14.07.2014

1. Puchata historia



Zacznę od ostrzeżenia, to coś będzie naprawdę krótkie i puchate. Tu jest pierwsza część i myślę, że będzie ich maksymalnie trzy. Mam nadzieję, że nie zejdziecie od nadmiaru cukru, a w zasadzie kiczu i pospolitości historii. Ta. To chyba by było na tyle. Ach, prawie bym zapomniała, niebetowane. Uwaga na szalejące przecinki i inne takie cuda. Boru, bety nie powinny mieć urlopów xD.  


Ten dzień należał do naprawdę złych. Uciekło jej metro, przez co musiała czekać na następne czterdzieści minut. Dzięki temu spóźniła się na zajęcia, a to zaowocowało karą od nauczyciela. Przez miesiąc miała za zadanie codziennie dbać o porządek w składziku z mapami. Cudowne marnowanie czasu na układanie ich we właściwiej kolejności. Na dodatek straciła swój odtwarzasz muzyczny, kiedy spadł ze schodów i został stratowany przez stado uczniów. Jednym słowem, to chyba najgorszy dzień życia Liv. Po takim „udanym” poranku, nie spodziewała się już nic dobrego. Wręcz byłaby zaskoczona gdyby teraz po powrocie do domu nie wydarzyła się kolejna wpadka.
Mamrotając pod nosem zgarnęła z szafki smycz, zapięła psa i wyszła z mieszkania. Wzdychając cierpiętniczo, automatycznie skierowała swoje kroki w stronę parku licząc, że może tam znajdzie odrobinę spokoju. Odkąd znalazła Moro, ich wspólne spacery przypominały rytuał. Zawsze ta sama trasa, pokonywana trzy razy dziennie, o tych samych porach.
Idąc alejką z lekkim znużeniem przyglądała się grającym na pobliskim boisku dzieciom. Musiała przyznać, że otoczenie było zagospodarowane naprawdę dobrze i każdy znalazłby tu coś dla siebie. Okolica pełna placów zabaw, dużych ilości ławek zachęcających do odpoczynku, a nawet jedna mini siłownia pod gołym niebem. Liv niezliczoną ilość razy obiecywała sobie w duchu, że ją odwiedzi ale zawsze miała coś pilniejszego na głowie.
Zatrzymała się przy żywopłocie pozwalając psu na załatwienie swoich spraw, poluzowała taśmę smyczy. Z nudów spojrzała na fioletową plastikową obudowę mechanizmu. Zakupienie tej automatycznej było chyba jedną z jej najlepszych inwestycji życiowych. Moro miał więcej swobody, a ona nie musiała się z nim siłować. Owszem zwierzak się słuchał, ale czasem jak się na coś uparł to Liv musiała się nieźle napocić żeby utrzymać go w ryzach. Zerknęła na puszystą kitę, myszkującego w krzakach psa. Mimo swoich średnich gabarytów — sięgał Liv do połowy uda — miał tyle siły co o wiele większe rasy. Pamiętała z jaką radością ciągnął ją na sankach po śniegu. Po całej zabawie ani trochę nie wykazywał zmęczenia, a wręcz przeciwnie. Miało się wrażenie, że dopiero się rozkręca. Po powrocie do mieszkania zaczepiał ciągnąc Liv za nogawki, zabierał skarpetki i znosił pod nogi wszystkie zabawki. Uśmiechnęła się delikatnie do swoich wspomnień w międzyczasie napinając smycz. Moro od razu zrozumiał, że to sygnał do powrotu, bo już po chwili stał przy niej merdając radośnie ogonem. Pogłaskała go łbie i ponowiła spacer.
Kontemplowała właśnie duże kłębiaste chmury na niebie, kiedy do jej uszu doszedł niski warkot. Zaskoczona zerknęła zdezorientowana na psa. Moro stał w bojowej pozycji obnażając kły i wbijając spojrzenie w coś przed nimi. Zdziwiona przeniosła wzrok w tamtą stronę i to co zobaczyła sprawiło, że zamarła w bezruchu. Jakieś pięć metrów dalej, na środku chodnika leżał duży spaniel wyraźnie szykujący się do ataku.
— Moro, spokój — przywołała swojego pupila do porządku, jednocześnie blokując smycz. Sytuacja nie przedstawiała się ciekawie. Liv znała tego czworonoga bardzo dobrze. Odkąd tylko pojawił się na osiedlu to zaczął zaczepiać i prowokować Moro. Wiedziała, że prędzej czy później to się skończy źle, ale do tej pory zawsze chodził trzymany na smyczy, nigdy luzem. Przyciągnęła bliżej siebie Moro, wzrokiem poszukując właścicielki intruza. Zauważyła ją parę metrów dalej, ale ta wykazywała znikome zainteresowanie zachowaniem swojego podopiecznego. Liv poczuła jak robi jej się gorąco ze zdenerwowania, a oddech gwałtownie przyśpiesza. Wiedziała co się zaraz stanie jeśli nie zareagują dostatecznie szybko.
— Niech go pani lepiej złapie, bo to może się… Cholera! — Tylko tyle zdążyła wrzasnąć, kiedy pies skoczył na Moro.
Zrobiła gwałtownie krok w tył, szarpiąc mocno za taśmę i próbując rozerwać walczące zwierzęta, ale jeszcze w tym samym momencie zrozumiała, że to bezcelowe. Dante był luzem i do tego atakującym. Żeby ich rozdzielić trzeba interwencji drugiej osoby, a jak zobaczyła, jego właścicielka stała z boku i tylko patrzyła na całe zamieszanie. Widząc, że od tej głupiej baby nie uzyska pomocy zaczęła krzyczeć na jej psa żeby się uspokoił. Niestety, w ogóle nie reagował na komendy i ignorował Liv całą mocą, skupiony na przeciwniku. Chcąc nie chcąc zmuszona była poluzować uprząż żeby umożliwić Moro lepszą obronę. Co jak co, ale nie chciała żeby poniósł jakieś rany, a jak się nie obroni to będzie tylko gorzej. Może jeżeli Dante zobaczy, że nie wygra to odpuści?
Przez głowę Liv przeleciał pomysł żeby wejść pomiędzy czworonogi, ale szybko odrzuciła tę myśl. Krótkie spodenki w żaden sposób nie ochroniłyby przed ostrymi zębami, a nie miała wątpliwości, że w szale, któryś mógł ją ugryźć. Nie zrobiłby tego celowo, ale mierząc w przeciwnika niechcący uderzyłby w przeszkodę. Również odepchnięcie butem nie wchodziło w grę, ponieważ klapek złożony z samych pasków z pewnością nie osłoni przed kłami. Wyglądało na to, że pozostało Liv czekać, aż trafi na moment, że będzie pewna złapania Dante za kark i to tak aby się nie wyślizgnął, bo zaatakuje również ją. Bezradnie obserwowała szamoczące się zwierzęta, ale kiedy uderzyły w nogi właścicielki Dantego, nie wytrzymała.
— Niechże się pani ruszy do diabła! Mają się pozagryzać?! — wrzasnęła już naprawdę zła. Dopiero wtedy, właścicielka łaskawie się schyliła i złapała spaniela za obroże, a w tym czasie Liv odciągnęła warczącego Moro.
— Ugryzł mnie! Pani pies mnie ugryzł!
— Słucham? — Zaskoczona podniosła wzrok na siłującą się z pupilem babę, marszcząc brwi. Zlustrowała całą jej sylwetkę, ale nic nie zauważyła. Zero krwi.
— Pani pies mnie ugryzł! — powtórzyła zarzut, wlepiając wzrok w skonsternowaną dziewczynę.
Liv, zmrużyła powieki siląc się na spokój. Pies tej baby rzucił się na Moro, a ta ma jeszcze czelność mieć pretensje, że została ugryziona? Bezczelność ludzka nie zna granic.
— Skąd ma pani niby pewność, że to mój? — zapytała, wreszcie dostrzegając ślad na nodze nad kolanem. Nic wielkiego, drobne zadrapanie, które nawet nie przecięło skóry. — W tym zamieszaniu nie może być pani pewna, że to mój, a po drugie to nie ugryzienie, a jedynie ślad po pazurze. I mój pies jest szczepiony, ciekawe jak u pani ze szczepieniem…
— Wiem, że to pani pies mnie ugryzł, widziałam! A Dante to pies z rodowodem! To oczywiste, że ma wszystkie szczepienia! Co teraz zrobimy, zostałam ugryziona?!
— Jak to co? Pójdzie pani do domu i przemyje ranę wodą utlenioną. — Liv poczuła, że ta rozmowa zmierza w bardzo dziwnym kierunku. Czuła przez skórę, że ta kobieta coś od niej chce, ale nie miała pewności czy jej przypuszczenia są słuszne, dlatego postanowiła poczekać na dalszy rozwój sytuacji. Miała szczerą nadzieje, że się myli.
— Ale…
— Agresywne zwierzę powinno być prowadzane na smyczy albo w kagańcu, a nie biegać luzem i stwarzać zagrożenie dla innych.
Do rozmowy wtrącił się niski, męski głos sprawiając, że obie spojrzały w tamtym kierunku. Liv aż zamrugała intensywnie, zdziwiona tym do kogo należy. O najbliższą ławkę opierał się z rękami w kieszeniach Uchiha. Liv znała go tylko dlatego, że chodzili do jednej szkoły. Itachi chodził do równoległej klasy i należał do tak zwanej elity. Najpopularniejszy chłopak, ogólnie szkolna gwiazda uwielbiana przez uczniów i nauczycieli. Nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale trudno się dziwić. Ona specjalnie nie udzielała się towarzysko, a i do elity nie należała. On natomiast z tego co zauważyła na przerwach, nie należał do osób rozmownych ani wylewnych. Swoje wypowiedzi ograniczał do minimum. Krótko i konkretnie, tak można było scharakteryzować jego kontakty z innymi.
— Oba są agresywne! — warknęła kobieta przytrzymując mocniej Dantego. Widać było, że nie jest zadowolona, że do rozmowy wtrącił się ktoś trzeci.
— To nie istotne. To pani pies rzucił się na drugiego, bo nie trzymała go pani na smyczy. Wszystko widziałem — powiedział ze spokojem, podchodząc bliżej i stając przy Liv.
W odpowiedzi kobieta zmierzyła go nienawistnym spojrzeniem, a później głośno prychając odeszła, zostawiając ich samych. Senju potrzebowała kilku dobrych sekund żeby dotarło do niej czego właśnie była świadkiem. Itachi Uchiha udzielił jej pomocy wstawiając się za nią. Nie to, że by sobie nie poradziła, ale gdyby nie on z pewnością zrobiłaby się duża awantura. Z drugiej strony tu ujawniał się spory kłopot. Przez to, że się wtrącił Liv miała teraz u niego dług wdzięczności, a tego nie cierpiała. I tak źle i tak niedobrze.
— Hm… Dziękuję — wykrztusiła z trudem, dochodząc do wniosku, że jednak wypada podziękować. Kucnęła przy wciąż zdenerwowanym Moro i zaczęła sprawdzać czy nie ma żadnych obrażeń. Kątem oka obserwowała wciąż tkwiącego przy niej chłopaka. — Twoja interwencja chyba wybiła jej z głowy próbę zwalenia na mnie winy — mruknęła ciszej, głaszcząc uspakajająco psa.
— Jakbyś miała jakieś problemy to daj znać — rzucił, odwracając się na pięcie i w miedzy czasie wsuwając słuchawki na uszy.
Liv z konsternacją patrzyła jak odchodzi, gdy niespodziewanie po paru krokach się zatrzymał i zawrócił. Uniosła zdziwiona jedną brew, kiedy stanął nad nią mierząc oceniającym spojrzeniem.
— Daj na chwilę swój telefon.
— Hę? — Zamarła na kilka sekund wgapiając się w niego z naprawdę głupią miną. — Niby po co?
— Chyba musisz mieć do mnie jakiś numer żeby dać znać, jakbyś potrzebowała świadka. — Westchnął ciężko, kiedy nadal patrzyła na niego nierozumiejącym wzrokiem. Pokręcił lekko głową, przeczesując palcami grzywkę. — Gdyby tamta kobieta chciała zgłosić tę sprawę policji to potrzebujesz kogoś kto zaświadczy jak było.
— No tak, racja. — Wreszcie załapała. Podniosła się na równe nogi grzebiąc po kieszeniach i po chwili wetknęła mu w dłoń komórkę. Z uwagą śledziła jego smukłe palce błądzące po klawiaturze. Doszła do wniosku, że ma bardzo zgrabne ręce, takie jakieś idealne, wciąż męskie, ale piękne. Skrzywiła się do swoich głupich myśli, zaraz się ganiąc za ich kierunek. Czego miała się innego spodziewać po kimś takim jak Uchiha? Pewnie wszystko miał doskonałe i bez skazy.
— Proszę. — Oddał urządzenie i odszedł w swoją stronę.


Trwała właśnie długa przerwa i wszystkie korytarze wypełnione były uczniami. Jedni siedzieli w kółkach i spożywali drugie śniadanie, inni śpieszyli się na szkolny dziedziniec by spotkać się ze znajomymi, a reszta snuła się bez celu. Liv oparła się wygodnie o szybę i obserwowała uczniów. Jej uwagę przyciągnęła gromadka śmiejących się chłopaków, co chwilę zerkających na trójkę dziewczyn siedzących pod ścianą. Zachowywali się naprawdę głośno i miała niemal pewność, że robią to celowo. Z tego co udało się Liv usłyszeć to właśnie się wychwalali co kto ma, co umie i inne bzdury. Nie rozumiała dlaczego mężczyźni są takimi idiotami. Otępieni obecnością obiektów westchnień nawet nie zwracali uwagi jakie głupoty wygadują. Kiedy usłyszała, że jeden ma w domu tygrysa, aż parsknęła śmiechem. Pokręciła głową zaraz przenosząc wzrok na dziewczyny, ciekawa ich reakcji.
Ku ogromnemu zaskoczeniu Liv, były poruszone. Ba, podekscytowane! Aż zamrugała zaskoczona tak żywiołową reakcją, ale już chwilę później zrozumiała, że to nie opowieści nieznajomego wzbudziły taki entuzjazm. Otóż nie. Szkolnym korytarzem szedł Itachi Uchiha. To za jego sprawą, uczennice nagle zaczęły poprawiać makijaże, rozpinać dodatkowe guziki koszul żeby lepiej wyeksponować biusty. Miało się wrażenie, że cała szkoła wstrzymała oddech czekając na wydarzenie dnia i się doczekała. Liv ziewnęła szeroko na ten widok, przymykając lekko oczy. Spod rzęs patrzyła na jakąś najodważniejszą, która poderwała się z miejsca i ruszyła w stronę bruneta. O, to mogło być interesujące. Liv aż się wyprostowała siedząc na parapecie, żeby mieć lepszy widok. Widziała już tyle sposobów na jakie dziewczyny próbowały poderwać Uchihę, że mogłaby spokojnie o tym książkę napisać. Co zabawniejsze do tej pory wszystkie były nieskuteczne, a momentami naprawdę żałosne. Ciekawe do jakich kategorii będzie mogła zaliczyć ten. Cóż, nie musiała długo czekać, bo już po chwili wiedziała.
Właścicielka bujnej brązowej grzywy postawiła na najbardziej oklepany motyw. Niewiasta się potyka — niby przypadkiem, oczywiście — i wpada w ramiona swojego księcia. Oblubieniec zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia i żyli długo i szczęśliwie. Tyle, że rzeczony książę widocznie nie wiedział o zakończeniu, bo jedynie spojrzał na dziewczynę, postawił ją do pionu i bez słowa ruszył przed siebie. Cała akcja zakończyła się więc fiaskiem. Spektakularnym trzeba zaznaczyć, bo zewsząd dochodziły złośliwe chichoty reszty uczniów, które sprawiły, że adoratorka uciekła upokorzona do toalety.
— Sprawa zakończona?
Liv słysząc znajomy głos tuż przy uchu aż podskoczyła w miejscu. Powoli odwróciła się w jego stronę łudząc się, że może jednak się przesłyszała. Niestety, to nie była fatamorgana. Itachi Uchiha podszedł do niej, a ona kątem oka widziała już te wszystkie mordercze spojrzenia jakimi raczył ją jego fanklub. Cholera! Przecież ona tu nic nie zawiniła, sam podszedł!
— Tak, sprawa ucichła — rzuciła zwięzłą odpowiedź, licząc, że po jej usłyszeniu chłopak pójdzie w swoją stronę nie dostarczając uczennicom powodów do nienawiści, albo ewentualnej zemsty. Liv nie wiedziała jeszcze dokładnie za co niby ta zemsta, ale kobiety w miłosnym szale są nieprzewidywalne. Tak, zdecydowanie człowiek musiał być ostrożny.
— Pies, cały? — Itachi oparł się o ścianę przy niej w najbardziej nonszalanckiej i szpanerskiej pozie, poprawiając na ramieniu torbę.
Liv na to pytanie aż jęknęła bezgłośnie. Od kiedy to Uchiha stał się taki chętny do rozmowy? I dlaczego musiał wybrać akurat miejsce pełne ludzi? Nie to, że chciałaby się spotkać z nim sam na sam, ale nie potrzebowała asysty całego tłumu spajającego chciwie każde  słowo z ust Itachiego. Po co im dawać powody do zamachu na swoje życie?
            — Na szczęście obeszło się bez szwanku — powiedziała, pstrykając nerwowo trzymanym długopisem. Miała nadzieję, że tak sformułowane zdanie zakończy całą rozmowę, ale widać złośliwy los miał inne plany.
            — Powinnaś uważać na tego spaniela.
— A to niby dlaczego? — zapytała zanim zdążyła się ugryźć w język. No i to by było na tyle jeśli chodziło o nie zachęcanie do rozmowy. Szlag! Genialny plan wziął w łeb! Zagryzła usta zła na samą siebie, oddychając ciężko przez nos.
            — Twój pies nie był pierwszym zaatakowanym. — Posłał Liv uważne spojrzenie i dostrzegając jak zaciska mocno zęby, pochylił się nad jej twarzą. Senju aż zamarła na moment widząc go tak blisko. Z tej odległości miała doskonały widok na jego długie i gęste rzęsy. — Co jest? Boli cię coś?
— Nie stoisz czasem za blisko? — Błyskawicznie się opamiętała i kładąc rękę na klatce piersiowej Itachiego, stanowczo odsunęła. Zmrużyła ostrzegawczo oczy kiedy zauważyła, że uśmiechnął się delikatnie.
— Peszy cię to?
— Chciałbyś — prychnęła z wyższością, zeskakując z parapetu.

7 komentarzy:

  1. Awww, ja to naprawdę mam słabość do takich historii. To chyba już niezdrowe...
    Już wiem, że się zakocham w tym "puchato i oklepanie", chociaż ja sądzę, że tak oklepanie to nie będzie. No bo wiesz, zwykle jest tak, że to chłopak jest bad boyem, a laska szarą myszką, a jak chłopak ją poznaje to się zmienia... czy jakoś tak XD A tutaj taka nowość, Itachi odstrasza jakieś głupie babsko (naprawdę nienawidzę takich histeryczek), a Liv ciągle nie jest w niego jakaś zapatrzona. Te fragmenty o męskich dłoniach, gęstych rzęsach - ach, ten Itacz <3
    Czekam na więcej, mam nadzieję, że następną część dodasz już jutro!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że spodobała Ci się moja puchata wariacja :"D. No cóż, mimo że historia ma być kiczowata to przecież nie mogę zniszczyć biednej Liv xD. Boru, przecież nie zrobię z Senju jakiejś rozmemłanej panienki. Jesu, a w życiu!
      Co do następnej części to się powoli skrobie, ale ciężko idzie takie klepanie jedną ręką :x. Robię co mogę :3. Dzięki za komentarz, pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Szkoda, że Itachi nie jest policjantem - mógłby jeszcze tej denerwującej ******* mandat wlepić :)
    Ale taki też nie jest zły, w ogóle to krótkie opowiadanko nie jest złe i na oklepane nie wygląda.
    Szczególnie ciekawie opisałaś spacer Itachiego po korytarzu - można odnieść wrażenie, jakby poza nim nie było tam ani jednego przedstawiciela jego płci, Uchihę oświetlał blask lamp, pod jego nogami był czerwony dywan, a czas uległ spowolnieniu. Osobiście mi nie przeszkadza. Może wolę akcję, bitwy i inne takie, ale to, co wymyśliłaś...
    No, gdy pojawi się kolejne, to wiedz, że też przeczytam :)

    Ja ne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, nie byłoby wielkiego zdziwienia gdyby przy każdym spacerze któregokolwiek z Uchihów naprawdę oświetlał go reflektor... w końcu bożyszcza i te sprawy xD. Itachi policjantem, bardzo ciekawy pomysł, więc kto wie... może kiedyś :3. Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  3. Hm, przez Ciebie mam dylemat.
    Koniecznie chcę wiedzieć co słychać u mojej ulubionej pary, ale z drugiej strony ta notka jest strasznie słodka. Ale gdzie się podziała nienawiść Liv do Uchihy? Tutaj jedynie nie chce się narażać, w zasadzie jest jej obojętny! I to było takie urocze jak pomógł jej z chamską babką i jej spanielem. Wspominałaś może jakiej rasy jest Moro? Po zachowaniu Itachiego zgaduj, że jen rozbójnik w psiej skórze zrobił coś jego ukochanemu zwierzakowi. I co on tak przykleił się do Senju? Nie wie co to jest przestrzeń intymna, czy co? Tak przy okazji zainteresowały mnie jego dłonie. Liv koniecznie powinna im się bliżej przyjrzeć. I rozumiem że części "puchatych" notek 2 i 3 zostaną dodane po kolei?

    Piszę szybko notkę (obyś podałą ją jeszcze w tym miesiącu)
    Pozdrawiam,
    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że masz dylemat :D. Gdybyś nie miała to wtedy bym miała namacalny dowód, że notka się nie spodobała. Co do nienawiści Senju do Uchihy, właśnie tu chciałam ukazać obojętność. Znają się tak naprawdę ze szkoły, a dokładniej z korytarza, bo nawet do klasy razem nie chodzą. I kto wie, może w następnych rozdziałach Liv weźmie sobie do serca Twoje rady :3. Dłonie Itachiego... ta, maja to coś. No i właśnie jak widać nie będą dodawane po kolei, kuźwa. Jeszcze nie jestem stara, a już się sypię. Jak nie palec to plecy... Nic tylko pakować manatki i zmywać się z tego świata xD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń