Wybaczcie, że tak długo przyszło czekać
na kolejny rozdział ale teraz dostęp do neta mam bardzo ograniczony.
Iri Akuma — a on jest zakochany XD? Póki co jest bardziej natrętny niż
zwykle, może to tylko nienawiść ;).
Moon —trochę zeszło z tym rozdziałem, ale ale :D Mam zakończenie do
tego opowiadania i muszę przyznać, że jest ono dobre, przynajmniej na moje oko.
(Wiem, skromnością nie grzeszę;)) Twoje komentarze mają na moją wenę zbawienny wpływ :D
Dusty — tak to jest z przyjaciółmi, że ratując ich cztery litery
najczęściej nadstawiamy własne;) Pan Uchiha nie mógł wymyślić gorszej kary niż
skazę na honorze Senju:D
Za to mam dobrą wiadomość. Prawie skończyłam one—shot i tylko zastanawiam się czy nie podzielić go na trzy rozdziały, bo tak by mi bardziej jakoś pasowało. No ale już nie zanudzam tylko zapraszam do czytania :D
*************
Droga
do wioski przebiegła bez żadnych większych zgrzytów. Jedynym emocjonującym
wydarzeniem podczas tej podróży była spektakularna kłótnia między Miwą a Akirą.
Mało, że nieźle się poturbowali to jeszcze osoby z najbliższego otoczenia
oberwały rykoszetem.
Na
wspomnienie zdumionego wyrazu twarzy Sama, zachichotała bezgłośnie. Technika
chłopca zamiast trafić dziewczynę, uderzyła w niczego nie spodziewającego się
mężczyznę, który po chwili przypominał lukrowany posąg.
— Z czego się
śmiejesz? — cichy głos Yuuki wyrwał ją ze wspomnień i zmusił do odwrócenia
głowy.
— Takie tam,
głupoty. — Oparła się nonszalancko o jeden z filarów rozglądając się po pomieszczeniu.
Zaraz po przybyciu na miejsce, została oddelegowana do towarzyszenia
księżniczce przy zakupach. Był to już trzeci sklep i jej cierpliwość powoli
zaczynała się kończyć.
— Patrz co
znalazłam, niezły nie?
Z niechęcią
odwróciła się w jej kierunku obrzucając znudzonym spojrzeniem trzymaną rzecz.
Na wieszaku dyndała fikuśna bielizna w kolorze czerwonego wina. Uniosła brwi w
zdziwieniu nad ubogością materiału. Oczy zrobiły się jeszcze większe gdy
dostrzegła pomiędzy miseczkami stanika czarny puszek.
— To na randkę z
Ascotem? — Powstrzymała się od śmiechu gdy zobaczyła głęboki rumieniec na
twarzy towarzyszki. Powolnym krokiem podeszła do niej i musnęła palcami
zadziwiającą i miękką ozdobę. — Równie dobrze możesz nic nie zakładać, a nie
kupować coś czego w zasadzie nie ma.
— Nic nie
rozumiesz, mężczyźni lubią takie bajery.
— I tak to z
ciebie zerwie, więc nie widzę różnicy. — Wzruszyła obojętnie ramionami. —
Chciałaś mojej opinii to masz, i tak zrobisz jak zechcesz.
Z zadowoleniem
parzyła na znikającą w przebieralni kobietę. Coś czuła, że to były pierwsze i
ostatnie zakupy na jakie poszły razem.
Po
dwóch długich godzinach, wreszcie mogła usiąść i odpocząć. Z głośnym
westchnieniem opadła na kanapę, obok milczącego Ascota. Znużona oparła głowę na
oparciu. Nie musiała długo czekać, a chłopak uciekł w popłochu zostawiając ją
samą. Pomrukując z zadowolenia rozwaliła się na całej kanapie przykrywając oczy
ramieniem. Upajała się błogą ciszą gdy usłyszała ciche kroki. Po chwili na jej
brzuch spadło coś lekkiego.
— Co jest? — Ociężałym
ruchem uniosła się na łokciach i spojrzała prosto w wielkie i błyszczące oczy
zakupowego demona.
— Dla ciebie.
Kiedyś może się przydać.
— Co? — Nieprzytomnie
zerknęła na torbę i na Yuuki, która już znikała w końcu korytarza. Przetarła
zmęczoną twarz i powlokła się do sypialni.
W godzinach
wieczornych to Sam i Hakaze mieli mieć oko na córkę władcy ognia, a to
oznaczało wolny wieczór. Bez zastanowienia rzuciła tobołek na łóżko i zniknęła w
łazience.
Przyjemnie
czysta i pachnąca wynurzyła się z zaparowanego pomieszczenia i stanęła przed
tajemniczym tobołkiem. Poprawiła oplatający ją ręcznik i odrzuciła na plecy
wilgotne włosy. Kucnęła przy materacu i szturchnęła palcem leżący pakunek.
— Jestem
nienormalna, czaję się do tego jak do bomby — roześmiała się cicho rozrywając
papier. Coś czarnego wysunęło się z opakowania i z szelestem wylądowało na
podłodze. — Co to może być? — Podniosła intrygujący materiał i złapała za
jakieś cienkie paseczki.
Szczęka
opadła jej z hukiem na podłogę, gdy zobaczyła co trzyma. Z niedowierzaniem
wpatrywała się w koronkową koszulkę. Na wysokości biustu był szeroki haftowany
pas, który miał podkreślać ukryte za nim piersi. Od niego spływała cieniutka
siateczka która sięgała zaledwie do połowy uda. Całość, krojem przypominało
sukienkę na cieniutkich ramiączkach.
—
Co to do cholery ma być? I niby po kiego grzyba mi takie coś? — wyszeptała
cicho, patrząc na nietypowy prezent.
— No, no Senju.
Nie sądziłem, że gustujesz w takich fatałaszkach.
Jak błyskawica
zmięła trzymany materiał i schowała za plecami. Sapiąc z niezadowolenia
spojrzała gniewnie na opartego o futrynę bruneta. Ku jej konsternacji po jego
twarzy błąkał się tajemniczy uśmieszek, a oczy błyszczały podejrzanie.
— Nie interesuj
się Uchiha — warknęła złowrogo zaciskając mocniej rękę na koszulce.
Sfrustrowana przeczesała palcami włosy i spojrzała na niego spode łba. — Czego
chcesz? Przypuszczam, że to nie jest wizyta towarzyska.
— Hmm... Jakbyś
ubrała to, co chowasz ze plecami to może i by była towarzyska. — Poruszył
znacząco brwiami. Czy jej się wydawało, czy ten diabeł ją kusił?
— Nie dla psa
kiełbasa. Mów czego chcesz i się wynoś. — Poczuła jak jej mięśnie napinają się
nieznacznie gdy zrobił krok w jej stronę. Miała ochotę się cofnąć, ale tego nie
zrobiła. Nie da mu tej satysfakcji.
— Yuuki mówiła,
że masz do mnie jakąś sprawę.
Cholera, jak on to robił, że jego głos
brzmiał jak rozkoszne mruczenie? Odgoniła nieproszone myśli i skupiła się na
wypowiedzianych przez niego słowach.
— Yuuki? —
powtórzyła jak echo i zamrugała zaskoczona. Nagle w jej mózgu rozległo
się donośne kliknięcie, a cała układanka ułożyła się w jedną logiczną całość.
Ta cholerna szlachcianka zrobiła to celowo! — Zabiję!
Oddychając
szybko przez nos ruszyła do wyjścia. Miała już rękę na klamce gdy poczuła
chłodne palce zaciskające się na jej ramieniu i zatrzymujące ją w miejscu.
Zirytowana odwróciła głowę patrząc prosto w czarne oczy.
— Puść! — Szarpnęła
się mocno, ale uścisk był zbyt silny. Fukając jak rozjuszony kot, zamachnęła
się próbując znokautować trzymającego ją napastnika. Gdy zablokował jej cios, aż
sapnęła z nerwów mrużąc groźnie oczy. — Uchiha… — W jej głosie zabrzmiało
wyraźne ostrzeżenie.
— Senju, twoje
vendetta może zaczekać. — Kpiący uśmiech rozświetlił jego twarz. — Może
najpierw byś się ubrała? Czy może masz zamiar paradować nago?
— Nie twój
interes! Mam prawo robić to co mi się podoba, a tobie nic do tego!
— Dbam o dobro
ogółu. Jak cię zobaczą na mieście w tym stroju, to nie pozbędą się traumy do
końca życia. — Obrzucił ją długim taksującym spojrzeniem od którego, aż
zapiekła ją skóra. — Poza tym w takim stroju sama prosisz się o kłopoty —
westchnął ciężko, ogarniając palcami włosy.
— Traumę, to by
mieli jakby ciebie zobaczyli nago! — Aż się zapowietrzyła z furii. — Za kogo ty
mnie masz Uchiha?! Nie jestem słabowitą panienką! Masz przed sobą byłego
dowódcę ANBU! Potrafię się bronić!
—
Doprawdy? — Trzema sprawnymi ruchami przewrócił ją na podłogę, unieruchamiając
ręce. Jednocześnie wsunął nogę między jej uda by uniemożliwić wierzganie. —
Więc? Jak się teraz wywiniesz Senju?
Zacisnęła mocno
zęby, wpatrując się bez słowa w jego wykrzywioną triumfalnie twarz. Szlag,
szlag! Jak mogła się dać tak zaskoczyć? Dobra spokojnie, trzeba przeanalizować
swoje położenie i na pewno coś wymyśli — przymknęła oczy by nie patrzyć na jego
cwaniaczkowaty uśmiech i skupiła się na swoim ciele. Cholera, trzyma zbyt mocno
by mogła złożyć choć pół pieczęci. O potraktowaniu go kolanem nie było nawet
mowy, bo ten idiota wszystko przewidział i przygniótł swoim ciałem — zagryzła
usta dusząc jęk rozpaczy nad swoim beznadziejnym położeniem. Wystarczyła chwila
dekoncentracji, a w konsekwencji spełniał się jeden z jej najgorszych
koszmarów. Senju, zdana na łaskę i niełaskę wielmożnego pana Uchihy. Nie mogło
być gorzej.
— Po twojej
minie wnioskuję, że dotarło do ciebie, że teraz wszystko zależy od mojej dobrej
woli.
Jego ciepły i słodki oddech owiewał jej
twarz. Uchyliła powieki i pierwszym na co spojrzała były jego aroganckie usta.
Kształtne, zmysłowe wprost stworzone do całowania. Przerażona własnymi
odkryciami szybko przeniosła wzrok na jego oczy.
— Koniec zabawy,
Uchiha. Miałeś swoją chwilę jako pan i władca, a teraz mnie puść. — Ze
zdumieniem zarejestrowała, że jej głos jest ochrypły i jakby słaby? Odkaszlnęła
cicho próbując się pozbyć irytującej chrypki.
— Podobno
potrafisz się bronić, a więc czekam na ten pokaz umiejętności byłego dowódcy
skrytobujców. No Liv, nie każ się prosić. Pokaż jaka jesteś niesamowita.
Zamrugała
zaskoczona jego magnetycznym głosem. Mimo, że zachęcał ją do odparcia ataku to
miała wrażenie, że tak naprawdę myśli o czym innym. Cała się spięła czując
rozkoszne ciepło ogarniające jej ciało. Odwróciła twarz by choć trochę uciec od
jego niewygodnego spojrzenia i móc się trochę ogarnąć. Dopiero czując jego nos,
delikatnie przesuwający się od policzka do obojczyka, zdała sobie sprawę z
powagi sytuacji.
Leży
na podłodze pod najlepszą partią Konohy, mało tego, ma na sobie jedynie puchaty
ręcznik. Gdy to do niej dotarło, oddech przyśpieszył i stał się płytki i
nerwowy. Zacisnęła mocno powieki by choć trochę się odgrodzić, od tych
wszystkich zalewających ją bodźców.
— Ładnie
pachniesz, Senju — niski i elektryzujący szept rozległ się tuż przy jej uchu
sprawiając, że przyjemne dreszcze pomknęły wzdłuż kręgosłupa, a zdradzieckie
ciało zamarło w oczekiwaniu na więcej.
Nie
odpowiedziała. Wolała milczeć, bo nie ufała sobie ani swojemu głosowi. To mi
się tylko śni. Uchiha nie może tak na mnie działać. To wbrew prawom natury.
Jestem na niego odporna, jestem na niego odporna — powtarzała w myślach jak
mantrę. Gdzie się podziała jej siła? Powinna go zabić za taką akcję, a czuła
się bezsilna.
Całe opanowanie
szlag trafił, gdy poczuła jego wargi badające jej szyję. Z ust wyrwał się
zdradziecki jęk, który tylko zmobilizował mężczyznę do dalszego działania. Na
zmianę podgryzał i całował miejsce tuż pod jej uchem, doprowadzając ją do
obłędu. Niby zwykłe pocałunki, a miała wrażenie, że zaraz spłonie. Zacisnęła
mocno pięści, walcząc z pożądaniem.
Jak przez mgłę dotarło do niej, że ma
wolne ręce. Czując, że resztki rozsądku uciekają jej, jak woda przez palce
postanowiła interweniować. Puki jeszcze potrafi.
Wsunęła dłonie w
ciemne jak smoła włosy. Odepchnęła od siebie niechcianą myśl, że są niczym
jedwab i z chęcią by dłużej potarmosiła te cholerne kosmyki. Brutalnie odsunęła
go od swojej skóry, zmuszając by spojrzał na jej twarz.
— Uchiha, co ty
do cholery wyczyniasz?!
— Nie wiem… — Dwa
ciemne tunele wpatrywały się w nią z taką uwagą, że poczuła się nieswojo. — Ale
tobie też się podobało.
O mało się nie zachłysnęła
własną śliną na taką bezczelność. Już otwierała usta by wygarnąć temu
lowelasowi co myśli na jego temat gdy poczuła znajomą czakrę.
Cóż, reprymenda dla cholernego Uchihy
musi poczekać — pomyślała i bez żadnego ostrzeżenia zrzuciła z siebie irytujący
ciężar. Ku jej rozczarowaniu, nawet upadać nie umiał jak trzeba. Z gracją kota
wylądował na ziemi, przyglądając się z chytrym uśmiechem.
— Masz dziesięć
sekund by się stąd ewakuować, zanim pojawi się twój brat. Jeśli nie... — W jej
oczach pojawiła się groźba. — Przeniosę cię tam, gdzie diabeł mówi dobranoc.
— Z tobą zawsze
i wszędzie Senju. — Złośliwy uśmiech wykrzywił jego usta gdy stanął tuż przed
nią. — Jednak myślę, że na zamieszkanie u ciebie jeszcze za wcześnie.
Zanim zdążyła
wymyślić ciętą ripostę, on już zniknął w kłębach szarego dymu. Warcząc ze
złości, złapała szlafrok i narzuciła na plecy.
— Sensei?! — Zdyszany
chłopak wpadł jak burza do pokoju rozglądając się czujnie.
— Zaku! Nikt nie
nauczył cię pukać?! — Podparła się pod boki patrząc na ucznia. — Zresztą nie
ważne, dla was Uchihów nie ma już ratunku. Czego chcesz?
— Mamy być
obstawą księżniczki wieczorem, a poza tym szukam Itachiego.
— Skąd pomysł,
że znajdziesz go właśnie tu? Nie powinieneś szukać u niego w pokoju?
— No tak, ale
słyszałem jego rozmowę z Yuuki, jak go wysyłała do ciebie, sensei. — Podrapał
się nerwowo po głowie i jeszcze raz rozejrzał po pomieszczeniu. — Myślałem, że
go jeszcze złapie.
— Cóż, u mnie go
nie ma. O której mamy się stawić?
— O dwudziestej.
To ja lecę. — Uśmiechnął się rozbrajająco i już go nie było.
Siedziała
na dachu, ze znudzeniem obserwując zakochanych. Yuuki i Ascot zorganizowali
sobie romantyczny wieczór. Byli już w kinie, restauracji a teraz przyszedł czas
na spacer w blasku księżyca. Oparła się o komin i przeszukała wzrokiem cały
park. Nie zauważyła nic, co mogło by wzbudzić jakiekolwiek podejrzenia.
— Sensei, czy
oni czasem nie przesadzają? Mam wrażenie, że za bardzo się wczuli. — Yuchiro
leżał plackiem na czerwonych dachówkach tuż przy jej boku. Musiała przyznać, że
chłopak miał talent do kamuflażu. Praktycznie zlał się z otoczeniem, a czakrę
wyciszył po mistrzowsku, sprawiając, że był nie do wykrycia.
— Kto? — Uśmiechnęła
się szeroko, dobrze wiedząc kogo ma na myśli.
— Jak to kto?
Akira i Miwa. Wyglądają jak jedno wielkie kłębowisko kończyn. — Przekrzywił
lekko głowę. — Przypominają dwugłowego potwora.
Zachichotała w
myślach patrząc to na wspomnianą dwójkę to na swojego ucznia.
— Kiedyś
wszystko zrozumiesz. Zakochani nie zawsze zachowują się racjonalnie. — Poczochrała
jego miękkie włosy.
— Oni zakochani?
Przecież jeszcze nie dawno chcieli się pozabijać. Nie jestem pewien czy chociaż
się lubią — mruknął pod nosem. — Żyją jak pies z kotem. Spuścić ich na chwilę z
oczu, a już skaczą sobie do gardeł.
— Słyszałeś
powiedzenie, że kto się czubi ten się lubi? — Roześmiała się cicho widząc jego
sceptyczną minę. — Jeszcze wiele musisz się nauczyć. — Z ulgą odnotowała, że
akcja randka dobiegła końca, a zakochane gołąbeczki idą do domu.
— Sensei, a tak
jest zawsze? — Chłopiec biegł obok i widać było, że ta sprawa niezmiernie go
trapi.
— W większości
wypadków.
— Rozumiem. — Delikatny
uśmiech wkradł się na jego buzie, a oczy zabłyszczały wesoło. — Wracajmy.
Miała dziwne
wrażenie, że ten mały nicpoń wie coś o czym nie wie nikt inny.
Mam wrażenie, że Liv coraz bardziej ulega urokowi Itachiego, a ten chociaż niby chce ją zdenerwować, tak naprawdę również nie może się od niej uwolnić ^^ Bo ciągle tylko by ją "unieruchamiał" :P Czy to miłość czy nienawiść, jakieś gorące uczucia do siebie żywią i dobrze! :D
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem, czy Yuchiro się już wszystkiego domyślił. Po tym co mówił, nie zdziwiłoby mnie to. "kto się czubi ten się lubi" - niby Liv sama powiedziała tak swojemu uczniowi, ale chyba nie pomyślała, że mogłoby się to odnosić również do niej :D
A Ascot ciągle ucieka przed Liv w popłochu ^^ Trochę smutne. Zastanawiam się, czy nastanie taki moment, w którym znowu nabierze do niej trochę zaufania.
No, tym razem przeczytałam, gdy tylko zauważyłam, że dodałaś :) Rozdział czytało się bardzo przyjemnie, jak i wszystkie poprzednie ^^
Pozdrawiam i życzę weny! :)
Ah w końcu! Uwierz mi, zaglądałam codziennie w nadziei, że coś nowego u Ciebie znajdę, a tu bum! no i proszę mam ;).
OdpowiedzUsuńPiszesz tak dobre opowiadanie, że skromność w tym wypadku byłaby niepotrzebna, a jeżeli moje komentarze Ci pomagają, no to służę pomocą i będę pisać ich jak najwięcej (mam nadzieje, że Cie nie męczę? :>)
Dobra, wracając do rozdziału.
Po pierwsze niemal się oplułam, słysząc komentarz Itachiego na widok podarunku Yuuki. To było tak niespodziewane i dosadne, choć, jak to słusznie powiedziała Liv, po ich klanie można się tego spodziewać. Yuuki będzie teraz miała konfrontację z naszą drogą kobietką, ach nie ma szlachcianka szczęścia. Fragment o unieszkodliwieniu byłego dowódcy ANBU i demonstracja siły Itachego była genialna, aż miałam ciarki. Ich tak przyciąga do siebie, że nie sposób chcieć więcej. Itachi w Twoim wydaniu jest bardzo seksowny ;). Chyba wiesz, który fragment mi się najbardziej podobał ;D. Po prostu jesteś mistrzem, i groźna mina Liv i komentarz Uchihy, odnośnie diabła i wspólnego mieszkania... Kapelusze z głów ;).
A Yuchiro, mój chłopak, wszystko zrozumiał. Ciekawe czy to wykorzysta?
Wiesz, że nie mogę się doczekać ciągu dalszego, prawda? Jeżeli nie wiesz, to już cie poinformowałam.
Co one shota zrób jak Ci wygodniej, ale ja chcę go przeczytać :). Już się zastanawiam, co stworzyłaś ;).
Oj dobra, nie meczę Cie dłużej. Życzę Ci dużo weny, mnóstwa wolnego czasu do pisania kolejnego rozdziału i wszystkiego dobrego :).
pozdrawiam gorąco.
Super odcinek, bardzo mi sie podobał :) Scena z Itachim bardzo fajna, aczkolwiek lepiej by było jakby ona potrafiła sie wtedy obronić, zrobiłaby na nim większe wrażenie. W każdym razie czekam niecierpliwie na kolejny odcinek! Twoje opowiadanie jest jednym z moich ulubionych! :) <3
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Blog Awards
OdpowiedzUsuńWięcej info na http://akumairi-sasunaru.blogspot.com/
Moja droga Dito!
OdpowiedzUsuńA moze jakiś prezencik na zakończenie wakacji? ;) Fajnie byłoby przeczytać coś dobrego na koniec lata ;D
Byłam na wakacjach przez dwa tygodnie i nie miałam internetu, a dzisiaj wchodzę na bloga i BUM! Dwa rozdziały! No, no, nie powiem, dobra robota. Większość blogow, które ja zakładałam , padało po pierwszych dwóch postach x.x mam za dużo pomysłów. No ale do rzeczy - Sam gejem? Podejrzewalam od początku (tak naprawdę wcale niee...). Liv i Itas znowu się calowaliiiiiii! Yatta! Ascot i Yuki na randce... W ogóle same zakochane pary tu się tworzą ;3 nie, żeby to było zlee, coos ty. Dla mnie dobrze. 'kto się czubi ten się lubi'... Mama mi tak zawsze mówiła, jak koledzy mi ddokuczali. Oczywiście potem ich spralam równo. A co, Aoi zawsze chciała być rycerzem. No a taki lek na kaca... Masz przepis? Czasem by się przydał, jak dorośli lekko podchmieleni naobiecuja mlodszemu rodzenstwu a potem mają kaca i nie dają rady żyć. A co do wieku, to dzięki ^-^ mam lepszy pogląd na sytuację. Ja wczoraj siostrze mówię, że mam 13 lat, na co ona zaczęła się po mnie drzec 'DEBILU! TY MASZ 15 LAT, NIE 13! OGARNIJ SIE W KONCU! NAWET JA TO PAMIETAM, A TY NIE!!!'. Ale to nie moja wina, czuje się młodo xD Dobra, ja tu życie opowiadam, zamiast komentować... Dobra, życzę Ci duuuuzo weny w pisaniu i ogólnie dobrego humoru ;3
OdpowiedzUsuń~Aoi
P.S. Co do Yuki, to wzięłam się za rysowanie mangi i tak ma na imię moja główna bohaterka ;33
P.P.S. Co myślisz o owczarkach niemieckich i jaką jest Twoja ulubiona rasa psa? ;3