5.05.2014

XXVIII SKOMPLIKOWANY RODOWÓD


Okej. Mam poprawiony rozdział. Ogólnie nie powinno być już literówek i dziwnych zdań, ale że ja to ja to może być różnie. Dziękuję Tay za przejrzenie tego rozdziału w tak krótkim czasie :*. Pozdrawiam i życzę miłego czytania :3.

Betowała Tay :*

Liv z lekkim poirytowaniem patrzyła na uśmiechniętą twarz mężczyzny. Nie spodziewała się, że Kazama zawita w ich Wiosce, a tym bardziej będzie skory do pomocy. Powoli dochodziła do wniosku, że jest nieprzewidywalny i przy nim trzeba być przygotowaną na wszystko. Wciąż w lekkim szoku, bacznie obserwowała każdy jego ruch, gotowa na atak lub obronę.
— Kto cię tak sponiewierał? — Kocim, pełnym gracji ruchem zmniejszył dzielącą ich odległość i cmokając cicho pod nosem, zlustrował wzrokiem całą jej sylwetkę. Czujnemu spojrzeniu nie umknęły wystające spod ubrań bandaże. Na ich widok zmarszczył brwi, powoli podnosząc dłoń do kołnierzyka, mając zamiar odchylić materiał. Jednak, zanim zdążył to zrobić, zatrzymał go stalowy uścisk na nadgarstku.
— Łapy przy sobie — niski pomruk rozległ się tuż przy uchu blondyna, następnie został stanowczo odsunięty od Liv.
— Tsunade, mogłabyś uspokoić tego brytana? — Chikage wyrwał się trzymającemu go Itachiemu i rozmasował przegub.
— Nadal ci nie ufam — poinformował go Uchiha, zaplatając ramiona na piersi i patrząc spod byka na Kazame. Widać było, że z trudnością toleruje jego obecność.
— Jestem tu dla niej, nie dla ciebie, chłopczyku — warknął, przyjmując swoją właściwą formę i obnażając kły. Walka wisiała w powietrzu.
— Uspokójcie się, obaj — rozkazała Tsunade, podchodząc bliżej i stając u boku demona. — A tobie radzę uważać z machaniem rękami, bo nie wiem czy zauważyłeś, ale gdyby nie Uchiha to zostałbyś z jedną. — Uśmiechnęła się wrednie wskazując na Liv. Widać było, że całe ciało ma napięte niczym struna, a źrenice zwężyły się złowróżbnie. — Senju, uspokój się. Nie chce mieć tu krwawej jatki.
Dziewczyna z lekkim wahaniem rozluźniła mięśnie, opierając się o zagłówek. Zmrużyła złote oczy, patrząc z uwagą na pobratymca.
— Kazama… Dlaczego chcesz mi pomóc? — Poruszyła się na swoim miejscu, co wywołało grymas na jej twarzy i zmusiło do zadania kolejnego pytania. — I jak szybko możesz to zrobić?
— Musi ci nieźle dokuczać, skoro nie bluzgasz, żebym poszedł do diabła — zaśmiał się cicho siadając obok niej. Zamyślił się na chwilę, patrząc na duże panoramiczne okno zaczął postukiwać palcami o swojego kolano. — Wbrew pozorom, my demony dbamy o swoich, nie tak jak niektórzy… — Łypnął na nią z widoczną ironią, odnosząc się do sytuacji z Danzo. Na te słowa Liv zacisnęła usta w wąską kreskę, przymykając powieki. — Żeby się pozbyć twoich obrażeń, musisz iść ze mną.
— Słucham? — Itachi spojrzał z niedowierzaniem na Kazamę, a następnie przeniósł wzrok na Hokage. — Nie taka była umowa.
— Uchiha, już wszystko ustalone — powiedziała spokojnie kobieta, podchodząc do biurka. Usiadła na swoim fotelu i podpierając się na łokciach, spojrzała na całą trójkę. — Wyruszacie jutro.
— Wyruszamy? — głos Kazamy wyrażał uprzejme zdziwienie, gdy podniósł się ze swojego miejsca i stanął przed przywódczynią Wioski. — Oczywiście miałaś na myśli tylko dziewczynę i mnie, dobrze zrozumiałem?
— Jaką dziewczynę, padalcu? — syknęła Liv, zaciskając pięści. — Mam imię!
— Nie. Uchiha idzie z wami — sprostowała blondynka, ignorując wypowiedź Liv i oparła brodę na splecionych dłoniach.
— Nie zgadzam się…
— A ja nie wyślę jednego z moich najlepszych żołnierzy bez ochrony, gdy on sam nie jest w stanie się obronić.
— Zaraz! — Liv poderwała się gwałtownie z kanapy. Nie podobało jej się insynuowanie, że jest bezbronna. Miała już kontynuować protesty, gdy zauważyła mrożące krew w żyłach spojrzenie Hokage, na które automatycznie przełknęła ślinę. Wyczuwała promieniującą siłę Tsunadę i po raz pierwszy od długiego czasu odpuściła. Nie miała ochoty oberwać, a jakoś miała wątpliwości, czy w obecnym stanie zdąży zrobić unik. Zazgrzytała zębami, piorunując wzrokiem całe towarzystwo i przysiadła na parapecie, złorzecząc pod nosem.
— Czcigodna… gdybyśmy napotkali jakieś niespodziewane komplikacje, to przecież ją ochronię. — Kazama, jako inteligentny facet, przeszedł do negocjacji, nagle przypominając sobie o szacunku do rozmówczyni. — Znasz obowiązujący mnie kodeks.
Nie przewidział jednak, że zmiana zdania u Tsunade jest wręcz niemożliwa.
— Owszem ochronisz… — przytaknęła, kiwając głową. — A kto ją ochroni przed tobą?
Na to, jakże trafne pytanie nie miał już gotowej odpowiedzi. Dobrze wiedział, że kobieta nie ma na myśli normalnej napaści. Chciała uniknąć sytuacji, w której on, mógłby spokojnie nagabywać Liv do przejścia na stronę demonów.
Senju przycisnęła czoło do szyby, słysząc zalegającą w pomieszczeniu ciszę. Niemal wyczuwała skondensowany gniew buchający od Kazamy, jak i pulsującą czakrę Hokage. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że pewnie teraz sztyletują się wzrokiem, próbując zmusić przeciwnika do wycofania się ze swoich decyzji. Chikage prawdopodobnie wszystko sobie obmyślił, a teraz jego plany muszą ulec modyfikacji. Na tę myśl uśmiechnęła się ironicznie.
— O której chcesz wyruszyć? — zwróciła się do Kazamy, powoli przesuwając palcami po zaparowanej od jej oddechu szybie.
— Mnie obojętne, jak tobie pasuje — odpowiedział, a po chwili usłyszała jego ciche kroki, gdy skierował się do wyjścia.
— Proponuję o dziesiątej, przy północnej bramie. — Zeskoczyła z zajmowanego miejsca i naciągnęła na głowę kaptur. Wyczuwając nieme pytanie przełożonej, westchnęła cicho. — Muszę coś załatwić z rana.

            Stanęła przed czarną furtką i zmierzyła krytycznym spojrzeniem rozciągającą się przed nią posesję. Spory zadbany ogród z kilkoma drzewami sakury, mały staw z mostkiem, a w rogu placu drewniana altana. Ogółem, podwórko jakich pełno w tej dzielnicy. Zauważyła, że ktoś, prawdopodobnie dozorca, zdecydował o rezygnacji z hodowli kwiatów i zasiał wszędzie trawę.
— Dobrze, przynajmniej zmniejszą mi się koszty za ogrodnika — mruknęła do siebie, naciskając klamkę i zmierzając kamienną ścieżką do rezydencji.
Nie była tu od ponad roku, a dalej wyglądała tak, jak ją zapamiętała. Parterowy budynek z dużą ilością okien. Uśmiechnęła się lekko zauważając, że szyby są czyste i błyszczące, a drzwi wejściowe naoliwione. Zatrudnienie starego przyjaciela jej rodziców do doglądania rezydencji okazało się genialnym rozwiązaniem. Staruszek sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Lubiła ten dom, ale ze względu na jego położenie, wolała się przenieś do centrum. Westchnęła i przekroczyła próg. Głęboko wciągnęła powietrze i ze zdziwieniem stwierdziła, że niedawno musiało być wietrzone i sprzątane. Nie dostrzegła nawet jednego kłębka kurzu, a jej czujne nozdrza nie wyczuły zaduchu.
Szybkim krokiem minęła kuchnię i salon, od razu kierując się do gabinetu. Z cichym szumem odsunęła drzwi i weszła do środka. Nic się nie zmienił od czasów jej dzieciństwa. Cały w drewnie, na północnej ścianie ogromny regał z księgami i zwojami, pośrodku solidne dębowe biurko, a na nim zielona lampka.
Westchnęła, opadając na skórzany fotel i spojrzała na wiszące na ścianach obrazy. Wszystkie przedstawiały jej przodków. Hashirama i Tobirama stojący na wyrzeźbionych w skale głowach Hokage. Pierwszy pochylający się z marsową miną nad stołem i rozrzuconymi na nim dokumentami. Drugi, tkwiący po kolana w wodzie i doskonalący wodne techniki. Tylko jeden z sześciu płócien różnił się od pozostałych. Poza członkiem klanu Senju, uwieczniona została inna postać ważna dla historii Wioski. Przedstawiał Hashirame i Madare. Obaj stali na wzgórzu i obserwowali Konohę. Twarz Hokage naznaczona była lekkim uśmiechem, gdy opierał się o barierkę. Natomiast, przedstawiciel rodu Sharingana, ze zmarszczonymi brwiami i skrzyżowanymi ramionami, kątem oka obserwował towarzysza.
Liv uwielbiała ten obraz. Miał w sobie to coś i to zawsze na nim, skupiał się jej wzrok. Dwójka przyjaciół, a jednocześnie najgorszych rywali, dzielących wspólne marzenie, uwiecznionych przez malarza.
Założyła ręce za głowę i przeniosła spojrzenie na sufit. Gdzie powinna szukać odpowiedzi na swoje pytania? Gdzie ukryto to, czego szuka? Jedyną namacalną wskazówką jaką miała był medalion. Wstała z fotela i zabrała się za przeszukiwanie rezydencji.
Po trzech godzinach bezowocnych poszukiwań, sapnęła z niezadowolenia, zatrzaskując z hukiem bramę. Nie miała więcej czasu na przekopywanie strychów i piwnic domiszcza, babrając się w kurzu. Za półgodziny powinna się stawić w umówionym miejscu.
           
            Zagłębiając się w las, każde z nich pogrążone było we własnych myślach. Liv dumała nad możliwościami swojego organizmu, a raczej jego słabościach wyciągniętych na światło dzienne, przez miksturę Łowców.
Itachi bacznie obserwował idącego z przodu Kazamę, gotowy na szybką reakcję gdyby tylko mężczyzna zrobił gwałtowniejszy ruch.
O czym myślał demon? O niczym szczególnym. O irytujących ludzkich niedyspozycjach, przywiązaniu do miejsca i ogólnej beznadziejności człowieczej rasy.
Zaciskając zęby, Liv przedzierała się przez gęsty las. Co chwilę czuła jak ostrężyny szarpią ją za nogawki, próbując w podstępny sposób powalić na ziemię. Mało nie jęknęła z frustracji, gdy teraz dla odmiany, wkroczyli na podmokły teren, a zimna woda obmywała jej nogi wlewając się do butów. Z mordem w oczach spojrzała na plecy Kazamy i była niemal pewna, że ten podstępny demon, specjalnie wybrał tak beznadziejną trasę. Mamrotając pod nosem przekleństwa, z obrzydzeniem odlepiła od spodni jakieś oślizgłe ciamadajstwo, z trudem powstrzymując się od wzdrygnięcia. Całym sercem nienawidziła tego szlaku, a miała niemiłe wrażenie, że to dopiero początek atrakcji. Szli dopiero jeden dzień, a już miała dość. Bandaże urażały obolałe plecy, przemoczona peleryna ciągnęła w dół, a od chłodu nie miała czucia w stopach.
— Kazama, długo jeszcze będziemy się babrać w tym bajorze? — rzuciła przez zęby, wyplątując się z pędów jakiegoś chwastu.
— A co? Już wymiękasz? — Chikage zarechotał wrednie, zerkając na nią przez ramię. — Wyjątkowo delikatny z ciebie demon.
— Chyba chcesz się przekonać, jak bardzo delikatna potrafi być moja pięść — warknęła, wygrażając mu ręką, na widok czego, idący za nimi Uchiha, pokręcił jedynie z politowaniem głową.
— Oczywiście, że bym chciał — parsknął rozbawiony, mrużąc zaczepnie oczy. — Jednak, nie oszukujmy się Liv… w takim stanie nie jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem.
— Odszczekasz to zaraz — wysyczała gniewnie. Chciała już się rzucić na uśmiechającego się drwiąco Kazamę, gdy poczuła mocny uścisk na ramieniu zatrzymujący ją w pół kroku.
— Nie radzę, Senju. Jak wpadniesz w ten syf, dostaniesz zakażenia — mruknął Uchiha, zaciskając mocniej palce.
Liv zmarszczyła brwi zastanawiając się czy jednak nie warto trochę się zamoczyć, żeby zetrzeć ten kołtuński uśmieszek z twarzy Kazamy. Dopiero kiedy Uchiha — jakby odgadując jej myśli — przejechał otwartą dłonią po jej plecach, jęknęła cicho, momentalnie odrzucając ten pomysł. Jeżeli teraz bolało jak diabli, przy zwykłym dotknięciu, to co by było jakby wdało się zakażenie. Nie miała ochoty tego sprawdzać.
— Masz szczęście, dziś ci odpuszczę — prychnęła z wyższością, machając na niego ręką jakby opędzała się od natrętnej muchy.
— O dzięki ci, jaśnie pani — zadrwił Chikage, kłaniając się przed nią iście dworskim ukłonem. Nagle w jednym momencie pokonał dzielącą ich odległość, złapał za podbródek i zmusił do spojrzenia mu w oczy. O mało się nie roześmiał gdy stojący za Liv, Uchiha wyraźnie się spiął na ten gest. — Zmarzłaś… — szepnął widząc jej sine usta. Musnął je kciukiem, mimochodem zerkając na Itachiego. Zauważając szybki błysk Sharingana, odwrócił się, ponawiając wędrówkę.
— Kazama! Zamiast mnie molestować, mógłbyś powiedzieć kiedy postój! — krzyknęła ze złością Liv, brnąc po kolana w wodzie, za odchodzącym demonem.
— Teraz. — Poinformował ją. Zatrzymując się gwałtownie, sprawił, że niczego nie spodziewają się dziewczyna, zderzyła się z jego plecami. — I kto tu kogo molestuje? — Posłał jej ironiczne spojrzenie.
— Nie schlebiaj sobie — syknęła, odpychając go na bok i wspinając się na niewielkie wzniesienie.
            
Itachi ze swojego miejsca obserwował poczynania Senju. Dziewczyna krążyła wokół ogniska. Z zarzuconym na ramionach kocem próbowała się rozgrzać, rozcierając skórę. Westchnął ciężko w irytacji. Miał serdecznie dość tego jej łażenia w kółko. Poprawił się wygodniej, próbując złapać z nią kontakt wzrokowy, ale ona uparcie wpatrywała się w płomienie.
— Senju?
— Hm? — Zerknęła na niego pytająco, automatycznie poprawiając zsuwające się okrycie.
W odpowiedzi pokazał gestem, by podeszła bliżej i czekał na reakcję. Widział jak mruży podejrzliwie złote oczy i po krótkim wahaniu, zmniejsza dzielący ich dystans. Gdy pokiwał palcem, żeby się schyliła, usłyszał głośne prychnięcie, ale wykonała polecenie.
— Uchiha, czy ty czasem nie przeginasz? — zapytała, unosząc jedną brew i krzywiąc się ze złością.
Kiedy tylko to zrobiła, Itachi zadziałał błyskawicznie. Bez ostrzeżenia złapał ją za nadgarstek i pociągnął, tak, że wylądowała tuż przed nim, z cichym sykiem.
— Co ty wyprawiasz?! — wywarczała gniewnie, próbując się podnieść, jednak Uchiha okazał się szybszy. Momentalnie objął ją ramieniem, przyciągając bliżej, że była zmuszona oprzeć się o niego plecami. W tym czasie drugą ręką zarzucił na nich swój koc, w ogóle nie zwracając uwagi na usilne próby wyswobodzenia się Liv.
— Miałem dość twojego łażenia, Senju — prychnął i oparł brodę na jej barku. Gdy wciąż nie odpuszczała, zbliżył usta do jej ucha sycząc: — Przestań się wyrywać albo zrobię ci coś niehumanitarnego.
— Nie zapominaj, że grozisz demonowi, ty dupku — wymamrotała przez zęby w końcu odpuszczając. — Tam było mi ciepło.
— Tu będzie ci cieplej — stwierdził ze spokojem, patrząc prosto w czerwone ślepia, obserwującego ich Kazamy. Kątem oka widział jak Liv już otwiera usta żeby kontynuować kłótnię, ale po krótkim zastanowieniu rezygnuje. Przyszło mu do głowy, że ból, który odczuwa musi być znaczący, skoro złożyła broń. W innym wypadku nie odpuściłaby awantury i możliwości postawienia na swoim. To nie było w stylu Senju.
Poczuł jak się wierci, szukając wygodniejszej pozycji, aż w końcu nieruchomieje. Itachi już po chwili usłyszał równy oddech, gdy zasnęła wtulając nos w jego szyję.
Oparł głowę o pień, przymykając powieki. Ciepło drugiego ciała sprawiało, że powoli zaczynał się rozluźniać. Wreszcie mógł sobie na to pozwolić. Senju tkwiła bezpiecznie przy nim i nie było najmniejszych szans, żeby Chikage mógł jej cokolwiek zrobić.
— Uchiha, w co ty pogrywasz?
Słysząc to niespodziewane pytanie, otworzył jedno oko zerkając na Kazemę, który odłożył na bok polerowany do tej pory miecz. Przeciągnął się i rozłożył się wygodniej na ziemi, nie spuszczając wzroku z Itachiego.
— Nie rozumiem.
— A mnie się wydaje, że doskonale rozumiesz — odpowiedział, wbijając w niego złote tęczówki.
Itachi dopiero teraz zauważył, że siedzący przed nim mężczyzna przeszedł transformację. Demon przekrzywił głowę, postukując palcami o kolano. Mimo że jego postawa wydawała się całkiem wyluzowana, Uchiha wyczuwał, że jest napięty jak struna, zupełnie jak drapieżnik przed skokiem. Automatycznie przycisnął do siebie mocniej trzymaną Liv.
— Nie widzę powodów, dla których muszę ci się tłumaczyć. — W czarnych oczach zawirowała ostrzegawczo, krwista czerwień Sharingana.
— Ona jest demonem i należy do nas — stwierdził ze spokojem Kazama, wyraźnie się rozluźniając, a atmosfera walki zniknęła jak ręką odjął.
— Jest też człowiekiem i częścią Wioski Liścia. — Uśmiechnął się ironicznie, gdy demon wyraźnie się skrzywił na usłyszane słowa. — Wybrała swoją drogę.
— Nie zapominaj o tym, że zawsze może ją zmienić. — Kazama odwzajemnił uśmiech, patrząc spod rzęs na dziewczynę. — Wtedy przyjmę ją z otwartymi ramionami. Pamiętaj, wystarczy silny bodziec, jeden błąd jaki popełnią ludzie, a przyjdzie do mnie…
Itachi zamknął oczy, tym sposobem dając do zrozumienia, że to koniec dyskusji. Przy akompaniamencie cichego śmiechu demona, rozmyślał o wypowiedzianych przez niego słowach.

             

16 komentarzy:

  1. Wiesz co, najgorzej zawsze się czuję po przeczytaniu rozdziału bo dopada mnie świadomość, że teraz będę musiała znów wyczekiwać kolejnego. A ja tak bardzo tego nie lubię ;_;
    Tak przeczuwałam, że to Kazama zagości u Hokage no i proszę - jeszcze z jaką propozycją! I że on, dobrowolnie chce pomóc Liv? Zdecydowanie chce jej po stronie demonów, no a Itachi nie wydaje się zadowolony.
    No i Itachi, och i ach! Jak on się o nią martwi, jak się troszczy. Z każdym kolejnym rozdziałem widać to jeszcze bardziej, on po prostu nie chce jej stracić i oddać komuś innemu. Jeszcze sobie nie zdaje sprawy, ale kiedyś to ogarnie :3
    No i gdzie oni podróżują? Przez jakieś bagna i gąszcze, fu. Tak, ja tak bardzo nie w zgodzie z naturą. Oczywiście z taką fe (błoto i te sprawy...). Ja nie wiem dlaczego tak uwielbiam te momenty, kiedy Itachi przyciąga do siebie Liv i nawet pod jednym kocem leżą, ow! No i te słowa Kazamy - ja naprawdę się dziwię, że są jeszcze jako tako opanowani, bo jak tak dalej pójdzie to się pozabijają.
    A, no i Kazamy mi za szkoda nie będzie.
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział! c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchiha to opanowany klan, nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi, a już tym bardziej demonowi xD. Dziwne, jakoś miałam przeczucie, że motyw koca się spodoba^^. No cóż, Kazama nie może nie pomóc, choć jako, że on to on, to z pewnością ma swoje motywy. Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Witam po raz drugi!
    Dzisiaj krócej, ale coś napiszę. Wspomnę więc, iż bardzo podobają mi się te obrazy, a w szczególności ten z Madarą i Hashiramą. Za to nie lubię tego demona, gdyż... on chce zrobić z Senju Uchihę - oczywiście w przenośni! Co mam tutaj na myśli? To Uchiha się obrażają na świat z błahego powodu (patrz: Sasuke, Madara, Obito), a on sugeruje, że jak jej stanie się jakaś krzywda, to obrazi się na całą ludzkość. A tak swoją drogą, to jak to jest z jej pochodzeniem? Jeden rodzic to demon (matka), a ojciec to człowiek (Senju)? Ja nadal ostaję przy tym, że Uchiha to prawdziwy przeklęty klan i demon to dla nich jak brat ;p Szczególnie dla Madary - widziałaś jego minę, gdy wyczuł Hashiramę? I te oczy? Nadludzka moc? No po prostu demon.
    Co do podejścia Itachiego do Liv, tego jeszcze nie jestem w stanie w pełni skomentować. Myśli o niej, dba o jej zdrowie, ale poza tym wiele nie zrobił.
    Teraz na koniec, coś w kwestii technicznej, mianowicie jest mały problem z wersją odpalaną na telefon (a ja często czytam blogi właśnie z telefonu, więc zauważyłem). Chodzi o to, że litery zlewają się z tłem, co nie pozwola czytać notki przez telefon (mam Samsunga Galaxy 551, ale myślę, że jak na nim nie da się nic przeczytać w wersji mobilnej, to problem może być też na innych).
    Pozdrawiam,
    Ja ne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto był kim w rodzicach Liv, postaram się trochę nakreślić w kolejnych rozdziałach skoro jest ktoś kogo to ciekawi :3. A co do miny Madary... Moim zdaniem była boska :"D, swoją drogą uwielbiam jego postać. Jest nietuzinkowy, potężny i sprytny. Ogólnie mam słabość do niego i Hashiramy. Stosunek Itachiego do Liv i odwrotnie... Oni są trudnymi postaciami i nie umiem ich rozpisać na ladrynkową miłość. Itachi ma swoją klanową dumę, a Liv gorący charakter. Ogólnie ciężko ich wkopać w romans i odkrycie z uczuciami.
      Chciałam zapytać o to rozjaśnienie treści postów... teraz jest wyraźnie? Została zastosowana jaśniejsza czcionka i nie wiem czy już wystarczy. Mam nadzieję, że tak. Nie mam jak sprawdzić na swoim telefonie, bo moja komórka nie kocha internetów.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Super, że pojawiła się nowa notka, ale szkoda, że taka krótka i że tyle na nią czekaliśmy.
    Mam nadzieję, że poradziłaś sobie ze swoimi sprawami, a jeśli nie, to mam nadzieję, że zrobisz to w najbliższym czasie. W każdym razie życze powodzenia.
    Co do notki, to miałam jednak rację, że owym pomocnikiem będzie Kazama. Fajnie wiedzieć, że w jego charakterze nic się nie zmieniło. Miło zobaczyć, że Łasic żywi jakieś uczucia do Liv. Jego zazdrość i troska o jej zdrowie i bezpieczeństwo jest naprawdę urocza. Szkoda tylko, że nic z tego nie wynika. Mógłby się trochę ogarnąć. Broni ją przed Kazamą, ale ok, to jeszcze można zrozumieć, w końcu to demon, ale żeby przed swoim kuzynem? Liv podoba się Shisuiemu bez względu na to skąd pochodzi i jakie ma umiejętności. Powinien się pospieszyć, bo inaczej ktoś go ubiegnie i Liv będzie z kimś innym. I niech panna Senju nawet nie próbuje przejść na stronę demonów! Byłoby to całkiem interesujące, nie przeczę, ale życie u boku Kazamy na pewno by jej się nie spodobało. A ona ma być partnerką Uchihy! Dlaczego już się nie całują? Przecież ona była gotowa o niego walczyć nawet z tą przylepą, która jest jego największą fanką i dowodzi pozostałymi (zapomniałam jak się nazywa, wybacz).
    Mam nadzieję, że nie każesz nam czekać tyle czasu na następną notkę.
    Powodzenia,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam mieć już wszystko z głowy, ale jak zwykle złośliwy los chciał inaczej. Pocieszam się, że może za niedługo wszystko się wreszcie unormuje i znowu będą regularne notki. Życzę tego Wam i sobie :3.
      Uchiha nie są zbyt wylewni i Itachi nie jest wyjątkiem. A Shisui, wie co robi^^. Oboje muszą się zorientować czego tak naprawdę od siebie chcą. Może to jedynie fascynacja albo pociąg fizyczny? Ciężko zauważyć kiedy zaciera się granica pomiędzy rywalami, a zmienia na coś innego. Nie każdy chce tej zmiany i przyjmie ją ze spokojem i akceptacją. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Hej, nareszcie notka :D! Oj, długo trzeba było czekać, długo, no ale rozumiem, że pełno spraw na głowie. Rozdział w każdym razie fantastyczny, ale to przecież żadna nowość ^^.
    Czyli jednak to Kazama postanowił zagościć u naszej kochanej Hokage. Cóż, raczej przeciągnąć Liv na swoją stronę mu się tak łatwo nie uda, ale coś tak jakoś podejrzewam, że będziesz chciała wprowadzić motyw Liv u demonów... Tak czy inaczej, zapowiada się ciekawie, nie powiem :D.
    Achhh! Niech Łasic się wreszcie ogarnie! Raz mówi, że mu zależy, a potem i tak nic nie robi -.-. Niby chce ją chronić przed Kazamą, ale poza tym nic więcej...
    O Jezu, umarłabym chyba podczas tej podróży. Jakieś chaszcze, bagna, normalnie masakra. Biedna Liv, nie dziwię się jej, że jest wkurzona na cały świat.
    Uwielbiam twoje opisy! Po prostu uwielbiam! Ten opis rezydencji jest genialny. Kurde, chciałabym potrafić tak pisać :/.
    Jak zawsze dużo weny i wolnego czasu :)!
    Pozdrawiam serdecznie, willownight

    PS. Wychwyciłam dwa błędy, a mianowicie literówka - "(...) z księgami W zwojami (...)" oraz brakujący przecinek - "(...) naznaczona była lekkim uśmiechem(,) gdy opierał się o (...)"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę zdradzać co zamierzam :3. Co do ogarniania... Nie można winić tylko Itachiego, Liv też nie wykazuje się zbytnią inicjatywą xD.
      Matko, nawet nie wiesz jak mnie raduje to, że spodobał Ci się mój opis *-*. Mam z tym największy problem i każdy, absolutnie każdy rodzi się w bólach. Dziękować.
      Błędy wychwycone już poprawione :*. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Kiedy następny? Odcinki ostatnio pojawiają się tak rzadko że aż przykro się robi...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy nowa notka? Czy od teraz jedna na miesiąc to zasada?

    OdpowiedzUsuń
  7. wracaj do nas :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Ditko! D: Wybacz! Błagam, nie płakaj, za to krzykaj na mnie ile wlezie, masz me błogosławieństwo! Wiem, że spartoliłam sprawę, bo tyle musiałaś czekać na mój komentarz... Już nadrabiam zaległości, mam nadzieję, że uda mi się choć troszkę załagodzić Twoje rozczarowanie mną. xD Wybacz!
    No to przechodząc do właściwego komentarza:
    Rozdział powiedziałbym spokojny, ale no właśnie powiedziałabym. Bo w końcu nawet zwykła podróż z Itachim i Liv - nigdy spokojna nie będzie. :D
    No no no, coś mi się zdaje, że te dwa gołąbki w towarzystwie Kazamy chyba powoli zaczną dochodzić do właściwych wniosków. Choć znając upór tej dwójki, mogę się mylić. Ale przecież Itachi jest tak cholernie boopiekuńczy w tym rozdziale, że chyba wszyscy o tym wiedzą, tylko nie on. :D
    Liv, uparta, zgrywa twardą, a jednak drobne wątpliwości również się jej trzymają. Ale to dobrze, widać przynajmniej że jest człowiekiem ;) I niech Kazama się wypcha, z tym przeciąganiem Liv na stronę denów! Won od niej, o!
    Ale przecież Itachi też jasno dał mu to do zrozumienia. No i bardzo dobrze! Tak jest, ty Kazama masz się wypchać i najlepiej idź sobie i gdzieś tam umrzyj pod płotem, a Liv i Itachi niech się w końcu obudzą i płodzą słodkie maleństwa! xDDDD Nie no, żartuję, wiem, że tak raczej nie zamierzasz tego pisać, ale no, pomarzyć można xD
    Ogółem rzecz biorąc powiem tak. Nie sądziłam, że zrobisz tyle ciekawych zwrotów w jednym rozdziale. Że dialogi boskie, to nie muszę wspominać, bo przecież Ty je pisałaś, to nie ma możliwości, żeby było inaczej. Zawsze będę Cię za to podziwiać, bo dla mnie napisanie dialogu jest masakrą. Ach no i te opisy, to słusznie jedna z czytelniczek zauważyła, że są świetne. Popieram. Są serio dopracowane i można łatwo wczuć się w klimat. Dita, po prostu jest fenomenalnie! :"D
    Najbardziej chyba urzekł mnie ten fragment:
    "— Jest też człowiekiem i częścią Wioski Liścia. — Uśmiechnął się ironicznie, gdy demon wyraźnie się skrzywił na usłyszane słowa. — Wybrała swoją drogę."
    Kurczę no. Tak bardzo Itachi, że aż mi się wierzyć nie chce. <3 Podoba mi się jego spojrzenie, bo doskonale wszyscy wiemy, że nie powie wprost, że w głowie ma inne kosmate myśli - wiem, że tak jest Uchiha! Mnie nie oszukasz ;)
    Dita! Weny, czasu, chęci i więceeeeeej! <3 <3
    Trochę nieskładny ten komentarz, wybacz, ale jest wcześnie, kawa stoi zimna, więc brak cukru i kofeiny robią ze mnie nędzną imitację człeka.
    W każdym razie tak:
    - buziole! <3 :* :* :*
    - *kop w tyłek* - masz pisać następny rozdział! :*
    - ściskam!
    I pamiętaj, moja tró lof dla Ciebie jest wieczna! xDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz klęczeć za karę na grochu :/. Tyle opóźnienia z komciem. No wiesz? D:
      Zabiłaś mnie tą śmiercią pod płotem, jesu xD. Dlaczego nie lubujesz Kazamy? Ja go lubię :D. Jest taki... inny xD.
      Oszalałyśta z tymi opisami. Dialogi, okej może są fajne ale opisy? O_O za mało kawy Tay, stanowczo xD. Pewnie teraz cukrzysz co by się wkupić w łaski. Cóż, nieźle Ci idzie :"D.
      Ej, też myślę, że Itachi w tym zdaniu jest taki kanonowy :3. Jestem z siebie dumna *nadyma się z dumy*.
      Dzięki za komcia i ja myślę, że ta miłość jest wieczna. Inaczej nie może być. Internety łączą ludzi XD.

      Usuń
    2. Nie lubię Kazamy, bo chcę same ItaLiv! A on z nimi, noooo! Jak to tak? D: Chcę macanki, seksy, a on mi w tym momencie jest zbędny, o. xDDD
      Bądź z siebie dumna, bo masz z czego! Świetny rozdział, ale ja chcę jeszcze! <3 <3
      PISZ! :*

      Usuń
    3. Boru, boru Tay! Gdyby Cię słuchała o tych seksach, to musiałabym ustawić na blogu +18 xDDD. A to myślisz, że oni już chętni na te macanki? Bo ja w sumie sama nie wiem xDDD. Myślę przecież nad rozdziałem :"D.

      Usuń
  9. Kiedy next? Wchodzę codziennie na bloga a tu od dwóch tygodni pustka!
    ~Marysia

    OdpowiedzUsuń