29.08.2013

One-shot Liv&Itachi cz.1



No i jest, obiecany one-shot :D. Podzieliłam go na dwie części i uważam go nawet za udany, chociaż mam wrażenie, że Liv jakoś straciła swój pazur. Nie bójcie się moi czytelnicy, nie zrobiłam z naszej złośnicy, żadnej lukrowanej kluski, co to to nie. Pocieszam się, że to moje pierwsze krótkie opowiadanie i może dlatego tak wyszło, że Senju jest jakaś łagodniejsza, trochę XD.

Dusty — no powiem, że bardzo gorące uczucia ich łączą. Tak mocne, ze strach podchodzić bliżej bo się człowiek sparzy :D. Na Ascota nie ma co liczyć, jest zacofany ze swoimi poglądami. Mam nadzieję, że Ci się spodoba ten krótki tekst (no nie tak krótki, 12 kartek a4:)).
Moon — Kochana, ty nigdy mnie nie męczysz:D. Prezencik mówisz? No to z okazji zakończenia wakacji, proszę Cię bardzo:). Tak jak obiecałam, jest :D. Jeszcze cieplutki. Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu. Czekam z niecierpliwością na opinię i dłuuuuuuuuugi komentarz :).
Aoi — hehehehe co do wieku, sama często nie pamiętam ile mam lat :D. Przepisu lekarstwa na kaca niestety nie mam, a szkoda. Mogłabym opatentować;). Szczerze to kocham wszystkie rasy i jakoś nie mam ciśnienia na jedną. Kocham i te rasowe i mieszańce. Sama nigdy nie miałam rasowego bo wszystkie to znajdy. Teraz w moim domu biega Odys. (Takie rude coś, przypominające lisa. Swoją drogą pierwszy raz spotkałam psa, który nie lubi się przytulać ani być głaskanym. Robi łaskę tylko nam, domownikom, ale i tak przy wielkich bólach:))
Anonimowy — może i lepiej jakby Liv umiała się wyrwać, ale nie zapominajmy że ma do czynienia z geniuszem Uchiha. No i jakby nie patrzeć on też należał do elity Anbu. Z tym klanem nie ma łatwo;). 


A i jeszcze prośba, miło by było jakby osoby anonimowe przedstawiały się z imienia, ksywki czy czego tam chcą, żebym wiedziała komu odpisuję. No nie wytrzymałam, muszę się z kimś tym podzielić. Widziałyście ostatni czapter mangi? No jak tu nie mieć złudzeń, że naruto i sasuke są dla siebie stworzeni? Kogo chciał uratować Uchiha wyciągając z bariery? Nie Sakure, (głupią naiwną panienkę) ale naszego blondyna. Och i ach.. Jestem w niebie :D.
No to co moje mordeczki, zapraszam na moją historię.


*****************


Opierając się o gruby pień, siedziała nad rozłożoną mapą. W lichym świetle świeczki, analizowała wszystkie możliwe drogi ucieczki. Miała za zadanie włamać się, wykraść zwój, zniszczyć budynek i przy odrobinie szczęścia, dać radę uciec.
W zamyśleniu spojrzała na mały gasnący płomyk. Miała świadomość, że ta misja podchodzi pod samobójczą, ale jako jedna z nielicznych miała szansę ukończyć ją sukcesem, jednocześnie wracając przy tym żywa.
Lubiła takie zadania, były one dla niej jak wyzwania, sprawdziany siły. No i wiedziała, że czcigodna nie zostawi jej na lodzie. Nawet teraz wyczuwała znajome czakry, zmierzające w tym kierunku. Tsunade zawsze miała przygotowany plan awaryjny.
Zaśmiała się cicho naciągając na twarz maskę. Po takiej akcji jak ta, Uchiha nie będzie miał wyboru. Będzie zmuszony do uznania umiejętności i rangi. Przypomniała sobie jego drwiące spojrzenie i ze złością uderzyła w najbliższe drzewo, płosząc stado ptaków. 
To, że była od tego bufona o dwa lata młodsza, nic nie znaczy. Była tak samo dobra jak on! Sapiąc cicho od ledwo hamowanego gniewu, podniosła się z trawy chowając katanę. Zwinęła papiery w ciasny rulon i podpaliła. Poczekała, aż zmieni się w szary popiół i zniknęła w kłębie szarego dymu.
Jak cień przemierzała ciemne korytarze. Cała placówka przypominała labirynt i gdyby nie zdobyte wcześniej plany, miałaby nie lada kłopot. Znalezienie właściwej trasy, przy takiej plątaninie dróg byłoby sporym wyczynem i z pewnością kosztowałoby masę cennego czasu. Skradając się jak kot, zauważyła w oddali ciemną sylwetkę. Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Szczęk wyciąganego miecza, cichy jęk i odgłos szurania po posadzce. Była to już jej trzecia ofiara. 
Wchodząc do siedziby tak znanej grupy przestępczej, spodziewała się od groma atrakcji, a tu? Takie rozczarowanie. Przylegając do ściany, ostrożnie wystawiła głowę zza rogu. Kolejny pusty korytarz. Prawie zupełny brak strażników był niepokojący. Przyklejając do ściany wybuchową notkę nie mogła się opędzić od złych przeczuć. Szło za łatwo, stanowczo za łatwo. Jako doświadczony żołnierz wiedziała, że to zły znak. Przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Wyczuła w budynku jeszcze dziesięć osób, było to znacznie mniej niż zakładała. Trochę to komplikowało sytuację. Zniszczeniem ich kryjówki miała znacznie przerzedzić szeregi wroga.
— Szefowa nie będzie zadowolona — mruknęła cicho, przyśpieszając kroku. 
Wreszcie dotarła na miejsce. Powoli nacisnęła klamkę i wślizgnęła się do środka. Pomieszczenie przypominało archiwum, przy każdej ze ścian stały regały ze zwojami. Rozejrzała się dookoła, przeszukując wzrokiem półki wreszcie dostrzegła to po co przyszła. Uśmiechając się pod nosem, zgarnęła czerwony przedmiot i schowała za pazuchę uniformu. Płynnym ruchem wysunęła się z pokoju, wcześniej umieszczając w nim, aż trzy bomby. To, że nie mogła zabrać wszystkiego, nie znaczy, że nie może ich zniszczyć. Zawsze to jakaś alternatywa.
Słysząc z daleka niepokojące hałasy warknęła z frustracji. A miało być już z górki. Mamrotając wiązanki, najbardziej wyszukanych przekleństw, przygryzła kciuk i dotknęła ziemi. Ze zniecierpliwieniem przyglądała się chmurze dymu. Gdy ta wreszcie opadła, odsłoniła małego czarnego wilka.
— Tami, pędź do Hokage — wetknęła zwój w pysk zaskoczonego zwierzaka. — Do rąk własnych.
— Akhm... — zanim szczeniak zdążył się wysłowić anulowała przywołanie. Skupiła się chwilę, sprawdzając położenie wrogów. Wszyscy biegali po korytarzach jak szaleni, wyraźnie kogoś szukając.
— Mhm, czyli już wiedzą. — Słysząc zbliżające się kroki teleportowała się przed główne wrota. Nie marnując czasu, padła na kolana wyciągając dużą kartkę i zaczęła stawiać na niej krwawe znaki. Był to jej jeden z lepszych wynalazków. Ciąg specjalnych wzorów umożliwiający zdalną detonację, nawet z dość sporej odległości. Gdy jej praca miała się na ukończeniu, profilaktycznie zerknęła w głąb budynku. To co zobaczyła sprawiło, że zamarła w bezruchu. W odległości jakiś czterdziestu metrów, stało pięciu solidnie zbudowanych mężczyzn wpatrujących się w nią z mordem w oczach. Otrząsając się z chwilowego szoku, przycisnęła palce do notki i poderwała się z ziemi. Przykleiła swoje dzieło i naparła ramieniem na solidny kawał blachy by odciąć im drogę ucieczki. Poczuła jak kilka kunai przecięło jej skórę, zanim udało jej się domknąć ostatecznie drzwi. Sycząc pod nosem złożyła pieczęcie i uderzyła otwartą dłonią we wrota.
Wybuch jaki później nastąpił był gigantyczny. Jego ogrom sprawił, że budynek zniknął całkowicie z powierzchni ziemi, a siła detonacji wyrwała stalowe drzwi, zwalając z nóg sprawczynię całego zamieszania.
— Chyba przesadziłam — wymamrotała, leżąc na ziemi i próbując złapać oddech. W głowie jej wirowało, od uderzenia bolały ją żebra , a gratisie dostała pieczenie lewej ręki. Powoli podniosła się do siadu i ujrzała nad sobą trzy postacie w strojach ANBU.
— Jak zawsze widowiskowo i z hukiem — zza maski małpy rozległ się wesoły głos.
— Nie mogłam cię zawiść. Wiem, że z przyjemnością oglądasz moje pokazy. —Ignorując ból, podniosła się z trawy i otrzepała spodnie z jasnego pyłu. Gdy niespodziewanie coś się zmieniło. Powietrze stało się ciężkie, duszące i jakby naelektryzowane. Można było w nim wyczuć chęć mordu i żądze krwi. Cała czwórka rozejrzała się za źródłem tych negatywnych emocji. Po chwili rozpętało się prawdziwe piekło.

***

Darując sobie jakiekolwiek oznaki dobrego wychowania, teleportowała się bezpośrednio do gabinetu Hokage. Stając na środku pomieszczenia, całkowicie zignorowała fakt, że przywódczyni nie jest sama i mało tego, prawdopodobnie przerwała jakąś ważną rozmowę.
— Czcigodna, misja zakończona sukcesem.
— Domyśliłam się gdy tylko pojawił się twój posłaniec. — Kobieta oparła się wygodnie w fotelu i przyjrzała pękniętej masce na twarzy dziewczyny. — Wszyscy wrócili?
Na to pytanie czekała od momentu jak stanęła przed jej obliczem. Świadomość, że podczas tej rozmowy obecny jest Uchiha, znacznie pogarszało sytuację i jej samopoczucie. Miała wrócić w glorii i chwale, a zamiast tego przynosi śmierć.
— I tak i nie. Sprowadziłam całą grupę, ale dla Hikaru było za późno.
— Rozumiem — westchnęła, zerkając przelotnie na milczącego bruneta i powróciła spojrzeniem do niej. — Idź, niech cię opatrzą.
— Nic mi nie jest. — Ściągnęła z twarzy maskę, odsłaniając pokrwawione i usmolone oblicze. Wyciągnęła z tylnej kieszeni formularz i położyła na biurku. — Raport. — Na sztywnych nogach opuściła pomieszczenie.

***

Pustym spojrzeniem wpatrywała się w stół. Siedziała przy barze dopiero pół godziny, a już opróżniała drugą butelkę. Potrzebowała oderwania od szarej rzeczywistości, bólu, cierpienia. Ciekawe, czy to właśnie dlatego tak często czcigodna odwiedzała bary. Też potrzebowała zapomnieć? Zamyślona nad tym tematem, niespodziewanie wyczuła obecność nowej osoby. Od niechcenia podniosła wzrok i jej usta zacisnęły się w wąską kreskę.
— Co tam, Senju? Użalamy się? — Czarne tęczówki prześlizgnęły się po obandażowanej ręce Liv, po czym rozpiął dwa górne guziki koszuli i bezszelestnie zajął miejsce w jej loży.
— Nie przypominam sobie, bym zapraszała cię do stolika, Uchiha. — Podparła się na łokciu, mierząc mężczyznę nieprzychylnym spojrzeniem.
— Widziałem błaganie w twoich oczach.
— Tak żebyś okazał się tylko majakiem alkoholowym.
— Majaczysz o mnie? Czuję się zaszczycony, Senju. Jednak los jest dla ciebie łaskawy, bo zasłużyłaś sobie na moje towarzystwo. Żadna iluzja, tylko człowiek z krwi i kości.
— No i właśnie się zastanawiam, za jakie grzechy mi cię tu przysłano? — westchnęła ciężko, przecierając dłonią twarz. — Wiem, że przyszedłeś upajać się moją porażką, ale z dobrego serca ci radzę robić to gdzieś indziej. — Jednym łykiem opróżniła całą czarkę, ledwie się przy tym krzywiąc.
— Gdzie twoje dobre wychowanie, nie poczęstujesz mnie?
— Zostało w domu Uchiha. Razem z cierpliwością — odpyskowała, zaraz mrużąc oczy. — Jeśli to zrobię, to wtedy sobie pójdziesz?
— Nie przekonasz się, jeśli nie sprawdzisz, Senju.
— Mam tylko jeden kieliszek. Nie przewidziałam pasożytów.
— O ile nie wpuściłaś do niego za wiele jadu to może przeżyję.
Ostatecznie wzruszyła ramionami i popchnęła w jego stronę czarkę, przyglądając się jak z wprawą napełnia naczynie. Śledziła wzrokiem smukłe palce przytrzymujące butelkę, zastanawiając się jakim cudem lata treningów ich nie zniszczyły.
Po chwili namysłu uznała, że skoro sam z własnej, nieprzymuszonej woli narzucił jej swoje irytujące towarzystwo, to teraz ma prawo bezczelnie się na niego pogapić. Z niechęcią musiała przyznać, że było na co.
Arystokratyczne rysy, kuszące usta, ciemne i pełne magnetyzmu oczy, okalane długimi rzęsami i do tego blada cera. Jeżeli dodamy do tego idealnie wyrzeźbione ciało to już nie ma co się dziwić, że wszystkie panny na wydaniu i te zamężne zresztą też, ślinią się na jego widok. Tak, tak, nie była zdziwiona, że on i jego brat są najbardziej pożądanymi partiami Konohy.
— Senju, zamierzasz się tak gapić cały wieczór?
— Tak, a co? Przeszkadza ci? — wymruczała bezczelnie, obrzucając go kolejnym długim spojrzeniem. — Jak ci nie pasuje, droga wolna, Uchiha. Wiesz gdzie są drzwi.
— Niezła próba — prychnął podając jej sake. — Nie przepędzisz mnie w ten sposób. Jestem przyzwyczajony do zjadania mnie wzrokiem.
— Zjadania? — powtórzyła jak echo i roześmiała się w głos. — Niepoprawny optymista.
— Mam uwierzyć, że ci się nie podobam? — Nachylił się w jej kierunku, a jego głos przypominał głęboki pomruk. — Nie masz na ochoty się przekonać czy w każdej dziedzinie klan Uchiha jest tak niesamowity jak mówią?
Zamrugała zdezorientowana, gdy po jej kręgosłupie przebiegł przyjemny dreszcz. Cholera, przecież nigdy w życiu się nie przyzna, że ten dupek jej się podoba. Siląc się na obojętność, spojrzała na niego spod rzęs.
— Szkaradny nie jesteś. Ale czy znowu takie bożyszcze? Nie wiem, nie wiem — zacmokała z wyższością, bawiąc się swoim wisiorkiem. Srebrny symbol Senju migotał pomiędzy palcami, przypominając o pochodzeniu jego właścicielki. — Znalazłoby się kilku na których równie miło popatrzeć, a już w rozmowie biją cię na głowę.
— Udajesz niedostępną — podsumował, a diabelski uśmiech rozświetlił jego twarz.
— Tak, tak — przytaknęła, przewracając oczami. — Spławiam cię, a tak naprawdę skrycie marzę, że spędzisz u mnie noc na gorącym seksie, zakochasz się i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Amen.
—  Z tym seksem to niegłupi pomysł.
— Wal się, Uchiha — warknęła, łypiąc na niego z boku. Zdecydowanie Uchiha mieli za wysokie mniemanie. — Zapomniałeś o jednym szczególe, geniuszu. Ja cię nawet nie lubię.
Trawiąc tę uwagę, podparł się na łokciach, opierając brodę na splecionych dłoniach.
— Nie trzeba kogoś lubić, by iść z nim do łóżka. Wystarczy, że cię pociągam.
— Może tyle tobie potrzeba do szczęścia, ale niektórzy nie spędzają nocy z kim popadnie — stwierdziła z niechęcią, zaraz aż łapiąc się za głowę. — O czym ja w ogóle z tobą gadam? Nie było tematu. Nie przepadamy za sobą i tego się trzymajmy. Senju i Uchiha — zaczęła się śmiać, ocierając z oczu łzy rozbawienia. — To wbrew naturze.
— Ty to powiedziałaś.
— Co?!
— Nie ważne.
— Idę, zanim skręcę ci kark. — Przeciągnęła się leniwie i stanęła za jego plecami. Przesunęła opuszkami palców po kości policzkowej mężczyzny z zadowoleniem odnotowując jak zamiera w bezruchu, czujnie czekając co knuje. — A i jeszcze jedno… — Złapała go za włosy i zmusiła do odchylenia głowy. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu na jej usta wypłynął wredny uśmieszek. — Kto jak kto, ale Uchiha nie będzie pasożytował na Senju — nie spuszczając z niego wzroku machnęła na kelnera. — Rachunek dla tego pana. —Dostrzegając, że chce coś powiedzieć szybko zatkała mu usta dłonią. — Wieczór w moim towarzystwie jest nie lada zaszczytem, za który trzeba słono zapłacić. — Przygryzła delikatnie płatek jego ucha i zniknęła w kłębie dymu.

***

Liv niechętnie otworzyła powieki. Przez chwilę leżała bez ruchu, rozkoszując się błogą ciszą, gdy nagle do jej otępiałego umysłu, powoli i brutalnie wdzierały się wspomnienia wczorajszego wieczoru. Momentalnie rozbudzona, podniosła się do siadu i przetarła zaspaną twarz. Cholera, naprawdę go ugryzłam, pokręciła z niedowierzaniem głową i wstała, kierując się do łazienki.
Przechodząc obok salonu, zauważyła białą kopertę na stoliku przy telewizorze. Zdziwiona podniosła list i zajrzała do środka. Z każdym czytanym zdaniem, jej mina robiła się co raz bardziej ponura.
— Dlaczego akurat teraz dostałeś tę głupią misję, Sam? — Ze złością pogięła trzymaną kartkę i wrzuciła z rozmachem do kosza. Przeklinając parszywy los, zajrzała do lodówki. Widząc puste półki, aż zawarczała zatrzaskując urządzenie.
— Zakupy. Świetnie, uwielbiam zakupy — mruknęła, łapiąc portfel i wychodząc z domu. Przekręcając klucz w zamku, zerknęła w błękitne niebo. Zmarszczyła brwi widząc sokoła krążącego nad posiadłością. — Dziwne, dziś miałam mieć wolne.
Teleportowała się przed oblicze przełożonej. Tsunade siedziała przy wielkim biurku, przeglądając stos dokumentów. Nawet nie podniosła głowy znad sterty papierów gdy usłyszała jej przybycie. Spokojnym krokiem podeszła do parapetu i usiadła czekając na wyjaśnienia.
— Wczorajsza misja nie przebiegła tak jak powinna. Zginął człowiek. — Na te słowa Liv cała się spięła, ale w milczeniu słuchała dalej. — Tuż przed twoim powrotem, dostaliśmy informację o zastawionej na was pułapce.
— Ciężko było nie zauważyć, że to pułapka.
— Nie tym tonem Senju! — Kobieta z hukiem uderzyła w blat biurka, oddychając spazmatycznie ze złości. Zaraz jednak odetchnęła głęboko, siląc się na spokój. — Dzięki naszemu informatorowi, wiemy czego chcieli. Mamy prawie pewność, że spróbują znowu.
— Czcigodna. — Liv zeskoczyła z parapetu i stanęła naprzeciwko blondynki. — Przestań, krążyć i wreszcie powiedz to co masz powiedzieć.
— Senju, od dziś nie ruszasz się nigdzie bez ogona.
— Co? — Zaskoczona uniosła wysoko brwi. Czegoś takiego się niespodziewana.
— Liv,  nie wiem jakim cudem, ale dowiedzieli się, że to ty dostaniesz tę misję. Wszystko przygotowali tak by cię wyeliminować.
— Po co? Co by mieli z tego?
— W ostatniej bitwie napsułaś im krwi. Sama pamiętasz.
— Zemsta — podsumowała ze zrozumieniem. — Jak długo to potrwa? I kogo mi przydzieliłaś? Nie żebym uważała to za konieczne. Umiem się obronić.
— Bez dyskusji. Nie możemy sobie pozwolić na stratę twoich umiejętności. Nie wiem jak długo, zapewne do czasu, aż ich nie złapiemy. — Z westchnieniem potarła grzbiet nosa i machnęła ręką wypraszając dziewczynę z gabinetu. — Twoja obstawa czeka na dole.
Zamyślona wyszła z budynku. Obstawa, dobre sobie. Do tego na jej dom jest nałożone jutsu Pierwszego i Drugiego Hokage. Nie ma szans by ktoś przekroczył próg jej posesji bez jej pozwolenia. Była tak zaabsorbowana własnymi myślami, że dopiero po chwili zauważyła idącego obok mężczyznę.
— Uchiha, czego za mną leziesz? — Skrzywiła się malowniczo, kiedy całkowicie zignorował pytanie i wepchnął ręce do kieszeni spodni.
— Rozmawiałaś z księżniczką?
— Taaa... — mruknęła i rozejrzała się dookoła, szukając czegoś wzrokiem. — Miał tu czekać mój ochroniarz, ale jak widać go nie ma. No cóż, lepiej dla mnie — prychnęła, wzruszając obojętnie ramionami i ruszyła dziarsko do najbliższego marketu. — Ciekawe, którego cieniasa mi przydzieliła.
Kiedy załatwiła najważniejsze sprawunki, dziarsko ruszyła w stronę domu. Nawet skorzystała z pomocy Uchihy, stwierdzając, że skoro już łazi za nią to może robić za tragarza. Przynajmniej wreszcie się na coś przyda. Idąc przez osadę, mimowolnie katem oka obserwowała towarzyszącego bruneta.
— Nie masz lepszych zajęć, niż zatruwanie mi życia swoją obecnością?
— Nie, to jest sens mojego istnienia Senju.
Słysząc taką odpowiedź, prychnęła z wyższością. Uchiha mieli odpowiedź na wszystko. Skonsternowana tym wnioskiem aż jęknęła ze zgrozą, kiedy usłyszała, dochodzące ze wszystkich stron piski i westchnienia. Doprawdy, te kobiety nie mają za grosz godności. Jakby wiedziały o podłym charakterze Itachiego, to też by były takie chętne? Zastanawiała się patrząc na jego uśmiechnięty profil.
— Podobam ci się?
— Niestety, masz pecha. Jestem uodporniona genetycznie na takich jak ty — stwierdziła jadowicie, ostentacyjnie obrzucając go kolejnym spojrzeniem. — Raczej zastanawia mnie, co one w tobie widzą? — Ruchem głowy wskazała na śliniące się adoratorki.
— Młody, przystojny, utalentowany, kulturalny, inteligentny, na dobrym stanowisku i z najsilniejszego rodu… — Potarł w zamyśleniu policzek, a jego oczy zabłyszczały wesoło. — Masz rację, też nie wiem.
— Zapomniałeś dodać, że niezwykle skromny.
— To jest zawarte w wyjątkowej kulturze osobistej.
— Oczywiście, Uchiha. Oczywiście.

***

Siedziała przy stole, patrząc na opierającego się o szafkę gościa. Do tej pory nie potrafiła logicznie wytłumaczyć, jak to się stało, że tkwił w jej kuchni. Co najśmieszniejsze nawet zrobiła mu kawę. Cóż, na swoje usprawiedliwienie miała, że wypadało jakoś podziękować za targanie ciężkich produktów. W każdym razie tego zamierzała się trzymać.
— No, Uchiha. Nie wyganiam cię, ale wynocha — poinformowała mężczyznę, przepychając się obok niego i stanęła koło zlewu. Myjąc znajdujące się w nim naczynia w napięciu oczekiwała aż wreszcie zostawi ją samą.
— Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. — Doskonale słyszała jego złośliwy ton, na co zamarła w bezruchu. — To ja jestem tą twoją obstawą.
Głośny trzask pękającego kubka rozniósł się po pomieszczeniu, wyrywając Liv z letargu. Z niedowierzaniem opuściła wzrok na zniszczone naczynie, starając przypomnieć sobie jak je zniszczyła. Jedynym słusznym wnioskiem było to, że zwyczajnie zostało upuszczone. Siląc się na spokój, pozbierała i wyrzuciła żałosne szczątki.
— Żartujesz, prawda? — Milczenie Itachiego było nader wymowne, zwłaszcza, że chwilę później nonszalancko oparł się o blat stołu i rozejrzał po pomieszczeniu.
Senju sapiąc ze złości złożyła pieczęć tworząc klona, który natychmiast wyskoczył przez okno. Powoli odwróciła się w kierunku Uchihy, mierząc go morderczym wzrokiem.
— Nie chcę być w twojej skórze, gdy okaże się, że robisz sobie ze mnie jaja.
— Mhm... — przytaknął bezwiednie i przeszedł do salonu. Ze znudzeniem rozwalił się na jednym z foteli, a jego wzrok dłużej zatrzymał się na kolekcji rytualnych masek wiszących na ścianie. — Więc, który mój pokój?
Bezsilnie opadła na kanapę i czekała na informacje zgromadzone przez klona. Nie minęło dwadzieścia minut a już wiedziała, że ten drań nie kłamie. Uchiha miał być z nią całą dobę i czy tego chce czy nie, musi przyjąć go pod swój dach. Na samą myśl, aż zazgrzytała zębami ze złości. To się nazywał chichot losu.
Wierciła się w łóżku nie mogąc zasnąć. Obecność drugiego człowieka była wyczuwalna nawet przez sen. Zwłaszcza dla kogoś kto prawie całe swoje życie spędził sam. Czuła jego aurę, a wręcz słyszała cichy oddech. A przecież dzielił ich korytarz oraz masa pokoi! Przeleżała tak jeszcze dwie godziny aż w końcu się poddała. Bezszelestnie wysunęła się z łóżka i zeszła do kuchni. Długo rozważała zaparzenie kawy, ale w końcu wybór padł na kakao. W końcu w planach miała przespanie reszty nocy, a nie. Siorpiąc ciepły napój, wyszła na taras by odetchnąć świeżym powietrzem. Oparła się o barierkę uśmiechnęła drwiąco.
— Ochroniarz z bożej łaski — prychnęła upijając większy łyk.
— Mówisz o mnie, Senju?
Skoczyła jak oparzona, oblewając siebie i stojącego za nią współlokatora. Przyciskając dłoń do szalejąco bijącego serca, jak błyskawica obróciła się na pięcie i omal nie padła ze śmiechu.
Brązowe smugi mleka spływały po twarzy i torsie Itachiego. Tworzyły piękną mozaikę na jego jasnej skórze, a nieszczęśliwa mina dopełniała dzieła. Na sekundę zamarła w bezruchu zastanawiając się czy zdąży pobiec po aparat aby uwiecznić na zawsze ten moment dla potomnych. W końcu Uchiha umazany w czymkolwiek niecelowo zdarzał się rzadziej niż cud.
Niestety Itachi nie podzielał jej entuzjazmu, bo chwilę później starł z policzka większość płynu. No cóż, ale swoje zobaczyła. Tego co się zobaczyło nie da się odzobaczyć, więc tę chwilę zachomikuje na długo w pamięci.
— Uchiha… — Ledwo potrafiła się wysłowić, dusząc się ze śmiechu. — Wyglądasz jak jedno, wielkie, nieszczęście. — Rozbawiona otarła łzę z oka.
— Lepiej mnie nie drażnij, Senju — spojrzał na siebie zniesmaczony. — Za karę powinnaś to zlizać — warknął, odgarniając z twarzy lepkie włosy.
— Pomarzyć zawsze warto, Uchiha — parsknęła złośliwie. — Ale to miłe, że dzielisz się swoimi brudnymi fantazjami.
— W moich marzeniach nie kończy się na lizaniu.
— Bezczelny! W wodzie ukrycie! Wodny pocisk! — Z satysfakcją patrzyła jak silny strumień uderza w jego sylwetkę. Z drwiącym uśmieszkiem zauważyła jak ledwo utrzymuje równowagę, parskając głośno. — Zimna woda ostudziła twój zapał, co? Nie musisz dziękować, zboczeńcu. — Spojrzała z wyższością, przechodząc obok przemoczonej ofiary.


5 komentarzy:

  1. Ciekawi mnie, na czym kończą się marzenia Itachiego... :3 A tak po za tym, to fajniutki One Shot. ;D Przyznam, że nie mogę się doczekać, dalszego ciągu. ;] Dużo weny życzę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekay one shot :) Podobał mi sie. mam tylko nadzieje że Liv nie straci swojego pazura bo to rzecz którą lubię w niej najbardziej! :)

    życzę dużo weny i czekam na kolejną notkę!
    ~ Musienka

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah jak się ciesze ! ;)
    dzisiaj mam szczęście: mam nowy rozdział mangi i one shocik od Ciebie.

    Liv straciła pazur? a skądże. Sposób w jaki traktuje "boskiego Uchihe" jest dokładnie w jej stylu. Kocham moment, gdy podchodzi i łapie go za włosy (!) i gryzie w ucho zwalając na niego rachunek. Epicka scena. A moment, gdy ochlapuje Itachiego kakaem też jest świetny. W ogóle mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Podobał mi się też wstęp, bardzo fajnie opisałaś jej misję i scena w markecie.
    Itachi wyraźnie ją podpuszcza i wcale by mu nie przeszkadzało, gdyby Liv zapomniała się na chwilę. I wcale nie uważałby, że Senju i Uchiha nie mogłoby połączyć coś więcej oprócz kłótni... Ahh! Co kombinujesz w dalszej części? Nie mogę się doczekać, jak skończy się opieka Itachiego nad Senju. Może jakieś pikantne zakończenie? Wiem, jestem nieznośna, ale oni tak fajnie razem wyglądają ;).
    Nie każ nam czekać zbyt długo.

    P.S.
    faktycznie i mnie zaskoczyły słowa Sasuke ;>

    P.S.S.
    uwielbiam ich słowne przepychanki!

    całuje gorąco

    OdpowiedzUsuń
  4. No no no, one shot ciekawy, a Liv ma swój pazur, w ogóle go nie straciła ;3 co do psiaka - musi być uroczy ;3 ja tez nie słyszałam o psie, który nie lubi pieszczot, ale miałam takiego kundelka, który zamiast kiełbasy jadł marchewke i ogórki. Liv wredota, a Itas-pitas zboczeniec. Jak tu nie kochać takiej pary? XD ich słowne przepychanki wymiataja (jak moje niezwykle konstruktywne komentarze * sarkazm*) a ja czekam, czekam, czekam (ooo, makarena) na następny rozdział ;3 zostaje mi tylko jak zwykle pozdrowic i życzyć dużo wweny ;3

    ~ Aoi

    P.S. Z serii 'Dziwne pytania dziwnej Aoi': Jaki jest Twój ulubiony kolor i jakiej muzyki słuchasz? ;3

    OdpowiedzUsuń