17.09.2014

2. Puchata historia



Okej, czas na kolejny rozdział kiczu. Bardzo jestem ciekawa Waszej reakcji na ten twór i mam nadzieję, że wyrazicie swoje odczucia na temat tego fika w komentarzu :3.
Mało tego, mam złą wiadomość. Przypuszczalnie złą… cholercia. Dla mnie złą, no. Ten tekst miał mieć tylko trzy rozdziały, a jakimś niewyjaśnionym zrządzeniem losu rozrasta się do czterech. Heh… nigdy nie potrafiłam się trzymać własnych założeń. No nic, koniec mojego marudzenia i zapraszam do czytania.

Betowała Tay


Liv spod przymrużonych powiek patrzyła na jakichś pierwszorocznych idiotów okładających się mapami. W jej głowie trwała istna bitwa o to, czy powinna podejść interweniować czy może olać wygłupiające się bachory. Za zwróceniem uwagi przemawiała opcja, że to ona zostanie oskarżona o zniszczenie pomocy naukowych — bo teraz przecież do obowiązków Liv doszła opieka nad pracownią geograficzną. Jednak smarkacze maltretowali zwoje podczas przerwy i każdy widział kto będzie sprawcą ewentualnych szkód, a to przemawiało na korzyść Senju. Dumając nad tą kwestią podciągnęła kolano pod brodę, przekrzywiając lekko głowę. Kiedy ilość argumentów przemawiała za uniewinnieniem zeskoczyła z parapetu i skierowała się w stronę schodów. Dlaczego ona ma strofować uczniów, przecież od tego są patrolujący korytarze nauczyciele. Nie będzie odbierać im pracy i satysfakcji z podarowania jakimś głupcom wizyty w kozie. Uspokojona pomaszerowała w dół.
Stanęła przed automatem na parterze i ze skupieniem kontemplowała produkty. Od rana miała na coś ochotę, ale nie mogła się zdecydować na nic konkretnego. Co przerwę przyłaziła w to miejsce z nadzieją, że może ją olśni, ale nic takiego się nie działo. Jedyne czego się nabawiła podczas tych wędrówek to nerwicy. Spowodowanej oglądaniem rozchichotanych dziewcząt, gimnastykujących się tak przed dystrybutorem, żeby siedzący pod przeciwną ścianą uczniowie mogli podziwiać ich bieliznę. To znaczy miała nadzieję, że ta bielizna jednak istniała, bo patrząc na styl poniektórych uczennic miała ku temu poważne wątpliwości.
Wzrok Liv przesuwał się po słodyczach, a w głowie trwała zażarta walka pomiędzy tym co woli. Gdyby ktokolwiek wiedział, że tyle czasu zajmuje jej wybranie głupiego łakocia, to jak nic uznali by ją za nienormalną. Dumając podparła się dłonią o urządzenie, nachylając bliżej szyby i właśnie wtedy wpadła jej w oko duża czekolada. Tak, wreszcie dokonała wyboru. Przeszukała kieszenie, wygrzebując wszystkie drobne jakie miała i wrzuciła odliczoną gotówkę do właściwego otworu. Ze zniecierpliwieniem postukała paznokciami o metalową obudowę urządzenia, zerkając nerwowo na zegarek. Czas ją mocno gonił, była spóźniona na spotkanie z nauczycielem w sprawie szlabanu. Odetchnęła z ulgą, kiedy mechanizm wreszcie ożył z hukiem zrzucając tabliczkę. Błyskawicznie ją wyciągnęła — ponaglana wizją kolejnej nagany — i gdy odwróciła się żeby odejść, wpadła na coś twardego. Zaklęła szpetnie pod nosem, uniosła poirytowany wzrok, napotykając wpatrzone w siebie ciemne oczy. Ku swojemu zaskoczeniu zderzyła się z Itachim.
— Uważaj.
— Ja mam uważać? No chyba sobie żartujesz, Uchiha. To ty mi podlazłeś pod nogi — warknęła, łypiąc na niego nieprzyjaźnie. Mimowolnie zazgrzytała zębami, kiedy spojrzał na nią lekceważąco.
— Owszem, podszedłem za ciebie — odpowiedział ze spokojem i wyciągnął rękę nad jej ramieniem, na co aż sapnęła oburzona, lekko się czerwieniąc. Miała już go ochrzanić za obłapianie w miejscu publicznym, gdy usłyszała kliknięcie. Wtedy dopiero zrozumiała, że wcisnął przycisk wybierając produkt, a ona o mało się nie wygłupiła posądzając o niestworzone rzeczy. Z cichym kłapnięciem zatrzasnęła usta sprawiając, że zerknął na nią ciekawie, unosząc przy tym brew.
— Mogłeś powiedzieć żebym się przesunęła albo poczekać aż odejdę, a nie sięgasz przeze mnie — wyburczała niezadowolona, zwłaszcza, że połowa dziewczyn obserwująca tę scenę wciągnęła ze świstem powietrze. Doprawdy wybornie. Musieli wyglądać jak para kochanków na schadzce przy automacie. Już widziała te wszystkie kłębiące się w głowach uczniów niesamowite fantazje na temat ich relacji. Czy tylko ona była świadoma, że jak nic szkoła zacznie huczeć od plotek? Wbiła w Itachiego chmurne spojrzenie, a on tylko się uśmiechnął i z całą premedytacją, zaczął powoli wrzucać drobne monety do otworu. W międzyczasie zrobił mały krok w przód, zmuszając Liv do cofnięcia się, przez co zmuszona była oprzeć się o urządzenie.
— Po co? Jak widać daje sobie radę.
— Uchiha, w co ty właściwie pogrywasz? Bo chyba nie nadążam — syknęła, kładąc mu dłoń na piersi próbując odsunąć, ale ku jej zaskoczeniu nawet nie drgnął. Zacisnęła wargi w wąską kreskę, unosząc wzrok na jego twarz.
— To ja powinienem o to zapytać, bo to ty mnie dotykasz.
— Ja, ciebie? Uchiha, opanuj swoją wyobraźnie — rzuciła rozeźlona. Dopiero kiedy czarne oczy z rozbawieniem zatrzymały się na ręce Liv wciąż tkwiącej na jego klatce piersiowej, cofnęła ją jak oparzona. Całkowicie zapomniała jej zabrać po tym jak nie dał się odepchnąć.
Otwierała już usta, żeby gwałtownie zaprzeczyć takim bezczelnym insynuacjom, gdy usłyszała głośne chrząknięcie, które rozpoznałaby wszędzie. O mało nie jęknęła wyczuwając po lewej stronie obecność, ulubionego wykładowcy. O tak, los ją cholernie kochał, podsyłając w tym momencie tego konkretnego nauczyciela. Z wyraźnym ociąganiem odwróciła głowę i stanęła oko w oko z uśmiechającym się wrednie zastępcą dyrektora, Danzo. Ten mężczyzna był jak pies tropiący i miała wrażenie, że szpieguje tylko ją, żeby przyłapać w najbardziej niesprzyjających okolicznościach.
— Czy ja państwu w czymś nie przeszkadzam? — Danzo zmierzył ich swoim firmowym spojrzeniem, pod którym kulili się wszyscy uczniowie, a Liv dostrzegła, że korytarz nagle się wyludnił. Widać nikt nie chciał znaleźć się na celowniku najbardziej czepiającego się pracownika placówki.
— To nie to, co pan myśli — wyrzuciła z siebie desperacko, próbując się odsunąć od Uchihy, ale ten nie wykazywał chęci żeby to ułatwić. Zamiast tego w milczeniu obserwował wicedyrektora, ustawiając się tak, aby jeszcze bardziej utrudnić Liv wyswobodzenie się z jego ramion. — Uchiha — syknęła z przyganą do Itachiego, ale ten całkowicie ją zignorował.
— W zasadzie nam pan przeszkodził.
Liv na te słowa, aż sapnęła z przerażenia, a ramiona opadły jej z bezsilności. Tylko tym jednym zdaniem Itachi sprawił, że mieli przechlapane, a ona najbardziej.
— Pięknie, Uchiha. — Klepnęła się z załamaniem w czoło i przymknęła powieki opierając się o pierś chłopaka. Nawet nie chciała myśleć jaką karę zgotuje dla nich Shimura za domniemany zarzut, obłapiania się na korytarzach. Coś czuła, że w tym roku nie wygrzebie się ze szlabanów.
            — Słucham? —  Danzo, aż zamrugał niedowierzając w to co usłyszał. Jeszcze żaden uczeń nie wszedł z nim w dyskusję, no może poza tą Senju. Ale i ona bardzo szybko się przekonała, że wojna z Shimurą zwyczajnie się nie opłaca, gdy musiała przez kilka tygodni sprzątać szatnie i pływalnie po zajęciach. Posłał dziewczynie zimne spojrzenie, ale ta była zbyt zajęta własnymi myślami żeby je zauważyć.
— To co pan słyszał. — Itachi odsunął się od Liv — która aż zmarszczyła brwi zaskoczona, że straciła oparcie — i obrócił się do nauczyciela. — Rozmawialiśmy, a to w żaden sposób nie jest zabronione w regulaminie szkolnym.
Skonfundowany mężczyzna wbił oczy w niewzruszonego Uchihę zastanawiając się nad następnym posunięciem. Kiedy Danzo intensywnie myślał co z nimi począć, Liv za jego plecami dostrzegła drugiego w kolejności z najbardziej nielubianych przez nią wykładowców, który najwyraźniej kogoś albo czegoś szukał. Gdy ich oczy się spotkały, zacisnął wyraźnie szczękę i ruszył w ich stronę.
— Senju, masz szlaban do odrobienia, a jakoś cię nie widzę u mnie w kantorku — warknął profesor Kato, kiwając na powitanie wicedyrektorowi. Zanim zdążyła odpowiedzieć została złapana za rękę i pociągnięta w jego stronę. Stojąc u boku mężczyzny łypnęła na niego z poirytowaniem, rozcierając szczypiącą skórę na nadgarstku.
— Za to takie traktowanie ucznia, nie jest zgodne z regulaminem. — Pomiędzy brwiami Itachiego pojawiła się pionowa zmarszczka świadcząca o dezaprobacie. Patrząc chłodno na przedramię dziewczyny powoli przeniósł wzrok na profesora Kato.
— Ja dobrze wiem na ile mogę sobie pozwolić, więc racz mnie nie pouczać, Uchiha. Idziemy, Senju. — Odwrócił się na pięcie odchodząc, a Liv chcąc nie chcąc powlokła się za nim.
Wbiła mordercze spojrzenie w plecy idącego przed nią wykładowcy w myślach nie szczędząc mu wiązanek inwektyw. On był inny niż Danzo. Shimura jej po prostu nie lubił, ale ten facet wysyłał niepokojące fluidy. Takie, że momentami Liv aż cierpła skóra i oblewał ją zimny pot. Do tej pory miała przed oczami sytuacje sprzed paru dni, kiedy przez przypadek na niego wpadła. Na samo wspomnienie poczuła nieprzyjemne skurcze żołądka, a w ustach pojawił się posmak żółci.
Zbierała wtedy z podłogi porozrzucane atlasy, kątem oka widząc jak profesor Kato podnosi się od biurka i idzie gdzieś do szafek za nią. Kiedy zniknął Liv z pola widzenia straciła nim zainteresowanie, układając książki w porządną kupkę. Kiedy skończyła podniosła się z ziemi i obróciła, chcąc ruszyć do szafki, ale niestety wtedy na drodze napotkała nauczyciela, a raczej jego klatkę piersiową. Zaskoczona odskoczyła błyskawicznie w tył i mrucząc ciche przeprosiny minęła go jak największym łukiem, wyjątkowo świadoma niewygodnego spojrzenia jakim ją uraczył. Miała niemal pewność, że celowo zakradł się za nią, ale po co? Tego już nie umiała dokładnie sprecyzować, chociaż jakieś przypuszczenia kołatały się nieśmiało na granicy świadomości Liv.
Dźwięk otwieranych drzwi wyrwał ją z własnych myśli i weszła za nauczycielem do kantorka. Mężczyzna oparł się o futrynę i skrzyżował ręce na piersi, obserwując reakcję Liv. To co tam zastała Senju, sprawiło, że aż zamarła w pół kroku niedowierzając w to co widzi. Ktoś — niechybnie jakiś idiota, a raczej idiotka — zrobił tu taki bajzel jakich mało. Mapy walały się wszędzie tylko nie na swoich miejscach, globusy powywracane, a atlasy zaścielały całą podłogę. Z rezygnacją przeczesała palcami włosy i dopiero wtedy dostrzegła jakąś różową karteczkę przyczepioną do stojaka. Z zawahaniem odsunęła butem leżące atlasy i podeszła do wiadomości. Obejrzała papierek z każdej strony, a następnie otworzyła. „Masz zostawić I.U w spokoju. On jest NASZ”, czytając to jakże sugestywne zdanie przewróciła teatralnie oczami i zmięła wiadomość w kulkę.
— Senju, możesz mi to wytłumaczyć?
 Liv aż się cała spięła, słysząc niski głos profesora tuż przy swoim uchu. Zapomniała o jego obecności, przez co dał radę podejść niezauważony i znalazł się za jej plecami. Z trudem opanowała grymas obrzydzenia, czując oddech mężczyzny na swojej skórze i to, że po wypowiedzeniu swej kwestii w ogóle się nie odsunął. Zrobiła parę kroków w stronę półki z globusami i ustawiła jeden w pionie, w końcu obracając się do nauczyciela.
— Przecież widział pan, że byłam na parterze więc nie mogłam tego zrobić.
— Senju, myślę, że nie jesteś taka głupia żeby dokładać sobie pracy. Pytam dlaczego ktoś zrujnował moją pracownie — powiedział, zaciskając usta w wąską kreskę, a w oczach błysnął mu chłód. — I jak sądzę powodem jesteś ty. To wyraźnie sugeruje liścik pozostawiony przez sprawcę.
— Nie mam pojęcia, o co może im chodzić — burknęła, kucając i zgarniając najbliższe książki. Układała je właśnie w porządny stosik, kiedy poczuła stalowy uścisk na ramieniu i została brutalnie pociągnięta do góry. Spojrzała gniewnie prosto w szare oczy mężczyzny, które błyszczały wściekłością.
— Nie kłam!
— Proszę mnie w tej chwili puścić — warknęła ostrzegawczo, z trudem opanowując odruch, żeby go kopnąć w bardzo czułe miejsce. Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, aż w końcu profesor Kato odpuścił i cofnął rękę.
— Jeszcze jeden taki incydent, a nie wykaraskasz się ze szlabanów u mnie do ukończenia tej uczelni. Proponuję ci więc trzymać się z daleka od pana Uchihy — zagroził, mrużąc powieki. Instynktownie wyczuwała, że w jakiś sposób osoba Itachiego drażni mężczyznę. Tak jakby przeszkadzał mu w jakichś planach wobec niej, których absolutnie nie była ciekawa.
— I tak się nie wykaraskam, zboczeńcu — wymamrotała pod nosem, kiedy ruszył do wyjścia. Liv wreszcie odważyła się powiedzieć na głos to, co od dawna przewijało się w głowie. Nie mogła nie zauważyć tych lepkich spojrzeń jakimi obrzucał uczennice w szkole.
— Mówiłaś coś?
— Nie — mruknęła, kiedy odwrócił się przez ramię. Dostrzegając oślizgły uśmiech pojawiający się na ustach profesora mimowolnie się skrzywiła.
— Tak myślałem. Posprzątaj to.
Zmęczonym ruchem zatrzasnęła za sobą drzwi. Z westchnieniem się o nie oparła i osunęła powoli na podłogę. Uprzątnięcie całego zaplecza geograficznego zajęło sporo czasu zwłaszcza, że na każdym kroku musiała się pilnować. Wciąż obserwowała nadzorującego ją nauczyciela, żeby nie mógł jej zaskoczyć. Nie chciała znowu znaleźć się za blisko niego.
Szczęście uśmiechnęło się do Liv po godzinie, kiedy po zaczęciu porządków profesor Kato został wezwany do dyrektora na jakieś spotkanie rady. Z trudem opanowała zwycięski okrzyk, na widok niezadowolonej miny mężczyzny, że musi wyjść. Rozmawiając z sekretarką, która przyszła go powiadomić w ogóle nie krył zirytowania. Dostała klucze z poleceniem zamknięcia pracowni i odniesieniem ich na portiernię. Tym wspaniałym zrządzeniem losu została uratowana od niechcianego towarzystwa.
— Chyba masz spory problem.
Zaskoczona uniosła głowę i zobaczyła, siedzącego na parapecie Uchihę. Chłopak przyglądał jej się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, bawiąc się słuchawkami od telefonu.
— Sporym problemem to jesteś dla mnie ty — mruknęła, łypiąc na niego spode łba. Zastanawiała się ile tu czekał i czy w ogóle na nią czekał, czy może to zwykły zbieg okoliczności, że znowu na siebie wpadają.
— Większym niż Kato?
— Zważywszy na to, że twoje fanki zadbały żebym miała dziś co robić, to chyba tak — warknęła rozeźlona, przysuwając upuszczoną wcześniej torbę i grzebiąc w niej zawzięcie. — Jak tak dalej pójdzie to dzięki wam, czytaj: tobie i twojemu haremowi, to nigdy nie zakończę tego głupiego szlabanu.
— Co się stało? — Z gracją kota zeskoczył z parapetu, stając nad nią.
— Pracownia zrujnowana przez twój zbzikowany fanklub, który dzięki twojemu nieokrzesanemu zachowaniu ubzdurał sobie niestworzone rzeczy. W konsekwencji profesor wściekły i każący mi się trzymać z daleka od głównego powodu tego syfu, czyli ciebie — wyrecytowała na wdechu, nawet na niego nie patrząc. — Cholera, szkoda tylko, że nikt nie zauważa, że ja tu jestem niewinna — burknęła niezadowolona, przeglądając wyciągnięty notes. Przesunęła palcem po zapisanych cyfrach, wzdychając ciężko. Wyglądało na to, że uciekło jej ostatnie metro i została zmuszona do powrotu do domu piechotą. Cudownie. Dzień pełen niespodzianek, pomyślała ze złością podnosząc się na nogi.
Całkowicie ignorowała podążającego za nią do wyjścia Uchihę. Nie rozumiała dlaczego idzie z nią, ale nie zamierzała o to pytać. W końcu pewnie też skończył na dziś zajęcia i zwyczajnie szedł do domu. Przystanęła na chwilę na portierni, oddając klucze i przeszła przez rozsuwane drzwi. Widząc siąpiący deszczyk wymamrotała ciche przekleństwo, ale się nie zatrzymała. Poprawiła wiszącą na ramieniu torbę, kierując się do najbliższego skrzyżowania.
— Zmokniesz — stwierdził Itachi spod rozłożonego parasola, równając się z Liv krokiem. Zerkając na nią kątem oka zauważył, że nawet nie zaszczyciła go spojrzeniem.
— Nie jestem z cukru — rzuciła obojętnie, stając przed światłami. Przeczesała palcami wilgotne kosmyki, odgarniając je sprzed oczu, wcisnęła przycisk znajdujący się przy sygnalizatorze i czekała na zielone. Nie dała po sobie poznać, że jest odrobinę skonsternowana obecnością Uchihy, zwłaszcza, że z tego co się orientowała, mieszkał z całkiem przeciwnej strony miasta niż ona.
Brunet zamyślił się na chwilę, przenosząc wzrok na szybko ciemniejące niebo. Twarz Itachiego nie wyrażała żadnych emocji, które mogłyby zdradzić kierunek myśli. Głośny klakson rozległ się tuż obok, kiedy nagle wyciągnął przed nos dziewczyny rękę z parasolką. Zaskoczona Liv uniosła jedną brew, patrząc na niego pytająco, wciąż nie odbierając podawanego przedmiotu i czekając na wyjaśnienia.
— Potrzymaj, muszę zasznurować buty.
— No proszę, taki sprytny a jednak nie umie sobie poradzić bez pomocy — powiedziała złośliwie, w końcu przejmując uchwyt i przyglądając się jak chłopak przyklęka, majstrując przy sznurówkach. Ze zniecierpliwienia zaczęła lekko tupać nogą, dając do zrozumienia żeby się pośpieszył. Przez jego opieszałość już przegapili jedno zielone i teraz musieli czekać na następne. — No ileż można, Uchiha? Co ty tam, węzły marynarskie praktykujesz, czy jak?
— Dzięki. — Podniósł się do pionu otrzepując nogawki i, w między czasie, wciągając na głowę kaptur. — To na razie. — Zawrócił w stronę szkoły, całkowicie ignorując nadal tkwiącą w miejscu Senju.
— Hej, zaraz… nie zapomniałeś czegoś? — krzyknęła za nim Liv, ale Itachi się nawet nie obejrzał tylko zniknął za pasażem sklepowym. Z wyraźną podejrzliwością spojrzała w górę na czarny parasol ze sporym logiem korporacji Uchiha i westchnęła ciężko. Świetnie, będzie musiała złapać jutro w szkole Itachiego, żeby mu go oddać.

15 komentarzy:

  1. Super, jest nowa notka! Zabieram się za czytanie. Fajnie, że wróciłaś do pisania. Ręka w porządku?

    Yuzuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nowa notka, niespodziewajka taka nie? Czytaj i wciągaj cukier na zdrowie xD. Ręka ma się dobrze. I to na tyle, że nie mam już jak zwalać na nią mojego niepisania :”D. Skończył się czas, kiedy mogłam zwalać wszystko na niedyspozycję. Heh, szkoda… to był piękny czas :”D. Dziękuję za komentarz :3

      Usuń
  2. Jak to jest niby puchata historia to ja jestem... Nie wiem co. Ale jak na razie nie widzę tutaj kiczu i słodkości, tylko czystą zajebistość <3 No, ale to wiadomo!
    CZTERY CZĘSCI, ZAJEBISCIE <3 I nie, wcale nie rozpieszczasz. Ty rekompensujesz długość rozdziałów, bo są krótkie, ale jak dasz w miesiącu 3, 4 notki to może wybaczę ;>
    CO TO ZA CREEPY NAUCZYCIEL ;c Ja pierdziele, żeby tak chamsko się odnosić i dotykać Liv? O nieee, i jeszcze ta chorobliwa zazdrość. Chyba bym się zabiła, jakby jakiś nauczyciel był takim zbokiem i jeszcze bym mu wpadła w oko... Ale Itachi ją uratuje, nie ma co <3
    On jest tutaj tak idealny jak w Zwaśnionych Rodach, no kocham po prostu! Ten automat i ta akcja z parasolem!
    Uwielbiam!
    Czekam na następny i tu i na Zwaśnionych :3 Pozderki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała w założeniu być cukierkowa, ale coś się spieprzyło po drodze. Nie umiem tego wytłumaczyć xD. Ale oklepana nadal jest… no, przynajmniej motyw szkolnej gwiazdy i autsajderki :”D. Cztery części Cię cieszą? Chyba masz niedobory cukru, kochana xD. Co do próby manipulacji o większa ilość postów w miesiącu… proszę pisać petycję do mojego Wena xD. Gdy on się leni to wtedy robię to i ja :”D. Związek przyczynowo-skutkowy jak się patrzy^^.
      Co do nauczyciela… cóż, w pierwotnym założeniu tego fika miało go nie być, ale mój mózg odrzucając nadmierną ilość słodkości wprowadził profesora Kato. ;_; Widzisz? Ja nie umiem takich rzeczy pisać, żeby zaraz nie wrzucić do miłosnego wora jakiejś bomby. Doprawdy, te opowiadania żyją własnym życiem ot co.
      Ideał Itachi… lubię to xD.
      Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że długo nie będziesz musiała czekać na kolejny wpis.

      Usuń
  3. Wiem, jestem straszna - sama piszę, wymagam komentarzy, jestem obserwatorem na twoim blogu, a się nie odzywam; wybacz~! ;_; Mogę usprawiedliwić się brakiem czasu, ale kogo to obschodzi? - w każdym razie KOCHAM CIĘ ZA TO OPOWIADANIE! Sama zmieniłam szkołę, niestety, niezbyt pomyślnie, dlatego miło jest poczytać o wrednej outsiderce, z którą mogę się identyfikować ^^'' Sama chciałabym trafić na takiego chłopaka, bo w mojej klasie mam jedynie 4 "rodzynków", którzy z właśnie z tej racji, że są "rodzynkami" strasznie gwiazdożą i przyprawiają mnie o szczękościsk =.='' No a świetny budynek mojej szkoły praktycznie uniemożliwia spotkanie się z kimś z równoległej klasy (nie ma tu nawet korytarzy, jedynie klatki schodowe i nawet podczas przerw siedzi się w klasie). Dobra, ale mniejsza o mnie - to opowiadanie jest taką przyjemną alternatywą rzeczywistości, w jakiej żyje każda z nas, ale jednocześnie nie jest svv3t@śn3 czy tak słodkie, że aż robią się dziury próchnicze w zębach; wręcz przeciwnie. Jest stonowane, przedstawia problematykę, z którą nie raz każda z nas zapewne się spotkała; postacie nie są przerysowane (czyt. piękne, zgrabne, powabne i wiecznie uśmiechnięte), choć o ile taką Liv można byłoby jeszcze spotkać w normalnym życiu, o tyle wątpię, żeby dane mi kiedyś było wpaść na takiego, w gruncie rzeczy, dobrodusznego, domyślnego, przenikliwego, charyzmatycznego i przystojnego chłopaka jak Itachi - ale to wcale nie znaczy, że nie chcę o nim czytać! Dzięki tobie przynajmniej mam o czym marzyć po nocach xD Chłopak idealny, Itachi Uchiha xp Czemu tacy faceci istnieją tylko w mangach, anime, opowiadaniach i kobiecej wyobraźni? (/.-)''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąg dalszy komentarza:
      Po zajęciach z moją pożal-się-boże klasą odskocznia w postaci przygód Liv i itachiego jest dla mnie czymś wspaniałym! Też chciałabym móc się tak całkowicie odizolować od reszty społeczności szkolnej jak Senju, ale cóż... Może to nawet dobrze, że niektóre rzeczy pozostają jedynie w swerze marzeń? Gdyby nie to, zapewne to opowiadanie nie czytałoby się tak dobrze i przyjemnie :D
      Uwielbiam twój styl pisania - czy to jeśli chodzi o "Zwaśnione Rody" (które muszę nadrobić, swoją drogą), czy to jeśli chodzi o "Puchatą Historię" (która przecież w istocie puchata nie jest... No chyba, że jeśli porówna się ją do "Zwaśnionych Rodów", gdzie rzeczywistość w istocie jest mniej różowa. Cóż, nie da się ukryć, że światek rzeczywistości szkolnej jest prawdziwą sielanką w porównaniu do codzienności shinobi, szczególnie tych, którzy w dodatku są demonami, nawet jeśli plastiki potrafią być naprawdę dokuczliwe, a w tobie budzą się rzeźnickie zapędy i chęć mordu... a może to tylko ja tak mam? ^^) - ponieważ jest on lekki, łatwo przyswajalny, a przy tym... sama nie wiem; zostawia we mnie taki niedosyt, że chcę wciąż więcej i więcej... Przez to nie śpię po nocach, bo się zastanawiam jak jakaś maniaczka, co też ten szanowny pan Uchiha Itachi raczy odwalić - aż mnie dreszcze przechodzą xD Ta charyzma bije od niego na kilometry i wbija mnie w fotel ;p
      Przeczytałam dzisiaj obie części i bardzo podoba mi się to opowiadanie. Mam nadzieję, że niedługo doczekam się kontynuacji, ponieważ, raz, jestem osobą niecierpliwą, dwa, to jest świetne, trzy, zapewne uschnę bez tego, ponieważ jestem zauroczona, a ponad to moje życie kręci się wokół podobnych historii - czy to jeśli chodzi o ich czytanie, czy ich pisanie. Takie życie mola książkowego...
      Martwi mnie trochę tak wielka rozbieżność czasowa pomiędzy dodawanymi kolejnymi częściami - to w końcu aż dwa miesiące. Ja wiem, że szkoła nas ogranicza, a w wakacje nie chce się zbytnio pisać (pełne zrozumienie, sama jestem autorem, więc znam ten ból) i wszystko, co uda ci się naskrobać ląduje w folderze pod wdzięcznym tytułem "bezsensowce", ale cóż... Jak mówiłam, jestem osobą niecierpliwą i zauroczoną! Czemu robisz w swoich opowiadaniach z Uchihy takiego fantastycznego faceta, o którym mogłabym czytać non stop? Ech... zUa jesteś, ale i tak cię uwielbiam ♥ Mam nadzieję, że następnej części doczekam się o wiele szybciej~! @.@

      No dobra, miałam być miła, ale ze mnie po prostu wredny typ - czepiam się. Nie ciebie, ale bety. Mimo iż zaznaczyłaś, że tekst był betowany, to jednak są w nim błędy; m.in. rozstrzelone wyrazy czy brak "ogonków" w takich przypadkach jak: nie "pracownie" tylko "pracownię". Wyraz "pracownie" wskazuje na liczbę mnogą pomieszczeń.
      Wiem, zUy ze mnie człowiek. Ale ja naprawdę choć raz chciałam być miła! ;_; Taa... Dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane, nie? Właściwie, to jeśli mają tam internet to właściwie mogę czytać nawet z piekła; co to mi za różnica? xD

      Wiem, wiem - piszę nieprzyzwoicie długie komentarze. Ale czy to w sumie nawet nie jest dobrze? Dla mnie im dłuży komentarz, im więcej zawiera uzasadnionej krytyki (a taką zazwyczaj staram się wystawiać), tym więcej wnosi motywacji i rodzi we mnie werwę do pisania. Zamierzam nadrobić wszystkie części "Zwaśnionych Rodów", więc przygotuj się na takie dłuuugie wywody xp

      Morza, oceanów weny! Pisz szybko i stawiaj~! ♥

      Usuń
    2. Witaj :3
      Długie komentarze to jest to co autorzy lubią czytać, tak więc się nie krępuj i je pisz. To chyba Ciebie widziałam kiedyś na czacie, prawda? To przynajmniej zasugerował mi podpis^^. Zabiłaś mnie opowieścią o Twojej szkole… żeby nie mieć korytarzy? Coś strasznego. Ja w swoich dotychczasowych placówkach edukacyjnych, miałam ich tak wiele i tak skomplikowane, że momentami było jak w Hogwarcie. Czyste zagubienie i chwila rozkmin, którędy iść do następnej sali. Chwała Ci Panie, że schody nie zmieniały swoich położeń jak w Poterze. Oczywiście nic nie ułatwiał sprawy fakt, że jakiś idiota ponumerował pracownie tak, że nie było w tym nawet krzty logiki. Człowiek musiał wiedzieć gdzie ich szukać, po sugerowanie się numerkami nie pomagało xD.
      Bardzo mnie cieszy, że podobają Ci się postacie. Nawet nie wiesz ile znaczą dla mnie Twoje słowa. Co do idealnego Itachiego… to w końcu Uchiha i on musi być idealny xD. Tak jak Sama wspomniałaś, tacy bohaterowie są potrzebni żeby człowiek miał przyjemniejsze sny^^.
      Mój styl… nie wiem czy go mam, ale z pewnością te rozdziały są znacznie lepsze niż początkowe. Przyznaję się bez bicia, że stare notki są kiepskie… jak czasem zajrzę do nich to aż mnie głowa boli. Mam ambitne plany żeby je poprawić, ale widząc ogrom pracy jaki mnie przy nich czeka to ciągle odkładam to na potem xD. Żywię ogromną nadzieję, że czytając je nie uciekniesz z krzykiem, ciągle mając w pamięci najnowsze rozdziały, które są o niebo lepsze niż tamte :”D.
      Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło, że tak Cię zaciekawiłam i wciągnęłam w moją historię, a raczej różne historie tych samych postaci. W pełni rozumiem zniecierpliwienie i lekką irytację, o tak długie czekanie na wpisy. Sama tak mam i dlatego nauczona doświadczeniem, nie dotykam książek, które mają serie i wciąż są wydawane. Nie należę do osób cierpliwych xD. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że nie robię tego celowo. Dużo dumam nad losami moich bohaterów, nie chcąc nic spieprzyć. Zwłaszcza uważam na charaktery postaci, bo to czego najbardziej się boję to to, że zrobię ich nijakich i płytkich.
      Co do Twojego czepialstwa… ależ wytykaj błędy, bo czasem człowiek nie wszystko wyłapie. Moją betą jest znajoma, która nie zajmuje się korekcją tekstów profesjonalnie, a robi to z czystej uprzejmości, żebym nie wstawiała zbyt dużych głupot xD. Rozstrzelony tekst… może jest dlatego, że zawsze go wyjustowuję? Tak mi się widzi…
      Nie mogę się doczekać kolejnych Twoich komentarzy, chociaż nie mam złudzeń, że pod tymi pierwszymi rozdziałami tak miło nie będzie^^. Z drugiej strony to dzięki nim widać, jakie postępy zrobiłam na przestrzeni czasu. Tak, tym się pocieszam xD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam <3.

      Usuń
    3. Urządźmy sobie rozmowę, jak na chacie; a co! xD
      Jeśli chodzi o "Zwaśnione Rody" to stanęłam chyba na 21 rozdziale... o ile dobrze pamiętam - w każdym razie mam już dawno za sobą twoje najstarsze teksty i wcale nie są one złe. Poniekąd rozumiem, bo mam identycznie - kiedy patrzę na to, co było lata temu wstecz, to dostaję szczękościsku ze złości na samą siebie. No i to podstawowe pytanie; "Czy ja naprawdę kiedyś to napisałam? Naprawdę JA?!". =.=''
      Co do bety - nie myślę, żeby którakolwiek z nas miała profesjonalną betę. Ja miałam ich dwie, obecnie nikt mnie nie wspiera (;_;), jednak myślę, że nie trzeba być polonistą, żeby pewne rzeczy dostrzec - jako osoba pisząca, zmieniająca tysiąckrotnie jedno zdanie możesz czegoś nie zauważyć i to jest zrozumiałe. Udzielam rozgrzeszenia, jednak do bety się czepnę, bo jednak ona jest właśnie od tego, żeby wszelkie błędy, których autor nie zauważył, wyeliminować. No ale cóż... Wiem, że nikt nie jest idealny, a ja w dodatku wredna ponad miarę, ale to może dlatego, że porównuję twoją betę do mojej poprzedniej - a mianowicie odnalazłam na dysku stare pliki przed sprawdzeniem i porównałam je z tymi zbetowanymi... No i chylę czoła przed moją betą (/.-)''
      Dobrały się dwa raptusy xD Jasne, czekanie nie jest może moim ulubionym zajęciem, jednak doskonale rozumiem cię, jeśli chodzi o wydłużający się niemiłosiernie czas tworzenia rozdziału - w końcu jest dużo wymagań, którym należy sprostać: tekst musi być oryginalny, nieoklepany, nieinfantylny, ciekawy, no i najlepiej, żeby był jeszcze w jakiś sposób nieco mroczny czy zawiły, siejący w czytelniku tę niepewność i niedosyt oraz zabawny. No i ty musisz jeszcze trzymać obecny wysoki poziom swoich prac :D
      Jeżeli długość komentarzy jest motywujący, to mam nadzieję, że dałam ci dużo motywacji xp więc spodziewam się notki niebawem xD
      A co jeszcze do mojej szkoły... Składa się ona z trzech budynków, a w żadnym z nich nie ma korytarzy, więc wiesz... Pisz mi więcej o korytarzach, do których tęsknię~! ^^'' Serio, brakuje mi ich...
      A, no i jeszcze jedno, bo wcześniej zapomniałam! Podoba mi się, że umieściłaś akcję z opowiadania... tak jakby w nieco japońskich realiach. Ja wiem, że metro jest nie tylko w Tokio, podobnie jak i szeregi automatów czy nauczyciele nie tylko w Nipponie dają "szlabany" czy kary, jednak... trąci mi to Japonią, co bardzo mi się podoba ♥
      Boże, Itachi jest taki niebanalny... Przeczytam to sobie jeszcze raz, póki nie wstawisz nic nowego xD Uzależniłam się ;p
      Weny, weny i jeszcze raz weny! ♥

      Usuń
    4. A proszę Cię bardzo, ja nie mam nic przeciwko pogadance :3. Długie komentarze dają solidnego kopa i karmią Wena <3.
      Cieszy mnie, że rozumiesz mój ból z tymi początkowymi rozdziałam xD. Doprawdy, są momentami tak nieciekawe, że to aż paraliżuje. Co zrobić, we wszystkim wprawa przychodzi z czasem.
      Pisząc „profesjonalnej” miałam na myśli osobę, która zajmuje się tylko tym. A, że Ty trafiłaś na tak dobrą betę… to serio, zazdroszczę. Ja myślałam żeby się podpiąć pod jakąś beciarnie, czy jak to się tam zwą te strony internetowe… ale znów wracamy do tego, że kiepsko u mnie z cierpliwością. I w sumie jestem też zaborcza xD. Beta musi mieć tylko mnie, bo nie lubię długo czekać na wysłany tekst. Podsumowując, jestem bardzo niewdzięczną osobą do współpracy. Chcę wszystko na wczoraj :”D.
      Wysoki poziom prac… serio, gdy widzę tę poprzeczkę, która nagle skoczyła tak w górę to mnie to przeraża. Jeszcze dłużej będę molestować te moje rozdziały xD.
      To miłe, że zauważyłaś to podobieństwo do Japonii, które nie jest przypadkowe. Pisząc to opowiadanie skupiłam się właśnie na tym wszystkim co wyłapałam o szkołach w mangach, anime i filmach. Myślę, że realia europejskie byłyby zwyczajnie nudne. Jednak nie będę się zarzekać, bo cholera wie… może gdzieś wepchnę trochę europejskości^^.
      Szczerze, to bardzo mi się marzy napisać coś z Itachim, który jest zimnym mordercą, zdrajcą oraz genialnym szpiegiem. Taki za jakiego go uważali wszyscy, przed ujawnieniem prawdy. Niestety zdaję sobie sprawę, że w tej kreacji, Uchiha jest całkowicie aseksualny. I mogłabym się dwoić i troić, ale nie ma szans na nawet odrobinę romansu w tym fiku. Dlatego zostawmy go w sferze marzeń^^. Zwłaszcza, że ten Itachi nie wydaje się zły, skoro ma tyle fanek wśród czytelniczek, a ja nie mam odczucia, że jego kreacja gryzie się z mangą.
      Wenę bierę :”D.

      Usuń
  4. Oj początki są trudne i to naprawdę - ciężko jest zrobić coś takiego, aby początek nie był oklepany i nudny, dlatego trzeba się nad tym dłużej zastanowić, bo jak już potem zaczniesz pisać, to już jakoś leci, pomysł ciągnie się jeden za drugim; gorzej bywa tylko czasem z ubraniem go w słowa, ale to inny temat...
    Sama od dłuższego czasu waham się czy nie założyć kolejnego bloga, o podobnej tematyce tzn. "Itachi-facet-idealny", ale jakoś nic nie jest wystarczająco przekonujące. Mam trzy czy cztery pomysły, porozpoczynane opka; nawet dziś zaczęłam kolejne, ale wciąż pozostaje ta niepewność - czy uda mi się zachować ten zajebisty charakter Itachiego? Żeby tylko nie wyszło potem, że zrobiłam z niego ciepłe kluchy... ;_; W każdym razie zdaje mi się, że dziś udało mi się napisać coś w miarę składnego, więc kto wie...? Może coś z tego wyjdzie, a może znów spiszę wszystko na straty...
    W każdym razie w ogólnym kontekście bardzo ciężko pisać jest o Itasiu. Bo jakby nie patrzeć każda dziewczyna ma inną wizję chłopaka idealnego, jednak te, które czytają twojego bloga mają podobne gusta - podobne, ale nie takie same. Jak powinien zachować się chłopak idealny? No musi być troskliwy, nie? - tak jak w tym momencie, kiedy oddaje Liv swoją parasolkę - ale nie może być zbyt miły i prostoliniowy, bo wtedy będzie zbyt puchato. Musi być trochę oziębły, bo przecież faceci, którzy zamiast uczuć mają wszczepiony układ chłodzenia pod skórę są najlepsi!... choć faktem jest też to, że dobrze by było gdyby jakąś rurkę czy dyszę wymienił na część ludzkich uczuć względem głównej bohaterki, żeby fabuła się mogła rozwijać, nie? Kurde, serio, problematyczne to...
    Im więcej czytam o korytarzach tym bardziej mi ich brakuje~! :_;
    Co do twojego pomysłu - myślę, że dałoby radę jakoś, ale poniekąd wyszłoby z tego powielenie historii z anime; a więc był sobie zły pan morderca It-chan, ludzie wieszali na nim psy i wysyłali za nim w świat inkwizycję, a tu nagle badum~! i Itachi znów staje się facetem idealnym, łączy się z główną bohaterką i żyli długo i szczęśliwie, i jedli chleb z musztardą... dobra, może niekoniecznie musztardą. Sorry, mam dziś zatwardzenie mózgu, więc wypisuję głupoty =.=''
    Poza tym zdaje mi się, że główny bohater nie może być tak do końca zły - to znaczy chodzi mi o to, że po prostu źle czytałoby się o kimś, kto wiecznie wyrządza tylko krzywdy - w którymś momencie musiałaby nastąpić ta przemiana w pozytywnego bohatera (choćby z tęsknoty autora; wiem, bo sama kiedyś byłam w takiej sytuacji) lub pojawiłby się chociażby jeden moment, w którym ten zły i niedobry It-chan robi coś, co jest dobre i, nawet jeśli jest to najmniejsza pierdoła, to nagle znów pojawiają się rzesze fanek, które rozstawiają transparenty z napisami: "Itachi, we love you ♥" i rzucają stanikami na scenę... Cóż, takie życie... No i w zasadzie to jest jeszcze jeden problem - mianowicie, ci którzy już oglądnęli mniej więcej połowę Shippudena lub są na bieżąco, to wiedzą, że Itaś to dobry gość. Zdaje mi się, że większość czytelników twojego bloga, to właśnie takie osoby, a więc kolidowałoby to z tym, co już przyjęli - tu Itachi-chłopak-marzeń-i-towarzysz-erotycznych-snów, a tu nagle pojawia się w roli prawdziwego skurczybyka i za nic w świecie nie wydaje żadnych symptomów, świadczących o jego mocnym postanowieniu poprawy. Możliwe, że po zbyt długim czytaniu o tym, jaki to It-chan jest zły i niedobry, czytelniczki zniechęciłyby się, ponieważ w założeniu czekałyby na jego przemianę o sto osiemdziesiąt stopni.
    Bierz, bierz weny i pisz szybko~! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że rozumiesz mój ból :3.
      Osobiście stwierdzam, że Itachi to ciężki materiał do obróbki. Bardzo łatwo go przerysować i wtedy, tak jak spotkałam się na niektórych blogach, jedynym co go łączy z prawdziwą postacią Kisiela to imię i nazwisko. Zapominają, że klan Uchiha ma swoją dumę. I chociaż z Itachiego można zrobić sympatycznego i wesołego faceta, to nigdy nie może on być błaznem. Wszystko musi być stonowane.
      Masz rację, taka historia mordercy by mnie chyba zjadła. Żeby to miało ręce i nogi to musiałabym machnąć kolosa albo jeszcze lepiej, zabić któregoś z bohaterów. Nie powiem, bo taka wizja chodzi mi od czasu do czasu po głowie. Jednak świadomość, że połowa osób czytających tego bloga by mnie wtedy rozszarpała na strzępy, jakoś ostudza mój zapał xD. Serio, mam ochotę zrobić dramę :"D.

      Usuń
    2. Możesz robić dramę, ja z pewnością przeczytam ^^ ale proszę, nie morduj Sasuke albo Shisuiego (jeśli w pierwotnym zamyśle będzie żywy), bo jednak to wywołałoby u mnie grymas niezadowolenia. Czytelnicy na ogół nie lubią, kiedy któryś z bohaterów ginie, szczególnie główny; no chyba, że jest to wredny dziad, którego nikt nie żałuje... Chociaż w zasadzie mogłoby się wydawać, że owym :"dziadem" mógłby być Orochimaru, a ja go jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób lubię - no i tu dochodzimy do kolejnego problemu - są osoby, które przyjęłyby z ulgą śmierć pewnych bohaterów (jak ja np. Sakury), a z kolei druga grupa strzeliłaby focha za to, że odważyłaś się podnieść rękę na tę właśnie postać.
      A! Ale Itasia nie morduj! Broń Boże~!
      Ach, ta desperacja... Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jak zrobią z It-chana błazna to zamienię się w marchewkę i ukryję na końcu interentów, zabierając ze sobą cały swój dobytek "pisarki", który mimo wszystko jednak zdecydowałam się opublikować na stornie: http://kazoku-no-atama.blogspot.com/ Póki co nie ma tam za bardzo jeszcze, co czytać (dopiero prolog jednego i rodział I drugiego opowiadania), ale jakbyś miała czas to mogłabym liczyć na jakąś krytykę? @.@

      Usuń
    3. E tam, jak mam mordować Sasuke jak go w tym opowiadaniu omijam szerokim łukiem. Huehuehe niech sobie żyje w spokoju, trenując z Uzumakim :3. Ja mam zapędy do innych postaci, bliższych czytelnikom^^. No przynajmniej w tym opowiadaniu. Itachi... zastanowię się czy ze śmiercią mu do twarzy xD.
      Zrób dla mnie miejsce tam na końcu internetów. Jak nie raz widzę co robią z Sasuke, to aż mnie zęby bolą. Kastrują mi chłopa! I właśnie dlatego nie czytam żadnych fików romansowych z nim i w sumie z Uzumakim. No chyba, że yaoi. Tylko tam, drań pozostaje draniem, a to i tak nie zawsze ;_;. Po zobaczeniu takich rzeczy, muszę udawać się na terapię do jakiegoś mocnego fika.
      Jak będę miała czas to zajrzę, chociaż z góry uprzedzam... jak to romans to nie tknę nawet kijem :x. Tak, wiem hipokryzja. Sama piszę romans, a innych nie czytam. Nie nie poradzę, takie skrzywienie tym bardziej jeśli chodzi o związki hetero tych postaci. Ale jeśli zamierzasz zrobić z tego sensację, horror, dramę to - jak znajdę czas - rzucę okiem, nawet dwoma xD.

      Usuń
    4. Nie to, że jestem teraz przesadnie wredna, ale mam pewną wizję - tych, czy może raczej te, które zaczynają pisać opowiadania z "Naruto" i kastrują ich bohaterów wyślijmy na księżyc. Co ty na to? Skoro my okupujemy końce internetów, to niby dlaczego ktoś ma tam nam przeszkadzać? Jasne, może i popełnię te same błędy - ale to nie znaczy, że nie będę się na niego gniewać za zrobienie z Kiśla Budyniu i z Sasuke hermafrodyty.... To się nazywa hipokryzja =.=''
      Czy It-chanowi do twarzy ze śmiercią? Powiedziałbym, że jak mało komu xD Ale nie jego śmiercią... Nie uśmiercaj go! Nie waż się!... No chyba, że planujesz go potem wskrzesić... ale i tak jestem na nie. Wolę żywego Itachiego - tak w pełni żywego.
      Co do tego, co piszę to od razu wyjaśnię, że nie jest to taki romans-romans. Bo ja nie umiem pisać romansów-romansów. U mnie romans jest tylko wątkiem pobocznym, dopełnieniem fabuły. Coś czuję, że wszystkie opowiadania będą utrzymane w standardach dramy/sensację. Poza tym uważam, że taki zwykły romans-romans właśnie wykastrowałby Uchihów... zrobiłby z nich takich zwykłych chłopców jakich pełno - nie charyzmatycznych, wyniosłych, unoszących się honorem i dumą - ale takich zwykłych szaraczków, no może nieco egocentrycznych... A to jest już chyba najgorsza zbrodnia - nie dość, że obojniak to w dodatku pyszałek... Nie znoszę takich postaci (/.-)''

      Usuń