Wróciłam! Cieszy
mnie, że tak się martwicie, aż mi się miło zrobiło. Miło mi też czytać tyle
komentarzy:D. Długo zeszło, a to wszystko przez kapryśną wenę. Tak, zwalam
wszystko na nią bo zamiast współpracować to ta skupiła się na wydarzeniach po
powrocie do wioski. Na nic błagania i lamenty, niewzruszona kreowała kolejne
przygody, a mnie zostawiła z dylematem, jak tu połączyć to w jedną spójną
całość. No ale jakoś wyszło. Mam nadzieję, że to jakoś będzie znośne.
Garść odpowiedzi na komentarze:
Iri Akuma - Twoje słowa są zawsze miodem
na moje zszargane nerwy :D.
Jagoda Lee - Muszę Cię trochę pomęczyć
:D. No fakt, Liv ratuje dupsko Ascota, a ten tu rekami macha. Ciężki jest los
shinobi.
-Marysia - Niebezpieczeństwo i kłopoty to drugie imię naszej uroczej Liv.
Hehehe dla Uchihy to raczej nowość, że ktoś traktuje go z przymrużeniem oka;).
Moon - No już nie krzycz.:) Wróciłam,
jestem i będą nowe wpisy. Hehehe jak to brzmi, przypadkowe kule ognia. Chłopak
ma iście ognisty temperament. :D
Karmcie moją wenę bo coś kapryśna ostatnio. Pozdrawiam i zapraszam do
czytania.:)
**************************
Liv mrużąc
oczy wpatrywała się w zadowolonego przeciwnika. Jedyny możliwy plan był taki,
że ktoś musiał ułatwić dostęp do Yuuki. Dlaczego miała prawie pewność, że ta zaszczytna
funkcja przypadnie właśnie jej? Potarła skronie i wpatrzyła się w gładką taflę.
— Dobra,
plan wygląda tak: Satu, Yuchiro, Samon i ja zajmujemy się gościem. Kiedy
zmusimy go do opuszczenia techniki Senju, Akira i Zaku biegną po księżniczkę —
cichy i opanowany głos Itachiego rozległ się za plecami Liv. — Jakieś pytania?
— Co ja mam
robić?
— Hakaze, ty
razem z Shioni i Miwą trzymasz tego idiotę by się nie wtrącał.
Liv
prychnęła z pogardą na jawne żale dziewczyny, że nie może się wykazać przed
swoim oblubieńcem. Powoli od słuchania jej głosu dostawała bólu zębów. Doprawdy,
z rozkoszą zakończy tę misję i pozbędzie się widoku tych gołąbeczków. W trakcie
rozwodzenia się nad tą myślą zauważyła, że nagle coś się zmieniło. Uważnie
przyjrzała się akwenowi i aż wciągnęła ze świstem powietrze. Porywacz odciął
Yuuki tlen o czym dobitnie świadczyło zniknięcie bańki powietrznej. Nie patrząc
na towarzyszy rzuciła się biegiem do wody wiedząc, że liczy się każda sekunda i
kobieta nie wytrzyma tam długo. Brnąc do miejsca gdzie woda sięgała jej do
pasa, zaczęła błyskawicznie składać pieczęcie. Sycząc z bólu wyciągnęła dłoń.
— Senju!...
Cholera! Biegiem do swoich zadań!
Liv
całkowicie zignorowała krzyki grupy i zagłębiła mocniej nogi w mule. Musiała
mieć stabilną pozycje do wykonania tak wyczerpującego jutsu. Do tego ta
technika wroga wcale nie pomagała w skupieniu. Z niechęcią spojrzała na piekące
rany na skórze, a wiedziała, że to dopiero początek.
— Demonie,
padniesz zanim ją ocalisz — szyderczy śmiech wypełnił cisze. W odpowiedzi
uśmiechnęła się jedynie, wykonując ostatni znak. Nie minęła sekunda, a rechot
zamarł w głośnym sapnięciu ze zdziwienia.
Na krótki
moment wszystko zamarło, gdy ogromne ilości wody wystrzeliły w górę. Oczy
wszystkich zatrzymały się na kłębach hektolitrów cieczy, zawieszonej pięć
metrów nad ziemią. Liv przeczesała wzrokiem dno zbiornika w poszukiwaniu córki
Władcy Kraju Ognia. Już po chwili ją zauważyła, leżała nieprzytomna pośród
glonów. Odszukała spojrzeniem chłopców odpowiedzialnych za wyciągnięcie
dziewczyny z dna. Zaku jak tylko zorientował się, że to technika mistrzyni to
już gnał na złamanie karku po Yuuki. Po Akirze widziała, że nie bardzo mu się
uśmiecha biec pod tonami wody, ale nie miał wyboru. Uspokojona przymknęła
powieki i skupiła się na utrzymaniu żywiołu. Nie mogła zrobić nic więcej, w tej
chwili była uziemiona i reszta należała do jej towarzyszy. Sapnęła z wysiłku
gdy krwawe pręgi sięgały już ud i leniwie pięły się wyżej. Miała wrażenie jakby
ktoś siekał ją ostrą brzytwą i wycinał kawałki skóry. Odgłos szamotaniny wyrwał
ją z odrętwienia i z trudem opanowała odruch by się odwrócić. Domyślała się, że
to Ascot sprawia problemy dziewczynom szarpiąc się w ich uścisku. Otworzyła
oczy i z ulgą odnotowała, że chłopcy mają księżniczkę i biegną z nią do brzegu.
Odetchnęła głęboko lekko się uśmiechając.
Nagle to
poczuła i aż sapnęła z bólu. Piekące macki przeciwnika dotarły już do jej
klatki piersiowej utrudniając oddychanie i powoli wpełzały na szyję. Czując, że
dłużej nie wytrzyma, ostatni raz spojrzała na Akirę i Zaku. Widząc, że już są
praktycznie bezpieczni, zachwiała się i odpuściła technikę. Wyczerpana osunęła
się w grząskie błoto, a później była już tylko ciemność.
Z mroków świadomości
wyrwało Liv dziwne uczucie. Trochę przypominało bujanie łódki na falach, ale
jednak inne. Prócz tego jakże nietypowego zjawiska — jakoś wątpiła by mogła być
gdzieś na wodzie — czuła ból, ogromny i przeszywający, utrudniający oddychanie.
Z zamkniętymi oczami walczyła, sama ze sobą by nie wyć. Przyszło jej do głowy,
że w tym wypadku przywitałaby śmierć z otwartymi ramionami, jeśli tylko to
uchroniłoby ją przed cierpieniem. Czuła się obdarta ze skóry, zupełnie jakby
miała na wierzchu żywe mięso. Było jej też ciasno i niewygodnie. W ogólnym
zamroczeniu uznała, że pewnie zapakowali ją w bandaże, to by wyjaśniało
dlaczego czuje się jak w pasach. Jęknęła cicho, gdy ktoś dotknął chłodnymi
palcami jej twarzy co przyjęła z zaskoczeniem i z ulgą. Zimno przynosiło
ukojenie.
—
Zadziwiające jak szybko się regeneruje — miękki głos Shion zaburzył ciszę.
— Jutro albo
pojutrze będzie jak nowa. — Słowa Samona zabrzmiały wyjątkowo blisko, prawie
przy jej uchu. Na szybkiego zaczęła analizować swoje położenie. Rytmiczne
bujanie, ciepło buchające prosto w klatkę piersiową, bliskość głosu. Na to
wszystko było jedno logiczne wytłumaczenie, Samon targał ją na plecach.
— Hej... —
chciała powiedzieć coś więcej, ale gardło miała wyschnięte na wiór.
— Chyba się
wreszcie ocknęła — powiedział z ulgą Samon. — No jak królewno? Wyspałaś się?
— Czy... — Zmarszczyła
nos z niezadowolenia, że tak ciężko idzie jej artykułowanie każdego słowa.
— Wszyscy
cali — odpowiedział szybko.
— Co tam,
Senju? Wreszcie postanowiłaś wrócić do żywych? — Uchiha wtrącił się do rozmowy
na co skrzywiła się lekko. Doprawdy, nawet będąc ledwo żywa nie miała co liczyć
na spokój przy tym dupku.
— Szkoda, że
wszyscy — burknęła, otwierając powieki. Gdy obraz wreszcie nabrał ostrości z
wahaniem rozejrzała się wokoło. Zlokalizowała wszystkich, prócz Ascota i Yuuki.
— Odstawiliśmy
ich już do domu, jak byłaś nieprzytomna — wyjaśnił Itachi, a jego czarne oczy
łypnęły na nią uważnie. — Powiem tak, Liv. Jeszcze jedna taka samowolka...
— Wal się
Uchiha — warknęła i wtuliła głowę w ramię swojego tragarza.
Itachi
stawiając krok za krokiem, bacznie obserwował otoczenie. Dookoła powoli zapadał
zmrok i nadchodził najwyższy czas by zrobić postój. W wypadku gdzie do walki
jest zdolnych tylko dwóch joninów i banda dzieciaków, poruszanie się po ciemku
byłoby ogromną głupotą. Nie można zapominać, że mieli pod opieką rannego, a
drugi shinobi robił za nosze. Wniosek? Podczas starcia zrobiłby się młyn i nie
obeszłoby się bez kontuzji. Uchiha czujnie zerknął na Samona i jego „bagaż”.
Mężczyzna
wyglądał na zmęczonego, ale za nic w świecie nie chciał przekazać nikomu
dziewczyny. Zmrużył z irytacją oczy, gdy obiekt jego obserwacji się potknął, na
co z gardła Senju wyrwał się cichy jęk. Doprawdy przez takich ludzi dzieję się
więcej szkód niż pożytku.
Ciepły blask
ognia oświetlał trzy oparte o drzewo postacie. Trójka geninów siedziała
zamyślona z dala od towarzystwa. Yuchiro z przymkniętymi powiekami wsłuchiwał
się w nocną ciszę, a Zaku analizował w myślach wydarzenia ostatnich dni. Blade
dłonie młodego Uchihy miętosiły trzymany plecak, a on sam utkwił spojrzenie w
siedzącej z Samonem mistrzyni. Czarne oczy z uwagą rejestrowały każdy grymas na
twarzy sensei i wychwytywał nawet najcichszy, zduszony jęk.
— Zaku, nie
martw się tak. — Shion uspakajającym gestem dotknęła ramienia chłopaka i
przysunęła się bliżej. Z westchnieniem wyjęła mu z dłoni wygnieciony bagaż i
spojrzała w kierunku joninów. — Jeszcze tylko dzień drogi i będziemy w domu.
— Strasznie
często traci przytomność.
— My, przy
takich obrażeniach nie obudzilibyśmy się przez tydzień — szepnęła odgarniając
włosy.
— Pewnie tak
— Zaku mruknął w odpowiedzi i zacisnął mocno pięści. Odetchnął głęboko i
przeniósł spojrzenie na brata.
Itachi stał
przy ognisku śledząc wzrokiem poczynania Liv. Skrzyżował ramiona na piersi i
skrzywił się lekko, gdy dziewczyna się zachwiała. Kierowała się w stronę
śpiwora i cała jej postawa dawała do zrozumienia, że jest wyczerpana. Takiego
ma opiekuńczego przyjaciela, a jednak nie miał oporów żeby ją puścić samą,
pomyślał z ironią przenosząc ciężar na drugą nogę. Mimowlonie drgnął nerwowo kiedy
dziewczyna upadła na kolana ciężko dysząc. Nawet z tej odległości widział jak
zaciska mocno zęby walcząc z bólem, a dłonią trzyma się w okolicach serca.
Ciemne brwi ściągnęły się mocno, gdy dostrzegł jak drży i zamyka oczy.
Chciał już
zrobić krok w kierunku Senju, ale niespodziewanie Hakaze zastąpiła mu drogę na
co sapnął z irytacji. Ignorując całkowicie jej osobę, spojrzał ponad jej
ramieniem na Senju. Obok niej właśnie pojawił się Samon i pomagał w pozbieraniu
się z ziemi. Gdy zobaczył, że sytuacja została opanowana z trudem oderwał wzrok
od opierającej się o Samona Liv i powrócił do Hakaze.
— Trzeba
zrobić okłady — oznajmiła, niespeszona jego gniewnym spojrzeniem.
Powoli
dochodził do wniosku, że wolał ją jako zahukaną prostą dziewczynę. Zrobił
jeszcze bardziej chmurną minę, gdy złapała go za rękę i próbowała przyciągnąć
do siebie. Doprawdy, Hakaze robiła się nachalna i bezczelna.
— Nic mi nie
jest — warknął cicho, wyplątując dłoń z jej uścisku. Szybkim krokiem podszedł
do śpiwora i zaczął szykować się do odpoczynku po całodniowej podróży. Miał
nadzieję, że zrozumie nieme przesłanie, że nie ma ochoty na rozmowy, jednak ona
okazała się jedną z tych odpornych. Z trudem stłumił jęk irytacji, gdy zauważył
ją nad sobą. Naprawdę czasem żałował, że jest tak dobrze wychowany. Chyba
powinien brać przykład z brata, ten przynajmniej miał spokój.
— Itachi —
westchnęła cicho i opadła na trawę obok niego. — Widzę, że cierpisz, chcę ci
pomóc.
— Do wesela
się zagoi — burknął w odpowiedzi. Miał ogromną ochotę posłać ją do diabła. O
tak, to byłby wspaniały pomysł. Przestałaby dyszeć mu na kark i podążać za nim
jak cień. Ma dość jej towarzystwa i naprawdę z ulgą dotrze do wioski, a wtedy
ich drogi znów się rozejdą. Wrócą do przyjemnego etapu znajomości, kiedy
wypowiadali krótkie „cześć” i każde szło w swoją stronę.
— Nie
rozumiem czemu skoczyłeś do jeziora… — zaczęła, skubiąc rosnącą przed nią gałązkę
jakiejś rośliny.
— Nie musisz
rozumieć — uciął dyskusję i odciągnął swój dobytek do swoich uczniów.
Tak teraz widzę ciemność, przerzucił się na mnie twój brak pomysłów bo moja głupota się chyba wypaliła ale cóż zobaczymy.
OdpowiedzUsuńRozdział określam tak 9/10, no dobra 9.5 ciesz się :D
Lubisz męczyć ludzi prawda ?
Biedna Liv coś tak sądzę, że gdyby byłą ciut mniej poszkodowana to Itachi maił by ubaw po pachy normalnie. A tu Itaś bardzo widocznie się o nią martwi.
Och Hakaze naprawdę ciesz się że Itaś jest tak dobrze wychowany, było by naprawdę ciekawe gdyby nie był :D
Dobra nie mam już najmniejszego pomysłu więc pozdrawiam, życzę duuuużo weny i aby była mniej kapryśna oraz czekam na next'a :D
Bardzo podobał mi się ten odcinek :) Bohaterska Liv to właście to co lubię. I bardzo dobrze że Itachi chce sie pozbyć Hakaze. Powinien się w końcu porządnie zająć Liv... ;3 w każdym razie super odcinek, szkoda tylko że taki króki! życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na next! :)
OdpowiedzUsuń~Marysia