9.08.2013

XV Zakład

 Iri Akuma -  Kto wie, może i Liv ma takie ciągotki? :) Nie no żartuję:D
Hana- chan - spokojna Twoja rozczochrana. Itachi lubi kobiety ;)
Moon - cieszę się że moje opowiadanie Cię zainteresowało i nie gniewam się, że nie podoba Ci sie motyw z demonami. Masz rację, że to dwa tak złożone rody, że nie trzeba było tego wprowadzać ale chciałam żeby było ciekawiej i chyba nawet mi wyszło. Mam pomysł na kilka opowiadań z tymi bohaterami i kto wie, może w następnych zrobię z Liv pełnokrwistego człowieka :D
Aoi - tak jak mówiłam, nasz przystojny Uchiha kocha kobiety, a one jego ;) a ile mam lat? Dużooo.. 23:) Mam nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość:D

 No to lecimy z nowym rozdziałem XD

Wpadające promienie słoneczne nieprzyjemnie oświetlały twarz Liv, brutalnie wyrywając ją ze snu. Bez udziału woli zacisnęła mocniej powieki, by choć trochę odgrodzić się od drażniącego blasku, ale nie wierzyła w powodzenie tego zabiegu. Co jak co, ale nie planowała pobudki o świcie, ale parszywy los postanowił inaczej. Gdy i to nie przyniosło efektów, z cichym przekleństwem przewróciła się na bok, a to zaowocowało bolesnym w skutkach upadkiem. 
— Cholera! — krzyknęła w szoku i zaraz złapała się za głowę. Miała wrażenie, że pod czaszką ma potłuczone szkło, które przy każdym najmniejszym ruchu drażni boleśnie zakończenia nerwowe. Krzyk również nie był najmądrzejszym pomysłem przy takim kacu gigancie. No, ale o tym przekonała się po fakcie.
— Senju, masz grację i subtelność tarana. — Cichy chłodny głos, dotarł do uszu kunoichi momentalnie pogarszając jej humor. Nie musiała się odwracać aby wiedzieć, że ciemne oczy zmrużyły się gniewnie. Tak, tylko jedna osoba mogła być bardziej irytująca od skutków przepicia. Kto taki? Oczywiście, że Itachi Uchiha.
— Zadając się z takim jaskiniowcem jak ty, nie może być inaczej — prychnęła w odpowiedzi, przeczesując palcami grzywkę i rozglądając się wokoło. Cóż, walające się po podłodze butelki nie należały do najbardziej zachęcających widoków. Ogółem, gdyby ktoś ich zastał w takim otoczeniu, z pewnością nie zapomniałby donieść o tym Hokage. I chociaż Tsunade nie wylewała za kołnierz, to jakoś Senju nie wierzyła żeby darowała im gadkę umoralniającą. W każdym razie kunoichi powzięła postanowienie. Przez najbliższy miesiąc nie tknie niczego co przeszło przez łapy Samona.
— Boże, jak wam się tak chce od rana? Ja myślę tylko o ugaszeniu pragnienia, ewentualnie o śmierci, a wy macie siłę na kłótnie. — Sam ociężałym ruchem podniósł się z posadzki i rozejrzał po obecnych. — Liv, mam dwie wiadomości. Dobra jest ta, że łańcuch zniknął, a jeszcze lepsza, że zniknął również Kazama.
— Świetnie, jedna gęba mniej do wody — mruknęła cicho Senju, pełznąc do małej lodówki, hojnie zaopatrzonej, w rogu pokoju. Wczoraj odkryła urządzenie całkiem przypadkowo, gdy zahaczyła rękawem o klamkę. Projektant wnętrz sprytnie ukrył ją w zabudowie. — Znajcie moją dobrą wolę — stwierdziła,  rzucając każdemu po butelce z wodą.
Kiedy wreszcie uzupełniła płyny, przymknęła powieki rozmasowując skronie. Chyba nadeszła najwyższa pora aby wyjaśnić kilka spraw.
— Sam, skąd dorwałeś ten alkohol? — Otarła usta wierzchem ręki, patrząc na niego spod przymkniętych powiek.
— Nie martw się, to było pewne źródło.
 — Pewne źródło mówisz? Jasne — parsknęła ochryple, wygładzając pomięte ubranie. Chyba powinna pomyśleć o przebraniu się w normalny strój. Ten po pierwsze nie nadawał się do walki, a po drugie… cholera, co tu kryć. Czuła się w nim niekomfortowo naga. — Zawsze tak gadasz, a później wychodzi szydło z worka.
— Ej! Nie moja wina, że tamten wędrowiec kłamał o zwoju!
— Oczywiście, że nie twoja. Twoją winą jest, że nabrałeś się na tanią gadkę jak naiwny dzieciak — wytknęła mu brutalnie, kręcąc z niedowierzaniem głową. —  Chodźcie, za niedługo wyruszamy a wypadałoby się odświeżyć.
— Świat się kończy. Rozsądna Senju. Może powinnaś pić częściej, widzę, że ci to służy.
— Jeżeli będę musiała przebywać i pracować z tobą częściej, to z pewnością wpadnę w alkoholizm.
— Całe życie z wariatami — mruknął cierpiętniczo Samon, wlokąc się do wyjścia.



Ślimaczym tempem poruszali się w kierunku wioski ukrytej w piasku. Całą grupą doszli do wniosku, że darują sobie szyk obronny. Droga którą wybrali była całkowicie odkryta i napastnicy musieli by być albo bardzo dobrze wyszkoleni albo zdesperowani.
— Sensei? — Shion zerknęła na bladą twarz mistrzyni. — Jak staniemy to mogę zrobić napar z ziół. On powinien zbić objawy przedawkowania alkoholu.
— Nazywaj rzeczy po imieniu — nie patrząc na uczennice potarła lekko skronie. — Mam kaca i jakoś brak mi sił na analizowanie bardziej skomplikowanych wypowiedzi. Masz coś przeciwbólowego to zrób.
— Dobrze.
— Zrób jedną porcję, tylko dla mnie — uśmiechnęła się złośliwie patrząc na idących z przodu mężczyzn. — Oni mają cierpieć — szaleńczy śmiech wyrwał się z jej gardła gdy zacierała ręce z uciechy.
— Ale… — młoda kunoichi zmarszczyła brwi zaciskając usta w wąską kreskę.
— Dobra, już dobra — wykrzywiła się lekko pod karcącym spojrzeniem podopiecznej. — Żartowałam tylko — patrzyła jak dziewczyna odchodzi i mruknęła — Doprawdy, moja grupa ma za miękkie serca. Zero charakteru.




Zamyślona siedziała oparta o drzewo i patrzyła w gwiazdy. Przy ogniu siedzieli Samon i Itachi popijając napar przygotowany przez młodą medyczkę. Cała reszta towarzystwa już dawno pogrążona była we śnie. Kątem oka zobaczyła, że Sam przysuwa się bliżej do siedzącego obok mężczyzny i nachyla twarz jego stronę. Uniosła brwi w zdziwieniu i skupiła całą swoją uwagę na obserwacji tej dwójki.
— Pamiętasz wszystko z wczoraj?
— Mhm — czarne ślepia przyglądały się jakiemuś punktowi w ognisku.
Widziała jak jej przyjaciel zamilkł na chwilę rozmyślając ad czymś intensywnie. Musiało być to coś co nie dawało mu spokoju, bo co chwilę odgarniał w zdenerwowaniu długie włosy. Powoli domyślała się o co może chodzić, ale żyła nadzieją, że ten idiota tego nie powie i nie zrobi nic głupiego.
— Ty mówiłeś serio?
— O czym? — powolnym ruchem odwrócił twarz do kompana. Czarna brew zadrgała nerwowo gdy zauważył, że jego rozmówca przybliża się do jego twarzy.
— No o tym, że byłbyś zainteresowany Kazamą — cichy szept rozniósł się w powietrzu.
— Od kiedy to interesuje cię moja orientacja seksualna?
— No ten, bo ja…
Cholera! Sam nie rób tego — zagryzła mocno wargi patrząc jak nachyla się do Uchihy. — On cię zabiję za tą próbę — w myślach miała prawdziwy chaos.
Blada dłoń jak torpeda śmignęła do twarzy nachylającego się mężczyzny, ogradzając go od celu i zatykając usta.
— Chyba się zagalopowałeś — czarne oczy zmrużyły się w gniewie — Nie jestem zainteresowany mężczyznami. Lubię kobiety, tylko i wyłącznie kobiety.
Nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu, postanowiła interweniować zanim ten baran powie coś z czego ciężko będzie się wycofać. Uniosła rękę i teleportowała się wpychając między nich. Swoim brutalnym i bezceremonialnym wtargnięciem sprawiła, że Sam wylądował plackiem na ziemi, a dłoń Uchihy znalazła się przy jej twarzy. Uśmiechnęła się nerwowo pod ich zdezorientowanym spojrzeniami i odsunęła na bok przeszkodę zatykającą jej usta.
— Chłopcy, spokój — wyjęła z kieszeni zwinięty banknot i wepchnęła w ręce zaskoczonego kompana. — Masz, nie mogę uwierzyć, że przegrałam taki durny zakład — przewróciła oczami.
— Zakład?
— No tak Uchiha. Zakład — pokiwała potakująco głową unikając jego wzroku. — Założyłam się z nim, że jesteś tak wyuzdany, że nie odmówisz sobie pocałunku z mężczyzną — uniosła rękę do oczu w udawanym załamaniu. — A tu takie rozczarowanie — kątem oka zarejestrowała wdzięczne spojrzenie przyjaciela, który wreszcie pojął, co ona najlepszego wyprawia.
— Senju! Czy mi się zdaję? Czy ty zamierzałaś zabawić się moim kosztem?!
— Eee… — widząc, że jej życie jest zagrożone, powoli zaczęła pełznąć do tyłu, oddalając się od grożącego wybuchem mężczyzny. — No co ty? Będziesz się złościł o taki żarcik? Nie bądź taki sztywniak. Przecież nic się nie stało.
— Liv? — Samon złapał ją za ramię odciągając od wstającego Itachiego. — Plan ucieczki delta.
— Co?! — wielkie zielone oczy spojrzały na niego w szoku.
— Jazda, jeśli ci życie miłe! Styl ziemi, ruchome piaski!
Dopiero jego głośny głos wyrwał ją z odrętwienia. Nie zwlekając ani chwili dłużej w mgnieniu oka złożyła pieczęcie.
— Styl wody, ukrycie wśród mgieł — jak błyskawica pognała przed siebie.
— Szlag! Uciekł! — oparł głowę na plecaku jednocześnie utwardzając ziemię. — Jesteś zdana na siebie i swój urok osobisty — pomyślał chwilę i westchnął — Cholera, w takim razie już mogę kopać dla niej dołek.
— Jasny gwint — tym właśnie się kończy chęć pomocy. Skórę tamtego głąba może i uratowała, ale gorzej, że teraz to jej jest zagrożona. A chciała tylko uratować jego reputacje. Zasapana usiadła na grubym konarze. Przymknęła powieki, próbując wyczuć czakre tego złośnika. Nie wyczuwając niebezpieczeństwa, oparła się o gruby pień by zebrać myśli.
— Przede mną się nie ukryjesz — cichy warkot rozległ się tuż przy jej uchu.
Zaskoczona zeskoczyła z gałęzi i po chwili poczuła silne pchnięcie i dłonie zaciskające się na jej ramionach. Siła impetu z jaką na nią wpadł sprawiła, że straciła równowagę i uderzyła plecami o ziemię, przygwożdżona brutalnie jego ciężarem.
— Uchiha, wrzuć na luz! — wierzgała się dziko, próbując zrzucić uciążliwy ciężar. — Nawet jakby doszło do pocałunku, to co by się wielkiego stało? — sapnęła głośno podejmując ostatnią próbę uwolnienia się od napastnika. Mało, że zakończyła się fiaskiem, to jeszcze unieruchomił jej ręce nad głową zmieniając sytuację z trudnej do beznadziejnej.
— Ja ci powiem co by się stało! Cała wioska by mnie wzięła za pedała! Nie mówiono by o niczym innym!
— Po jednym pocałunku? Nie dramatyzuj Uchiha — przewróciła oczami widząc jego stężałą od gniewu twarz. — Twój brat jakoś nie przejmuje się plotkami.
— Zaku?
— Sasuke. Ciągle się włóczy z Uzumakim i przez to powstają ploty.
— Są przyjaciółmi! Zresztą, rozmawiamy o mnie, a nie o nim!
— No właśnie o tobie. Zdecyduj się wreszcie. Znajdź matkę swoich dzieci i nikt nie powie, że z tobą coś nie tak. Tak Uchiha! Wiem co ci chodzi po głowie. Za długo znam ciebie i ten przeklęty klan! Najważniejsza reputacja i te wasze gry pozorów, aż się rzygać chce! No i te wasz ciągotki do władzy! Dziękuję niebiosom, że nie jestem od was tylko z Senju! U nas jest normalnie Uchiha! Tak! Dobrze słyszałeś! Każdy szanuje drugiego, możesz być kim chcesz i nikt się nie wtrąca! Mimo, że to przez decyzję moich rodziców jestem kim jestem, to nigdy nie próbowali mnie wciągnąć w żadne gierki polityczne! A przecież byłabym idealną karta przetargową! Uchiha z pewnością skorzystaliby z takiego atutu! Tym się właśnie różnią nasze rodziny! Moja zawsze kierowała się dobrem wszystkich. Nie potrafiła porzucić Konohy i jej mieszkańców dla własnego ego! Działali nie dla klanu, tylko dla bezpieczeństwa całej osady!
— Ja też jestem oddany wiosce! Jestem gotów oddać życie za jej ochronę!
— Mówię ogółem! Korzenie są nadgniłe, a to one dostarczają prawie wszystkiego liściom! Ty jesteś takim liściem, gdzie słońce ukształtowało twoje poglądy które na szczęście są normalne. Sasuke ma Naruto, ja staram się kształtować Zaku, ale ile chorych liści wydał twój klan?
Zamilkł na chwilę w ciszy analizując jej słowa. Wiedziała, że nie powinna się wtrącać, ale te słowa zalegały w niej od początku. Od momentu gdy pierwszy raz zetknęła się z tym przeklętym rodem.
— Senju, w jednym się mylisz. Nasz klan się zmienia, powoli ale jednak.
— Obserwuję was od zawsze, możesz wierzyć albo nie, że oczekuję tych zmian z zapartym tchem — westchnęła cicho by się uspokoić. — To może teraz mnie puścisz?
— Nie było kary.
— No daj spokój! Kara za coś takiego? Uchiha, nie bądź dupkiem!
— Senju to, że sobie pogadaliśmy nic nie zmienia. Nadal działasz na mnie jak płachta na byka i to się raczej nie zmieni — złapał obie jej dłonie jedną ręką, drugą chwycił za twarz zmuszając do odwrócenia głowy w bok.
— Dupek na zawsze pozostanie dupkiem — warknęła pod nosem, piorunując go wzrokiem.
— Za to pyskowanie powinienem obciąć ci język, ale co tam. Dziś dzień dobroci dla zwierząt  i ci daruję — nachylił się nisko owiewając ciepłym oddechem jej skórę — Oznaczymy cię Senju.
— Co zrobisz?!
— Oznakuję, to sprawi, że na dłużej zapamiętasz że mnie się nie drażni.
— Ani się waż draniu! — jęknęła głośno gdy przyssał się do jej szyi. Warcząc wściekle siłowała się w jego uścisku.
Z uśmiechem na twarzy odsunął się od niej podziwiając swoje dzieło.
— Wyszło elegancko, co jak co, ale ma się talent do takich rzeczy — w jego głosie pobrzmiewała szczera satysfakcja.
— Nienawidzę cię Uchiha!
— Też cię kocham Senju.



Silny wiatr rozwiewał jej włosy. Szła szybkim krokiem za powozem, morderczym wzrokiem wbijając się w plecy idącego przed nią mężczyzny. Aż ją ręka świerzbiła by przyłożyć czymś ciężkim w tą czarną czuprynę. Oderwała oczy od obiektu swoich morderczych myśli i zerknęła pytająco na idących obok uczniów.
— Ile zajmie nam jeszcze droga?
— Myślę, że ze trzy dni. Już jesteś zmęczony Zaku?
— Nie — chłopiec uciekł spojrzeniem w bok. — Tylko, że ta misja jest tak fajna, aż żal, że to już prawie koniec.
— Jeszcze nie takie misje was czekają — zaśmiała się pod nosem.
— No tak, ale nie z tą drużyną — Yuchiro spojrzał znacząco na grupę Itachiego.
— No nie mogę, aż tak się zżyliście?
— A ty nie, sensei? — wielkie oczy Shion wpatrywały się w nią z napięciem.
— No cóż, może trochę — niechętnie powędrowała wzrokiem do Uchihy mając nadzieję, że nie podsłuchuje.
— No właśnie.
— Młodzież nie łamać się! — poczochrała każde po włosach. — Przecież mieszkacie w jednej wiosce, co to za problem się spotkać?
— Masz rację sensei! — głośny śmiech geninów rozszedł się po okolicy.
Gdy wreszcie się uspokoili, zauważyła  że bystre jasne oczy z uwagą wpatrują się w jej szyję. Miała ochotę jęknąć z żalu, że ma tak spostrzegawczego ucznia.
— Sensei?
— Słucham.
— Bo masz taką plamę na szyi, coś cię ugryzło?
— Tak Yuchiro. Taki wielki i oślizgły kleszcz — wypowiadając te słowa, słyszała jak Itachi śmieję się pod nosem popijając wodę.
— Uchiha! Nie udław się! — syknęła głośno.
— Od zawsze wiedziałem, że się o mnie martwisz. Jestem wzruszony twoją troską Senju.
— To był sarkazm idioto!
W odpowiedzi wybuchnął głośnym i szczerym śmiechem łapiąc swojego brata i obejmując go ramieniem.

6 komentarzy:

  1. Kyaaaa! To była mega! Ciekawe czy Itachi wie, że zakochał sie w Liv? Powiem jedno, kocham twoje opowiadanie! <3 Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro mówisz, ze masz pomysł na kolejne opowiadania z Itachim i Liv to wiedz, ze dopilnuję, byś je napisała ;)).
    Rozdział świetny, jak ja uwielbiam ich słowne przepychanki. Myślałam, że padnę jak Itachi ja "oznakował". Po prostu magia. Uwielbiam tego człowieka. Matkę swoich dzieci? To było epickie. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy, może następnym razem nie skończy sie jedynie na malince? Wybacz, jestem nakręcona tym, co przeczytałam. Mam nadzieje,z e szybko napiszesz nowy rozdział :).

    P.S.
    nie przejmuj się wiekiem, ja mam prawie 20 lat a fascynacja "Naruto" wciąż nie mija ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem, że od opublikowania tej notki minęło zaledwie... 3 dni, ale ja nie mogę się doczekać ciągu dalszego :). Wiec będę nieczuła i będę cię pośpieszać i dopytywać się, kiedy ciąg dalszy historii i Itachim i Liv :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam jak mnie naciskasz XD wtedy czuję się taka potrzebna :D... Produkuję się nad one-shotem i mam nadzieję, że się spodoba. Na zaostrzenie apetytu ujawnię, że oboje są wtedy w Anbu i Liv jest szarym człowiekiem. No dobra, nie takim szarym, w końcu to Senju nie?:D

      Usuń
  4. Zawsze do usług :)). Jestem strasznie niecierpliwa jeżeli chodzi o czekanie na rzeczy tak dobre jak to opowiadanie ;).
    Ooooo! Lejesz miód na moje serce, nawet nie wiesz, jak mi się podoba ten pomysł, już wyglądam go z niecierpliwością.
    No wiesz, teraz to tym bardziej nie będę się mogła doczekać! Ah Liv nigdy nie jest szarym człowieczkiem, ktoś z takim rodowodem, wyglądem i charakterkiem nie może być nazwany zwyczajnym :).
    Tak wiec pisz a ja nie przeszkadzam *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest świetny i żałuję, że przeczytałam go dopiero teraz ^^
    Jak już kiedyś pisałam, te wszystkie kłótnie i docinanie sobie nawzajem Itachiego i Liv są czymś, co po prostu kocham w twoim opowiadaniu. :D A przy tym całym "znakowaniu" myślałam, że nie wytrzymam i wybuchnę śmiechem, zwłaszcza, kiedy dodatkowo Yuchiro zapytał o to. Itachi musiał mieć wtedy niezły ubaw ^^
    Również cała sytuacja z zakładem była zabawna. To miłe, że Liv pomogła przyjacielowi. Chociaż mam wrażenie, że ten ciągle pakuje ją w kłopoty ^^
    Ogólnie, ten rozdział był bardzo pozytywny i podobał mi się niezmiernie :D
    Życzę weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń