Okej. Mam
poprawiony rozdział. Ogólnie nie powinno być już literówek i dziwnych zdań, ale
że ja to ja to może być różnie. Dziękuję Tay za przejrzenie tego rozdziału w
tak krótkim czasie :*. Pozdrawiam i życzę miłego czytania :3.
Betowała Tay :*
Liv z lekkim
poirytowaniem patrzyła na uśmiechniętą twarz mężczyzny. Nie spodziewała się, że
Kazama zawita w ich Wiosce, a tym bardziej będzie skory do pomocy. Powoli
dochodziła do wniosku, że jest nieprzewidywalny i przy nim trzeba być
przygotowaną na wszystko. Wciąż w lekkim szoku, bacznie obserwowała każdy jego
ruch, gotowa na atak lub obronę.
— Kto cię tak sponiewierał? — Kocim,
pełnym gracji ruchem zmniejszył dzielącą ich odległość i cmokając cicho pod
nosem, zlustrował wzrokiem całą jej sylwetkę. Czujnemu spojrzeniu nie umknęły
wystające spod ubrań bandaże. Na ich widok zmarszczył brwi, powoli podnosząc
dłoń do kołnierzyka, mając zamiar odchylić materiał. Jednak, zanim zdążył to
zrobić, zatrzymał go stalowy uścisk na nadgarstku.
— Łapy przy sobie — niski pomruk rozległ
się tuż przy uchu blondyna, następnie został stanowczo odsunięty od Liv.
— Tsunade, mogłabyś uspokoić tego
brytana? — Chikage wyrwał się trzymającemu go Itachiemu i rozmasował przegub.
— Nadal ci nie ufam — poinformował go
Uchiha, zaplatając ramiona na piersi i patrząc spod byka na Kazame. Widać było,
że z trudnością toleruje jego obecność.
— Jestem tu dla niej, nie dla ciebie,
chłopczyku — warknął, przyjmując swoją właściwą formę i obnażając kły. Walka
wisiała w powietrzu.
— Uspokójcie się, obaj — rozkazała
Tsunade, podchodząc bliżej i stając u boku demona. — A tobie radzę uważać z
machaniem rękami, bo nie wiem czy zauważyłeś, ale gdyby nie Uchiha to zostałbyś
z jedną. — Uśmiechnęła się wrednie wskazując na Liv. Widać było, że całe ciało
ma napięte niczym struna, a źrenice zwężyły się złowróżbnie. — Senju, uspokój
się. Nie chce mieć tu krwawej jatki.
Dziewczyna z lekkim wahaniem rozluźniła
mięśnie, opierając się o zagłówek. Zmrużyła złote oczy, patrząc z uwagą na
pobratymca.
— Kazama… Dlaczego chcesz mi pomóc? —
Poruszyła się na swoim miejscu, co wywołało grymas na jej twarzy i zmusiło do
zadania kolejnego pytania. — I jak szybko możesz to zrobić?
— Musi ci nieźle dokuczać, skoro nie
bluzgasz, żebym poszedł do diabła — zaśmiał się cicho siadając obok niej.
Zamyślił się na chwilę, patrząc na duże panoramiczne okno zaczął postukiwać
palcami o swojego kolano. — Wbrew pozorom, my demony dbamy o swoich, nie tak
jak niektórzy… — Łypnął na nią z widoczną ironią, odnosząc się do sytuacji z
Danzo. Na te słowa Liv zacisnęła usta w wąską kreskę, przymykając powieki. —
Żeby się pozbyć twoich obrażeń, musisz iść ze mną.
— Słucham? — Itachi spojrzał z
niedowierzaniem na Kazamę, a następnie przeniósł wzrok na Hokage. — Nie taka
była umowa.
— Uchiha, już wszystko ustalone —
powiedziała spokojnie kobieta, podchodząc do biurka. Usiadła na swoim fotelu i
podpierając się na łokciach, spojrzała na całą trójkę. — Wyruszacie jutro.
— Wyruszamy? — głos Kazamy wyrażał
uprzejme zdziwienie, gdy podniósł się ze swojego miejsca i stanął przed
przywódczynią Wioski. — Oczywiście miałaś na myśli tylko dziewczynę i mnie,
dobrze zrozumiałem?
— Jaką dziewczynę, padalcu? — syknęła
Liv, zaciskając pięści. — Mam imię!
— Nie. Uchiha idzie z wami — sprostowała
blondynka, ignorując wypowiedź Liv i oparła brodę na splecionych dłoniach.
— Nie zgadzam się…
— A ja nie wyślę jednego z moich
najlepszych żołnierzy bez ochrony, gdy on sam nie jest w stanie się obronić.
— Zaraz! — Liv poderwała się gwałtownie
z kanapy. Nie podobało jej się insynuowanie, że jest bezbronna. Miała już
kontynuować protesty, gdy zauważyła mrożące krew w żyłach spojrzenie Hokage, na
które automatycznie przełknęła ślinę. Wyczuwała promieniującą siłę Tsunadę i po
raz pierwszy od długiego czasu odpuściła. Nie miała ochoty oberwać, a jakoś
miała wątpliwości, czy w obecnym stanie zdąży zrobić unik. Zazgrzytała zębami,
piorunując wzrokiem całe towarzystwo i przysiadła na parapecie, złorzecząc pod
nosem.
— Czcigodna… gdybyśmy napotkali jakieś
niespodziewane komplikacje, to przecież ją ochronię. — Kazama, jako inteligentny
facet, przeszedł do negocjacji, nagle przypominając sobie o szacunku do
rozmówczyni. — Znasz obowiązujący mnie kodeks.
Nie przewidział jednak, że zmiana zdania
u Tsunade jest wręcz niemożliwa.
— Owszem ochronisz… — przytaknęła,
kiwając głową. — A kto ją ochroni przed tobą?
Na to, jakże trafne pytanie nie miał już
gotowej odpowiedzi. Dobrze wiedział, że kobieta nie ma na myśli normalnej
napaści. Chciała uniknąć sytuacji, w której on, mógłby spokojnie nagabywać Liv
do przejścia na stronę demonów.
Senju
przycisnęła czoło do szyby, słysząc zalegającą w pomieszczeniu ciszę. Niemal
wyczuwała skondensowany gniew buchający od Kazamy, jak i pulsującą czakrę
Hokage. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że pewnie teraz sztyletują się
wzrokiem, próbując zmusić przeciwnika do wycofania się ze swoich decyzji.
Chikage prawdopodobnie wszystko sobie obmyślił, a teraz jego plany muszą ulec
modyfikacji. Na tę myśl uśmiechnęła się ironicznie.
— O której chcesz wyruszyć? — zwróciła
się do Kazamy, powoli przesuwając palcami po zaparowanej od jej oddechu szybie.
— Mnie obojętne, jak tobie pasuje —
odpowiedział, a po chwili usłyszała jego ciche kroki, gdy skierował się do
wyjścia.
— Proponuję o dziesiątej, przy północnej
bramie. — Zeskoczyła z zajmowanego miejsca i naciągnęła na głowę kaptur.
Wyczuwając nieme pytanie przełożonej, westchnęła cicho. — Muszę coś załatwić z
rana.
Stanęła
przed czarną furtką i zmierzyła krytycznym spojrzeniem rozciągającą się przed
nią posesję. Spory zadbany ogród z kilkoma drzewami sakury, mały staw z
mostkiem, a w rogu placu drewniana altana. Ogółem, podwórko jakich pełno w tej
dzielnicy. Zauważyła, że ktoś, prawdopodobnie dozorca, zdecydował o rezygnacji
z hodowli kwiatów i zasiał wszędzie trawę.
— Dobrze, przynajmniej zmniejszą mi się
koszty za ogrodnika — mruknęła do siebie, naciskając klamkę i zmierzając
kamienną ścieżką do rezydencji.
Nie była tu od ponad roku, a dalej
wyglądała tak, jak ją zapamiętała. Parterowy budynek z dużą ilością okien.
Uśmiechnęła się lekko zauważając, że szyby są czyste i błyszczące, a drzwi
wejściowe naoliwione. Zatrudnienie starego przyjaciela jej rodziców do
doglądania rezydencji okazało się genialnym rozwiązaniem. Staruszek sumiennie
wywiązywał się ze swoich obowiązków. Lubiła ten dom, ale ze względu na jego
położenie, wolała się przenieś do centrum. Westchnęła i przekroczyła próg.
Głęboko wciągnęła powietrze i ze zdziwieniem stwierdziła, że niedawno musiało
być wietrzone i sprzątane. Nie dostrzegła nawet jednego kłębka kurzu, a jej
czujne nozdrza nie wyczuły zaduchu.
Szybkim krokiem minęła kuchnię i salon,
od razu kierując się do gabinetu. Z cichym szumem odsunęła drzwi i weszła do
środka. Nic się nie zmienił od czasów jej dzieciństwa. Cały w drewnie, na
północnej ścianie ogromny regał z księgami i zwojami, pośrodku solidne dębowe
biurko, a na nim zielona lampka.
Westchnęła, opadając na skórzany fotel i
spojrzała na wiszące na ścianach obrazy. Wszystkie przedstawiały jej przodków.
Hashirama i Tobirama stojący na wyrzeźbionych w skale głowach Hokage. Pierwszy pochylający
się z marsową miną nad stołem i rozrzuconymi na nim dokumentami. Drugi, tkwiący
po kolana w wodzie i doskonalący wodne techniki. Tylko jeden z sześciu płócien
różnił się od pozostałych. Poza członkiem klanu Senju, uwieczniona została inna
postać ważna dla historii Wioski. Przedstawiał Hashirame i Madare. Obaj stali
na wzgórzu i obserwowali Konohę. Twarz Hokage naznaczona była lekkim uśmiechem,
gdy opierał się o barierkę. Natomiast, przedstawiciel rodu Sharingana, ze
zmarszczonymi brwiami i skrzyżowanymi ramionami, kątem oka obserwował
towarzysza.
Liv uwielbiała ten obraz. Miał w sobie
to coś i to zawsze na nim, skupiał się jej wzrok. Dwójka przyjaciół, a
jednocześnie najgorszych rywali, dzielących wspólne marzenie, uwiecznionych
przez malarza.
Założyła ręce za głowę i przeniosła
spojrzenie na sufit. Gdzie powinna szukać odpowiedzi na swoje pytania? Gdzie
ukryto to, czego szuka? Jedyną namacalną wskazówką jaką miała był medalion. Wstała
z fotela i zabrała się za przeszukiwanie rezydencji.
Po trzech godzinach bezowocnych
poszukiwań, sapnęła z niezadowolenia, zatrzaskując z hukiem bramę. Nie miała
więcej czasu na przekopywanie strychów i piwnic domiszcza, babrając się w
kurzu. Za półgodziny powinna się stawić w umówionym miejscu.
Zagłębiając
się w las, każde z nich pogrążone było we własnych myślach. Liv dumała nad
możliwościami swojego organizmu, a raczej jego słabościach wyciągniętych na
światło dzienne, przez miksturę Łowców.
Itachi bacznie obserwował idącego z
przodu Kazamę, gotowy na szybką reakcję gdyby tylko mężczyzna zrobił
gwałtowniejszy ruch.
O czym myślał demon? O niczym
szczególnym. O irytujących ludzkich niedyspozycjach, przywiązaniu do miejsca i
ogólnej beznadziejności człowieczej rasy.
Zaciskając zęby,
Liv przedzierała się przez gęsty las. Co chwilę czuła jak ostrężyny szarpią ją
za nogawki, próbując w podstępny sposób powalić na ziemię. Mało nie jęknęła z
frustracji, gdy teraz dla odmiany, wkroczyli na podmokły teren, a zimna woda
obmywała jej nogi wlewając się do butów. Z mordem w oczach spojrzała na plecy
Kazamy i była niemal pewna, że ten podstępny demon, specjalnie wybrał tak
beznadziejną trasę. Mamrotając pod nosem przekleństwa, z obrzydzeniem odlepiła
od spodni jakieś oślizgłe ciamadajstwo, z trudem powstrzymując się od
wzdrygnięcia. Całym sercem nienawidziła tego szlaku, a miała niemiłe wrażenie,
że to dopiero początek atrakcji. Szli dopiero jeden dzień, a już miała dość.
Bandaże urażały obolałe plecy, przemoczona peleryna ciągnęła w dół, a od chłodu
nie miała czucia w stopach.
— Kazama, długo jeszcze będziemy się
babrać w tym bajorze? — rzuciła przez zęby, wyplątując się z pędów jakiegoś
chwastu.
— A co? Już wymiękasz? — Chikage
zarechotał wrednie, zerkając na nią przez ramię. — Wyjątkowo delikatny z ciebie
demon.
— Chyba chcesz się przekonać, jak bardzo
delikatna potrafi być moja pięść — warknęła, wygrażając mu ręką, na widok
czego, idący za nimi Uchiha, pokręcił jedynie z politowaniem głową.
— Oczywiście, że bym chciał — parsknął
rozbawiony, mrużąc zaczepnie oczy. — Jednak, nie oszukujmy się Liv… w takim
stanie nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem.
— Odszczekasz to zaraz — wysyczała
gniewnie. Chciała już się rzucić na uśmiechającego się drwiąco Kazamę, gdy
poczuła mocny uścisk na ramieniu zatrzymujący ją w pół kroku.
— Nie radzę, Senju. Jak wpadniesz w ten
syf, dostaniesz zakażenia — mruknął Uchiha, zaciskając mocniej palce.
Liv zmarszczyła brwi zastanawiając się
czy jednak nie warto trochę się zamoczyć, żeby zetrzeć ten kołtuński uśmieszek
z twarzy Kazamy. Dopiero kiedy Uchiha — jakby odgadując jej myśli — przejechał
otwartą dłonią po jej plecach, jęknęła cicho, momentalnie odrzucając ten
pomysł. Jeżeli teraz bolało jak diabli, przy zwykłym dotknięciu, to co by było
jakby wdało się zakażenie. Nie miała ochoty tego sprawdzać.
— Masz szczęście, dziś ci odpuszczę —
prychnęła z wyższością, machając na niego ręką jakby opędzała się od natrętnej
muchy.
— O dzięki ci, jaśnie pani — zadrwił
Chikage, kłaniając się przed nią iście dworskim ukłonem. Nagle w jednym
momencie pokonał dzielącą ich odległość, złapał za podbródek i zmusił do
spojrzenia mu w oczy. O mało się nie roześmiał gdy stojący za Liv, Uchiha
wyraźnie się spiął na ten gest. — Zmarzłaś… — szepnął widząc jej sine usta.
Musnął je kciukiem, mimochodem zerkając na Itachiego. Zauważając szybki błysk
Sharingana, odwrócił się, ponawiając wędrówkę.
— Kazama! Zamiast mnie molestować,
mógłbyś powiedzieć kiedy postój! — krzyknęła ze złością Liv, brnąc po kolana w
wodzie, za odchodzącym demonem.
— Teraz. — Poinformował ją. Zatrzymując
się gwałtownie, sprawił, że niczego nie spodziewają się dziewczyna, zderzyła
się z jego plecami. — I kto tu kogo molestuje? — Posłał jej ironiczne
spojrzenie.
— Nie schlebiaj sobie — syknęła,
odpychając go na bok i wspinając się na niewielkie wzniesienie.
Itachi
ze swojego miejsca obserwował poczynania Senju. Dziewczyna krążyła wokół
ogniska. Z zarzuconym na ramionach kocem próbowała się rozgrzać, rozcierając
skórę. Westchnął ciężko w irytacji. Miał serdecznie dość tego jej łażenia w
kółko. Poprawił się wygodniej, próbując złapać z nią kontakt wzrokowy, ale ona
uparcie wpatrywała się w płomienie.
— Senju?
— Hm? — Zerknęła na niego pytająco,
automatycznie poprawiając zsuwające się okrycie.
W odpowiedzi pokazał gestem, by podeszła
bliżej i czekał na reakcję. Widział jak mruży podejrzliwie złote oczy i po
krótkim wahaniu, zmniejsza dzielący ich dystans. Gdy pokiwał palcem, żeby się
schyliła, usłyszał głośne prychnięcie, ale wykonała polecenie.
— Uchiha, czy ty czasem nie przeginasz?
— zapytała, unosząc jedną brew i krzywiąc się ze złością.
Kiedy tylko to zrobiła, Itachi zadziałał
błyskawicznie. Bez ostrzeżenia złapał ją za nadgarstek i pociągnął, tak, że wylądowała
tuż przed nim, z cichym sykiem.
— Co ty wyprawiasz?! — wywarczała
gniewnie, próbując się podnieść, jednak Uchiha okazał się szybszy. Momentalnie
objął ją ramieniem, przyciągając bliżej, że była zmuszona oprzeć się o niego
plecami. W tym czasie drugą ręką zarzucił na nich swój koc, w ogóle nie
zwracając uwagi na usilne próby wyswobodzenia się Liv.
— Miałem dość twojego łażenia, Senju —
prychnął i oparł brodę na jej barku. Gdy wciąż nie odpuszczała, zbliżył usta do
jej ucha sycząc: — Przestań się wyrywać albo zrobię ci coś niehumanitarnego.
— Nie zapominaj, że grozisz demonowi, ty
dupku — wymamrotała przez zęby w końcu odpuszczając. — Tam było mi ciepło.
— Tu będzie ci cieplej — stwierdził ze
spokojem, patrząc prosto w czerwone ślepia, obserwującego ich Kazamy. Kątem oka
widział jak Liv już otwiera usta żeby kontynuować kłótnię, ale po krótkim
zastanowieniu rezygnuje. Przyszło mu do głowy, że ból, który odczuwa musi być
znaczący, skoro złożyła broń. W innym wypadku nie odpuściłaby awantury i
możliwości postawienia na swoim. To nie było w stylu Senju.
Poczuł jak się wierci, szukając
wygodniejszej pozycji, aż w końcu nieruchomieje. Itachi już po chwili usłyszał
równy oddech, gdy zasnęła wtulając nos w jego szyję.
Oparł głowę o pień, przymykając powieki.
Ciepło drugiego ciała sprawiało, że powoli zaczynał się rozluźniać. Wreszcie
mógł sobie na to pozwolić. Senju tkwiła bezpiecznie przy nim i nie było
najmniejszych szans, żeby Chikage mógł jej cokolwiek zrobić.
— Uchiha, w co ty pogrywasz?
Słysząc to niespodziewane pytanie,
otworzył jedno oko zerkając na Kazemę, który odłożył na bok polerowany do tej
pory miecz. Przeciągnął się i rozłożył się wygodniej na ziemi, nie spuszczając
wzroku z Itachiego.
— Nie rozumiem.
— A mnie się wydaje, że doskonale rozumiesz
— odpowiedział, wbijając w niego złote tęczówki.
Itachi dopiero teraz zauważył, że
siedzący przed nim mężczyzna przeszedł transformację. Demon przekrzywił głowę,
postukując palcami o kolano. Mimo że jego postawa wydawała się całkiem
wyluzowana, Uchiha wyczuwał, że jest napięty jak struna, zupełnie jak
drapieżnik przed skokiem. Automatycznie przycisnął do siebie mocniej trzymaną
Liv.
— Nie widzę powodów, dla których muszę
ci się tłumaczyć. — W czarnych oczach zawirowała ostrzegawczo, krwista czerwień
Sharingana.
— Ona jest demonem i należy do nas —
stwierdził ze spokojem Kazama, wyraźnie się rozluźniając, a atmosfera walki
zniknęła jak ręką odjął.
— Jest też człowiekiem i częścią Wioski
Liścia. — Uśmiechnął się ironicznie, gdy demon wyraźnie się skrzywił na
usłyszane słowa. — Wybrała swoją drogę.
— Nie zapominaj o tym, że zawsze może ją
zmienić. — Kazama odwzajemnił uśmiech, patrząc spod rzęs na dziewczynę. — Wtedy
przyjmę ją z otwartymi ramionami. Pamiętaj, wystarczy silny bodziec, jeden błąd
jaki popełnią ludzie, a przyjdzie do mnie…
Itachi zamknął oczy, tym sposobem dając
do zrozumienia, że to koniec dyskusji. Przy akompaniamencie cichego śmiechu
demona, rozmyślał o wypowiedzianych przez niego słowach.
Wiesz co, najgorzej zawsze się czuję po przeczytaniu rozdziału bo dopada mnie świadomość, że teraz będę musiała znów wyczekiwać kolejnego. A ja tak bardzo tego nie lubię ;_;
OdpowiedzUsuńTak przeczuwałam, że to Kazama zagości u Hokage no i proszę - jeszcze z jaką propozycją! I że on, dobrowolnie chce pomóc Liv? Zdecydowanie chce jej po stronie demonów, no a Itachi nie wydaje się zadowolony.
No i Itachi, och i ach! Jak on się o nią martwi, jak się troszczy. Z każdym kolejnym rozdziałem widać to jeszcze bardziej, on po prostu nie chce jej stracić i oddać komuś innemu. Jeszcze sobie nie zdaje sprawy, ale kiedyś to ogarnie :3
No i gdzie oni podróżują? Przez jakieś bagna i gąszcze, fu. Tak, ja tak bardzo nie w zgodzie z naturą. Oczywiście z taką fe (błoto i te sprawy...). Ja nie wiem dlaczego tak uwielbiam te momenty, kiedy Itachi przyciąga do siebie Liv i nawet pod jednym kocem leżą, ow! No i te słowa Kazamy - ja naprawdę się dziwię, że są jeszcze jako tako opanowani, bo jak tak dalej pójdzie to się pozabijają.
A, no i Kazamy mi za szkoda nie będzie.
Pozdrawiam i czekam na następny rozdział! c:
Uchiha to opanowany klan, nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi, a już tym bardziej demonowi xD. Dziwne, jakoś miałam przeczucie, że motyw koca się spodoba^^. No cóż, Kazama nie może nie pomóc, choć jako, że on to on, to z pewnością ma swoje motywy. Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :*
UsuńWitam po raz drugi!
OdpowiedzUsuńDzisiaj krócej, ale coś napiszę. Wspomnę więc, iż bardzo podobają mi się te obrazy, a w szczególności ten z Madarą i Hashiramą. Za to nie lubię tego demona, gdyż... on chce zrobić z Senju Uchihę - oczywiście w przenośni! Co mam tutaj na myśli? To Uchiha się obrażają na świat z błahego powodu (patrz: Sasuke, Madara, Obito), a on sugeruje, że jak jej stanie się jakaś krzywda, to obrazi się na całą ludzkość. A tak swoją drogą, to jak to jest z jej pochodzeniem? Jeden rodzic to demon (matka), a ojciec to człowiek (Senju)? Ja nadal ostaję przy tym, że Uchiha to prawdziwy przeklęty klan i demon to dla nich jak brat ;p Szczególnie dla Madary - widziałaś jego minę, gdy wyczuł Hashiramę? I te oczy? Nadludzka moc? No po prostu demon.
Co do podejścia Itachiego do Liv, tego jeszcze nie jestem w stanie w pełni skomentować. Myśli o niej, dba o jej zdrowie, ale poza tym wiele nie zrobił.
Teraz na koniec, coś w kwestii technicznej, mianowicie jest mały problem z wersją odpalaną na telefon (a ja często czytam blogi właśnie z telefonu, więc zauważyłem). Chodzi o to, że litery zlewają się z tłem, co nie pozwola czytać notki przez telefon (mam Samsunga Galaxy 551, ale myślę, że jak na nim nie da się nic przeczytać w wersji mobilnej, to problem może być też na innych).
Pozdrawiam,
Ja ne!
Kto był kim w rodzicach Liv, postaram się trochę nakreślić w kolejnych rozdziałach skoro jest ktoś kogo to ciekawi :3. A co do miny Madary... Moim zdaniem była boska :"D, swoją drogą uwielbiam jego postać. Jest nietuzinkowy, potężny i sprytny. Ogólnie mam słabość do niego i Hashiramy. Stosunek Itachiego do Liv i odwrotnie... Oni są trudnymi postaciami i nie umiem ich rozpisać na ladrynkową miłość. Itachi ma swoją klanową dumę, a Liv gorący charakter. Ogólnie ciężko ich wkopać w romans i odkrycie z uczuciami.
UsuńChciałam zapytać o to rozjaśnienie treści postów... teraz jest wyraźnie? Została zastosowana jaśniejsza czcionka i nie wiem czy już wystarczy. Mam nadzieję, że tak. Nie mam jak sprawdzić na swoim telefonie, bo moja komórka nie kocha internetów.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*
Super, że pojawiła się nowa notka, ale szkoda, że taka krótka i że tyle na nią czekaliśmy.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że poradziłaś sobie ze swoimi sprawami, a jeśli nie, to mam nadzieję, że zrobisz to w najbliższym czasie. W każdym razie życze powodzenia.
Co do notki, to miałam jednak rację, że owym pomocnikiem będzie Kazama. Fajnie wiedzieć, że w jego charakterze nic się nie zmieniło. Miło zobaczyć, że Łasic żywi jakieś uczucia do Liv. Jego zazdrość i troska o jej zdrowie i bezpieczeństwo jest naprawdę urocza. Szkoda tylko, że nic z tego nie wynika. Mógłby się trochę ogarnąć. Broni ją przed Kazamą, ale ok, to jeszcze można zrozumieć, w końcu to demon, ale żeby przed swoim kuzynem? Liv podoba się Shisuiemu bez względu na to skąd pochodzi i jakie ma umiejętności. Powinien się pospieszyć, bo inaczej ktoś go ubiegnie i Liv będzie z kimś innym. I niech panna Senju nawet nie próbuje przejść na stronę demonów! Byłoby to całkiem interesujące, nie przeczę, ale życie u boku Kazamy na pewno by jej się nie spodobało. A ona ma być partnerką Uchihy! Dlaczego już się nie całują? Przecież ona była gotowa o niego walczyć nawet z tą przylepą, która jest jego największą fanką i dowodzi pozostałymi (zapomniałam jak się nazywa, wybacz).
Mam nadzieję, że nie każesz nam czekać tyle czasu na następną notkę.
Powodzenia,
Yuzuki
Miałam mieć już wszystko z głowy, ale jak zwykle złośliwy los chciał inaczej. Pocieszam się, że może za niedługo wszystko się wreszcie unormuje i znowu będą regularne notki. Życzę tego Wam i sobie :3.
UsuńUchiha nie są zbyt wylewni i Itachi nie jest wyjątkiem. A Shisui, wie co robi^^. Oboje muszą się zorientować czego tak naprawdę od siebie chcą. Może to jedynie fascynacja albo pociąg fizyczny? Ciężko zauważyć kiedy zaciera się granica pomiędzy rywalami, a zmienia na coś innego. Nie każdy chce tej zmiany i przyjmie ją ze spokojem i akceptacją. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*
Hej, nareszcie notka :D! Oj, długo trzeba było czekać, długo, no ale rozumiem, że pełno spraw na głowie. Rozdział w każdym razie fantastyczny, ale to przecież żadna nowość ^^.
OdpowiedzUsuńCzyli jednak to Kazama postanowił zagościć u naszej kochanej Hokage. Cóż, raczej przeciągnąć Liv na swoją stronę mu się tak łatwo nie uda, ale coś tak jakoś podejrzewam, że będziesz chciała wprowadzić motyw Liv u demonów... Tak czy inaczej, zapowiada się ciekawie, nie powiem :D.
Achhh! Niech Łasic się wreszcie ogarnie! Raz mówi, że mu zależy, a potem i tak nic nie robi -.-. Niby chce ją chronić przed Kazamą, ale poza tym nic więcej...
O Jezu, umarłabym chyba podczas tej podróży. Jakieś chaszcze, bagna, normalnie masakra. Biedna Liv, nie dziwię się jej, że jest wkurzona na cały świat.
Uwielbiam twoje opisy! Po prostu uwielbiam! Ten opis rezydencji jest genialny. Kurde, chciałabym potrafić tak pisać :/.
Jak zawsze dużo weny i wolnego czasu :)!
Pozdrawiam serdecznie, willownight
PS. Wychwyciłam dwa błędy, a mianowicie literówka - "(...) z księgami W zwojami (...)" oraz brakujący przecinek - "(...) naznaczona była lekkim uśmiechem(,) gdy opierał się o (...)"
Nie będę zdradzać co zamierzam :3. Co do ogarniania... Nie można winić tylko Itachiego, Liv też nie wykazuje się zbytnią inicjatywą xD.
UsuńMatko, nawet nie wiesz jak mnie raduje to, że spodobał Ci się mój opis *-*. Mam z tym największy problem i każdy, absolutnie każdy rodzi się w bólach. Dziękować.
Błędy wychwycone już poprawione :*. Pozdrawiam
Kiedy następny? Odcinki ostatnio pojawiają się tak rzadko że aż przykro się robi...
OdpowiedzUsuńKiedy nowa notka? Czy od teraz jedna na miesiąc to zasada?
OdpowiedzUsuńwracaj do nas :(
OdpowiedzUsuńDitko! D: Wybacz! Błagam, nie płakaj, za to krzykaj na mnie ile wlezie, masz me błogosławieństwo! Wiem, że spartoliłam sprawę, bo tyle musiałaś czekać na mój komentarz... Już nadrabiam zaległości, mam nadzieję, że uda mi się choć troszkę załagodzić Twoje rozczarowanie mną. xD Wybacz!
OdpowiedzUsuńNo to przechodząc do właściwego komentarza:
Rozdział powiedziałbym spokojny, ale no właśnie powiedziałabym. Bo w końcu nawet zwykła podróż z Itachim i Liv - nigdy spokojna nie będzie. :D
No no no, coś mi się zdaje, że te dwa gołąbki w towarzystwie Kazamy chyba powoli zaczną dochodzić do właściwych wniosków. Choć znając upór tej dwójki, mogę się mylić. Ale przecież Itachi jest tak cholernie boopiekuńczy w tym rozdziale, że chyba wszyscy o tym wiedzą, tylko nie on. :D
Liv, uparta, zgrywa twardą, a jednak drobne wątpliwości również się jej trzymają. Ale to dobrze, widać przynajmniej że jest człowiekiem ;) I niech Kazama się wypcha, z tym przeciąganiem Liv na stronę denów! Won od niej, o!
Ale przecież Itachi też jasno dał mu to do zrozumienia. No i bardzo dobrze! Tak jest, ty Kazama masz się wypchać i najlepiej idź sobie i gdzieś tam umrzyj pod płotem, a Liv i Itachi niech się w końcu obudzą i płodzą słodkie maleństwa! xDDDD Nie no, żartuję, wiem, że tak raczej nie zamierzasz tego pisać, ale no, pomarzyć można xD
Ogółem rzecz biorąc powiem tak. Nie sądziłam, że zrobisz tyle ciekawych zwrotów w jednym rozdziale. Że dialogi boskie, to nie muszę wspominać, bo przecież Ty je pisałaś, to nie ma możliwości, żeby było inaczej. Zawsze będę Cię za to podziwiać, bo dla mnie napisanie dialogu jest masakrą. Ach no i te opisy, to słusznie jedna z czytelniczek zauważyła, że są świetne. Popieram. Są serio dopracowane i można łatwo wczuć się w klimat. Dita, po prostu jest fenomenalnie! :"D
Najbardziej chyba urzekł mnie ten fragment:
"— Jest też człowiekiem i częścią Wioski Liścia. — Uśmiechnął się ironicznie, gdy demon wyraźnie się skrzywił na usłyszane słowa. — Wybrała swoją drogę."
Kurczę no. Tak bardzo Itachi, że aż mi się wierzyć nie chce. <3 Podoba mi się jego spojrzenie, bo doskonale wszyscy wiemy, że nie powie wprost, że w głowie ma inne kosmate myśli - wiem, że tak jest Uchiha! Mnie nie oszukasz ;)
Dita! Weny, czasu, chęci i więceeeeeej! <3 <3
Trochę nieskładny ten komentarz, wybacz, ale jest wcześnie, kawa stoi zimna, więc brak cukru i kofeiny robią ze mnie nędzną imitację człeka.
W każdym razie tak:
- buziole! <3 :* :* :*
- *kop w tyłek* - masz pisać następny rozdział! :*
- ściskam!
I pamiętaj, moja tró lof dla Ciebie jest wieczna! xDDDD
Będziesz klęczeć za karę na grochu :/. Tyle opóźnienia z komciem. No wiesz? D:
UsuńZabiłaś mnie tą śmiercią pod płotem, jesu xD. Dlaczego nie lubujesz Kazamy? Ja go lubię :D. Jest taki... inny xD.
Oszalałyśta z tymi opisami. Dialogi, okej może są fajne ale opisy? O_O za mało kawy Tay, stanowczo xD. Pewnie teraz cukrzysz co by się wkupić w łaski. Cóż, nieźle Ci idzie :"D.
Ej, też myślę, że Itachi w tym zdaniu jest taki kanonowy :3. Jestem z siebie dumna *nadyma się z dumy*.
Dzięki za komcia i ja myślę, że ta miłość jest wieczna. Inaczej nie może być. Internety łączą ludzi XD.
Nie lubię Kazamy, bo chcę same ItaLiv! A on z nimi, noooo! Jak to tak? D: Chcę macanki, seksy, a on mi w tym momencie jest zbędny, o. xDDD
UsuńBądź z siebie dumna, bo masz z czego! Świetny rozdział, ale ja chcę jeszcze! <3 <3
PISZ! :*
Boru, boru Tay! Gdyby Cię słuchała o tych seksach, to musiałabym ustawić na blogu +18 xDDD. A to myślisz, że oni już chętni na te macanki? Bo ja w sumie sama nie wiem xDDD. Myślę przecież nad rozdziałem :"D.
UsuńKiedy next? Wchodzę codziennie na bloga a tu od dwóch tygodni pustka!
OdpowiedzUsuń~Marysia