Mam nowy
rozdział. Jest trochę dłuższy niż poprzedni i mam nadzieję, że to jakoś
wynagrodzi Wam tak długie czytanie. Dziękuję za wszystkie komentarze i to, że
tak o sobie przypominaliście. Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy. Pozdrawiam i
miłego czytania.
Betowała Tay :*
****
Mocno ziewając, Liv skierowała się do łazienki.
Wspinając się po schodach, rozmyślała o zmianach jakie zaszły w jej życiu. Od
kiedy awansowała do rangi genina i trafiła do drużyny — to przy każdej
nadarzającej się okazji — trenowała z ojcem. Kamirama postawił sobie za punkt
honoru zarobienie z niej najlepszej kunoichi nie tylko w Wiosce, ale w całym
świecie ninja. Miała stać się dumą klanu Senju i wzbudzać respekt u pozostałych
znanych rodów. Jego wygórowane ambicje brały się między innymi z tego, że mało, że była jego jedynym
dzieckiem, to jeszcze dziewczynką.
Mruknęła cicho, zrzucając ubrania i wchodząc pod
prysznic. Dzisiejszy dzień należał do najgorszych z możliwych. Rodziciel dał
jej taki wycisk, że myślała, że wyzionie ducha na trawniku we własnym ogrodzie.
Bolało ją dosłownie wszystko i miała świadomość istnienia każdego, nawet
najmniejszego mięśnia w ciele. Co dziwne mrowiły ją nawet dziąsła i skóra
głowy! Westchnęła ciężko nad niesprawiedliwym losem i zabrała się za mycie.
Kiedy skończyła, wyszła z kabiny, na wpół śpiąco wytarła się do sucha i
zarzuciła szlafrok. Odwróciła się do sięgającego podłogi lustra. Nawet na nie
nie zerkając zgarnęła z najbliżej półki szczotkę i powolnymi, metodycznymi
ruchami, zaczęła rozczesywać mokre włosy. Najchętniej od razu skierowałaby się
do łóżka, ale wiedziała, że jeśli nie ogarnie fryzury, to jutro będzie jednym, wielkim
poplątanym kłębem, niezdatnym do rozplątania. No cóż, nigdy się nie przejmowała
swoim wyglądem, ale perspektywa zaprzyjaźnienia się z nożyczkami — kiedy
zapuściła te kłaki już takie długie — nie napawała ją zbyt dużym entuzjazmem,
dlatego wolała przetrwać te kilka minut. Kiedy natrafiła na wyjątkowo oporny
kołtun, aż zawarczała z frustracji, szarpiąc mocniej. Tak, nawet zaraz po myciu
sprawiały problem. I właśnie w tym momencie zauważyła coś nietypowego.
Marszcząc nos, uniosła rozplątany pukiel. Trzymając
go na wysokości wzroku, przypatrywała mu się z uwagą i lekką konsternacją.
Zamiast normalnego krwisto-czerwonego koloru, miał barwę śniegu. Liv zamrugała
intensywnie na widok tej anomalii i przesunęła spojrzeniem po całej jego
długości. Sytuacja była zdecydowanie dziwna. Zanurzyła dłoń w mokrych kosmykach
i z widocznym zawahaniem zerknęła w lustro. To, co tam zobaczyła sprawiło, że wrzasnęła
jak oparzona, gwałtownie się cofając. Zbyt zaskoczona nie dostrzegła stojącego
za nią kosza na pranie i wpadła na niego, przewracając go z hałasem.
Momentalnie straciła równowagę, i upadła lądując na stercie ubrań. Wciąż w
ciężkim szoku z przerażeniem zaczęła macać swoją twarz i zęby. Pod palcami
poczuła ostre kły, na co pisnęła, cofając dłonie i właśnie wtedy spostrzegła,
że również paznokcie uległy transformacji. Przypominały szpony!
— Liv? — Zza drzwi rozległ się zaniepokojony głos
ojca. Kiedy nic nie odpowiedziała złapał za klamkę i pewnie wkroczył do środka.
Przesunął wzrokiem po stworzonym przez swoją latorośl bałaganie, ostatecznie
zatrzymując się na niej. Siedziała na środku prania i z widocznym na twarzy
strachem patrzyła w wiszące naprzeciwko zwierciadło. Mężczyzna westchnął
ciężko, odwracając się na pięcie. — Czekam w kuchni, tam porozmawiamy.
— Ale…
— W kuchni — uciął stanowczo, opuszczając
pomieszczenie.
Liv bez słowa usiadła przed ojcem i spuściła nisko
głowę. Czuła się skołowana i przytłoczona. Ze wszystkich stron bodźce atakowały
jej zmysły, wprowadzając w umyśle zamęt. Węch wyłapywał nowe i nawet najsłabsze
zapachy, słuch rejestrował gwar rozmów oraz śmiechów z najbliższej okolicy. Do
tego wyostrzony wzroki i smak dopełniał chaosu kłębiącego się w jej głowie.
— Po pierwsze, nie ma żadnego powodu do strachu —
zapewnił mężczyzna i podparł się na łokciach o blat, opierając brodę na
splecionych dłoniach. Na jego słowa Liv, szybko uniosła twarz, wpatrując się
nie niego uważnie. Widząc jej złote oczy, Kamirame kolejny raz uderzyło to, jak
bardzo jest podobna do matki. Po nim odziedziczyła jedynie człowieczeństwo i
chakrę. Cóż, wzięła od swoich rodziców to, co najlepsze.
— To jakieś jutsu, prawda? — Nie dało się nie
zauważyć, jak spojrzała na ojca z nadzieją, wstrzymując powietrze. Widać, że
całą ta sytuacja ją rozstroiła i poniekąd to była jego wina. Celowo wyciskał z
niej litry potu, żeby wreszcie uaktywnić tkwiący w Liv demoniczny pierwiastek.
— Nie. To naturalna kolej rzeczy, kiedy jeden z
rodziców jest demonem.
— Czym?! Ale, że jak? Ojcze…
— Słyszałaś, i nie ja, a Aika. Twoja świętej pamięci
matka.
— Demon… demon, ale że… nie rozumiem! — Złapała się
za włosy, próbując sobie to zwizualizować. — Który, jak? Nie możliwe! To
nierealne! I teraz, że ja?
— Chyba muszę zacząć od początku. — Odetchnął
głęboko, podnosząc się z miejsca. Podszedł do zlewu i zapatrzył się na
krajobraz za oknem. — Twoja matka pochodziła z rasy demonów. Opowieści o nich
owiane są tajemnicą i traktowano je bardziej jak legendy. Sam je tak traktowałem,
do czasu. — Parsknął cicho śmiechem do swoich wspomnień. — Życie dało mi
prawdziwego i bolesnego prztyczka w nos, za moją ignorancję. Przy pierwszym
spotkaniu Aika o mało mnie nie zabiła, bo miałem to nieszczęście, że znalazłem
się w nieodpowiednim miejscu o złym czasie. Całe szczęście doszliśmy do
porozumienia i skończyło się tylko na kilku siniakach i pogruchotanych żebrach.
Cóż, demony zawsze były przewrażliwione na punkcie swoich sekretów, ale z
drugiej strony, co się im dziwić? Ludzie prawie ich wytępili przez niesamowite
właściwości jakie miała ich krew. Nie bez powodów uważają nas za słabych,
rządnych władzy oraz bogactw, głupców. Sami o to zadbaliśmy, żeby tak o nas
myśleli. Ciągłe polowania sprawiły, że opuścili swoje siedziby i zaczęli
wędrować po świecie małymi grupkami, nigdy nie zagrzewając danego miejsca na dłużej...
— Jak to się stało, że byliście razem? — Wtrąciła,
marszcząc brwi. Nie mieściło jej się w
głowie, jakim cudem, demon tak nieprzychylnie nastawiony do ludzi, związał się
z jednym z nich. To nielogiczne. To wszystko było naciągane.
— Nie chcę o tym rozmawiać, ten temat jest dla mnie
zamknięty, a ty powinnaś się skupić na tym co teraz najważniejsze, czyli na
sobie i tym kim jesteś. — Posłał jej ostre spojrzenie, pod którym mimowolnie
się skuliła. Ojciec należał do tego typu ludzi, którzy nie afiszowali się ze
swoimi uczuciami i wychowywał ją twardą ręką. — Skoro sobie to wyjaśniliśmy,
przejdźmy dalej… Człowiek nigdy nie rozpozna demona, jeśli ten sam nie zechce się
ujawnić, a uwierz, nie zechce, tylko członek tej samej rasy rozpozna
pobratymca. Posiadają własną hierarchię, która w głównej mierze zależy od siły
i czystości krwi. Co ciekawe, ty mimo mieszanych rodziców, masz czystą krew
swojej matki, która pochodziła z najstarszego rodu. Jest to o tyle dziwne, że
takie rzeczy się nie zdarzają. W zasadzie powinnaś być zwykłym człowiekiem. —
Przeczesał palcami swoje białe włosy, uśmiechając się półgębkiem z widocznym
złośliwym zadowoleniem. — Jak widać nie jesteś, ale genów Senju nie jest się
tak łatwo pozbyć co nie trudno zauważyć po twojej chakrze. — Widząc jak Liv
znowu otwiera usta, uniósł rękę żeby milczała i kontynuował: — Demony nie
posiadają czegoś takiego jak chakra. Nie mogą używać jutsu. Jesteś tak jakby
wybrykiem natury.
— Cudownie, wybryk natury… — mruknęła do siebie,
przyglądając się swoim dłoniom.
— Wybryk czy nie, musisz znać zasady. Każdego demona
obowiązuje kodeks, w tym ciebie. Jest to zbiór zasad i reguł. Ich nieznajomość
nie zwalnia cię z kary, kiedy złamiesz jedną z nich. Jak najmniej osób może
wiedzieć kim jesteś, to taka niepisana zasada stworzona dla twojego własnego
bezpieczeństwa. W tej chwili o tobie wie tylko garstka zaufanych ludzi z Hokage
na czele. Nie ma potrzeby, żeby wiedział ktoś więcej.
— Rozumiem.
— Dobrze, a teraz chodź. Pokaże ci jak to cofnąć i
dam kodeks.
****
Obudził ją chłód
i zdrętwiała ręka. Zamruczała z niezadowolenia, podnosząc się do siadu i
rozmasowując mrowiącą kończynę. Ziewając, obrzuciła spojrzeniem obozowisko i
zauważyła, że prócz niej jest tylko Kazama. Zmarszczyła brwi zastanawiając się,
gdzie poniosło Uchihę i jakim cudem nie poczuła jak wstał. Doprawdy, ten
człowiek czasem zachowywał się jak duch.
—Twój kochaś poszedł
się odświeżyć — odezwał się niespodziewanie Kazama, kucając i grzebiąc w
palenisku.
— Przecież o nic
nie pytałam — żachnęła się, mrużąc oczy z poirytowania. Nie podobało jej się,
że demon zdawał się czytać z niej jak z otwartej księgi. — I to nie jest mój kochaś
— sprostowała, krzywiąc się na takie insynuacje.
— Jasne, jasne —
przytaknął lekceważąco, powoli się prostując i idąc w stronę Liv. Na jego
ustach błąkał się jakiś dziwny uśmiech, który momentalnie sprawił, że
zwiększyła czujność. Nie miała wątpliwości, Chikage coś knuł, tylko pytanie co.
— Mówił ci ktoś,
że jesteś lepszy od kawy? Raz dwa podnosisz ciśnienie.
— Wystarczy
jedno twoje słowo, a zawsze będę dbał o twoje poranki — wyszeptał, pochylając
się nad nią i odgarniając z twarzy Liv, zabłąkany kosmyk. — I nie musisz dziękować,
dla ciebie wszystko.
— Doprawdy?
Obawiam się, że jakbym skorzystała z twojej propozycji groziłoby mi
nadciśnienie — prychnęła z sarkazmem, uśmiechając się kpiąco. — To nawet
interesujące, że o tak wczesnej porze wciąż jesteś chętny na amory. — Wypowiadając
te słowa, uważnie śledziła każdy jego ruch. Kiedy zbliżył się naprawdę blisko,
momentalnie się cofnęła, wpadając na rosnące za nią drzewo.
— To w pełni
twoja zasługa, że godzina nie gra roli. — Jego ciepły oddech owiewał jej usta,
gdy zmniejszył dzielącą ich odległość do minimum. — I widzę, że niedowierzasz,
że mógłbym we właściwy sposób cię pobudzać. — Słysząc to Liv, desperacko
przylgnęła do pnia, patrząc na uchylone wargi mężczyzny i przełykając ślinę. To
zabrzmiało cholernie dwuznacznie i ku swojej konsternacji wyczuła jakby
powietrze wokół nich było naelektryzowane. Nie podobała jej się ta intymna
atmosfera jaka nagle zapanowała w obozowisku. Tak, zdecydowanie nie podobała.
Gdzie ten dupek Uchiha, kiedy jest potrzebny? Przy nim, Kazama jakoś nie jest
tak wylewny.
— Dziwisz mi
się? — wyszeptała, przenosząc wzrok na jego oczy. Dostrzegając w nich
niebezpieczny błysk, zacisnęła mocno zęby by po chwili ciszy wysyczeć. — Mam
nieomylne wrażenie, że ta rozmowa zmierza w dziwnym kierunku…
— Prawdopodobnie
masz rację. — Oparł dłoń tuż nad nią, przypatrując się Senju z uwagą.
— Co? — sapnęła
zaskoczona odpowiedzią, zaraz jednak odzyskała rezon i podniosła dumnie głowę.
— To może przejdziesz do rzeczy, a nie krążysz jak sęp nad padliną.
— Okropne
porównanie, Liv — podsumował, parskając śmiechem, zerkając na nią spod rzęs. —
Wiesz, tak mnie zastanawia…
— Tak, mnie też
zastanawia czy się czasem nie zagalopowałeś — Lodowaty głos, rozległ się tuż obok nich, na
co Liv drgnęła zaskoczona. Z wahaniem podniosła wzrok i zobaczyła Itachiego.
Mimo że jego twarz nie wrażała żadnych emocji, nie dało się nie zauważyć
drgania chakry.
— Dokończymy
nasze randez vous później. — Kazama całkowicie zignorował Uchihę i musnął
ustami, czerwoną z zażenowania Senju.
— Po moim trupie
— stwierdził grobowym tonem Itachi, mierząc demona rozsierdzonym spojrzeniem.
— Da się zrobić.
— Chikage uśmiechnął się złowrogo.
Atmosfera błyskawicznie zgęstniała, a
świat wydawał się wstrzymywać oddech w oczekiwaniu na katastrofę. To
wystarczyło żeby Liv oprzytomniała i gwałtownie wtargnęła pomiędzy nich,
rozsuwając ich na szerokość swoich ramion. Nie miała zamiaru być świadkiem
krwawej jatki, a tym bardziej, że później byłaby zmuszona składać ich do kupy.
— Dajcie już
spokój. — Obdarzyła każdego z nich groźnym spojrzeniem, ostatecznie zatrzymując
je na Kazamie. — Nie bawią mnie twoje gierki, więc przestań.
— Twoją
demoniczną stronę bawią. — Zaśmiał się cwaniacko, puszczając jej oko. — Gdyby tak
nie było to byś mnie odepchnęła. — Poruszył znacząco brwiami.
— Może czekałam
żeby ci odgryźć język — warknęła gniewnie, boleśnie świadoma, że Kazama ma
rację. Gdzieś tam, ta jej druga natura przejmowała nad nią kontrolę, a Chikage
doskonale o tym wiedział. Zbyt długie przebywanie w jego towarzystwie nie mogło
się skończyć dobrze.
— Zapewne —
zadrwił, odwracając się na pięcie. — Skoro jesteśmy w komplecie to czas ruszać.
Liv przez dłuższą chwilę wpatrywała się w
plecy odchodzącego blondyna. Kazama był niebezpiecznym przeciwnikiem.
Perfekcyjnie wykorzystywał każdą słabość i zawahanie ofiary. Westchnęła ciężko,
zerkając na Uchihę. Domyślała się, że teraz prędzej czy później czeka ją
konfrontacja właśnie z nim.
— Co to miało
znaczyć, Senju? — Itachi zagrodził jej drogę, patrząc na nią z jawną irytacją.
Miała szczerą nadzieję, że ta rozmowa odbędzie się później, ale jak widać, los
postanowił inaczej.
— Ale, że niby
co? — Udała głupią, wychylając się zza ramienia Uchihy i dostrzegając opartego
kawałek dalej Chikage. Uśmiechał się kpiąco, a z ruchu jego warg zdołała
wyczytać: „tłumacz się, tłumacz”, na co zazgrzytała zębami, piorunując go
wzrokiem. Świetnie! Zawsze marzyła o widowni.
— Zobowiązałem
się że będę cię chronić, ale zostawić cię na chwilę samą, a już się do niego
łasisz?!
—Słucham?! — Na
ten zarzut, Liv aż spurpurowiała z gniewu.
— Słyszałaś —
prychnął, a zaraz dodał głośniej. — Chikage, to prywatna rozmowa.
— Niekulturalnie
mieć tajemnice w towarzystwie — krzyknął w odpowiedzi, z zainteresowaniem oglądając
swoje paznokcie.
— Nie interesuje
mnie to — rzucił i odczekał aż tamten zniknie za drzewami. Dopiero kiedy się
upewnił, że nie może ich podsłuchiwać ponownie skupił uwagę na Senju. — Więc?
— Po pierwsze
Uchiha, ja cię o pomoc nie prosiłam — warknęła, dźgając go palcem w pierś. — Po
drugie, wielki mi ochroniarz, który nagle znika z posterunku. A po trzecie,
chyba najważniejsze w tej całej sprawie. Mam prawo łasić się do kogo chcę, a
tobie nic do tego!
— Może jednak… —
zamilkł gwałtownie, marszcząc brwi.
— Może jednak,
co? — zapytała, uważnie mu się przyglądając. Cholernie ją ciekawiło, co chciał
powiedzieć zanim się powstrzymał. Wyglądało to tak, jakby o mało nie palnął
czegoś, czego nie powinien. Dlaczego ci przeklęci Uchiha, muszą być tak
cholernie opanowani?!
— Nieważne —
mruknął, odwracając się i ruszył w stronę drzew, gdzie zniknął Kazama.
Liv aż zacisnęła pięści ze złości. Z
trudem opanowała się przed złapaniem Uchihy za ubranie i wyduszeniem tego co
miał czelność przemilczeć. Czy chociaż raz nie mógłby powiedzieć bez ogródek
tego co ma do powiedzenia?! Prychnęła głośno, zarzucając płaszcz i kaptur.
Doprawdy, jeszcze parę takich sytuacji, a wyciągnie z niego wszystkie
informacje siłą. Miała dość niedomówień.
****
—
Jesteśmy na miejscu.
Liv powoli zbliżyła się do urwiska,
patrząc na migoczące w dole jezioro. Wyjątkowo czysta woda mieniła się
zachęcająco w promieniach słońca, kusząc kąpielą. Otaczająca akwen roślinność
dodawała miejscu tajemniczości i piękną. Każdy krzew lub głaz rozmieszczony był
z precyzją, właściwą dla najlepszego architekta, dając wrażenie, że nic tu nie
jest przypadkowe. Uroda tego miejsca zachwycała oczy, jednocześnie wprowadzając
dziwny niezidentyfikowany lęk do jej serca. Wszystko wyglądało zbyt idealnie i
dlatego Liv pomyślała o pułapce. Podejrzenia znacznie się pogłębiły, kiedy
dojrzała cztery kamienne słupy rozmieszczone po każdej stronie jeziora. Mrużąc
oczy spróbowała odczytać wyryte symbole na najbliższym z nich, ale dzieląca od
niego odległość była zbyt wielka.
— Do tej pory mi
nie powiedziałeś, jak zamierzasz mi pomóc. — Odrzuciła z głowy kaptur,
odwracając się do pobratymca. Najbardziej ją zaniepokoiły te kamienne bloki.
Przypominały te, pomiędzy którymi została uwięziona przez Łowców. Jakoś ciężko
było jej uwierzyć w zbieg okoliczności.
— Przede wszystkim
musimy zejść na brzeg — mruknął wymijająco, kierując się do wykutych w skale
schodów.
— Senju, nie
podoba mi się to. — Itachi marszcząc brwi, patrzył na oddalającego się
mężczyznę. — Nie mówi wszystkiego.
— Wiem, ale
chyba nie mam innego wyboru jak mu zaufać — westchnęła ciężko, przeczesując
palcami włosy i spoglądając w bezchmurne niebo. Nie dopuszczała do siebie
myśli, że Chikage mógłby ją skrzywdzić. Obowiązywały ich sztywne zasady i poza
oficjalnym pojedynkiem, albo w sytuacji ratowania życia, nie mogła go
uśmiercić. Ta zasada obowiązywała w obie strony.
Stając na brzegu, wszyscy zlustrowali cały
akwen i pobliskie tereny. Liv wyczuwała jakąś dziwną aurę bijącą od zbiornika i,
z lekkim wahaniem, wysunęła dłoń na taflę. Kiedy tylko to zrobiła, ta zaczęła
delikatnie falować i bulgotać, zupełnie jakby coś się chciało wydostać z
głębin. Zafascynowana chciała podejść bliżej, ale powstrzymało ją zagradzające
drogę ramię Kazamy.
— Musisz o czymś
wiedzieć — zaczął, powoli odwracając się do dziewczyny.
— Tak jak
przypuszczałem, jest haczyk — stwierdził Itachi, krzyżując ramiona na piersi i
obserwując uważnie Chikage.
— Są pewne
zasady, których trzeba się trzymać — poinformował Liv, całkowicie ignorując
wypowiedź Uchihy. — Podczas rytuału, potrzebny jest inny demon, to po pierwsze.
Po drugie, moje jedyne wspomnienia dotyczące tego co się działo podczas
uzdrawiania są zamazane. Kolejną niewiadomą jest, jak to miejsce zareaguje na
osobnika, który nie kultywuje tradycji i trzyma z ludźmi — dokończył, w
międzyczasie zmieniając formę.
— To nie za
wiele wiesz — powiedział Uchiha, unosząc ironicznie brew.
— Cokolwiek
pamiętasz? — Liv przeniosła spojrzenie na kamienne słupy, zastanawiając się
jakie ten zabieg może mieć konsekwencję.
— Demon
wyzdrowiał, mimo że był jedną nogą w grobie.
— Czyli wiesz to,
co najważniejsze — powiedziała zamyślona, ale coś ją tknęło do zadania
ostatniego pytania. — Kim był ten demon? To byłeś ty, prawda?
— Tak.
Słysząc tę
krótką i rzeczową odpowiedź aż uchyliła usta. Nie wyobrażała sobie Kazamy na
łożu śmierci. Ciekawiło ją, kto mógł go do takiego stanu doprowadzić, ale coś w
jego spojrzeniu powstrzymało od dociekania.
— Chodź. — Chikage
wyciągnął do niej dłoń, wyraźnie czekając aż ją chwyci.
— To na pewno
konieczne? — zapytała podejrzliwie, po dłuższej chwili jednak ją ujmując. Ten
tylko się uśmiechnął cwaniacko i przyciągnął Liv bliżej. Skonsternowana
przywarła do jego boku, będąc aż nazbyt świadoma poirytowanego wzroku Uchihy.
— Może tak, a
może nie — parsknął rozbawiony i pociągnął za sobą. — Ach, i Uchiha. Ty
zostajesz — rzucił przez ramię, uśmiechając się wrednie. — Chyba, że chcesz
zginąć, to zapraszam.
Liv zerkała
wyczekująco na Kazamę, kiedy stanęli na środku zbiornika. Co dziwne, tafla
wody, pomimo ich obecności była gładka niczym lustro i Senju miała złe
przeczucia. To wszystko wydawało się ciszą przed burzą, a ona miała być w jej
centrum. Wzięła głęboki uspakajający oddech i przeniosła wzrok na niebo. Nie
wiadomo skąd napłynęły duże kłębiaste chmury, pokrywając błękit białymi
plamami. Frustrowało ją, że nie wie czego się spodziewać. To miejsce miało niby
leczyć, ale jak to zrobi? Czy to będzie bolesny proces? Zadziała jakaś dziwna
magia? I co najważniejsze, co ona do diabła ma w tym czasie robić?
— Słyszysz?
Szept Kazamy wyrwał ją z zamyślenia i
zmusił do nadstawienia uszu. Zmarszczyła brwi nasłuchując, ale nic nie
wyłapała. Miała właśnie się odezwać i wytknąć demonowi jakieś urojenia, kiedy
coś poczuła. Momentalnie spojrzała pod stopy i aż się zachłysnęła wciąganym
powietrzem.
—
Cholera! — Tylko tyle zdążyła wrzasnąć, zanim cienka złota macka, owinięta
wokół jej kostki, wciągnęła ją pod powierzchnie. Ostatnim co poczuła to to, jak
pazury Kazamy, zadrasnęły jej skórę, kiedy próbował ją złapać za nadgarstek.
Itachi
błyskawicznie poderwał się na równe nogi, dostrzegając jakiś ruch koło Senju. Jednak
zanim zdążył zrobić choć krok, zauważył, że coś jest nie tak. Nie mógł się
ruszyć. Powoli spojrzał w dół już wiedząc, co tam zobaczy. Zbyt skupiony na tym,
co się działo na jeziorze, nie zwrócił uwagi na to, że coś, co przypominało
złotą taśmę, przytwierdziło go do ziemi nie pozwalając nawet drgnąć.
Przypominało mu to trochę jutsu klanu Nara.
—
Uchiha, nie zbliżaj się! — Kazama miotał się, rysując jakieś znaki na akwenie.
—
Nawet jakbym chciał to chwilowo nie mogę — warknął w jego kierunku, wiedząc, że
demon mimo odległości doskonale go słyszy. Nie wiedział, ile czasu trzymały go
te sidła zanim poczuł jak się rozluźniają. Zaskoczony, patrzył jak odpadają od
jego łydek i pełzną, znikając w zbiorniku. Wtedy właśnie zauważył, że z wody
wygrzebuje się Liv. Nawet nie wiedział kiedy z ulgą wypuścił powietrze,
zauważając, że żyje i ma się nieźle. Chociaż to czego był świadkiem później,
podobało mu się znacznie mniej.
Senju
padła na kolana, plując i prychając. Owszem nie czuła bólu i plecy raczej miała
zdrowe, ale czuła się jak po ciężkim treningu. Wymęczona i wyczerpana do granic
możliwości. Podniosła się do siadu, przecierając twarz. Kątem oka
zarejestrowała coś czerwonego i zerknęła w tamtym kierunku. To co zobaczyła
sprawiło, że zamarła. Tym czymś okazały się przedramiona Kazamy na których
widniały krwawe znaki, wycięte czymś ostrym. Zamrugała zaskoczona, kiedy
dostrzegła w prawej dłoni Chikage sztylet.
—
Co ty… — Dopiero teraz zobaczyła, że siedzi w unoszącej się na powierzchni
plamie z krwi.
—
To nieważne — mruknął, wycierając ostrze o nogawkę i chowając za pas spodni.
Powoli opuścił rękawy, zakrywając ślady, które jak zauważyła Liv, już zaczęły
się goić. — Ty jak widzę, jesteś już pocerowana.
Czuła
się wyjątkowo niezręcznie ze świadomością ile kosztowało go to zachodu i bólu,
żeby ona mogła być w pełni sprawna.
— Ja nie wiem jak ci się kiedykolwiek odwdzięczę
— wyszeptała, zagryzając mocno wargę. Nikt nigdy nie zrobił dla niej tyle co
Kazama.
—
Być może kiedyś będziesz miała okazję się zrewanżować. — Chikage przyklęknął
przed nią, palcem podnosząc za podbródek, tak żeby na niego spojrzała. — W
końcu nasze drogi nie rozchodzą się na zawsze, co? — Pogładził opuszkami jej
policzek, a następnie chwycił za ramiona, stawiając do pionu.
Liv tylko przez
sekundę widziała jak skrzywił się z bólu, ale to wystarczyło do podjęcia
szybkiej decyzji. Owszem nie spłaci w ten sposób długu, ale poczuje się
odrobinę lepiej, przynajmniej do czasu, aż będzie właściwa pora na uregulowanie
ich spraw. Odsłoniła nadgarstek i podsunęła mu pod sam nos, na co uniósł
pytająco brwi.
— Sam mówiłeś, że oddana krew może pomóc w
przyśpieszonym gojeniu się ran — powiedziała natarczywie, kiedy zmrużył oczy.
— Owszem
mówiłem, ale ty jesteś zbyt osłabiona żeby mi pomóc. — Delikatnie odtrącił
wyciągniętą dłoń, nachylając się nad twarzą Liv z zadowoleniem rejestrując, że
się nie odsunęła. Kącik ust podniósł mu się w seksownym uśmiechu. — Tutaj
musimy się pożegnać.
— Pożegnać?
— Tu się
rozchodzimy Liv. Jestem zbyt osłabiony na pieszą wędrówkę.
— Ale…zaraz…
— Do zobaczenia —
mruknął, tuż przy jej wargach i rozwiał się w złoty pył, zostawiając Liv samą.
Hura, nareszcie notka! Brawo DIta! Napiszę mądrzejszy komentarz jak ją już przeczytam.
OdpowiedzUsuńPs Można się z tobą skontaktować jakoś bardziej prywatnie np. przez maila?
Pozdrawiam,
Yuzuki
Okej :"D. Adres mail pod którym można mnie złapać to ewafinger@gmail.com. Pozdrawiam.
UsuńStanowczo zaintrygowałaś mnie tym rozdziałem! Ale nie powiem - troszkę na ciebie czekaliśmy... mam nadzieję że to był ostatni raz a kolejna notka pojawi się szybko!
OdpowiedzUsuń~ Marysia
Cieszę się, że udało mi się wzbudzić w Tobie zainteresowanie. Co do szybkości publikowania rozdziałów, nie mogę nic obiecać, ale robię co mogę... dzięki za komcia :*
UsuńHm, notka fajna, bo jest trochę o dzieciństwie Liv. Miała okropnego ojca. Nie lubię jak ktoś wychowuje dzieci twardą ręką. Dyscyplina dyscypliną, ale mógłby okazywać jej jakieś uczucia. Nie rozumiem dlaczego nie chce powiedzieć swojej córce jak on i jej matka się poznali. Może być sobie skryty, ale Liv powinna wiedzieć. W ogóle co się stało z jej matką? Została zabita czy po prostu odeszła? Tak w ogóle to dlaczego jej ojciec jest antyfeministą? Co z tego, że Liv jest dziewczyną? Kobiety nie są wcale słabsze. Do tego ona jest demonem i ma chakrę Senju. Tsunade raczej ciężko nazwać słabą, nie? W ogóle to słodkie, że Itachi się o nią martwi. I jest bardzo zazdrosny. Mógłby dokończyć to, co chciał powiedzieć. Mogłabyś napisać notkę z jego perspektywy. Rozdział trochę krótki i długo na niego czekaliśmy, niestety. Mam nadzieję, że twoja wena wróciła, że poukładałaś swoje sprawy i niedługo dostaniemy kolejną notkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Yuzuki
Nawet się nie spodziewałam, że odsłonięcie rąbka przeszłości Liv, wzbudzi takie zainteresowanie. Cieszy mnie to ogromnie bo miałam niezły dylemat czy to zamieszczać, ale skoro się podoba to z pewnością będzie tego więcej. I może nie tyle Kamirama uważa za kobietę za słabszą, ale jednak to dziewczynka i wiadomo nie przedłuży rodu tak jak syn. Motywacja jest więc ogromna żeby udowodnić innym, że mimo braku męskiego potomka, z rodem Senju trzeba się liczyć i nie można go lekceważyć. I znowu, że krótko. Zobaczysz, kiedyś się zawezmę i napisze takiego kolosa, że po połowie odpadniesz zasypiając na klawiaturze xD. Kiedy opo jest zbyt długie - w moim wykonaniu - to najzwyczajniej w świecie gubię humor oraz lekkość i zaczyna się nuda. Tak, wiem, praktykowałam ten temat xD. Dziękuje za komentarz i mam nadzieje, że te moje sprawy już się w miarę ogarnęły, chcę w to wierzyć :/. Wenę przygarniam, jest dla mnie na wagę złota :*.
UsuńNa wstępie poproszę Cię o coś z całych sił: niech każdy następny rozdział będzie takiej długości, a najlepiej jeszcze dłuższy! Mogę na to liczyć?
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł z tym początkowym przedstawieniem przeszłości Liv. Kurcze, trochę się wkurzyłam na tego ojca - nie dość, że jego córka dopiero przeszła pierwszą przemianę, jest młoda i nie wie o co chodzi, to on nawet nie okaże jej ani trochę czułości ani zrozumienia. To przecież dziecko, panie Kamirama! Nie maszyna!
Ciekawi mnie bardzo historia z tą matką Senju, no i jak ojciec się w niej zakochał. Dlaczego niczego nie wyjawił? A może chodzi o coś zupełnie innego? Teraz mnie zżera ciekawość, brawo Dita! :c
Poranek nie za fajny, taki bez Uchihy... I jeszcze Kazama się do niej zaleca, ej, ja poczułam to dziwne napięcie, nie wiem jak to zrobiłaś, ale podziałało :o Już myślałam, że Kazama coś zrobi, a tu nagle lodowaty głos Itachiego pokrzyżował jego plany. No i zazdrosny Itachi, jak ja to kocham ♥ Praaaaawie cos wypaplał, no kurde! Mam ochotę nim potrząsnąć, żeby sobie uświadomił, że to wstrzymywanie oddechu kiedy Liv coś grozi czy chęć jej ratowania naprawdę coś znaczy!
A tak btw. Kazama naprawdę poświęcił tyle dla Senju? Przejął jej ból? Cholera, nie mam pojęcia jaki miał w tym interes - czy może zrobił to bezinteresownie? Świetny opis jeziora i ta logika - tak wszystko ładnie wygląda, fakt, musi być pułapka.
Czyli wnioskuję, że teraz w powrocie do Wioski będą uczestniczyć jedynie Liv i Itachi? Och, wspaniale! :D
Pozdrawiam, życzę weny i mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się za niedługo :3
Postaram się żeby rozdziały były długie i sycące, taką obietnicę mogę złożyć :"D. No cóż, Kamirama ma nie jedno oblicze i postaram się to ukazać :3. Cieszy mnie, że jego postać wzbudziła takie emocje. Negatywne na razie, ale to lepsze niż by miał zostać całkowicie zignorowany^^. Tak, zdecydowanie lubię tego pana xD. I pytanie o matkę Liv, hm... to też się trochę wyjaśni. Nie wszystko jest takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje :3.
UsuńBoru, boru... aż mi się łezka w oku zakręciła, że udało Ci się wyczuć to napięcie pomiędzy Liv a Kazamą. Jestem z siebie dumna :D.
Przyznam rację, że Itachi miał ładne wejście. Takie typowo w stylu Uchihy. Pach i koniec miełości^^.
Kazama... hm... ma wady, chociaż moim zdaniem to bardziej przywary, ale jak można zauważyć w poprzednich rozdziałach zawsze, ale to zawsze stawał przy swoich i nie odmawiał pomocy. I ogólnie Liv ma fory u niego, ale o tym też opowiem później :3.
Tak, teraz czekają nas powroty :"D. Dziękuję za komentarz :*.
Dituś! Po pierwsze: ślę miłość! <3 <3 Tak, żebys wiedziała, że masz pisać. Nie będę zastraszać ani grozić, wole Cię ukochać - to na pewno da Ci więcej satysfakcji niż te ciągłe jęki. :"D
OdpowiedzUsuńPrzechodząc do rozdziału: O jesu! Narszcie uchyliłaś rąbka tajemnicy. W końcu co nieco dowiadujemy się o przeszłości Liv, choć z drugiej strony, to znów wzbudza naszą ciekawość odnośnie reszty niewiadomych. Kreacja ojca wyszła Ci dobrze, aczkolwiek nieco surowo. twarda ręka, chęć przebudzenia mocy Liv ukazują że jest on nieco zagubiony i szorstki. Ale czemu? Nie wiemy. Może z następnych rozdziałów coś się wyjaśni i może okaże się, że ma ku temu podstawy. Na razie nie wiem, więc się nie wypowiadam. Poczekamy, zobaczymy. ;)
Liv w tym rozdziale cholernie mi się podobała. Było widać po niej tyle uczuć i emocji, jak jeszcze chyba w żadnym dotychczasowym rozdziale. Ten jje opór a równoczesna chęć. Tak, to mi sie niezwykle podobało i urzekło. Fajnie pokazałaś, że tęskni za czymś czego nie ma. Może te ataki na jej osobę uświadomią w końcu cos Itachiemu. Może jeśli Liv zwiąże się z kimś innym, on odkryje ile on dla niego znaczy? Ciężko mi to sobie wyobrazić, ale może akurat? xD. No cóż, wszystko zależy od Ciebie, to Ty kreujesz bohaterów i rozwijasz akcję.
Moment z jeziorem - boski. Tak, doskonale było czyć napięcie i emocje. Wspaniale wykorzystałaś wszystkie aspekty ich wzajemnych relacji, by stworzyć sensacyjny kawałek z nutką ukrytego podtekstu, gdy Liv chciała ofiarować Kazamie swoja krew. Demony, ale jakie "ludzkie". Piękne. Nie mam słów, żeby przekazać Ci jak bardzo podoba mi się Twój punkt widzenia. Lubisz mieszać i wprowadzać chaos, ale mimo to potrafisz kierować akcja bez zarzutu. Brawo!
Życze Ci weny, chęci i czasu na pisanie. Oby kolejne rozdziały były utzrymane w tak wspaniałym nastroju jak ten!
Ściskam i buziole :*
Twoja córa Tay <3
P.S. Jak na dobrą matule przystało, proszę dać mi piekny przykład i brać się za robotę. Oczywiście mam na myśli pisanie kolejnego rozdziału. Mam niedosyt i chcę następny, ale jestem też cierpliwa, więc poczekam.
Ponownie Weny! :*
Jak Ty wiesz czego matce potrzeba <3. Ukochaj mnie <3.
UsuńKreacja ojca Liv, cóż lepiej nie mogłaś tego ująć, ale nie martw się, Kamirama jest postacią złożoną i postaram się to ukazać jak najlepiej. Ta... Moje ambicje czasem mnie przerażają xD.
Cieszy mnie, że dostrzegłaś emocje u Liv. Powiem, że to była ciężka sprawa ukazać je i nie zniszczyć postaci przez zrobienie z niej miękkiej kluchy xD.
To co napisałaś o jeziorze... jesu, Tay moje serducho aż się rozpływa. Dziękuję za komcia :*.
Hejka :D!
OdpowiedzUsuńNotka standardowo zarąbista. Bardzo podoba mi się ta scena z dzieciństwa Liv. Co prawda dalej nie wiemy tysiąca rzeczy o niej, no ale zawsze to chociaż niewielki progress :D.
Nie powiem, ojca to ona sympatycznego nie miała. Rozumiem, że trzeba ją przygotować na trudne sytuacje, no ale bez przesady, to w końcu jeszcze dziecko...
Czo ten Kazama? Tak zalecać się do Liv?! Ona jest Itasia, dupku! Znajdź se inną demonicę (? Jest takie słowo w ogóle?) xD. Na szczęście Uchiha jest czujny i wie, kiedy należy się pojawić i uratować Senju.
Tak swoją drogą to Itaś był w tym rozdziale taki słooodki <3. Mógłby częściej być zazdrosny :D.
Opis jeziora - rozpływam się po prostu! Jesteś moim guru pod tym względem xD. Wiem, pewnie siedziałaś nad nim wieczność, ale dla takiego efektu było warto!
Coś Liv zdecydowanie za bardzo ciągnie do Kazumy. Oj Itaś, ogarnij się, bo będzie za późno! Jeszcze ta scena na końcu.
Weny, weny i jeszcze raz weny, a oprócz tego czasu no i przede wszystkim chęci ^^.
Pozdrawiam serdecznie, willownight :*.
P.S. Błędy, które znalazłam - "nieważne" pisane osobno oraz jakaś literówka gdzieś na początku ("ja" zamiast "ją", czy jakoś tak) :).
Po pierwsze się pochwalę, opis jeziora jakoś tak sam się napisał, w momencie. Jestem z tego objawienia cholernie dumna, ale nie oszukuję się, że tak będzie już zawsze. Tak, jestem realistką i wiem, że w tym temacie jestem ciemna jak tabaka w rogu xD.
UsuńDzieciństwem Liv zostaniecie teraz obrzuceni, zarzuceni itd. Jeszcze będzieta na to narzekać. Tak po cichu mam nadzieję, że może jednak nie :3.
Demonica, dzifne słowo xD. Nawet jeśli takie istnieje i jest dopuszczalne to ja mu mówię stanowcze nie. Ja już go nie lubię, jakoś tak demon jest dla mnie formą nieodmienną i już. Taka fanaberia :"D.
Zazdrosny Uchiha widzę, że ma rzeszę fanek^^. Huehuehuehue... Zobaczymy co tam będzie dalej z ta zazdrością^^.
Kazama i jego więzi z Liv, cóż genetykę i pochodzenie ciężko oszukać, ale... Nic nie jest niemożliwe, a jak się ma inną alternatywę w postaci dziedzica klanu Uchiha, to wszystko może się zdarzyć :3. Wystarczy chcieć^^.
Dziękuję za wyłapanie błędów, już poprawione. Zawsze wiedziałam, że jestem ślepa xD. Pozdrawiam serdecznie i buziaki :*.
Znalazłam Twój blog i... zakochalam się! Nie mogę doczekac się kolejnej części, zwłaszcza iż Itaś jest tu taki... AWWW ! Jeśli chodzi o Kazume, to go nie lubię. Wypier papier od Liv, no! Niech już będą razem, no bo normalnie na to czekam i się niecierpliwie!
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o Twój styl pisania, to jest mega dobry. Płynny, delikatny i trafiający do czytelnika. Mam nadzieje, że wena Cię nie opuści i uraczysz nas dalszymi losami Liv, bo ja naprawdę będę tu chyba codziennie wchodzić i marudzić, że chcę kolejny rozdział : SORY.
No i ogólnie to też zaproszę Cię na swoje opowiadanie, gdzie shinobi trafia do Akatsuki, by szpiegować dla Konohy:)
dwietwarzejednaosoba.blogspot.com
Pozdrawiam i całuje! <3
O rany. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że trafiłaś na mojego bloga i do tego jeszcze Ci się spodobał. Jak to jest, że większość osób nie lubi Kazamy? Kurde, ja tam uważam, że ma to coś xD.
UsuńBardzo mi miło, że mój styl pisania do Ciebie trafia. Wciąż jestem w lekkim szoku, że tu do mnie trafiłaś :"D. Mam nadzieję, że szybko ode mnie nie uciekniesz :3. Dziękuję za komcia:*.
Co do zerknięcia na bloga, jak będę miała chwilkę to możliwe, że zerknę. Nie mogę nic obiecać bo szczerze mówiąc, praktycznie nie mam kiedy szwendać się po blogach. Taki los, że dziele czas pomiędzy swoje dwa i czasu wolnego zostaje mi tyle co i nic. Buziaki <3.
Odkryłam Twojego bloga dopiero dzisiaj i żałuje, że tak późno. Ciężko pisać mi jakiś konkretniejszy komentarz po przeczytaniu całości, poza przyznaniem, że jest to istna perełka pośród innych blogów. Uwielbiam styl w jakim piszesz. Tą mieszaninę humoru, akcji z domieszką romansu. Strasznie wciągnęła mnie ta historia i będę czekała w miarę cierpliwie na kolejne części.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :D
Jej, kolejna nowa dusza na moim blogu <3. witam Cię bardzo serdecznie w moim skromnych progach :3. Moje serducho się raduje, że historia Liv i Itachiego Cię zainteresowała, a styl pisania trafił w gust. Kurcze, po tych komplementach będę musiała iść na jakąś terapię sprowadzającą na ziemię, bo na razie pękam z dumy :"D. Dziękuję za miłe słowa i nie uciekaj ode mnie :3. Buziaki.
UsuńDita, no i jak idzie pisanie? ; >
OdpowiedzUsuńKiedy next? Czekamy! <3
OdpowiedzUsuńJak tam Wenon?:D
OdpowiedzUsuńEj, co z nową notką? Czy jedna na miesiąc to teraz zasada?
OdpowiedzUsuń