Moi drodzy, udało mi się. Dałam radę napisać, a w
zasadzie wklepać nowy rozdział, pomimo bolącej i zapakowanej w szynę ręki.
Bardziej palca, no aleeee… Bardzo dziękuję za komentarze, i proszę o więcej
<3. To co? Zapraszam to czytania.
Batowała Tay <3
Liv w zamyśleniu
kroczyła obok Uchihy, nieświadoma jego bacznego spojrzenia. Z założonymi za
głową rękami patrzyła w niebo z nieodgadnioną miną. Mężczyzna z uwagą zerkał na
dziewczynę od razu się domyślając o kim tak intensywnie duma. Ten diabeł
wcielony, Kazama, idealnie wykorzystał swoje pięć minut sprawiając, że Senju
znacznie poprawiła o nim swoje dotychczasowe zdanie. Widział to w jej oczach
kiedy schodziła z jeziora. A gdy się oddalali, ona ostatni raz obejrzała się
przez ramię na miejsce gdzie zniknął Chikage i potarła miejsce gdzie ostatnim
razem ją ugryzł. Przebiegły drań potrafił wykorzystać w stu procentach szansę
ofiarowaną przez los. I choć z jednej strony Itachi wiedział, że nie powinien
się irytować na demona, bo przecież zadanie uleczenia Senju wykonał bez
zarzutu, ale wytworzona więź między tą dwójką wybitnie mu się nie podobała.
Odetchnął głęboko dochodząc do wniosku, że gniew tu w niczym nie pomoże.
Zauważając, że zmierzcha rozejrzał się po okolicy i dostrzegając małą polankę,
skierował do niej kroki.
— Tutaj
przenocujemy — stwierdził oschle, rzucając na ziemię plecak. — Idę po drewno na
ognisko.
W odpowiedzi Liv
wzruszyła obojętnie ramionami, kładąc się na trawie i przymykając powieki.
Widząc to Itachi zacisnął usta w wąską kreskę, opanowując nagłą chęć
potrząśnięcia Senju. Przyzwyczajony został do ciągłych pyskówek, dogadywań z
jej strony i takie milczenie uznawał za nienormalne. Jeżeli nic się nie zmieni
będzie musiał sięgnąć po drastyczniejsze środki, bo ma dość tej sytuacji.
Brakuje tylko żeby Liv od tych swoich rozmyślań doszła do wniosku, że z Kazamą
łączy ją coś więcej niż tylko pochodzenie. Porażony tym wnioskiem o mało się
nie potknął o wystający korzeń.
Kiedy tylko Uchiha
zniknął z pola widzenia, Liv podniosła się do siadu. Przeczesując palcami
włosy, głośno westchnęła zmęczona swoimi myślami i zaczęła układać kamienie
dookoła paleniska. Jeżeli z Kazamą kroczyli praktycznie po wodzie to tutaj
tereny były tak suche, że wystarczyła iskra żeby cała okolica poszła z dymem.
Obawiała się, że nawet jako utalentowany użytkownik wody nie dałaby rady ugasić
tak rozległego obszaru w tym stanie. Gdy dostawiła ostatni kamień, rozłożyła
się ponownie na plecach, skupiając wzrok na gwiazdach.
Niedługo potem z
zamyślenia wyrwał ją hałas rzucanych gałęzi, a następnie żar, który buchnął tuż
przed twarzą. Uniosła się na łokciach i posłała Itachiemu skonsternowane
spojrzenie.
— Jeżeli chcesz
zjarać całą okolicę, to dobrze ci idzie.
Mężczyzna całkowicie zignorował jej
wypowiedź, siadając przy ogniu i wpatrując się w płomienie. Senju przez chwilę
kontemplowała atrakcyjne rysy towarzysza. Zastanawiała się jak do tego doszło,
że nagle ich drogi tak się zapętliły. Do misji z córką władcy kraju Ognia,
praktycznie nigdy nie wykonywali razem zadań. Przydzielający misję stawali na
rzęsach kombinując żeby się na siebie nie natykali, bo wtedy dochodziło do
katastrof. Ich współpraca zawsze kończyła się walką, w której najczęściej
cierpieli niewinni, mianowicie głupcy chcący ich rozdzielić. Cóż z tego, że
misje wykonane skoro szpital był wypełniony rannymi? Nauczeni doświadczeniem
przełożeni utworzyli osobne formacje, które wykluczały takie konfrontacje.
Zaśmiała się bezgłośnie, na co Uchiha uniósł pytająco brew.
—
Zabawne, ile się zmieniło… kiedyś przy każdej okazji chcieliśmy się pozabijać.
—
To, że nie próbuję nie znaczy, że czasem nie mam na to ochoty.
— Czasem, a
zawsze to spora różnica, nie uważasz?
— Z tym ciężko
się nie zgodzić — odpowiedział po krótkim namyśle, a usta mu drgnęły w lekkim
uśmiechu, gdy oparł się wygodniej o pieniek.
Liv
na ten widok przekrzywiła lekko głowę. Uchiha w normalnych warunkach był
diabelnie przystojny, ale z uśmiechem przekraczał wszelkie granice
przyzwoitości. Mogła się założyć, że gdyby teraz widział go cały ten Uchihowski
fanklub, to jak nic połowa by zemdlała z zachwytu, a druga dostała ślinotoku.
Czy ona zaliczała się do którejś z tych grup? Oczywiście, że nie… ale, nie
mogła zaprzeczyć, że widok takiego Itachiego, uśmiechniętego i jakby
zrelaksowanego wpływał na nią kojąco. Odchrząknęła głośno, odpędzając od siebie
te dziwne myśli i opadła powrotem na trawę, zakrywając ramieniem powieki. Czy
jako demon nie miała wystarczająco skomplikowanego życia? Nie potrzeba jej
dodatkowych wrażeń w postaci dziwnych i niezrozumiałych uczuć. Zdecydowanie
powinna skupić się na tym, co ważne, czyli na misjach i szkoleniu nowego
pokolenia ninja.
Czuła jak powoli
odpływa w sen, a ciało robi się coraz cięższe. Przyszło jej do głowy, że chyba
powinna się przenieść ma matę, ale było tak wygodnie, że nie miała ochoty się
ruszać. Rozsądek walczył ze zmęczeniem, jednak przegrywał z kretesem. Jest w końcu
Kunoichi, więc parę godzin na gołej ziemi jej nie zabije.
***
Liv ze zdumieniem patrzyła na złotowłosego
młodzieńca wpatrującego się w nią intensywnie z drugiej strony ulicy. Pojawił
się z nikąd, nagle i bezszelestnie. Miała wrażenie, że jego czerwone oczy wręcz
prześwietlają ją na wylot, sięgając aż na samo dno duszy. Wyczuwała od niego
dziwną aurę, która drażniła jej zmysły i miała niemal pewność, że jest taki jak
ona. Ten zapach i uczucie jakby ktoś muskał samymi opuszkami palców odsłoniętą
skórę. Nie było wątpliwości. Jeszcze zanim go zobaczyła, wiedziała, że w
miasteczku zjawił się inny demon. Tego wrażenia mrowienia przebiegającego wzdłuż
kręgosłupa nie można było pomylić z niczym innym.
Marszcząc brwi z trudem oderwała od niego wzrok i
zerknęła pytająco na stojącego obok ojca. Kamirama również zauważył
obserwatora, położył rękę na ramieniu córki i odwrócił się do niego przodem.
— Spokojnie. Rozpoznaję go.
Chłopak
zmrużył delikatnie powieki, a następnie ruszył prosto w ich stronę. Liv aż
odetchnęła głośniej na widok gracji jaka była w każdym ruchu nieznajomego.
Kiedy podszedł do nich ukłonił się lekko, nie spuszczając nawet na moment
czujnego spojrzenia z mężczyzny.
— Witaj, Kamiramo Senju. — Wyprostował się, rzucając
szybkie spojrzenie na Liv. — Minęło parę lat odkąd się widzieliśmy.
— Kazama Chikage… mogę wiedzieć, co cię do nas
sprowadza?
— Ciekawość — odpowiedział, po czym przeniósł całą
uwagę na stojącą obok Liv. — Chyba nie
myślałeś, że ukryjesz ją przed nami? — Powoli uniósł dłoń jakby chciał dotknąć
twarzy dziewczyny, ale w tym momencie Kamirama stanowczo odsunął córkę, mrużąc
groźnie oczy. Chikage zaśmiał się na ten gest, unosząc w górę brew. — Skąd ta
nerwowość? Przecież nic jej nie robię, a chyba dobrze żeby poznała kogokolwiek
ze swojej rasy? I uwierz, lepiej żebym tym pierwszym był ja.
— Nie rozumiem.
— Nie każdemu się podoba, że jest wśród ludzi —
wyjaśnił, krzyżując ręce na piersi. — Może nas sobie przedstawisz?
— Liv to jest Kazama Chikage.
***
Stanęli naprzeciwko siebie gotowi do walki. Krótki
gest przywitania, przyjęcie pozycji do ataku i ruszyli. Pojedynek przebiegał
szybko i sprawnie. Patrząc na te dwie uwijające się drobne postacie, nikt by
nie pomyślał, że mogą dysponować taką mocą. Wachlarz umiejętności wyraźnie
sugerował, że potyczka toczy się pomiędzy zaprawionymi w bojach shinobi, co
najmniej na poziomie Jonina, ale prawda prezentowała się odrobinę inaczej.
Każdy, kto wysnuł taki wniosek, byłby w ogromnym błędzie, ponieważ bitwa
tytanów rozgrywała się pomiędzy dziećmi. Dziećmi, które umiejętnościami
zawstydzały niejednego dorosłego. Pojedynek Senju kontra Uchiha, odwieczna
rywalizacja najsłynniejszych klanów Konohy.
Wszystkiemu przyglądali się dwaj mężczyźni,
oceniający w myślach swoje pociechy. Fugaku Uchiha i Kamirama Senju stali
dumnie wyprostowani, nie spuszczając wzroku z walczących. Siła ataków
sprawiała, że odzież obu obserwatorów łopotała pod wpływem ruchów powietrza.
Nie mogli narzekać na brak wrażeń. Przelatujące tuż przed twarzą techniki ognia
zaraz skontrowane przez techniki wody, pojawiające się i znikające Chowańce,
czy w końcu walka w zwarciu. Nagle wszystko ustało. Przeciwnicy, ciężko dysząc
zamarli w bezruchu, przystawiając ostrza do punktów śmiertelnych.
—
Koniec. Dobrze się spisaliście. — Wysoki brunet pokiwał z aprobatą głową i
przywołał gestem swojego pierworodnego. Chłopak ściągnął z twarzy maskę,
przecierając rękawem czoło a kątem oka obserwował wciąż zamaskowanego rywala.
—
Spodziewałem się po tobie czegoś więcej. — Kamirama stanął nad córką, krzyżując
ramiona na piersi. Dziewczyna z ciężkim westchnieniem odsłoniła twarz. — W
świecie shinobi nie istnieje coś takiego jak remis. Jeszcze dużo musisz się
nauczyć Liv.
—
Wiem, przepraszam. — Zielone oczy Liv zabłyszczały rozczarowaniem, kiedy
spuściła wzrok, grzebiąc niepewnie butem w ziemi.
—
Kamiramo, daj spokój. — Fugaku Uchiha podszedł do Senju i położył rękę na
ramieniu syna. — To jeszcze dzieciaki.
—
Shinobi, a nie dzieci — poprawił Senju,
łypiąc na bruneta z boku. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa
zmarszczka, a usta zacisnęły się wąską linię.
—
Gdybym wiedział o twoich ambicjach, to bym się dwa razy zastanowił nad tym
sparingiem.
—
Fugaku, nie udawaj. — Kamirama słysząc słowa Fugaku zaśmiał się drwiąco. —
Chciałeś tak samo mocno jak ja, żeby to twoje dziecko wygrało.
Po
tych słowach atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka i dusząca. Itachi w milczeniu
obserwował sztyletujących się wzrokiem mężczyzn, dumając czy ta sytuacja nie
przerodzi się w jakiś otwarty konflikt. Kamirama uśmiechał się złośliwie, a
ojciec zaciskał mocno szczeki zupełnie jakby powstrzymywał się przed wybuchem. Zawsze
wiedział, że ich rodziny we wszystkim rywalizują, ale nigdy nie przypuszczał,
że do tego stopnia.
—
Ojcze, chodźmy już do domu…
Itachi
zarejestrował jakby rysy Kamiramy na jedną sekundę złagodniały, kiedy tylko
poczuł dotyk córki. Zacisnął palce na jej dłoni i kiwnął im na pożegnanie,
znikając w kłębach dymu.
***
—
Senju, obudź się… Senju.
—
Hm? — Musiała naprawdę zasnąć, bo aż drgnęła zaskoczona, słysząc natarczywy
głos bruneta. Przetarła ramieniem oczy, próbując się zmobilizować do ruszenia z
miejsca.
— Rusz się.
— Uchiha, ty
dupku, nie do ucha! — wyburczała niezadowolona, odsłaniając twarz. Ku swojemu
zaskoczeniu zauważyła, że był tak blisko, że wystarczyło wyciągnąć rękę aby
dotknąć bladego policzka mężczyzny. Aż sapnęła zaskoczona kierunkiem swoich
krnąbrnych myśli i opamiętując się, wysyczała: — Jest jakiś konkretny powód,
który kazał ci mnie obudzić, czy to tylko wrodzona złośliwość?
— Szósty zmysł
mi podpowiedział, że chciałabyś wiedzieć o takim towarzystwie.
— Niby jakim? —
Zmarszczyła brwi, wpatrując się w niego czujnie, a on jedynie uśmiechnął się
złośliwie i kiwnął na coś po jej prawej stronie. Powoli, z lekkim zawahaniem
przeniosła w tamtym kierunku wzrok i aż skoczyła jak oparzona. Tuż obok niej
pełzało stado wielkich, włochatych robali.
— Uchiha! Zabiję
cię! — wrzasnęła, zrywając się na równe nogi i otrzepując z obrzydzeniem.
Chaotycznie błądziła dłońmi po całym uniformie, próbując zrzucić z siebie
ewentualnych intruzów. — Szlag, szlag, szlag!
— Mnie? —
zapytał szczerze zdumiony. Z trudem
opanował śmiech, widząc jak drepta w kółko nerwowo, przetrząsając palcami
włosy. Powoli się wyprostował, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. — Za co?
— Za żywota! —
warknęła rozeźlona, zrywając z siebie płaszcz i prawie posyłając go do ogniska.
— Powiedz mi… —
zaczął, drapiąc się po brodzie w zamyśleniu. — Jakim cudem pokonałaś chłopaka
od Aburame, skoro tak bardzo boisz się owadów?
— Nie boję się, a
brzydzę! To różnica! — wysapała wściekle, ściągając z pleców kamizelkę i kopiąc
ją jak najdalej od siebie. — Walcząc z nimi, traktuje je jak kolejnego
przeciwnika, ale…
— Tak czy owak
to wciąż robal, robal na zawsze pozostanie robalem — prychnął, krzyżując
ramiona na piersi. Sekundę później musiał zrobić unik przed lecącymi w jego
stronę kunaiami.
— Cholera! Te
szkodniki pewnie wpełzły pod bandaże! Dlaczego do diabła ich nie zdjęłam?! —
Całkowicie zignorowała wypowiedź Uchihy, siłując się z opatrunkiem na szyi.
Itachi
wytrzeszczył oczy oniemiały, widząc jak próbuje go zerwać. Kiedy zrozumiała, że
tym co najbardziej zawadza jest koszula błyskawicznie złapała za jej dół,
próbując się z niej wyplątać.
— Za jakie
grzechy?! — westchnął głośno, pojawiając się tuż przed Liv i złapał za
nadgarstki. Stanowczo odsunął jej dłonie od materiału wciąż nie zwalniając
uścisku. — Ja rozumiem, że nie możesz się doczekać aż wyskoczymy z ubrań, ale
wolałbym bardziej cywilizowane warunki do tego, to raz, a dwa to ja bym cię
rozbierał.
— Co? —
Zdezorientowana podniosła na niego wzrok i już wiedział, że nie do końca
kontaktuje. W przeciwnym wypadku nie dane by mu było dokończyć zdania, jak już
by miał wepchnięty miecz do gardła.
— Nie ważne —
mruknął, łapiąc ją w pasie i przerzucając sobie przez ramię.
— Hej, Uchiha!
Co ty wyprawiasz?! Masz mnie w tej chwili postawić!
Nie zwracał uwagi na krzyki i
przekleństwa Liv, uparcie idąc na przód. Kiedy jednak zaczęła się mocno szarpać
oraz wyrywać, dał jej solidnego klapsa. Zaskoczona otrzymanym uderzeniem
zamarła w niedowierzaniu na kilkanaście sekund. Niemal czuł kumulujący się w
niej skondensowany gniew, ale zanim wybuchła postanowił się odezwać.
—
Senju, jeśli nie przestaniesz, to następnym razem będzie mocniej — ostrzegł
wrednie, wymijając kępę krzaków.
—
Pożałujesz — wywarczała przez zęby, serwując mu mocne uderzenie w bok.
—
Oczywiście — przytaknął obojętnie. — Będę czekać, a teraz… koniec podróży. —
Brutalnie upuścił ją na piasek, tak, że aż jęknęła.
—
Uchiha… — Odgarnęła z twarzy poplątane włosy i zmierzyła Itachiego nienawistnym
spojrzeniem.
—
Złość piękności szkodzi. — Pstryknął Liv w nos i odwrócił się na pięcie. — Jak
się już ogarniesz, to wróć do obozowiska.
—
Ogarniesz? — zapytała jak echo, przenosząc wzrok z jego znikającej w lesie
sylwetki i rozejrzała się dookoła. Gdy zobaczyła gdzie ją przyniósł aż
zawarczała pod nosem. — Wszystko utrudniasz, nawet nienawiść. Głupi Uchiha —
syknęła podnosząc się z kolan i patrząc na pieniącą się wodę w małym oczku przy
wodospadzie. Zrzuciła stare bandaże i skierowała swoje kroki ku ciemnej tafli
wody.
Powoli
wyszła na polanę, od razu kierując się do siedzącego pod drzewem Itachiego.
Stanęła nad nim podpierając się na biodrach i kopnęła lekko w łydkę. Zmarszczyła
brwi kiedy nawet nie drgnął i kucnęła, nachylając się w jego stronę. Dłuższą
chwilę nasłuchiwała, chcąc sprawdzić czy czasem nie udaje, żeby wykręcić jej
jakiś numer. Wydawało się, że nie i naprawdę pogrążony jest we śnie. Oddech był
miarowy i spokojny, a rysy twarzy rozluźnione. Przesunęła wzrokiem po
delikatnie podkrążonych oczach i mimowolnie się skrzywiła. Chociaż się nie
skarżył to miała pewność, że jest przemęczony. Najpierw długa misja,
wyczerpujące poszukiwania siedziby Łowców, tropienie Kazamy, aż w końcu asysta
przy rytuale demonów.
Czuła
się odrobinę winna, że to przez nią ma takie braki w odpoczynku, ale z drugiej
strony to przecież rozkaz Hokage wysłał go na takie zadupie. Westchnęła ciężko,
przecierając dłonią twarz. Przez palce ostatni raz zerknęła na rywala,
decydując, że tym razem mu odpuści. Miała się właśnie podnieść, gdy zobaczyła
jak jeden ciemny kosmyk opada mu na powiekę. Już wyciągała rękę żeby go
odgarnąć, kiedy się zawahała. Co jeśli się obudzi? Jak ją przyłapie? Zresztą,
co ją obchodzi ten głupi kłaczek? Zagryzła usta, walcząc z własnymi myślami. Po
długich wewnętrznych debatach zdecydowała, że lepiej odgarnąć niesforne włosy.
Sama wiedziała z autopsji jak takie coś drażni człowieka przez sen. Z
przekonaniem dobrze podjętej decyzji, samymi opuszkami dotknęła kosmyka, a
wtedy Itachi się poruszył. Zamarła w bezruchu, z trudem hamując odruch żeby
uciec. Cóż, jak już powiedziało się A to należało powiedzieć i B. Czekała
właśnie aż znowu zapadnie w twardy sen, kiedy zrobił coś na widok czego aż
uchyliła usta. Uchiha wtulił policzek w jej dłoń i otworzył powieki, wbijając w
Liv spojrzenie — całkiem przytomnych — czarnych jak noc tęczówek. Poruszyła się
niespokojnie widząc, że Itachi ani trochę nie jest zaspany. Chciała się
wycofać, ale na to nie pozwolił. Błyskawicznie przytrzymał jej rękę
swoją, patrząc na nią spod rzęs.
—
Ten wieczór robi się coraz ciekawszy — zaczął, a z każdym wypowiedzianym słowem
muskał palcami skórę Liv. — Najpierw prawie robisz dla mnie striptiz, teraz
mnie dotykasz…
—
Ja tylko… — wykrztusiła z trudem, czując, że ma pustkę w głowie. Ledwo
opanowała cisnące się do gardła westchnienie, kiedy przebiegł ją dreszcz pod
wpływem zmysłowego dotyku.
—
Czy to zaproszenie, Senju? — wyszeptał, owiewając jej usta swoim ciepłym
oddechem.
Usłyszenie
własnego nazwiska wystarczyło aby oprzytomniała. Pozwoliło to, by wszystko
wskoczyło na właściwe miejsca, szare komórki wznowiły pracę, przywracając Liv
do rzeczywistości, gdzie mogli być tylko rywalami. Brutalnie wyrwała się z jego
uścisku i otrzepała nonszalancko kolana, kiedy się wyprostowała.
—
Bynajmniej, Uchiha — prychnęła, odchodząc pod inne drzewo i siadając pod nim z
impetem. — To był jedynie ludzki odruch, więc nie interpretuj na wyrost.
Brunet
w odpowiedzi posłał Liv spojrzenie, którego nie potrafiła zinterpretować i
zamknął powieki.
W milczeniu
przekroczyli główną bramę osady, krótkim kiwnięciem głowy witając się ze
strażnikami. O dziwo uliczki były wyjątkowo wyludnione, a dochodziło dopiero
późne popołudnie. Wszyscy mieszkańcy najwyraźniej postanowili pobyć trochę we
własnych domach i tylko pojedyncze osoby przemykały chyłkiem z jednego sklepu
do drugiego, robiąc zakupy.
— Itachi!
Liv z zamyślenia
wyrwał podniesiony krzyk i czarna smuga przelatująca tuż przed twarzą i
dopadająca do Uchihy. Przewróciła teatralnie oczami zdegustowana, że fanki
robią się coraz bezczelniejsze. Zaraz jednak dotarło do niej, że coś się nie
zgadza. Wołającym musiał być z pewnością mężczyzna, przynajmniej na to
wskazywała barwa głosu. Zerknęła na Itachiego i wtedy wszystko się wyjaśniło.
To Shisui wisiał na brunecie, trzymając go za przód koszuli.
— Czego? —
Główny zainteresowany westchnął ciężko, odplątując palce mężczyzny ze swojego
ubrania i odsuwając stanowczo.
— Przyjechali, a
wraz z nimi… — zaczął dramatycznym tonem Shisui, rozglądając się dookoła i
właśnie wtedy dostrzegł Liv. Na jej widok momentalnie zmienił mu się nastrój i
uśmiechnął się zabójczo, zapominając o kuzynie. W mgnieniu oka pojawił się
przed dziewczyną, pochylił łapiąc za dłoń i muskając delikatnie ustami. — Hej
Liv. Chciałbym żebyś mi wybaczyła to, jak musiałem cię potraktować przy
ostatnim spotkaniu. Uwierz, że gdyby istniał inny sposób…
— Było, minęło.
— Liv machnęła lekceważąco wolną ręką i uśmiechnęła się półgębkiem. Doprawdy,
Shisui emanował taką przyjazną aurą, że nie można było się na niego długo
gniewać. — Kiedyś mi to wynagrodzisz.
— Z największą…
— Nie dane mu było dokończyć, bo Itachi złapał go bezceremonialnie za kołnierz
i pociągnął w swoją stronę.
— Zdaje się, że
miałeś jakąś sprawę do mnie — powiedział, racząc go morderczym spojrzeniem,
którym defakto tamten się nie przejął. — Więc jak zacząłeś, to skończ. Kto
przyjechał?
— Z Chmury, znajomi twojego ojca — wyjaśnił
niechętnie.
— I tylko
dlatego wydzierasz się na pół wioski?
— Serio nic nie
rozumiesz? Ja tu gnam na złamanie karku, a ty nic. Rany, myślałem, że bardziej
się przejmiesz — rzucił rozczarowanym tonem, zaplatając ramiona na piersi.
— Dobra, ja
uciekam — wtrąciła się Liv widząc, że ta rozmowa nie będzie należała do najkrótszych.
— Sama zdam relację Hokage.
Obaj mężczyźni
przez chwilę patrzyli na smużkę dymu, w którym zniknęła Senju, zostawiając ich
samych. Shisui momentalnie spoważniał, przeczesując palcami włosy spojrzał w
niebo.
— Przejdziesz
wreszcie do konkretów, czy dalej będziesz krążył wokół tematu?
Shisui
przeciągnął się mocno, dopiero po chwili odpowiadając Itachiemu.
— Zabawne, że
przy Liv robisz się jakiś bardziej rozproszony, chyba powinienem ją zapraszać
na nasze sparingi — zadrwił, obserwując Itachiego kątem oka. Nie mógł nie
zauważyć jak na te słowa aż zacisnął zęby.
— Kończy mi się
cierpliwość…
— Dobra Łasic,
wrzuć na luz. — Klepnął kuzyna w plecy, a następnie przerzucił ramię przez jego
kark, nachylając się nad uchem. — Jedno imię i zrozumiesz powagę sytuacji.
Mizu.
— Cholera.
— W rzeczy samej
kuzynie, w rzeczy samej.
Puk puk - Kto tam ? - A ja ;P
OdpowiedzUsuńSiemanko człowiek ktoś się za mną stęsknił :P Strzelam, że nikt :D
Ale mimo wyszystko witojcie po tak długiej nieobecności w komentowaniu, za którą przepraszam ale brak szablonu jak ja to nazywam mobilnego skutecznie mi utrudniał pisanie czegokolwiek + moja skleroza i ogólnie zajęcia w pierwszej klasie liceum.
A teraz co do rozdziału, mam dla ciebie mały test wielokrotnego wyboru, pytanie brzmi : Jak był ten rozdział ?
a super
b OSOM
c denerwująco genialny ( czyli po mojemu coś ala świetny, bo jak mnie bohater zaczyna denerwować, nie wkurzać, to znaczy że go lubię ;P )
d wszystkie są poprawne :D
Strzelaj mam nadzieję że trafisz ;P
ITACKI ! rada dla ciebie jeśli nie umiesz zgasić to nie podpalaj, jeszcze cała okolica stanie w płomieniach i to tylko dlatego, że tobie się zachciało ognisko rozpalać. Jeśli następnym razem będziesz próbował coś zjarać w trakcie sezonu pożarowego to ... daj mi znać podrzuce ci parę tępych dzid :D
Mnie zastanawia jak się w ogóle znajdowali jacyś idioci którzy próbowali rozdzielić Irackiego i Liv, przecież tego zrobić się nie da, poza tym trzeba było ich zostawić po pierwsze chyba kiedyś by się zmęczyli i dali by sobie spokój (po zrównaniu z ziemią połowy wioski :P) no i zasada numer druga od nienawiści do miłości jest bardzo krótka droga ;)
Każdy ma swój słaby punkt, u jednych jest to pieta u innych matma a u takiej Liv robaki, wystarczy powiedzieć że ma pająka na włosach i już walka wygrana :D Itacki musi kiedyś z tego skorzystać ;)
Liv czemu te twoje szare komórki nie mogły by się ruszać jeszcze wolniej no?!?
Jestem ciekawa co to za człowiek którego tak się boją Itachi i Shisui, hmmm... generalnie resztki umysłu, takiego myślącego ( bo włączone jest u mnie generalnie myślenie wakacyjne, dzięki któremu powstają takie cudne stwierdzenia jak pobezludnujemy na żegludną wyspę ) podpowiadają mi że jestto ddziewczyna, ale znowu nie umiem nic wywnioskować z imienia hmmm... może okaże się że to kobieta z brodą :D pozostawiam te rozkminy tobie.
Co ci się stało w łapkę ? ;( oby szybko ci zdjęli to ustrojstwo :)
Kończąc jeszcze świadoma tego co wklepałam ( jak mi się to skazuje to zabije ) pozdrawiam, życzę duuużo weny i powrotu do pełnej sprawności oraz czekam na kolejny rozdział :* :D
No, kogo ja widzę... dawano Cię tu u mnie nie było. Witam chlebem i solą :"D. Pytasz o to jaki był dla Ciebie rozdział, pewnie ta odpowiedź z denerwowaniem xD. W sumie się nie dziwię, bo rozdział a w zasadzie to co się działo w rozdziale miało irytować xD.
UsuńTępe dzidy mnie zabiły, normalnie spadłam prawie z fotela ze śmiechu. Dobrze, że dopiero teraz piszę tę odpowiedź bo kuźwa, nie za bardzo mogę się śmiać o ból w plecach. Taaa... to kolejny rozdział z tego jaką kaleką jest autorka tego bloga :/. No cóż...
Opcja z zostawieniem samych sobie Itachiego i Liv, interesująca, ale jak sama zauważyłaś raczej wiosce by się nie przysłużyła xD.
Ej no... to zagranie z tym pająkiem byłoby okropne, mam nadzieję że Uchiha z niego nie skorzysta bo wtedy jak nic Senju się dowie, że kłamał to skończy jako karma dla rybek :D. Nowa postać, to bardzo ciekawa osoba i zabawna. Myślę, że będzie śmiesznie xD.
W łapkę... jesu, palica złamałam i jak dobrze pójdzie to w piątek, ten piątek mi zdejmą szynę. Liczę dni... Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zaginiesz znowu <3
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
OdpowiedzUsuńTen rozdział jest tak uroczy, że się roztapiam. Naprawdę mnie męczysz, serio, bo tak niewiele brakuje do zbliżenia, a tu się im zdrowy rozsądek włącza... Ale po kolei, prawda? ;>
Zazdrość Itachiego jest słodka. Głupi, wie, że Kazama poniekąd mu zagraża, bo w końcu kto zrozumie demona lepiej niż inny demon? Uchiha powinien reagować szybciej, jakoś uświadomić Senju o swoich uczuciach... Chociaż może on sam się jeszcze w nich nie połapał, nie? ;c
I ten jego uśmiech no i przemyślenia Liv, dżisas, zabijasz mnie Dita. Oni są dla siebie stworzeni, czy tego nie widzą?
Faktycznie, Liv miała naprawdę przerąbane z tym ojcem. Od najmłodszych lat taka rywalizacja, nie wiem czy ktoś byłby zadowolony, gdyby Uchiha i Senju się spiknęli... Ale owoc zakazany smakuje najlepiej ;>
Ten klaps, to odgarnianie włosów i "zmysłowy dotyk" ♥ Ja nie wiem kiedy zamierzasz coś zrobić, nie mam pojęcia. Szkoda tylko, że szare komórki Liv zareagowały tak szybko. Nosz cholera, a mogło być tak ciekawie!
Jak Itachi nie jest zazdrosny o Kazamę, to o Shisuiego :D No ja nie wiem, on jest taki głupi, czy tylko udaje? I nie mam pojęcia o kogo chodzi, niby o Mizukage, albo o jakąś laskę? Wydaje mi się, że to kobieta.
Nie cierpię tego, że trzeba znowu czekać na rozdział. A ten był cudowny, genialny, powinnaś oddać mi trochę swojego talentu ;< Mam nadzieję, że twoja rączka zdrowieje, pisz mi tam szybko i trzymaj się! :*
Pozdrawiam ;3
Ermentiss Xo, widzisz? Jakoś to do nich nie dociera, że są dla siebie stworzeni, ale ale... kiedyś powinno coś tam zaświtać do tych zakutych łbów xD. Nie dziw się, że idzie im tak ciężko. W końcu w domu żadne z nich nie było wychowywane tak, żeby patrzeć inaczej niż na przeciwnika na kogoś ze zwaśnionego klanu. Dajmy im czas... A jak nie to obuchem w łeb i zamknąć w ciemnym pomieszczeniu i czekać na efekty. Albo się pozabijają albo pokochają xD. Zazdrość to fajna cecha, ja lubię kiedy bohater jest zazdrosny *_*. Takie skrzywienie <3.
UsuńKto przybył do Uchihów już wyjaśni się w kolejnym rozdziale. Będzie zabawnie. Dziękuję za komcia. Ręka mam nadzieję, że niedługo będzie sprawna :> i pozdrawiam :*.
P.S. Nie przesadzaj z tym talentem, bo się jeszcze nadmę jak balon od pochlebstw, ale dziękuję bo to miłe <3.
Jejuuuuuuuuuu now rozdzial! A juz sie balam ze zostawilas nas ! Aj ty !
OdpowiedzUsuńNo co moge powiedziec? Geniaaaaalne, kochana. Geniaaaalne! Brakowalo mi tylko jakiegos pocalunku Senju i Uchihy, ale co tam... zakuchuja sie w sobie powolutku. Malymi kroczkami. Chociaz, chyba sie juz w sobie zakochali - po prostu nie zdaja sobie z tego sprawy.
MILOSC RODSNIE WOKOL NAS! W SPOKOJNA JASNA NOC!....
Ah krol lew mi sie wlacza... ojc.
No coz mam powiedziec. Czekam na wiecej i mam nadzieje ze pojawi sie o wiele szybciej. To znaczy, nie zebym chciala uszkodzic ci reke... cholercia, glupik ze mnie...
Małe kroczki są fajne i potrzebne zwłaszcza, że mówimy tu o TYCH konkretnych rodach. Ich historia nigdy nie była łatwa. Miłość sobie gdzieś tam szumi, pytanie czy bohaterowie zechcą ją przygarnąć^^.
UsuńKról lew jest fajny, uwielbiam wszystkie bajki disneyia (no, kilka by się znalazło które lubię mniej, no ale...).
Tak bardzo chciałabym wstawiać szybciej, ale ostatnio męczy mnie jakaś czarna seria, bez kitu... nie wiem czy to los się na mnie uwziął, czy jak? Bądźmy dobrej myśli. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*
heeej! Bardzo fajny odcinek i czekam na kolejny! wiem że bardzo rzadko komentuje, ale to dlatego że jestem wyjątkowo zabieganą osobą! W każdym razie chce zebyś wiedziała ze czytam każdy odcinek nawet jezeli nie zostawiam śladu w komentarzu to z niecierpliwością czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
~Marysia
Coś długo Cię tu mnie nie było i aż się wystraszyłam, że mnie opuściłaś D:. Na szczęście Jesteś i czytasz <3. Dziękuję za komentarz :3
Usuń