5.10.2013

XIX Łowcy

Witam moje kochane robaczki :). Tak jak obiecałam, dotrzymuję słowa i już mam dla Was nowy rozdział. Niektórzy łakną krwi więc postanowiłam jej trochę utoczyć, ku ogólnej satysfakcji :D. Nie będę wskazywać palcem kto żąda ode mnie mocniejszych wrażeń, ale mam nadzieję, że jako tako mi wyszło. Trochę krótko, ale następna notka będzie dłuższa.

~Marysia —  Mam nadzieję, że takie kłopoty zaspokoją na chwilę Twój apetyt:). No ale nie musisz się martwić, nasza Liv będzie miała co robić. Odcinek jest najszybciej jak się dało;).

Jagoda Lee — Oooo witam Cię, coś dawno do mnie nie zaglądałaś, a przynajmniej się nie ujawniałaś;). Cieszę się, że sytuacja z barmanem tak na Ciebie podziałała. Do pocałunków dojdziemy trochę później bo nasza bohaterka jest trochę oporna, co zresztą widać :D. Dobrze wywęszyłaś, naszyjnik jeszcze się przyda;). Nie nie dla Itasia, choć to on jest jego właścicielem. Cholera, nigdy nie zwracałam uwagi na jego nadgarstki, może rzeczywiście coś ukrywa pod koszulą XD. 


Iri Akuma — Ach, aż się zaczerwieniłam od tych komplementów. Staram się często publikować co byście o mnie nie zapomniały. Erotyzm, mówisz. Na to przyjdzie czas gdy wrócą do Konohy. Oj będzie się działo:D. 

Moon nie wiem gdzie się podziałaś, ale mam nadzieję, że jeszcze do mnie wrócisz. Widzisz? Postarałam się i rozdział jest szybko. 

Pozdrawiam Was gorąco i zapraszam na nowy rozdział.

***************

Siedziała przy barze i kątem oka obserwowała Yuuki. Kobieta szalała na parkiecie, co chwila zmieniając partnerów i dając pokaz swoich zdumiewających umiejętności tanecznych. W momencie gdy zrobiła spektakularny szpagat, aż zakrztusiła się pitym napojem. Nigdy by nie przypuszczała, że księżniczka dysponuje takimi zdolnościami.  Liv, za punkt honoru postawiła sobie ignorowanie towarzyszy w loży. Mimo wszystko nawet teraz czuła na plecach ich spojrzenia.

— Wróg na szóstej.

Cichy głos barmana wyrwał ją z zamyślenia, by za chwilę poczuła szarpnięcie. Została brutalnie odwrócona na obrotowym krześle i teraz wpatrywała się w bladą twarz intruza. Widząc jego gniewną minę, aż zamruczała z satysfakcji, głośno siorpiąc  swój napój.

— Czy mi się wydaje, czy może zapomniałaś, że jesteś na misji – czarne oczy zwęziły się w wąskie szparki. – Powinnaś ochraniać obiekt, a nie podrywać wszystko co się rusza.

Liv przyglądała się w milczeniu stojącemu przed nią mężczyźnie. Przez ten czas, który spędziła przy kontuarze zdążyła się wyciszyć i byle głupota nie była w stanie wyprowadzić jej z równowagi. 

— Uchiha, tak się składa, że z naszej uroczej gromadki tylko ja wiem po co tu jestem — odstawiła z hałasem szklankę i zeskoczyła z siedziska. — Idź do Hakaze, pewnie już tęskni. 

Nie zaszczycając go więcej spojrzeniem, odmaszerowała przed siebie. Nie zdążyła zbytnio się oddalić bo już po chwili poczuła stalowy uścisk na nadgarstku.

— Dokąd to, Senju?

— Do łazienki, tato — zerknęła na niego z politowaniem i wyrwała rękę.

Wciskając dłonie do kieszeni spodni, dziarskim krokiem ruszyła do toalet. Stanęła przed drzwiami, wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Gdy przekroczyła próg zastała w środku dwie osoby, które od jakiegoś czasu śledziła wzrokiem. Ziewając szeroko, oparła się o ścianę i zaplotła ramiona na piersi.

— Z tego co wiem to jest damska toaleta — zmierzyła faceta od stóp do głów. — A ty mi na nią nie wyglądasz.

— Wynoś się! Nie widzisz, że jesteśmy zajęci i przeszkadzasz?!

Nie odpowiedziała tylko przyjrzała się uważnie całej sytuacji. Zza barku nieznajomego patrzyły na nią przerażone oczy Yuuki. Miała zakneblowane usta ręką osiłka, a drugą trzymał jej dłonie unieruchomione nad głową.

— Obawiam się, że twoja towarzyszka jest innego zdania — leniwie pokonała dzielącą ich odległość i uderzyła go mocno w okolice nerek. To wystarczyło by uwięziona kobieta odskoczyła i schowała się za jej plecami.

— Zapłacisz za to — wystękał gramoląc się z kolan, na które upadł po jej ciosie.

— Wszyscy tak mówicie — westchnęła i odwróciła się do podopiecznej. Widząc jak cała dygocze, pogłaskała ją uspokajająco po ramionach i popchnęła lekko do wyjścia. — Idź do Itachiego, ja zaraz przyjdę.

— Ale...

— Nic się nie martw, idź — teraz już siła wypchnęła ją z pomieszczenia i spojrzała na stojącego przed nią nieznajomego. Był o dobrą głowę wyższy i solidnie zbudowany, ale to nie było przeszkodą. W końcu jej przewagą była szybkość. Bezwiednie sięgnęła po katanę, ale napotkała jedynie pustkę. Zapomniała, że nie brała jej na spotkanie biznesowe.

— Co tam maleńka? Zostaliśmy sami więc może ty dostarczysz mi rozrywki — roześmiał się gardłowo i podwinął rękawy, odsłaniając przedramiona. To co zobaczyła na jego lewym nadgarstku sprawiło, że zacisnęła mocnej zęby. Przeniosła spojrzenie na jego twarz, stając w pozycji bojowej. Miała do czynienia z łowcą.




Jednocześnie ruszyli do ataku. Słychać było ich przyśpieszone oddechy, szelest ubrań i łupnięcia gdy cios dosięgał celu. Liv bezbłędnie parowała każdy cios olbrzyma nie pozwalając sobie nawet na chwilę dekoncentracji. Miała przed sobą elitę wśród łowców. Rozpoznała go gdy tylko podwinął koszulę. Był jednym z tych którzy sztukę chwytania doskonalili od pokoleń i doskonalili je z dziada pradziada. Jak na złość był jednym z nielicznych, który w pojedynkę mógł złapać lub zabić demona. Jedno jego uderzenie w znaki na jej plecach, a jest unieruchomiona na dobrą minutę. Tyle czasu wystarczy by kogoś pozbawić życia. 
Warcząc ze złości podcięła mu nogi, ale on upadając zdążył uderzyć ją w splot słoneczny sprawiając, że straciła oddech i zachwiała się zamroczona. Gdy tak stała próbując złapać odrobinę powietrza w ostatniej chwili dostrzegła go tuż przed sobą. Nie miała czasu by się zdziwić jego sprawnością fizyczną, zamiast tego silnym podmuchem wiatru wrzuciła go w umywalki. Hałas rozbijanej porcelany był ogłuszający i szanse, że nikt nie usłyszy ich walki stopniały do zera. Uśmiechnęła się z satysfakcją, patrząc na jego pokiereszowane ciało by po chwili zmarszczyć brwi w zastanowieniu. Jego mina jednoznacznie świadczyła, że jest z czegoś zadowolony. 
Chwilę później poczuła delikatne mrowienie, rozchodzące się od kostki do kolana. Zaskoczona spojrzała w dół i zamarła. Mężczyzna zanim został potraktowany jej techniką, zdążył przyczepić pieczęć na demony. Gdy przeciwnik zbierał się z posadzki, ona próbowała pozbyć się niemiłej niespodzianki. Już prawie ją zerwała gdy w ostatniej chwili musiała odskoczyć w bok, unikając rozpłatania mieczem. 
Sapiąc z odrętwienia zdecydowała się na wytoczenie ciężkiej artylerii. Silny wybuch jej czakry sprawił, że jej notka z cichym sykiem oderwała się z jej ciała, a lustra i najbliższe kruche przedmioty rozpadły się w drobny mak. Rozsierdzona do granic możliwości zauważyła, że jej przeciwnik został wypchnięty razem z drzwiami z pomieszczenia i właśnie salwuje się ucieczką.

— O nie! Wracaj tu! Jeszcze z tobą nie skończyłam!




Przez ciało Uchihy przeszedł dreszcz gdy wyczuł wybuch energii Senju. Dopiero po chwili do jego uszu dobiegł hałas rozbijanych szklanych tafli i rumor czegoś dużego uderzającego o ścianę. Wyładowanie energii dziewczyny sprawiło, że cały sprzęt grający zamilkł i gdzieniegdzie zaczął wydobywać się z niego szary dym. Nie minęła minuta, a z toalety wybiegł rosły mężczyzna, a zaraz za nim wybiegła Liv.

— Hej, czy to nie ona? — Hakaze z zaskoczeniem patrzyła na koleżankę z grupy, która minęła ich w pełnym pędzie.

— Przecież mówiłam, że walczy! — wrzasnęła Yuuki łapiąc za ramię stojącego obok Itachiego. — Musisz ją zatrzymać, zanim będzie za późno!

Czarne oczy przeniosły się na jej twarz, zastygając w niemym pytaniu.

— Wszystko od początku do końca było zaplanowane. Oni wiedzieli, że to Liv za mną pójdzie, a później sprowokują ją do pogoni.

— Jacy oni? Przecież był tylko jeden — Hakaze zmarszczyła brwi zerkając przy tym na wyjście.

— Drugi czeka z zastawioną pułapką!

Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, tylko bezzwłocznie rzucił się za Senju. Był niemal pewny, że w swoim wzburzeniu nie zauważy zastawionej zasadzki.



Znużona kucała na przewróconym drzewie i patrzyła na swoich niedoszłych oprawców. Siedzieli związani na ziemi i łypali na nią gniewnie. Pewnie gdyby nie kneble w ich ustach to usłyszała by kilka barwnych epitetów. Powiodła spojrzeniem po rozkopanej ziemi i skrzywiła się z niesmakiem. Gdyby nie jej jutsu to skończyłaby jako durszlak, nawet moc szybkiej regeneracji nie wyrwała by jej ze szponów śmierci. Doskonale wszystko zaplanowali i jedyną luką w ich planie był brak wiedzy o jej umiejętnościach. 
Przymknęła powieki zauważając ogromną kulę ognia mknącą przez las. Uśmiechnęła się lekko patrząc jak wszystkie przygotowane pieczęcie i pułapki płoną w zetknięciu z popisowym numerem klanu Uchiha. Co by nie mówić, Itachi był czystym geniuszem i było logiczne, że wybierze najmniej kłopotliwy sposób na oczyszczenie terenu. Był tak biegły w tej technice, że nie spłonęło nic poza zastawionymi na nią atrakcjami.
Zeskoczyła ze swojego miejsca i ignorując ból, podeszła do łowców. Nie musiała długo czekać, aż do niej dołączy. Już po chwili zobaczyła go u swojego boku. Jego spojrzenie przesunęło się po jej zakrwawionej łydce, by później przenieś się na unieruchomionych mężczyzn. 

— Trzeba się dowiedzieć dla kogo pracują — mruknęła, kucnęła pochylając się nad jednym i ciągnąc za włosy zmusiła do podniesienia głowy. Brązowe oczy zamigotały kipiącą w nich furią. — Jak widzisz za mną nie przepadają i nie chcą współpracować.

— Przesuń się — cichy i chłodny głos zmusił ją do zrobienia miejsca. Z nieskrywaną fascynacją patrzyła jak ciemne oczy lśnią czerwienią, a następnie zastępuje je słynnych sharingan. Nigdy by się głośno nie przyznała, ale zawsze z przyjemnością patrzyła na ten charakterystyczny znak jego rodu. Było w nim coś tajemniczego i groźnego. — Ci sami ludzie, których spotkaliśmy ostatnio.

Zamrugała zaskoczona bo nie bardzo wiedziała o czym ten dupek mówi.

— Co? — zmarszczyła nos gdy zauważyła jego kpiące spojrzenie.

— Wynajęli ich ludzie, których ostatnio obserwowaliśmy z dachu.

— Mhm... — kulejąc odeszła na bok i spojrzała w ciemne niebo. — Dziwne, musieli zapłacić im kolosalną kwotę. Łowcy wolą łapać, a nie zabijać.

Cicho westchnęła i odwróciła się do towarzysza. To co zobaczyła, a raczej czego nie zobaczyła sprawiło, że aż otworzyła usta zaskoczona. Itachi stał sam, a jej więźniowie zniknęli.

— Co jest, do diabła? Gdzie oni są, Uchiha?! — warcząc z nerwów podeszła do niego i dźgnęła boleśnie pod żebra.

— Wysłałem ich do Konohy, tam odpowiedzą za swoje zbrodnie.

— Nie możesz podejmować takich decyzji bez konsultacji ze mną!

— Tak? Nie przypominam sobie byś była moją przełożoną — uśmiechnął się drwiąco i łapiąc za rękę zmusił do opadnięcia na pień. Przyklęknął na jednym kolanie i zaczął badać pokiereszowaną nogę.

— Co ty...

Jedno jego spojrzenie wystarczyło by zamilkła. Zaciskając mocno usta, patrzyła jak wyciąga z kieszeni bandaż, wodę utlenioną w saszetkach i gazik. Widząc taki zestaw, aż parsknęła ze śmiechu.

— Widzę, że jak zwykle gotowy na wszystko. Zawsze tachasz ze sobą zestaw małego medyka?

— Przebywając w twoim towarzystwie trzeba spodziewać się najgorszego.

— Coś sugerujesz, Uchiha? — wysyczała, a jej oczy zabłyszczały wściekle.

— A jak myślisz? — rzucił jej prowokujące spojrzenie i otrzepał ręce. Stając na równe nogi obejrzał swoje dzieło. — Gotowe. Dasz radę iść?

— Głupie pytanie, oczywiście, że tak — nonszalancko odgarnęła włosy i zeskoczyła na ziemię. Ból na chwilę zaburzył jej ostrość widzenia, ale zaraz wzięła się w garść. Przecież przy tym dupku nie okaże słabości. Z wysoko uniesioną głową pokuśtykała w stronę wioski. 

— Uparta jak osioł — warknął łapiąc ją i przerzucając sobie jej ramię przez szyję. — Nie wyrywaj się bo zastosuję drastyczne metody, a uwierz mi, tego byś nie chciała — zgromił ją wzrokiem i pociągnął za sobą.

4 komentarze:

  1. Jacy oni są słodcy!!! Tak bardzo!!! Kocham to! Pozdrawiam, weny życzę i nie mogę doczekać się na następny rozdział.
    Ps. Życzę Liv, by jak najszybciej wróciła do Konohy. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak chwilę mnie tu nie było ale to pewnie dla tego że nie lubię zostawiać po sobie komentarza typu : " Fajny rozdział ", to po prostu nie w moim stylu, ja mam taką nieodpartą chęć zaśmiecenia wszystkich blogów ( które czytam ) moją głupotą :D inaczej nie mogę :).
    Teraz rozdział, oczywiście cud, miód i orzeszki :D
    Popieram przedmówczynię (?) oni są słitaśni !!! :D
    Muszę posprawdzać te kieszenie Itasia, skoro ma w nich zestaw pierwszej pomocy ( nie założył rękawiczek to nie zgodne z zasadami opatrywania poszkodowanych! :D ) to może tam znajdę odpowiedź gdzie zniknęły te moje bransoletki bo o dziwo niebieska została nie tknięta, a wszystkie czarno-czerwone i czarno-fioletowe zniknęły ( Itaś oddawaj mi je bo nie mam już więcej czarnej muliny !!! )
    Anka skup się komentarz... focus :D
    Ale co by tu jeszcze napisać hmmm... a tak...
    Do Liv :
    Przestań być taka oporna!!! Ja tu chcę poczytać o waszym pocałunku!!! Ty mówisz : Niee...!!! Ja stwierdzam: Tak !!!, A Itaś : Może być... Więc widzisz 2 do 1. No to w niedalekiej przyszłości najlepiej przed/ w trakcie/ po ( niepotrzebne skreślić ) powrocie do Konohy masz się do tego zastosować, zrozumiano! :D
    To chyba tyle moich głupich wywodów, jest bardzo możliwe że o czymś zapomniałam :D
    Kończąc pozdrawiam, życzę duuużo weny i czekam na next'a :)
    Ps. Do każdego mojego komentarza radzę podchodzić z dystansem gdyż niewłaściwe jego interpretowanie zagraża zdrowiu psychicznemu. Przed przeczytaniem jak również po najlepiej skonsultuj się z lekarzem psychiatrą. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Opiekuńczy Itachi? chyba mi sie to podoba :D uparta Liv też jak zawsze idealne <3 Super odcinek, czekam na następny! :)
    ~Marysia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! ;*
    wybacz, że milczałam, ale wyjechałam na studia i nie miałam laptopa i internetu... aż do wczoraj :d
    przeczytałam, pozachwycałam się, powzdychałam, rozmarzyłam się... czyli stałe elementy przy czytaniu twoim rozdziałów :D
    ale wieszczego mi brakuje?
    POCAŁUNKU! (ewentualnie czegoś mocniejszego w wydaniu naszej dwójki ;D)
    tak ładnie opisałaś ich zaaranżowane przez Yuuki spotkanie (chyba mój ulubiony fragment) i ja wciąż czekam na więcej ;d, matko, nawet nie wiesz, jak podoba mi się obraz całującego kogoś (tutaj czytaj Liv xd) Itachiego! Nie ma lepszego

    Jagoda Lee fajnie napisała "Itachi może być" padłam ;D
    świetnie ujęte, choć widać, że on bardzo chce, by było ;p

    pisz szybko a ja czekam na ciąg dalszy teraz z elementem bardzo romantycznym tzn pocałunkiem, wiem jestem okropna ...
    pozdrawiam bardzo mocno :>

    OdpowiedzUsuń