************
Ciche
odgłosy muzyki i śpiewów niósł się z daleka. Piękne głosy kobiet i urzekające
dźwięki instrumentów, wprawiały wrażliwe dusze w drżenie. Każdy miłośnik
sztuki, znalazłby w tym święcie coś dla siebie. Pochodnie rozświetlały budynek
świątyni nadając nocy klimatycznego nastroju. Wszystkie oczy widzów zwrócone
były w kierunku pary, siedzącej na złotym tronie. Mężczyzna z delikatnym
uśmiechem — nie obejmującym oczu — obserwował otaczających go ludzi. Jego
czerwone, migdałowe oczy błyszczały tajemniczo w blasku ognia gdy rozglądał się
dookoła. Towarzysząca mu kobieta natomiast podpierała się na łokciu, ze
znudzeniem wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. Każdy kto patrzył na nią
nie posiadał złudzeń, że gdyby tylko miała jak uciec to by to zrobiła.
— Liv, okaż
trochę szacunku i entuzjazmu. — szepnął, nachylając się w stronę towarzyszki.
Spod rzęs zerknął na jej naburmuszoną minę, kwitując ją lekkim kręceniem głowy.
Nie przypuszczał, że dziewczyna jest aż tak aspołeczna. Sądził, że po zerwaniu
z nim kontaktów nawiąże wreszcie więzi z innymi członkami osady.
— Okazuję
szacunek, nie śpię. — warknęła w odpowiedzi, odwracając się gwałtownie.
Zmarszczyła groźnie brwi, wbijając spojrzenie w rozbawiony tłum mamrotając pod
nosem ciche przekleństwa. — Ale entuzjazmu się nie spodziewaj.
— W ogóle
nie umiesz się bawić — podsumował rozbawiony, prostując się i kładąc rękę za
plecami Liv. Udał, że nie widzi poirytowanego wzroku gdy chwilę później objął ją
ramieniem.
Liv mierzyła go
przez kilka sekund nieprzychylnym spojrzeniem, a po chwili wróciła do
poprzedniej pozycji. Miała ogromną ochotę strzepnąć ramie Kazamy, ale
postanowiła wytrwać. W końcu za niedługo te durne obchody dobiegną końca, a ona
będzie mogła zniknąć zapominając o całej sprawie. A poza tym, to doskonały
trening cierpliwości. Mimowolnie obrzuciła wzrokiem bransoletę na nadgarstku
mężczyzny. Wyglądała na solidną, ale istniała jeszcze inna opcja. Gdyby
pozbawiła go kończyny, to wtedy ten przeklęty łańcuch nie stanowiłby problemu.
Ciekawe czy bardzo jest do niej przywiązany? Kątem oka czujnie obserwowała
Kazamę. Przecież miał jeszcze drugą w zapasie. Uśmiechnęła się złowieszczo do
swoich myśli.
***
W lekkim
oddaleniu od podium, stała zwarta grupa czujnie obserwując wydarzenia. Na
twarzach malowały się różne emocje, ale dominowała w nich głównie ciekawość.
Każdego interesowało jak to święto przeżyje Liv, a przede wszystkim kiedy
braknie jej cierpliwości. Jak na razie dawała radę.
— Widzicie ten
uśmiech? — Samon aż zadrżał widząc minę koleżanki. Nie dało się nie zauważyć
jak zielone oczy zmrużyły się złowróżbnie, a zza lekko uchylonych ust
zabłyszczały same koniuszki zębów. — Nie wróży niczego dobrego…
— Coś się
szykuje — przytaknęła Hakaze i przeczesała palcami białe włosy. — Pamiętam ten
grymas. Widziałam go tylko raz i wtedy mało brakowało, a doszłoby do czyjejś
śmierci.
— Uśmiech jak
uśmiech — podsumował Akira, wzruszając ramionami. Wydawał się w ogóle nie
wzruszony wydarzeniami na scenie. — Sensei, możemy już iść? Nudno tu.
— Wszyscy? —
Itachi uniósł brwi, patrząc pytająco na swoją grupę. Spodziewał się, że będzie
musiał wyciągać z tej imprezy młodzież siłą, a oni sami chcieli wracać.
Podejrzane.
— Mamy jutro
wyruszyć, więc trzeba się wyspać — wyjaśniła Miwa ziewając demonstracyjnie,
a następnie uśmiechając się szeroko złapała Akirę i Satu, ciągnąc ich do
wyjścia.
— My też możemy
odejść? — Shion nie czekając na pozwolenie, zaczęła wlec zszokowanych członków
drużyny za znikającą grupą Itachiego. Zgromiła każdego z nich spojrzeniem gdy
chcieli się odezwać, a następnie machając opiekunom, zniknęła w wąskiej
uliczce.
Dorośli patrzyli
w zamyśleniu za znikającymi młodzikami. Nikt nie miał wątpliwości, że
zachowywali się więcej niż podejrzanie.
— Coś kombinują
— mruknął Itachi, mrużąc powieki.
— Albo
przeczuwają zbliżający się kataklizm. — Sam nerwowo przestąpił z nogi na nogę,
zerkając przez ramie na tkwiącą obok Kazamy Liv.
— Hakaze, kiedy
widziałaś ten uśmiech u Liv? — zapytała Yuuki i spojrzała ciekawie na stojącą
obok kobietę. Polubiła towarzyszy i bardzo jej zależało na poznaniu ich bliżej,
niestety ku jej frustracji z racji bycia shinobi, należeli do bardzo skrytych
ludzi. Przynajmniej co poniektórzy.
— Gdy Samon
przegrał zakład — wyjaśniła Hakaze i zaśmiała się głośno, odgarniając grzywkę. —
Pamiętasz, sprinterze? Chyba nigdy tak szybko nie uciekałeś.
— Kobieto, jak
mogę nie pamiętać? Prawie słyszałem chóry anielskie, gdy prawie mnie dopadła.
— No cóż, po
dzisiejszej akcji być może jeszcze będziesz błagał o śmierć. — Yuuki błysnęła
zębami w uśmiechu, opierając się o milczącego Ascota.
***
Ostatnie nuty
melodycznego fletu zakończyły śpiew chóru, wywołując głośny aplauz widowni.
Zgromadzony tłum był zachwycony stworzonym spektaklem, a głośne brawa zagłuszały
wszystko.
— Moi drodzy,
uroczystości dobiegły końca. Czas się rozejść! — Tubalny głos rozszedł się po
świątyni, kiedy prowadzący imprezę wstał ze swojego miejsca i pokłonił się
zgromadzonym. — Czas zanieść błogosławieństwo do waszych domów!
— No, wreszcie. —
Liv przewróciła teatralnie oczami, zrywając się z miejsca. Przeciągnęła się
lekko i stanęła przed organizatorem tej całej szopki. Patrząc mu w oczy,
wyciągnęła rękę w oczekiwaniu.
— Eee… —
zająknął się mężczyzna, rozluźniając kołnierzyk i cofając się o krok. —To może
zaprowadzę was do komnat na tyłach świątyni.
— Po co? — Senju
złapała go za przedramię, stanowczo przytrzymując w miejscu. Och, nie pozwoli
mu teraz uciec. Uśmiechając się złowieszczo, wysyczała: — Rozkuj nas tutaj.
— To… — Oczy
mężczyzny wędrowały z kąta w kąt, szukając drogi ewakuacji. Gdy zauważył
spokojną minę stojącego z boku blondyna, szybko wyrwał się z uścisku i stanął
za jego plecami. — Łańcuchy otworzą się dopiero jutro, wraz ze wschodem słońca.
Liv zamarła w
bezruchu, gapiąc się na spikera jak na idiotę. Zaraz westchnęła ciężko i
przymknęła powieki, siląc się na spokój.
— Muszę być
zmęczona, bo umysł płata mi figle — szepnęła cicho, pocierając skroń. To pewnie
przez ten hałasujący tłum źle zrozumiała wypowiedz tego faceta. — Mógłbyś
powtórzyć?
— Uspokój się — rozkazał
Kazama, błyskawicznie przyciągając do siebie Liv. Niewzruszony pozwolił jej
szamotać się w swoich ramionach, zerkając kątem oka na pobladłego mężczyznę,
ukrywającego się za jego plecami. — Nic nie poradzimy, to jakieś starożytne
jutsu, trzeba przeczekać.
— Dobrze gada. —
Grubas wstawił śmiało głowę zza swojego obrońcy, sądząc, że zagrożenie minęło.
Dopiero widok chęci mordu w zielonych oczach, sprawił, że przełknął głośno
ślinę wlepiając spojrzenie w podłogę.
Liv chcąc nie
chcąc, zacisnęła mocno zęby i pozwoliła zaprowadzić się na tyły świątyni.
Wlokąc nogę za nogą, weszła do pięknie zdobionego holu prowadzącemu do
okazałego salonu. Nie zwracając uwagi na przykuwające wzrok zdobienia, sztywno
pomaszerowała do białej leżanki i opadła na nią z jęknięciem. Przykryła
ramieniem oczy i zgrzytając zębami ze złości, słuchała jak towarzysz wymienia
uprzejmości ze służkami. Doprawdy, nie mogła znieść tego przymilnego tonu
dziewcząt mizdrzących się do Chikage. Zero wstydu. Gdy po paru minutach
usłyszała upragnioną ciszę, westchnęła z ulgą.
— No już, nie
bocz się tak — wyszeptał Kazama, siadając przy niej i z zainteresowaniem
rozglądając się po pomieszczeniu.
— Do cholery!
Jak mam się nie boczyć? Może dla ciebie szczytem marzeń jest bycie uziemionym
przez łańcuch, ale na pewno nie dla mnie! — warknęła, gwałtownie zrywając się
do siadu. Zmierzyła demona spojrzeniem pełnym pogardy, krzywiąc się malowniczo.
— Powinnam być teraz ze swoją grupą!
— Ile ludzi
uleczyłaś swoją krwią?
— Co?! —
Zdezorientowana podniosła wzrok na opanowane oblicze Kazamy. Była tak
rozstrojona nagłą zmianą tematu, że aż zamrugała zaskoczona.
— Ilu? — Ponowił
pytanie, wwiercając w nią spojrzenie rubinowych ślepi, pod którym poruszyła się
niespokojnie.
— Czy to istotne?
— Mruknęła z niechęcią, kiedy minął pierwszy szok. — Mam ważniejszy problem!
Jak przetrwać do rana i cię nie zabić! A uwierz mi, dałeś mi wystarczający
powód tam na polanie! — Złapała brutalnie przód szaty Kazamy i przyciągnęła do
siebie, sprawiając że stykali się nosami. Oddychając głośno od hamowanej furii,
zmrużyła powieki. — Nie uważasz, że to bardziej naglący problem?!
— Odpowiedz! —
warknął, a jego czerwone oczy zalśniły ostrzegawczo w półmroku.
— Rany, ale
trudne pytania zadajesz — prychnęła, zaraz odpychając go lekko. Zbyt mały
dystans pomiędzy nią, a Kazamą nie służył elokwentnej rozmowie. Okej, kłótni. —
Było tego trochę…
— Teraz już wiem
dlaczego twoje rany nie goją się tak błyskawicznie jak moje. — Przeczesał
palcami złote włosy, zerkając na nią spod oka.
— Po pierwsze
twoje rany jako lidera, zawsze goiły się najszybciej. Po drugie, nie rozumiem
czemu to cię interesuje…
— Zamierzasz coś
z tym zrobić?
— Niby co? — Nie
patrząc na niego, powoli i skrupulatnie uwalniała włosy od nadmiaru wsuwek. Gdy
wreszcie spływały luźno po plecach, spojrzała na Kazamę podejrzliwie.
— No wiesz. Ja,
jestem demonem, ty, jesteś demonem. Mógłbym ci pomóc.
— Kazama, ty nie
robisz nic bezinteresownie. Obawiam się, że zapłata jaka ci chodzi po głowie
nie wchodzi w grę.
— Powiedzmy, że
to moja inwestycja w przyszłość.
— Ach... Ty
ciągle masz złudzenia — prychnęła, uśmiechając się pod nosem. Doskonale
pamiętała obietnice złożoną w lesie koło Konohy. Najwyraźniej demon również nie
zapomniał. — Skoro tak stawiasz sprawę, to byłabym nierozsądna nie korzystając
z twojej pomocy.
— Lubię jak
jesteś rozsądna — roześmiał się głośno, popychając ją na plecy. Podpierając się
nad nią na rękach, posłał Senju tajemnicze spojrzenie spod wachlarza ciemnych
rzęs.
— Mam wrażenie,
że za bardzo się napalasz — westchnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Wiesz, że
oczekuję wymiany? Połączenie będzie silniejsze.
— No proszę, a
jednak był haczyk. Ile?
— Pięć.
— Nie ma mowy,
dwie.
— Cztery.
— Trzy i ani
minuty dłużej… — Nie zdążyła nawet dokończyć zdania jak już poczuła bolesne
ugryzienie na szyi. Sapnęła cicho i szybko nakłuła zębami miejsce tuż koło
barku Kazamy, powoli spijając jego krew.
Czytała w
starych księgach o takich wymianach pomiędzy demonami. Pamiętała, że takie
zabiegi miały nie tylko właściwości regeneracyjne, ale też odurzające.
Nawet teraz czuła jak przez jej ciało przebiega fala przyjemności, zamraczając
umysł. Mruknęła zadowolona, jednocześnie zerkając na zegarek wiszący na ścianie.
Było cholernie dobrze, ale zamierzała trzymać się wcześniej ustalonych
reguł.
— Kazama, stop! —
rozkazała, łapiąc szybko oddech i odsunęła mężczyznę na odległość wyciągniętych
ramion.
— Nie masz
ochoty kontynuować zabawy? — Ochrypły głos demona drażnił najwrażliwsze punkty
w ciele Liv, skłaniając aby uległa namowom. — Przecież słyszę jak twoja natura
mnie woła.
— Niech sobie
woła — syknęła, podnosząc się do siadu i poprawiając dziwnie wymiętoszoną
spódnicę. Kiedy to się do diabła stało? — Mieliśmy umowę — zauważyła oschle,
odsuwając się jak najdalej od przyglądającego się jej mężczyzny. Musiała się
szybko oddalić inaczej całe zgromadzone samozaparcie szlag trafi.
— Ciekawy jestem,
jak długo zamierzasz uciekać. — Ziewając lekko, obserwując jak nerwowo spaceruje
po pomieszczeniu. — Ale jak chcesz, ja mam dużo czasu. Poczekam — stwierdził,
rozkładając się wygodniej i krzyżując ramiona pod głową.
— Cierpliwość
zawsze należała do twoich głównych atutów.
— Zabawne. A
zapamiętałaś inne, Liv?
—Hn.
— Oczywiście, że
pamiętasz. — Kazama uśmiechnął się pod nosem, gdy dostrzegł jak na twarz Senju
powoli wypełza lekki rumieniec. —Zdaje się, że mamy gości — stwierdził ze
znudzeniem, przymykając powieki.
— Hej, mała! —
Samon wpadł jak burza do pomieszczenia, szczerząc się radośnie. Zaraz jednak uśmiech
zniknął z jego twarzy, ustępując ostrożności. — Przyszliśmy dotrzymać ci
towarzystwa i zapobiec... — Spojrzał na twarz koleżanki, jąkając się lekko. —
... rozlewowi krwi. Ale na to chyba już za późno…
— O czym ty
znowu gadasz? — westchnęła ciężko Liv, z zaskoczeniem odnotowując, że prócz
niego w świątyni pojawił się również Uchiha. Po kiego grzyba przyszli tu obaj?
— Masz krew na
twarzy, on też — wyjaśnił Samon, naślinił palec i ostrożnie ruszył w kierunku
Senju.
— Sam — warknęła,
ostrzegawczo aż zapowietrzając się z oburzenia. Nie dość, że wpakował ją w ten
syf to jeszcze chciał potraktować jak umorusanego smarkacza. — Radzę ci nie
podchodzić chyba, że to twoją krew mam mieć na twarzy. Jeszcze nie zapomniałam
kto mnie w to bagno wpakował.
— Spokojnie —
jęknął cicho, widząc jak zbliża się do niego z gniewną miną. Dostrzegając, że
to nie przelewki, szybko skoczył za bruneta, chowając się za jego plecami. —
Uchiha, broń mnie!
— Jeszcze czego.
— Itachi zerknął na Samona z politowaniem, opierając się o najbliższy filar. —
Co tam? Przeszkodziliśmy wam w małym tete a tete?
— Goń się,
Uchiha!
— Oczywiście,
cokolwiek rozkażesz.
— Nawet jeśli,
to nie twój interes — wtrącił się Kazama, a oczy rozbłysły mu groźnie, gdy
powoli się podniósł do siadu. Zaraz jednak uśmiechnął się kpiąco. — Zachowujesz
się jakbyś był zazdrosny.
— O Senju?
Proszę cię… O każdego można być zazdrosnym, ale nie o nią. — Uchiha zatrzymał
wzrok na purpurowiejącej z gniewu kunoichi, uśmiechając się kpiąco. Skoro
jeszcze żaden kunai nie poleciał w jego stronę, znaczyło, że pod tym wdziankiem
Liv nie miała żadnego. Bezbronna Senju stanowiła nielada gratkę. — Prędzej
zainteresowałbym się tobą — uściślił, dolewając oliwy do ognia.
— Ooo... Jesteś
gejem? — Samon w momencie odwrócił się do towarzysza, o mało nie tracąc równowagi.
Spojrzał w szoku na towarzysza, wyraźnie zainteresowany poruszonym tematem.
— A co?
Zainteresowany?
— Możee… — Puścił
oko Itachiemu i zajął się oglądaniem łańcucha. Macając ogniwa, szarpnął je
mocno. — Solidna rzecz.
— Gdyby nie była
solidna to już by mnie tu nie było.
— I nie
skorzystałabyś z mojej pomocy, już zapomniałaś? — Kazama łypnął z politowaniem
na Senju, krzywiąc się malowniczo.
— Uwierz, że
pamiętam. — Liv odruchowo potarła miejsce ugryzienia, z westchnieniem opadając
na posadzkę.
— No to co
robimy? — Samon usiadł naprzeciwko kunoichi wlepiając w nią intensywne
spojrzenie.
— My?
— No, wpakowałem
cię w to bagno, więc wspaniałomyślnie dotrzymam ci w nim towarzystwa.
— Och, jakiś ty
uprzejmy…
— Widzisz? A ty
mnie tak niedoceniasz…
— A co z
grupami? — zapytała, lekceważąc dalszą wypowiedz Samona. Nie zamierzała
okazywać wdzięczności temu baranowi, zwłaszcza, że jakby nie patrzeć to przez
niego się tu znalazła.
— Hakaze jest z
nimi.
— Chociaż jedno
odpowiedzialne — westchnęła ciężko, pocierając skronie. — I wiesz co? Nie mogę
uwierzyć, że pojawiłeś się na przebłaganie bez wkupnego — mruknęła cicho.
— Błąd! Mam coś
dobrego — zaśmiał się głośno, wyciągając butelki zza pazuchy. Na ziemię wypad
również jakiś zwój, który momentalnie przyciągnął uwagę wszystkich obecnych. — Tak,
tak. Dobrze kminicie, zapieczętowałem tego więcej. A w swoim geniuszu, nawet
załatwiłem sobie obstawę na powrót. — Wskazał placem na milczącego Uchihe.
— On nie jest
typem dobrego samarytanina, co mu obiecałeś? — Liv posłała w stronę przyjaciela
podejrzliwe spojrzenie, pełna złych przeczuć.
— A tam. — Samon
machnął lekceważąco ręką, jakby oganiał się od natrętnej muchy. — Przysługę i
tyle.
— Jesteś głupcem
— stwierdziła ze zgrozą i klepnęła go lekko w czoło. — Jeżeli mam wytrzymać z
wami do rana to lepiej już polej.
— Tak jest!
— To będzie
długa i ciężka noc — szepnęła pod nosem, patrząc na otaczających ją mężczyzn. Samon
biegał po pomieszczeniu szukając szklanek, podczas gdy Uchiha sztyletował się
wzrokiem z Kazamą, od czasu do czasu rzucając jej niemniej przychylne
spojrzenia.
***
Sześć
zamaskowanych postaci leżało płasko na dachu, obserwując z ukrycia wnętrze
świątyni. Każdy z nich starał się znaleźć jak najwygodniejszą pozycję,
jednocześnie nie zdradzającą ich obecności. Było to zadanie trudne, ale nie
niemożliwe. Ale ku frustracji większości, udało się to nielicznym.
— Niewygodnie mi…
— Cicho, Zaku!
— Przesuń się…
— Jak nas
zauważą to zabiją.
— Akira, mogłeś
zostać.
— Nie mogłem,
później nic bym nie wiedział.
— To nie marudź
i obserwuj! — Następnie rozległ się cichy odgłos uderzenia i niewyraźny jęk
poszkodowanego.
— Miwa, ty też
zamknij jadaczkę.
— Shion, jak nas
sensei zauważy, a na pewno nas zauważy, to będziemy mieć przechlapane.
— Moim zdaniem,
ona już wie.
— Zaku, nie
kracz.
— Hej, patrzcie…
Czy to nie sake?
— Super, oni się
bawią, a my mamy gnić w pokojach.
— Jakbyś nie
zauważył to oni są dorośli, debilu.
— Jak ty do mnie
powiedziałeś? Zaraz to odszczekasz!
— Cicho!
***
Cała czwórka siedziała w kółku na
podłodze, pochylona nad swoimi szklankami. Wszyscy wgapiali się podejrzliwie w
bursztynowy płyn, nie do końca wierząc, że pochodzi z pewnego źródła. Stanowczo
był za mocny i gryzł w gardło jak diabli.
— Hej, Sam. Skąd
wytrzasnąłeś ten alkohol? — Liv niepewnie stanęła na nogi, naprawdę walcząc o zachowanie
równowagi.
— Co ty sobie
myślałaś? Że przyjdę nieprzygotowany? — zaśmiał się pijacko w odpowiedzi,
obejmując ramieniem blondyna. Całkowicie zignorował wrogie prychnięcie Kazamy,
zaraz grzebiąc za pazuchą kamizelki. — Trzy buteleczki załatwiłem specjalnie
dla was, moje demonki.
— Widzę — przyznała,
chwiejnym krokiem ruszając w stronę korytarza. Czuła się jak na diabelskim
młynie i miała szczerą nadzieję, że jednak obędzie się bez malowniczego pawia. Cokolwiek
to było, zadziałało równie dobrze na demona. Nagle wyczuwając opór rozejrzała
się w poszukiwaniu przeszkody. Gdy spojrzała na nadgarstek aż zachłysnęła się z
frustracji przypominając sobie, że jest więźniem.
— A ty gdzie? —
Złośliwy uśmiech rozświetlił usta Kazamy, kiedy zerknął na nią spod oka. —
Została nam jeszcze jedna butelka, na dwoje. — Poruszył znacząco brwiami i
szarpnął ręką sprawiając, że dziewczyna runęła na ziemię z hukiem.
— Kazama! —
warknęła podnosząc się do siadu, oraz masując obolałe przedramię na którym się
wsparła. — Przeginasz! To, że pakt zabrania mi cię zabić nie znaczy, że nie
mogę połamać.
— Liv, nie
gorączkuj się tak. Spójrz na Itasia, nie kłóci się, jest spokojny. — Samon
musiał mieć już nieźle w czubie, ponieważ bez wahania podpełzł na czworakach do
Uchihy i siadł tak blisko, że prawie stykali się nosami. — Bierz z niego
przykład.
— Nie masz za
grosz instynktu samozachowawczego, Sam — zaśmiała się lekko, zatrzymując się
obok milczącego kompana i zaglądając mu w twarz. — Nie no, masz więcej szczęścia
niż rozumu. Nie aktywował Sharingana.
— Odsuń się od
niego. Przeszkadzasz nam w nawiązaniu bardziej intymnych… — Samon czknął lekko,
zanim kontynuował. — … relacji.
— Czego? — Z
gardła Liv wyrwał się niekontrolowany rechot, a chwilę później już śmiała się
otwarcie aż mrużąc powieki z uciechy. — No, no… nie podejrzewałam, że to twój
typ. Kazama, wychodzimy — zadecydowała, uśmiechając się cwaniacko. Przez
dłuższą chwilę przyglądała się twarzy bruneta żeby zaraz odwrócić się i odejść,
wlokąc za sobą pobratymca.
— Senju, a ty
dokąd?
— Uchiha,
zostawiam was samych, na małe tete a tete — odpowiedziała ze słodyczą,
odwracając się do niego przez ramię. Dostrzegając mord w jego oczach mimowolnie
na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. — Macie kwadrans.
— Jejku, Liv. Tylko
tyle? Nie zdążę go nawet rozgrzać…
— Żebym ja cię
zaraz nie rozgrzał, moim katonem!
***
— O jaaa… Co się
w ogóle tam dzieję? — Zaku odkleił się od szkła i spojrzał na towarzyszy.
— Mnie ciekawi
dlaczego tych dwoje aż tak się nie lubi?
— Nie wiem,
Miwa. On jest zupełnie inny przy sensei. — Zaku podrapał się zamyślony po
głowie, marszcząc zabawnie nos. — Dla wszystkich jest miły, uprzejmy i nawet
momentami zabawny, a jak dochodzi do ich spotkania to mam wrażenie, że wstępuje
w niego jakiś zły demon.
— A ja chyba
wiem o co chodzi. — Yuchiro przeczesał palcami grzywkę, wzdychając cicho. —
Oboje mają twarde charaktery i to jest między innymi powodem konfliktu. Żadne nie
chce ustąpić. Jednocześnie źródłem zgrzytów pozostaje historia waszych rodów.
Od zawsze te dwa klany nie mogły się dogadać i prędzej czy później dochodziło
do starć. To jest źródło problemu. Te rody zwyczajnie nie umieją żyć w zgodzie
i już.
— Niechętnie to
przyznam, ale chyba masz rację. — Zaku zerknął w okno i znów przylgnął do szyby.
— Patrzcie, wracają.
***
— No i co,
gołąbeczki? Dobrze było? — Liv stanęła nad towarzyszami, podpierając się pod
boki. Z rozbawieniem odnotowała jak Samon zerka tęsknie na Uchihę, wzdychając
ze smutkiem.
— Kobieto, przy
takim czasie to nawet ubrań nie opłaca się zdejmować. — Samon prychnął obrażony,
układając się na ramieniu Itachiego.
— Nadużywasz cierpliwości…
— syknął brunet i szybko strzepnął niewygodny ciężar.
— Czyli Uchiha
nie jest tak utalentowany jak się mówi w wiosce — zacmokała głośno, spoglądając
na rywala spod rzęs. — No nic. Zawsze wiedziałam, że plotki są mocno
przesadzone...
— Nie prowokuj
mnie, Senju! Chyba, że chcesz się przekonać na własnej skórze, ile prawdy jest
w każdej plotce.
— Nie produkuj
się. Jestem zbyt spokojna żeby dać się wciągnąć w twoją kolejną grę — stwierdziła
ze znudzeniem. Odchodząc na leżankę, zerknęła na niego przez ramię i dodała: —
Chyba, że chcesz mi coś pokazać na jedynym chętnym w tym pokoju. Wtedy może
rzucę okiem jak sobie radzisz.
W odpowiedzi
usta Itachiego zacisnęły się w wąską kreskę i tylko spojrzał na nią spode
łba.
— Szczeniaki, do
łóżek! Koniec widowiska! — warknęła zgarniając z mebla poduszkę i rzucając w
stronę okna. W momencie jak uderzyła o szybę, usłyszeli ciche piski i tupot
uciekających geninów.
— Łoo... Nawet
po pijaku ich wyczułaś. Respekt! — Samon zaklaskał głośno i po chwili osunął
się na podłogę. Nie minęła nawet minuta, jak rozległo się głośne chrapanie
świadczące, że jako pierwszy odpadł z improwizowanej popijawy.
— Twój kolega
dużo gada, ale głowę ma słabą — podsumował Kazama, obrzucając śpiącego
zdegustowanym spojrzeniem.
— Samon to…
Samon. Jego nie można zrozumieć, trzeba zwyczajnie zaakceptować — wymamrotała
podczas ziewania, gdy układała się na posłaniu. — Dobra panowie, ja też
odpadam.
Hehehehehe... Liv jest yaoistką?! To ja z nią! ;]Notka świetna! Czekam na next! Pozdrawiam i dużo weny życzę! ;]
OdpowiedzUsuńNo kurde ja uwielbiam Itachiego dlatego jest głównym bohaterem na moim opowiadaniu :D
OdpowiedzUsuńNotka długa i fajnie mi sie ja czytało :D
Byłam sina jak wbiła mu kły w szyje i sie tym rozkoszowała :D Itacho jest gejem ?! xD Nieeeeeeeeeeeeee xD
Jestem ciekawa następnej notki :D
Przeczytałam Twoje opowiadanie i muszę powiedzieć,że jest niezłe. Świetnie ci wychodzą dialogi i słowne przepychanki Liv i Itachiego, nieźle się uśmiałam.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam Twoje opowiadanie, bo mamy troszkę podobnych bohaterów, dlatego chce być szczera i mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe.
Niezbyt podoba mi się motyw demonów, uważam, że sama obecność osób z tak wielkich klanów i ich silnych charakterów jest wystarczającą atrakcją i świetnym pomysłem na opowiadanie. Jednak to Twoje opowiadanie i Twój pomysł na fabułę i akcję i na razie świetnie sobie radzisz.
Uwielbiam Itachiego, wręcz go ubóstwiam łącznie z jego urodą i hipnotyzującym charakterem. Adres bloga wskazuje, że to będzie chyba tekst o Itachim i Liv, żałowałam więc troszkę, ze to Kazama,a nie Itachi był uwięziony z Liv. Czekam na kolejną pikantna scenę z tą dwójką ;).
Życzę Ci dużo weny i pomysłów i by kolejna notka była dłuższa i jak najszybciej :))
pozdrawiam
Hahaha xD no świetny rozdzialik, nie powiem xD a Sam to tak na serio woli chłopców? W nawet jak nie to i tak scena z Itasiem wymiata *tryb yaoistki* xD a mam jeszcze jedno pytanie... Może nie bardzo w temacie, ale ile masz lat? XD nurtują mnie dziwne rzeczy, wieem xD
OdpowiedzUsuń