No i jest,
obiecany one-shot :D. Podzieliłam go na dwie części i uważam go nawet za udany,
chociaż mam wrażenie, że Liv jakoś straciła swój pazur. Nie bójcie się moi
czytelnicy, nie zrobiłam z naszej złośnicy, żadnej lukrowanej kluski, co to to
nie. Pocieszam się, że to moje pierwsze krótkie opowiadanie i może dlatego tak
wyszło, że Senju jest jakaś łagodniejsza, trochę XD.
Dusty — no
powiem, że bardzo gorące uczucia ich łączą. Tak mocne, ze strach podchodzić
bliżej bo się człowiek sparzy :D. Na Ascota nie ma co liczyć, jest zacofany ze
swoimi poglądami. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ten krótki tekst (no nie tak
krótki, 12 kartek a4:)).
Moon — Kochana,
ty nigdy mnie nie męczysz:D. Prezencik mówisz? No to z okazji zakończenia
wakacji, proszę Cię bardzo:). Tak jak obiecałam, jest :D. Jeszcze cieplutki.
Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu. Czekam z niecierpliwością na opinię i
dłuuuuuuuuugi komentarz :).
Aoi — hehehehe
co do wieku, sama często nie pamiętam ile mam lat :D. Przepisu lekarstwa na
kaca niestety nie mam, a szkoda. Mogłabym opatentować;). Szczerze to kocham
wszystkie rasy i jakoś nie mam ciśnienia na jedną. Kocham i te rasowe i
mieszańce. Sama nigdy nie miałam rasowego bo wszystkie to znajdy. Teraz w moim
domu biega Odys. (Takie rude coś, przypominające lisa. Swoją drogą pierwszy raz
spotkałam psa, który nie lubi się przytulać ani być głaskanym. Robi łaskę tylko
nam, domownikom, ale i tak przy wielkich bólach:))
Anonimowy — może
i lepiej jakby Liv umiała się wyrwać, ale nie zapominajmy że ma do czynienia z
geniuszem Uchiha. No i jakby nie patrzeć on też należał do elity Anbu. Z tym
klanem nie ma łatwo;).
A i jeszcze prośba, miło by było jakby
osoby anonimowe przedstawiały się z imienia, ksywki czy czego tam chcą, żebym
wiedziała komu odpisuję. No nie wytrzymałam, muszę się z kimś tym podzielić.
Widziałyście ostatni czapter mangi? No jak tu nie mieć złudzeń, że naruto i
sasuke są dla siebie stworzeni? Kogo chciał uratować Uchiha wyciągając z
bariery? Nie Sakure, (głupią naiwną panienkę) ale naszego blondyna. Och i ach..
Jestem w niebie :D.
No to co moje mordeczki, zapraszam na
moją historię.
*****************
Opierając się o
gruby pień, siedziała nad rozłożoną mapą. W lichym świetle świeczki,
analizowała wszystkie możliwe drogi ucieczki. Miała za zadanie włamać się,
wykraść zwój, zniszczyć budynek i przy odrobinie szczęścia, dać radę uciec.
W zamyśleniu
spojrzała na mały gasnący płomyk. Miała świadomość, że ta misja podchodzi pod
samobójczą, ale jako jedna z nielicznych miała szansę ukończyć ją sukcesem,
jednocześnie wracając przy tym żywa.
Lubiła takie
zadania, były one dla niej jak wyzwania, sprawdziany siły. No i
wiedziała, że czcigodna nie zostawi jej na lodzie. Nawet teraz wyczuwała
znajome czakry, zmierzające w tym kierunku. Tsunade zawsze miała przygotowany
plan awaryjny.
Zaśmiała się cicho naciągając na twarz
maskę. Po takiej akcji jak ta, Uchiha nie będzie miał wyboru. Będzie zmuszony
do uznania umiejętności i rangi. Przypomniała sobie jego drwiące spojrzenie
i ze złością uderzyła w najbliższe drzewo, płosząc stado ptaków.
To, że była od
tego bufona o dwa lata młodsza, nic nie znaczy. Była tak samo dobra jak on!
Sapiąc cicho od ledwo hamowanego gniewu, podniosła się z trawy chowając katanę.
Zwinęła papiery w ciasny rulon i podpaliła. Poczekała, aż zmieni się w szary
popiół i zniknęła w kłębie szarego dymu.
Jak cień
przemierzała ciemne korytarze. Cała placówka przypominała labirynt i gdyby nie
zdobyte wcześniej plany, miałaby nie lada kłopot. Znalezienie właściwej trasy,
przy takiej plątaninie dróg byłoby sporym wyczynem i z pewnością kosztowałoby
masę cennego czasu. Skradając się jak kot, zauważyła w oddali ciemną sylwetkę.
Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Szczęk wyciąganego miecza, cichy jęk i
odgłos szurania po posadzce. Była to już jej trzecia ofiara.
Wchodząc do
siedziby tak znanej grupy przestępczej, spodziewała się od groma atrakcji, a
tu? Takie rozczarowanie. Przylegając do ściany, ostrożnie wystawiła głowę zza
rogu. Kolejny pusty korytarz. Prawie zupełny brak strażników był niepokojący.
Przyklejając do ściany wybuchową notkę nie mogła się opędzić od złych przeczuć.
Szło za łatwo, stanowczo za łatwo. Jako doświadczony żołnierz wiedziała, że to
zły znak. Przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Wyczuła w budynku jeszcze
dziesięć osób, było to znacznie mniej niż zakładała. Trochę to komplikowało
sytuację. Zniszczeniem ich kryjówki miała znacznie przerzedzić szeregi wroga.
— Szefowa nie
będzie zadowolona — mruknęła cicho, przyśpieszając kroku.
Wreszcie dotarła na miejsce. Powoli
nacisnęła klamkę i wślizgnęła się do środka. Pomieszczenie przypominało
archiwum, przy każdej ze ścian stały regały ze zwojami. Rozejrzała się dookoła,
przeszukując wzrokiem półki wreszcie dostrzegła to po co przyszła. Uśmiechając
się pod nosem, zgarnęła czerwony przedmiot i schowała za pazuchę uniformu.
Płynnym ruchem wysunęła się z pokoju, wcześniej umieszczając w nim, aż trzy
bomby. To, że nie mogła zabrać wszystkiego, nie znaczy, że nie może ich
zniszczyć. Zawsze to jakaś alternatywa.
Słysząc z daleka
niepokojące hałasy warknęła z frustracji. A miało być już z górki. Mamrotając
wiązanki, najbardziej wyszukanych przekleństw, przygryzła kciuk i dotknęła
ziemi. Ze zniecierpliwieniem przyglądała się chmurze dymu. Gdy ta wreszcie
opadła, odsłoniła małego czarnego wilka.
— Tami, pędź do
Hokage — wetknęła zwój w pysk zaskoczonego zwierzaka. — Do rąk własnych.
— Akhm... —
zanim szczeniak zdążył się wysłowić anulowała przywołanie. Skupiła się chwilę,
sprawdzając położenie wrogów. Wszyscy biegali po korytarzach jak szaleni,
wyraźnie kogoś szukając.
— Mhm, czyli już
wiedzą. — Słysząc zbliżające się kroki teleportowała się przed główne wrota.
Nie marnując czasu, padła na kolana wyciągając dużą kartkę i zaczęła stawiać na
niej krwawe znaki. Był to jej jeden z lepszych wynalazków. Ciąg specjalnych
wzorów umożliwiający zdalną detonację, nawet z dość sporej odległości. Gdy jej
praca miała się na ukończeniu, profilaktycznie zerknęła w głąb budynku. To co
zobaczyła sprawiło, że zamarła w bezruchu. W odległości jakiś czterdziestu
metrów, stało pięciu solidnie zbudowanych mężczyzn wpatrujących się w nią z
mordem w oczach. Otrząsając się z chwilowego szoku, przycisnęła palce do notki
i poderwała się z ziemi. Przykleiła swoje dzieło i naparła ramieniem na solidny
kawał blachy by odciąć im drogę ucieczki. Poczuła jak kilka kunai przecięło jej
skórę, zanim udało jej się domknąć ostatecznie drzwi. Sycząc pod nosem złożyła
pieczęcie i uderzyła otwartą dłonią we wrota.
Wybuch jaki
później nastąpił był gigantyczny. Jego ogrom sprawił, że budynek zniknął
całkowicie z powierzchni ziemi, a siła detonacji wyrwała stalowe drzwi, zwalając
z nóg sprawczynię całego zamieszania.
— Chyba
przesadziłam — wymamrotała, leżąc na ziemi i próbując złapać oddech. W głowie
jej wirowało, od uderzenia bolały ją żebra , a gratisie dostała pieczenie lewej
ręki. Powoli podniosła się do siadu i ujrzała nad sobą trzy postacie w strojach
ANBU.
— Jak zawsze
widowiskowo i z hukiem — zza maski małpy rozległ się wesoły głos.
— Nie mogłam cię
zawiść. Wiem, że z przyjemnością oglądasz moje pokazy. —Ignorując ból,
podniosła się z trawy i otrzepała spodnie z jasnego pyłu. Gdy niespodziewanie
coś się zmieniło. Powietrze stało się ciężkie, duszące i jakby naelektryzowane.
Można było w nim wyczuć chęć mordu i żądze krwi. Cała czwórka rozejrzała się za
źródłem tych negatywnych emocji. Po chwili rozpętało się prawdziwe piekło.
***
Darując sobie
jakiekolwiek oznaki dobrego wychowania, teleportowała się bezpośrednio do
gabinetu Hokage. Stając na środku pomieszczenia, całkowicie zignorowała fakt,
że przywódczyni nie jest sama i mało tego, prawdopodobnie przerwała jakąś ważną
rozmowę.
— Czcigodna,
misja zakończona sukcesem.
— Domyśliłam się
gdy tylko pojawił się twój posłaniec. — Kobieta oparła się wygodnie w fotelu i
przyjrzała pękniętej masce na twarzy dziewczyny. — Wszyscy wrócili?
Na to pytanie
czekała od momentu jak stanęła przed jej obliczem. Świadomość, że podczas tej
rozmowy obecny jest Uchiha, znacznie pogarszało sytuację i jej samopoczucie.
Miała wrócić w glorii i chwale, a zamiast tego przynosi śmierć.
— I tak i nie.
Sprowadziłam całą grupę, ale dla Hikaru było za późno.
— Rozumiem — westchnęła,
zerkając przelotnie na milczącego bruneta i powróciła spojrzeniem do niej. —
Idź, niech cię opatrzą.
— Nic mi nie
jest. — Ściągnęła z twarzy maskę, odsłaniając pokrwawione i usmolone oblicze.
Wyciągnęła z tylnej kieszeni formularz i położyła na biurku. — Raport. — Na
sztywnych nogach opuściła pomieszczenie.
***
Pustym
spojrzeniem wpatrywała się w stół. Siedziała przy barze dopiero pół godziny, a
już opróżniała drugą butelkę. Potrzebowała oderwania od szarej rzeczywistości,
bólu, cierpienia. Ciekawe, czy to właśnie dlatego tak często czcigodna odwiedzała
bary. Też potrzebowała zapomnieć? Zamyślona nad tym tematem, niespodziewanie
wyczuła obecność nowej osoby. Od niechcenia podniosła wzrok i jej usta
zacisnęły się w wąską kreskę.
— Co tam, Senju?
Użalamy się? — Czarne tęczówki prześlizgnęły się po obandażowanej ręce Liv, po
czym rozpiął dwa górne guziki koszuli i bezszelestnie zajął miejsce w jej loży.
— Nie
przypominam sobie, bym zapraszała cię do stolika, Uchiha. — Podparła się na
łokciu, mierząc mężczyznę nieprzychylnym spojrzeniem.
— Widziałem
błaganie w twoich oczach.
— Tak żebyś
okazał się tylko majakiem alkoholowym.
— Majaczysz o
mnie? Czuję się zaszczycony, Senju. Jednak los jest dla ciebie łaskawy, bo
zasłużyłaś sobie na moje towarzystwo. Żadna iluzja, tylko człowiek z krwi i
kości.
— No i właśnie
się zastanawiam, za jakie grzechy mi cię tu przysłano? — westchnęła ciężko,
przecierając dłonią twarz. — Wiem, że przyszedłeś upajać się moją porażką, ale
z dobrego serca ci radzę robić to gdzieś indziej. — Jednym łykiem opróżniła
całą czarkę, ledwie się przy tym krzywiąc.
— Gdzie twoje
dobre wychowanie, nie poczęstujesz mnie?
— Zostało w domu
Uchiha. Razem z cierpliwością — odpyskowała, zaraz mrużąc oczy. — Jeśli to
zrobię, to wtedy sobie pójdziesz?
— Nie przekonasz
się, jeśli nie sprawdzisz, Senju.
— Mam tylko
jeden kieliszek. Nie przewidziałam pasożytów.
— O ile nie
wpuściłaś do niego za wiele jadu to może przeżyję.
Ostatecznie
wzruszyła ramionami i popchnęła w jego stronę czarkę, przyglądając się jak z
wprawą napełnia naczynie. Śledziła wzrokiem smukłe palce przytrzymujące butelkę,
zastanawiając się jakim cudem lata treningów ich nie zniszczyły.
Po chwili namysłu
uznała, że skoro sam z własnej, nieprzymuszonej woli narzucił jej swoje
irytujące towarzystwo, to teraz ma prawo bezczelnie się na niego pogapić. Z
niechęcią musiała przyznać, że było na co.
Arystokratyczne
rysy, kuszące usta, ciemne i pełne magnetyzmu oczy, okalane długimi rzęsami i
do tego blada cera. Jeżeli dodamy do tego idealnie wyrzeźbione ciało to już nie
ma co się dziwić, że wszystkie panny na wydaniu i te zamężne zresztą też,
ślinią się na jego widok. Tak, tak, nie była zdziwiona, że on i jego brat są
najbardziej pożądanymi partiami Konohy.
— Senju,
zamierzasz się tak gapić cały wieczór?
— Tak, a co?
Przeszkadza ci? — wymruczała bezczelnie, obrzucając go kolejnym długim
spojrzeniem. — Jak ci nie pasuje, droga wolna, Uchiha. Wiesz gdzie są drzwi.
— Niezła próba —
prychnął podając jej sake. — Nie przepędzisz mnie w ten sposób. Jestem
przyzwyczajony do zjadania mnie wzrokiem.
— Zjadania? —
powtórzyła jak echo i roześmiała się w głos. — Niepoprawny optymista.
— Mam uwierzyć,
że ci się nie podobam? — Nachylił się w jej kierunku, a jego głos przypominał
głęboki pomruk. — Nie masz na ochoty się przekonać czy w każdej dziedzinie klan
Uchiha jest tak niesamowity jak mówią?
Zamrugała
zdezorientowana, gdy po jej kręgosłupie przebiegł przyjemny dreszcz. Cholera,
przecież nigdy w życiu się nie przyzna, że ten dupek jej się podoba. Siląc się
na obojętność, spojrzała na niego spod rzęs.
— Szkaradny nie
jesteś. Ale czy znowu takie bożyszcze? Nie wiem, nie wiem — zacmokała z
wyższością, bawiąc się swoim wisiorkiem. Srebrny symbol Senju migotał pomiędzy
palcami, przypominając o pochodzeniu jego właścicielki. — Znalazłoby się kilku
na których równie miło popatrzeć, a już w rozmowie biją cię na głowę.
— Udajesz
niedostępną — podsumował, a diabelski uśmiech rozświetlił jego twarz.
— Tak, tak — przytaknęła,
przewracając oczami. — Spławiam cię, a tak naprawdę skrycie marzę, że spędzisz
u mnie noc na gorącym seksie, zakochasz się i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
Amen.
— Z tym
seksem to niegłupi pomysł.
— Wal się,
Uchiha — warknęła, łypiąc na niego z boku. Zdecydowanie Uchiha mieli za wysokie
mniemanie. — Zapomniałeś o jednym szczególe, geniuszu. Ja cię nawet nie lubię.
Trawiąc tę uwagę, podparł się na
łokciach, opierając brodę na splecionych dłoniach.
— Nie trzeba
kogoś lubić, by iść z nim do łóżka. Wystarczy, że cię pociągam.
— Może tyle
tobie potrzeba do szczęścia, ale niektórzy nie spędzają nocy z kim popadnie —
stwierdziła z niechęcią, zaraz aż łapiąc się za głowę. — O czym ja w ogóle z
tobą gadam? Nie było tematu. Nie przepadamy za sobą i tego się trzymajmy. Senju
i Uchiha — zaczęła się śmiać, ocierając z oczu łzy rozbawienia. — To wbrew
naturze.
— Ty to
powiedziałaś.
— Co?!
— Nie ważne.
— Idę, zanim
skręcę ci kark. — Przeciągnęła się leniwie i stanęła za jego plecami.
Przesunęła opuszkami palców po kości policzkowej mężczyzny z zadowoleniem
odnotowując jak zamiera w bezruchu, czujnie czekając co knuje. — A i jeszcze
jedno… — Złapała go za włosy i zmusiła do odchylenia głowy. Przez chwilę
mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu na jej usta wypłynął wredny uśmieszek. —
Kto jak kto, ale Uchiha nie będzie pasożytował na Senju — nie spuszczając z
niego wzroku machnęła na kelnera. — Rachunek dla tego pana. —Dostrzegając, że
chce coś powiedzieć szybko zatkała mu usta dłonią. — Wieczór w moim
towarzystwie jest nie lada zaszczytem, za który trzeba słono zapłacić. — Przygryzła
delikatnie płatek jego ucha i zniknęła w kłębie dymu.
***
Liv niechętnie
otworzyła powieki. Przez chwilę leżała bez ruchu, rozkoszując się błogą ciszą,
gdy nagle do jej otępiałego umysłu, powoli i brutalnie wdzierały się
wspomnienia wczorajszego wieczoru. Momentalnie rozbudzona, podniosła się do siadu
i przetarła zaspaną twarz. Cholera, naprawdę go ugryzłam, pokręciła z
niedowierzaniem głową i wstała, kierując się do łazienki.
Przechodząc obok
salonu, zauważyła białą kopertę na stoliku przy telewizorze. Zdziwiona
podniosła list i zajrzała do środka. Z każdym czytanym zdaniem, jej mina robiła
się co raz bardziej ponura.
— Dlaczego
akurat teraz dostałeś tę głupią misję, Sam? — Ze złością pogięła trzymaną
kartkę i wrzuciła z rozmachem do kosza. Przeklinając parszywy los, zajrzała do
lodówki. Widząc puste półki, aż zawarczała zatrzaskując urządzenie.
— Zakupy.
Świetnie, uwielbiam zakupy — mruknęła, łapiąc portfel i wychodząc z domu.
Przekręcając klucz w zamku, zerknęła w błękitne niebo. Zmarszczyła brwi widząc
sokoła krążącego nad posiadłością. — Dziwne, dziś miałam mieć wolne.
Teleportowała
się przed oblicze przełożonej. Tsunade siedziała przy wielkim biurku,
przeglądając stos dokumentów. Nawet nie podniosła głowy znad sterty papierów
gdy usłyszała jej przybycie. Spokojnym krokiem podeszła do parapetu i usiadła
czekając na wyjaśnienia.
— Wczorajsza
misja nie przebiegła tak jak powinna. Zginął człowiek. — Na te słowa Liv cała
się spięła, ale w milczeniu słuchała dalej. — Tuż przed twoim
powrotem, dostaliśmy informację o zastawionej na was pułapce.
— Ciężko było
nie zauważyć, że to pułapka.
— Nie tym tonem
Senju! — Kobieta z hukiem uderzyła w blat biurka, oddychając spazmatycznie ze
złości. Zaraz jednak odetchnęła głęboko, siląc się na spokój. — Dzięki naszemu
informatorowi, wiemy czego chcieli. Mamy prawie pewność, że spróbują znowu.
— Czcigodna. —
Liv zeskoczyła z parapetu i stanęła naprzeciwko blondynki. — Przestań, krążyć i
wreszcie powiedz to co masz powiedzieć.
— Senju, od dziś
nie ruszasz się nigdzie bez ogona.
— Co? — Zaskoczona
uniosła wysoko brwi. Czegoś takiego się niespodziewana.
— Liv, nie
wiem jakim cudem, ale dowiedzieli się, że to ty dostaniesz tę misję. Wszystko
przygotowali tak by cię wyeliminować.
— Po co? Co by
mieli z tego?
— W ostatniej
bitwie napsułaś im krwi. Sama pamiętasz.
— Zemsta —
podsumowała ze zrozumieniem. — Jak długo to potrwa? I kogo mi przydzieliłaś?
Nie żebym uważała to za konieczne. Umiem się obronić.
— Bez dyskusji.
Nie możemy sobie pozwolić na stratę twoich umiejętności. Nie wiem jak długo,
zapewne do czasu, aż ich nie złapiemy. — Z westchnieniem potarła grzbiet nosa i
machnęła ręką wypraszając dziewczynę z gabinetu. — Twoja obstawa czeka na dole.
Zamyślona wyszła
z budynku. Obstawa, dobre sobie. Do tego na jej dom jest nałożone jutsu
Pierwszego i Drugiego Hokage. Nie ma szans by ktoś przekroczył próg jej posesji
bez jej pozwolenia. Była tak zaabsorbowana własnymi myślami, że dopiero po
chwili zauważyła idącego obok mężczyznę.
— Uchiha, czego
za mną leziesz? — Skrzywiła się malowniczo, kiedy całkowicie zignorował pytanie
i wepchnął ręce do kieszeni spodni.
— Rozmawiałaś z
księżniczką?
— Taaa... —
mruknęła i rozejrzała się dookoła, szukając czegoś wzrokiem. — Miał tu czekać
mój ochroniarz, ale jak widać go nie ma. No cóż, lepiej dla mnie — prychnęła,
wzruszając obojętnie ramionami i ruszyła dziarsko do najbliższego marketu. —
Ciekawe, którego cieniasa mi przydzieliła.
Kiedy załatwiła
najważniejsze sprawunki, dziarsko ruszyła w stronę domu. Nawet skorzystała z
pomocy Uchihy, stwierdzając, że skoro już łazi za nią to może robić za
tragarza. Przynajmniej wreszcie się na coś przyda. Idąc przez osadę, mimowolnie
katem oka obserwowała towarzyszącego bruneta.
— Nie masz
lepszych zajęć, niż zatruwanie mi życia swoją obecnością?
— Nie, to jest
sens mojego istnienia Senju.
Słysząc taką
odpowiedź, prychnęła z wyższością. Uchiha mieli odpowiedź na wszystko. Skonsternowana
tym wnioskiem aż jęknęła ze zgrozą, kiedy usłyszała, dochodzące ze wszystkich stron
piski i westchnienia. Doprawdy, te kobiety nie mają za grosz godności. Jakby
wiedziały o podłym charakterze Itachiego, to też by były takie chętne? Zastanawiała
się patrząc na jego uśmiechnięty profil.
— Podobam ci
się?
— Niestety, masz
pecha. Jestem uodporniona genetycznie na takich jak ty — stwierdziła jadowicie,
ostentacyjnie obrzucając go kolejnym spojrzeniem. — Raczej zastanawia mnie, co
one w tobie widzą? — Ruchem głowy wskazała na śliniące się adoratorki.
— Młody,
przystojny, utalentowany, kulturalny, inteligentny, na dobrym stanowisku i z
najsilniejszego rodu… — Potarł w zamyśleniu policzek, a jego oczy zabłyszczały
wesoło. — Masz rację, też nie wiem.
— Zapomniałeś
dodać, że niezwykle skromny.
— To jest
zawarte w wyjątkowej kulturze osobistej.
— Oczywiście,
Uchiha. Oczywiście.
***
Siedziała przy
stole, patrząc na opierającego się o szafkę gościa. Do tej pory nie potrafiła
logicznie wytłumaczyć, jak to się stało, że tkwił w jej kuchni. Co
najśmieszniejsze nawet zrobiła mu kawę. Cóż, na swoje usprawiedliwienie miała,
że wypadało jakoś podziękować za targanie ciężkich produktów. W każdym razie
tego zamierzała się trzymać.
— No, Uchiha. Nie
wyganiam cię, ale wynocha — poinformowała mężczyznę, przepychając się obok
niego i stanęła koło zlewu. Myjąc znajdujące się w nim naczynia w napięciu
oczekiwała aż wreszcie zostawi ją samą.
— Wiedziałem, że
o czymś zapomniałem. — Doskonale słyszała jego złośliwy ton, na co zamarła w
bezruchu. — To ja jestem tą twoją obstawą.
Głośny trzask
pękającego kubka rozniósł się po pomieszczeniu, wyrywając Liv z letargu. Z
niedowierzaniem opuściła wzrok na zniszczone naczynie, starając przypomnieć
sobie jak je zniszczyła. Jedynym słusznym wnioskiem było to, że zwyczajnie
zostało upuszczone. Siląc się na spokój, pozbierała i wyrzuciła żałosne
szczątki.
— Żartujesz,
prawda? — Milczenie Itachiego było nader wymowne, zwłaszcza, że chwilę później
nonszalancko oparł się o blat stołu i rozejrzał po pomieszczeniu.
Senju sapiąc ze
złości złożyła pieczęć tworząc klona, który natychmiast wyskoczył przez okno.
Powoli odwróciła się w kierunku Uchihy, mierząc go morderczym wzrokiem.
— Nie chcę być w
twojej skórze, gdy okaże się, że robisz sobie ze mnie jaja.
— Mhm... —
przytaknął bezwiednie i przeszedł do salonu. Ze znudzeniem rozwalił się na
jednym z foteli, a jego wzrok dłużej zatrzymał się na kolekcji rytualnych masek
wiszących na ścianie. — Więc, który mój pokój?
Bezsilnie opadła
na kanapę i czekała na informacje zgromadzone przez klona. Nie minęło
dwadzieścia minut a już wiedziała, że ten drań nie kłamie. Uchiha miał być z
nią całą dobę i czy tego chce czy nie, musi przyjąć go pod swój dach. Na samą
myśl, aż zazgrzytała zębami ze złości. To się nazywał chichot losu.
Wierciła się w
łóżku nie mogąc zasnąć. Obecność drugiego człowieka była wyczuwalna nawet przez
sen. Zwłaszcza dla kogoś kto prawie całe swoje życie spędził sam. Czuła jego
aurę, a wręcz słyszała cichy oddech. A przecież dzielił ich korytarz oraz masa
pokoi! Przeleżała tak jeszcze dwie godziny aż w końcu się poddała. Bezszelestnie
wysunęła się z łóżka i zeszła do kuchni. Długo rozważała zaparzenie kawy, ale w
końcu wybór padł na kakao. W końcu w planach miała przespanie reszty nocy, a
nie. Siorpiąc ciepły napój, wyszła na taras by odetchnąć świeżym powietrzem.
Oparła się o barierkę uśmiechnęła drwiąco.
— Ochroniarz z
bożej łaski — prychnęła upijając większy łyk.
— Mówisz o mnie,
Senju?
Skoczyła jak
oparzona, oblewając siebie i stojącego za nią współlokatora. Przyciskając dłoń
do szalejąco bijącego serca, jak błyskawica obróciła się na pięcie i omal nie
padła ze śmiechu.
Brązowe smugi
mleka spływały po twarzy i torsie Itachiego. Tworzyły piękną mozaikę na jego
jasnej skórze, a nieszczęśliwa mina dopełniała dzieła. Na sekundę zamarła w
bezruchu zastanawiając się czy zdąży pobiec po aparat aby uwiecznić na zawsze
ten moment dla potomnych. W końcu Uchiha umazany w czymkolwiek niecelowo
zdarzał się rzadziej niż cud.
Niestety Itachi
nie podzielał jej entuzjazmu, bo chwilę później starł z policzka większość
płynu. No cóż, ale swoje zobaczyła. Tego co się zobaczyło nie da się
odzobaczyć, więc tę chwilę zachomikuje na długo w pamięci.
— Uchiha… —
Ledwo potrafiła się wysłowić, dusząc się ze śmiechu. — Wyglądasz jak jedno,
wielkie, nieszczęście. — Rozbawiona otarła łzę z oka.
— Lepiej mnie
nie drażnij, Senju — spojrzał na siebie zniesmaczony. — Za karę powinnaś to
zlizać — warknął, odgarniając z twarzy lepkie włosy.
— Pomarzyć
zawsze warto, Uchiha — parsknęła złośliwie. — Ale to miłe, że dzielisz się
swoimi brudnymi fantazjami.
— W moich
marzeniach nie kończy się na lizaniu.
— Bezczelny! W
wodzie ukrycie! Wodny pocisk! — Z satysfakcją patrzyła jak silny strumień
uderza w jego sylwetkę. Z drwiącym uśmieszkiem zauważyła jak ledwo utrzymuje
równowagę, parskając głośno. — Zimna woda ostudziła twój zapał, co? Nie musisz
dziękować, zboczeńcu. — Spojrzała z wyższością, przechodząc obok przemoczonej
ofiary.
Ciekawi mnie, na czym kończą się marzenia Itachiego... :3 A tak po za tym, to fajniutki One Shot. ;D Przyznam, że nie mogę się doczekać, dalszego ciągu. ;] Dużo weny życzę i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCiekay one shot :) Podobał mi sie. mam tylko nadzieje że Liv nie straci swojego pazura bo to rzecz którą lubię w niej najbardziej! :)
OdpowiedzUsuńżyczę dużo weny i czekam na kolejną notkę!
~ Musienka
Ah jak się ciesze ! ;)
OdpowiedzUsuńdzisiaj mam szczęście: mam nowy rozdział mangi i one shocik od Ciebie.
Liv straciła pazur? a skądże. Sposób w jaki traktuje "boskiego Uchihe" jest dokładnie w jej stylu. Kocham moment, gdy podchodzi i łapie go za włosy (!) i gryzie w ucho zwalając na niego rachunek. Epicka scena. A moment, gdy ochlapuje Itachiego kakaem też jest świetny. W ogóle mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Podobał mi się też wstęp, bardzo fajnie opisałaś jej misję i scena w markecie.
Itachi wyraźnie ją podpuszcza i wcale by mu nie przeszkadzało, gdyby Liv zapomniała się na chwilę. I wcale nie uważałby, że Senju i Uchiha nie mogłoby połączyć coś więcej oprócz kłótni... Ahh! Co kombinujesz w dalszej części? Nie mogę się doczekać, jak skończy się opieka Itachiego nad Senju. Może jakieś pikantne zakończenie? Wiem, jestem nieznośna, ale oni tak fajnie razem wyglądają ;).
Nie każ nam czekać zbyt długo.
P.S.
faktycznie i mnie zaskoczyły słowa Sasuke ;>
P.S.S.
uwielbiam ich słowne przepychanki!
całuje gorąco
No no no, one shot ciekawy, a Liv ma swój pazur, w ogóle go nie straciła ;3 co do psiaka - musi być uroczy ;3 ja tez nie słyszałam o psie, który nie lubi pieszczot, ale miałam takiego kundelka, który zamiast kiełbasy jadł marchewke i ogórki. Liv wredota, a Itas-pitas zboczeniec. Jak tu nie kochać takiej pary? XD ich słowne przepychanki wymiataja (jak moje niezwykle konstruktywne komentarze * sarkazm*) a ja czekam, czekam, czekam (ooo, makarena) na następny rozdział ;3 zostaje mi tylko jak zwykle pozdrowic i życzyć dużo wweny ;3
OdpowiedzUsuń~ Aoi
P.S. Z serii 'Dziwne pytania dziwnej Aoi': Jaki jest Twój ulubiony kolor i jakiej muzyki słuchasz? ;3
Rewelacyjne <3
OdpowiedzUsuń