Mam dla Was rozdział :3. Co prawda i tak wiem, że
wolelibyście notkę ZR, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma
XD. Ważne, że piszę… c’ne?
A teraz na poważnie, mam nadzieję, że błędy i inne
cuda nie powybijają Wam oczu. Cóż, moja beta nadal jest gdzieś poza
Internetami, raniąc mą duszę. W każdym razie jak widziała ten tekst (raz,
widziała! To je sukces) to stwierdziła, że to jest cukier bez cukru :”D. No
cóż… Ocenicie Sami :”>.
Niebetowane! Uwaga na nisko latające przecinki i
inne cudeńka <3 Poprawka, cudowna Beta kuknęła na to coś <3
Betowała Tay <3 <3 <3
Liv opierała się
nonszalancko o jeden z filarów w szkolnej auli, obserwując dyrektora
Sarutobiego. Na trzeciej godzinie lekcyjnej zostali wezwani na apel i nawet
dumała nad tym czy czasem go sobie nie odpuścić, ale ciekawość zwyciężyła.
Niski mężczyzna
powolnym krokiem zmierzał do mikrofonu, a za nim — jak zwykle — czaił się
Danzo. Wicedyrektor mroził wzrokiem pierwsze rzędy uczniów, zmuszając je do
milczenia. Shimura miał wyjątkową pamięć do twarzy i jeżeli jakiś delikwent
kiedykolwiek mu podpadł to później nie miał życia. Mężczyzna z zegarmistrzowską
precyzją, wyłuskiwał winowajcę z tłumu na korytarzach i poddawał odpowiedniej
karze. Tak, zdecydowanie każdy z podopiecznych placówki Konoha dobrze wiedział,
że z Danzo nie ma żartów.
Łagodny uśmiech
pojawił się na ustach dyrektora, kiedy zauważył niezwykłą ciszę jaka nagle
zapanowała. Pokręcił jedynie głową łypiąc spod oka na zastępcę i odchrząknął ,stając
na podium.
— Witajcie, moi
drodzy. — Złożył ręce za plecami, z dumą patrząc na zdyscyplinowanych uczniów.
— Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale co cztery lata nasza szkoła bierze udział w
turnieju, mającym na celu wyłonienie najlepszej placówki dydaktycznej w kraju.
— Uniósł dłoń uciszając pojedyncze szumy. — Jest to wielka szansa dla nas wszystkich,
aby móc się jak najlepiej zareklamować, więc jak zwykle zgłosimy swój udział.
Jednak mam dla was ciekawostkę, otóż w tym roku zaszły pewne zmiany w
przepisach. Do tej pory każda uczelnia mogła wysyłać drużyny trzyosobowe,
niezależnie od płci. Teraz w związku z propagowanym równouprawnieniem,
warunkiem udziału jest wybór duetu koedukacyjnego. — Cała męska populacja
słuchająca tego przemówienia, jęknęła łapiąc się za głowy. Zdegustowanym
wzrokiem obrzucili znajdujące się w ich pobliżu koleżanki z wyraźnym
skrzywieniem na wargach.
— Męskie,
szowinistyczne świnie — warknęła pod nosem Liv, mrużąc ostrzegawczo powieki,
kiedy kilka męskich spojrzeń wylądowało na niej.
— Proszę o
spokój. — Sarutobi westchnął cicho, ściągając okulary i masując nasadę nosa. — Faktem
jest, że nie byliśmy przygotowani na takie zmiany i teraz, eliminacje wewnątrzszkolne
są wyjątkowo potrzebne. Reprezentowanie uczelni w tym turnieju nigdy nie
cieszyło się wśród dziewcząt specjalną popularnością, więc nie mamy żadnych
kandydatek. Dlatego od jutra do mojego gabinetu albo profesora Shimury,
zapraszam duety chętne do wzięcia udziału. Wiek nie ma znaczenia, tak więc,
nawet ci najmłodsi mają szansę się wykazać. — Hiruzen zamyślił się na chwilę,
bezsłownie porozumiewając się ze stojącym obok Shimurą. Kiedy ten zachęcająco
kiwnął głową, założył ponownie szkła i kontynuował: — Oczywiście reprezentanci
mogą liczyć na pewne profity, są to między innymi: indywidualne toki nauczania,
zwolnienie z egzaminów końcowych, anulowanie wszelkich kar i szlabanów…
Na te słowa
dyrektora, oczy Liv rozbłysły radośnie. To była dla niej idealna szansa na
wyrwanie się profesorowi Kato. Lepszej sobie wymarzyć nie mogła. Mimowolnie
spojrzała w jego kierunku i bez zaskoczenia zanotowała, że patrzy właśnie na
nią. Pionowa zmarszczka pomiędzy brwiami mężczyzny sugerowała, że domyślił się
planów Senju i nie był z nich zadowolony. Liv przymrużyła powieki w irytacji,
kiedy nieznacznie pokręcił głową, jasno dając do zrozumienia, że nie pozwoli
jej uciec i nie ma nawet co próbować. W odpowiedzi uśmiechnęła się znacząco, zignorowała
resztę przemówienia dyrektora i zatopiła się we własnych myślach.
Liv szybkim krokiem
szła w stronę opartego o parapet chłopaka. Wreszcie go znalazła i z trudem
opanowała westchnienie zadowolenia z tego faktu. Mimo że nie miała najmniejszej
ochoty na to spotkanie, to jakoś musiała się pozbyć balastu, który od wczoraj zalegał
w jej torbie. W pierwszym odruchu miała zamiar wrzucić mu go do półki w szatni.
Tak, to by było szybkie i proste rozwiązanie. Jednak po dłuższym namyśle
dotarło do niej, że raczej nie zrobi tego niezauważona, a ludzie zamiast
powiązać ją z parasolką pomyślą, że wrzuciła Itachiemu miłosny liścik. Do tego dopuścić
nie mogła. A dlaczego akurat miłosny liścik? Otóż dlatego, że widziała
prawdziwe stada dziewcząt z różowymi kopertami, wędrujące w kierunku jego szafki.
Dziwnym trafem wracały już bez nich, a jakoś wątpiła żeby w czymś, co od góry
do dołu zostało oblepione serduszkami, znajdowało się na przykład coś, czego
zapomniał z sali. Tak, Liv nie należała do osób naiwnych.
Z trudem
manewrowała pośród tłumu uczniów spędzających przerwę w lekcjach na korytarzu,
uparcie brnąc do wyznaczonego celu. W
tym samym czasie Itachi, nie zwracając uwagi na otaczający zgiełk, stał z
przymkniętymi oczami i stukał palcami o nogę zgiętą w kolanie. Liv niemal
widziała jak uczennice zjadają go wzrokiem, kiedy się wzajemnie poszturchiwały
i chichotały, wskazując na bruneta. No cóż, sama musiała przyznać, że
prezentował się wyjątkowo korzystnie w tej pozycji, tak jakoś buntowniczo. Wrażenie
potęgowała skórzana kurtka, którą miał przewieszoną nonszalancko przez ramię.
Takim ubiorem zdecydowanie przyciągał niewieście spojrzenia, łaknące Uchihowej
uwagi.
Kiedy wreszcie się
znalazła tuż przed nim, odetchnęła głęboko, mimochodem dostrzegając, że chłopak
ma w uszach słuchawki. To wyjaśniało fakt, że do tej pory nie zauważył
obecności Liv, a miał ją praktycznie nosem. Z drugiej strony, w takim hałasie jaki
stwarzali rozgadani uczniowie, człowiek mógłby nie usłyszeć spacerującego obok
słonia.
Wyjątkowo
świadoma morderczych spojrzeń wbijających się w plecy, pociągnęła Itachiego
lekko za rękaw. Musiała załatwić to szybko, bo w innym wypadku zostanie
oskalpowana przed długą przerwą, a tego raczej nie chciała. Ze
zniecierpliwieniem patrzyła jak Uchiha powoli rozwarł powieki i, widząc kto go
zaczepia, unosi brwi, jednocześnie wyjmując słuchawki.
— Oddaje —
burknęła, wtykając mu w dłoń parasol.
Chłopak
przyjrzał się swojej własności uważnie, jakby nad czymś dumając, a następnie —
wprawiając Liv w niemałe zdziwienie — nacisnął mechanizm otwierania urządzenia.
Zanim zdążyła zareagować została pociągnięta i przyparta do ściany.
— Co ty
wyprawiasz, Uchiha? — Zdezorientowana otworzyła szerzej oczy, gdy pochylił się
w jej kierunku, mimochodem rejestrując, że ustawił parasol tak, żeby nikt inny
nie widział, co się za nim dzieje.
— Sprawdzam, czy
działa — odpowiedział ze spokojem, uginając opartą koło głowy Liv rękę w
łokciu, dzięki czemu znalazł się jeszcze bliżej.
— Czy ty właśnie
zasugerowałeś, że mogłam ci ją zepsuć? — Łypnęła na niego spod przymrużonych
powiek, starając się zignorować ciepły oddech owiewający policzek.
— Nie. Czasem
się guzik zacina i to właśnie sprawdzam.
— Spoko, a teraz
się cofnij — warknęła, ale kiedy ten nie wykonał żadnego ruchu dodała: —
Uchiha, chyba nie zdajesz sobie sprawy, jak to może wyglądać z boku…
— Uwierz, że
doskonale z tego zdaję sobie sprawę.
— Zdajesz? —
Powtórzyła jak echo, z niedowierzaniem śledząc jak Itachi chwyta jeden długi
kosmyk jej włosów i nawija na palec.
— Mhm. — Kącik
ust mu delikatnie zadrgał, kiedy zauważył zaskoczenie malujące się na twarzy
stojącej przed nim dziewczyny, po czym odsunął się nonszalancko, błyskawicznie
składając parasol i wrzucając go do swojej torby. — I nie ma za co, Senju.
Polecam się na przyszłość — powiedział na odchodne i zniknął w tłumie uczniów.
Liv zamrugała
intensywnie w reakcji na to, co przed chwilą miało miejsce. Nie rozumiała
dlaczego Uchiha zachowywał się w ten sposób. Co nim kierowało? Miała wrażenie,
że jest wplątywana w jakąś dziwną grę i nikt nie poinformował ją o obowiązujących
w niej zasadach. Oniemiała potarła policzek, gdzie jeszcze przed chwilą czuła
oddech chłopaka, dumając nad tą kwestią.
Głośny dźwięk
dzwonka przerwał wykładowcy w pół słowa, na co z poirytowaniem odłożył
wskaźnik. Z groźną miną odwrócił się od wiszącej na stojaku mapy w stronę
słuchającej go młodzieży. Przez dłuższą chwilę patrzył na czekających w
napięciu uczniów, po czym westchnął ciężko i machnął na nich dłonią, że mogą
się pakować.
Liv uśmiechnęła
się cierpko chowając swoje przybory i zarzucając torbę na ramię. Profesor Kato
doskonale umiał wyćwiczyć każdą klasę. Już na początku roku dał im jasno do
zrozumienia, że dzwonek to jest dla nauczyciela, a nie dla uczniów, więc mają
czekać do momentu aż nie pozwoli im opuścić klasy.
Westchnęła głośno,
kiedy wreszcie wyszła na korytarz. Z bezpiecznej odległości obserwowała
zamykającego salę wykładowcę, który coś mówił do jakiegoś chłopaka ze starszego
rocznika. Musiał się na coś nie zgadzać, bo kręcił w zaprzeczeniu głową.
Nieznajomy skrzywił się z niezadowolenia, po czym pożegnał się krótko i pobiegł
w stronę schodów. Dostrzegając uśmieszek satysfakcji u belfra, Liv
automatycznie zmarszczyła nos, bo przypomniała jej się sytuacja sprzed paru
minut.
— Całkowicie nie
mogę zrozumieć, dlaczego przyczepił się właśnie do mnie — wyburczała po cichu,
patrząc na oddalającego się nauczyciela. Dziś obdarzył ją po zajęciach takim
uśmiechem, że momentalnie Liv zrobiło się zimno i zaczęła poważnie rozważać
symulację choroby, żeby się wykpić od szlabanu.
— Wystarczy go
trochę poobserwować, a zrozumiesz dlaczego ty. — Itachi wyrósł jak spod ziemi,
pojawiając się za plecami Liv i podążając za jej spojrzeniem. W odpowiedzi
dziewczyna łypnęła na niego nieprzyjaźnie, zaraz się odsuwając i krzyżując ręce
na piersi.
— Podczas kary
nic innego nie robię, geniuszu.
— Źle patrzysz —
skwitował, odchodząc w stronę okna i przyglądając się na wychodzących z budynku
uczniów. Zmarszczył lekko brew, jakby to co zobaczył nie za bardzo mu się
podobało i kontynuował: — Zauważ, że zawsze trzyma się tych najcichszych i
najspokojniejszych uczennic w szkole.
— Tia. I niby ja
się niby do nich zaliczam? — zadrwiła, uśmiechając się złośliwie.
— Nie trzymasz
się z żadną grupą, a to dosyć istotna sprawa. Ale rzeczywiście, charakter
powinien cię dyskwalifikować. Może ciebie potraktował jako swoiste wyzwanie?
— Uchiha,
przejdź do rzeczy…
— Taki fetysz. Kluczem
jest niewinność, którą można sprofanować.
— Słucham? —
Najpierw zamrugała intensywnie w niedowierzaniu, ale kiedy zobaczyła jego
poważną minę, wybuchła śmiechem, zginając się w pół. Kiedy wreszcie przestała
rechotać, otarła łzy z kącików oczu. — Niewinność… jeszcze nigdy w życiu nie
słyszałam tak bardzo naciąganej teorii, albo żarty się ciebie trzymają Uchiha.
— Nie wierzysz…
— Wybacz moją impertynencję,
ale nie. — Liv uśmiechnęła się z pobłażaniem, poprawiając na ramieniu torbę i
ruszając ku schodom. Wciąż kręcąc głową z rozbawienia, położyła dłoń na poręczy
parskając cicho pod nosem.
— Dobrze, więc
chodź ze mną.
— Co? Nigdzie z
tobą nie idę — zaprotestowała gwałtownie, kiedy chwycił ją za nadgarstek i
pociągnął korytarzem w stronę, gdzie szedł niedawno obgadywany nauczyciel.
Zasyczała gniewnie, kiedy mimo jej oporów wciąż parł naprzód i w końcu
odpuściła, nie chcąc robić scen przy ludziach. Zrównała się z nim, racząc go
niezadowolonym spojrzeniem. Zasłoniła twarz przed gapiami, niesionym w dłoni
podręcznikiem i wyburczała: — Rany, ale wstyd. I możesz już zabrać rękę,
przecież idę.
Itachi obrzucił
uważnym spojrzeniem profil Liv, jakby dumając nad propozycją, a później
wzmocnił uścisk, nie zwalniając kroku.
— Nie.
Słysząc tę
bezczelną odpowiedź aż zamrugała zaskoczona. Tego się nie spodziewała. Jednak
Uchiha uznał, że to za mało wrażeń jak dla Senju i wyrwał dziewczynie książkę,
zaraz wrzucając do swojej torby.
— Co ty sobie,
do jasnej cholery, wyobrażasz?! — wysyczała gniewnie, chwytając Itachiego za
ramię. Zanim zdążyła zarzucić go obelgami, jakie już miała na końcu języka
została zakneblowana i obrócona w miejscu, tak że stała do niego plecami.
— Nie drzyj się
tak, tylko patrz — wyszeptał jej do ucha i wychylił się z nią zza winkla. Liv z
trudem opanowała wzdrygnięcie, gdy poczuła przyciśnięte do siebie ciepłe ciało
Uchihy ale chcąc nie chcąc, spojrzała we wskazanym kierunku.
Momentalnie
zlokalizowała spacerującego po opustoszałym korytarzu nauczyciela. Mężczyzna
krążył pośród zaczytanych w podręcznikach uczennic, uśmiechając się półgębkiem.
Widząc jak jego wzrok przesuwa się po tych całkowicie zaabsorbowanych nauką,
zmarszczyła brwi.
Wciąż nie czuła
się przekonana co do teorii Itachiego. Owszem, profesor Kato nawet nie zerkał
na najpopularniejsze i najbardziej odważnie prezentujące się dziewczyny w
szkole, ale żeby specjalnie interesował się tymi cichymi? Teoria mocno
naciągana, tym bardziej, że Uchiha w tej kategorii skatalogował również ją. Ona
i niewinność, dobre sobie. Jedyne co Liv łączyło z tymi kujonkami to to, że nie
trzymała się żadnej grupy i nie biegała za chłopakami. Serio takie rzeczy
pociągały pedofilów? Bez jaj.
Miała już
zakończyć obserwację, kiedy coś zwróciło uwagę Senju. Jedna z tych najbardziej
wycofanych ze szkolnego życia uczennic, zgubiła długopis, przechodząc tuż obok
wykładowcy.
Liv aż drgnęła,
dostrzegając charakterystyczny, perwersyjny uśmiech na twarzy nauczyciela,
który momentalnie sprawił, że zrobiło jej się niedobrze. Nonszalanckim ruchem
podniósł zgubę i podszedł do dziewczyny, nawiązując rozmowę. Nawet z tej
odległości widziała jak szare oczy, przesuwają się po wysokich podkolanówkach
uczennicy, zatrzymując się stanowczo za długo na krawędzi spódnicy od mundurka.
Niby nic nie
znaczące gesty wzmogły czujność Liv. To tu dłoń dotykająca ramienia, tam zbliżenie
twarzy podczas konspiracyjnego szeptu. Zmniejszenie odległości do bardziej
intymnej, podczas komplementowania jej wisiorka, który musnął właśnie palcami.
Musiał powiedzieć coś naprawdę interesującego, bo rozmówczyni zalała się
wstydliwym rumieńcem, uciekając spojrzeniem w bok, a jednocześnie nie cofnęła
się przed wścibskim dotykiem. Kato był naprawdę świetny w swojej roli. O mało
nie zawarczała, gdy celowo przedłużył kontakt fizyczny, przytrzymując własność
kujonki.
Liv musiała z
niechęcią przyznać, że Uchiha chyba miał rację w swoich spostrzeżeniach. Żaden
z innych nauczycieli nie zachowywał się w ten sposób i zastanawiała się, czy
rzeczywiście wszystkie takie zabiegi mają na celu uwiedzenie uczennicy, czy
może to dla Kato jedynie taki rodzaj sportu. Powoli zdjęła dłoń Itachiego,
wciąż zakrywającą jej usta i wycofała się za róg.
W zamyśleniu przeczesała palcami włosy,
zagapiając się na niebo za oknem. Jej jedynym wyjściem z sytuacji, było uwolnienie
się od przeklętego szlabanu, poprzez zgłoszenie do zawodów. A do tego
potrzebowała partnera.
— Okej, z trudem
to mówię, ale coś jest w tej twojej teorii — powiedziała nawet nie patrząc na
bruneta, wciąż zajęta analizowaniem swojego pomysłu. — A teraz skoro
usatysfakcjonowałam twoje ego, przyznając ci rację, spadam — rzuciła przez
ramię, idąc w kierunku sali, gdzie miała następne zajęcia.
Wzdychając pod
nosem wlokła się po schodach, jakby szła na ścięcie. W sumie to nie było
dalekie od prawdy, bo uprzątanie kantorku z dyszącym w kark Kato, można
porównać do tortur. W końcu spięła się w sobie przyśpieszając, motywując się,
że im szybciej dotrze do celu, tym prędzej je opuści. Ta myśl kołatała się w
głowie Liv, do momentu aż nie napotkała przeszkody na swojej drodze.
Zatrzymała się w
pół kroku i widząc kto stoi na półpiętrze, aż przewróciła ze znudzeniem oczami.
Z głośnym westchnieniem oparła się ramieniem o ścianę, zerkając z konsternacją
na zegarek.
Do odjazdu metra
Liv zostało jakieś pół godziny, a to dużo za mało jeśli chciała uporządkować
przeklęty składzik i wyrobić się na czas. Do tego przewrotny los zesłał jej
kolejną przeszkodę w postaci zakochanej pary, mającej właśnie miłosną schadzkę.
— Chciałam
powiedzieć ci… że, ja… ale, bo widzisz… — pourywane słowa wychodzące z ust
dziewczyny, kiedy próbowała wydusić z siebie miłosne wyznanie, sprawiały, że
Liv aż zazgrzytała zębami z irytacji.
Naprawdę
podziwiała cierpliwość chłopaka, który ze spokojem słuchał tego bełkotu. No
cóż, mamrotająca należała do osób wyjątkowo atrakcyjnych i to chyba to,
działało na słuchacza motywująco do czekania na dalszy pourywany ciąg.
Obrzuciła
spojrzeniem jąkającą się blondynkę, krzywiąc się przy tym z politowaniem.
Pomyślała, że jeżeli ktoś już decyduje się na wyznanie to mógłby się do tego
jakoś przygotować… poćwiczyć przed lustrem albo coś w tym guście. Dzięki
takiemu jakże prostemu zabiegowi, wszystko przebiegłoby szybko, sprawnie i bez
wpadek.
Gdy dziewczyna
po pięciu minutach, wciąż nie wydukała nic, co od biedy można uznać za zdanie,
Liv westchnęła ciężko.
— Dobra, mała.
Miałaś swój czas — sapnęła, ruszając się z miejsca. Wbiegła na górę i
przeciskając się pomiędzy zdezorientowaną parą, rzuciła: — Wybacz, spieszy mi
się, zaraz będziesz mogła spokojnie kontynuować.
Już była na
ostatnim stopniu, kiedy poczuła silny uścisk na nadgarstku zatrzymujący ją w
pół kroku.
— Co jest? — Zaskoczona
odwróciła się przez ramię, chcąc się upewnić, kto ją złapał. Tak jak
przypuszczała Liv, na przegubie zaciskała się znajoma elegancka dłoń. Powoli, z
widocznym niezadowoleniem, przesunęła wzrok na twarz chłopaka. Ciemne jak noc
oczy, wpatrywały się w nią intensywnie jakby chciały prześwietlić.
— Uchiha…
— Zaczekaj —
odezwał się cicho Itachi, a następnie ponownie skupił uwagę na blondynce. Zanim
Liv zdążyła zaprotestować, zwrócił się do wyraźnie speszonej dziewczyny. —
Przepraszam cię, ale już mam kogoś na kim mi zależy — wyjaśnił ze spokojem.
Liv słysząc jego
słowa aż zamrugała intensywnie zaskoczona tym wyznaniem. Jakoś nigdy jej nie
przyszło do głowy, że Uchiha kogoś ma. W sumie nie interesowała się statusem
Itachiego, ale zawsze, z automatu klasyfikowała go jako wolnego strzelca.
— Och… —
westchnęła z wyraźnym zawodem adoratorka Uchihy, uśmiechając się z wysiłkiem. —
Mam nadzieję, że się wam ułoży — wdusiła, z trudem hamując cisnące się do oczu
łzy.
— Dziękuję.
Liv odprowadziła
wzrokiem schodzącą w dół dziewczynę, po czym wbiła oczy w Itachiego z niemym
pytaniem. Nie miała bladego pojęcia, dlaczego ją zatrzymał i szczerze mówiąc
mało to Liv ciekawiło. Nawet nie czekałaby na żadne wyjaśnienia, gdyby nie
wciąż zaciśnięte na nadgarstku, palce chłopaka.
— Jak chcesz się
pozbyć swojego problemu? — Podszedł bliżej i oparł się o poręcz, patrząc na Liv
spod rzęs. Senju zmrużyła lekko powieki, przyglądając się nieprzeniknionej
twarzy Itachiego. Wiedziała o co pyta, chociaż wcale nie sprecyzował pytania.
— Wiesz, takie
szaraczki jak ja, nie mają czasu na pogaduchy i inne przyjemności, więc wybacz
ale robota czeka — mruknęła z wyraźną niechęcią, próbując odejść. Kiedy wciąż
nie puszczał jej dłoni, westchnęła ciężko. — Uchiha, takim zachowaniem nie
pomagasz…
— Składzik jest
ogarnięty, a Kato już zakończył zajęcia i wyszedł — rzucił mimochodem, grzebiąc
wolną ręką w swojej torbie. Po chwili wyciągnął podręcznik Liv i zamachał nim
dziewczynie przed nosem. — Teraz chyba możesz odpowiedzieć na moje pytanie?
Liv zmarszczyła
brwi, skupiając się na trzymanej przez Itachiego książce. Całkowicie
zapomniała, że ją zarekwirował, zbyt zajęta roztrząsaniem sposobu na uwolnienie
się od szlabanu.
Posłała
brunetowi podejrzliwe spojrzenie, niedowierzając w to co słyszy. Nie mieściło
jej się w głowie, że dobrowolnie odrobił za nią karę.
— Nawet jeśli to
prawda, to i tak się śpieszę… — powiedziała, odbierając swoją własność i
odwracając się w stronę wyjścia. — Rozumiesz, metro i te sprawy — rzuciła przez
ramię, usiłując wyrwać rękę z uścisku.
— Rozumiem. Po
drodze mi wytłumaczysz — odpowiedział spokojnie, równając się z Liv. Spojrzał
na ich złączone dłonie, jakby nad czymś dumając, po czym wzruszył obojętnie
ramionami. Sprawnym ruchem sprawił, że ich palce splotły się ze sobą.
— Matko, Uchiha!
Możesz mnie puścić. Przecież ci nie ucieknę — sapnęła z niezadowoleniem
wciągając ze świstem powietrze. Miała wrażenie, że cała skóra ją pali pod
wpływem tego dotyku, i to dziwne uczucie rozprzestrzeniało się w górę jej
ramienia. Zamilkła na chwilę, opanowując odruch aby rozetrzeć mrowiącą kończynę,
po czym dodała: — A poza tym, ty mieszkasz w całkiem innym kierunku, to raz. A
dwa, chyba nie bardzo chcę żeby ktoś zobaczył, że idziemy w ten sposób.
— Masz
zaborczego chłopaka?
— Nie, ale…
— No to nie
widzę problemu.
— W ogóle cię
nie rozumiem — wymamrotała pod nosem, zerkając na niego kątem oka. Widząc, że
nie żartował i rzeczywiście idzie z nią na stację, westchnęła. — Dobra, powiem
ci, chociaż nie rozumiem dlaczego cię to interesuje. Mam plan, który pozwoli
uwolnić się od Kato. Zadowolony?
— Niech zgadnę…
planujesz wziąć udział w eliminacjach na reprezentanta szkoły.
— Brawo,
geniuszu. Twoja domyślność mnie zadziwia, a teraz skoro zaspokoiłam twoją
ciekawość…
— Masz już
partnera? — Bezceremonialnie przerwał Liv w pół słowa, na co ta zawarczała bezgłośnie.
— Jeszcze…
— Tak myślałem —
stwierdził Itachi ze znudzeniem, patrząc jak Liv odblokowuje bramkę kartą. Dostrzegając złośliwy uśmiech Senju, gdy zapaliła się zielona lampka oraz spojrzała
sugestywnie na ich dłonie, przewrócił oczami i przeskoczył ponad, wciąż nie
zwalniając uścisku.
— Czy ja się
kiedykolwiek ciebie pozbędę? — jęknęła cierpiętniczo, kręcąc z niedowierzaniem
głową.
— Chcę ci
wyświadczyć przysługę, bo w sumie ty wyjdziesz na tym z większa korzyścią —
powiedział poważnym tonem, zatrzymując się z Liv przed torami. Patrzył na
podjeżdżające pociągi, całkiem ignorując przechodzący obok niego tłum.
— Oświeć mnie,
co takiego wymyśliłeś — mruknęła Liv sceptycznie, ustawiając się tak, żeby
postronni ludzie nie widzieli, że trzymają się za ręce. Doprawdy nie rozumiała,
dlaczego z taką zaciętością nie chciał jej puścić.
— Będę twoim
partnerem do zgłoszenia — oznajmił, przyglądając się jakiejś grupce młodzieży,
która wykłócała się przed wejściem do pojazdu.
— Okeeej, a
teraz słucham, co za to chcesz i dlaczego mam niby się zgodzić — parsknęła,
rozbawiona tym pomysłem.
— Zgodzisz się,
ponieważ nikogo lepszego nie znajdziesz na moje miejsce — stwierdził z
prostotą, odwracając się w stronę Liv.
— Uchiha, twoja
skromność aż razi po oczach — zadrwiła, przymykając powieki i masując skroń. Od
tej rozmowy powoli zaczynała boleć ją głowa, a hałas panujący wokoło nie
pomagał.
— Ja jedynie
stwierdzam fakty.
— Oczywiście, a
teraz chcę wiedzieć co ty z tego będziesz miał.
— Nic, prócz
dobrej zabawy.
— Jasne —
prychnęła, otwierając jedno oko i patrząc na niego z politowaniem. — Uchiha,
nie jestem naiwna, a ty nie wyglądasz na urodzonego altruistę. Co masz w tym za
interes, ze mi pomagasz? Kawa na ławę.
—Dobra. — Itachi dostrzegając, że tym nie przekona Senju, skapitulował. Jego mina jasno dawała do zrozumienia, że nie jest zadowolony z ujawniania swoich motywów, ale nie miał innego wyjścia. — Zakład z kuzynem, chcę
go pokonać w rywalizacji o stołek reprezentanta.
— No i nie
prościej było powiedzieć od razu? — Liv westchnęła ciężko, przenosząc
spojrzenie na wiszący zegar. Widząc, że jej odjazd jest za parę minut poruszyła
się niespokojnie. — To jutro złapiemy się w szkole i zaniesiemy zgłoszenie.
— Już to
zrobiłem.
— Słucham?
Przecież… — Liv aż zawarczała ze złości zgrzytając zębami. Gdy ją olśniło, dźgnęła
go placem w klatkę piersiową. — Ty to wszystko ukartowałeś!
— Tylko głupiec
odrzuciłby taką ofertę i z góry założyłem, że nie należysz do tego typu ludzi —
odpowiedział spokojnie, ciągnąc Senju do przedziału, gdy nadjechało metro.
— To cię nie
usprawiedliwia, Uchiha!
— Cóż, może to
sprawi, że mi wybaczysz — powiedział wpychając dziewczynę do środka, a
następnie zmniejszając dystans pomiędzy nimi do minimum.
Liv zauważając
co się dzieję odskoczyła jak oparzona, wpadając na fotel i siadając na nim z
impetem. Zmroziła chłopaka jadowitym spojrzeniem, kątem oka z ulgą rejestrując, że
nie mają żadnych świadków.
— Chciałem tylko
powiedzieć, że jesteś wolna od momentu, kiedy wjechał twój pociąg — wyjaśnił, z
trudem hamując śmiech na tak gwałtowną reakcję i wyskoczył przez zamykające się
właśnie drzwi.
to mój pierwszy komentarz tutaj, ale czytam twojego bloga na bieżąco. Rozdział jest cudowny, nawet pomimo drobnych literówek. Cukru w ty mało ale i tak jest bosko ! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału Puchatej historii, jak i Zwaśnionych Rodów, więc błagam pisz szybciutko ! :*
OdpowiedzUsuńWitaj, bardzo mnie cieszy, że postanowiłaś/eś (zakładam, że Jesteś dziewczyną, ale nic nie wiadomo, bo kiedyś odezwał się chłopak :”D) dodać komentarz. Wszyscy nowi czytelnicy, komentujący itd. są mile widziani i gorąco oczekiwani <3.
UsuńMam nadzieję, że wszelkie literówki udało się wyłapać. Moje serce się raduje z takiego dobrego odbioru Cukru :>.
Dziękuję za odzew i pozdrawiam cieplutko.
Mega słodkie! :) Aż miło czytać, taki tajemniczy Itachi... :D Czekam na kontynuację :3
OdpowiedzUsuńMiałam wielki plan, żeby Itachi był tajemniczy… trochę chyba wyszło, ale popracuję nad tym bardziej. Oooo… zauważyłaś minimalne ilości cukru, którego nie wiedziała moja Beta XD. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)
UsuńTak, tak, tak; w końcu doczekałam się kontynuacji! Och na litość wszystkich bożków shinto, dlatego w rzeczywistości liceum jest tak absorbujące i nie daje możliwości na przeżycie czegoś podobnego w realu? No już pomijam ten "mało" istotny fakt, że nie znalazłabym nigdzie takiego chłopaka jak Itachi, ale chodzi o sam fakt... Idziesz do szkoły średniej, myślisz, że twoje życie zamieni się w jakąś dramę czy harleqin, będzie jak w anime czy mandze - love story everywhere - a tu takie brutalne sprowadzenie do parteru rzeczywistości. So sad, so true...
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest... powiedziałabym, że prostsze niż ZR. Czytając można domyślić się dalszego rozwinięcia akcji, ale w gruncie rzeczy to wcale nie przeszkadza; wręcz przeciwnie, sprawia w jakiś osobliwy sposób, że to opowiadanie naprawdę robi się puchate xD No i zresztą nie wszystko znowu jest takie przewidywalne, takie drobne zaskoczenia są bardzo miłe i sprawiają, że micha mi się cieszy jeszcze bardziej.
Lubię te zagrywki Uchihy, choć śmieszy mnie trochę reakcja Liv i fakt, że jeszcze nie kapnęła się, że on tam do niej coś ten teges... xp Choć w gruncie rzeczy ciężko byłoby przyzwyczaić się do myśli, że KTOŚ TAKI interesuje się kimś takim jak "ja", a więc po części rozumiem Senju, która jest oporna do wszystkiego chyba już dla zasady ;p
Ciekawa jestem, jak rozwiniesz ten wątek z zawodami, co bardzo ciekawie wymyśliłaś. Mam nadzieję, że pobłądzą gdzieś w lesie i zostaną sam na sam ;D oj będzie się działo~! Już to czuję xD
Czekam z niecierpliwością na kolejną część, bo to moje ulubione opowiadanie, którego głównym tematem jest romans ♥
~Kita
Nawet nie wiesz, jak cieszy mnie Twój entuzjazm na widok tego fika :”>. Serio, miałam niemały strach, że zostanie pożarte przez czytelników XD.
UsuńHeh… pocieszę Cię, że moje liceum też było nudne. Romansów zero, akcji tyle samo… no może granie w karty na lekcjach w ostatnich ławkach należało do hardcorów :”D. Ja na pocieszenie miałam korytarze, a u Ciebie nawet tego nie ma :x. Ja nie wiem kto budował ten Twój budynek…
Zgodzę się, że to opowiadanie jest mniej skomplikowane niż ZR i takie będzie, o ile nie wprowadzę tego co wydumał mój głupi umysł… jeżeli nie lubisz dramy to trzymaj kciuki za moje lenistwo, to ono zadecyduje który wariant wybiorę :”D. Beta ciśnie mnie o wersję light… (dramę — najwyżej napiszę miniaturkę xD)
No przecie to szkolny, korytarzowy „Bóg” zagaja do Liv, to jak ma brać pod uwagę takie ciężkie rozkminy, że to z zainteresowania xD. Ale, ale… Senju też kiedyś coś tam zacznie świtać pod deklem, pytanie pozostaje tylko, kiedy? Oczywiście jak już załapie, że to chyba jednak nie jakiś podstęp…
Cieszy mnie, że spodobał Ci się motyw zawodów. Mam już kilka wewnętrznych testów wymyślonych (napisanych na brudno też) i pomysły do głównych. Myślę że będzie ciekawie. Ach, ta rywalizacja i radość z wykonania zadań... endorfiny i te sprawy, mogą powodować dziwne zachowania XD.
Dziękuję Ci za wyczerpujący komentarz, Kita <3. Pozdrawiam gorąco :*
Budynek mojej szkoły stanowił kiedyś zakon kobiecy xD To chyba wszystko wyjaśnia ;p
UsuńJa tu jestem za wersją harcore! Lubię dobre dramy, a to opowiadanie jest bardzo dobre, więc da się z niego zrobić rewelacyjną dramę, a może nawet harleqin? x"D Nie no, teraz to już mnie fantazja poniosła. Bez harleqinów proszę, ale przeciwko "ambitnej" wersji nic nie mam ;]
Bądź ideałem człowieka według Arystotelesa i pracuj nad sobą, a więc pracuj nad lenistwem i tym opem, możesz rozciągnąć je w czasie, bo nie obrażę się, jeśli będzie miało więcej niż symboliczne kilka rozdziałów :D
Wodospadów weny~! :*
~Kita
Budynek zakonu... jesu... w chowanego to tam nie grały XD.
UsuńAmbitny harlequin, to jest mega wyzwanie :"D. Nie mam pojęcia czy podołam, ale kto wie... może dzięki temu będzie więcej cukru w cukrze :D. Trzymaj kciuki <3.
Pracuję nad sobą, a raczej się staram pracować, a to już coś :"D. Od czegoś trzeba zacząć, prawda?
Mówisz o rozciąganiu opowiadania... HA! Wreszcie coś co umiem! Ba! Ja jestem w tym mistrzem! Nigdy nie umiem się zmieścić w swoich założeniach i tak oto masz szansę czytać fika, który w ogólnym zarysie miał mieć trzy rozdziały. Nawet nie wspomnę, że już dawno powinni się przytulać, całować czy inne tego typu interakcje uskuteczniać. No cóż... wyszło jak zawsze... Kuźwa, jacyś tacy wstydliwi mi wychodzą ci bohaterowie XD.
Ach...*staje pod wodospadem, czerpiąc wenę przez skórę* Bóg zapłać dobra kobieto, tego było mi trzeba <3
Bardzo spodobał mi się rozdział. Jestem tutaj po raz pierwszy, ale na pewno wpadnę jeszcze kilkakrotnie. Już sobie zapisuję linka. Mało cukru, mało ^^. Czekam na więcej i zapraszam na:
OdpowiedzUsuńhttp://disappearance-of-muscle.blogspot.com/
Cieszy mnie, że trafiłam w Twój gust :"3. Wszyscy chcecie cukru... cukier jest niezdrowy xD. Dziękuję za komentarz <3
Usuń