Iri Akuma - Kto wie, może i Liv
ma takie ciągotki? :) Nie no żartuję:D
Hana- chan - spokojna Twoja rozczochrana. Itachi lubi kobiety ;)
Hana- chan - spokojna Twoja rozczochrana. Itachi lubi kobiety ;)
Moon - cieszę się że moje
opowiadanie Cię zainteresowało i nie gniewam się, że nie podoba Ci sie motyw z
demonami. Masz rację, że to dwa tak złożone rody, że nie trzeba było tego
wprowadzać ale chciałam żeby było ciekawiej i chyba nawet mi wyszło. Mam pomysł
na kilka opowiadań z tymi bohaterami i kto wie, może w następnych zrobię z Liv
pełnokrwistego człowieka :D
Aoi - tak jak mówiłam, nasz
przystojny Uchiha kocha kobiety, a one jego ;) a ile mam lat? Dużooo.. 23:) Mam
nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość:D
No to lecimy z nowym rozdziałem XD
Wpadające promienie słoneczne nieprzyjemnie oświetlały
twarz Liv, brutalnie wyrywając ją ze snu. Bez udziału woli zacisnęła mocniej
powieki, by choć trochę odgrodzić się od drażniącego blasku, ale nie wierzyła w
powodzenie tego zabiegu. Co jak co, ale nie planowała pobudki o świcie, ale
parszywy los postanowił inaczej. Gdy i to nie przyniosło efektów, z cichym
przekleństwem przewróciła się na bok, a to zaowocowało bolesnym w skutkach
upadkiem.
— Cholera! — krzyknęła w szoku i zaraz złapała się za
głowę. Miała wrażenie, że pod czaszką ma potłuczone szkło, które przy każdym
najmniejszym ruchu drażni boleśnie zakończenia nerwowe. Krzyk również nie był
najmądrzejszym pomysłem przy takim kacu gigancie. No, ale o tym przekonała się
po fakcie.
— Senju, masz grację i subtelność tarana. — Cichy chłodny
głos, dotarł do uszu kunoichi momentalnie pogarszając jej humor. Nie musiała się
odwracać aby wiedzieć, że ciemne oczy zmrużyły się gniewnie. Tak, tylko jedna
osoba mogła być bardziej irytująca od skutków przepicia. Kto taki? Oczywiście,
że Itachi Uchiha.
— Zadając się z takim jaskiniowcem jak ty, nie może być
inaczej — prychnęła w odpowiedzi, przeczesując palcami grzywkę i rozglądając
się wokoło. Cóż, walające się po podłodze butelki nie należały do najbardziej
zachęcających widoków. Ogółem, gdyby ktoś ich zastał w takim otoczeniu, z
pewnością nie zapomniałby donieść o tym Hokage. I chociaż Tsunade nie wylewała
za kołnierz, to jakoś Senju nie wierzyła żeby darowała im gadkę umoralniającą.
W każdym razie kunoichi powzięła postanowienie. Przez najbliższy miesiąc nie
tknie niczego co przeszło przez łapy Samona.
— Boże, jak wam się tak chce od rana? Ja myślę tylko o
ugaszeniu pragnienia, ewentualnie o śmierci, a wy macie siłę na kłótnie. — Sam
ociężałym ruchem podniósł się z posadzki i rozejrzał po obecnych. — Liv, mam
dwie wiadomości. Dobra jest ta, że łańcuch zniknął, a jeszcze lepsza, że
zniknął również Kazama.
— Świetnie, jedna gęba mniej do wody — mruknęła cicho Senju,
pełznąc do małej lodówki, hojnie zaopatrzonej, w rogu pokoju. Wczoraj odkryła
urządzenie całkiem przypadkowo, gdy zahaczyła rękawem o klamkę. Projektant
wnętrz sprytnie ukrył ją w zabudowie. — Znajcie moją dobrą wolę —
stwierdziła, rzucając każdemu po butelce
z wodą.
Kiedy wreszcie uzupełniła płyny, przymknęła powieki
rozmasowując skronie. Chyba nadeszła najwyższa pora aby wyjaśnić kilka spraw.
— Sam, skąd dorwałeś ten alkohol? — Otarła usta wierzchem
ręki, patrząc na niego spod przymkniętych powiek.
— Nie martw się, to było pewne źródło.
— Pewne źródło mówisz? Jasne — parsknęła ochryple,
wygładzając pomięte ubranie. Chyba powinna pomyśleć o przebraniu się w normalny
strój. Ten po pierwsze nie nadawał się do walki, a po drugie… cholera, co tu
kryć. Czuła się w nim niekomfortowo naga. — Zawsze tak gadasz, a później
wychodzi szydło z worka.
— Ej! Nie moja wina, że tamten wędrowiec kłamał o zwoju!
— Oczywiście, że nie twoja. Twoją winą jest, że nabrałeś
się na tanią gadkę jak naiwny dzieciak — wytknęła mu brutalnie, kręcąc z
niedowierzaniem głową. — Chodźcie,
za niedługo wyruszamy a wypadałoby się odświeżyć.
— Świat się kończy. Rozsądna Senju. Może powinnaś pić częściej,
widzę, że ci to służy.
— Jeżeli będę musiała przebywać i pracować z tobą częściej,
to z pewnością wpadnę w alkoholizm.
— Całe życie z wariatami — mruknął cierpiętniczo Samon,
wlokąc się do wyjścia.
Ślimaczym tempem poruszali się w kierunku wioski ukrytej w
piasku. Całą grupą doszli do wniosku, że darują sobie szyk obronny. Droga którą
wybrali była całkowicie odkryta i napastnicy musieli by być albo bardzo dobrze
wyszkoleni albo zdesperowani.
— Sensei? — Shion zerknęła na bladą twarz mistrzyni. — Jak
staniemy to mogę zrobić napar z ziół. On powinien zbić objawy przedawkowania
alkoholu.
— Nazywaj rzeczy po imieniu — nie patrząc na uczennice
potarła lekko skronie. — Mam kaca i jakoś brak mi sił na analizowanie bardziej
skomplikowanych wypowiedzi. Masz coś przeciwbólowego to zrób.
— Dobrze.
— Zrób jedną porcję, tylko dla mnie — uśmiechnęła się
złośliwie patrząc na idących z przodu mężczyzn. — Oni mają cierpieć — szaleńczy
śmiech wyrwał się z jej gardła gdy zacierała ręce z uciechy.
— Ale… — młoda kunoichi zmarszczyła brwi zaciskając usta w
wąską kreskę.
— Dobra,
już dobra — wykrzywiła się lekko pod karcącym spojrzeniem podopiecznej. —
Żartowałam tylko — patrzyła jak dziewczyna odchodzi i mruknęła — Doprawdy, moja
grupa ma za miękkie serca. Zero charakteru.
Zamyślona siedziała oparta o drzewo i patrzyła w gwiazdy.
Przy ogniu siedzieli Samon i Itachi popijając napar przygotowany przez młodą
medyczkę. Cała reszta towarzystwa już dawno pogrążona była we śnie. Kątem oka
zobaczyła, że Sam przysuwa się bliżej do siedzącego obok mężczyzny i nachyla
twarz jego stronę. Uniosła brwi w zdziwieniu i skupiła całą swoją uwagę na
obserwacji tej dwójki.
— Pamiętasz wszystko z wczoraj?
— Mhm — czarne ślepia przyglądały się jakiemuś punktowi w
ognisku.
Widziała jak jej przyjaciel zamilkł na chwilę rozmyślając
ad czymś intensywnie. Musiało być to coś co nie dawało mu spokoju, bo co chwilę
odgarniał w zdenerwowaniu długie włosy. Powoli domyślała się o co może chodzić,
ale żyła nadzieją, że ten idiota tego nie powie i nie zrobi nic głupiego.
— Ty mówiłeś serio?
— O czym? — powolnym ruchem odwrócił twarz do kompana.
Czarna brew zadrgała nerwowo gdy zauważył, że jego rozmówca przybliża się do
jego twarzy.
— No o tym, że byłbyś zainteresowany Kazamą — cichy szept
rozniósł się w powietrzu.
— Od kiedy to interesuje cię moja orientacja seksualna?
— No ten, bo ja…
Cholera! Sam nie rób tego — zagryzła mocno wargi patrząc
jak nachyla się do Uchihy. — On cię zabiję za tą próbę — w myślach miała prawdziwy
chaos.
Blada dłoń jak torpeda śmignęła do twarzy nachylającego się
mężczyzny, ogradzając go od celu i zatykając usta.
— Chyba się zagalopowałeś — czarne oczy zmrużyły się w
gniewie — Nie jestem zainteresowany mężczyznami. Lubię kobiety, tylko i
wyłącznie kobiety.
Nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu, postanowiła
interweniować zanim ten baran powie coś z czego ciężko będzie się wycofać.
Uniosła rękę i teleportowała się wpychając między nich. Swoim brutalnym i bezceremonialnym
wtargnięciem sprawiła, że Sam wylądował plackiem na ziemi, a dłoń Uchihy
znalazła się przy jej twarzy. Uśmiechnęła się nerwowo pod ich zdezorientowanym
spojrzeniami i odsunęła na bok przeszkodę zatykającą jej usta.
— Chłopcy, spokój — wyjęła z kieszeni zwinięty banknot i
wepchnęła w ręce zaskoczonego kompana. — Masz, nie mogę uwierzyć, że przegrałam
taki durny zakład — przewróciła oczami.
— Zakład?
— No tak Uchiha. Zakład — pokiwała potakująco głową
unikając jego wzroku. — Założyłam się z nim, że jesteś tak wyuzdany, że nie
odmówisz sobie pocałunku z mężczyzną — uniosła rękę do oczu w udawanym
załamaniu. — A tu takie rozczarowanie — kątem oka zarejestrowała wdzięczne
spojrzenie przyjaciela, który wreszcie pojął, co ona najlepszego wyprawia.
— Senju! Czy mi się zdaję? Czy ty zamierzałaś zabawić się
moim kosztem?!
— Eee… — widząc, że jej życie jest zagrożone, powoli
zaczęła pełznąć do tyłu, oddalając się od grożącego wybuchem mężczyzny. — No co
ty? Będziesz się złościł o taki żarcik? Nie bądź taki sztywniak. Przecież nic
się nie stało.
— Liv? — Samon złapał ją za ramię odciągając od wstającego
Itachiego. — Plan ucieczki delta.
— Co?! — wielkie zielone oczy spojrzały na niego w szoku.
— Jazda, jeśli ci życie miłe! Styl ziemi, ruchome piaski!
Dopiero jego głośny głos wyrwał ją z odrętwienia. Nie
zwlekając ani chwili dłużej w mgnieniu oka złożyła pieczęcie.
— Styl wody, ukrycie wśród mgieł — jak błyskawica pognała
przed siebie.
— Szlag! Uciekł! — oparł głowę na plecaku jednocześnie
utwardzając ziemię. — Jesteś zdana na siebie i swój urok osobisty — pomyślał
chwilę i westchnął — Cholera, w takim razie już mogę kopać dla niej dołek.
— Jasny gwint — tym właśnie się kończy chęć pomocy. Skórę
tamtego głąba może i uratowała, ale gorzej, że teraz to jej jest zagrożona. A
chciała tylko uratować jego reputacje. Zasapana usiadła na grubym konarze.
Przymknęła powieki, próbując wyczuć czakre tego złośnika. Nie wyczuwając
niebezpieczeństwa, oparła się o gruby pień by zebrać myśli.
— Przede mną się nie ukryjesz — cichy warkot rozległ się
tuż przy jej uchu.
Zaskoczona zeskoczyła z gałęzi i po chwili poczuła silne
pchnięcie i dłonie zaciskające się na jej ramionach. Siła impetu z jaką na nią
wpadł sprawiła, że straciła równowagę i uderzyła plecami o ziemię,
przygwożdżona brutalnie jego ciężarem.
— Uchiha, wrzuć na luz! — wierzgała się dziko, próbując
zrzucić uciążliwy ciężar. — Nawet jakby doszło do pocałunku, to co by się
wielkiego stało? — sapnęła głośno podejmując ostatnią próbę uwolnienia się od
napastnika. Mało, że zakończyła się fiaskiem, to jeszcze unieruchomił jej ręce
nad głową zmieniając sytuację z trudnej do beznadziejnej.
— Ja ci powiem co by się stało! Cała wioska by mnie wzięła
za pedała! Nie mówiono by o niczym innym!
— Po jednym pocałunku? Nie dramatyzuj Uchiha — przewróciła
oczami widząc jego stężałą od gniewu twarz. — Twój brat jakoś nie przejmuje się
plotkami.
— Zaku?
— Sasuke. Ciągle się włóczy z Uzumakim i przez to powstają
ploty.
— Są przyjaciółmi! Zresztą, rozmawiamy o mnie, a nie o nim!
— No właśnie o tobie. Zdecyduj się wreszcie. Znajdź matkę
swoich dzieci i nikt nie powie, że z tobą coś nie tak. Tak Uchiha! Wiem co ci
chodzi po głowie. Za długo znam ciebie i ten przeklęty klan! Najważniejsza
reputacja i te wasze gry pozorów, aż się rzygać chce! No i te wasz ciągotki do
władzy! Dziękuję niebiosom, że nie jestem od was tylko z Senju! U nas jest
normalnie Uchiha! Tak! Dobrze słyszałeś! Każdy szanuje drugiego, możesz być kim
chcesz i nikt się nie wtrąca! Mimo, że to przez decyzję moich rodziców jestem
kim jestem, to nigdy nie próbowali mnie wciągnąć w żadne gierki polityczne! A
przecież byłabym idealną karta przetargową! Uchiha z pewnością skorzystaliby z
takiego atutu! Tym się właśnie różnią nasze rodziny! Moja zawsze kierowała się
dobrem wszystkich. Nie potrafiła porzucić Konohy i jej mieszkańców dla własnego
ego! Działali nie dla klanu, tylko dla bezpieczeństwa całej osady!
— Ja też jestem oddany wiosce! Jestem gotów oddać życie za
jej ochronę!
— Mówię ogółem! Korzenie są nadgniłe, a to one dostarczają
prawie wszystkiego liściom! Ty jesteś takim liściem, gdzie słońce ukształtowało
twoje poglądy które na szczęście są normalne. Sasuke ma Naruto, ja staram się
kształtować Zaku, ale ile chorych liści wydał twój klan?
Zamilkł na chwilę w ciszy analizując jej słowa. Wiedziała,
że nie powinna się wtrącać, ale te słowa zalegały w niej od początku. Od
momentu gdy pierwszy raz zetknęła się z tym przeklętym rodem.
— Senju, w jednym się mylisz. Nasz klan się zmienia, powoli
ale jednak.
— Obserwuję was od zawsze, możesz wierzyć albo nie, że
oczekuję tych zmian z zapartym tchem — westchnęła cicho by się uspokoić. — To
może teraz mnie puścisz?
— Nie było kary.
— No daj spokój! Kara za coś takiego? Uchiha, nie bądź
dupkiem!
— Senju to, że sobie pogadaliśmy nic nie zmienia. Nadal
działasz na mnie jak płachta na byka i to się raczej nie zmieni — złapał obie
jej dłonie jedną ręką, drugą chwycił za twarz zmuszając do odwrócenia głowy w
bok.
— Dupek na zawsze pozostanie dupkiem — warknęła pod nosem,
piorunując go wzrokiem.
— Za to pyskowanie powinienem obciąć ci język, ale co tam.
Dziś dzień dobroci dla zwierząt i
ci daruję — nachylił się nisko owiewając ciepłym oddechem jej skórę — Oznaczymy
cię Senju.
— Co zrobisz?!
— Oznakuję, to sprawi, że na dłużej zapamiętasz że mnie się
nie drażni.
— Ani się waż draniu! — jęknęła głośno gdy przyssał się do
jej szyi. Warcząc wściekle siłowała się w jego uścisku.
Z uśmiechem na twarzy odsunął się od niej podziwiając swoje
dzieło.
— Wyszło elegancko, co jak co, ale ma się talent do takich
rzeczy — w jego głosie pobrzmiewała szczera satysfakcja.
— Nienawidzę cię Uchiha!
— Też cię kocham Senju.
Silny wiatr rozwiewał jej włosy. Szła szybkim krokiem za
powozem, morderczym wzrokiem wbijając się w plecy idącego przed nią mężczyzny.
Aż ją ręka świerzbiła by przyłożyć czymś ciężkim w tą czarną czuprynę. Oderwała
oczy od obiektu swoich morderczych myśli i zerknęła pytająco na idących obok
uczniów.
— Ile zajmie nam jeszcze droga?
— Myślę, że ze trzy dni. Już jesteś zmęczony Zaku?
— Nie — chłopiec uciekł spojrzeniem w bok. — Tylko, że ta
misja jest tak fajna, aż żal, że to już prawie koniec.
— Jeszcze nie takie misje was czekają — zaśmiała się pod
nosem.
— No tak, ale nie z tą drużyną — Yuchiro spojrzał znacząco
na grupę Itachiego.
— No nie mogę, aż tak się zżyliście?
— A ty nie, sensei? — wielkie oczy Shion wpatrywały się w
nią z napięciem.
— No cóż, może trochę — niechętnie powędrowała wzrokiem do
Uchihy mając nadzieję, że nie podsłuchuje.
— No właśnie.
— Młodzież nie łamać się! — poczochrała każde po włosach. —
Przecież mieszkacie w jednej wiosce, co to za problem się spotkać?
— Masz rację sensei! — głośny śmiech geninów rozszedł się
po okolicy.
Gdy wreszcie się uspokoili, zauważyła że bystre jasne oczy z uwagą wpatrują
się w jej szyję. Miała ochotę jęknąć z żalu, że ma tak spostrzegawczego ucznia.
— Sensei?
— Słucham.
— Bo masz taką plamę na szyi, coś cię ugryzło?
— Tak Yuchiro. Taki wielki i oślizgły kleszcz —
wypowiadając te słowa, słyszała jak Itachi śmieję się pod nosem popijając wodę.
— Uchiha! Nie udław się! — syknęła głośno.
— Od zawsze wiedziałem, że się o mnie martwisz. Jestem
wzruszony twoją troską Senju.
— To był sarkazm idioto!
W odpowiedzi wybuchnął głośnym i szczerym śmiechem łapiąc
swojego brata i obejmując go ramieniem.
Kyaaaa! To była mega! Ciekawe czy Itachi wie, że zakochał sie w Liv? Powiem jedno, kocham twoje opowiadanie! <3 Pozdrawiam i życzę dużo weny!
OdpowiedzUsuńSkoro mówisz, ze masz pomysł na kolejne opowiadania z Itachim i Liv to wiedz, ze dopilnuję, byś je napisała ;)).
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, jak ja uwielbiam ich słowne przepychanki. Myślałam, że padnę jak Itachi ja "oznakował". Po prostu magia. Uwielbiam tego człowieka. Matkę swoich dzieci? To było epickie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, może następnym razem nie skończy sie jedynie na malince? Wybacz, jestem nakręcona tym, co przeczytałam. Mam nadzieje,z e szybko napiszesz nowy rozdział :).
P.S.
nie przejmuj się wiekiem, ja mam prawie 20 lat a fascynacja "Naruto" wciąż nie mija ;).
wiem, że od opublikowania tej notki minęło zaledwie... 3 dni, ale ja nie mogę się doczekać ciągu dalszego :). Wiec będę nieczuła i będę cię pośpieszać i dopytywać się, kiedy ciąg dalszy historii i Itachim i Liv :).
OdpowiedzUsuńUwielbiam jak mnie naciskasz XD wtedy czuję się taka potrzebna :D... Produkuję się nad one-shotem i mam nadzieję, że się spodoba. Na zaostrzenie apetytu ujawnię, że oboje są wtedy w Anbu i Liv jest szarym człowiekiem. No dobra, nie takim szarym, w końcu to Senju nie?:D
UsuńZawsze do usług :)). Jestem strasznie niecierpliwa jeżeli chodzi o czekanie na rzeczy tak dobre jak to opowiadanie ;).
OdpowiedzUsuńOoooo! Lejesz miód na moje serce, nawet nie wiesz, jak mi się podoba ten pomysł, już wyglądam go z niecierpliwością.
No wiesz, teraz to tym bardziej nie będę się mogła doczekać! Ah Liv nigdy nie jest szarym człowieczkiem, ktoś z takim rodowodem, wyglądem i charakterkiem nie może być nazwany zwyczajnym :).
Tak wiec pisz a ja nie przeszkadzam *.*
Rozdział jest świetny i żałuję, że przeczytałam go dopiero teraz ^^
OdpowiedzUsuńJak już kiedyś pisałam, te wszystkie kłótnie i docinanie sobie nawzajem Itachiego i Liv są czymś, co po prostu kocham w twoim opowiadaniu. :D A przy tym całym "znakowaniu" myślałam, że nie wytrzymam i wybuchnę śmiechem, zwłaszcza, kiedy dodatkowo Yuchiro zapytał o to. Itachi musiał mieć wtedy niezły ubaw ^^
Również cała sytuacja z zakładem była zabawna. To miłe, że Liv pomogła przyjacielowi. Chociaż mam wrażenie, że ten ciągle pakuje ją w kłopoty ^^
Ogólnie, ten rozdział był bardzo pozytywny i podobał mi się niezmiernie :D
Życzę weny i pozdrawiam! :)