13.11.2014

3. Puchata historia



Mam dla Was rozdział :3. Co prawda i tak wiem, że wolelibyście notkę ZR, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma XD. Ważne, że piszę… c’ne?
A teraz na poważnie, mam nadzieję, że błędy i inne cuda nie powybijają Wam oczu. Cóż, moja beta nadal jest gdzieś poza Internetami, raniąc mą duszę. W każdym razie jak widziała ten tekst (raz, widziała! To je sukces) to stwierdziła, że to jest cukier bez cukru :”D. No cóż… Ocenicie Sami :”>.

Niebetowane! Uwaga na nisko latające przecinki i inne cudeńka <3 Poprawka, cudowna Beta kuknęła na to coś <3

Betowała Tay <3 <3 <3



Liv opierała się nonszalancko o jeden z filarów w szkolnej auli, obserwując dyrektora Sarutobiego. Na trzeciej godzinie lekcyjnej zostali wezwani na apel i nawet dumała nad tym czy czasem go sobie nie odpuścić, ale ciekawość zwyciężyła.
Niski mężczyzna powolnym krokiem zmierzał do mikrofonu, a za nim — jak zwykle — czaił się Danzo. Wicedyrektor mroził wzrokiem pierwsze rzędy uczniów, zmuszając je do milczenia. Shimura miał wyjątkową pamięć do twarzy i jeżeli jakiś delikwent kiedykolwiek mu podpadł to później nie miał życia. Mężczyzna z zegarmistrzowską precyzją, wyłuskiwał winowajcę z tłumu na korytarzach i poddawał odpowiedniej karze. Tak, zdecydowanie każdy z podopiecznych placówki Konoha dobrze wiedział, że z Danzo nie ma żartów.
Łagodny uśmiech pojawił się na ustach dyrektora, kiedy zauważył niezwykłą ciszę jaka nagle zapanowała. Pokręcił jedynie głową łypiąc spod oka na zastępcę i odchrząknął ,stając na podium.
— Witajcie, moi drodzy. — Złożył ręce za plecami, z dumą patrząc na zdyscyplinowanych uczniów. — Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale co cztery lata nasza szkoła bierze udział w turnieju, mającym na celu wyłonienie najlepszej placówki dydaktycznej w kraju. — Uniósł dłoń uciszając pojedyncze szumy. — Jest to wielka szansa dla nas wszystkich, aby móc się jak najlepiej zareklamować, więc jak zwykle zgłosimy swój udział. Jednak mam dla was ciekawostkę, otóż w tym roku zaszły pewne zmiany w przepisach. Do tej pory każda uczelnia mogła wysyłać drużyny trzyosobowe, niezależnie od płci. Teraz w związku z propagowanym równouprawnieniem, warunkiem udziału jest wybór duetu koedukacyjnego. — Cała męska populacja słuchająca tego przemówienia, jęknęła łapiąc się za głowy. Zdegustowanym wzrokiem obrzucili znajdujące się w ich pobliżu koleżanki z wyraźnym skrzywieniem na wargach.
— Męskie, szowinistyczne świnie — warknęła pod nosem Liv, mrużąc ostrzegawczo powieki, kiedy kilka męskich spojrzeń wylądowało na niej.
— Proszę o spokój. — Sarutobi westchnął cicho, ściągając okulary i masując nasadę nosa. — Faktem jest, że nie byliśmy przygotowani na takie zmiany i teraz, eliminacje wewnątrzszkolne są wyjątkowo potrzebne. Reprezentowanie uczelni w tym turnieju nigdy nie cieszyło się wśród dziewcząt specjalną popularnością, więc nie mamy żadnych kandydatek. Dlatego od jutra do mojego gabinetu albo profesora Shimury, zapraszam duety chętne do wzięcia udziału. Wiek nie ma znaczenia, tak więc, nawet ci najmłodsi mają szansę się wykazać. — Hiruzen zamyślił się na chwilę, bezsłownie porozumiewając się ze stojącym obok Shimurą. Kiedy ten zachęcająco kiwnął głową, założył ponownie szkła i kontynuował: — Oczywiście reprezentanci mogą liczyć na pewne profity, są to między innymi: indywidualne toki nauczania, zwolnienie z egzaminów końcowych, anulowanie wszelkich kar i szlabanów…
Na te słowa dyrektora, oczy Liv rozbłysły radośnie. To była dla niej idealna szansa na wyrwanie się profesorowi Kato. Lepszej sobie wymarzyć nie mogła. Mimowolnie spojrzała w jego kierunku i bez zaskoczenia zanotowała, że patrzy właśnie na nią. Pionowa zmarszczka pomiędzy brwiami mężczyzny sugerowała, że domyślił się planów Senju i nie był z nich zadowolony. Liv przymrużyła powieki w irytacji, kiedy nieznacznie pokręcił głową, jasno dając do zrozumienia, że nie pozwoli jej uciec i nie ma nawet co próbować. W odpowiedzi uśmiechnęła się znacząco, zignorowała resztę przemówienia dyrektora i zatopiła się we własnych myślach.   
Liv szybkim krokiem szła w stronę opartego o parapet chłopaka. Wreszcie go znalazła i z trudem opanowała westchnienie zadowolenia z tego faktu. Mimo że nie miała najmniejszej ochoty na to spotkanie, to jakoś musiała się pozbyć balastu, który od wczoraj zalegał w jej torbie. W pierwszym odruchu miała zamiar wrzucić mu go do półki w szatni. Tak, to by było szybkie i proste rozwiązanie. Jednak po dłuższym namyśle dotarło do niej, że raczej nie zrobi tego niezauważona, a ludzie zamiast powiązać ją z parasolką pomyślą, że wrzuciła Itachiemu miłosny liścik. Do tego dopuścić nie mogła. A dlaczego akurat miłosny liścik? Otóż dlatego, że widziała prawdziwe stada dziewcząt z różowymi kopertami, wędrujące w kierunku jego szafki. Dziwnym trafem wracały już bez nich, a jakoś wątpiła żeby w czymś, co od góry do dołu zostało oblepione serduszkami, znajdowało się na przykład coś, czego zapomniał z sali. Tak, Liv nie należała do osób naiwnych.
Z trudem manewrowała pośród tłumu uczniów spędzających przerwę w lekcjach na korytarzu, uparcie brnąc do wyznaczonego celu.  W tym samym czasie Itachi, nie zwracając uwagi na otaczający zgiełk, stał z przymkniętymi oczami i stukał palcami o nogę zgiętą w kolanie. Liv niemal widziała jak uczennice zjadają go wzrokiem, kiedy się wzajemnie poszturchiwały i chichotały, wskazując na bruneta. No cóż, sama musiała przyznać, że prezentował się wyjątkowo korzystnie w tej pozycji, tak jakoś buntowniczo. Wrażenie potęgowała skórzana kurtka, którą miał przewieszoną nonszalancko przez ramię. Takim ubiorem zdecydowanie przyciągał niewieście spojrzenia, łaknące Uchihowej uwagi.
Kiedy wreszcie się znalazła tuż przed nim, odetchnęła głęboko, mimochodem dostrzegając, że chłopak ma w uszach słuchawki. To wyjaśniało fakt, że do tej pory nie zauważył obecności Liv, a miał ją praktycznie nosem. Z drugiej strony, w takim hałasie jaki stwarzali rozgadani uczniowie, człowiek mógłby nie usłyszeć spacerującego obok słonia.
Wyjątkowo świadoma morderczych spojrzeń wbijających się w plecy, pociągnęła Itachiego lekko za rękaw. Musiała załatwić to szybko, bo w innym wypadku zostanie oskalpowana przed długą przerwą, a tego raczej nie chciała. Ze zniecierpliwieniem patrzyła jak Uchiha powoli rozwarł powieki i, widząc kto go zaczepia, unosi brwi, jednocześnie wyjmując słuchawki.
— Oddaje — burknęła, wtykając mu w dłoń parasol.
Chłopak przyjrzał się swojej własności uważnie, jakby nad czymś dumając, a następnie — wprawiając Liv w niemałe zdziwienie — nacisnął mechanizm otwierania urządzenia. Zanim zdążyła zareagować została pociągnięta i przyparta do ściany.
— Co ty wyprawiasz, Uchiha? — Zdezorientowana otworzyła szerzej oczy, gdy pochylił się w jej kierunku, mimochodem rejestrując, że ustawił parasol tak, żeby nikt inny nie widział, co się za nim dzieje.
— Sprawdzam, czy działa — odpowiedział ze spokojem, uginając opartą koło głowy Liv rękę w łokciu, dzięki czemu znalazł się jeszcze bliżej.
— Czy ty właśnie zasugerowałeś, że mogłam ci ją zepsuć? — Łypnęła na niego spod przymrużonych powiek, starając się zignorować ciepły oddech owiewający policzek.
— Nie. Czasem się guzik zacina i to właśnie sprawdzam.
— Spoko, a teraz się cofnij — warknęła, ale kiedy ten nie wykonał żadnego ruchu dodała: — Uchiha, chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak to może wyglądać z boku…
— Uwierz, że doskonale z tego zdaję sobie sprawę.
— Zdajesz? — Powtórzyła jak echo, z niedowierzaniem śledząc jak Itachi chwyta jeden długi kosmyk jej włosów i nawija na palec.
— Mhm. — Kącik ust mu delikatnie zadrgał, kiedy zauważył zaskoczenie malujące się na twarzy stojącej przed nim dziewczyny, po czym odsunął się nonszalancko, błyskawicznie składając parasol i wrzucając go do swojej torby. — I nie ma za co, Senju. Polecam się na przyszłość — powiedział na odchodne i zniknął w tłumie uczniów.
Liv zamrugała intensywnie w reakcji na to, co przed chwilą miało miejsce. Nie rozumiała dlaczego Uchiha zachowywał się w ten sposób. Co nim kierowało? Miała wrażenie, że jest wplątywana w jakąś dziwną grę i nikt nie poinformował ją o obowiązujących w niej zasadach. Oniemiała potarła policzek, gdzie jeszcze przed chwilą czuła oddech chłopaka, dumając nad tą kwestią.
Głośny dźwięk dzwonka przerwał wykładowcy w pół słowa, na co z poirytowaniem odłożył wskaźnik. Z groźną miną odwrócił się od wiszącej na stojaku mapy w stronę słuchającej go młodzieży. Przez dłuższą chwilę patrzył na czekających w napięciu uczniów, po czym westchnął ciężko i machnął na nich dłonią, że mogą się pakować.
Liv uśmiechnęła się cierpko chowając swoje przybory i zarzucając torbę na ramię. Profesor Kato doskonale umiał wyćwiczyć każdą klasę. Już na początku roku dał im jasno do zrozumienia, że dzwonek to jest dla nauczyciela, a nie dla uczniów, więc mają czekać do momentu aż nie pozwoli im opuścić klasy.
Westchnęła głośno, kiedy wreszcie wyszła na korytarz. Z bezpiecznej odległości obserwowała zamykającego salę wykładowcę, który coś mówił do jakiegoś chłopaka ze starszego rocznika. Musiał się na coś nie zgadzać, bo kręcił w zaprzeczeniu głową. Nieznajomy skrzywił się z niezadowolenia, po czym pożegnał się krótko i pobiegł w stronę schodów. Dostrzegając uśmieszek satysfakcji u belfra, Liv automatycznie zmarszczyła nos, bo przypomniała jej się sytuacja sprzed paru minut.
— Całkowicie nie mogę zrozumieć, dlaczego przyczepił się właśnie do mnie — wyburczała po cichu, patrząc na oddalającego się nauczyciela. Dziś obdarzył ją po zajęciach takim uśmiechem, że momentalnie Liv zrobiło się zimno i zaczęła poważnie rozważać symulację choroby, żeby się wykpić od szlabanu.
— Wystarczy go trochę poobserwować, a zrozumiesz dlaczego ty. — Itachi wyrósł jak spod ziemi, pojawiając się za plecami Liv i podążając za jej spojrzeniem. W odpowiedzi dziewczyna łypnęła na niego nieprzyjaźnie, zaraz się odsuwając i krzyżując ręce na piersi.
— Podczas kary nic innego nie robię, geniuszu.
— Źle patrzysz — skwitował, odchodząc w stronę okna i przyglądając się na wychodzących z budynku uczniów. Zmarszczył lekko brew, jakby to co zobaczył nie za bardzo mu się podobało i kontynuował: — Zauważ, że zawsze trzyma się tych najcichszych i najspokojniejszych uczennic w szkole.
— Tia. I niby ja się niby do nich zaliczam? — zadrwiła, uśmiechając się złośliwie.
— Nie trzymasz się z żadną grupą, a to dosyć istotna sprawa. Ale rzeczywiście, charakter powinien cię dyskwalifikować. Może ciebie potraktował jako swoiste wyzwanie?
— Uchiha, przejdź do rzeczy…
— Taki fetysz. Kluczem jest niewinność, którą można sprofanować.
— Słucham? — Najpierw zamrugała intensywnie w niedowierzaniu, ale kiedy zobaczyła jego poważną minę, wybuchła śmiechem, zginając się w pół. Kiedy wreszcie przestała rechotać, otarła łzy z kącików oczu. — Niewinność… jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam tak bardzo naciąganej teorii, albo żarty się ciebie trzymają Uchiha.
— Nie wierzysz…
— Wybacz moją impertynencję, ale nie. — Liv uśmiechnęła się z pobłażaniem, poprawiając na ramieniu torbę i ruszając ku schodom. Wciąż kręcąc głową z rozbawienia, położyła dłoń na poręczy parskając cicho pod nosem.
— Dobrze, więc chodź ze mną.
— Co? Nigdzie z tobą nie idę — zaprotestowała gwałtownie, kiedy chwycił ją za nadgarstek i pociągnął korytarzem w stronę, gdzie szedł niedawno obgadywany nauczyciel. Zasyczała gniewnie, kiedy mimo jej oporów wciąż parł naprzód i w końcu odpuściła, nie chcąc robić scen przy ludziach. Zrównała się z nim, racząc go niezadowolonym spojrzeniem. Zasłoniła twarz przed gapiami, niesionym w dłoni podręcznikiem i wyburczała: — Rany, ale wstyd. I możesz już zabrać rękę, przecież idę.
Itachi obrzucił uważnym spojrzeniem profil Liv, jakby dumając nad propozycją, a później wzmocnił uścisk, nie zwalniając kroku.
— Nie.
Słysząc tę bezczelną odpowiedź aż zamrugała zaskoczona. Tego się nie spodziewała. Jednak Uchiha uznał, że to za mało wrażeń jak dla Senju i wyrwał dziewczynie książkę, zaraz wrzucając do swojej torby.
— Co ty sobie, do jasnej cholery, wyobrażasz?! — wysyczała gniewnie, chwytając Itachiego za ramię. Zanim zdążyła zarzucić go obelgami, jakie już miała na końcu języka została zakneblowana i obrócona w miejscu, tak że stała do niego plecami.
— Nie drzyj się tak, tylko patrz — wyszeptał jej do ucha i wychylił się z nią zza winkla. Liv z trudem opanowała wzdrygnięcie, gdy poczuła przyciśnięte do siebie ciepłe ciało Uchihy ale chcąc nie chcąc, spojrzała we wskazanym kierunku.
Momentalnie zlokalizowała spacerującego po opustoszałym korytarzu nauczyciela. Mężczyzna krążył pośród zaczytanych w podręcznikach uczennic, uśmiechając się półgębkiem. Widząc jak jego wzrok przesuwa się po tych całkowicie zaabsorbowanych nauką, zmarszczyła brwi.
Wciąż nie czuła się przekonana co do teorii Itachiego. Owszem, profesor Kato nawet nie zerkał na najpopularniejsze i najbardziej odważnie prezentujące się dziewczyny w szkole, ale żeby specjalnie interesował się tymi cichymi? Teoria mocno naciągana, tym bardziej, że Uchiha w tej kategorii skatalogował również ją. Ona i niewinność, dobre sobie. Jedyne co Liv łączyło z tymi kujonkami to to, że nie trzymała się żadnej grupy i nie biegała za chłopakami. Serio takie rzeczy pociągały pedofilów? Bez jaj.
Miała już zakończyć obserwację, kiedy coś zwróciło uwagę Senju. Jedna z tych najbardziej wycofanych ze szkolnego życia uczennic, zgubiła długopis, przechodząc tuż obok wykładowcy.
Liv aż drgnęła, dostrzegając charakterystyczny, perwersyjny uśmiech na twarzy nauczyciela, który momentalnie sprawił, że zrobiło jej się niedobrze. Nonszalanckim ruchem podniósł zgubę i podszedł do dziewczyny, nawiązując rozmowę. Nawet z tej odległości widziała jak szare oczy, przesuwają się po wysokich podkolanówkach uczennicy, zatrzymując się stanowczo za długo na krawędzi spódnicy od mundurka.
Niby nic nie znaczące gesty wzmogły czujność Liv. To tu dłoń dotykająca ramienia, tam zbliżenie twarzy podczas konspiracyjnego szeptu. Zmniejszenie odległości do bardziej intymnej, podczas komplementowania jej wisiorka, który musnął właśnie palcami. Musiał powiedzieć coś naprawdę interesującego, bo rozmówczyni zalała się wstydliwym rumieńcem, uciekając spojrzeniem w bok, a jednocześnie nie cofnęła się przed wścibskim dotykiem. Kato był naprawdę świetny w swojej roli. O mało nie zawarczała, gdy celowo przedłużył kontakt fizyczny, przytrzymując własność kujonki.
Liv musiała z niechęcią przyznać, że Uchiha chyba miał rację w swoich spostrzeżeniach. Żaden z innych nauczycieli nie zachowywał się w ten sposób i zastanawiała się, czy rzeczywiście wszystkie takie zabiegi mają na celu uwiedzenie uczennicy, czy może to dla Kato jedynie taki rodzaj sportu. Powoli zdjęła dłoń Itachiego, wciąż zakrywającą jej usta i wycofała się za róg.
 W zamyśleniu przeczesała palcami włosy, zagapiając się na niebo za oknem. Jej jedynym wyjściem z sytuacji, było uwolnienie się od przeklętego szlabanu, poprzez zgłoszenie do zawodów. A do tego potrzebowała partnera.
— Okej, z trudem to mówię, ale coś jest w tej twojej teorii — powiedziała nawet nie patrząc na bruneta, wciąż zajęta analizowaniem swojego pomysłu. — A teraz skoro usatysfakcjonowałam twoje ego, przyznając ci rację, spadam — rzuciła przez ramię, idąc w kierunku sali, gdzie miała następne zajęcia.
Wzdychając pod nosem wlokła się po schodach, jakby szła na ścięcie. W sumie to nie było dalekie od prawdy, bo uprzątanie kantorku z dyszącym w kark Kato, można porównać do tortur. W końcu spięła się w sobie przyśpieszając, motywując się, że im szybciej dotrze do celu, tym prędzej je opuści. Ta myśl kołatała się w głowie Liv, do momentu aż nie napotkała przeszkody na swojej drodze.
Zatrzymała się w pół kroku i widząc kto stoi na półpiętrze, aż przewróciła ze znudzeniem oczami. Z głośnym westchnieniem oparła się ramieniem o ścianę, zerkając z konsternacją na zegarek.
Do odjazdu metra Liv zostało jakieś pół godziny, a to dużo za mało jeśli chciała uporządkować przeklęty składzik i wyrobić się na czas. Do tego przewrotny los zesłał jej kolejną przeszkodę w postaci zakochanej pary, mającej właśnie miłosną schadzkę.
— Chciałam powiedzieć ci… że, ja… ale, bo widzisz… — pourywane słowa wychodzące z ust dziewczyny, kiedy próbowała wydusić z siebie miłosne wyznanie, sprawiały, że Liv aż zazgrzytała zębami z irytacji.
Naprawdę podziwiała cierpliwość chłopaka, który ze spokojem słuchał tego bełkotu. No cóż, mamrotająca należała do osób wyjątkowo atrakcyjnych i to chyba to, działało na słuchacza motywująco do czekania na dalszy pourywany ciąg.
Obrzuciła spojrzeniem jąkającą się blondynkę, krzywiąc się przy tym z politowaniem. Pomyślała, że jeżeli ktoś już decyduje się na wyznanie to mógłby się do tego jakoś przygotować… poćwiczyć przed lustrem albo coś w tym guście. Dzięki takiemu jakże prostemu zabiegowi, wszystko przebiegłoby szybko, sprawnie i bez wpadek.
Gdy dziewczyna po pięciu minutach, wciąż nie wydukała nic, co od biedy można uznać za zdanie, Liv westchnęła ciężko.
— Dobra, mała. Miałaś swój czas — sapnęła, ruszając się z miejsca. Wbiegła na górę i przeciskając się pomiędzy zdezorientowaną parą, rzuciła: — Wybacz, spieszy mi się, zaraz będziesz mogła spokojnie kontynuować.
Już była na ostatnim stopniu, kiedy poczuła silny uścisk na nadgarstku zatrzymujący ją w pół kroku.
— Co jest? — Zaskoczona odwróciła się przez ramię, chcąc się upewnić, kto ją złapał. Tak jak przypuszczała Liv, na przegubie zaciskała się znajoma elegancka dłoń. Powoli, z widocznym niezadowoleniem, przesunęła wzrok na twarz chłopaka. Ciemne jak noc oczy, wpatrywały się w nią intensywnie jakby chciały prześwietlić.
— Uchiha…
— Zaczekaj — odezwał się cicho Itachi, a następnie ponownie skupił uwagę na blondynce. Zanim Liv zdążyła zaprotestować, zwrócił się do wyraźnie speszonej dziewczyny. — Przepraszam cię, ale już mam kogoś na kim mi zależy — wyjaśnił ze spokojem.
Liv słysząc jego słowa aż zamrugała intensywnie zaskoczona tym wyznaniem. Jakoś nigdy jej nie przyszło do głowy, że Uchiha kogoś ma. W sumie nie interesowała się statusem Itachiego, ale zawsze, z automatu klasyfikowała go jako wolnego strzelca.
— Och… — westchnęła z wyraźnym zawodem adoratorka Uchihy, uśmiechając się z wysiłkiem. — Mam nadzieję, że się wam ułoży — wdusiła, z trudem hamując cisnące się do oczu łzy.
— Dziękuję.
Liv odprowadziła wzrokiem schodzącą w dół dziewczynę, po czym wbiła oczy w Itachiego z niemym pytaniem. Nie miała bladego pojęcia, dlaczego ją zatrzymał i szczerze mówiąc mało to Liv ciekawiło. Nawet nie czekałaby na żadne wyjaśnienia, gdyby nie wciąż zaciśnięte na nadgarstku, palce chłopaka.
— Jak chcesz się pozbyć swojego problemu? — Podszedł bliżej i oparł się o poręcz, patrząc na Liv spod rzęs. Senju zmrużyła lekko powieki, przyglądając się nieprzeniknionej twarzy Itachiego. Wiedziała o co pyta, chociaż wcale nie sprecyzował pytania.
— Wiesz, takie szaraczki jak ja, nie mają czasu na pogaduchy i inne przyjemności, więc wybacz ale robota czeka — mruknęła z wyraźną niechęcią, próbując odejść. Kiedy wciąż nie puszczał jej dłoni, westchnęła ciężko. — Uchiha, takim zachowaniem nie pomagasz…
— Składzik jest ogarnięty, a Kato już zakończył zajęcia i wyszedł — rzucił mimochodem, grzebiąc wolną ręką w swojej torbie. Po chwili wyciągnął podręcznik Liv i zamachał nim dziewczynie przed nosem. — Teraz chyba możesz odpowiedzieć na moje pytanie?
Liv zmarszczyła brwi, skupiając się na trzymanej przez Itachiego książce. Całkowicie zapomniała, że ją zarekwirował, zbyt zajęta roztrząsaniem sposobu na uwolnienie się od szlabanu.
Posłała brunetowi podejrzliwe spojrzenie, niedowierzając w to co słyszy. Nie mieściło jej się w głowie, że dobrowolnie odrobił za nią karę.
— Nawet jeśli to prawda, to i tak się śpieszę… — powiedziała, odbierając swoją własność i odwracając się w stronę wyjścia. — Rozumiesz, metro i te sprawy — rzuciła przez ramię, usiłując wyrwać rękę z uścisku.
— Rozumiem. Po drodze mi wytłumaczysz — odpowiedział spokojnie, równając się z Liv. Spojrzał na ich złączone dłonie, jakby nad czymś dumając, po czym wzruszył obojętnie ramionami. Sprawnym ruchem sprawił, że ich palce splotły się ze sobą.
— Matko, Uchiha! Możesz mnie puścić. Przecież ci nie ucieknę — sapnęła z niezadowoleniem wciągając ze świstem powietrze. Miała wrażenie, że cała skóra ją pali pod wpływem tego dotyku, i to dziwne uczucie rozprzestrzeniało się w górę jej ramienia. Zamilkła na chwilę, opanowując odruch aby rozetrzeć mrowiącą kończynę, po czym dodała: — A poza tym, ty mieszkasz w całkiem innym kierunku, to raz. A dwa, chyba nie bardzo chcę żeby ktoś zobaczył, że idziemy w ten sposób.
— Masz zaborczego chłopaka?
— Nie, ale…
— No to nie widzę problemu.
— W ogóle cię nie rozumiem — wymamrotała pod nosem, zerkając na niego kątem oka. Widząc, że nie żartował i rzeczywiście idzie z nią na stację, westchnęła. — Dobra, powiem ci, chociaż nie rozumiem dlaczego cię to interesuje. Mam plan, który pozwoli uwolnić się od Kato. Zadowolony?
— Niech zgadnę… planujesz wziąć udział w eliminacjach na reprezentanta szkoły.
— Brawo, geniuszu. Twoja domyślność mnie zadziwia, a teraz skoro zaspokoiłam twoją ciekawość…
— Masz już partnera? — Bezceremonialnie przerwał Liv w pół słowa, na co ta zawarczała bezgłośnie.
— Jeszcze…
— Tak myślałem — stwierdził Itachi ze znudzeniem, patrząc jak Liv odblokowuje bramkę kartą. Dostrzegając złośliwy uśmiech Senju, gdy zapaliła się zielona lampka oraz spojrzała sugestywnie na ich dłonie, przewrócił oczami i przeskoczył ponad, wciąż nie zwalniając uścisku.
— Czy ja się kiedykolwiek ciebie pozbędę? — jęknęła cierpiętniczo, kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Chcę ci wyświadczyć przysługę, bo w sumie ty wyjdziesz na tym z większa korzyścią — powiedział poważnym tonem, zatrzymując się z Liv przed torami. Patrzył na podjeżdżające pociągi, całkiem ignorując przechodzący obok niego tłum.
— Oświeć mnie, co takiego wymyśliłeś — mruknęła Liv sceptycznie, ustawiając się tak, żeby postronni ludzie nie widzieli, że trzymają się za ręce. Doprawdy nie rozumiała, dlaczego z taką zaciętością nie chciał jej puścić.
— Będę twoim partnerem do zgłoszenia — oznajmił, przyglądając się jakiejś grupce młodzieży, która wykłócała się przed wejściem do pojazdu.
— Okeeej, a teraz słucham, co za to chcesz i dlaczego mam niby się zgodzić — parsknęła, rozbawiona tym pomysłem.
— Zgodzisz się, ponieważ nikogo lepszego nie znajdziesz na moje miejsce — stwierdził z prostotą, odwracając się w stronę Liv.
— Uchiha, twoja skromność aż razi po oczach — zadrwiła, przymykając powieki i masując skroń. Od tej rozmowy powoli zaczynała boleć ją głowa, a hałas panujący wokoło nie pomagał.
— Ja jedynie stwierdzam fakty.
— Oczywiście, a teraz chcę wiedzieć co ty z tego będziesz miał.
— Nic, prócz dobrej zabawy.
— Jasne — prychnęła, otwierając jedno oko i patrząc na niego z politowaniem. — Uchiha, nie jestem naiwna, a ty nie wyglądasz na urodzonego altruistę. Co masz w tym za interes, ze mi pomagasz? Kawa na ławę.
—Dobra. — Itachi dostrzegając, że tym nie przekona Senju, skapitulował. Jego mina jasno dawała do zrozumienia, że nie jest zadowolony z ujawniania swoich motywów, ale nie miał innego wyjścia. — Zakład z kuzynem, chcę go pokonać w rywalizacji o stołek reprezentanta.
— No i nie prościej było powiedzieć od razu? — Liv westchnęła ciężko, przenosząc spojrzenie na wiszący zegar. Widząc, że jej odjazd jest za parę minut poruszyła się niespokojnie. — To jutro złapiemy się w szkole i zaniesiemy zgłoszenie.
— Już to zrobiłem.
— Słucham? Przecież… — Liv aż zawarczała ze złości zgrzytając zębami. Gdy ją olśniło, dźgnęła go placem w klatkę piersiową. — Ty to wszystko ukartowałeś!
— Tylko głupiec odrzuciłby taką ofertę i z góry założyłem, że nie należysz do tego typu ludzi — odpowiedział spokojnie, ciągnąc Senju do przedziału, gdy nadjechało metro.
— To cię nie usprawiedliwia, Uchiha!
— Cóż, może to sprawi, że mi wybaczysz — powiedział wpychając dziewczynę do środka, a następnie zmniejszając dystans pomiędzy nimi do minimum.
Liv zauważając co się dzieję odskoczyła jak oparzona, wpadając na fotel i siadając na nim z impetem. Zmroziła chłopaka jadowitym spojrzeniem, kątem oka z ulgą rejestrując, że nie mają żadnych świadków.
— Chciałem tylko powiedzieć, że jesteś wolna od momentu, kiedy wjechał twój pociąg — wyjaśnił, z trudem hamując śmiech na tak gwałtowną reakcję i wyskoczył przez zamykające się właśnie drzwi.

10 komentarzy:

  1. to mój pierwszy komentarz tutaj, ale czytam twojego bloga na bieżąco. Rozdział jest cudowny, nawet pomimo drobnych literówek. Cukru w ty mało ale i tak jest bosko ! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału Puchatej historii, jak i Zwaśnionych Rodów, więc błagam pisz szybciutko ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, bardzo mnie cieszy, że postanowiłaś/eś (zakładam, że Jesteś dziewczyną, ale nic nie wiadomo, bo kiedyś odezwał się chłopak :”D) dodać komentarz. Wszyscy nowi czytelnicy, komentujący itd. są mile widziani i gorąco oczekiwani <3.
      Mam nadzieję, że wszelkie literówki udało się wyłapać. Moje serce się raduje z takiego dobrego odbioru Cukru :>.
      Dziękuję za odzew i pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  2. Mega słodkie! :) Aż miło czytać, taki tajemniczy Itachi... :D Czekam na kontynuację :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam wielki plan, żeby Itachi był tajemniczy… trochę chyba wyszło, ale popracuję nad tym bardziej. Oooo… zauważyłaś minimalne ilości cukru, którego nie wiedziała moja Beta XD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Tak, tak, tak; w końcu doczekałam się kontynuacji! Och na litość wszystkich bożków shinto, dlatego w rzeczywistości liceum jest tak absorbujące i nie daje możliwości na przeżycie czegoś podobnego w realu? No już pomijam ten "mało" istotny fakt, że nie znalazłabym nigdzie takiego chłopaka jak Itachi, ale chodzi o sam fakt... Idziesz do szkoły średniej, myślisz, że twoje życie zamieni się w jakąś dramę czy harleqin, będzie jak w anime czy mandze - love story everywhere - a tu takie brutalne sprowadzenie do parteru rzeczywistości. So sad, so true...
    To opowiadanie jest... powiedziałabym, że prostsze niż ZR. Czytając można domyślić się dalszego rozwinięcia akcji, ale w gruncie rzeczy to wcale nie przeszkadza; wręcz przeciwnie, sprawia w jakiś osobliwy sposób, że to opowiadanie naprawdę robi się puchate xD No i zresztą nie wszystko znowu jest takie przewidywalne, takie drobne zaskoczenia są bardzo miłe i sprawiają, że micha mi się cieszy jeszcze bardziej.
    Lubię te zagrywki Uchihy, choć śmieszy mnie trochę reakcja Liv i fakt, że jeszcze nie kapnęła się, że on tam do niej coś ten teges... xp Choć w gruncie rzeczy ciężko byłoby przyzwyczaić się do myśli, że KTOŚ TAKI interesuje się kimś takim jak "ja", a więc po części rozumiem Senju, która jest oporna do wszystkiego chyba już dla zasady ;p
    Ciekawa jestem, jak rozwiniesz ten wątek z zawodami, co bardzo ciekawie wymyśliłaś. Mam nadzieję, że pobłądzą gdzieś w lesie i zostaną sam na sam ;D oj będzie się działo~! Już to czuję xD
    Czekam z niecierpliwością na kolejną część, bo to moje ulubione opowiadanie, którego głównym tematem jest romans ♥
    ~Kita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak cieszy mnie Twój entuzjazm na widok tego fika :”>. Serio, miałam niemały strach, że zostanie pożarte przez czytelników XD.
      Heh… pocieszę Cię, że moje liceum też było nudne. Romansów zero, akcji tyle samo… no może granie w karty na lekcjach w ostatnich ławkach należało do hardcorów :”D. Ja na pocieszenie miałam korytarze, a u Ciebie nawet tego nie ma :x. Ja nie wiem kto budował ten Twój budynek…
      Zgodzę się, że to opowiadanie jest mniej skomplikowane niż ZR i takie będzie, o ile nie wprowadzę tego co wydumał mój głupi umysł… jeżeli nie lubisz dramy to trzymaj kciuki za moje lenistwo, to ono zadecyduje który wariant wybiorę :”D. Beta ciśnie mnie o wersję light… (dramę — najwyżej napiszę miniaturkę xD)
      No przecie to szkolny, korytarzowy „Bóg” zagaja do Liv, to jak ma brać pod uwagę takie ciężkie rozkminy, że to z zainteresowania xD. Ale, ale… Senju też kiedyś coś tam zacznie świtać pod deklem, pytanie pozostaje tylko, kiedy? Oczywiście jak już załapie, że to chyba jednak nie jakiś podstęp…
      Cieszy mnie, że spodobał Ci się motyw zawodów. Mam już kilka wewnętrznych testów wymyślonych (napisanych na brudno też) i pomysły do głównych. Myślę że będzie ciekawie. Ach, ta rywalizacja i radość z wykonania zadań... endorfiny i te sprawy, mogą powodować dziwne zachowania XD.
      Dziękuję Ci za wyczerpujący komentarz, Kita <3. Pozdrawiam gorąco :*

      Usuń
    2. Budynek mojej szkoły stanowił kiedyś zakon kobiecy xD To chyba wszystko wyjaśnia ;p
      Ja tu jestem za wersją harcore! Lubię dobre dramy, a to opowiadanie jest bardzo dobre, więc da się z niego zrobić rewelacyjną dramę, a może nawet harleqin? x"D Nie no, teraz to już mnie fantazja poniosła. Bez harleqinów proszę, ale przeciwko "ambitnej" wersji nic nie mam ;]
      Bądź ideałem człowieka według Arystotelesa i pracuj nad sobą, a więc pracuj nad lenistwem i tym opem, możesz rozciągnąć je w czasie, bo nie obrażę się, jeśli będzie miało więcej niż symboliczne kilka rozdziałów :D
      Wodospadów weny~! :*
      ~Kita

      Usuń
    3. Budynek zakonu... jesu... w chowanego to tam nie grały XD.
      Ambitny harlequin, to jest mega wyzwanie :"D. Nie mam pojęcia czy podołam, ale kto wie... może dzięki temu będzie więcej cukru w cukrze :D. Trzymaj kciuki <3.
      Pracuję nad sobą, a raczej się staram pracować, a to już coś :"D. Od czegoś trzeba zacząć, prawda?
      Mówisz o rozciąganiu opowiadania... HA! Wreszcie coś co umiem! Ba! Ja jestem w tym mistrzem! Nigdy nie umiem się zmieścić w swoich założeniach i tak oto masz szansę czytać fika, który w ogólnym zarysie miał mieć trzy rozdziały. Nawet nie wspomnę, że już dawno powinni się przytulać, całować czy inne tego typu interakcje uskuteczniać. No cóż... wyszło jak zawsze... Kuźwa, jacyś tacy wstydliwi mi wychodzą ci bohaterowie XD.
      Ach...*staje pod wodospadem, czerpiąc wenę przez skórę* Bóg zapłać dobra kobieto, tego było mi trzeba <3

      Usuń
  4. Bardzo spodobał mi się rozdział. Jestem tutaj po raz pierwszy, ale na pewno wpadnę jeszcze kilkakrotnie. Już sobie zapisuję linka. Mało cukru, mało ^^. Czekam na więcej i zapraszam na:
    http://disappearance-of-muscle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że trafiłam w Twój gust :"3. Wszyscy chcecie cukru... cukier jest niezdrowy xD. Dziękuję za komentarz <3

      Usuń