24.10.2014

XXXII ROZTERKI SAMOTNEGO DEMONA



Hurra! Mam nowy rozdział. Dawno nie napisałam tak długiego rozdziału. Nie mam złudzeń, że i tak powiecie, że za krótki, ale jestem z niego dumna^^, zaszalałam xD.
Dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam do czytania <3. Zaznaczam bez bicia, że niebetowany. Uwaga na szalejące przecinki i inne cuda.
Będę mieć świeżą głowę to przejrzę go jeszcze raz. Dziś w tekście widzę to co chcę widzieć, więc nie walczę. Ochłonę to wrócę do boju :”D.

Shisui wychylił się poza krawędź dachu i z lekkim, drwiącym uśmieszkiem obserwował kuzyna. Itachi krążył razem z Mizu po mieście od paru ładnych godzin i chociaż wyglądał jak ostoja stoicyzmu to Shisui wiedział, że mężczyzna był poirytowany. Zauważył to po charakterystycznym zerkaniu na niebo. Domyślał się, że Itachi w ten sposób odlicza czas do końca dnia. W sumie mu się nie dziwił. Nawet z tej odległości słyszał, że podopieczna Uchihy gada do niego jak katarynka, ani na moment nie przestając. Skoro on nawet był zmęczony jej paplaniem to co dopiero musiał czuć Itachi.
Zachichotał wrednie, kiedy do obserwowanej dwójki podeszła Hakaze. Nie dało się nie dostrzec nerwowego drgnięcia brwi bruneta, gdy kobieta pochyliła się nad Mizu coś do niej mówiąc. Po sekundzie, dziewczynka aż zapiszczała z entuzjazmem, gwałtownie gestykulując do tymczasowego opiekuna. Kiedy ten wciąż milczał, nie czekając ani chwili, chwyciła go za dłoń i pociągnęła za odchodzącą Hakaze.
Shisui ani myślał opuścić takiego widowiska. Mina zdegustowanego Itachiego gwarantowała niezłą zabawę i chciał ją zobaczyć. Ciekawiło go ile czasu jego przyjaciel wytrzyma w tym damskim towarzystwie. Doprawdy sam nie miał pewności, która z nich była gorsza. Mała kula energii, co nie potrafiła zamknąć jadaczki? Czy może zakochana bez pamięci kunoichi, wlepiająca w Itachiego maślane ślepia.
Przeskakując za nimi po dachach, parsknął pod nosem. Brakowało tylko Senju w tym kółeczku wzajemnej adoracji.

Liv podeszła bliżej do falującej wody. Marszcząc brwi patrzyła na pojedyncze liście pływające na tafli. Dopiero zakończyła trening z uczniami i potrzebowała chwili dla siebie. Z daleka od zgiełku ludzi, szumu wioski i ogólnego pośpiechu. Tylko ona i cicha przyroda. Tym sposobem wylądowała w okolicach miejsca, gdzie przychodziła jeszcze jako dziecko. To tu, na widocznej za drzewami polanie, przyswajała wiedze na temat swojej rasy. Z daleka od wścibskich oczu ojca, wykradała się na spotkania ze swoim informatorem.
Z zamyśleniem spojrzała na wspinające się po plaży fale, w końcu odwracając się w stronę miejsca skąd przyszła. Widząc jak woda wymywa jej ślady butów, pozostawiając gładki piasek, poczuła lekkie ukłucie w sercu.
Właśnie w tym momencie ze zdwojoną siłą odczuła swoją samotność. Czy po niej też nie pozostanie jakikolwiek ślad? Zniknie zupełnie jak te ślady na piasku? Będzie kolejnym anonimowym żołnierzem, który poświęci swe życie w imieniu ojczyzny? W momencie, przed oczami Liv, mignęły twarze utytłanych błotem uczniów. No tak, jest ktoś kto o niej nie zapomnie. To było na tyle pocieszające, że na twarzy dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech. Gdyby nadal pracowała w ANBU, scenariusz wyglądałby właśnie w ten sposób. Stałaby się jednym z wielu duchów, które chroniły Konohy. Przykucnęła, nabierając w garść mokrego piasku i zacisnęła na nim dłoń.
Od śmierci ojca nie miała nikogo bliskiego. Osoby, za którą mogłaby tęsknić i do niej wracać po wyczerpujących misjach. Wiedziała, że po części to była jej wina. Otoczyła się murem, którego nikt nie potrafił przebić. Nikt nie był na tyle zdeterminowany, aby do niej dotrzeć. Dziwnym trafem pod wpływem tej myśli, przypomniała sobie o Kazamie.
Nie ulegało wątpliwości, że z demonem łączyła ją szczególna więź. Ciężka do skwalifikowania w jakichkolwiek ramach. Braterstwo, przyjaźń, miłość czy co? Relacje z Kazamą należały chyba do najbardziej skomplikowanych, jakie tylko można sobie wyobrazić. Darzyła Chikage uczuciem, ale jakim? Jak je powinna nazwać? Był dla niej bliższy niż inni, ale jednocześnie nie tęskniła za nim specjalnie. Owszem, nie mogła zaprzeczyć, że odczuwała swego rodzaju ulgę, gdy się widzieli. Świadomość, że żyje i ma się dobrze, wpływała na Liv dziwnie kojąco. Może miało to związek z tym, że cokolwiek by się nie stało to miała pewność, że zawsze ją wesprze. Nikogo nie była tak pewna, jak właśnie Kazamy…
— Ale mnie naszło, na jakieś beznadziejne refleksje — warknęła ze złością, podnosząc się gwałtownie z ziemi i rzucając kulką błota w najbliższe drzewo. Odczuwała irytację, że dała się wciągnąć w takie melancholijne przemyślenia. Przez chwilę patrzyła jak rozmięknięta ziemia powoli obsuwa się po korze, zostawiając na niej malowniczy ślad i ruszyła w kierunku wioski. — Czas wracać do domu.

***
Liv pojawiła się w kłębie dymu z ulgą odnotowując, że jednak zaczekał. W sumie nie miałaby mu za złe gdyby zniknął, w końcu spóźniła się ładne dwie godziny. Oczywiście nie ze swojej winy, ale tak czy siak miał pełne prawo zrezygnować i wrócić do domu. Zmęczonym gestem przetarła czoło, uśmiechając się mimowolnie. Ich spotkania stały się regularnością, zawsze w tym samym miejscu o tej samej porze. Kazama był jej łącznikiem ze światem demonów, cenną skarbnicą wiedzy, którą chciała zgłębić.
— Jesteś. Myślałam, że nie zaczekasz — wysapała z trudem, podchodząc do leżącego na trawie chłopaka. Ten tylko rzucił okiem na jej umorusaną kurzem twarz i przekrzywiony ochraniacz na włosach.
— Misja — bardziej stwierdził niż zapytał, podnosząc się do siadu. Zatrzymał wzrok na gojącej się na ramieniu ranie, marszcząc brwi. — Powinnaś to oczyścić.
— Przemyłam wodą. — Machnęła lekceważąco dłonią, przewracając przy tym oczami. Kiedy nie skomentował, a tylko zacisnął usta w wąską kreskę sapnęła z niecierpliwością. Przykucnęła tuż przed nim i stuknęła go palcami w czoło. — Miałeś mi coś pokazać, a mam wrażenie, że teraz się migasz. Nie po to leciałam tu złamanie karku, nawet nie wstępując do domu.
— Zupełnie nie rozumiem czemu tak naciskasz. — Kazama pokręcił głową wstając i otrzepując ubranie. Oddalił się od niej, a kiedy zobaczył jak robi niezadowoloną minę z westchnieniem przeczesał palcami włosy.  — Nic nowego nie zobaczysz, uwierz.
— Zrozum, że to jest coś innego. Ty widziałeś innych, ja nie — burknęła, wyrywając garść trawy i z irytacją rzucając w Kazemę.
— Wiesz, że jesteś egoistką? — Zanim zdążyła się oburzyć, uniósł dłoń żeby poczekała i dała mu dokończyć. — Pojawiam się tu co dwa tygodnie i zaspokajam twoją ciekawość, spełniam zachcianki…
— To bardzo źle zabrzmiało, Kazama — wtrąciła, obserwując go spod groźnie przymrużonych powiek i podnosząc się do pionu. Zaplotła ręce na piersi, kiedy ten uśmiechnął się dziwnie i kontynuował.
— Pozwalam oglądać tatuaże, a jak wcześniej wspominałem to bardzo intymna rzecz dla każdego przedstawiciela naszego gatunku. Teraz chcesz żebym pokazał ci się we właściwej formie, nie za dużo tego? Zwłaszcza, że nie dostaję nic w zamian?
— Kazama, ale ja nie mam nic co mogę ci zaoferować — rzuciła ze złością, chodząc z jednego końca polany do drugiej. Czuła nieznośne pulsowanie w skroniach, kiedy próbowała wymyślić co ona może zrobić dla Kazamy. Nie miała żadnej unikatowej wiedzy, jutsu nie mogła nauczyć, bo przecież nie miał czakry. Poczochrała ze złością czuprynę odwracając się gwałtownie w jego stronę. — Naprawdę nie wiem! Jedyne co mam to czakra, a jej nie mam jak ci przekazać! Zaproponuj coś, a nie!
— Już myślałem, że nigdy tego nie powiesz — zaśmiał się głośno, pojawiając się nagle tuż przed nią.
***

Liv odetchnęła głęboko wpatrując się w drzwi gabinetu Hokage. Ręce wciśnięte do kieszeni spodni zaciskały się miarowo, gdy dumała nad powodem wezwania. W ostatnim czasie nie wszczęła żadnej bójki ani kłótni z Uchihą, więc z pewnością nie groziła jej reprymenda na dywaniku u przełożonej. Można powiedzieć, że zachowywali się w stosunku do siebie bardzo kulturalnie. Prawdopodobnie miał w tym wielki udział fakt, że się nie widywali prawie w ogóle, ale kto by się czepiał szczegółów.
Szczerze mówiąc, nie miała bladego pojęcia została wezwana, ale żywiła szczerą nadzieję, że to żadna samotna misja. Gdyby było inaczej to dostałaby instrukcje żeby stawić się geninami. Oddelegowanie do solowego zadania zepsułoby jej plany.
W związku ze zbliżającym się wielkimi krokami egzaminem na chunnina, chciała skupić się na treningach podopiecznych. Zamierzała wyszkolić uczniów tak, żeby zmiażdżyli konkurencję. Przecież głowie Konohy, również powinno zależeć na jak najlepszym wyszkoleniu shinobi. To w końcu od nich zależała obrona kraju. Dumając nad tym zagadnieniem zagapiła się na klamkę przygryzając lekko od środka policzek.
Zdecydowanie nie chciała misji, a jeżeli już Hokage się uprze to ma zamiar wynegocjować zabranie drużyny. Z tą myślą wkroczyła do gabinetu od razu koncentrując się na siedzącej przy biurku blondynce.
— Puka się, Senju — warknęła Tsunade, unosząc wzrok znad trzymanych raportów. Liv z lekkim drgnięciem brwi przyjęła fakt, że Hokage była wyraźnie nie w humorze. Świadczyły o tym zarówno resztki roztrzaskanego kubka na podłodze jak i nerwowe pulsowanie żyłki na czole.
— Skleroza — zdecydowała się odpowiedzieć po krótkim namyśle. Instynktownie wyczuwała, że dziś jest jeden z tych dni w których drażnienie Tsunade może zakończyć się tragicznie. Owszem, Liv lubiła ryzyko, ale posiadała też zdrowy rozsądek, a on podpowiadał  wstrzymanie się od ryzykownych zagrań.
— Skleroza… oczywiście — zakpiła Hokage, ostrzegawczo mrużąc powieki. Przesunęła na bok trzymane dokumenty i potarła uspakajająco skronie. — Jednak, przejdźmy do rzeczy… doszły mnie niepokojące pogłoski. Pogłoski, które zamierzam wyjaśnić. Ktoś podobny do ciebie, zaatakował delegata…
— Zwykłe pomówienia — zasugerowała szybko Liv, krzyżując ramiona na piersi. Cholera, nie spodziewała się, że informacja o tym małym incydencie, tak szybko dotrze do czujnych uszu Hokage.
— W naszej wiosce nie ma nikogo innego, z takim kolorem włosów jak ty — kiedy Tsunade zauważyła, że Liv już otwiera usta żeby coś wtrącić, uniosła ostrzegawczo dłoń, nakazując dziewczynie milczenie i dokończyła: — I charakterystycznym Chowańcem, białym wilkiem o imieniu Moro.
— No cóż… to zmienia postać rzeczy — wymamrotała ostrożnie Liv, w duchu dziękując opatrzności, że nie spuściła solidnego manta delikwentowi, przed zobaczeniem przepustki. To się nazywał fart stulecia.
— Słucham więc. Jak to się stało, że zaatakowałaś przybysza od Raikage. — Głos Tsunade ociekał zwodniczym spokojem, całkowicie zaprzeczając stalowemu spojrzeniu jakim uraczyła Liv.
— Na swoje usprawiedliwienie mam to, że zostałam sprowokowana — wyjaśniła z jadem, zgrzytając zębami na samo wspomnienie sytuacji. Wbiła wzrok w brązowe oczy przełożonej, zaciskając mocno pięści z poirytowania.
   Żeby ciebie sprowokować to wystarczy głośniej odetchnąć w złym momencie.
— Co ja poradzę, że mam słabe nerwy? To musi być kwestia genów. — Zerknęła sugestywnie na kobietę, zaraz wzdychając ciężko, gdy Hokage zacisnęła usta w wąską kreskę, niezadowolona z odpowiedzi. — Ale tak na serio, Moro świadkiem, że to nie ja zaczęłam. Jak tylko się wydało, że jest delegatem to odpuściłam.
— Czyli nie wiedziałaś z kim masz do czynienia… — Tsunade podrapała się w zamyśleniu po brodzie w zastanowieniu nad usłyszaną wersją Liv.
— To chyba oczywiste — sapnęła Senju, opierając dłonie na biodrach. — Mało tego, że mnie sprowokował to jeszcze nie pozwolił się wylegitymować i przez zwykły przypadek wyszło na jaw, że pochodzi z Kumo.
— Rozumiem. Zastanawia mnie dlaczego postąpił w ten sposób, a później doniósł na ciebie do mnie.
— Przypuszczam, że czegoś chce — zasugerowała Liv, przeczesując palcami włosy i przeniosła spojrzenie za okno.
Patrzyła na targane wiatrem korony drzew, zastanawiając się czy jej uczniowie czasem nie rozchorują się od treningów w błocie. To, że zaprzestali ćwiczeń nawet nie wchodziło w grę. Dobrze wiedziała, że Moro ich dopilnuje, tym bardziej, że miał przy tym niezły ubaw. Z radością godną szczeniaka pojawiał się i znikał, ćwicząc refleks geninów. Chwila zawahania lub nieuwagi kończyła się wciśnięciem wielką łapą w grubą warstwę rozmiękniętej ziemi przy akompaniamencie szalonego rechotu Chowańca.
— Zaraz się przekonamy o co chodziło. — Wypowiedź Tsunade wyrwała Liv z zamyślenia poprzedzona cichym zatrzaśnięciem drzwi. Senju z kamienną miną odwróciła się za siebie. Z konsternacją zauważyła, że przybył delegat przez którego musiała tłumaczyć się przed Hokage a jeszcze na dokładkę pojawił się z Uchihą. Posłała Itachiemu pytające spojrzenie, ale ten tylko wzruszył obojętnie ramionami i oparł się nonszalancko o ścianę.
— Czcigodna wzywałaś…
— Owszem, panie Amata — rozpoczęła Tsunade nie bez zaskoczenia widząc, że mężczyzna przygląda się Liv, poświęcając jej całą swoją uwagę. — Jak pan widzi już doszliśmy do tego, kto brał udział w tamtym incydencie. Miał pan już przyjemność zetknięcia się z moją kunoichi, Liv Senju. — Oparła brodę na splecionych dłoniach, nawet na moment nie spuszczając wzroku z przybysza. — Tylko mamy tu spory problem, panie Amata. Pańska wersja odrobinę odbiega od tej przedstawionej przez nią.
— Doprawdy? — zdziwił się uprzejmie zainteresowany, w końcu skupiając się na mówiącej do niego Hokage.
— Zgadza się, panie Amata. Obecna tu Senju twierdzi, że nie pozwolił się pan wylegitymować. Ja nie mam powodu aby jej nie wierzyć, ale w trosce o rzetelność prowadzenia całej sprawy, pozwoliłam sobie zaprosić użytkownika Sharingana, który po krótkim badaniu jest w stanie wyłapać, ewentualne świadczenie nieprawdy. Jak pan widzi nasza wioska jest zdeterminowana aby wyjaśnić tę nieprzyjemną sytuację…
— Hm…myślę, że nie będzie takiej potrzeby. Bardzo możliwe, że coś takiego miało miejsce. — Delegat przekrzywił lekko głowę pukając palcami o usta w zamyśleniu. Po chwili wzruszył obojętnie ramionami kwitując to słowami: — Czy to istotne, przecież nic się nie stało. Sprawa wyjaśniona więc nie ma co się ciskać, a ja tylko sprawdzałem cierpliwość ninja Konohy.
Liv zerknęła szybko na przełożoną, ciekawa reakcji na takie lekceważące podejście do sprawy. Obywatel Kumo wydawał się dobrze bawić wprowadzając zamieszanie w szeregach podwładnych Tsunade. Najpierw Konoha została wciągnięta do poszukiwań napastnika, który podobno bestialsko i bez powodu, zaatakował przybysza.
Nie zdziwiłaby się gdyby mężczyzna zagroził, że jeśli tego nie zrobią, to wszystko zostanie nagłośnione na arenie międzynarodowej. Teraz kiedy się wydało, że nic nie stało się bez powodu, to nagle zbagatelizował incydent. Tak, Liv zdecydowanie nie lubiła obcych shinobi.
— Dobrze, a można wiedzieć dlaczego zapomniał pan o tym wspomnieć? — Tsunade intensywnie masowała skronie starając się uspokoić skołatane nerwy. Spod przymrużonych powiek, bacznie obserwowała bezczelnie uśmiechniętego mężczyznę i z trudem powstrzymywała się przed wyrzuceniem go za drzwi. Zdecydowanie musiała się powstrzymać od takich działań. Co by tu nie mówić, takie załatwienie sprawy nie miałoby nic wspólnego z dyplomacją.
— Miałem istotniejsze rzeczy na głowie.
— Oczywiście — mruknęła z sarkazmem Liv, przewracając teatralnie oczami. Miała serdecznie dość tej farsy i nie chciała patrzeć na tego idiotę nawet minuty dłużej. — Czcigodna, jeżeli to wszystko to chciałabym już iść.
— Możesz odejść — zgodziła się Tsunade i wskazała brodą na drzwi.
Zanim jednak Liv zdążyła zrobić krok do wyjścia, Amata pokonał dzielącą ich odległość i stanął przed nią głośno węsząc. Nie dało się nie zauważyć jak dziewczyna napięła się nieznacznie, kiedy zaczął krążyć wokół niej. Śledziła jego poczynania marszcząc z niezadowolenia brwi, ale milczała i pozwalała mu na to. Wiedziała, że tuż pod nosem Hokage nie odważy się na żadną prowokację.
— Tak, zdecydowanie nie pachniesz jak normalny człowiek. — Zatrzymał się przed Liv, a jego złote ślepia kontemplowały rysy twarzy Senju.
— Nie gap się tak, bo jeszcze się zakochasz — syknęła zgryźliwie przymrużając powieki. — A jak już musisz patrzeć to chociaż rób to z przyzwoitej odległości. — Wyciągnęła dłoń próbując go odepchnąć, ale ku zaskoczeniu Liv nawet nie drgnął. Jedyną reakcją był drapieżny uśmieszek i niepokojący błysk w oku.
— Bądź spokojna o moje serce, złośliwy demonie. Masz teraz poważniejszy problem na głowie.
Na te słowa, wszyscy obecni w gabinecie zamarli w niedowierzaniu. Atmosfera momentalnie zgęstniała i dało się wyczuć, że już każdy z uwagą słucha przybysza. Liv dostrzegła jak Tsunade zacisnęła usta w wąską kreskę, a Itachi z zainteresowaniem wpatrywał się w Amatę.
— Co masz na myśli? — zapytała Liv, po chwili wahania. Starała się żeby ton głosu przejawiał oschłość i znudzenie. Prawdopodobnie nawet jej to wyszło, ponieważ Amata momentalnie zrobił groźną minę, która jednak po sekundzie, została zastąpiona przez przewrotny uśmiech. Nawet nie drgnęła kiedy nachylił się bliżej, szepcząc prosto do ucha.
— To co słyszałaś. Prędzej czy później, odkryje twoją tajemnicę.

***
Liv ze znudzeniem obserwowała mijających ją przechodniów. Siedziała na ławce tuż przy głównej ulicy i opóźniała jak najdłużej moment, powrotu do domu. Była zmęczona jak wszyscy diabli po dzisiejszym treningu, ale wizja natknięcia się na ojca skutecznie wybijała jej z głowy pognanie ile sił do rezydencji. Kamiramie do tej pory nie przeszło. Wciąż obdarzał Liv obrażonym spojrzeniem za to, że — jego zdaniem — przegrała z Uchihą.
Westchnęła ciężko i oparła się wygodniej, zagapiając na niebo. Czasem męczyło ją to rywalizowanie pomiędzy ich klanami. Czy nie mogliby żyć w przyjaźni, ewentualnie chociaż w tolerancji? Z drugiej strony miała świadomość, że to właśnie dzięki tej rywalizacji, Senju i Uchiha wybijali się na wyżyny, swoich możliwości bitewnych. Posiadanie potężnego rywala, działało wyjątkowo mobilizująco w dążeniu do perfekcji. Nawet nie zauważyła kiedy zamknęła oczy, rozmyślając dominujących w Konoha rodach.
Z własnych myśli wyrwał ją głośny śmiech, który aż zadzwonił Liv w uszach. Zmęczonym gestem przetarła powieki, przekrzywiając głowę w bok. Zaintrygowana skierowała wzrok w miejsce skąd dobiegał, ciekawa kto ma aż tak dobry humor.
Deptakiem szła trójka chłopców. Jeden z nich, w którym Liv rozpoznała swojego niedawnego rywala, niósł na barana małego dzieciaka. Rozmawiał o czymś ze znajomym w swoim wieku, na co tamten reagował nerwową gestykulacją.
Dokładnie się przyjrzała każdemu z nich i doszła do wniosku, że musieli być rodziną. Mieli identyczny kolor skóry, włosów i oczu, ale przede wszystkim, mieli na ubraniu symbol klanu Uchiha.
Uśmiechnęła się z pobłażaniem dostrzegając, że mają ogon. Stadko dziewczynek śledziło dziedziców Sharnigana i w tym momencie ukryły się za rogiem budynku. Liv z trudem powstrzymała chęć klepnięcia się w czoło, gdy któraś z nich zapiszczała z ekscytacji. Dźwięk był tak głośny, że aż przestraszył ptaki z najbliższych drzew, zmuszając je do lotu. No cóż, dyskrecja nie stanowiła mocnej strony tych pseudo szpiegów.
Wzdychając z politowaniem, poprawiła się wygodniej i przeniosła wzrok ponownie na Uchihów. Z lekką konsternacją odnotowała, że została zauważona, ale nie przerwała obserwacji. Itachi patrzył na nią z ciężkim do odczytania wyrazem twarzy. Liv przekrzywiła lekko głowę unosząc przy tym brew, zaintrygowana o czym może myśleć jej rywal.
***

Liv westchnęła głęboko opuszczając gabinet Tsunade. Senju nie podobał się ten człowiek. Miał nietypową zdolność wyczuwania aury, jaka krążyła wokół niej. Kagura Amata mógł spowodować kłopoty, jeśli nie będzie ostrożna. Co ciekawe, on też wysyłał dziwne fluidy. Przypominał Liv dzikie zwierzę, nieokrzesane i nieprzewidywalne.
Z zamyśleniem szła przed siebie i dopiero po chwili zorientowała się, że jest obserwowana. Czerwone ślepia śledziły każdy jej krok, od momentu wyjścia z budynku. Uniosła pytająco brew patrząc na obserwującą ją dziewczynkę i dopiero wtedy do niej dotarło, że to była podopieczna Uchihy. Zanim Liv zdążyła się zastanowić co robić z tym fantem, mała była już koło niej.
— Hej, jestem Mizu, a ty?
— Liv… — odparła z zawahaniem, zatrzymując wzrok na dużych, błyszczących radością oczach. Dziwny nietypowy kolor tęczówki sprawiał, że nie mogła przestać na niego patrzeć. Czysty burgund, który hipnotyzował.
— Mogę dotknąć?
— Słucham? — zapytała zaskoczona, ale zanim zdążyła załapać o co chodzi, poczuła drobne palce przeczesujące jej długie włosy. Mizu z pełnym skupieniem gładziła i zaplatała spływające po plecach Liv kosmyki.
— Czy ty musisz wszystkich zaczepiać? I gdybym wiedział, że tyle wystarczy żebyś zamknęła wreszcie usta, to bym się już dawno poświęcił — stwierdził Uchiha, pojawiając się tuż przy nich i wpychając ręce do kieszeni.
— Twoich nie chcę — odparła z całą stanowczością główna zainteresowana, łypiąc na Itachiego groźnie. Zaraz jednak straciła nim zainteresowanie, skupiając się na obłapianej kunoichi. Posłała Liv rozbrajający uśmiech i złapała przy tym za dłoń. — Może usiądziesz na murku? Będzie ci o wiele wygodniej — zagaiła przymilnie i nawet nie czekając na odpowiedź, pociągnęła ją za sobą i usadziła we wspomnianym miejscu.
— Hej, skoro pytasz to mogłabyś zaczekać na odpowiedź — mruknęła Liv, patrząc na Mizu z dezaprobatą. Ledwo skończyła zdanie, jak poczuła, że podopieczna Uchihy przylgnęła się do jej pleców. Oplotła ramionami szyję i wtuliła nos w czuprynę Senju, szepcząc:
— Przepraszam.
Słysząc to Liv, zazgrzytała nerwowo zębami i przymknęła powieki. Doskonale sobie zdawała sprawę, że jest właśnie manipulowana, ale nie miała siły na szarpanie się z dzieckiem.
— Dobra, nie ważne. Rób co tam chcesz. — Westchnęła ciężko, opierając ręce za plecami i całkowicie ignorując, siadającego obok niej Itachiego. Usłyszała jak dziewczynka pisnęła z radością, zaraz się od niej odklejając i zabierając do dzieła.
— Nie myślałem, że tak łatwo cię podejść, Senju.
— Zamknij się — warknęła ostrzegawczo, przymykając powieki.
Itachi tylko zaśmiał się cicho, patrząc na budynek Hokage. Przesuwał wzrokiem po oknach i obserwował migających za szybą ludzi. Niespodziewanie w jego umyśle pojawiła się sytuacja sprzed południa.
Skrzywił się mimowolnie na wspomnienie spotkania z Hakaze i szczerze dziękował za to, że już po godzinie, został uwolniony od jej towarzystwa przez wezwanie Tsunade. Kobieta stała się wyjątkowo namolna i wyraźnie widział, że chciała się wkupić w jego łaski za pomocą Mizu. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że był boleśnie świadomy obecności Shisuiego, który z bezpiecznej odległości podziwiał tę farsę. Minuta dłużej spędzona z Hakaze, a słynna cierpliwość Uchihów, poszłaby w diabły.
Odetchnął uspakajająco i wtedy poczuł, jak coś opada mu na ramię. Zaskoczony spojrzał w bok i ujrzał opierającą się o niego Liv. Zmarszczył brwi wpatrując się w czerwoną czuprynę i uważnie nasłuchując. Po chwili dotarło do Itachiego, że musiała zasnąć. Dumając nad tym czy powinien ją obudzić zarejestrował, że Mizu musiała skończyć z włosami Senju, bo przeniosła się na jego.
— Nie budź jej — poradziła Mizu, odgarniając mu do tyłu grzywkę.
Mruknął coś niezobowiązującego, układając rękę za plecami Liv, żeby się nie obsunęła i przygarnął do swojego boku. W zamyśleniu, bezwiednie oparł policzek o czubek głowy dziewczyny. Nie wiedział ile tak trwał, bo dopiero głos podopiecznej przywołał go do rzeczywistości.
— To dlatego spławiałeś Hakaze…
Itachi aż się zapowietrzył na te insynuacje, ale zanim zdążył odpowiedzieć w obłokach dymu pojawił się przed nimi Shisui.
Mężczyzna widząc z kim zastał Itachiego, zacmokał złośliwie i leniwym krokiem ruszył w ich kierunku. Zatrzymał się tuż przed przyjacielem i fachowym okiem ocenił sytuację. Takich widoków, nigdy w życiu się nie spodziewał i musiał przyznać, że całkiem nieźle się składało. Już otwierał usta żeby coś powiedzieć, kiedy napotkał wrogie spojrzenie kuzyna. Czysta niema groźba zawarta w ciemnych tęczówkach zmobilizowała go do zmiany tego, co zmierzał wygłosić. Cóż, poużywa sobie na nim innym razem. W końcu co się odwlecze to nie uciecze czy jakoś tak.
— Ładna fryzura, Łasic. — Mrugnął do Itachiego wesoło i całkiem ignorując mordercze łypnięcie jakie dostał w odpowiedzi, skupił się na Mizu. — W domu się martwią, że tak długo was nie ma.
— Właśnie miałam mówić, że moglibyśmy się już zbierać, ale… — dziewczynka zerknęła z zawahaniem na Liv, nie bardzo wiedząc co zrobić.
— Nic się nie martw, zaraz temu zaradzimy. — Shisui uśmiechnął się szeroko, głaszcząc ją uspakajająco po głowie. Zrobił krok i wyciągał już ręce żeby zgarnąć Senju, ale został uprzedzony przez przyjaciela.
—Ja się tym zajmę, a ty odprowadź Mizu — rzucił oschle Itachi, poprawiając ułożenie Liv w swoich ramionach.
W oczach Shisuiego pojawiły się psotne iskierki, gdy podszedł bliżej i odgarnął zabłąkany kosmyk z policzka Senju. Omal się nie roześmiał widząc, że na ten niewinny gest, Itachi wyraźnie zesztywniał.
— Kuzynie, ale przecież mogę cię wyręczyć. Ja to zrobię z przyjemnością, a ty…
— Nie trzeba — uciął szybko Itachi, odwracając się na pięcie. Chciał już odejść, kiedy silna dłoń opadła mu na ramię, zatrzymując w miejscu.
— No, no. Kto by pomyślał, że ty będziesz się tak bratał z wrogiem — wyszeptał Shisui do Itachiego nachylając się nad jego uchem, po czym zniknął z Mizu w kłębie szarego dymu.

6 komentarzy:

  1. Pierwsza!
    Ooooooo <3 ale ja uwielbiam, jak Itachi się brata z Liv, choć jak dla mnie to i tak za słabo ;D. Jejku, jakie to świetne, że Shisui tak się z nim drażni, naprawdę to taka perełka opowiadania! On doskonale wie, że to drażni Itachiego, ale ktoś musi sprawić, by okazał to, co czuje. No po prostu wszystcy to ich uczucie widzą: widzi Shisui, Mizu, Hakaze, Kamirama... tylko 2 geniuszy, Liv( głównie!) i Itachi tacy tępi ... ;p Wiesz co mi sie marzy? Gorący i namiętny pocałunek miedzy ta dwójką xd. Albo by Shisui bardziej sprowokował Itachiego jak tak dobrze mu to wychodzi, serio, ubaw większy niż obserwacja jak Łasica drażni Hakaze.

    Ten cały Amata jest podejrzany. Podkablował na Liv i potem ma tu w **pie, w dodatku prowokuje naszą Senju. Trzeba mu się lepiej przyjrzeć.

    Serio Dita za krótki ;D. Następnym razem proszę: szybciej pisać, wiekszej długości pisać, o wiele wiecej czułości miedzy ta dwójką pisać i Moon bedzie szczęśliwa (ale teraz też jest xd).

    Dzieki za rozdział i cierpliwość do mnie i do usłyszenia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, jestem okrutna, że tak z miarka w ręku dozuję Wam te relacje pomiędzy Liv i Itachim xD.
      Cieszy mnie, że Shisui ma tylu zwolenników xD. Oj, napsuje on jeszcze krwi, geniuszowi klanu Uchiha :"D. Moja w tym głowa^^.
      Huehuehuehue... jakie podpunkty co do wymagań. Wiedz, że przyjęłam je do wiadomości <3. Zobaczymy co się da zrobić z tym fantem^^.
      Moon, do Ciebie ja zawszę będę mieć cierpliwość :*. Dziękuję za komcia i mam nadzieję, że uda mi się wsupłać do kolejnego rozdziału odrobinę więcej czułości xD.

      Usuń
  2. Stwierdzam, że wcześniej kochałam to opowiadanie, ale teraz to dopiero je ubóstwiam. :3 Tak naprawdę to jedyne opowiadanie z "dodaną" postacią, które jestem w stanie normalnie czytać i się nim zachwycać ;) Dużo weny życzę! Pozdrawiam, Akuma Iri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszą Twoje słowa <3. Sama mam wstręt do "nowych" postaci, bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z dobrze dopracowaną i nie mdłą. Świadomość, że Tobie moja Liv odpowiada i przypadła do gustu, cieszy moje serducho.
      Dziękuję za wenę i komentarz :*. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  3. No tak szczerze to ja całkowicie popieram Moon - rozdział boski, świetny, ale jednak mi czegoś brakuje! No i żeby był dłuższy :3
    Uwielbiam to opowiadanie coraz bardziej. Nie wiem jak to robisz, ale to prawda!
    Relacja Shisuiego z Itachim jest świetna - kocham te docinki i próby starszego z kuzynów wyprowadzenia Łasica z równowagi. On chyba czeka tylko na odpowiedni moment, żeby zaatakować :3
    Związek Liv i Kazamy jest najwidoczniej bardzo skomplikowany, skoro nasza Senju zaczęła się nad nim zastanawiać - nie wróży to nic dobrego dla Uchihy jeśli nie ruszy dupy, a nie tylko będzie wciąż zaprzeczać, że Liv to zwykła znajoma -.-
    Amata równa się kłopoty! Ja już czuję, że zamierzasz ostro namieszać, bo gdy ten irytujący osobnik się dowie prawdy o Liv... to wtedy pewnie Itachi zrozumie, że jest w niej zakochany, ale będzie już za późno (proszę, nie kończ tak tego opowiadania!).
    Ta retrospekcja, kiedy Liv obserwowała klan Uchiha i te wymienione spojrzenia z Itaczem... omomom <3 A potem jeszcze dowaliłaś z tym zasypianiem na ramieniu, z zazdrością i niesieniem na rękach - mam nadzieję, że w następnym rozdziale do tego nawiążesz. I że wgl coś się zacznie między nimi dziać, jakieś namiętne kissy czy nawet coś więcej ^^
    Dodawaj już nowy rozdział, co? Jakoś zawsze mi się poprawia humor po przeczytaniu nowej notki! :D
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i przyjemności z pisania! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejna zadowolona duszyczka <3. Jeszcze trochę, a będę musiała iść na detoks po takich pochwałach^^. Mówcie mi tak jeszcze <3.
      Shisui jest równie utalentowany co Itachi i można się po nim spodziewać niespodziewanego xD. On już wie jak odpowiednio podejść i nadgryźć upartego Łasica :3.
      Och! Jako jedyna wyłapałaś związek Liv z Kazamą <3. Tak, tak... te relacje należą do wyjątkowo skomplikowanych. Wiadomo, genetyka i rasa nie wybiera...
      Węszysz podstęp z panem delegatem... i nie dziwne. Pytanie tylko, czy bohaterowie dadzą się podejść, ale o tym ciiii...^^
      Ty też Jesteś niedopieszczona, brakiem interakcji pomiędzy głównymi bohaterami. Kuźwa, na usprawiedliwienie mam to, że zapieram się rękami i nogami, przed wytworzeniem lukru w tym opku. Nie chcę żebyście przy czytaniu mówiły: o matko, ale kicz... O_O ja tak nieraz mam jak widzę niektóre opisy opowiadań i dlatego mam alergię. Postaram się troszkę ich rozruszać. Tyle jestem w stanie obiecać xD.
      Cieszy mnie, że moje publikacje mają wpływ na Twój humor <3. Polecam się na przyszłość^^.
      Dziękuję za komentarz i wenę, na pewno się przyda, jej nigdy za wiele xD. Przyjemność z pisania zawsze jest, zwłaszcza z takimi wspaniałymi czytelnikami <3.

      Usuń