Witam moje kochane robaczki :). Tak jak obiecałam, dotrzymuję słowa i już
mam dla Was nowy rozdział. Niektórzy łakną krwi więc postanowiłam jej trochę
utoczyć, ku ogólnej satysfakcji :D. Nie będę wskazywać palcem kto żąda ode mnie
mocniejszych wrażeń, ale mam nadzieję, że jako tako mi wyszło. Trochę krótko,
ale następna notka będzie dłuższa.
~Marysia — Mam nadzieję, że takie kłopoty zaspokoją na chwilę Twój
apetyt:). No ale nie musisz się martwić, nasza Liv będzie miała co robić.
Odcinek jest najszybciej jak się dało;).
Jagoda Lee — Oooo witam Cię, coś dawno do
mnie nie zaglądałaś, a przynajmniej się nie ujawniałaś;). Cieszę się, że
sytuacja z barmanem tak na Ciebie podziałała. Do pocałunków dojdziemy trochę
później bo nasza bohaterka jest trochę oporna, co zresztą widać :D. Dobrze
wywęszyłaś, naszyjnik jeszcze się przyda;). Nie nie dla Itasia, choć to on jest
jego właścicielem. Cholera, nigdy nie zwracałam uwagi na jego nadgarstki, może
rzeczywiście coś ukrywa pod koszulą XD.
Iri Akuma — Ach, aż się zaczerwieniłam od
tych komplementów. Staram się często publikować co byście o mnie nie
zapomniały. Erotyzm, mówisz. Na to przyjdzie czas gdy wrócą do Konohy. Oj
będzie się działo:D.
Moon nie wiem gdzie się podziałaś, ale mam nadzieję, że jeszcze do mnie wrócisz. Widzisz? Postarałam się i rozdział jest szybko.
Pozdrawiam Was gorąco i zapraszam na nowy rozdział.
***************
Siedziała przy barze i kątem oka obserwowała Yuuki. Kobieta szalała na
parkiecie, co chwila zmieniając partnerów i dając pokaz swoich zdumiewających
umiejętności tanecznych. W momencie gdy zrobiła spektakularny szpagat, aż
zakrztusiła się pitym napojem. Nigdy by nie przypuszczała, że księżniczka
dysponuje takimi zdolnościami. Liv, za punkt honoru postawiła sobie
ignorowanie towarzyszy w loży. Mimo wszystko nawet teraz czuła na plecach ich
spojrzenia.
— Wróg na szóstej.
Cichy głos barmana wyrwał ją z zamyślenia, by za chwilę poczuła szarpnięcie.
Została brutalnie odwrócona na obrotowym krześle i teraz wpatrywała się w bladą
twarz intruza. Widząc jego gniewną minę, aż zamruczała z satysfakcji, głośno
siorpiąc swój napój.
— Czy mi się wydaje, czy może zapomniałaś, że jesteś na misji – czarne oczy
zwęziły się w wąskie szparki. – Powinnaś ochraniać obiekt, a nie podrywać
wszystko co się rusza.
Liv przyglądała się w milczeniu stojącemu przed nią mężczyźnie. Przez ten
czas, który spędziła przy kontuarze zdążyła się wyciszyć i byle głupota nie
była w stanie wyprowadzić jej z równowagi.
— Uchiha, tak się składa, że z naszej uroczej gromadki tylko ja wiem po co
tu jestem — odstawiła z hałasem szklankę i zeskoczyła z siedziska. — Idź do
Hakaze, pewnie już tęskni.
Nie zaszczycając go więcej spojrzeniem, odmaszerowała przed siebie. Nie
zdążyła zbytnio się oddalić bo już po chwili poczuła stalowy uścisk na
nadgarstku.
— Dokąd to, Senju?
— Do łazienki, tato — zerknęła na niego z politowaniem i wyrwała rękę.
Wciskając dłonie do kieszeni spodni, dziarskim krokiem ruszyła do toalet.
Stanęła przed drzwiami, wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Gdy
przekroczyła próg zastała w środku dwie osoby, które od jakiegoś czasu śledziła
wzrokiem. Ziewając szeroko, oparła się o ścianę i zaplotła ramiona na piersi.
— Z tego co wiem to jest damska toaleta — zmierzyła faceta od stóp do głów. —
A ty mi na nią nie wyglądasz.
— Wynoś się! Nie widzisz, że jesteśmy zajęci i przeszkadzasz?!
Nie odpowiedziała tylko przyjrzała się uważnie całej sytuacji. Zza barku
nieznajomego patrzyły na nią przerażone oczy Yuuki. Miała zakneblowane usta
ręką osiłka, a drugą trzymał jej dłonie unieruchomione nad głową.
— Obawiam się, że twoja towarzyszka jest innego zdania — leniwie pokonała
dzielącą ich odległość i uderzyła go mocno w okolice nerek. To wystarczyło by
uwięziona kobieta odskoczyła i schowała się za jej plecami.
— Zapłacisz za to — wystękał gramoląc się z kolan, na które upadł po jej
ciosie.
— Wszyscy tak mówicie — westchnęła i odwróciła się do podopiecznej. Widząc
jak cała dygocze, pogłaskała ją uspokajająco po ramionach i popchnęła lekko do
wyjścia. — Idź do Itachiego, ja zaraz przyjdę.
— Ale...
— Nic się nie martw, idź — teraz już siła wypchnęła ją z pomieszczenia i
spojrzała na stojącego przed nią nieznajomego. Był o dobrą głowę wyższy i
solidnie zbudowany, ale to nie było przeszkodą. W końcu jej przewagą była
szybkość. Bezwiednie sięgnęła po katanę, ale napotkała jedynie pustkę.
Zapomniała, że nie brała jej na spotkanie biznesowe.
— Co tam maleńka? Zostaliśmy sami więc może ty dostarczysz mi rozrywki —
roześmiał się gardłowo i podwinął rękawy, odsłaniając przedramiona. To co
zobaczyła na jego lewym nadgarstku sprawiło, że zacisnęła mocnej zęby.
Przeniosła spojrzenie na jego twarz, stając w pozycji bojowej. Miała do
czynienia z łowcą.
Jednocześnie ruszyli do ataku. Słychać było ich przyśpieszone oddechy,
szelest ubrań i łupnięcia gdy cios dosięgał celu. Liv bezbłędnie parowała każdy
cios olbrzyma nie pozwalając sobie nawet na chwilę dekoncentracji. Miała przed
sobą elitę wśród łowców. Rozpoznała go gdy tylko podwinął koszulę. Był jednym z
tych którzy sztukę chwytania doskonalili od pokoleń i doskonalili je z dziada
pradziada. Jak na złość był jednym z nielicznych, który w pojedynkę mógł złapać
lub zabić demona. Jedno jego uderzenie w znaki na jej plecach, a jest
unieruchomiona na dobrą minutę. Tyle czasu wystarczy by kogoś pozbawić życia.
Warcząc ze złości podcięła mu nogi, ale on upadając zdążył uderzyć ją w
splot słoneczny sprawiając, że straciła oddech i zachwiała się zamroczona. Gdy
tak stała próbując złapać odrobinę powietrza w ostatniej chwili dostrzegła go
tuż przed sobą. Nie miała czasu by się zdziwić jego sprawnością fizyczną,
zamiast tego silnym podmuchem wiatru wrzuciła go w umywalki. Hałas rozbijanej
porcelany był ogłuszający i szanse, że nikt nie usłyszy ich walki stopniały do
zera. Uśmiechnęła się z satysfakcją, patrząc na jego pokiereszowane ciało by po
chwili zmarszczyć brwi w zastanowieniu. Jego mina jednoznacznie świadczyła, że
jest z czegoś zadowolony.
Chwilę później poczuła delikatne mrowienie, rozchodzące się od kostki do
kolana. Zaskoczona spojrzała w dół i zamarła. Mężczyzna zanim został
potraktowany jej techniką, zdążył przyczepić pieczęć na demony. Gdy przeciwnik
zbierał się z posadzki, ona próbowała pozbyć się niemiłej niespodzianki. Już
prawie ją zerwała gdy w ostatniej chwili musiała odskoczyć w bok, unikając rozpłatania
mieczem.
Sapiąc z odrętwienia zdecydowała się na wytoczenie ciężkiej artylerii. Silny
wybuch jej czakry sprawił, że jej notka z cichym sykiem oderwała się z jej
ciała, a lustra i najbliższe kruche przedmioty rozpadły się w drobny mak.
Rozsierdzona do granic możliwości zauważyła, że jej przeciwnik został
wypchnięty razem z drzwiami z pomieszczenia i właśnie salwuje się ucieczką.
— O nie! Wracaj tu! Jeszcze z tobą nie skończyłam!
Przez ciało Uchihy przeszedł dreszcz gdy wyczuł wybuch energii Senju.
Dopiero po chwili do jego uszu dobiegł hałas rozbijanych szklanych tafli i
rumor czegoś dużego uderzającego o ścianę. Wyładowanie energii dziewczyny
sprawiło, że cały sprzęt grający zamilkł i gdzieniegdzie zaczął wydobywać się z
niego szary dym. Nie minęła minuta, a z toalety wybiegł rosły mężczyzna, a
zaraz za nim wybiegła Liv.
— Hej, czy to nie ona? — Hakaze z zaskoczeniem patrzyła na koleżankę z
grupy, która minęła ich w pełnym pędzie.
— Przecież mówiłam, że walczy! — wrzasnęła Yuuki łapiąc za ramię stojącego
obok Itachiego. — Musisz ją zatrzymać, zanim będzie za późno!
Czarne oczy przeniosły się na jej twarz, zastygając w niemym pytaniu.
— Wszystko od początku do końca było zaplanowane. Oni wiedzieli, że to Liv
za mną pójdzie, a później sprowokują ją do pogoni.
— Jacy oni? Przecież był tylko jeden — Hakaze zmarszczyła brwi zerkając przy
tym na wyjście.
— Drugi czeka z zastawioną pułapką!
Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, tylko bezzwłocznie rzucił się za Senju.
Był niemal pewny, że w swoim wzburzeniu nie zauważy zastawionej zasadzki.
Znużona kucała na przewróconym drzewie i patrzyła na swoich niedoszłych
oprawców. Siedzieli związani na ziemi i łypali na nią gniewnie. Pewnie gdyby
nie kneble w ich ustach to usłyszała by kilka barwnych epitetów. Powiodła
spojrzeniem po rozkopanej ziemi i skrzywiła się z niesmakiem. Gdyby nie jej
jutsu to skończyłaby jako durszlak, nawet moc szybkiej regeneracji nie wyrwała
by jej ze szponów śmierci. Doskonale wszystko zaplanowali i jedyną luką w ich
planie był brak wiedzy o jej umiejętnościach.
Przymknęła powieki zauważając ogromną kulę ognia mknącą przez las.
Uśmiechnęła się lekko patrząc jak wszystkie przygotowane pieczęcie i pułapki
płoną w zetknięciu z popisowym numerem klanu Uchiha. Co by nie mówić, Itachi
był czystym geniuszem i było logiczne, że wybierze najmniej kłopotliwy sposób
na oczyszczenie terenu. Był tak biegły w tej technice, że nie spłonęło nic poza
zastawionymi na nią atrakcjami.
Zeskoczyła ze swojego miejsca i ignorując ból, podeszła do łowców. Nie
musiała długo czekać, aż do niej dołączy. Już po chwili zobaczyła go u swojego
boku. Jego spojrzenie przesunęło się po jej zakrwawionej łydce, by później
przenieś się na unieruchomionych mężczyzn.
— Trzeba się dowiedzieć dla kogo pracują — mruknęła, kucnęła pochylając się
nad jednym i ciągnąc za włosy zmusiła do podniesienia głowy. Brązowe oczy
zamigotały kipiącą w nich furią. — Jak widzisz za mną nie przepadają i nie chcą
współpracować.
— Przesuń się — cichy i chłodny głos zmusił ją do zrobienia miejsca. Z
nieskrywaną fascynacją patrzyła jak ciemne oczy lśnią czerwienią, a następnie
zastępuje je słynnych sharingan. Nigdy by się głośno nie przyznała, ale zawsze
z przyjemnością patrzyła na ten charakterystyczny znak jego rodu. Było w nim
coś tajemniczego i groźnego. — Ci sami ludzie, których spotkaliśmy ostatnio.
Zamrugała zaskoczona bo nie bardzo wiedziała o czym ten dupek mówi.
— Co? — zmarszczyła nos gdy zauważyła jego kpiące spojrzenie.
— Wynajęli ich ludzie, których ostatnio obserwowaliśmy z dachu.
— Mhm... — kulejąc odeszła na bok i spojrzała w ciemne niebo. — Dziwne,
musieli zapłacić im kolosalną kwotę. Łowcy wolą łapać, a nie zabijać.
Cicho westchnęła i odwróciła się do towarzysza. To co zobaczyła, a raczej
czego nie zobaczyła sprawiło, że aż otworzyła usta zaskoczona. Itachi stał sam,
a jej więźniowie zniknęli.
— Co jest, do diabła? Gdzie oni są, Uchiha?! — warcząc z nerwów podeszła do
niego i dźgnęła boleśnie pod żebra.
— Wysłałem ich do Konohy, tam odpowiedzą za swoje zbrodnie.
— Nie możesz podejmować takich decyzji bez konsultacji ze mną!
— Tak? Nie przypominam sobie byś była moją przełożoną — uśmiechnął się
drwiąco i łapiąc za rękę zmusił do opadnięcia na pień. Przyklęknął na jednym
kolanie i zaczął badać pokiereszowaną nogę.
— Co ty...
Jedno jego spojrzenie wystarczyło by zamilkła. Zaciskając mocno usta,
patrzyła jak wyciąga z kieszeni bandaż, wodę utlenioną w saszetkach i gazik.
Widząc taki zestaw, aż parsknęła ze śmiechu.
— Widzę, że jak zwykle gotowy na wszystko. Zawsze tachasz ze sobą zestaw
małego medyka?
— Przebywając w twoim towarzystwie trzeba spodziewać się najgorszego.
— Coś sugerujesz, Uchiha? — wysyczała, a jej oczy zabłyszczały wściekle.
— A jak myślisz? — rzucił jej prowokujące spojrzenie i otrzepał ręce. Stając
na równe nogi obejrzał swoje dzieło. — Gotowe. Dasz radę iść?
— Głupie pytanie, oczywiście, że tak — nonszalancko odgarnęła włosy i
zeskoczyła na ziemię. Ból na chwilę zaburzył jej ostrość widzenia, ale zaraz
wzięła się w garść. Przecież przy tym dupku nie okaże słabości. Z wysoko
uniesioną głową pokuśtykała w stronę wioski.
— Uparta jak osioł — warknął łapiąc ją i przerzucając sobie jej ramię przez
szyję. — Nie wyrywaj się bo zastosuję drastyczne metody, a uwierz mi, tego byś
nie chciała — zgromił ją wzrokiem i pociągnął za sobą.
Jacy oni są słodcy!!! Tak bardzo!!! Kocham to! Pozdrawiam, weny życzę i nie mogę doczekać się na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńPs. Życzę Liv, by jak najszybciej wróciła do Konohy. ;D
Tak chwilę mnie tu nie było ale to pewnie dla tego że nie lubię zostawiać po sobie komentarza typu : " Fajny rozdział ", to po prostu nie w moim stylu, ja mam taką nieodpartą chęć zaśmiecenia wszystkich blogów ( które czytam ) moją głupotą :D inaczej nie mogę :).
OdpowiedzUsuńTeraz rozdział, oczywiście cud, miód i orzeszki :D
Popieram przedmówczynię (?) oni są słitaśni !!! :D
Muszę posprawdzać te kieszenie Itasia, skoro ma w nich zestaw pierwszej pomocy ( nie założył rękawiczek to nie zgodne z zasadami opatrywania poszkodowanych! :D ) to może tam znajdę odpowiedź gdzie zniknęły te moje bransoletki bo o dziwo niebieska została nie tknięta, a wszystkie czarno-czerwone i czarno-fioletowe zniknęły ( Itaś oddawaj mi je bo nie mam już więcej czarnej muliny !!! )
Anka skup się komentarz... focus :D
Ale co by tu jeszcze napisać hmmm... a tak...
Do Liv :
Przestań być taka oporna!!! Ja tu chcę poczytać o waszym pocałunku!!! Ty mówisz : Niee...!!! Ja stwierdzam: Tak !!!, A Itaś : Może być... Więc widzisz 2 do 1. No to w niedalekiej przyszłości najlepiej przed/ w trakcie/ po ( niepotrzebne skreślić ) powrocie do Konohy masz się do tego zastosować, zrozumiano! :D
To chyba tyle moich głupich wywodów, jest bardzo możliwe że o czymś zapomniałam :D
Kończąc pozdrawiam, życzę duuużo weny i czekam na next'a :)
Ps. Do każdego mojego komentarza radzę podchodzić z dystansem gdyż niewłaściwe jego interpretowanie zagraża zdrowiu psychicznemu. Przed przeczytaniem jak również po najlepiej skonsultuj się z lekarzem psychiatrą. :D
Opiekuńczy Itachi? chyba mi sie to podoba :D uparta Liv też jak zawsze idealne <3 Super odcinek, czekam na następny! :)
OdpowiedzUsuń~Marysia
Hej! ;*
OdpowiedzUsuńwybacz, że milczałam, ale wyjechałam na studia i nie miałam laptopa i internetu... aż do wczoraj :d
przeczytałam, pozachwycałam się, powzdychałam, rozmarzyłam się... czyli stałe elementy przy czytaniu twoim rozdziałów :D
ale wieszczego mi brakuje?
POCAŁUNKU! (ewentualnie czegoś mocniejszego w wydaniu naszej dwójki ;D)
tak ładnie opisałaś ich zaaranżowane przez Yuuki spotkanie (chyba mój ulubiony fragment) i ja wciąż czekam na więcej ;d, matko, nawet nie wiesz, jak podoba mi się obraz całującego kogoś (tutaj czytaj Liv xd) Itachiego! Nie ma lepszego
Jagoda Lee fajnie napisała "Itachi może być" padłam ;D
świetnie ujęte, choć widać, że on bardzo chce, by było ;p
pisz szybko a ja czekam na ciąg dalszy teraz z elementem bardzo romantycznym tzn pocałunkiem, wiem jestem okropna ...
pozdrawiam bardzo mocno :>