Mam dla Was nowy rozdział. Co mogę
powiedzieć… nie wiem czy jest długi czy krótki, chyba straciłam orientację xD. Zapraszam
do czytania i komentowania <3.
I teraz
życzenia! Droga Tay, życzę Ci dużo pieniędzy, bo one się przydają. Pociechy z
dzieci, co by Cię nie zamordowały xD. Cierpliwości, żebyś wytrzymała ze mną i
moimi co rusz nowymi pomysłami :”D. Zdrowia, bo bez tego ani rusz. Ale przede
wszystkim życzę Ci weny! Masz pisać mi od cholery fików! Jeszcze raz
wszystkiego najlepszego <3.
Betowała Tay <3
***
W blasku płonącego w salonie kominka można było
dostrzec ciemną postać mężczyzny, który w ciszy patrzył na trzymane dziecko.
Kamirama siedział w głębokim fotelu z małym, kolorowym zawiniątkiem na kolanach,
nie spuszczając z niego wzroku. Z uwagą przyglądał się drobnej buzi okalanej
wyjątkowo długimi włoskami, wysuwającymi się spod kocyka. Powoli i z widocznym
zawahaniem uniósł dłoń, dotykając bladego policzka niemowlaka, jakby niepewny,
czy to czasem nie sen, a maleństwo w jego ramionach nie jest złudzeniem. Ze
zdumieniem otworzył szerzej powieki, kiedy na ten gest mała przytuliła się do
jego palców, marszcząc zabawnie nosek. Westchnął cicho, odchylając się na
oparciu i przyciągając zawiniątko do piersi, spojrzał w sufit. Wciąż nie mógł
uwierzyć, że jest ojcem. Aika, mało, że zniknęła po ich wspólnej nocy, to
jeszcze teraz na wpół umierająca dotarła do Konohy tylko po to, żeby podrzucić
córkę i znowu zniknąć bez śladu. Zmęczonym gestem potarł skroń, dumając, co
teraz powinien począć.
Kamirama stał przy oknie i znad kubka obserwował
swoją pociechę. Liv rosła szybko i zdrowo, pełna energii oraz ciekawa świata.
Ta jej ciekawość bardzo często przyprawiała go o małe zawały serca z bólami
głowy włącznie. Nawet nie potrafił zliczyć ile razy, dzięki szóstemu zmysłowi,
ratował córce skórę. Do tej pory pamiętał jak, dosłownie w ostatniej chwili,
złapał pięciolatkę za ubranie, kiedy zsunęła się ze skarpy.
Nie miał pojęcia jakim cudem zmaterializował się
wtedy tuż przy niej. Gdzieś tam na granicy świadomości obijała mu się teoria,
że może to miało związek z jej pochodzeniem. Sytuacja zagrożenia życia
sprawiała, że dziecko nieświadomie ściągało do pomocy rodzica. Hipoteza mocno
naciągana, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy, a tym bardziej, że nie
miał o niej z kim podyskutować. Od śmierci Aiki, tylko Liv łączyła go ze
światem demonów.
Najciekawszy był powód dlaczego mała zawędrowała na
tak niebezpieczne tereny. Otóż któreś z dzieciaków wymyśliło, że na kamiennych
głowach Hokage żyją wróżki, co Liv postanowiła sprawdzić. Gdy to usłyszał miał
ochotę ją udusić gołymi rękami za tę dziecinną naiwność, przez którą o mało nie
skręciła karku. W końcowym efekcie, gdy już się uspokoił jedyne co zrobił, to
powiedział, żeby więcej nie chodziła tam sama.
Otrząsając się ze wspomnień upił łyk kawy, skupiając
się na córce i na tym co robi. W tym momencie wzięła za cel kolorowe motyle i
ganiała je po całym ogrodzie, zaśmiewając się przy tym głośno. Nie zwracała
uwagi na nic innego, a Kamirama co chwilę zaciskał szczękę, przymykając oczy,
kiedy o włos unikała zderzenia z drzewem, wpadnięcia do oczka wodnego czy
wylądowania w gęstym krzaku róży. I, mimo że serce mu krwawiło, gdy widział jak
boleśnie upada, to nie ruszał się z miejsca tylko czekał. Stał cicho w cieniu,
obserwując jak zagryza zęby, powstrzymując płacz i podnosi się na nogi.
Nie, Kamirama nie chował Liv pod kloszem, tak jak
inni ogłupieni rodzicielstwem ojcowie czy matki. Z racji tego kim była, musiała
zostać zahartowana dla własnego dobra.
***
Itachi ściągnął buty i ustawił równo przy ścianie
zauważając, że naprzeciwko stoi rządek nowych, nieznanych mu sandałów. W sumie
naliczył trzy pary, dwie męskie i damskie. Ten widok uświadomił mu, że
perspektywa odespania przebytych misji znacząco się oddala. Oddychając ciężko
zsunął z ramion kamizelkę i przewiesił przez ramię, kierując się do salonu.
Kimkolwiek byli przybysze wiedział, że mimo ogromnego zmęczenia powinien wejść
i się przywitać, kultura tego wymagała. Gdyby tego nie zrobił, to jak nic
musiałby znosić pogardliwe prychnięcia ojca, a i matka z pewnością nie
szczędziłaby mu spojrzeń pełnych rozczarowania. Z cichym szumem odsunął drzwi.
Jego oczom ukazała się sztywna sylwetka Fugaku, który natychmiast podniósł na
niego wzrok.
— Witaj ojcze. —
Kiwnął mu na przywitanie, podchodząc do matki i, nachylając się, cmoknął ją w
policzek. — Matko.
Kątem oka
zerknął na siedzących przy stole, obcych ludzi. Twarze wydawały mu się znajome,
ale nie potrafił ich dopasować do żadnych nazwisk. Dopiero charakterystyczne
tatuaże na czołach szybko naprowadziły go, że ma do czynienia z Mnichami.
Jednak co w takim towarzystwie robi dziewczyna?
— Siadaj,
Itachi. — Mikoto uśmiechnęła się do pierworodnego, poklepując miejsce obok
siebie. W tym czasie młody Uchiha z konsternacją zauważył, że nie ma Zaku ani
Sasuke, czyli obecność była nieobowiązkowa, a on jak ostatni głupiec wpakował
się w jakieś nudne spotkanie. Najwyraźniej nawet jego geniusz czasem miał
gorsze dni.
— Właśnie o
tobie rozmawialiśmy — odezwał się Fugaku, upijając mały łyk z parującej czarki.
— Wiem, że przez jakiś czas nie odstaniesz kolejnej misji i mam dla ciebie
zadanie.
— Słucham. —
Odebrał podsuniętą przez matkę herbatę, zastanawiając się po co ojciec
przeprowadził taki wywiad w jego sprawie u Hokage.
— Zaopiekujesz
się Mizu — zawyrokował, wskazując dłonią na przyglądającą się intensywnie
synowi brunetkę.
Itachi przez
dłuższą chwilę patrzył prosto w srogie, ciemne oczy rodziciela nic nie
odpowiadając. Dopiero, kiedy pomiędzy brwiami Fugaku pojawiła się pionowa
zmarszczka, świadcząca o irytacji zdecydował się zareagować.
— Oczywiście.
Liv z szerokim
ziewnięciem zatrzasnęła drzwi od mieszkania, kierując się na pole treningowe.
Przez te komplikacje ze swoim pochodzeniem, bardzo zaniedbała uczniów i
zamierzała to w najbliższym czasie nadrobić. Powoli zbliżał się termin
egzaminów na chunnina i nie chciała żeby byli gorzej przygotowani od innych
grup.
— Liv! — Samon
pojawił się znikąd, od razu łapiąc ją w ramiona i przyciskając do swojego
torsu. W ogóle nie zwracał uwagi na stłumione protesty dziewczyny i bezowocne
próby wyrwania. Dopiero po silnym dźgnięciu palcami pod żebra odpuścił,
odsuwając się o krok i masując obolałe miejsce.
— Sam, debilu!
Chcesz mnie udusić? — wysapała, łapiąc spazmatycznie powietrze i gromiąc go
wzrokiem spod zmierzwionej grzywki.
— Tyle nie
widziałem twojej pyskatej mordki, więc to normalne, że się stęskniłem.
— Oczywiście —
parsknęła, kiedy już doprowadziła się do porządku po ataku przyjaciela.
— Mówię ci,
wiało nudą w Wiosce bez ciebie — pożalił się Liv, ocierając wyimaginowaną łzę z
kącika oka. Kiedy ta spojrzała na niego jak na idiotę, zaśmiał się głośno,
ruszając za nią i zaplatając ręce na karku. — Ale chyba nikt się tak nie nudził
jak twoi podopieczni — rzucił mimochodem, kiwając na powitanie mijającym ich
Joninom.
— Z czego tak
wnioskujesz? — Ze skrzypnięciem otworzyła metalową furtkę, prowadzącą na pole
treningowe.
— Zobaczysz —
rzucił z jakimś dziwnym uśmiechem, znikając w kłębie dymu.
— A cóż te
potwory wymyśliły pod moją nieobecność? — mruknęła sama do siebie, idąc między
drzewa. To, co wyłoniło się chwilę później zza ściany małego zagajnika
sprawiło, że zatrzymała się w pół kroku, niedowierzając własnym oczom.
— Mistrzyni Liv!
Wreszcie wróciłaś!
Całkowicie
zignorowała głośne powitanie podopiecznych, nie mogąc oderwać wzroku od placu.
— Co tu się
stało? — wykrztusiła w końcu, patrząc na siedzących pod zwalonym drzewem
geninów. Chłopcy na to pytanie wzruszyli obojętnie ramionami, mimo że końcówki
ust wyraźnie im drgały od hamowanego uśmiechu.
— Co miało się
stać? Nic. Trenowaliśmy. — Zaku poprawił się wygodniej, szczerząc się wesoło.
— Trenowaliście,
ale chyba jakimi technikami najłatwiej i najskuteczniej zaorać pole —
stwierdziła, zawieszając wzrok na połamanej gałęzi jedynej ocalałej brzozy,
dyndającej smętnie na wietrze. Na rozciągającym się przed nią obszarze nie
zauważyła nawet skrawka zieleni. Sama rozgrzebana gleba, pełna dziur i zwałów
ziemi.
— Nie ważne co,
ale jaki efekt. — Napuszył się młody Uchiha, szturchając milczącego Yuchiro.
— Shion… ty też
brałaś w tym udział?
— Więc… —
zaczęła dziewczyna, nieporadnie wyginając palce, jednak kiedy napotkała
ostrzegawcze spojrzenie kompana zaraz przytaknęła. — Ćwiczyliśmy razem, ja
doskonaliłam uniki.
— Cóż, patrząc
na ciebie wnioskuję, że idzie ci coraz lepiej — mruknęła Liv, nie zauważając
żadnych obrażeń u podopiecznej.
Była bardzo
ciekawa czy tak groźne techniki — jakie niewątpliwie stosowała męska część
grupy, patrząc po zniszczeniach — zostały skierowane na nią, czy może ten obraz
nędzy i rozpaczy jaki prezentował teraz plac, spowodowany został zaciętą
rywalizacją między chłopakami.
— No nic, skoro
tak ładnie przygotowaliście teren, to szkoda tego nie wykorzystać.
— Widzicie?!
Mówiłem, że nie będzie żadnej kary, tchórzliwe leszcze — zawołał Zaku,
podrywając się radośnie na nogi i ciągnąc za sobą przyglądającego się
podejrzliwie mistrzyni Yuchiro.
— Ależ
oczywiście, że nie będzie kary głuptaski. — Liv położyła dłonie na głowach
chłopców, uśmiechając się słodko. Poczochrała ich po włosach i złożyła pieczęć.
— Można powiedzieć, że was nagrodzę. W wyjątkowy sposób.
— Naprawdę? —
Nie dało się nie zauważyć nutki sceptycyzmu pobrzmiewającej w głosie Shion na
usłyszane rewelacje.
— Mhm. — Liv
rozpromieniła się jak słoneczko, a w oku pojawił się złośliwy błysk. —
Eksplodująca fala wody!
Z gardła Zaku
wyrwał się okrzyk podziwu na widok jaki obszar objęła technika Senju. Nie
wyczuwając zagrożenia przebieg parę kroków, brodząc po kostki w wodzie i
patrząc na tworzące się bagno.
— A po co tak?
— No to sio,
trenować.
— Ale… — Shion
obejrzała się przez ramię na, stojącą w lekkim rozkroku, mistrzynię. Patrzyła w
niedowierzaniu to na zwały błota to na nią. — Ale, że tam?
— Skoro macie
tyle energii na niszczenie wszystkiego wokół, to ćwiczenia w błocie są jak
znalazł dla takich baranów jak wy! Jazda!
Niewzruszona
obserwowała jak poruszają się z trudem, uprawiając coś na kształt parodii
treningu. Co chwilę ktoś leżał twarzą w bagnie, ledwie się z niego wygrzebując.
Wystarczyły trzy godziny i każde z nich było padnięte, brudne i obrażone.
— Koniec na
dziś. — Pojawiła się przed nimi, z trudem rozpoznając kto jest kim pod tymi
warstwami brudu. — Mam nadzieję, że to was oduczy bezproduktywnego marnowania
czakry. Jakby jednak do was nic nie dotarło, to informuję, że przed wami cały
tydzień, walk w takim plenerze.
— Itachi!
Słysząc głośne
nawoływanie z ociąganiem odwrócił się, do pędzącej w jego stronę, dziewczyny.
Mizu gnała ile sił w nogach i nic nie wskazywało na to, żeby zamierzała
zwolnić. Widząc to, Uchiha z trudem opanował chęć zrobienia kroku w bok w celu
uniknięcia zderzenia. Postępując w ten sposób, jak nic Mizu miałaby bolesne
spotkanie z chodnikiem, czego jego ojciec by nie pochwalił. Chcąc nie chcąc, a
bardziej nie chcąc, z niewzruszonym wyrazem twarzy przyjął na siebie cały
impet.
— Wybacz. Byłam
pewna, że wyhamuję.
Gładko przełknął
kłamstwo, odplatając jej ręce ze swojego karku. Spojrzał prosto w roześmiane
oczy, odsuwając Mizu stanowczo od siebie.
— Nie możesz iść
teraz ze mną, mam spotkanie z grupą. Zanudzisz się.
— Nie prawda!
Zawsze chciałam zobaczyć jak wygląda praca shinobi! — Mizu złapała go pod ramię,
przytulając się do jego boku. Widząc to, Itachi wzniósł wzrok do nieba, prosząc
o cierpliwość. Nie wiedział czym ojcu podpadł, ale z pewnością nie zasługiwał
na taką karę.
— Uchiha! — Liv zmaterializowała
się tuż przed nimi, sprawiając, że wystraszona Mizu cofnęła się gwałtownie,
omal się nie wywracając. Brew Senju uniosła się delikatnie na widok
zaciśniętych palców dziewczyny na rękawie bruneta, ale nie skomentowała. —
Hokage cię wzywa, to pilne.
— Role się
odwróciły, co Senju? Teraz ty robisz za gołębia.
— Dla pewnych
rzeczy warto się poświęcić — prychnęła z wyższością, odwracając się na pięcie.
Itachi zmrużył lekko oczy, kiedy dotarło do niego, że Liv jakoś specjalnie mu
nie ubliżyła. Musiała się gdzieś śpieszyć skoro zapomniała się podzielić z nim
swoją codzienną dawką jadu. Teraz pozostawało tylko pytanie gdzie?
— Kto to był? —
Mizu z ciekawością patrzyła za odchodzącą dziewczyną, a gdy nie odpowiadał
szturchnęła go mocno, zmuszając do oderwania wzroku od pleców Senju.
— Znajoma —
powiedział po chwili wahania, dostrzegając niezdrowe zainteresowanie w jej
oczach. Stanowczo nie podobał mu się ten dziwny błysk i postanowił jak
najszybciej odwrócić uwagę Mizu od osoby Liv. — Chodź, poznasz Hokage.
Jak się później
okazało został wezwany tylko po to, żeby podpisać zaległe raporty i
poinformować o przełożeniu spotkania z podopiecznymi. Na czas pobytu Mizu, jego
grupę przejął Shisui na polecenie Fugaku i za pełną zgodą Tsunade. Załatwili go
bez mydła.
Od jakiś dwóch godzin leżał na dachu szpitala
ze znudzeniem kontemplując chmury. Kątem oka widział wychylającą się przez
niski murek Mizu, śledzącą wzrokiem przechodniów. Powoli miał dość tego dnia.
Najpierw rodzice zrobili z niego tymczasowego opiekuna do dziecka, później
został zagadany prawie na śmierć, a teraz zmuszony był czekać aż ich uroczy
gość wreszcie zgłodnieje i będą mogli iść do domu. O ile oczywiście, nie
nabierze ochoty na zwiedzanie miejscowych restauracji.
— No, a tamta? Patrz jakie ładne włosy, takie
białe…
— Nie jestem
zainteresowany — mruknął chyba po raz tysięczny, mocno znudzonym głosem i
przymknął powieki. Młoda napastowała go tak, od samego rana. Najpierw
przeprowadziła wywiad co, gdzie, z kim i dlaczego robił przez ostatnie lata,
jak nie mieli kontaktu, a teraz przeszła do ataku. Bojową postawę wzbudził
fakt, że nie ma narzeczonej ani nawet dziewczyny i Mizu postawiła sobie za cel
żeby mu jakąś znaleźć. Do kiedy jej działania ograniczały się do ględzenia,
miał to w głębokim poważaniu. Niech gada.
— A tamta? —
Mizu obejrzała się przez ramię na leżącego Uchihę i aż prychnęła ze złości. — W
ogóle mnie nie słuchasz!
— Słucham, ale
na głupoty nie odpowiadam.
Liv zeskoczyła z
drzewa i odgarnęła spadające na twarz włosy. Od półgodziny omawiała z Moro plan
następnej misji, na którą miała zostać wysłana ze swoją grupą. Chcieli ustalić
ogólny zarys działania, żeby nie zostać zaskoczonym przez przeciwnika i nie
wchodzić sobie w paradę.
— Wtedy ty
spadłbyś na niego jak jastrząb — powiedziała po zastanowieniu, zagapiając się
na korony drzew. — Dasz radę wyskoczyć tak wysoko?
— Myślę, że tak
ale…
— No to dobrze.
— Całkowicie zignorowała chcącego coś dodać Chowańca i zaczęła spacerować
wzdłuż polany. — Oczywiście wkraczamy dopiero wtedy gdy młodzi będą w
tarapatach. Chcę żeby samodzielnie wykonali to zadanie…
— Liv.
— Nie przerywaj
mi kiedy myślę — warknęła ostrzegawczo, nawet się nie odwracając. — To
doskonały sposób żeby sprawdzić ich umiejętności przed egzaminami…
— Senju!
— Czego, do
diabła?! Czy ty nie możesz wytrzymać nawet pięciu minut bez mielenia ozorem? —
Odwróciła się gwałtownie, wbijając w zwierzaka rozsierdzone spojrzenie.
Dopiero wtedy
zauważyła, że mają towarzystwo. Widząc obcego mężczyznę krążącego wokół wilka,
aż uchyliła usta w niedowierzaniu. Nie wyczuła niczyjej obecności więc, co on
tu robił? Intruz w najlepsze zaczął targać ucho Moro, oglądając go z każdej
strony, zupełnie jak towar na wystawie. Brew Liv drgnęła w nerwowym tiku kiedy
obcy złapał jej pupila za pysk, zmuszając do pochylenia łba, by mógł zajrzeć mu
w oczy.
— Precz z
łapami. — Szybkim krokiem dopadła nieznajomego i odtrąciła jego dłonie badające
fakturę futra Chowańca. Łypnęła na niego nieprzyjaźnie, zwracając się do Moro:
— Mogłeś powiedzieć, że mamy widownię!
— Próbowałem,
ale nie dałaś mi dojść do słowa!
— Trzeba było
postarać się bardziej!
— Fajny futrzak.
— Mężczyzna wtrącił się w ich kłótnię, wciąż chodząc dookoła potwora.
Liv jak w
zwolnionym tempie obróciła się, mierząc go poirytowanym wzrokiem. Spod
czerwonych roztrzepanych włosów patrzyły na nią złote ślepia, a na ustach
błąkał się cwaniacki uśmieszek. To wystarczyło żeby stwierdziła z całą
stanowczością, że go nie lubi.
— Po pierwsze,
kim jesteś i co robisz na terenach przynależnych do Konohy? Po drugie, nie
życzę sobie żebyś dotykał mojego wilka, więc proponuję cofnąć dłonie albo je
stracisz. — Zagroziła, widząc jak się przymierza do chwycenia Moro za ogon.
Stanęła pomiędzy nim a Chowańcem, zaplatając ręce na piersi.
— Twojego? Nie
ma obroży, to pomyślałem, że go przygarnę — zaśmiał się kpiąco, nagle w oka
mgnieniu pokonał dzielącą go odległość od Liv i nachylił się w jej stronę,
głośno wąchając powietrze. — Śmierdzisz.
— Słucham?! —
Senju aż się zapowietrzyła w niedowierzaniu na bezczelność intruza.
— O rany —
parsknął Moro. Przechodząc obok mężczyzny szturchnął go nosem w plecy, chichocząc
wesoło. — Stary… chyba się już nie zobaczymy, ale miło cię było poznać. — Po
tych słowach poczłapał na bok, zapobiegawczo zwiększając dystans od
promieniującej złem Liv.
Senju nie wiadomo kiedy chwyciła za kunai, rzucając
się na intruza. Czuła, ze zaraz eksploduje ze złości. Tym bardziej, że przybysz
odpierał atak za atakiem i dopiero dzięki Latającemu Bogu Piorunów, powaliła go
na ziemię. Ze zwycięskim uśmieszkiem usiadła mu na plecach tak żeby nie mógł
się ruszyć.
— Nie możesz mi
nic zrobić — sapnął pewny siebie i syknął gdy Liv wbiła mu kolano między żebra.
— Potraktuję to
jako wyzwanie, cwaniaczku. — Miała już go nauczyć szacunku jakąś wyjątkowo
bolesną techniką, kiedy jej uwagę przyciągnął dziwny sznurek. Marszcząc brwi
cofnęła ostrze z gardła mężczyzny — zaciskając ostrzegawczo palce na jego
włosach — i sięgnęła po dyndającą na nim tabliczkę. To co tam przeczytała
sprawiło, że aż zazgrzytała zębami z wściekłości. Ten dupek był delegatem z
kraju Błyskawic, Kagura Amata.
— To skoro już
wiesz, że mam przepustkę, to może mnie puścisz?
— Masz więcej
szczęścia niż rozumu, panie Amata — syknęła mu do ucha schodząc, jednocześnie
dbając o to, żeby twarz delegata spotkała się z podłożem. Z satysfakcją
obserwowała jak głośno kaszle i prycha, próbując się pozbyć piasku z nosa i z
ust. — Moro, idziemy.
— Trochę podobny
do Uchihy — zaśmiał się potwór, szczerząc do niej kły. Dreptał za niezadowoloną
Senju z ciekawością zerkając na otrzepującego się i poprawiającego ubranie
przybysza.
— Nie zauważyłam
— stwierdziła Liv na te insynuacje, całkowicie go ignorując, gdy zaczął
rechotać w najlepsze.
***
Liv stała za drzewem i
przyglądała się stojącemu przy wodospadzie chłopakowi. Pamiętała go z
przypadkowego spotkania w odległym miasteczku, tuż przy granicy Kraju Ognia, gdy towarzyszyła podczas misji ojcu.
Jak on się przedstawiał? A tak, Kazama Chikage.
Zmarszczyła brwi kiedy powoli wyjął ręce z rękawów
Yukaty, pozwalając by ta swobodnie opadła mu do pasa. Teraz miała doskonały
widok na jego nagie plecy, gdzie jak dostrzegła mieniły się takie same złote
znaki jak u niej na skórze. W zasadzie sama nie wiedziała dlaczego wciąż tu
tkwi zamiast wrócić do Wioski. Po głębszych przemyśleniach zrozumiała co ją tu
trzyma. Zwykła ciekawość. Z trudem było to Liv przyznać przed samą sobą,
ale Demon ją zafascynował. Pierwszy raz spotykała kogoś takiego jak ona i nie
mogła się oprzeć chęci, żeby poznać go bliżej.
— Długo zamierzasz mi się
przyglądać z ukrycia?
Słysząc spokojny głos Kazamy, zdębiała. Całkowicie
zapomniała, że skoro ona mogła wyczuć jego, to to działało w obie strony.
Wyrzucając sobie w myślach głupotę, ruszyła w stronę chłopaka.
— Dlaczego wcześniej się nie
zdradziłeś, że wiesz o mojej obecności?
Wciąż odwrócony do niej plecami uniósł głowę,
spoglądając w niebo, jakby się zastanawiał nad odpowiedzią.
— Czekałem na to, co
zrobisz.
Nawet nie drgnął kiedy stanęła tuż za nim,
przyglądając się tatuażom. Z uwagą patrzyła jak te, dziwnie pojawiają się i
znikają, zupełnie jakby potrafił nad nimi panować.
— Twoje są inne niż moje —
wyszeptała, dotykając opuszkami palców skóry na łopatce i przesuwając wzdłuż
pojawiających się linii.
— To ty jesteś inna, Liv,
demonie z czakrą. — Roześmiał się cicho.
— Nawet wśród demonów,
jestem dziwadłem — mruknęła, cofając dłoń. Zanim zdążyła zrobić krok żeby
odejść, Kazama się odwrócił i chwycił ją za rękę, przytrzymując w miejscu.
— Nie, Liv, ty jesteś
wyjątkowa. Masz coś, czego demony zazdrościły ludziom od wieków. — Powoli z
namaszczeniem pogładził Liv po policzku, patrząc jej w oczy. — Posiadanie
czakry jest marzeniem każdego demona, jednak do tej pory nikomu się to nie
udało. Nie wiem w czym tkwi fenomen tego, że akurat teraz się powiodło.
Czy w tym, że pochodzisz z prastarej linii krwi rodu Aiki, czy może dlatego, że
masz w sobie geny Senju?
***
Dita, i gdzie te słodkości, z którymi niby miałaś problem? Bo ja tutaj ich nie widzę, ani trochę ;_; A tak bardzo chciałam! W następnym mi wynagrodzisz, nie? :D
OdpowiedzUsuńWiemy już co nieco o matce Liv, powiem Ci, że ta cała historia ze śmiercią tuż po podrzuceniu naszej Senju mnie poruszyła. Tak jakoś ciężko mi się zrobiło wiedząc, że Liv nigdy nie poznała matki i wychowywana była pod surowym spojrzeniem ojca. Jasne, widzę tutaj tą czułość i miłość. Dobrze jednak, że Kamirama nie postawił na rozpieszczanie.
Itachi taki posłuszny rodzicom, w sumie miło wiedzieć, że w tym opowiadaniu masakra klanu nie zamierza nastąpić i nie muszę się zastanawiać, w którym momencie nasz Uchiha coś planuje. Fugaku taki stanowczy, kurcze, ale on lubi Senju, nie? Więc będzie zgoda na małżeństwo!
Liv jest świetna, no, przynajmniej będzie świetną matką XD Kąpiele w błocie gwarantowane! Fajnie, że dba o swoją grupę chociaż jak się może wydawać, jest coraz bardziej zagubiona w tym całym byciu demonem i zastanawianiem się nad relacją z Kazamą.
Itachi kocha Liv i nie potrzebuje dziewczyny, zrozum to, Mizu! Wkurza mnie ten babsztyl, sama nie wiem dlaczego, może przez sam fakt, że tak bezkarnie dotyka naszego Itacza! Jeszcze mu dziewczynę próbuje znaleźć, co za zołza -,-
I co to za facet? Czytanie o tym dziwnym spotkaniu w lesie przywołało na moją twarz istny wyraz "WTF", ale ok. Głupia, arogancka arystokracja.
Coś mi się wydaje, że Kazama naprawdę dba o Senju, zawsze o nią dbał. Pytanie brzmi: dlatego, że Liv jest taka wyjątkowa, czy dlatego, że po prostu chce?
Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybko, życzę Ci wytrwałości, weny i udanego września :D
Pozdrawiam :*
Słodko będzie w Puchatej xD. Znaczy w sumie jak zwykle wplotłam głupi wątek, ale no cóż... toż to cała ja. Mało tego z moich założeń nic nie wyszło, bo historia z trzech planowanych rozdziałów rozlazła mi się do czterech. ;_; Bez sensu, nigdy się nie trzymam własnych założeń.
UsuńCieszy mnie, że zrozumiałaś przesłanie wspomnień z Kamiramą. Czyli nie napisałam tego tak źle jak mi się wydawało.
W tym fragmencie chciałam upchnąć trochę kanonicznego Itachiego. Zdystansowanego, szanującego rodziców i milczącego. Nie wiem czy mi się udało, ale naprawdę się starałam. Fugaku i Senju... na razie nie wyjaśnię tego wątku :"D.
Nie spodziewałam się tak żywiołowej reakcji na Mizu xD. Jednak myślę, że w kolejnych rozdziałach ją polubisz. Co do delegaty... zamieszanie gwarantowane, a dokładniej Liv chodząca na granicy wkurw***** po Wiosce xD.
Kazama jest wyjątkowy i nie ukrywam, że to jedna z moich ulubionych postaci. Postaram się bardziej nakreślić jego osobę w kolejnych rozdziałach.
Jeśli Wenon dopisze to notka będzie szybko :"D. Dziękuję i również życzę wszystkiego dobrego we wrześniu. Buziole :*
Ach, tak żałuję, że dopiero teraz znalazłam tego bloga!
OdpowiedzUsuńStrasznie podoba mi się charakter Liv, a cała historia jest dopracowana i czyta się ją z przyjemnością. Nawet przyłapałam się na głupim szczerzeniu do ekranu.
Nie będę się za bardzo rozpisywać i mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Czekam na ciąg dalszy. Jestem bardzo ciekawa co wymyślisz.
Weny i czasu na pisanie życzę c:
Witaj :3
UsuńNowi czytelnicy zawsze w cenie i mile widziani na moim blogu :"D. I nie krępuj się rozpisywać, bo z pewnością wszystko przeczytam :>.
Bardzo mnie cieszy, że historia Liv Ci się spodobała. Kurcze, już dawno nie czytałam tak miłych słów i serdecznie za nie dziękuję. Po Twoim komentarzu również zaczęłam się szczerzyć do ekranu, tak więc nie Jesteś z tym sama xD. Dziękuję za zostawienie śladu i mam nadzieję, że szybko nie uciekniesz. Pozdrawiam <3