30.09.2013

XVIII Gorące uczucia

No i jest, wreszcie upragniony, wyczekany i wytęskniony internet w pracy :). Muahahahaha wreszcie będę mogła pisać i wstawiać bez przeszkód :D. Teraz garść odpowiedzi na komentarze i nie przedłużając przejdę do nowej notki.

Iri Akuma — Nie można zaprzeczyć, że działają na siebie jak dwa magnesy ;). Za wenę dziękuję, na pewno się przyda, pozdrawiam.

Moon — Kochanieńka nie bij, teraz notki będą regularnie (przynajmniej raz w tygodniu) taki jest plan i postaram się go trzymać :). Cieszę się, że zainteresowały Cię moje inne pomysły i myślę, że niedługo postaram się je wstawić. Co do natrętności, to masz być natrętna i wiercić dziurę w brzuchu bo przynajmniej mam pewność, że ktoś czeka na tą historie:). Co do tego gdzie pracuję, jestem dyspozytorem taxi:).

Marysia :) — Ciekawe, czy dużo mam takich tajniaków na blogu;). Śpieszę z wyjaśnieniami co do tych innych opowiadań, miałam na myśli, że to wszystko będzie się pojawiać na tym blogu tylko jako oddzielne opowiadanie bo przecież nadal będzie dotyczyć naszej uroczej dwójki. Tak więc nie ma się o co bać, że zapomnę go prowadzić;). Uchiha to przewrotne stworzenie, kto tam dojdzie o co mu chodzi:D. Nie można zaprzeczyć, że Senju burzy mu krew w żyłach.

**********  



Liv siedziała na niskim murku i obserwowała otoczenie. Wokół niej kłębił się kolorowy tłum, przemykający między straganami. Co chwilę mijały ją roześmiane rodziny, rozbiegane dzieci czy zakochane pary. Całą ekipą wybrali się na pobliski targ staroci w poszukiwaniu pięknych, antycznych wyrobów. Był to jeden z genialnych pomysłów Yuuki, mający na celu mocniejsze zaciśnięcie więzi  grupy. Do tej pory pamięta ten dziki błysk w oczach księżniczki, gdy zapoznawała ich z tym pomysłem.
Ziewnęła szeroko, mrużąc przy tym oczy i powracając spojrzeniem do towarzyszy. Pomysłodawczyni tego uroczego wyjścia, stała z Ascotem i oglądała duży zegar. Osobiście, Liv uważała go za mało ciekawy okaz, ale Yuuki musiała myśleć inaczej, bo w tym właśnie momencie targowała się zawzięcie ze sprzedawcą. Za ich plecami dostrzegła Samona, który z tak samo jak ona, znudzoną miną otwierał i zamykał wszystkie drzwiczki w oglądanym antyku. Nie mogła powstrzymać cichego śmiechu, kiedy zauważyła jak przyjaciel dostaje od sprzedawcy po łapach za macanie towaru. Jego naburmuszona mina i obrażone spojrzenie, było warte tego durnego wypadu. 
Wachlując się trzymaną w ręku ulotką podniosła się z miejsca i otrzepała ubranie. Ciekawiło ją, gdzie zniknęły jej małe potworki, bo nie wiedziała ich od dobrych kilkunastu minut, a znając tych gamoniów to niewiele trzeba by wpakowali się w niezłe kłopoty. Pocieszała się, że jest z nimi Yuchiro, ale nawet on czasem ulegał głupawym pomysłom Zaku.
Wciskając ręce do kieszeni wmieszała się żwawym krokiem w tłum i zaczęła szukać geninów. Było ciaśniej niż przewidywała i gdy kolejny raz na kogoś wpadła, aż zawarczała ze złości. Sycząc z frustracji poczochrała swoją czerwoną czuprynę i wskoczyła na dach najbliższego domu. Przymykając oczy od palącego słońca zaczęła przeszukiwać wzrokiem stragany. 
Prawie od razu zauważyła Hakaze z dziewczynkami. Stały przy stoisku z damskimi bibelotami i zaśmiewały się głośno. Oglądały jakąś staromodną  biżuterię i każda po kolei sprawdzała jak się w niej prezentuje. Przez chwilę przyglądała się Shion w jakimś imponującym czarnym diademie, gdy usłyszała znajome krzyki. Tylko jedna osoba mogła wydawać taką kakofonię dźwięków, Zaku. Marszcząc brwi zerknęła w tamtym kierunku i aż klepnęła się w czoło z załamania. Jej uroczy genini wraz z chłopakami od Itachiego stali i oglądali występ magika, który defakto nie prezentował nic co sami by nie umieli. Nawet z tej odległości widziała ich błyszczące radośnie oczy i otworzone z wrażenia usta. Miała ochotę walić głową o ścianę na widok ich naiwności. Nawet to, że byli jeszcze dziećmi nie usprawiedliwiało ich głupoty. Oparła się nogą o krawędź dachu wychylając bardziej by lepiej widzieć. 

— Uchiha, czaisz się żeby mnie zepchnąć? — powiedziała głośno nie odrywając wzroku od uczniów.

— Taki był plan ale jak zwykle wszystko popsułaś. — Stanął obok niej i zerknął na co tak się przygląda.

— Masz naiwnego brata.

— Każdy potrzebuje rozrywki, Senju.

— Ładna mi rozrywka, dać się naciągać. — Zacisnęła zęby z dezaprobatą, gdy młodzi wrzucali drobne do koszyka na datki. Czuła się nieswojo w obecności Uchihy. Od ich ostatniego spotkania w kuchni robiła co mogła by nie zostali ze sobą sam na sam. Nie była gotowa na rozmowę na temat tego co się wydarzyło i postanowiła nie analizować zachowania tego dupka. Tak było łatwiej.

— A tam naciągać, pomyśl o tym, że dają temu mężczyźnie prace. Może ma gdzieś dom i rodzinę na utrzymaniu. — Zerknął na nią przelotnie i wyciągnął z kieszeni pozłacany wisior. Przyglądał się mu przez chwilę, a później z premedytacją zamachał jej nim przed nosem. — Patrz co znalazłem.

— Ta, ładne — odpowiedziała dla świętego spokoju i odepchnęła dyndający przedmiot sprzed twarzy. Była zła, że czuje jego obecność z podwójną intensywnością. Jego zapach atakował zmysły utrudniając oddychanie, a głos przyprawiał o szybsze bicie serca. Bezwiednie zacisnęła mocniej pięści.

— Myślałem, że interesują cię pamiątki twojego klanu, no ale skoro nie...

— Dobra, pokaż — westchnęła cierpiętniczo i wyrwała mu trzymany w ręce przedmiot. Z uwagą oglądała misternie wykonany owalny wisior, po boku zauważyła małe zawiasy które świadczyły, że można go otworzyć. Więc ma do czynienia z medalionem. Dokładnie przyjrzała się roślinnym zdobienia na wieku i go otworzyła. W tym momencie jej oczy pewnie były wielkie jak spodki. W środku na jednej połówce był wygrawerowany symbol Uchiha, a po drugiej Senju. Opuszkami palców pogładziła oba emblematy i zamknęła nietypowy antyk.

— Interesująca rzecz, prawda? — szepnął zaglądając jej przez ramie.

— Mhm... Udany zakup — Oddała mu tę niewątpliwie cenną pamiątkę. 

— Nie chcesz go?

— Ty go kupiłeś i masz do niego takie same prawa jak ja — stwierdziła i wzruszyła obojętnie ramionami. — Dobrze, że wróci do Konohy.

— Jestem zdziwiony, że tak łatwo odpuszczasz.

— Nie przyzwyczajaj się Uchiha — zerknęła na niego spod oka, a jej twarz ozdobił złośliwy uśmiech. — Po prostu myślę, że będzie ci w nim bardzo do twarzy. Pewnie będziesz wyglądał tak męęęsko — zaświergotała z kpiną.

Widząc jak zaciska usta ze złości odwróciła się do niego plecami z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Uchiha i Senju zawsze są na wojennych ścieżkach i nie trzeba tego zmieniać, bo tak jest dobrze. Odszukała wzrokiem uczniów i z ogromną ulgą odnotowała, że występ iluzjonisty dobiegł końca. Na jej usta wkradł się delikatny uśmiech gdy usłyszała głośny rechot Zaku. Chłopak szedł obok Yuchiro żywo gestykulując i co chwila szturchając swojego towarzysza. Trafili jej się zabawni uczniowie. Jeden opanowany i spokojny, a drugi wulkan energii. Gdy zobaczyła spektakularny upadek młodego Uchihy spojrzała z politowaniem w niebo. Tak, byli jedyni w swoim rodzaju. 





Opierając się o futrynę spod grzywki spokojnie oglądała sale. Wystrój wnętrza był ekskluzywny i komfortowy co dawało jasno do zrozumienia, że Suna jest bogatym regionem. dzięki cennym surowcom, gospodarka prężnie się rozwija.
Liv przeniosła ciężar ciała na drugą nogę i spojrzała w kierunku Yuuki. Kobieta siedziała na długiej kanapie i negocjowała warunki współpracy między krainami. Z uznaniem zauważyła, że ich podopieczna jest twardym zawodnikiem i nie pozwala się zbić z tropu prawnikom otaczającym głównego urzędnika.
Zmrużyła groźnie oczy gdy jeden z mężczyzn podniósł głos i gwałtownie wstał robiąc krok w kierunku ich protegowanej. Nie musiała ruszać się z miejsca by uspokoić nerwusa. Wystarczyło groźne spojrzenie i nieme ostrzeżenie, a już siedział łagodny niczym baranek. Gdy zagrożenie minęło ze znudzeniem spojrzała za okno. Zza szyby rozciągała się rozległa panorama wioski gdzie głównym władcą był piasek. Swoją drogą liczyła na to, że będzie mogła poznać słynnego Kazekage, ale niestety na to się nie zanosiło. Słyszała o mocy jego poświecenia i z chęcią by obejrzała pokaz jego umiejętności.

— Dziękuję panom za współpracę. Moi prawnicy przyślą do państwa umowę z dzisiejszymi ustaleniami.

Głos Yuuki skutecznie wyrwał ją z zamyślenia sprowadzając na ziemię. Dała znać grupie, że czeka na dole i zniknęła w korytarzu. Stając przed budynkiem oparła się o jedną ze ścian. Czekając na towarzyszy z nudów obserwowała przechodniów.

— Sensei, możemy iść — cichy głos Shion rozległ się tuż przy jej boku.

Odepchnęła się od ściany patrząc na towarzystwo. Księżniczka z markotną miną rozmasowywała skronie, a za nią stał Sam z Yuchiro i Zaku. Gdy zauważyła co wyprawiają jej uczniowie, aż zamrugała zaskoczona. Kłócili się tak zawzięcie jak nigdy, a Samon próbował rozdzielić i uspokoić dochodzących się geninów. Musiała to być naprawdę ostra sprzeczka bo w powietrzu latały pięści i stopy. Każdy z chłopców chciał dosięgnąć tego drugiego i dopiero gdy Samon złapał ich brutalnie za kołnierze zamarli w bezruchu.
Usta zadrgały jej wesoło jak zobaczyła ich przerażone miny na widok gniewnych błysków w zawsze łagodnych oczach mężczyzny. Chyba dopiero teraz docierało do nich, że mają do czynienia z elitą shinobi.

— A tamtym co znowu się stało?

— Nie wiem, rozmawiali o założycielach Konohy i tak jakoś wyszło. — Shion wzruszyła obojętnie ramionami i ruszyła przed siebie.

Liv zmarszczyła brwi ale nie skomentowała słów uczennicy Rozliczy się z tymi nicponiami później. Da im taki wycisk, że od razu zapałają do siebie bezwarunkową miłością. Mimo wszystko to dziwne, przecież Yuchiro ma anielską cierpliwość — pomyślała patrząc na jego jasną czuprynę.

— Liv? — Yuuki złapała ją pod ramię i zaczęła ciągnąć w sobie tylko znanym kierunku.

— Mhm?

— Co powiesz na chwilę oddechu w miłym towarzystwie?

— Czyim? — Spięła się czujnie wyczekując odpowiedzi.

— Przede wszystkim moim. — Łagodny uśmiech rozświetlił twarz kobiety.

— A co z moją grupą?

— Wracają z Samonem do pensjonatu.

Prowadziła ją tak szybko, że nie zdążyła nawet przeczytać nazwy lokalu do którego dosłownie została wciągnięta. Jedyne co jej mignęło to symbol męskiego krawata i muszki. Nie miała czasu by się zdziwić z powodu takiego dziwnego logo bo już została wepchnięta do przestronnej loży dla Vipów. Przewracając oczami na takie gwałtowne zachowanie kobiety opadła na miękkie kanapy i rozejrzała się dookoła. W rogu dostrzegła rozległy bar, gdzie popisy dawali barmani. Ich uniform składał się jedynie ze spodni i z muszki pod szyją. Gdy to zauważyła zamrugała zaskoczona i przeniosła zdezorientowane spojrzenie na towarzyszkę. Ta najnormalniej w świecie  obśliniała stół, patrząc łakomie na skąpo ubranych kelnerów.

— Yuuki, czy ty mnie przyprowadziłaś do klubu ze striptizem? — warknęła w jej stronę jednocześnie nie mogąc sobie odmówić podziwiania nagich wysportowanych torsów śmigających przez sale. Tak, kelnerzy byli wyjątkowo apetyczni.

— A tam od razu ze striptizem. — Machnęła lekceważąco ręką i zajęła się przeglądaniem menu. — Zjemy, pogadamy, zabawimy się — na ostatnie słowa wyjrzała zza karty i poruszyła znacząco brwiami.

— Jesteś złą kobietą — zaśmiała się Liv i podparła na łokciu. Ponownie rozejrzała się po knajpie zauważając, że wszystkie stoliki są zajęte, a parkiet tak zabity ludźmi, że nie da rady wcisnąć nawet szpilki. Głównymi klientami tego lokalu były kobiety co przy takiej obsłudze było zjawiskiem normalnym. — A Ascot nie będzie zazdrosny?

— Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal — mruknęła przywołując kelnera i wskazując wybrane pozycje. — Proponowała mu, ale nie miał ochoty przyjść.

— Ciekawe czemu? — sapnęła pod nosem, dobrze znając odpowiedź. Chłopak do tej pory przeżywał, że uratował demona. Dostrzegając trzech mężczyzn idących w ich kierunku uniosła brwi. Przed sobą pchali sporych rozmiarów wózek, cały zastawiony jedzeniem. — Oszalałaś, tym można wykarmić pół wojska, a nas jest dwie.

— Będzie czworo.

— Nawet na czworo, to jest za dużo — szepnęła cicho, uśmiechając się przepraszająco do kelnerów. —Zaraz, a kto ma przyjść?

— Hakaze i Itachi. Byli by piękną parą, prawda? — nachyliła się szepcząc konspiracyjnie. Mogła się domyślić, że jak nie uda się z nią to zacznie innych swatać.

— Mhm... — jej ton jasno sugerował, że nic ją to nie obchodzi. — Samonowi by się tu podobało, też powinien tu być.

— Zrobią sobie z Ascotem męski wieczór.

Mam nadzieję, że ten baran nie będzie podrywać tamtego zacofańca. Cholera wie, skoro tak alergicznie reaguje na demony to może też jest homofobem. nie byłabym zaskoczona — pomyślała smętnie i przyciągnęła do siebie jeden z talerzy. Czując obecność nowych osób uniosła wzrok.

— Hej, już jesteśmy — Hakaze odgarnęła swoje białe włosy i wsunęła się na wolne miejsce. Obok niej usiadł Itachi, kładąc ramie na oparciu za plecami dziewczyny. Podgryzając dango słuchała podnieconej paplaniny obu kobiet. Gdy one bezwstydnie obgadywały wszystkich mężczyzn w lokalu, ona podziwiała prezencję Hakaze. Wyglądała jak modelka, zdjęta prosto z okładki magazynu o modzie. kusa, ale nie wulgarna sukienka podkreślała nienaganną figurę, a jej piękny kolor uwydatniał nietypowy kolor jej oczu. Nie musiała się rozglądać by mieć pewność, że cała płeć brzydka obrała dziewczynę za cel. Mimochodem zerknęła na Uchihe. On też prezentował się powalająco. Niedopięta granatowa koszula, kusząco odkrywała kawałek mlecznobiałego ciała, a podwinięte do łokci rękawy odkrywały zgrabne przedramiona. Całość dopełniały szare spodnie tworząc efekt niewymuszonej elegancji.

Taaa... razem wyglądają jak główna wygrana na loterii — pomyślała odsuwając od siebie półmisek. Krytycznym spojrzeniem obrzuciła swój strój i skrzywiła się z niesmakiem. Miała na sobie czarną bokserkę z logo swojego klanu, a do tego białe rybaczki
Cholera, przy nich czuję się jak kopciuszek — zagryzła usta. Zaraz jednak złajała się za takie myśli.

— Co ty taka nie wyjściowa, Senju? — złośliwy uśmieszek zawitał na twarzy bruneta. Czasami miała wrażenie, że czyta z niej jak z otwartej księgi.

— Ładnemu we wszystkim ładnie — uśmiechnęła się z wyższością, patrząc w jego ciemne oczy.

— Coś ci się ego rozrosło, uważaj żeby ktoś gonie przekłuł.

— Przemawia przez ciebie zawiść, mój drogi i brzydki przyjacielu — z satysfakcją zauważyła gniewny grymas na jego twarzy. Tak, tego było jej trzeba. Najlepszy Uchiha, to rozsierdzony Uchiha.

— No już dzieci, nie kłócić się — Yuuki zarzuciła rękę na ramie Liv i zacmokała z dezaprobatą. — Dajcie sobie buzi na zgodę i koniec waśni.

— Oczywiście, coś jeszcze? — prychnęła z pogardą strząsając oplatającą ją rękę.

— Czyżbyś się bała? Nie wiem gdzie się podziała ta słynna odwaga waszego klanu — Itachi westchnął ciężko przeczesując palcami grzywkę, a w jego oczach lśniła jawna prowokacja.

Nie minęła nawet sekunda, a już został pociągnięty na równe nogi przez rozwścieczoną Liv. Trzymała go za przód koszuli, a drugą rękę oparła o blat stolika. Ich twarze dzieliły tylko centymetry.

— Wiem, że marzysz o pocałunku ze mną, ale niestety musisz się obejść smakiem, Uchiha — zawarczała cicho. — Co do odwagi to chętnie ci ją pokaże, na polu treningowym kiedy wgniotę cię w ziemię.

— Nie mogę się doczekać, Senju — wychylił się bardziej, zmniejszając dystans do milimetrów i uśmiechając drapieżnie. Przez jedną krótką chwilę w jego oczach zalśnił sharingan. — To ty będziesz błagać o litość będąc pode mną.

— Twoje niedoczekanie! — sapnęła uwalniając trzymany materiał. Mrużąc oczy przyglądała się jak spokojnie siada, a na jego ustach błąka się uśmieszek, który najchętniej by starła z jego przystojnej twarzy. Najlepiej pięścią, tu i teraz. Wzięła głęboki uspakajający oddech i wyszła z loży.

— Hej, a ty gdzie? — głośny krzyk Yuuki zatrzymał ją w miejscu, ale się nie odwróciła.

— Do baru.

— Przecież tu jest tyle alkoholu...

— Po wodę z cytryną — ucięła jej gadanie i ruszyła przed siebie. Stając przy kontuarze próbowała ostudzić szaleńczo buzującą krew. Mimo, że Uchiha denerwował ją jak nikt inny to miała do niego jakąś niewyjaśnioną słabość. Walczyła z nią jak lew, ale i tak bywały momenty, że przegrywała z kretesem. 

— Hej piękna, co podać? — głos barmana wyrwał ją z zamyślenia. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło czekając na zamówienie.

— Wodę z cytryną i mięta — odwzajemniła uśmiech i z przyjemnością podziwiała jego poczynania. Miał w sobie to coś, takie ciepło w oczach które przyciągało do niego ludzi. Oczywiście fakt, że był przystojny również działało na jego korzyść.

— Proszę, na koszt firmy — mrugnął do niej wesoło pochylając się nad ladą i dając znać by zrobiła to samo. — Panienka przekaże swojemu chłopakowi by nie patrzył na mnie z mordem w oczach, bo aż mi ręce drżą od tego spojrzenia.

— Komu?

Nie odpowiedział tylko złapał ją za ramiona i odwrócił w kierunku domniemanego partnera. Zaśmiała się w myślach gdy zrozumiała, że miał na myśli Itachiego.

— To nie mój chłopak — roześmiała się głośno patrząc na barmana przez ramie. — Obawiam się, że to spojrzenie pełne gorących uczuć nie jest do ciebie, a do mnie.


3 komentarze:

  1. Super odcinek :) Podobała mi się akcja z barmanem. Czekam na jakieś pełne emocji, mrożące krew w żyłach akcje w końcu Liv umie wpadać w tarapaty ;)
    Życzę dużo weny i mam nadzieje że kolejny odcinek pojawi się szybko!
    ~Marysia

    OdpowiedzUsuń
  2. Osz kurde ale dawno mnie tu nie było ( mam na myśli komentarze, bo wszystko czytałam :P ).
    Rozdział po prostu OSOM :D i synonimy.
    A już myślałam że się pocałują... ty wredna ty.
    Przy tym z barmanem myślałam że się poryczę ze śmiechu < pozdrawia z podłogi > :D
    Ciekawi mnie ten naszyjnik, zastanawiam się czy będzie on fragmentem jakiejś większej całości hmm... < drapie się po podbródku > ... nie wiem, mógł to też być zwykły ładny wisiorek. Czyżby Itaś był fanem biżuterii ( teraz już wiem gdzie znikają moje bransoletki ) :D
    Dobra kończę to komentarzopodobne coś pozdrawiam z podłogi, życzę dużo weny i czekam na next'a ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham, tak bardzo kocham... <3 *.* Dziękuję Ci, że tak zajebiście piszesz i w sumie często dodajesz! ;] Weny życzę, pozdrawiam.

    Ps. Mam nadzieję, na troszkę erotyzmu z udziałem Liv i Itachim. ;D

    OdpowiedzUsuń