Kolejną pozytywną informacją jest to, że za niedługo znowu będę mieć internet w pracy, a wtedy zasypię Was notkami ( teraz pewnie każdy się zastanawia gdzie pracuję;)). Droga Moon, nie bij za zwłokę ( No dobra, przyznaję że mi się należy, ale nie po głowie bo wtedy będę miała dzieci głupie;D). Mam też kilka zaczętych opowiadań z naszą uroczą dwójką, ale nie wiem czy się z nimi wychylać. Dlaczego? Bo nie wiem czy zainteresuje Was historia tej pary, rozgrywająca się w realnym świecie. Możecie mi powiedzieć o swoim zdaniu w komentarzach, będę wdzięczna :). No i ostatni napad pisarski. Nie wiem skąd to się wzięło ale jest. Historia Liv i Itachiego jeszcze jako geninów. Jak się poznali i takie tam. Love story za szybko się nie pojawi, ale może być ciekawie. No, koniec mojego biadolenia.
Iri Akuma - Tak myślałam, że nikt nie będzie się spodziewał takiego zakończenia. No ale takie załatwienie zostawia mi furtkę jakbym wymyśliła kontynuację tego shot'a. A za wenę z góry dziękuję, przyjmę każdą ilość :).
Moon - No powiem, że wizja Itachiego przed prysznicem, pod prysznicem i po prysznicu namawia moje ślinianki do pracy. Zresztą Uchiha to Uchiha, on zawsze jest do schrupania:).
~ Marysia - Cieszę się, że Ci się podoba i witam w gronie czytelników:). Mam nadzieję, że będziesz wpadać częściej:).
Czas na rozdział :)).
***********************
Liv gwałtownym ruchem otworzyła drzwi,
które pod wpływem użytej siły uderzyły z łoskotem o ścianę. Depcząc oderwany
tynk, stanęła na swoją ofiarą mrużąc kocie oczy w których pojawiały się
niebezpieczne błyski. Zacisnęła mocnej zęby gdy zobaczyła, że kobieta zamiast
się przestraszyć uśmiecha się drwiąco i obserwuje ją z nutką kpiny. Liv stanęła
nad ułożoną w nonszalanckiej pozie intrygantką i spojrzała najgroźniej jak
potrafiła.
— Czy ci życie nie miłe? — Głos Liv
przypominał syk zdenerwowanego węża. Schyliła się tak nisko, że ich oczy znalazły
się na tym samym poziomie.
— Nie wiem o co ci chodzi. — Kobieta ze
znudzeniem obejrzała swoje paznokcie.
— Yuuki, nie udawaj niewiniątka. Uchiha
cię sprzedał — warknęła złowrogo, podpierając się po obu stronach głowy, córki
Władcy Kraju Ognia. Wyglądała niczym drapieżnik czający się na ofiarę.
— Widział cię w tym? — Poprawiła się
wygodniej na kanapie, wpatrując się ciekawie w twarz Liv. — Podobało mu się? —
zapytała aż wiercąc się z przejęcia.
— Muszę cię rozczarować, mały kupidynie —
szepnęła, z satysfakcją zauważając u Yuuki grymas pełen zawodu. Przez chwilę
rozkoszowała się tym nietypowym widokiem, który był swoistą nagrodą za tą
intrygę. — Widział, że tylko coś takiego posiadam.
— Do niczego nie doszło? — Yuuki aż
jęknęła z rozczarowaniem.
Na to pytanie do umysłu Liv wkradły się obrazy z wczorajszego dnia, wywołując przyjemne dreszcze pod skórą. Szybko odegnała od siebie palące wspomnienia mając nadzieję, że ta mała czarownica nic nie zauważyła. Nie chciała jej podjudzać do kolejnych tego typu akcji.
Na to pytanie do umysłu Liv wkradły się obrazy z wczorajszego dnia, wywołując przyjemne dreszcze pod skórą. Szybko odegnała od siebie palące wspomnienia mając nadzieję, że ta mała czarownica nic nie zauważyła. Nie chciała jej podjudzać do kolejnych tego typu akcji.
— Do niczego. — Wzięła głęboki oddech i
złapała kosmyk włosów Yuuki, pocierając lekko pomiędzy palcami. — Obiecuję ci,
że jak jeszcze raz wywiniesz taki numer to tak opieczętuję twój powóz, że nigdzie
się nie ruszysz bez mojego pozwolenia. — Podniosła na nią wzrok, a na usta
wkradł się złośliwy uśmiech. — A już nie wspomnę, że o przekroczeniu progu
twojego dyliżansu albo pokoju, niektórzy będą mogli jedynie pomarzyć… — Utkwiła
w niej znaczące spojrzenie, dając do zrozumienia kogo ma na myśli.
— Nie zrobisz tego... Nie odważysz
się...
— Chcesz się przekonać?
Liv jak cień, poruszała się za podopieczną. Z rękami w kieszeniach udawała, że ogląda witryny sklepów. Szła za nią w bezpiecznej odległości i czujnie sprawdzała otoczenie czy gdzieś nie czai się zagrożenie. Z daleka widziała bujną czuprynę Samona, spacerującego pod ramię z Hakaze i śmiejących się do siebie cicho. Mieli za zadanie wmieszać się w tłum i interweniować, gdyby coś lub ktoś chciał zrobić krzywdę Yuuki. Liv uśmiechnęła się lekko gdy zauważyła taksujące spojrzenie przyjaciela, które zatrzymało się dłużej na mijanym szatynie. Sama zerknęła na mężczyznę i zamruczała z aprobatą. Tak. Mimo wielu wad, Samon niewątpliwie i niezaprzeczalnie posiadał doskonały gust, pomyślała odwracając wzrok od ocenianego obiektu.
Liv jak cień, poruszała się za podopieczną. Z rękami w kieszeniach udawała, że ogląda witryny sklepów. Szła za nią w bezpiecznej odległości i czujnie sprawdzała otoczenie czy gdzieś nie czai się zagrożenie. Z daleka widziała bujną czuprynę Samona, spacerującego pod ramię z Hakaze i śmiejących się do siebie cicho. Mieli za zadanie wmieszać się w tłum i interweniować, gdyby coś lub ktoś chciał zrobić krzywdę Yuuki. Liv uśmiechnęła się lekko gdy zauważyła taksujące spojrzenie przyjaciela, które zatrzymało się dłużej na mijanym szatynie. Sama zerknęła na mężczyznę i zamruczała z aprobatą. Tak. Mimo wielu wad, Samon niewątpliwie i niezaprzeczalnie posiadał doskonały gust, pomyślała odwracając wzrok od ocenianego obiektu.
Zrobiła parę kroków i zatrzymała się w
miejscu sycząc ze złości. Doprawdy nie mogła się doczekać kiedy wreszcie wrócą
do domu i nie będzie zmuszona do poznawania flory i fauny, a także warunków
pogodowych otaczających ich krain. Zazgrzytała zębami czując kolejne porcje
piasku, wkradające się do jej butów. Nienawidziła tego uczucia. Deszcz, piasek,
co jeszcze?! Warknęła z irytacją, stając na jednej nodze i próbując wytrząsnąć
nieznośny pył. Przez chwilę pomyślała, że wygląda jak pajac skacząc w miejscu,
ale po krótkim zastanowieniu doszła do wniosku, że mało ją to obchodzi.
Czując, że to nie daje zadowalających
rezultatów, odszukała wzrokiem Hakaze i pokazała żeby szli dalej. Mrucząc pod
nosem szybko podeszła do jednego z budynków i oparta plecami o ścianę, zaczęła
zdejmować obuwie. Co chwilę mruczała inwektywy na przeklęty los jaki ją wygnał
w te piekielne tereny. Mało, że temperatura chce upiec człowieka na chrupko to
jeszcze wszędzie ten piach…
Gdy
wreszcie wysypała denerwujące drobinki, stanęła wyprostowana zerkając na
mijających ją przechodniów. Przez długie majstrowanie przy sandałach straciła z
oczu towarzyszy i teraz powinna ich dogonić, ale z drugiej strony nie było
pośpiechu. Wiedziała, że nawet jak coś się zacznie dziać to doskonale sobie
poradzą, a ona dzięki zmianie perspektywy może zauważy coś czego nie dostrzegli
wcześniej.
Rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś
dobrego punktu widokowego, jej uwagę przyciągnęła podejrzana grupka, ukrywającą
się w cieniu. Stali w jednej z bocznych uliczek i zawzięcie dyskutowali, co
chwilę gestykulując. Udając, że zainteresował ją stragan z owocami podeszła
bliżej uważnie nasłuchując. Przekładając znajdujące się w koszykach owoce, aż
zmarszczyła brwi zaalarmowana wyraźnie usłyszanymi słowami. Nie miała wątpliwości,
że mówili o Konoha, ninja i córce Władcy Ognia. Uśmiechnęła się właścicielki
straganu płacąc za trzymane jabłko i oddaliła się od nieznajomych.
— Interesujące — mruknęła znikając za
zakrętem. Jednym susem wskoczyła na dach i już z góry obserwowała poczynania
nieznajomych. Najlepiej zbudowany ze wszystkich był zapewne szefem, bo na jego
słowa reszta milkła i słuchała. Samym spojrzeniem wzbudzał respekt i uciszał
towarzyszy.
— Powinniśmy uderzyć teraz, puki nie ma
z nimi Joninów.
— Co jeśli są gdzieś w pobliżu?
— Przeszukaliśmy cały tłum, są tylko
dzieciaki.
Podsłuchując ich rozmowę pogratulowała
sobie w myślach pomysłu z przebraniami. Ona miała strój młodego mieszkańca wioski,
a reszta dowolnie od towarzystwa. Samon i Hakaze odgrywali małżeństwo, a Itachi
wyglądał jak typowy turysta.
— Moim zdaniem powinniśmy się wstrzymać.
— Boisz się dzieciaków? Doprawdy szefie,
to na pewno twój brat?
— Niestety.
Więc rodzeństwo, odnotowała szybko w pamięci i spróbowała dostrzec coś więcej. Było to o tyle trudne, że każdy z nich miał naciągnięty kaptur. Ku jej irytacji, żaden nie kwapił się do odsłonięcia głowy.
Więc rodzeństwo, odnotowała szybko w pamięci i spróbowała dostrzec coś więcej. Było to o tyle trudne, że każdy z nich miał naciągnięty kaptur. Ku jej irytacji, żaden nie kwapił się do odsłonięcia głowy.
— To co? Ruszamy?
Słysząc to Liv, aż cała się spięła w
oczekiwaniu na dalszy rozwój sytuacji. Jeżeli miało dojść do walk to powinna
wezwać resztę, żeby załatwić wszystko szybko i sprawnie, bez zbędnego rozgłosu.
— Uważam, że to pułapka.
Kącik ust Liv zadrgał lekko i przyszło
jej do głowy, że ten młody nie jest tchórzem. Najzwyczajniej w świecie jest
inteligentny w przeciwieństwie do osiłkowatego herszta bandy.
— Saito, milcz i się dostosuj.
Miała się właśnie wyprostować, gdy
poczuła chłodną rękę zatykającą jej usta. Była tak zaabsorbowana rozmową tych
na dole, że całkiem straciła czujność i dała się zaskoczyć. Spięła mięśnie i
już szykowała się do odparcia ataku, gdy otoczył ją znajomy zapach.
— Cii... Nie wyrywaj się, bo nas usłyszą
— cichy szept Itachiego rozległ się przy uchu Liv. Czuła ciepło jego ciała, gdy
stał przytulony do jej pleców. Poruszyła się niespokojnie czując znajome
dreszcze, spowodowane tą bliskością. Powolnym ruchem odsunęła dłoń Uchihy ze
swojej twarzy, ale nie zmieniła pozycji w jakiej stali.
— Długo tu jesteś? — zapytała, nie
spuszczając wzroku z tajemniczych intruzów.
— Obserwuję ich od jakiegoś czasu. — Kiedy
mówił oddechem przyjemnie łaskotał jej kark, a Liv mogła się założyć o każdą
kwotę, że robił to celowo.
— Eliminacja?
— Powinniśmy poczekać… — Oparł brodę na
ramieniu Senju i znów zerknął w dół. — Przydałoby się zobaczyć ich twarze.
— Teraz się napatrz, Uchiha — szepnęła i
uśmiechnęła się lekko z błyskiem w oku. Zaczęła składać pieczęcie w milczeniu
patrząc na grupę pod nimi.
Nagle nie wiadomo skąd w wąskiej uliczce
zerwał się porywisty wiatr. Silne podmuchy szarpały i unosiły płaszcze
nieznajomych, którzy stali zdezorientowani tym nagłym atakiem żywiołu. Liv
zmrużyła zielone oczy i uniosła wskazujący palec, dmuchając w niego lekko. Nie
mogła się nie uśmiechnąć, gdy mocne uderzenie powietrza mało, że zerwało z nich
kaptury to jeszcze przygwoździło do ściany. Szybko przyjrzała się każdemu z
nich i anulowała technikę nie chcąc wzbudzać zbyt dużych podejrzeń. W końcu
każdego by zaskoczył taki nagły wicher niewiadomego pochodzenia. Powolnym
krokiem oddaliła się od skraju dachu i spojrzała zamyślona w niebo.
Poznała jednego z nich. Mieli wątpliwą
przyjemność skrzyżować miecze w przeszłości.
— Nowa technika — stwierdził Itachi
pojawiając się tuż obok.
— Mhm... czasem się przydaje, jak
zresztą widać.
— Teraz się nie dziwię, że twoje życie
towarzyskie praktycznie nie istnieje — zadrwił, uśmiechając się przy tym złośliwie.
— Za to twoje jest tak bogate, że
wyrabiasz podwójną normę — momentalnie się odgryzła, zerkając na niego spod
rzęs.
— Hoho... Senju, nie sądziłem, że
interesujesz się co porabiam w wolnym czasie.
— Interesuje… — prychnęła z pogardą. —
Nie schlebiaj sobie, Uchiha. Nie moja wina, że cała wioska żyje twoim życiem.
Gdzie się nie ruszyć to słyszy się o wielkim paniczu Uchiha. Gdzie był? Co
robił? Z kim? Do porzygania.
— Zwykłe plotki, w których nie ma nawet
połowy prawdy. — Machnął lekceważąco ręką, kręcąc ze znudzeniem głową. — Ludzie
lubią gadać.
— Czy ty mi się tłumaczysz? — Na jej
twarzy pojawił się krzywy uśmiech, a jedna brew powędrowała ku górze. Złapała
poły jego płaszcza i pociągnęła lekko. — Uchiha, ty się przejmujesz moją
opinią. Nie do wiary.
W odpowiedzi błyskawicznie złapał ją w
pasie i przyciągnął do siebie. Otworzyła szerzej oczy zdziwiona zachowaniem
Itachiego, ale nie skomentowała tylko czekała na dalszy rozwój sytuacji. Cóż,
ta walka podjazdowa była całkiem interesująca. Zwłaszcza, że Uchiha to bardzo
inteligentny przeciwnik.
— Przejmuję się tak samo, jak ty moją.
Słysząc to uniosła sceptycznie brew,
wyraźnie dając do zrozumienia gdzie ma jego zdanie.
— Dobrze wiedzieć… — powiedziała z
ociąganiem, zerkając mu przez ramię i znów spojrzała w ciemne jak noc oczy. —
To co z nimi robimy?
Gdy tylko padło to pytanie oboje usłyszeli hałas metalowej drabinki, gdy ktoś wspinał się na dach. Nie mieli wątpliwości, kto do nich zmierza.
Gdy tylko padło to pytanie oboje usłyszeli hałas metalowej drabinki, gdy ktoś wspinał się na dach. Nie mieli wątpliwości, kto do nich zmierza.
— Znikamy, a na nich będziemy mieć oko.
— Skoro tak mówisz. — Uniosła rękę i
zaśmiała się pod nosem. — Uchiha unika konfrontacji, świat się kończy.
Siedziała w fotelu i zamyślona patrzyła
na trzymany kieliszek. Księżniczka zorganizowała małe przyjęcie, by mogli
posiedzieć trochę razem i się rozluźnić. Liv nie przepadała za takimi
spotkaniami i tylko namowa jej uczniów, a raczej ich błagania wyciągnęły ją z
pokoju.
Zamoczyła usta w winie i zerknęła na
towarzystwo. Na szerokiej kanapie siedzieli wszyscy dorośli i zaśmiewali się
głośno. Ku jej ogromnemu zdziwieniu nawet Ascot siedział z nimi. Domyślała się,
że to zasługa Yuuki, ale i tak była to bardzo pozytywna zmiana.
Słysząc głośny i melodyjny śmiech Hakaze
szybko przeniosła na nią spojrzenie. Dziewczyna musiała być rozluźniona wypitym
alkoholem, bo była praktycznie przylepiona do boku Uchihy. Na trzeźwo takie
zachowanie w jej wypadku, było nie do pomyślenia. Przyglądała się im przez
chwilę i dopiero po chwili dotarło do niej to czego jest właśnie świadkiem.
Efekt tego był taki, że o mało się nie udławiła pitym trunkiem i musiała chwilę
kasłać by się nie utopić we własnym winie. Hakaze flirtowała z Itachim. I to
jak flirtowała! Liv z niedowierzaniem patrzyła jak uśmiecha się znacząco, bawi
włosami i od czasu do czasu kładzie rękę na jego kolanie.
Naprawdę zbliża się apokalipsa. Uchiha
unika konfrontacji, Hakaze zmienia się w uwodzicielkę, a Ascot nie
ucieka, pomyślała pociągając większy łyk.
Zerknęła na swoich uczniów i uśmiechnęła
się pod nosem. Wyglądało na to, że naprawdę się zżyli z drugą grupą. Miwa,
Akira i Zaku dyskutowali zawzięcie nad wyższością jakiś technik, natomiast
Shion słuchała wykładu Satu na temat ziół. Z tego co zauważyła tylko jedna
osoba nie brała czynnego udziału w żadnej z rozmów. Yuchiro słuchał tylko co
raz bardziej gorącej dyskusji, ale jego wzrok wędrował od niej do kanapy z
resztą dorosłych. Chwila obserwacji utwierdziła ją w przekonaniu, że jego
zachowanie jest podejrzane. Owszem, zawsze był najspokojniejszy z całej trójki,
ale nawet on przyłączał się zawsze do rozmowy. Ciekawe o co też może chodzić? Oparła
kieliszek na brzegu fotela, obejmując palcami kruche szkło.
— Hej, Liv. Zejdź na ziemię tu do nas —
ciepły głos Samona wyrwa ją z zamyślenia i zmusił do spojrzenia w jego kierunku.
Jednak zamiast na nim spojrzenie Liv zatrzymało się na flirtującej dwójce. To
co zobaczyła sprawiło, że żołądek ścisnął się boleśnie, a po plecach przeszły
zimne dreszcze.
Hakaze korzystając z chwilowego
zamyślenia obiektu swoich westchnień, nachylała się ku niemu z jasnym zamiarem.
Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, jakby cały świat wstrzymał oddech
w napięciu czekając finał. Gdy ich usta dzieliły zaledwie milimetry, a
pocałunek był bliski konsumpcji nagle rozległ się trzask pękającego szkła. Ten
dźwięk wystarczył by Itachi drgnął, unikając o włos chętnych warg dziewczyny.
Jego wzrok zatrzymał się na siedzącej Liv, patrzącej w zdziwieniu na swoją dłoń
w której tkwiły resztki szkieł. Wyglądała tak jakby sama nie dowierzała w to co
właśnie się stało. Dopiero gdy minął pierwszy szok, skoczyła jak oparzona
rozluźniając palce.
— Cholera — warknęła, upuszczając
resztki naczynia i jak z procy wystrzeliła z salonu.
Wszyscy z zaskoczeniem patrzyli w
miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stała Senju, Teraz jedynym śladem jej
obecności był potłuczony kieliszek i drobne ślady krwi na wykładzinie.
— Hej, nic jej nie będzie?
— Spokojnie, na Liv wszystko się goi jak
na psie, a nawet szybciej — uspokoił Yuuki Samon, który mimo swoich słów
wgapiał się ze zmarszczonymi brwiami w krwawe ślady.
Wyczuwając na sobie czyjeś palące
spojrzenie, Itachi drgnął i szybko zlokalizował ich właściciela. Yuchiro oparł
brodę na splecionych dłoniach, wpatrując się w niego z miną sfinksa, w ogóle
nie speszony, że został na tym przyłapany.
Stała przy zlewie i płukała zranioną
rękę. Usunęła już wszystkie odłamki i teraz obmywała skórę przed założeniem
opatrunku. Mogłaby sobie darować bo rana i tak po paru minutach się zasklepi,
ale nie chciała brudzić wszystkiego dookoła. Już i tak narobiła bałaganu.
W ciszy gdzie jedynym dźwiękiem była
szumiąca woda, analizowała wydarzenia sprzed paru minut. Dlaczego tak bardzo ją
poruszył widok tego idioty z inną? Co ją obchodzi z kim się obściskuje Hakaze
lub Itachi? Mają prawo spotykać się z kim chcą… ale z drugiej strony, czy
Uchiha jej nie skrzywdzi? Hakaze wydaje się być delikatną osobą. Chociaż dziewczyna
już tak długo się za nim ugania, że może wie co robi…
Nagle poczuła gwałtowne szarpnięcie i już
została odwrócona przodem do stojącego przed nią Uchihy. Zmarszczyła brwi
patrząc na jego niewzruszone oblicze i zastanawiając się o co znowu mu chodzi. Przecież
powinien siedzieć razem z innymi, a nie pałętać się za nią tym bardziej, że wie
o jej szybkiej regeneracji. Kiedy wciąż stał w milczeniu, uniosła pytająco brew
i dopiero wtedy zauważyła jego wyciągniętą w oczekiwaniu dłoń.
— Daj spokój, nic mi...
Nie pozwolił jej dokończyć tylko chwycił
ją za nadgarstek, po krótkim przeglądzie zaczął opatrywać ranę. Dotyk smukłych
placów sprawiał, że przyjemne ciepło rozchodziło się po ciele Liv, dając dziwne
poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy mimo że zakończył bandażowanie nie
puścił jej dłoni, spojrzała na niego zdziwiona. Uchiha czasem zachowywał się
dziwnie i tajemniczo. To właśnie była jedna z tych dziwnych chwil, gdzie czuła
się nieswojo. Jakby coś wisiało w powietrzu, a ona jako jedyna nie wiedziała o
co chodzi w tym wszystkim. Czarne oczy spojrzały na Liv przeszywająco
sprawiając, że serce na chwilę zamarło, a później zaczęło bić w szaleńczym
rytmie. Itachi nie spuszczając z niej wzroku, powoli uniósł do ust jej palce i
delikatnie musnął wargami same opuszki. Widząc jak ciemne tęczówki zabłyszczały
dziwnie, Liv podziękowała w duchu opatrzności, że przezornie stała oparta o
szafkę. Gdyby nie to to już siedziałaby na podłodze, bo nogi miała jak z waty.
Ocknęła się z otępienia dopiero gdy usłyszała trzaśniecie drzwiami za którymi zniknął,
zostawiając ją samą.
— Co to do cholery było?
— zapytała, odwracając się i dotykając czołem chłodnych kafelek.
To było cudowne! :3 Kocham to jak oni nawzajem na siebie działają. ;D Weny od cholery Ci życzę i pozdrawiam ;D
OdpowiedzUsuńJak fajnie coś przeczytać Twojego! Notka wyszła Ci świetna, to jak opisujesz relacje Liv i Itachiego jest cudowne, przy scenie na dachu aż wstrzymałam oddech nie mówiąc już przy opatrywaniu... Uwielbiam ich! ;D
OdpowiedzUsuńMasz kolejne one-shoty? Świetnie, powiem Ci, ze zaciekawiła mnie wizja Liv i Itachiego w normalnym świecie, chciałabym to zobaczyć, ich młodość również bylaby interesująca ;>. Tylko wiesz co, wydaje mi się, ze dopiero po nastepnym rozdziale powinnaś umieścić te dodatki, bo teraz razem z Liv krzyczę za Itachim "co to do cholery było?!". Nie mogę się doczekać wyjaśnienia jego zachowania xd.
Znam ten ból, sama pisze w zeszycie a potem się męczę z przepisywaniem, dlatego staram się przestawić na pisanie od razu w blogspocie. Jejku ja już chciałabym znać ciąg dalszy- wiem, jestem natrętna i niecierpliwa, ale to Twoja wina, bo przerywasz w takim momencie ;p.
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;D.
P.S.
ciekawe, gdzie pracujesz? ;>
całuje mocno ;)
Bardzo się cieszę że teraz rozdziały będą się pojawiać częściej :) Nie musisz mnie witać w gronie czytelników, gdyż czytam Twój blog od samego jego początków, lecz dopiero ostatnio postanowiłam dodać komentarz. Nie moge ukryć że Twoje opowiadanie jest jednym z moich ulubionych. Co do pytań w wstępie uważałabym z zaczynaniem nowego bloga, ponieważ często zaczynając nowy zapomina się o tym starym. Co do tego odcinka to bardzo mi sie podobał. To jak Liv zbiła kieliszek i ta dziwna scena z Itachim na końcu. Czyżby Uchicha sie zakochał. Naprawde bardzo intrygujące. Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńMarysia :)