Witajcie moje urocze czytelniczki, jeżeli mam czytelników to też oczywiście witam :). Nowy rozdział jest i mam nadzieję, że wyda wam się ciekawy. Misja naszej doborowej paczki ma się na ukończeniu, ale jak to najczęściej bywa, właśnie wtedy pojawia się najwięcej komplikacji. Nie ma tak łatwo, przynajmniej w moim świecie :D. Miło być BOGIEM :3.
Iri Akuma - Liv byłaby załamana gdyby się dowiedziała, że ktoś nazywa ją słodką ;).
Jagoda Lee - Chętnie przyjmę takie zaśmiecanie, nawet nie wiesz ile radości sprawia czytanie takich komentarzy;). Co do sterylności zabiegu, cóż są momenty gdy Itachi nie miałby nic przeciwko, żeby Senju trochę pocierpiała w wyniku jakiegoś zakażenia. Może nie zabić, ale tak wykluczyć na jakiś czas ze sprawnych, dlaczego nie;). Nie zapominajmy, że mimo chemii to tam jest też rywalizacja. Senju położona na łopatki przez jakieś głupie zakażenie, przecież ubaw po pachy. Mięczak, nie to co wielcy Uchiha itd. itp. Pocałunek będzie, prawie :D.
~Marysia - No Itachi też czasem ma trochę serca, oczywiście tylko trochę, jak to na Uchihe przystało:D.
Moon - Ty kobieto chcesz mnie o zawał przyprawić, ja tu się martwię, że mnie opuściłaś a to tylko problemy z netem. Uf, ulżyło mi. Wszyscy chceta ode mnie pocałunku, ja wam go dam ale jeszcze trochę. Wiecie, pocałunki itd. są fajne gdy są też uczucia. Obiecuję, że w Konoha będzie się działo i zaspokoję rozbuchane apetyty. Itachi musi trochę pokombinować, Liv też trochę pokombinuje i będzie fajnie. No ale nic nie ujawniam, cicho sza. Reszta wyjdzie w praniu :D.
No to co? Zapraszam do czytania. Pozdrawiam :*.
******************************
Powolnym krokiem przemierzali dzielnice wioski. Nie miała czasu podziwiać nietypowej infrastruktury, bo przez cały czas obserwowała otoczenie. Niestety inni mieli lepsze zajęcia i za sprawą swojego roztrzepanego kompana musiała co chwilę przystawać. Przymknęła oczy błagając o cierpliwość gdy kolejny raz ciągnął ją do jakiejś witryny.
- Patrz jakie katany, u nas takich nie ma. Bajer, nie?
- Taaa... - Liv przytaknęła dla świętego spokoju, nawet nie patrząc w ich stronę.
- Olewasz mnie - złapał ją za brodę odwracając w swoim kierunku, a granatowe oczy spojrzały na nią z dezaprobatą.
- Samon, nie jesteśmy na wakacjach.
- Nie bądź taki drewniak - mruknął i rozejrzał się dookoła. Nagle coś zauważył i szarpnął nią gwałtownie wskazując na coś palcem. - Patrz, nawet oni się wyluzowali.
Uniosła oczy do nieba, ale po chwili spojrzała we wskazanym kierunku. Sam miał rację. Uchiha szedł razem z Hakaze i wyglądali jak na randce. Uważnym spojrzeniem zlustrowała jego ramie obejmujące ją w talii i aż się mimowolnie skrzywiła. Oboje zaśmiewali się głośno, a dziewczyna do czasu do czasu gładziła czarne kosmyki jego długich włosów.
- Co to ma być? Jest coś o czym nie wiem? - zapytała nie spuszczając ich z oka. - Kręcą się jakieś romanse, a ja jak zwykle niedoinformowana?
- Przecież wszyscy wiedzą o jej uczuciach do Itachiego.
- No tak, ale wiesz... - podrapała się nerwowo po karku. - Zawsze wzdychała do niego z ukrycia. Skąd ta odwaga?
- Może wyczuła zagrożenie? - uśmiechnął się znacząco, ciągnąc ją przy tym za włosy.
- Jakie znowu zagrożenie? Mówże po ludzku, a nie tak rebusami walisz.
- Rywalka do serca Uchihy, mówi ci to coś?
- Kto przy zdrowych zmysłach byłby zainteresowany takim dupkiem? Weź się ogarnij Sam.
- No to wygląda na to, że nikt nie jest przy zdrowych zmysłach. On podoba się wszystkim bez wyjątku, stara, młoda, facet, kobieta. Nie ma różnicy.
- No co ty nie powiesz? - mruknęła patrząc na obgadywaną dwójkę.
Stali właśnie przy straganie z watą cukrową i czekali na zamówienie. Prychnęła z wyższością i już miała odwrócić wzrok gdy stało się coś czego nigdy w życiu by się nie spodziewała. Zwłaszcza po dziewczynie, tej konkretnej dziewczynie. Hakaze stanęła na palcach i językiem starła resztki smakołyku z policzka bruneta. Widok był tak nietypowy, że aż rozdziawiła buzie z zaskoczenia. Opamiętała się w ostatniej chwili. Zerkający w ich kierunku Uchiha mógł zobaczyć tylko maskę obojętności i odrobinę drwiny w jej spojrzeniu. Z trudem przeniosła wzrok na swojego partnera i wzięła go pod ramię lekko popychając do przodu.
- Chodź, wygląda na to, że obstawa księżniczki skurczyła się do naszej dwójki i grupy geninów, a no i zapomniałabym o zielarzu.
- Jak to? Przecież są jeszcze...
- Nie sądzę, są zbyt zajęci sobą, więc nie mamy co brać ich pod uwagę - szepnęła, wciągając go w wąską uliczkę.
Liv stała przy drodze i przyglądała się uczniom. Nawet z tej odległości widziała nerwowe zachowanie Yuchiro, który co rusz rozglądał się dookoła. Mimowolnie na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Była z chłopaka dumna, mimo tak młodego wieku błyskawicznie wyczuł, że są szpiegowani.
Poprawiła plecak i podeszła do powozu. Bez słowa pomogła Miwie w odpinaniu koni. Od początku wędrówki to właśnie dziewczyna zajmowała się nimi i dbała o ich komfort. Miała rękę do zwierząt, a one bezgranicznie jej ufały. Wielkie wałachy wykonywały każde jej polecenie. Senju otrzepała ręce i rozejrzała się po obozie. Na postój wybrali mały gaj zaraz przy jeziorze. Zamyślona patrzyła na spokojną taflę wody. Zastanawiała się kiedy intruzi zdecydują się na atak. Ona i Sam przedyskutowali wszystko po drodze, a Uchiha i przylepiony do niego rzep w postaci Hakaze mieli liczyć na własną intuicję. Nie, nie była zła, że ta dwójka wyjątkowo zbliżyła się do siebie. Raczej miała nerwy, że poza sobą nie widzieli świata. Oczywiście zaproponowała Samonowi by przekazał ich rozmowę gołąbeczkom, ale nie miał ochoty. Cóż, ona miała czyste sumienie.
- Senju, mam do ciebie mały romansik - cichy głos sprowadził ją na ziemię i niechętnie odwróciła się do rozmówcy. Uniosła brwi czekając, aż przejdzie do konkretów. - Jak zapewne zauważyłaś, lub nie co by mnie wcale nie zdziwiło - spojrzał na nią zaczepnie. - Jesteśmy śledzeni od opuszczenia Suny. Myślę, że powinniśmy zaatakować.
Czarne oczy przyglądały się bacznie jak odchodzi i siada na sporym kamieniu. Nie zauważając żadnej reakcji na wypowiedziane słowa z westchnieniem usiadł obok i spojrzał na swoich uczniów.
- Młodzi powinni trzymać się z daleka. Nie ich poziom.
- Jestem w szoku, że miałeś czas by ich zauważyć.
Liv patrzyła na dzieciaki zgromadzone wokół Hakaze. Dziewczyna korzystając z drzemki Samona, wplatała mu we włosy kwiatki i na koniec wcisnęła na głowę gruby wianek z mleczy. Nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy Zaku wywrócił się ukrywając twarz w trawie i tłumiąc śmiech.
- Niby czemu, miałem nie zauważyć szajki bandytów czyhających na życie naszej podopiecznej?
- Bo miałeś ciekawsze zajęcie? - podparła się na ręce, zerkając na niego z ukosa. Widząc jego idealny profil miała ochotę pogładzić blady policzek i aż zamarła uświadamiając sobie własne myśli. Zmrużyła oczy i zacisnęła pięści jakby w obawie, że jej ciało wykona ruch, a ona nie zdąży zareagować.
- Mam podzielną uwagę, Senju - zamruczał cicho i zbliżył się niebezpiecznie blisko jej twarzy.
Wyraźnie widziała jego długie i gęste rzęsy. Doprawdy, takie rzęsy u mężczyzny były czystym marnotrawstwem. Powoli dotknęła jego policzka i placem przejechała od skroni w dół ku linii żuchwy sprawiając, że przymknął delikatnie powieki pod wpływem pieszczoty. Patrząc mu w ciemne jak smoła oczy, ujęła jego podbródek i nachyliła się tak by jej ciepły oddech owiewał jego usta.
- Nie wątpię - szepnęła unosząc lekko jego twarz jak do pocałunku. - Wszyscy Uchiha są tacy utalentowani - pogładziła kciukiem jego wargi i przysunęła się jeszcze bliżej, tak że niemal się dotykali. Nagle odwróciła jego twarz w bok i poklepała lekko po policzku. Podniosła się z miejsca uśmiechając drwiąco. - No, to teraz pokaż talent do przekazywania informacji i leć do Hakaze. Pewnie już usycha z tęsknoty.
Przy jednym z kół powozu siedział Ascot. Wyczuwał wiszące w powietrzu zagrożenie, a nerwowa atmosfera obozu tylko potwierdzała jego podejrzenia. Marszcząc brwi obserwował Liv zbierającą gałęzie. Nie mógł się doczekać, aż cała podróż dobiegnie końca i wreszcie dotrą do siedziby księżniczki. Jak dla niego ten postój był zupełnie zbyteczny. Im szybciej dotrą na miejsce tym szybciej rozstanie się z tymi ludźmi i przy odrobinie szczęścia już nigdy ich nie zobaczy. Do młodzieży nic nie miał, można powiedzieć, że nawet ich polubił. Inaczej sprawa się miała z dorosłymi. Nie ufał im, koniec kropka.
- Hej, pomożesz mi? - z powozu wychynęła zarumieniona twarz Yuuki. - Nie mogę zapiąć walizki.
- Jasne.
Walka rozpoczęła się na drugi dzień w południe. Zostali zaatakowani zanim zdążyli odesłać geninów w bezpieczne miejsce. Liv co chwilę atakowała i parowała ciosy ze zdumieniem zauważając, że przeciwnicy spychają ich w kierunku jeziora. Rozważając ich głupotę błyskawicznie odskoczyła w bok. Przez miejsce w którym jeszcze przed chwilą stała przemknęła ogromna kula ognia.
Gdyby nie fakt, że była zbyt zajęta to by powiedziała do słuchu, temu dupkowi. Nie miała wątpliwości, że zrobił to celowo. Pobiegła prosto na przeciwników, obok niej pędził Sam szybko składając pieczęcie. Kątem oka zauważyła lecące w ich kierunku shirukeny i bez zwalniania tempa odbiła wszystkie za pomocą katany. Sprawnym ruchem wyminęła dwóch nukeninów, podcinając im nogi i pognała dalej. Z każdej strony dochodziły ją krzyki towarzyszy i szczęk broni. Przez chwilę poczuła drżenie pod nogami i nie musiała się odwracać by wiedzieć, że Samon użył bramy piekieł. Czując buchający za plecami żar, instynktownie padła na ziemię o włos unikając kolejnej ognistej techniki Itachiego.
Bez jaj, on na serio chyba próbuje mnie usmażyć - pomyślała i mocnym kopniakiem powaliła kolejnego wroga. Rozejrzała się szybko sprawdzając sytuację. Sam unieruchomił w bagnie trzech przeciwników, a Miwa i Hakaze pozbawiały ich przytomności. Itachi walczył z pięcioma, ale z każdym jego ciosem grupka malała. Yuuki stała koło brzegu i ze strachem obserwowała potyczkę.
Słysząc jęk Yuchiro, szybko użyła umieszczonej na nim pieczęci i teleportowała się do niego. Jednym cięciem zabiła bandytę i zerknęła na ucznia. Widząc krwawą ranę na jego boku, aż sapnęła ze strachu i błyskawicznie przeniosła go do Shion. Szybko wyszukała wzrokiem Zaku i jego też przeniosła do młodej medyczki z nakazem trzymania się na uboczu. Biegnąc pomiędzy walczącymi odnalazła resztę geninów i wypędziła ich z tej krwawej jatki.
Mamrocząc przekleństwa już miała się rzucić w wir walki, kiedy wyczuła coś dziwnego. Czuła formujące się jutsu i zerknęła w stronę jeziora, które ku jej zdumieniu było znacznie bliżej niż się spodziewała. To co tam zobaczyła sprawiło, że zamarła. Ku księżniczce sunęła ogromna wodna łapa. Nie minęła sekunda, a pochwyciła swój cel i wciągnęła pod wodę. Wszyscy wydawali się tak samo zaskoczeni jak Liv i oniemiali patrzyli na kręgi na wodzie.
Z zawieszenia wyrwał ją dopiero widok Ascota mknącego jak torpeda w kierunku akwenu. Odpychając na bok stojącego przed nią osiłka pognała za nim. Musiała napędzać go adrenalina, bo był zdumiewająco szybki i zwinny. Zauważając, że to ostatni moment na interwencję, zdecydowała się na drastyczny i mało elegancki krok. Spięła wszystkie mięśnie i jak szczupak rzuciła się na jego plecy, zwalając go z nóg.
- Stój, kretynie! - wrzasnęła, dociskając go do ziemi i próbując uspokoić. Rozumiała jego ból i gorycz, dlatego starała się trzymać go tak by nic mu nie uszkodzić. Jednak gdy pięść wylądowała na jej szczęce, a krew spłynęła po brodzie, jej cierpliwość zmalała do zera, a współczucie poszło w las.
- Puść mnie! Miałaś ją chronić! Twoja żałosna egzystencja ma sens tylko wtedy gdy możesz przydać się ludziom, a ty... - dopiero siarczysty policzek wymierzony przez Liv sprawił, że wreszcie zamilkł.
- Milcz - cichy syk wydobył się z jej gardła, widać było, że ledwo panuje nad buchającym z niej gniewem. Posłała mu mordercze spojrzenie i podniosła się z ziemi. Odwróciła się w kierunku miejsca gdzie zniknęła Yuuki i złożyła kilka pieczęci i wycelowała palce w wodę. Mrużąc oczy patrzyła jak się burzy i zaczyna kotłować i uniosła dłoń nad głowę. Gdy nic się nie stało, zacisnęła mocno zęby.
- Sensei, co mamy robić? - obok pojawiła się zziajana Shion, a za nią reszta geninów. Ignorując uczniów zrobiła krok do przodu i ponowiła próbę. Niestety i tym razem nie było efektu, nie udało jej się opróżnić zbiornika. Marszcząc brwi wpatrywała się w ciemną toń, analizując w myślach sytuację.
- Hej, widzicie? Tam ktoś stoi - Zaku wskazał na ciemną postać.
Liv, aż warknęła pod nosem rozpoznając mężczyznę. Teraz już wiedziała dlaczego żywioł nie chce jej słuchać. Odwróciła wzrok od zadowolonego przeciwnika i spojrzała w bok. Wszyscy bandyci byli unieruchomieni, a wokół niej zebrali się wszyscy jej towarzysze.
- Trzyma ją tam z dostępem do powietrza - chłodny głos Uchihy rozległ się tuż za jej plecami.
- Skąd wiesz? - Hakaze wpatrzyła się z uwagą w wodę.
- Gdybyś patrzyła uważniej to byś zauważyła bańkę powietrza tam na dole.
Zignorowała ich urocza pogawędkę i podeszła bliżej. Wyciągnęła dłoń tuż nad wodne lustro i obserwowała swoją skórę. Nie minęła nawet chwila, a już zaczęła się czerwienić i piec. Zmierzyła spojrzeniem łowce i cofnęła się z jego zasięgu. Znała tą technikę. Miała za zadanie boleśnie okaleczyć demona by przy ucieczce zostawiał za sobą krwawy trop.
- Liv...
- Sam, przestań - odtrąciła jego ramie i rozejrzała się po wszystkich. Musiała wszystko zorganizować tak, by jak najkrócej przebywać pod wpływem jutsu.
- Odejdźcie, albo ją utopię - donośny głos rozległ się z przeciwległego brzegu. Wszyscy jak na komendę spojrzeli w jego stronę. - Ostrzegam, nawet wasz demon nie zdąży do niej dotrzeć!
Awwwww... Kocham to! Tak bardzo kocham! Weny życzę i serdecznie pozdrawiam. ;D
OdpowiedzUsuńTak, tak... gunwo, znowu ty mnie wykończysz ale było już blisko :D
OdpowiedzUsuńRozdział muszę przyznać bardzo interesujący ;D
Ascot nie ładnie tak dziewczyny nawet kwiatkiem nie można tknąć, a co dopiero walić pięścią w szczękę, co byś powiedział gdyby Liv cię tak walnęła, co ? Było by pewnie załamanie nerwowe bo oberwałeś od dziewczyny ( i nie mam tu na myśli dostania z liścia ). :D
Hmm... Kto może być tym zagrożeniem dla Hakaze ? Hmmm... nie mam blado-zielonego pojęcia może ktoś mi powie, co ? :D
Dobra nie mam pojęcia co by tu wpisać więc pewnie skończę mój komentarz w tym momencie. Życzę duuużo weny, pozdrawiam i czekam na next'a.
Ps. Cieszę się że sprawia ci przyjemność czytanie moich głupich myśli, dla mnie to też jest w sumie frajda bo mogę się pośmiać z moich starych "przemyśleń" ale oczywiście nie napiszę czegoś "fajnego" pod rozdziałem który mnie do tego nie zainspiruje. Właśnie dla tego kompletnie nie w moim stylu jest pisanie "fajny rozdział" bo przez to nie wnoszę nic zabawnego. " Jak ja lubię się śmiać to takie ciekawe doświadczenie" :D
Super odcinek :) Podoba mi sie to napięcie i niebezpieczeństwo. Szkoda tylko że taki krótki, bo ledwo sie cała zafascynowałam i wciągnełam a zaraz sie skończyło... Musze wiedzieć co będzie dalej, bo kocham takie niebezpieczne walki <3 Życzę weny i mam nadzieje że następny odcinek będzie szybko!
OdpowiedzUsuńPS; kocham sposób w jaki Liv traktuje Itachiego :D
-Marysia
Uwielbiam jak Itachi się złości. To było takie cudowne te "przypadkowe" kule ognia. Jeszcze bardziej lubię, jak Liv się z nim droczy w ten seksowny (wg mnie) sposób. Mówisz, ze nie będzie pocałunku? Ja liczę, ze jednak zmienisz zdanie, albo że szybko w końcu wrócą do Konohy ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam kochana i pisz szybko !!!
Moja droga obijasz się ! ;D
OdpowiedzUsuństęskniłam się za Twoim Itachim
Coś długo Cię nie ma... tęsknie! :(
OdpowiedzUsuń~Marysia
Jak wszyscy to wszyscy, co się dzieje jakoś długo cię nie ma :(
OdpowiedzUsuń