28.01.2014

XXVI Witajcie w piekle



Hej! Nie musicie już marudzić, oto nowy rozdział. Matko Boska, to ma prawie trzy tysiące słów. Jak ktoś jęknie, że krótkie to uduszę XD. Sześć kartek w Wordzie to mój limit. Mam nadzieję, że to docenicie i uradujecie moje oczy długimi komentarzami :D. Pozdrawiam i miłego czytania Marudy c:



Betowała Tayla :*.



Itachi z kamienną twarzą poprawiał mundur ANBU. Nie miał go na sobie od paru lat i nigdy by nie przypuszczał, że znów będzie zmuszony go założyć. Gdyby nie ta cholerna technika tego starego capa, to teraz siedziałby spokojnie w domu, zamiast szykować się na odbicie Senju. Kto mógł przypuszczać, że Danzo zastawi podwójną pułapkę? Rozbicie bariery przyzwało demonicznego Chowańca, dając mu możliwość ewakuacji. Spojrzał w zamyśleniu na trzymaną w ręku maskę. Westchnął cicho i odłożył ją na stojący przed nim stół. Cały blat był zawalony mapami i innymi papierami. Jego oczy z uwagą śledziły rozmieszczenie czerwonych kropek na oznaczonym terytorium. Takimi punktami zakreślili miejsca w których mogłabyć przetrzymywana Senju. Nie wiedzieli gdzie dokładnie mają szukać, bo ten szczwany lis Shimura, gdzieś przepadł. Znaleźli jedynie notatki tego szarlatana. Czując mocne klepnięcie, obejrzał się przez ramię. Tuż za nim stał Shisui Uchiha, który również został przydzielony do poszukiwań. Teraz stał uśmiechnięty i szczerzył się szeroko do swojego najlepszego przyjaciela.
– Dobrze cię widzieć, Itachi. – Poklepał go po plecach, przechodząc obok i nachylając się nad stołem. – Jak za starych, dobrych czasów.
– Wtedy nie musieliśmy ratować nikogo od Senju – burknął w odpowiedzi, zaplatając ręce na piersi.
Shisui słysząc ton przyjaciela uśmiechnął się pod nosem.
– A ja myślałem, że może się wreszcie dogadaliście – roześmiał się głośno, mrużąc zabawnie oczy. – Wspólne misje nic nie dały?
– Jakoś nie zmieniły faktu, że jest z tego a nie innego klanu.
– A ty dalej swoje, kuzynie. – Pokręcił z niedowierzaniem głową, zaraz jednak uśmiechnął się chytrze. – Zabawne, że na festynie nie przeszkadzało ci jej nazwisko.
– To nic nie znaczyło – stwierdził Itachi beznamiętnie. Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu Shisui skapitulował.
– Skoro tak mówisz ­– zgodził się dla świętego spokoju. – Myślisz, że kogoś ma?
– Co? Ale, że kto? Senju? – Itchi gwałtownie drgnął słysząc tak szokujące pytanie. – Nie wiem, a co cię to obchodzi? – Spojrzał podejrzliwie na mężczyznę.
– No cóż… Ja nie mam żadnych problemów, że jest od Senju, więc może…
– Mało, że jest od nich to jeszcze jest demonem. Wiesz, tak tylko ci przypominam, jakbyś zapomniał – warknął z poirytowaniem w jego stronę.
  Wymieniasz same plusy, kolego – prychnął rozbawiony. – Potomek naszych połączonych rodów, a do tego z domieszką krwi demona. Sam musisz przyznać, że byłby to shinobi idealny.
– Fascynujące. Urzekła mnie twoja historia, ale jak się nie pośpieszymy to nie będziesz miał nawet o czym marzyć – rzucił z jadem w głosie.
– No już, już. Łasic, jesteśmy jak rodzeni bracia. – Podszedł do mężczyzny i objął go ramieniem, uśmiechając się szeroko. ­– Nie będziemy się dochodzić o kobietę. – Puścił mu oko, poklepując po policzku.
– Ano, nie będziemy, bo Senju jest poza twoim zasięgiem. – Strącił jego ramię i sięgnął po maskę.
– Proponujesz mi zakład?
– Nie. Twierdzę, że z nas dwóch, ty, nie masz szans – odparł spokojnie.
– A ja twierdzę, że najwyższa pora by dla odmiany poznała miłego i kulturalnego Uchihę – stwierdził wesoło. – Moja drużyna przeczesuje południe, ty północ.
– Niech będzie. – Itachi zniknął w kłębach dymu.


Liv sapnęła cicho rozpoznając ciemny korytarz, złorzecząc pod nosem ruszyła przed siebie. Jak zwykle uderzył ją odór nafty i siarki, sprawiając, że przyśpieszyła kroku. Przesunęła palcami po chropowatej powierzchni ściany, kierując się w stronę wielkich dębowych wrót. Wzdychając ciężko nacisnęła klamkę i wkroczyła do środka. Jak zwykle oślepił ją blask światła, na co zareagowała wiązanką wyszukanych przekleństw. Zawarczała cicho wyrzucając sobie głupotę. Nigdy nie nauczy się otwierać tych głupich drzwi stopniowo, by nie kończyć ślepa na parę minut. Mrugała intensywnie, starając się pozbyć irytujących mroczków. Gdy to nastąpiło, wreszcie ich zobaczyła. Na dużym drewnianym, wyścielanym futrami fotelu siedział pierwszy Hokage. Podpierając na ręce brodę, patrzył spod rzęs na mężczyznę po swoim prawym boku. Delikatny uśmiech błąkał się po ustach Hashiramy, a jego ciemne oczy nie spuszczały spojrzenia z twarzy towarzysza. Tą drugą osobą był Madara. Liv ostrożnie zbliżyła się do obu protoplastów Konohy i zerknęła na długie blade palce użytkownika Sharningana. Trzymał je mocno zaciśnięte na jakimś przedmiocie, marszcząc brwi w gniewnym grymasie.
– Co to ma być, Hashiramo?
– To co widzisz. – Czarne oczy zabłyszczały radośnie, a usta poszerzyły uśmiech. Pogładził zdobienia na podłokietnikach, nie zwracając uwagi, że jego rozmówca wbija w niego mordercze spojrzenie.
– Po co? – Madara oparł się o zagłówek fotela i pochylił się nad uniesioną twarzą rywala.
– Przyjaciel przyjacielowi nie może nic dać? – Ciemne brwi uniosły się pytająco. – Chcę żebyś pamiętał, kim dla mnie jesteś i zawsze będziesz.
– Naprawdę na ostatnim sparingu musiałem ci za mocno przyłożyć – westchnął głośno, odgarniając na bok niepokorną grzywkę. – Chociaż nie, ty przecież zawsze byłeś głupcem.
– Madara! Ja tu do ciebie z sercem na tacy a ty mnie tak traktujesz?! – warknął ostrzegawczo podrywając się z siedziska.
Uśmiechnęła się lekko, widząc temperament przodka. Zawsze uważała go za zdyscyplinowanego i ułożonego shinobi, a tu okazuję się całkiem inny. Impulsywny, porywczy, a jednocześnie bardzo charyzmatyczny. Przynajmniej wiedziała na kogo miała zwalać winę za swoje nie najlepsze cechy. Tak, zawsze może powiedzieć, że przecież nikt jej nie pytał o zgodę, gdy rozdawali geny. Pogratulowała sobie przebiegłości i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
– Ostatni raz pytam: co to jest? – niski głos Madary odbił się echem po pomieszczeniu. – Widzę, że coś kręcisz i jeśli zaraz nie odpowiesz to wyduszę to z ciebie siłą.
– Klucz do naszych wspomnień.
– Jaki znowu klucz? Mówże jaśniej, bo powoli tracę cierpliwość.
Cała się spięła w oczekiwaniu. Nigdy nie zaszła tak daleko i nie zamierzała uronić nawet najmniejszego słowa z ich rozmowy.
– Pamiętasz czas gdy byliśmy dziećmi? Dużo czasu spędzaliśmy przy jednej jaskini, a to klucz, by do niej wejść.
Zaintrygowana patrzyła na obu mężczyzn. O czym oni mówili? Jaka jaskinia? Kluczem jest to złote coś w ręku Madary? Masa pytań przemykała jej przez głowę. Zmarszczyła brwi gdy wreszcie mogła dokładniej zobaczyć przedmiot w ręce Uchihy. Wyglądał jak owalny wisior. Jak taka błyskotka miała być kluczem? Nagle, aż sapnęła zaskoczona rozpoznając ten kształt. Przecież już go kiedyś widziała.
Z dziwnego snu wyrwał ją kubeł lodowatej wody chluśniętej prosto w twarz. Prychając i sycząc spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę. Zmrużyła gniewnie oczy rozpoznając swojego kata. To on wczoraj trzymał bat.
– Pobudka, księżniczko – zaświegotał wesoło, uśmiechając się drapieżnie.
Liv zamrugała gwałtownie, próbując wyostrzyć wzrok. Nadal była na rytualnym placu z tą różnicą, że teraz był ranek a tłum gapiów zniknął. Widziała rozstawione wokół niej na długich uchwytach pochodnie powbijane w ziemię. Chociaż nie. Zauważyła, że umieszczone były w specjalnych otworach. Cholerni Łowcy byli przygotowani na zabawy ze swoją zwierzyną.
– Jak spałaś? – zapytał uprzejmie, jednocześnie przejeżdżając palcami po jej poranionych plecach. Senju z trudem opanowała syk, świdrując wzrokiem swojego oprawcę. – Wiesz, wczoraj nas trochę rozczarowałaś. – Pokręcił ze smutkiem głową , odpinając od pasa bat.
Dziewczyna kątem oka zarejestrowała, że na jego trzonku jest symbol zabójców. Teraz wiedziała dlaczego rany nie chcą się goić. Używali specjalnej broni, opieczętowanej starożytnymi runami. Miała na celu wyciśnięcie życia z pojmanego demona. Gorzej trafić nie mogła. Przeklęty Danzo.
– Strasznie mi z tego powodu nie jest przykro – prychnęła przez zęby, gdy uderzył ją rękojeścią w łopatkę. Na moment znów ją zamroczyło, ale szybko odzyskała fason nie chcąc dać mu satysfakcji.
– Będąc na twoim miejscu nie rzucałbym się tak – pouczył ją z uśmiechem obchodząc dookoła. – Widziałem zaskoczenie na twojej twarzy, że jesteśmy tylko we dwoje. Romantycznie co? ­– zaśmiał się ochryple. – Nie martw się, piętnaście minut i znów będziesz gwiazdą estrady.
– Od razu mi ulżyło – syknęła w odpowiedzi, racząc go morderczym spojrzeniem.
– Pomyślałem, że jako kobieta lubisz dobrze wyglądać i mam dla ciebie niespodziankę. ­– Pstryknął palcami i tuż obok niego pojawiły się dwie małe postacie. Widząc je, aż wciągnęła ze świstem powietrze. Stały przed nią dziewczynki w wieku maksymalnie czterech lat. Obie patrzyły na Liv wielkimi wystraszonymi oczami, trzęsąc się z przerażenia. Jedna z nich trzymała gruby wianek z kwiatów.
 – To są moje pomocnice z pobliskiej wioski – wyjaśnił, a dzieci na jego słowa zapłakały gorzko, wtulając się jedna w drugą. – Ponieważ nikt z nas nie miał ochoty dotykać demona, musieliśmy je sobie pożyczyć od ich rodziców.
Senju dopiero teraz zauważyła duże siniaki i nacięcia na ich nagich nogach i rękach. Rozcięte łuki brwiowe i wargi, nosiły ślady zaschniętej krwi. Widząc to warknęła gardłowo, szarpiąc się usilnie. Nie dość, że torturowali ją, to jeszcze dzieci? Gniew aż zasyczał w jej żyłach.
– Bądźcie przeklęci! ­– wykrzyczała obnażając kły i dysząc ciężko. Choćby miała to być ostatnia rzecz w jej życiu, zrówna ich wszystkich z ziemią. – Gdy się uwolnię…
– Tak, tak. – Machnął lekceważąco ręką, przenosząc spojrzenie na dziewczynki. ­ – Zaplećcie warkocz czy co tam umiecie, a na głowę wianek – rozkazał, odwracając się plecami. – Ma być na galowo w finale naszej zabawy – roześmiał się zimno.
Liv ze smutkiem patrzyła na przerażone twarze dzieci. Czuła jak trzęsły im się ręce gdy dotykały jej skóry, odgarniając włosy. Przymknęła oczy kiedy z ich gardeł wydostał się zduszony pisk jak zobaczyły pokiereszowane plecy. Teraz już całe były zasmarkane, a łzy wielkie jak grochy spływały im po twarzach. Gdy wreszcie skończyły, stanęły przed nią i nałożyły wianek. Uśmiechnęła się do nich pocieszająco, przymykając złote oczy.
– Ciii… – szepnęła uspakajająco. – Wydostanę was stąd.

Liv stała z dumnie uniesioną głową, upominając się w myślach, by nie wydać nawet najmniejszego dźwięku. Teraz nie chodziło tylko o jej dumę i honor wojownika, ale o te dwie przerażone istoty stojące przed nią. Łowcy w ramach okrutnej zabawy, postanowili zmusić porwane dzieci do oglądania ich brutalnego show. Przywdziała na twarz maskę obojętności i beznamiętnie patrzyła na zgromadzony tłum. Wokół nich było może ze sto osób, jednak w tej grupie nie dostrzegła ani jednej kobiety. Obecni byli sami mężczyźni z oczami przepełnionymi żądzą krwawej jatki. Wreszcie zauważyła to, czego szukała już od wczoraj. Łowcy mieli podział na klany i od momentu jak tu trafiła, usiłowała się dowiedzieć, która z grup wpadła na tak genialny pomysł z żądaniami od Konohy. Teraz wiedziała. Miała do czynienia z Domem Nocy. Mogła się domyślić, bo zawsze byli wyjątkowo niestabilni i bardzo często działali poza prawem.
– Jak widzicie, dziś mamy drugi, finałowy dzień naszego małego rodzinnego widowiska. – Kat chodził dookoła uwięzionej dziewczyny przemawiając do tłumu.
Liv z niesmakiem przewróciła oczami gdy wśród oglądających wybuchła wrzawa i oklaski. I to ona jest tu uznawana za potwora, pomyślała z ironią.
– Jako, że wczoraj nasza główna atrakcja odpłynęła przed końcem zabawy, postanowiliśmy zadbać, by więcej się tak nie zdarzyło – poinformował publikę, przywołując gestem stojącego niedaleko staruszka. Gdy ten się zbliżył, odebrał od niego jakieś zawiniątko i podrzucił je parę razy. – Pomysł przyszedł mi do głowy dzięki naszemu wspaniałemu przywódcy. – Skłonił się w kierunku jakiegoś obrzydliwego grubasa. – Demonie, to prezent dla ciebie.
Liv ze zmrużonymi oczami śledziła poczynania prowadzącego. Spokojnym krokiem zaszedł ją od tyłu, a w jego oczach błyszczało widoczne wyraźnie podniecenie. Przez ramię obserwowała jak prawie łagodnym gestem odgarnia warkocz, przerzucając go tak, by wylądował u niej na piersi. Rozwiązał pakunek a następnie błyskawicznym ruchem przechylił go, wysypując całą zawartość na jej okaleczone plecy.
– Wiecie jak szczypie gdy odrobina soli dostanie się wam do rany? To ból, który teraz odczuwa ta dziewczyna jest po tysiąc razy gorszy.
Z satysfakcją patrzył, jak Senju zaciska powieki, dysząc ciężko. Ciało miała napięte jak struna a palce ściskały z całą siłą łańcuchy. Tak mocno, że aż zbielały jej kłykcie. Mimo usilnych starań nie mogła powstrzymać drżenia wywołanego katuszami jakie w tej chwili przeżywała.
 – No cóż, w takich warunkach będziesz bardziej skupiać na mnie uwagę, słoneczko. Ten specyfik działa drażniąco i pobudzająco na takie stworzenia jak ty, więc utrata przytomności ci nie grozi. Może wreszcie usłyszymy twoje krzyki.
– Idź do diabła – wysapała w odpowiedzi, szarpiąc się gwałtownie.
Na ta wymianę zdań ludzie zaczęli wiwatować, gorąco dopingując kata do uniesienia bata.
– Ach, zapomniałbym. Ten pył ma też inne ciekawe działanie. Do czasu usunięcia go z organizmu, nie przywdziejesz swojej zakłamanej powłoki.
– Zaczynaj, a nie pieprzysz mi tu głupoty – syknęła.
– Jak sobie życzysz. ­– Uśmiechnął się szeroko podnosząc w górę narzędzie tortur. – Pewnie to mało istotne, ale będzie teraz boleć kilkakrotnie bardziej – poinformował ją radośnie, zadając pierwszy cios.

Trójka zamaskowanych shinobi przeskakiwała z drzewa na drzewo, tak szybko, że przypominali czarne rozmazane plamy. Itachi jako dowódca biegł na przodzie, narzucając swoim podwładnym zabójcze tempo. Od kilkunastu godzin przeczesywali przydzielone tereny, nie trafiając na żaden trop. Kompani Uchihy wiedzieli, że ten jest wściekły. Chociaż nie mogli zobaczyć twarzy przywódcy, to nie dało się zignorować buchającej z niego czakry. Zerknęli na siebie w milczeniu, zastanawiając się kiedy jego nerwy zawiodą i ujrzą pełną wersję Susanoo. Wiedzieli, że sławne opanowanie Uchihy wisi na włosku, dyndając przy tym radośnie.
Chociaż robili co mogli, to wciąż, nic nie znaleźli. Nawet fakt, że do zespołu poszukiwawczego został wcielony członek klanu Inuzuka, nie pomógł. On i jego pies nie mogli wyczuć obecności ani Senju, ani Łowców. Zupełnie jakby zapadli się pod ziemię.
            Itachi zmrużył w irytacji oczy, gdy zdał sobie sprawę, że zostało im do sprawdzenia jeszcze drugie tyle miejsc. Był zły. Cholernie zły, że nie zareagował gwałtowniej w gabinecie Hokage. Żałował, że nie aktywował Susanoo. Owszem, zrujnowałby całe pomieszczenie a może i pół budynku, ale Danzo nie miałby szansy uciec. Powstrzymanie tego starego dziada byłoby warte reprymendy od Piątej. Zresztą, biorąc pod uwagę wybuch Tsunade, gdy uciekł zabierając Senju, to jakoś wątpił, że poniósłby jakiekolwiek konsekwencję swoich destrukcyjnych działań. Swoją drogą, gdyby ta wybuchowa dziewczyna bardziej uważała, to teraz by nie była Bóg wie gdzie, Bóg wie z kim, robiącym jej Bóg wie co. Znając jej cięty język to właśnie dostaje dwa razy takie baty, niż były w pierwotnym założeniu. Cholera! Im dłużej tam przebywa tym gorzej. Warknął cicho przyśpieszając.
            Liv, zmęczona bólem zawisła całym ciężarem na podtrzymujących ją łańcuchach. Nogi odmawiały jej posłuszeństwa, ale mimo to uniosła dumnie twarz, patrząc wyzywająco w oczy kata. Znowu mu nie wyszło. Tyle przygotowań i masa trików, które poszły na marne. Nie udało mu wyrwać żadnego kompromitującego jęku z jej ust. Mimo wyczerpania, uśmiechnęła się drwiąco, spojrzeniem dając do zrozumienia, że Łowca jest nikim. Przegrał z demonem. Jest zwykłym frajerem podbudowującym swoje kulejącego ego, posiadaniem bata. Satysfakcja, aż zapiekła ją w piersi na widok jego gniewu i dezorientacji. Tak leszczu, jestem z Senju, rodu, którego nie złamie takie zero jak ty, pomyślała przymykając oczy i upajając się zwycięstwem. Spod rzęs obserwowała jego porażkę.
            Kątem oka dostrzegła ruch i tuż za nim ujrzała nieśmiałe uśmiechy na twarzach dzieci. W ich oczach zamigotała nadzieja i wiara w lepsze jutro. A to wszystko za sprawą jednego demona, nie złamanego przez swoich oprawców. Okaleczonego, ale nie pokonanego. Posłała im pokrzepiające spojrzenie.
Kat patrzył przez chwilę swoją ofiarę, aż w końcu się uśmiechnął. Wyglądał jak kot, który właśnie pożarł tłustego kanarka. Senju, zauważając zmiany na jego twarzy, zmarszczyła gniewnie brwi. Miała złe przeczucia.
– Rozumiem – powiedział kat do siebie, drapiąc się po brodzie. – Zabraliśmy się  do tego od złej strony. – Jego oczy zabłyszczały szaleńczo. – Mój błąd, przyznaję, ale zaraz go naprawimy. – Przeniósł spojrzenie na dziewczynki.
– Czego jeszcze chcesz? – Liv poruszyła się niespokojnie w swoich więzach.
– Te dwie – wskazał swoje ofiary. – Przywiązać do jednego ze słupów demona.
– Co?! – krzyknęła, bezradnie próbując uwolnić ręce. – Ani się waż, potworze!
Łowca zacmokał w odpowiedzi gładząc swój bat, a cały otaczający ich tłum, zawył z uciechy na nową atrakcję.
­– Ty jesteś potworem, nie ja – stwierdził fakt, nie odrywając spojrzenia od świeżych gwiazd swojego spektaklu. – Sama zgotowałaś im ten los.
– PRZESTAŃ! – zawyła w chwili gdy pierwszy raz uderzył.
Zaczęła się szarpać w swoich okowach, krzycząc, błagając, złorzecząc, by zaprzestał swoich działań. Czuła jak gorące łzy bezradności spływają jej po policzkach, a pisk dzieci rozsadzał bębenki. Pogrążała się w rozpaczy i bezsilności, jak przez mgłę rejestrując głośne śmiechy i skandowanie oglądających. Wszystko docierało do niej jak przez mgłę. Dysząc ciężko zamknęła oczy. Czuła jak pod jej skórą gromadzi się gniew tak wielki, jakiego jeszcze nigdy nie czuła. Całe ciało płonęło rządzą krwi i chęcią zemsty. Pragnęła zabić.
Ostatni raz szarpnęła łańcuchami, wkładając w to wszystkie buzujące w niej emocje i uczucia. Wtedy to się stało, ogniwa więzów trzasnęły jak zapałki uwalniając ją z pułapki. Sapiąc głośno nawet nie zauważyła, że na placu zaległa niczym niezmącona cisza, a publika zamarła w bezruchu. Słychać było tylko oddech rozwścieczonego demona oraz cichy płacz porwanych dziewczynek. Liv, otwierając powieki, stanęła w lekkim rozkroku jakby szykując się do skoku.
­– Nadszedł czas zapłaty – warknęła donośnym głosem, zaraz prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała się złowrogo, ruszając z miejsca.

Itachi poniósł gwałtownie głowę wyczuwając znajomy wybuch czakry. Nie było szans by się pomylił. Tak charakterystyczną i silną aurę miała tylko jedna osoba w wiosce. Spojrzał nagląco na towarzyszy dając sygnał do biegu. Liv nie mogła być dalej niż kilka kilometrów od nich. Nagle Uchiha zmarszczył brwi, gdy coś sobie uświadomił. Moc, którą emanowała Senju była inna niż zapamiętał. Tę przepełniały same negatywne emocje. Zło w czystej postaci. Coś było stanowczo nie tak. Gnany złymi przeczuciami biegł tak szybko, jakby gonił go sam diabeł. Nie zwracał uwagi na mniejsze gałęzie, zwyczajnie łamiąc je i torując sobie trasę. Nie miał czasu na ich wymijanie. Zauważając prześwit miedzy drzewami przyśpieszył. Jeszcze tylko kilka metrów. Zdyszany wypadł na jakiś kamienny plac i zamarł w pół kroku. To co zobaczył, sprawiło, że aż wstrzymał oddech i powoli z niedowierzaniem ściągnął maskę.
Wszędzie dookoła widział krew i ciała. Morze trupów, wyścielało kamienną posadzkę przypominając ludzki dywan. Krajobraz wokół niego wyglądał jak z horroru. Szybki rekonesans wystarczył, aby wiedział, że wśród zabitych byli sami mężczyźni. Marszcząc brwi, podniósł wzrok na majaczące w oddali dwa wysokie i grube słupy. To obok nich dostrzegł dwie skulone postacie. Chciał już zrobić krok w ich stronę, gdy usłyszał głośny chrzęst, na co momentalnie odwrócił się w kierunku hałasu. Przełknął głośno ślinę gdy uświadomił sobie, że patrzy na Senju w jej demonicznej formie. Powoli podniosła się z kucek i wbiła w niego złote oczy, oceniając czy ma do czynienia z wrogiem czy przyjacielem. Nawet z tej odległości widział, że cała jest we krwi. Wyglądała jak prawdziwy demon, prosto z dna piekieł. Rozwiane białe włosy odsłaniające rogi, szatański uśmiech i te łańcuchy przy nadgarstkach. Idealny wizerunek bohaterki koszmarów. Wierzchem ręki otarła usta wciąż nie spuszczając z niego wzroku. Przez chwilę przyszło mu do głowy, że nie chciałby żeby uznała go za wroga.
– Uchiha – szepnęła z ulgą, tracąc władzę w nogach i padając na kolana. Ciężko oddychając, spod zmrużonych powiek dostrzegła jak Itachi nagle znika zaraz pojawiając się u jej boku.
– Senju, ładny bajzel.
– Dzieciaki… są z sąsiedniej wioski – wysapała z trudem i straciła przytomność. 
Brunet w ostatniej chwili zdążył podstawić ręce zanim uderzyła o ziemię. Pozycja w jakiej się znalazła, dała mu wyraźny obraz jej obrażeń. Zamarł w szoku dostrzegając poranione plecy. Poranione to bardzo duże niedopowiedzenie. Były krwawą miazgą, miejscami poprzecinaną aż do kości.
– Medyka! Szybko!

21 komentarzy:

  1. No, no, no... Powiem tak: nieźle Dita, nieźle! Mam tu na myśli oczywiście długość rozdziału jak i szybkość jego pojawienia się. Robi wrażenie taki speed :D. Czyżby kawa dała kopa a może w końcu prośby i apele czytelników przyniosły pożądany rezultat? Zresztą nieważne... Najważniejsze jest to, że jest! No to skoro już masz jako takie pojęcie o moim poczuciu szczęścia w związku z pojawieniem się rozdziału to teraz przejdę do skomentowania treści ;)
    Hmm... Powiem tak. Spodziewałam się tego, że Itachi nie zareaguje gwałtownie tylko podejdzie do sprawy "na spokojnie" czyli z opanowaniem i dystansem. Jedyne czego się nie spodziewałam to to, że tak uparcie zaprzecza jakoby coś do Senju czuł. No i to przyznam zwaliło mnie z nóg. Choć akurat tutaj nabieram nadziei, że tylko tak gada a tak naprawdę to odchodzi od zmysłów zastanawiając się co się z nią dzieje:
    "– Nie. Twierdzę, że z nas dwóch, ty, nie masz szans – odparł spokojnie."
    Na pewno Shisui nie ma żadnych szans! To niemożliwe, prawda? Czy może masz zamiar znów namieszać i walnąć nam, czytelnikom jakieś konkury dwóch Uchihów o kobietę? Bo jeśli tak to ja stanowczo mówię NIE! Chcę obiecaną satynę, kuźwa....! Z Itachim oczywiście, tak dla jasności. Napiszesz, prawda? Hę....?
    Kurczę no i mamy kolejną scenę z Liv w roli głównej. Sen. Cholera jasna przyznam, że jak czytałam to myślałam, że jakimś cudem się uwolniła a tu okazuję się, że to tylko sen w czasie utraty przytomności. No ale kilka informacji dzięki niemu zdobywamy. Już mam mętlik od zastanawiania się nad tym kluczem i jaskiną. Ale może to na później. Teraz skupmy się na Liv. Matko ileż ta kobieta musi u Ciebie wycierpieć. Rany boskie, opisy jaie nam tutaj zaserwowałaś dosłownie paraliżują na kilka sekund dając poczucie niesmaku i niekiedy nawet autentycznego strachu. Przynajmniej ja czytając o niewinnych dzieciach, patrzących na krzywdę Liv, aż gotowałam się ze złości. (Może to dlatego, że dałaś tym maluchom akurat tyle lat co dałaś – wiesz o czym myślę) No i katowanie ich! Jezu, myślałam, że wyjdę z siebie jak przeczytałam, że oprawca zdążył zadać kilka ciosów zanim Senju się uwolniła… Matko, zwariuję z Tobą, kobieto! Ciarki mi po plecach przechodziły mimo, że czytałam w ciągu dnia i w bezpiecznym domku. Wyobraźnia mi szalała choć nie wiem czy mam Cię za to chwalić. Bo to serio było straszne. Biedne dzieci… brrr.. Oby więcej nic złego im się nie przytrafiło!
    Uwolnienie Liv troszeczkę mnie zdziwilo a troszeczkę nie. Hm.. Jakos podejrzewałąm od początku, że to się stanie gdy wprowadziłaś wątek dzieci, jednak słowa dziewczyny faktycznie powalają:
    „– Nadszedł czas zapłaty za grzechy – warknęła donośnym głosem, prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała się złowrogo, ruszając z miejsca.”
    O Matko zgadzam się z nią w stu procentach. Choć jak wspomniałam wcześniej nie było to wielkie zaskoczenie, że się uwolniła.
    No i sceny z Itachim! Pościg a właściwie to poszukiwania Liv, bo biedna już jest torturowana, nie napawają optymizmem. Brak jakiegokolwiek śladu, nawet zapachu, który mógłby wykryć ktoś z klanu Inuzuka zasiewają ziarenko niepewności. Choć tutaj widać wyraźniejszy niepokój Itachiego, bo stres w związku z przeszukiwaniem kolejnych miejsc, które okazują się puste, wciąż narasta. Samokontrola pomału chce przejąć kontrolę jednak kulminacyjny moment to uwolnienie się Liv. Czysta krwawa jatka, masakra i brak hamulców. Wściekłość wzbierająca w jej ciele wybucha z niesamowitą siłą, co Itachi zaraz wyłapuje. Potem już szaleńczy pęd do miejsca pobytu Senju. Podobało mi się to chwilowe zwątpienie Uchihy, że nie chciałby by wzięła go za wroga. Ten moment fajnie pokazuje, że to też człowiek :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciąg dalszy bo mi blogger nie pozwolił w jednym komciu opublikować:
    Całość bardzo przyjemna, wyczerpująca, zadowalająca. Choć przyznam, że znów zamiast rozjaśnić sytuację w kilku miejscach ją skomplikowałaś ale to już Twój styl i wiem, że nawet marudzeniem i bręczeniem nic tu nie zdziałam. Ale w razie czego zawsze można próbować ;) Uwielbiasz tajemnice więc serwujesz je nam w każdej części budując napięcie, zaskakując niekiedy irytując ale jednak zawsze budzisz emocje potrzebne w trakcie czytania. No i to się chwali :P. Oby więcej takich pomysłów, rozwiązań, ciekawych zwrotów akcji i nieprzewidzianych zdarzeń. Potrafisz naprawdę wiele bo np. wkurzyć, zaskoczyć, rozbawić, zdenerwować i zasmucić. Niewielu autorów przywiązuje do tego wagę ale Ty jestes idealnym przykładem żeby się tego od Ciebie uczyć. Świetnie ci to wychodzi, serio! Dobra juz nie słodzę, bo jeszcze cukrzycy dostaniesz i będę miała wyrzuty sumienia, że to moja wina haha! :D:D
    Życzę mnóstwa Weny, czasu i chęci na pisanie!
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko bo zima wciąż trzyma :*
    P.S Wyłącz tą autoryzację bo mnie szlag jasny trafia jak muszę te cholerne cyferki wpisywać! Wyłącz plissssss...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie długie komcie to coś co autorzy lubią najbardziej:). Nie pijam kawy więc to nie ona działa na mnie pobudzająco. Wniosek możecie wysnuć Sami :D. Co do adoratorów Liv, cóż... :) Boru, Tayla. czytając Twój komentarz czerwieniłam się jak piwonia. tylu pochlebstw to w życiu nie czytałam. Cholera, muszę otworzyć okno bo zemdleje z wrażenia. Nawet nie wiesz jak mnie cieszy, że tyle emocji u Ciebie wywołuję. Radują mnie zarówno te pozytywne jak i negatywne, bo wtedy wiem, że nie przeszłaś koło tekstu obojętnie. Cukrzyca od komplementów nie jest zła XD. Dziękuję za komcia :*

      Usuń
  3. Oj, Dita, jesteś zbyt brutalna dla Liv xD. No wiesz, tak się znęcać :P.
    To Shisui żyje O_o?! Takie było moje wrażenie po przeczytaniu pierwszego akapitu XD. Och Łasic <3. Jak uroczo to brzmi :D. Te ich wspólne przekomarzania świetnie się czytało, szczególnie, że kilkanaście kilometrów dalej biedna Liv znosiła męczarnie xD. No, ale Itaś zawsze beztrosko podchodzi do życia ..
    Potem jak przeszłam do snu, to na początku trochę nie ogarniałam, co się dzieje. Dlaczego nie jest na tym placu itp. Ale jak doszłam do momentu, gdzie pojawił się Hashi i Madzia, to wreszcie inteligentna willow się z czaiła, że Liv odpłynęła xD. Klucz? Ciekawe, co z tym wątkiem dalej zrobisz. Mam nadzieję, że już w następnych notkach to rozwiążesz, bo mnie ciekawość wprost zżera.
    Ale z tych łowców dupki. Uważają Liv za potwora, a sami nie zachowują się lepiej. Aż mi nawet taki pewien cytat się nasunął, gdy czytałam, jak znęcają się nad nią na oczach dzieci: "Kto walczy z potworami, powinien się strzec, aby walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie.". Potem, kiedy ten kat podniósł bicz na te 4-letnie dziewczynki, to aż widziałam jak Liv się uwalnia z wściekłości. No i nie kazałaś mi długo czekać.
    Ten fragment jest boski:
    „– Nadszedł czas zapłaty za grzechy – warknęła donośnym głosem, prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała się złowrogo, ruszając z miejsca.”
    Coś Itaś się trochę spóźnił. No, ale dobrze, że w ogóle zjawił się na tamtym placu i pokazał, że mu zależy.
    "Przez chwilę przyszło mu do głowy, że nie chciałby żeby wzięła go za wroga. "
    Heh, ciekawe czemu :D. Czyżby strach go obleciał, jak zobaczył ją w pełnej formie? ^^
    Aua, Liv ... Dita, coś ty najlepszego zrobiłaś z jej plecami?! Zdołają to naprawić, prawda?! No ja myślę XD.
    A tak na serio, to napisałaś wspaniały rozdział. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc go ^^. Razem z kilkoma innymi autorkami jesteś zdecydowanie w czołówce moich ulubionych blogerek <3.
    Ach, masz talent ;). Naucz mnie pisać takie wspaniałe opisy krajobrazu xD. Jak sama się do tego zabieram, to męczę się z nimi przez strasznie dużo czasu, a i tak nie wychodzą takie, jakie powinny -.-.
    Weny!
    Pozdrawiam, willownight :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie spodobał mi się Twój cytat, aż go sobie zanotowałam. Kochana, ja nie umiem pisać opisów krajobrazów i jak mam to robić to jest to dla mnie droga przez mękę. Dlatego też staram się ograniczać ich ilość do minimum. No nie umiem i już... Za to uwielbiam dialogi, to taki mój konik :D. Dzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  4. Kobieto ja przez ciebie kiedyś się zapowietrzę od śmiechu, dzisiaj udało mi się przeżyć pomijając fakt, że prawie nie rozwaliłam tableta turlając się ze śmiechu po łóżku i walnęłam się w kolano oraz obudziłam mojego biednego kota który się na mnie patrzył jak na wariatkę, czyli po pierwsze mój kot miał rację bo kiedy czytam twoje opowiadanie nigdy nie zachowuję się normalnie i po drugie świetny rozdział :D.
    A teraz przechodząc do mniej składnego komentarza który pewnie będzie w kolejności z dupy ale cóż to je ja :P
    Widzisz Itachi trzeba było się postawić, Ditcie, Dita'cie niech będzie Autorce oraz samodzielnie pomyśleć i zrobić ten rozpierdziel w gabinecie Tsunade ale nie oczywiście idealny Uchiha zawsze się wszystkich słucha :P i co wyszło ci to na dobre, jasne że nie bo musisz za Seniu latać po jakichś dziurach. :P
    Ty dupku < znowu kilkanaście linijek bluzgów > od Łowców jak tak możesz dzieci bić i ogólnie coś im robić, takie niewinne dziewczynki najważniejsze że to są dziewczynki a jak powszechnie jest wiadome dziewczyny/kobiety nawet kwiatkiem nie można tknąć ( tylko doniczką ). Poza tym aż mnie korci żeby tobie tak z bata przywalić no aż do zakończenia sama miałam taką nieodpartą chęć zdzielenia cię batem, ale cóż Liv mnie uprzedziła, a znając moją wyobraźnię to pewnie zgotowałabym ci ładne tortury buahahaha...
    Teraz coś od czego chyba powinnam zacząć ale cóż pojawia się dopiero teraz.
    Shisui, weź ty bardziej się postaraj i Łasice ( Jam łasica :D ) bardziej podrażnij bo inaczej nie będzie zazdrosny :D. Chodź w sumie wątpię aby Liv uległa urokom drugiego Uchihy. Za to stwierdzenie Itasia :" Senju jest poza twoim zasięgiem" rozwalił mi system :D ( dobrze że nikogo poza mną nie było w domu bo inaczej rodzice byli by ciekawi przyczyny mojego nagłego napadu głupawki )
    ITAŚ !!! jestem na ciebie zła jak ty się tak możesz do swoich uczuć wobec Liv nie przyznawać ! I jeszcze twierdzisz, że ten kiss na festynie PAR nic nie znaczył, aha tylko mi się tu nagle z wrogiem nie brataj bo naślę na ciebie tą złą Liv.
    Tak co do snu LIv to na początku moje stwierdzenie WTF ( nie WTC, którym mnie wszyscy prześladują ostatnio ), a reakcja to było fuck chyba jakiś rozdział pominęłam bo nie czaję o co biega O.o co było by raczej niemożliwością :D.
    Hahaha... :D wisiorek :) nareszcie, ale dalej nie odzyskałam moich bransoletek... Itaś!
    Nie przeczytałam całego komentarza Tayli ( za dużo tekstu :P ) ale zgadzam się z tym, że lubisz bardzo komplikować i kręcić losy bohaterów, co bardzo mi się podoba :D piszesz świetnie, istnieje na prawdę niewiele blogów/książek/i tego typu rzeczorów które czyta się tak przyjemnie i wywołują u mnie jako u czytelnika takie emocje :) Tak posłodziłam ci :D ale cóż należy ci się.
    To chyba wszystko ode mnie, a no tak długość... ja się jej nigdy nie czepiam bo wiem, że każdy i tak pisze tak jak chce a takiego typu rozdziały są akurat w sam raz :)
    No teraz chyba wszystko więc pozdrawiam, czekam na następny rozdział i życzę DUUUŻO weny.
    Ps. Miałam takie dziwne wrażenie, że ty chcesz nam wykręcić jakiś numer kiedy Shisui się pojawił, no wiesz że to on znajdzie Liv pierwszy.
    Pps. GRATULACJĘ + 10 000 wyświetleń :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehehehe no cóż, Itachi ma takiego super przyjaciela, że nie mogłam go nie wykorzystać w tym opowiadaniu. Musi być ktoś kto będzie chłopaka ciśnieniował :D. No widzę, że emocje są duże, skoro takie spustoszenie robisz w pokoju po notce XD. Komentarze Twoje są boskie, takie żywe i energetyczne :). Co do wyświetleń... aż sama jestem zdziwiona, że Liv i Itachi mają takie branie :). Buziaki :*

      Usuń
  5. Super, że pojawiła się nowa notka
    Super, że występuje Shisui.
    Ale czemu odniosłam wrażenie, że Łasic na białym kruku ma Liv gdzieś? Dobra, niby jej szukał i chciał jak najszybciej znaleźć, ale to samo czuł pewnie każdy członek ANBU wysłany na tą misję. On w końcu czuje coś do Senju czy nie? Dlaczego nie przyznał się kuzynowi, który jest jego najlepszym przyjacielem, że coś do niej czuje? W zasadzie to czuje w końcu czy nie? A jeśli nie to czemu mu przeszkadza, żeby jego kuzyn się z nią umawiał? Wcześniej jakoś mu nie przeszkadzała waśń między ich klanami, a teraz co? No i chyba zakopali topór wojenny, nie? I co miała znaczyć ta gadka Shusui 'ego, że dziecko Uchihy i demona Senju byłoby powalające? To on się nią zainteresował, bo miejąc z nią dzieci, miałby gwarancję genialnych shinobi, którym generalnie nikt nie mógłby dorównać? A to niby teraz tak nie jest? Itachi zdecydowanie powinien zdradzić się ze swoimi uczuciami najlepiej z Liv. Albo któreś z nich zmusić tą druga stronę, aby to zrobiła. Biedna Liv. Szkoda mi też tych dziewczynek. Liv jest doświadczonym shinobi i nie jedno widziała, a one są tylko dziećmi i szkoda, że ktoś zbrukał ich niewinność. Dobrze, że sama się uwolniła. Tak w ogóle to Itaś powinien przesiadywać w szpitalu i doglądać jak się czuje. Potajemnie albo jawnie. I fajna byłaby kulturalna rywalizacja między Shisuim i Itachim. Liv przynajmniej miałaby wybór, ale wydaje mi się, że ona już wybrała. Świadomie czy nie. I co to znaczy, że Itachi chciał jej pomóc, ale nie zdążył? To on nie wiem co jest wybrukowane dobrymi chęciami? Jest geniuszem, do diabła! Powinien zareagować szybciej niż normalny shinobi, wliczając do tej kategorii Ślimaczą Księżniczkę. Poza tym Danzo nie ma Sharinganów, co daje Zmarszczkowemu przewagę. Czemu, kurczę, z niej nie skorzystał? Ciekawe, swoją drogą, czy powiedzą co przytrafiło się Demoniastej jej drużynie i reszcie wioski?
    Rozdział podobał mi się, ale chcę jak najszybciej nową notkę.
    Pozdrawiam i życzę weny
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wybacz, że się wtrącam, ale pomyślałam, że warto to napisać. Przecież Itachi nie może powiedzieć, że Liv mu się podoba. Jest zimnym, profesjonalnym shinobi, takie pogaduchy i zwierzanie się to nie jest w jego stylu, naprawdę. Popsułoby to cała postać i np. ja pomyślalabym, ze coś jest nie tak. Strasznie żałowałabym, gdyby Itachi się przyznał Shisui'emu, co jest między nim a Liv. Tutaj Dita rozegrała to wręcz świetnie, bo Itachi dał do zrozumienia, by kuzyn trzymał się z daleka od Senju. Shisui też się celowo droczył z Itachim, bo doskonale wie, jaki jest jego przyjaciel- zawsze skryty za maską profesjonalizmu. Geniuszu klanu Uchiha. Wszystko zostało napisane doskonale. Trzeba się tylko wczytać ;)).

      Usuń
    2. Moon dokładnie wszystko wytłumaczyła. Ja bym tego lepiej nie ujęła :). Itachi nie obnaża się ze swoimi uczuciami, to by miażdżyło jego wizerunek klanowego Uchihy.

      Usuń
  6. ZA KRÓTKIE!!!! I NIE UDUSISZ MNIE BO NIE WIESZ GDZIE MIESZKAM! MWHAHAHAHA! no a teraz poważniej :D jaram sie maxxx! końcówke czytałam z 10 razy! właśnie takie zakońćzenie sobie wyobrażałąm! dokładnie takie! spełniłaś moje oczekiwania w 1000000%! Liv pokazała że jest prawdziwym koksem ale jednocześnie bardzo ucierpiała! Uchicha bedzie miał kim sie opiekować w najbliższym czasie <3 odcinek po prostu DOSKONAŁY i CUDOWNY!!! a teraz te złe wieści... sa takie że zbyt długo na niego czekałam!!! jak na następny bede musiała czekac tak długo to chyba sie zabije i wtedy bedziesz miała mnie na sumieniuu :( bardzo chce zobaczyć jak teraz Uchicha bedzie podziwiał Liv i bedzie musiał sie nią opiekować <3 trafiłaś prosto w mój gust! uważam ten rozdział za jeden z najlepszych jaki czytałam! dlatego życzę dużo weny i dziką wuhte czasu żeby kolejny odcinek byl szybko i byl tak idealny jak ten <3
    ~Marysia
    PS: z każdym rozdziałem kocham ten blog coraz bardziej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tu szantażem brać? No nieeee... Ja Ci dam się zabijać, a kto będzie mi pisał komcie? Hę? Chcesz mnie tak zostawić? Nie możesz XD. Cieszę się, że spełniłam Twoje oczekiwania. Teraz mam kłopota bo jak czytam Wasze komentarze to widzę bardzo duże oczekiwania co do następnego XD. Mam nadzieję, że podołam :).

      Usuń
  7. Czytało się tak szybko, że naprawdę wydaje się zbyt mało... Musisz mi wybaczyć, bo Itachiego nigdy dość ;D
    Podobała mi sie bardzo rywalizacja Itachiego i Suitsuiego... Ahh te ich słowne potyczki <3. Złość Itachiego też była fajnie zaprezentowana. Końcówka jednak byłą cudowna, gdy Uchiha sie przejął... Proszę, nie każ nam czekać na ciąg dalszy.
    Ciekawi mnie wszystko, czy Liv pozna tego kulturalnego Uchihe, jak będzie przebiegać jej leczenie i przede wszystkim, czy W KOŃCU się pocałują tak jak należy ;))
    pozdrawiam cie bardzo gorąco i proszę, nie każ nam czekać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nieee... Druga która mi tu mówi, że mało... Dać palec to chcą całą rękę XD. Staram się pisać Kochana, ale kurde ten rozdział wzbudził taki zachwyt, że nie chcę wrzucać jakiegoś badziewia. Szlifuje się :). No i chcę trochę namieszać :). Nic nie działo się bez powodu i trzeba teraz to rozwijać :D. Pewnie mnie zabijeta XD

      Usuń
  8. Kiedy będzie ciąg dalszy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieje ze wstawisz następny odcinek dziś bo już mi sie smutno robi bez Ciebie :(
    ~Marysia

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy ? Kiedy ? Kiedy ? Jak już tak codziennie pojawia się pytanie to po co to przerywać ;P Więc wracając do głównego tematu kiedy next ? :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, kiedy pojawi się notka?

    OdpowiedzUsuń
  12. Wstyd się przyznać, ale notka nadal w przygotowaniach. Wybaczcie, piszę rozdział, ale cosik mi nie idzie. Za to zamierzam wrzucić miniaturkę na walentynki (taaa... wiem, że już po, ale kurde nigdy nie umiem się wyrobić na czas...). Na usprawiedliwienie mam to, że w moich bohaterach nie ma za grosz romantyzmu i muszę się nieźle nagimnastykować by coś z tego było XD. Wybaczcie :*. Postaram się wrzucić notkę jak najszybciej.
    P.S. To miłe, że tak się niecierpliwicie i czekacie na notki :3. Kocham Was :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Młoda damo czas chyba usiąść i napisać następny rozdział! Fani się niecierpliwią! tym bardziej że po ostatnich wydarzeniach Itachi będzie musiał sie zaopiekować Liv a jego wrażliwa, opiekuńcza strona nalezy do jednej z moich ulubionych! <3
    ~Marysia

    OdpowiedzUsuń