Witam, mam dla Was kolejny rozdział. Pewnie się ucieszycie, nasi bohaterowie są już w wiosce i teraz czas na amory:D. Wiem, że nie możecie się doczekać;). Nie wiem co się dzieję, że niektóre osoby nie dają znaku życia. Mam nadzieję, że to jest tylko przejściowe zawirowania i do Nas wrócą.
Jagoda Lee - Hehehe pewnie, że się cieszę na taką notę:). Powiedziałabym, że jestem nawet dumna:D. Itachi jest kulturalnym człowiekiem, ale kto wie. Czasem i anioły mają złe dni:). Byłoby ciekawie zobaczyć takiego Uchihe.
~Marysia - Oj nasza Liv, ma kompleks bohatera i to dość duuuży. Itachi już działa by pozbyć się dyszącej mu na kark Hakaze, a że są już w wiosce to tego, no... Przekonasz się czytając kolejne rozdziały:).
Dziękuję za komentarze i zapraszam do czytania.:)
**************
Liv ocknęła się tuż przed wschodem słońca. Przez chwilę
leżała w bezruchu i wsłuchiwała się w cichy śpiew ptaków. Zawsze uwielbiała ten
czas gdy wszystko budzi się do życia. Cichy trel i rześkość poranka. Czuła się już znacznie lepiej niż
wczoraj. Ciało tak nie paliło, teraz zamiast bólu odczuła jedynie niewielkie mrowienie. Z
trudem podniosła się na łokciach i po chwili namysłu uznała, że jeszcze dziś
skorzysta z pomocy przyjaciela. Mimo, że do wioski dzielił ich tylko dzień
drogi, nie czuła się na siłach by pokonać ją pieszo. Jeszcze nie dziś.
Uśmiechając się lekko, spojrzała na leżącego
obok Samona. Spał przykryty po sam czubek głowy przez co wyglądał jak jedna z
larw robali klanu Aburame. Głośne burczenie w brzuchu zmusiło ją do wyplątania się z posłania. Prostując się zerknęła na swoich geninów. Yuchiro spał na plecach, jak zwykle wyglądał schludnie i porządnie. Zaku był jego zupełnym przeciwieństwem. Włosy w nieładzie, przykrycie poskręcane i pogniecione. Jedną rękę miał przełożoną przez twarz, tak by zakrywała oczy przed świecącym słońcem. Natomiast drugą miał wplątaną w jasne włosy kolegi. Chłopak wyglądał jak rozgwiazda. Prawa noga przygniatała śpiwór przyjaciela, a lewa była bezczelnie wsunięta w posłanie Shion. Sama dziewczyna spała zwinięta w kłębek, plecami do swojej grupy. Liv, aż zacmokała pod nosem na ich widok, był to tak uroczy obrazek.
Zielone oczy przeniosły się na leżącą niedaleko Hakaze. Wyglądała jak piękny anioł pogrążony we śnie. Rozrzucone włosy, dłonie splecione na podołku, olśniewająca uroda. Tak, wyglądałaby idealnie gdyby nie jeden szczegół, który poprawił skutecznie humor Liv. Dziewczyna, aż zmrużyła oczy z uciechy. Hakaze chrapała tak głośno i odrażająco, że miało się wrażenie iż człowiek słucha starego ciągnika.
Kto by pomyślał, że taka atrakcyjna babka może wydawać tak żenujące odgłosy - wyszeptała Senju mijając śpiącą koleżankę.
Ostrożnie ominęła uczniów Uchihy i zerknęła na cel swojej wędrówki. Tuż obok paleniska, na płaskim kamieniu leżała jej torba. Skradała się bezszelestnie, niczym drapieżnik polujący na ofiarę. Co miała w torbie? Suchy prowiant, ale bardziej chodziło o spożycie śniadania w spokoju.
Miała dość skaczącego wokół niej Samona, prześwietlającego jak rentgen spojrzenia Zaku i niemego karcenia Shion. Naprawdę z ulgą przyjęła brak matkowania u Uchihy. Był taki jak zawsze. Złośliwy, arogancki i z irytującym poczuciem humoru - pomyślała z zadowoleniem i zaraz szybko się rozejrzała.
- Cholera, gdzie ten dupek? - mruknęła gdy nie zauważyła jego czarnej czupryny. Ostrożnie sięgnęła po swój bagaż i przycupnęła na skraju kamienia. Gdy nic się nie wydarzyło, powoli zaczęła się rozluźniać i wyjęła suchary.
Kiedy wreszcie się najadła, podniosła się z miejsca skrupulatnie otrzepując się z okruchów. Ziewając szeroko przeciągnęła się mocno, prostując zastane kości. Pomasowała zesztywniały kark i z cichym westchnieniem opuściła ręce wzdłuż ciała. Mięśnie miała napięte do granic możliwości i aż przymknęła powieki na myśl o dobrym masażu. Wyobraziła sobie przytulny gabinet, relaksacyjną muzykę i zapach aromatycznych świec. Dodajmy do tego młodego i przystojnego masażystę, a będzie to raj na ziemi.
Musiała przyznać, że ma bardzo sprawną wyobraźnie. Praktycznie czuła silne i ciepłe dłonie przesuwające się po jej ramionach. Zamruczała z aprobatą gdy wyimaginowany masażysta, sprawnie rozluźniał mięśnie karku.
- Podoba się? - cichy szept Uchihy, wystarczył by brutalnie i skutecznie sprowadzić ją na ziemię.
Gwałtownie rozwarła powieki i aż sapnęła, gdy ciepłym oddechem podrażnił jej ucho. Jak oparzona skoczyła do przodu, odwracając się przodem do zadowolonego kompana. Ręce nadal miał uniesione na wysokość jej barków, a na jego przystojnej twarzy błąkał się drwiący uśmieszek.
- Gdzie z tymi łapami? Nie spoufalaj się - syknęła mrożąc go wzrokiem. Cholera, jak to się stało, że nie wyczuła jego obecności?
- Trochę, za późno na udawanie, że ci się nie podobało - zakpił, rozciągając demonstracyjnie palce i patrząc na nią spod oka. - Słyszałem jak mruczałaś, Senju. Kto by przypuszczał, że możesz wydawać takie dźwięki. Interesująca odmiana po ciągłym warczeniu.
- Uchiha, dbam byś w życiu miał jakieś urozmaicenia - powiedziała Liv, opierając dłonie na biodrach. - Ile można słuchać pisków i jęków. Dbam o twój komfort psychiczny.
- Hmm... W takim razie, może ja zadbam o twój komfort fizyczny. Co ty na to, Senju? - zaśmiał się przebiegle i poruszył znacząco brwiami.
- Zaczekaj, niech się zastanowię... Myślę, że... - Udając zamyślenie, postukała palcami o policzek patrząc w niebo. Po chwili oderwała wzrok od nieboskłonu i utkwiła w Itachim zielone oczy. - Możesz się wypchać, Uchiha.
- Och, ach... I wróciliśmy do etapu warczenia.
- Skończył się dzień dziecka.
Przysypiając na ramieniu Sama, Liv obserwowała towarzyszy. Miwa i Shion wymieniały się wiedzą na temat rody, a chłopcy jak to chłopcy, dyskutowali nad wyższością technik. Zmarszczyła gniewnie brwi, gdy Zaku utworzył ogromną kulę ognia. Technika buchnęła tuż koło jej twarzy i nawet przez chwilę pomyślała, że brwi i rzęsy są tylko wspomnieniem.
Z wahaniem podniosła dłoń i pomacała twarz. Kiedy z ulgą odnotowała, że jej obawy się nie sprawdziły odwróciła się do uczniów. Miała już otworzyć usta by zbesztać tego bezmózga, gdy ktoś ją uprzedził.
- Idioto! Chcesz spalić wszystko dookoła i przy okazji nas? - głośny krzyk Itachiego poniósł się po okolicy.
- Braciszku, nie złość się - skruszony głos Zaku dobiegł do uszu Liv. Uśmiechnęła się na widok pokornego chłopaka. - Zresztą, z twoim elementem wody, nic nam nie grozi - czarne oczy zabłyszczały zwycięsko.
- Czasem mam wrażenie, że jestem adoptowany - mruknął starszy, klepiąc młodszego w czoło. - Zaku, nie będę zawsze przy tobie by ratować cię z kłopotów lub naprawiać to co zepsujesz.
- Spoko - chłopiec machnął lekceważąco ręką i pociągnął Itachiego za kamizelkę. - Mam już swojego bodyguarda - zadowolony, wskazał brodą na śledzącą tok rozmowy Liv.
- Chyba zacznę z tobą trenować, bo z takim ochroniarzem to nie dożyjesz jutra - roześmiał się głośno czochrając włosy brata, a jego czarne oczy zmrużyły się zaczepnie utkwione w twarzy Senju.
- Hmpf... - prychnęła i odwróciła się do chichoczącego Samona. Niewiele myśląc, wyciągnęła rękę i grzmotnęła go solidnie przez ten czerwony łeb. - Czego rżysz, zdrajco? - syknęła, przymierzając się do zadania następnego ciosu.
- Tak traktujesz swojego tragarza? Zobaczysz, wzniosę bunt - zagroził podrzucając ją wyżej, bo zaczynała mu się zsuwać z pleców.
- Nie zrobisz tego - szepnęła po dłuższej chwili. - Masz za miękkie serce - uśmiechnęła się chytrze.
- I to jest moja pięta achillesowa - westchnął ciężko. Odwrócił twarz w stronę Liv i potarł policzkiem o jej skórę. - Jednak wiem, że ty dla mnie zrobiłabyś to samo.
- Nawet więcej Sam... Nawet więcej - mruknęła przymykając oczy.
Obudził ją cichy szczebiot uczniów. Nie otwierając oczu słuchała komend Itachiego.
- Dobra, zaraz przekroczymy bramę wioski. Dzieciaki do domu, a ja idę złożyć Tsunade raport.
Spod przymkniętych powiek obserwowała oddalającą się młodzież. Z tego co usłyszała, to przed powrotem do domu zamierzali wpaść do któregoś z barów by świętować zakończenie misji. Miała tylko nadzieję, że będą jeść a nie raczyć się alkoholem. Chociaż, kto im sprzeda...
- A ja? - o mało się nie skrzywiła słysząc mdły głos Hakaze. Dziewczyna wyraźnie się narzucała Itachiemu i Liv naprawdę podziwiała cierpliwość mężczyzny.
- Co ty? - zapytał Uchiha, a ona z trudem ukryła uśmiech na dźwięk zimnego tonu.
- No, mogę iść z tobą...
- Wykluczone. Sam, zanieś Senju do domu.
- Kurdę, Uchiha bo jest problem... - słysząc ton Samona, aż wstrzymała oddech. Miała prawie pewność co powie. Mimowolnie otworzyła oczy i spojrzała na przyjaciela. Powoli zaczęła się z zsuwać z jego pleców. - Mam kolejną misję i muszę natychmiast zgłosić się do siedziby Anbu.
- Co, znowu? O Senju, dobrze że jesteś przytomna. Pójdziemy razem do Hokage.
- Ze mną nie chciałeś iść - cicha skarga wydobyła się z ust Hakaze. Wyglądała w tym momencie jak obrażone dziecko, brakowało tylko tupania nogami.
- To nie z tobą byłem wysłany na misję - prychnął i złapał Liv za rękę. - Idziemy, zanim zechce nam towarzyszyć - szepnął ciągnąc zdezorientowaną dziewczynę.
- Kto by pomyślał, Uchiha musi uciekać przed swoimi adoratorkami - zaśmiała się cicho, racząc go kpiącym spojrzeniem. W odpowiedzi sapnął tylko pod nosem i przyśpieszył kroku. Spojrzała na ich splecione palce. Przez jedną krótką chwilę pomyślała, że dotyk jego dłoni jest naprawdę przyjemny i chętnie by czuła go częściej. Zaraz jednak odepchnęła takie nonsensowne myśli.
Jeny brak komentarzy od 2 dni jak ty to wytrzymałaś ja bym pewnie stwierdziła że nikt mnie nie lubi. Wybacz że się do tego przyczyniłam ale moja głupota potrzebuje chwili wolnego czasu kiedy nie muszę myśleć o zbędnych rzeczach takich jak przykładowo sprawdziany, a tych było kilka w tym tygodniu.
OdpowiedzUsuńTa... i ja jestem niby mistrzynią krótkiej formy.
Rozdział cud, miód i 4 z PP przy bólu głowy :D czyli super i synonimy.
Zacznę tak od dupy strony
NARESZCIE W WIOSCE :D WOOO... WIOSKA BĘDZIE IMPREZA
LIV JA CI ZARAZ DAM NONSENSOWNE MYŚLI !!!
A teraz już po kolei ( nic nie obiecuję )
Porównanie Sama do robaka :D Chrapanie Hakaze :D ciągnik na pewno brzmi lepiej ;P
Masaż od Itasia ooo... też chcę :D
Itachi adoptowany ? To by było ciekawe, ale prędzej bym myślała, że to Zaku jest adoptowany.
Hakaze i ostateczna transformacja w piskliwą fankę Uchihy :D
To chyba tyle co udało mi się z siebie wykrzesać, z niecierpliwością czekam na next'a, pozdrawiam i życzę duuużo weny.
Super odcinek! Dopiero tak późno go przeczytałam, bo nie miałam neta przez jakis czas... naprawde przykre. W każdym razie cieszę się że już wrócili do wioski :) Teraz w spokoju będziesz mogła napisać jakieś romantyczne chwile... oczywiście może też nie zabraknąć jakiegoś niebezpieczeństwa bo uwielbiam reakcje Itachiego za każdym razem gdy Liv sie coś stanie <3 tak bardzo się zawsze o nią martwi... ;3 no cóż... życzę dużo weny i jakiegoś miłosnego natchnienia! Pozdroski! <3
OdpowiedzUsuń~Marysia
Taaa... Wioska, będzie się działo:). Mogę powiedzieć, że będzie z pewnością ciekawie, bo mam zamiar wykorzystać rodowody naszych bohaterów.:) Romantycznie też będzie, już mam w głowie pomysł, tylko teraz trzeba go ubrać w słowa. Nie powinnyście się zanudzić na śmierć xD
UsuńPani koleżanko gdzie cię wcieło ?
OdpowiedzUsuńJaka Pani;)? Jestem, żyję i mam nawet niespodziankę tylko pytanie kto się z niej ucieszy. Mam już prolog do nowego opowiadania i kminie kiedy go dodać?:) Hakaze nie jest takim ideałem i do tego stała się personą niepożądana (Persona non grata) w najbliższym otoczeniu Uchihy :D Cieszę się, że mam Was, przynajmniej wiem, że ktoś to czyta.
UsuńTylko przypadkiem nie zapomnij o Liv i Itachim pisząc to nowe opowiadanie! :)
Usuń~Marysia
kiedy next? już minął jakiś czas a Liv i Itachi sami się nie zeswatają! ;3
OdpowiedzUsuńStęskniłam się za tym opowiadaniem. Wybacz moja nieobecność, ale studia zjadają cały mój wolny czas. Poprawiasz mi humor tym opowiadaniem, a Itachi jest jak zawsze idealny.
OdpowiedzUsuń