Hurra! Mam nowy rozdział. Dawno nie napisałam tak
długiego rozdziału. Nie mam złudzeń, że i tak powiecie, że za krótki, ale jestem
z niego dumna^^, zaszalałam xD.
Dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam do
czytania <3. Zaznaczam bez bicia, że niebetowany. Uwaga na szalejące
przecinki i inne cuda.
Będę mieć świeżą głowę to przejrzę go jeszcze raz. Dziś
w tekście widzę to co chcę widzieć, więc nie walczę. Ochłonę to wrócę do boju :”D.
Shisui wychylił
się poza krawędź dachu i z lekkim, drwiącym uśmieszkiem obserwował kuzyna.
Itachi krążył razem z Mizu po mieście od paru ładnych godzin i chociaż wyglądał
jak ostoja stoicyzmu to Shisui wiedział, że mężczyzna był poirytowany. Zauważył
to po charakterystycznym zerkaniu na niebo. Domyślał się, że Itachi w ten
sposób odlicza czas do końca dnia. W sumie mu się nie dziwił. Nawet z tej
odległości słyszał, że podopieczna Uchihy gada do niego jak katarynka, ani na
moment nie przestając. Skoro on nawet był zmęczony jej paplaniem to co dopiero
musiał czuć Itachi.
Zachichotał
wrednie, kiedy do obserwowanej dwójki podeszła Hakaze. Nie dało się nie
dostrzec nerwowego drgnięcia brwi bruneta, gdy kobieta pochyliła się nad Mizu
coś do niej mówiąc. Po sekundzie, dziewczynka aż zapiszczała z entuzjazmem,
gwałtownie gestykulując do tymczasowego opiekuna. Kiedy ten wciąż milczał, nie
czekając ani chwili, chwyciła go za dłoń i pociągnęła za odchodzącą Hakaze.
Shisui ani
myślał opuścić takiego widowiska. Mina zdegustowanego Itachiego gwarantowała
niezłą zabawę i chciał ją zobaczyć. Ciekawiło go ile czasu jego przyjaciel
wytrzyma w tym damskim towarzystwie. Doprawdy sam nie miał pewności, która z
nich była gorsza. Mała kula energii, co nie potrafiła zamknąć jadaczki? Czy
może zakochana bez pamięci kunoichi, wlepiająca w Itachiego maślane ślepia.
Przeskakując za
nimi po dachach, parsknął pod nosem. Brakowało tylko Senju w tym kółeczku
wzajemnej adoracji.
Liv podeszła
bliżej do falującej wody. Marszcząc brwi patrzyła na pojedyncze liście
pływające na tafli. Dopiero zakończyła trening z uczniami i potrzebowała chwili
dla siebie. Z daleka od zgiełku ludzi, szumu wioski i ogólnego pośpiechu. Tylko
ona i cicha przyroda. Tym sposobem wylądowała w okolicach miejsca, gdzie
przychodziła jeszcze jako dziecko. To tu, na widocznej za drzewami polanie,
przyswajała wiedze na temat swojej rasy. Z daleka od wścibskich oczu ojca,
wykradała się na spotkania ze swoim informatorem.
Z zamyśleniem spojrzała
na wspinające się po plaży fale, w końcu odwracając się w stronę miejsca skąd
przyszła. Widząc jak woda wymywa jej ślady butów, pozostawiając gładki piasek,
poczuła lekkie ukłucie w sercu.
Właśnie w tym
momencie ze zdwojoną siłą odczuła swoją samotność. Czy po niej też nie
pozostanie jakikolwiek ślad? Zniknie zupełnie jak te ślady na piasku? Będzie kolejnym
anonimowym żołnierzem, który poświęci swe życie w imieniu ojczyzny? W momencie,
przed oczami Liv, mignęły twarze utytłanych błotem uczniów. No tak, jest ktoś
kto o niej nie zapomnie. To było na tyle pocieszające, że na twarzy dziewczyny
pojawił się delikatny uśmiech. Gdyby nadal pracowała w ANBU, scenariusz
wyglądałby właśnie w ten sposób. Stałaby się jednym z wielu duchów, które
chroniły Konohy. Przykucnęła, nabierając w garść mokrego piasku i zacisnęła na
nim dłoń.
Od śmierci ojca
nie miała nikogo bliskiego. Osoby, za którą mogłaby tęsknić i do niej wracać po
wyczerpujących misjach. Wiedziała, że po części to była jej wina. Otoczyła się
murem, którego nikt nie potrafił przebić. Nikt nie był na tyle zdeterminowany,
aby do niej dotrzeć. Dziwnym trafem pod wpływem tej myśli, przypomniała sobie o
Kazamie.
Nie ulegało wątpliwości,
że z demonem łączyła ją szczególna więź. Ciężka do skwalifikowania w
jakichkolwiek ramach. Braterstwo, przyjaźń, miłość czy co? Relacje z Kazamą
należały chyba do najbardziej skomplikowanych, jakie tylko można sobie wyobrazić. Darzyła Chikage uczuciem, ale
jakim? Jak je powinna nazwać? Był dla niej bliższy niż inni, ale jednocześnie
nie tęskniła za nim specjalnie. Owszem, nie mogła zaprzeczyć, że odczuwała
swego rodzaju ulgę, gdy się widzieli. Świadomość, że żyje i ma się dobrze, wpływała
na Liv dziwnie kojąco. Może miało to związek z tym, że cokolwiek by się nie
stało to miała pewność, że zawsze ją wesprze. Nikogo nie była tak pewna, jak
właśnie Kazamy…
— Ale mnie naszło,
na jakieś beznadziejne refleksje — warknęła ze złością, podnosząc się gwałtownie
z ziemi i rzucając kulką błota w najbliższe drzewo. Odczuwała irytację, że dała
się wciągnąć w takie melancholijne przemyślenia. Przez chwilę patrzyła jak
rozmięknięta ziemia powoli obsuwa się po korze, zostawiając na niej malowniczy
ślad i ruszyła w kierunku wioski. — Czas wracać do domu.
***
Liv pojawiła się w kłębie dymu z ulgą odnotowując,
że jednak zaczekał. W sumie nie miałaby mu za złe gdyby zniknął, w końcu
spóźniła się ładne dwie godziny. Oczywiście nie ze swojej winy, ale tak czy
siak miał pełne prawo zrezygnować i wrócić do domu. Zmęczonym gestem przetarła
czoło, uśmiechając się mimowolnie. Ich spotkania stały się regularnością,
zawsze w tym samym miejscu o tej samej porze. Kazama był jej łącznikiem ze
światem demonów, cenną skarbnicą wiedzy, którą chciała zgłębić.
— Jesteś. Myślałam, że nie zaczekasz — wysapała z
trudem, podchodząc do leżącego na trawie chłopaka. Ten tylko rzucił okiem na
jej umorusaną kurzem twarz i przekrzywiony ochraniacz na włosach.
— Misja — bardziej stwierdził niż zapytał, podnosząc
się do siadu. Zatrzymał wzrok na gojącej się na ramieniu ranie, marszcząc brwi.
— Powinnaś to oczyścić.
— Przemyłam wodą. — Machnęła lekceważąco dłonią,
przewracając przy tym oczami. Kiedy nie skomentował, a tylko zacisnął usta w
wąską kreskę sapnęła z niecierpliwością. Przykucnęła tuż przed nim i stuknęła
go palcami w czoło. — Miałeś mi coś pokazać, a mam wrażenie, że teraz się
migasz. Nie po to leciałam tu złamanie karku, nawet nie wstępując do domu.
— Zupełnie nie rozumiem czemu tak naciskasz. — Kazama
pokręcił głową wstając i otrzepując ubranie. Oddalił się od niej, a kiedy
zobaczył jak robi niezadowoloną minę z westchnieniem przeczesał palcami włosy. — Nic nowego nie zobaczysz, uwierz.
— Zrozum, że to jest coś innego. Ty widziałeś
innych, ja nie — burknęła, wyrywając garść trawy i z irytacją rzucając w
Kazemę.
— Wiesz, że jesteś egoistką? — Zanim zdążyła się
oburzyć, uniósł dłoń żeby poczekała i dała mu dokończyć. — Pojawiam się tu co
dwa tygodnie i zaspokajam twoją ciekawość, spełniam zachcianki…
— To bardzo źle zabrzmiało, Kazama — wtrąciła,
obserwując go spod groźnie przymrużonych powiek i podnosząc się do pionu.
Zaplotła ręce na piersi, kiedy ten uśmiechnął się dziwnie i kontynuował.
— Pozwalam oglądać tatuaże, a jak wcześniej
wspominałem to bardzo intymna rzecz dla każdego przedstawiciela naszego
gatunku. Teraz chcesz żebym pokazał ci się we właściwej formie, nie za dużo
tego? Zwłaszcza, że nie dostaję nic w zamian?
— Kazama, ale ja nie mam nic co mogę ci zaoferować —
rzuciła ze złością, chodząc z jednego końca polany do drugiej. Czuła nieznośne
pulsowanie w skroniach, kiedy próbowała wymyślić co ona może zrobić dla Kazamy.
Nie miała żadnej unikatowej wiedzy, jutsu nie mogła nauczyć, bo przecież nie miał
czakry. Poczochrała ze złością czuprynę odwracając się gwałtownie w jego
stronę. — Naprawdę nie wiem! Jedyne co mam to czakra, a jej nie mam jak ci
przekazać! Zaproponuj coś, a nie!
— Już myślałem, że nigdy tego nie powiesz — zaśmiał
się głośno, pojawiając się nagle tuż przed nią.
***
Liv odetchnęła
głęboko wpatrując się w drzwi gabinetu Hokage. Ręce wciśnięte do kieszeni
spodni zaciskały się miarowo, gdy dumała nad powodem wezwania. W ostatnim
czasie nie wszczęła żadnej bójki ani kłótni z Uchihą, więc z pewnością nie
groziła jej reprymenda na dywaniku u przełożonej. Można powiedzieć, że
zachowywali się w stosunku do siebie bardzo kulturalnie. Prawdopodobnie miał w
tym wielki udział fakt, że się nie widywali prawie w ogóle, ale kto by się
czepiał szczegółów.
Szczerze mówiąc,
nie miała bladego pojęcia została wezwana, ale żywiła szczerą nadzieję, że to
żadna samotna misja. Gdyby było inaczej to dostałaby instrukcje żeby stawić się
geninami. Oddelegowanie do solowego zadania zepsułoby jej plany.
W związku ze
zbliżającym się wielkimi krokami egzaminem na chunnina, chciała skupić się na
treningach podopiecznych. Zamierzała wyszkolić uczniów tak, żeby zmiażdżyli
konkurencję. Przecież głowie Konohy, również powinno zależeć na jak najlepszym
wyszkoleniu shinobi. To w końcu od nich zależała obrona kraju. Dumając nad tym
zagadnieniem zagapiła się na klamkę przygryzając lekko od środka policzek.
Zdecydowanie nie
chciała misji, a jeżeli już Hokage się uprze to ma zamiar wynegocjować zabranie
drużyny. Z tą myślą wkroczyła do gabinetu od razu koncentrując się na siedzącej
przy biurku blondynce.
— Puka się,
Senju — warknęła Tsunade, unosząc wzrok znad trzymanych raportów. Liv z lekkim
drgnięciem brwi przyjęła fakt, że Hokage była wyraźnie nie w humorze.
Świadczyły o tym zarówno resztki roztrzaskanego kubka na podłodze jak i nerwowe
pulsowanie żyłki na czole.
— Skleroza —
zdecydowała się odpowiedzieć po krótkim namyśle. Instynktownie wyczuwała, że
dziś jest jeden z tych dni w których drażnienie Tsunade może zakończyć się
tragicznie. Owszem, Liv lubiła ryzyko, ale posiadała też zdrowy rozsądek, a on
podpowiadał wstrzymanie się od
ryzykownych zagrań.
— Skleroza…
oczywiście — zakpiła Hokage, ostrzegawczo mrużąc powieki. Przesunęła na bok
trzymane dokumenty i potarła uspakajająco skronie. — Jednak, przejdźmy do
rzeczy… doszły mnie niepokojące pogłoski. Pogłoski, które zamierzam wyjaśnić.
Ktoś podobny do ciebie, zaatakował delegata…
— Zwykłe
pomówienia — zasugerowała szybko Liv, krzyżując ramiona na piersi. Cholera, nie
spodziewała się, że informacja o tym małym incydencie, tak szybko dotrze do
czujnych uszu Hokage.
— W naszej
wiosce nie ma nikogo innego, z takim kolorem włosów jak ty — kiedy Tsunade
zauważyła, że Liv już otwiera usta żeby coś wtrącić, uniosła ostrzegawczo dłoń,
nakazując dziewczynie milczenie i dokończyła: — I charakterystycznym Chowańcem,
białym wilkiem o imieniu Moro.
— No cóż… to
zmienia postać rzeczy — wymamrotała ostrożnie Liv, w duchu dziękując
opatrzności, że nie spuściła solidnego manta delikwentowi, przed zobaczeniem przepustki.
To się nazywał fart stulecia.
— Słucham więc.
Jak to się stało, że zaatakowałaś przybysza od Raikage. — Głos Tsunade ociekał
zwodniczym spokojem, całkowicie zaprzeczając stalowemu spojrzeniu jakim
uraczyła Liv.
— Na swoje
usprawiedliwienie mam to, że zostałam sprowokowana — wyjaśniła z jadem,
zgrzytając zębami na samo wspomnienie sytuacji. Wbiła wzrok w brązowe oczy
przełożonej, zaciskając mocno pięści z poirytowania.
— Żeby
ciebie sprowokować to wystarczy głośniej odetchnąć w złym momencie.
— Co ja poradzę,
że mam słabe nerwy? To musi być kwestia genów. — Zerknęła sugestywnie na
kobietę, zaraz wzdychając ciężko, gdy Hokage zacisnęła usta w wąską kreskę,
niezadowolona z odpowiedzi. — Ale tak na serio, Moro świadkiem, że to nie ja
zaczęłam. Jak tylko się wydało, że jest delegatem to odpuściłam.
— Czyli nie
wiedziałaś z kim masz do czynienia… — Tsunade podrapała się w zamyśleniu po
brodzie w zastanowieniu nad usłyszaną wersją Liv.
— To chyba
oczywiste — sapnęła Senju, opierając dłonie na biodrach. — Mało tego, że mnie
sprowokował to jeszcze nie pozwolił się wylegitymować i przez zwykły przypadek
wyszło na jaw, że pochodzi z Kumo.
— Rozumiem.
Zastanawia mnie dlaczego postąpił w ten sposób, a później doniósł na ciebie do
mnie.
— Przypuszczam,
że czegoś chce — zasugerowała Liv, przeczesując palcami włosy i przeniosła
spojrzenie za okno.
Patrzyła na
targane wiatrem korony drzew, zastanawiając się czy jej uczniowie czasem nie
rozchorują się od treningów w błocie. To, że zaprzestali ćwiczeń nawet nie
wchodziło w grę. Dobrze wiedziała, że Moro ich dopilnuje, tym bardziej, że miał
przy tym niezły ubaw. Z radością godną szczeniaka pojawiał się i znikał,
ćwicząc refleks geninów. Chwila zawahania lub nieuwagi kończyła się wciśnięciem
wielką łapą w grubą warstwę rozmiękniętej ziemi przy akompaniamencie szalonego
rechotu Chowańca.
— Zaraz się
przekonamy o co chodziło. — Wypowiedź Tsunade wyrwała Liv z zamyślenia
poprzedzona cichym zatrzaśnięciem drzwi. Senju z kamienną miną odwróciła się za
siebie. Z konsternacją zauważyła, że przybył delegat przez którego musiała
tłumaczyć się przed Hokage a jeszcze na dokładkę pojawił się z Uchihą. Posłała
Itachiemu pytające spojrzenie, ale ten tylko wzruszył obojętnie ramionami i
oparł się nonszalancko o ścianę.
— Czcigodna
wzywałaś…
— Owszem, panie
Amata — rozpoczęła Tsunade nie bez zaskoczenia widząc, że mężczyzna przygląda
się Liv, poświęcając jej całą swoją uwagę. — Jak pan widzi już doszliśmy do
tego, kto brał udział w tamtym incydencie. Miał pan już przyjemność zetknięcia
się z moją kunoichi, Liv Senju. — Oparła brodę na splecionych dłoniach, nawet
na moment nie spuszczając wzroku z przybysza. — Tylko mamy tu spory problem,
panie Amata. Pańska wersja odrobinę odbiega od tej przedstawionej przez nią.
— Doprawdy? —
zdziwił się uprzejmie zainteresowany, w końcu skupiając się na mówiącej do
niego Hokage.
— Zgadza się,
panie Amata. Obecna tu Senju twierdzi, że nie pozwolił się pan wylegitymować.
Ja nie mam powodu aby jej nie wierzyć, ale w trosce o rzetelność prowadzenia
całej sprawy, pozwoliłam sobie zaprosić użytkownika Sharingana, który po
krótkim badaniu jest w stanie wyłapać, ewentualne świadczenie nieprawdy. Jak
pan widzi nasza wioska jest zdeterminowana aby wyjaśnić tę nieprzyjemną
sytuację…
— Hm…myślę, że
nie będzie takiej potrzeby. Bardzo możliwe, że coś takiego miało miejsce. —
Delegat przekrzywił lekko głowę pukając palcami o usta w zamyśleniu. Po chwili
wzruszył obojętnie ramionami kwitując to słowami: — Czy to istotne, przecież
nic się nie stało. Sprawa wyjaśniona więc nie ma co się ciskać, a ja tylko
sprawdzałem cierpliwość ninja Konohy.
Liv zerknęła
szybko na przełożoną, ciekawa reakcji na takie lekceważące podejście do sprawy.
Obywatel Kumo wydawał się dobrze bawić wprowadzając zamieszanie w szeregach
podwładnych Tsunade. Najpierw Konoha została wciągnięta do poszukiwań
napastnika, który podobno bestialsko i bez powodu, zaatakował przybysza.
Nie zdziwiłaby
się gdyby mężczyzna zagroził, że jeśli tego nie zrobią, to wszystko zostanie
nagłośnione na arenie międzynarodowej. Teraz kiedy się wydało, że nic nie stało
się bez powodu, to nagle zbagatelizował incydent. Tak, Liv zdecydowanie nie
lubiła obcych shinobi.
— Dobrze, a
można wiedzieć dlaczego zapomniał pan o tym wspomnieć? — Tsunade intensywnie
masowała skronie starając się uspokoić skołatane nerwy. Spod przymrużonych
powiek, bacznie obserwowała bezczelnie uśmiechniętego mężczyznę i z trudem
powstrzymywała się przed wyrzuceniem go za drzwi. Zdecydowanie musiała się
powstrzymać od takich działań. Co by tu nie mówić, takie załatwienie sprawy nie
miałoby nic wspólnego z dyplomacją.
— Miałem
istotniejsze rzeczy na głowie.
— Oczywiście —
mruknęła z sarkazmem Liv, przewracając teatralnie oczami. Miała serdecznie dość
tej farsy i nie chciała patrzeć na tego idiotę nawet minuty dłużej. —
Czcigodna, jeżeli to wszystko to chciałabym już iść.
— Możesz odejść
— zgodziła się Tsunade i wskazała brodą na drzwi.
Zanim jednak Liv
zdążyła zrobić krok do wyjścia, Amata pokonał dzielącą ich odległość i stanął
przed nią głośno węsząc. Nie dało się nie zauważyć jak dziewczyna napięła się
nieznacznie, kiedy zaczął krążyć wokół niej. Śledziła jego poczynania marszcząc
z niezadowolenia brwi, ale milczała i pozwalała mu na to. Wiedziała, że tuż pod
nosem Hokage nie odważy się na żadną prowokację.
— Tak,
zdecydowanie nie pachniesz jak normalny człowiek. — Zatrzymał się przed Liv, a
jego złote ślepia kontemplowały rysy twarzy Senju.
— Nie gap się
tak, bo jeszcze się zakochasz — syknęła zgryźliwie przymrużając powieki. — A
jak już musisz patrzeć to chociaż rób to z przyzwoitej odległości. — Wyciągnęła
dłoń próbując go odepchnąć, ale ku zaskoczeniu Liv nawet nie drgnął. Jedyną
reakcją był drapieżny uśmieszek i niepokojący błysk w oku.
— Bądź spokojna
o moje serce, złośliwy demonie. Masz teraz poważniejszy problem na głowie.
Na te słowa,
wszyscy obecni w gabinecie zamarli w niedowierzaniu. Atmosfera momentalnie
zgęstniała i dało się wyczuć, że już każdy z uwagą słucha przybysza. Liv
dostrzegła jak Tsunade zacisnęła usta w wąską kreskę, a Itachi z
zainteresowaniem wpatrywał się w Amatę.
— Co masz na
myśli? — zapytała Liv, po chwili wahania. Starała się żeby ton głosu przejawiał
oschłość i znudzenie. Prawdopodobnie nawet jej to wyszło, ponieważ Amata
momentalnie zrobił groźną minę, która jednak po sekundzie, została zastąpiona
przez przewrotny uśmiech. Nawet nie drgnęła kiedy nachylił się bliżej, szepcząc
prosto do ucha.
— To co
słyszałaś. Prędzej czy później, odkryje twoją tajemnicę.
***
Liv ze znudzeniem obserwowała mijających ją
przechodniów. Siedziała na ławce tuż przy głównej ulicy i opóźniała jak
najdłużej moment, powrotu do domu. Była zmęczona jak wszyscy diabli po
dzisiejszym treningu, ale wizja natknięcia się na ojca skutecznie wybijała jej
z głowy pognanie ile sił do rezydencji. Kamiramie do tej pory nie przeszło. Wciąż
obdarzał Liv obrażonym spojrzeniem za to, że — jego zdaniem — przegrała z
Uchihą.
Westchnęła ciężko i oparła się wygodniej, zagapiając na niebo. Czasem męczyło ją to rywalizowanie pomiędzy ich klanami. Czy nie
mogliby żyć w przyjaźni, ewentualnie chociaż w tolerancji? Z drugiej strony
miała świadomość, że to właśnie dzięki tej rywalizacji, Senju i Uchiha wybijali
się na wyżyny, swoich możliwości bitewnych. Posiadanie potężnego rywala,
działało wyjątkowo mobilizująco w dążeniu do perfekcji. Nawet nie zauważyła kiedy
zamknęła oczy, rozmyślając dominujących w Konoha rodach.
Z własnych myśli wyrwał ją głośny śmiech, który aż
zadzwonił Liv w uszach. Zmęczonym gestem przetarła powieki, przekrzywiając
głowę w bok. Zaintrygowana skierowała wzrok w miejsce skąd dobiegał, ciekawa
kto ma aż tak dobry humor.
Deptakiem szła trójka chłopców. Jeden z nich, w
którym Liv rozpoznała swojego niedawnego rywala, niósł na barana małego
dzieciaka. Rozmawiał o czymś ze znajomym w swoim wieku, na co tamten reagował
nerwową gestykulacją.
Dokładnie się przyjrzała każdemu z nich i doszła do
wniosku, że musieli być rodziną. Mieli identyczny kolor skóry, włosów i oczu,
ale przede wszystkim, mieli na ubraniu symbol klanu Uchiha.
Uśmiechnęła się z pobłażaniem dostrzegając, że mają ogon.
Stadko dziewczynek śledziło dziedziców Sharnigana i w tym momencie ukryły się
za rogiem budynku. Liv z trudem powstrzymała chęć klepnięcia się w czoło, gdy
któraś z nich zapiszczała z ekscytacji. Dźwięk był tak głośny, że aż
przestraszył ptaki z najbliższych drzew, zmuszając je do lotu. No cóż, dyskrecja
nie stanowiła mocnej strony tych pseudo szpiegów.
Wzdychając z politowaniem, poprawiła się wygodniej i
przeniosła wzrok ponownie na Uchihów. Z lekką konsternacją odnotowała, że
została zauważona, ale nie przerwała obserwacji. Itachi patrzył na nią z ciężkim do odczytania wyrazem twarzy.
Liv przekrzywiła lekko głowę unosząc przy tym brew, zaintrygowana o czym może
myśleć jej rywal.
***
Liv westchnęła
głęboko opuszczając gabinet Tsunade. Senju nie podobał się ten człowiek. Miał nietypową
zdolność wyczuwania aury, jaka krążyła wokół niej. Kagura Amata mógł spowodować
kłopoty, jeśli nie będzie ostrożna. Co ciekawe, on też wysyłał dziwne fluidy. Przypominał
Liv dzikie zwierzę, nieokrzesane i nieprzewidywalne.
Z zamyśleniem
szła przed siebie i dopiero po chwili zorientowała się, że jest obserwowana. Czerwone
ślepia śledziły każdy jej krok, od momentu wyjścia z budynku. Uniosła pytająco
brew patrząc na obserwującą ją dziewczynkę i dopiero wtedy do niej dotarło, że
to była podopieczna Uchihy. Zanim Liv zdążyła się zastanowić co robić z tym
fantem, mała była już koło niej.
— Hej, jestem
Mizu, a ty?
— Liv… — odparła
z zawahaniem, zatrzymując wzrok na dużych, błyszczących radością oczach. Dziwny
nietypowy kolor tęczówki sprawiał, że nie mogła przestać na niego patrzeć.
Czysty burgund, który hipnotyzował.
— Mogę dotknąć?
— Słucham? —
zapytała zaskoczona, ale zanim zdążyła załapać o co chodzi, poczuła drobne
palce przeczesujące jej długie włosy. Mizu z pełnym skupieniem gładziła i
zaplatała spływające po plecach Liv kosmyki.
— Czy ty musisz
wszystkich zaczepiać? I gdybym wiedział, że tyle wystarczy żebyś zamknęła
wreszcie usta, to bym się już dawno poświęcił — stwierdził Uchiha, pojawiając
się tuż przy nich i wpychając ręce do kieszeni.
— Twoich nie
chcę — odparła z całą stanowczością główna zainteresowana, łypiąc na Itachiego
groźnie. Zaraz jednak straciła nim zainteresowanie, skupiając się na obłapianej
kunoichi. Posłała Liv rozbrajający uśmiech i złapała przy tym za dłoń. — Może
usiądziesz na murku? Będzie ci o wiele wygodniej — zagaiła przymilnie i nawet
nie czekając na odpowiedź, pociągnęła ją za sobą i usadziła we wspomnianym
miejscu.
— Hej, skoro
pytasz to mogłabyś zaczekać na odpowiedź — mruknęła Liv, patrząc na Mizu z
dezaprobatą. Ledwo skończyła zdanie, jak poczuła, że podopieczna Uchihy przylgnęła
się do jej pleców. Oplotła ramionami szyję i wtuliła nos w czuprynę Senju,
szepcząc:
— Przepraszam.
Słysząc to Liv,
zazgrzytała nerwowo zębami i przymknęła powieki. Doskonale sobie zdawała
sprawę, że jest właśnie manipulowana, ale nie miała siły na szarpanie się z
dzieckiem.
— Dobra, nie
ważne. Rób co tam chcesz. — Westchnęła ciężko, opierając ręce za plecami i całkowicie
ignorując, siadającego obok niej Itachiego. Usłyszała jak dziewczynka pisnęła z
radością, zaraz się od niej odklejając i zabierając do dzieła.
— Nie myślałem,
że tak łatwo cię podejść, Senju.
— Zamknij się —
warknęła ostrzegawczo, przymykając powieki.
Itachi tylko zaśmiał się cicho, patrząc
na budynek Hokage. Przesuwał wzrokiem po oknach i obserwował migających za szybą ludzi. Niespodziewanie
w jego umyśle pojawiła się sytuacja sprzed południa.
Skrzywił się
mimowolnie na wspomnienie spotkania z Hakaze i szczerze dziękował za to, że już
po godzinie, został uwolniony od jej towarzystwa przez wezwanie Tsunade. Kobieta
stała się wyjątkowo namolna i wyraźnie widział, że chciała się wkupić w jego
łaski za pomocą Mizu. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że był boleśnie świadomy obecności
Shisuiego, który z bezpiecznej odległości podziwiał tę farsę. Minuta dłużej
spędzona z Hakaze, a słynna cierpliwość Uchihów, poszłaby w diabły.
Odetchnął uspakajająco
i wtedy poczuł, jak coś opada mu na ramię. Zaskoczony spojrzał w bok i ujrzał opierającą
się o niego Liv. Zmarszczył brwi wpatrując się w czerwoną czuprynę i uważnie
nasłuchując. Po chwili dotarło do Itachiego, że musiała zasnąć. Dumając nad tym
czy powinien ją obudzić zarejestrował, że Mizu musiała skończyć z włosami
Senju, bo przeniosła się na jego.
— Nie budź jej —
poradziła Mizu, odgarniając mu do tyłu grzywkę.
Mruknął coś niezobowiązującego,
układając rękę za plecami Liv, żeby się nie obsunęła i przygarnął do swojego
boku. W zamyśleniu, bezwiednie oparł policzek o czubek głowy dziewczyny. Nie wiedział
ile tak trwał, bo dopiero głos podopiecznej przywołał go do rzeczywistości.
— To dlatego
spławiałeś Hakaze…
Itachi aż się zapowietrzył na te insynuacje, ale zanim zdążył
odpowiedzieć w obłokach dymu pojawił się przed nimi Shisui.
Mężczyzna widząc
z kim zastał Itachiego, zacmokał złośliwie i leniwym krokiem ruszył w ich
kierunku. Zatrzymał się tuż przed przyjacielem i fachowym okiem ocenił
sytuację. Takich widoków, nigdy w życiu się nie spodziewał i musiał przyznać, że całkiem nieźle się składało. Już otwierał usta
żeby coś powiedzieć, kiedy napotkał wrogie spojrzenie kuzyna. Czysta niema groźba zawarta w ciemnych tęczówkach
zmobilizowała go do zmiany tego, co zmierzał wygłosić. Cóż, poużywa sobie na nim
innym razem. W końcu co się odwlecze to nie uciecze czy jakoś tak.
— Ładna fryzura,
Łasic. — Mrugnął do Itachiego wesoło i całkiem ignorując mordercze łypnięcie
jakie dostał w odpowiedzi, skupił się na Mizu. — W domu się martwią, że tak
długo was nie ma.
— Właśnie miałam
mówić, że moglibyśmy się już zbierać, ale… — dziewczynka zerknęła z zawahaniem
na Liv, nie bardzo wiedząc co zrobić.
— Nic się nie
martw, zaraz temu zaradzimy. — Shisui uśmiechnął się szeroko, głaszcząc ją uspakajająco
po głowie. Zrobił krok i wyciągał już ręce żeby zgarnąć Senju, ale został
uprzedzony przez przyjaciela.
—Ja się tym
zajmę, a ty odprowadź Mizu — rzucił oschle Itachi, poprawiając ułożenie Liv w
swoich ramionach.
W oczach
Shisuiego pojawiły się psotne iskierki, gdy podszedł bliżej i odgarnął
zabłąkany kosmyk z policzka Senju. Omal się nie roześmiał widząc, że na ten
niewinny gest, Itachi wyraźnie zesztywniał.
— Kuzynie, ale przecież
mogę cię wyręczyć. Ja to zrobię z przyjemnością, a ty…
— Nie trzeba —
uciął szybko Itachi, odwracając się na pięcie. Chciał już odejść, kiedy silna
dłoń opadła mu na ramię, zatrzymując w miejscu.
— No, no. Kto by
pomyślał, że ty będziesz się tak bratał z wrogiem — wyszeptał Shisui do Itachiego
nachylając się nad jego uchem, po czym zniknął z Mizu w kłębie szarego dymu.
Pierwsza!
OdpowiedzUsuńOoooooo <3 ale ja uwielbiam, jak Itachi się brata z Liv, choć jak dla mnie to i tak za słabo ;D. Jejku, jakie to świetne, że Shisui tak się z nim drażni, naprawdę to taka perełka opowiadania! On doskonale wie, że to drażni Itachiego, ale ktoś musi sprawić, by okazał to, co czuje. No po prostu wszystcy to ich uczucie widzą: widzi Shisui, Mizu, Hakaze, Kamirama... tylko 2 geniuszy, Liv( głównie!) i Itachi tacy tępi ... ;p Wiesz co mi sie marzy? Gorący i namiętny pocałunek miedzy ta dwójką xd. Albo by Shisui bardziej sprowokował Itachiego jak tak dobrze mu to wychodzi, serio, ubaw większy niż obserwacja jak Łasica drażni Hakaze.
Ten cały Amata jest podejrzany. Podkablował na Liv i potem ma tu w **pie, w dodatku prowokuje naszą Senju. Trzeba mu się lepiej przyjrzeć.
Serio Dita za krótki ;D. Następnym razem proszę: szybciej pisać, wiekszej długości pisać, o wiele wiecej czułości miedzy ta dwójką pisać i Moon bedzie szczęśliwa (ale teraz też jest xd).
Dzieki za rozdział i cierpliwość do mnie i do usłyszenia <3
Wiem, jestem okrutna, że tak z miarka w ręku dozuję Wam te relacje pomiędzy Liv i Itachim xD.
UsuńCieszy mnie, że Shisui ma tylu zwolenników xD. Oj, napsuje on jeszcze krwi, geniuszowi klanu Uchiha :"D. Moja w tym głowa^^.
Huehuehuehue... jakie podpunkty co do wymagań. Wiedz, że przyjęłam je do wiadomości <3. Zobaczymy co się da zrobić z tym fantem^^.
Moon, do Ciebie ja zawszę będę mieć cierpliwość :*. Dziękuję za komcia i mam nadzieję, że uda mi się wsupłać do kolejnego rozdziału odrobinę więcej czułości xD.
Stwierdzam, że wcześniej kochałam to opowiadanie, ale teraz to dopiero je ubóstwiam. :3 Tak naprawdę to jedyne opowiadanie z "dodaną" postacią, które jestem w stanie normalnie czytać i się nim zachwycać ;) Dużo weny życzę! Pozdrawiam, Akuma Iri
OdpowiedzUsuńBardzo mnie cieszą Twoje słowa <3. Sama mam wstręt do "nowych" postaci, bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z dobrze dopracowaną i nie mdłą. Świadomość, że Tobie moja Liv odpowiada i przypadła do gustu, cieszy moje serducho.
UsuńDziękuję za wenę i komentarz :*. Pozdrawiam gorąco.
No tak szczerze to ja całkowicie popieram Moon - rozdział boski, świetny, ale jednak mi czegoś brakuje! No i żeby był dłuższy :3
OdpowiedzUsuńUwielbiam to opowiadanie coraz bardziej. Nie wiem jak to robisz, ale to prawda!
Relacja Shisuiego z Itachim jest świetna - kocham te docinki i próby starszego z kuzynów wyprowadzenia Łasica z równowagi. On chyba czeka tylko na odpowiedni moment, żeby zaatakować :3
Związek Liv i Kazamy jest najwidoczniej bardzo skomplikowany, skoro nasza Senju zaczęła się nad nim zastanawiać - nie wróży to nic dobrego dla Uchihy jeśli nie ruszy dupy, a nie tylko będzie wciąż zaprzeczać, że Liv to zwykła znajoma -.-
Amata równa się kłopoty! Ja już czuję, że zamierzasz ostro namieszać, bo gdy ten irytujący osobnik się dowie prawdy o Liv... to wtedy pewnie Itachi zrozumie, że jest w niej zakochany, ale będzie już za późno (proszę, nie kończ tak tego opowiadania!).
Ta retrospekcja, kiedy Liv obserwowała klan Uchiha i te wymienione spojrzenia z Itaczem... omomom <3 A potem jeszcze dowaliłaś z tym zasypianiem na ramieniu, z zazdrością i niesieniem na rękach - mam nadzieję, że w następnym rozdziale do tego nawiążesz. I że wgl coś się zacznie między nimi dziać, jakieś namiętne kissy czy nawet coś więcej ^^
Dodawaj już nowy rozdział, co? Jakoś zawsze mi się poprawia humor po przeczytaniu nowej notki! :D
Pozdrawiam, życzę dużo weny i przyjemności z pisania! :*
I kolejna zadowolona duszyczka <3. Jeszcze trochę, a będę musiała iść na detoks po takich pochwałach^^. Mówcie mi tak jeszcze <3.
UsuńShisui jest równie utalentowany co Itachi i można się po nim spodziewać niespodziewanego xD. On już wie jak odpowiednio podejść i nadgryźć upartego Łasica :3.
Och! Jako jedyna wyłapałaś związek Liv z Kazamą <3. Tak, tak... te relacje należą do wyjątkowo skomplikowanych. Wiadomo, genetyka i rasa nie wybiera...
Węszysz podstęp z panem delegatem... i nie dziwne. Pytanie tylko, czy bohaterowie dadzą się podejść, ale o tym ciiii...^^
Ty też Jesteś niedopieszczona, brakiem interakcji pomiędzy głównymi bohaterami. Kuźwa, na usprawiedliwienie mam to, że zapieram się rękami i nogami, przed wytworzeniem lukru w tym opku. Nie chcę żebyście przy czytaniu mówiły: o matko, ale kicz... O_O ja tak nieraz mam jak widzę niektóre opisy opowiadań i dlatego mam alergię. Postaram się troszkę ich rozruszać. Tyle jestem w stanie obiecać xD.
Cieszy mnie, że moje publikacje mają wpływ na Twój humor <3. Polecam się na przyszłość^^.
Dziękuję za komentarz i wenę, na pewno się przyda, jej nigdy za wiele xD. Przyjemność z pisania zawsze jest, zwłaszcza z takimi wspaniałymi czytelnikami <3.