No
i jest, wreszcie upragniony, wyczekany i wytęskniony internet w pracy :).
Muahahahaha wreszcie będę mogła pisać i wstawiać bez przeszkód :D. Teraz garść
odpowiedzi na komentarze i nie przedłużając przejdę do nowej notki.
Iri Akuma — Nie można zaprzeczyć, że
działają na siebie jak dwa magnesy ;). Za wenę dziękuję, na pewno się przyda,
pozdrawiam.
Moon — Kochanieńka nie bij, teraz notki
będą regularnie (przynajmniej raz w tygodniu) taki jest plan i postaram się go
trzymać :). Cieszę się, że zainteresowały Cię moje inne pomysły i myślę, że
niedługo postaram się je wstawić. Co do natrętności, to masz być natrętna i
wiercić dziurę w brzuchu bo przynajmniej mam pewność, że ktoś czeka na tą
historie:). Co do tego gdzie pracuję, jestem dyspozytorem taxi:).
Marysia :) —
Ciekawe, czy dużo mam takich tajniaków na blogu;). Śpieszę z wyjaśnieniami co
do tych innych opowiadań, miałam na myśli, że to wszystko będzie się pojawiać
na tym blogu tylko jako oddzielne opowiadanie bo przecież nadal będzie dotyczyć
naszej uroczej dwójki. Tak więc nie ma się o co bać, że zapomnę go prowadzić;).
Uchiha to przewrotne stworzenie, kto tam dojdzie o co mu chodzi:D. Nie można
zaprzeczyć, że Senju burzy mu krew w żyłach.
**********
Liv
siedziała na niskim murku i obserwowała otoczenie. Wokół niej kłębił się
kolorowy tłum, przemykający między straganami. Co chwilę mijały ją roześmiane
rodziny, rozbiegane dzieci czy zakochane pary. Całą ekipą wybrali się na
pobliski targ staroci w poszukiwaniu pięknych, antycznych wyrobów. Był to jeden
z genialnych pomysłów Yuuki, mający na celu mocniejsze zaciśnięcie więzi
grupy. Do tej pory pamięta ten dziki błysk w oczach księżniczki, gdy
zapoznawała ich z tym pomysłem.
Ziewnęła
szeroko, mrużąc przy tym oczy i powracając spojrzeniem do towarzyszy.
Pomysłodawczyni tego uroczego wyjścia, stała z Ascotem i oglądała duży zegar.
Osobiście, Liv uważała go za mało ciekawy okaz, ale Yuuki musiała myśleć
inaczej, bo w tym właśnie momencie targowała się zawzięcie ze sprzedawcą. Za
ich plecami dostrzegła Samona, który z tak samo jak ona, znudzoną miną otwierał
i zamykał wszystkie drzwiczki w oglądanym antyku. Nie mogła powstrzymać cichego
śmiechu, kiedy zauważyła jak przyjaciel dostaje od sprzedawcy po łapach za
macanie towaru. Jego naburmuszona mina i obrażone spojrzenie, było warte tego
durnego wypadu.
Wachlując
się trzymaną w ręku ulotką podniosła się z miejsca i otrzepała ubranie. Ciekawiło
ją, gdzie zniknęły jej małe potworki, bo nie wiedziała ich od dobrych
kilkunastu minut, a znając tych gamoniów to niewiele trzeba by wpakowali się w
niezłe kłopoty. Pocieszała się, że jest z nimi Yuchiro, ale nawet on czasem
ulegał głupawym pomysłom Zaku.
Wciskając
ręce do kieszeni wmieszała się żwawym krokiem w tłum i zaczęła szukać geninów.
Było ciaśniej niż przewidywała i gdy kolejny raz na kogoś wpadła, aż zawarczała
ze złości. Sycząc z frustracji poczochrała swoją czerwoną czuprynę i wskoczyła
na dach najbliższego domu. Przymykając oczy od palącego słońca zaczęła
przeszukiwać wzrokiem stragany.
Prawie
od razu zauważyła Hakaze z dziewczynkami. Stały przy stoisku z damskimi
bibelotami i zaśmiewały się głośno. Oglądały jakąś staromodną biżuterię i
każda po kolei sprawdzała jak się w niej prezentuje. Przez chwilę przyglądała
się Shion w jakimś imponującym czarnym diademie, gdy usłyszała znajome krzyki.
Tylko jedna osoba mogła wydawać taką kakofonię dźwięków, Zaku. Marszcząc brwi
zerknęła w tamtym kierunku i aż klepnęła się w czoło z załamania. Jej uroczy
genini wraz z chłopakami od Itachiego stali i oglądali występ magika, który
defakto nie prezentował nic co sami by nie umieli. Nawet z tej odległości
widziała ich błyszczące radośnie oczy i otworzone z wrażenia usta. Miała ochotę
walić głową o ścianę na widok ich naiwności. Nawet to, że byli jeszcze dziećmi
nie usprawiedliwiało ich głupoty. Oparła się nogą o krawędź dachu wychylając
bardziej by lepiej widzieć.
—
Uchiha, czaisz się żeby mnie zepchnąć? — powiedziała głośno nie odrywając
wzroku od uczniów.
—
Taki był plan ale jak zwykle wszystko popsułaś. — Stanął obok niej i zerknął na
co tak się przygląda.
—
Masz naiwnego brata.
—
Każdy potrzebuje rozrywki, Senju.
—
Ładna mi rozrywka, dać się naciągać. — Zacisnęła zęby z dezaprobatą, gdy młodzi
wrzucali drobne do koszyka na datki. Czuła się nieswojo w obecności Uchihy. Od
ich ostatniego spotkania w kuchni robiła co mogła by nie zostali ze sobą sam na
sam. Nie była gotowa na rozmowę na temat tego co się wydarzyło i postanowiła
nie analizować zachowania tego dupka. Tak było łatwiej.
—
A tam naciągać, pomyśl o tym, że dają temu mężczyźnie prace. Może ma gdzieś dom
i rodzinę na utrzymaniu. — Zerknął na nią przelotnie i wyciągnął z kieszeni
pozłacany wisior. Przyglądał się mu przez chwilę, a później z premedytacją
zamachał jej nim przed nosem. — Patrz co znalazłem.
—
Ta, ładne — odpowiedziała dla świętego spokoju i odepchnęła dyndający przedmiot
sprzed twarzy. Była zła, że czuje jego obecność z podwójną intensywnością. Jego
zapach atakował zmysły utrudniając oddychanie, a głos przyprawiał o szybsze
bicie serca. Bezwiednie zacisnęła mocniej pięści.
—
Myślałem, że interesują cię pamiątki twojego klanu, no ale skoro nie...
—
Dobra, pokaż — westchnęła cierpiętniczo i wyrwała mu trzymany w ręce przedmiot.
Z uwagą oglądała misternie wykonany owalny wisior, po boku zauważyła małe
zawiasy które świadczyły, że można go otworzyć. Więc ma do czynienia z
medalionem. Dokładnie przyjrzała się roślinnym zdobienia na wieku i go
otworzyła. W tym momencie jej oczy pewnie były wielkie jak spodki. W środku na
jednej połówce był wygrawerowany symbol Uchiha, a po drugiej Senju. Opuszkami
palców pogładziła oba emblematy i zamknęła nietypowy antyk.
—
Interesująca rzecz, prawda? — szepnął zaglądając jej przez ramie.
—
Mhm... Udany zakup — Oddała mu tę niewątpliwie cenną pamiątkę.
—
Nie chcesz go?
—
Ty go kupiłeś i masz do niego takie same prawa jak ja — stwierdziła i wzruszyła
obojętnie ramionami. — Dobrze, że wróci do Konohy.
—
Jestem zdziwiony, że tak łatwo odpuszczasz.
—
Nie przyzwyczajaj się Uchiha — zerknęła na niego spod oka, a jej twarz ozdobił
złośliwy uśmiech. — Po prostu myślę, że będzie ci w nim bardzo do twarzy.
Pewnie będziesz wyglądał tak męęęsko — zaświergotała z kpiną.
Widząc
jak zaciska usta ze złości odwróciła się do niego plecami z poczuciem dobrze
spełnionego obowiązku. Uchiha i Senju zawsze są na wojennych ścieżkach i nie
trzeba tego zmieniać, bo tak jest dobrze. Odszukała wzrokiem uczniów i z
ogromną ulgą odnotowała, że występ iluzjonisty dobiegł końca. Na jej usta
wkradł się delikatny uśmiech gdy usłyszała głośny rechot Zaku. Chłopak szedł
obok Yuchiro żywo gestykulując i co chwila szturchając swojego towarzysza.
Trafili jej się zabawni uczniowie. Jeden opanowany i spokojny, a drugi wulkan
energii. Gdy zobaczyła spektakularny upadek młodego Uchihy spojrzała z
politowaniem w niebo. Tak, byli jedyni w swoim rodzaju.
Opierając
się o futrynę spod grzywki spokojnie oglądała sale. Wystrój wnętrza był
ekskluzywny i komfortowy co dawało jasno do zrozumienia, że Suna jest bogatym
regionem. dzięki cennym surowcom, gospodarka prężnie się rozwija.
Liv
przeniosła ciężar ciała na drugą nogę i spojrzała w kierunku Yuuki. Kobieta
siedziała na długiej kanapie i negocjowała warunki współpracy między krainami.
Z uznaniem zauważyła, że ich podopieczna jest twardym zawodnikiem i nie pozwala
się zbić z tropu prawnikom otaczającym głównego urzędnika.
Zmrużyła
groźnie oczy gdy jeden z mężczyzn podniósł głos i gwałtownie wstał robiąc krok
w kierunku ich protegowanej. Nie musiała ruszać się z miejsca by uspokoić
nerwusa. Wystarczyło groźne spojrzenie i nieme ostrzeżenie, a już siedział
łagodny niczym baranek. Gdy zagrożenie minęło ze znudzeniem spojrzała za okno.
Zza szyby rozciągała się rozległa panorama wioski gdzie głównym władcą był
piasek. Swoją drogą liczyła na to, że będzie mogła poznać słynnego Kazekage,
ale niestety na to się nie zanosiło. Słyszała o mocy jego poświecenia i z
chęcią by obejrzała pokaz jego umiejętności.
—
Dziękuję panom za współpracę. Moi prawnicy przyślą do państwa umowę z
dzisiejszymi ustaleniami.
Głos
Yuuki skutecznie wyrwał ją z zamyślenia sprowadzając na ziemię. Dała znać
grupie, że czeka na dole i zniknęła w korytarzu. Stając przed budynkiem oparła
się o jedną ze ścian. Czekając na towarzyszy z nudów obserwowała przechodniów.
—
Sensei, możemy iść — cichy głos Shion rozległ się tuż przy jej boku.
Odepchnęła
się od ściany patrząc na towarzystwo. Księżniczka z markotną miną rozmasowywała
skronie, a za nią stał Sam z Yuchiro i Zaku. Gdy zauważyła co wyprawiają jej
uczniowie, aż zamrugała zaskoczona. Kłócili się tak zawzięcie jak nigdy, a
Samon próbował rozdzielić i uspokoić dochodzących się geninów. Musiała to być
naprawdę ostra sprzeczka bo w powietrzu latały pięści i stopy. Każdy z chłopców
chciał dosięgnąć tego drugiego i dopiero gdy Samon złapał ich brutalnie za
kołnierze zamarli w bezruchu.
Usta
zadrgały jej wesoło jak zobaczyła ich przerażone miny na widok gniewnych
błysków w zawsze łagodnych oczach mężczyzny. Chyba dopiero teraz docierało do
nich, że mają do czynienia z elitą shinobi.
—
A tamtym co znowu się stało?
—
Nie wiem, rozmawiali o założycielach Konohy i tak jakoś wyszło. — Shion
wzruszyła obojętnie ramionami i ruszyła przed siebie.
Liv
zmarszczyła brwi ale nie skomentowała słów uczennicy Rozliczy się z tymi
nicponiami później. Da im taki wycisk, że od razu zapałają do siebie
bezwarunkową miłością. Mimo wszystko to dziwne, przecież Yuchiro ma anielską
cierpliwość — pomyślała patrząc na jego jasną czuprynę.
—
Liv? — Yuuki złapała ją pod ramię i zaczęła ciągnąć w sobie tylko znanym
kierunku.
—
Mhm?
—
Co powiesz na chwilę oddechu w miłym towarzystwie?
—
Czyim? — Spięła się czujnie wyczekując odpowiedzi.
—
Przede wszystkim moim. — Łagodny uśmiech rozświetlił twarz kobiety.
—
A co z moją grupą?
—
Wracają z Samonem do pensjonatu.
Prowadziła
ją tak szybko, że nie zdążyła nawet przeczytać nazwy lokalu do którego
dosłownie została wciągnięta. Jedyne co jej mignęło to symbol męskiego krawata
i muszki. Nie miała czasu by się zdziwić z powodu takiego dziwnego logo bo już
została wepchnięta do przestronnej loży dla Vipów. Przewracając oczami na takie
gwałtowne zachowanie kobiety opadła na miękkie kanapy i rozejrzała się dookoła.
W rogu dostrzegła rozległy bar, gdzie popisy dawali barmani. Ich uniform
składał się jedynie ze spodni i z muszki pod szyją. Gdy to zauważyła zamrugała
zaskoczona i przeniosła zdezorientowane spojrzenie na towarzyszkę. Ta
najnormalniej w świecie obśliniała stół, patrząc łakomie na skąpo
ubranych kelnerów.
—
Yuuki, czy ty mnie przyprowadziłaś do klubu ze striptizem? — warknęła w jej
stronę jednocześnie nie mogąc sobie odmówić podziwiania nagich wysportowanych
torsów śmigających przez sale. Tak, kelnerzy byli wyjątkowo apetyczni.
—
A tam od razu ze striptizem. — Machnęła lekceważąco ręką i zajęła się
przeglądaniem menu. — Zjemy, pogadamy, zabawimy się — na ostatnie słowa
wyjrzała zza karty i poruszyła znacząco brwiami.
—
Jesteś złą kobietą — zaśmiała się Liv i podparła na łokciu. Ponownie rozejrzała
się po knajpie zauważając, że wszystkie stoliki są zajęte, a parkiet tak zabity
ludźmi, że nie da rady wcisnąć nawet szpilki. Głównymi klientami tego lokalu
były kobiety co przy takiej obsłudze było zjawiskiem normalnym. — A Ascot nie
będzie zazdrosny?
—
Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal — mruknęła przywołując kelnera i
wskazując wybrane pozycje. — Proponowała mu, ale nie miał ochoty przyjść.
—
Ciekawe czemu? — sapnęła pod nosem, dobrze znając odpowiedź. Chłopak do tej
pory przeżywał, że uratował demona. Dostrzegając trzech mężczyzn idących w ich
kierunku uniosła brwi. Przed sobą pchali sporych rozmiarów wózek, cały
zastawiony jedzeniem. — Oszalałaś, tym można wykarmić pół wojska, a nas jest
dwie.
—
Będzie czworo.
—
Nawet na czworo, to jest za dużo — szepnęła cicho, uśmiechając się
przepraszająco do kelnerów. —Zaraz, a kto ma przyjść?
—
Hakaze i Itachi. Byli by piękną parą, prawda? — nachyliła się szepcząc
konspiracyjnie. Mogła się domyślić, że jak nie uda się z nią to zacznie innych
swatać.
—
Mhm... — jej ton jasno sugerował, że nic ją to nie obchodzi. — Samonowi by się
tu podobało, też powinien tu być.
—
Zrobią sobie z Ascotem męski wieczór.
Mam
nadzieję, że ten baran nie będzie podrywać tamtego zacofańca. Cholera wie,
skoro tak alergicznie reaguje na demony to może też jest homofobem. nie byłabym
zaskoczona — pomyślała smętnie i przyciągnęła do siebie jeden z talerzy. Czując
obecność nowych osób uniosła wzrok.
—
Hej, już jesteśmy — Hakaze odgarnęła swoje białe włosy i wsunęła się na wolne
miejsce. Obok niej usiadł Itachi, kładąc ramie na oparciu za plecami
dziewczyny. Podgryzając dango słuchała podnieconej paplaniny obu kobiet. Gdy
one bezwstydnie obgadywały wszystkich mężczyzn w lokalu, ona podziwiała
prezencję Hakaze. Wyglądała jak modelka, zdjęta prosto z okładki magazynu o
modzie. kusa, ale nie wulgarna sukienka podkreślała nienaganną figurę, a jej
piękny kolor uwydatniał nietypowy kolor jej oczu. Nie musiała się rozglądać by
mieć pewność, że cała płeć brzydka obrała dziewczynę za cel. Mimochodem
zerknęła na Uchihe. On też prezentował się powalająco. Niedopięta granatowa
koszula, kusząco odkrywała kawałek mlecznobiałego ciała, a podwinięte do łokci
rękawy odkrywały zgrabne przedramiona. Całość dopełniały szare spodnie tworząc
efekt niewymuszonej elegancji.
Taaa...
razem wyglądają jak główna wygrana na loterii — pomyślała odsuwając od siebie
półmisek. Krytycznym spojrzeniem obrzuciła swój strój i skrzywiła się z
niesmakiem. Miała na sobie czarną bokserkę z logo swojego klanu, a do tego
białe rybaczki
Cholera,
przy nich czuję się jak kopciuszek — zagryzła usta. Zaraz jednak złajała się za
takie myśli.
—
Co ty taka nie wyjściowa, Senju? — złośliwy uśmieszek zawitał na twarzy
bruneta. Czasami miała wrażenie, że czyta z niej jak z otwartej księgi.
—
Ładnemu we wszystkim ładnie — uśmiechnęła się z wyższością, patrząc w jego
ciemne oczy.
—
Coś ci się ego rozrosło, uważaj żeby ktoś gonie przekłuł.
—
Przemawia przez ciebie zawiść, mój drogi i brzydki przyjacielu — z satysfakcją
zauważyła gniewny grymas na jego twarzy. Tak, tego było jej trzeba. Najlepszy
Uchiha, to rozsierdzony Uchiha.
—
No już dzieci, nie kłócić się — Yuuki zarzuciła rękę na ramie Liv i zacmokała z
dezaprobatą. — Dajcie sobie buzi na zgodę i koniec waśni.
—
Oczywiście, coś jeszcze? — prychnęła z pogardą strząsając oplatającą ją rękę.
—
Czyżbyś się bała? Nie wiem gdzie się podziała ta słynna odwaga waszego klanu —
Itachi westchnął ciężko przeczesując palcami grzywkę, a w jego oczach lśniła
jawna prowokacja.
Nie
minęła nawet sekunda, a już został pociągnięty na równe nogi przez
rozwścieczoną Liv. Trzymała go za przód koszuli, a drugą rękę oparła o blat
stolika. Ich twarze dzieliły tylko centymetry.
—
Wiem, że marzysz o pocałunku ze mną, ale niestety musisz się obejść smakiem,
Uchiha — zawarczała cicho. — Co do odwagi to chętnie ci ją pokaże, na polu
treningowym kiedy wgniotę cię w ziemię.
—
Nie mogę się doczekać, Senju — wychylił się bardziej, zmniejszając dystans do
milimetrów i uśmiechając drapieżnie. Przez jedną krótką chwilę w jego oczach
zalśnił sharingan. — To ty będziesz błagać o litość będąc pode mną.
—
Twoje niedoczekanie! — sapnęła uwalniając trzymany materiał. Mrużąc oczy
przyglądała się jak spokojnie siada, a na jego ustach błąka się uśmieszek,
który najchętniej by starła z jego przystojnej twarzy. Najlepiej pięścią, tu i
teraz. Wzięła głęboki uspakajający oddech i wyszła z loży.
—
Hej, a ty gdzie? — głośny krzyk Yuuki zatrzymał ją w miejscu, ale się nie
odwróciła.
—
Do baru.
—
Przecież tu jest tyle alkoholu...
—
Po wodę z cytryną — ucięła jej gadanie i ruszyła przed siebie. Stając przy
kontuarze próbowała ostudzić szaleńczo buzującą krew. Mimo, że Uchiha
denerwował ją jak nikt inny to miała do niego jakąś niewyjaśnioną słabość.
Walczyła z nią jak lew, ale i tak bywały momenty, że przegrywała z
kretesem.
—
Hej piękna, co podać? — głos barmana wyrwał ją z zamyślenia. Mężczyzna
uśmiechnął się ciepło czekając na zamówienie.
—
Wodę z cytryną i mięta — odwzajemniła uśmiech i z przyjemnością podziwiała jego
poczynania. Miał w sobie to coś, takie ciepło w oczach które przyciągało do
niego ludzi. Oczywiście fakt, że był przystojny również działało na jego
korzyść.
—
Proszę, na koszt firmy — mrugnął do niej wesoło pochylając się nad ladą i dając
znać by zrobiła to samo. — Panienka przekaże swojemu chłopakowi by nie patrzył
na mnie z mordem w oczach, bo aż mi ręce drżą od tego spojrzenia.
—
Komu?
Nie
odpowiedział tylko złapał ją za ramiona i odwrócił w kierunku domniemanego
partnera. Zaśmiała się w myślach gdy zrozumiała, że miał na myśli Itachiego.
—
To nie mój chłopak — roześmiała się głośno patrząc na barmana przez ramie. —
Obawiam się, że to spojrzenie pełne gorących uczuć nie jest do ciebie, a do
mnie.
Super odcinek :) Podobała mi się akcja z barmanem. Czekam na jakieś pełne emocji, mrożące krew w żyłach akcje w końcu Liv umie wpadać w tarapaty ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny i mam nadzieje że kolejny odcinek pojawi się szybko!
~Marysia
Osz kurde ale dawno mnie tu nie było ( mam na myśli komentarze, bo wszystko czytałam :P ).
OdpowiedzUsuńRozdział po prostu OSOM :D i synonimy.
A już myślałam że się pocałują... ty wredna ty.
Przy tym z barmanem myślałam że się poryczę ze śmiechu < pozdrawia z podłogi > :D
Ciekawi mnie ten naszyjnik, zastanawiam się czy będzie on fragmentem jakiejś większej całości hmm... < drapie się po podbródku > ... nie wiem, mógł to też być zwykły ładny wisiorek. Czyżby Itaś był fanem biżuterii ( teraz już wiem gdzie znikają moje bransoletki ) :D
Dobra kończę to komentarzopodobne coś pozdrawiam z podłogi, życzę dużo weny i czekam na next'a ;D
Kocham, tak bardzo kocham... <3 *.* Dziękuję Ci, że tak zajebiście piszesz i w sumie często dodajesz! ;] Weny życzę, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPs. Mam nadzieję, na troszkę erotyzmu z udziałem Liv i Itachim. ;D