Hej! Nie musicie
już marudzić, oto nowy rozdział. Matko Boska, to ma prawie trzy tysiące słów. Jak
ktoś jęknie, że krótkie to uduszę XD. Sześć kartek w Wordzie to mój limit. Mam
nadzieję, że to docenicie i uradujecie moje oczy długimi komentarzami :D.
Pozdrawiam i miłego czytania Marudy c:
Betowała Tayla
:*.
Itachi z
kamienną twarzą poprawiał mundur ANBU. Nie miał go na sobie od paru lat i nigdy
by nie przypuszczał, że znów będzie zmuszony go założyć. Gdyby nie ta cholerna
technika tego starego capa, to teraz siedziałby spokojnie w domu, zamiast
szykować się na odbicie Senju. Kto mógł przypuszczać, że Danzo zastawi podwójną
pułapkę? Rozbicie bariery przyzwało demonicznego Chowańca, dając mu
możliwość ewakuacji. Spojrzał w zamyśleniu na trzymaną w ręku maskę. Westchnął
cicho i odłożył ją na stojący przed nim stół. Cały blat był zawalony mapami i
innymi papierami. Jego oczy z uwagą śledziły rozmieszczenie czerwonych kropek
na oznaczonym terytorium. Takimi punktami zakreślili miejsca w których mogłabyć
przetrzymywana Senju. Nie wiedzieli gdzie dokładnie mają szukać, bo ten
szczwany lis Shimura, gdzieś przepadł. Znaleźli jedynie notatki tego
szarlatana. Czując mocne klepnięcie, obejrzał się przez ramię. Tuż za nim stał
Shisui Uchiha, który również został przydzielony do poszukiwań. Teraz stał
uśmiechnięty i szczerzył się szeroko do swojego najlepszego przyjaciela.
– Dobrze cię widzieć, Itachi. – Poklepał
go po plecach, przechodząc obok i nachylając się nad stołem. – Jak za starych,
dobrych czasów.
– Wtedy nie musieliśmy ratować nikogo od
Senju – burknął w odpowiedzi, zaplatając ręce na piersi.
Shisui słysząc ton przyjaciela
uśmiechnął się pod nosem.
– A ja myślałem, że może się wreszcie
dogadaliście – roześmiał się głośno, mrużąc zabawnie oczy. – Wspólne misje nic
nie dały?
– Jakoś nie zmieniły faktu, że jest z
tego a nie innego klanu.
– A ty dalej swoje, kuzynie. – Pokręcił
z niedowierzaniem głową, zaraz jednak uśmiechnął się chytrze. – Zabawne, że na
festynie nie przeszkadzało ci jej nazwisko.
– To nic nie znaczyło – stwierdził
Itachi beznamiętnie. Przez dłuższą chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu
Shisui skapitulował.
– Skoro tak mówisz – zgodził się dla
świętego spokoju. – Myślisz, że kogoś ma?
– Co? Ale, że kto? Senju? – Itchi
gwałtownie drgnął słysząc tak szokujące pytanie. – Nie wiem, a co cię to
obchodzi? – Spojrzał podejrzliwie na mężczyznę.
– No cóż… Ja nie mam żadnych problemów,
że jest od Senju, więc może…
– Mało, że jest od nich to jeszcze jest
demonem. Wiesz, tak tylko ci przypominam, jakbyś zapomniał – warknął z
poirytowaniem w jego stronę.
–
Wymieniasz same plusy, kolego – prychnął rozbawiony. – Potomek naszych
połączonych rodów, a do tego z domieszką krwi demona. Sam musisz przyznać, że
byłby to shinobi idealny.
– Fascynujące. Urzekła mnie twoja
historia, ale jak się nie pośpieszymy to nie będziesz miał nawet o czym marzyć
– rzucił z jadem w głosie.
– No już, już. Łasic, jesteśmy jak
rodzeni bracia. – Podszedł do mężczyzny i objął go ramieniem, uśmiechając się
szeroko. – Nie będziemy się dochodzić o kobietę. – Puścił mu oko, poklepując po policzku.
– Ano, nie będziemy, bo Senju jest poza
twoim zasięgiem. – Strącił jego ramię i sięgnął po maskę.
– Proponujesz mi zakład?
– Nie. Twierdzę, że z nas dwóch, ty, nie
masz szans – odparł spokojnie.
– A ja twierdzę, że najwyższa pora by
dla odmiany poznała miłego i kulturalnego Uchihę – stwierdził wesoło. – Moja
drużyna przeczesuje południe, ty północ.
– Niech będzie. – Itachi zniknął w
kłębach dymu.
Liv sapnęła
cicho rozpoznając ciemny korytarz, złorzecząc pod nosem ruszyła przed siebie.
Jak zwykle uderzył ją odór nafty i siarki, sprawiając, że przyśpieszyła kroku.
Przesunęła palcami po chropowatej powierzchni ściany, kierując się w stronę
wielkich dębowych wrót. Wzdychając ciężko nacisnęła klamkę i wkroczyła do
środka. Jak zwykle oślepił ją blask światła, na co zareagowała wiązanką
wyszukanych przekleństw. Zawarczała cicho wyrzucając sobie głupotę. Nigdy nie
nauczy się otwierać tych głupich drzwi stopniowo, by nie kończyć ślepa na parę
minut. Mrugała intensywnie, starając się pozbyć irytujących mroczków. Gdy to
nastąpiło, wreszcie ich zobaczyła. Na dużym drewnianym, wyścielanym futrami
fotelu siedział pierwszy Hokage. Podpierając na ręce brodę, patrzył spod rzęs
na mężczyznę po swoim prawym boku. Delikatny uśmiech błąkał się po ustach
Hashiramy, a jego ciemne oczy nie spuszczały spojrzenia z twarzy towarzysza. Tą
drugą osobą był Madara. Liv ostrożnie zbliżyła się do obu protoplastów Konohy i
zerknęła na długie blade palce użytkownika Sharningana. Trzymał je mocno
zaciśnięte na jakimś przedmiocie, marszcząc brwi w gniewnym grymasie.
– Co to ma być, Hashiramo?
– To co widzisz. – Czarne oczy
zabłyszczały radośnie, a usta poszerzyły uśmiech. Pogładził zdobienia na
podłokietnikach, nie zwracając uwagi, że jego rozmówca wbija w niego mordercze
spojrzenie.
– Po co? – Madara oparł się o zagłówek
fotela i pochylił się nad uniesioną twarzą rywala.
– Przyjaciel przyjacielowi nie może nic
dać? – Ciemne brwi uniosły się pytająco. – Chcę żebyś pamiętał, kim dla mnie
jesteś i zawsze będziesz.
– Naprawdę na ostatnim sparingu musiałem
ci za mocno przyłożyć – westchnął głośno, odgarniając na bok niepokorną
grzywkę. – Chociaż nie, ty przecież zawsze byłeś głupcem.
– Madara! Ja tu do ciebie z sercem na
tacy a ty mnie tak traktujesz?! – warknął ostrzegawczo podrywając się z
siedziska.
Uśmiechnęła się lekko, widząc
temperament przodka. Zawsze uważała go za zdyscyplinowanego i ułożonego
shinobi, a tu okazuję się całkiem inny. Impulsywny, porywczy, a jednocześnie
bardzo charyzmatyczny. Przynajmniej wiedziała na kogo miała zwalać winę za
swoje nie najlepsze cechy. Tak, zawsze może powiedzieć, że przecież nikt jej
nie pytał o zgodę, gdy rozdawali geny. Pogratulowała sobie przebiegłości i
czekała na dalszy rozwój sytuacji.
– Ostatni raz pytam: co to jest? – niski
głos Madary odbił się echem po pomieszczeniu. – Widzę, że coś kręcisz i jeśli
zaraz nie odpowiesz to wyduszę to z ciebie siłą.
– Klucz do naszych wspomnień.
– Jaki znowu klucz? Mówże jaśniej, bo
powoli tracę cierpliwość.
Cała się spięła w oczekiwaniu. Nigdy nie
zaszła tak daleko i nie zamierzała uronić nawet najmniejszego słowa z ich
rozmowy.
– Pamiętasz czas gdy byliśmy dziećmi?
Dużo czasu spędzaliśmy przy jednej jaskini, a to klucz, by do niej wejść.
Zaintrygowana patrzyła na obu mężczyzn.
O czym oni mówili? Jaka jaskinia? Kluczem jest to złote coś w ręku Madary? Masa
pytań przemykała jej przez głowę. Zmarszczyła brwi gdy wreszcie mogła
dokładniej zobaczyć przedmiot w ręce Uchihy. Wyglądał jak owalny wisior. Jak
taka błyskotka miała być kluczem? Nagle, aż sapnęła zaskoczona rozpoznając ten
kształt. Przecież już go kiedyś widziała.
Z dziwnego snu
wyrwał ją kubeł lodowatej wody chluśniętej prosto w twarz. Prychając i sycząc
spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę. Zmrużyła gniewnie oczy rozpoznając
swojego kata. To on wczoraj trzymał bat.
– Pobudka, księżniczko – zaświegotał
wesoło, uśmiechając się drapieżnie.
Liv zamrugała gwałtownie, próbując
wyostrzyć wzrok. Nadal była na rytualnym placu z tą różnicą, że teraz był
ranek a tłum gapiów zniknął. Widziała rozstawione wokół niej na długich
uchwytach pochodnie powbijane w ziemię. Chociaż nie. Zauważyła, że umieszczone
były w specjalnych otworach. Cholerni Łowcy byli przygotowani na zabawy ze
swoją zwierzyną.
– Jak spałaś? – zapytał uprzejmie,
jednocześnie przejeżdżając palcami po jej poranionych plecach. Senju z trudem
opanowała syk, świdrując wzrokiem swojego oprawcę. – Wiesz, wczoraj nas trochę
rozczarowałaś. – Pokręcił ze smutkiem głową , odpinając od pasa bat.
Dziewczyna kątem oka zarejestrowała, że
na jego trzonku jest symbol zabójców. Teraz wiedziała dlaczego rany nie chcą
się goić. Używali specjalnej broni, opieczętowanej starożytnymi runami. Miała
na celu wyciśnięcie życia z pojmanego demona. Gorzej trafić nie mogła.
Przeklęty Danzo.
– Strasznie mi z tego powodu nie jest
przykro – prychnęła przez zęby, gdy uderzył ją rękojeścią w łopatkę. Na moment
znów ją zamroczyło, ale szybko odzyskała fason nie chcąc dać mu satysfakcji.
– Będąc na twoim miejscu nie rzucałbym
się tak – pouczył ją z uśmiechem obchodząc dookoła. – Widziałem zaskoczenie na
twojej twarzy, że jesteśmy tylko we dwoje. Romantycznie co? – zaśmiał się
ochryple. – Nie martw się, piętnaście minut i znów będziesz gwiazdą estrady.
– Od razu mi ulżyło – syknęła w
odpowiedzi, racząc go morderczym spojrzeniem.
– Pomyślałem, że jako kobieta lubisz
dobrze wyglądać i mam dla ciebie niespodziankę. – Pstryknął palcami i tuż obok
niego pojawiły się dwie małe postacie. Widząc je, aż wciągnęła ze świstem
powietrze. Stały przed nią dziewczynki w wieku maksymalnie czterech lat. Obie
patrzyły na Liv wielkimi wystraszonymi oczami, trzęsąc się z przerażenia. Jedna
z nich trzymała gruby wianek z kwiatów.
–
To są moje pomocnice z pobliskiej wioski – wyjaśnił, a dzieci na jego słowa
zapłakały gorzko, wtulając się jedna w drugą. – Ponieważ nikt z nas nie miał
ochoty dotykać demona, musieliśmy je sobie pożyczyć od ich rodziców.
Senju dopiero teraz zauważyła duże
siniaki i nacięcia na ich nagich nogach i rękach. Rozcięte łuki brwiowe i
wargi, nosiły ślady zaschniętej krwi. Widząc to warknęła gardłowo, szarpiąc się
usilnie. Nie dość, że torturowali ją, to jeszcze dzieci? Gniew aż zasyczał w
jej żyłach.
– Bądźcie przeklęci! – wykrzyczała
obnażając kły i dysząc ciężko. Choćby miała to być ostatnia rzecz w jej życiu,
zrówna ich wszystkich z ziemią. – Gdy się uwolnię…
– Tak, tak. – Machnął lekceważąco ręką,
przenosząc spojrzenie na dziewczynki. – Zaplećcie warkocz czy co tam umiecie,
a na głowę wianek – rozkazał, odwracając się plecami. – Ma być na galowo w
finale naszej zabawy – roześmiał się zimno.
Liv ze smutkiem patrzyła na przerażone
twarze dzieci. Czuła jak trzęsły im się ręce gdy dotykały jej skóry,
odgarniając włosy. Przymknęła oczy kiedy z ich gardeł wydostał się zduszony
pisk jak zobaczyły pokiereszowane plecy. Teraz już całe były zasmarkane, a łzy wielkie jak
grochy spływały im po twarzach. Gdy wreszcie skończyły, stanęły przed nią i
nałożyły wianek. Uśmiechnęła się do nich pocieszająco, przymykając złote oczy.
– Ciii… – szepnęła uspakajająco. –
Wydostanę was stąd.
Liv stała z
dumnie uniesioną głową, upominając się w myślach,
by nie wydać nawet najmniejszego dźwięku. Teraz nie chodziło tylko o jej dumę i
honor wojownika, ale o te dwie przerażone istoty stojące przed nią. Łowcy w
ramach okrutnej zabawy, postanowili zmusić porwane dzieci do oglądania ich brutalnego show. Przywdziała na twarz maskę obojętności i beznamiętnie patrzyła
na zgromadzony tłum. Wokół nich było może ze sto osób, jednak w tej grupie nie
dostrzegła ani jednej kobiety. Obecni byli sami mężczyźni z oczami
przepełnionymi żądzą krwawej jatki. Wreszcie zauważyła to, czego szukała już od wczoraj. Łowcy mieli podział na
klany i od momentu jak tu trafiła, usiłowała się dowiedzieć, która z grup
wpadła na tak genialny pomysł z żądaniami od Konohy. Teraz wiedziała. Miała do
czynienia z Domem Nocy. Mogła się domyślić, bo zawsze byli wyjątkowo niestabilni i bardzo
często działali poza prawem.
– Jak widzicie, dziś mamy drugi,
finałowy dzień naszego małego rodzinnego widowiska. – Kat chodził dookoła
uwięzionej dziewczyny przemawiając do tłumu.
Liv z niesmakiem przewróciła oczami gdy
wśród oglądających wybuchła wrzawa i oklaski. I to ona jest tu uznawana za
potwora, pomyślała z ironią.
– Jako, że wczoraj nasza główna atrakcja
odpłynęła przed końcem zabawy, postanowiliśmy zadbać,
by więcej się tak nie zdarzyło – poinformował publikę, przywołując gestem
stojącego niedaleko staruszka. Gdy ten się zbliżył, odebrał od niego jakieś
zawiniątko i podrzucił je parę razy. – Pomysł przyszedł mi do głowy dzięki
naszemu wspaniałemu przywódcy. – Skłonił się w kierunku jakiegoś obrzydliwego
grubasa. – Demonie, to prezent dla ciebie.
Liv ze zmrużonymi oczami śledziła
poczynania prowadzącego. Spokojnym krokiem zaszedł ją od tyłu, a w jego oczach
błyszczało widoczne wyraźnie podniecenie. Przez ramię obserwowała jak prawie
łagodnym gestem odgarnia warkocz, przerzucając go tak, by wylądował u niej na
piersi. Rozwiązał pakunek a następnie błyskawicznym ruchem przechylił go, wysypując całą zawartość na jej okaleczone plecy.
– Wiecie jak szczypie gdy odrobina soli
dostanie się wam do rany? To ból, który teraz odczuwa ta dziewczyna jest po
tysiąc razy gorszy.
Z satysfakcją patrzył, jak Senju zaciska
powieki, dysząc ciężko. Ciało miała napięte jak struna a palce ściskały z całą
siłą łańcuchy. Tak mocno, że aż zbielały jej kłykcie. Mimo usilnych starań nie
mogła powstrzymać drżenia wywołanego katuszami jakie w tej chwili przeżywała.
–
No cóż, w takich warunkach będziesz bardziej skupiać na mnie uwagę, słoneczko.
Ten specyfik działa drażniąco i pobudzająco na takie stworzenia jak ty, więc
utrata przytomności ci nie grozi. Może wreszcie usłyszymy twoje krzyki.
– Idź do diabła – wysapała w odpowiedzi,
szarpiąc się gwałtownie.
Na ta wymianę zdań ludzie zaczęli
wiwatować, gorąco dopingując kata do uniesienia bata.
– Ach, zapomniałbym. Ten pył ma też inne
ciekawe działanie. Do czasu usunięcia go z organizmu, nie przywdziejesz swojej
zakłamanej powłoki.
– Zaczynaj, a nie pieprzysz mi tu głupoty –
syknęła.
– Jak sobie życzysz. – Uśmiechnął się
szeroko podnosząc w górę narzędzie tortur. – Pewnie to mało istotne, ale będzie
teraz boleć kilkakrotnie bardziej – poinformował ją radośnie, zadając pierwszy
cios.
Trójka
zamaskowanych shinobi przeskakiwała z drzewa na drzewo, tak szybko, że
przypominali czarne rozmazane plamy. Itachi jako dowódca biegł na przodzie,
narzucając swoim podwładnym zabójcze tempo. Od kilkunastu godzin przeczesywali
przydzielone tereny, nie trafiając na żaden
trop. Kompani Uchihy wiedzieli, że ten jest wściekły. Chociaż nie mogli
zobaczyć twarzy przywódcy, to nie dało się zignorować buchającej z niego
czakry. Zerknęli na siebie w milczeniu, zastanawiając się kiedy jego nerwy
zawiodą i ujrzą pełną wersję Susanoo. Wiedzieli, że sławne opanowanie Uchihy
wisi na włosku, dyndając przy tym radośnie.
Chociaż robili co mogli, to wciąż, nic nie
znaleźli. Nawet fakt, że do zespołu poszukiwawczego został wcielony członek
klanu Inuzuka, nie pomógł. On i jego pies nie mogli wyczuć obecności ani Senju,
ani Łowców. Zupełnie jakby zapadli się pod ziemię.
Itachi
zmrużył w irytacji oczy, gdy zdał sobie sprawę, że zostało im do sprawdzenia
jeszcze drugie tyle miejsc. Był zły. Cholernie zły, że nie zareagował
gwałtowniej w gabinecie Hokage. Żałował, że nie aktywował Susanoo. Owszem,
zrujnowałby całe pomieszczenie a może i pół budynku, ale Danzo nie miałby
szansy uciec. Powstrzymanie tego starego dziada byłoby warte reprymendy od
Piątej. Zresztą, biorąc pod uwagę wybuch Tsunade, gdy uciekł zabierając Senju,
to jakoś wątpił, że poniósłby jakiekolwiek konsekwencję swoich destrukcyjnych
działań. Swoją drogą, gdyby ta wybuchowa dziewczyna bardziej uważała, to teraz
by nie była Bóg wie gdzie, Bóg wie z kim, robiącym jej Bóg wie co. Znając jej
cięty język to właśnie dostaje dwa razy takie baty, niż były w pierwotnym
założeniu. Cholera! Im dłużej tam przebywa tym gorzej. Warknął cicho
przyśpieszając.
Liv,
zmęczona bólem zawisła całym ciężarem na podtrzymujących ją łańcuchach. Nogi
odmawiały jej posłuszeństwa, ale mimo to uniosła dumnie twarz, patrząc
wyzywająco w oczy kata. Znowu mu nie wyszło. Tyle przygotowań i masa trików,
które poszły na marne. Nie udało mu wyrwać żadnego kompromitującego jęku z
jej ust. Mimo wyczerpania, uśmiechnęła się drwiąco, spojrzeniem dając do
zrozumienia, że Łowca jest nikim. Przegrał z demonem. Jest zwykłym frajerem
podbudowującym swoje kulejącego ego, posiadaniem bata. Satysfakcja, aż zapiekła
ją w piersi na widok jego gniewu i dezorientacji. Tak leszczu, jestem z Senju,
rodu, którego nie złamie takie zero jak ty, pomyślała przymykając oczy i upajając
się zwycięstwem. Spod rzęs obserwowała jego porażkę.
Kątem
oka dostrzegła ruch i tuż za nim ujrzała nieśmiałe uśmiechy na twarzach
dzieci. W ich oczach zamigotała nadzieja i wiara w lepsze jutro. A to wszystko
za sprawą jednego demona, nie złamanego przez swoich oprawców. Okaleczonego,
ale nie pokonanego. Posłała im pokrzepiające spojrzenie.
Kat patrzył przez chwilę swoją
ofiarę, aż w końcu się uśmiechnął. Wyglądał jak kot, który właśnie pożarł
tłustego kanarka. Senju, zauważając zmiany na jego twarzy, zmarszczyła
gniewnie brwi. Miała złe przeczucia.
– Rozumiem – powiedział kat do siebie,
drapiąc się po brodzie. – Zabraliśmy się
do tego od złej strony. – Jego oczy zabłyszczały szaleńczo. – Mój błąd,
przyznaję, ale zaraz go naprawimy. – Przeniósł spojrzenie na dziewczynki.
– Czego jeszcze chcesz? – Liv poruszyła
się niespokojnie w swoich więzach.
– Te dwie – wskazał swoje ofiary. –
Przywiązać do jednego ze słupów demona.
– Co?! – krzyknęła, bezradnie próbując uwolnić
ręce. – Ani się waż, potworze!
Łowca zacmokał w odpowiedzi gładząc
swój bat, a cały otaczający ich tłum, zawył z uciechy na nową atrakcję.
– Ty jesteś potworem, nie ja –
stwierdził fakt, nie odrywając spojrzenia od świeżych gwiazd swojego spektaklu.
– Sama zgotowałaś im ten los.
– PRZESTAŃ! – zawyła w chwili gdy pierwszy
raz uderzył.
Zaczęła się szarpać w swoich okowach,
krzycząc, błagając, złorzecząc, by zaprzestał swoich działań. Czuła jak gorące łzy bezradności spływają jej po policzkach, a pisk dzieci rozsadzał bębenki. Pogrążała się w
rozpaczy i bezsilności, jak przez mgłę rejestrując głośne śmiechy i skandowanie
oglądających. Wszystko docierało do niej jak przez mgłę. Dysząc ciężko zamknęła oczy. Czuła jak pod jej skórą gromadzi się
gniew tak wielki, jakiego jeszcze nigdy nie czuła. Całe ciało płonęło rządzą
krwi i chęcią zemsty. Pragnęła zabić.
Ostatni raz szarpnęła
łańcuchami, wkładając w to wszystkie buzujące w niej emocje i uczucia. Wtedy to
się stało, ogniwa więzów trzasnęły jak zapałki uwalniając ją z pułapki. Sapiąc
głośno nawet nie zauważyła, że na placu zaległa niczym niezmącona cisza, a
publika zamarła w bezruchu. Słychać było tylko oddech rozwścieczonego demona oraz cichy płacz porwanych dziewczynek. Liv, otwierając powieki, stanęła w lekkim rozkroku jakby szykując się do skoku.
– Nadszedł czas zapłaty –
warknęła donośnym głosem, zaraz prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących
przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała
się złowrogo, ruszając z miejsca.
Itachi poniósł
gwałtownie głowę wyczuwając znajomy wybuch czakry. Nie było szans by się
pomylił. Tak charakterystyczną i silną aurę miała tylko jedna osoba w wiosce.
Spojrzał nagląco na towarzyszy dając sygnał do biegu. Liv nie mogła być dalej
niż kilka kilometrów od nich. Nagle Uchiha zmarszczył brwi, gdy coś sobie uświadomił.
Moc, którą emanowała Senju była inna niż zapamiętał. Tę przepełniały same
negatywne emocje. Zło w czystej postaci. Coś było stanowczo nie tak. Gnany złymi przeczuciami
biegł tak szybko, jakby gonił go sam diabeł. Nie zwracał uwagi na mniejsze gałęzie, zwyczajnie łamiąc je i torując sobie trasę. Nie miał czasu na ich wymijanie. Zauważając prześwit miedzy
drzewami przyśpieszył. Jeszcze tylko kilka metrów. Zdyszany wypadł na jakiś
kamienny plac i zamarł w pół kroku. To co zobaczył, sprawiło, że aż wstrzymał oddech i powoli z niedowierzaniem ściągnął maskę.
Wszędzie dookoła
widział krew i ciała. Morze trupów, wyścielało kamienną posadzkę przypominając ludzki dywan. Krajobraz
wokół niego wyglądał jak z horroru. Szybki rekonesans wystarczył, aby wiedział, że wśród zabitych byli sami mężczyźni. Marszcząc brwi, podniósł wzrok na majaczące w oddali dwa wysokie i grube
słupy. To obok nich dostrzegł dwie skulone
postacie. Chciał już zrobić krok w ich stronę, gdy usłyszał głośny chrzęst, na co momentalnie odwrócił się w kierunku hałasu. Przełknął
głośno ślinę gdy uświadomił sobie, że patrzy na Senju w jej demonicznej formie. Powoli podniosła się z kucek i wbiła w niego
złote oczy, oceniając czy ma do czynienia z wrogiem czy przyjacielem. Nawet z tej odległości widział, że cała jest we krwi. Wyglądała jak
prawdziwy demon, prosto z dna piekieł. Rozwiane białe włosy odsłaniające rogi,
szatański uśmiech i te łańcuchy przy nadgarstkach. Idealny wizerunek bohaterki
koszmarów. Wierzchem ręki otarła usta wciąż nie spuszczając z niego wzroku.
Przez chwilę przyszło mu do głowy, że nie chciałby żeby uznała go za wroga.
– Uchiha – szepnęła z ulgą, tracąc
władzę w nogach i padając na kolana. Ciężko oddychając, spod zmrużonych powiek dostrzegła jak Itachi nagle znika zaraz pojawiając się u jej boku.
– Senju, ładny bajzel.
– Dzieciaki… są z sąsiedniej wioski –
wysapała z trudem i straciła przytomność.
Brunet w ostatniej chwili zdążył
podstawić ręce zanim uderzyła o ziemię. Pozycja w jakiej się znalazła, dała mu
wyraźny obraz jej obrażeń. Zamarł w szoku dostrzegając poranione plecy.
Poranione to bardzo duże niedopowiedzenie. Były krwawą miazgą, miejscami poprzecinaną aż do kości.
– Medyka! Szybko!
No, no, no... Powiem tak: nieźle Dita, nieźle! Mam tu na myśli oczywiście długość rozdziału jak i szybkość jego pojawienia się. Robi wrażenie taki speed :D. Czyżby kawa dała kopa a może w końcu prośby i apele czytelników przyniosły pożądany rezultat? Zresztą nieważne... Najważniejsze jest to, że jest! No to skoro już masz jako takie pojęcie o moim poczuciu szczęścia w związku z pojawieniem się rozdziału to teraz przejdę do skomentowania treści ;)
OdpowiedzUsuńHmm... Powiem tak. Spodziewałam się tego, że Itachi nie zareaguje gwałtownie tylko podejdzie do sprawy "na spokojnie" czyli z opanowaniem i dystansem. Jedyne czego się nie spodziewałam to to, że tak uparcie zaprzecza jakoby coś do Senju czuł. No i to przyznam zwaliło mnie z nóg. Choć akurat tutaj nabieram nadziei, że tylko tak gada a tak naprawdę to odchodzi od zmysłów zastanawiając się co się z nią dzieje:
"– Nie. Twierdzę, że z nas dwóch, ty, nie masz szans – odparł spokojnie."
Na pewno Shisui nie ma żadnych szans! To niemożliwe, prawda? Czy może masz zamiar znów namieszać i walnąć nam, czytelnikom jakieś konkury dwóch Uchihów o kobietę? Bo jeśli tak to ja stanowczo mówię NIE! Chcę obiecaną satynę, kuźwa....! Z Itachim oczywiście, tak dla jasności. Napiszesz, prawda? Hę....?
Kurczę no i mamy kolejną scenę z Liv w roli głównej. Sen. Cholera jasna przyznam, że jak czytałam to myślałam, że jakimś cudem się uwolniła a tu okazuję się, że to tylko sen w czasie utraty przytomności. No ale kilka informacji dzięki niemu zdobywamy. Już mam mętlik od zastanawiania się nad tym kluczem i jaskiną. Ale może to na później. Teraz skupmy się na Liv. Matko ileż ta kobieta musi u Ciebie wycierpieć. Rany boskie, opisy jaie nam tutaj zaserwowałaś dosłownie paraliżują na kilka sekund dając poczucie niesmaku i niekiedy nawet autentycznego strachu. Przynajmniej ja czytając o niewinnych dzieciach, patrzących na krzywdę Liv, aż gotowałam się ze złości. (Może to dlatego, że dałaś tym maluchom akurat tyle lat co dałaś – wiesz o czym myślę) No i katowanie ich! Jezu, myślałam, że wyjdę z siebie jak przeczytałam, że oprawca zdążył zadać kilka ciosów zanim Senju się uwolniła… Matko, zwariuję z Tobą, kobieto! Ciarki mi po plecach przechodziły mimo, że czytałam w ciągu dnia i w bezpiecznym domku. Wyobraźnia mi szalała choć nie wiem czy mam Cię za to chwalić. Bo to serio było straszne. Biedne dzieci… brrr.. Oby więcej nic złego im się nie przytrafiło!
Uwolnienie Liv troszeczkę mnie zdziwilo a troszeczkę nie. Hm.. Jakos podejrzewałąm od początku, że to się stanie gdy wprowadziłaś wątek dzieci, jednak słowa dziewczyny faktycznie powalają:
„– Nadszedł czas zapłaty za grzechy – warknęła donośnym głosem, prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała się złowrogo, ruszając z miejsca.”
O Matko zgadzam się z nią w stu procentach. Choć jak wspomniałam wcześniej nie było to wielkie zaskoczenie, że się uwolniła.
No i sceny z Itachim! Pościg a właściwie to poszukiwania Liv, bo biedna już jest torturowana, nie napawają optymizmem. Brak jakiegokolwiek śladu, nawet zapachu, który mógłby wykryć ktoś z klanu Inuzuka zasiewają ziarenko niepewności. Choć tutaj widać wyraźniejszy niepokój Itachiego, bo stres w związku z przeszukiwaniem kolejnych miejsc, które okazują się puste, wciąż narasta. Samokontrola pomału chce przejąć kontrolę jednak kulminacyjny moment to uwolnienie się Liv. Czysta krwawa jatka, masakra i brak hamulców. Wściekłość wzbierająca w jej ciele wybucha z niesamowitą siłą, co Itachi zaraz wyłapuje. Potem już szaleńczy pęd do miejsca pobytu Senju. Podobało mi się to chwilowe zwątpienie Uchihy, że nie chciałby by wzięła go za wroga. Ten moment fajnie pokazuje, że to też człowiek :D.
Ciąg dalszy bo mi blogger nie pozwolił w jednym komciu opublikować:
OdpowiedzUsuńCałość bardzo przyjemna, wyczerpująca, zadowalająca. Choć przyznam, że znów zamiast rozjaśnić sytuację w kilku miejscach ją skomplikowałaś ale to już Twój styl i wiem, że nawet marudzeniem i bręczeniem nic tu nie zdziałam. Ale w razie czego zawsze można próbować ;) Uwielbiasz tajemnice więc serwujesz je nam w każdej części budując napięcie, zaskakując niekiedy irytując ale jednak zawsze budzisz emocje potrzebne w trakcie czytania. No i to się chwali :P. Oby więcej takich pomysłów, rozwiązań, ciekawych zwrotów akcji i nieprzewidzianych zdarzeń. Potrafisz naprawdę wiele bo np. wkurzyć, zaskoczyć, rozbawić, zdenerwować i zasmucić. Niewielu autorów przywiązuje do tego wagę ale Ty jestes idealnym przykładem żeby się tego od Ciebie uczyć. Świetnie ci to wychodzi, serio! Dobra juz nie słodzę, bo jeszcze cukrzycy dostaniesz i będę miała wyrzuty sumienia, że to moja wina haha! :D:D
Życzę mnóstwa Weny, czasu i chęci na pisanie!
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko bo zima wciąż trzyma :*
P.S Wyłącz tą autoryzację bo mnie szlag jasny trafia jak muszę te cholerne cyferki wpisywać! Wyłącz plissssss...
Takie długie komcie to coś co autorzy lubią najbardziej:). Nie pijam kawy więc to nie ona działa na mnie pobudzająco. Wniosek możecie wysnuć Sami :D. Co do adoratorów Liv, cóż... :) Boru, Tayla. czytając Twój komentarz czerwieniłam się jak piwonia. tylu pochlebstw to w życiu nie czytałam. Cholera, muszę otworzyć okno bo zemdleje z wrażenia. Nawet nie wiesz jak mnie cieszy, że tyle emocji u Ciebie wywołuję. Radują mnie zarówno te pozytywne jak i negatywne, bo wtedy wiem, że nie przeszłaś koło tekstu obojętnie. Cukrzyca od komplementów nie jest zła XD. Dziękuję za komcia :*
UsuńOj, Dita, jesteś zbyt brutalna dla Liv xD. No wiesz, tak się znęcać :P.
OdpowiedzUsuńTo Shisui żyje O_o?! Takie było moje wrażenie po przeczytaniu pierwszego akapitu XD. Och Łasic <3. Jak uroczo to brzmi :D. Te ich wspólne przekomarzania świetnie się czytało, szczególnie, że kilkanaście kilometrów dalej biedna Liv znosiła męczarnie xD. No, ale Itaś zawsze beztrosko podchodzi do życia ..
Potem jak przeszłam do snu, to na początku trochę nie ogarniałam, co się dzieje. Dlaczego nie jest na tym placu itp. Ale jak doszłam do momentu, gdzie pojawił się Hashi i Madzia, to wreszcie inteligentna willow się z czaiła, że Liv odpłynęła xD. Klucz? Ciekawe, co z tym wątkiem dalej zrobisz. Mam nadzieję, że już w następnych notkach to rozwiążesz, bo mnie ciekawość wprost zżera.
Ale z tych łowców dupki. Uważają Liv za potwora, a sami nie zachowują się lepiej. Aż mi nawet taki pewien cytat się nasunął, gdy czytałam, jak znęcają się nad nią na oczach dzieci: "Kto walczy z potworami, powinien się strzec, aby walka nie uczyniła go jednym z nich. Bo kiedy długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna patrzeć w ciebie.". Potem, kiedy ten kat podniósł bicz na te 4-letnie dziewczynki, to aż widziałam jak Liv się uwalnia z wściekłości. No i nie kazałaś mi długo czekać.
Ten fragment jest boski:
„– Nadszedł czas zapłaty za grzechy – warknęła donośnym głosem, prostując się dumnie, a resztki łańcuchów wiszących przy jej przegubach, zabrzęczały złowieszczo. – Witajcie w piekle – zaśmiała się złowrogo, ruszając z miejsca.”
Coś Itaś się trochę spóźnił. No, ale dobrze, że w ogóle zjawił się na tamtym placu i pokazał, że mu zależy.
"Przez chwilę przyszło mu do głowy, że nie chciałby żeby wzięła go za wroga. "
Heh, ciekawe czemu :D. Czyżby strach go obleciał, jak zobaczył ją w pełnej formie? ^^
Aua, Liv ... Dita, coś ty najlepszego zrobiłaś z jej plecami?! Zdołają to naprawić, prawda?! No ja myślę XD.
A tak na serio, to napisałaś wspaniały rozdział. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc go ^^. Razem z kilkoma innymi autorkami jesteś zdecydowanie w czołówce moich ulubionych blogerek <3.
Ach, masz talent ;). Naucz mnie pisać takie wspaniałe opisy krajobrazu xD. Jak sama się do tego zabieram, to męczę się z nimi przez strasznie dużo czasu, a i tak nie wychodzą takie, jakie powinny -.-.
Weny!
Pozdrawiam, willownight :*
Strasznie spodobał mi się Twój cytat, aż go sobie zanotowałam. Kochana, ja nie umiem pisać opisów krajobrazów i jak mam to robić to jest to dla mnie droga przez mękę. Dlatego też staram się ograniczać ich ilość do minimum. No nie umiem i już... Za to uwielbiam dialogi, to taki mój konik :D. Dzięki za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*
UsuńKobieto ja przez ciebie kiedyś się zapowietrzę od śmiechu, dzisiaj udało mi się przeżyć pomijając fakt, że prawie nie rozwaliłam tableta turlając się ze śmiechu po łóżku i walnęłam się w kolano oraz obudziłam mojego biednego kota który się na mnie patrzył jak na wariatkę, czyli po pierwsze mój kot miał rację bo kiedy czytam twoje opowiadanie nigdy nie zachowuję się normalnie i po drugie świetny rozdział :D.
OdpowiedzUsuńA teraz przechodząc do mniej składnego komentarza który pewnie będzie w kolejności z dupy ale cóż to je ja :P
Widzisz Itachi trzeba było się postawić, Ditcie, Dita'cie niech będzie Autorce oraz samodzielnie pomyśleć i zrobić ten rozpierdziel w gabinecie Tsunade ale nie oczywiście idealny Uchiha zawsze się wszystkich słucha :P i co wyszło ci to na dobre, jasne że nie bo musisz za Seniu latać po jakichś dziurach. :P
Ty dupku < znowu kilkanaście linijek bluzgów > od Łowców jak tak możesz dzieci bić i ogólnie coś im robić, takie niewinne dziewczynki najważniejsze że to są dziewczynki a jak powszechnie jest wiadome dziewczyny/kobiety nawet kwiatkiem nie można tknąć ( tylko doniczką ). Poza tym aż mnie korci żeby tobie tak z bata przywalić no aż do zakończenia sama miałam taką nieodpartą chęć zdzielenia cię batem, ale cóż Liv mnie uprzedziła, a znając moją wyobraźnię to pewnie zgotowałabym ci ładne tortury buahahaha...
Teraz coś od czego chyba powinnam zacząć ale cóż pojawia się dopiero teraz.
Shisui, weź ty bardziej się postaraj i Łasice ( Jam łasica :D ) bardziej podrażnij bo inaczej nie będzie zazdrosny :D. Chodź w sumie wątpię aby Liv uległa urokom drugiego Uchihy. Za to stwierdzenie Itasia :" Senju jest poza twoim zasięgiem" rozwalił mi system :D ( dobrze że nikogo poza mną nie było w domu bo inaczej rodzice byli by ciekawi przyczyny mojego nagłego napadu głupawki )
ITAŚ !!! jestem na ciebie zła jak ty się tak możesz do swoich uczuć wobec Liv nie przyznawać ! I jeszcze twierdzisz, że ten kiss na festynie PAR nic nie znaczył, aha tylko mi się tu nagle z wrogiem nie brataj bo naślę na ciebie tą złą Liv.
Tak co do snu LIv to na początku moje stwierdzenie WTF ( nie WTC, którym mnie wszyscy prześladują ostatnio ), a reakcja to było fuck chyba jakiś rozdział pominęłam bo nie czaję o co biega O.o co było by raczej niemożliwością :D.
Hahaha... :D wisiorek :) nareszcie, ale dalej nie odzyskałam moich bransoletek... Itaś!
Nie przeczytałam całego komentarza Tayli ( za dużo tekstu :P ) ale zgadzam się z tym, że lubisz bardzo komplikować i kręcić losy bohaterów, co bardzo mi się podoba :D piszesz świetnie, istnieje na prawdę niewiele blogów/książek/i tego typu rzeczorów które czyta się tak przyjemnie i wywołują u mnie jako u czytelnika takie emocje :) Tak posłodziłam ci :D ale cóż należy ci się.
To chyba wszystko ode mnie, a no tak długość... ja się jej nigdy nie czepiam bo wiem, że każdy i tak pisze tak jak chce a takiego typu rozdziały są akurat w sam raz :)
No teraz chyba wszystko więc pozdrawiam, czekam na następny rozdział i życzę DUUUŻO weny.
Ps. Miałam takie dziwne wrażenie, że ty chcesz nam wykręcić jakiś numer kiedy Shisui się pojawił, no wiesz że to on znajdzie Liv pierwszy.
Pps. GRATULACJĘ + 10 000 wyświetleń :D
Hehehehehe no cóż, Itachi ma takiego super przyjaciela, że nie mogłam go nie wykorzystać w tym opowiadaniu. Musi być ktoś kto będzie chłopaka ciśnieniował :D. No widzę, że emocje są duże, skoro takie spustoszenie robisz w pokoju po notce XD. Komentarze Twoje są boskie, takie żywe i energetyczne :). Co do wyświetleń... aż sama jestem zdziwiona, że Liv i Itachi mają takie branie :). Buziaki :*
UsuńSuper, że pojawiła się nowa notka
OdpowiedzUsuńSuper, że występuje Shisui.
Ale czemu odniosłam wrażenie, że Łasic na białym kruku ma Liv gdzieś? Dobra, niby jej szukał i chciał jak najszybciej znaleźć, ale to samo czuł pewnie każdy członek ANBU wysłany na tą misję. On w końcu czuje coś do Senju czy nie? Dlaczego nie przyznał się kuzynowi, który jest jego najlepszym przyjacielem, że coś do niej czuje? W zasadzie to czuje w końcu czy nie? A jeśli nie to czemu mu przeszkadza, żeby jego kuzyn się z nią umawiał? Wcześniej jakoś mu nie przeszkadzała waśń między ich klanami, a teraz co? No i chyba zakopali topór wojenny, nie? I co miała znaczyć ta gadka Shusui 'ego, że dziecko Uchihy i demona Senju byłoby powalające? To on się nią zainteresował, bo miejąc z nią dzieci, miałby gwarancję genialnych shinobi, którym generalnie nikt nie mógłby dorównać? A to niby teraz tak nie jest? Itachi zdecydowanie powinien zdradzić się ze swoimi uczuciami najlepiej z Liv. Albo któreś z nich zmusić tą druga stronę, aby to zrobiła. Biedna Liv. Szkoda mi też tych dziewczynek. Liv jest doświadczonym shinobi i nie jedno widziała, a one są tylko dziećmi i szkoda, że ktoś zbrukał ich niewinność. Dobrze, że sama się uwolniła. Tak w ogóle to Itaś powinien przesiadywać w szpitalu i doglądać jak się czuje. Potajemnie albo jawnie. I fajna byłaby kulturalna rywalizacja między Shisuim i Itachim. Liv przynajmniej miałaby wybór, ale wydaje mi się, że ona już wybrała. Świadomie czy nie. I co to znaczy, że Itachi chciał jej pomóc, ale nie zdążył? To on nie wiem co jest wybrukowane dobrymi chęciami? Jest geniuszem, do diabła! Powinien zareagować szybciej niż normalny shinobi, wliczając do tej kategorii Ślimaczą Księżniczkę. Poza tym Danzo nie ma Sharinganów, co daje Zmarszczkowemu przewagę. Czemu, kurczę, z niej nie skorzystał? Ciekawe, swoją drogą, czy powiedzą co przytrafiło się Demoniastej jej drużynie i reszcie wioski?
Rozdział podobał mi się, ale chcę jak najszybciej nową notkę.
Pozdrawiam i życzę weny
Yuzuki
Hej, wybacz, że się wtrącam, ale pomyślałam, że warto to napisać. Przecież Itachi nie może powiedzieć, że Liv mu się podoba. Jest zimnym, profesjonalnym shinobi, takie pogaduchy i zwierzanie się to nie jest w jego stylu, naprawdę. Popsułoby to cała postać i np. ja pomyślalabym, ze coś jest nie tak. Strasznie żałowałabym, gdyby Itachi się przyznał Shisui'emu, co jest między nim a Liv. Tutaj Dita rozegrała to wręcz świetnie, bo Itachi dał do zrozumienia, by kuzyn trzymał się z daleka od Senju. Shisui też się celowo droczył z Itachim, bo doskonale wie, jaki jest jego przyjaciel- zawsze skryty za maską profesjonalizmu. Geniuszu klanu Uchiha. Wszystko zostało napisane doskonale. Trzeba się tylko wczytać ;)).
UsuńMoon dokładnie wszystko wytłumaczyła. Ja bym tego lepiej nie ujęła :). Itachi nie obnaża się ze swoimi uczuciami, to by miażdżyło jego wizerunek klanowego Uchihy.
UsuńZA KRÓTKIE!!!! I NIE UDUSISZ MNIE BO NIE WIESZ GDZIE MIESZKAM! MWHAHAHAHA! no a teraz poważniej :D jaram sie maxxx! końcówke czytałam z 10 razy! właśnie takie zakońćzenie sobie wyobrażałąm! dokładnie takie! spełniłaś moje oczekiwania w 1000000%! Liv pokazała że jest prawdziwym koksem ale jednocześnie bardzo ucierpiała! Uchicha bedzie miał kim sie opiekować w najbliższym czasie <3 odcinek po prostu DOSKONAŁY i CUDOWNY!!! a teraz te złe wieści... sa takie że zbyt długo na niego czekałam!!! jak na następny bede musiała czekac tak długo to chyba sie zabije i wtedy bedziesz miała mnie na sumieniuu :( bardzo chce zobaczyć jak teraz Uchicha bedzie podziwiał Liv i bedzie musiał sie nią opiekować <3 trafiłaś prosto w mój gust! uważam ten rozdział za jeden z najlepszych jaki czytałam! dlatego życzę dużo weny i dziką wuhte czasu żeby kolejny odcinek byl szybko i byl tak idealny jak ten <3
OdpowiedzUsuń~Marysia
PS: z każdym rozdziałem kocham ten blog coraz bardziej <3
Mnie tu szantażem brać? No nieeee... Ja Ci dam się zabijać, a kto będzie mi pisał komcie? Hę? Chcesz mnie tak zostawić? Nie możesz XD. Cieszę się, że spełniłam Twoje oczekiwania. Teraz mam kłopota bo jak czytam Wasze komentarze to widzę bardzo duże oczekiwania co do następnego XD. Mam nadzieję, że podołam :).
UsuńCzytało się tak szybko, że naprawdę wydaje się zbyt mało... Musisz mi wybaczyć, bo Itachiego nigdy dość ;D
OdpowiedzUsuńPodobała mi sie bardzo rywalizacja Itachiego i Suitsuiego... Ahh te ich słowne potyczki <3. Złość Itachiego też była fajnie zaprezentowana. Końcówka jednak byłą cudowna, gdy Uchiha sie przejął... Proszę, nie każ nam czekać na ciąg dalszy.
Ciekawi mnie wszystko, czy Liv pozna tego kulturalnego Uchihe, jak będzie przebiegać jej leczenie i przede wszystkim, czy W KOŃCU się pocałują tak jak należy ;))
pozdrawiam cie bardzo gorąco i proszę, nie każ nam czekać !
No nieee... Druga która mi tu mówi, że mało... Dać palec to chcą całą rękę XD. Staram się pisać Kochana, ale kurde ten rozdział wzbudził taki zachwyt, że nie chcę wrzucać jakiegoś badziewia. Szlifuje się :). No i chcę trochę namieszać :). Nic nie działo się bez powodu i trzeba teraz to rozwijać :D. Pewnie mnie zabijeta XD
UsuńKiedy będzie ciąg dalszy? ;)
OdpowiedzUsuńPisze się :D
UsuńMam nadzieje ze wstawisz następny odcinek dziś bo już mi sie smutno robi bez Ciebie :(
OdpowiedzUsuń~Marysia
Kiedy ? Kiedy ? Kiedy ? Jak już tak codziennie pojawia się pytanie to po co to przerywać ;P Więc wracając do głównego tematu kiedy next ? :D
OdpowiedzUsuńHej, kiedy pojawi się notka?
OdpowiedzUsuńWstyd się przyznać, ale notka nadal w przygotowaniach. Wybaczcie, piszę rozdział, ale cosik mi nie idzie. Za to zamierzam wrzucić miniaturkę na walentynki (taaa... wiem, że już po, ale kurde nigdy nie umiem się wyrobić na czas...). Na usprawiedliwienie mam to, że w moich bohaterach nie ma za grosz romantyzmu i muszę się nieźle nagimnastykować by coś z tego było XD. Wybaczcie :*. Postaram się wrzucić notkę jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńP.S. To miłe, że tak się niecierpliwicie i czekacie na notki :3. Kocham Was :*
Młoda damo czas chyba usiąść i napisać następny rozdział! Fani się niecierpliwią! tym bardziej że po ostatnich wydarzeniach Itachi będzie musiał sie zaopiekować Liv a jego wrażliwa, opiekuńcza strona nalezy do jednej z moich ulubionych! <3
OdpowiedzUsuń~Marysia