Witajcie! Zacznę od tego, że najmocniej Was
przepraszam za tak długi czas oczekiwania na
notkę. Miałam masę spraw na głowię i jeszcze w sumie sporo zostało. Nie wiem kiedy to ogarnę... Dziękuję Wam za komentarze, uwielbiam Was:).
Jeszcze raz przepraszam i nie przedłużając zapraszam na rozdział :*.
Betowała Tayla :*.
Betowała Tayla :*.
Itachi spod rzęs,
uważnie śledził poczynania medycznego Anbu. Skrzyżował ramiona na piersi,
krzywiąc się lekko, gdy działania podwładnego nie przynosiły żadnych większych
efektów. Mimo że zielona uzdrawiająca czakra świeciła jasno pod palcami
żołnierza, to plecy Senju wciąż przypominały krwawą miazgę. Liv nie wydała
nawet jednego jęku podczas zabiegu, ale dobrze widział, że z ledwością może
wytrzymać z bólu. Czoło miała zroszone kroplami potu, a klatka piersiowa
unosiła się i opadała w spazmatycznym łapaniu oddechu. W ciszy walczyła z
omdleniem, opierając się o podtrzymującego ją medyka.
— Ułaaa… ładnie ją urządzili. — Shisui
stanął obok kuzyna i przeczesał palcami zwichrzone kosmyki. Razem ze swoją
drużyną dołączyli do Itachiego kilka minut po odnalezieniu dziewczyny. Gdyby
nie to, że mężczyzna trzymał ją na rękach wzywając szybko współpracowników, to
patrząc na otaczające ich trupy, myślałby że przybyli za późno. Cały plac
wypełniały martwe ciała i kałuże krwi. Już dawno nie widział tak ogromnej
masakry, a przecież należał do skrytobójców, którzy nie wykonywali rutynowych
misji.
— Posprzątaliście? — Itachi zerknął
kątem oka na towarzysza.
— No, a jak myślisz? Głupie pytanie —
prychnął, wciskając dłonie w kieszenie spodni. — Hokage nie byłaby zadowolona z
zostawienia takiego bałaganu. — Skrzywił się mocno na wspomnienie furii
przełożonej, gdy coś nie szło po jej myśli. — Szczęście, że miałem przeczucie i
zabrałem Orła. Nie uśmiechałoby mi się kopanie tylu grobów ręcznie, nawet jedna
wielka dziura byłaby nie lada wyzwaniem, dla tak małej ilości osób — szepnął, w
zamyśleniu drapiąc się po brodzie. — No, ale na szczęście chłopak był z nami.
Załatwił sprawę jednym silnym jutsu ziemi
i czyściutko. Mój geniusz mnie poraża.
— Fascynujące — mruknął Itachi, tracąc
zainteresowanie rozmówcą.
— Nie jesteś zbyt rozmowny — stwierdził
mężczyzna, uśmiechając się szelmowsko pod nosem. Sięgnął za pazuchę uniformu po
jeden ze zwojów i rozwinął go szeroko. Udając, że nie widzi uniesionej pytająco
brwi przyjaciela, przygryzł kciuk i przejechał po papierze, zostawiając na nim
długą krwawą smugę. Nie minęła sekunda, a otoczyła ich chmura szarego dymu. Gdy
tylko się rozwiała, odsłoniła sporych rozmiarów zielony namiot. Zadowolony ze
swojego dzieła otrzepał ręce. — Idę, może inni będą bardziej wygadani. — Puścił
oko Itachiemu i raźnym krokiem ruszył w stronę Liv.
Brunet
mimowolnie zacisnął zęby, obserwując jego poczynania. Nie podobał mu się sposób
w jaki uśmiechał się do Senju. Wyczuwał, że ten dureń coś knuje, ale co? Nigdy
jakoś nie przejawiał specjalnego zainteresowania dziewczyną, więc dlaczego
teraz nagle stał się taki chętny do pomocy? Z drugiej strony, to właśnie on i
jego ojciec, z całego ich klanu byli nastawieni do niej najprzychylniej.
Zacisnął usta w wąską kreskę, zauważając, jak poprawia mundur, a na ustach
pojawia się ten słynny uśmiech. Pełen przewrotności i magnetyzmu, od którego
miękły wszystkim kobietom kolana. Wyprostował się jak struna, dostrzegając, że
podchodzi do siedzących na ziemi i coś ze śmiechem opowiada. Liv wydawała się
nie zainteresowana paplaniną mężczyzny, ale nie dało się nie zauważyć, ze rzuca
mu od czasu do czasu zaciekawione spojrzenie. Shisui pochylił się nad siedzącym
członkiem Anbu, powiedział coś, na co ten skinął krótko głową, podnosząc się z
ziemi. Pomógł wstać poszkodowanej i oddalił się do towarzyszy, zostawiając ich
samych. Uchiha prawie się zachłysnął własną śliną, gdy podszedł do Liv naprawdę
blisko, odgarniając jej włosy i dotykając rogów. Uśmiechnął się wrednie,
przypominając sobie, jak Liv traktuje osoby naruszające jej przestrzeń. Bardzo
ciekawiła go reakcja tego absztyfikanta za dychę, gdy zetrze mu ten uśmieszek z
twarzy. Naprawdę w duchu dopingował Senju żeby przywaliła kuzynowi, za
naruszanie nietykalności osobistej. Mógłby nawet zeznawać na jej korzyść.
Jednak ona, wbrew jego duchowemu poparciu, nic nie zrobiła. Shisui nadal żył i
miał się dobrze, mało tego! Wyciągnął z kieszeni chustkę, polał wodą i starł z
jej policzka zaschnięte ślady krwi. A ta zamiast posłać go do diabła,
zarumieniła się wściekle, uciekając wzrokiem. Senju i rumieniec! Jemu ani razu
nie udało się jej doprowadzić do choćby lekkiego zaróżowienia policzków. No
chyba, że z wściekłości, ale to nie to samo. Teraz pytanie: czy była zbyt
osłabiona linczem na jakąkolwiek reakcję, czy może nie miała ochoty się opędzać
od tego kretyna? Zazgrzytał zębami pod wpływem własnych myśli. Kiedy Shisui
objął ją w tali i zaczął coś szeptać do ucha, stwierdził, że ma dość. Senju jest
osłabiona, a on bezczelnie ją molestuje, bo wie, że nie ma jak się obronić. Jako
dobry obywatel nie może na to pozwolić. Jak Liv wróci do pełni zdrowia
psychicznego i fizycznego, niech sobie robią co chcą. Na razie czuł się na za
nią odpowiedzialny. Całkowicie zignorował malutką niepokojącą myśl, że przecież
do tej pory jakoś nigdy nie przejmował się specjalnie stanem Liv. Szybko
zepchnął ją w najdalsze zakamarki świadomości, podejmując decyzję o
interwencji. Prychając wściekle zacisnął pięści i ruszył w ich kierunku. Zanim
jednak dotarł na miejsce stało się coś, czego w życiu się nie spodziewał.
Shisui korzystając z rozproszenia dziewczyny, dotknął opuszkami palców jej szyi,
po czym padła zemdlona. Itachi zamrugał zaskoczony, gdy ją złapał i przerzucił
przez ramię, jak worek kartofli. Niczym się nie przejmując, a już z pewnością
skamieniałym ze zdumienia kuzynem, skinął na Małpę i skierował swoje kroki do
namiotu.
— Co ty wyprawiasz?! — wysyczał Itachi,
pojawiając się tuż obok mężczyzny.
— Ooo… jednak masz ochotę ze mną
rozmawiać. Jak miło. — Shisui udał uprzejme zdziwienie, odsłaniając wejście
namiotu i wchodząc do środka.
Długowłosy warknął z irytacją, idąc za
nim. Wewnątrz unosił się charakterystyczny dla medykamentów zapach. Pod jedną
ze ścian stała leżanka, a niedaleko niej szafki wypełnione zastawami pierwszej
pomocy i innymi środkami medycznymi. Wszystko było schludnie poukładane i
opisane, by w sytuacji awaryjnej łatwo znaleźć to, co potrzebne. Brak solidnych
zamków i szafek nadrobiono skomplikowanymi pieczęciami, które strzegły
zawartości zwojów z lekami. Mimo na pozór cienkiego materiału, po wejściu do
środka nie było słychać żadnych dźwięków z zewnątrz, które mogłyby rozpraszać
medycznych ninja, bądź przeszkadzać chorym w odpoczynku.
— Hm… — Na twarzy Shisuiego pojawił się
wyraz zadumania, gdy stanął w zamyśleniu nad posłaniem.
— Czy mógłbyś mnie nie ignorować, kiedy…
— Mógłbyś mi pomóc — odezwał się,
przerywając Itachiemu w pół zdania. — Trzeba ją rozebrać, żeby założyć bandaże.
— Słucham? — Niedowierzanie odmalowało
się w czarnych oczach. Zaraz jednak się opanował, ruszając gwałtownie do
wyjścia. — Zboczeniec! Nie waż się jej nawet dotknąć, zaraz przyślę tu Jeża.
Ona się tym zajmie.
Shisui uśmiechnął się półgębkiem,
rozbawiony zachowaniem przyjaciela.
Itachi siedział
na dachu szpitala i dumał nad wydarzeniami ostatnich dni. Chłodny wietrzyk
bawił się jego długimi włosami, a luźne kosmyki łaskotały go po twarzy. Do
wioski wrócili trzy dni temu i od momentu jak Shisui obezwładnił Senju, ta
wciąż leżała nieprzytomna. Bardzo ciekawiło go, co to za technika, ale duma nie
pozwalała mu zapytać. Jedno było pewne, musiała być potężna, skoro powaliła
demona. Osłabionego bo osłabionego, ale jednak. Domyślał się, że to Tsunade
podsunęła kuzynowi jakieś dawno zapomniane jutsu Hashiramy. Kiedyś przy
kieliszku się o wszystko wypyta, bo Shisui po alkoholu stawał się bardziej
rozluźniony i skory do dzielenia się wiedzą. Zwłaszcza tą zakazaną.
Po przybyciu do
Konohy, Liv została zabrana na szczegółowe badania i leczenie. Mimo osobistego
nadzoru Hokage nad ich przebiegiem, rany wciąż się zaogniały i nie zmniejszały.
Zostały wysłane nawet depesze do innych Kage o różne metody leczenia demonów,
niestety żadna z wiosek nie posiadała użytecznych informacji. Z tego co się
dowiedział, to na ogólnym zebraniu najlepszych lekarzy doszli do wniosku, że
wszystkim co mogą w tej chwili zrobić, to bandażować plecy dziewczyny i nie
dopuścić do zakażenia. Jej organizm musi sam zwalczyć obrażenia i wydalić z
tkanek tajemniczy specyfik Łowców.
Westchnął cicho,
kładąc się wygodniej na murku i patrząc w ciemnogranatowe niebo. Chmury leniwie
przesuwały się nad jego głową, a w umyśle pojawiło się wspomnienie polany
pełniej pełnej ciał. Nigdy nie przypuszczał, że Senju może dysponować taką
mocą. Wystarczyło parę chwil, a zabiła prawie setkę ludzi. Fakt, nie grzeszyli
wyszkoleniem czy technikami na poziomie joninów, ale sama liczba budziła grozę.
No i specjalizowali się w polowaniu na takich, jak ona. Dużą przewagę dziewczynie
dał z pewnością element zaskoczenia. Sytuacja, w której więzień zrywa specjalne
łańcuchy była bezprecedensowa. Nikt z oprawców nie mógł się spodziewać takiego
rozwoju wypadków. Chociaż, znając życie po prostu jej nie docenili, a takie
sytuacje lubią się mścić. Przekręcił się na bok i podparł na ręce, zerkając na
kamienną górę byłych przywódców Konohy. Jego wzrok zatrzymał się na twarzach
dwóch braci.
Klan pierwszego
i drugiego Hokage zawsze był potężny, ale w połączeniu z taką niszczycielską
mocą łamał wszelkie granice rozsądku. Czy człowiek powinien posiadać taką
czakrę oraz siłę? Do tego ta krew... Sam był najlepszym przykładem jej
niezwykłości. Nie dość, że uratowała mu życie to odarła wszystkie jutsu ze
skutków ubocznych. Gdyby ktokolwiek wiedział o tych właściwościach niezbędnych
dla shinobi, to, jak nic, wszystkie kraje ruszyłyby na polowanie. Opadł na
plecy i zakrył ramieniem oczy, pogrążając się w myślach. Nie poleżał tak nawet
pięć minut. Miał ochotę warknąć z niezadowolenia, wyczuwając intruza. Z
ociąganiem podniósł się do siadu, wbijając poirytowane spojrzenie w mężczyznę.
— Czego?
— Też za tobą tęskniłem kuzynie —
parsknął rozbawiony Shisui, siadając obok. — Widzę, że jak zwykle humorek
dopisuje.
— Jak zawsze, gdy cię widzę.
— Jesteś okrutny, ja ci przysługę
odwalam, a ty mnie tak traktujesz — zacmokał z udawanym niezadowoleniem. Itachi
uniósł pytająco brwi, zauważając jakieś niepokojące błyski w ciemnych oczach
towarzysza.
— Przysługę?
— Ach, więc cię zaciekawiłem —
uśmiechnął się samym kącikiem ust, podpierając się o murek za plecami i
odchylając lekko głowę. — Pewna urocza niewiasta cię szuka.
— Ta? I co w związku z tym?
— No cóż, myślałem, ze cię to
zainteresuje w końcu spędziliście ostatnio razem sporo czasu…
Podejrzliwie zerknął na kuzyna
wyczuwając, że ten coś knuje. Jakoś nie wierzył w jego nagłe dobre chęci i
potrzebę pomocy. Ostatnio sporo czasu spędzał z Senju, ale ona była
nieprzytomna. A skoro ją może wykluczyć, więc pozostaje…
— Powiedziałem gdzie ma cię szukać —
dokończył wesoło, a złośliwe nuty pobrzmiewały w jego głosie. — Powinna zaraz
tu być.
Zanim zdążył odpowiedzieć drzwi na dach
się otworzyły i weszła Hakaze. Uśmiechając się promiennie poprawiła sukienkę i
ruszyła w ich stronę mocno kołysząc biodrami. Itachi z trudem zachował kamienny
wyraz twarzy. gdy zobaczył, jak niby od niechcenia odrzuca na plecy długie
włosy. Nie był głupi. Wiele razy widział ten efekciarski gest, gdy próbowała go
wyciągnąć na randkę. Miał ochotę z politowaniem przewrócić oczami, ale
wiedział, że nikomu z rodu Uchiha nie przystoi takie zachowanie. W milczeniu
więc, czekał na rozwój wydarzeń.
— Cześć Itachi.
Długowłosy kiwnął jej jedynie głową, nie
próbując nawet udawać zainteresowania. Całą swoją uwagę skupił na mieszkańcach
wioski, spacerujących uliczkami wokół szpitala. Shisui, widząc zachowanie
kuzyna uśmiechnął się szelmowsko, podchodząc do dziewczyny i obejmując
ramieniem.
— Wybacz, chłopak jest jakiś nie swój.
Pewnie się krępuje w obecności tak uroczej damy — szepnął, uśmiechając się
zachęcająco.
— Nie mam całego dnia. Chciałaś coś? —
zdecydował się wreszcie odezwać i spojrzał ponaglająco na dziewczynę. Miał
nadzieję, że powie co ma do powiedzenia i zniknie. Nie miał ochoty na żadne
towarzystwo, a już szczególnie takich namolnych fanek jak Hakaze. Szczerze
tęsknił za czasami, gdy dziewczyna była zbyt nieśmiała by zagadać.
— Shisui powiedział, że mnie szukasz… Że
chciałeś o czymś porozmawiać. — Powoli się przybliżyła kładąc mu dłoń na
piersi, a na jej ustach pojawił się kuszący uśmiech. Tak, Itachi zdecydowanie
wolał ją w tej zahukanej wersji. — Nie musisz się krępować.
— Krępować? — Niedowierzanie odmalowało
się na twarzy użytkownika sharingana, gdy patrzył z niezrozumieniem na Hakaze.
— To nie powód do wstydu, że czujesz się
samotny… — Opuszkami palców delikatnie przesuwała po jego szyi, sunąc w
kierunku policzka.
— Słucham? — Zmrużył ostrzegawczo oczy
na jej gest i błyskawicznie chwycił za nadgarstek, stanowczo odsuwając od
swojej twarzy. Cofnął się o krok i jak w zwolnionym tempie odwrócił się do
kuzyna, zaciskając pięści. — Shisui…
— To ja lecę gołąbeczki! — zaświergotał
radośnie, znikając w kłębie szarego dymu.
— Zabiję go, rodzina nie rodzina,
zabiję… — zamruczał pod nosem, przymykając oczy. Potarł skronie, oddychając
głęboko i uspakajając nerwy. — A tobie nie mam nic do powiedzenia.
— Ale…
Całkowicie zignorował białowłosą,
oddalając się do wyjścia.
Liv z cichym westchnieniem poruszyła się
na łóżku. Powoli uchyliła powieki, zaraz je mrużąc pod wpływem rażącego
światła. Przez duże okno wpadały mocne promienie słońca, padając idealnie na
jej twarz. Mrucząc z niezadowolenia leżała w bezruchu analizując sytuację.
Zapach w pomieszczeniu szybko ją naprowadził, że jest w szpitalu. Woń leków i
środków odkażających była wyjątkowo wyraźna.
Zamknęła oczy przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Gabinet Tsunade,
Danzo, Łowcy… kolejne obrazy przeskakiwały jej pod powiekami. Zmarszczyła brwi
wyłuskując ostatnie wspomnienie. Kuzyn Uchihy pomaga jej wstać, coś opowiada, a
później… Aż zawarczała z frustracji, zrywając się do siadu. Ten dupek ją
obezwładnił! Niech tylko…
— Widzę, że wreszcie się obudziłaś.
Słysząc znajomy rzeczowy ton, odwróciła
się do gościa. W otwartych drzwiach stała Tsunade, patrząc na nią uważnie.
— Jak widać — mruknęła mało uprzejmie.
— Jak się czujesz? — Kobieta wkroczyła
do pomieszczenia, podchodząc do okna i opuszczając żaluzje.
— Jak nowonarodzona — stwierdziła z
sarkazmem Liv, poprawiając poduszkę, by móc się wygodnie oprzeć.
— A tak na serio?
— Na serio, to wystarczy na mnie
spojrzeć — wytknęła, rozkładając ramiona. Wymownie zerknęła na oplatające ją
bandaże.
— A mogłam kazać obezwładnić na dłużej —
szepnęła pod nosem Hokage, przeglądając trzymaną w ręku kartę z badaniami.
— Słucham? To było ukartowane?! — Senju
aż zazgrzytała zębami na usłyszaną nowinę. — Przecież…
— Co, przecież? To był jedyny mądry
sposób na dotransportowanie cię w jednym kawałku.
— Mogłam sama…
— Oczywiście, że mogłaś. — Tsunade
pokiwała głową z politowaniem. — Co tam poprzecinane mięśnie, przecież Senju
jest niezależna. Niech medycy się później martwią, jak cię poskładać.
— Ale…
— Zamknij się, smarkulo! — zagrzmiała
blondynka, gniotąc tekturową podkładkę. — Moich decyzji się nie kwestionuje!
Jestem twoją przełożoną, a że już nie wspomnę, o tytule Hokage — wysyczała
złowróżbnie. Zauważając, że dziewczyna próbuje się wyplątać z pościeli, coś mamrocząc
pod nosem, uśmiechnęła się niebezpiecznie. — Jeszcze jeden ruch Senju, a
zdegraduję cię do rangi genina.
— Co? — Liv zatrzymała się w pół ruchu,
patrząc z niedowierzaniem na Piątą.
— Daj mi pretekst, a to zrobię. —
Uśmiechnęła się słodko, podpierając pod boki. — Nie rozumiesz po dobroci, to są
jeszcze inne metody, by zmusić cię do słuchania poleceń. Masz nie wstawać.
— Cholerna starucha — wybełkotała cicho,
opadając z bezsilnością na poduszki.
— Mówiłaś coś?
— Nie.
— I dobrze. Zostajesz na obserwacji do
odwołania. — Udając, że nie zauważa obrażonego spojrzenia podwładnej,
skierowała się do wyjścia.
Liv z
niezadowoleniem patrzyła na trójkę geninów. Trzy pary oczu wgapiały się w nią z
napięciem, oczekując wyjaśnień i streszczenia przebiegu misji. Tak, zostali
nakarmieni przez Hokage tanią bajeczką, że ich mistrzyni była na ważnej misji.
Gdy tylko wpadli do sali szpitalnej została zasypana gradem pytań i wymacana
przez uczennicę, która sama chciała sprawdzić poziom obrażeń przełożonej. Na
nic się zdały protesty i groźby rzucane w stronę Yuno. Ta, niczym nie zrażona,
kontynuowała swoje działania, całkowicie ignorując syczenie pacjentki.
Senju miała
ogromny żal do Tsunade, że wpuściła te małe tornada. Czuła się wyjątkowo
niekomfortowo, przebywając przy nich w powłoce demona, a już dodatkowym
upokorzeniem było to, że musieli ją widzieć w tak opłakanym stanie. Chociaż,
jakby się zastanowić, to Piąta zapewne specjalnie zezwoliła na odwiedziny, za
to jak ją nazwała. Taka mała zemsta. Westchnęła ciężko, przymykając powieki.
— Chyba się do nas nie odezwie — mruknął
rozczarowany Zaku, poprawiając się na twardym i niewygodnym taborecie. —
Powinni zadbać trochę o odwiedzających, obić te siedziska jakąś gąbką, albo co…
— Nie bądź mięczak — prychnęła Shion. —
A co do mistrzyni, to pewnie myśli, że morderczy wzrok wystarczy, by nas stąd
wykurzyć. — Ze spokojem zaczęła oglądać swoje paznokcie i polerować o skraj
bluzy.
— Może i by wystarczył, gdyby nie
wyglądała jak siedem nieszczęść — zamyślił się Yuchiro, skupiając wzrok na
jakiejś plamie na suficie.
— E tam, nie jest tak źle. Rogi ma na
miejscu — zaśmiał się Uchiha, mrużąc oczy. — Nawet kły są w nienaruszonym
stanie — dodał parskając śmiechem, gdy obiekt dyskusji warknął ostrzegawczo,
obnażając zęby.
Od wizyty Hokage
minęły dwa nudne i długie dni. Z braku innego zajęcia, przeczytała wszystkie
przyniesione przez Shion gazety, a nawet komiksy Zaku. Teraz z frustracją
przeglądała podrzuconą przez Samona krzyżówkę. Mężczyzna wpadł w odwiedziny
wczoraj wieczorem, pomiędzy jedną misją a drugą. Najpierw ją zbeształ, że tylko
ona może się wpakować w takie bagno, a później wyściskał z radości, że wyszła z
tego prawie bez szwanku. Jakoś umknął mu fakt, że nie może wrócić do ludzkiej
formy, a skóry na plecach prawie nie ma. Odetchnęła głęboko, skupiając wzrok na
szybie i spływających po niej kroplach deszczu.
— Senju, masz zgłosić się do Hokage.
W drzwiach sali szpitalnej stanął Itachi
i oparł się o futrynę. Przez przedramię miał przewieszony ciemny płaszcz, a na
czarnych włosach można było dostrzec pojedyncze kropelki wody. Obrzucił uważnym
spojrzeniem całe pomieszczenie, po chwili decydując się wejść do środka.
—
Po co? Podobno miałam nie wstawać — burknęła Liv, zakopując się głębiej w
pościeli. Nie miała ochoty na żadne rozmowy, ani towarzystwo, a już tym
bardziej irytującego Uchihy.
— Nie wiem, jestem tylko posłańcem —
stwierdził obojętnym tonem, siadając na parapecie i patrząc na zalane deszczem
ulice.
— Kto by pomyślał, że Uchiha kiedyś
przejmie rolę gołębia pocztowego. Czy to nie plama na wizerunku tak znakomitego
klanu? — Uśmiechnęła się złośliwie, odrzucając na bok pościel i spuszczając
stopy na zimną posadzkę.
— Satysfakcja z oglądania cię w tak
beznadziejnym stanie mi jakoś to wynagradza.
— Bardzo zabawne.
— Więc co? Gotowa na przejażdżkę?
Przyprowadzę wózek… — Zmrużył oczy, doskonale wiedząc jaka będzie reakcja. Nie
mylił się. Ze znudzeniem zszedł z parapetu robiąc unik, przed lecącą w jego
stronę poduszką.
— Chyba śnisz…! Ja na wózku… — furczała
pod nosem Liv. Wstała z posłania, szybko włożyła klapki i skierowała się do
wyjścia.
— W ramach jasności, Senju… — Itachi
pojawił się tuż za dziewczyną, kładąc jej dłonie na ramionach, lekko masując.
Czuł jak się spięła pod wpływem dotyku, ale zatrzymała się w pół kroku,
czekając na jego dalszy ruch. Powoli nachylił się nad jej uchem, owiewając je
gorącym oddechem. — Śnię o ciekawszych rzeczach.
— Nie wątpię, Uchiha — wyszeptała z
jadem, posyłając mu złowrogie spojrzenie. — A teraz, skoro już skończyłeś
zboczeńcu, to chciałabym już iść. Hokage mnie wzywa.
— I chyba o czymś zapomniałaś — dodał po
chwili namysłu. Zarzucił na nią płaszcz, naciągając jej na głowę głęboki
kaptur. — Chyba nie chcesz, by cała wioska wiedziała o tym kim jesteś?
Jedyną odpowiedź jaką udało mu się
uzyskać było głośne prychnięcie. Gdy wyszli ze szpitala, dyskretnie otuliła się
podarowanym okryciem. Nie chciała by zauważył to Uchiha i miał kolejny powód do
dogryzania. Niestety, spod materiału nie mogła zobaczyć jak ten uważnie ją
obserwuje, a na jego ustach pojawia się lekki uśmiech. Jednak nie skomentował
jej zachowania. W milczeniu pokonali drogę do siedziby Tsunade. Wspinając się
po schodach, Liv ze złością musiała przyznać, że gdyby nie głupi Uchiha, to
nieźle by zmarzła. Spacer jedynie w podkoszulku i spodniach, nie byłby
najmądrzejszym rozwiązaniem. A gdyby nie on, sama by o tym nie pomyślała. Z tą
niewesołą myślą nacisnęła klamkę i bez pukania wkroczyła do gabinetu
przełożonej.
— Czcigodna, wzywałaś mnie. — Próbowała
zatrzasnąć za sobą drzwi, ale ku jej konsternacji, Itachi nie dał się zostawić
na zewnątrz, skutecznie blokując je nogą. Skrzywiła się z niezadowolenia, ale w
końcu odpuściła. Nie miała wystarczająco siły na szarpaninę z tym dupkiem.
Wzruszyła ramionami i podeszła do szerokiej kanapy, opadając na nią
westchnieniem, przymknęła powieki.
— Udam, że tego nie widziałam —
stwierdziła z politowaniem Hokage, odkładając na bok papiery
i wbijając spojrzenie w Liv. — Przejdę od razu do rzeczy. Jak pewnie
zauważyłaś, nie możemy sobie poradzić z twoimi ranami, ani z pyłem, który
zaaplikowali ci Łowcy. Problemem jest też to, że utknęłaś w tej formie.
Liv jedynie otworzyła jedno oko, patrząc
z wyczekiwaniem na dalsze informacje.
— Dlatego postanowiłam sięgnąć po
radykalne środki. Dzięki Itachiemu, udało mi się skontaktować z kimś, kto może
ci pomóc. To on go wytropił i ściągnął do wioski.
Liv na te słowa mimowolnie zerknęła na
Uchihę. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, gdy z nonszalancją opierał się
o najbliższy filar. Mogłaby zaryzykować stwierdzenie, że jest znudzony całą
rozmową.
— Po długich rozmowach udało się go
przekonać do współpracy — kontynuowała Tsunade, podnosząc się z krzesła. Liv
uniosła brwi, gdy zauważyła, że Piąta zaciska pięści. Kimkolwiek był ten
tajemniczy ktoś, to z pewnością Hokage nie pałała do niego wielką sympatią.
— Kto to jest? — W momencie, gdy zadawała
pytanie, drzwi się otworzyły i wkroczył do środka wysoki mężczyzna. Obrzucił
lekceważącym spojrzeniem całe pomieszczenie, od razu odwracając się w stronę
kanapy. Gdy tylko jego wzrok padł na Senju uśmiechnął się drapieżnie, mrużąc
oczy.
— Witaj, Liv. Znowu się spotykamy.
Super, że wreszcie pojawiła się notka. Sory,że ostatnio nie komentowałam, ale byłam trochę zajęta. Mam nadzieję, że szybko poradzisz sobie ze swoimi sprawami i życzę powodzenia.
OdpowiedzUsuńNotka jest całkiem niezła, ale nie ma w niej prawie wcale romantycznych scen z Senju i Uchihą, a ostatnio bardzo mi takich brakuje. Miło, że Kazama na coś się przyda, ale pan posłaniec nie jest chyba z tego zadowolony. I czemu Itachi nie przejmuje się stanem Liv? I nie zastanawia się nad tym co ich łączy? A może on chce ją w ten sposób upokorzyć? I dlaczego niby nie jest zazdrosny o Shisui 'ego? Miło, że chciał ją obronić, ale wyszło na to, że nawet nie kiwnął palcem. Zachowuje się jakby był na nią obrażony za to, że została ranna. I co mają znaczyć te przemyślenia o sile Liv? To on już nie może związać się z kimś z miłości, a nie dla jej siły, umiejętności? Swoją drogą ciekawe czy Itachi ma jakąś zaaranżowaną narzeczoną...Byłoby zabawnie swoją drogą. Mam nadzieję, że szybko napiszesz nową notkę i nie będziemy musieli na nią długo czekać.
Pozdrawiam, Yuzuki
Sprytny pomysł z tą zaaranżowaną narzeczoną ;). Rzeczywiście mogłoby być ciekawie xD. Przemyślenia Uchihy są całkiem normalne jak dla wojownika. Itachi od zawsze baczniej przyglądał się rodowi Senju, bo jakby na to nie patrzeć to jeden z nielicznych klanów mogący się mierzyć z Uchihami, jak równy z równym. Dziękuję za komentarz :*.
UsuńNo witam, witam xD Proszę, w końcu jest! Awwww...<3
OdpowiedzUsuńPowiem tak. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą notką. Te delikatne obserwacje Itachiego i reakcje w odpowiednich momentach dobitnie wskazują, że coś tam na temat Senju mu w głowie siedzi. Choć przecież nie przyzna się do tego głośno, bo to w końcu Uchiha, no nie? Niech się wali i pali, on zachowa kamienną twarz i nie piśnie ani jedego słówka. Podoba mi się to. Serio. Wyraźnie pokazałaś, że Itachi jednak nie jest nmiic nie czującym kamieniem, a jakieś tam swoje przemyślenia ma o Liv. No i za to duży plus dla Ciebie, bo pokazujesz wszystko powoli, nie śpiesząc się i odkrywasz wszystko po kolei i we właściwym czasie. Np. tutaj:
"— Słucham? — Niedowierzanie odmalowało się w czarnych oczach. Zaraz jednak się opanował, ruszając gwałtownie do wyjścia. — Zboczeniec! Nie waż się jej nawet dotknąć, zaraz przyślę tu Jeża. Ona się tym zajmie"
Ten fragment doskonale pokazuje, że skryty Itachi jest najzwyczajniej w świecie zazdrosny! Tak Uchiha, tak - wzięło cię, nie ma co ;)
A tutaj to myślałam, że się popłaczę ze śmiechu:
"— To nie powód do wstydu, że czujesz się samotny… — Opuszkami palców delikatnie przesuwała po jego szyi, sunąc w kierunku policzka.
— Słucham? — Zmrużył ostrzegawczo oczy na jej gest i błyskawicznie chwycił za nadgarstek, stanowczo odsuwając od swojej twarzy. "
Biedna gUpia Hakaze... Nie wyszło ci stara, Itachi ma inny cel niż ty ;)
No i kolejna moja perełeczka:
"— A mogłam kazać obezwładnić na dłużej (...)"
Cała Hokage, zawsze troszczy się o swoich ludzi, choć jej metody niekoniecznie są idealne. Ale co tam, wszyscy i tak ją kochają xD
Biedna Liv, która niemiłosiernie się nudzi w szpitalu, skazana na trójkę swoich podopiecznych, w dodatku wciąż w demonicznej postaci... Serio jak o tym czytałam, to żal mi się jej zrobiło, ale wbrew wszystkiemu przecież to Liv! Nic jej nie złamie, ona zawsze da sobie radę.
Podobał mi się fragment, gdy otulała się płaszczem od Uchihy, a ten ją obserwował... Wyczułam nutkę romantyzmu, ale wiem, że na to przyjdzie jeszcze czas xD
No i teraz znów będę poganiać do pisania, bo po raz kolejny rozbudziłaś w czytelnikach ciekawość, kim jest tajemniczy osobnik, który być może będzie potrafił pomóc jej odzyskać zdrowie...? Ech, ale ty tak zawsze robisz. Piszesz i urywasz w najciekawszych momentach, zostawiając nas na pastwę losu i snów co może być dalej...
PISZ, bo ukatrupię! Migiem! Chcę więcej, no...:(
No nic, powiem jeszcze tylko, że bardzo mi się rozdział podobał.
Życzę weny i czasu na kolejne śliczne Twoje rozdzialiki xD
Pozdrawiam i do następnego :*
Awwww :3. Tay, ale łechtasz moje ego :>. Co to ciekawości... to muszę ją rozbudzać, bo w innym wypadku znudziłby się Wam ten blog i co? Przestalibyście mnie odwiedzać i czytać :>. A tak to, że jest kilka niewyjaśnionych spraw i bohaterka jest nieprzewidywalna xD to jeszcze wpadacie :). Oj, czas to by się przydał, najlepiej żeby doba miała 48h i byłoby super xD. Dziękuję za komcia, a wenę przygarniam i pakuję do worka, kochana :*.
UsuńP.S. jak mnie ukatrupisz, to kto napisze Wam rozdział? xD
NO W KOŃCU!!! ile mozna czekać! nie wybaczyłam ci jeszcze tej długiej nieobecności ale jak bedziesz często w najbliższym czasie dodawać rozdział to myśle że ewentualnie mogę ci wybaczyć :D w każdym chyba domyślam sie kim jest ten gość co wchodzi pod koniec. nie jestem pewna ale przynajmniej mam podejrzenia! :D jeżeli to ten co myśle to będzie sie działo :D i powiem szczerze że uwielbiam sceny zazdrości itachiego o liv. to strasznie urocze! <3 oby takich więcej i jeszcze jakiś romantycznych może :3 czekam na next!
OdpowiedzUsuń~Marysia
Oj no, nie krzycz xD. Nie moja wina, że życie poza internetami mnie nie lubi i zasypuje obowiązkami xD. Postaram się poprawić na przyszłość :"D. Marysia, uwierz, będzie się działo xD. Tajemniczy gość już o to zadba :D. Pozdrawiam :*
UsuńHejka! Długo trzeba było czekać niestety, ale przyznam, że było warto ^^. Rozdział cudowny, jak zawsze zresztą xD.
OdpowiedzUsuńHuhu, coś czuję, że zbliża się powoli romansik. Aww <3! Itachi tak słodko się zachowuje przy Liv. Ich rozmowy są wprost genialne :D.
Nie ma to jak Tsunade i jej troska o mieszkańców. "A mogłam kazać obezwładnić na dłużej" - zdecydowanie jeden z najlepszych tekstów ^^.
Ależ ten Shisui niedobry xD. Żeby tak nieładnie podpuścić kuzynka.
Hakaze, Hakaze... Odpuść sobie w końcu...
Ach! I są też nasi kochani genini <3. Szkoda tylko, że nie rozumieją, że Liv niekoniecznie chce ich widzieć...
I znowu urwany wątek! Jak tak możesz?! Protestuję xD (http://www.youtube.com/watch?v=ixZDTiXiHsc ^^).
Liczę, że nowa notka pojawi się troszkę szybciej ;).
Weny i powodzenia w załatwieniu tych spraw!
Pozdrawiam serdecznie, willownight :*
Losy naszych bohaterów powoli zaczynają się zapętlać :3. Zgadzam się co do Tsunade, ta kobieta jest wyjątkowa xD. Szczerze, to uwielbiam Shisuia... on już wie jak doprowadzać kumpla do białej gorączki xD. Teleporter wie jak go rozgryźć i zmusić do zrzucenia masek :). Urwane wątki są fajne, nie znacie się xD (no dobra, jak jestem czytelnikiem to nie są już takie fajne xD). Pozdrawiam gorąco :*.
UsuńWitaj, to mój pierwszy komentatz na Twoim blogu, ale cóż,
OdpowiedzUsuńkiedyś musi być ten pierwszy raz :)
Zacznę więc od Zaku... Uśmierciłaś Sasuke, nie pozwalając mu się urodzić... Sprytne :) Chyba, że Zaku wygląda jak Sasuke i od Itachiego dzieli go ta sama różnica wieku (nie wiem, ile mają lat w tym opowiadaniu,
jeżeli informowałaś o tym, to najwyraźniej przeoczyłem), to wtedy jest tą samą osobą (jakby nie patrzeć, gdyby nie masakra klanu to by był bardzo dobrym człowiekiem). Nie, jednak to raczej nie ta sama osoba, wmawiam sobie, ale to raczej nie to...
Tak w ogóle to jak doszło do tego, że Tsunade jest Hokage? Zastanawia mnie, co się stało z trzecim, czwartym (o ile w historii tego świata taki był).
Kolejna sprawa, bo nie łapię... Tsunade to Senju, prawda? Czy u ciebie w opowiadaniu nie? Pyta ze względu na fragment, w którym klan Senju jest nazwany klanem pierwszego i drugiego hokage... a o Tsunade cicho.
Tak samo z tym, jak Tsunade mówi po nazwisku do Liv. To dziwne.
Nie wyobrażam sobie, by osoba o takim samym nazwisku jak ja, zamiast po imieniu, po nazwisku do mnie gadała. W rodzinie mówi się po imieniu,
lub używając tytułów jak: tato (ojcze), stryju, wuju etc. Innymi słowy gdy to się czyta i widzi się, jak Tsunade mówi do Liv "Senju" wychodzi to nienaturalnie, chyba, że Tsunade to nie Senju, ale to by oznaczało,
że wymazałaś jej poniekąd przeszłość, bo zgodnie z kanonem jest to wnuczka pierwszego hokage. Tsunade nie będąca Senju to dla mnie nie Tsunade (piszę o tym, bo Godaime jest moją ulubioną Hokage,
a gdy widzę sprzeczności, chcę wiedzieć, dlaczego jest tak, a nie inaczej).
Dalej... jest Shisui, masakry brak. Danzou nie ma oka Shisuia. Jest demon,
będacy zarazem główną bohaterką, jest Itachi, jest impreza.
Rozumiem, że to blog o Liv i Itachim, a także pochwalam to,
jak piszesz ich dialogi i przemyślenia (ja początkujący jestem),
podoba mi się i to bardzo. Chciałbym jednak bliżej poznać rodziny Senju i Uchiha z tej opowieści. Ciekawi mnie na przykład, czy u ciebie nie jest tak jak w kanonie, czyli, że Senju się zmieszali z mieszkańcami i słuch o nich zaginął, czy też raczej są zorganizowani na wzór Uchiha, czy Hyuuga.
Ciekawi mnie też, jak to z tymi Uchihami, a mówiąc o nich, także to,
czy Obito żyje, czy nie, a w związku z tym - co z Kakashim (który był w ANBU w kanonie) i Rin. Sytuacja z Minato, Kushiną i Naruto (czy ktoś taki się narodził) też mnie ciekawi. A jak już o Naruto - co z bijuu?
Mimo wszystko, mimo miliona pytań, które mam, mogę napisać jedno:
Twój blog jest świetny. Życzę Tobie, by każde kolejne rozdziały były coraz lepsze, a wena była zawsze z Tobą.
Pozdrawiam
Witaj.
UsuńDawno nie widziałam komentarza z tyloma pytaniami. Skoro już się zmobilizowałeś do tak długiego komentarza, to czuję się w obowiązku odpowiedzieć na co poniektóre. Zaczniemy od uśmiercania Sasuke... Nie nie nie, on żyje i ma się dobrze. Hasa sobie z Uzumakim, trenuje itd. Można powiedzieć, że zadbałam o to by Mikoto i Fugaku mieli jeszcze jedno dziecko :3. Niech żyje prokreacja! Nie chciałam wykorzystywać Sasuke, bo no cóż... Moja fascynacja pewnym paringiem mogłaby zgorszyć czytelników xD. Swoją drogą w jednym z rozdziałów wspominałam o Sasku i o Naruto... Tak więc ten temat omijam szerokim łukiem. Kto ma podobne skrzywienia to może wpaść na mój drugi blog.
Hokage Tsunade, Senju... Tak naprawdę nie wiadomo jak może mieć na nazwisko Tsunade. Z jakiego związku jest Tsunade i po którym z rodziców przyjęła nazwisko. Jednak, jakby nie patrzeć to po pierwsze jest przełożoną Liv i wypada zachowywać się oficjalnie, po drugie gdy rodzina jest bardzo daleka, ba, z którą nigdy nie utrzymywało się jakoś specjalnego kontaktu (tak, Tsunade wędrowała po świecie tak jak w mandze, zanim przyjęła tytuł przywódcy wioski) to jest to dopuszczalne, że nie zwraca się tytułami wskazującymi na pokrewieństwo. Zwrócę uwagę, że mimo wszystko Tsunade i Liv w rozmowach nie są tak sztywne jak w zwykłych rozmowach przełożony-podwładny. Liv więcej uchodzi płazem i to dlatego, że ma taki a nie inny rodowód. Chociaż przyznam szczerze, że nie skupiam się na ich więziach.
Trzeci i Czwarty nie żyją. Akcja z Orochimaru, przekazanie oka Kakashiemu, napad Kyuu na wioskę nie wyklucza mojej historii. Można powiedzieć, że pewne rzeczy działy się równolegle, a że nie są istotne dla mojej historii to o nich nie wspominam. Różnicą jest to, że masakry klanu Uchiha nie było (co prawda ten klan i tak nie pała sympatią do przedstawicieli rodu Senju), Sasek nie pognał do Orochimaru i żyje w osadzie.
Klan Senju… Cóż, w moim opowiadaniu Liv nie ma rodziców. Umarli jak była dzieckiem. Ona jest jedyną przedstawicielką tego rodu (nie liczę Tsunade), która nosi to nazwisko, więc nie ma jak być w tej zorganizowanej społeczności.
Wykreowany świat ma ogoniastych i demony. Można powiedzieć, że to jedna z moich licznych wariacji. Widzę, że Jesteś wielkim miłośnikiem kanonu, ja też go lubię... Cieszy mnie, że mój blog Ci się podoba mimo, że tak odbiega od preferowanych przez Ciebie norm :3. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
HALO HALO! Kogoś tu nie ma od miesiąca! A my czekamy!
OdpowiedzUsuńNo staram się, no :*
UsuńOjej, nie mam pojęcia dlaczego tak późno trafiłam na ten blog - jest niesamowity!
OdpowiedzUsuńOgromnie się cieszę, że długość rozdziałów się znacznie poprawiła i mam nadzieję, że będą jeszcze dłuższe :3 i że to gorące uczucie między Liv i Itachim w końcu wybuchnie! :D
Uwielbiam jak przedstawiasz tutaj bohaterów - każdy z osobna jest wyjątkowy, przyciąga uwagę i jest taki... realistyczny. To naprawdę świetne, bo dzięki temu można się bardziej wczuć w całą fabułę.
Senju wykreowałaś pięknie i idealnie - kocham takie silne i pewne siebie bohaterki :3 I ogólnie Itachi też cudowny, ta ich relacja, która się rozwija z każdym kolejnym rozdziałem - interesujące, ale nadal czekam na coś więcej ^^
Będę teraz czekać na kolejny rozdział z niecierpliwością, więc błagam, śpiesz się :c
Pozdrawiam!
Widziałam ostatnio tę marną długość pierwszych rozdziałów. Okropne, bleech. Cieszę się, że zabłądziłaś w internetach i wpadłaś tu do mnie. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :3. Dziękuję za komentarz :*
UsuńTęskni mi sie za Itachim i Liv... czemu tak długo Cię nie ma?
OdpowiedzUsuńMoon? Jak ja Cię dawno nie widziałam tu mnie. No zasmutałaś mnie okropnie. Myślałam, że zapomniałaś o Itachim i Liv. Mam newsa. Rozdział wklepuję i, żeby Was nie trzymać dłużej wrzucę przed betowaniem, a najwyżej później wstawię poprawiony. Pocieszam się, że już nie robię tak oczywistych błędów... no ale, nie oszukujmy się. Z pewnością wszystkiego nie wyłapię :x.
Usuń